Dodaj do ulubionych

2007 - płyty roku

08.01.08, 11:34
podsumowanie pierwotne, do dokładnego przeglądnięcia na nowo za jakieś 6 miesięcy. Na dziś zestaw 2007 by panMarceli wygląda tak:

Podium - nie było płyt wybitnych (teza podsumowująca rok 2007), ale były dwie płyty wielkie:

miejsce 2:
Cocorosie - The Adventures of Ghosthorse and Stillborn
płyta cudowna w każdej sekundzie, genialne zabawy dźwiękiem i melodiami, rewelacyjne wokalaq, pieknie popieprzone teksty.

Miejsce 1: Fink - Distance and Time.
Na ten temat juz pisałem tyle, że więcej nie będę

A teraz gatunkowo:

Trompki, znaczy Dis is Dżaaz, bejbe:

The Nostalgia 77 Octet - The Weapons of Jazz Destruction
Eric Truffaz - Archangelsk
The Budos Band - The Budos Band II
The Heliocentrics - Out There
The Stance Brothers - Kind Soul

Nostalgia wygrywa, bo Nostalgia jest na takim etapie kariery, że wygrywa z wszystkimi. Nie ma w tym momencie chyba jazzowego składu, który mnie bałby się eksperymentów, nie starając się przy tym zostawić słuchacza w głebokiej dupie. Eric Truffaz zajmuje miejsce drugie głownie za wokal Eda Harcourta, Budos Band wspina się na podium za genialną żywiołowość, Heliocentrics to jest kapela o której za parę lat będa pisali w książkach na temat zmiany hip-hopowego paradygmatu, a The Stance Brothers ląduje w zestawieniu, ponieważ jest to jedyny projekt odgrzewania fusion z lat 70', który udał się od początku do końca.

Freedom of Speech, znaczy się hip-hop i related

Sibot - In With The Old
Arts The Beat Doctor - Transitions
MC Solaar - Chapitre 7
DJ Drez And Marty Williams- The Complete Moon Bay Sessions
Beastie Boys - The Mix Up

Sibot wygrywa rzutem na taśmę, ale nie mogło być inaczej, bo w zyciu nie słyszałem tak genialnej pracy nad montowaniem sampli, Arts The Beat Doctor rządzi w kategorii muzyka do przytulania Murzynek, Mc Solaar nagrał najlepsza płytę od czasu Prose Combat, Dj Drez dostaje nagrodę za ścianę hammondowych kwasów na doskonałych podkładach. BBoysi doczekują się uznania, choć wolałbym, żeby ta płyta była lepsza niż In The Sound - nie wyszło, ale i tak jest dobrze.

Electro for the Masses, czyli słodkie pitu pitu z komputera

Waldeck - Ballroom Stories
Burnt Friedman - First Night Forever
Susanna - Sonata Mix Dwarf Cosmos
Xela & Greg Haines - The 12th Chapel (live)
Blockhead- Uncle Tony's Colouring Book
Air - Pocket Symphony

Waldeck zwycięża bezapelacyjnie, mimo, że nie robi nic więcej niż Koop na zeszłorocznym Koop Islands. Tyle, że robi to jeszcze lepiej. Połaczenie softowej elektroniki i nostalgicznych aranzy jazzu z lat 30' wymiata w kazdym kawałku. W imieniu Burnta Friedmana nagrodę dostaje Barbra Panther, jeden z najciekawszych wokali żeńskich, jakie słyszałem w tym roku. Susanna bez Magicznej Orkiestry udowadnia, że w autorskim materiale jest równie doskonała, choc dużo bardziej ponura i dźwiękowo w okolicach Alvo Noto, Xela z Heinesem dostają nagrodę za najlepszy tegoroczny live act, Blockhead wchodzi na listę z braku konkurencji w tym roku, Air dostaje nagrodę za chyba najlepsza od czasów debiutu płyte w swojej karierze.

Kip łon Rakin (kategoria z duża ilością problemów)

Turzi - A
PJ_Harvey-White_Chalk
Babyhead - The Babyboom Town
The White Stripes - Icky Thump
Devendra Banhardt - Smokey Rolls Down Thunder Canyon

Turzi wygrywa z wiadomych przyczyn - nie brzmią jak rokendrolowcy, dużo ciekwasza muzyka to jest, ale skoro na gitarrach, to laduja w tej kategorii, usuwając w cień konkurencję. PJ dostaje nominację zupełnie prywatna, bo to chyba taka jej płyta, do której już teraz wracam prawie tak samo często jak do duetów z Pascalem Comelade. Babyhead dostaje medal za najpiękniej rozkręconą tegoroczną rockowa rozpierduchę, Strajpsi mają tu miejsce z sentymentu, a Banhardt za dwa, trzy lata będzie moim ulubionym Banhardtem, na razie wciąz rośnie.

Electro for Deaf, Dumb & Blind czyli kto tak napierdala w ten komputer

Dan Deacon - Spiderman of the Rings
Amon Tobim - Fooley Room
Murcof - Cosmos
The Complainer - & The Complainers
Venetian Snares - My Downfall (Original Soundtrack)

Dan Deacon wygrywa bezapelacyjnie za genialne pomysły, obłedny dizajn sceniczny i totalny rozpierdol dźwiękowy mieszający hardkor spod znaku ATR z melodiami z kreskówek, Tobim dostaje medal za to, że jak bardzo długo się nie potrafiłem do FR przekonać, tak, jak w końcu zażarło to na całego, trzy dni w słuchawach i ciągły repeat. Murcof kończy na podium, głownie ze względu na to, że to płyta przy której najwięcej w tym roku wypaliłem i wypiłem, Complainer jest w zestawieniu tylko po to, by wkurwić Pagaja (a bardziej serio, to po prostu nie ma innego polskiego składu w tym gatunku, któremu chciałoby się robić cokolwiek), a Venetian dostaje nagrodę pocieszenia a conto koncertu, któren będzie już w tym roku na NMF (40% pewności, 60 % łiszful thinkin)

Uciekaj króliku! znaczy pojeby

thinguma*jigsaw - (awakeinwhitechapel)
the pirate ship quintet - the pirate ship quintet
the tiger lillies - urine palace
grouper - way their crept
lukid - onandon

Thinguma - nagroda za najbardziej zwarty koncept album jaki w życiu słyszałem, poświęcony Kubie Rozpruwaczowi. Rzeź tekstowa, rzex muzyczna, a cały ten hałas na banjo, tarki, spadające przedmioty i wrzaski robi zaledwie dwoje ludzi. Piracki Kwintet dostaje medal za najwolniejsza muzykę na świecie, Tigersi lądują na podium, bo tak już jest, Grouper doczekuje się uznania za to, że nagrali dla Type album kompletnie odstający od profilu labelu, a Lukid kończy stawkę udowadniając, że własna sypialnia, stary komputer i chwila czasu wystarczają na nagranie jednej z bardziej popierdolonych płyt roku.

Miś z okienka, czyli radio i telewizja

Sinead O' Connor - Theology
Amy Winehouse - Back to black
Prince - Planet Earth

Bez tłumaczenia, bo co tu napisać o 3ch porzadnych płytach popowych, czego nie dałoby się napisać o wszystkich innych płytach popowych. Fajne są i tyle.

Kategoria ichujwamwdupę, czyli najbardziej overhajpowane albumy roku:

Animal Collective - Strawberry jam
Burial - Untrue
The Tuss - rushup edge


P:)
Obserwuj wątek
    • pagaj_75 Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 12:02
      braineater napisał:

      > Complainer jest w zestawieniu tylko po to, by wkurwić Pagaja

      Pffff! Luzik, man, są bardziej żenadne pozycje w Twoim zestawieniu (Air? ze
      swoją najsłabszą płytą, a w kontekście całego roku jedną z tych z gatunku
      "ciszej nad tą trumną")
      Ale spoko, za parę dni ja też coś wypocę i też będziesz mógł się pośmiać :))

      > Kategoria ichujwamwdupę, czyli najbardziej overhajpowane
      > albumy roku:
      >
      > Animal Collective - Strawberry jam
      > Burial - Untrue

      Tutaj przybijam piątkę. Soooo true.

      > The Tuss - rushup edge

      A co to? Kto to hajpował, bo pierwsze słyszę?
      • braineater Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 12:15
        pagaj_75 napisał:

        > braineater napisał:
        >
        > > Complainer jest w zestawieniu tylko po to, by wkurwić Pagaja
        >
        > Pffff! Luzik, man, są bardziej żenadne pozycje w Twoim zestawieniu (Air? ze
        > swoją najsłabszą płytą, a w kontekście całego roku jedną z tych z gatunku
        > "ciszej nad tą trumną")

        Nie zgadzam się i tyle:) Nie, serio chłopaki zebrali się wreszcie w studio i nagrali kontynuację debiutu. Rozumiem, że może zrobili to o 10 lat za późno, ale podoba mi się ta płyta dużo bardziej niz wszystko, co było pomiędzy 1 a tą.

        >
        > > The Tuss - rushup edge
        >
        > A co to? Kto to hajpował, bo pierwsze słyszę?
        >
        Jacie, w jakim ty świecie żyjesz? :P
        Toz to wielmożny Afex Tłin under niu psełdo, wysmazył kilka nowych kawałków w frutylupsach ozodbionych analogowymi syntezami, porobił tajemna promocję na MajPejsie i juz na 3 miesiące przed wydaniem wszystkie istotne serwisy od zgrzytów i dronów wiedziały, że to najlepsza płyta roku :)

        P:)
        • pagaj_75 Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 12:35
          braineater napisał:

          > Jacie, w jakim ty świecie żyjesz? :P

          Pfff, ja już od dawna nie zwracam uwagi na wydawnictwa z Rephlexa, bo one z
          definicji są overhyped. Tak jak są ludzie, którzy są w stanie podniecać się 167.
          płytą Deep Purple, tak są też i tacy, którzy wszystko co wypierdzi Rychu będą
          czcić i wielbić. Spoko.

          To jakiś acid jest, jak zgaduję? Ostatnimi czasy robi się moda wśród starych i
          zezgredziałych rave'owców na powrót do czasów młodości. Patrzaj na takiego
          Luke'a Viberta - w 2007 wypluł conajmniej dwa albumy z acidami (jeden jak The
          Ace of Clubs, drugi w duecie z Jean-Jacques Perreyem). Kolesie zmęczyli się
          komputerami, więc wyciągają ze strychów swoje zakurzone "trzystatrójki" i
          "osiemsetósemki", i... czuć swąd stęchlizny ;)
    • hennessy.williams Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 12:49
      braineater napisał:

      > Cocorosie - The Adventures of Ghosthorse and Stillborn
      > Fink - Distance and Time
      > The Nostalgia 77 Octet - The Weapons of Jazz Destruction
      > PJ_Harvey-White_Chalk
      > The White Stripes - Icky Thump
      > Devendra Banhardt - Smokey Rolls Down Thunder Canyon
      > Sinead O' Connor - Theology
      > Amy Winehouse - Back to black

      Skoro w tylu pozycjach wypada mi tylko skinąć głową na tak,
      to jakim cudem...

      > Kategoria ichujwamwdupę, czyli najbardziej overhajpowane albumy roku:
      > Animal Collective - Strawberry jam
      > Burial - Untrue

      ...po tym aż mi się łeb ukręcił? Czy mam to rozumieć dosłownie, że przeszkadza
      ci hajp, czy też jest to próba sugestii, że to słabe płyty są?
      • pagaj_75 Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 12:59
        hennessy.williams napisał:

        > czy też jest to próba sugestii, że to słabe płyty są?

        nawet nie tyle, że słabe, co niedorastające do hajpu jaki im towarzyszy. ze
        swojej strony, mimo obronnego tekstu Maćka M. na screenagers, dorzucam tutaj The
        Field. dobra płyta, ale tylko dobra i nic więcej.
      • braineater Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 13:08
        Wybitnie hajp zaważył. Nie wiem kompletnie o co chodzi z Animal Collective, bo przecież oni od samego poczatku takie płyty nagrywają (moze tym razem mieli lepsza promocję i szerzej ich zauwazono) i w sumie zabawa w znajdź 10 róznic pomiędzy Sun Tongues a Strawberry pozostałaby bez rozstrzygnięcia (tzn ja widzę jedną - wszystko na SJ zostało uproszczone i wykrojone do modelu 'ma się podobać') a ja zdecydowanie wolę ich w wersji głośnej, ciężkiej ale dużo bardziej szczerej, jak np na Danse Manatee i Campfire Songs, a tu robi się coś takiego, jakby po 8 latach naraz milion ludzi się obudziło zauwazając fajną kapelę, ale w sumie całe zauważanie ograniczając tylko do tej jednej jedynej płyty, które w dodatku o zespole mówi niewiele.

        A Burial to jest w ogóle smieszna sprawa, bo to nie jest zła płyta bynajmniej, tylko problem w hajpie na super nowe podejście do tematu. A to jakby zupełna nieprawda. Przyznam, że długo mnie męczyło przypominanie sobie, gdzie ja już słyszałem podobnie zorganizowany materiał, z taką samą mieszanką zimnych bitów i soulujących wokali, szukałem w jakiś rzeczach bliższycvh czasowo, a okazało się, że chodziło o staroć - Photek, gośc o którym chyba już wszyscy zapomnieli i jego płytkę sprzed lat 8 - Solaris. Tam w 11 kawałkach jest wszystko to, co Burial próbował pokazac na Untrue, tylko jakby bardziej przemyślane, lepiej zrobione, ciekawsze wokalnie i muzycznie (i to pomimo lekko housujących bitów w niektórych kawałkach) I znów jest podobnie jak z AC - płyta załapuje się na megahajpa, głownie dlatego, że nikomu się nie chce wracac do dokonań klasycznych. Skoro Photek był 8 lat temu, to szanse, że ktoś o nim pamięta sa nikłe, więc mozna ogłaszać rewolucję, świeże podejście itd.

        P:)
        • pagaj_75 Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 13:17
          Photek / Burial -> heh, faktycznie, coś w tym jest. zwłaszcza, że Photek to
          przecież jeden z idoli Buriala (jak wynika z jakiegoś wywiadu, który znalazłem w
          sieci)
          Ale Burial jednym niewątpliwie się broni - klimatem całości, chociaż mnie już
          też zaczyna wkurwiać, gdy w kolejnym opisie płyty czytam o podróżach nocnym
          autobusem po południowym Londynie ;)
          • carmody Re: 2007 - płyty roku 16.01.08, 03:02
            Dobrze, że się nie odzywałem nigdy w temacie Burial, bo właśnie się
            zorientowałem, że słuchałem jego pierwszej płyty przekonany, że słucham
            "Untrue". Pierwsza mi się podoba, choć ejakulatu koło głośników nie składam.
        • ilhan Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 13:50
          braineater napisał:

          > ale dużo bardziej szczerej

          Hyhyhyhyhyhy.

          Sorry, musiałem :>

          Ctrl+c Ctrl+v

          1. Animal Collective - Strawberry Jam
          2. Muchy - Terroromans
          3. Tigercity - Pretend Not To Love [EP]
          4. The Tough Alliance - A New Chance
          5. Charlotte Hatherley - The Deep Blue
          6. Studio - West Coast
          7. The New Pornographers - Challengers
          8. Super Furry Animals - Hey Venus!
          9. Modest Mouse - We Were Dead Before The Ship Even Sank
          10. LCD Soundsystem - Sound Of Silver

          11. M.I.A. - Kala
          12. Panda Bear - Person Pitch
          13. My Teenage Stride - Ears Like Golden Bats
          14. Roisin Murphy - Overpowered
          15. Drivealone - The Letitout [EP]
          16. Field Music - Tones Of Town
          17. !!! - Myth Takes
          18. The Clientele - God Save The Clientele
          19. Apples In Stereo - New Magnetic Wonder
          20. Thief - Sunchild

          21. Gui Boratto - Chromophobia
          22. Akron/Family - Love Is Simple
          23. The Field - From Here We Go Sublime
          24. The Aliens - Astronomy For Dogs
          25. The Sea & Cake - Everybody
          26. Caribou - Andorra
          27. Radiohead - In Rainbows
          28. Dinosaur Jr. - Beyond
          29. Yeasayer - All Hour Cymbals
          30. Liars - Liars
        • hennessy.williams Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 16:10
          Czyli możemy się zgodzić na to, że są to płyty co najmniej niezłe i nie
          przeszkadza wam (brejnu i pagaju) zawartość merytoryczna płyty, tylko marketing
          szeptany? Bo jeśli tak to - skoro daliście się nieraz w swoich postach poznać
          tutaj jako ludzie w miarę odporni na hajp - jest to zwykłe starcze marudzenie.
        • kubasa Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 16:35
          braineater napisał:

          = a tu robi się coś takiego, jakby p
          > o 8 latach naraz milion ludzi się obudziło zauwazając fajną
          kapelę, ale w sumie
          > całe zauważanie ograniczając tylko do tej jednej jedynej płyty,
          które w dodatk
          > u o zespole mówi niewiele.

          Ale co ta cała teoria ma wspólnego z prawdą? Animal Collective
          zostało szeroko zauwazone na wysokości "Sung Tongs" i "Here Comes
          The Indian", już niezłe oceny dla "Feels" były efektem zwrócenia
          uwagi własnie na te dwa poprzednie albumy. "Strawberry Jam" już było
          highly anticipated.
        • tysia2 Re: 2007 - płyty roku 14.01.08, 08:43
          w sumie zabawa w znajdź 10 róznic pomię
          > dzy Sun Tongues a Strawberry pozostałaby bez rozstrzygnięcia (tzn ja widzę jedn
          > ą - wszystko na SJ zostało uproszczone i wykrojone do modelu 'ma się podobać')
          No, truskawka jest zdecydowanie szybsza (tak, to ułatwia zachwyty). Sung Tongues
          to oni są freaki akustyczne bardziej, na SJ to już szaleństwo nieklasyfikowalne.
    • tomash8 Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 14:45
      Może jeszcze poczekajmy z oficjalnym podsumowaniem?

      W każdym razie u mnie to póki co wygląda tak:

      1. Electric Wizard - "Witchcult today"
      2. Reverend Bizarre - "III: So long suckers"

      i to się na pewno nie zmieni. Z dłuższą listą się jeszcze wstrzymam, paru rzeczy
      nie słyszałem, kilka dosłownie w ostatnich dniach mi nieco koncepcje zestawienia
      zburzyło(Wilco na przykład)
      • carmody Re: 2007 - płyty roku 16.01.08, 01:21
        tomash8 napisał:

        > Może jeszcze poczekajmy z oficjalnym podsumowaniem?
        >
        > W każdym razie u mnie to póki co wygląda tak:
        >
        > 1. Electric Wizard - "Witchcult today"

        Zaiste wyjebitna płyta. Z tej działki mam jeszcze do obsłuchania Om
        "Pilgrimage", ale Elektryczny Czarodziej i tak jest top.
    • pytajnick Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 18:03
      Tak miałem jakiś miesiąc temu:

      1. Eluvium - Copia
      2. 5'Nizza - O5
      3. Beirut - The Flying Club Cup
      4. Fink - Distance And Time
      5. Psio Crew - Szumi Jawor Soundsystem
      6. RZA - Afro Samurai OST
      7. The Field - From Here We Go To Sublime
      8. Stefano Battaglia - Re: Pasolini
      9. Porcupine Tree - Fear Of A Blank Planet
      10. Blackfield - II / Public Enemy - How You Sell Soul To A Soulless
      People Who Sold Their Soul???


      W kwestii dyskusji nad hajpem Animal Collective/Burial, to pierwsze mi się nie
      podoba (znaczy słabe jest IMO, źle brzmi i jest w ogóle nieładne), a druga
      płytka podoba mi się o jakieś 15 pkt. proc. mniej niż średnia metacriticsowa.
      • pagaj_75 Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 22:26
        pytajnick napisał:

        > 2. 5'Nizza - O5

        Ale przeca to 2005, jak sam tytuł wskazuje ;)
        (nawet mam teraz oryginał pod ręką i sprawdziłem dla stuprocentowej
        pewności)
        • pytajnick Re: 2007 - płyty roku 09.01.08, 01:37
          pagaj_75 napisał:

          > pytajnick napisał:
          >
          > > 2. 5'Nizza - O5
          >
          > Ale przeca to 2005, jak sam tytuł wskazuje ;)
          > (nawet mam teraz oryginał pod ręką i sprawdziłem dla stuprocentowej
          > pewności)

          Liczy się polska premiera :P
          Serio, płytka była praktycznie nie do zdobycia do niedawna a po akademikach
          hulały ino empetrójki.
          Ale ostatecznie oczywiście masz rację.
    • hennessy.williams Hennessy 2007 Top 50 08.01.08, 21:11
      1. PJ Harvey – White Chalk
      2. Radiohead - In Rainbows
      3. Jens Lekman - Night Falls Over Kortedala
      4. The New Pornographers - Challengers
      5. Animal Collective - Strawberry Jam
      6. Feist – The Reminder
      7. The National - Boxer
      8. Land Of Talk - Applause Cheer Boo Hiss [EP]
      9. Róisín Murphy - Overpowered
      10. Muchy - Terroromans
      11. Björk - Volta
      12. Iron & Wine - The Shepherd's Dog
      13. The Aliens - Astronomy For Dogs
      14. Of Montreal - Hissing Fauna, Are You The Destroyer?
      15. !!! - Myth Takes
      16. Muzyka Końca Lata – 2:1 dla dziewczyn
      17. Devendra Banhart – Smokey Rolls Down Thunder Canyon
      18. CocoRosie - The Adventures Of Ghosthorse And Stillborn
      19. Rufus Wainwright - Release The Stars
      20. Kawałek Kulki – Kawałek Kulki
      21. Okkervil River - The Stage Names
      22. The White Stripes - Icky Thump
      23. The Sea & Cake - Everybody
      24. Laura Veirs – Saltbreakers
      25. Burial - Untrue
      26. Nostalgia 77 Octet - Weapons Of Jazz Destruction
      27. Caribou - Andorra
      28. Panda Bear - Person Pitch
      29. Nosowska - UniSexBlues
      30. Studio - West Coast
      31. Beirut - The Flying Club Cup
      32. Tigercity - Pretend Not To Love [EP]
      33. Hey - Unplugged
      34. Stars - In Our Bedroom After The War
      35. Anouk - Who's Your Momma
      36. Band Of Horses - Cease To Begin
      37. LCD Soundsystem - Sound Of Silver
      38. M.I.A. - Kala
      39. Gogol Bordello - Super Taranta!
      40. Fink - Distance And Time
      41. Architecture in Helsinki – Places Like This
      42. Liars - Liars
      43. The Arcade Fire - Neon Bible
      44. Wilco – Sky Blue Sky
      45. Dinosaur Jr. - Beyond
      46. Editors - An End Has A Start
      47. Tori Amos - American Doll Posse
      48. Paula Cole - Courage
      49. Donna Regina - More
      50. José González - In Our Nature

      Parę słów może jutro...
    • janek0 Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 22:06

      Co to kurwa za jaja są ?!
      Co ?!!

      Takie wątki to se można kurwa w marcu zakładać a nie kurwa 8 stycznia.

      No się wkurwiłem.
      • hennessy.williams Re: 2007 - płyty roku 08.01.08, 22:28
        janek0 napisał:

        >
        > Co to kurwa za jaja są ?!
        > Co ?!!
        >
        > Takie wątki to se można kurwa w marcu zakładać a nie kurwa 8 stycznia.
        >
        > No się wkurwiłem.

        Sieciesz, że nie 30 grudnia - jak single. Aż je chyba normalnie zbojkotuje ;)
      • jarecki32 Re: 2007 - płyty roku 09.01.08, 02:36
        janek0 napisał:

        >
        > Co to kurwa za jaja są ?!
        > Co ?!!
        >
        > Takie wątki to se można kurwa w marcu zakładać a nie kurwa 8
        stycznia.
        >
        > No się wkurwiłem.

        janekdumnezero nerwowy jakis :)

        nikt nie kaze sie wpisywac od zaraz, ja swoja liste (plus DVDs
        oczywiscie) pokaze za pare tygodni albo pozniej i czesc.


    • ayya Re: 2007 - płyty roku 09.01.08, 13:25
      też se przekleje:

      1. The Field - From Here We Go Sublime
      2. Burial - Untrue
      3. Phosphorescent - Pride
      4. Muchy - Terroromans
      5. Radiohead - In Rainbows
      6. LCD Soundsystem - Sound Of Silver
      7. Apparat - Walls
      8. Jens Lekman - Night Falls Over Kortedala
      9. Akron/Family - Love Is Simple
      10. CocoRosie - The Adventures Of Ghosthorse And Stillborn
      11. Devendra Banhart - Smokey Rolls Down Thunder Canyon
      12. Panda Bear - Person Pitch
      13. Studio - West Coast
      14. Yeasayer - All Hour Cymballs
      15. Animal Collective - Strawberry Jam
      16. Liars - Liars
      17. The Besnard Lakes - The Besnard Lakes Are The Dark Horse
      18. The Tough Alliance - A New Chance
      19. Deerhunter - Cryptograms
      20. Okkervil River - The Stage Names
      21. !!! - Myth Takes
      22. Battles - Mirrored
      23. Tigercity - Pretend Not To Love EP
      24. St. Vincent - Marry Me
      25. A Sunny Day In Glasgow - Scribble Mural Comic Journal
      26. The Rosebuds - Night Of The Furies
      27. Menomena - Friend And Foe
      28. Shannon Wright - Let In The Light
      29. Lucky Soul - The Great Unwanted
      30. Muzyka Końca Lata - 2:1 dla dziewczyn
    • digsa Re: 2007 - płyty roku 09.01.08, 16:58
      01.of Montreal - Hissing Fauna, Are You The Destroyer?
      02.Animal Collective - Strawberry Jam
      03.Muchy - Terroromans
      04.Super Furry Animals - Hey Venus
      05.PJ Harvey - White Chalk
      06.Jens Lekman - Night Falls Over Kortedala
      07.Róisín Murphy - Overpowered
      08.Panda Bear - Person Pitch
      09.Radiohead - In Rainbows
      10.LCD Soundsystem - Sound of Silver

      11.Klaxons - Myths Of The Near Future
      12.Modest Mouse - We Were Dead Before The Ship Even Sank
      13.Studio - Yearbook 1
      14.Paul McCartney - Memory Almost Full
      15.The National- Boxer
      16.Justice - † (Cross)
      17.Yeasayer - All Hour Cymbals
      18.Dinosaur Jr. - Beyond
      19.Psychocukier - Małpy Morskie
      20.Architecture in Helsinki- Places Like This

      21.Patrick Wolf - The Magic Position
      22.Andrew Bird - Armchair Apocrypha
      23.Arcade Fire - Neon Bible
      24.Electrelane - No Shouts No Calls
      25.The Shins - Wincing the Night Away

      to większość tych, których słuchałam.
    • kkrzysiekk Re: 2007 - płyty roku 12.01.08, 23:03
      Niektórzy sobie chwalą, a dla mnie kolejny słaby rok :(

      1. Tigercity - Pretend Not To Love EP
      2. Super Furry Animals - Hey Venus!
      3. LCD Soundsystem - Sound Of Silver
      4. The Arcade Fire - Neon Bible
      5. Róisín Murphy - Overpowered
      6. Chromeo - Fancy Footwork
      7. Yeasayer - All Hour Cymbals
      8. Gogol Bordello - Super Taranta!
      9. Modest Mouse - We Were Dead Before The Ship Even Sank
      10. Muchy - Terroromans

      11. The Field - From Here We Go Sublime
      12. Tracey Thorn - Out of the Woods
      13. Patrick Wolf - The Magic Position
      14. Radiohead - In Rainbows
      15. Beirut - The Flying Club Cup
      16. The Shins - Wincing the Night Away
      17. PJ Harvey - White Chalk
      18. Prince - Planet Earth
      19. Editors - An End Has A Start
      20. The Rakes - Ten New Messages
    • pszemcio1 Re: 2007 - płyty roku 17.01.08, 15:06
      1. Rh
      2. Animal Collective
      3. Robert Wyatt
      4. The National
      5. Kevin Drew
      6. Andrew Bird
      7. Panda Bear
      8. Field Music
      9. Menomenna
      10. Burial
      11. Battles
      12. Klaxons
      13. Deerhunter
      14. Bonnie Prince Billy
      15. Tigercity
      16. Arcade Fire
      17. Feist
      18. Interpol
      19. Deerhof
      20. P J Harvey
      21. Hey
      22 The Coral
      23. Bjork
      24. Ed Vedder
      25. Maximo Park
      • nienietoperz Re: 2007 - płyty roku 17.01.08, 15:31
        Takie sobie zestawionko - niewiele słuchania, to i niewiele pozycji na liście.

        1. Thurston Moore
        2. Einsturzende Neubauten
        3. Radiohead
        4. LCD Soundystem (Sound of Silver)
        5. Battles
        6. White Stripes
        7. Modest Mouse
        8. Electrelane
        9. Bjork
        10. !!!
        • carmody Re: 2007 - płyty roku 17.01.08, 16:26
          ee to ja też, skoro się porwałem na podsumowanie w audycji. Na jego
          podstawie wygląda to mniej więcej tak:
          /kolejność raczej nie gra roli/


          - Beastie Boys - The Mix Up
          Bo przyjemnie bujała i wyszła w idealnym okresie, na początku lata

          - Babyhead - Babyboom Town
          Douszna impreza. W domu słuchać tylko podczas sprzątania. Albo
          rozpierdalania ścian i zrywania podłogi.

          - Battles - Mirrored
          Świeżo.

          - Amon Tobin - Foley Room
          Jednak mistrz. Nie zapowiadało się na to, że zaprzyjaźnię się z tą
          płytą. A jednak - świetnie dobrane, a przy tym zaskakujące dźwięki
          na "Foley Room" fascynują i chce się do nich wracać

          - The Complainer - The Complainer & The Complainers
          Najlepsza polska płyta 2007 i basta. Więcej w wątku o festiwalu Nowa
          Muzyka.

          - Talib Kweli & Madlib - Liberation EP
          "Ear Drum" Taliba rozczarował. Darmowa Epka z geniuszem dzisiejszego
          hip hopu Madlibem to coś więcej, niż prezent dla fanów. Podkłady
          Madliba są jak zwykle zwariowane, a Kweli jest wyluzowany i nie
          słychać ani na chwilę spinki i pierdolenia jakim raczy nas na
          solówce (choć tam Madlib robił 1 track).

          - Dalek - Abandoned Language
          To już zupełnie inny Dalek, niż na dzikim "From Filthy Tongue of
          Gods and Griots". To słabsza płyta, niż genialne "Absence". Ale i
          tak ich lubię

          - The Heliocentrics - Out There
          Tu się podpisuję pod słowami Braineatera

          - Aesop Rock - None Shall Pass
          Wielki niedoceniony (oceny w serwisach średnio: 3-4/5 lub 7/10). U
          mnie wielki zwycięzca w kategorii hip hop. Płyta jest lepsza od
          świetnego "Labor Days". Rap jak zwykle na najwyższym poziomie,
          teksty zajebiste, podkłady cudo - i o ile można się takowych
          spodziewać po Blockheadzie i El-P, którzy ukuli ich większą część,
          to 1/3 nagrań wyszła spod łap Aesa i słychać niesamowity rozwój u
          tego pana.
          Z obrazkiem będzie:
          1 singiel : youtube.com/watch?v=l1u43KDiWD0
          2 singiel - "Coffe" ze śpiewakiem z The Mountain Goats:
          youtube.com/watch?v=lrsj653088E
          God bless this man!

          - El-P - I'll Sleep When You're Dead
          Zabrałem się za to niedawno. I jeszcze mi się początkowo nie
          podobało! Trust no one, nawet sobie - druga płyta hh roku 2007. I to
          będzie chyba moja ulubiona płyta El-P.

          - Budos Band - Budos II
          Superzaste afrobity z psychodeliczną jazdą, klawiszami jak u Mulatu
          Astatke i dzikim groovem. No czego chcieć więcej?

          - Amy Winehouse - Back To Black
          Do tej płyty pocierałem się w osobnym wątku. I od wakacji nic się
          nie zmieniło - pop album roku. Jak się zmiesza z alkoholem to robi
          się niebezpiecznie. Uwielbiam ten album.

          - The Nostalgia 77 Octet - Weapon Of Jazz Destruction
          Nostalgia 77 to przede wszystkim numba one wśród zespołów, które
          poznałem w roku 2007. Urywa dupę i pociąga za nią cały
          kręgosłup. "Weapon Of..." nie podoba mi się, aż tak bardzo jak "The
          Garden", ale i tak jest to najlepsze dżezicho A.D.2007

          - Bumps - Bumps
          A mi się to bębnienie podobało bardzo i przez miesiąć tłukło mi się
          po uszach podczas przejazdów komunikacją miejską. I tyle wystarczy.

          - Einstürzende Neubauten - Alles Wieder Offen
          Ci pojawiają się tu tylko dlatego, że miło mnie zakoczyli.
          Po "Perpetuum Mobile" myślałem, że dziś już nie dla mnie przyjaźń
          polsko-niemiecka, a tu proszę! fajna płyta!

          - Electric Wizard - Witchcult Today
          Za hajpem Tomasha8, popartym przez Grima. Czego może chcieć od życia
          taki człek jak ja, jak nie lovecraftowskiego sludge/stoner/doom
          metalu?

          - The Tiger Lillies - Urine Palace
          Liliochy jak zwykle stanęli na wysokości zadania i stamtąd polewają
          wszystkich ciepłym moczem.

          - Soulsavers & Mark Lanegan - It's Not How Far You Fall, It's The
          Way You Land
          Bo Marka Lanegana uwielbiam, a ci mu jeszcze wzruszające tło
          zrobili. + najlepsze nagranie w kategorii singiel "Revival"

          - Gogol Bordello - Super Taranta
          To jest miłość nie do wytłumaczenia. Z drugiej strony nie lubić
          Gogoli, to tak jakbyś własnej matki nie kochał. Płyta roku? Na pewno
          najlepsza Gogoli ever.

          - Shellac - Excellent Italian Greyhound

          A bo się naczekałem tyle lat, to niech mają. Słabo, że chłopaki
          wcześniej grali na koncertach "The End Of Radio", czyli genialny
          opener tej płytki - 10 najlepszych minut płyty znaliśmy już od 2004
          roku (w dodatku 10 z 40 minut). I tak fajna, ale chciałbym, żeby
          mnie przekroiła na pół - niestety obdukcja tego nie wykazała.

          - Devendra Banhart - Smokey Rolls Down Thunder Canyon
          ŁADNA.

          - Fink - Distance And Time
          Odszczekuję wszystkie zarzuty. Jednak rusza, jednak to coś więcej,
          niż zbiór przyjemnych piosenek. Uzależnia dziwnie. Może stanie się
          moją drugą "Niandrą..."

          Oczywiście nie przesłuchałem wszystkich ważnych płyt, nie znam
          nagrań z rankingów i kompletnie zfrajerzyłem się z Burialem -
          słuchałem debiutu myśląc, że to "Untrue". I jakbym poważniej
          podchodził to takich podsumowań, to popierałbym głosy, że jest na to
          za wcześnie...
          • pagaj_75 Re: 2007 - płyty roku 17.01.08, 22:44
            carmody napisał:

            > - Fink - Distance And Time
            > Odszczekuję wszystkie zarzuty. Jednak rusza, jednak to coś więcej,
            > niż zbiór przyjemnych piosenek. Uzależnia dziwnie. Może stanie się
            > moją drugą "Niandrą..."

            Kurde, bo to tak jest, widzisz. Ja słyszałem najpierw poprzednią
            płytę Finka i trochę mnie znudziła, więc jak zobaczyłem, że nową
            hajpuje Brejn, któren skuteczność hajpów ma tak na poziomie 10% (ale
            i tak chłopaka lubię), to zabrałem się za sprawdzanie z letko
            ironicznym uśmiechem pod wąsem (którego nie posiadam). No i z każdym
            kawałkiem i z każdym przesłuchaniem całej płyty ów uśmiech mi rzedł.
            No i ja protestuję, no! Bo to niby taka płyta-nic, ale nim się
            spostrzeżesz - wsiąkasz. Niby koleś nic nowego do gatunku "singer
            łamane przez songwriter" nie wnosi, a jednak trudno to do
            czegokolwiek porównać. No i jakoś dziwnie podobają pomysły na
            teksty, np. do takiego "Trouble's What You're In". Prościutkie, ale
            skuteczne. Bez sęsu, wszystkie ideały sierpnia idą się walić...
            • braineater Re: 2007 - płyty roku 18.01.08, 00:58
              Oficjalnie pokazuję Ci język
              :P

              P:)
    • pagaj_75 Ale liczba ich to czterdzieści i cztery 23.01.08, 00:55
      No dobra, na widok publiczny i pośmiewisko powszechne wystawiam. Nie
      było w tym roku jakichś wybitnych zjawisk, ale też mnóstwo
      ponadprzeciętnych albumów i z nich sobie wybrałem i po krótce
      opisałem 44 (dlaczego 44? bo tak!)

      - Battles – Mirrored (Warp)
      Niektórzy nie kumają co w tym takiego fajnego, ja nie kumam jak
      można nie kumać tej oczywistej oczywistości. Może trochę
      przekombinowane, ale żywiołowe i w miarę ożywcze. Tylko wywalcie,
      chłopaki, te wiewiórki z zespołu, bo psują wrażenie.

      - Belleruche – Turntable Soul Music (Tru Thoughts)
      O, a to fajny przykład jak z czegoś, co już było i zostało ograne do
      nieprzytomności wycisnąć jeszcze ostatnie krople świeżości. „Major
      Swing” to prawdopodobnie mój singiel roku (niezależnie od tego czy
      był wydany na małej płycie czy nie). Bo tą płytę bronią przede
      wszystkim bujające podkłady, głos pani wokalistki i nierzadko
      kapitalne melodie.

      - Ben Frost – Theory of Machines (Bedroom Community)
      Jedyna post-rockowa płyta ostatnich kilku lat, która nie wywołuje u
      mnie reakcji „dwa palce do gardła”. Australijczyk z Islandii zrobił
      płytę bez anielskiego wycia ala Sigur Rós, bez katastrofizmu GYBE!,
      bez nadęcia Explosions in the Sky, za to ze świetnie skonstruowanymi
      minilistycznymi kompozycjami.

      - Stephan Bodzin – Liebe Ist… (Herzblut Recordings)
      - Gui Boratto – Chromophobia (Kompakt)
      To był bardzo dobry dla takiego lekko popowego elektro-minimal-
      housowego grania. Bodzin niby z tych wszystkich płyt najmniej
      przebojowy (właściwie to w ogóle niewpadający w ucho przy pierwszym
      słuchaniu), za to nadrabiający pomysłowością w wykorzystaniu do cna
      możliwości najprostszego nawet motywu, fajnie denerwujący zgrzytami
      i akcjami typu „ups, ręka mi się omsknęła na gałce syntezatora”.
      Płytę Boratto trochę bym okroił („Beautiful Life” – out!), ale nawet
      obleci.

      - Boxcutter – Glyphic (Planet Mu)
      Słabiej chyba jednak niż na debiucie, no i momentami mocne odejście
      od dubstepu w kierunku Tobinowego drum’n’bassu, ale przynajmniej nie
      nudzi jak „Foley Room” na dłuższą metę.

      - Boys Noize – Oi Oi Oi (Boysnoize)
      Przyznam się, że nie słyszałem Justice ani Tough Alliance, słyszałem
      za to Boys Noize i jestem za. Nie ma toto szans na przebicie
      większe, bo, krótko mówiąc, koleżka ukrywający się pod tą nazwą nie
      uznaje miękkiej gry i od początku atakuje przesterowanymi,
      agresywnymi syntezatorami wygrywającymi proste (ale nie prostackie)
      motywy. Ale podejrzewam, że Daft Pank w tych cieniutkich dla siebie
      czasach chcieliby mieć na swoim koncie coś takiego jak „Shine
      Shine”.

      - Bumps – Bumps (Stones Throw)
      To, że nie da się tego słuchać w kółko nie znaczy, że złe. Inwencja
      rytmiczna i produkcyjna panów z Żółwia stanowi dla mnie źródło
      nieustającej zazdrości i depresji. Bo ja tak naprawdę chciałbym być
      perkusistą w typie Zwierzaka z Muppetów.

      - Burial – Untrue (Hyperdub)
      A niech wam wszystkim będzie. Żadna to płyta roku, c’mon, ale w
      odpowiednich warunkach przyjemnie się tego słucha. Niemniej debiut
      był lepszy i już.

      - Cobblestone Jazz – 23 Seconds (!K7)
      Kolejna płyta z tej samej bajki co Bodzin i Boratto… tylko o 87%
      lepsza, co potwierdzą (jak im się zapłaci) gospodynie domowe z
      Gdyni. Brak mi w tym trochę jazzowego szaleństwa (skoro już w nazwie
      odwołują się do tego szlachetnego gatunku), ale Kanadyjczycy z CJ
      grają naprawdę zacny minimal, który nie nudzi się nawet po wielu
      przesłuchaniach.

      - Colleen - Les Ondes Silencieuses (Leaf)
      A to taka niepozorna, nieśmiała płyta, która przysiadła sobie cicho
      w kącie, coś tam niewyraźnie bucząc pod nosem. Koleżanka z Francji
      postanowiła popisać się na ilu to instrumentach da radę zagrać i
      zupełnie przy okazji zakasowała nudnawe tegoroczne Eluvium. Chcemy
      więcej tego stuffu.

      - Dark Energy – Collided Energy (Submerge Recordings)
      Zabawne, ale pomimo tego, że strasznie dissuję powroty weteranów
      elektroniki (AFX, Luke Vibert) do acid house/techno, to w
      podsumowaniu umieszczam sobie jeszcze starszego dziadka z jeszcze
      bardziej archaicznego gatunku jakim jest Detroit techno. Ale może
      brzmienia z Detroit aż tak mi się nie przejadły, a i Mr. James
      „Suburban Knight” Pennigton wydaje się być w świetnej formie i z
      pomysłami. Żadna rewelacja, ale posłuchać było miło.

      - (Deepchord presents) Echospace – The Coldest Season (Modern Love)
      W sumie na screenagers najlepsza rekomendacja – skręcając blanta pod
      tą muzykę, skręcić również kaloryfer i mamy idealny warunki
      odsłuchu. Jazda obowiązkowa dla miłośników brzmień Basic-Channelo-
      podobnych. Dla pełnego obrazu zdobywamy niezatytułowaną,
      jednostronną EP-kę, też wydaną przez Modern Love.

      - Distance – My Demons (Planet Mu)
      Dubstep w natarciu. Kolega Distance próbuje lekko straszyć.
      Wprawdzie jest to straszenie rodem z horrorów klasy D albo i
      niższej, ale ja to kupuję. Kilka naprawdę mocarnych motywów
      głębokiego basu. Idealne na tło do spaceru nocą po warszawskiej
      Pradze ;)
      • pagaj_75 A liczba ich to czterdzieści i cztery, pt. 2 23.01.08, 00:56
        - Efdemin – Efdemin (Dial)
        Ech, żeby cała płyta była taka dobra jak pierwszy kawałek, to może
        i miejsce na podium by było. A tak mamy przez większą część siostrę-
        bliźniaczkę „Chromophobii”, równie ładną, choć nie tak pyskatą i
        przebojową.

        - Emiter – Sinus (Monotype)
        A to tak, żeby było coś z Polski. Niby nic nowego w kategorii
        „drony”, ale naprawdę daje radę. Jedna z tych płyt, o których
        naprawdę nie trzeba mówić, że „dobre jak na polskie warunki”. Dobre
        jak na światowe warunki. Ale tylko dobre.

        - Exploding Star Orchestra – We Are All From Somewhere Else (Thrill
        Jockey)
        Co, po tylu latach i nagranych płytach, może nam jeszcze Rob Mazurek
        pokazać? No, okazuje się, że może, i to, kurna, jak może! Pierwsze
        15 minut tej płyty to dla mnie orgazm roku. Naprawdę dawno nic mnie
        muzycznie tak nie podjarało. Nawet jeśli reszta płyty wydaje się
        słabsza, to tylko dlatego, że początek jest absolutnie genialny, a
        dalej jest „tylko” bardzo dobrze.

        - Thomas Fehlmann – Honigpumpe (Kompakt)
        Jesteśmy przy literce F i nie ma The Field. No nie ma i już nie
        będzie. Jest za to Fehlmann, czyli chyba główna nagroda w kategorii
        „stary człowiek i może” w elektro-brzmieniach.

        - Fink – Distance and Time (Ninja Tune)
        O tej płycie już było i to dużo i nie tylko ode mnie. Prosta rzecz,
        a chwyta za serce. Proste piosenki o związkach, jednak bez banałów.

        - Matthew Herbert – Score (!K7)
        No, tu trochę oszukuję, bo to składak rzeczy starych, w dodatku
        niektóre wydane już tu i ówdzie, ale to jedna z tych płyt, do
        których najczęściej wracałem w tym roku.

        - Islaja – Ulual yyy (Fonal)
        New Weird America? Nieeee, to New Weird Finland. Rzecz fatalnie
        zagrana, jeszcze gorzej nagrana, brzmiąca jakby grupa hipisów w
        głębokich latach 60. upaliła się do granic przytomności i nagrała
        swoje brzdąkania i wokalne wycia na magnetofon Grundig. Na granicy
        niestrawnego grafomaństwa i psychodelicznej jazdy. Kupuję to, może
        dlatego, że ni w ząb nie kumam o czym ta pani, hmmm, śpiewa. I
        dobrze, rozumienie tekstów mogłoby tylko zepsuć efekt ;) Z Fonala
        mam też płytę zespołu Kemialliset Ystävät, ale przesłuchałem tylko
        raz i na razie nie wiem co sądzić.

        - Marsen Jules – Golden (Genesungswerk)
        Hmmm, moją ulubioną płytą Marsena Julesa już chyba zostanie
        „Herstlaub”. „Golden” trochę zawodzi, ale i tak w kategorii ambient
        się wyróżnia na tle konkurencji.

        - Kammerflimmer Kollektief – Jinx (Staubgold)
        Kolejna dobra płyta Niemców od (jak to sobie nazwałem) freak-smooth-
        jazzu. Zaskakuje, choć nie tak bardzo odbiega od poprzednich. Nie
        powala, choć poziomem od dotychczasowych wydawnictw nie odstaje.

        - Klimek – Dedications (Anticipate)
        Po płytach z serii „tribute to...” nadchodzi powoli chyba moda na
        płyty z dedykacjami, żeby tylko przypomnieć Matmos czy Alva Noto z
        2006 roku. Sebastian Meissner na „Dedications” proponuje nam oparty
        na samplach z cudzych płyt ambient, który może odkrywczy bardzo nie
        jest, ale potrafi zauroczyć przestrzennym brzmieniem, tudzież
        urywanymi szybko melodiami. Zdecydowanie nocna muzyka.

        - KTL – 2 (Mego Editions)
        Co się stanie gdy spotka się austriacki szpenio od elektronicznego,
        brutalnego hałasu i amerykański fachura od gitarowego rzężenia? No
        więc zaczynają grać coś totalnie niedefiniowalnego, ale zaskakująco
        przystępnego w porównaniu z ich samodzielnymi dokonaniami. No, pod
        warunkiem, że dla kogoś łatwo przyswajalne jest 27-minutowe „Theme”.
        Dla mnie jak najbardziej jest ;) Na dokładkę dorzucamy
        psychodeliczną EP-kę oznaczoną numerem 3.

        - M.I.A. – Kala (XL)
        No wieśniackie to jest w pewnym sensie. Ale jakoś rozbraja mnie
        „Paper Planes”, „Jimmy” czy „Boyz”. Tylu bangerów na jednej płycie
        to chyba nie słyszałem w życiu. No ale ja jeszcze mało słyszałem,
        więc bierzcie na to poprawkę ;)

        - Makossa + Megablast – Kunuaka (G-Stone)
        Tu ukłon w stronę kolegi Braineatera za podsunięcie pod nos.
        Przyjemny elektro-pop, z ciągotami w stronę słonecznej Jamajki, z
        kilkoma naprawdę udanymi hitami (moimi prywatnymi, bo oczywiście
        ludzkość płytę zlała ciepłym moczem).

        - Michael Fakesch – Dos (!K7)
        Produkt sezonowy niczym czereśnie, o krótkiej przydatności do
        spożycia, ale ten krótki czas mija w funkujących podskokach.
        Momentami ociera się o tanią podróbę (wokalista za dużo się chyba
        Prince'a nasłuchał), ale niech będzie, że punkty dodatkowe przyznaję
        za żywiołowy występ w Cieszynie.

        - Múm - Go Go Smear The Poison Ivy (FatCat)
        No co, nadal ich lubię. Po zapaści, jaką była dla mnie płyta „Summer
        Make Good”, panowie pozbyli się ostatniej bliźniaczki i wrócili do
        grania sympatycznej muzyki. Mało elektroniki, dużo akustycznych
        instrumentów. Nie jest to na pewno poziom debiutu, ale bardzo
        przyzwoita i chyba niesłusznie zlekceważona płyta.

        - Murcof – Cosmos (Leaf)
        Ile można jeszcze wycisnąć z estetyki dronów, pyta kolega Nemrrod. A
        ile można jeszcze wycisnąć ze schematu zwrotka-refren? Albo ze
        struktury „building block” tak powszechnej w techno i housie? No bo
        z klików - wiadomo - już niewiele. Fernando ucieka więc od glitchy i
        serwuje nam alternatywny soundtrack do mojej ukochanej „Odysei
        kosmicznej”. Kosmos to chyba jedyne sensowne uzasadnienie dla użycia
        dostojnego patosu, tak jak w tym przypadku. Już za sam przerażający
        majestat „Oort” należy się tej płycie miejsce w top 10.
        • pagaj_75 A liczba ich to czterdzieści i cztery, pt. 3 23.01.08, 00:57
          - Róisín Murphy – Overpowered (EMI)
          „Po przeintelektualizowanej płycie z Herbertem Róisín nagrała płytę,
          która może konkurować z najlepszymi dokonaniami jej macierzystego
          zespołu.”
          Nie no, ja bardzo lubię Wielkiego Sztu, naprawdę w dechę chłopak,
          ale zapatrywania na jej ostatnią płytę to mam trochę inne. Wolałem
          jak przeintelektualizowała z Herbertem. A teraz (uwaga, będzie o
          ideałach sierpnia) sprzedała się mejdżorsom i dała się przerobić na
          drugą Kylie. Dla mnie niewiele na tej płycie jest Róisín, choć
          przyznaję, że jest sporo naprawdę fajnego elektro-popu. I za to jest
          miejsce w zestawieniu. Bo jakbym miałbym die-hard obrońcą
          wspomnianych ideałów, to CIENIUTKO. A Moloko do tego nie mieszajmy,
          bo jednak bliżej temu zespołowi było do przeintelektualizowania
          Herberta, niż do wygładzonego przeprodukowania „Overpowered”.

          - BJ Nilsen – The Short Night (Touch)
          I znowu ambient, znowu buczenia. Bez nadęcia, bez zamachu na wpis do
          księgi wieczystej, ale na noc idealne.

          - Pantha Du Prince – This Bliss (Dial)
          Znowu minimal, z tej samej stajni co Efdemin. To, co Efdeminowi
          udało się tylko w jednym kawałku, tutaj udaje się w conajmniej
          kilku. No i mamy parę zwrotów akcji, co w liniowej często formule
          minimalowej nie jest takie częste i oczywiste.

          - Pinch – Underwater Dancehall (Tectonic)
          Rozśpiewany dubstep. Rozśpiewany oczywiście z karaibskim akcentem.
          Ale można też włączyć wersję bez wokali i/lub zabawić się w karaoke.

          - Pole – Steingarten (~scape)
          Znowu stary człowiek, który jeszcze może. A wiele (poprzedni album)
          wskazywało, że już nie może. Rozbrykane niczym Mouse on Mars, niczym
          nie przypominające dawnego Pole'a, ale cholernie sympatyczne.
          Dodatkowy plus za występ w warszawskiej Pruderii.

          - Rechenzentrum – Silence (Weiser Music)
          Było nawet takie przesłuchanie, kiedy bliski bylem uznania za płytę
          roku. Ale jednak nie, jednak rozczarowanie w sumie. Oczywiście w
          skali ogólnej nadal mistrzostwo, ale w porównaniu do „Director's
          Cut” to trochę nudy się wkrada. No i kolejna płyta zepsuta wokalami.
          Na szczęście to tylko dwa kawałki.

          - The Sea and Cake – Everybody (Thrill Jockey)
          Nie wiem jak oni to robią. Nagrywają być może najsłabszą swoją
          płytę, a i tak są w czołówce. Ale pewnie nie jestem obiektywny.

          - Sally Shapiro – Disco Romance (Klein)
          Guilty pleasure roku (tak, wiem, że są kontrowersje co do roku
          wydania, ale mam je gdzieś). To jakaś ironia losu, że para
          Skandynawów po dwudziestu kilku latach dokonuje rehabilitacji italo-
          disco. Nie wiem, może to słodziutki i przesmutny głos pani
          śpiewaczki dodaje jakiegoś drugiego dna tej muzyce, a może po prostu
          ten wyśmiewany przez lata eurobeat wcale nie był taki zły? Idę
          odkurzać stare nagrania Gazebo i Savage.

          - Signal – Robotron (Raster-Noton)
          To tą płytę Alva Noto powinien był wydać wydać pod swoją ksywką w
          tym roku zamiast usypiającego na dłuższą metę „Xerrox vol. 1”
          (przerażające jest, że on chce jeszcze 4 takie woluminy dorzucić).
          Tutaj w kooperacji z dwoma innymi klikaczami pokazuje, że ciągle
          jest mistrzem tej estetyki i że da się jeszcze w niej coś
          powiedzieć.

          - Simian Mobile Disco – Attack Decay Sustain Release (Wichita)
          No nie takie fajne jak Boys Noize, ale ujdzie w tłoku. Drugie guilty
          pleasure roku, bo momentami jakimś Technotronic zalatuje i nie
          powiem, żeby mi się to nie podobało :/

          - Stars of the Lid – Stars of the Lid and Their Refinement of the
          Decline (Kranky)
          Jeśli ktoś ma usposobienie lekko somnambuliczne i nie boi się
          wyrwania z życiorysu ponad dwóch godzin żywcem, to chyba ma tutaj
          najpiękniejszą płytę roku. Tak po prostu. Ale mówię - trza lubić i
          mieć nerwy ze stali nierdzewnej, a może i z tytanu.

          - Strategy – Future Rock (Kranky)
          A tutaj przykład, że da się wziąć parę składników pozornie do siebie
          nieprzystających, wymieszać, dosolić do smaku i otrzymać coś, co
          wymyka się wszelkim szufladkom. Miejsce na podium.
          PS. Niech Was nie zmyli tytuł płyty, bo z rockiem to ona nie ma
          (prawie) nic wspólnego. Ale jeśli taka ma być przyszłość rocka, to
          wszystkimi kończynami głosuję za.

          - Studio – West Coast (Information)
          Trochę jakoś mi się łączy ta płyta z płytą Strategy, nie tylko ze
          względu na kolejność alfabetyczną. Przyjemne gitarowe plumkanie
          polecone przez Ilhana. No i również trudne do sklasyfikowania. No
          może poza utworami z wokalem ;)

          - Cristian Vogel – The Never Engine (Tresor)
          No nie jest to nic na miarę albumów z lat 90., kiedy Cristian był
          bogiem techno. Brak tej zaraźliwej energii. Ale też nie ma jakiejś
          wtopy, mimo niejasnej idei leżącej u podstaw. Zadziwiająco często
          wracam do paru kawałków jak „XPUTE theWoopWoop” czy „BOPX_BOCX
          (variant 1 & 2)”. Jak ktoś nie wierzy, że może istnieć mądre techno,
          to niech se posłucha.
          • braineater Re: A liczba ich to czterdzieści i cztery, pt. 3 23.01.08, 09:42
            Ładny masz pą ten zestaw. Dzięki za info o nowym Rechenzentrum, bo myślałem, że gość już znikł. Zrozumienia u mnie brak li jedynie do Fakescha i Pole (to drugie wytrzymuje 4 przesłuchania max i ląduje dokładnie w tym samym miejscu, gdzie poprzednie płyty, za wyjątkiem 1)I fajnie, że ktoś w końcu zauważył Score Herbertowe, bo tej płycie należy się co najmniej jeden oklask, za przepięknie buracką, totalnie obciachową i przy tym na maxa zajebistą wersję Deszczowej Piosenki

            P:)
            • argus1 2007 23.01.08, 13:59
              w zeszlym roku 4 plyty zrobily na mnie wielkie wrazenie. bez kolejnosci:
              INTERPOL - "Our love to admire" - bogactwo melodii,ciagle swietna forma.Nadal
              przejmujace.

              PARADISE LOST -"In Requiem"- po 10 latach proby grania jak Depeche Mode
              -nareszcie przywalili! I to w jakim stylu.Plyta na miare ich starszych dokonan.

              THE GOOD, THE BAD AND THE QUEEN - ta niezwykla mieszanka muzykow nagrala jedna z
              najciekawszych plyt ostatnich lat.Troche tu wszystkiego -rock,jazz,pop.
              Zmieszane z wielkim smakiem.

              BRUCE SPRINGSTEEN "Magic"- w wielkiej formie jest ten pan od kilku lat. Co tu
              duzo pisac... Po prostu "Boss" ;-)

              Pzdrw
              • ihopeyouwilllikeme Re: 2007 30.01.08, 08:57
                > BRUCE SPRINGSTEEN "Magic"- w wielkiej formie jest ten pan od kilku
                > lat. Co tu duzo pisac... Po prostu "Boss" ;-)

                A dla mnie to, obok Roisin Murphy i Much ( nawet się wkurzyłem,
                przesłuchałem wczoraj Drivealone i.. ludzie, jakie Muchy ? nie znam
                żadnych Much.. ) najbardziej przehajpowana płyta roku. Nie przeczę,
                że DO TEJ PORY Boss był w wielkiej formie ( D&D, We Shall
                Overcome ), ale Magic to po prostu ocierająca się o autoplagiat
                powtórka z The Rising. Jasne, że Boss NIE SCHODZI PONIŻEJ PEWNEGO
                POZIOMU, ale spokojnie..
    • pytajnick Pierwsza korekta 29.01.08, 00:06
      Do pierwszej dziesiątki wpada Greenwood filmowy (wniosek niepochopny, po paru
      dobrych tygodniach słuchania), a także - może nawet do top5 - Lars Danielsson &
      Leszek Możdżer z płytą "Pasodoble", w której zasłuchuję się od początku grudnia,
      ale ostatnio coraz bardziej.
    • pjerry Re: 2007 - płyty roku 29.01.08, 21:45
      Tak sobie spoglądam na te wasze zestawienie i zachodzę w głowę dlaczego na tylu
      listach pojawia się zupełnie przeciętna tegoroczna Devendra a brakuje
      rewelacyjnego Iron & Wine?
      • kwiat_paproci Re: 2007 - płyty roku 01.02.08, 00:34
        Ponieważ nie ma nic lepszego w trakcie sesji jak siedzenie na forum, wrzucę
        wreszcie swoją listę. Nie było trudno, ponieważ zwycięzca brutalnie się
        narzucał, a kogo obchodzi cała reszta.

        1. Radiohead
        2. LCD Soundsystem
        3. Of Montreal
        4. Roisin Murphy
        5. Animal Collective
        6. M.I.A.
        7. Maximo Park
        8. Manic Street Preachers
        9. Kawałek Kulki
        10. !!!
    • nemrrod Re: 2007 - plusy i minusy 03.02.08, 14:10
      Ubiegły rok był dla mnie rokiem zwolnienia tempa i odcięcia od tzw. nowości. Ale generalnie wyszło mi to na dobre. Gdy poznajesz jedną nową płytę miesięcznie (a nie dziennie), chcesz rzeczy naprawdę dobrych, a nie substytutów i wypełniaczy. Wyostrza się zmysł krytyczny, nabierasz dystansu, nie wmawiasz sobie, że nowe płyty cenionych przez ciebie artystów są dobre. Dlatego najpierw minusy.

      BATTLES Mirrored
      Za mało matematycznej precyzji i przemyślanych konstrukcji. Za dużo przymilania się do słuchacza, za dużo "melodii", które w dodatku są złe.

      FENNESZ/SAKAMOTO Cendre
      Nihil novi. Fennesz zjada swój ogon.

      MURCOF Cosmos
      Tu może coś nowego, ale kierunek nie ten, oj nie.

      BJORK Volta
      Ktoś tu napisał o tym albumie "kunsztowne nudy" i ja się z tym zgadzam. Najgorszy album Bjork.

      ELUVIUM Copia
      Nudy, patos, soundtrack do hollywoodzkiego dramatu.

      SHINING Grindstone
      Za bardzo heavymetal.

      DNTEL Dumb Luck
      Chyba trzy dość fajne piosenki, reszty nie ma.

      ROISIN MURPHY i LCD SOUNDSYSTEM nawet nie chciało mi się sprawdzać, jakoś każdy kolejny usłyszany fragment mnie do tego zniechęcał.

      +/-
      THE FIELD From Here We Go Sublime
      GUI BORATTO Chromophobia
      PANTHA DU PRINCE This Bliss
      Na pewno wydarzeniem roku 2007 był fakt, że "techno" przestało być tematem tabu. Bardzo się cieszę, że indie dzieciaki zaczęły słuchać techno, ale zastanawiam się dlaczego akurat tak przeciętnych produkcji, na które kilka lat temu nikt nie zwróciłby uwagi?
      W kategorii pop-techno wybieram The Field, mimo że początkowo byłem do tej płyty mocno sceptycznie nastawiony i nie widziałem w niej niczego szczególnego. I mimo że właściwie nadal nie widzę, to jednak muszę stwierdzić, że ten sound, choć przewidywalny i może się znudzić, na pewno jest bardziej oryginalny i chwytliwy niż momentami nazbyt plastikowe brzmienie "Chromophobii". Album Boratto kojarzy mi się bardziej z rzemiosłem i sporo na nim szybko ulatniajacych się wypełniaczy. Z tej trójki najbliższe brzmieniowo jest mi "This Bliss", choć i ten album jako całość daleki jest od doskonałości. (Natomiast wspomnieć trzeba o perle jaką jest utwór "Saturn Strobe").
      W ogóle te trzy albumy skłaniają do refleksji, że ten rodzaj muzyki powinien ukazywać się w maksymalnie skondensowanej formie - na krótkich albumach/epkach.
      Potwierdzeniem tej tezy jest fakt, iż w zeszłym roku najlepsze techno jakie słyszałem to trzy epki wydane nakładem Scion Versions pod szyldem SUBSTANCE & VAINQUEUR. Czyli dowód, że BC/CR wciąż rządzi.


      A teraz do meritum. Plusy:

      EMITER Sinus
      DAWID SZCZESNY Drafts
      POWERHOUSE SOUND Oslo/Chicago:Breaks
      EXPLODING STAR ORCHESTRA We Are All From Somewhere Else
      MOHA! Norwegianism
      STRATEGY Future Rock

      Akurat tak się składa, że czterech z powyższych wykonawców widziałem na żywo, byłem pod wrażeniem, więc możliwe, że czegoś tu nie potrafię oddzielić.
      I jeszcze dwie warte uwagi krótkoterminowe ciekawostki: BUMPS i "Dos" MICHAELA FAKESCHA.


      A płytą roku zostaje (tada!):
      PANDA BEAR Person Pitch
      czyli idealne jak dla mnie skrzyżowanie dobrych melodii i brzmieniowych eksperymentów.

      (I jeszcze gwoli ścisłości: nie słyszałem Stars Of The Lid, Animal Collective, Radiohead itd.)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka