braineater
08.01.08, 11:34
podsumowanie pierwotne, do dokładnego przeglądnięcia na nowo za jakieś 6 miesięcy. Na dziś zestaw 2007 by panMarceli wygląda tak:
Podium - nie było płyt wybitnych (teza podsumowująca rok 2007), ale były dwie płyty wielkie:
miejsce 2:
Cocorosie - The Adventures of Ghosthorse and Stillborn
płyta cudowna w każdej sekundzie, genialne zabawy dźwiękiem i melodiami, rewelacyjne wokalaq, pieknie popieprzone teksty.
Miejsce 1: Fink - Distance and Time.
Na ten temat juz pisałem tyle, że więcej nie będę
A teraz gatunkowo:
Trompki, znaczy Dis is Dżaaz, bejbe:
The Nostalgia 77 Octet - The Weapons of Jazz Destruction
Eric Truffaz - Archangelsk
The Budos Band - The Budos Band II
The Heliocentrics - Out There
The Stance Brothers - Kind Soul
Nostalgia wygrywa, bo Nostalgia jest na takim etapie kariery, że wygrywa z wszystkimi. Nie ma w tym momencie chyba jazzowego składu, który mnie bałby się eksperymentów, nie starając się przy tym zostawić słuchacza w głebokiej dupie. Eric Truffaz zajmuje miejsce drugie głownie za wokal Eda Harcourta, Budos Band wspina się na podium za genialną żywiołowość, Heliocentrics to jest kapela o której za parę lat będa pisali w książkach na temat zmiany hip-hopowego paradygmatu, a The Stance Brothers ląduje w zestawieniu, ponieważ jest to jedyny projekt odgrzewania fusion z lat 70', który udał się od początku do końca.
Freedom of Speech, znaczy się hip-hop i related
Sibot - In With The Old
Arts The Beat Doctor - Transitions
MC Solaar - Chapitre 7
DJ Drez And Marty Williams- The Complete Moon Bay Sessions
Beastie Boys - The Mix Up
Sibot wygrywa rzutem na taśmę, ale nie mogło być inaczej, bo w zyciu nie słyszałem tak genialnej pracy nad montowaniem sampli, Arts The Beat Doctor rządzi w kategorii muzyka do przytulania Murzynek, Mc Solaar nagrał najlepsza płytę od czasu Prose Combat, Dj Drez dostaje nagrodę za ścianę hammondowych kwasów na doskonałych podkładach. BBoysi doczekują się uznania, choć wolałbym, żeby ta płyta była lepsza niż In The Sound - nie wyszło, ale i tak jest dobrze.
Electro for the Masses, czyli słodkie pitu pitu z komputera
Waldeck - Ballroom Stories
Burnt Friedman - First Night Forever
Susanna - Sonata Mix Dwarf Cosmos
Xela & Greg Haines - The 12th Chapel (live)
Blockhead- Uncle Tony's Colouring Book
Air - Pocket Symphony
Waldeck zwycięża bezapelacyjnie, mimo, że nie robi nic więcej niż Koop na zeszłorocznym Koop Islands. Tyle, że robi to jeszcze lepiej. Połaczenie softowej elektroniki i nostalgicznych aranzy jazzu z lat 30' wymiata w kazdym kawałku. W imieniu Burnta Friedmana nagrodę dostaje Barbra Panther, jeden z najciekawszych wokali żeńskich, jakie słyszałem w tym roku. Susanna bez Magicznej Orkiestry udowadnia, że w autorskim materiale jest równie doskonała, choc dużo bardziej ponura i dźwiękowo w okolicach Alvo Noto, Xela z Heinesem dostają nagrodę za najlepszy tegoroczny live act, Blockhead wchodzi na listę z braku konkurencji w tym roku, Air dostaje nagrodę za chyba najlepsza od czasów debiutu płyte w swojej karierze.
Kip łon Rakin (kategoria z duża ilością problemów)
Turzi - A
PJ_Harvey-White_Chalk
Babyhead - The Babyboom Town
The White Stripes - Icky Thump
Devendra Banhardt - Smokey Rolls Down Thunder Canyon
Turzi wygrywa z wiadomych przyczyn - nie brzmią jak rokendrolowcy, dużo ciekwasza muzyka to jest, ale skoro na gitarrach, to laduja w tej kategorii, usuwając w cień konkurencję. PJ dostaje nominację zupełnie prywatna, bo to chyba taka jej płyta, do której już teraz wracam prawie tak samo często jak do duetów z Pascalem Comelade. Babyhead dostaje medal za najpiękniej rozkręconą tegoroczną rockowa rozpierduchę, Strajpsi mają tu miejsce z sentymentu, a Banhardt za dwa, trzy lata będzie moim ulubionym Banhardtem, na razie wciąz rośnie.
Electro for Deaf, Dumb & Blind czyli kto tak napierdala w ten komputer
Dan Deacon - Spiderman of the Rings
Amon Tobim - Fooley Room
Murcof - Cosmos
The Complainer - & The Complainers
Venetian Snares - My Downfall (Original Soundtrack)
Dan Deacon wygrywa bezapelacyjnie za genialne pomysły, obłedny dizajn sceniczny i totalny rozpierdol dźwiękowy mieszający hardkor spod znaku ATR z melodiami z kreskówek, Tobim dostaje medal za to, że jak bardzo długo się nie potrafiłem do FR przekonać, tak, jak w końcu zażarło to na całego, trzy dni w słuchawach i ciągły repeat. Murcof kończy na podium, głownie ze względu na to, że to płyta przy której najwięcej w tym roku wypaliłem i wypiłem, Complainer jest w zestawieniu tylko po to, by wkurwić Pagaja (a bardziej serio, to po prostu nie ma innego polskiego składu w tym gatunku, któremu chciałoby się robić cokolwiek), a Venetian dostaje nagrodę pocieszenia a conto koncertu, któren będzie już w tym roku na NMF (40% pewności, 60 % łiszful thinkin)
Uciekaj króliku! znaczy pojeby
thinguma*jigsaw - (awakeinwhitechapel)
the pirate ship quintet - the pirate ship quintet
the tiger lillies - urine palace
grouper - way their crept
lukid - onandon
Thinguma - nagroda za najbardziej zwarty koncept album jaki w życiu słyszałem, poświęcony Kubie Rozpruwaczowi. Rzeź tekstowa, rzex muzyczna, a cały ten hałas na banjo, tarki, spadające przedmioty i wrzaski robi zaledwie dwoje ludzi. Piracki Kwintet dostaje medal za najwolniejsza muzykę na świecie, Tigersi lądują na podium, bo tak już jest, Grouper doczekuje się uznania za to, że nagrali dla Type album kompletnie odstający od profilu labelu, a Lukid kończy stawkę udowadniając, że własna sypialnia, stary komputer i chwila czasu wystarczają na nagranie jednej z bardziej popierdolonych płyt roku.
Miś z okienka, czyli radio i telewizja
Sinead O' Connor - Theology
Amy Winehouse - Back to black
Prince - Planet Earth
Bez tłumaczenia, bo co tu napisać o 3ch porzadnych płytach popowych, czego nie dałoby się napisać o wszystkich innych płytach popowych. Fajne są i tyle.
Kategoria ichujwamwdupę, czyli najbardziej overhajpowane albumy roku:
Animal Collective - Strawberry jam
Burial - Untrue
The Tuss - rushup edge
P:)