Dodaj do ulubionych

Nowa Muzyka 2009

31.08.09, 14:12
Należy się wątek.

Car Mody nie ogląda koncertów na festiwalach, które zaszczyca swoją
obecnością. Wie to każde dziecko. W czasie, kiedy zwyczajni festiwalowicze
angażują się w aktywności typu machanie cyckami z nabazgranym markerem "I love
you Brian" lub kontemplują pot spływający im po czole podczas doznawania przy
lo-fi/elektropopie/dreampopie/złamasie z gitarą Carewicz zajmuje się
uprawianiem przebaunsu napędzanego używkami i produkowaniem rozbudowanych
wersji dowcipów o mniejszościach narodowych i zwierzętach hodowlanych lub
prowadzeniem takich dialogów:

car: hej, pamiętasz taki film
"Szkodnik"? Z
Johnem
Leguizamo
, w creditsach występuje nawet jako scenarzysta. Debilny, jedna
z najmniej śmiesznych komedii na świecie.
yrdle: nichuja nie pamiętam, ale Leguizamo ma siekierkę za "Spun".
-Taa, ma. Nie połamał tej siekierki nawet "Land Of The Dead". Ale ten
"Szkodnik" - w oryginale "Pest" - są tam dwie sceny, które w kontekście reszty
filmu można uznać za zabawne. Pierwsza to, gdy Pest i jego ziom płyną łódką i
rzygają z powodu choroby morskiej...
-A co, zjedli o listek mięty za dużo?
-...żurają tak długo, ale w końcu im przechodzi. Pest pyta się zioma "co robią
te mewy?"; "jedzą nasze rzygowiny" odpowiada ziom i Pest zaczyna rzygać od nowa.
-Mewy. Skurwysyny. A druga?
-W drugiej mamy Pestario, którego mocno spina na dwójeczkę w środku dżungli.
Wszędzie kszory, więc skika na bok i robi co trzeba. Po kolaudacji kasety
orientuje się, że nie ma nic do podtarcia. Rozgląda się nadal kucając i jego
wzrok pada na nieskazitelnie białe skarpetki, które ma na stopach. Pest o
mordzie Leguizamo wykrzywia mordę w grymasie na
LOCO PENDEJO i podciera
się tą skarpetką. Pocąc się obficie.
-Widzę to. Za mało robotów i laserów. Nie bawi mnie to.
-Tak. Mówiłem, że to słabe. Ale wyobraź sobie, że w tej scenie zamiast Johna
Leguizamo gra
Christopher
Walken
.
-Lepiej Marlon Brando. Ale taki
stary
Brando
. Wiesz, z wielkim bandziochem i łysiną.
-Ło, noo! Ale myślisz, że Marlonowi wystarczyła by jedna skarpetka?
-Raczej nie, w dodatku on pewnie nosiłby jakieś aksamitne, cieniutkie skary...
-Brando potrzebowałby całego prosiaka, żeby się skutecznie podetrzeć. Świni, nie?
-Koniecznie dzikiej, w końcu to w dżungli było.
-Tak, guźca. Capnął by go tą swoją grubą łapą...
-...i wykonał tak zamaszysty ruch pocierania guźcem o swój zacny tyłek, że tej
dzikiej świni na pewno zapłonęło by futro na karku...
-...i uciekłaby w dżunglę krzycząc:
HAKUNA MATATA!


Na Nową Muzykę jechałem z założeniem: oglądam koncerty. Nie było trudno podjąć
decyzję o takim założeniu - jarałem się większością lajnapu. Udało się. Mniej
więcej.


dejo uno

Nie będę rozpisywał się o podróży do serca Śląska. Wystarczy wspomnieć, że
pociąg nie stał paru godzin w szczerym polu (pozdry Henny) i, że nie zabrakło
wielkiego tłustego faceta wpierdalającego kiełbasę i jajka. Popijał to
Kasztelanem z puszki. Ja miałem Carslbergi.
Celowaliśmy w Speech Debelle, więc konsolidacja ekipy nastąpiła przed 21:00
przy wejściu na festyn. Ekipa była całkiem mocna (pozdry ekipa). Kiedy
niektórzy pokonywali hocki klocki zwiane z karnetami przeszedł obok nas
Scroobius
Pip
(ten z brodą). Powitały go głośne szepty "ooo patrz to
DAN LE
SAC
". Nawet zioms, którzy przyjechali ze mną specjalnie na ich koncert
nie zorientowali się w pomyłce.

SPEECH DEBELLE

Płyta "Speech Therapy" jest bardzo oke. Nic nie obrywa (głowy, dupy, czy
czegotam), ale bardzo miła. Koncert był kiepściutki. Kiepściuteńki. Dlaczego?
Otóż...
/sprzedałem tę myśl z 10 osobom, które podczas festiwalu pytały mnie o koncert
Speech Debelle, łatwo ją obalić wysuwając jakieś argumenta sensowne, ale żadna
z tych osób nic nie wysuwała, na szczęście wszyscy byli trochę porobieni
alkiem i dali mi się wygadać/
...hip hop na koncertach musi się gnieść na dobrym bicie. To podstawa - żeby
pukało jak trzeba. A w przypadku Speech Debelle nie mogło być o tym mowy: na
płycie mamy prościutkie oszczędne biciki z żywej perkusji. Ich zadaniem nie
jest robienie groove'u, tylko poddanie bazy pod te wszystkie dęciaki, kręcące
klawiszki, smyki, klarnety i inne fleciki. I na albumie doskonale się to
sprawdza. Na żywo nie było tego całego jazz-folkującego ustrojstwa, tych
wszystkich instrumentów. Była napierdalająca prosto perkusja i chodzący z
podobną finezją kontrabas. Jakaś słabizna tych kawałków wyszła. No i pani
Debelle była potwornie skacowana. Cały zespół mocno przeżył zderzenie z
flaszką Wyborowej poprzedniego wieczoru. Może dlatego Murzynie łamał się flow
i nie trafiała w bit z kokosa.

Po tym koncercie postanowiłem uzupełnić poziom płynów w organizmie. Gdzieś w
okolicach karku rosło napięcie przed występem Dana Le Saca i Scroobius Pipa.

DAN LE SAC VS SCROOBIUS PIP

Właściwie nie ma co pisać. Kto nie był ten pipa.

Tradycyjnie zaznaczę tylko, że dziennikarze i krytycy to pipy x2. Nędzne oceny
płyty "Angles" to największe nieporozumienie 2008 roku. W jedynej pozytywnej
recenzji jaką czytałem stało, że "you got punk'd". Do szkoły osły - na
fakultecie z ironii i sarkazmu czytaliście chyba Coehlo pod ławką zamiast
słuchać wykładu.

Występ tego duetu na Nowej Muzyce był genialny. Przegit, mega.

/przygotowują drugą wspólną płytę, nowe kawałki rewelacyjne/


Pierwszego dnia to było w zasadzie wszystko. Ebony Bones oglądałem przez parę
chwil, gdy kierowałem się do wyjścia. Męki podróży bolcem w mózg wryły się
koło 1:00 w nocy i trzeba było iść spać.

dejo sekundo

Wcale się nie wyspałem. W dodatku pogoda się skiepściła. Żarcie i
kilkugodzinna wegetacja w barze BOB (właściwie to Klub Cafe BOB) wypruła ze
mnie prawie wszystkie siły...

PLANNINGTOROCK

Kabaretowa elektronika do nucenia szarym porankiem w komunikacji miejskiej
ładnie wpasowała się w jesienny wręcz klimat sobotniego dnia. Janine Rostron
ubrana była w biały habit, na głowie miała maskę wyglądającą jak ta wysoka
czapa papieżów i innych wysoko postawionych hierarchów katolickich, z tym że
to był taki model sado maso: zasłaniający twarz i błyskający ćwiekami. Wiła
się. I darła tak jak na płycie. Przyzwoicie. Nawet mi się podobało, choć nie
zagrała hitowego "Bolton Wanderer". Aha i okłamała publiczność twierdząc, że
nigdy wcześniej nie grała koncertu w naszym kraju.

cośtam uzupełnianie płynów, cośtam lekkie usypianie, cośtam Yrdle pomazał mi
markerem brzuch w jakieś okultystyczne wzorki, choć mówiłem wyraźnie, że chcę
napis WRONKI. Jeden z redaktorów Screenagers miał gorzej, bo jego pomazali bez
jego zgody, nieświadomego nawet tego aktu (ponoć lały się strumienie wódki
"Krajowej").

FEVER RAY

Oczywistości. Jasne sprawy.

Fever Ray, to takie gorsze The Knife. Koncert Karin Dreijer Andersson to taki
lepszy album "Fever Ray". Po prostu wzorowo odegrana płyta + lasery (no i
jeszcze 2 kowery, w tym Nicka Cave'a).
Fajna muzyka, fajne widowisko. Zadowolony.

/kilka osób upierało się, że był to Feler Ray. Pewnie pomylili Katrin z Gabą
Kulką i oczekiwali, że ZASKOCZY ich kowerem Iron Maiden/


Na FLYING LOTUS nie dotarłem. Nie wiem za bardzo dlaczego. Jedni mówią, że
wymiótł, inni, że za mało murzyna w murzynie było. Trochę żałuję chciałbym
mieć własne zdanie. I jeszcze tego mi żal:

Opos 11:39:22
wogle lotus powiedział na swoim koncercie ze po polsku nic nie umie b o3 godz
temu przylecial ,skonczył grac zlazl ze sceny wbiegl za 10 sekund
Obserwuj wątek
    • hennessy.williams Re: Nowa Muzyka 2009 31.08.09, 14:24
      Te, Car, coś ci się urwało było.
      Wątek już był, ale skoroś założył nowy, to tu się dopiszę:

      Koniec. Można podsumować:
      Dzień 1:
      - Dan Le Sac vs Scroobius Pip wygrali tego dnia. Muza z laptopa, gadanie na żywo, nowe kawałki (The Beat! polecam szanownej uwadze), przebieranka - to zapamiętam. Formacja niekoncertowa okazała się bardzo koncertowa.
      - Speech Debelle warto zobaczyć, bo nawija całkiem fajnie, ma lekką konferansjerkę i odgrywa świetną płytę.
      - Ebony Bones! w całości bardzo strawne, ale słuchać z płyty raczej nie będę. Bez obrazka może nie zadziałać. Na bis Another Brick in the Wall - mocne!
      - Poza tym Pivot bez euforii, z The Buga uciekłem, bo mi uszy wysiadały (cholernie głośno było).

      Dzień 2:
      - Oszibarack zaczął i dobry koncert dali. Monotonny zdeka przez wokal głównie, ale dobry.
      - Fever Ray z płyty, która coraz mniej mi się podoba, plus dwa kowery: Nick Cave i Vashti Bunyan. Pierwszy intrygujący, drugi irytujący. Spektakl światło i dźwięk z przewagą tego pierwszego Ale było to wydarzenie warte przeżycia, bo utwory zabrzmiały lepiej niż na cede.
      - Resztę widziałem w kawałkach, żałuję Jona Hopkinsa. Na Flying Lotus się zmyłem.

      Dzień 3:
      - Dan Deacon nie dojechał, a dałby najlepszy koncert festiwalu ;)
      - Pogodno jak Pogodno. To fajne chłopaki, które powinny poszukać jakiegoś nowego pomysłu.
      - Jacaszka nie chciałem oglądać, bo jakoś nie czuję tej muzy na festiwalu. Z oddali Treny brzmiały jeszcze wolniej i smutniej niż na płycie. Chrrrrrr.......
      - Mum mieli świetny początek i koniec. W środku średnio na jeża, ale to bardziej kwestia mojego zmęczenia była, bo nie znajduje merytorycznego uzasadnienia swojej opinii. Nową płytę kupię.
      - O.S.T.R. przegonił mnie po trzecim-czwartym numerze i to nie muzyką, a nawijką. Nie jestem w targecie - nie lubię gdy ktoś mówi do mnie jak do przedszkolaka. Rozumiem, że ma małe dziecko, ale to nie powód, bym robił domek z rączek, krzyczał, że kocham Polskę, słuchał pseudopublicystycznych opowiastek o dialekcie (sic!) śląskim i historii o in vitro, w której chyba sam autor się pogubił. Naprawdę fajny ma zespół, nieźle słuchało się kawałków, ale poczułem się zażenowany więc poszłem.
      - Roots Manuva krótko, za krótko. I szkoda, że bez zespołu.
      - Onry widziałem kawałek, bo znów za głośno było, a reszty prawie nic. Novikę słyszałem w trakcie picia piwa i nie był to pożądany przeze mnie akompaniament do Lecha.

      Ogólnie kontent jestem z wyjazdu, szanownemu Brejnowi dziękuję za pomoc organizacyjną, a pozostałej ekipie za upojne dyskusje.
    • carmody CDN 31.08.09, 14:36
      ee toporne forumo


      Na FLYING LOTUS nie dotarłem. Nie wiem za bardzo dlaczego. Jedni mówią, że
      wymiótł, inni, że za mało murzyna w murzynie było. Trochę żałuję chciałbym mieć
      własne zdanie. I jeszcze tego mi żal:

      Opos 11:39:22
      wogle lotus powiedział na swoim koncercie ze po polsku nic nie umie b o3 godz
      temu przylecial,skonczył grac zlazl ze sceny wbiegl za 10 sekund i powiedział
      CIPA! i poszedł



      CDN
      • carmody CD nastąpił 31.08.09, 15:17
        dejo trejo, danny trejo

        Nadawca:
        Braineater
        +48xxxxxxxxx
        Odebrano o 11:13:48
        30-08-2009

        Chuj - deacon odwołany. Ensamble sie rozwiazalo.


        UBER WKURW

        Złość. Naprawdę. Dla Dana tam pojechałem. Dan mnie wystawił. Słabo z jego
        strony. Organizatorom nie udało się przekonać łysego nawet do dj setu. Złość.
        Niech to ktoś wyjaśni. Do cholery.

        Niedziela miała być wyjebitnym dniem na Nowej Muzyce. ONRA, OSTR, Roots Manuva,
        Dan Deacon - bujanie, bujanie, skakanie, ekstaza. Po fakapie z Danem lajnap
        przetasowali tak, że za główną gwiazdę robić miał Roots Manuva. Co robić...
        patyk między zęby i pędzlujemy na festyn.


        POGODNO

        Dlaczego wybrałem się na koncert Pogodno? Pewnie dlatego, że nie było co ze sobą
        wówczas zrobić. I chyba chciałem popatrzeć sobie na chłopaków, zobaczyć co tam u
        nich słychać.
        Słychać to samo. Chyba się już naprawdę mocno kiszą grając te swoje numery. Ale
        nie mam dla nich rady. Na razie nie widzę ich w czym innym. Wyżej chuja nie
        podskoczą. Najwyżej mogą przejść
        pod nim
        .
        Koncert to była genialna konferansjerka, niestety niepotrzebnie przerywana
        piosenkami.

        Z ambitnych planów ubawienia się na gruba dnia trzeciego nie wyszło nic. Może to
        w wyniku przygnębienia odwołanym Deaconem. Może z głodu. Może jesień idzie.
        Większość koncertów odpuściłem. ONRA niechcący. Manuva miał uratować wieczór.
        Ale najpierw był Adaś:


        O.S.T.R.

        Ostry powoli wyczerpuje mój limit cierpliwości. Lubię go, ale chyba już za dużo
        sobie nagrabił.

        Świetny producent. Naprawdę fajowe podkłady - żadne tam Anticony czy Def Juxy,
        po prostu kawał dobrego tęskniącego za oldskulem hip hopu. Sprawny flow. I
        pierdyliard bzdur wypadających mu z pyska. Z płyty na płytę jest coraz gorzej,
        poziom pierdolenia głupot przerasta moje pojęcie ("twoja głupota przerosła
        ciebie, ty masz metr osiemdziesiąt wzrostu a twoja głupota ma dwa dwadzieścia"
        pamiętacie?)

        Łyso mi, bo namawiałem szanownych kolegów na ten koncert argumentując, że to
        będzie jedna z niewielu okazji zobaczyć Ostrego bez dresów wylewających na
        ciebie piwo i ich krzykliwych panienek napierdalających przez komórkę. Bez tej
        całej bandy chuja. No i bez ziomalskich gadek Ostrego, który przecież zdaje
        sobie sprawę, że nie musi wciskać tu tej nędzy mającej bratać łobuzów z jednej
        klatki schodowej z łobuzami z tej z naprzeciwka. Bez tego idiotycznego bełkotu, no.
        Jakże się pomyliłem...

        Fajnie mu gra kapela. Wszystko buja. Tylko żałujesz, że znasz język polski.


        ROOTS MANUVA

        "More style, more vibe..."

        Właśnie. Więcej! Było to za krótkie. Fikałem, skakałem, jołowałem najmocniej jak
        mogłem. Żeby ubawić się ile się da. Czuję niedosyt.



        Niedosyt pozostaje po tym festynie. Może koncert Dana Le Saca i Scroobiusa
        pierwszego dnia postawił za wysoko poprzeczkę? I brak drugiego Dana.


        pozdry dla wszystkich, hendszejki i hugi
        • braineater Re: CD nastąpił 31.08.09, 17:59
          dobra, popełniłem najdłuższą wrzutę swiata, więc nie ma copy/paste. do przeczytania:
          www.ultramaryna.pl/mkk/?p=975
          Wielkie dzieki dla sss nr 9, który mi pokazał, jak prawdziwi mężczyźni łoją
          wódkę o smaku grapefruita.
          • sss9 Re: CD nastąpił 01.09.09, 11:48
            braineater napisał:

            > Wielkie dzieki dla sss nr 9, który mi pokazał, jak prawdziwi mężczyźni łoją
            > wódkę o smaku grapefruita.

            podobno ktoś psuł sobie ten wyrafinowany smak obrzydliwym red bullem. ;)
            • hennessy.williams Re: CD nastąpił 01.09.09, 12:42
              sss9 napisał:

              > braineater napisał:
              >
              > > Wielkie dzieki dla sss nr 9, który mi pokazał, jak prawdziwi mężczyźni ło
              > ją
              > > wódkę o smaku grapefruita.
              >
              > podobno ktoś psuł sobie ten wyrafinowany smak obrzydliwym red bullem. ;)

              To było jedyne akceptowalne rozwiązanie
    • obly Re: Nowa Muzyka 2009 01.09.09, 13:56
      A mi się podobało.

      Plusy: Cały prawie I dzień i ponad połowa II dnia w tym: Walizeczka
      i Kurtka Brodacza, Trzy podskakujące bez skakanek Mahoniowe
      Kosteczki, Chwyty Mikrofonowe Planningtorock, Niezwykle Znośne
      Palety, Pasywna Zielona Godzilla z Kółkami, Zakręcone Bassy
      Cannibala, Palto Karin (komiksiarskie co?)... yyy no sporo tego

      Plus Master: Największy zaskok to mega profesjonalny koncert Ebony
      Bones

      Minusy: Dana brak, picie w kojcu tylko piwa, notoryczny brak aparatu,

      Mister Minusa: Dan De Brak Mnie Deacon

      Niesprawdzono i żałunek: Onra, Flyying Lotus, Mum, Roots Manova
      (czyli generalnie syndrom braku III dnia)

      Bonusy: Zewsząd Dobrzy Ludzie




      oblyman.blogspot.com/2009/08/katowice.html
      • braineater Re: Nowa Muzyka 2009 01.09.09, 14:32
        Właśnie!
        Największy zaskok festiwalu: Obły istnieje naprawdę!
        I wbrew plotkom, wcale nie wygląda jak Frank Zappa w końcowej fazie psychotripa.
        • obly Re: Nowa Muzyka 2009 01.09.09, 17:02
          Ja nigdy nie byłem zdania że nie istnieję!
    • pagaj_75 Re: Nowa Muzyka 2009 01.09.09, 18:36
      Ponieważ byłem bodajże jedynym z ekipy, który był na NM w zeszłym
      roku, to i porównać trochę muszę. Dla mnie, pieprzonego niszowca od
      techno, jednak zeszłoroczny lajnap był trochę bardziej jarający niż
      bieżący, ale i tak brak większych zastrzeżeń. I do miejsca też się
      przekonałem, mimo że jadąc do Katowic byłem bardzo na nie. No bo ki
      chuj - jakaś kopalnia, industrialne klimaty. Niby teoretycznie do
      muzyki pasuje, ale mając w pamięci cieszyński wypas trawny... Ale
      nie, jednak ten piasek bardziej kojarzył się z płockim Audioriver
      niż z górnikami na przodku.

      I dzień:
      Pivota już widziałem w Wawie, dzięki czemu mogłem spokojnie go sobie
      darować; once is enough. Na wejście duży plus - iTAL tEK, kto nie
      był ten trąba, kto nie lubi dubstepu - ten jeszcze większa ;)
      Speech Debelle - stwierdziłem, że wolę ją z płyty, a i to raczej
      razna ruski miesiąc. Kinga Cannibala pamiętam przez mgłę - wtedy już
      chyba zaczęły się alko-ekscesy.
      Dan vs. Scroobius - za płytą nie bardzo przepadam, ale koncert
      bardzo w porzo, sporo pozytywnych wibracji.
      The Bug - plus, chociaż nie tak wielki jak się spodziewałem.
      Wszystkie kawałki strasznie poszatkowane, w dodatku kurewsko głośno.
      Doczekałem do mojego ulubionego "Skeng" i wytoczyłem się z namiotu
      celem dania wytchienia narządom słuchu.
      Ebony Bones - po wysłuchaniu płyty stwierdziłem, że słuchać to może
      nie bardzo, popatrzeć mogłoby być fajnie. No i podobno tak właśnie
      było, ale poobserwowałem tylko przez kilka minut z daleka, bo tam
      gdzieś już wódka czekała.

      II dzień:
      CH District - oni mają chyba jakieś znajomości z organizatorami
      śląskich imprez, nie? bo innego powodu tak częstego ich pojawiania
      się nie widzę, a już tym bardziej nie słyszę.
      Planningtorock - głównie nowy materiał, ale na pierwszy rzut ucha
      jeszcze lepszy niż pierwsza płyta. Było spoko, ale pod koniec
      musiałem ze względów niezależnych opuścić na moment teren festiwalu,
      a jak wróciłem to Hopkins już zapodawał ponoć kapitalny set, ale już
      nie chciało się gnać pod scenę, mimo że smsów słanych przez Obłego,
      że "buja dupkę".
      Tim Exile - występ będący skrzyżowanie obu znanych mi płyt tego
      pana. Nuda na przemian z irytacją.
      Fever Ray - znów - za płytą nie przepadam, ale fajnie się patrzyło i
      w klimat wczuwało. Żałuję, że zdjęc w tym roku nie robiłem.
      Flying Lotus - występ festiwalu i ch... Brain, jakie zgrzytu
      zgrzytu? Pięknie to płynęło. No i żałuję, że Mohawke'a sobie
      odpuściłem, ale nieznan był mi on wcześniej, no i znowu nałóg
      alkoholowy wzywał :/

      III dzień:
      NIE BĘDZIE DEACONA. NOSZKURWAMAĆ, WYCHODZĘ. Rozczarowanie roku,
      które popsuło mi resztę wieczoru. Owszem, Onra ratował sytuację jak
      mógł (respekt), a Jacaszek ze smykami ładnie odegrał "Treny" (choć
      nie pasował mi on do tego festu wybitnie). Mum - owszem, po
      islandzku patetycznie z lekka, ale i tak sympatyczna to ekipa, wolę
      ich od rodaków z Sigur Rós. Momentami uroczo.
      Za to po jakichś 15 minutach agitki bogoojczyźniano-prorodzinnej
      OSTRego odwróciłem się na pięcie z myślą "wypierdalać". To był mój
      drugi koncert kolesia, oby ostatni.
      Roots M - zobaczyłem faceta na żywo i to jest chyba główny plus tego
      występu. Może i nieźle było, ale byłem już tak zmęczony, że nie
      byłem w stanie się cieszyć, ani tym bardziej tak podskakiwać jak to
      robił obok mnie Tzar of Fashion.

      Mam tylko jedno pytanie - dlaczego do ciężkiej cholery było tak
      głośno? Muszę zainwestować w zatyczki, bo się starzeję.
      • sss9 Re: Nowa Muzyka 2009 01.09.09, 19:07
        pagaj_75 napisał:

        > CH District - oni mają chyba jakieś znajomości z organizatorami
        > śląskich imprez, nie? bo innego powodu tak częstego ich pojawiania
        > się nie widzę, a już tym bardziej nie słyszę.

        nie "oni", a on, bo to Mirosław Matyasik. i owszem, ma znajomości i to
        faktycznie jest jedyny powód.
        mamy tu jeszcze jednego "flagowca śląskiej kultury", czyli Wojtka Kucharczyka,
        który na szczęście był zajęty gdzieś indziej.
        • pagaj_75 Re: Nowa Muzyka 2009 01.09.09, 19:12
          sss9 napisał:

          > nie "oni", a on, bo to Mirosław Matyasik.

          a to sorry, stałem daleko od sceny i najwyraźniej już wtedy
          widziałem podwójnie.
          • braineater Re: Nowa Muzyka 2009 01.09.09, 20:35
            nie, nie widziałeś podwójnie. Ch district to tym razem były dwie osoby, z
            których jedna podawała melodie z lapa, druga zapodawala bity spod palca. Ogólnie
            nic się nie zmieniło, a gażę trza dzielić:) Tajemnicza obecność CH (oraz równie
            tajemnicza obecność Ojca Karola, który spełnia te sama funkcję przy nieco
            luźniejszych koncertach) to jedna z najwiekszych zagadek Górnego Śląska :)
      • pytajnick Re: Nowa Muzyka 2009 01.09.09, 22:37
        pagaj_75 napisał:

        > Mam tylko jedno pytanie - dlaczego do ciężkiej cholery było tak
        > głośno? Muszę zainwestować w zatyczki, bo się starzeję.

        Tak właśnie. Pierwszy raz w życiu używałem zatyczek i tylko na Speech Debelle nie były potrzebne. Opeth w Stodole przetrwałem bez!
    • cze67 Re: Nowa Muzyka 2009 01.09.09, 18:58
      > DAN LE SAC VS SCROOBIUS PIP
      >
      > Właściwie nie ma co pisać. Kto nie był ten pipa.
      > Tradycyjnie zaznaczę tylko, że dziennikarze i krytycy to pipy x2. Nędzne oceny
      płyty "Angles" to największe nieporozumienie 2008 roku. W jedynej pozytywnej
      recenzji jaką czytałem stało, że "you got punk'd". Do szkoły osły - na
      fakultecie z ironii i sarkazmu czytaliście chyba Coehlo pod ławką zamiast
      słuchać wykładu.
      > Występ tego duetu na Nowej Muzyce był genialny. Przegit, mega.


      Czego żałuję, że nie byłem w tym roku to Lamb i ci właśnie dwaj panowie. A płyta
      jest fajoska, nie wiem skąd te negatywy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka