Dodaj do ulubionych

moja historia wtedy i dziś

14.11.10, 20:53
witajcie, jakiś czas podczytywałam to forum i w końcu zdecydowałam się zabrać głos w tej sprawie. także mojej sprawie. aborcję przeszłam niespełna 3 lata temu. wtedy było to wg mnie najlepsze rozwiązanie. wg potencjalnego taty dziecka też. nasze drogi rozeszły się wraz z ostatnią wiadomością "że już po wszystkim". dziś myślę, że dla tego człowieka pewnie jest po wszystkim. dla mnie wszystko dopiero się zaczyna... mimo, że tak naprawdę nie miałam dylematów czy aborcja jest zła czy nie, to teraz poważnie się zastanawiam jak się odbije na moim przyszłym życiu. dopiero teraz się nad tym zastanawiam, gdy stoję u progu budowania domu, rodziny z innym człowiekiem.. i dopiero teraz jestem pełna obaw i strachu jak to będzie.. nie nie boję się, że mogłabym traktować moje dziecko inaczej.. boję się po prostu czy będę je mieć. jestem pełna wiary i nadziei , że Bóg okaże mi swą łaskę i obdarzy mnie śliczną, małą istotką.. Stąd moje pytanie do dziewczyn, które to zrobiły - czy macie teraz dzieci? czy miałyście problemy z zajściem w ciążę? czy usunęłyście ciążę zanim urodziłyście pierwsze dziecko?
Obserwuj wątek
    • mama.rozy Re: moja historia wtedy i dziś 15.11.10, 17:43
      kokardko,z aborcja tak to właśnie bywa-najczęściej wydaje się jedynym słusznym rozwiązaniem.dopiero po czasie sie okazuje,że gdyby człowiek mógł wybrac jeszcze raz,zrobiłby inaczej...z opowiadań dziewczyn na tym forum widzę,że szczególnie nasila si eto właśnie przy planowaniu kolejnych dzieci...
      poczekaj,dziewczyny się odezwą.są takie,które zaszły w ciąże już po aborcji,niektóre z wielkimi problemami,inne łatwiej.
      pozdrawiam,d.
      • papierowa_kokardka Re: moja historia wtedy i dziś 15.11.10, 18:31
        cieszę się naprawdę , że do Was trafiłam.. dłuuugo w ogóle nie myślałam o tym, co się stało. teraz jestem starsza i mam nadzieję, że mądrzejsza. mam też nadzieję, że jeżeli zabieg przebiegł bez najmniejszych komplikacji i nie było ich później to w przyszłości nie będę mieć problemów z ciążą. zastanawiam się też nad lekarzem, któremu mogłabym powiedzieć prawdę. mój lekarz "nic nie wybadał" , a pojawiłam się u niego ok 4 m-cy po zabiegu.. natomiast z lekarzem, który przeprowadził zabieg, nie mam kontaktu.. sama nie wiem czy nie powinnam się do niego zgłosić. cieszę się , że jest to forum...
        • iktoto Re: moja historia wtedy i dziś 15.11.10, 19:59
          trudno wyrokować, jak będzie u Ciebie kiedy zajdziesz w ciążę, u mnie było ciężko dopóki nie zaczęłam pracować nad przebaczeniem sobie, dopoki uciekalam przed odpowiedzialnością było okropnie. taka spychologia która prowadzi donikąd, bo w końcu prawda musi wyjść na światło dzienne, im szybciej tym lepiej. uważam, że nie należy zachodzić w ciążę kiedy aborcja jest nierozliczona, to zbyt duze obciążenie dla dziecka!!! i strach dla kobiety, że coś się stanie, takiej ciąży zazwyczaj towarzyszy dużo strachu który uruchamia się przez przeszłość. kiedy aborcja jest uzdrowiona to strach nie ma się jak "przyczepić", brak punktu zaczepnego.

          monika
          • papierowa_kokardka Re: moja historia wtedy i dziś 15.11.10, 22:06
            przebaczyć sobie, rozliczona aborcja.. do niedawna nie przypuszczałam, że coś takiego w ogóle mnie dotyczy. teraz rozumiem o czym mówisz.. obawiam się dokładnie tego, o czym piszesz. zakładam, że będąc już w ciąży będę strasznie się bała. właściwie to to czuję... na chwilę obecną nie planuję zachodzić w ciążę, ale za rok być może uznam , że to już właściwy moment... mam czas , żeby sobie wybaczyć, tylko jak to zrobić? jak Wy osiągnęłyście spokój i rozliczyłyście swoją aborcję?
            • iktoto Re: moja historia wtedy i dziś 16.11.10, 11:21
              przebaczenie to proces, u mnie trwał długo bo długo uciekałam przed prawdą, przed tym aby sobie powiedzieć że to ja jestem odpowiedzialna za to co się stało. oczywicie że ktoś się dołożyl ale ostatecznie to ja podjęłam decyzję.
              ja próbowałam uzdrowić aborcję na wiele sposobów, przeróżnych mniej lub bardizej niebezpiecznych duchowo, ostatecznie uważam, że najlepsza, najpewniejsza droga jest przez Jezusa, aby to On uzdrowił, reszta to półśrodki, a jest ich wiele. Możesz zacząć chociażby od nadania imienia dziecku, napewno masz jakieś odczucia co do płci, możesz zapalić lampkę na jakimś grobie, jesli jesteś wierząca poproś Jezusa o poprowadzenie Ciebie przez uzdrowienie aborcji, ważna jest spowiedź. możesz skorzystać z pomocy psychologa, żeby zacząć mówić o tym na głos, możesz przeprosić dziecko, że nie umiałaś inaczej postąpić, możesz Mu powiedizeć, że Je kochasz, najlepiej na głos, możesz napisać list do Niego....

              monika
              • silence69 Re: moja historia wtedy i dziś 16.11.10, 18:43
                Witajcie dziewczyny, dawno mnie u Was nie było...
                czytając wątek papierowej kokardki pomyslałm że jesteśmy w tej samej sytuacji.
                Odkąd usunęłam ciąże minęło 8 miesięcy. w tym czasie wyszłam za mąż, przeprowadziłam się do własnego M... znalazłam dobrą pracę, skonczyłam studia... Niby jestem szczesliwa, ale gdzieś głęboko jest we mnie ta myśl o dziecku...że ono juz byłoby na świecie, zastanawiam się często jakby wyglądało, czy byłoby podobne do mnie czy do męża, jak wyglądałoby moje życie - napewno lepiej niz teraz, podejrzewam ze wszystko byłoby takie same, tyle że miałabym przy sobie maleństwosad Ta myśl czasem mnie przytłacza, nie potrafię czasem zasnąć, ciągkle wyobrazam sobie co by było gdyby.... Mąż zapytał ostatnio czy chciałabym mieć dziecko..teraz...bo on bardzo chce. A ja nie potrafie, bo wiem że ta ciąza terazniejsza byłaby przepełniona wyrzutami do samej siebie, ze jeszcze kilka miesiecy temu zabiłam dziecko bo tak było wygodniej, a teraz zachodze w ciąze bo juz mam wszystko poukladane...
                Pomimo tego że byłam u spoiwedzi, otrzymałam rozgrzeszenie, do dnia dzisiejszego nie uporałam sie z tym piętnem, myślę ze w tym wypadku, tak samo moim jak i twoim papierowa kokardko, potrzebny jest czas...duzo czasu... życze Ci wytrwałości i aby twoje decyzje dotyczace przyszłej ciąży były jak najbardziej przemyslane.
                • papierowa_kokardka Re: moja historia wtedy i dziś 16.11.10, 21:57
                  nie wiem czy dalej myśleć, że to była słuszna decyzja czy jak? prawdę mówiąc w tamtej sytuacji to było jedyne rozwiązanie. spotykałam się z pewnym mężczyzną kilka tygodni.. wiadomo.. związek postępował do przodu.. później okazało się, że jest w stałym związku z inną kobietą.. jego super nowina zbiegła się w czasie z moją.. o wspólnej przyszłości nie było mowy.. okazał się rozchwianym emocjonalnie dupkiem, a ja.... domyślcie się jak się czułam. podjęłam decyzję o usunięciu ciąży. to był 5-6 tydzień.. później poznałam obecnego narzeczonego.. wszystko układało się cudownie, dopóki nie zaczęłam myśleć, o tym co zrobiłam.. teraz stoimy przed wizją wspólnego życia, a ja mam głowę pełną pędzących myśli.. co będzie jeśli nie wyjdzie..nie wyjdzie przeze mnie sad mój partner nie wie o mojej przeszłości.. wie tylko jedna przyjaciółka. zabrnęłam w tym wszystkim na tyle daleko, że chyba sama się pogubiłam. on zna mój pogląd nt. aborcji, ale mieć o czymś zdanie, a usunąć to dwie różne rzeczy. pochodzę z bardzo katolickiej rodziny. w najbliższym otoczeniu mam wiele osób związanych z Kościołem. dziewczyny tak naprawdę czuję, że ja już chyba się zablokowałam.. w pewnym momencie straciłam ochotę na seks, bo się boję.. boję się ciąży , ale wiem, że chcę mieć jeszcze dzieci.. przepraszam , że tak się tutaj uzewnętrzniłam, ale nie chcę na ten temat rozmawiać z nikim znajomym, bo przykro mi to mówić, ale... nie chcę być osądzana przez osoby, które o problemie aborcji słyszą tylko w radiu, albo czytają w gazecie...
                  • silence69 Re: moja historia wtedy i dziś 17.11.10, 08:27
                    Doskonale Cię rozumiem, ja tez odczuwam to wszystko podobnie, choć moja sytuacja podczas aborcji wyglądało inaczej niz w twoim przypadku. Usunęłam ciąże bo tak było dla mnie wygodniej...
                    Spróbuj tego co radziły Ci inne kobiety tutaj. Idz do spowiedzi. Ja probowałam chyba z pięć razy zanim wreszcie sie przełamałam. Ale zrobiłam to, choć nie dokońca jeszcze przebaczyłam sama sobie to co zrobiłam. Wydaje mi się że cały nasz problem polega na tym że nie potrafimy życ normalnie z tym pietnem, nie wiem juz czego potrzeba by się od tego uwolnic i zaczać życ dalej.
                    Mój mąż powiedział mi wczoraj że to, że popełniliśmy błąd, nie oznacza wcale że całe życie mamy się tym zadręczać, że to był jakiś tam sprawdzian, który zawaliliśmy, ale jeszcze całe życie przed nami i liczy się juz tylko to co będzie, a nie to co było...
                    • wiesia140 Re: moja historia wtedy i dziś 17.11.10, 09:27
                      fajnie,że cię widzę silence
                      • silence69 Re: moja historia wtedy i dziś 17.11.10, 10:08
                        A ja cieszę się że jestescie....
                    • 11.jula Re: moja historia wtedy i dziś 17.11.10, 11:10
                      Wiesz Silence, twój mąż ma rację częściowo, częściowo nie. Ma rację mówiąc, iż to, że popełniliście błąd, nie oznacza że całe życie macie się tym zadręczać, ale nie do końca zgodziłabym się z tym, że liczy się juz tylko to co będzie, a nie to co było. Im bardziej będziecie spychać w podświadomość, to co było, tym usilniej będzie to wyłazić na wierzch i was dręczyć.
                      Dobre terapie prowadzą do tego, aby matka sobie przebaczyła, ale dopiero po całym procesie, w którym uzna swoje dziecko, kiedy je uczłowieczy, opłacze i kiedy przyjmie swoją część odpowiedzialności za jego śmierć. Wówczas na końcu tego procesu nastąpi przebaczenie – tym, którzy przyczynili się do aborcji (najczęściej jest to wiele osób), jak i przebaczenie sobie, co okazuje się najtrudniejsze.
                      Nie chodzi o to, aby nieustannie do tego wracać i się biczować, ale żyć ze świadomością, że miałam dziecko, które nie żyje, ale kocham je, pamiętam o nim, modlę się za niego, przeżyłam żałobę po jego stracie... i układam życie dalej. To jest naprawdę prostsze i bardziej kojące, niż próba wyrzucenia tego z pamięci.
                      Dobrze Silence, że masz oparcie w mężu, razem dacie radę. Pozdrawiam.
                    • iktoto Re: moja historia wtedy i dziś 17.11.10, 16:22
                      silence, to że zawaliliście sprawę jeszcze nic nie oznacza, macie kolejną szansę na bycie lepszymi ludźmi, wykorzystajcie to
                  • iktoto Re: moja historia wtedy i dziś 17.11.10, 16:17
                    skoro masz wyrzuty sumienia z powodu aborcji to dlaczego nadal zastanawiasz się czy to była słuszna decyzja?
                • iktoto Re: moja historia wtedy i dziś 17.11.10, 11:27
                  Bóg przebacza ale ważne aby samej sobie przebaczyć
    • wiki.h1 Re: moja historia wtedy i dziś 19.11.10, 11:45
      Hejka
      21 listopada 2007 roku o godzinie 19 zgasla moja mala iskierka, ale nadal zyje w mojej pamieci co rok o tej porze roku bije sie z myslami i satarm sie normalnie funkcjonowac mimo oczu pelnych lez i wciaz zywej rany jaka wyrzadzilam sobie i malenstwu. Rok po aboracjii blagalam Boga o wybaczenie ktorego sama sobie dac nie moge, blagalam go o to by dal mi jeszcze jedna sznse zeby naprawic to co sie stalo zeby przezyc to jeszcze raz i moc podjac dobra decyzje. Mysle ze Bog mnie wysluchal.... i da sie "cofnac" czas (moze to naiwne myslenie ale pozwala jakos zyc). Rok po aborcji zapalalam lampke o 19 wieczorem i prosilaam Boga aby wrocil mi mojego aniolka , i tydzien pozniej zrobilam test bylam w ciazy o ironio z tym samym czlowiekiem co wczesniej zawiozl mnie do kliniki .... on i tym razem jak i poprzednim nie chcial dziecka a ja nie umialam zyc po aborcji ... przeszlam terapie psyhiatryczna dwa razy wyladaowalam w szpitalu a i tak wszytko staracilo sens i nie mialao znaczenia do momentu gdy znow bylam w ciazy. Obecnie mam wspanialego synka kochane sloneczko ktore daje mi sile i sens zycia wypelnia kazy dzien radoscia... dziekuje Bogu za druga szanse... Ciaza owszem przebiegala w porzadku bez komplikacji ale strach towarzyszyl ogromny odliczalam tygodnie do porodu z obawa aby nic zlego sie nie dzialo pierwsze 12 tygodni przetrwalam jakby na zatrzymanaym oddechu z obawy przed poronieniem .... cieszylam sie ogromnie ze jestem w ciazy ... Teraz jestem samotna mamusia bo po raz kolejny on mnie zostawil pierwszy raz po aborcji sama a drugi raz w 8 tyg ciazy jak mu powiedzialam ze jestem znow w ciazy ale za drugim razem nie balam sie juz samotnosci bo wiedzialam ze nie jestem sama i ze mam zpowrotem mojego malego Aniolka i szanse od Boga ktora musze wykorzytsac .... ciagle pamietam o aborcji i co rok pale swieczke o 19 wieczorem nie zapomne nigdy tego co sie stalo... ty pewnie tez nie zapomnisz ale pamiec jest po to bysmy drugi raz nie popelniali tego samego bledu... pozdrawiam i mam nadzieje ze nasze aniolki sa z nami....
      • faun1512 wiki 20.11.10, 00:05
        Wiki,
        rzeczywiście, masz za co być wdzięczna Bogu, bo wysłuchał Twoich próśb i dał Ci dar macierzyństwa. A Twoje życie odzyskało sens i nabrało nowych barw, bo masz dla kogo żyć! Czy wiesz, ile kobiet po aborcji – na skutek różnorodnych powikłań – ma problemy z ponownym zajściem w ciążę? Choćby na tym forum można poczytać o rozpaczliwych i bezskutecznych próbach ponownego zostania matką, poronieniach… Także o przedwczesnych porodach i rozpaczliwej walce o życie wcześniaków, które nierzadko ją przegrywają.. To straszne tragedie, a Tobie takie doświadczenia zostały oszczędzone. To najlepszy dowód, jak bardzo Bóg Cię kocha.
        Ale przecież nie dał Ci „z powrotem” Twojego Aniołka, bo tamten 3 lata temu został przyjęty przez Boga do lepszego świata i nadal tam przebywa…
        Przecież dobrze wiesz, że czasu nie da się cofnąć, niezależnie od tego, jak bardzo byśmy tego nie pragnęli… Nie można też począć się powtórnie, bo za każdym razem powstaje unikalna kompozycja genów, która już nigdy więcej nie zostanie powtórzona.. Twoje myślenie (które sama określasz jako naiwne), że Bóg „cofnął” dla Ciebie czas to złudzenie, dzięki któremu trochę lżej Ci żyć… Ale to tylko półśrodek, który na dalszą metę nie działa... Gdyby tak było, to przy każdej kolejnej rocznicy nie miała byś oczu pełnych łez i nadal tyle bólu w sobie…
        Każdy z nas w którymś momencie życia traci kogoś bardzo bliskiego i trudno nam się z tym pogodzić.. Temu właśnie służy proces żałoby i pamięć o zmarłych… Palimy znicze na grobach tych co odeszli, prosząc ich jednocześnie w myślach o wybaczenie za całe zło wyrządzone za życia…. Ale żeby ten proces został „domknięty”, niezbędnym jest wybaczenie samemu sobie. Mimo że brzmi to paradoksalnie, dokonujemy zawsze najlepszego wyboru – przecież znając przyszłość i wiedząc że wybieramy źle, uniknęli byśmy tego. Ale jej nie znamy i dlatego popełniemy też tragiczne w skutkach błędy…
        Widocznie w tamtym czasie, w takich a nie innych okolicznościach, mając takie a nie inne doświadczenia i wiedzę oraz taki a nie inny stan ducha nie mogłaś postąpić inaczej… Może z jakichś przyczyn musiało tak się stać i trzeba się z tym pogodzić… Mimo że Twoja historia jest smutna i bolesna, to jest też w niej coś pięknego i symbolicznego zarazem… Dwie ciąże w b.podobnej sytuacji – ten sam ojciec, który nie chce dziecka i perspektywa zostania samotną matką… Ale w Tobie zaszła głęboka przemiana, mimo że minął tylko rok… Pierwsza ciąża była brzemieniem nie do uniesienia, wręcz przekleństwem… A druga – błogosławieństwem i darem od Boga… Często nie potrafimy należycie docenić tego, czym Bóg nas obdarował, traktując to jak coś oczywistego (tak jak zdrowie, które doceniamy dopiero gdy zachorujemy).
        Czy bez tamtej tragedii znalazłaś byś w sobie dość siły i odwagi by zdecydować się samodzielnie wychować dziecko? Czy zauważyłabyś że nadzieja zostania matką to dar, a nie kara? Czy zwiększyła by się tak Twoja wrażliwość i intensywność przeżywania? (Mam na myśli Twoje obawy i troskę czy wszystko jest OK w początkowym okresie ciąży i ogromną radość na koniec). Przecież po aborcji jesteś kimś zupełnie innym, inaczej już patrzysz na świat, więc może dlatego tak musiało się stać… Pisz tutaj nie tylko z okazji kolejnych rocznic, a dziewczyny z forum na pewno Ci pomogą „przepracować” problem do końca – już jesteś na dobrej drodze… Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, wejdź na „BLIZNĘ” czyli forum zamknięte tylko dla kobiet po aborcji, tam chyba poczujesz się lepiej. Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę powodzenia.
        • wiesia140 Re: Faun 20.11.10, 00:19
          pięknie napisane smile
          nic dodać nic ująć
          symbolikę ująłeś tak pięknie ,że dech zaparło
          • faun1512 wiesiu 20.11.10, 00:55
            Dziękuję Wiesiu, to co napisałaś dodaje mi pewności siebie i odwagi, a też tego bardzo potrzebuję. Nieraz mam wątpliwości i obawy przed pisaniem na tym forum, bo problem aborcji przecież nie dotyczy mnie bezpośrednio i trochę boję się reakcji osób które doświadczyły tego na własnej skórze… Mimo że wiem, iż mogę być tu przydatny… Bo przecież żeby być dobrym kardiologiem wcale nie trzeba samemu chorować na sercesmile
            • wiesia140 Re: wiesiu 20.11.10, 07:42
              Odwagi wszystko się poukłada
    • wiesia140 Re: moja historia wtedy i dziś 20.11.10, 09:42
      To było do was obydwu
    • wiesia140 Re:Pokój z Wami 21.11.10, 19:46
      Pokój z Wami, mam w sercu dzisiaj pokój w końcu dzisiaj jest uroczystość Chrystusa Króla, wiec się z wami nim podzielę.
    • pekucz Re: moja historia wtedy i dziś 20.01.11, 21:10
      Ja jestem przykładem, o który pytasz. 2,5 roku temu usunęłam ciążę. Była to moja pierwsza ciąża. Nigdy nie zastanawiałam się nad komplikacjami jakie mogą wystąpić przy kolejnym dziecku. Niedługo po aborcji zaczęłam wszystkiego żałować, było to jednak moim zdaniem podświadomie uśpione. 14 miesięcy po tamtym strasznym wydarzeniu zaliczyłam "wpadkę". Wydaje mi się jednak, że to nie była do końca nieplanowana ciąża, że podświadomie chciałam zadośćuczynić za swoje grzechy i naprawić kolejną ciążą błędy. Teraz wydaje mi się, że to nie jest dobry pomysł zachodzić w ciążę zaraz po aborcji, chociaż w żadnym wypadku tego nie żałuję. Ciąża przebiegła bez dolegliwości, poród był krótki, a teraz mam 9miesięczną zdrową córeczkę. Ty też powinnaś być dobrej myśli, wydaje mi się, że to pomaga. Pozdrawiam i życzę stworzenia szczęśliwej rodziny.
      • papierowa_kokardka Re: moja historia wtedy i dziś 10.02.11, 23:12
        ochłonęłam trochę i póki co mi ulżyło.
        czuję tylko połowicznie, że to, co się stało było złe. z jednej strony 'uratowałam' swój świat.. no ale jak będzie czas pokaże. psychicznie czuję się milion razy lepiej gdy o tym nie myślę zbyt wiele.. tzn o przyszłości. bo co ma być to i tak będzie.. smile
        dziękuję , że tu jesteście smile
    • kizdam47 Re: moja historia wtedy i dziś 15.02.11, 10:35
      witaj

      ponad 6 lat po aborcji zagladam tutaj tylko sporadycznie. Czas jest potrzebny, duzo czasu. Jednym potrzeba go wiecej, innym mniej. Podobnie jak jedna z dziewczyn wypowiadajacyh sie w tym wątku zaszłam w ciaze kilka miesięcy po aborcji (chyba 4). Zgadzam sie z nią, że to nie jest najlepszy pomysł, lepiej 100 razy wczesniej przemyslec nieodwracalna decyzję. Łatwo sie to mówi, ale nie kazdy wczesniej trafi tutaj i otrzyma chociaz wirtualne, ale jakże ważne wsparcie.
      Ciąza była bezproblemowa, po porodzie mały miał kłopoty zdrowotne, ale moim zdaniem nie miało to związku z wczesniejsza aborcją, chyba że wierzyc w siły nadprzyrodzone.

      Droga Kokardko, zycze Ci spełnienia marzeń i wierzę, że bedziesz mogła miec dziecko. Może nie bedzie łatwo psychicznie, ale dasz radę wszystko sobie poukładac. Pozdrawiam.
    • humptydumpty1 Re: moja historia wtedy i dziś 05.04.11, 00:51
      Usunęłam ciążę, ale nie była pierwsza. Mimo tego obawy były kiedy już zapragnęłam ponownie być w ciąży. Usunęłam farmakologicznie bez nadzoru lekarza, bez jakiejkolwiek kontroli po. Ja akurat związalam się z ojcem dziecka, które usunęłam. Obawy miałam bo zawsze wcześniej w ciążę zachodziłam zaraz jak mi się zachciało, albo wręcz zbyt łatwo jak mi się nie chcialo uncertain Ta usunięta też oczywiście była zbyt łatwa i niechciana, ze stosunku przerywanego. Kiedy już chciałam ponownie zajść starania (popierane temperaturami, śluzem, testami owulacyjnymi) przez pół roku spełzały na niczym. Chyba stres, bo jak uznałam, że to kara za aborcję i nic z tego i przestałam się przejmować to się stało. Co ciekawsze stało się jak mąż (obecny) pracował w delegacji i bywał w domu w weekendy, a idealne dni wypadały w środku tygodnia. To mnie zupełnie zniechęciło. Test zrobiłam raczej dla zasady w dniu okresu, który się nie pojawił... i negatywny. Rownie dla zasady zrobiłam cztery dni poźniej i wyszły dwie krechy. Potem na USG wyszły dwa stwory i też uznałam, że to kara i ciąża bliźniacza jest mega zagrożona, nie do donoszenia (za karę, bo tak bardzo ich chciałam) to teraz mam i stracę. Bez najmniejszych problemów donosiłam, urodziłam i mają się aż za dobrze dwa małe nieznośne trzyletnie łobuzy wink
      • humptydumpty1 Re: moja historia wtedy i dziś 05.04.11, 01:21
        Po docyztaniu reszty wątków mogę dodać jedynie, że moja aborcja była meganieprzepracowana, ciąża po niej pewnie zdecydowanie za szybko zaplanowana... ale (co pewnie zależy od osoby i dla mnie jest ok) wszystko się poukładało. Aborcji nie żałuję... bo wiem, że gdybym urodziła wtedy, moich skarbów by nie było (a są cudowne). M wtedy świeżo po innym związku nie był gotowy na nowy i nowe dziecko... dla bliźniaków jest rewelacyjnym ojcem. Nie są dla mnie substytutem, nie zastępują mi dziecka, które się nie urodzilo, nie myślę, że ono byloby lepsze, inne... Miałam swojego czasu wizję, że jedno jest bo chciałam, a drugie (to usunięte) do mnie wrocilo uncertain Dziś są, bo są... bo tak było mi dane... są kochane, cudowne, indywidualne... i z moją przeszłością (aborcją) nie mają nic wspolnego smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka