Dodaj do ulubionych

Moja historia...

24.12.10, 00:57
Witam. Mam 28 lat. Mieszkam obecnie od ponad 3 lat w Londynie. Jestem w 6,7 tygodniu ciazy. Potrzebuje pomocy. Moja historia jest skomplikowana wiec postaram sie ja przedstawic w skrocie. Oficjanie jestem mezatka, ale z mezem nie mieszkamy juz ze soba od ponad roku. Nadal sie spotykany ale tylko na stopie przyjacielskiej. Tak to nazwijmy. Powod przed ktory sie rozstawlismy jest tu nie istotny bo to nie jego dziecko. Zaszlam w ciaze z moim przyjacielem z ktorym jestem od pol roku. Nasza znajomosc nie powinna miec racji bytu. Ojciec dziecka pochodzi z Indii. Zakochalismy sie w sobie. I wiem to z cala pewnoscia ze ja kocham jego. Ale on nie chce dziecka. Poprzez swoja kulture, rodzicow, trudno to wytlumaczyc nie moze byc ze mna. Ta milosc nie powinna sie zdarzyc. Tym bardziej dziecko. Ale ono jest. Widzialam je malutkie pare dni temu na pierwszym USG. Chce miec to dziecko, ale on nie chce nawet o tym slyszec. Mowi ze to jest komplikacja dla nas wszystkich, ale lepiej jest go usunac. Mam tu przyjaciol ktorzy mowia mi zebym sie nie martwila ze oni mi pomoga ale ja sie boje ze na koncu to zostane sama z dzieckiem i nikt nie bedzie nam stanie pomoc. Ojciec dziecka grozi ze sie zabije a na pewno zniknie z mojego zycia bo to bedzie hanba dla jego rodziny. Szukalam wsparcia w siostrze. Siostra mieszka z mezem i malutkim dzieckiem w Polsce. I wlasnie od jej i jego (ojca dziecka) gadania zaczelam sie zastanawiac nad usunieciem tej ciazy. Oni boja sie ze sobie niszczylam zycie przez to dziecko, ze bede sama, ze nigdy nie wroce juz do Polski a na pewno nie z dzieckiem bo ono przeciez nie do konca bedzie biale. Ze lepiej jest usunac jak to jest tylko poczatek i wrocic do domu i zaczac wszystko z nowa karta. Boje sie i naprawde nie wiem co zrobic. Tu aborcja jest legalna, lekarze nawet nie uznaja ciazy do 12 tygodnia czy nawet pozniej. Chce tego dziecka, ale boje sie ze zniszcze mu zycie, juz od poczatku wiedzac ze bedzie ono bez ojca. Bo ojca to dziecko na pewno nie zobaczy. On go naprawde nie chce. Umowil mnie on nawet juz na wizyte w klinice aborcyjnej. Prosze doradzcie mi co mam zrobic. Czy moge skazac swoje dziecko jeszcze nienarodzone na zycie bez taty? Przeraza mnie mysl o usunieciu ciazy, ale moze moja siostra ma racje? Nie dam sobie sama rady. Kazdego dnia od prawie dwoch tygodni zrzera mnie stres. Martwie sie o dziecko ze mu tym zaszkodze. Czasami mam chwile ze chce urodzic to dziecko bez wzgledu na wszystko nawet na to ze jego ojciec bedzie chcial sie zabic, ze wzgledu na hanbe w rodzinie a czasmi mam chwile ze mysle ze naprawde bedzie lepiej dla wszystkich isc i usunac to dziecko. Placze juz na sama mysl o tym... tak bardzo sie boje... Prosze pomozcie.
Obserwuj wątek
    • ela696 Re: Moja historia... 24.12.10, 01:39
      Idź za głosem serca i sumienia. Poczytaj tu na forum historie dziewczyn po aborcji, może wyciągniesz z nich jakieś wnioski dla siebie.
      Jeżeli pragniesz urodzić to maleństwo, które już jest i żyje, nie daj się omotać "dobrym radom". Poszukaj wsparcia może u mamy może u przyjaciół. Są chyba osoby na które możesz liczyć.
      Twój przyjaciel ucieka od odpowiedzialności, szantażuje Cię emocjonalnie. Zapewne jest w szoku ale jego postępiania nie da się niczym wytłumaczyć. Na dziecko będzie musiał łożyć tak czy inaczej.
      Nie wiem czy Anglii łatwiej jest samotnym matkom niż w Polsce ale może rozważ powrót do kraju, szczególnie jeśli znajdziesz tu większe wsparcie. Wiele dzieci wychowuje się bez ojca i wyrasta na wartościowych ludzi. Są też ojcowie, których lepiej było by nie mieć.
      I co z tego, że dziecko nie do końca będzie białe? Takie dzieciaczki są naprawdę urocze i nawet cudniejsze.
      Myślę że po aborcji, nie koniecznie uda sie zacząć życie od początku jak to napisałaś z nową kartą. Z Twojego listu wynika, że jesteś bardzo wrażliwą osobą. Nie daj zrobić sobie krzywdy bo jakby nie było to Tobie zostanie za to wszystko zapłacić.
      Pisz, tu znajdziesz wsparcie.
      Dziś Wigilia Bożego Narodzenia, myślę ciepło o Tobie i trzymam kciuki.

      • nowako-wa Re: Moja historia... 24.12.10, 17:46
        To nie przypadek że napisałaś w wigilięsmile
        Jest w Tobie nowe życie- nie pozwól ,zeby ktoś decydował za Ciebie- bo jesli doikonasz aborcji będziesz musiała z tym życ- a to bywa ból nie do zniesienia...
        Na przygotowanie się będziesz miała 9 miesięcy- a Twojemu jeszcze pięć razy się może odmienićsmile znam życie- syn spodziewa się dziecka- dziewczyna przed maturą, on w kryminale- dla nich gehenna- a teraz zostały dwa miesiące do rozwiązania i nawet sie ciesza na to maleństwo- jej rodzice się przemogli....
        więc może pozwól żeby czas zrobił swoje....
        Ja dopiero teraz odzyskałam spokój duszy- kiedy mam po tylu latach znów maleńką córeczkęsmile
        Nie poddawaj się !
        • gosiasz28 Re: Moja historia... 25.12.10, 15:45
          Dziekuje ze jestescie, ze ktos odpisal... Wiem ze sa Swieta, wczoraj Wigilia. Rozmawialam z przyjaciolmi. Z rodzina nie. Wiecie to wlasnie przyjaciele stad zaproponowali pomoc, nie rodzina. Moze dlatego ze oni sa daleko. Ze strony finansowej nie powinnam sie matrwic. Wiem ze w UK jest inaczej niz w Polsce. Wystarczajaco juz dlugo tu pracuje ze wiem ze naleza mi sie wszystkie swiadczenia. O to sie nie martwie, mam dobrze platna prace. Wiem ze nawet prawdopodobnie nie bede potrzebowala alimentacyjnego wsparcia od ojca dziecka. Odcielam sie od niego. Kazda nasza rozmowa zaczynala sie od slow: czy juz usunelas? Wiem ze nie chce tego zrobic. Chce urodzic to dziecko ale nadal sie bardzo boje. Wiem ze przez ta sytuacje nie wroce do Polski, bede musiala zostac tutaj. Przeraza mnie poczucie osamotnienia, ze cos pojdzie nie tak. Staram sie tylko myslec o malenstwie. Mam nadzieje ze moja decyzja bedzie dobra dla nas. Chcialabym byc silna. Czy Wy tez tak mialyscie? Tyle obaw? Pozdrawiam swiatecznie.
          • mamaanieli Re: Moja historia... 25.12.10, 20:25
            decyzja o urodzeniu dziecka, nawet planowanego, jest/bywa trudna. gdy byłam w planowanej ciąży, płakałam i "żałowałam". tak działają hormony - wszystko urasta do gigantycznego problemu. a prawda jest taka, że dziecko się rodzi i wszystko powoli zaczyna się układać. dziecko to po prostu człowiek, który stanął na Twojej drodze. to jest człowiek, który będzie z Tobą do końca życia. Tyle tylko, że od Ciebie zależy w jaki sposób będzie obok Ciebie. Czy jako małe dziecko, potem wieksze dziecko, potem cholerny nastolatek, a potem mądry człowiek i przyjaciel na starość, czy wyrzut sumienia, ból, wspomnienie największej głupoty życia.
            Matką już jesteś. Nawet jeśli usuniesz, nie przestaniesz być matką. Będziesz matką w żałobie. A tego zapewne nie chcesz. POczytaj sobie historie z tego forum. Nie było dziewczyny, która pisałaby po aborcji, że postąpiła dobrze. Dziewczyny wracają i płaczą. A te, które urodziły - wracają by się chwalić i cieszyć.
            W GB pieniędzy na wychowanie malucha Ci nie zabraknie. Nie zabraknie Ci tez miłości do dziecka i radości z niego. Więc głowa do góry. Nie myśl teraz o lęku. Urodzisz i się w nim zakochasz. I żaden problem, który teraz wydaje Ci się ważny, nie będzie już tak straszny i jaskrawy. Przekonasz się. Pozdrawiam bożonarodzeniowo. A.
            • wiesia140 Re: Moja historia... 25.12.10, 22:32
              Boisz się osamotnienia ... ty już nie jesteś sama , masz dziecko, ono już jest, przyjmij je i wychowaj na mądrego, dobrego człowieka, dziecku potrzebny jest dom pełen ciepła, nawet jeśli miałby być bez ojca,któremu nota bene może się jeszcze jeszcze odmienić .
            • lubie.garfielda Re: Moja historia... 27.12.10, 13:22
              mamaanieli napisała:
              >.... dziecko to po prostu człowiek, który stanął na Two
              > jej drodze.

              zabrzmiało to trochę niezręcznie. Za bardzo się kojarzy z kłodą rzuconą pod nogi przez życie.
          • ela696 Re: Moja historia... 26.12.10, 14:21
            Gosiu skoro jesteś w nie najgorszej sytuacji materialnej, masz pracę i jesteś w stanie utrzymać siebie i dziecko to bardzo duży plus. Masz zatem ten komfort psychiczny, że nie grozi wam bieda. Wiele kobiet ze względów materialnych myśli o aborcji. Ty poradzisz sobie, nie obawiaj się, masz dla kogo żyć, masz przyjaciół. Facet albo się zmieni albo może kiedyś będzie inny, lepszy, który ofiaruje am miłość i poczucie bezpieczeństwa.
            Strach i obawa towarzyszy niemal każdej kobiecie w ciąży, hormony szaleją. Masz prawo odczuwać różne nastroje. Trzymaj się podjętej decyzji i nie daj się.
            Ja nie przeszłam aborcji ale uwierz mi będąc w ciąży (planowanej) nie zawsze się cieszyłam, często płakałam, miałam wahania nastrojów itp itd.
            Poczucie osamotnienia też nie jest mi obce.
            Więc głowa do góry! My kobiety jesteśmy silne i poradzimy sobie ze wszystkim!
          • iktoto Re: Moja historia... 26.12.10, 21:35
            Obawy będą, to normalne. Nawet w pełnej rodzinie pierwsze dziecko to cała masa obaw, czy sobie matka poradzi, także masz normalne reakcje.
            Nie wiesz, czy za kilka lat nie wrócisz do Polski z dzieckiem, nie zakladaj, że tam zostaniesz przez dziecko, bo niekoniecznie tak musi być. Rodzina zakocha się w dziecku pomimo ciemniejszej karnacji, zmiekną, ale potrzebują czasu smile
      • luliete Re: Moja historia... 28.12.10, 17:26
        nie bój się!ja jestem samotna mamą i nie zaluje tej decyzji.Pokochasz to malenstwo i bedziesz dobra mama. ten maluch ma tylko ciebie.
        "jakos tam"zawsze sie ułozy.mi sie wlasnie uklada "jakos" i mogloby byc o wiele lepiej ale fakt ze mam takie sliczne zdrowe dziecko wynagradza kazde poswiecenie. A nawet jesli uznasz ze nie dasz rady istnieja jeszcze miejsca gdzie mozna malego/malą oddac bez zadnych konsekwencji.pozwol tez chlopakowi samemu zdecydowac czego chce.jesli on nie bedzie chcial byc z wami to trudno. znajdziesz jeszcze takiego ktory was pokocha.jawciaz szukam i wiem ze znajde.a jesli nie znajde- zawsze mam kogos ktomnie kocha- syna.
      • ania_1505iiii Re: Moja historia... 02.02.11, 23:43
        Jeszcze 6 mcy temu sama byłam w rozpaczy. Byłam w ciąży. Mezatka, która zaszła w ciążę z zonatym mężczyzna. Kretynka. Wówczas tak bardzo zalowalam, ze nie usunelam tej ciąży. Szukałam pomocy....nie znalazłam jej. Dziś Bogu dziękuje z całych sił, ze sama zapłaciłem za moje grzechy. Moja córeczka jest.........wszystkim. Dziś wiem, ze byłby to koniec gdybym wtedy to zrobiła....dla dobra mojego małżeństwa...rodziny. Mówię Ci, ze wyjście jest tylko jedno.....nie!!! dasz radę ze wszystkim....a wiem co mówię....bo przeszłam... szkoda gadać....zreszta na własne życzenie. Niech Bóg Cię strzeże.
    • wiesia140 Re: Moja historia... 25.12.10, 22:39
      . Szukalam wsparcia w siostrze. Siostra mieszka z mezem i malutkim dzieckiem w Polsce. I wlasnie od jej i jego (ojca dziecka) gadania zaczelam sie zastanawiac nad usunieciem tej ciazy. Oni boja sie ze sobie niszczylam zycie przez to dziecko, ze bede sama, ze nigdy nie wroce juz do Polski a na pewno nie z dzieckiem bo ono przecież nie do końca będzie białe.

      Mamy 21 wiek w Polsce, u nas naprawdę nie " biją murzynów"

      Czy mogę skazać swoje
      > dziecko jeszcze nienarodzone na życie bez taty?

      Zadaj to pytanie swojego dziecku... za dwadzieścia lat , , daj mu szansę ,żeby usłyszeć odpowiedź.
    • wiesia140 Re: Moja historia... 25.12.10, 23:31
      tu możesz znaleźć samotne mamy w UK forum.gazeta.pl/forum/f,37418,Matki_Polki_w_UK.htm
    • m-ysza Re: Moja historia... 26.12.10, 00:20
      Gosia, dziecko masz tylko jedno (to konkretne), facetów możesz miec na pęczki.Nie pozwól, żeby jeden z drugim decydował o losie Twojego dziecka. Masz już kogoś, kto będzie Cię kochał bezwarunkowo! Piszesz, że martwisz się, że stres zaszkodzi dziecku, więc to znaczy, że ono jest Ci już bardzo bliskie. Prawda?? Więc pomyśl, jak będziesz czuła się bez niego? Jeśli je chcesz, to dasz radę. Sama nie zdajesz sobie sprawy jak my kobiety potrafimy byc silne.
      Jak można twierdzic że przez dziecko zniszczysz sobie życie? Nie masz 15 lat, pewnie pracujesz, jesteś w stanie utrzymac maluszka. I że nie białe? Sorry, ale jakbym czytała post ze średniowieczasad
      Może nie jestem obiektywna, bo sama nie mogę miec dziecka. jestem w trakcie adopcji (zawsze marzyłam że jak adopcja to dziecko "kolorowe" )
      I powiem Ci, że pomimo, że poroniłam w 8tc, czyli prawie tyle ile Ty jesteś, ból serca jest ogromny, do dziś (równo 2 lata) czuję brak tego dziecka, do którego istnienia przyzwyczajałam sie tylko 2-3 tyg.
      Ale z całego serca życzę Ci siły i odwagi!

      • mama.rozy Re: Moja historia... 26.12.10, 13:08
        to ja jeszcze tylko dodam-nie pozwól,żeby ktoś,kogo już skreśliłaś ze swojego życia ,ten pan ojciec,wpływał na Twoje decyzje.tak się nie zachowuje odpowiedzialny mężczyzna i to w dodatku taki,który uważa,że bardziej honorowo jest usunąc dziecko niż zadbac o to,w czym w końcu brał udział.jak to ma byc honor,to chyba coś mu się pomieszało.
        nie zależy Ci na nim,a jemu,niestety,nie zależy na Tobie.odetnij się od tego jak najszybciej możesz,a Dziecku daj to,co możesz najlepszego.siebie.i wspólne życie.
        pozdrawiam serdecznie,d.
    • iktoto Re: Moja historia... 26.12.10, 21:32
      Witaj

      Większą hańbą dla wszystkich jest zabicie dziecka niż jego urodzenie!!!!!!!! Obojętnie czy ktoś jest obywatelem Indii, Polski .... to aborcja jest złem, które nie powinno mieć miejsca.
      Widzę, że dziecko największą komplikacją jest również dla Twojej rodziny, siostry. Siostra ma malutkie dziecko i mówi takie bzdury?? Kocha swoje dziecko? Dziwne podejście, nie rozumiem. Siostra nie zdaje sobie sprawy z tego co mowi i jak dużym obciążeniem jest aborcja. Czytałaś historie dziewczyn po aborcji? Jestem jedną z nich i mam nadzieję, ze nigdy nie stanę przed takim wyborem.
      Nie daj się zastraszyć kolorem skóry, dziecko będzie piękne, troszkę ciemniejsze smile. Moj syn chodzi do szkoły z mulatem, ale to przystojny chłopiec.
      Chcesz tego dziecko więc Je urodź.
      Wrócić do Polski i zacząć wszystko z nową kartą? Nie da się tak po prostu wymazać dziecka z pamięcie, nawet je sli było ono maciupeńkie. To po prostu niemożliwe, bo Ono już tu jest, jest w pamięci, pod sercem, w sercu.
      A ojciec dziecka? To Jego problem, jeśli chce się zabić bądź straszy Cię, że się zabije. Mógł pomyśleć wcześniej, to szantaż. Nie wolno tak postępować, zastraszać, ze się zabije jeśli Ty nie usuniesz dziecka!!!!!!!!!!!

      Napiszę do Ciebie na priv, odbierz poczte

      Monika
    • wronka30 Re: Moja historia... 27.12.10, 13:45
      Witam Cie bardzo serdecznie.
      I zaczne od razu z grubej rury: Co za lajza z tego Twojego chlopaka. Wiesz niech sie zabija, jego sprawa. Ty go nie bedziesz miala na sumieniu a swoje dziecko i owszem, do konca swoich dni. I ten jego szantaz, co za swir. Chyba nawet lepiej jak sobie cos zrobi, jednego glupka mniej na tym swiecie.
      Wiem, ze sytuacja teraz nie wydaje sie idealna, ale skoro masz prace i mieszkasz w UK to wszystko sie finansowo ulozy na pewno. A o milosc do dziecka sie nie martw, bedzie podwojna. Chyba najgorsza gehenne przechodza po aborcji wlasnie te kobiety, ktore sie wahaly. Ty nie chcesz zabic tego dziecka, wiec tego nie rob. Dla siebie samej przede wszystkim. Mam kolezanke, ktora facet zostawil po zobaczeniu dwoch kresek na tescie. Nawet nie wiesz jak ona to dziecko kocha. Corka jest dla niej calym swiatem. Moja kolezanka i jej rodzina daja jej tyle milosci, ze za 10 ojcow wystarczy.
      A jesli chodzi o kolorowe dziecko to sama mam takowe, to znaczy starsza corke (bo mlodsza sie cholera jasna wdala calkowicie we mnie, czego sie nie spodziewalam ani troche, biorac pod uwage, ze maz jest Arabem). Powiem Ci tyle, chyba nie ma osoby w Polsce, ktora by sie nie obejrzala za nia na ulicy i nie zachwycala jej uroda, jej ciemniejsza karnacja, czarnymi puklami i oczami jak wegle. Jest sliczna tongue_out I Twoje dziecko tez takie bedzie, a Ty bedziesz najdumniejsza matka pod sloncem smile Zobaczysz.
      Pozdrawiam serdecznie
    • wiesia140 Re: Moja historia... 27.12.10, 17:03
      Gosiu masz priv
    • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia... 28.12.10, 09:34
      Ja może jeszcze odrobinkę o Twoim lęku o pana-tatę. Otóż, twierdzi on, że hańbą jest dziecko... A to ten pan nie wie, że z seksu biorą się dzieci? W szkole biedak nie bywał i biologii się nie uczył? Dorosły człowiek powinien wiedzieć, że jak się idzie z kobietą do łóżka to w efekcie można doczekać się potomka. Skoro pan nie zakładał potomstwa to należało nie decydować się na seks, ot i cała prawda. Teraz jazdy pt "zabiję się", "to hańba dla mojej rodziny" są wyłącznie szantażem emocjonalnym by zmusić Cię do aborcji i mieć problem z głowy. I to jest działanie poniżej pasa, wybitne tchórzostwo i brak honoru, ot i wszystko. Ma tylko facet pecha, bo nie trafił na głupiutką małolatę, która się na to nabierze, ale na kobietę z krwi i kości smile Nie przejmuj się jego gadaniem, bo to nie ma najmniejszego sensu...
      • mamaanieli Re: Moja historia... 28.12.10, 10:38

        dokladnie. olać dziada cieplym moczem. on nie jest godny byc z tobą i byc ojcem twojego dziecka, po prostu. zyj dla siebie i dla dziecka. a o chlopasku zapomnij jak najszybciej.
    • hakin1983 Re: Moja historia... 28.12.10, 12:26
      Nie pozwol zeby ktos taki jak ten dup.k wplynal na Twoje cale zycie. Ja tez 9 miesiecy temu mialam taki dylemat z tym ze byla to 3 ciaza..i teraz mam przesliczna coreczkesmile Nie wazne jest co gadaja inni, a jesli ktos uwaza taki skarb za hańbe jest bardzo nieszczesliwym czlowiekiem. Facet niech spada na drzewo a Ty zajmij sie soba bo czeka Cie wspanialych kilka miesiecy .
      Pozdrawiam
    • wiesia140 Re: Moja historia... 28.12.10, 20:43
      facetowi nic nie mów.
      • iskierka40 Re: Moja historia... 28.12.10, 22:14
        Gosiu,jestem z Tobą i w ciebie wierzesmile
        powodzenia.
    • bakusiania Re: Moja historia... 30.12.10, 17:52
      Nie rób tego!!!! Oddaj do adopcji! Jest bardzo wielu ludzi czekających na dziecko. Znam kilkoro znajomych. Oni też cierpią nie jesteś sama jeśli to zrobisz będziesz żałowała. Nie zabijaj tego maleństwa.!!!
      • wiesia140 Re: Moja historia... 30.12.10, 21:23
        Gosiu odpisałam ci
    • chealsyka27 Re: Moja historia... 04.01.11, 15:07
      Gosiu
      odezwij sie.
      • kalina_19 Re: Moja historia... 05.01.11, 14:04
        gosiu , mieszkasz jak w uk, wiesz jakie sa tutaj pomoce dla samotnej kobiety? dasz sobie rade , sama mowisz ze masz przyjaciół,olej chłopa jak mowi ci takie rzeczy-bo czy jest warty smierci dziecka?a jak usuniesz a poznij poznasz kogos i sie zakochasz i nie ebdzie juz 2 szansy na dziecko? nigdy?? trzymam kciuki ze przemyslsiz cała sprawe na spokojnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka