Dodaj do ulubionych

Dla niezdecydowanych - niesamowita historia !

24.06.05, 02:07
Dziewczyno, kobieto, przeczytaj...
Od 20 lat zbieram informacje o znajomych i
nieznajomych, które zdecydowały się na usunięcie ciąży, czyli uśmiercenie
własnego dziecka. Tak,
dziecka, człowieczka, który na początku 2 miesiąca ma już czucie na ustach, a
w
ciągu 2 miesiąca czucie obejmuje całe maleńkie ciałko. Więc rozrywanie go na
kawałki nie jest dla niego bezbolesne, jak chcą nam wmawiać niektórzy. A
potem ogromne, naprawdę ogromne wyrzuty
sumienia, czasami od razu, czasem po kilku miesiącach,latach, i jakiś dziwny
pech, który przez długie lata potrafi prześladować te
dziewczyny... Chorują, tracą miłość życia, ronią ciąże, czasem stają się
bezpłodne, klepią biedę, lub gorzej. Trudno spotkać szczęśliwą kobietę po
aborcji. To gwałt na psychice, gwałt na podświadomości, która z natury chroni
ciążę.
Lecz jeżeli urodzisz, to poczujesz miłość dziwną i wspaniałą - tak
naprawdę,nieważne, kto jest ojcem, bo dziecko kocha się dla niego samego.. Za
przykład
podam ci kobietę, którą znam osobiście, a która 20 lat temu została w wieku
15
lat zgwałcona przez kilku kryminalistów. Nie usunęła ciąży. Przeszła przez
prokuratury, ludzkie języki, biedę, a jednak.. Urodził się prześliczny
chłopczyk, który pomimo brutalnego poczęcia stał się oczkiem w głowie młodej
mamy.Było jej trudno, bardzo trudno, ale wkrótce zaczęło się dziać coś
niesamowitego. Nad kołyską pogodziła się z matką, a po kilku latach pojawił
się rycerz
na białym koniu. Super przystojny i bogaty, ale bezpłodny Holender polskiego
pochodzenia, przyjechał szukać żony. Dzięki ufnemu dziecku, które rzuciło
piłeczkę sympatycznemu panu w parku, spojrzeli sobie w oczy. I spoglądają do
dzisiaj... dzisiaj z prostej dziewczyny z podstawówką ona jest panią doktor,
jeżdzi pięknym
Jipem, a jej malutki chłopczyk stał się urodziwym studentem.
Widać Bóg wynagrodził ją,że przeszła próbę i zachowała to maleństwo, którym
ją obdarzył. Czego i Tobie życzę.
Więc nie zabijaj niewinnej istoty za swoje słabości, jakby ona
była "dowodem winy". Zapytaj przedtem wszystkich rodziców, nawet
samotne matki,co czują, jeśli pomyślą, że mogli zabić dziecko które mają.
Ciarki... Dlatego, że kiedy ono się urodzi, ze zdziwieniem odczujesz, jak
wielkie to szczęście trzymać w ramionach to malutkie, takie bezbronne i
kruche ciałko, które jest częścią ciebie. Tomy można spisać na temat miłości
do dziecka..Dziś sobie tego nie wyobrażasz, ale ta miłość przypomina pierwsze
platoniczne zakochanie. To naprawdę porywające uczucie. Silna, cudowna
fascynacja, którą warto przeżyć za każdą cenę..
że jesteś za młoda.. Ja mając 37 lat, też bałam się urodzić pierwsze dziecko.
Komuś, kto nie zna tego uczucia, zawsze będzie się wydawać za wcześnie, nigdy
nie będzie dobrej pory. No właśnie, po zabiegu może być nigdy......A właśnie
przez to możesz stracić mężczyznę , którego pokochasz. A słyszałaś o ciążach
pozamacicznych, jako konsekwencjach zabiegu? Aż co piąta ciąża kończy się
operacją.. Drugiej szansy może nie być...

Dziecko nigdy nie niszczy życia, ono je ubarwia. Nawet jeżeli to życie jest
początkowo skromne i pełne wyrzeczeń, odkryjesz jego sens.To będzie twoje
największe osiągnięcie, w ciąży jesteś przecież współtwórcą cudu, dotyku
Absolutu, którego żadna nauka nie potrafi wytłumaczyć. To dlatego brzuszek w
ciąży tak przyciąga uwagę, i każdy chce go dotknąć. Emanuje z niego twórcza
energia, jakaś szczególna aura. To stan błogosławiony, i ty to wkrótce
poczujesz. Nie bój się, poradzisz sobie,jak każda z nas, a kiedyś los sowicie
wynagodzi cię za odwagę.
Obserwuj wątek
    • madzia1708 Re: Dla niezdecydowanych - niesamowita historia ! 25.06.05, 23:07
      yolate napisał:

      > Dziecko nigdy nie niszczy życia, ono je ubarwia. Nawet jeżeli to życie jest
      > początkowo skromne i pełne wyrzeczeń, odkryjesz jego sens.To będzie twoje
      > największe osiągnięcie, w ciąży jesteś przecież współtwórcą cudu, dotyku
      > Absolutu, którego żadna nauka nie potrafi wytłumaczyć. To dlatego brzuszek w
      > ciąży tak przyciąga uwagę, i każdy chce go dotknąć. Emanuje z niego twórcza
      > energia, jakaś szczególna aura. To stan błogosławiony, i ty to wkrótce
      > poczujesz. Nie bój się, poradzisz sobie,jak każda z nas, a kiedyś los sowicie
      > wynagodzi cię za odwagę.



      ale ładnie to napisałaś surprised)
      Pozdrawiam Cię
      M
      • aniolek205 Re: Dla niezdecydowanych - niesamowita historia ! 26.06.05, 21:16
        naprawde super to opisalas! az ciarki przeszly mi po plecach!!!
    • aatoja Re: Dla niezdecydowanych - niesamowita historia ! 28.06.05, 21:00
      Napisane, owszem, bardzo ladnie.
      Pozdrawiam.
    • mysza64 Re: Dla niezdecydowanych - niesamowita historia ! 12.07.05, 12:25
      Cześć
      Rzeczywiście ładnie napisałaś.
      Ja chcę tylko wzocnić Twój głos.
      Też znam dziewczyny, które zdecydowały się na aborcję i jest dokładnie tak jak
      piszesz. Ciągle coś złego dzieje się w ich życiu. Najczęściej coś psuje się w
      relacji z mężem, nawet jeśli nikt nikogo nie zmuszał ani nie namawiał. Jakby
      coś się wypalało...
      Czasem są to kłopoty z innymi dziećmi. Psycholodzy twierdzą, że zwykle po
      aborcji któreś z pozostałych w rodzinie dzieci, przejmuje ciężar śmierci
      usuniętego dziecka. Kłopoty są różne, albo dziecko zamyka się w sobie, nie ma z
      nim kontaktu, albo wręcz przeciwnie, staje się agresywne, zaczyna brać
      narkotyki etc.
      Moje obserwacje znajomych rodzin potwierdzają tę teorię.
      Znam też dziewczynę, która urodziła chłopca z gwałtu. Zawsze byłam dla niej
      pełna podziwu. Też wiele przeszła zanim wszystko obróciło się na dobre. Teraz
      ma męża i trójkę dzieci, łącznie z tym najstarszym, który jest jej wielkim
      skarbem.
      Tak jak piszesz, dzieci nie biorą się bez powodu. Nawet jeśli nam się wydaje,
      że narodziny dziecka będą dla nas klęską, to nigdy tak nie jest. Pan Bóg
      naprawdę wie co robi. Przekonałam się o tym na własnej skórze!
      Dziewczyny nie zabijajcie własnych dzieci...
      • kizdam47 Re: Do Mysza64 12.07.05, 14:02
        Mimo słuszności Twoich słów mam nadzieję, że przejmowanie ciężaru usuniętego
        dziecka przez inne dziecko jest totalną bzdurą.
        • madzia1708 Re: Do Mysza64 12.07.05, 21:00
          racja
          ale taki mały Zyzio może pomóc....
        • mysza64 Re: Do Mysza64 26.07.05, 20:37
          Pójdź na ustawienia rodzin wg. Berta Hellingera, a zobaczysz, że niekoniecznie
          to bzdura, choć z pozoru zdaje się takową być...
          • dianitra Re: Do Mysza64 26.07.05, 20:47
            Wiesz, przerażają mnie te teorie i bardziej skupiam się na ludziach niż na
            wymysłach psychologów itp. Nie mam zaufania do ich tez jeśli chodzi o aborcję.
            • mysza64 Re: Do dianitra 26.07.05, 22:18
              Może to i wymysły, ale coś często pasują do życia.
              Mam przyjaciółkę, której sama pomogłam w aborcji jakieś 12 lat temu.
              Kiedy opowiedziałam jej co widziałam na ustawieniach, wcale jakoś nie miała
              przekonania, że te wymysły to bzdury. Zbyt pasowały do jej obecnej sytuacji
              rodzinnej.
              Nie mówię,że to reguła, która sprawdza się w 100%, takich chyba nie ma, ale coś
              w tym jest niestety...
              • dianitra Re: Do dianitra 27.07.05, 09:29
                Powiedz mi co pasuje do sytuacji twojej koleżanki i jak to się przejawia.
                Pytam bo chciałabym uniknac nieporozumień?
                • mysza64 Re: Do dianitra 27.07.05, 22:04
                  To nie takie proste odpowiedzieć na Twoje pytanie.
                  Hellinger twierdzi, że dziecko usunięte w czasie aborcji, nadal pozostaje w
                  systemie rodziny. Mimo, że rodzice chcą o nim zapomnieć, ono potrzebuje swego
                  miejsca w rodzinie. Dzieci, mimo że nic nie wiedzą o usuniętych ciążach, chcą
                  podswiadomie uchonorować brata lub siostrę. Wiem, że może to dla ciebie
                  zabrzmieć jak jakieś klituś bajduś, ale sprawdza się to w wielu przypadkach.
                  U mojej przyjacióki objawia się to np. konfliktem (zdawałoby się bezpodstawnym)
                  między ojcem a najstarszą córką. Innym objawem jest ogólna niechęć najstarszej
                  latorośli właściwie do wszystkiego, do życia, do dorosłych, do rówieśników, do
                  nauki. Psycholog zakwalifikował ten stan jako depresję. U 15-latki z jak
                  najbardziej normalnej rodziny, w miarę dobrze sytuowanej. Zdawałoby się, że
                  dziewczynie niczego nie brakuje. Ma dom, kochających rodziców, a jednak coś
                  jest nie tak.
                  Wiem, że można znaleźć i inne przyczyny takiego stanu, ale życie pokaże mam
                  nadzieję, czy przyczyną jest aborcja czy nie. Namówiłam przyjaciółkę aby wzieła
                  udział w ustawieniach, zobaczymy.
                  Jeśli zainteresuje Cię co to takiego te ustawienia, polecam oficjalną polską
                  stronę Berta Hellingera: www.hellinger.pl
                  pozdrawiam
                  Mysza
                  • dianitra Re: Do dianitra 27.07.05, 23:06
                    Hellinger powinien sie leczyć... Podobnej bzdury nigdy nie słyszałam. Jeżeli
                    moje dziecko kiedyś będzie sprawiało problemy wychowawcze to będzie to winna
                    moja i mojego męża i błędów jakie popełniliśmy a nie aborcji. Braku
                    konsekwencji, albo nadmiernej opiekuńczości , albo tysiaca typowych błędów
                    jakie nam rodzicom zdarza się popełnic. I nie pisz tu takich glupot a swojej
                    przyjaciółce poradż, żeby pukneła sie w czoło skoro wierzy w te twoje brednie -
                    niech pogada z mężem i córka i wyjaśni o co chodzi - konflikty nie biora sie z
                    nikąd.

                    Powstrzymam sie od dalszych komentarzy...
                    • dianitra Re: Do dianitra 27.07.05, 23:19
                      Najbardziej mnie dziwi, że ludzie wierzą w takie rzeczy... Że nie maja własnej
                      mózgownicy. Dziecko bierze narkotyki - wina aborcji. Ojciec nie umie dogadac
                      się z dzieckiem- wina aborcji. Abortowałas dziecko - nie możesz byc normalna,
                      mieć dobrych stosunków z dzieckiem. Ciekawa jestem czy to naprawdę tępota czy
                      poprostu zwykła ludzka złośliwośc. Gdyby ta teoria była prawdziwa- tak jak
                      teoria, ze osobom, które poddały sie aborcji dzieja sie same złe rzeczy a tym
                      które urodzą same dobre- to 5 lat temu kiedy aborcja nawet nie przechodziła mi
                      przez usta to moja córka nie przelewałaby mi się przez ręce mając drgawki, nie
                      płakałabym po nicach co bede jadła - przecież urodziłam nie powinno mnie
                      spotkac nic złego. Przecież walczyłam o każdy dzieńm ciązy wbrew wszystkiemu to
                      dlaczego los mi nie ułatwił zycia?

                      To my decydujemy jak wygląda nasze życie. I nie ważne czy kobieta załuje, czy
                      nie. My wychowujemy nasze dzieci i od nas zależy jakie bedziemy mieli z nimi
                      relacje. Aborcja potrafi zmienic zycie w koszmar, ale nie jest odpowiedzialna
                      za całe zło tego swiata.
                      • kapyl Re: Do dianitra 28.07.05, 10:50
                        Totez wlaśnie aborcja moze byc podswiadoma przyczyna tych wszystkich problemow -
                        nie wiem czemu kazesz Hellingerowi puknac sie w czolo. Moze to byc lancuszek
                        drobnych zdarzen - zmiana zachowania matki wzgledem dzieci, zmiana zachowania
                        rodzicow wzgledem siebie. Moze nie od razu po aborcji, ale po roku, dwoch,
                        pieciu latach. Aborcji nie wymazesz z zycia, nie sprawisz ze zniknie w niebyt.
                        Do mnie moj postepek sprzed roku wraca, mimo że córka jest przy mnie, w postaci
                        wyrzutów sumienia. I nic na to nie poradze.
                        • dianitra Re: Do dianitra 28.07.05, 16:43
                          A czrownice latają nad łysą górą....
                        • dianitra Re: Do dianitra 28.07.05, 18:07
                          Otóż kapyl - u mnie nic nie zmieniło się w relacji z moimi bliskim a jeżeli
                          cos jest xczasami nie tak to są tego różne przyczyny. Np brak seksu, wcinanie
                          się tesciowej, brak kasy itp.
                          Nie wiem czy dziewczyny zgodza się ze mną, ale zazwyczj problemy z mężem
                          pojawiaja się przed aborcją. zreszta powiem inaczej - Jestem podobna do mojej
                          matki jak dwie krople wody, do babci zresztą też. Ale różnię od nich pod każdym
                          względem- mam rodzinę, i mierzę się z problemami. To co dali mi rodzice
                          pozostanie niestety we mnie na zawsze, ale wiem że nigdy nie będę żyła tak jak
                          oni.
                          • kapyl Re: Do dianitra 29.07.05, 09:59
                            Oczywiscie - nie neguje ze wszystko moze byc tak samo jak przed aborcja, ale ty
                            dianitro piszesz w wlasnego punktu widzenia z wlasnego przykladu. Ja natomiast
                            dokladnie poczytuje to forum od wielu wielu miesiecy i widze rozne przypadki. I
                            nie mozesz negowac czegos co moze sie przytrafic innej osobie i mowic ze to
                            idiotyczne.
                            • kizdam47 Re: Do dianitra 29.07.05, 10:39
                              Ja na razie nie wypowiadam się, bo weszłam na podaną przez Mysze stronę, ale
                              nie miałam czasu zagłębiać się w wyjaśnienia, zauwazyłam tylko, że Pan
                              Hellinger dzieli swoich przeciwników na m. in. takich, którzy krytykują go w
                              ogóle nie znając jaego prac ani metod, nie chcę być jednym z nich. Jak
                              poczytam, to sie wypowiem.
                              • dianitra Re: Do dianitra 29.07.05, 14:23
                                Ja czytalam dokładnie i owszem wszystko wydaje sie być bardzo sensowne, ale
                                nikt mnie nie przekona, że matka przenosi ciężar aborcji na swoje dziecko. Po
                                drugie według Hellingera osoby nie zyjące( w tym również abortowane dzieci) są
                                nadal częścią rodziny i mają wpływ na jej zdrowie i funkcjonowanie. A co z
                                adoptowanymi dziećmi? Znaczyło by to że nie zależnie od warunków jakich zostana
                                wychowane ich los jest przesądzony jeżeli jego biologiczni rodzice są pijakami
                                i mordercami.
                                Moja mama nie żyje - byc moze wyda wam się okrutne- ale w moim życiu jej nie
                                ma.I nie pozwolę żeby jej śmierć miała na mnie jakikolwiek wpływ.

                                Kapyl masz rację - mówię z własnego punktu widzenia, ale też czytam te forum i
                                jeżeli założymy, ze matka po aborcji ma depresję to owszem odbije sie to na
                                rodzinie, ale mi sie wydaje, że jest właśnie odwrotnie niż uwaza Hellinger, ze
                                ta kobieta z większa troska będzie dbała o swoje dzieci. A co do małżeństwa to
                                uwazam, że kobieta jest w stanie ulec presji partnera tylko wtedy gdy w danej
                                chwili w jej związku nie dzieje się najlepiej- więc normalne jest to że po
                                aborcji ich stosunki równiez są zaburzone.

                                I bardzo sie ciesze że ten temat został poruszony, bo mam nadzieje że większośc
                                kobiet zrobi wszystko żeby teoria Hellingera okazała sie bzdurą.
                                Po za tym jezeli Kapyl byłaś na tej stronie to zauważysz że według tej teorii
                                wszystko rozgrywa sie w podświadomości czyli nie ma tu znaczenia czy kobieta
                                cierpi czy nie po aborcji
                                • mysza64 Re: Do dianitra 30.07.05, 15:12
                                  Cześć
                                  Nie było mnie chwilę i widzę, że niechcący rozpętałam dyskusję.
                                  Piszesz Dianitro:
                                  Najbardziej mnie dziwi, że ludzie wierzą w takie rzeczy... Że nie maja własnej
                                  mózgownicy. Dziecko bierze narkotyki - wina aborcji. Ojciec nie umie dogadac
                                  się z dzieckiem- wina aborcji. Abortowałas dziecko - nie możesz byc normalna,
                                  mieć dobrych stosunków z dzieckiem. Ciekawa jestem czy to naprawdę tępota czy
                                  poprostu zwykła ludzka złośliwośc.
                                  Nie zamierzałam ani być złośliwa, ani twierdzić, że przyczyną wszystkich
                                  naszych niepowodzeń życiowych jest aborcja. Życie jest o wiele bardziej
                                  skomplikowane niż nam się wydaje. Ale też nie jest tak jak piszesz, że
                                  "To my decydujemy jak wygląda nasze życie. I nie ważne czy kobieta załuje, czy
                                  nie. My wychowujemy nasze dzieci i od nas zależy jakie bedziemy mieli z nimi
                                  relacje. "
                                  Uwarunkowania rodzinne są znacznie bardziej silne niż Ci się wydaje.
                                  Nie mam zamiaru przekonywać nikogo do żadnych teorii. Można w nie wierzyć lub
                                  nie. Ja też na początku byłam sceptyczna, dopuki nie wziełam udziału w
                                  ustawieniach. Ale mniejsza ot to.
                                  To co chciałam powiedzieć w pierwszej swej wypowiedzi, dedykowanej
                                  NIEZDECYDOWANYM, to to, że aborcja nie jest najlepszym rozwiązaniem naszych
                                  problemów. Czasem stajemy na skraju przepaści i wydaje nam się, że jest to
                                  jedyny ratunek. Ale tak nie jest, wiemy o tym wszystkie. I te z nas które
                                  podjęły decyzję na tak, i te, które podjęły decyzję na nie. I to jest chyba
                                  główny wątek tej dyskusji.
                                  Wsparłam się Hellingerem, bo bardzo mnie poruszyły zajęcia w których brałam
                                  udział. Jak chcesz możesz twierdzić, że to bzdury, ale nie zabraniaj wypowiedzi
                                  innym.
                                  Pozdrawiam wszystkich
                                  Mysza
                                  • dianitra Re: Do dianitra 31.07.05, 13:43
                                    Nie zabraniam, ale też nie zgadzam się z przedstwianiem kobiety która przeszła
                                    przez piekło aborcji jako osoby zkazanej na zagładę. i nie podoba mi się
                                    również sugerowanie że my jesteśmy żłymi matkami i wyrządzamy naszym dzieciom i
                                    rodzinie krzywdę.
                                    • mysza64 Re: Do dianitra 31.07.05, 13:54
                                      O przepraszam, nic takiego nie powiedziałam. To już tylko Twoja interpretacja.
                                      Ani nikogo nie potępiam za aborcję, ani nie twierdzę, że kobiety po aborcji są
                                      skazane na zagładę.
                                      Chcę tylko powiedzieć, że aborcja może nam bardziej skomplikować życie niż
                                      sobie wyobrażamy, a już na pewno nie pomoże w rozwiązaniu życiowych problemów.
                                      Pozdrawiam
                                      Mysza
                                      • dianitra Re: Do dianitra 31.07.05, 14:01
                                        Myszko ja nie mówiłam tego personalnie do ciebie tylko ogólnie odnośnie tego
                                        wątku i teorii która sie w nim pojawiła. Życze miłej niedzieli...
                          • michalina7 Re: Do dianitra 07.10.05, 13:58
                            Posłużę się też przykładem koleżanki, która kilka lat temu poddała się aborcji.
                            Przez cały czas podkresla, że decyzję o aborcji podjęli wspólnie z mężem, a
                            właściwie, to on dał jej wolną rękę ("zrobisz Kochanie jak uważaaz"). I ona tak
                            strasznie za to prawo do decyzji jest mu wdzięczna - tak powtarza, ale ja wiem,
                            że wini go za swoją obojętną postawę. Koleżanka bardzo często wspomina
                            (oczywiście tylko wtedy gdy wleje w siebie za dużo alkoholu)o usunietym dziecku
                            (zawsze chciała miec dziewczynke a ma 2 chłopaków)- "a jak to była dziewczynka?
                            ; chłopcy mieliby siostrę". Wierzę, że po aborcji, jeżeli kobieta zrozumie swój
                            błąd zaczyna traktować inaczej swoje dzieci, może zmienić swój stosunek do męża
                            (pozwolił jej na to, nie powstrzymał, nie powiedział "będzie dobrze, damy radę"
                            itd). Aborcja, jak najbardziej może wpłynąć z późniejszy brak ochoty na seks.
                    • michalina7 Re: Do dianitra 07.10.05, 13:40
                      A skąd wiesz, że nadopiekuńczość, pobudliwość i inne błędy wychowawcze nie są
                      konsekwencją zszarpanej poprzez niewłaściwe decyzje (tutaj aborcja) psychiki?
      • dianitra Re: Dla niezdecydowanych - niesamowita historia ! 12.07.05, 20:30
        i znów wyjdzie na to, że jestem za aborcją chociaż to bzdura.
        Ale wątpię żeby któraś z mam potwieredziła teorie o przenoszeniu cięzaru na inne
        dziecko. Moja córka jest szczęśliwym dzieckiem. Znam kilka mam kt6óre usuneły
        ciąże i chociaż niektóre z nich bardzo żałują swojej decyzji to ich dzieci są
        bardzo szczęśliwe. Mama mojego męża również poddała się aborcji ale ani on ani
        jego rozdzeństwo nie doświadczyli rzeczy o których piszesz. Mój mąż jest
        niezwykle mądrym i pracowitym człowiekiem - nigdy nie miał żadnych problemów z
        prawem a jego siostra jest również bardzo porządnym człowiekiem.

        Może to nie aborcja o tym decyduje tylko przenoszenie swoich problemów na
        dziecko. Nigdy nie powiedziałabym 6 czy 10 latce że usunełam ciążę -moja córka
        nawet nie wiedziała o ciąży. i moze dzięki temu nie ma żadnego dramatu. mamy
        masę problemów, ale nasze dziecko ich nie odczuwa i chyba dzięki temu nie ma
        historii o których piszesz.
    • zakreta1881 złapało mnie za gardło.... 18.07.05, 22:08
      moze dzis bym kiepsko wyglada, czula sie moze wogole by mnie nie bylo. ponad
      rok temu wiadomosc o ciazy byla szokiem nie tylko dla mnie ale i calej rodziny.
      bylam jedyna osoba ktora mozna by powiedziec zachowala sie odpowiedzialnie w
      tej sytuacji. wszyscy namawiali mnie do aborcji.wszyscy. nawet za moimi plecami
      jak sie okazalo juz byly wizyty zamoiwnie. o boze jak etraz o tym mysle to juz
      mam oczka za mgla....choc jestem samotna, 21 letnia matka nie zaluje niczego.
      tylko jest mi przykro ze moi rodzice tez tego chcieli. mam wspanialego syna
      ktory jest moim bąbelkiem...moim sloncem, calym swiatem i mam mezczyzne ktorego
      kocham . juz sie poryczalam ......
      • 99maja Re: złapało mnie za gardło.... 19.07.05, 09:36
        pięknie napisane...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka