Dodaj do ulubionych

Historia pewnego synka...

27.11.05, 00:33
Zaszła w ciążę bezmyślnie, tak uważam... Była zła, mówiła o nim pogardliwie,
nie chciała go. Proponowałam pomoc finansową póki jeszcze był czas, nie
chciała. Dużo w tym czasie piła, paliła, jarała blantów. Dwa tygodnie przed
planowanym terminem poszła do szpitala, bo poczuła, że się nie rusza. Nie żył,
lekarz powiedział, że od piątego miesiąca nie rósł. Wywołali poród, zostawiła
go w szpitalu i sobie poszła. Po pięciu miesiącach od tamtego zdarzenia zaszła
w kolejną ciąże i urodziła córeczkę. Przez dłuższy czas nie mogłam na to
dziecko patrzeć, nie znosiłam jej i szlak mnie trafiał, że wywaliła pierwsze
dziecko z pamięci. Po porodzie poszłam do szpitala a ona mi powiedziała „mówię
Ci jaka jest śliczna”. Nie wytrzymałam i spytałam „ a tamto nie było śliczne?”
W odpowiedzi dostałam minę zobojętnienia.
Trochę ponad trzy miesiące temu urodziłam córkę, czułam ją, a ona reagowała
tak jak ja. Na moją złość, radość, smutek. Mogę sobie tylko wyobrazić jak ten
chłopiec musiał cierpieć. Ryczeć mi się chce jak sobie o tym pomyślę, a było
to już 6 lat temu... i dlatego jestem ZA.
Obserwuj wątek
    • reniuszka Re: Historia pewnego synka... 27.11.05, 10:33
      Nie mogę sobie tego wyobrazić ... I też się popłakałam.
      Wszystkiego dobrego dla Ciebie i córeczki, ja mam dwie kochane córki
      i wiem co to za radość.
      Pozdrawiam.

      Renata
      • lineczkaa Re: Historia pewnego synka... 27.11.05, 22:31
        dziekuje bardzo i duuuuużo zdrowia dla Twoich księżniczek...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka