ela_z_czworka
08.09.06, 16:09
Witam wszystkich...Od paru miesięcy czytuję wypowiedzi zamieszczane na tym
forum, aż w końcu zdobyłam się na odwagę, by napisać...Jeszcze niedawno mój
stosunek do aborcji był jednoznaczny: nie. Mam trójke dzieci, miałam ustalony
światopogląd, stabilną sytuację życiową. Ktoś jednak zdecydował zaburzyć mi
mój przytulny porządek i zaszłam w ciążę. Bardzo niechcianą, czwartą. Stało
się. Szok, załamanie nerwowe, lawina konsekwencji - łącznie z utratą szans na
dobrą pracę (pierwszą od lat!). Nagle mój sztywny podgląd na życie zaczął
dopuszczać pewne marginesy, rozciągał się.. Aborcja - dotąd przeze mnie
nierozumiana (w sensie decyzji i czynu) i nieakceptowana - niepostrzeżenie
wkradła się w katalog rozważańych odpowiedzi na pytanie: co dalej? Zaczęłam
czytać, poznawać ze wszystkich stron - wówczas trafiłam tutaj. Kierowało mną
totalne przerażenie pomimo oparcia w mężu, świadomości, że nie zostanę z tym
wszystkim sama. Mam kłopoty ze zdrowiem, które w kontekście owej niechcianej
ciąży - urosły do rozmiarów zagrożenia życia. Wpadłam w depresję, z którą
borykam się do dziś. Zależnie od chwili, już dzwoniłam zapisywać się na
zabieg lub - czytając tu niektóre wyznania -decydowałam o tym, że dziecko
urodzę. W ten sposób minęły trzy miesiące i odwrotu już nie ma. Moja postawa
nie jest heroiczna ani szlachetna. Do dziś czasem myślę: co by było
gdyby....Wiem, że stało się dobrze, ale to mi nie pomaga. Przerażenie nadal
czasem paraliżuje moje działania. Depresja nie odpuszcza. Mam dzieci,
oczywiście - jak większośc matek - cieszę się ich obecnoscią w moim życiu.
Mam też jednak świadomość, że moja decyzja podjęła się niejako sama, że
trwając w rozterkach jednocześnie dawałam sobie prawo do decyzji i je
odbierałam. Zmaganie się z tym było jednym z najtrudniejszych momentów mojego
życia, zweryfikowało moje postrzeganie świata i ludzi. A fakt, że nie umiałam
jednoznacznie określić swojego wyboru w tamtej chwili jest moim brzemieniem.
Drogie Panie...wybaczcie lekkomyślne sądy o Waszych decyzjach, jakie kiedyś
być może wyraziłam (np w dyskusjach czy zwykłych rozmowach), nie mając
pojęcia, o czym mówię. Wybaczcie łatwość osądu. Czasem, by zrozumieć,
potrzeba twardej lekcji od życia... Z wyrazami szacunku...Ela