Dodaj do ulubionych

moglby ktos

13.11.06, 23:15
w imie oczszczenia siebie opisac przebieg aborcji
nie tej medycznej
tylko to co sam z niej pamieta
slowa, gesty, sny
to co w czlowieku po zabiegu zostalo
w jego wnetrzu

prosze o to tez osoby, ktore uwazaja ze zerobily dobrze

urodzilam niedawno dziecko i jestem opetana tym tematem
musze wiedziec wiecej
musze zrozumiec obiketywnie
musze sie wczuc
chce o tm mowic
potrzebuje tego
nie wiem dlaczego,ale jest mi to potrzebne
mam wrazenie jakbym sama to zrobila
nie rozumiem siebie
nie wiem, skad to poczucie
bo bylam przeciwna swojej ciazy?
bo udawalam ze jej nie ma
bo jednak w koncu urodzilam, zajmuje sie i nadal potrzebuje za tą pierwotną
nieakceptacje przebaczenia
Obserwuj wątek
    • karolinka1116 Re: moglby ktos 14.11.06, 23:05
      wykancza mnie to wsawanie
      nie mam sil
      patrze jak mi studia uciekaja
      nie radze sobie
      jestem taka sama
      • roksanaa22 Re: moglby ktos 15.11.06, 17:50
        nie jestes sama masz dzidzie.to co dzis cie wykancza za kilka miesiecy cie
        wynagrodzi usciskiem!
        ja mam dwoje.fizycznie jestem wykonczona.tez sie ucze.po nocach a rano
        pobudeczka.dasz rade!!!!!!!!!!!!!

        trzymam kciuki
        • szklanka_wody Re: moglby ktos 16.11.06, 11:00
          Zrobie to poraz pierwszy na forum.

          Zaczęło się od tego: Miałam 19 lat. To była moja pierwsza wpadka. Test robiłam
          u koleżanki. Wiedzialam co wyjdzie z testu, lecz jednak na próżno miałam cicha
          nadzieję że wyjdzie negatywny. Pozytywny- moja wielka rozpacz. Zadzwoniłam
          jeszcze w ten sam dzień do mojego chłopaka- odrazu przyszedł. Wszystko jednak
          się ułożyło- niedługo potem poprosił mnie o rękę. Odbyło się wesele. Pod koniec
          5 mies ciazy zaczeły się kłopoty- silna gestoza (wysiadały mi nerki, silne
          nadcisnienie, monstrualne opuchlizny). Wtedy poraz pierwszy naprawde czułam
          taki lęk. bałam się o życie swojego dziecka i swoje. Poród Trwał niemal 18
          godzin. Było to okropne przezycie, nie chcialam juz nigdy przez to przechodzić.
          Niedługo po porodze założyłam sobie spiralę wewnątrzmaciczną, za jakieś 2 mies
          zaszłam w kolejną ciąże pomimo tego iż byłam zabezpieczona. Zrobiłam test-
          pozytywny. Przed oczami miałam te okropne chwile- czas mojej pierwszej ciąży.
          Zaczęłam panikować. Ze strachu zaczęłam się dusić i wymiotować. Nie spałam
          przez przez jakiś tydzień, nic nie jadlam. Gdy tylko zmróżyłam oczy- śniły mi
          się koszmary związane z moją ciążą i porodem. Wpadła mi w ręce ulotka od
          spirali w której była wzmianka o septycznym poronieniu- w 80% śmiertenym. Byłam
          przerażona. Biłam się z myślami, nie wiedziałam co począć. Porozmawiałam z
          mężem- wybraliśmy aborcje. Poszłam do tego lekarza, który umieścił w mojej
          macicy spiralę. Czekałam w poczekalni, obok mnie przechadzała się ciężarna- łzy
          cisnęły mi się do oczu. Weszłam do gabinetu. Lekarz pyta: "słucham, czy cos się
          dzieje?" Nie opanowałam swoich emocji, wybuchnęłam płaczem mówiąc: "jestem w
          ciąży". Ginekolog stwierdził że nie warto takiej ciązy utrzymywać.
          Umówiłam się z nim że pójdę na usg do innego miasta. tak też zrobiłam. Usg
          potwierdziło ciążę. Umówiłam się na zabieg.

          W tym dniu wsiadłam w autobus, jadąc, widziałam przez okno moją mamą która
          własnie wyszła z psem. Płakałam. Ona jest dla mnie wielkim autorytetem. Wiem że
          by mi pomogła. Nie chciałam jej tym obarczać- nic jej nie powiedziałam.
          Weszłam do gabinetu. Dostałam jakąś pigułkę, po chwili połozyłam się na fotelu
          gin, dostałam jeszcze miejscowy zastrzyk. Znieczulenie nie zadziałało. Bolało
          jak poród, a nawet bardziej. Jakies 40 minut i było po wszystkim. Czułam się
          dziwnie. Siedziałam na krześle, lekarz przepisywał mi jeszcze jakieś recepty.
          Dowiedziałam się wtedy że już nie było we mnie spirali. Kilka dni temu na usg
          lekarz potwierdził jej obecność. Do tej pory nie wiem jak to jest możliwe.
          Weszłam do poczekalni. Może to troche głupio zabrzmi, ale... widziałam jak ten
          lekarz wylewał krew, oraz to co pozostało po moim dziecku do ubikacji. Zaczęłam
          płakać w tym momencie pożałowałam i to bardzo. Bardzo często mam ten widok
          przed oczami sad
          Wróciłam do domu. Poraz pierwszy zasnęłam spokojnie. Miałam wtedy dziwny sen.
          Snił mi sie pogrzeb. Siedziałam w ławce w kościele. Pełno ludzi szło obok
          trumny. Wszyscy przebrani na czarno. Jedna staruszka patrzyła na mnie, byłam
          przerazona.
          • kizdam47 Re: moglby ktos 16.11.06, 22:20
            Nie wiem co powiedzieć. Myślami i sercem jestem z Tobą.
          • kizdam47 Re: do Szklanki i do Karolinki 17.11.06, 00:06
            Zostałam matką w wieku 19 lat. Przez kilka kolejnych zupełnie nie spieszyło mi
            się do powiększania rodziny. Znacie to uczucie, gdy dzieciak już trochę
            odchowany i ten wytęskniony luzik sie pojawia. Możesz wyjśc na imprezkę, na
            spokojne zakupy, wyjechać na weekend...

            W kolejną ciążę zaszłam w wieku 28 lat, do dzisiaj nie wiem czy wtedy już do
            tej decyzji dorosłam, czy tego pragnęłam czy uległam panującej wówczas w moim
            otoczeniu powszechnej modzie na "bycie w ciąży". Z dumą przyjmowałam
            gratulacje, czetnie rozmawiałam z ciężarnymi i młodymi matkami o typowych dla
            nas problemach.

            Gdy urodził się Igor świat się baaardzo wywrócił. Dzieciak okazał się wyjątkowo
            płaczliwy, za spaniem oględenie mówiąc nie przepadał, kolki miał straszliwe.
            Walczyłam dzielnie z depresją poporodową, zaciskałam zęby i uśmiechałam się
            przez łzy mówiąc naokoło: jest dobrze.

            Gdy skończyłam karmić piersią zaczełam przyjmować tabletki antykoncpecyjne,
            niestety po dwóch cyklach i obowiązkowej 7-dniowej przerwie zapomniałam
            rozpocząc nowego opakowania i postanowiałam zaczekać na okres, który niestety
            nie nadszedł. Za to z wykonanego 25 października 2004 r. testu ciążowego
            uśmiechnęł się do mnie gruba czerwona kreska, która bezczelnie usadowiła się
            koło niebieskiej drwiąc sobie ze mnie.

            W bezradności własnej i bezmyślnym przerażeniu na pytanie mojego ślubnego co
            się stało spojrzałam na niego posępnie a on odpowiedział sobie sam: zrobiłąś
            test i jestes w ciąży. Kiwnęłam głową tylko a on przestał sie odzywac i zaczał
            omijac mnie jak zakaźnie chorą osobę. Na moje uwagi, że nie jestem chora i nie
            gryzę odpowiedział, ze to nie jest choroba, która przechodzi po tygodniu, tylko
            pozostaje na całe życie.

            Wiecie co kolezanki? Mnie do dzisiaj dziwi, że nie jestem przerażona samym
            zabiegiem, krótkim pobytem tam, tym całkiem miłym lekarzem tylko tym, co było
            przed tym. Tymi przygotowaniami, tym osuwającym sie spod stóp gruntem, tym
            narastającym przeświadczeniem, że nie jestem ani silna, ani twarda. To, że
            straciułam zaufania do własnego męża, to, że straciłam w nim oparcie, to że był
            autorem największego zawodu w moim życiu do dzisiaj nie daje mi spokojnie
            funkcjonowac. Do dzisiaj zadaję sobie pytanie, dlaczego jesteśmy razem. Czyżbym
            aż tak bardzo się do niego przywiązała, że jest on całym moim życiem? Że bez
            niego nie ma już nic? Zgubiły mnie brak wiary, brak wsparcia, panika,
            przegrałam jako kobieta, matka i jako człowiek. Skrajnie zmęczona sprzeciwiałam
            się temu dziecku, a rano budziałam się spłakana i krzyczałam, ze nie mogę. Tym
            krzykiem matki, która pomimo iż sie tego nie spodziewała, to już kocha cząstkę
            siebie, a inni wymagają, by tą cząstkę zabiła.
            Nie zgodze się ze stwierdzeniem, że decyduje tu kwestia wychowania. Nie
            wychowałam sie w rodzinie katolickiej, ciążę usunęłą moja mama i siostra mamy,
            dla których posiadanie jednego dziecka to było i tak za dużo.

            Droga Karolinko, nie pamiętam prawie nic, bo spałam. Dzisiaj po dwóach latach
            wydarzenia te zasnuwają sie mgłą, która powoli, stopniowo gęstnieje, a ja
            oddycham coraz swobodniej. Ty bardzo szczerze opisujesz bardzo ważny i
            centralnie lekceważony problem dużej ilości kobiet. Depresja ciążowo-porodowa
            jest po prostu zlewana, nikt o tym nie mówi, nie pisze, wszak jak matka-polka
            moze mieć jakąs depresję?! Jej zadaniem jest urodzić co najmniej piątkę dzieci
            i zapierdalać przy nich, a nie myśleć o jakichś depresjach, rozstępach, czy
            bolących piersiach!! W dupach istnie nam sie poprzewracało, nieprawdaż?!
            Chciałybyśmy jeszcze od czasu do czasu przypominac kobiety, a nie tylko roztyte
            matrony z tłustymi włosami.

            Ani razu nie miałam żadnych snów o moim dziecku. A porody wspominam droga
            Karolino całkiem sympatycznie.

            Co do książki K. Struck - mogę Ci ją wypożyczyć, utknęłam gdzieś w połowie,
            szczerze mówiąc nie porwała mnie ona, chociaz podziwiam autorkę za jej
            heroiczną walkę o życie nienarodzonych dzieci.

            Pozdrawiam.
            • szklanka_wody Re: do Szklanki i do Karolinki 17.11.06, 12:24
              Kizdam47 tak dobrze Cie rozumiem...

              Mam tylko jedno pytanie, sama sobie je zdaje i nie umiem odpowiedzieć: czy
              żałujesz? co zrobiłabyś teraz będąc w tej sytuacji, wtedy, w tym czasie?
              • jol5.po Re: do Szklanki i do Karolinki 17.11.06, 13:08
                >wszak jak matka-polka
                moze mieć jakąs depresję?! Jej zadaniem jest urodzić co najmniej piątkę dzieci
                i zapierdalać przy nich, a nie myśleć o jakichś depresjach, rozstępach, czy
                bolących piersiach!! W dupach istnie nam sie poprzewracało, nieprawdaż?!
                Chciałybyśmy jeszcze od czasu do czasu przypominac kobiety, a nie tylko roztyte
                matrony z tłustymi włosami.<

                sorki, ja nie o meritum, ale nie mogę sie powstrzymac, wszak kobiet
                wielodzietnych nie jest tak wiele, jest im w społeczeństwie tak samo trudno jak
                tym co nie chcą mieć dzieci - nie ma mitu matki polki, która urodzi 5,
                wielodzietność to synonim zacofania w naszym społeczeństwie, obdarta z
                tajemnicy, owa matrona z tłustymi włosami bardzo pasuje do tego sterotypu
                ot każdy niesie swój garb i prowadzi swój bój - ja prowadzę swój własny bój
                akurat z tym sterotypem
                a że bywam na forum, to sobie pozwoliłam i tutaj

                Karolino - Twój opis porodu, to najbardziej traumatyczny opis jaki czytałam -
                widzisz jakieś swiateko w tunelu? jestes w stanie zwrócić się ku przyszłości i
                zostawić za sobą traumę? Jak myślisz co sprawiło że tak traumatycznie to
                przeżyłaś, jesteś samotną mama, czy to ma decydujący wpływ na Twoje przezycia?
                jak nie chcesz nie odpowiadaj
                • karolinka1116 Re: do Szklanki i do Karolinki 17.11.06, 15:06
                  nie chce juz wiecej rodzić
                  nie chce zeby ktokolwiek, kiedykolwiek mnie tam badal, dotykal, sprawdzal, cos
                  stamtad zabieral...
                  nie chce wrzeszczec na porodwoce 'nie wyrazam zgody na rozciananie krocza, mam
                  oswiadczenie, nie, nie zgadzam sie'
                  prosze zabrac studentow, kiedy to cholerne znieczulenie mozna mi podac-zaplace,
                  nie osiaagne 3 centymetrow, prosze nie rozciagac krocza, bo ono zaraz nie
                  wytrzyma ja to czuje cala soba!, to badanie boli, nie mam rozwarcia, wiec
                  jasne,ze musi mnie bolec, chce rodzic w kucki, przeciez stolec wydaje sie
                  siedzac, a nie półleząc

                  bylam zdecydowana zaplacic...
                  tylko,ze stwierdzono jakies cholerne vds, ktore nie istainlo i mnie zawiezili
                  do marnego szpitala, gdzie przyjmuja wszystkich
                  tam potaktowano mnie jak krowe, ktora wytrzyma, przetrzyma, moze karmic dojkami
                  ja tego nie rozumialam
                  nie wiedzialam,ze ten cholerny obchod ze studentami i lekarzami wszystkich
                  masci moze bez oporu, przy innych pacjentach zagladac mi w krocze...
                  ja wtedy bylam zadowolona
                  po tym bolu
                  jeczeniu
                  naprawde stracilam tam cala godnosc
                  bylo mi wszystko jedno
                  a tyle przed porodem o tym czytalam
                  jakie sa moje prawa, co i mi wolno a co im
                  i diabli to wzilei
                  nie dalam im tylko pokroic krocza, przy wadze dziecka 2500
                  do tego znalazla sie tam taka pyskata lekarka,ze swoimi pytaniami: nie za
                  mloda, niech ojciec wejdzie, niech popatrzy...
                  popatrzy?
                  na co?, jak mnie zszywa
                  jak ze mnie wychodzi dziecko?
                  a poptem lozysko o wygladzie wątrobki
                  jaka jestem piekna?
                  to ja o tym decyduje
                  to ja i ojciec dziecka o tym decydujemy
                  a nie zasrana lekarka ze swoimom stwierdzeniem: nie widac po niej boolu, dac
                  wieksza dawke, nie dawac znieczulenia...

                  ja i on bylismy w szoku
                  jestem wymagajaca
                  tak jest wszedzie?
                  to ja juz nigdy nie chce
                  • jol5.po Re: do Szklanki i do Karolinki 17.11.06, 15:29
                    Karolino, jesteś jak otwarta książka, wszystkie odczucia drukują się w Tobie
                    bardzo silnie, Ty to widzisz dokładniej chyba niż inni (nigdzie nie spotkałam
                    tak traumatycznego-fizjologicznego porodu), ale masz do tego świadomość, że i
                    inni także widzą to tak samo - to Cie dodatkowo dodtyka. Otwarłaś intymność, oni
                    zajrzeli, zranili tym spojrzeniem.
                    Jesteś połączona ze swoim ciałem w niesamowity sposób. ja przeżyłam kilka (hmm
                    dosyć dużo)porodów, ale to pozostało moim intymnym przezyciem, mam schowane
                    swoje własne intymne wspomnienia, obecność innych mnie nie dotknęła, nie była
                    traumą - chociaż nie powiem, że niektóre z elementów nie pokrywają się z Twoim
                    opisem. Ale to mnie nie dotknęło w tak mocny sposób - oni byli dodatkiem
                    Także mój stosunek do ciała jest bardziej "usługowy" - patrzyłam na nie nawet z
                    ciekawością - co ono takiego wyprawia (po tylu porodach można sobie pozwolić na
                    taki "luksus"), chociaz oczywiście ból i ekstremalność przezyć istniał.

                    Z Twoja wrazliwością i delikatnością nalezał Ci sie poród z równie wrażliwą i
                    delikatną obsługą - szkoda, ze nie trafiłas na takąsad(

                    A jaki jest Twój stosunek do dziecka - czy ta cięzka ciąża i poród zaważyły na
                    Twoim stosunku do niego??
                    • jol5.po Re: do Szklanki i do Karolinki 17.11.06, 15:39
                      >tak jest wszedzie?<
                      nie, nie jest tak wszędzie, ale poród zawsze zostanie fizjologią, chociaz myślę,
                      że i z tym medycyna sobie radzi i jeśli ktoś ma tak duzy problem jak Ty, to i na
                      to znalazłaby się rada.
                      Chciałabym, żeby kobietami w ciąży i podczas porodu opiekowały się położne, to
                      znaczy ta sama połozna, żeby własnie przez dziewięć miesięcy towarzyszyły
                      przyszłej mamie, a potem pomogły znaleźć najlepszy dla niej sposób porodu.
                      Połozna to klucz, lekarz - w trudnych przypadkach.
                      Duzo dobrego doświadczyłam przy porodach od położnych.
                      • madzia1708 ja miałam super opiekę 17.11.06, 15:55
                        Położną była Pani z sąsiedztwa, Pani Doktor - młodziutka, ciepła, przemiła
                        osoba.
                        Odeszyły mi wody dostałam więc lek na wywołanie porodu - 7 wielkich strzykawek,
                        dodatkowo jeszcze jakies leki przeciwbólowe, położna masowła mi szyjkę macicy,
                        zebym szybciej urodziła, po porodzie dostałam 6 zatrzyków przeciwbólowych, zeby
                        nie czuć zszywania (nie czułam nic, a nic)

                        Jednak mimo wszystko poród był dla mnie koszmarem
                  • madzia1708 Karolinko 17.11.06, 15:47
                    myślę, ze nauczysz się z tym żyć... ja się nauczyłam... miałam takie same
                    odczucia jak Ty. Przez 8 miesięcy po porodzie nie kochałam się z mężem, nie
                    mogłam. Na samą myśl o tym, ze ktoś, coś będzie mi tam ZNOWU wkładał czułam ból
                    i strach...wiedziałam jednak, ze tak być nie może, przełamałam się, Piotrek
                    (mąż) był czuły, delikatny, a ja zestresowana, spięta. Nie nalegal, nie
                    naciskał, pomalutku sama sobie z tym poradziłam, Ty też sobie poradzisz...

                    Kacper ma juz 3 lata i 3 miesiące, chciałabym mieć znowu Maluszka w domu, ale
                    chciałabym też, żeby ktoś inny go urodził...

                    Pozdrawiam Cię gorąco
                    Pisz do Nas
                • kizdam47 Re: do Szklanki i do Karolinki 17.11.06, 18:48
                  Ja myślałam Jola, ze możesz się odezwać po tym co napisałam nt. matki piątki
                  dzieci. Nie wiem dokłądnie, czy jest to stereotyp, czy ty jesteś po prostu
                  wyjątkiem i znasz jeszcze kilka lub kilkanaście takich wyjątków. Przecież ja
                  jestem matką trojga dzieci a to już przecież wielodzietność, ale nie jestem ani
                  gruba, ani włosów przesadnie tłustych nie mamwink) W każdym bądź razie nie chcę
                  mieć więcej dzieci i gdy skończe karmnić piersią będę za pomocą antykoncepcji
                  skutecznie (mam nadzieję) przeciwdziałać powiększaniu rodziny. Po prostu chcę
                  żyć i mieć o czym rozmawiać z ludźmi, a nie tylko trwać od jednej choroby do
                  drugiej. Wykańcza mnie to psychicznie chwilami, pocieszam sie tylko, że dzieci
                  rosną...

                  Odpowiadam Szklance: dzisiaj, gdybym mogła cofnąc czas...nie, wróć!! Gdybym
                  wówczas wiedziała, jak wyglądac będzie moje życie po aborcji po prostu nie
                  poddałabym się jej, i jeśli Pan Bóg by pozwolił dzidziuś urodziłby się w
                  czerwcu ub. roku. O tym, że żałuję pisałam wielokrotnie, to była głupota i
                  tchórzostwo, panikarstwo po prostu plus brak wparcia najbliższych, gdy na nich
                  liczyłam.
                  • karolinka1116 Re: do Szklanki i do Karolinki 17.11.06, 21:53
                    'Po prostu chcę żyć i mieć o czym rozmawiać z ludźmi, a nie tylko trwać od
                    jednej choroby do drugiej. Wykańcza mnie to psychicznie chwilami, pocieszam sie
                    tylko, że dzieci rosną...'

                    ja tez, ja tez!
                    licze Jej dni, ma ponad 5 tyg.
                    tak mnie meczy to siedzenia z nia, karmienie, przewiajnie
                    nigdy nie bylam aktywna towarzysko, ale na milosc boska-mialam czas dla siebie
                    teraz to są wyrwane strzepy z jej spania
                    to ladne,zdrowe dziecko


                    sam porod nie wplynal na moj stsunek do dziecka, w ogle je z tego wylaczylam i
                    nawet nie łaczyłam z porodem
                    absurdalne

                    nie chce miec wiecej dzieci
                    bo zabieraja czas, bo tyle uwagi trzeba im poswiecic, bo mnie to nie cieszy, bo
                    to przykry obowiązek, bo jestem zalezna, bo ciąza jest udręczeniem, bo wygladam
                    teraz jak wygladam
                    zrobie wszystko by ich nie miec
                    zapobiegac, nie leczyc
                    urodzilam, bo to za duzy bagaz dla 21 latki, taka aborcja
                    potem, jako dojrzalsza, jakbym to usprawiedliwila?
                    bylam mloda?
                    mloda znaczy za glupia by przewidziec,co bedzie za kilka lat ze mna
                    gdyby teraz jej nie bylo, to byloby lepiej???czy nie?
                    mam zalowac?
                    pamietam test
                    pamietam nocne wycie do księzyca

                    szkoda mi tego dziecka
                    bo przez te przezycia zahamowalam do niej normalne uczucia macierzynskie
                    karmienie piersia bylo nieznosne
                    nie karmilam

                    ona nawet nie ma o tym wszystkim pojecia
                    i patrzy na mnie, jakgdyby nikgdy nic
                    a na usg w 18 tyg. machala do mnie reka
                    • lola.lola.lola Re: 17.11.06, 22:08
                      Pierwsze dziecko urodziłam jeszcze będąc niepełnoletnia, niedługo nastepne i
                      następne... Jakoś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie urodzic, to było takie
                      normalne, że jak jest ciąża to jest dziecko. Moje życie to był brzuch, albo
                      pieluchy, kaszki i wózki. Jakoś nie przeszkadzał mi brak znajomych, na których
                      nie miałam ani sił ani czasu, nie przeszkadzała ciasnota, życie od zasiłku do
                      zasiłku. Miałam moje dzieci, dawałam im miłość, jedzenie i ubranie i sądziłam,
                      że to wszystkim do szczęścia wystarczy. Klapki spadły jak dzieci poszły miedzy
                      rówieśników, to co mnie nie przeszkadzało im tak. Mimo że dla mnie były
                      najcudowniejsze i dawałam im to odczuć, w szkole były gorsze i żadne
                      tłumaczenia ich nie pocieszały.
                      Kiedy zaczęło do mnie docierać jaki los zgotowałam dzieciom... KLAPA - test z
                      dwoma kreseczkami. Rozpacz, bunt, nienawiść do siebie, męża i ciąży (bo
                      dzieckiem nie potrafiłam tego nazwać). Pierwszy raz w życiu myśl, żeby
                      się "tego" pozbyć. Na zabieg nie było mnie stać, więc robiłam wszystko co tylko
                      wiedziałam, ze może zaszkodzić prawidłowemu rozwojowi ciąży. Niestety (wtedy)
                      ciąża miała się świetnie, co stwierdziła lekarka kiedy pierwszy raz w 5
                      miesiącu się u niej pojawiłam. Później znosiłam to, bo nie miałam wyjścia.
                      Kolejny bunt kiedy minął termin porodu, a to nie wyłaziło i dalej musiałam się
                      męczyć taka gruba, ociężała, wiecznie wisząca na kiblu bo uciskał pęcherz.
                      Wrzeszczałam do tego wielkiego balona, że mam go dość. Gdybym mogła wydarłabym
                      to siłą ze środka.
                      W szpitalu coś pękło, wgapiałam się w malucha godzinami i myślałam jak mogłam
                      go nie chcieć. Jednak w domu po powrocie do szarej rzeczywistości wszystko
                      wróciło do "normy". Nie było czułych przemówień, maluszków, kurczaczków,
                      słoneczek, jak w przypadku starszych... był bachor, którego nie znoszę, którego
                      nie chciałam, który mógłby się wreszcie zamknąć bo jak nie to go uduszę. Ciągłe
                      awantury z mężem, że jak go chciał to niech go sobie teraz bierze do pracy jak
                      idzie na cały dzień. Nie oszczędzałam oczywiście starszych dzieci. W atakach
                      szału i bezsilności nieraz któreś oberwało, ogólnie w domu był wieczny
                      wrzask... mój, istne piekło. Kiedy szał mijał, nadchodziły godziny płaczu i
                      żalu, że krzywdzę ludzi, którzy są dla mnie całym światem. O terapii nie było
                      mowy, nie mam nikogo kto choćby na chwilę został z dziećmi. Dopiero lekarka
                      pierwszego kontaktu zapisała mi tabletki przeciwdepresyjne i wszystko małymi
                      kroczkami wróciło do normy. Zaczęłam być mamą i żoną, a nie wiecznie
                      rozwrzeszczanym, bijącym, rzucającym czym popadnie, a potem godzinami beczącym
                      potworem.
                      Wtedy "wypadek" z prezerwatywą i znów dwie krechy. Wróciły natychmiast
                      wspomnienia tych koszmarnych miesięcy. I stanowcze NIE, bez cienia wątpliwości.
                      Poszukiwania w necie sposobu na rozwiązanie problemu. Mąż załatwił receptę na
                      tabletki. Strach czy się uda bez powikłań. Od strony technicznej? Tydzień po
                      terminie miesiączki wzięłam tabletki i poszłam spać, po kilku godzinach
                      obudziłam się z krwawieniem i bólem brzucha jak w trakcie okresu, poszłam
                      spać... i tyle. Wszystko przebiegło tak... hmmm, miło i bezstresowo, jak zwykły
                      okres, tylko o tydzień spóźniony. Wiem, że brzmi to wstrętnie, ale tak czułam i
                      ulga, że ominie mnie horror jaki przeżyłam ja i moja rodzina w związku z ciążą
                      i narodzinami najmłodszego.
                      Minął ponad rok i nadal tak to czuję. Mam czasem próbkę tego jak wyglądało by
                      moje życie gdybym postąpiła inaczej. Czasem zajmuję się siostrzencem, który
                      jest dokładnie w wieku w jakim było by moje dziecko. Zostaję z nim chętnie, ale
                      kiedy wszyscy zaczynają coś chcieć, o coś pytać, mój najmłodszy żąda w trybie
                      natychmiastowym włączenia bajki, pobawienia się z nim, wzięcia na ręce, a ja
                      nie mam nawet jak wyjść do kibla czy zrobić sobie herbaty z dzieckiem na
                      ręku... zaczynam niecierpliwie zerkać na zegarek i czekać aż zgłoszą się po
                      malucha rodzice.
                      Nie żałuję, nie potrafię żałować, przynajmniej jeszcze nie teraz. Zastanawiam
                      się czy to normalne, że mając dzieci i wiedząc jak się kończy nawet bardzo
                      niechciana i nieakceptowana ciąża (najmłodszy jest teraz moim oczkiem w głowie)
                      nadal traktuję to tylko w kategoriach problemu, który udało się rozwiązać.
                      Właściwie zastanawiam się tylko będąc tutaj, poza forum jakoś zupełnie o tym
                      nie myślę, obowiązki i problemy wciągaja mnie na tyle, że nie mam czasu na
                      przemyślenia.
                      A tu zaglądam bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby odświeżania wspomnień,
                      czytałam to forum regularnie na długo przed przerwaniem ciąży, kiedy jeszcze
                      twierdziłam, że ja nigdy tego nie zrobię.

                      • malpolid Re: Jedno pytanie 20.11.06, 16:32
                        Lola.Lola a jak planowaliście, planujecie swoją rodzinę? Jesli możesz proszę o
                        szczerą odpowiedź.
                        • lola.lola.lola Re: Jedno pytanie 20.11.06, 20:26
                          Problem w tym, że nie planowałam. Żyłam z dnia na dzień i wydawało mi się, że
                          jest dobrze. Zero myślenia przyszłościowego. Byłam szczerze zdziwiona i
                          oburzona jak ktoś zarzucał mi patologię, bezmyślność, pytał czy mam zamiar
                          dzieci w nędzy chować. Przecież nie chodziły głodne, brudne, obtargane, nie
                          prosiłam nikogo o pomoc. Wystarczało żeby je nakarmić, miałam kilka koleżanek w
                          podobnej sytuacji więc ubranka krążyły, w przerwach między dziećmi jednej
                          używało ich dziecko drugiej i to było takie normalne. Maluch zadowolił się
                          grzechotką czy autkiem za grosze, więc i prezenty dzieci dostawały.
                          Do tego sama wychowałam się w biedzie i nigdy nie miałam tego co rówieśnicy,
                          uważałam że skoro ja się wychowałam to i moje dzieci się wychowają.
                          Wychowywałam się przy alkoholiku, więc i mąż co prawda nie alkoholik, ale
                          bijacy i awanturujący wydawał mi się normą. Jestem DDA, nie cierpię pijanych
                          ludzi, więc on, pijący okazjonalnie i z umiarem, niezależnie od tego co robił,
                          wydawał mi się idealny, bo nie pił.
                          Olśnienie przyszło kiedy dzieci poszły do szkoły, nagle okazało się, że ta
                          szkoła całkiem sporo kosztuje, córka kategorycznie odmawia wyjścia w rzeczach
                          po starszym bracie, bo koleżanki będą się śmiały, a na urodziny nie wystarczy
                          autko za piątkę z pobliskiego kiosku... wystarczy komórka, odtwarzacz mp3,
                          playstation...
                          Planować zaczęłam dopiero przy drugim mężu, który pokazał mi że życie może
                          wyglądać inaczej, związek może wyglądać inaczej, wychowanie dzieci może
                          wyglądać inaczej.
                          Norę w której mieszkaliśmy udało się zmienić w mieszkanie, dzieciom staramy się
                          zapewnić wymarzone prezenty, ubrania, zajęcia dodatkowe, wyjazdy na wakacje,
                          szkolne wycieczki... to co w dzisiejszych czasach nie jest luksusem, jest normą.
                          Pilnujemy nauki i staramy się tłumaczyć, że uczą się dla siebie.
                          No i "naprawiamy" starsze dzieci, u których poprzednie życie odbiło się na
                          psychice na tyle, że potrzebna jest pomoc psychologa.
                          Ogólnie wspólnie naprawiamy mój fatalny start w dorosłe życie i mam nadzieję,
                          że się to uda i moje dzieci będą szczęśliwe, a kiedyś układając sobie własne
                          życie wyniosą z domu inne wzorce niż ja wyniosłam i powieliłam.

                          • malpolid Re: Jedno pytanie 21.11.06, 17:38
                            Dziękuję i życzę wszystkiego dobrego dla całej rodziny !
                          • madzia1708 Re: Jedno pytanie 22.11.06, 15:14
                            Na pewno Twoje dzieci wyniosą z domu, co innego niż Ty surprised)
                            Życzę Wam szczęścia i samych sukcesów w "naprawianiu" starszych dzieciaków

                            Pozdrawiam
                    • jol5.po Re: do Karolinki 18.11.06, 00:08
                      Karolino - Ty masz depresję poporodową!!!!!!!!
                      • karolinka1116 Re: do Karolinki 19.11.06, 16:39
                        gdy przychodze do domu z dzieckiem, wtedy wylazi ze mnie wszystko z tygodnia
                        wtedy moge,-gdy przerazliwie placze, bo o 5 rano chce 'poglamac' butle, a ktos
                        ta butle musi trzymac, udawac ,ze nie slysze placzu, wtedy ktos do niej
                        przychodzi,a ja moge spac do 2 popoludniu i udawac,ze dziecko nigdy nie
                        zaistanilo
                        dlatego tu przyjezadżam
                        co tydzien rano w piątek, do niedzieli wieczor
                        potem, jest powrót i dzielenie sie obowiazkami
                        z niedizli na pon-on
                        z pon na wt i wtorku na srode-ja
                        ze srody na czwartek-on
                        z czwartku na piatek-ja/on
                        noc piatkowa, sobotnia i niedzielna-'ktostam'
                        wiecie,ze są jeszcze dni?
                        takie cale dni: kiedy np. nie chodzi jej o jedzenie i zmianieine pieluchy ,
                        tylko o uwage
                        nawet jej nic nie boli
                        wrzask
                        staram sie nie zostaac sama w domu, bo na kogo moglabym zrzucić opieke nad nią
                        ja mam 20 lat z kawalkiem
                        nie zasluzylam na ciąże
                        i na dziecko

                        najgorsze jest to,że tak bedzie zawsze: ze dziecko sie nie skonczy
                        ze przez cale zycie bedzie tkwilo przy mnie
                        przy nas
                        przy nas
                        ma tate i tata juz mysli o jej przedszkolu(!!!???)
                        i naprawde nie wiem, czy mialabym jakiekolwiek wyrzuty sumienia, gdybym sie jej
                        pozbyla wtedy
                        czasami tak zaluje
                        szzery zal,ze jest
                        a przeciez wystarczyla tabletka 'po'

                        skad tamta biernosc we mnie

                        teraz szanuje kobiety z 2,3 dzieci
                        zwlaszcza malych
                        moja jest nieznosna, taka gwarliwa, jeczaca
                        czy mi sie tylko tak wydaje
                        • jol5.po Re: do Karolinki 19.11.06, 18:27
                          >dlatego tu przyjezadżam<
                          a gdzie to jest, to naczy, co to za instytucja??

                          > najgorsze jest to,że tak bedzie zawsze: ze dziecko sie nie skonczy<
                          skończy się wcale to nie jest na całe zycie, te pierwsze lata sa takie
                          uciążliwe, potem sa różne instytucje, a potem dziecko samo odchodzi, własciwie
                          odchodzi już od wieku kilku lat
                          to nie jest ciężar na całe zycie (na 100%)

                          może popytalabyś o jakieś srodki antydepresyjne - czy nie chciałabyś tak
                          farmakologicznie tego załatwiać??? jeśli to depresja, to nie leczona, może
                          trwać i z rok, dla własnego spokoju i może warto popytac lekarza

                          zastanawia mnie też sam poczatek - kiedy to się zaczęło, czy istnieje jakas
                          konkretna przyczyna, zdarzenie (pamięć dzieciństwa, ucieczka z domu rodzinnego,
                          jeszcze cos innego), czy to po prostu pojawiło się wraz z ciążą.

                          Ja wiem, że posiadając dziecko mozna zachowac wolność, to tkwi w głowie, ja przy
                          kolejnym dziecku sobie z tym doskonale radzę, ale wiem ze przy pierwszym uczucie
                          zmmiany jest olbrzymie

                          a czy jest moment, gdzie dziecko po prostu Cie ciekawi, jako istota, patrzysz z
                          ciekawoscią, zaglądasz - bez bagażu musu, owego wyczekiwanego przez otoczenie
                          instytnktu macierzyńskiego??

                          Ono jest na razie jakby oszołomione światem, czysto fizyczne, ale lada dzień
                          zacznie reagować
                          drze się, bo nie ma innej zdolności reagowania, gdzieś w swoim ciele czuje się
                          źle, wystarczy czasami podniesienie na ręcę
                          do konca 3 miesiąca (to jeszcze kilka tygodni) może mieć kłopoty z brzuszkiem -
                          ot taka fizyczna niedoskonałość, ale będzie lepiej,
                          mnie fasynuje instynkt zycia
                          moje 6-miesięczne dziecko cały czas ćwiczy, siedzą w leżaczku, rusza non stop
                          dłońmi, obkreca je dookoła - on ćwiczy, ruszą też całym ciałem, skąd on wie, że
                          ma tak robić?
                          cokolwiek bys nie robiła, Twoje dziecko juz podąża swoją własną drogą, samo,
                          nauczy się siadać, sam chodzić, sam mówić
                          wcale nie jest tak zależne od Ciebie jak Ci się wydaje
                          ha nawet więcej, przyjdzie moment, kiedy bedzie się chciało uwolnic od Ciebie -
                          nie tak szybko, ale z persepektywy bycia mamą mojej najstarszej córki wydaje mi
                          się, że to chwila.

                          jeśli dasz radę, uwolni sie wewnetrznie od tego przytłaczającego poczucia bycia
                          juz nie sobą, a tylko matka, nie musisz dziecku dawać całej siebie, po prostu
                          wystarczy czasami po prostu byc obok - z bardzo wielu rzeczy nie trzeba rezygnować
                          • jol5.po Re: do Karolinki 19.11.06, 18:47
                            acha Karolina, napisałam o depresji, bo przy moim najbardziej planowanym
                            dziecku, zaraz po urodzeniu przezyłam coś takiego - jakby mnie ktoś przykrył
                            czarnym kloszem, to przyszło gdzieś spoza, nie mogłam się znaleźc, zaskoczyć,
                            było mi bardzo smutno i nie był to zwyczajny smutek, to nie pochodziło z
                            zewnątrz, nie miał tam przyczyn w jakimkolwiek zdarzeniu, to przyszło z
                            wewnątrz. Myślę, ze doświadczyłam depresji - takiej bez przyczyny, po kilku
                            tygodniach przeszło. Była zima, jak teraz, nawet jeszcze gorzej, bo zimno,
                            plucha, za oknem kolor czarny przeplatany z szarym
                            nie mogłam zaskoczyć, zafascynować się zyciem, dzieckiem
                            • jol5.po Re: do Karolinki 19.11.06, 23:04
                              Karolino, na forum depresje znalazłam listę dobrych psychologów, którzy mogą
                              pomóc na depresję z różnych miast, może Ci sie przyda
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=36038178&v=2&s=0
                              tak czy siak (czy to depresja czy nie) jest Ci ciężko, nie ciągni tego wózka
                              sama bo sie wykończysz

                              • karolinka1116 Re: do Karolinki 20.11.06, 16:18
                                tymczasowo-mam tak wielka nadzieje-mamy 2 domy-jeden moj, drugi ojca dziecka
                                i naprawde nie wiem, ktory jest lepszy
                                w moim czuje sie swobodniej, ale dziecko jest tam porazka zyciowa
                                tutaj jest lepiej-i nikt mi niczego nie wymawia, nie zarzuca
                                po prostu tak jest i koniec
                                chce wrocic na studia: czekam do konca tyg. na decyzje(mamy listpad!!!)
                                chce ludzi
                                nie wiem, czy jest to deprasja-bo po porodzie czuje sie lepiej psychicznie niz
                                wczesniej...
                                bardzo mi milo ze ktos na to,co pisze odpowiada

                                marzy mi sie moj wlasny dom: nie kąt dla siebie
                                nie wczesniej to nastapi niz za 3,4 lata..
                                • jol5.po Re: do Karolinki 20.11.06, 18:43
                                  to bardzo pozytywny postsmile
                                  bo:
                                  pojawiło się słowo ja chcę
                                  to znaczy, że patrzysz w przyszłość, i że cieszy Cie to co mozesz tam zobaczyć
                                  studia - oby sie udało (ja urodziłam pierwsze dziecko na IV roku studiów, potem
                                  nie chodziła jeden semestr, ale nie przerwałam studiów, tylko załatwiłam sobie
                                  indywidualny tok, pokazywałam papierek prowadzącycm i umawiała się na zdawanie
                                  parti materiału, koleżanki mnie odwiedzały, przekazywały co i jak na zajęciach)

                                  są w poście marzenia (dom), czyli przyszłość jednak jawi się optymistycznie,
                                  masz do czego dążyć

                                  > bardzo mi milo ze ktos na to,co pisze odpowiada<
                                  chyba naprawdę to tak, że powaliła Cie samotność, potrzebujesz kontaktu, innych
                                  ludzi (zresztą sama o tym piszesz), studia mogą pomóc w tym - Tobie i dziecku

                                  o depresji napisłam i potem sie zastanawiałm własnie nad tym określeniem
                                  poprodowa - u Ciebie zaczęło się to od momentu dowiedzenia się o ciąży - niech
                                  będzie więc ze to depresja około ciążowo-porodowo-nienmowlakowawink, ale myslę, że
                                  depresja - myślę, że ona ma przyczyny, przewijało się w Twoich wypowiedziach, że
                                  bardzo ciązy Ci macierzyńswto w wieku 20 lat, jest totalne zmęczenie, jest
                                  samotność i przerwana normalna aktywność zyciowa (studia)
                                  ale to tylko podłoże, potem nakryła Cię swoją czarną czapą depresja - zrobiło
                                  się smutno, szaro i źle, beznadziejnie, nie mozesz zaskoczyć, nie mozesz być
                                  sobą, czujesz ciężar - taki, że nie możesz się podnieść
                                  (dlatego napisałam Ci, co spotkało mnie raz - wtedy kiedy sie nie spodziewałam w
                                  ogóle tego, dziecko zaplanowane, ja powinnam być szczęśliwa, a tu przyszła owa
                                  czarna dama i usiadła sobie w mojej głowie - może po to właśnie bym znała to
                                  uczucie)
                                  dziecko to ogromna zmiana, pomaga i daje kopa instynkt macierzyński (czujesz,
                                  że to dziecko to kawałek ciebie i nie powalasz dotknać, chronisz, taki atawizm),
                                  myślę, że owa czarna dama nie pozwala Ci odnaleźc siebie, a więc i tego odruchu
                                  chronienia, przywiązania do Twoich genów jakby nie bylo, zapakowanych w dzieckuwink
                                  myślę, ze jesteś osobą arcy wrażliwą, ową otwartą książką, myślę, że owa czarna
                                  dama dlatego Ciebie zaatakowała (i to jest Twoja jedyna wina, a nie jest to kara
                                  za mysli z czasów ciąży jak pisałaś w pierwszym poście) i dlatego masz o wiele
                                  trudniej niż inne matki - ale jesteś dla swojego dziecka najlepszą matką, jaką
                                  może mieć, innej nie ma

                                  > nie wiem, czy jest to deprasja-bo po porodzie czuje sie lepiej psychicznie niz
                                  > wczesniej...
                                  i to następna dobra wiadomość

                                  myślę, że pomoc z zewnątrz przydałaby się, ale też i warto wykonać wszelkie
                                  możliwe ruchy by, owe przyczyny, płaszczyznę zmienić - studia jak najbardziej
                                  chociaż tu trzeba rozważnie postąpić, by nie zaprzepaścić przy okazji interesu
                                  dziecka, ono potrzebuje Twojej bliskości, po prostu, żebyś była obok, ale jak
                                  znajdziesz ciepłą i dobrą opiekę to śmiało smigaj na zajęcia
                                  acha i opracuj plan b - gdyby jedna coś w dziekanacie kręcili nosem

                                  bardzo, bardzo Cię pozdrawiam
                                  Jola
                                  (będę dalej czytać)
                        • k.r77 Re: do Karolinki 23.11.06, 12:19
                          "ja mam 20 lat z kawalkiem
                          nie zasluzylam na ciąże
                          i na dziecko"


                          Wiem, ze jesteś w depresji i rozumiem, bo gdy urodziłam pierwsze dziecko czułam
                          się dokładnie tak jak Ty.
                          Twoja wypowiedż jednak strasznie mnie ruszyła.
                          Jak to nie zasłużyłaś....nie rozumiem.....poszłaś do łóżka z facetem, chyba
                          wiedziałaś jakie mogą być tego konsekwencje ?

                          Urodziłam syna w wieku 19 lat, chciałam szumiec, marzyłam o przespanych nocach,
                          wyłam do księżyca, ale nigdy nie żałowałam, że jest....dzisiaj ma 10 lat.
                          Córka ma 4.
                          • karolinka1116 Re: do Karolinki 23.11.06, 22:11
                            kazda glupia zna konsekwencje
                            nie kazda sie z nimi liczy
                            • k.r77 Re: do Karolinki 24.11.06, 10:33
                              Karolina ja Cię doskonale rozumiem, naprawdę....ale wiesz co, płacz nad
                              rozlanym mlekiem nic nie da, nie zmieni Twojej sytuacji, wręcz przeciwnie,
                              wpędzi Cię w jeszcze większy dół.
                              Weż się w garść...dzieciaki tylko na początku są tak bardzo absorbujące,
                              póżniej wyrastają, stają się samodzielne.
                              Mój syn ma 10 lat,, teraz już nawet przytulić Go nie jest już tak łatwo....nie
                              mówiąc o buziaku wink

                              Trzymaj się dzielnie, jeszcze przyjdzie taki dzień, że będziesz dumna ze
                              swojego dziecka...zobaczysz smile
                  • jol5.po Re: do Kizdam 18.11.06, 00:06
                    Magda, dobra matka polka ma dwoje dzieci, najlepiej parkę. Więcej to juz
                    niedobra matka polka. Tylko o to mi chodziło. Ja wiem, że piszesz o sobie i że
                    to jest normalne całkiem, że się nie chce dzieci, to moja postawa jest raczej
                    jakims przejawem skamienieliny wobec dzisiejszego świata.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka