Dodaj do ulubionych

Moja historia

13.08.07, 15:43
W marcu odkrylismy magie seksu po raz pierwszy, a jesienia
zostalismy rodzicami. Nasze Dziecko nie przyszlo jednak na swiat.
Chcialabym podzielic sie z Wami, Drogie Forumowiczki, swoja
historia...
Od ponad poltora roku jestem w zwiazku ze wspanialym mezczyzna; ja
mam 20 lat, Michał-21. Wiem, ze dla wielu z Was to bardzo szczeniecy
wiek, ale my oboje czujemy sie jakbysmy mieli wiecej.. Michal jest
bardzo dojrzalym i odpowiedzialnym czlowiekiem..
Zaczne od poczatku. Gdy rozpoczelismy wspolzycie, zabezpieczalismy
sie tylko prezerwatywa i wszystko bylo ok. Trwalo to ok. kilku
miesiecy. Pozniej chcielismy zobaczyc jak to jest bez, wiec zaczelam
brac tabletki jako nasza jedyna antykoncepcje. W tym czasie bralam
rowniez leki antydepresyjne i wyrownujace nastroj. W listopadzie
dowiedzialam sie ze jestem w ciazy; razem z Michalem zrobilismy
test, ktory potwierdzilo badanie USG. Okazalo sie, ze lekarstwa
psychotropowe, ktore bralam oslabialy dzialanie tabletek anty
(dlatego dzis uzywamy podwojnej antykoncepcji). Nawet nie wiecie, co
ja wtedy przezywalam. Non stop plakalam. To byl okres, kiedy nie
bylam w najlepszej kondycji psychicznej, a ta wiadomosc dodatkowo
mnie przybila. Najbardziej przerazala mnie mysl o rozmowie z moja
matka, ktora jest kobieta bardzo surowa i nietrudno bylo przewidziec
jej reakcje. Nie bede sie rozpisywac na ten temat, w kazdym razie
rodzina, w sklad w ktorej naleza moja matka, rok starsza siostra,
ciocia i babcia, daly mi ultimatum-albo usuwam ciaze, albo one sie
calkowicie ode mnie odcinaja. Nie bylo to dla mnie zaskoczeniem.
Moja matke najbardziej przerazal fakt, ze moglabym zniszczyc swoja
edukacje, studiowalam wtedy na II roku , na uniwersytecie. Ten sam
kierunek jest w moim miescie, ale tamta uczelnia jest bardziej
prestizowa, wiec nie ma mowy o zmianie. W dodatku co powiedza
ludzie, co za wstyd! No i pieniadze, jak ja sobie poradze! Bede
chodzila w ciuchach z taniej odziezy, bo kazdy grosz trzeba bedzie
zainwestowac w dziecko. Zniszcze sobie zycie, koniec z wakacjami, z
zyciem towarzyskim. Argumentowala nawet tym, ze znieksztalci sie
moje cialo, bede miala rozstepy, nadwage itp.
Moj chlopak bardzo chcial tego dziecka. Na szczescie jego mama jest
wspanialym czlowiekiem i te wiadomosc przyjela ze zrozumieniem,
podobnie jak jej maz(zwlaszcza ze sami zostali rodzicami na poczatku
studiow). Ofiarowali nam swoje wsparcie i obiecali ewentualna pomoc.
Michal chcial, zebysmy wzieli slub. I wszystko mialo sie "jakos
ulozyc".
Rodzina wywierala na mnie jednakze ogromny nacisk. Zwlaszcza matka i
siostra(oraz jej chlopak). Mama "straszyla" mnie, ze mama Michala
zrobi ze mnie kure domowa, jezeli zamieszkam z nimi. Ze bede musiala
gotowac, sprzatac itd. Ze jezeli cos miedzy mna a Michalem sie
zepsuje, to zostane praktycznie bez dachu nad glowa. Plus dziesiatki
innych argumentow.
My z Michalem bardzo duzo rozmawialismy o naszym Dziecku. Wybralismy
juz nawet imiona: dla dziewczynki Oliwia, a dla chlopca Karol-tak
jak Papiez. Ogladalismy Nasza Fasolke na zdjeciach z usg. Balismy
sie, ale postanowilismy ze stawimy czola tej trudnej sytuacji i ze
owoc naszej milosci przyjdzie na swiat. Zwierzylam sie z
tej "sprawy" kilku bliskim osob i kazda z nich przekonywala mnie ze
dam sobie rade, ze powinnam urodzic. Jeden przyjaciel, był za tym
bym usunela.
Nasze Dziecko nie przyszlo na swiat, zostalo zabite pod koniec
listopada. Nie przezylam tego jakos bardzo. Czesto jednak z Michalem
wracamy do tego tematu. I placzemy jak bobry. Wyobrazamy sobie jak
by teraz wygladalo; Michał jest przekonany ze to byl chlopiec.. W
naszym wspolnym domu na scianie bedzie wisialo zdjecie Naszego
Aniolka, a pod nim plonal bedzie ogien.
Snilo mi sie moje dziecko, słodki blondynek, ale nie wiem, czy to
To, ktore mieszkalo u mnie w brzuchu przez kilka tygodni.
Rodzice Michala rozmawiali dlugo z moja mama. Byli przecwini
aborcji, ale stwierdzili ze ostateczna decyzja anlezy do nas. czego
sie balismy? Najbardziej tego, ze w czasie ciazy bralam spore ilosci
lekow psychotropowych i ze z tego powodu Dziecko urodzi sie chore
(podobnie jak niezyjacy juz Brat Michala). Balam sie, ze moja
psychika tego nie wytrzyma, leczylam sie psychiatrycznie,
przechodzilam ciezka depresje z myslami samobojczymi i balam sie ze
nowe obowiazki mnie przytlacza, ze choroba sie nasili albo wpadne w
depresje poporodowa i Dziecko zostanie odtracone. Balam sie mojego
braku samodzielnosci, tego ze nie umiem ugotowac nic procz wody na
herbate, ze nie umiem wlaczyc pralki itd. Balam sie ze nie poradzimy
sobie finansowo, zwlaszca w dzisiejszych realiach, kiedy wszystko
tyle kosztuje.`Bałam sie ze bede musiala przerwac szkole, bo nie
mielismy nikogo kto moglby pomoc nam zajmowac sie Dzidziusiem
(rodzice Michala sa czynni zawodowo). I ze zostane nikim, osoba bez
wyksztalcenia, bez pracy, bez perspektyw, a moje Dziecko nie bedzie
moglo miec tego, co jego rowiesnicy. To tylko nieliczne powody, a
tak naprawde balam sie wielu wiecej rzeczy...
Nie wiem, jaka decyzje podelabym teraz, wiem jedno- nie jestem
gotowa do bycia matka i nie chce miec w przyszlosci dzieci...
Obserwuj wątek
    • majaa22 Re: Moja historia 13.08.07, 17:57
      Autor: majaa22 13.08.07, 17:55 Dodaj do ulubionych
      Odpowiedz

      Witaj czarodziejeko,
      Przyznam ,że napewno nie łatwo Ci było gdzy dowiedziałaś się ,że
      jesteś w ciąży i spotkałaś się z tak przykrą postawą rodziny wobec
      Ciebie.Przykre jest to...Piszesz,że brałaś leki na depresję,leczyłąś
      się u psychiatry,że nie wytrzymałabyś psychicznie obowiązku przez
      chorobą i tak dalej...Wiesz to nie był powód do usunięcia ciąży!!!
      Podobnie jak Ty miałam ogromną depresję,też brałam jakieś środki a
      mało tego ćpałam amfetamine!!!!!!!!!!!!!!Gdy zaszłam w ciąże
      przezyłam szok tez myślałam o aborcji ale poqwiedziałam nie!!!
      Odstawiłam natychmiastowo leki i wszelkiego ttypu inne
      dziadostwa.Chodziłam do lekarza 2 razy w miesiącu,lekarzowi
      przedstawiłam wszystkie nieprzyjemne szczegóły z mojego szczenięcego
      życia.Teraz mam niecałe 22 lata,dokładnie 21.5 i co ??potrafiłam
      jakoś stawić czoła konsekwencjom...Ta ciąża mnie uzdrowiła.Po
      depresji śladu nie ma a o amfetaminie,którą brałam na każdą impreze
      już dawno zapomniałam.Też bałam się ,że mogłam zrobić krzywde mojemu
      maleństwu...badania,te wszystkie badania które przeszłam nie wiem
      czy ktos przez całe swoje zycie miał tyle badan co ja.Przykro mi ale
      ja nie rozumiem takiego usprawiedliwiania sie,że bałam sie ze urodze
      chore dziecko przez leki anty depresyjne jak ty...i co z tego ,że
      rodzina odwróciłaby sie od ciebie,no powiedzx mi ??wiem ,że jest
      tobardzo wazne gdy ma sie wspaniała rodzinke ,która pójsdzie za
      troba w ogień i cie ni eopusci w trudnych chwilach...ale miałas
      jeszcze swojego chłopaka i jego rodzine,która cie wspierała.Dręczą
      Cię teraz wyrzuty sumienia bo wiesz ,że nie słusznie
      postąpiłaś.Wiele młodych dziewczyn jak ja czy ty
      studiuje,pracuje,wychowuje dziecko i jeszcze zajmuje sie domem...

    • wzr1 Re: Moja historia 13.08.07, 22:11
      > Bałam sie ze bede musiala przerwac szkole,

      A teraz będziesz mieć dyplom splamiony krwią

      > I ze zostane nikim, osoba bez
      > wyksztalcenia, bez pracy, bez perspektyw
      A teraz jesteś morderczynią
      • asial2 Re: Moja historia 13.08.07, 22:55
        łatwo jest oceniać. Jesteś podły(a)!!!! Ja mam syna i oczekuję
        drugiego dziecka. Nie umiałabym usunąć ciąży chyba? mam cudownego
        męża, ale gdybym nie miała oparcia w nim i rodzinie nie wiem co bym
        zrobiła. Nie oceniam nikogo bo to poprostu nie wporządku.
      • fobia.1 Re: Moja historia 14.08.07, 13:53
        Kochana Czarodziejko
        Nie czytaj takich postów (od wzr1), jest i będzie Ci trudno i bez
        tego. Martwi mnie w Twojej historii bardzo to że tak wielki wpływ na
        Twoją decyzję miały opinie innych osób, nie specjalnie mądre zresztą
        opinie: bo można mieć dziecko i skończyć studia, nadal cieszyć się
        życiem i nie mieć rozstępów smile .Po latach najbardziej boli
        (przynajmniej mnie) to co zrobiliśmy bo słuchaliśmy bardziej innych
        niż siebie. Jesteś jeszcze bardzo młoda i nie wątpię że będziesz
        miała wspaniałe i pełne życie, mimo że co się stało pozostanie tak
        czy inaczej częścią Ciebie i to nie najłatiwejszą częścią. Jak
        będziesz miała kiedyś trudną decyzję do podjęcia to wyjedź na kilka
        dni gdzieś gdzie nie musisz słuchać rodziców ani nikogo i posłuchaj
        Siebie. Bać się i zastanawiać to normalne ale czasami mamy dużo
        więcej siły i odwagi niż nam się wydaje. Trzymaj się.
        • nova07 Re: Moja historia 15.08.07, 00:06
          >>szczerze mowiac, radzilabym Ci dokonac aborcji. Sama to zrobilam, i mimo
          bardzo kruchej psychiki bardzo dobrze sie trzymam.<<

          Tak napisałaś Czarodziejko w innym wątku. Z Twojej historii wnioskuję raczej, że
          żałujesz swojej decyzji. To jak jest w końcu...? Bo Twoje wypowiedzi są
          dwuznaczne. Tu rozpacz, a w innym wątku namawiasz dziewczynę, żeby zrobiła to samo??
      • 78goska wzr1 - kim jesteś że masz prawo tak oceniać? 15.08.07, 00:20
        Bo wydaje mi się że takie plucie jadem nie ma sensu.Co daje ci takie
        prawo? Proszę odpowiedz.
        • wzr1 Re: wzr1 - kim jesteś że masz prawo tak oceniać? 20.09.07, 22:52
          > Co daje ci takie
          > prawo? Proszę odpowiedz.

          Postawa tych kobiet które stać na mairzyństwo w każdych warunkach.

          > Bo wydaje mi się że takie plucie jadem nie ma sensu
          Prada czasem jest bardzo bolesna


      • kizdam47 Re: Moja historia 15.08.07, 01:24
        Może wreszcie doczekamy zaszczytu bliższego poznania pana wzr1,
        chociaz osobiście bardzo w to watpię.
        Napisała kobieta o swojej sytuacji, że żałuje. Że ma problemy z
        psychiką, że się leczyła psychiatrycznie, na długo przed ciążą. W
        imę czego w takim razie jej dopieprzasz? Ty?! O kościele katolickim
        i jego naukach prawiący? Wstyd i żenada po prostu.Ale rozumiem, że
        potrzebujesz się dowartościować na każdym kroku, a kobiety po
        aborcji są wdzięcznym obiektem notorycznych ataków. ale zapewne i ty
        chowasz niejednego trupa w szafie. Tacy ludzie najchętniej dobierają
        się do życia innnych.

        • wzr1 Re: Moja historia 04.09.07, 20:28
          > W imę czego w takim razie jej dopieprzasz
          W imię Prawdy
          • kizdam47 Re: Moja historia 04.09.07, 22:44
            Zdaje sobie sprawę z tej prawdy.

            "Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we
            własnym oku? Jak możesz mówić swemu bratu: "Bracie, pozwól, że usunę
            drzazgę, która jest w twoim oku", podczas gdy sam belki w swoim oku
            nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy
            przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego. Nie ma drzewa
            dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by
            dobry owoc wydawało. Po własnym owocu bowiem poznaje się każde
            drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera
            się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa
            dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości
            serca mówią jego usta."

            Łk 6, 41-45

            Pamiętamy o tym na codzień?? A może troszeczkę odświerzymy
            jadowitość obłudników?? Miłej nocysmile) Albo lepiej: lektury Pisma
            Świętego.
    • sarunia21 to wez sie zabezpieczaj lepiej a nie zabijasz 19.09.07, 14:16
      te małe istotki niczemu nie winne!
      znowu zajdziesz w znowu usuniesz!?
      boshee
      jestem za aborcja w wyjasnionych sytuacjach, ale twojej nie
      rozumiem, miałas wsparcie faceta jego rodzicow itp.
      on chciał...a ty...postapiłas egoistycznie i zawsze bede przeciwna
      takiemu czemus!
      ja zaszłam w ciaze na 1 roku studiow musiałam przerwac nauke
      zrezygnowac z wielu przyjemnosci w 3msc zagrazało mi poeonienie,
      walczyłam o kazdy dzien mojej istotki ktora teraz ma rok i daje mi
      najwiecej szcescia na swiecie
      a dla mnie jestes nieodpowiedzalna gowniara ....wiec nbie bierz sie
      za sex jak nie umiesz odpopwiadac za skutki.

      nie krytykuje aborcji...jestem za jak sa istotne przyczyny powody
      sytuacje itp...ale takiego czegos nie rozumiem
      jakbym ja to zroibiła nie spałabym po nocach myslac o moim
      malenstwie...
      • nati1011 Re: to wez sie zabezpieczaj lepiej a nie zabijasz 19.09.07, 15:10
        to napisz, proszę, jakie to wazne powody usprawiedliwiają zabicie
        własnego dziecka?

        Wiesz, ja już szybciej zrozumeiem dziewczynę, która mi wmawia, ze to
        nie jest dziecko, niż taką postawę jak twoja. Czysta hipokryzja.
      • kizdam47 Re: to wez sie zabezpieczaj lepiej a nie zabijasz 19.09.07, 19:18
        No ja np. "wzięłam" i się zabezpieczam od kilku miesięcy.

        >nie krytykuje aborcji...jestem za jak sa istotne przyczyny powody
        > sytuacje itp...ale takiego czegos nie rozumiem
        > jakbym ja to zroibiła nie spałabym po nocach myslac o moim
        > malenstwie...

        A ja krytykuję aborcję. "Powód istotny" - rzecz względna. Dla jednej
        to brak pieniędzy, dla innej rozpoczęte studia, a jeszcze inna
        karierę chce robić, czy podróżować bez jakichkolwiek obciążeń czy
        ograniczeń.
        A są takie kobiety (chwała im za to), które nie usuną ciązy
        chociażby miały biedę klepać albo mąz miałby je zostawić. Więc ważna
        przyczyna to rzecz umowna.

        Poza tym prawdopodobnie większość z nas nie spi po nocach myśląc o
        swoim maleństwie.Pewnie w to nie wierzysz, zapewne jesteś z tych,
        które myslą: dobrze ci tak wiedźmo, zabiłaś to cierp i smaż sie w
        piekle.
        Kończę, bo się nakręcać zaczynamsmile
        • sarunia21 wazna przyczyna... 21.09.07, 18:19
          wiadomo dla róznych ludzi sa rózne "wazne przczyny" ale dla mnie na
          pewno nie jest powodem szkoła brak pieniedzy pracy itp
          miałam na mysli sytuacje inne np zdrowotne
          jesli ciąza miała by spowodowac moją smierc nie podjełabym sie
          donoszenia jej, choc cierpiałabym bardzo ze musze to zrobic ale nie
          chciałabym zostawiac mojego malenstwa...równiez kobieta która ma juz
          dzieci i zaszła by w ciaze przez która miałaby umrzec tez wg mnie
          jest usparwiedliwiona, bo co z tego ze dała by zycie, ale jak wiele
          by odbrała swoim dzieciom...matka to chyba najcenniejsza osoba w
          naszym zyciu...
          jesli dalej mam sie zagłebiac w tematy zdrowia nie urodziłabym
          chorego dziecka, jesli miałoby stwierdzone jakies wady itp. niestety
          polska to zacofany kraj w którym miasto nie jest przystosowane do
          wózkow a co dopiero dla niepełnosprawnych, nie mowiac o pomocy
          finansowej itp. jesli podjełabym sie urodzenia chorej istotki
          wiadomo ze musiałabym zrezygnowac z pracy a kto by nas utrzymał? nie
          chcialanbym cierpiec mslac ze nie moge zapewnic dxziecko
          rechabilitacji lekow itp, nie mogłabym patrzec na moje chore
          cierpiace dziecko....to dla mnie przyczyny istostne, wiem ze dla
          kazdego sa inne...nie popieram aborcji z czystego kaprysu lub
          nieodpowiedzialnosci rodzicow...
          to wsyztsko
          • nati1011 Re: wazna przyczyna... 21.09.07, 18:38
            coraz lepiej....

            Rozumiem, że jak twoje dziecko zachoruje na jakąś nieuleczlaną
            chorobę, lub jak będzie miało wypadek to podasz mu wieczorem końską
            dawkę relanium? Nie będziesz przecież potrafiła patrzeć jak twoje
            kilkuletnie dziecko płącze z bólu. No i leczenie tez kosztuje.

            Kobieto, zastanów się co ty wogóle wypisujesz.

            A co do zagrożenia życia przez ciążę, to zapewniam cię, że
            kilkadziesiąt razy więcej kobiet umiera z powodu powikłań po aborcji
            niż w wyniku ciązy. To kolejny sztandarowy argument zwolenników
            aborcji ale następny całkowicie chybiony. Obecnie nawet kobiety po
            przeszczepach mają szanse na donoszenie ciaży. A w przypadku
            większości nowotworów można stosowac leki, które nie powodują
            poronienia, lub przynajmniej powstrzymują rozwój raka na okres
            ciąży. Z drugiej strony niekóre kobiety umierają po całkowice
            prawidłowej i niepowikłanej ciąży.
          • kizdam47 Re: wazna przyczyna... 24.09.07, 08:38
            No jak pisze Nati rzeczywiście coraz lepiejsmile Kurde, a myślkałąm, że
            tylko ja kieruję się w zyciu wygodnictwem.Ten fragment:
            "wiadomo dla róznych ludzi sa rózne "wazne przczyny" ale dla mnie na
            pewno nie jest powodem szkoła brak pieniedzy pracy itp"
            w połączeniu z tym:
            "nie urodziłabym chorego dziecka, jesli miałoby stwierdzone jakies
            wady itp. niestety polska to zacofany kraj w którym miasto nie jest
            przystosowane do wózkow a co dopiero dla niepełnosprawnych, nie
            mowiac o pomocy finansowej itp. jesli podjełabym sie urodzenia
            chorej istotki wiadomo ze musiałabym zrezygnowac z pracy a kto by
            nas utrzymał? nie chcialanbym cierpiec mslac ze nie moge zapewnic
            dxziecko rechabilitacji lekow itp, nie mogłabym patrzec na moje
            chore cierpiace dziecko....to dla mnie przyczyny istostne"

            jest najlepszysmileWg autorki postu zdrowe dziecko nic nie kosztuje,
            więc po co komu praca??

            Saruniu, moim celem nie jest drwienie z tego, co napisałaś, ale
            zastanów się nad swoimi wypowiedziami.Jesteś bardzo młodą osobą i
            życie może szybko zweryfikowac Twoje - rzekomo nieprzejednane -
            poglądy.
    • bogini_kiczu Re: Moja historia 23.09.07, 15:05
      czarodziejko,
      zastanawiam sie po co piszesz nam swoja historie.nie wierze ze tylko
      po to,aby zwyczajnie podzielic sie swoja historia bo aborcja nie
      jest pierwszym lepszym doswiadczeniem,ktorym dzielimy sie z obcymi
      ludzmi.zwykle kobiety ktore to zrobily lub maja w zamiarze pisza,aby
      kogos przekonac,przestrzec,szukaja pomocy po aborcji.z tego co
      piszesz nie wynika jasno po co sie tym z nami dzielisz. jednego
      jednak jestem pewna-zalujesz sowje decyzji mimo ze piszesz ze nie
      jestes pewna co zrobilabys teraz.moze szukasz wsrod nas poparcia dla
      twojego czynu?moze liczysz na to,ze swoimi slowami zagluszymy
      dreczace cie wyrzuty sumienia?bo nie mam watpliiwsoci ze masz
      swiadomosc ze postapilas zle.powiem wiecej-mam nadzieje ze jesli nie
      teraz,to kiedys bedziesz miala pelna swiadomosc zla swojego czynu,bo
      pozbawianie kogokolwiek zycia nigdy nie ma sensownego i racjonalnego
      uzasadnienia. pozatym- przyznanie sie do popelnienia zla jest
      pierwszym krokiem do przemiany swojego zycia.
      tego ci wlasnie zycze-abys zrozumiala to,co zorbilas.nie ma
      usprawiedliwienia dla odebrania zycia swojemu dziecku,chocby i caly
      swiat byl przeciw nam.jest jednak przebaczenie a ty potrzebujesz go
      bardzo.
      nie jestes jedyna odpowiedzialna za to co sie stalo.ci ktorzy
      sklonili cie do podjecia tej decyzji beda osadzeni tak samo surowo
      jak ty.
      • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia 23.09.07, 21:56
        > nie jestes jedyna odpowiedzialna za to co sie stalo.ci ktorzy
        > sklonili cie do podjecia tej decyzji beda osadzeni tak samo surowo
        > jak ty.

        Bardzo proszę Cię oświeć mnie skąd wiesz jak zostaną osądzone
        Czarodziejka i ci, którzy ją namawiali do podjęcia decyzji o
        aborcji? Skąd wiesz, że osąd Czarodziejki będzie surowy?
      • sarunia21 wy jestes ale prymitywne! 24.09.07, 16:28
        klapki na oczach i wasze zdanie jest super!
        tak jak powiedziałam jestem zwolenniczka aborcji z "waznych
        przyczyn" i koniec! i tak jak napisałam moje wazne przyczyny czy wam
        sie to podoba czy nie, za to nigdy nie usunełabym ciazy z powodu
        szkoły braku akceptacji zrozumienia itp
        nie napisałam ze zdrowe dziecko nie kosztuje! ale za pewne nie stac
        by mnie było na leczenie dziecka rehabilitacje itp
        moja córka miała podjerzenie wady serca, był to wrzesien 2006 wiecie
        na kiedy dostałam termin na nfz na echo serca na luty 2007 gdyby
        wada była faktycznie moje dziecko mogłoby juz nie zyc gdybym czekała
        na pomoc naszego panstwa! musiałam robic wsyztsko prywatnie! tak
        samo było gdy złamałam reke...rehabilitowałam ja prywanie bo
        niestety nie było juz pieniedzy z nfz! tak wiec to byly rzeczy
        dribne na które wydałam kupe kasy! kazda wizyta alergologa okulisty
        dentysty za wszytsko sie płaci kupe kasy a co dopiero gdy ma sie
        chore dzicko, nie spałabym po nocach wiedzac ze nie stac mnie moze
        na leki dla mojego dziecka.
        dlatego jesli byłabym kiedykolwiek w ciazy i ginekolog wykrył by nie
        uleczalna wade lub uposledzenie nie urodziłabym.
        takie jest moje zdanie, ale tak jak wczesniej powiedziałam jeslibym
        zaszła w ciaze i kto kolwiek czy moja facet mama tata czy kto
        kolwiek powiedział ze mam usunac nigdy bym tego nie zrobiła, nie
        rozumiem dziewczyn ktore zabijaja swoje dzieci z kaprysu bo stac je
        na to, czy dlatego ze popsuja im kariere.
        wy jestescie przeciwniczkami aborcji i chocby nie wiem co nigdy nie
        zrozumiecie mnie.
        co do chorego dziecka gdyby cos sie stało keidykolwiek mojemu
        dzxiecko ze nie było by szans na to zeby samodzielnie zyła i zyły by
        za nia 100 aparatur tez bym sie na to nie zgodziła!
        dziekuje koncze temat
        • kizdam47 Re: wy jestes ale prymitywne! 24.09.07, 17:23
          Mogę sie tylko domyślać, co oznacza tytuł twojego postu ale bądź
          łaskawa nie obrażać innych uczestniczek.Nie ma potrzeby również
          unosić się i powtarzać po kilka razy, że się nie rozumie itp. oraz
          wykładać nam, jakjie sa koszty prywatnego leczenia. Zapewniam Cię,
          iż koszty jakie ty poniosłaś są niczym w porównaniu z tymi, jakie
          poniosła niejedna z nas w związku z licznymi chorobami naszych
          dzieci.
          Cieszę się, że skończyłaś temat, myślę, że treść twoich twoich
          postów nie wnosi niczego do tego wątku i jest ich co najmniej o trzy
          za dużo.
        • nati1011 Re: wy jestes ale prymitywne! 24.09.07, 17:24
          o nie tak prosto saruniu!

          Nie mówię o wegeatacji czy nagłym wypadku. Co byś zrobiła np jeżeli
          twoje dziecko zachorowałoby na nowotwór? Albo inną chorobę
          wymagającą długotrwałego i bolesnego leczenia? Gdyby w nocy płakało
          z bólu i miesiącami było skazane na pobyt w szpitalu? Też byś je
          zabiła? Na lekach też byś oszczędziła. Leczenie starszego dziecka
          nie jest wcale tańsze niż noworodka, a na nieuleczalną chorobę można
          zapaść w kazdym wieku.

          Jak kończa się argumenty to najprościej skończyć dyskusję,
          zwłaszcza, gdy od poczatku nie miało się wiele do powiedzenia.
          • sarunia21 nigdy sie nie zrozumiemy... 25.09.07, 10:14
            gdyz przedstawiamy 2 rózne zdania, wy jestescie za bezwzględną
            ochroną zycia ja dopuszczam wyjątki, inne dziewczyny maja
            gdzies "życie jakie w sobie noszą" bez wzgledu na sytuacje...
            co do choroby dziecka które juz by stniało to logiczne ze
            walczyłabym tak samo jak o moje które wtedy było jeszcze nie
            narodzone, lekarze spisali je na straty ja nie dopuszczałam takiej
            mysli...
            niestety zawsze przeciwnicy obojetnie czego beda chcieli przekonac
            do swojego zdania i na odwrót....
            autorka postu opisała swoja historie którą chyba mielismy
            ocenic...lub nie wiem co w sumie chciała tym postem spowodowac...ja
            oceniłam swoja kategoria wy macie prawo do innego zdania.
            napisałam ze nigdy przenigdy nie zrobiłabym tego z takich powodow
            jak ona...i zal mi jej ze jej dziecko przegralo z checią zdobycia
            wykształcenia czy zdaniem jej matki....
            • nati1011 Re: nigdy sie nie zrozumiemy... 25.09.07, 13:20
              bo właśnie cąły problem w tym, że nie można być trochę w ciąży i nie
              można być trochę za życiem, a trochę za aborcją. Od takich wyjątków
              jak piszesz, zaczyna się całe zło. Bo skoro jest jakiś powód , który
              usprawiedliwia czy wręcz dopuszcza zabicie swojego dziecka - chcę tu
              zwrócić uwagę, że o tym, że dizecko jest chore, przeważnie kobieta
              dowiaduje się już w bardzo zaawansowanej ciąży - to przekraczamy
              pewną granicę. Tą granicę później przekracza się coraz łątwie, a
              wyjątków przybywa. Małeo tego. Skoro można w jakiś okolicznościach
              przerwać ciążę, to trzeba to usprawiedliwić. Przecież taka kobieta
              czy lekarz nie uważają sie za morderców. Tylko jak to zrobić? Sposób
              jest prosty. Trzeba odczłowieczyć dziecko. Bo jeżeli uznamy, że płód
              jest już człowiekiem i ma prawa jak człowiek, to zabicie go - nawet
              z powodu choroby - to morderstwo popełnione na człowieku. To tak jak
              zabić swoją babcię, bo nie ma się nią kto opiekować. A skoro raz
              odczłowieczymy płód to co nam zabroni zabić go tez z innych -
              mniej "szlachetnych" powodów. tak jak piszesz. Powód zawsze się
              znajdzie. Dla jednych to będzie ważne, dla drugich coś innego. A
              potem jest już tylko równia pohyła.

              Nasze posty nie były atakiem na ciebie. Chiałam cię sprowokować do
              zastanowienia się nad poglądem, który tu wyglosiłaś. Bo o tym czy
              dziecko przeżyje czy nie nie może decydować nastawienie rodzicó do
              niego. Tak samo jak nie można ustalić katalogu wad, które pozwalają
              na przeżycie a kóre nie. Bo przecież gdyby w ciąży ktoś ci
              powiedział, że twoje dziecko bedzie wymagać drobnego zabiegu
              chirurgicznego po urodzeniu, ale ten zabieg uratuje mu zdrowie, to
              przecież byś go nie zabiła. A gdybyś wiedziała, że będzie cukrzykie?
              To już większa uciążliwość i koszty. Możemy tak długo przesuwać
              granicę. A gdybyś padła ofiarą pomyłki jak ten opisywany niedawno
              chłopczyk we Włoszech? Lekarze stwierdzili, że jest śmiertelnie
              chory, przerwali ciążę, w 22 tygodniu, tylko, że dizecko urodziło
              się zdrowe. Niestety, nie miało szans na przeżycie. A takich pomyłek
              jest setki i tysiące. Bo jeszcze żaden lekarz nie poniósł za to
              odpowiedzialności. Pomyśll o tym saruniu. I odezwij się jeszcze.
              • emilia311 Re: nigdy sie nie zrozumiemy... 25.09.07, 14:45
                Dziewczęta,
                Mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi za złe, jeżeli wtrącę się do
                dyskusji, ale chcę wykorzystać powstały przy okazji trudny moralny
                aspekt aborcji, który zresztą od dawna bardzo mnie nurtuje. Przede
                wszystkim chcę zaznaczyć, że jestem dosyć radykalną przeciwniczką
                aborcji, dla której nie ma żadnej okoliczności usprawiedliwiającej
                ten czyn, a właściwie prawie żadnej. No właśnie – i to „prawie”
                stanowi problem. W pełni zgadzam się z Twoim, Nati zdaniem, tych
                samych argumentów używam zawsze, gdy toczy się dyskusja o obronie
                nienarodzonych. Ale życie bardzo weryfikuje nasze poglądy i chociaż
                mnie samej nie przyszło nigdy dokonać wyboru „urodzić czy nie”,
                wiem, że są i takie przypadki, gdy kobiety decydują się na aborcję
                tylko i wyłącznie myśląc o tym właśnie dziecku (nie o sobie i
                własnej niewygodzie). Są przypadki, kiedy okazuje się, że dziecko
                nie ma kilku narządów, jest bardzo niedorozwinięte i wszystko, co je
                w życiu czeka to parę lat spędzonych w szpitalu w strasznej agonii.
                Na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że nawet wtedy nie byłabym w
                stanie poddać się aborcji, ale czy zrobiłabym to, co słuszne? Dla
                spokojnego sumienia urodziłabym dziecko, które nie ma żadnych szans,
                na które czeka tylko ból i cierpienie? Nie od dziś wiemy, że zdarza
                się, że z miłości dokonuje się eutanazji na narodzonym już
                człowieku, kiedy nie można już patrzeć na jego cierpienie. Czy wolno
                nam potępiać takie postępowanie? W takich wypadkach moje twarde jak
                skała stanowisko w obronie życia zaczyna nieco pękać, nie mam
                pojęcia, co byłoby dobre a co nie. Wiem, że piszę teraz o sytuacjach
                bardzo skrajnych, których jest pewnie bardzo mało w porównaniu ze
                skalą aborcji, ale niestety czasem jednak i tak w życiu się zdarza…
                Czy aby na pewno nie ma żadnej sytuacji, która usprawiedliwiałaby
                aborcję? Chciałabym mieć w pełni wyrobione zdanie na ten temat, ale
                zupełnie nie wiem, co mam sądzić. Bardzo liczę na Wasze argumenty.

                Teraz trochę z innej beczki – dzisiaj w prasie znów głośno o pani
                Alicji Tysiąc – czy ktoś już kiedyś komentował jej przypadek na tym
                forum? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.
                • nati1011 Re: nigdy sie nie zrozumiemy... 25.09.07, 19:00
                  > Czy aby na pewno nie ma żadnej sytuacji, która usprawiedliwiałaby
                  > aborcję?

                  Nie. Absolutnie żadna sytuacja nie usprawiedliwia zabicia dziecka.
                  Co więcej, zabicie dziecka nigdy nie rozwiązuje tak naprawdę
                  problemu. Tylko stwarza nowe. Bo zło może zrodzić tylko następne
                  zło, a nigdy dobro. Nie zmienia to faktu, że czasem decyzja o
                  utrzymaniu ciąży jest decyzją heroiczną. I nie mówię tu o wyorze
                  między życiem a śmiercią - takie wybory naprawdę zdarzają się
                  sporadycznie, a często są naciągane przez lekarzy, którzy chcą
                  pójść "prostszą" drogą. W bardzo wielu przypadkach dziecko pojawia
                  się "nie w porę" . Trzeba wtedy wiele miłości i zaufania, by przyjąć
                  je z miłością. Czasem za cenę wielu wylanych łez.

                  Co do choroby dziecka. Może to pewien eufemizm, ale nie chciałabym
                  tego nazywać aborcją w potocznym znaczeniu. Dotyczy to sytuacji, gdy
                  kobieta chce dziecka, ale lekarze twierdzą, że nie powinna go
                  urodzić, bo....
                  Tu jest kilka poważnych problemów. Po pierwsze często diagnoza
                  stawiana jest pochopnie. Lekarz coś podejrzewa, coś mu się wydaje, a
                  twierdzi, że tak jest na pewno. Znam wiele przypadków - z własnym
                  włącznie - że ponure diagnozy z okresu płodowego okazały się
                  zupełnie chybione. jeżeli jednak badania potwierdziły nieuleczalną
                  chorobę, to znów mamy 2 przypadki. Wady letalne - nie dające szans
                  na przeżycie. Przeważnie wygląda to tak, że lekarze stwierdzają
                  ciężką wadę i wprost odsyłają kobietę na zabieg. Kobieta w szoku -
                  po otrzymanej diagnozie, często bez zastanowienia (lekarz naciska:
                  ma pani 3 dni na podjęcie decyzji) decyduje się na tzw terminację
                  ciąży. Nie pozwala jej się ochłonąć, nie daje innego wyboru. A
                  przecież można to dziecko donosić do końca. I pozwolić mu samemu
                  odejść. Rezygnując po porodzie z uporczywej terapii, która w tym
                  przypadku tylko przedłuża cierpienie. To trudny wybór. Powodujący
                  wiele bólu. Ale czy nie łatwiej żyć z takim bólem niż z wyrzutami,
                  że przyczyniło się do śmierci własnego dziecka? To znaczna różnica
                  pomiędzy poddać się temu co nieuniknione, a przyczynić się do
                  czegoś. Czym innym jest zaniechanie działań z góry skazanych na
                  niepowodzenie, a czym innym zwiększenie dawki środka usypiającego.
                  Kiedyś jeden z lekarzy powiedział, że skoro podjęło się decyzję o
                  podłączeniu dziecka do respiratora, to należy ponosić tego
                  konsekwencje. Chodziło o oddział neanatologi i decyzje, które
                  wcześniaki ratować, a którym pozwolić odejść. Każda taka decyzja
                  jest potwornie trudna. Ale powiedzcie, czy lekarz, który jednego
                  dnia wydaje wyrok na 23 tygodniowy płód z zespołem Downa będzie
                  jutro z poświęceniem walczył o życie 26 tygodniowego wcześniaka?

                  I jako podsumowanie. Miałam koleżankę, która przez 4 miesiące
                  musiała walczyć o utrzymanie ciąży, bo ośmieliła się sprzeciwić
                  terminacji ciąży. Znosiła upokorzenia i szykany lekarzy, którzy
                  odmawiali jej leczenia, bo skoro zdecydowała się urodzić potworka,
                  to oni umywają ręce. Dziś ten "potworek" ma 13 lat i wprawdzie ma
                  objawy lekkiego upośledzenia, to dla rodziców jest całym światem.
                  Lekarze byli przekonani, że nie przeżyje doby po porodzie.

                  Inna sytuacja jest, jeżeli choroba jest, ale nie wyklucza ona życia
                  dziecka, choć z pewnymi ograniczeniami. Np zespół Downa. Wg lekarzy
                  jest to powód do przerwania ciąży, ale przecież z zespołem Downa
                  można żyć do 50-dziesiątki. Czy mamy prawo wydać wyrok, że to życie
                  nie jest warte kontynuowania? Czym to się różni od eugeniki? Ktoś
                  może powiedzieć, że i moje życie, z racji częstych chorób, które
                  mnie trapią jest niewartościowe i należy je skończyć, bo
                  niepotrzebnie w tak młodym wieku generuję tak wysokie koszty
                  zdrowotne. I pytając z drugiej strony. jeżeli wolno mi zabić dziecko
                  nienarodzone, bo jest chore, to tym bardziej powinnam mieć prawo do
                  skrócenia cierpień 2 letniej córeczki, która zapadła na białaczkę.

                  Pewne rzeczy są albo białe albo czarne.

                  Co do Alicji Tysiąc. Jak matka może skarżyć kogokolwiek, że nie
                  pozwolił jej zabić swojego dziecka? Ja tego nie rozumiem. Osobiście
                  zabrałabym tą dziewczynkę od niej, bo to musi być dla niej coś
                  potwornego, wiedzieć, że matka usiłowała ją zabić, nie udało jej
                  się, a teraz o to się sądzi. Przepraszam, ale ja nie wierzę w miłość
                  tej pani do swojego dziecka.

                  A zupełnie na marginesie, ciąża nie wpływa na poziom
                  krótkowzroczności. Sama mam wadę sięgającą -20 dpt. Po prostu robi
                  się wtedy cesarkę, bo to wysiłek przy porodzie może być zagrożeniem
                  dla wzroku. Tak naprawdę to ta pani ma pretensje, że okuliści
                  odmówili jej wydania skierowania na skrobankę, bo nie widzieli
                  żadnego zagrożenia.


                  A co do ciebie, to dobrze, ze zastanawiasz się nad swoimi poglądami.
                  Bo warto mieć pewne sprawy wypracowane, by potem nie dać się
                  zaskoczyć sytuacji, czy "pomocnemu" lekarzowi. A jaką podejmniemy
                  decyzję? "Tyle się znamy na ile nas sprawdzono".
                  • emilia311 Re: nigdy sie nie zrozumiemy... 26.09.07, 22:49
                    po cichu liczyłam na taką właśnie odpowiedź, tak dyktuje mi serce
                    chociaż umysł nadal jest trochę sceptyczny... Masz rację Nati nie
                    wolno nam decydować o tym kto ma żyć a kto nie, które życie ma
                    większą wartość a które możemy przerwać bo według nas jej nie ma...
                    Cóż, mogę tylko z całego serca współczuć kobietom, które muszą
                    podejmować tak dramatyczne decyzje, ja sama nigdy przed takim
                    wyborem nie stanę bo z medycznego punktu widzenia dzieci nigdy mieć
                    nie będę (chyba, że zdarzy się cud ale nie mam już siły wierzyć w
                    cuda). To jest jedyna pozytywna rzecz w mojej sytuacji - a może nie
                    dając mi dzieci los (czy może Bóg) zaoszczędził mi podjęcia
                    niesłusznej decyzji i popełnienia największego w życiu błędu? Chyba
                    rozpisałam się już nie na temat...
                    Sprawa pani Tysiąc z tego też powodu strasznie mnie drażni - nie
                    twierdzę, że byłabym idealną matką, ale jak można własnemu dziecku
                    robić coś takiego? Jak mając małą, cudną córeczkę mogła powiedzieć,
                    że gdyby można cofnąć czas to dokonałaby aborcji?
                    Cieszę się, że są jednak jeszcze kobiety, które za wszelką cenę
                    walczą o dzieci, ryzykując zdrowie i życie, że świat nie jest
                    jeszcze taki zły.
                    P.S.Dzięki za tak bardzo wyczerpujący komentarz!
                    • nati1011 Re: nigdy sie nie zrozumiemy... 27.09.07, 19:15
                      Bardzo mi się podobały słowa pewnego ginekologa, że kobieta w ciąży
                      zawsze ryzykuje życiem dla swojego dziecka i że jest to wpisane w
                      rolę matki. Obecnie oczywiście w dużo mniejszym stopniu niż kiedyś,
                      ale nadal nawet ciąża i poród cąłkowicie bez komplikacji potrafi
                      skończyć sie nagłym zgonem lub niespodziewanym powikłaniem. Kto wie
                      ile czasu mu pozostało.
    • karolinasir Re: Moja historia 23.09.07, 21:09
      Droga Czarodziejko. Ja rowniez mam 20lat. Nie moge powiedziec, ze to co zrobilas jest dobre.Bo nie jest. Sama walcze w obronie tych nienarodzonnych i pragne ukazac ludziom czym jest aborcja. Zalujesz. To dobrze. Pamietaj, ze jesli potrzebujesz pomocy to sa ludzie gotowi Ci jej udzielic. Jezeli potrzebujesz z kims porozmawiac-napisz.Nigdy nie powiem Ci ze podjelas wtedy sluszna decyzje,ale znam Twoja sytuacje i moge pomoc Ci przebrnac przez depresje i smutek.
      A do wszytskich forumowiczow.Czy moglabym prosic Was o zrozumienie dla czarodziejki i podobnych kobiet. Nie sadzmy, nie wydawajmy opinii.Jesli ktos zaluje to trzeba mu pomoc, a nie sadzac. Aborcja jest zlem.Owszem-tego nie mozna zaprzeczyc,ale nie mozna tez odsunac sie od tych, ktorzy pobladzili w zyciu, a teraz szukaja drogi powrotu.
      • czarodziejka87 Re: Moja historia 23.09.07, 22:44
        dziekuje wszystkim za posty
        • szpilkaaa Re: Moja historia 27.09.07, 22:24
          Hej Czarodziejko,
          jestem w podobnym do Twojego wieku(20 lat).
          choruję na schizofrenię(biorę 5 leków każdego dnia w znacznych dawkach)i
          zabezpieczam się.
          ale sądzę,że gdybym zaszła w ciążę to bym ją usunęła.
          nie ze względu na pieniądze,samotne macierzyństwo(mam stałego partnera od 3
          lat),ale ze względu na chorobę.

          jest mi cholernie ciężko z powodu choroby i nie chciałabym skazywać mojego
          maluszka (póki co,dziecka w przyszłości nie wykluczam)na taką matkę jaką ja
          byłabym na dzień dzisiejszy.

          dużo czytałam o tym jak macierzyństwo zmienia na lepsze itp..,kiedyś nawet
          pytałam się ginekologa(nie biorę tabletek anty,używam prezerwatyw)co będzie
          wtedy gdy będę chciała mieć maluszka,a będę musiała brać leki.

          a on opowiedział,że jest to ogromna odpowiedzialność.
          próbowałam 2 razy odstawić leki,ale jest tragicznie bez nich i będę musiała je
          przyjmować przez kilka następnych lat.

          a biorąc pod uwagę ,że ciąża to jedna hormonalna huśtawka to ciąża+leki
          przychotropowe=??
    • sarunia21 chociaz jeszcze coś... 25.09.07, 10:19
      znam dziewczyny, jedna z nich jest moja kolezanka dośc
      bliska...która w ciagu 1,5 roku usuneła 3 razy...i dla niej to było
      po prostu iśc i pozbyc sie nie chcianego, po czym 3msc po 3
      usunieciu znów zaszła w ciaze...z tym samym facetem...pytam jej jaki
      miało to wsyztsko sens...a ona "kurde gdybym miała pieniadze
      zrobiłabym to jeszcze raz"....gdzie jej sumienie ? nie wiem!
      fakt jest taki ze ma syna 2 letnie którym sie nie interesuje
      kompletnie którego wychowuja dziadkowie...a ona teraz dopiero mysli
      o antykoncepcji...
      tak wiec rózne sa wartosci róznych ludzi..
    • illada81 Re: Moja historia 30.09.07, 20:06
      Czarodziejko,
      Mi pislalas, zebym to zrobila, ze dam rade. A teraz sama zalujesz?
      Nic juz nie rozumiem.
      • wzr1 Re: Moja historia 30.09.07, 21:10
        > Czarodziejko,
        > Mi pislalas, zebym to zrobila, ze dam rade. A teraz sama zalujesz?
        > Nic juz nie rozumiem.

        Syndrom poaborcyjny może być jak bomba z opóźniomym zapłonem.
        Czasami bywa i tak że szukając usprawiedliwienia swojej zbrodni
        namawia się innych do tego samego
      • czarodziejka87 Re: Moja historia 30.09.07, 21:28
        Witaj Kochanakiss
        W ktorym miejscu napisalam, ze tego zaluje???
        • kizdam47 To przepraszam, ale ja już też zgłupiałam 30.09.07, 22:23
          a w sumnie sama pisałam, że żałujesz i broniłam Cię. Widocznie
          niepotrzebnie.
          • czarodziejka87 Re: To przepraszam, ale ja już też zgłupiałam 30.09.07, 23:01
            Nie o to chodzi...Bardzo chcialam urodzic to dziecko. Ale nigdzie
            nie napisalam wyraznie ze zaluje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka