czarodziejka87
13.08.07, 15:43
W marcu odkrylismy magie seksu po raz pierwszy, a jesienia
zostalismy rodzicami. Nasze Dziecko nie przyszlo jednak na swiat.
Chcialabym podzielic sie z Wami, Drogie Forumowiczki, swoja
historia...
Od ponad poltora roku jestem w zwiazku ze wspanialym mezczyzna; ja
mam 20 lat, Michał-21. Wiem, ze dla wielu z Was to bardzo szczeniecy
wiek, ale my oboje czujemy sie jakbysmy mieli wiecej.. Michal jest
bardzo dojrzalym i odpowiedzialnym czlowiekiem..
Zaczne od poczatku. Gdy rozpoczelismy wspolzycie, zabezpieczalismy
sie tylko prezerwatywa i wszystko bylo ok. Trwalo to ok. kilku
miesiecy. Pozniej chcielismy zobaczyc jak to jest bez, wiec zaczelam
brac tabletki jako nasza jedyna antykoncepcje. W tym czasie bralam
rowniez leki antydepresyjne i wyrownujace nastroj. W listopadzie
dowiedzialam sie ze jestem w ciazy; razem z Michalem zrobilismy
test, ktory potwierdzilo badanie USG. Okazalo sie, ze lekarstwa
psychotropowe, ktore bralam oslabialy dzialanie tabletek anty
(dlatego dzis uzywamy podwojnej antykoncepcji). Nawet nie wiecie, co
ja wtedy przezywalam. Non stop plakalam. To byl okres, kiedy nie
bylam w najlepszej kondycji psychicznej, a ta wiadomosc dodatkowo
mnie przybila. Najbardziej przerazala mnie mysl o rozmowie z moja
matka, ktora jest kobieta bardzo surowa i nietrudno bylo przewidziec
jej reakcje. Nie bede sie rozpisywac na ten temat, w kazdym razie
rodzina, w sklad w ktorej naleza moja matka, rok starsza siostra,
ciocia i babcia, daly mi ultimatum-albo usuwam ciaze, albo one sie
calkowicie ode mnie odcinaja. Nie bylo to dla mnie zaskoczeniem.
Moja matke najbardziej przerazal fakt, ze moglabym zniszczyc swoja
edukacje, studiowalam wtedy na II roku , na uniwersytecie. Ten sam
kierunek jest w moim miescie, ale tamta uczelnia jest bardziej
prestizowa, wiec nie ma mowy o zmianie. W dodatku co powiedza
ludzie, co za wstyd! No i pieniadze, jak ja sobie poradze! Bede
chodzila w ciuchach z taniej odziezy, bo kazdy grosz trzeba bedzie
zainwestowac w dziecko. Zniszcze sobie zycie, koniec z wakacjami, z
zyciem towarzyskim. Argumentowala nawet tym, ze znieksztalci sie
moje cialo, bede miala rozstepy, nadwage itp.
Moj chlopak bardzo chcial tego dziecka. Na szczescie jego mama jest
wspanialym czlowiekiem i te wiadomosc przyjela ze zrozumieniem,
podobnie jak jej maz(zwlaszcza ze sami zostali rodzicami na poczatku
studiow). Ofiarowali nam swoje wsparcie i obiecali ewentualna pomoc.
Michal chcial, zebysmy wzieli slub. I wszystko mialo sie "jakos
ulozyc".
Rodzina wywierala na mnie jednakze ogromny nacisk. Zwlaszcza matka i
siostra(oraz jej chlopak). Mama "straszyla" mnie, ze mama Michala
zrobi ze mnie kure domowa, jezeli zamieszkam z nimi. Ze bede musiala
gotowac, sprzatac itd. Ze jezeli cos miedzy mna a Michalem sie
zepsuje, to zostane praktycznie bez dachu nad glowa. Plus dziesiatki
innych argumentow.
My z Michalem bardzo duzo rozmawialismy o naszym Dziecku. Wybralismy
juz nawet imiona: dla dziewczynki Oliwia, a dla chlopca Karol-tak
jak Papiez. Ogladalismy Nasza Fasolke na zdjeciach z usg. Balismy
sie, ale postanowilismy ze stawimy czola tej trudnej sytuacji i ze
owoc naszej milosci przyjdzie na swiat. Zwierzylam sie z
tej "sprawy" kilku bliskim osob i kazda z nich przekonywala mnie ze
dam sobie rade, ze powinnam urodzic. Jeden przyjaciel, był za tym
bym usunela.
Nasze Dziecko nie przyszlo na swiat, zostalo zabite pod koniec
listopada. Nie przezylam tego jakos bardzo. Czesto jednak z Michalem
wracamy do tego tematu. I placzemy jak bobry. Wyobrazamy sobie jak
by teraz wygladalo; Michał jest przekonany ze to byl chlopiec.. W
naszym wspolnym domu na scianie bedzie wisialo zdjecie Naszego
Aniolka, a pod nim plonal bedzie ogien.
Snilo mi sie moje dziecko, słodki blondynek, ale nie wiem, czy to
To, ktore mieszkalo u mnie w brzuchu przez kilka tygodni.
Rodzice Michala rozmawiali dlugo z moja mama. Byli przecwini
aborcji, ale stwierdzili ze ostateczna decyzja anlezy do nas. czego
sie balismy? Najbardziej tego, ze w czasie ciazy bralam spore ilosci
lekow psychotropowych i ze z tego powodu Dziecko urodzi sie chore
(podobnie jak niezyjacy juz Brat Michala). Balam sie, ze moja
psychika tego nie wytrzyma, leczylam sie psychiatrycznie,
przechodzilam ciezka depresje z myslami samobojczymi i balam sie ze
nowe obowiazki mnie przytlacza, ze choroba sie nasili albo wpadne w
depresje poporodowa i Dziecko zostanie odtracone. Balam sie mojego
braku samodzielnosci, tego ze nie umiem ugotowac nic procz wody na
herbate, ze nie umiem wlaczyc pralki itd. Balam sie ze nie poradzimy
sobie finansowo, zwlaszca w dzisiejszych realiach, kiedy wszystko
tyle kosztuje.`Bałam sie ze bede musiala przerwac szkole, bo nie
mielismy nikogo kto moglby pomoc nam zajmowac sie Dzidziusiem
(rodzice Michala sa czynni zawodowo). I ze zostane nikim, osoba bez
wyksztalcenia, bez pracy, bez perspektyw, a moje Dziecko nie bedzie
moglo miec tego, co jego rowiesnicy. To tylko nieliczne powody, a
tak naprawde balam sie wielu wiecej rzeczy...
Nie wiem, jaka decyzje podelabym teraz, wiem jedno- nie jestem
gotowa do bycia matka i nie chce miec w przyszlosci dzieci...