Dodaj do ulubionych

Nadgodziny w ostatni weekend

18.10.04, 11:54
Nadrabianie zaleglosci w czytelnictwie i ogladactwie.
1. Przeczytalam Grochole, Nigdy w zyciu. Kiedys trzeba bylo, zeby moc sie
wypowiedziec.
2. Obejrzalam Zemste w wersji Wajdy. Wart wylacznie dla wspanialego
Polanskiego w roli Papkina, ktorego slowa, jako jedynego z calego grona
aktorow, rozumiem w calosci. A przeciez on nie aktor, a poza tym od lat poza
granicami. Byc moze dlatego tak dobrze mowi.
3. Czytam kolejnego Sapkowskiego. Z blizej nieznanych powodow poza
opowiadaniami - rewelacja ! - w Bibliotece instytutu PL w Peszcie jest tylko
czwarty tom sagi o Wiedzminie.
4. Przeczytalam wspomnienia Adrianny Godlewskiej. Hm. Uczucia mieszane.
5. Rownolegle czytam okrzyczana przebojem (lata temu) Trylogie Balkanska. Z
przyczyn osobistych czytam. J.w., znaczy uczucia mieszane. Jestem na 165 str.
Jeszcze ok. 750 do konca.
6. Przeczytalam Namietnosc. Nieslychanie swieze, jak dla mnie, swietny
przeklad, czyta sie jednym tchem.
7. Odlozylam najnowszego Mayle'a *(bardzo go lubie za obserwacje Francuzow).
Przeklad na polski, mimo ze sie go dobrze czyta, co kilka stronic wali mnie
obuchem jakas kalka jezykowa. Od transportu publicznego zaczynajac, chyba, ze
sie teraz teraz po polsku mowi, co przeoczylam z powodu dluzszej
nieobecnosci.
Obserwuj wątek
    • brezly Re: Nadgodziny w ostatni weekend 18.10.04, 12:24
      millefiori napisała:

      > Nadrabianie zaleglosci w czytelnictwie i ogladactwie.

      Tez bym chcial. Zaczalem 'Podroze z Herodotem'.

      > 1. Przeczytalam Grochole, Nigdy w zyciu. Kiedys trzeba bylo, zeby moc sie
      > wypowiedziec.

      Eee.... Fiori, zyjemy okreslona ilosc minut, wszak...


      > 3. Czytam kolejnego Sapkowskiego. Z blizej nieznanych powodow poza
      > opowiadaniami - rewelacja ! - w Bibliotece instytutu PL w Peszcie jest tylko
      > czwarty tom sagi o Wiedzminie.

      Dla mnie 'Swiety ogien' jest super zabawny. Reszta fajnie, mimo braku pomyslu na
      koniec petnalogii i potkniecia jezykowe (Wiedzmina ubranego w legginsy mu nie
      zapomne).

      > 5. Rownolegle czytam okrzyczana przebojem (lata temu) Trylogie Balkanska. Z
      > przyczyn osobistych czytam. J.w., znaczy uczucia mieszane. Jestem na 165 str.
      > Jeszcze ok. 750 do konca.
      > 6. Przeczytalam Namietnosc. Nieslychanie swieze, jak dla mnie, swietny
      > przeklad, czyta sie jednym tchem.
      > 7. Odlozylam najnowszego Mayle'a *(bardzo go lubie za obserwacje Francuzow).

      5-7 : never heard
      > Przeklad na polski, mimo ze sie go dobrze czyta, co kilka stronic wali mnie
      > obuchem jakas kalka jezykowa. Od transportu publicznego zaczynajac, chyba, ze
      > sie teraz teraz po polsku mowi, co przeoczylam z powodu dluzszej
      > nieobecnosci.

      Nie wiem czy tak sie po polsku mowi, ale tak sie teraz po polsku tlumaczy.
      Pisalem o 'skoczku' w 'tlumaczeniu Agaty Christie'. O 'all hands on the board'
      jako 'wszystkie dlonie na poklad', o narodzie Armenczykow. Fuuuj :-(
      >

      PS. Zglebiamy znow z P. 'Ferdynanda Wspanialego'. Dyskusja Ferdynanda z
      dyrektorem hotelu na co moze spasc winda - mniodzio.
      • millefiori Re: Nadgodziny w ostatni weekend 18.10.04, 14:38
        brezly napisał:

        > millefiori napisała:
        >
        > > Nadrabianie zaleglosci w czytelnictwie i ogladactwie.
        >
        > Tez bym chcial. Zaczalem 'Podroze z Herodotem'.

        Co bede duzo mowic. Deszcz lal jak z cebra, zimno bylo,ani goscie do nas ani my
        w goscie, ogrzewanie cienko przedlo, to sie zakopalam w koce i poduchy z
        dzbankiem herbaty w tea cosy opatulona i jazda!
        Podroze z Herodotem, ofiarowane serdecznie przez Pierans trzymam jako delicje
        na dni poza Buda - juz za 5 dni.

        >
        > > 1. Przeczytalam Grochole, Nigdy w zyciu. Kiedys trzeba bylo, zeby moc sie
        >
        > > wypowiedziec.
        >
        > Eee.... Fiori, zyjemy okreslona ilosc minut, wszak...

        Powiem tak: kilka scen i tekstow bardzo dobrych. Lekkie, szybko sie czyta,
        posmiac sie mozna, niewiele zostaje. Calosc napisana wg przepisu na bestseller.
        Jak widac skutecznie. Zauwaz, ze szlo jak woda. Razem z plynaca kasa do
        kieszeni autorki. Znaczy, przepis i wykonanie bylo OK, porzynajmniej dla duzego
        % konsumentow slowa drukowanego.
        >
        >
        > > 3. Czytam kolejnego Sapkowskiego. Z blizej nieznanych powodow poza
        > > opowiadaniami - rewelacja ! - w Bibliotece instytutu PL w Peszcie jest ty
        > lko
        > > czwarty tom sagi o Wiedzminie.
        >
        > Dla mnie 'Swiety ogien' jest super zabawny. Reszta fajnie, mimo braku pomyslu
        n
        > a
        > koniec petnalogii i potkniecia jezykowe (Wiedzmina ubranego w legginsy mu nie
        > zapomne).

        O nogawice chodzilo, ze omyslnie spytam? Widac w dziecinstwie czytal Tomka na
        Dzikim zachodzie, u Szklarskiego Indianie nosili legginsy. To dopiero niedawno
        zmienilo sie znaczenie, a wlasciwie jedno znaczenie wspolczesne zdominowalo
        tradycyjne.
        >
        > > 5. Rownolegle czytam okrzyczana przebojem (lata temu) Trylogie Balkanska.
        > Z
        > > przyczyn osobistych czytam. J.w., znaczy uczucia mieszane. Jestem na 165
        > str.
        > > Jeszcze ok. 750 do konca.
        > > 6. Przeczytalam Namietnosc. Nieslychanie swieze, jak dla mnie, swietny
        > > przeklad, czyta sie jednym tchem.
        > > 7. Odlozylam najnowszego Mayle'a *(bardzo go lubie za obserwacje Francuzo
        > w).
        >
        > 5-7 : never heard

        To juz lece z wyjasnieniem:
        ad5. Olivia Manning, pisarka irlandzka, The Balkan Trilogy; nie byla chyba
        przetlumaczona na polski, nie wiem takze, czy na ekranach byla wersja filmowa
        tegoz, pt "Fortunes of the war". Wrzucil mi Celt, z opinia, ze swietna ksiazka
        o Rumunii i caly czas aktualna. Sposob narracji typowo angielski. Jak na razie
        (1/6 lektury) dosc zalosne postaci, miotajace sie po bukareszcie w pierwszych
        miesiacach wojny. Autorka wydaje sie byc gleboko zdegustowana wszystimi
        wprowadzonymi postaciami, z wyjatkiem glownego bohatera.

        ad 6 - Jeanette Winterson, 1987, wlasnie sie 2 wyd. pl ukazalo. Echa potockiego
        co jakis czas pobrzmiewaja, wraz z Marquesem.
        Ad 7 - Peter Mayle - autor kilkunastu powiesci o przesiedleniu Anglikow w
        realia francuskiego Poludnia. Najbardziej znany - Rok w Prowansji.

        Od transportu publicznego zaczynajac, chyba
        > , ze
        > > sie teraz teraz po polsku mowi, co przeoczylam z powodu dluzszej
        > > nieobecnosci.

        No widac przeoczylam, Jagodka!

        > PS. Zglebiamy znow z P. 'Ferdynanda Wspanialego'. Dyskusja Ferdynanda z
        > dyrektorem hotelu na co moze spasc winda - mniodzio.

        Strasznie lubie:)))) I Pana Kleksa tez, z calej sily.
        • brezly Transport publiczny i legginsy 19.10.04, 07:55
          millefiori napisała:

          > O nogawice chodzilo, ze omyslnie spytam? Widac w dziecinstwie czytal Tomka na
          > Dzikim zachodzie, u Szklarskiego Indianie nosili legginsy. To dopiero niedawno

          Anenene, slowo 'legginsy' bylo uzyte, w tym sek!

          > Od transportu publicznego zaczynajac, chyba
          > > , ze
          > > > sie teraz teraz po polsku mowi, co przeoczylam z powodu dluzszej
          > > > nieobecnosci.
          >
          > No widac przeoczylam, Jagodka!

          Tak, uyzwa sie okreslenia transport publiczny, ale przeciez nie mowie potocznej
          ani w ksiazkach. Podobnie jak nie uzywa sie w rozmowach miedzyludzkich
          okreslenie *podatek dochodowy od osob fizycznych i prawnych', pryznajmniej taka
          mam nadzieje.
          Kiedys spotkalem goscia, ktory rozmawiajac prywatnie mowil 'w miesiacu lipcu',
          ale on byl dzialaczem mlodziezowym a w mowie wiazanej twierdzil ze 'scojalizm to
          takze to ze sie usmiecha dziewczyna'. I dawno to bylo dosyc.

          • millefiori Re: Transport publiczny i legginsy 19.10.04, 08:14
            Tak mi sie wydaje, ze niektorym wchodzi w krew i rzutuje na zycie prywatne.
            dzialaczom sposob wypowiedzi, lekarzom (z powolania) patrzenie na ludzi pod
            katem ich dolegliwosci, inni, jak ci dwaj panowie dyskutujacy zalety pompy,
            popadaja w entuzjazm techniczno mechaniczny (tez uwielbiam narzedzia i
            mechanizmy, ku radosci Taty Millefiorowego). W percepcji dziela sztuki ciagnie
            i interesuje mnie przede wszystkim strona techniczna samego dziela, co byc moze
            zakloca odbior i kreacje przedmiotu estetycznego. Jednak samo przyciagniecie
            uwagi przez przedmiot oznacza jego atrakcyjnosc in plus lub in minus dla
            ogladajacego. Innymi slowy: albo cos jest dla widza tak piekne albo tak
            potwornie brzydkie, ze nie sposob przejsc obok tego obojetnie. Tak naprawde nie
            ma przedmiotow jednoznacznie pieknych i jednoznacznie brzydkich. To wylacznie
            odbiorca decyduje o ich przymiotach.


            PS. He, tu chyba spakowalam Ingardena i Ossowieckiego do jednego ciasnego
            wora:)))
            • brezly Re: Transport publiczny i legginsy 19.10.04, 08:25
              millefiori napisała:

              > Tak mi sie wydaje, ze niektorym wchodzi w krew i rzutuje na zycie prywatne.
              > dzialaczom sposob wypowiedzi, lekarzom (z powolania) patrzenie na ludzi pod
              > katem ich dolegliwosci, inni, jak ci dwaj panowie dyskutujacy zalety pompy,
              > popadaja w entuzjazm techniczno mechaniczny (tez uwielbiam narzedzia i
              > mechanizmy, ku radosci Taty Millefiorowego).

              Aha, szczegolnie cacka techniczne epoki pary. Lokomotywy!! Od XIX wieku mamy
              regres w hippice (cale obszary jezyka zanikja) technice urzadzen parowych i
              chyba sztuce rysunku.

              W percepcji dziela sztuki ciagnie
              > i interesuje mnie przede wszystkim strona techniczna samego dziela, co byc moze
              >
              > zakloca odbior i kreacje przedmiotu estetycznego. Jednak samo przyciagniecie
              > uwagi przez przedmiot oznacza jego atrakcyjnosc in plus lub in minus dla
              > ogladajacego. Innymi slowy: albo cos jest dla widza tak piekne albo tak
              > potwornie brzydkie, ze nie sposob przejsc obok tego obojetnie. Tak naprawde nie
              >
              > ma przedmiotow jednoznacznie pieknych i jednoznacznie brzydkich. To wylacznie
              > odbiorca decyduje o ich przymiotach.

              Jestes pewna ze nie ma (jednoznaczenie brzydkich?)

              >
              >
              > PS. He, tu chyba spakowalam Ingardena i Ossowieckiego do jednego ciasnego
              > wora:)))

              Jak moglas? :-)
              Nie boj nic, ja wlasnie przed chwila wykrylem ze powodem tego ze sie wczoraj nie
              moglem tego i owego doliczyc bylo to ze zmniejszylem predkosc swiatla. Tylko
              tysiac razy:-))
              • brezly A jeszcze 19.10.04, 10:52
                Fiori, zagadeczka taka: co to znaczy we wspolczesnej polszczyznie (?, ehem, tfu)
                ze cos jest 'zannualizowane'. Dodam ze nie idzie tu ani o twoja pomoc domowa ani
                o oblanie czegos olejem.
                • millefiori Re: A jeszcze 19.10.04, 13:25
                  urocznic, czyli rok podsumowac/zbilansowac, ze zgadnac sprobuje?

                  Oj... wyjasniam: Anusia jest nasza gospodynia i sama ma gosposie, Marike.
                  Pomocy domowej osobiscie nie posiadam :)
              • millefiori Re: Transport publiczny i legginsy 19.10.04, 13:22
                brezly napisał:

                > millefiori napisała:
                >
                > > Tak mi sie wydaje, ze niektorym wchodzi w krew i rzutuje na zycie prywatn
                > e.
                > > dzialaczom sposob wypowiedzi, lekarzom (z powolania) patrzenie na ludzi p
                > od
                > > katem ich dolegliwosci, inni, jak ci dwaj panowie dyskutujacy zalety pomp
                > y,
                > > popadaja w entuzjazm techniczno mechaniczny (tez uwielbiam narzedzia i
                > > mechanizmy, ku radosci Taty Millefiorowego).
                >
                > Aha, szczegolnie cacka techniczne epoki pary. Lokomotywy!! Od XIX wieku mamy
                > regres w hippice (cale obszary jezyka zanikja) technice urzadzen parowych i
                > chyba sztuce rysunku.
                >
                > W percepcji dziela sztuki ciagnie
                > > i interesuje mnie przede wszystkim strona techniczna samego dziela, co by
                > c moze
                > >
                > > zakloca odbior i kreacje przedmiotu estetycznego. Jednak samo przyciagnie
                > cie
                > > uwagi przez przedmiot oznacza jego atrakcyjnosc in plus lub in minus dla
                > > ogladajacego. Innymi slowy: albo cos jest dla widza tak piekne albo tak
                > > potwornie brzydkie, ze nie sposob przejsc obok tego obojetnie. Tak napraw
                > de nie
                > >
                > > ma przedmiotow jednoznacznie pieknych i jednoznacznie brzydkich. To wylac
                > znie
                > > odbiorca decyduje o ich przymiotach.
                >
                > Jestes pewna ze nie ma (jednoznaczenie brzydkich?)

                tak do konca nie, gdyz moje poczucie estetyki dosc czesto sie buntuje. Ale moge
                je dzielic z okreslona grupa ludzi. Inna grupa bedzie sie np. wzdrygac z powodu
                niemodnosci fasonowej i kolorystycznej spoodnic Plyss O'Wana czy zamotow z
                plaidie, a obrazy El Greca wywolaja u innych dreszcz obrzydzenia, bo onio np
                tylko slodkie Madonny ze swietych oleodrukow lubia.

                Jeszcze nie trafilam na taki wyrób rak ludzkich (bo o tym tu, jak rozumiem,
                mowimy, nie o spektaklach zachodow slonca, a z drugiej strony obecnosci np.
                animal by-products na łace, z ktorej ten zachod ogladamy), ktory by nie znalazl
                amatora. Wg starej zasady ze kazda potwora etc. Popatrz, Brezly: jaka
                poppularnoscia i wzieciem musialy sie cieszyc te portrety kotow z kokardkami
                (kiedys tylko na jednym pchlim targu naliczylismy ponad 30); portrety
                polnagich, ognistych Cyganek (ok 20, na tymze targu), jelenie na rykowisku na
                makatkach, ceramiczne i gipsowe (stracilam rachube), to wszystko, co generalnie
                czlowiek tzw kulturalny i o wyrobionym smaku uwaza za szczyt smaku zlego. Jedni
                dekoruja interiory snopami zboza i stoczonymi przez kolatki nieckami i maluja
                po raz setny na olejno, bez opalania, wiekowe drewniane okno, co sie chyba
                tylko kupy trzyma dzieki teym warstwom farby; inni nie schodza ponizej
                oryginalnych sygnowanych Ludwikow XV z Faubourg StHonore, rozstawionych na
                parkietach z epoki, jeszcze inni kochaja zimne wnetrza, a w nich tzw mebelki
                ortopedyczne, szklo i chrom. Zawsze i wszedzie istnieje prawica, lewica,
                centrum, ekstrema i podziemie smakow.

                Uprawiam swoisty eklektyzm estetyczny, balansujac w upodobaniach. Ostatnio Celt
                sie wzdrygnal, gdy w antykwariacie wpadlam w entuzjazm na widok genialnej jak
                dla mnie formy i proporcji drewnianej, odczyszczonej do surowego drewna ramy
                barokowo-ludowego łoża o przeslicznej intarsji w tracace goralszczyzna leluje.
                - Ale... to jest przeciez ludowe łoże - zgorszyl sie, bo nie podejrzewal mnie o
                takie zapaly do czegos, co nie jest przynajmniej wiedenskim biedermaierem
                sprzed 1830 r.
                - No i co z tego? - ja na to beztrosko - Ty powiesiles sobie portret krowy nad
                pianinem, ja moge sie pozachwycac ludowym lozkiem.

                Tym wywolalam tyrade w sprawie obrony portretu krowy, ktora pedzla jakiegos
                zacnego Holendra jest, na co stwierdzilam, ze portrety krow holenderek to maja
                porozwieszane w gabinetach wybitni ich hodowcy, co z kolei Celta obuchem
                walnelo, jako ze do hodowcow sie nie zalicza.
                I niby wspolnota poczucia estetyki, lektur i wzdrygania sie na widok tych
                samych rzeczy, ale nie do konca. De gustibus!
                > >
                > > PS. He, tu chyba spakowalam Ingardena i Ossowieckiego do jednego ciasnego
                >
                > > wora:)))
                >
                > Jak moglas? :-)

                Lubie takie bigosy:)

                > Nie boj nic, ja wlasnie przed chwila wykrylem ze powodem tego ze sie wczoraj
                ni
                > e
                > moglem tego i owego doliczyc bylo to ze zmniejszylem predkosc swiatla. Tylko
                > tysiac razy:-))

                I cala fizyke kwantowa diabli wzieli :PPPP
                • brezly Re: Transport publiczny i legginsy 19.10.04, 13:39
                  millefiori napisała:


                  > > Jestes pewna ze nie ma (jednoznaczenie brzydkich?)
                  >
                  > tak do konca nie, gdyz moje poczucie estetyki dosc czesto sie buntuje. Ale moge
                  >
                  > je dzielic z okreslona grupa ludzi. Inna grupa bedzie sie np. wzdrygac z powodu
                  >
                  > niemodnosci fasonowej i kolorystycznej spoodnic Plyss O'Wana czy zamotow z
                  > plaidie, a obrazy El Greca wywolaja u innych dreszcz obrzydzenia, bo onio np
                  > tylko slodkie Madonny ze swietych oleodrukow lubia.
                  >
                  > Jeszcze nie trafilam na taki wyrób rak ludzkich (bo o tym tu, jak rozumiem,
                  > mowimy, nie o spektaklach zachodow slonca, a z drugiej strony obecnosci np.
                  > animal by-products na łace, z ktorej ten zachod ogladamy), ktory by nie znalazl
                  >
                  > amatora. Wg starej zasady ze kazda potwora etc. Popatrz, Brezly: jaka
                  > poppularnoscia i wzieciem musialy sie cieszyc te portrety kotow z kokardkami
                  > (kiedys tylko na jednym pchlim targu naliczylismy ponad 30); portrety
                  > polnagich, ognistych Cyganek (ok 20, na tymze targu), jelenie na rykowisku na
                  > makatkach, ceramiczne i gipsowe (stracilam rachube), to wszystko, co generalnie
                  >
                  > czlowiek tzw kulturalny i o wyrobionym smaku uwaza za szczyt smaku zlego. Jedni
                  >
                  > dekoruja interiory snopami zboza i stoczonymi przez kolatki nieckami i maluja
                  > po raz setny na olejno, bez opalania, wiekowe drewniane okno, co sie chyba
                  > tylko kupy trzyma dzieki teym warstwom farby; inni nie schodza ponizej
                  > oryginalnych sygnowanych Ludwikow XV z Faubourg StHonore, rozstawionych na
                  > parkietach z epoki, jeszcze inni kochaja zimne wnetrza, a w nich tzw mebelki
                  > ortopedyczne, szklo i chrom. Zawsze i wszedzie istnieje prawica, lewica,
                  > centrum, ekstrema i podziemie smakow.
                  >
                  > Uprawiam swoisty eklektyzm estetyczny, balansujac w upodobaniach. Ostatnio Celt
                  >
                  > sie wzdrygnal, gdy w antykwariacie wpadlam w entuzjazm na widok genialnej jak
                  > dla mnie formy i proporcji drewnianej, odczyszczonej do surowego drewna ramy
                  > barokowo-ludowego łoża o przeslicznej intarsji w tracace goralszczyzna leluje.
                  > - Ale... to jest przeciez ludowe łoże - zgorszyl sie, bo nie podejrzewal mnie o
                  >
                  > takie zapaly do czegos, co nie jest przynajmniej wiedenskim biedermaierem
                  > sprzed 1830 r.
                  > - No i co z tego? - ja na to beztrosko - Ty powiesiles sobie portret krowy nad
                  > pianinem, ja moge sie pozachwycac ludowym lozkiem.
                  >
                  > Tym wywolalam tyrade w sprawie obrony portretu krowy, ktora pedzla jakiegos
                  > zacnego Holendra jest, na co stwierdzilam, ze portrety krow holenderek to maja
                  > porozwieszane w gabinetach wybitni ich hodowcy, co z kolei Celta obuchem
                  > walnelo, jako ze do hodowcow sie nie zalicza.
                  > I niby wspolnota poczucia estetyki, lektur i wzdrygania sie na widok tych
                  > samych rzeczy, ale nie do konca. De gustibus!

                  Przekonujace to jest co piszesz, ja tez nie przepadam za duzymi
                  kwantyfikatorami, no ale jak sobie przpomne te biale pudelki ze scinek
                  polietylotereftalanu, nakladane na butelki wodki... :-)
                  Tak sobie mysle ze w architekturze np. to brzydactwo moze sie obronic jak jest
                  jedyne jakos, Czy ta wieza Eiffela jest duzo ladniejsza od PKiN to ja nie wiem,
                  ale obie jakos wrosly w swoje miasta i nijak by bez nich. Ale juz np. do osiedli
                  wielkoplytowych to bym bez duzego kwantyfiaktora nie podchodzil.


                  A na koniec:
                  wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2345825.html
                  Znowu bym lapal za kwantyfikator, taki zardzewialy nawet.


                  > > moglem tego i owego doliczyc bylo to ze zmniejszylem predkosc swiatla. Ty
                  > lko
                  > > tysiac razy:-))
                  >
                  > I cala fizyke kwantowa diabli wzieli :PPPP

                  Eee nie, tylko entropia mi troche za duza wychodzila :-))

                • millefiori Jeszcze estetyka i rysunek 19.10.04, 14:32
                  Troche sie zagonilam w rozwazaniach:))
                  A o ginieciu umiejetnosci i calych slownikow terminologicznych , to jezdziectwo
                  i powozy stanowia gatunek powoli wymierajacy. Czy np. odroznisz na pierwszy
                  rzut oka kocz od angielki, bo od linijki to na pewno:)? wodze od lejcow?

                  O rysunku. Prowadzilam lata temu zajecia z konserwacji na wydziale tkaniny
                  jednego z USuniwersytetow. Poprosilam jedna ze studentek (4 rok) o odrysowanie
                  wzoru jednej z tkanin (2 naprzemienne niewielkie motywy w raporcie) do
                  rekonstrukcji.
                  Studentka : Pojde zrobic skan.
                  Ja - zdziwiona - dlaczego skan? Masz tu olowek, papier, rysuj.
                  S.: Nie umiem
                  Ja - zdziwiona - przeciez mieliscie jakies zajecia praktyczne z projektowania?
                  Inni studenci - Tak, na projekty to przynosimy teczki z wycinkami, robimy skany
                  a cala obrobke w fotoszopie czy innym programie.
                  Ja - rozumiem, nie mam wiecej pytan, skanuj.

                  Nie bylo: egzaminu z rysunku (wydzial tkaniny! projektowanie!) zajec
                  praktycznych (zadnego rajzbretu! zadnej sztalugi! farbek! kredek!)
                  Wszystko skan i komputer. To ja sie nie dziwie, ze US taki zalew kiczu.
                  • brezly Re: Jeszcze estetyka i rysunek 19.10.04, 14:44
                    Popraw mnie jezeli sie myle, ale jest to wyraz USA-ckiego pragmatyzmu. I tak
                    wiekszosc pojdzie dzialac do firm i bedzie tam projektowac tamonejszym
                    softwarem. A jak kto chce se moze sam wziac kursy rysunku. Dobrze to widze?
                    • millefiori Re: Jeszcze estetyka i rysunek 20.10.04, 08:49
                      Sp. prof Jakimowicz mowil, ze kazdy historyk sztuki powinien miec za soba
                      jakas, nawet najbardziej za...fajdana, ale tworczosc artystyczna. Studiowalam w
                      czasach, kiedy 3 glowne katedry IHS UW piastowalo 2 grafikow (sp. Prof
                      Jakimowicz i prof Bialostocki) i architekt (prof. Milobedzki).
                      Kiedys prof Jakimowicz oswiadczyl, ze wg jego obserwacji historyk sztuki to
                      wlascwie niewiadomoco -ani to historyk, ani artysta.
                      No i czlowiek po takim szkoleniu staje oko w oko z realiami.
                      Ja rozumiem, ze spoleczenstwa wysokouprzemyslowione i zamozne ( oj, jakie
                      tony:)))moga sobie pozwolic na luksus bardzo waskiej specjalizacji. I ci
                      zawezeni specjalisci sa znakomici w swojej dzialce. Ale nie maja umyslu - jakby
                      to okreslic - jest to waski kat widzenia swiata, nie mozliwo do rozpostarcia
                      wachlarz, budowanie piramidy od czubka, no wlsnie, brak tej podstawy, na ktorej
                      mozna budowac i przegladu mozliwosci, z ktorych mozna wybierac.
                      Rozumiem, ze jest wielu artystow niespelnionych, ktorzy nie maja tego, co
                      nazywam przelozenie wizji na rece. No Bozia nie dala, poskapial, zdarza sie.
                      Dla nich narzedziem pozwalajacym na realizacje jest wlasnie komputer. I brak
                      egzaminu z rysunku to jest tez dowod na rowne szanse - bo rysowac moze kandytat
                      nie umiec, ale za to wizje moze miec. A z drugiej strony, jak komus i jednego i
                      drugiego brak?
                      • brezly Re: Jeszcze estetyka i rysunek 20.10.04, 09:21
                        Hej, Fiori.
                        No, obserwuje cos takiego podobnego w obszarach bardzo dalekich od projektowania
                        tkanin. Tzw. potencjalni pracodawcy maja twz. wymagania co do procesu
                        ksztalcenia. W porywach gotowi dyktowac program studiow, obiecujac prace jeszcze
                        w czasie studiow. Na krotka mete jest to bardzo oplacalne dla studiujacych. Na
                        dluga mete jest to fatalne. Bo potem taki 'tailor-made' pracownik-maszyna
                        przestaje pasowac do koncepcji technologicznej firmy i co? Zlom?

                        PS. Zannualizowany = porownany z tym rok wczesniej :-)
                        • brezly A tu prosze: 20.10.04, 09:35
                          'Discoveries are often made by not following instructions,
                          by going off the main road, by trying the untried.'
                          Frank Tyger

                          Czytalas 'Serendipity' ?
                          www.bookideas.com/reviews/index.cfm?fuseaction=displayReview&id=284
                        • millefiori Re: Jeszcze estetyka i rysunek 20.10.04, 10:24
                          Sluchy mnie dochodza, ze to, co obserwowalam na wydz. tkaniny w USA lat temu 12-
                          13 zaczyna zakreslac szersze kregi. Rozumiem, ze przy waskiej
                          specjalizacji "szkoda czasu" na szersze przygotowanie ogolne. A zreszta, jak
                          mozna sie zdecydowac w realiach US w wieku 16 lat na kierunek? czym sa
                          podyktowane wybory wiekszosci? Jak to wyglada w ogolnym bilansie ?Ile i czego
                          sie traci?
                          Wiadomo, ze jak cos staje sie masowe, to dzieje sie to kosztem jakosci i nie
                          sposob żądac wybitnosci od wszystkich. Ale u licha, przynajmniej dobrego
                          rzemiosla. (A, dowiedzialam sie, a propos rzemiosla, kto jest autorem opisow do
                          katalogu, tam gdzie Kalkaz i Turcja Atamanska wystapily).
                          Jest to tez zapewne i skutek swoistej "wsobnosci" wlasciwej Ameryce. Temat
                          rzeka, kolejny.

                          Millefiori
                          Wydawnictwa i ich obyczaje
                          • brezly Re: Jeszcze estetyka i rysunek 06.11.04, 20:05
                            Co tu dużo gadać. 501 lat temu, kurczę...

                            www.globalgallery.com/canvas/018-21515/
                            www.art.com/asp/sp.asp?PD=10033026&RFID=738980
      • vaud Re: Nadgodziny w ostatni weekend 24.10.04, 17:41
        brezly napisał:


        > Nie wiem czy tak sie po polsku mowi, ale tak sie teraz po polsku tlumaczy.
        > Pisalem o 'skoczku' w 'tlumaczeniu Agaty Christie'. O 'all hands on the
        board'
        > jako 'wszystkie dlonie na poklad', o narodzie Armenczykow. Fuuuj :-(
        > >

        -------> Moje ulubione tlumaczenie ostatnio: w jednej z ksiazek Amy Tan, ktora
        pisze glownie o Chinczykach, wystepuje jakis Caucasian, co przetlumaczono
        jako: "czlowiek z Kaukazu". Moze wlasnie Ormianin...


        >
        > PS. Zglebiamy znow z P. 'Ferdynanda Wspanialego'. Dyskusja Ferdynanda z
        > dyrektorem hotelu na co moze spasc winda - mniodzio.


        ------> zaraz wyjme z polki i sobie odswieze! A pana Jarzabka lubicie? Co go w
        nocy rozbolal zabek? Dalej pamietam calosc, nie odswiezywszy od lat 30.
        • jan.kran Re: Nadgodziny w ostatni weekend 25.10.04, 02:15
          Moja Mlodziez udala sie w ostatni lykend na Flohmarkt do Deutsche Evangelische
          Gemeinde w Oslo.

          Slusznie zakupila kilka ksiazek , bo po co rozpakowywac kartony , tony ksiazek
          co juz mamy ,lepiej nabyc nowe...wrrrr...

          Ksiazki nabyte na flomarku a wydane w DDR ( zwlaszcza broszurka na czesc 30 -
          lecia powstania panstwa chlopow i robotnikow ) zostana zacytowane na
          niniejszym forum pozniej.
          Zaznaczam , ze bedzie to uczta.

          A ja dostalam od Mlodziezy Christine Brueckner " Jauche i Levkojen" co
          przeczytalam w ciagu soboty. Sobota byla przeznaczona na rozpakowywanie
          kartonow :-(((

          Ksiazka swietna , akcja zaczyna sie w 1918 w Hinterpommern a konczy 1945 w
          Berlin.

          Niby juz tyle na temat wypedzonych przeczytalam , ale zawsze na nowo jestem
          pod wrazeniem. K.

    • czarnajagoda Re: Nadgodziny w ostatni weekend 18.10.04, 12:27
      a, Grocholi, to ja chyba nigdy w życiu... nie lubię tzw. babskiej literatury...
      ze wszystkich ww. znam tylko Sapkowskiego... i bardzo go sobie cenie...
      ja w łikę nadrabiałam zaległości filmowe - o ile oglądanie 1 filmu dziennie
      przez 3 dni można uznać za nadrabianie zaległości... otóż obejrzałam sobie
      Zmróż oczy - trochę senny, ale przyjemny... niestety, z dialogami problem taki,
      że choć jak najbardziej p opolsku, to momentami trudno zrozumieć co mówią...
      poza tym Freddy vs. Jason (no cooments, ale czego dobrego można się spodziewać
      z połączenia 2 nieco debilnych serii) i Cień wampira - niezłe, głównie ze
      względu na obsadę (Malkowitch i Defoe)...
      a sterta książek do przeczytania ciągle rośnie :(( (właściwei to powinin być
      powód do radości, że wciąż mam co czytać - tylko ze tego czegoś zaczyna robić
      się za dużo jak na możliwości przerobowe moich oczu)...
      a transport publicznny jest normalnie używane w kraju nad Wisłą (a przynajmniej
      w obszarze nadodrzańskim)
      • millefiori Re: Nadgodziny w ostatni weekend 18.10.04, 21:53
        Zapomnialam dodac do listy weekendowej odswiezonej po latach lektury
        Kusniewicza - Moja historia literatury. Cudny bric-a-brac, ozywiony
        wspomnieniami o Ludziach zywych. Z przyjemnoscia widze podobienstwa w
        zestawianiu. Bardzo bliska sercu lektura.

        Wlasnie, ta literatura kobieca. Czy jest to wspolczesny synonim tego, co przed
        wojna okreslano haslem literatury dla kucharek?

        To sie troche samopooskarzam. Uwielbiam Rosamunde Pilcher za jedna ksiazke The
        Sheel seekers, ze wspanialymi, nieslychanie plastycznymi opisami i ladna
        galeria zywych postaci. Pozostale dziela juz mniej, choc z kazdej ksiazki
        Pilcher mozna sie uczyc wzorcowej epistolografii w jez. angielskim, jako ze
        duzo listow na kartach wystepuje.

        Miloscia wielka darze Evelyna Waugha za Znowu w Brideshead, ktore to dzielo
        uwazam za nieslychanie kobieca ksiazke, choc autorem byl mezczyzna - mimo
        nadanego imienia (co juz paru krytykow polskich zmylilo).

        Kryminaly Agaty Christie. Colette - za historie o zwierzetach i calosc Klaudyn.
        • czarnajagoda Re: Nadgodziny w ostatni weekend 19.10.04, 08:30
          Przez literaturę kobiecą rozumiem literaturę pisaną przez kobiety, dla kobiet
          i z kobietą (kobietami) w roli głównej... i obowiązkowo z wątkiem miłosnym i
          happy endem (fuj!)
          • brezly Re: Nadgodziny w ostatni weekend 19.10.04, 08:37
            Definicja o taka sobie, Jagutko, bo happy end wyklucza np. Tredowata:-)
            • czarnajagoda Re: Nadgodziny w ostatni weekend 19.10.04, 10:15
              dlatego Trędowatą zaliczyłabym do literatury dla kobiet, ale niekoniecznie do
              literatury kobiecej... znaczy literaturę kobiecą traktuje jako kategorię węższą
              niż: Literatura dla kobiet... ale to sa moje prywatne podziały, na mój własny
              użytek...
              • millefiori Re: Nadgodziny w ostatni weekend 19.10.04, 13:37
                To moze na przykladach: Tredowata - literatura dla kobiet, a
                Fanny Flagg i Smazone zielone pomidory to literatura kobieca?
                • karmilla Re: Nadgodziny w ostatni weekend 19.10.04, 16:14
                  Smażone zielone, to moim skromym, obyczajówka a nie jakikolwiek typ literatury
                  dla kobiet. To nie książka, której tematem jest kobieta i jej przeżycia, tylko
                  książka, której tematem są relacje międzyludzkie.
                  • millefiori Smazone zielone 20.10.04, 08:32
                    Tu bym sie troche powahala w roznych kierunkach, bo ksiazka:
                    - jest napisana przez kobiete
                    - 4 glowne bohaterki (Evelyn i Mrs Ninnie Threadegoode, Ruth i Idgie, ) to
                    niezaprzeczalnie kobiety (no i 5., Dotty, niestrudzona reporterka),
                    - jest to ksiazka o przyjazni i lojalnosci - kobiet. Zauwaz, ze Idgie wygrywa
                    wytoczony jej proces o morderstwo meza Ruth dzieki mezczyznom, ktorzy kieruja
                    sie osobistymi interesami: wielebnemu Idgie uratowala syna; a ex-maz Ruth
                    zlamal zycie corce sedziego. A maz Ruth zostaje zabity przez wierna murzynska
                    sluzaca.
                    Zauwaz, ze mezczyzni sa tu bohaterami drugiego planu: mezczyzni "rodzinni" Papa
                    T., Duzy Sam, brat Idgie, syn Ruth i zakochany w Ruth wloczega

                    - to kobiety z Whistle Stop- Mama Threadegoode, Ruth, Idgie, Dotty, Ninnie -
                    stanowia te grupe nie dopuszczajaca w swym otoczeniu zjawisk seksizmu i rasizmu

                    - Ninnie - przypadkowo poznana rezydentka domu starcow - stanowi dla Evelyn
                    jednoosobowa grupe wsparcia i to ona, nikt inny ratuje ja nie tylko kryzysu
                    wieku sredniego, przed samotnoscia, a przede wszystkim pozwala jej uwierzyc we
                    wlasne mozliwosci. Tylko Ninnie ma czas i serce dla Evelyn.

                    - duzo tez o przekazywaniu doswiadczenia i tradycji (chocby np w formie
                    przepisow na dania z Whistle Stop Cafe), ktore przenosza i pielegnuja kobiety.
                    O potrzebie rozmow, wspolbrzmieniu pokolen, niezaleznie od wieku i koloru skory.

                    Reasumujac - ksiazka kobieca, moim zdaniem, w najlepzym tego slowa znaczeniu.

                    Nie mam pomidorow w zasiegu reki, wiec moglam cos pokrecic z pisownia nazwisk i
                    imion, za usterki przepraszam.
                    • czarnajagoda Re: Smazone zielone 20.10.04, 11:21
                      Właśnie - o kobietach... a ja za literaturę kobiecą (w tym znaczeniu, w jakim
                      jej nie lubię) uważam literaturę, w której główną bohaterką jest kobieta
                      (jedna) i jej przeżycia, które często sprowadzają się do: praca, facet,
                      dieta... i zawsze jest hepiend
                      A smażone zielone to książka o pryjaźni, a nie książka o kobietach... I trudno
                      tu mówić o jednoznacznym hepiendzie... i jakoś wydaje mi się, że to książka
                      adresowana nie tylko do kobiet...
    • vaud Re: Nadgodziny w ostatni weekend 24.10.04, 17:35
      millefiori napisała:

      > Nadrabianie zaleglosci w czytelnictwie i ogladactwie.
      > 1. Przeczytalam Grochole, Nigdy w zyciu. Kiedys trzeba bylo, zeby moc sie
      > wypowiedziec.

      -----> ach... trzeba sie bedzie zabrac wiec...

      > 2. Obejrzalam Zemste w wersji Wajdy. Wart wylacznie dla wspanialego
      > Polanskiego w roli Papkina,

      -----> TAK, a ja glupia nabylam cd i teraz moge sobie w aucie powiesic
      antyradarowo a przesoudnie.Chyba do oslepiania z-na-przeciw-jadacych... :-PPPP

      ktorego slowa, jako jedynego z calego grona
      > aktorow, rozumiem w calosci. A przeciez on nie aktor, a poza tym od lat poza
      > granicami. Byc moze dlatego tak dobrze mowi.
      > 3. Czytam kolejnego Sapkowskiego. Z blizej nieznanych powodow poza
      > opowiadaniami

      -----> opowiadania czasem az zenuja poziomem. Wprawek literackich nie publikuje
      sie przed smiercia. No a po smierci to juz dopiero nie.


      - rewelacja ! - w Bibliotece instytutu PL w Peszcie jest tylko
      > czwarty tom sagi o Wiedzminie.
      > 4. Przeczytalam wspomnienia Adrianny Godlewskiej. Hm. Uczucia mieszane.
      > 5. Rownolegle czytam okrzyczana przebojem (lata temu) Trylogie Balkanska. Z
      > przyczyn osobistych czytam. J.w., znaczy uczucia mieszane. Jestem na 165 str.
      > Jeszcze ok. 750 do konca.
      > 6. Przeczytalam Namietnosc. Nieslychanie swieze, jak dla mnie, swietny
      > przeklad, czyta sie jednym tchem.
      > 7. Odlozylam najnowszego Mayle'a *(bardzo go lubie za obserwacje Francuzow).
      > Przeklad na polski, mimo ze sie go dobrze czyta, co kilka stronic wali mnie
      > obuchem jakas kalka jezykowa. Od transportu publicznego zaczynajac, chyba, ze
      > sie teraz teraz po polsku mowi, co przeoczylam z powodu dluzszej
      > nieobecnosci.
      >

      ------> wiecej grzechow nie pamietam. Czy ktos ma "Wspomnienia( a moze
      zwierzenia? juz nie wiem) gorszycielki"? Bo szukam.
      • millefiori Re: Nadgodziny w ostatni weekend 08.11.04, 16:07
        Mialam Wyznania Gorszycielki, ale sie gdzies po ludziach rozlazly. W bibliotece
        pl w WDC powinno byc, bo w Budzie staly jeszcze kilka lat temu
        • vaud Re: Nadgodziny w ostatni weekend 09.11.04, 01:53
          millefiori napisała:

          > Mialam Wyznania Gorszycielki, ale sie gdzies po ludziach rozlazly. W
          bibliotece
          >
          > pl w WDC powinno byc, bo w Budzie staly jeszcze kilka lat temu


          ------> warte grzechu? Zebym nie poszukiwala i sie nie rozczarowala...
          >
          • mi_fiori Re: Nadgodziny w ostatni weekend 10.11.04, 08:09
            vaud napisała:

            >
            > ------> warte grzechu? Zebym nie poszukiwala i sie nie rozczarowala...
            > >
            >
            Zalezy, czego oczekujesz. Poniewaz ukazaly sie przed fala wybebeszania sie
            gwiazd i starletek, a ponadto dotyczyly niewiasty w leciech, skandalistki
            swoich czasow, byly epatujace jawnoscia mowienia o sprawach prywatnych i
            odbrazowniczych. Osobiscie sie nie zgorszylam- a przeczytalam je kilkanascie
            lat temu -moze zdziwilam nieco daleko posunieta asertywnoscia i chwilami
            wstrzasajaca bezwzglednoscia autorki. Ale jak zwykle wzielam poprawke na lekka
            konfabulacje wspomnieniowa po latach. I wrazenie przenikajacego wszystko
            smutku, konca epoki i okreslonego gatynku ludzi i stylu. Jesli czytalas Mahatme
            Witkaca Siedleckiej, to jest to bardzo pokrewne w atmosferze.
            Poza tym dobrze, z nerwem napisane i zredagowane.
            • vaud Re: Nadgodziny w ostatni weekend 10.11.04, 14:41
              No to sie pokusze. Nie skandalu ani zgorszenia oczekuje. Raczej klimatu epoki
              wlasnie.
              • mi_fiori Re: Nadgodziny w ostatni weekend 11.11.04, 08:18
                A, to masz zagwarantowane.
                To jeszcze polecam Marie Czapska, Europa w rodzinie.
    • czarnajagoda Re: Nadgodziny w ostatni weekend 08.11.04, 11:44
      a ja mam duże zaległości z okresu kiedy się nad nauką znęcałam, ale ich
      nadrabianie opornie mi idzie... póki co przeczytałam Kroniki marsjańskie i
      jestem w połowie Aniołów i demonów D. Browna... i nadrabiam zaległości w
      czytaniu regularnie kupowanych i ostatnio równie regularnie nieczytywanych
      gazet... a oczy krzyczą: dość!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka