Dodaj do ulubionych

Obiecane opowiadanie.

18.08.05, 15:24
Temat wypracowania: "Opisz prostą rzecz od niespodziewanej strony"

Spałem sobie snem zasłużonego w ciepłym, przytulnym węźle chłonnym, gdy nagle
wpadł z krzykiem nasz sierżant:
- Wstawać lenie! Marsz na patrol! Macie 15 minut na stawienie się w lewym
biodrze! Pamiętajcie łamagi - w lewym biodrze! Żeby mi znowu jakieś ofiary
nie poleciały do prawego ramienia lub do głowy! Ruszać się, chyba, że chcecie
10 rundek dookoła ciała na rozgrzewkę!
Nie trzeba nam było lepszej zachęty. Raźno zwlekliśmy się z łóżek i
ustawiliśmy się w (prawie) równy dwuszereg.
- W leeeeewo zwrot! Naaaaaaprzód marsz! - zakomenderował sierżant.
Przewracając się o siebie (jak zawsze kilku pomyliły się kierunki) dziarsko
pomaszerowaliśmy za dowódcą.
Nie ma nic nudniejszego niż służba wartownicza, chyba że służba wartownicza
na takich peryferiach jak wewnętrzna tętnica biodrowa, więc z niekłamaną
radością przywitaliśmy z Jimmy'm zbliżanie się zabłąkanego wirusa grypy.
Jeszcze kilka ich niedobitków krążyło po organizmie po ostatniej inwazji.
Schowaliśmy się w błonie otaczającej światło tętnicy i czekaliśmy. Gdy
wyrośliśmy przed wirusem jak z podziemi, biedaczek tak skurczył się w sobie z
przerażenia, że aż zrobiło się nam go żal. Postanowiliśmy go (przynajmniej na
razie) oszczędzić. Co takie biedne maleństwo może zrobić dwóm limfocytom
cytotoksycznym T?
- Ładna pogoda. - Jimmy usiłował nawiązać inteligentną konwersację.
- Eee... na zewnątrz jest ładniej. - odparł grypiak i nagle zamurowało go -
nnie... nie zjecie mnie? - wyjąkał zaskoczony.
Limfocyt oszczędzający wirusa to niespotykane zdarzenie, a co dopiero dwa
limfocyty zagadujące go.
- Zobaczymy, to zależy od tego czy nadajesz się do rozmowy. - odparłem.
- Opowiedz, jak jest na zewnątrz. - dodał Jimmy.
- Po drugiej stronie skóry? - grypiak nadal był roztrzęsiony, ale w jego
głosie słychać było oznaki powracającej pewności siebie - No więc, świeci
słońce, jest bardzo kolorowo...
- A co to jest słońce? - Jimmy przerwał mu w pół zdania.
- To takie duże świecące kółko na nie... - nagle wirus zniknął nam sprzed
cytoplazmy nie dokończywszy wypowiedzi, a na jego miejscu pojawił się duży
cytotoksyczny limfocyt T. Z przerażeniem stwierdziliśmy, iż był to nasz
sierżant.
- Za bratanie się z wrogiem grozi ewaporacja, głąby. - krzyczał, głośno
mlaskając, gdy kończył wchłaniać naszego rozmówcę - Zaraz wezwę służbę
wewnętrzną, aby się wami zajęła.
W spełnieniu groźby, na nasze szczęście, przeszkodził mu pomocniczy limfocyt
T, który nadpłynął z dużą prędkością i wręczył naszemu dowódcy jakiś
meldunek.
- Rozkaz z biura Wielkiego Brata! Tym razem upiekło się wam ofiary. Macie 5
minut na zebranie reszty oddziału! - ryknął sierżant w naszą stronę.
Na te słowa kamień spadł nam z jądra komórkowego. Błyskawicznie ulotniliśmy
się sprzed cytoplazmy dowódcy. Woleliśmy nie czekać, aż zmieni zdanie co do
naszego losu. Przed upływem wyznaczonego czasu oddział był już zwarty i
gotowy. Zauważyliśmy inne grupy limfocytów i leukocytów zbierające się i
podążające w kierunku górnych partii ciała. Sierżant poinformował nas, iż w
lewym przedramieniu nastąpił jakiś uraz i może wdać się infekcja. Ruszyliśmy
w wyśmienitych humorach. Obserwując mijające nas oddziały. Steavy rzucił:
- Pewnie jak zwykle przesadzają. Jakieś zadrapanie, a oni uruchamiają całą
zmianę.
- Cicho bądź! Rozkazów z Góry się nie krytykuje! Poza tym przezorny zawsze
ubezpieczony. - zgasił go dowódca.
Nasz entuzjazm szybko przygasł, gdy do pochodu dołączyły oddziały z innych
zmian, które aktualnie wypoczywały w węzłach chłonnych. Takich sił nie
włączano do akcji nawet przy ostatniej epidemii grypy. Sprawa musiała być
naprawdę poważna, a my po 26 godzinach patrolu nie mieliśmy ochoty na żadną
akcję. Wpadliśmy jak burza do ręki i od razu zostaliśmy porwani przez bardzo
silny prąd. Nagle, w odległości około 10 cm przed nami ujrzeliśmy światło. To
oznaczało, że tętnica została przerwana i nieuchronnie zmierzamy do
wypłynięcia na zewnątrz. Nikt z nas nie kwapił się do umierania, więc w
panice rzuciliśmy się do ucieczki. Niestety, nurt był dla nas za szybki i
mimo naszych heroicznych wysiłków, aby się wyrwać, z łatwością wiódł nas ku
zagładzie. Chowajcie się w mięśniach krzyknął Robin znikając w błonie
otaczającej światło tętnicy. Kilku z nas podążyło w jego ślady, jednak dla
wielu było za późno. Siedząc z Jimmy'm bezpiecznie w błonie widzieliśmy jak
Mikę i Steavy usiłują chwycić się wypustkami ścianek tętnicy, a potem nikną w
potoku światła z zewnątrz. Chcieliśmy uczcić ich minutą ciszy, gdy
usłyszeliśmy skierowane do nas wołanie o pomoc. To nasz sierżant wisiał obok
nas na dwóch wypustkach i błagał nas abyśmy go wciągnęli do siebie.
Pomogliśmy mu, w końcu on też jest tylko limfocytem. Już bezpieczny, dowódca
odzyskał pewność siebie.
- Uratowanie mi życia i tak wam nie pomoże. - stwierdził - Jak tylko z tego
wyjdziemy postawię was do raportu.
Zignorowaliśmy go i zaczęliśmy się przedzierać przez komórki mięśniowe do
pobliskiej żyły. Gdy przystanęliśmy, aby odpocząć, poczułem nagle, że ktoś mi
odrywa kawałek cytoplazmy. Krzyknąłem z bólu i odwróciłem się. Zobaczyłem
olbrzymiego makrofaga przeżuwającego kawałek mojego ciała.
- Co robisz głąbie?! - rzuciłem.
- Usuwam odpadki. - odparł flegmatycznie - Nie widać?
- Ja ci dam odpadki! - byłem coraz bardziej wściekły i poirytowany - Czy ja
wyglądam na martwego lub zużytego?!
- Nie gorączkuj się tak. Nie wyglądasz najlepiej. - usłyszałem w odpowiedzi -
Myślałem, że nie jesteś już zdolny do walki, a więc jesteś niepotrzebny.
- Też byś tak wyglądał, gdybyś otarł się o śmierć. - warknąłem.
- Słuchaj, ogromnie cię przepraszam, nie wiedziałem. - agranulocyt
zaczerwienił się ze wstydu - Mam jeszcze w cytoplazmie resztki paru
gronkowców. Może poczęstujecie się na zgodę.
- Przyda się nam wzmocnienie. Oddziaaaaał! Do konsumpcji przystąąąąąp! -
zakomenderował sierżant.
Pokrzepieni ruszyliśmy w dalszą drogę. Po drodze spotkaliśmy Robina, Harrego
i kilkanaście limfocytów T z innych oddziałów. 16 białych krwinek to niezbyt
silna grupa, ale wystarczy, aby poczuć się raźniej.
Po dotarciu do żyły złożyliśmy meldunek o sytuacji napotkanemu porucznikowi,
który zakomunikował nam, iż otwór został już zatkany z zewnątrz, i kazał
wracać, bo podobno wdarła się infekcja. Nie mieliśmy na to najmniejszej
ochoty, gdyż byliśmy wykończeni, a poza tym było nas zdecydowanie za mało.
Porucznik, jakby odgadując nasze myśli, stwierdził żebyśmy się nie martwili,
gdyż za 45 minut przybędzie pomoc, a na miejscu znajduje się wciąż kilkaset
tysięcy niedobitków. Dodał też, że skoro przetrwali wyciek, to muszą być
najlepsi, więc pewnie i tak będziemy tam zbędni, ale (skąd my to już znamy)
przezorny zawsze ubezpieczony. Cóż, musieliśmy zawrócić.
Nie mieliśmy ochoty przedzierać się znów przez mięśnie, więc skorzystaliśmy z
naczyń włosowatych. I to był nasz błąd. Bez kłopotów dotarliśmy do pierwszej
tętnicy bocznej i raźno wylecieliśmy zza pierwszego zakrętu. Sierżant, który,
aby dodać nam otuchy, płynął na czele, nie zdążył wyhamować i wpadł prosto w
wypustki bakterii tężca.
- Koledzy! Pomóżcie! - darł się jak opętany.
- Do boju! - krzyknął Jimmy i już chcieliśmy rzucić się na pomoc, gdy nagle
ujrzeliśmy zbliżające się kolejne Clostridium tetani. 10, 20, 50 - coraz
więcej. Ignorując krzyki dowódcy wykonaliśmy uporządkowany odwrót na z góry
upatrzone pozycje. 10 cm dalej panika, która nas ogarnęła podczas bezładnej,
szaleńczej ucieczki, powoli zaczęła ustępować.
- Właściwie to nigdy go nie lubiłem. - rzucił Robin.
- Tak, i nie napisze już na nas raportu. - mrugnąłem porozumiewawczo do
Jimmy'ego.
- Koniec z rundkami dookoła ciała, koniec z karną wartą w nerkach... -
rozmarzył się Harry.
- Jak możecie tak mówić o zmarłym! - obruszył się któryś z przyłączonych w
mięśniach.
Chcieliśmy z
Obserwuj wątek
    • freewolf Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 15:26
      Chcieliśmy z Robinem się na niego rzucić i ukarać za herezję ale powstrzymał
      nas zbliżający się z dużą prędkością w naszą stronę dziwny hałas. Gotowi do
      ucieczki, w napięciu oczekiwaliśmy, na to, co wyłoni się zza pobliskiego
      zakrętu. Gdy pierwszy szereg komórek wypadł zza załomu, z ulgą zauważyliśmy, że
      to granulocyty. Po chwili rozpoznaliśmy leukocyty obojętnochłonne.
      - O, śmieciarze idą. - usłyszałem za plecami głos naszej niedoszłej ofiary.
      - Taaa..., zaraz zrobią porządek i znów będzie cisza i spokój..., znów będzie
      można wrócić do spokojnego, cichego węzła chłonnego… - rozmarzył się Harry.
      - Przyłączmy się do nich i pomścijmy sierżanta! - krzyknął Robin, który na
      widok zwartej kolumny przeciwciał odzyskał bojowy animusz. Zareagowaliśmy
      natychmiast, wspólnymi siłami moimi, Harry'ego i kilku nowych obezwładniając
      go. W tej kwestii wszyscy rozumieli się bez słów.
      - Tak ci spieszno do grobu. - stwierdził Jimmy stając nad powalonym Robinem.
      Oni i tak poradzą sobie bez naszej pomocy. - przytomnie stwierdził któryś z
      przyłączonych.
      Zajęci dyskusją nie zauważyliśmy, kiedy zbliżył się do nas dowódca leukocytów.
      - Jak tam sytuacja? - zagaił - Może przyłączycie się do nas?
      - Nie możemy, transportujemy rannego. - odparł Harry wskazując na
      półprzytomnego, majaczącego Robina.
      Gdy oddział się od nas oddalił zgodnie podziękowaliśmy Harry'emu za ocalenie
      skóry. Muszę przyznać, że zawsze podziwiałem go za przytomność umysłu.
      - Obierzmy go nowym dowódcą! - rzucił któryś z nowych. Prawie jednogłośnie
      (nasz mały transporcik rannych zwiększył się tylko o dwóch kolejnych) obraliśmy
      naszego geniusza nowym dowódcą. Teraz z czystym sumieniem mogliśmy udać się do
      najbliższego polowego punktu dowodzenia, gdzie opowiedzieliśmy zgrabną
      historyjkę o naszym męstwie w walce z przeważającymi siłami wroga, brawurowej
      osłonie odwrotu kolegów i przebijaniu się przez hordy bakterii do swoich. Jako
      zdziesiątkowany oddział po ciężkich walkach zostaliśmy odesłani na tyły.
      Skwapliwie skorzystaliśmy z tej możliwości i już 15 minut później wylegiwaliśmy
      się w błogiej ciszy węzła limfatycznego w naszej ukochanej prawej pachwinie.
      Tydzień później wszyscy dostaliśmy medale za zasługi w walce i odwagę, a Robin
      i ja nawet za odniesione rany. Zostaliśmy również, jako weterani o dużym
      doświadczeniu bojowym, awansowani na sierżantów i otrzymaliśmy komendę nad
      własnymi plutonami świeżych rekrutów. Ja swoim na dzień dobry zafundowałem 5
      rundek dookoła ciała. Niech wiedzą, że w wojsku jest pięknie!
      • freewolf Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 15:32
        Napisałem to jako wypracowanie w 3. klasie liceum. Temat jak podałem. :)
        Jeśli Wam się podoba, to ze swej twórczości mam zachowane jeszcze 2 wiersze
        (jeden z lutego 2004 i jeden z wczoraj), które też mogę do tego wątku wrzucić.
        A jeśli bardzo Wam się podoba, to mogę też stopniowo zamieszczać w tym wątku
        nieco dłuższe opowiadanie, które od dawna krąży po mojej głowie. Mam w zasadzie
        dopiero początek, gdyż dopiero niedawno luźne myśli zaczęły się układać w
        zwarte słowa, ale jeśli wasze opinie o poprzednim opowiadaniu będą raczej
        pozytywne, zacznę je dorzucać na forum.
        • ralston Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 16:08
          To na co czekasz? Dawaj.
          • freewolf Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 16:27
            ralston napisał:

            > To na co czekasz? Dawaj.

            Czekam na 10 pochlebnych opinii. :]
            A na razie jest tylko jedna. :)
        • habitus Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 16:27
          I co dostałeś?
          • freewolf Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 16:31
            habitus napisał:

            > I co dostałeś?

            5.
            Byłoby 6, ale nauczycielka uważała, że to trochę nie na temat.
            Poza tym, ona dostała wersję ocenzurowaną przez mojego tatę, który stwierdził
            między innymi, że w wypracowaniu powinienem był użyć polskich imion, a także
            zlikwidować odniesienia do kultury masowej, po czym je poprawił. A ja się tylko
            starałem wzorować choć trochę na "Paragrafie 22", którym to klasykiem byłem
            wtedy bardzo zafascynowany. Oczywiście, powyższa wersja to oryginał, bez
            ingerencji "sowieckiej" cenzury. :)
            • habitus Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 17:10
              freewolf napisał:

              > habitus napisał:
              >
              > > I co dostałeś?
              >
              > 5.

              Należała się :)
        • piotr_c Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 17:08
          :)) Fajne. Jestem ostatnio jkby na czasue bo moje dziscko pasjami ogląda
          nagrane "Było sobie życie".

          Bardzo to smakowite.
          A co było dalej z inwazją bakteri? Bo ten wątek się jakby urwał niejasno.
          • freewolf Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 17:42
            piotr_c napisał:

            > :)) Fajne. Jestem ostatnio jkby na czasue bo moje dziscko pasjami ogląda
            > nagrane "Było sobie życie".
            >
            > Bardzo to smakowite.
            > A co było dalej z inwazją bakteri? Bo ten wątek się jakby urwał niejasno.

            Jak skończę to, nad czym obecnie pracuję i wpadnę w odpowiedni humor to może
            napiszę coś z perspektywy drugiej strony. To całkiem niezły pomysł. Dziękuję za
            inspirację.
            • piotr_c Re: Obiecane opowiadanie. 19.08.05, 10:58
              To ci może wyjść Paragraf 22 + Szeregowiec Ryan :)) (no i będzie raczej krwawo -
              z definicji )
    • freewolf Pierwszy wiersz 18.08.05, 17:48
      Póki co dorzucam wiersze, część kolejnego opowiadania wrzucę później (wszystko
      piszę z reguły ręcznie, więc będę musiał to przeklepać na kompa).
      Pierwszy starsi stażem forumowicze już znają, gdyż umieszczałem go tu już
      kiedyś:

      „"Przebudzenie"

      Księżyc właśnie wzeszedł nad stajnią,
      Koń już w boksie przeżuwa zmęczenie,
      A my wciąż nie możemy zasnąć,
      Zapatrzeni w ogniska płomienie.

      Spać też można z otwartymi oczami,
      Więc nie warto tracić czasu na sen,
      Któż wie, ile jeszcze życia przed nami?
      Więc przestańmy wciąż czekać na dzień.

      Załóż sztylpy, weź uzdę, kulbakę,
      Trochę cukru ukryj w kieszeni,
      Zbudź wierzchowca, czas znów ruszyć w drogę,
      Za horyzont, by znaleźć kres ziemi.

      I choć serce czasem zapłacze
      Za przelotnym domu wspomnieniem,
      Godne życie, to życie tułacze,
      Dziki galop w pogoni za cieniem.
      • freewolf Drugi wiersz 18.08.05, 17:53
        ("Wilcza dola..." – Jackowi)

        Wilcza dola – krew braci na futrze,
        Gdy uciekasz w huku strzałów przez las,
        Gdy próbujesz myśleć o jutrze,
        Bóg powoli przekreśla Twój czas.

        Wilcza dola – strach w oczach obłędu,
        Kiedy słyszysz krzyk bliskiej pogoni,
        Kiedy życie nabiera rozpędu,
        Czeka kula, która zawsze dogoni.

        Wilcza dola – walka zajadła,
        Kiedy sfora coraz ciaśniej osacza,
        Wolna wola już dawno przepadła,
        Tak jak duma i godność sobacza.

        Wilcza dola – nadzieja umiera,
        Gdy sił brak, by już dalej uciekać,
        Gdy stal duszę z ciała odziera,
        Wilcza dola – rozrywką człowieka.
        • ormond Re: Drugi wiersz 20.08.05, 17:38
          ... te "klasyki" juz kiedys dawales na forum.
          • freewolf Re: Drugi wiersz 20.08.05, 19:01
            ormond napisał:

            > ... te "klasyki" juz kiedys dawales na forum.

            Nie pamiętam, żebym opowiadanie umieszczał, jeden z wierszy (pierwszy)
            faktycznie umieszczałem, co nie omieszkałem zaznaczyć. Drugiego, mogę Cię
            zapewnić, nie umieszczałem, gdyż napisałem go w środę.
            • ormond Re: Drugi wiersz 21.08.05, 02:47
              freewolf napisał:

              > ormond napisał:
              >
              > > ... te "klasyki" juz kiedys dawales na forum.
              >
              > Nie pamiętam, żebym opowiadanie umieszczał, jeden z wierszy (pierwszy)
              > faktycznie umieszczałem, co nie omieszkałem zaznaczyć. Drugiego, mogę Cię
              > zapewnić, nie umieszczałem, gdyż napisałem go w środę.

              Mowilem o wierszu. Opowiadania podobalo mi sie. U mnie bys dostal 6-tke.
              • freewolf Re: Drugi wiersz 23.08.05, 18:14
                ormond napisał:

                > Mowilem o wierszu. Opowiadania podobalo mi sie. U mnie bys dostal 6-tke.

                Dziękuję. Dziś wieczorkiem pewnie wrzucę początek następnego. Jak nie zapomnę.
                Według mnie jest lepsze od poprzedniego.
        • freewolf Trzeci wiersz 24.01.06, 23:20
          "Ironia"

          Z mrocznej gąszczu zieleni
          krwawo skrzące się ślepia
          śledzą kroki bezbronnej gromady.

          W starych drzew martwym cieniu,
          gdzie sumienie umiera,
          bezlitosne czai się stado.

          W zrywie nagłym, zajadłym
          łatwą zdobycz osaczyć,
          karmić strachem nozdrza stęsknione.

          Słodką krwią, nim ostygnie,
          gardło wreszcie nasycić
          nowych ofiar wiecznie spragnione.

          Życia karmienie życiem,
          przeciw wszelkiej logice,
          w hołdzie bezlitosnej Naturze.

          Igrać z Bogiem i losem,
          wygrywając przetrwanie,
          przez życiowe przebijając się burze.

          By na koniec samotnie,
          osaczonym w rozpaczy,
          paść ofiarą zabawy człowieka.

          Walcząc jednak do końca,
          Gdyż, choć ciało umiera,
          Ducha nigdy usidlić się nie da.
          • ralston Re: Trzeci wiersz 30.01.06, 15:30
            O Wolf żyje!
    • anahella Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 18:49
      Fajne. Dawaj inna tworczosc.
      • wdv Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 19:07
        Mi bardziej się spodobały wiersze. Może dlatego, że byłem kiepski z biologii?
        • freewolf Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 20:02
          wdv napisał:

          > Mi bardziej się spodobały wiersze. Może dlatego, że byłem kiepski z biologii?

          Opowiadania piszę, gdy mi gra w duszy. Wiersze – gdy mi gra w sercu. Ale w tym
          nowym spróbuję to połączyć.
      • freewolf Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 20:01
        anahella napisała:

        > Fajne. Dawaj inna tworczosc.

        Nie chce mi się teraz przeklepywać na kompa. Może jutro. :)
        • anahella Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 20:37
          freewolf napisał:

          > Nie chce mi się teraz przeklepywać na kompa. Może jutro. :)

          Leniuch:P Teraz ja sobie pojezdze po Tobie, tak jak krzycza za mnie za brak cd
          kryminalu:)))))
    • ogabignac Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 20:03
      Fajna proza i fajna poezja. Będę zaszczycony dalszymi kawałkami.
      • aand Re: Obiecane opowiadanie. 18.08.05, 21:02
        Niech zgadnę - następny wiersz będzie o Konnej Armii ;)
    • freewolf Opowieść bez tytułu. 23.08.05, 18:44
      - Jeszcze żyję! – Huk wystrzału rozszedł się po rumowisku. Kula z łatwością
      weszła w miękką tkankę, zatrzymując się w sercu. Mężczyzna z satysfakcją
      obserwował, jak bestia pada na skrwawione zwłoki członków swego stada. Ósmy.
      Pozostałe wilki odskoczyły i wycofały się na bezpieczną odległość. Godzina. Nie
      więcej niż godzina i spróbują znowu. Położył broń na kolanach i niezdarnie
      wyjął magazynek. "Gdy możesz, zawsze sprawdzaj stan amunicji." Nawyk. Teraz
      całkowicie zbędny. Zaśmiał się gorzko. Doskonale wiedział, co zobaczy. Wiedział
      też, że niczego już nie zmieni. Czuł, że powoli zaczyna uchodzić z niego życie.
      Postanowił walczyć do końca.
      "Głupio byłoby inaczej umrzeć po tylu latach." Kyle. Tak, to były jego słowa.
      On, Kyle i Mike. Tylko oni zostali z pierwszych. Spojrzał w lewo, ponownie
      wpatrując się w puste oczodoły sczerniałej od ognia czaszki. Kyle. Zaledwie
      piętnaście metrów i jedyne co mógł zrobić, to patrzeć na jego agonię. Skrzywił
      się wspominając nieludzki wrzask. Powiewy wiatru wciąż przynosiły swąd
      spalonego ciała.
      Mike? Nie wiedział. Nie widział go. Jakieś trzy godziny wcześniej słyszał za
      sobą strzały. A potem krzyk, nagle zduszony, jak gdyby komuś rozszarpano
      gardło. Nie mógł tego sprawdzić. Nie mógł się obrócić. I był sam. Umierał.
      Po raz kolejny sprawdził stan magazynka. "Rób cokolwiek, aby odciągnąć uwagę
      organizmu od bólu i zmęczenia." Zabiorę ze sobą jeszcze trzy – pomyślał,
      przyglądając się na przemian otaczającym go półkolem zwierzętom i lśniącym
      pociskom. Cztery naboje. Ostatni – by szybko umrzeć. Przynajmniej nogi
      przestały krwawić. Ostrożnie dotknął opatrunku na prawym ramieniu. Suchy.
      Dziewczyna świetnie się spisała. Niepotrzebnie. Wtedy jeszcze tego nie
      wiedział. Wtedy, gdy myślał, gdy wszyscy myśleli, że nadszedł czas odpoczynku.
      • freewolf Re: Opowieść bez tytułu. 23.08.05, 19:02
        ***
        - Czy mogę w czymś panu pomóc?
        - Nie, tak tu sobie tylko leżę i się wykrwawiam. – Natychmiast pożałował swych
        słów. Otworzył oczy i przyjrzał się młodej, drobnej dziewczynie. Siedemnaście,
        nie więcej. Nie powinno jej tu być. Ale nie mieli wyboru. Tu nikt go nie miał.
        Już od dawna.
        - Przepraszam.
        Nie odpowiedziała. Wprawnie, lecz drżącymi rękami, zaczęła go opatrywać.
        Przyglądał się jej. Ślady łez na policzkach. Nagle ich oczy spotkały się.
        Strach. Naiwny, dziecięcy strach przed bólem, cierpieniem, śmiercią. Rok, dwa i
        znika. Zastępuje go zobojętnienie lub apatia. Szaleństwo lub rutyna. Lecz
        ostatnio widział go zbyt często. I zbyt często musiał zamykać oczy, w których
        wciąż jeszcze się tlił, przed ostatnią drogą. Coraz młodsi. Za dużo
        niepotrzebnych śmierci. Nikt już nie pamiętał – dlaczego? Ale nikt nie miał
        wyboru.
        - Jak masz na imię?
        - Sandra.
        - Dziękuję, Sandro... – urwał. Lecz czuł, że musi ją jakoś pocieszyć. - ...już
        niedługo ten koszmar się skończy.
        Odeszła. Uśmiechnął się do siebie. Stare blizny przerodziły uśmiech w
        makabryczny grymas – "Anioł nadziei, podtrzymujący na wodzie stare wraki w tej
        żywej trupiarni." Kostnica – duma floty, krążownik "Gettysburg III".
        • ralston Re: Opowieść bez tytułu. 23.01.07, 13:09
          Opowieść nie tylko bez tytułu ale i bez ciągu dalszego.
          Kiedy będzie kontynuacja?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka