Dodaj do ulubionych

próba samobójcza partnera...co dalej?

05.10.09, 09:42
jak w temacie... może nakreślę trochę sytuację:
od początku naszego związku(4 lata) A. leczy się z powodu depresji. bywały gorsze i lepsze okresy, nawroty choroby stały się rzadsze-ostatni dokładnie rok temu. udało nam się przetrwać mimo mojego pojawiającego się wielokrotnie zniechęcenia i zmęczenia. mieszkamy razem właściwie od początku.
wyjechałam na ponad 2 tygodnie. nie czuł się najlepiej, właśnie zmienił leki, prosiłam jego rodziców o opiekę-wyjazdu nie mogłam przełożyć, był związany z pracą. wróciłam, a on nałykał się tabletek z bogatego zbioru, który mamy w apteczce. przez ponad dobę był nieprzytomny. dochodzi do siebie, dziś albo wyjdzie ze szpitala, albo po konsultacji z psychiatrą pojedzie do szpitala psychiatrycznego.
mam masę obaw: jak zająć się nim po powrocie do domu? zaufać? czy nie zostawiać pod żadnym pozorem samego? czy nie będzie się czuł osaczony, jeśli cały czas ktoś przy nim będzie? jak nie dopuścić do tego znowu? jak rozmawiać, żeby zmotywować do bardziej intensywnego leczenia? jak pomóc przeżyć to, co się stało? potrzebuję pomocy. dużo czytam o depresji, myślałam, że jest ok, po tym wszystkim nie ufam sobie, nie wiem, nie wiem, nie wiem.
Obserwuj wątek
    • gladys_g Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 05.10.09, 10:17
      Ja bym się rozstała.
      • mahoniowawiedzma Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 05.10.09, 10:22
        nie wiem czy zauważyłaś, ale nie o to pytałam. poza tym ciekawe jest
        wnioskowanie o trwałości/szczęściu związku na podstawie tego co napisałam. świat
        nie jest czarno-biały, chyba dobrze byłoby to zrozumieć.
        pozdrawiam, dzięki za odpowiedź.
        • gladys_g Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 05.10.09, 11:32
          absolutnie nie wnioskuję o trwałości/szczęściu. Po prostu - bałabym się być z kimś, kto mógłby na własne życzenie umrzeć pozostawiając mi żałobę i poczucie winy. Been there, done that.
    • leda16 Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 05.10.09, 20:59
      A Ty za co w tym związku robisz, za lekarstwo, czy łańcuch do kaloryfera? W tym wszystkim jednak najbardziej zatrważający wydaje mi się Twój cierpiętniczy masochizm. No bo co Cię trzyma przy facecie autystycznym, niezdolnym do śmiechu, żarcików, radości, zabawy, skoncentrowanym wyłacznie na sobie i poczuciu bezcelowości własnego istnienia? Przecież taki ktoś równocześnie nie widzi przyszłości, celu i sensu związku z Tobą. Nawet dziecko go nie ucieszy, gdyż jest mu ono idealnie obojętne, razem z Tobą. Jak bardzo trzeba być pozbawionym szacunku do siebie i zakompleksioną, żeby tkwić w takim "partnerstwie" marnując własne życie? Pół biedy, póki tylko własne, Ale Ty widać lubisz matkować takim nieudacznikom, skoro nawet jego matkę napominasz, by na czas Twojego wyjazdu pod spódnicę go schowała. Myślisz naiwniaczko, że on żyje dzięki Tobie, a On żyje pomimo Ciebie i od jego kaprysu zależy, kiedy żyć przestanie. Jak będzie chciał się zabić, to zrobi to niezależnie od tego, jak gorliwie będziesz go pilnowała.
      Niby takaś troskliwa, że tkwisz przy nim niczym 4 lata rzep na psim ogonie, a nie wiesz podstawowych o nim rzeczy - jakie jest rozpoznanie i prognoza, jakie będziesz miała z tym faciem potomstwo a nie wykluczone, że dziedzicznie obciążone w wypadku depresji endogennej, która jest już de facto psychozą, jaki dom rodzinny ten depresant stworzy Waszym dzieciom. Ale podejrzewam, iz taki właśnie, jaki stworzył Tobie - pełen smutku, niepokoju, obaw, wzajemnej izolacji, psychicznego odrzucenia. Chcesz na coś takiego narazić SWOJE DZIECI, toś matka wyrodna i tyle.



      zaufać? czy nie zostawiać
      > pod żadnym pozorem samego?


      Pewnie, zwolnij się z roboty, nadstaw kapelusz na mannę z Nieba i waruj przy nim 24 godz. na dobę :). Strzel sobie jeszcze z tym chorym psychicznie dziecko, i połącz opiekę nad dwojgiem dzieci w jedną całość. A papu niech Wam jego rodzice dostarczają. Mam jeszcze jeden pomysł - wypożycz pasy z Oddziału psychiatrycznego, przywiąż egocentrycznego pięknisia pasami do łóżka, to chociaż na godzinę dziennie po świeży chleb będziesz mogła wyskoczyć.


      czy nie będzie się czuł osaczony, jeśli cały czas k
      > toś przy nim będzie?


      Przecież podobno cel uświęca środki...





      jak nie dopuścić do tego znowu? jak rozmawiać, żeby zmotyw
      > ować do bardziej intensywnego leczenia?


      Nie ma "bardziej lub mniej" intensywnego leczenia. Albo gościu sie leczy albo nie.

      jak pomóc przeżyć to, co się stało?


      On przeżył. To Ci powinno wystarczyć, zamiast ciągle nu furczeć nad głową
      • mahoniowawiedzma Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 05.10.09, 22:12
        nie będę komentować tego co napisałaś/eś bo nie zamierzam dyskutować z psycholami. w ogóle mam wrażenie, że na założony przeze mnie wątek odpowiadają sami psychole-tak, chodzi mi o poważne zaburzenia w ocenie.
        • elzbieta007 Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 05.10.09, 22:53
          Niestety, na forach grasują psychole, mający poczucie misji. Poza funsteinem
          (biedaczysko) jest także leda. Ona ma nieco inne zaburzenia.

          Depresja A. jest problemem dla Was obojga. Dopóki A. nie weźmie
          odpowiedzialności za siebie, ŻADNE Twoje działania nie uchronią go przed kolejną
          próbą. Jest za dużo możliwości. Nakłoń partnera do podjęcia psychoterapii. On
          musi sam się określić, zrozumieć, przede wszystkim siebie. I sam zacząć dbać o
          siebie. Ma problem i musi go rozwiązać.
        • tilia7 Re: Do mahoniowawiedzma 09.10.09, 12:02
          Jeśli cokolwiek może pomóc to dobra psychoterapia u dobrego,naprawdę
          dobrego psychoterapeuty.I Twoja miłośc.Ja właśnie przezywam żałobę
          po samobójcy,poczucie winy,rozpacz,wszystko.Ale nawet gdybym
          wiedziała,że tak się to skończy to NIGDY bym go nie zostawiła,bo był
          cudownym wspaniałym człowiekiem i NIE ZE SWOJEJ WINY CHORYM.
          Wszystkim osobom, które Ci radzą żeby Go po prostu zostawic,życzę z
          całego serca,żeby na sobie doświadczyły czym jest
          depresja,niezrozumienie i samotnośc,cierpienie i ból istnienia.Może
          wtedy się nad sobą zastanowią trochę i pomyślą czy w życiu
          najważniejsze są żarciki i dobra zabawa.Walnijcie się w głowę,ale
          tak zdrowo,może coś wam tam jednak zaświeci.
          • mahoniowawiedzma Re: Do mahoniowawiedzma 09.10.09, 12:19
            bardzo mi przykro z powodu Twojej żałoby. rozumiem Twoje podejście, bo sama nie dopuszczam możliwości rozstania się z A.
            dobra psychoterapia-to jest właśnie ten problem. ostatni team: 1 psychoterapeuta i 1 psychiatra wydawał się świetny i co?
            pozdrawiam i dzięki za zrozumienie.
          • gladys_g Re: Do mahoniowawiedzma 09.10.09, 12:23
            > Wszystkim osobom, które Ci radzą żeby Go po prostu zostawic,życzę z
            > całego serca,żeby na sobie doświadczyły czym jest
            > depresja,niezrozumienie i samotnośc,cierpienie i ból istnienia.Może
            > wtedy się nad sobą zastanowią trochę i pomyślą czy w życiu

            Niunia, to że Ty lubisz sie bawic w męczennicę i poświecać sie dla innych, to Twoje święte prawo. Enjoy.

            Ja przeżyłam i żałobę po samobójcy i swoją kilkuletnią depresję i wiem, co mówię, kiedy z pełnym przekonaniem mówię, że ja bym odeszła.

            Osoba w depresji, nie lecząca się, nie jest dobrym partnerem do życia, nieważne, że choroba jest nie z jego winy. Wiem, co mi zrobiła depresja i śmierć samobójcy i wiem, jak zachowywałam się i kim byłam będąc po drugiej stronie.
          • leda16 Re: Do mahoniowawiedzma 10.10.09, 21:46
            tilia7 napisała:
            jeśli cokolwiek może pomóc to dobra psychoterapia u dobrego,naprawdę
            > dobrego psychoterapeuty


            Ależ głupoty dzidzia sadzisz, wyobrażasz sobie pewnie że mielenie ozorem przez wyszczekanego świroterapeutę kogokolwiek wyleczy? Nikt jeszcze nie zdefiniował na czym polega ta "dobroć" świroterapii prowadzonej przez świrologa, jednak Ty wiesz swoje.



            Wszystkim osobom, które Ci radzą żeby Go po prostu zostawic,życzę z
            > całego serca,żeby na sobie doświadczyły czym jest
            > depresja,niezrozumienie i samotnośc,cierpienie i ból istnienia


            Psie głosy nie idą pod Niebiosy kochaneńka, a Tobie życzę mniej zawiści wobec zdrowych, radosnych, roześmianych ludzi. Rozumiem, iż chciałabyś, żeby narzeczeństwo a potem małżeństwo każdej dziewczyny polegało na cierpieniu, nieszczęściu, smutku, jednak tylko ktoś tak masochistyczny i pozbawiony wyobraźni jak Ty, da na to swoje przyzwolenie. Ja tam bym nie chciała, żeby mój przyszły mąż do tego stopnia miał mnie w dupie, żeby popełnić samobójstwo. A Ty masz żałobę na własne życzenie i tylko z jednego możesz się cieszyć, że nie zdążył Cię zapłodnić, skazując swoją śmiercią Twoje dzieci na ubóstwo i półsieroctwo.


            Może
            > wtedy się nad sobą zastanowią trochę i pomyślą czy w życiu
            > najważniejsze są żarciki i dobra zabawa.


            Ależ oczywiście, najważniejsze, żeby życie przeżyć aktywnie, szczęśliwie, radośnie i z dala od ludzi skwaszonych, ponurych, apatycznych i obojętnych na wszystko. Choroba afektywna to jest coś, co uniemożliwia taki styl życia, stworzenie szczęśliwego domu, pełnienie ról społecznych a przede wszystkim wychowanie dzieci.


            Walnijcie się w głowę,ale
            > tak zdrowo,może coś wam tam jednak zaświeci.


            Sama się walnij w bezmyślny łeb, a jak tak tęsknisz za patologią, szukaj następnego kandydata na męża i ojca swoich dzieci w szpitalu psychiatrycznym, bo jak dotąd to Ci nawet tyle nie zaświeciło, że prawo UNIEWAŻNIA małżeństwo z chorymi psychicznie wiedząc, jakie skutki choroba wywołuje w rodzinie i u potomstwa.
      • synvia Bardzo drapieżny post. 06.10.09, 16:02
        Twój post, leda, jest bardzo agresywny,a przy tym pozbawiony
        poczucia rzeczywistosci.


        W nazwiązaniu do twojego postu, depresja nie jest chorobą
        nieuleczalną. Dobrze by było poszukać wspolnej konsultacji z
        lekarzem. Po takim wydarzeniu i tobie zaczyna być potrzebna pomoc.
        Ze względu na bardzo silny stres.
        • leda16 Re: Bardzo drapieżny post. 07.10.09, 21:50
          synvia napisała:

          > Twój post, leda, jest bardzo agresywny,a przy tym pozbawiony
          > poczucia rzeczywistosci.


          Tylko na wskroś realistyczny szanowna Koleżanko ;). Ale nie wątpię, że moje oczekiwania intelektualne są wobec autorki wątku zbyt wygórowane.
          >
          >
          > W nazwiązaniu do twojego postu, depresja nie jest chorobą
          > nieuleczalną.


          Zależy jaka szanowna Koleżanko. Depresja endogenna jest sensu stricte chorobą psychiczną, gdzie można mówić tylko remisji, a nie wyleczeniu.


          Dobrze by było poszukać wspolnej konsultacji z
          > lekarzem.


          Oczywiście, choćby z uwagi na prognozy dotyczące zdrowia psychicznego przyszłego potomstwa z takiego związku.


          Po takim wydarzeniu i tobie zaczyna być potrzebna pomoc.
          > Ze względu na bardzo silny stres.


          Jej??? A nie rodzicom tego egocentrycznego chłoptasia, który z powodu "doła" w celach "samobójczych" faszeruje się środkami nasennymi jak rozhisteryzowana nastolatka, mając w dupie uczucia najbliższych?
          • witaminka_e Re: Bardzo drapieżny post. 07.10.09, 21:56
            nie rozumiem czegoś leda....gdzieś wyczytałam, że jesteś osobą ktora pomaga
            chorym. Może Cię z kims pomyliłam. Nie wiem. Widzę, że masz bardzo dużą wiedzę
            na temat depresji. Czy dla Ciebie człowiek ( w tym wypadku także mój brat
            którego nie udało mi sie uratować) dotknięty tym schorzeniem jest dla Ciebie
            cyt. egocentrycznym chłoptasiem??? Piszesz o depresji jako o chorobie a potem
            potępiasz ludzi nią dotkniętych. Nie pojmuję.
            • leda16 Re: Bardzo drapieżny post. 08.10.09, 21:50
              witaminka_e napisała:
              Czy dla Ciebie człowiek ( w tym wypadku także mój brat
              > którego nie udało mi sie uratować) dotknięty tym schorzeniem jest dla Ciebie
              > cyt. egocentrycznym chłoptasiem???



              Z Twojego postu zrozumiałam, że brat cierpiał na depresję endogenną, odstawił leki i dlatego umarł. W depresji endogennej lub chorobie afektywnej leki trzeba brać wiele lat, często do końca życia. Natomiast "doły" o jakich pisze autorka postu nie są chorobą a jego próba samobójcza bynajmniej nie dowodzi, że był chory na depresję. Natomiast wielokrotnie pisałam, że depresja nie jedno ma imię i raz występuje jako choroba a raz jako objaw choroby. Np. w chorobie nowotworowej depresja albo dokładniej - nastrój depresyjny - jest objawem "ubocznym" towarzyszącym schorzeniu onkologicznemu a w chorobie afektywnej depresja stanowi sedno tej choroby. W pierwszym przypadku - gdyby nie rak - depresja by nie zaistniała, jej przyczyną jest lęk przed bólem i śmiercią. W drugim - człowiek nie ma żadnych zmartwień, chorób, trudności życiowych - a jednak cierpi na depresję. Inne leki musi pacjent zażywać w chorobie psychicznej a inne w zaburzeniach nastroju. Natomiast w dyssocjalnych zaburzeniach osobowości, którym często mogą towarzyszyć próby samobójcze, nie podaje się żadnych leków a psychoterapia jest długa, żmudna i zwykle nieskuteczna. Próby samobójcze u osobowości nieprawidłowych często mają charakter demonstracyjny, histeryczny, manipulujący otoczeniem i nieskuteczny. Są to głównie zatrucia lekami (jak u chłopaka autorki wątku) lub tzw. sznyty, przecięcie żył. Prawie nie zdarzają się powieszenia, skoki z dużej wysokości, porażenie prądem, utopienie bądź przecięcie tętnic. Uważam również, że próby samobójcze podejmowane przez ludzi osobowościowo zaburzonych są rzeczywiście - jako tendencje do uczuciowego szantażowania otoczenia - godne potępienia.
              Wracając jeszcze do Twojego brata - nie mogłaś go uratować, ponieważ nie miałaś żadnego wpływu na jego decyzje. Pomoc choremu to nie tkwienie przy nim 24 godz. na dobę, lecz przede wszystkim skuteczna PSYCHOEDUKACJA czyli zrozumienie przez pacjenta konieczności wieloletniego zażywania leków, które mogą trzymać depresje w stanie remisji, mimo skutków ubocznych takich np. jak spadek potencji seksualnej. Skoro brat - jak piszesz - poznał dziewczynę i z nią wyjechał, względy ambicjonalne w tej materii mogły się okazać ważniejsze niż psychiczny dobrostan. Niczemu nie służy utwierdzanie chorego w przekonaniu, że psychiatra jest "kiepski", bo każdy na określone leki reaguje bardzo indywidualnie czyli szybszą lub wolniejszą remisją objawów, zaś niekiedy remisja po prostu nie wystepuje i to też nie wina lekarza.
              Ps. Jeśli napiszesz, że nie mam zdolności dydaktycznych, tłumaczę swoje poglądy mętnie i pokrętnie, to też się zgodzę ;).
              • s.p.7 Re: Bardzo drapieżny post. 09.10.09, 01:02
                psychoterapia jest skuteczna jesli ktos rozumie ja wlasciwie
                sam poprowadzilem jedna osobe ktora mial skrajen mysli samobojcze, bardzo silna
                depresje odporna na leki i kilka prub samobojczych za soba

                ta osoba teraz jest jakby kims innym, cieszaca sie zyciem sobą ktora czuje sens,
                wie do czego zmierzac, nei ma problemow z nastrojem
                w pelni realizuje sie w zyciu

                podstawową kwestiaw leczeniu depresji jest eliminacja negatywnych zachowan oraz
                zbudowanie sytemu umozliwajacego rozpoznawanie pozytywnych zachowan i wzorcow
                yslenia od destrukcyjnych
                wymag to tez pewnego sytemu wiary, pewnosci, i jest kwestia indywidualną

                jednak nie ma czego takiego jak niuleczalna depresja, sa tylko ludzie ktorzy nie
                maja ochoty z depresji wyjsc lub ich swiadomosc o moliwosci samoregulacji
                osobowosci jest plytka

                czlowiek w peni moze ksztaltowac swoja osobowosc, nauczyc sie reagowac na
                emocje, dazyc w okreslonych kiernnakch pirioryttow ideei zyciowych

                leki nie zrobia tego za osobe, to kwestia osobowosciowych oddzialywan,
                swiadomosci i swiaropogladow
                wyborow

                depresja zawsze ma przyczyny, jesli ich nie widac sa utajnione ale tez moza do
                niech dotrzec bo nic nie bierze sie z niczego, nikt nie rodzi sie z depresją, co
                najwyzej pewni ludzie sa bardizej wrazliwi
                • leda16 Re: Bardzo drapieżny post. 09.10.09, 20:33
                  s.p.7 napisał:

                  > sam poprowadzilem jedna osobe ktora mial skrajen mysli samobojcze, bardzo silna
                  > depresje odporna na leki i kilka prub samobojczych za soba



                  Ach, kupiłeś sobie zestaw "Mały psychoterapeuta" i bawiłeś się nim w piaskownicy z drugim kolesiem. Było miło a koleś wyszedł zadowolony. Jak z piaskownicy wyrośniesz, kup sobie przede wszystkim "Mały słownik ortograficzny" i zacznij się uczyć :))). Ćwicz również pamięć - np. taki tekst: "Każdy powinien wiedzieć, że wejście do gabinetu psychoterapeuty jest wejściem w świat, gdzie mogą nam wyrządzić krzywdę" - Jeffrey Masson
                  • s.p.7 Re: Bardzo drapieżny post. 09.10.09, 22:02
                    Cywilizacja... iel czasu minelo odkad przecietny czlowiek grzebal patykiem w
                    ziemi sadzac w nim nasionka i czekajac jak wyrosną rozlinki?
                    rewolucja neolityczna...
                    kilka tysiecy lat temu
                    ludzie robili tak tez kilkadziesiat lat temu
                    robiątez tak i dzisiaj.

                    Wira w cywilizacje jako jedyzne sluszne zrodlo posępu, suszosc, obligatoryjnosc,
                    oczywistos oczywista.
                    Pani uczyla w szkole, mamusia kazała.

                    JAk w zegareczku, nie ma innej droi, reszta to wymysl.

                    Ten system jest wygodny, upajajacy prostych ludzi, poniewaz daje im poczucie
                    bezpieczenstwa.
                    Ludziom wladzy to na reke, prosi ludzie nie kombinują za daleko, nie korzystaja
                    z mozliwosci ktore posiadają.
                    nie powinni, muszą byc kontrolowalni, przewidywalni. Mamy policje, jakis tam
                    swoj sytemik edukacji.

                    To moze 10-15 % potencjalu ludzkosci.
                    te 10-15% stworzylo to o czym ty piszesz, slepa wiarę w wyzszosc czegosc co jest
                    denne.

                    Tak jak wbijanie w bankę informacji o rozmnarzaniu pantofelka, 90% czasu w
                    szkolach jest marnowanych nakierowujacego czlowieka na slepą odtworczosc
                    brak roziwjania umiejetnosci niezaleznego myslenia, nabieania kompetencji
                    emocjonalnych,

                    Swiat czlowieka z depresj to swiat czlowieka przekonanego o czyms co jest
                    kompletna bzdurą, za kazdym razem kiedy jego przekonania zdeerzaja sie z
                    rzeczywistoscią i za kazdym razem kiedy okazuje sie ze przeswiadzenia sa
                    blednenastepuje otrzymywanie negatywych informacji emocjonalnych, ktore jesli
                    nei sa usuwane, jesli negatywne emocje nei sa eliminowane i rozwiazane prowadza
                    do depresji.

                    przecietny facet madry facet majacy kompetencje emocjonalne jest ze 2 razy
                    efektywniejszzy niz ktos kto reklamuje sie papierem wygenerowanym przez ulomny
                    system

                    ulomny sytem cywilizacyjny otoacza nas wszedzie, wszystko co zwiazane jest z
                    brakiem profesjonalizmu i niska skutecznoscią jest zwyczajnie denne
                    ktos kto wierzy ze cos co jest denne ma byc skuteczne zawiedzie sie,
                    bedziejednak dennosc prezentowal w swim przeswiadczeniu jako cos skutecznego

                    kompetencje emocjonalne, madrosc emocjonalna jest klucowa w skutecznosci
                    czegos co mona by nazwac procesem odzyskiwania czlowieka, czy naqwet
                    ksztaltowania na nowo a co jest kluczem w tzw depresjach endogennych a co jest w
                    gruncie rzeczy efektem emocjonalnych problemow

                    -jesli zabawa idzie w parze z efektywnoscia to czemu by sie nie bawic?
                    przyjemnosc realiacji skuecznej drogi zwieksza jej efektywnosc

                    -psychoterapia - bycie psychoteraputą...
                    co to oznacza?
                    czy ktos kto ma certyfikat moze sie za takiego uwarzac mimo ze w zyciu nigdy
                    nikomu nie pomogl? NIe wyleczyl?
                    To jakas iluzja, ale jesli tak do dobrze.

                    Ja nie roszcze sobie prawa do tytułow ktorych posiadanie w semantycznym
                    znaczeniu slowa oznaczac ma przejscie jakiejs sytemowych dróg, bo to nie potrzebne.
                    By byc skutecznym.
                    wiec mamy: psychoterapie i psychoterapeute.
                    Jesli definicja psychoterapeuty zwiazana jest z drogą sytemową - to co najwyrzej
                    mozna poslugiwac sie zwrotem ktory uzylas "zestaw maly psychoterapeuta"
                    Jesli definicje psychoterapuety zwiazac ze skutecznoscią czegos co mozna by
                    okreslic mianą psychiteerapi, to wiekszosc tzw psychoterapeutów nie zaslugiwało
                    by na nic wiecej od niz dziecko w piasownicy.
                    Bo i dziecko mogło by miec wiekszy walor terapetyczny.
                    Najwiekszym psychoterapeuami okazali by sie lduzie ktrozy maja realne kompetencje.

                    Skutecznosc psychoterapi nei moze byc wiec powiazana z tym kogo sytem okresla
                    mianem psycoterapeuty

                    -zadowolenie=
                    to jedn oz najwiekszych zagroznen, jesl isytem nagradzania powodujacy
                    zadowolenie funkcjonuje niewlaciwe, osoba bedzie czula zadowolenie wtedy kiedy
                    nie powinna go czuc
                    -np kiedy komu dogryzie
                    -kiedy ktos zcznie ja komplementowac
                    -kiedy bedzie wmaial ze jest doskonala
                    -kiedy bedzie porawial poczucie wiekosci ego
                    -kiedy bedzie dostarczal najprostrzych sytemow przyjemnosc istmulujacych mozg
                    jak przyjemnosc seksualna, oszustwa, przyjemnosci chemiczne jak alkohol

                    dlatego nei zadowolenie jest miara skutecznosci a realne efekty


                    jakos nie interesuje mnie pisownia jesli dla iebie to wazne mozesz teog nei
                    czytac, aj wierze ze tresc jest wazniejsza od fromy i to jesl dla mnie istotne

                    nie musz sie uczyc czegos na czym mi nie zalerzy a co nie zwiazane jest z
                    nieczym istotnym

                    -strach-
                    strach jest chyba czesto czyms co paralizuje czlowieka, chyba jest
                    formąautousprawiedliwienia czesto zraszana rozsadkiem, oczywistoscią,
                    przeswiadczeniem swietym i niezmiennym

                    to najwieksza blokada dzialania i rozwoju czlowieka - nieumiejetnosc radzenia
                    sobei ze strachem

                    powoduje to wycofanie, i czesto tzw schizowanie czyli tworzenei sytempw
                    zabezpieczen przed wszystkim co rzekomo to zagrozenei ma stwoarzac, jesli
                    dotyczy to swiata ludzi powoduje to dosc ulomna egzystencje takiego czlowieka
              • kaa.lka Re: Bardzo drapieżny post. 09.10.09, 12:25
                no nareszcie led,
                bo juz tracilam nadzieje na kompletny brak zdrowego rozsadku na FP.
                i ze moze dasz sie poniesc, w odpowiedzi, wojennym slowom.
                ha!co znaczy doswiadczenie.

                :)
        • kryzolia Re: Bardzo drapieżny post. 10.10.09, 19:53
          niestety post Ledy jest bardzo realistyczny
          • de_witch Re: Bardzo drapieżny post. 10.10.09, 20:40
            Moim zdaniem i ty uległaś złudzeniu:))) Nie daj się. Znam ludzi z
            depresją i gdy główny problem zostaje usunięty dają sobie radę i
            żyja normalnie.

            Ps, nie czytałam postu ledy, ale przeczytam przy okazji:)))
    • s.p.7 Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 05.10.09, 22:19
      trzeba usunac przyczyne depresji

      gdzies powstalo Błedne kolo i nie moze sie wydostac

      jakas oczywista oczywistosc go blokuje

      to zazwyczaj wymaga pewnych zian swiatopogladowych i zmian osobowosciowych

      2 miesiace to dosc by wyjsc z dpresji

      z kad wziely sie te 4 lata?

      • mahoniowawiedzma Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 05.10.09, 22:31
        nie wierzę... w końcu jakaś sensowna odpowiedź. a juz zaczynałam tracić wiarę w
        ludzi:-)
        2 lata z kiepskim lekarzem, żonglowanie lekami itd. rok reemisji, dół, reemisja.
        źle się wyraziłam. nie chorował na depresję przez cały ten okres. miewa epizody
        depresyjne, które trwają kilka-kilkanaście tygodni. przez ostatni rok wszystko
        było ok.
        • s.p.7 Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 05.10.09, 22:40
          leki to tylk ochemia, nie moze rozwiazac jego problemow

          byc moze to cos z dziecinstwa, moze matka ktora sie nad nim pastwi i nie pozwala
          mu sie od niej udolnic myslowo i psychczinie

          moze to kwestia podejscia do zycia lub nosony w sercu zal

          w 90% przypadkow zwrucenie sie czlowieka w dobra trone - strone rzwoju i zmian
          uwalia od depresji
          ta strona wiaze sie tez z milościa i tworzenie m sensu zycia
        • leda16 Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 07.10.09, 21:36
          mahoniowawiedzma napisała:
          2 lata z kiepskim lekarzem, żonglowanie lekami itd. rok reemisji, dół, reemisja


          Zamiast bezmyślnie gdakać jak kwoka na grzędzie, zajrzyj lepiej do słownika ortograficznego, celem opanowania poprawnej pisowni słowa "remisja". A gdy już tą wiedzę posiądziesz, opanuj kryteria różnicowania depresji endogennej od psychogennej i od zaburzeń nastroju, bo odnoszę wrażenie, że Twoje aspiracje do oceny kwalifikacji zawodowych lekarza psychiatry są daaaleko większe od możliwości intelektualnych. Na koniec litościwie dorzucę, że zdecydowana większość prób samobójczych nie jest spowodowana depresją, lecz zaburzeniami osobowości i psychiatra z reguły jedno od drugiego odróżnić potrafi, w przeciwieństwie do Ciebie.
          • mahoniowawiedzma Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 08.10.09, 00:00
            miałam nie odpowiadać na Twoje posty, ale co mi tam.
            napisanie przeze mnie słowa "reemisja" nie jest błędem ortograficznym, tylko użyciem niewłaściwego wyrazu-słowo reemisja istnieje, tylko ma totalnie odmienne znaczenie. och, jakam ja niedouczona, w stresie zamieniłam słowa, och, ojojoj, kajam się przed Tobą!
            ok, nie rozróżnię czy mój facet ma depresję endogenną czy psychogenną, choć zaskoczę Cię pewnie informacją, że wiem na czym polegają różnice w tych dwóch schorzeniach-przypominam, że mój poziom intelektualny jest żenująco niski, więc nie spodziewaj się po mnie więcej.
            co do oceny pracy lekarza: co sądzisz o psychiatrze, który po DWÓCH latach "leczenia" nie potrafi postawić diagnozy i okazuje się, że przez ten okres nie prowadził żadnej dokumentacji medycznej przypadku?
            gorąco Cię pozdrawiam i życzę wyzdrowienia. na pewno istnieją leki, których jeszcze nie wypróbowałeś i życzę aby pomogły.
    • witaminka_e Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 06.10.09, 11:18
      Zawsze potępiałam ludzi którzy pragnęli odejść na własne życzenie. Teraz wiem,
      że CI ludzie są zwyczajnie chorzy.Nazwałam to rakiem duszy. Takim samym jak
      każdy inny, który powoli zżera ofiarę od środka. Jednych uda się uratować,
      innych niestety nie. Mojego BRATA nie udało się uratować. Miewał dni, że był
      chodzącą radością, pełen euforii, szczęścia, udzielało się to innym......potem
      przychodziły dni koszmarne, zamykał się w swoim pokoju, nie chciał z nikim
      rozmawiać, do nikogo wyjść, każda próba wyciągnięcia do niego ręki kończyła się
      wręcz agresją, brak wiary w siebie, zwątpienie w sens wszystkiego......Czasami
      było to męczące. Dla obu stron. Chłopak miał wszystko, skończył studia bez
      żadnego ale, był zdrowy,przystojny, kochany..... ale wciąż w siebie wątpił. Skąd
      się to wzięło??Na prawdę nie wiem. Nie był katowany, molestowany, miał normalna
      kochającą się rodzine. Zawsze myślałam, że CI ludzie mają po prostu za mało
      problemów, lub nie dostali od zycia porzadnego kopa w dupę. Starałam się
      uświadomić mu ,że ludzie maja naprawde problemy w zyciu, że jak nie chce żyć,
      niech się przejdzie do hospicjum, lub zajmie pomaganiem innym, wtedy ponoć sie
      poznaje wartośc życia. Wyjechał do Anglii w maju zeszlego roku, , zaraz po
      obronie mgr, w listopadzie odszedł. Jak mogliśmy go uchronić??Uleczyć???
      Ochronić??? Nie wiem doprawdy..... siedzieć przez 24 h nad dorosłym facetem
      chyba jest jedynym rozwiazaniem zeby ocalic mu zycie. Ale teraz to wiemy. MY!!
      Ktorzy go kochamy. tedy chcieliśmy zrobić z niego twardziela. A on był
      zwyczajnie chory. I akurat jego rak zjadł. Może Tobie Wam się uda. Z całego
      serca życzę. Bo wyrzuty sumienia, że nie zrobiło się jednak nic żeby go wyrwać
      ze szponów ciemności, będa nas zżerać do końca życia. Wszystkiego dobrego.
      • elzbieta007 Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 06.10.09, 11:46
        Z Twojego opisu wygląda, że brat miał chorobę afektywną dwubiegunową. W niej
        stabilizuje się pacjenta lekami. Brat się leczył?

        >Zawsze myślałam, że CI ludzie mają po prostu za mało problemów,
        > lub nie dostali od zycia porzadnego kopa w dupę.
        Bardzo powierzchowne podejście do problemu. I całkowicie błędne.

        >Starałam się uświadomić mu ,że ludzie maja naprawde problemy w
        >zyciu,
        Najgorsze z możliwych podejście do człowieka w depresji. Pogłębia poczucie winy
        i depresję.

        Nie zarzucam Ci nic. Ludzie często nie wiedzą, jak pomóc człowiekowi z
        zaburzeniami psychicznym. Twoja sytuacja jest dość typowa. Ale post wartościowy.
        Może dzięki niemu uda się uratować jakiegoś człowieka.
        • witaminka_e Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 06.10.09, 12:10
          elzbieta007 napisała:

          > Z Twojego opisu wygląda, że brat miał chorobę afektywną dwubiegunową. W niej
          > stabilizuje się pacjenta lekami. Brat się leczył?

          Tak. Był u lekarza. Mama o to bardzo zabiegała. Udało się go namówić na wizytę.
          Raz. Brał tabletki, potem przestał. Był dorosły więc na smyczy nie mogliśmy go
          zaprowadzić. A ciągłe nasze namawianie go do tego budziło w nim frustracje i
          agresję. On sie czuł zdrowy. Po dłuższym okresie jednak sam przyszedł i
          powiedział, że chce iśc. Poszedł. Znowu leki, na krótko. Wyjechał do Anglii (
          nigdy do tego nie powinniśmy dopuścić aby chory wyjechał SAM , w nieznane, ale
          za późno to do nas dotarło :((((). Był tak przekonany do tego, że chce coś sam w
          życiu osiągnać, coś sam zrobić, załatwić, poczuć się wolny i spełniony, i znowu
          powrócił radosny cudowny człowiek, pełen nadziei, entuzjazmu. Więc nie mogliśmy
          mu tego zabronić. Poczatki w Anglii były ciężkie, ale w końcu poznał dziewczynę,
          zakochał się, leki odstawił, mówiłam mu ze ona nie jest lekarstwem, ze mimo ze
          jest szczęśliwy powinien dalej je zażywać, ale nie słuchał, był szczęśliwy.Ona
          także była chora, ale stale pod kontrolą lekarza, była w Anglii już kilka lat.
          Wprowadziła go w ten świat. Wiele ich łączyło.... Potem przyszły ciężkie dni,
          znowu zwątpienie, brak wiary w siebie, podejrzliwość wobec dziewczyny (ponoć
          uzasadnione, mówili, ze źle trafił, źle ulokował uczucia, ale nic nie mogliśmy
          zrobić, delikatne sugestie chyba jeszcze bardziej go pogrążały w smutku,
          beznadziei) Boże dlaczego akurat trafił na nią???Może by żył ?? Gdyby nie
          wyjechał, gdybym nie dopuściła do tego , może....

          > >Zawsze myślałam, że CI ludzie mają po prostu za mało problemów,
          > > lub nie dostali od zycia porzadnego kopa w dupę.
          > Bardzo powierzchowne podejście do problemu. I całkowicie błędne.

          Teraz to wiem, i będę z poczuciem winy żyć do końca. Nie potrafiłam zrozumieć
          jak taki wspaniały facet może tak źle o sobie myśleć, tak w siebie wątpić.
          Chciałam by był szczęsliwy, miał wszystko, myślałam , że otworzę mu oczy, żeby
          to w końcu dostrzegł...jak bardzo głupia byłam :((((

          Dziękuję za zainteresowanie i za poważne podejście do tematu.
          • elzbieta007 Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 07.10.09, 08:48
            Nie potrzebnie się obwiniasz. Wielu ludzi czuje się bezradnymi wobec depresji
            bliskich. Bardzo często nie potrafią zapobiec tragedii. Czasem jest to niemożliwe.

            Przydałoby Ci się kilka spotkań z psychologiem lub psychoterapeutą. Straty brata
            nic nie zmieni, ale pomogłyby Ci się z nią pogodzić.
      • s.p.7 Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 06.10.09, 11:48
        no super,
        nie ma jak "kopanie w dupe" i "robienie twardziela" z kogos kto traci sens zycia
        i wiarę

        jak by to mialo pomoc go odzyskac i znalesc, utwierdzic sie w nim

        rownie skutecznebylo by walenie go mlotkiem w głowe lub teksty w stylu "wez sie
        w garsc"

        ludzie to sa prosci jednak w wiekszosci
        sami nie wiedza jak sobie na wzajem szkodzą

        nawet smierc kogos bliskiego nei przynosi im refleksji kim powinien byc brat dla
        brata i jak mu pomagac by pomoc a nie szkodzic...
        • witaminka_e Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 06.10.09, 12:23
          masz rację, totalne zero ze mnie, nie umiałam uratować Brata, którego kochałam
          najbardziej na swiecie,bez ktorego sama żyć już nie umiem. Możesz mnie nawet
          opluć... Wszystko mi jedno.
          • s.p.7 Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 06.10.09, 12:59
            opluwanie czy uzalanie sie nei ma zadnego sensu
            to niczego nei daje

            czlowiek uczy sie na swoich bledach i rozwija,
            staje sie epszy i bogatszy wewnętrznie

            sa jednak sprawy ktorych ktos nie jest w stanie pomoc nawet gdyby chial bo to
            sprawy innego kalibru są

            stwierdziłąs ze to jest "rak duszy"
            Msyel ze to fantastyczna odpowiedz i jednoczesnie bardzo zla, ambiwalentna

            bardzo zła dlatego - ze rak jest prawie nieuleczalny a to jest w płani "uleczalne"
            bardzo dobra dlatego ze rozumie broblem głebiej - jako wiare, osobowsci ,sens -
            czyli kwestie duszy a nie np. mozgu.
            • mala_stara Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 06.10.09, 17:30
              z własnego doświadczenia; sytuacja niemalże analogiczna zdarzyła się w mojej
              rodzinie, byłam w to mocno uwikłana, nieważne. w każdym razie, kiedy już Twój
              partner dojdzie do siebie, postaw sprawę jasno. Ty chcesz z nim być, czy on chce
              z Tobą? jeśli tak, to nie ma prawa narażać Cię na podobne przejścia. jest chory.
              rozumiesz to i chcesz mu pomóc z całego serca. musisz jednak czuć, że i on chce
              sobie pomóc. musi chodzić na terapię, regularnie do prowadzącego psychiatry itd.
              musi poczuć, że traktujesz go poważnie, ale nie godzisz się na związek, w którym
              to Ty musisz nad wszystkim czuwać.
    • kicia031 Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 07.10.09, 07:51
      zacznijcie mod poszukania dobrego psychiatry. Depresja jest do
      opanowania lekami, z tym, ze w przypadku nawracajacych epizodow
      depresji obecnie tendencja jest taka, ze lekow sie nie odstawia.
      Pojdz z facetem na wizyty i dowiedzcie sie oboje, jak ty mozesz go
      wspierac.

      jak juz wyjdzie z najgorszego stanu, to mozecie sie zastanowic nad
      psychoterapia, ale do tego trzeba opanowac najgorsze lekami IMHO.

      pozdrawiam.

      I nie oceniaj go zle - zlowiek w depresji cierpi tak straszliwie, ze
      czasami smierc moze sie wydawac jedynym rozwiazaniem.
    • coppermind Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 11.10.09, 11:29
      znaleźć jak najszybciej przyczynę choroby i ją wyeliminować
      z życia.

    • lifeisaparadox Re: próba samobójcza partnera...co dalej? 11.10.09, 13:59
      Jeśli na antydepresantach chciał się zabić, znaczy że lekarstwa są źle dobrane i
      trzeba je zmienić - co zdaje się już miało miejsce ostatnio.
      Dobrze jakby był w szpitalu psychiatrycznym, tam dobierają leki po długiej
      obserwacji i analizie zachowania aby stwierdzić jakie ma huśtawki, na ile które
      leki dobrze na niego działają. Im dłużej tam pobędzie, tym lepiej go nastawią.
      Taka prawda.
      Czasem trzeba się leczyć latami żeby dojść do właściwej diagnozy i optymalnego
      leczenia, psychiatra nie telepata, musi próbować wszystkiego metodą prób i
      błędów. Ważne żeby sam chory nauczył się większej otwartości i wyrażania tego co
      się w nim kotłuje, to dobra sprawa na dłuższą metę.
      Nie, nie należy go zadręczać towarzystwem ani dawać odczuć że się go pilnuje.
      Osaczanie chorego to zły pomysł.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka