Dodaj do ulubionych

Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeństwa

09.10.09, 10:23
Jestem z moim mężem już 10 lat, 4 jako małżeństwo. Nie mamy dzieci – co jest
moją wielką porażką (problemy z owulacją). Obecnie jest bardzo źle. On mieszka
w salonie. Prawie się nie odzywamy, bo nie ma o czym mówić. Ja jestem w
depresji, on też. Prze 4 lata naszego małżeństwa dyskutowaliśmy na temat
naszych problemów a głównie moich, ja byłam z 5 lat na różnych terapiach.
Wszystko to na nic. Jestem rozdarta. Wydaje mi się, że chcę rozstania, mąż nie
wie co chce, bo czuje się bezradny i jakby zobojętniał. Już nawet byłam
oglądać jedno mieszkanie ale przed podpisaniem umowy o wynajem wycofałam się,
bo uchwyciłam się jakiejś nadziej, ze może cos się da jeszcze naprawić.
Obecnie nie mam już nadziei, że my coś możemy zrobić, ale czasem zaświta mi
myśl, że może stanie się coś co poprawi naszą sytuację. I tak cierpię przy
tym. I tak trwamy. We mnie kłębi się złość, na niego na siebie. Wracają dawne
żale i urazy.
Terapia indywidualna dała mi tyle, że w efekcie moje poczucie wartości się
obniżyło, bo w większości sytuacji okazywało się, z powinnam zmienić myślenie
i zachowania, okazywało się, że nie mam racji, że moje uczucia są nieadekwatne
do sytuacji. A ja czułam, ze nic co moje jest nieważne. Miałam np.
zaakceptować to, ze mąż nie chce jechać na pogrzeb mojej babci.
W sumie to chodzi o to, że nie potrafię się zdecydować. Jak już mi się wydaje,
ze się wyprowadzam to zaczynam szukać argumentów, że może jeszcze coś się da
naprawić. Jak decyduję się, ze naprawiam to pojawiają się jakieś we mnie
uczucia, które mówią – wyprowadź się. Może tym co mi przeszkadza jest lęk. Bo
muszę zmienić mieszkanie, przenieść rzeczy, no i mieszkać sama. Chcę tego, bo
wiem, ze odczuję ulgę, przynajmniej na początku, a też wyobrażam sobie, że
będę miała nadzieję na założenie rodziny (bardzo chcę mieć dzieci). Z drugiej
strony boje się, ze nie znajdę takiej osoby, z którą będę mogła założyć
rodzinę (mam 33 lata). No i jak patrzę na męża to tak mi żal, że to
zmarnowaliśmy. W jaki sposób podjąć decyzje i ja zrealizować? Nie chcę już się
tak szarpać.
Czy możliwe jest, że ja nadal nie przepracowałam moich schematów postępowania
z dzieciństwa i uparcie nie chcę tego zmienić?
Obserwuj wątek
    • paco_lopez Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 09.10.09, 11:32
      poprzewracało co sie kochana w czterech literach. nie na darmo
      wiadomo, ze u kobiety co w kroczu to i w głowie. ty nie masz
      problemu, ale ty sobie go wybudujesz. stań przed lustrem i opisz nam
      układ zmarszczek na twoim czole. pozdrów chłopa. wyprowadź się jak
      najprędzej.
      • kobra12345 Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 09.10.09, 11:59
        na jakiej podstawie tak do mnie mówisz? Dlaczego uważasz, że się poprzewracało?
        U nas występują fundamentalne różnice. Ja uważam, ze jak jest pogrzeb babci to
        jest to oczywiste, ze się jedzie, mój mąż nie. Mój mąż do tej pory mówi do moich
        rodziców Pan/Pani i nie chce tego zmienić. Obwinia moich rodziców, za to, że
        taka jestem i przez to są kłopoty.
        • paco_lopez Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 09.10.09, 12:59
          to sie rozejdźcie. po diabła ci mąż, który ci nie odpowiada. a
          rozmiar ma dobry ? średnica x długośc pasuje do załozonych
          tolerancji?
          • kaa.lka Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 09.10.09, 13:13

            maz w salonu.
            no cos takiego i tez kobraitd?
            no ma stalowe nerwy, chlop;

    • anbale Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 09.10.09, 13:14
      Ja rozumiem, że chciałas się wygadać, ale czego własciwie oczekujesz
      od ludzi z forum? Pochrzanią swoje trzy po trzy jak zwykle. i tyle...
      Osobiście nie rozumiem po co tkwić w nieszczęśliwym małżeństwie,
      gdzie się nie akceptuje partnera i samemu jest się zupełnie
      nieakceptowanym? W imię czego? Jesteś sadomasochistką?
      Twoja niezdolność do podjęcia jakiejkolwiek konkretnej decyzji "w te
      albo we wte"- to zupełnie osobny problem. Wydaje mi się, że tu jest
      pies pogrzebany- nie potrafisz wziąć odpowiedzialności za swe życie,
      ze swym losem wziąć się za bary, wolisz gdzieś zawisnąć
      beznadziejnie przytroczona do jakiegoś chłopa, który zresztą nawet
      tego nie chce...Spójrz jakie to w sumie żałosne...
      • kobra12345 Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 09.10.09, 13:42
        chyba masz rację. Boje się wziąć odpowiedzialność za tą decyzję. Panicznie. Bo
        boję się, że będę decyzji o odejściu żałować, że może gdybym umiała inaczej na
        sprawy spojrzeć to coś by się zmieniło.
        • edward_plaskoglowy Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 09.10.09, 14:16
          brak decyzji to też decyzja (szczególnie ze masz 33 lata;])


          kobra12345 napisała:

          > chyba masz rację. Boje się wziąć odpowiedzialność za tą decyzję. Panicznie. Bo
          > boję się, że będę decyzji o odejściu żałować, że może gdybym umiała inaczej na
          > sprawy spojrzeć to coś by się zmieniło.
    • dekadencja1 Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 09.10.09, 13:35
      kobra12345 napisała:
      > Czy możliwe jest, że ja nadal nie przepracowałam moich schematów
      postępowania
      > z dzieciństwa i uparcie nie chcę tego zmienić?

      Bardziej pożyteczne będzie jak przepracujesz schematy z dorosłości
      niż z dzieciństwa. No chyba, że wolisz te z dzieciństwa - jeśli tak
      to żadna terapia nie jest w stanie Ci tego zabronić.
    • fanybaje To nie takie proste. 09.10.09, 13:57

      Niestety zbyt malo napisalas aby ci doradzic cos konkretnego w tak
      powaznej sprawie. Jak dlugo masz ta terapie? Jaki ma ona cel?
      • kobra12345 Re: To nie takie proste. 09.10.09, 14:12
        Terapia najpierw była dla dda, później w sumie dużo było na temat relacji z
        mężem. Ja często czułam się gorsza w relacji z mężem, bo coś powiedział nie
        takim tonem, bo nie te słowa itp. Odbierałam to tak, ze on uważa mnie za głupią.
        Terapię zakończyłam we wrześniu kiedy to zobaczyłam, ze nic pozytywnego ona nie
        daje. Zrozumiałam, ze starałam się przyjąć poglądy męża i terapeutki – ich były
        zbieżne i zatraciłam w tym siebie. W sumie to różnimy się też chęcią spędzania
        czasu z innymi ludźmi. Mój mąż za bardzo nie lubi się spotykać z ludźmi a ja
        bardzo bym chciała ale nie mogę wszędzie chodzić sama (czuję się gorsza jak
        wszyscy przychodzą z partnerami a ja nie bo mój nie chce) w dodatku mam też
        problemy z wychodzeniem z inicjatywą do ludzi.
        Jak był cel terapii? Pierwszej – przepracować problemy związane z dzieciństwem,
        kolejna, żeby mnie postawić na nogi, żebym ja odzyskała siebie- nie udało się-
        coraz bardziej zatraciłam siebie – choć terapeutkę uważałam za bardzo dobrą.
        • kobra12345 Re: To nie takie proste. 09.10.09, 14:16
          W sumie jak tak teraz patrzę to widzę, że w relacji terapeutycznej całkowicie
          zaufałam terapeutce, ze ona wie lepiej i nie zawalczyłam o siebie, tylko
          przyjmowałam to co ona mówi za właściwe Az w końcu stwierdziłam, ze jednak ja
          myślę i czuje inaczej. Ha i teraz widzę, ze zerwałam relacje terapeutyczną bo w
          tej relacji tak jak i z mężem straciłam siebie. Szok- tak to teraz widzę.
        • leda16 Re: To nie takie proste. 09.10.09, 22:09
          kobra12345 napisała:

          > Terapia najpierw była dla dda, później w sumie dużo było na temat relacji z
          > mężem


          Jesteś ofiarą podwójnego zabobonu. Pierwszy, że Twoja przeszłość nadaje się do leczenia, drugi - że możesz drogą psychoterapii zmienić swoje zachowanie. Doprowadziło Cię to do nieodpartej wiary, iż cierpisz na jakiś urojony syndrom DDA o którym nie wspomina żaden podręcznich psychiatrii. I w Twoich fantazjach ten syndrom jest odpowiedzialny (czyli de facto pijus-tatuś) za Twoje nieudane małżeństwo. Myślałaś więc że mielenie ozorem z drugą babą, która Cię emocjonalnie uwiodła, skoro taka nią byłaś "oczarowana", usunie syndrom, poprawi Twoje samopoczucie oraz stan Twojego małżeństwa.
          Tymczasem, nasze dzieciństwo, jakie by ono nie było, NIE JEST CHOROBĄ, nie spełnia ŻADNYCH kryteriów choroby i leczyć się go nie da ani pigułką, ani mieleniem ozorem na psychoterapii! Również nasza osobowość stanowi gotową strukturę funkcjonalną, jakby matrycę wyciskaną wiele lat na mózgu przez geny i środowisko aż do ostatecznego kształtu, którym jesteś teraz. A skoro drętwą gadką nie zmienisz tego, co jest zapisane w ciele (np. wzrostu, kształtu nosa, koloru Twoich oczu) to jakim cudem mogłabyś zmienić informację genetyczną i środowiskową odnośnie Twojej osobowości, zapisaną w komórkach mózgu?
          Poza tym działa tutaj prawo Parsona (jeśli coś może się stać, to się stanie), więc jeśli tak bardzo boisz się samotności, to wcześniej czy później dopadnie Cię i pożre upiór, którego się boisz. Z psychoterapią czy bez, nie masz żadnej gwarancji, że jeśli nie sama sobie, to wcześniej czy później mąż Ci tą samotność zafunduje, poniewasz nasz wpływ na decyzje drugiego człowieka jest mocno ograniczony. Więc uświadom sobie te fakty, zanim wpadniesz w następny zabobon - wiarę, że wszystko zależy od Ciebie. Pomyśl również, że gwarancji "szczęścia" nie da Ci nikt, o ile nie znajdziesz go w sobie.
    • zorz_ponimirski [...] 09.10.09, 14:13
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • takaja77 Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 09.10.09, 14:35
      Zadaj sobie jedno podstawowe pytanie: CZY JA GO KOCHAM??? Jeżeli pierwsza myśl
      jak Cię najdzie będzie NIE WIEM, a otem zaczniesz szukać argumentów na TAK lub
      na NIE, to odejdź. Nie czekaj. Szkoda życia, zważywszy ,że masz już trochę lat.
      Pamiętaj, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. NO z wyjątkiem
      śmierci, ale to już inna bajka. A jeżeli powiesz sobie TAK KOCHAM GO BARDZO, to
      walcz, zrób wszytko żeby było dobrze, schowaj swoją dumę do kieszeni, i jeżeli i
      tak z tego nic nie wyjdzie będziesz miała czyste sumienie, że zrobiłaś wszystko.
      Powodzenia.
    • de_witch Ale nie ma ostatecznych decyzji.... 09.10.09, 15:52
      Taka decyzja jest wspólna. Nie ma idealnych decyzji. Kazda decyzja
      to decyzja na teraz. A co bedzie jutro? Często okazuje się ze jutro
      człowiek, tak bardzo sie zmienił,że inaczej patrzy na sprawy
      zprzeszłosci.

      Terapia nie pomogła. Dlatego ze osoby z DDA często oprócz tego co
      przeżyły, przeżyły też i PTSS czyli silną traumę, gdzie zaistniało
      zagrożenie życia swojego czy osoby blisko stojacej.
      I takim osobom pomaga się inaczej.

      Z tego co widzę to u ciebie jest pewna doza 'swoistego ego', ktore
      mówi, ze coś podobnego miało wydarzenie. Choć tutaj zgaduję.
      Takie osoby bardzo bronią swojej pozycji, tego jak wyglądaja w
      oczach innych, co inni mówią o nich, mysli kierują wookół siebie i
      dla siebie. Ciezko im przyjąc krytykę, itp.
      Wpadają w relacje, gdzie inni nimi kieruja ulegaja itp.
      Ja myslę ze ta pani psycholog nie była taka dobra i wiele ci nie
      pomogła.
      Sama możesz dużo sobie pomóc, czytajac ksiazki o psychologii.
      Staraj się ratowac związek o ile czujesz choć najmniejszą nadzieję.
      • kobra12345 Re: Ale nie ma ostatecznych decyzji.... 09.10.09, 17:42
        a propos Pani psycholog to byłam nią oczarowana. Czekałam rok na przyjęcie do
        niej, bo po pierwszej konsultacji stwierdziłam, ze jak ona mi nie pomoże to już
        nikt inny. Wcześniej byłam u paru innych psychologów ale naprawdę byli kiepscy.
        U tej miało być inaczej. A nie było. Dla mnie najdziwniejsze jest to, ze jak
        odchodziłam od niej (były 3 sesje kończące) to powiedziałam, ze wg mnie ona
        powinna zauważyć, ze nie następuje u mnie zmiana na pozytywne i jakoś
        zareagować. Tym bardziej, ze chodziłam do niej 2 lata i może na początku była
        zmiana ale to raczej było spowodowane dużą nadzieją na zmianę. Pani terapeutka
        odpowiedziała, ze ona nie reagowała, ponieważ wg niej ja się zmieniłam, bo
        jestem teraz bardziej świadoma. Ale po 2 latach to chyba można oczekiwać
        większych efektów? Ja myślałam, że przestanę w końcu bać się że maż mnie
        porzuci, że przestanę się złościć, ze będzie odczuwalna różnica w samopoczuciu.
        a tu nic. Może nawet jeszcze gorzej jest bo doszła frustracja i rozczarowanie
        terapią.
        • de_witch Nie podejmuj zadnych decyzji wtedy, gdy... 09.10.09, 19:48
          nie wyszlas zz aburzenia. odpowiedz sobie sama na pytanie czy wtdy
          gdy bylas dzieckim czy nastolatka, mieszkalas z rodzicami bylas od
          nich zalezna nie wydarzylo sie:
          1) Ze bylas bardzo przestraszona zachowaniem rodzica.
          2) Bylas karana poprzez bicie, ponizana, wyzywana.
          3) Rodzic byl agresywny, krzyczal zachowywal sie tak jak by za
          chwile mial cos ci zrobic np. zabic. Bo tak odbiera takie
          sytuacje dziecko.
          4) Klotnie rodzicow lacznie z pobiciem i uszkodzeniem ciala.
          5) awantury i wyzwiska itp.

          Jezeli na te pytania odpowedzialas sobie "Tak" to twoj problem
          zalicza sie do PTSS silny stres i trauma, ktora nierzadko a dosc
          czesto majac przebieg zamaskowany przechodzi w inne zaburzenia
          psychiczne najczesciej depresje.
          Dzieci, wychowane w takich domach najczesciej maja problemy w
          szkole. Opoznione dojrzewanie zwlaszcza to emocjonalne.
          Aby wyjsc z traumy nalezy poszukac specjalisty od traum i silnego
          stresu.
          Problem mozna usunac, mozna wiele zmienic, nauczyc kontrolowac a
          takze po przerobieniu traumy powrocic dos wojego wlasciewgo "Ja". I
          odbudowac psychike na nowo. Ale tzreba w to wszystko samemu wlozyc
          duzo pracy.

          A przede wszystkim poszukac psychologa gdzie ty bedziesz mogla
          szczerze porozmawiac i poweidziec i przypomniec sobie to cow
          ydarzylo sie przed laty, bez ucczucia wstydu. Swobodnie. Dopiero
          wtedy zaczniesz sie leczyc jednak to nie przychodzi z dnia na dzien.
          Mozliwe ze i twoj maz potzrebuje z kims porozmawiac. jednak nie
          radze sie rozstawac wlasnie wtedy gdy ty zle sie czujesz i
          pschicznie jestes zarowno slaba jak i masz cigle problem ze soba.
          Poszukaj kogos bardziej kompetentnego.

          Bardzo przepraszam za chaotyczne pisanie.
          • kobra12345 Re: Nie podejmuj zadnych decyzji wtedy, gdy... 09.10.09, 19:58
            w sumie to nie wydaje mi się, żeby u mnie było to co opisujesz.
            Mój ojciec jest alkoholikiem i były awantury codzień ale bez bicia. Owszem
            bardzo często byłam przestraszona zachowaniem rodzica.
            Ojca się bałam generalnie bo nic mu nie pasowało. Niemal wszystko było źle, że
            sienie odzywam, ze się odzywam, ze o coś się poprosiło. Przez to jestem nerwowa
            ale nie sądzę,żeby to podpadało pod PTSS - a może się mylę. Wiem, ze się bardzo
            boję jak ktoś nam nie ze złością krzyczy - ale to chyba większość ludzi tak ma?
            • de_witch Strach przed krzykiem... 09.10.09, 21:50
              Ma to do siebie,ze ludzie w sytuacjach podbramkowych postepuja
              adekwatnie, czyli tez krzykiem zastraszaja innych. Czyli robia
              dokladnie to czego sie sami boja, jednak uzywajac tego jako 'broni'
              wobec innych.
              Krzyk ma wiele znaczen, jednym z nich jest tzw, przemoc werbalna,
              manipulacja i wymuszanie na innych posluszenstwa, dalej rozladowanie
              swojej agresji na kims slabszym, pokazanie drugiej istocie jak
              slaby, bez znaczenia i potrzeby szacunku jest, degradacja itp.
              Pierwotne plemiona wychowujace dzieci rzadko uzywaly 'krzyku' czy
              bicia i karania dzieci. Nie bylo i nie jest to zgodne z natura.
              Krzyk byl stosowany jedynie w momencie spotkania oko w np. z
              niebezpieczenstwem ze strony dzikich zwierzat, czy napasci dzikich
              plemion. A wiec generalnie bardzo rzadko.


              Moim zdaniem powinnas- o ile ci to odpowiada-poszukac odpowiedzi w
              lietraturze, poza tym moze sa gdzies grupy dla osob z DDA, kto wie
              moze dobrze funkcjonuja i to moze pomoc.
    • s.p.7 Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 09.10.09, 22:14
      mam takie wyczucie ze jestes potwornie manipulujaca i slosliwa zouzą

      straszysz: o wyprowadzam sie, podczas gdy nei chesz sie wyprowadzic poniewaz to
      tylko prosty zabiek manipulujacy majacy zmiekczyc męzusia

      męzuszjzu wymiekł - dostał depresji i nei che miec z toba wiele wspolnego
      ale stara sie, wiedze ze sie stara chodz juz zrezygnowal

      pytanie z kad o sie bierze - wg mnie to naturalna reakcja na konczacą sie miłosc
      skoro nie kochamy kogos - mozemy zrobic z niegi przedmiot na wlasny urzytek i
      probowac zdominowac

      oczy widza usszy słyszą, podswiadomosc wie co sie dzieje i prubuje dac w pysk
      chormym metodom ktore prowadza do dezintegracji malzenstwa w postaci depresji

      na terapi chialas uslyszec ze wszystko jest w porzadku?
      z toba?
      jeslu wizasz ze wszystk oz toba w porzadku to ok, tylko przykasnąc, rzycze szczescia

      prawdziwy czlowiek zamiast upajac sie swoja rzekoma doskonalosci a roziwja sie
      emocjonalnnie, szukajac prawdy

      ja tam nei wiedze niczego wiecej poza egocentryzmem z teoje jstrony

      to wszystko to jeden wielii bajcel

      chcesz sie wyprowadzc to sie wyprowadz... kto ci borni?
      podswiadomi jednak wiesz ze kazdy kolejn yzwiazek skonczy sie tak samo
      bo dlaczego mial by inaczej przy taiej twojej postaie?
      pruby dominacji?

      Musial bys trafi na ciotę ktora lubi byc dominowana przez kobietę, jakis leszczyk

      dlatego wiesz ze wyprowadzka nic nie da bo to nie w twoim mezu jest problem

      jsli uwazasz ze jest ianczej - prosze bardzo, zobaczymy co przyszlosc pokaze

      terapia? hahaha
      najpierw trzbea wiedziec czego sie chce...
      nie chesz zmian swojej postawy... a ona jak na moj hust opiera sie na jakies
      prubie wywarcia presji
      no nie dizala, raczej nie wpoinno

      jaki drogui wybrac
      1) rob swoje - prubij go dogrysc, zdominowac i woadnac
      2) wyprowadz sie i znajdz brdziej miękkiego frajera
      3) moze zmien nastawienie i postaw na altruizm i milosc, poswiecienei sie i
      udowanie przyslzosci w cieple, poszanowaniu, tolrancjie, bez strachu z pelnym
      zaufaniem

      10 lat to juz by tak bylo...
      naturalny bilogiczny koniec, nastpny artner, wiec jesli morlanoscią nie pokonasz
      instyktu bilogicznego to eni am na co liczyc, nie ma co liczyc na szczescie w
      rozumieniu harmonijny dom z dziecmi

      pozdro
    • krecikowy_swiat Re: Jak podjąć ostateczną decyzję odnośnie małżeń 26.10.09, 18:08
      A czy to nie jest tak, że właściwie już podjęłaś decyzję tylko
      chciałabyś jakiegoś potwierdzenia swojego stanowiska? Polecam Ci
      artykuły z Poradnika MyDwoje.pl Rozwód i co dalej oraz
      ABC rozwodowe
    • solaris_38 jak 26.10.09, 20:56
      zastanowić się czy kochasz męża

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka