i.lost.myself
19.10.09, 13:53
Poradźcie mi coś proszę, potrzebne mi spojrzenie z boku, bo katuję się wszystkim co się dzieje, a zbyt długo już tak nie wytrzymam.
Od mniej więcej miesiąca przeżywamy niezłą burzę w naszym związku... kilka cudownych dni i potem nagły krach.
Znacie ten szósty zmysł, prawda? Wiecie jak to jest kiedy mimo, że wszystko zdaje się być w porządku, coś ciągle nie pasuje. Nienawidzę tej podejrzliwości...
Wczoraj nie wytrzymałam. M. wyszedł po zakupy, ja sprzątając na biurku zatrzymałam się przy jego laptopie... Przeczytałam jego maile.
Wiem, że nie miałam prawa, że należy szanować prywatność... O tym wszystkim wiem, zdaję sobie z tego sprawę. I fatalnie czuję się z tym, co zrobiłam. Czuję, że sama przegrałam. Że zrobiłam coś, nad czym samej ciężko mi będzie przejść do porządku dziennego.
Nie chciałam tego zatajać. Wolałam się przyznać, chciałam to skonfrontować.
Powiedziałam o tym M., poprosiłam o wyjaśnienia. Powiedział, że niepotrzebnie wszystko wyolbrzymiam, że to były dwa czy trzy maile do K... Że odezwał się do niej po jednej z naszych kłótni, kiedy praktycznie nasz związek zawisł na włosku, bo bardzo potrzebował z kimś porozmawiać.
K. to kobieta, z którą był związany, kiedy my nie byliśmy razem. Wczoraj dopiero się dowiedziałam, ile dla niego znaczy: że zawsze mu się z nią świetnie rozmawiało i dlatego właśnie z nią potrzebował kontaktu.
Zapytałam go o jej propozycje spotkań przy winie... zapytałam, czy ona wie, że jesteśmy razem? Potwierdził. I dodał, że to wszystko było BEZ ZNACZENIA. Na mój zarzut, że moim zdaniem nie jest w porządku umawianie się z kimś tak dla niego ważnym w momencie kiedy między nami jest źle powiedział, że nawet go nie zapytałam o jego reakcję na tego maila K. Że kiedy między nami zaczęło być lepiej, przestał się do niej odzywać, więc te jej maile zostają bez odpowiedzi.
Ustaliliśmy że postaramy się to jeszcze raz to wszystko posklejać.
ALE ja wiem, że mnie okłamał. Nie powiedziałam mu, że widziałam też to, co on pisał. To nie były dwa czy trzy maile. Widziałam wiadomości wysyłane o czwartej nad ranem o treści "Tęsknię...". Widziałam wiadomości do innych kobiet: i za każdym razem funkcjonował ten sam schemat: pisał do nich po naszych kłótniach.
I teraz zastanawiam się, co zrobić. Wiem, że duża część kłótni to moja wina - mam teraz ciężki okres, kiedy wszystko wokół jest bardzo stresogenne. Wiem, że gdybym się nie czepiała, gdybym nie tworzyła tych wszystkich problemów, to on nie odzywałby się do nich.
Po każdej kłótni staram się wyjaśnić to, co się stało, przeprosić za moje zachowanie. M. też przyznaje, że z różnych powodów nie traktuje mnie tak, jak wcześniej. Natłok obowiązków, brak czasu. To wszystko nakłada się na tak niskie poczucie własnej wartości, jakiego nie miałam nigdy.
Nie wiem co dalej, nie wiem.