Dodaj do ulubionych

Czy powinnam być sama?

30.10.09, 14:58
Skoro wydaje mi się, że związki wpływają na mnie destrukcyjnie.
Czy są w waszej opinii w ogóle ludzie, którzy nie powinni się
wiązać, bo będąc w związku niszczą siebie i partnera? Czy przyczyny
nieszczęścia upatrywać należy jednak w tym, że osoba, z którą jest
się związanym, jest jednak nieodpowiednia, ponieważ każdy
potencjalnie stworzony jest do bycia z kimś w parze?

Od jakiegoś czasu próbuję sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Obserwuj wątek
    • bri Re: Czy powinnam być sama? 30.10.09, 15:08
      Zastanów się jak się potoczyły dalsze losy osób, z którymi Ty kiedyś
      byłaś związana. Jeśli po rozstaniu z Tobą udało im się stworzyć
      satysfakcjonujące związki, to raczej nie możesz zwalić całej winy na
      nich.
      • selica Re: Czy powinnam być sama? 30.10.09, 15:16
        Właśnie chodzi o to, że winę generalnie upatruję w sobie.
        Zastanawiam się, czy jestem jakimś freakiem, którego natura
        wyposażyła w jakiś aparat samodestrukcji partnerskiej... Nie jestem
        związkofobką, tylko te związku po prostu psuję.
        • opowiadam Re: Czy powinnam być sama? 30.10.09, 21:17
          moze masz w sobie jakis nieuswiadomiony mechanizm wg ktorego postepujesz?
          zastanow sie nad tym. Nas przyklad jesli podswiadomie myslisz np ze nie
          zaslugujesz na szczesliwy zwiazek i milosc, to podswiadomie przyciagasz takie
          sytuacje, zeby udowodnic ze tak jest...
          Wg mnie nie wszyscy ludzie musza zyc w zwiazkach by sie spelnic, tak samo jak
          nie wszyscy maja potrzebe posiadania dzieci, jesli taki jest ich wybor to ok,
          kazdy ma swoje zycie i powinien zyc jak chce. pozdrawiam!
    • clarissa3 Re: Czy powinnam być sama? 30.10.09, 22:47
      w zwiazku poprostu jest razniej. Teoretycznie. Niestety w wielu
      zwazkach dzieje sie tak ze jedena osoba wykorzystuje druga. I moze
      nie to jest zle ale zle jest to ze zdaza sie ze ta druga jest osoba
      niszczona. Rzadko jednak widuje sie bardzo zadowolonych staruszkow.
      Skwaszeni, zli, sponiewierani, powaleni bolem - dlaczego?
      Jesli czujesz ze ktos jest dla Ciebie zly to trzymaj sie od niego z
      dala. Lepiej sama byc, choc trudno.
      • haalszka Re: Czy powinnam być sama? 01.11.09, 07:04
        od jakiegos czasu stawiam sobie to samo pytanie..
        najpierw rozwod pozniej nieudany zwiazek. teraz duzo z psychologiem rozmawiam i
        wiem ze malo wiedzialam o postepowaniu, kochaniu w zwiazku. bylam na pozycji jak
        mnie kocha to powinien mi dawac wszystko.
        od jakiegos czasu jestem sama i widze ze moje zwatpienie w trwalosc zwiazku jest
        ogromna. fakt inny ze nie spotkalam osoby z ktora chcialabym nawet spotkac sie
        drugi raz.
        mysle ze jednak duzo zalezy od ciebie, twojego podejscie od tej drugiej osoby.
        tu chodzi o dojrzalosc osob. ja za taka jeszcze sie nie uwazam..
        i pozostaje w nadzieji ze jednak kiedys i mi sie uda, moze nie na stalo moze nie
        do konca zycia, ale na jakis czas byc w dojrzalym zwiazku.
    • nom73 Re: Czy powinnam być sama? 01.11.09, 12:12
      selica napisała:

      > Czy przyczyny
      > nieszczęścia upatrywać należy jednak w tym, że osoba, z którą jest
      > się związanym, jest jednak nieodpowiednia, ponieważ każdy
      > potencjalnie stworzony jest do bycia z kimś w parze?

      E tam, ja tam wolę być sam, od czasu do czasu jakieś niezobowiązujące
      przyjaźnie. ;-)
      Samo słowo związek kojarzy mi się ze związkami zawodowymi. :D
    • anbale Re: Czy powinnam być sama? 01.11.09, 12:47
      Być może nie trafiłaś na "właściwą" osobę, skoro czujesz, że Twoje związki były
      destrukcyjne...
      Albo też masz jakieś swoje problemy emocjonalne, przez które generujesz problemy
      w związkach- ale takie rzeczy przerabia się raczej u psychologów... Być może są
      ludzie, którzy nie są stworzeni do życia w parach- ale to też kwestia, z kim się
      "parują". Zdarza im się trafić na kogoś, z kim zatrybią i coś po swojemu stworzą.
      Jak widzisz wachlarz możliwości jest szeroki :)
    • de_witch Jeżeli 01.11.09, 13:18
      Związek po związku jest nieudany, a ty sama w tych zwiazkach żle się
      czujesz, to raczej, twoja psychika potrzebuje bycia samej, jakiś
      czas, aby dojść do siebie.

      Kto nie powinien zakładać zwiazków. najczęsciej osoby chore
      psychicznie,z Bordeline,z DDA, dzieci rodzin dysfunkcyjnych, którym
      terpia nie pomaga.Inne osoby emocjonalnie niedojrzałe, zaborcze,
      zazdrosne.
      Jest ich ogromna masa. Mało kto dziś zyje w udanym i szczęsliwym
      zwiazku.Bo najważniejsza relacja to ta, którą mamy ze sobą.
      • selica Re: Jeżeli 01.11.09, 21:43
        Zabawne, albo to po prostu śmieszna historia, która jest przez to okropnie smutna, ale stanowię kompilację typologiczną wszystkich przez Ciebie wymienionych typów (może z wyjątkiem choroby psyczicznej, chociaż może też się mylę...). Nie jestem typowym DDA, ale moją rodzinę z całą stanowczością mogę nazwać dysfunkcyjną, a siebie osobą zaborczą i emocjonalnie niedojrzałą. Jestem z dobrym człowiekiem - bo raczej chodzi mi o obecny związek, poprzednie historie miały mniejsze lub większe znaczenie, ale nie chcę się na nich za bardzo koncentrować. Jestem zatem z dobrym, porządnym człowiekiem, a nie potrafię tego wszystkiego docenić, koncentruję się na nieistotnych rzeczach, jestem nietolerancyjna, agresywna, niszczę wszystko jak tajfun. Nie akceptuję jego zobowiązań, które są ponad nim i wiem, że jedyne, co mogę zrobić, to nauczyć się z nimi koegzystować, ale ostentacyjnie to wszystko dyskredytuję, nawet można by rzec - bezwiednie. to silniejsze ode mnie po prostu.
        On mnie tak naprawdę nie krzywdzi, chociaż wmawiam i sobie i jemu, że tak jest. W chwilach przebłysku obiektywizmu zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam racji, ale nie umiem się przyznać i walczę do końca. Dopiero kiedy widzę, że on się odsuwa, próbuję się zbliżyć, ale tez atakując.
        Poza tym jestem postrzegana za osobę normalną...
        Skąd we mnie zatem taka siła destrukcyjnego wpływu na związek? Przecież to tak naprawdę jest autoagresja.
        • de_witch Re: Jeżeli 01.11.09, 21:53
          ale moją rodzinę z całą stanowczością mogę nazwać dysfunkcyjną, a
          siebie osobą zaborczą i emocjonalnie niedojrzał
          • selica Re: Jeżeli 02.11.09, 09:04
            Dysfunkcja mojej rodziny najoględniej rzecz biorąc polega, w moim
            mniemaniu, na jej niezespoleniu. Z ojcem praktycznie nie mam
            kontaktu, z mamą i siostrą bardzo dobry, choć raczej na odległość i
            bardziej telefoniczno - mailowy. Rodzice nie są rozwiedzeni, choć
            całe moje dzieciństwo składało się z ciągu sytuacji, które wprost
            zmierzały do ich rozstania. Teraz, paradoksalnie, jest między nimi
            dobrze, ale wszystko polega na absolutnym zdominowaniu mamy przez
            ojca pod każdym względem.
            Z ojcem nie rozmawiam ani ja, ani moja siostra. Tyle o dysfunkcji.
            Dyskutowałam kiedyś na jej temat z koleżankami i wszystkie, a każda
            z innego powodu, doszłyśmy do wniosku, ze pochodzimy z rodzin
            dysfunkcyjnych, może to zatem nadużywanie tego terminu, bo nie każdy
            problem w rodzinie można wszakże określać jako dysfunkcję.
            Analizując jednak wtedy typy osobowości dzieci z DDA, doszłam do
            wniosku, ze reprezentowałam typ 'maskotki' i mam wrażenie -
            reprezentuję go do dziś, co sprawia, że oczekuję, że będzie się mnie
            traktować, jak dziecko. Reaguję strasznie - płaczę, krzyczę, tupię
            nogami, obrażam się. Jestem tym przerażona nawet teraz, jak o tym
            piszę. Cały czas, teraz też, powtarzam sobie, że będę dojrzała,
            mądra, wyrozumiała, że nie będą strzelać fochów o pierdoły. Ale to
            nigdy nie chce zadziałać.
            Ja się po prostu boję, że zniszczę tym i siebie i człowieka z któym
            jestem i każdego następnego człowieka, z któym potencjalnie bym
            była. Krzywdzę tylko te osoby na któych mi zależy. A najbardziej te,
            które kocham.
            • s.p.7 Re: Jeżeli 02.11.09, 09:28
              DDA to bardzo nieodpowiedni zwrot w ogole, poniewaz to eni alkohol jest
              problemem tylko zło zagniezdzajace sie w rodzinie a pochodzace najczesciej od
              rodzicow
              w taki sposob to zło jak lancuch ciagnac sie moze przez pokolenia

              mozna taki lancuch przerwac poniewaz w ciaz go ciagniesz za sobą

              co do wątku
              -jesli spojrzy na pelna akceptacje siebie - to zawsze znajdzi sie ktos z kim da
              sie zyc razem

              jesli spojrzy sie na siebie pod kontem clzowieka ktory moze sie zmieniac i rozwijac
              -to mozna miec przysobie najwspanialsza osobe jaka mozna sobie wymarzyc i
              najwspanialszy związek

              bo tak naprawde problem tkwi w nas


              jak powinno sie rozumeic deysfunkcje rodzini i ją pokonac samemu nei tworzac
              dysfunkcji:

              -zauwaz ze dązysz do dominacji
              na spokojnie... zastanow sie... czy mozna kogos kochac dlatego ze kaze sie komus
              kochac? siebie wyobraz w takiej sytuacji... Ze przychdzi do ciebie bandyta z
              nozem i mowi kochaj mnie...
              wies ze to zawsze bedzie udawane, tak dla swietego spokoju

              -u podstaw dominacji lezy czesto strach przed bycie odrzuconym
              zamiast pracowac nad sobąi starac sie by byc dla kogos jak najlepsza osobąpo to
              by ktos chial z nami być - zmuszmy go sila przz zniewalanie psychiczne,
              fizyczne, finansowe, do tego by nie mial wyjscia i nie mogl odejsc

              -twoje zachowania to typowa MANIPULACJA
              tzn, dzialanie poprzez szantaz emocjonalny, presje
              uzaleznianie swojego stanu emocjonalnego od decyzji partnera
              postawa ROZCZENIOWA i oczekująca


              to wszystko to wzory wyciagnie te z domu rodzinnego
              gdzies w glebokich wartwach siebie uznajesz ze to jest wlasciwe ale sama wiesz
              ze tak nie jest.

              jak powinna zatem wygladac sytuacja wzorowa?
              -powinno nie bac sie milosci dwac jak najwiecej od siebie
              -poelgac na wierze w milosc i pozytywne emocje , radosc do pratnera
              -ufac mu, i wierzyc w niego w pelni
              -rozumiec milosc bardziej jako szczescie jego i jego dobro
              -wybaczac mu wsystkie potkniecia
              -nei oczekiwac milosci tylko ja wdawac
              -nie oczekiwc zadnej postawy
              -nei wymagac nieczego
              -nie bac sie niczego co zwiazane z partnerem

              czyli nei przez dominacje a przez czysta w pelni wolną postawe realziacji
              pozytywnej energi fdo partnera


              piszesz ze to autodestrukcja
              ta kto autodestrukcja zwiazku i ciebei samej w pewnym sensie
              poniewaz to relacje oparte na walce a nie jednosci
              czyli wspolnych celow i wspolnych realizacjach - to zniewalanie - traktowanie
              kogos pzedmiotowo ja kswoja wlasnosc bez szacunku, zaufania, wiary i pozytywnych
              emocji...

              piszesz ze sobie powtarzasz o tym bo rozumiesz w czym blad a nei chce "dzialac"
              ni dzial poniewaz tu dzialaja podswiadome wyuczone mechanizmy, emocje, postawy

              trzeba nauczyc sie pokonywac to co wywoluje takie negatywne reakcje, sadze ze
              podstawowa przyczyna takich reakcji jest strach - podchodzenie do milosci jako
              do zniewalanai a nei do dawania
              wiec uczycz sie ufac, kcohac wierzyc, i poswiecac,
              uczyc sie zwalczac nieuzasadniony strach i i dee zniwalanai czlowieka

              macie byc dla siebei partnerami a nei wrogami
              • selica Re: Jeżeli 03.11.09, 11:02
                Nie wiem, czy próba kształtowania charakteru i jego zmiana może się
                jeszcze udać w trzydziestym roku życia. To tak, jak z krzywymi
                plecami, garbię się od lat i czasem przypomina mi się, że powinnam
                się wyprostować, ale potem znowu zwijam się w pałąk.
                Mam problem z sobą, z tą dominacją to po części prawda. Znamienne
                jednak jest to, że chcę, żeby podejmowano decyzje za mnie i otaczano
                mnie opieką, ale wszystkie ruchy muszą być zgodne z moimi
                oczekiwaniami. To chyba właśnie jest ta manipulacja - mówię: rób,
                jak uważasz, ale oczekuję tylko jakiegoś konkretnego modelu
                zachowania.
                Nie wiem, czy uda się cokolwiek zmienić i stąd cała potrzeba
                założenia wątku - pytanie, czy może lepiej być samą, nic od nikogo
                nie oczekiwać, nie dopasowywać nikogo do swojego wzorca, mieć
                spokojną głowę i nie niszczyć komuś życia. Zwłaszcza, że bardzo go
                kocham.
                • s.p.7 Re: Jeżeli 03.11.09, 11:46
                  czasem tzw krztałtowanie charakteru przebiega naprawde naturlanie i przyjemnie
                  kiedy czlowie kwie ci ejst dobrem a co zlem i wie czego chce

                  niekiedy wystarczy zmian spojrzenia na rzeczywistosc i wzystk odzieje sie samo

                  pamiętaj akceptuj siebie jako osobę, i ja tez to robie,
                  jednakze dobrze wiesz ze twoje postawy nei czynia cie osoby bardzo milej,
                  ukierunkowanej na ludzi, takiej z ktora che sie zyc tak do konca, w sensie ze
                  czujesz ze to nei jest tak do kona to co czujesz i kim chiala bys byc dla ludzi
                  ktorych kochasz

                  czesto to powielanie jakies wzrocow rodzinnych - wystarczy uznaj je za zle i i
                  sie od nich odciac


                  warto nabrac pewnej swiadomosci - nabuyc wiare i zaufanie w czlowieka

                  wiekszosc z tego co robisz ma gdzies tego przyczyne...
                  przeciez ludzie wlasnie chca być dla ciebie mili, otaczac cie opieką, pomagać,
                  robic tak bys byla szczesliwa

                  po co ich do tego zmuszac?
                  jak sadzisz?
                  nie ma takiej potrzeby, a w wyniku tego co robisz skutek jest odwrotny
                  kiedy daje sie cos z siebie ufa i wierzy sie ludziom oni czujac do nas cos sami
                  wg uznania staraja sie t wszystko dac zazwyczaj

                  wiec logicznie rzecz ioa a takze patrzac na pewne wartosci to wszytko co robisz
                  jest po prostu sporym nietaktemcalkowicie zbednym a pozatym niekulturalnym i
                  moralnei zlym

                  więc po co to powielac?
                  wystaczy z tym skonczyc i zaczac fac ludziom, wirzyc w nich i dawc cos od siebie
                  wtedy twoje dylematy o tm czy byc sama znikną poniewaz ludzie beda chcieli byc z
                  toba a ty bdziesz wiedziala ze ich nie krzywdzisz
    • dyn-ex Re: Czy powinnam być sama? 03.11.09, 12:15
      selica napisała:

      > Skoro wydaje mi się, że związki partnera? > Od jakiegoś czasu
      próbuję sobie odpowiedzieć na to pytanie.

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      emcoje i uczicia kady sobie mzoe miec jakie
      chce nie mozna
      prawem kontrolowac emocji czlowieka
      niektorzy lduzie a
      szczegolnie
      kobiety byly
      notorycznie zapladniane
      twoj tok myslenia opiera sie na
      definicji a to totalna nieprawda i bardzo
      ogolnikowe zalozenie
      • s.p.7 Re: Czy powinnam być sama? 03.11.09, 12:52

        nei musisz tak niesmialo mi pokazywac ze wkradly sie jakies stylistyczne
        dziwadla, troche smialosci, mozesz calkiem otwarcie wychodzic z taka pomocą

        dzieki, dobra robota

        <klpeie po ramieniu i daje cukierka>
        przydaje sie ktos taki :)
        nie zawsze ma mczas czytac 2 razy to co napsialem wiec byc moze jeszcze przyda
        sie twoja pomoc

        moze dostaniesz ogoraska :) ale takiego duzego - wg norm unijnych i to w folie
        zapakowany zeby bezpiecznie bylo :) mzoe nawet caly karton przysle, bedziesz
        mogl rozdawac kolegom kolerzankom, znajomym i rodzinie
        • selica Re: Czy powinnam być sama? 03.11.09, 12:55
          s.p.7 napisał:

          > moze dostaniesz ogoraska :) ale takiego duzego - wg norm unijnych
          i to w folie
          > zapakowany zeby bezpiecznie bylo :) mzoe nawet caly karton
          przysle, bedziesz
          > mogl rozdawac kolegom kolerzankom, znajomym i rodzinie

          Może marcheweczkę? :)
      • selica Re: Czy powinnam być sama? 03.11.09, 12:52
        Interesujący wpis o tyle, że nijak nie wiem, jak sie do niego
        odnieść...
        Nie oczekuję, że sejm zajmie sie stanem moich uczuc i wyda ustawę
        regulującą moje emocje, sama staram sie nad nimi zapanować, bo
        utrudniają życie mi i kochanej przeze mnie osobie. Sęk w tym, że nie
        wiem, czy jest to możliwe.
        Nie wiem też jakiego innego człowieka, niebędącego kobietą mozna
        zapłodnić.
        I nie wiem wreszcie jaka definicja rządzi moim tokiem myślenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka