26.01.04, 18:00
wydaje mi się, że jeśli chodzi o mnie (a może i o Was też), problem, albo
jakaś jego część, tkwi w pewnym schemacie myślenia:

"Rzucę słodycze, jak już znajdę faceta" (w domyśle: będę dowartościowana,
będę czuła się kochana, więc żarcie mi nie będzie potrzebne, poza tym będę
się starać dla niego wyglądać super, a więc trzymać linię itp.)

"Rzucę słodycze, jak już znajdę pracę"
"Rzucę słodycze, jak mi sie skończy sesja"
(w domyśle: wreszcie koniec stresów)

"Rzucę słodycze, jak nadejdzie lato"
(w upały nie chce się jeść, poza tym jest dużo owoców, jest ciepło więc pije
się dużo wody)

i tak dalej
ciągle tylko: od poniedziałku, od przyszłego miesiąca... a tak naprawdę
wiedząc, że to nic nie da. z tego co piszecie, widać, że niektóre z Was
umiały to przełamać i zaczęły zmiany "od teraz" - jest więc jakaś nadzieja ;)

ja ciągle nie potrafię sobie poradzić z jedzeniem (co z tego, że nie jem
słodyczy, skoro przerzucam się na maniakalne jedzenie orzeszków,
bezcukrowych wafelków czy ciemnego pieczywa i cały dzień myślę o jedzeniu),
dlatego, że zdrowe odzywianie kojarzy mi się z samymi problemami, a wiadomo,
że problemów nie chce się sobie dodawać. wystarczą mi te, co już mam :)
jedzenie zdrowe kojarzy mi się z nudą, jakimś takim jałowym życiem (wcale
nie chcę tak myśleć, ale to automatycznie przychodzi mi do głowy), no i z
wysilaniem się, aby zrobić posiłek (nie umiem gotować).

poza tym faktycznie tkwi we mnie takie przekonanie, że już niedługo wszystko
się zmieni, bo będę miała faceta, napiszę pracę magisterską, odniosę jakieś
tam sukcesy, i wtedy opychanie się żarciem przestanie mnie interesować.
bzdurne myślenie - bo przecież tak myślę od dłuższego czasu (kilka lat), i
choć pewne rzeczy zmieniają się na dobre, to jedzenie kompulsywne zostaje.
miałam przez ten okres np. parę króciutkich związków, i na początku byłam
szczęsliwa - potem wszystko się rozpadało i znów miałam pretekst do
obżerania się.

cholera, z tej całej pisaniny wynika, że rozumiem błąd w moim myśleniu. a
mimo to go popełniam.
nie wiem jak wyjść z tej pułapki :)

Obserwuj wątek
    • negritha Re: schematy 26.01.04, 22:22
      Cos jest w tym schematycznym mysleniu...
      jesli chodzi o facetów, to mój problem zaczął się na dobre jak zaczęłam być z
      facetem....po prostu przedtem moje życie było bardziej ustabilizowane.. a tu
      nagle pojawił się Ktoś kto wzbudza tak wielkie emocje :-) Jadłam również w
      przypływach euforii, bo pomyślałam sobie że jest ktoś kto mnie pokochał
      niezależnie od tego jak wyglądam.. Więc najpierw sobie folgowałam i
      nadrabiałam czas kiedy się pilnowałam z jedzeniem, a potem wpadałam w panikę
      że jak ja mu się pokaże (szczególnie nago ;-) ) i zaczynałam zbyt drastyczne
      diety....(tzn drastyczne nie tyle ze względu na ilość jedzenia co na jego
      jakość... dla mnie drastyczne są wszystkie te diety gdzie musze jeść rzeczy za
      którymi nie przepadam...;-P) Objadałam się również gdy byłam przygnębiona np
      ze względu na to co On powiedział, lub przez jakąś nieważną sprzeczkę... Po
      prostu mój nastrój był i jest znacznie zróżnicowany i zależny od tego jak się
      nam układa. Kiedyś wszystko było hmmm stabilniejsze. Co nie znaczy że
      żałuje...:-))
      Hasło że wszystko zmienie po sesji sama powtarzalam, ale tym razem nie chce
      czekać... chce zaczynać od razu! Nie mogę się wiecznie usprawiedliwiać
      stresem, bo muszę się nauczyć z tym radzić a nie wiecznie stosować wymówki.
      Zresztą teraz mam dużo do roboty i mniej czasu, po sesji nagle okaże się że
      nie mam nic do zrobienia i znowu będę jeść...nie o to chodzi...
      A w lato wcale nie chce mi się mniej jeść...;-)
      Wiem, że jedzenie orzeszków zamiast słodyczy też nie jest wyjściem...
      przerabiałam to będac na diecie Montignaca i też ciągle myślałam o jedzeniu
      zwłaszcza że na tej diecie wszystko trzeba dokładnie planować... Monti nie był
      dla mnie wyjściem. Przez ten sposób odżywiania nabawiłam się obsesji na
      punkcie IG produktów. To gorsze chyba niż kalorie. BO jak się liczy kalorie
      można w sumie jeść wszystko, a u Montiego wiele potraw jest zupelnie zakazane.
      No i czlowiek znowu mysli o tym co zabronione.
      Ech, zazdroszcze Ci tego przekonania że wszystko się zmieni....mnie się już
      nie chce wierzyć.. szlo mi dobrze, aż do weekendu. Sobota jeszcze jakoś do
      przyjęcia ale niedziela była straszna - wystarczyły niesprzyjające
      okoliczności uczuciowe i to że musiałam się uczyć i w konsekwencji zjadłam
      naprawde za dużo...:-( Dzis było tak średnio...jutro mam nadzieje bedzie
      lepiej. Postanowienia nadal uważam za trafione, a że będą trudności i wpadki
      to w sumie sie spodziewałam...
      Dobrze że już rozumiesz błąd jaki popełniasz, to przecież już połowa
      sukcesu....:-) Teraz tylko musisz i my wszystkie też musimy dążyć do tego by
      coś z tym zrobić :-) Ale co dokładnie, to chyba już każdy sam musi
      zdecydować..chyba nie ma gotowej uniwersalnej odpowiedzi...
      Pozdrawiam ciepło!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka