Dodaj do ulubionych

"a diabeł wciąż się śmieje..."

27.01.04, 07:08
Przeczytałam wątek o bolesnym tabu. Nie mam na ten temat zdania
tak zwanego "wyrobionego", chociaż znam takie przypadki - w jednych
dzieci były powiadamiane o rodzeństwie przyrodnim, w innych nie.
I nie zauważyłam reguły, jakie zachowanie lepsze dla dzieci.

Wątek "bolesne tabu" dotyczy chłopca 12-letniego i jego przyrodniego brata
7-latka. To jest stan "wyjściowy" - bo przecież gadanie o tym, co powinni byli
zrobić rodzice, a czego szkoda, że nie zrobili - nie są dla tej konkretnej
rodziny żadną propozycją rozwiązania problemu.

Proponuję tym, którzy optują za rozmową odkrywającą prawdę - symulację takiej
rozmowy (tu, na forum). Jak wyobrażacie sobie taką konkretną rozmowę tych
konkretnych ludzi. Spróbujcie napisać coś w rodzaju scenariusza.
Dla uwiarygodnienia - może "rolę" 12-latka pisałby ktoś, kto jest
przeciw tej rozmowie, albo przynajmniej sceptycznie nastawiony.


:-))
Ba.
Obserwuj wątek
    • alfika Re: "a diabeł wciąż się śmieje..." 27.01.04, 07:27
      to będzie niewiarygodne z tego prostego powodu, że dzieci nie sa nastawione z
      góry "przeciwko", a dorosły odgrywający rolę dziecka w takim wypadku - wciąż
      będzie dorosłym pozostającym "przeciwko"
      zero obiektywizmu

      alfika, z dwójką przyrodniego rodzeństwa z jednej strony i jedną przyrodzoną
      siestrą z drugiej

      ;P
      • kamfora Re: "a diabeł wciąż się śmieje..." 27.01.04, 07:45
        alfika napisała:

        > alfika, z dwójką przyrodniego rodzeństwa z jednej strony i jedną przyrodzoną
        > siestrą z drugiej

        O! To Ty jak najbardziej możesz się podjąć roli 12-latka :-)

        No przecież ma być tylko symulacja, a nie prawdziwy zapis prawdziwej rozmowy.
        (dorośli wciąż pamiętają swoje odczucia z dzieciństwa, niektórzy muszą chodzić
        do psychiatry nawet, żeby się z dzieciństwa wyrwać...Ale przecież nikogo nie
        można zmusić do brania udziału w wątku wyobraźni, zdaję sobie sprawę)
        • alfika Re: "a diabeł wciąż się śmieje..." 27.01.04, 07:57
          nie sądzę, żeby przyrodnie i przyrodzone rodzeństwo mogło narzucić rolę
          nastolatka, nie widzę zależności ;)
          ale chętnie posłucham, jeśli młodo wyglądam ;)))

          Kamfora, dokładnie mi wygląda ten pomysł na próbę utwierdzenia sceptyków :)

          matka, która koniecznie chce udowodnić swoją i dziecka i całego świata krzywdę,
          bo mąż ją zdradził, zrobi wszystko, by udowodnic, ze każde zyciowe potkniecie
          dziecka to wynik działania okrutnego faceta

          skoro wybaczyła, niech podejmie dialog, a nie wylicza, ile ja juz kosztowało
          zaleczanie ran - swoich - ok, ale dziecka?!!! - i ile jeszcze przyjdzie jej
          płacić za zdradę męża - i jej i dziecku, ofkors

          zapętla się i tyle

          i z tym dziecko będzie musiało sobie poradzić
          i jedno dziecko zresztą, i to drugie
          • kamfora Re: "a diabeł wciąż się śmieje..." 27.01.04, 08:03
            alfika napisała:

            > Kamfora, dokładnie mi wygląda ten pomysł na próbę utwierdzenia sceptyków :)

            ??????
            Kiedy adwokat przed rozprawą rozmawia z klientem - zadaje mu pytania,
            które często wyprowadzają go z równowagi. Przygotowuje go tym samym do
            hipotetycznych pytań, na które być może będzie trzeba
            odpowiedzieć na sali. I wcale nie utwierdza tym sceptycyzmu.

            Równie dobrze ta wyimaginowana rozmowa może utwierdzić tych, którzy
            są za.
            • alfika Re: "a diabeł wciąż się śmieje..." 27.01.04, 08:55
              a to co innego - rozmowa z adwokatem

              adwokat nie robi symulacji

              a tu nie sąd, mimo wszystko
    • Gość: Malwina Re: "a diabeł wciąż się śmieje..." IP: *.d1.club-internet.fr 27.01.04, 08:28
      kazda rozmowa jest prowadzona w stosunku do reakcji interlokutora (ze nie
      wspomne o osobowosci protagonistow). Jesli tego nie robimy tzn ze jestesmy
      psychosztywni
      wiec jak juz to milion wersji tej symulacji (no i brak lez calusow i sciskania
      ewentualnie placzu gniewu i trzaskania drzwiami wiec niewiarygodne to to
      bedzie)
      • kamfora Re: "a diabeł wciąż się śmieje..." 27.01.04, 08:35
        Gość portalu: Malwina napisał(a):

        > kazda rozmowa jest prowadzona w stosunku do reakcji interlokutora (ze nie
        > wspomne o osobowosci protagonistow). Jesli tego nie robimy tzn ze jestesmy
        > psychosztywni
        > wiec jak juz to milion wersji tej symulacji (no i brak lez calusow i sciskania
        > ewentualnie placzu gniewu i trzaskania drzwiami wiec niewiarygodne to to
        > bedzie)

        Nie mniej wiarygodne, niż porada typu: "powinnaś porozmawiać".
        (przytulanie, całusy, płacze i trzaskania drzwiami - to wszystko w symulacji
        powinno się znaleźć! I wyobrażenie reakcji na owe.)

        No przecież jedna osoba sobie wyobrża to, inna tamto. W sumie może być ciekawe,
        czyż nie?
        Czego się właściwie boicie? Że obudzicie jakieś demony?
        • alfika Re: "a diabeł wciąż się śmieje..." 27.01.04, 08:53
          Kamforo, czytaj, co napisane :)

          To będzie niewiarygodne, krtótki wniosek, a nie wyraz strachu
          jakiego znowu strachu przed jakimi demonami, na litość boską :)))
      • kamfora chodzi o jedną wersję 27.01.04, 08:44
        z tego "miliona" :-)

        Ot - może na początek: jak sobie wyobrażacie rozpoczęcie takiej rozmowy?
        Czy matka sama z synem, czy wtedy, gdy są wszyscy troje?
        Czy przy kolacji, czy na spacerze? Jak lepiej?
        A może podczas oglądania jakiegoś filmu?


        > wiec jak juz to milion wersji tej symulacji
    • otryt Życia nie da się zasymulować... 27.01.04, 09:54
      Myślę, że taka symulacja jest niemożliwa. I bynajmniej nie z powodu tego, że
      nie potrafimy się wczuć w rolę 12-latka, że nie pamiętamy. Ja pamiętam. Gdy
      miałem 16 lat mojemu ojcu urodziła się córka w kolejnym trzecim już
      małżeństwie. Ja miałem dwóch młodszych braci.

      A niemożliwa jest dlatego, ze liczba możliwych ciągów dalszych jest bardzo
      duża. Z jednej strony matka ze swoją świeżą jeszcze krzywdą, próbująca
      ograniczać kontakty, z drugiej zaś ojciec, który odszedł od rodziny po licznych
      skokach w boki a teraz próbujący sklecić nowy układ rodzinny, dawać nam
      siostrę, której nie mieliśmy wcześniej. A przecież rodzina już dawno była w
      rozsypce. Prawdę mówiąc przyjąłem tą wiadomość dość obojętnie. Gdy miałem 17
      lat a moja siostra przyrodnia roczek spotkaliśmy się po raz pierwszy. Zarówno
      ojciec, jak i jego bardzo młoda żona, która była raczej z mojego niż ojca
      pokolenia, sprzyjali naszym spotkaniom i kontaktom. Spotykaliśmy się kilka razy
      do roku, aż do momentu kiedy ona skończyła 7 lat. Ja miałem braci, kolegów,
      przyjaciół, kuzynki i kuzynów i prawdę mówiąc oni mi wystarczali. Co prawda
      rodziła się również drobna więź pomiędzy mną a Agnieszką, ale wówczas w bardzo
      dramatycznych okolicznościach rozpadło się trzecie małżeństwo ojca. Nie miał
      nawet prawa sądowego do widywania swojego dziecka. Zostały odcięte wszelkie
      kontakty. Ojciec prosił mnie i braci, abyśmy jeździli do Agnieszki
      wykorzystując nasze w miarę dobre stosunki. Nie za bardzo pasowała mi misja
      szpiegowska i uchyliłem się od tego zadania. Widziałem jak bardzo ojcu zależało
      na kontakcie ze swoją córką, bardzo cierpiał z tego powodu. Prosił mnie, abym
      interesował się jej losem, lecz sam nigdy jej więcej nie zobaczył , bo umarł
      kilka lat później, gdy Agnieszka miała 12 lat. Chowaliśmy go razem z czwartą
      żoną. Jego wcześniejszą troskę o los córki potraktowaliśmy z braćmi jako swego
      rodzaju testament i nawiązaliśmy kontakt z Agnieszką, jej matką, nowym mężem
      matki i jej nową siostrą przyrodnią. Tu się zaczyna nowy etap, ale ta nowa
      historia o czym innym opowiada.

      Życie jest zbyt bogate, aby dało się zasymulować.
      otryt
      • kamfora Re: Życia nie da się zasymulować... 27.01.04, 11:00
        Wiem, że życie nie da się zasymulować.
        Chciałam tylko uzmysłowić tym, którzy rzucają radami typu: "powinnaś rozmawiać",
        "powinnas powiedzieć", "dziecko jest proste" - że trudno jest coś wymyśleć
        patrząc z boku - a co dopiero na miejscu tej matki/ojca będąc.

        A przecież dawanie rad - to rodzaj symulowania życia - czyż nie?
        • alfika Re: Życia nie da się zasymulować... 27.01.04, 11:59
          życie jest proste
          o ile się go na siłe nie komplikuje

          dawanie rad to nie symulowanie
          tylko czasem branie ze swojego doświadczenia i dodatkowo spojrzenie z zewnatrz
          czy to się komu mieści w głowie, czy nie

          przemysleć przed zastosowaniem też mozna

          jak ktoś się boi, że skrzywdzi, to nie doradza
          nie znam takiego odważnego
          a jak ktoś źle doradza - to moze lepiej nie pytac nigdy nikogo o radę?

          jakoś nie widzę pomocy jedynie w głaskaniu po głowie
          • kamfora Re: Życia nie da się zasymulować... 27.01.04, 18:35
            alfika napisała:

            > dawanie rad to nie symulowanie
            > tylko czasem branie ze swojego doświadczenia i dodatkowo spojrzenie z
            zewnatrz czy to się komu mieści w głowie, czy nie


            Gdy się komuś daje radę, to zakłada się, że gdyby ten ktoś skorzystał z niej,
            - osiągnąłby taki, a nie inny rezultat. Przewiduje się, że taki, a nie inny
            rezultat wyniknie z takiego, a nie innego działania.
            Przewidywanie kilku kroków do przodu - to symulacja właśnie.
            • alfika Re: Życia nie da się zasymulować... 28.01.04, 07:15
              A, to tylko kwestia definicji - dla mnie symulacja to przeprowadzenie
              eksperymentu na modelu - tu wymyślonym, a doradzanie, wyobrażanie sobie wyniku -
              i to prawdopodonego bardziej lub mniej - to trochę inna sprawa

              tym bardziej, że sama proponujesz zasymulowanie sytuacji, co nie ma być
              doradzaniem, bo doradzać podobno łatwo, jak napisałaś

              miłego dnia!
    • Gość: inka_s Re: "a diabeł wciąż się śmieje..." IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.01.04, 11:59
      Myślę, że jedno jest pewne - ta rozmowa powinna odbyc sie we trójkę.
      Tak duży chłopak z pewnościa wyczuwa, że między rodzicami jest coś nie tak. I
      wie, że dzieci nie znajduje sie w kapuście ani bocian ich nie przynosi.
      Uważam, że lepiej było to załatwiać od razu, a skoro sie tak nie stało trzeba
      to zrobić teraz nie czekając, aż ktoś zrobi to za rodziców.

      Jakie okoliczności wybrać i jak zacząć rozmowę - nie mam pojęcia. Na pewno nie
      w miejscu publicznym - nie spacer, mcdonald czy jakieś atrakcje. Nie wiadomo
      jak chłopiec zareaguje, lepiej dać mu szansę schowania się w samotności do
      przetrawienia takich nowin. I rodzice muszą zrobić wszystko by nie padały
      wzajemne oskarżenia. Po prostu podac fakty. Ale jakimi słowami zacząć poza
      nieśmiertelnym "musimy porozmawiać" albo "chcemy ci coś powiedzieć"?

      • kamfora Re: "a diabeł wciąż się śmieje..." 27.01.04, 18:11
        Gość portalu: inka_s napisał(a):
        > Nie wiadomo
        > jak chłopiec zareaguje, lepiej dać mu szansę schowania się w samotności do
        > przetrawienia takich nowin.

        No właśnie. Prawie wszyscy zakładają, że chłopiec "zrozumie". Znam przypadek,
        że 12-latek po podobnych "nowinach" skoczył z dachu (na szczęście nie było
        wysoko i tylko się potłukł). Miał nadzieję, że zdoła tym zapobiec
        rozwodowi rodziców. Być może rodzice powiedzieli mu w niewłaściwy sposób?
        Może wspomnienie własnych przeżyć w dniu, kiedy dowiedzieliście się
        o rozwodzie/przyrodnim rodzeństwie - pomoże zrozumieć innym rodzicom co
        naprawdę czuje wtedy ich dziecko, a nie tylko to, co czuć "powinno"?
        Otryt napisał, że przyjął nowinę o przyrodniej siostrze "dość obojętnie".
        ale miał wtedy 16 lat. I ojciec już nie mieszkał z nimi.

        Wydaje mi się, że sprawa nie jest błaha. A z tej racji, że coraz częściej
        mamy do czynienia z takimi przypadkami - warto właśnie o dzieciach
        rozmawiać. To właśnie z niektórych z nich przecież wyrastają "skomplikowani"
        dorośli szukający pomocy u psychoterapeutów, starający się odnaleźć przyczynę
        swoich nerwic, psychoz i depresji w dzieciństwie.
    • Gość: Oleńka rozmowa powinna odbyć się we dwóch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 12:11
      jestem o tym głęboko przekonana

      matka będzie histeryzować, napięte relacje między rodzicami, które się napewno
      podczas rozmowy ujawnią, przestraszą dziecko jeszcze bardziej - już sam nius z
      bratem będzie wystarczjącym szokiem.

      ojciec powinien dzieciaka gdzieś zabrać, powiedzieć mu, co się stało i dlaczego
      (oczywiście na możliwości 12-latka...) i o tym, że owocem tamtego związku jest
      brat. I koniecznie o tym, dlaczego dotąd go oszukiwali.
      • Gość: Malwina dlaczego go oszukiwali... IP: *.d1.club-internet.fr 27.01.04, 12:48
        nie zapomniec : przestac sie oklamywac : oszukiwali go nie dlatego ze jest za
        maly aby zniesc szok, za wrazliwy, zeby go oszczedzic, z obawy o jego reakcje
        ale dlatego ZE SAMI SIE BOJA. Z troski o wlasna d...e.
        kropka.
        • Gość: Oleńka dokładnie - i to powinni mu powiedzieć n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 12:52
        • kamfora Re: dlaczego go oszukiwali... 27.01.04, 17:51
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > nie zapomniec: przestac sie oklamywac : oszukiwali go nie dlatego ze jest za
          > maly aby zniesc szok, za wrazliwy, zeby go oszczedzic, z obawy o jego
          > reakcje ale dlatego ZE SAMI SIE BOJA. Z troski o wlasna d...e.
          > kropka.

          Ok - przypuśćmy, że masz rację. Czy uważasz, że 12-latek powinien
          wysłuchiwać spowiedzi rodziców? Że powinien się dowiedzieć, że nie ma
          się gdzie schronić ze swoim strachem przed życiem - bo rodzice sami się
          boją i nie są w stanie zapewnić mu bezpieczeństwa?
          • Gość: Oleńka 12 lat to nie taki znowu dzidziuś. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 19:44
            Prawie nastolatek. Zasługuje na potraktowanie serio. Na to, zeby nie być
            oszukiwanym. Powinien od ojca usłyszeć, że jest kochany i że kłopoty pomiędzy
            mamą i tatą go nie dotyczą w tym sensie, że nie wpływają na ich relacje z nim.
            Powinien usłyszeć, że ojciec bał się mu o tym powiedzieć, bo ma poczucie, ze go
            zawiódł, że odkładał to, bo myślał głupio, że lepiej poczekać itd. - zależy co
            jeszcze jest prawdą. I ze dalej nie może go już oszukiwać. Nie wspomnę już o
            tym, że powinien chłopca przeprosić.

            Fatalnie natomiast, że facet się wyprowadza :(
          • Gość: Oleńka p.s. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 19:46
            to nie chodzi o spowiedź - tyko o podstwowe prawdy.
            dziecko nie ma się zapoznawac z historią konfliktu czy romansu, tylko na
            poziomie ogólnym i dostosowanym do wieku dowiedzieć się, co jest grane.
          • malvvina Re: dlaczego go oszukiwali... 28.01.04, 13:16
            a myslisz naprawde ze tego nie zobaczy ? nie zrozumie ? cisza lub klamstwo sa
            w stanie zakamuflowac realny stan rzeczy ?
            eee
            byloby pieknie...

            > Ok - przypuśćmy, że masz rację. Czy uważasz, że 12-latek powinien
            > wysłuchiwać spowiedzi rodziców? Że powinien się dowiedzieć, że nie ma
            > się gdzie schronić ze swoim strachem przed życiem - bo rodzice sami się
            > boją i nie są w stanie zapewnić mu bezpieczeństwa?
            >
      • kamfora Re: rozmowa powinna odbyć się we dwóch 27.01.04, 17:44
        Gość portalu: Oleńka napisał(a):

        > ojciec powinien dzieciaka gdzieś zabrać, powiedzieć mu, co się stało i
        dlaczego (oczywiście na możliwości 12-latka...) i o tym, że owocem tamtego
        związku jest brat. I koniecznie o tym, dlaczego dotąd go oszukiwali.

        No właśnie o to mi chodzi :-)
        Gdzie, według Ciebie byłoby najlepiej zabrać syna na spacer i w jakich słowach
        powiedzieć mu o wszystkim?

        Przypuśćmy, że syn się na razie nie odzywa - tylko słucha.
        • otryt Re: rozmowa powinna odbyć się we dwóch 27.01.04, 18:09
          Bardzo wielu rzeczy nie wiemy: np czy małżeństwo rodziców uchodziło w oczach
          dziecka za dobre, czy też zdarzały się "trudne sytuacje"? W pierwszym przypadku
          taka informacja może podziałać jak grom z jasnego nieba i wzbudzić w dziecku
          poczucie zagrożenia możliwym rozwodem miast radości z nowego brata.
          Nie znamy psychiki tego konkretnego dziecka. Są tutaj duże indywidualne różnice
          w możliwym odbiorze podobnej informacji.

          Rozmowa raczej we dwójkę niż w trójkę, oczywiście za zgodą i wiedzą matki.
          • kamfora Re: rozmowa powinna odbyć się we dwóch 27.01.04, 18:20
            otryt napisał:

            > Rozmowa raczej we dwójkę niż w trójkę, oczywiście za zgodą i wiedzą matki.

            Matka napisała, że nie chce, aby syn się dowiedział. Może - znając go
            przecież lepiej - obawia się o jego reakcję? Nie wiemy, dlaczego akurat
            teraz ojciec zdecydował wyjawić "tajemnicę".

            A teraz, załóżmy, że rozmowa odbyła się między mężczyznami.
            Syn na pewno będzie chciał się dowiedzieć, co matka na ten temat myśli.
            I CO wtedy matka ma powiedzieć? Że to wszystko "normalne" między nami
            ...ludźmi? Czy że czuje się oszukana/skrzywdzona?
            A jeśli syn nie będzie chciał rozmawiać z żadnym z rodziców?
            Kiedy pójść po poradę do psychologa?
            • Gość: Sisi Re: rozmowa powinna odbyć się we dwóch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 18:55
              Przed rozmową z synem rodzice powinny wspólnie ustalić zdanie na ten temat (
              wg. mnie z opcją na powiedzenie dziecku o przyrodnim bracie).Takiej sprawy jak
              ta mają tendencje do wychodzenia na światło dzienne, chociażby za
              pomocą "życzliwych sąsiadów". Nie ulega wątpliwości, że subiektywna krzywda
              jaką może odczuć dziecko, będzie wtedy o wiele większa. Sytacja jest o tyle
              trudniejsza, że z tego co pisze zal, mąż wyprowadza się z domu. Może zatem u
              dziecka pojawić się myśl, że tata woli to drugie dziecko, dlatego się
              wyprowadza. Sądzę, że rozmowa powinna odbyć sie w trójkę, dziecko powinno
              widzieć, że matka również akceptuje tą sytuację. Inaczej chcąc widzieć się ze
              swoim bratem, dziecko może odczuwać że robi coś wbrew matce, że sprawia jej
              przykrość itp. Rozmowa powinna odbyć się w domu, moim zdaniem spacer czy wyjazd
              mogłby wprowadzić wrażenie, że ojciec w sztuczny sposób chce "wynagrodzić"
              wiadomość o przyrodnim bracie. Rodzice w tej sprawie powinni stworzyć silną
              koalicję, chowając własne pretensje i żale do kieszeni, inaczej dziecko może
              nie wiedzieć po której stronie stanąć.
            • otryt Więzy krwi 27.01.04, 18:57
              Pisząc:

              > Rozmowa raczej we dwójkę niż w trójkę, oczywiście za zgodą i wiedzą matki.

              miałem jedynie na myśli, że wariant dwuosobowy jest lepszy niż trzyosobowy,
              moim zdaniem. Nie przesądzałem jednak, czy ta rozmowa powinna się odbyć czy też
              nie. Po prostu za mało wiemy.
              Mam podobne wątpliwości jak Ty.

              Jeszcze jedna refleksja nasunęła się mi po przeczytaniu wszystkich postów, a
              mianowicie, że przeceniane są więzy krwi. Dla mnie cenniejsze są więzy miłości
              i przyjaźni. Oczywiście więzy krwi oraz miłości i przyjaźni mogą się pokrywać
              tworząc podwójne lub potrójne wiązanie.

              • kamfora Re: Więzy krwi 27.01.04, 19:55
                otryt napisał:

                > Jeszcze jedna refleksja nasunęła się mi po przeczytaniu wszystkich postów, a
                > mianowicie, że przeceniane są więzy krwi. Dla mnie cenniejsze są więzy miłości
                > i przyjaźni.

                Chodzi Ci o "więzy krwi" między rodzeństwem? Różnie bywa.
                Ale wydaje mi się, że "nabierają mocy" z wiekiem :-))
                • otryt Re: Więzy krwi 28.01.04, 21:43
                  kamfora napisała:

                  > Chodzi Ci o "więzy krwi" między rodzeństwem? Różnie bywa.
                  > Ale wydaje mi się, że "nabierają mocy" z wiekiem :-))


                  Silne więzy między rodzeństwem wynikają przede wszystkim z tego, że wspólnie
                  wzrastają w jednym domu, łączą ich wspólne doświadczenia i przeżycia w
                  najważniejszym okresie życia, jakim jest dzieciństwo. Rodzeństwo przyrodnie to
                  całkiem co innego. Domy w których się wychowywały były różne, różne
                  obowiązywały systemy wartości. Więzy krwi są drugorzędne.
              • yagnieszka Wszystkie dzieci sa nasze? 27.01.04, 20:09
                To ja mam jeszcze jedna refleksje. Tym razem dotyczaca Mamy-zalozycielki
                oryginalnego watku. Z tego, co Ona pisze mozna wyraznie wyczuc, ze nie jest
                gotowa na zadne spokojne rozmowy, ustalenia spotkan itd. Jezeli sie w koncu na
                to zgodzi, to pod jakims szantazem uczuciowym, ze niby odbiera dziecku kontakt
                z bratem itd. Ale przeciez Ona calym cialem i dusza nie chce miec nic wspolnego
                z ta nowa/stara kobieta swojego meza ani z Jej dzieckiem. I trudno z tym
                dyskutowac - poki co takie sa Jej uczucia. Jesli sie zgodzi na rozmowe czy na
                spotkania Jej syna z drugim chlopcem, bedzie zmuszona udawac, ze wszystko jest
                OK i ze teraz takie bedzie Ich nowe zycie, moze nawet lepsze? Oczekujecie od
                Niej jakiejs hipokryzji i typowego "dla dobra dziecka" wbrew Niej samej. A ja
                mysle, ze zanim jakakolwiek rozmowa moze miec miejsce, zarowno Ona jak i Jej
                maz musza znalezc w sobie chec i cierpliwosc do rozmow we dwoje i poczynienia
                jakichs postanowien wzgledem przyszlosci. Jesli rozwod, to rozwod. Jesli
                przebaczenie, to przebaczenie. Gdy juz dorosli beda wiedzieli, czego chca i jak
                sobie uloza zycie, przyjdzie czas na zakomunikowanie tego Jej synowi (a czy ten
                drugi chlopiec wie, ze ma starszego brata?). Najpierw trzeba byc pewnym co i na
                ile, chce sie powiedziec a potem zastanawiac sie nad forma i miejscem.
                • mary_ann Re Yagnieszko, 28.01.04, 00:10
                  ..myślę, że dostrzegłas bardzo ważny aspekt sprawy, który jakos innym umknął.

                  Rozsypka psychiczna, ból, frustracja matki niepogodzonej z sytuacją odbiją się
                  rykoszetem na dziecku. Najpierw oboje z ojcem musza sobie wszystko poukładać -
                  sprawa w końcu może poczekac, a falstart byłby fatalny w skutkach.
                  • Gość: Oleńka nie masz racji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 00:13
                    matka nie potrafi sobie tego ułożyć od 8 lat!!!

                    ile jeszcze mają czekać?
                    • mary_ann Re: nie masz racji 28.01.04, 01:08
                      Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                      > matka nie potrafi sobie tego ułożyć od 8 lat!!!
                      >
                      > ile jeszcze mają czekać?

                      Ale ostry konflikt, wyprowadzanie się, widmo rozwodu, są świeże. Chociażby z
                      tego powodu to nie jest dobry moment.

                      A, i nie podoba mi sie to oskarżycielskie, a przynajmniej pełne niechęci
                      (przepraszam, jeśli się mylę) "nie potrafi sobie ułozyć". Ona nie musi
                      potrafić. Nic nie musi. MOŻE - jesi znajdzie w sobie dość siły - wznieść sie
                      ponad własny ból. Oskarżanie jej, stawianie wymagań, na pewno jej do tego nie
                      zmotywuje.
                      • kamfora wznieść się ponad 28.01.04, 07:12
                        mary_ann napisała:

                        > A, i nie podoba mi sie to oskarżycielskie, a przynajmniej pełne niechęci
                        > (przepraszam, jeśli się mylę) "nie potrafi sobie ułozyć". Ona nie musi
                        > potrafić. Nic nie musi. MOŻE - jesi znajdzie w sobie dość siły - wznieść sie
                        > ponad własny ból. Oskarżanie jej, stawianie wymagań, na pewno jej do tego nie
                        > zmotywuje.

                        To jest chyba sedno. Bardzo wielu ludzi uważających się za postępowych
                        (czy jak kto woli: liberalnych) ma dużo zrozumienia, wyrozumiałości,
                        dla tego rodzica, który nie jest w stanie "dla dobra dziecka" trwać
                        w małżeństwie i szuka szczęścia poza nim. Rzadko kto natomiast widzi
                        tego zdradzonego, porzuconego : on MUSI/POWINIEN wznieść się ponad
                        swój ból i mając na względzie dobro dziecka - wybaczyć wszystko tej drugiej
                        stronie, tłumaczyć ją przed dzieckiem...Czy mama tego 12-latka musi widzieć
                        dobro dziecka tak, jak widzi to jego tatuś? To tatuś wykazał się
                        niedojrzałością. I to on może teraz powinien dostosować się do niej?

                        Najważniejsze jest pytanie: dlaczego akurat teraz tatuś chce powiedzieć
                        dziecku i dlaczego ona uważa, że to nie powinno nastąpić.
                        • Gość: Oleńka A skąd Ty to wiesz??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 12:12
                          Że tatuś wykazał się niedojrzałością? Zielonego pojęcia nie mamy o tym, co
                          miedzy nimi zaszło. A może to jędza? A może ona go pierwsza zdradziła? Wydajesz
                          wyrok na człowieka nie wiedząc nic o sytuacji, która do tego doprowadziła.

                          Jest rzeczą bezsporną, że każdemu należy się prawda.
                          A więc i dziecku. Jego prawo do wiedzy, ze ma brata, jest ponad prawem matki do
                          świętego spokoju.

                          Przyjrzyj się temu i postaw w roli kobiety, której mąż nie chce mieć z nią
                          drugiego dziecka, ma je z inną, opuszcza ją, a jej syn chciałby mieć
                          rodzeństwo...To mi wygląda na strach przed zżyciem się dziecka z nową rodziną
                          ojca...Przyrzyj się tokowi rozumowania autorki wątku - mąż nie chce mieć ze mną
                          dziecka, a mój syn chce mieć rodzeństwo, powiedzenie mu o bracie jest DROGĄ NA
                          SKRÓTY! Ani słowa refleksji o tym, że dziecko ma prawo wiedzieć, wyrzutów
                          sumienia, ze je oszukują. Tylko cały czas podtekst "mnie odbierają i ja się nie
                          zgadzam".

                          Tak, matka po 8 latach powinna się pogodzić z sytuacją. Ułożyć swoje emocje.
                          Czas na dorosłość. To jest jej obowiązek w stosunku do dziecka. Ponieważ jej
                          poplątane emocje ewidentnie zaszkodzą dziecku.

                          Najważniejsze jest prawo dziecka do wiedzy, ze ma brata. I prawo tego młodszego
                          do tego samego. Naprawdę nie rozumiem, jak możesz patrzeć na sprawę przez
                          pryzmat dostosowywania się ojca do matki czy matki do ojca :((( Prawa dorosłych
                          są na drugim miejscu.
                          • Gość: inka_s Re: A skąd Ty to wiesz??? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.01.04, 12:41
                            Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                            > Że tatuś wykazał się niedojrzałością? Zielonego pojęcia nie mamy o tym, co
                            > miedzy nimi zaszło. A może to jędza? A może ona go pierwsza zdradziła?
                            > Wydajesz wyrok na człowieka nie wiedząc nic o sytuacji, która do tego
                            > doprowadziła.

                            ***To on ma dziecko z inną. Powinien jeśli jest odpowiedzialny - najpierw
                            zakończyć ten związek, potemn zacząć drugi. A jeśli nawet tego nie zrobił w
                            takiej kolejności - to powinien sprawy załatwić po narodzeniu drugiego syna.
                            Stan zawieszenia od 8 lat nie świadczy o dojrzałości tego pana. Niezaleznie od
                            nie/dojrzałości jego zony.

                            > Jest rzeczą bezsporną, że każdemu należy się prawda.

                            ***Nie każdy chce prawdy. Niektórzy żałują, że ją poznali. Nawet na tym forum
                            bywają takie wyznania. Niestety, nie pamietam gdzie, ale w jakimś dawnym wątku
                            była historia mężczyzny który powiesił się dowiadując się, że jego kochana
                            kilkunastoletnia córka nie jest jego dzieckiem. Nie wytrzymał nagłej prawdy.
                            Pewnie wolałby nigdy nie wiedzieć. Może ktos pamięta tę historię?

                            > A więc i dziecku. Jego prawo do wiedzy, ze ma brata, jest ponad prawem matki
                            > do świętego spokoju.

                            ***Dlaczego? Dlaczego tu wyżej stawiasz prawo dziecka do prawdy (czy syn na
                            pewno ucieszy się z prawdy?)? To nie tylko sprawa dowiedzenia się o bracie. To
                            sprawa utraty złudzeń co do własnej rodziny. Chłopak może wierzyć, że rodzice
                            jeszcze sie jakoś dogadują choć nie jest dobrze między nimi. Teraz nie tylko
                            dowie sie o bracie ale dowie się, że jego rodzna waśnie przestaje istnieć.
                            On może znienawidzić własnego ojca, wiesz?

                            > Przyjrzyj się temu i postaw w roli kobiety, której mąż nie chce mieć z nią
                            > drugiego dziecka, ma je z inną, opuszcza ją, a jej syn chciałby mieć
                            > rodzeństwo...To mi wygląda na strach przed zżyciem się dziecka z nową rodziną
                            > ojca...Przyrzyj się tokowi rozumowania autorki wątku - mąż nie chce mieć ze
                            > mną dziecka, a mój syn chce mieć rodzeństwo, powiedzenie mu o bracie jest
                            > DROGĄ NA SKRÓTY! Ani słowa refleksji o tym, że dziecko ma prawo wiedzieć,
                            > wyrzutów sumienia, ze je oszukują. Tylko cały czas podtekst "mnie odbierają i
                            > ja się nie zgadzam".

                            ***Takie przedstawienie sprawy może być efektem chaotycznej wypowiedzi pod
                            wpływem silnych emocji. I nie bądź taka pewna, że syn z radością pobiegnie za
                            ojcem do nowej rodziny. Ani że ta rodzina tak chętnie go przyjmie. Może tak
                            być - ale może też tak, że syn stanie po stronie matki i nic z ojcem-oszustem
                            nie będzie chciał mieć do czynienia. To nie matka zdradziła, nie matka ma
                            dziecko z innym.

                            > Tak, matka po 8 latach powinna się pogodzić z sytuacją. Ułożyć swoje emocje.
                            > Czas na dorosłość. To jest jej obowiązek w stosunku do dziecka. Ponieważ jej
                            > poplątane emocje ewidentnie zaszkodzą dziecku.
                            > Najważniejsze jest prawo dziecka do wiedzy, ze ma brata. I prawo tego
                            > młodszego do tego samego. Naprawdę nie rozumiem, jak możesz patrzeć na sprawę
                            > przez pryzmat dostosowywania się ojca do matki czy matki do ojca :((( Prawa
                            > dorosłych są na drugim miejscu.

                            ***Nie, matka nic nie musi. To ten pan MUSI. Nawet jeśli z jej winy związek się
                            rozpadł - to jej mąż powinien był uczciwie załatwić sprawę - i najpierw się
                            rozwieść i dopiero wtedy wpakować w nowy związek. I wtedy sprawa przyrodniego
                            rodzeństwa byłaby czysta. Dziecko ma prawo do prawdy - ale nie jest to prawo
                            najwazniejsze. Chyba faktycznie byłoby lepiej, żeby rodzice najpierw załatwili
                            między sobą i podjęli decyzję o rozwodzie. I poinformowac o nowym związku
                            tatusia. Oraz o tym, że choć nowy związek teraz będzie zawarty - to syn tamtej
                            pani jest bratem.
                            Ja jednak widzę tutaj winę mężczyzny głównie. Nie dlatego, że zdradził.
                            Dlatego, że był tchórzem przez 8 lat.
                            • Gość: Oleńka jakim ojcem-oszustem?????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 12:54
                              Halo, halo!!!
                              Chłopak ma RODZICÓW OSZUSTÓW, a nie ojca oszusta :)

                              I co to ma do rzeczy, że ma dziecko z inną? Gdyby, teoretycznie, jego zdrada
                              była odpowiedzią na jej zdradę, to też byś go uznała za "bardziej winnego"?

                              Jakie sprawy powinien załatwić po narodzinach drugiego syna???
                              Chyba nie chcesz powiedzieć, że drugie dziecko implikuje rozwód???

                              Skąd wiesz, dlaczego od 8 lat utrzymywali rzecz w tajemnicy? Jedno, co wiemy,
                              to to że prawdopodobnie pod presją żony. Absolutnie nie świadczy to jego
                              niedojrzałości, a jej dojrzałości...

                              Najbardziej prawdopodobne jest to, że chcieli być razem i
                              postanowili "zapomnieć". Teraz, pewnie z różnych przyczyn, przestało im się
                              układać, a drugie dziecko jest tylko jednym z elementów układanki. Dlatego
                              facet się wyprowadza.

                              Każdy normalny człowiek chce znać prawdę. Jeśli ktoś się prawdy boi, jest
                              chory. Zaburzony emocjonalnie, jak człowiek, którego historię przytaczasz. Nie
                              ma powodu tak myśleć o tym dziecku, które - dodajmy - chciałoby mieć rodzeństwo.

                              Inka, ja chyba śnię...
                              Twierdzisz, że należy łgać na temat jego rodziny??? Utrzymywać dziecko w
                              złudzeniu, karmić kłamstwami??? Do jakiego wieku???? Niedobrze mi sie robi...

                              Dziecko kochane nie znienawidzi ojca. Nie potrafię sobie wyobrazić, że nagle
                              zaczynam nienawidzić rodziców, których kocham, bo mam brata czy siostrę.
                              Znienawidziłabym, gdyby to przede mną zataili. A w każdym razie miałabym do
                              nich monstrualny żal.

                              Matka tego chłopca jest egoistką, to jasne jak słońce. I kłamczuchą.
                              • yagnieszka Prawda 28.01.04, 13:18
                                Doroslosc, miedzy innymi, bywa tak bolesna, bo czlowiek uswiadamia sobie, ze nie
                                ma jednej, absolutnej prawdy, do ktorej moznaby sie w jakiejkolwiek sytuacji
                                odwolac. Wszystkie sprawy miedzy ludzmi sa skomplikowane a prawdy polowiczne,
                                niechciane, niedopowiedziane, interpretowane indywidualnie. Dlatego wolanie w
                                jakiejkolwiek sprawie miedzy ludzmi o "prawde" jest lekko naiwne. Sorry. Dlatego
                                tez rodzice najczesciej staraja sie uczyc dziecko "szukania prawdy" i chronic je
                                przed zbyt wczesna utrata zludzen w tym wzgledzie. Mama jest klamczucha a tata
                                nieodpowiedzialny? Byc moze. Tata jest klamca a mama nieodpowiedzialna? Tez
                                prawdopodobne. Mama jest skrzywdzona a ojciec jest egoista? Tez czesc prawdy.
                                Mama jest egoistka a tata nie mial innego wyjscia? Zapewne jakas czesc prawdy
                                tez w tym jest. Tak mozna ciagnac dlugo. Uczucia sa skomplikowane, lata spedzone
                                wspolnie lub oddzielnie wiele w czlowieku zmieniaja, nikt poza tym NIE CHCE ZLE
                                - wiekszosc ludzi chce jak najlepiej dla siebie i dla rodziny tylko wielokrotnie
                                zbiorowe chcenie wszystkich obecnych niewiele pomaga. Dlatego uwazam, ze zanim
                                chlopiec pozna jakis element prawdy o jego rodzicach, Oni sami musza zdobyc sie
                                na wzajemna szczerosc i zaplanowac przyszlosc. Jezeli chlopiec nie wie przez
                                minionych 7 lat o istnieniu przyrodniego brata, to jesli jeszcze sie nie dowie
                                przez nastepnych 7 miesiecy, swiat sie nie zawali. Natomiast swiat moze Mu sie
                                zawalic, gdy rodzice nie beda umieli i nie beda chcieli rozmawiac ze soba i z
                                Nim o calej rodzinie jaka Oni we troje sa? byli? beda?
                                I na koniec dwa slowa w odniesieniu do tego, ze kazdy normalny czlowiek chce
                                znac prawde. Nie kazdy. I nie dlatego, ze sa zaburzeni emocjonalnie, po prostu
                                wielu ludzi zdaje sobie sprawe z tego, ze znajomosc prawdy NICZEGO nie zmieni w
                                ich zyciu. Patrze na rodzicow umierajacych dzieci, bardzo rzadko pytaja o czas
                                jaki pozostal Ich dzieciom. W niektorych przypadkach mozemy to spekulowac co do
                                godzin a jednak tylko znikomy procent "chce znac prawde". Bo prawda NICZEGO juz
                                nie zmieni. Nie da sie kochac mocniej, bardziej, szybciej. Nie da sie cierpiec
                                inaczej.
                                Rozne sa okolicznosci w zyciu - wydawanie jednoznacznych wyrokow na cala
                                populacje jest cokolwiek nieprzemyslane.
                                • Gość: Oleńka sorry, ale prawda jest prosta w tym wypadku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 13:32
                                  i brzmi "masz brata". O żadną inną prawdę nie chodzi w gruncie rzeczy.

                                  Przykład z rodzicami umierajacych dzieci jest bez sensu. Oni nie sa ciekawi
                                  spekulacji, a nie prawdy. Nie mieszaj tego, bo jedno z drugim nie ma związku.

                                  7 miesięcy... fajne :)
                                  A czemu nie 2 lata albo 2 miesiące?

                                  szkoda gadać...
                                  • yagnieszka Zadna prawda nie jest prosta,proste moga byc fakty 28.01.04, 15:47
                                    Nie mowimy o prawdzie tylko o fakcie. Fakcie istnienia jakiegos chlopca lat 7,
                                    ktory ma tego samego ojca, co 12latek autorki pierwszego watku. To jest fakt,
                                    nie mylic z prawda! Czy o tym fakcie chlopiec powinien sie dowiedziec, kiedy i
                                    w jakiej formie musza zdecydowac Jego rodzice. Zeby to zdecydowac, sami musza
                                    wiedziec, co znajomosc tego faktu ma chlopcu dac. Bowiem wraz z tym faktem,
                                    beda Mu musieli zaproponowac jakies tlumaczenie, jakas interpretacje, jakas
                                    wizje przyszlosci. I to juz bedzie ta "prawda", ktora ponoc ma byc prosta. Ona
                                    prosta byc nie moze, bo sam fakt istnienia jakiegos 7latka niczego nie
                                    tlumaczy, nie rozwiazuje, nie uszczesliwia czy nie unieszczesliwia - dopiero
                                    wszystko, co sie mowi i zdarza WOKOL tego faktu nabiera wagi i znaczenia. Bo co
                                    ma przyjsc z wiedzy o tym, ze ten chlopiec jest na swiecie? Czy przez to ma ten
                                    12latek zrozumiec chlod w stosunkach Jego rodzicow? Czy ma zrozumiec dlaczego
                                    ojciec nie chce wiecej dzieci z Jego matka? Czy ma sie ucieszyc, ze jest
                                    jeszcze jakis dzieciak, z ktorym ma wspolnego ojca? Bo tak naprawde to CZEMU to
                                    ma byc takie strasznie wazne zeby ten 12latek wiedzial cokolwiek o tym 7latku?
                                    Bo maja wspolnego ojca? Czy to naprawde wystarczajacy powod? O tym moga
                                    zdecydowac wylacznie autorka pierwszego watku i Jej maz.
                                    • kamfora Jeszcze jedno pominęliśmy 28.01.04, 19:39

                                      w tych spekulacjach...
                                      Jak na spotkania chłopców zapatruje się matka 7-latka?
                                      Czy ojciec ma przyznane prawo do widywania tego dziecka? A może 7-latek
                                      jest już związany uczuciowo z innym "tatusiem" i pojawienie się biologicznego
                                      tylko skrzywdzi wszystkich? W końcu przez siedem lat tamta pani mogła
                                      sobie już kogoś znaleźć.

                                      Najdziwaczniejsze scenariusze filmowe to pestka w porównaniu z życiem, które
                                      ludzie potrafią sobie (i bliskim) skomplikować...:-(
                                      • malvvina Re: Jeszcze jedno pominęliśmy 28.01.04, 20:44
                                        gdybanie gdybaniem a powiedziec trzeba - nie widze zadnego waznego powodu
                                        (oprocz gdybania) aby klamac.
                                        >
                                        > w tych spekulacjach...
                                        > Jak na spotkania chłopców zapatruje się matka 7-latka?
                                        > Czy ojciec ma przyznane prawo do widywania tego dziecka? A może 7-latek
                                        > jest już związany uczuciowo z innym "tatusiem" i pojawienie się biologicznego
                                        > tylko skrzywdzi wszystkich? W końcu przez siedem lat tamta pani mogła
                                        > sobie już kogoś znaleźć.
                                        >
                                        > Najdziwaczniejsze scenariusze filmowe to pestka w porównaniu z życiem, które
                                        > ludzie potrafią sobie (i bliskim) skomplikować...:-(
                                        • yagnieszka Re: Jeszcze jedno pominęliśmy 28.01.04, 20:52
                                          malvvina napisała:

                                          > gdybanie gdybaniem a powiedziec trzeba - nie widze zadnego waznego powodu
                                          > (oprocz gdybania) aby klamac.

                                          Pomiedzy klamstwem a zatajaniem prawdy jest bardzo duza przestrzen niedomowien,
                                          ktora zapewne znasz. To po pierwsze. Po drugie zawsze warto wiedziec PO CO
                                          mowic cokolwiek (prawde, nieprawde, polprawde itd). Ja nie twierdze, ze nie
                                          nalezy Mu mowic, ja tylko uwazam, ze trzeba rozwazyc co ma z tego wyniknac. Tak
                                          dla Niego, jak i dla reszty zainteresowanych. Sam fakt powiedzenia, ze cos jest
                                          (albo nie ma) to tylko slowa. Co ma z nich wynikac?
                                          • malvvina Re: Jeszcze jedno pominęliśmy 28.01.04, 21:20
                                            mam wrazenie ze chcialabys prowadzic samochod ale tylko i wylacznie wiedzac
                                            jaka sytuacje zastaniesz na najblizszym skrzyzowaniu a to nie jest mozliwe.
                                            Rozwazyc trzeba wszystko co mozliwe (i tak sa szanse ze pewne wersje
                                            pominiesz), owszem owszem - a co inaczej w zyciu postepujecie ? to jakis
                                            wyjatek ?

                                            > Pomiedzy klamstwem a zatajaniem prawdy jest bardzo duza przestrzen
                                            niedomowien,
                                            >
                                            > ktora zapewne znasz. To po pierwsze. Po drugie zawsze warto wiedziec PO CO
                                            > mowic cokolwiek (prawde, nieprawde, polprawde itd). Ja nie twierdze, ze nie
                                            > nalezy Mu mowic, ja tylko uwazam, ze trzeba rozwazyc co ma z tego wyniknac.
                                            Tak
                                            >
                                            > dla Niego, jak i dla reszty zainteresowanych. Sam fakt powiedzenia, ze cos
                                            jest
                                            >
                                            > (albo nie ma) to tylko slowa. Co ma z nich wynikac?
                                            • yagnieszka Re: Jeszcze jedno pominęliśmy 28.01.04, 21:27
                                              malvvina napisała:

                                              > mam wrazenie ze chcialabys prowadzic samochod ale tylko i wylacznie wiedzac
                                              > jaka sytuacje zastaniesz na najblizszym skrzyzowaniu a to nie jest mozliwe.
                                              > Rozwazyc trzeba wszystko co mozliwe (i tak sa szanse ze pewne wersje
                                              > pominiesz), owszem owszem - a co inaczej w zyciu postepujecie ? to jakis
                                              > wyjatek ?

                                              No i uchylilas sie od odpowiedzi PO CO. Wiadomo, zawsze lepiej tupac nogami i
                                              krzyczec glosno "ja tak chce" - to zwalnia od koniecznosci uzasadniania
                                              wyborow ;o)
                                              I Ty naprawde wszystkim napotkanym ludziom, czy tego chca czy nie, podajesz
                                              swoj dokladny wiek i wage? A jesli nie to dlaczego nie? Przeciez to sama
                                              PRAWDA!!!
                                              A co do jazdy samochodem - wiesz zapewne z rozlicznych statystyk, ze najwiecej
                                              mandatow dotaja kierowcy stale jezdzacy na tej samej trasie, gdy nagle zmieni
                                              sie tam np. dozwolona predkosc. Ludzie generalnie lubia wiedziec, czego sie
                                              maja spodziewac, taka paskudna natura czlowieka jest. Nawet 12letniego
                                              czlowieka ;o)
                                              • Gość: Oleńka Ty oszlałaś do reszty Yagnieszka.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 21:31
                                                Jak to po co???
                                                Bo człowiek ma prawo wiedzieć, że ma gdzieś bardzo bliskiego człowieka - brata.
                                                Każdy normalny bedzie ciekawy i bedzie chciał się spotkać! Kiedyś Polsat dawał
                                                taki cykl o ludziach, którzy szukali swojego rodzeństwa, którego nie znali albo
                                                nie widzieli od 30 lat (adopcje do innych rodzin głównie) - nie widziałam, zeby
                                                ktoś był tam zły, wszyscy byli szczęsliwi i głęboko poruszeni. Ty chyba nie
                                                masz wyobraźni!
                                                • yagnieszka Jak to sie jednak czasy zmieniaja ;o) 28.01.04, 21:56
                                                  Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                                  > Jak to po co???
                                                  > Bo człowiek ma prawo wiedzieć, że ma gdzieś bardzo bliskiego człowieka -
                                                  brata.
                                                  >
                                                  > Każdy normalny bedzie ciekawy i bedzie chciał się spotkać! Kiedyś Polsat
                                                  dawał
                                                  > taki cykl o ludziach, którzy szukali swojego rodzeństwa, którego nie znali
                                                  albo
                                                  >
                                                  > nie widzieli od 30 lat (adopcje do innych rodzin głównie) - nie widziałam,
                                                  zeby
                                                  >
                                                  > ktoś był tam zły, wszyscy byli szczęsliwi i głęboko poruszeni. Ty chyba nie
                                                  > masz wyobraźni!

                                                  Bo za moich poslkich czasow to sie nawet na murach pisalo, ze "Telewizja lze i
                                                  klamie" i mozna bylo za takie pisanie trafic do pierdla a teraz prosze -
                                                  nastepne pokolenie powoluje sie na telewizje jako wyznacznik prawdy - Polsat
                                                  probiezem wiarygodnosci!!! Fajnie teraz macie w tej Polsce ;o)
                                                  • Gość: Oleńka Re: Jak to sie jednak czasy zmieniaja ;o) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 22:06
                                                    Do cholery, reportaż to reportaż!
                                                  • yagnieszka Re: Jak to sie jednak czasy zmieniaja ;o) 28.01.04, 22:10
                                                    Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                                    > Do cholery, reportaż to reportaż!

                                                    A o tendencyjnym dobieraniu i mixowaniu materialu slyszalas? No miejzesz troche
                                                    krytycyzmu do tego, co Ci w tubie pokazuja! Dla Twego wlasnego dobra. Reportaz
                                                    i wszystko jasne;o) "Ale jaja" jak mawiano w tych samych czasach, gdy
                                                    pisano "DTV lze jak lgal".
                                                  • Gość: Oleńka pracowałas kiedys dla TV? n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 22:14
                                                  • yagnieszka Re: pracowałas kiedys dla TV? n/t 28.01.04, 22:23
                                                    Ha ha ha - a wiesz, ze tak. I to w polskiej TV (szylysmy na praktykach
                                                    kostiumy) i w hamerykanskiej (w emergency unit na jednej takiej Olimpiadzie).
                                                    Jak to milo, ze pytasz o moje resume ;o)
                                                    Tylko mi teraz nie napisz, ze to sie nie liczy ;o) Ale jaja - jak berety!
                                                  • Gość: Oleńka hahaha...kostiumy mówisz ;)))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 22:29
                                                    w PRLu, mówisz? :))))))))))))))

                                                    ale jaja :DDDDDD
                                                  • yagnieszka Re: hahaha...kostiumy mówisz ;)))))) 28.01.04, 22:32
                                                    Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                                    > w PRLu, mówisz? :))))))))))))))
                                                    >
                                                    > ale jaja :DDDDDD

                                                    Nie mowie, Zlotko. PISZE! A Ty w ogole wiesz, co to bylo PRL?
                                                  • Gość: Oleńka ;DDDDDDDDDDD bo sie zsiusiam...:DDDDDn/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 22:32
                                              • malvvina Re: Jeszcze jedno pominęliśmy 28.01.04, 22:13
                                                przeciez nie moge jak pasterz o podstawie konstrukcji identité , o prawie do
                                                zycia, miejscu w rodzinie, o zaufaniu itd
                                                co ja tam bede tego ....
                                                o wadze mi mowisz, ehhh
                                                z samochodem nie ponialas
                                                nic na to nie poradze

                                                No i uchylilas sie od odpowiedzi PO CO. Wiadomo, zawsze lepiej tupac nogami i
                                                > krzyczec glosno "ja tak chce" - to zwalnia od koniecznosci uzasadniania
                                                > wyborow ;o)
                                                > I Ty naprawde wszystkim napotkanym ludziom, czy tego chca czy nie, podajesz
                                                > swoj dokladny wiek i wage? A jesli nie to dlaczego nie? Przeciez to sama
                                                > PRAWDA!!!
                                                > A co do jazdy samochodem - wiesz zapewne z rozlicznych statystyk, ze
                                                najwiecej
                                                > mandatow dotaja kierowcy stale jezdzacy na tej samej trasie, gdy nagle
                                                zmieni
                                                > sie tam np. dozwolona predkosc. Ludzie generalnie lubia wiedziec, czego sie
                                                > maja spodziewac, taka paskudna natura czlowieka jest. Nawet 12letniego
                                                > czlowieka ;o)
                                        • kamfora La vita e' bella 28.01.04, 21:43
                                          malvvina napisała:

                                          > gdybanie gdybaniem a powiedziec trzeba - nie widze zadnego waznego powodu
                                          > (oprocz gdybania) aby klamac.

                                          Ale może matka widzi taki ważny powód?
                                          (Tak jak bohater filmu, którego tytuł cytujesz w sygnaturce..)
                                          • malvvina Re: La vita e' bella 28.01.04, 22:17
                                            to naprawde udowadnianie oczywistosci i nic nie poradze na to ze nie widzisz
                                            potrzeby lub ewentualnie taka rozwazasz - nie wydaje ci sie to konieczne. No
                                            to trudno.
                                            wiesz dobrze ze ja nie udowadniam ze nie jestem wielbladem no i jeszcze jak
                                            sie ma slaby wzrok to lepiej nosic okulary a w upal kapelusz.

                                            > > gdybanie gdybaniem a powiedziec trzeba - nie widze zadnego waznego powodu
                                            > > (oprocz gdybania) aby klamac.
                                            >
                                            > Ale może matka widzi taki ważny powód?
                                            > (Tak jak bohater filmu, którego tytuł cytujesz w sygnaturce..)
                                            >
                                            • malvvina zapraszam jeszcze do ... 28.01.04, 22:22
                                              przeczytania historyjki Edypa - slyszalam juz z zycia o takich przypadkach.
                                      • Gość: Oleńka Kamfora, nie kombinuj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 20:51
                                        1.Rodzice mają obowiązek powiedzieć dzieciom o ewentualnym rodzeństwie.
                                        2.Dzieci mają prawo do wiedzy, kto jest ich biologicznym rodzicem.

                                        A potem mają prawo decydować, czy chcą ich widzieć.
                                        Finito.
                                        • yagnieszka Re: Kamfora, nie kombinuj 28.01.04, 20:56
                                          Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                          > 1.Rodzice mają obowiązek powiedzieć dzieciom o ewentualnym rodzeństwie.

                                          To jest jakies zapisane prawo czy co?


                                          > 2.Dzieci mają prawo do wiedzy, kto jest ich biologicznym rodzicem.

                                          Gdy dorosna i same chca sie dowiedziec. Poki sa dziecmi decyzje w tej sprawie
                                          podejmuja Ich opiekunowie z roznych powodow i z roznym skutkiem.

                                          >
                                          > A potem mają prawo decydować, czy chcą ich widzieć.

                                          Znow, wylacznie gdy osiagna pelnoletnosc i tylko za zgoda obu stron. Jesli
                                          oddalam kiedys dziecko do adopcji i teraz Ono pragneloby mnie spotkac, ja tez
                                          mam prawo powiedziec NIE (duzy procent kobiet tak zreszta czyni). Dzieci, po
                                          raz kolejny, sa w tej sprawie zalezne od opiekunow, co bywa dla Nich przykre
                                          ale mija.

                                          > Finito.
                                          To tylko w Twojej interpretacji. Ja tu konca nie widze ;o)
                                          • Gość: Oleńka Re: Kamfora, nie kombinuj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 21:35
                                            Nie wierzę w to co piszesz o biologicznych matkach - myślę, że wyssałaś to z
                                            palca.

                                            Nie ma pytania "po co mówić prawdę?"
                                            Jest pytanie "po co kłamać?"
                                          • malvvina Re: Kamfora, nie kombinuj 28.01.04, 22:09
                                            >
                                            > > 1.Rodzice mają obowiązek powiedzieć dzieciom o ewentualnym rodzeństwie.
                                            >
                                            > To jest jakies zapisane prawo czy co?
                                            >
                                            podstawa psychologi + baza uczciwosci

                                            PS ale sie tych dzieciarow boicie ! dorastac im kazecie zeby rodzicow uwidziec
                                            mogli. A na krzeslo elektryczne i wiezienie to juz pelnoletnosci nie
                                            trzeba ... oj dziwne dziwne ...
                                        • kamfora Re: Kamfora, nie kombinuj 28.01.04, 22:24
                                          Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                          > A potem mają prawo decydować, czy chcą ich widzieć.

                                          A jeśli jeden chłopiec wyrazi wolę poznania brata, a drugi nie?
                                          Co wtedy z prawami?

                                          Zwrot: "nie kombinuj" jest dla mnie znakiem, że ktoś, kto go wypowiada
                                          BOI się argumentacji rozmówcy, boi się, że nie znajdzie dobrego kontrargumentu,
                                          (boi się, że przegra?).
                                          A przecież w tej akurat dyskusji nie chodzi o udowodnienie swojej racji
                                          (bo i jaka tu racja?. Chodzi o możliwie najwięcej argumentów.
                                          Tak samo nie lubię, gdy pada: "chyba oszalałeś" czy "przestań już filozofować".
                                          Jeśli komuś nie odpowiada czyjś sposób argumentacji to trudno - zwroty
                                          wzywające do zamknięcia ust nie są argumentem :-)
                                          • malvvina Re: Kamfora, nie kombinuj 28.01.04, 22:27
                                            to prawdopodobnie zrobi wszystko aby go poznac a tamten powie mu "nie zawracaj
                                            mi glowy". I w ten sposob stana sie wlascicielami wlasnej rodzinnej historii.
                                            Jak na razie robia za pilki pinpongowe albo jak kto woli marionetki.
                                            Nieprzyjemna sprawa.
                                            >
                                            > A jeśli jeden chłopiec wyrazi wolę poznania brata, a drugi nie?
                                            > Co wtedy z prawami?
                                            >
                                          • Gość: Oleńka Re: Kamfora, nie kombinuj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 13:23
                                            O tak , strasznie sie Ciebie boję! Drżę wprost ;D

                                            Jeśli jeden chce, a drugi nie - nie ma spotkania. To chyba oczywiste? Szczerze
                                            powiem, że dla mnie to jest taki elementarz stosunków międzyludzkich, że
                                            dyskutowanie o takich oczywistościach odbieram jako nieco żenujące.

                                            pozdrawiam :)
                                            • kamfora Podstawy "kombinatoryki" ;-) 29.01.04, 20:12
                                              Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                              > O tak , strasznie sie Ciebie boję! Drżę wprost ;D

                                              Mnie? Dlaczego miałabyś? Pisałam o argumentach ;-)

                                              > Szczerze powiem, że dla mnie to jest taki elementarz stosunków
                                              > międzyludzkich, że
                                              > dyskutowanie o takich oczywistościach odbieram jako nieco żenujące.

                                              Dyskutowanie o "oczywistościach" nie powinno być żenujące. To przecież
                                              podstawa wszelkich dyskusji - poznać, na czym ktoś opiera swoje
                                              przekonanie i dlaczego uważa, że to przekonanie powinni podzielać wszyscy
                                              inteligentni ludzie. Ale rozumiem, że niektórzy opierają się na
                                              "bo ja tak uważam" i taka podstawa jest dla nich wystarczająca .
                                              Jeśli jednak przychodzi do przedstawiania dziecku swojego przekonania, gdy
                                              trzeba odpowiedzieć na pytanie: dlaczego mam postępować właśnie tak, a
                                              nie inaczej - wtedy "bo ja tak uważam" nie wystarczy. A już na pewno nie
                                              wystarczy nastolatkowi.
                                              Dlatego właśnie nie lubię "ucieczek w bok" w rodzaju "nie kombinuj".
                                              To one często są przyczyną zamknięcia się dziecka. "Otwiera" go (po latach )
                                              psychiatra:-(
                                              • Gość: Oleńka Re: Podstawy "kombinatoryki" ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 22:34
                                                Kamfora :)

                                                Prowadzenie dyskusji na temat co, kiedy ktoś się chce z kimś spotkać, a ten
                                                drugi nie, to jakiś obłęd ;)

                                                Istnieje sfera "nie wzruszonych przekonań". Nie uzasadnia się rzeczy typu "mów
                                                prawdę". W zasadzie można, ale to właśnie kombinacje, które nie dotykają istoty
                                                rzeczy. Na pytanie dziecka, dlaczego nie wolno kłamać, możesz odpowiedzieć
                                                oczywiście. Bo to grzech, bo to się nie opłaca, bo inni będą oszukiwac ciebie,
                                                bo się i tak wyda, bo to wymaga pamięci słonia itp.itd.
                                                A do mnie i tak przemawia najmocniej prosty i szlachetny komentarz mojego
                                                dziadka (rzadko stosowany, tylko w odniesieniu do tego, co w życiu
                                                najważniejsze): "bo tak się nie robi".

                                                Tyle :)
                                                • kamfora Re: Podstawy "kombinatoryki" ;-) 29.01.04, 23:05
                                                  > Prowadzenie dyskusji na temat co, kiedy ktoś się chce z kimś spotkać, a ten
                                                  > drugi nie, to jakiś obłęd ;)

                                                  Moje pytanie dotyczyło jedynie Twojej autorytatywnej wypowiedzi, że
                                                  "dziecko ma prawo decydować, czy chce go widzieć".
                                                  Nie wyobrażam sobie możliwości wyegzekwowania tego "prawa" przez 7-latka, czy
                                                  12-latka, których tatuś zdecyduje spędzić z nimi wakacje.
                                                  Więc raczej jest to "obowiązek wysłuchania tatusia i poddania się losowi".

                                                  Autorytet dziadka jest niewątpliwie mocnym argumentem :-)
                                                  • malvvina Re: Podstawy "kombinatoryki" ;-) 30.01.04, 18:21
                                                    ja tylko chcialam powiedziec ze miedzy posiadaniem prawa (przyznaniem komus
                                                    prawa do) a egzekwowaniem jego jest oooogromna roznica.
                                                    To nie te same pojecia ..

                                                    > > Prowadzenie dyskusji na temat co, kiedy ktoś się chce z kimś spotkać, a te
                                                    > n
                                                    > > drugi nie, to jakiś obłęd ;)
                                                    >
                                                    > Moje pytanie dotyczyło jedynie Twojej autorytatywnej wypowiedzi, że
                                                    > "dziecko ma prawo decydować, czy chce go widzieć".
                                                    > Nie wyobrażam sobie możliwości wyegzekwowania tego "prawa" przez 7-latka, czy
                                                    > 12-latka, których tatuś zdecyduje spędzić z nimi wakacje.
                                                    > Więc raczej jest to "obowiązek wysłuchania tatusia i poddania się losowi".
                                                    >
                                                    > Autorytet dziadka jest niewątpliwie mocnym argumentem :-)
                                                    >
                                                  • Gość: Oleńka Re: Podstawy "kombinatoryki" ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.04, 22:46
                                                    Na jakiej podstawie przypuszczasz, że facet nie zrobi tego normalnie, to znaczy
                                                    nie zaproponuje chłopcom wspólnych wakacji? Tak jak sie dziecku proponuje obóz
                                                    albo wakacje z kuzynami?
                                    • Gość: Oleńka :D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 20:48
                                      Yagnieszko, to jest prawda czy nie prawda, że chłopiec ma brata? ;)

                                      To jest ważne bo TO JEST JEGO BRAT. Kropka.
                                      Na szczęście ojciec to rozumie.
                              • Gość: inka_s Re: jakim ojcem-oszustem?????? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.01.04, 14:32
                                To nie matka ma dziecko na boku. Rozważamy ten przypadek, a nie co by było
                                gdyby ona zdradzałą i kto pierwszy. Po narodzinach tamtego dziecka powinien sie
                                zdecydowac co chce dalej robić - która rodzinę wybiera. I niezaleznie od
                                wyboru - poinformowac syna, że ma brata. Wtedy moim zdaniem mógł to zrobić
                                nawet wbrew woli matki, bo wtedy był na to czas. Presja żony nie ma nic do
                                rzeczy - skoro umiał ja zdardzić , powinien umieć ponieść konsekwencje swego
                                wyboru. Nie zdradził na jej rozkaz. Gdyby wtedy on dokonał uczciwego wyboru i
                                odszedł to miałaby szanse wyjść z tego. Może nie odszedłby do tamtej ale
                                odszedł by od niekochanej. Dziecko kochane też może zninawidzić ojca - za
                                kłamstwo. Za osiem lat kłamstwa. Nie, nie mówię, że na całe życie. I nie mówię
                                że tak będzie na pewno. Ale tak być może - bo tak BYWA.
                                Piszesz o swoich rodzicach ż eznienawidziałbyś ich gdyby zataili przed toba
                                istnienie rodzeństwa. Otóż ten ojciec właśnie zataił! Nie widzisz tego? Czy
                                gdyby twój ojciec oznajmił ci dziś że masz 9-letnią siostrę nie spytałabyś
                                czemu przez 9 lat taił prawdę, którą tak cenisz?
                                Ta kobieta jest zdesperowaną, wykończona psychicznie kobietą. Jest w tym jej
                                wina bo mogła sama odejść po tym ale może go kochała jeszcze? Pamietaj - to nie
                                ona zdradziła.
                                Mylisz się, że ludzie chcą znać prawdę. Gdyby tak było wykrywano by w naszym
                                kraju raka w we wcześniejszych stadiach niż to sie dzieje. Ludzie chcą by im
                                było dobrze. Często wolą byc okłamywani, byle móc zachowac pozory. Nie, nie
                                wszyscy. Ja wolę znać najgorszą prawdę. I potrafię ją znieść.
                                • Gość: Oleńka Re: jakim ojcem-oszustem?????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 14:53
                                  Fakty są następujące:

                                  1.ojciec ma drugie dziecko, ale to OBOJE RODZICE chłopca oszukiwali

                                  2.po narodzinach drugiego dziecka, ojciec się zdecydował przecież. teraz
                                  sytuacja się zmienia w wyniku - prawdopodobnie - szerszego konfliktu między
                                  dorosłymi.

                                  3.kłamstwo absolutnie nie może być uważane za konsekwencję wyboru. poza tym,
                                  każdy ma prawo zmądrzeć. To że przez 7 lat był głupi i łgali z żoną, nie
                                  oznacza, że tak musi zostać na wieki. Tym bardziej że nie ma na to i tak szans.

                                  4. nie ma zadnych dowodów na to, ze nie kochał żony przez tych 7 lat. zdradza
                                  się nie tylko tych, których się nie kocha.

                                  postulujesz dalsze kłamstwo, bo chłopiec może ojca znienawidzieć, za kłamstwo...
                                  no comments :)


                                  Gdybym dowiedziała się od osób postronnych że mam rodzeństwo, uznałabym, ze moi
                                  rodzice nie sa mnie warci. Gdyby powiedzieliby mi to dziś, zapytałabym dlaczego
                                  milczeli i powiedziałabym, ze jestem rozczarowana, że nie powiedzieli mi od
                                  razu, także ze wzgledu na nich i to, że przez tyle lat musieli zyć z bolesną
                                  tajemnicą, ale szczęśliwa, że powiedzieli. Nie oczekuję i nigdy nie oczekiwałam
                                  od moich rodziców, ze nie beda popełniali błędów. Nie ma we mnie nienawiści w
                                  stosunku do ludzi, jestem skłonna wiele wybaczyć, jak każdy, kto ma choć trochę
                                  wrażliwości i widzi coś więcej niż czubek własnego nosa. Nie zakładam z góry,
                                  ze ten chłopiec jest kimś ode mnie gorszym.

                                  Poza tym w moim domu nie maluje sie trawy na zielono.
                                  Sytuacja, o której piszesz, strach przed prawdą, to patologia. Nie zapominaj o
                                  tym.
        • Gość: Oleńka powinien go zabrać gdzieś, gdzie będą sami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 19:56
          Kamfora, nie podejmuję się pisania dialogu, bo a/nic nie wiem o relacji panów
          b/nic nie wiem o tym chłopcu c/nie mam pojęcia co się de facto wydarzyło między
          jego rodzicami i miedzy ojcem a kochanką.

          Napewno nie zaczyna się takiej rozmowy od "masz brata".
          Powinien krótko powiedzieć mu o tym, że ludzie czasem przestają się kochać
          (mozna wyjść od jakiejś historii z otoczenia - ktos się rozwodzi albo cos
          takiego) że mają kłopoty i że czasem po latach zakochują się z kimś innym. I że
          to się przytrafiło 8 lat temu jemu. Że żałuje, albo że nie żałuje. Że zrobił to
          z głupoty albo nie wiem z czego jeszcze. Że czasem do siebie wracają, jak mama
          i tata i czasem im się udaje, a czasem nie. Ale nie przestają kochać swoich
          dzieci. Że czasem z takiego romansu rodzi się następne dziecko, i tak się stało
          tym razem. Że ma na imię tak i tak, ma ileśtam lat i mieszka gdzieśtam ze swoją
          mamą i zapytać, czy chce zobaczyć zdjęcie.

          Czy jesteś usatysfakcjonowana? :)
          • kamfora Re: powinien go zabrać gdzieś, gdzie będą sami 27.01.04, 20:06
            Gość portalu: Oleńka napisał(a):

            > Czy jesteś usatysfakcjonowana? :)


            Niezmiernie :-)

            A tak naprawdę - to bardzo bym chciała, żeby Autorka wątku "bolesne tabu"
            wróciła tu jeszcze i napisała, jak się to wszystko odbyło.
            • Gość: Oleńka Re: powinien go zabrać gdzieś, gdzie będą sami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 20:15
              Obawiam się, że to się odbędzie nerwowo, skoro facet sie wyprowadza ...

              :(((
    • Gość: ryb Banalnie prosta rozmowa... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 27.01.04, 22:07
      Pomijajac fakt ze do czegos takiego doszlo i przyslowie: im dalej w las tym
      wiecej drzew...rozmowa wedlug mnie jest bardzo prosta.

      Zwalilbym wine na bociana, ze wielkie ptaszysko zbladzilo, ale nie jest tak
      zle, bo wiemy gdzie twoj brat mieszka. Chcesz go poznac? 12 letni chlopak
      natychmiast to zrozumie...i da konkretna odpowiedz.

      • Gość: ryb Ktora z Pan byla... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 21:45
        12 letnim chlopcem??? No wlasnie...
        • kamfora Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 21:50
          Gość portalu: ryb napisał(a):

          > 12 letnim chlopcem??? No wlasnie...

          Nie byłam 12-letnim chłopcem.
          Ale byłam mamą 12-letniego chłopca.
          • Gość: ryb Re: Ktora z Pan byla... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 21:56
            Wielka roznica, bardzo wielka roznica. Ale moze ktoregos dnia, zauwaza mamy ta
            zasadnicza roznice. Zawsze mialem zastrzezenia jak robiono z mlodych chlopcow
            eunuchow. Takich popaprancow, co potem nie moga poradzic sobie w zyciu. Kawa
            na lawe, najlepsza metoda, oczywiscie IMHO...
            • yagnieszka Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 22:02
              Gość portalu: ryb napisał(a):

              > Wielka roznica, bardzo wielka roznica. Ale moze ktoregos dnia, zauwaza mamy
              ta
              > zasadnicza roznice. Zawsze mialem zastrzezenia jak robiono z mlodych chlopcow
              > eunuchow. Takich popaprancow, co potem nie moga poradzic sobie w zyciu. Kawa
              > na lawe, najlepsza metoda, oczywiscie IMHO...

              Ryb - jednym dzieciom trzeba kawe na lawe, a innym w rekawiczkach i przez
              slomke. Skad my mozemy wiedziec jakim dzieckiem jest ten akurat osobnik? No i
              co, do diabla, On ma poczac z ta wiadomoscia? To mnie najbardziej w tym
              wszystkim interesuje. Jezeli starzy sie nie dogadali w kwestiach tak
              elementarnych jak spotkania, wizyty, rozwod czy ciag dalszy malzenstwa, to co
              ten 12latek ma z wiadomoscia o przyrodnim bracie zrobic? Wysluchac uprzejmie i
              schowac do kieszeni?
              • Gość: ryb Re: Ktora z Pan byla... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 22:11
                Posluchaj, nie czytalem wszystkich postow ale dla mnie sprawa jest jasna. Baba
                jest paskudna. Poniewaz z tego co wiem facet wyprowadza sie z domu. Teraz
                sytuacja. Czy myslisz ze on nie bedzie zadal kontaktu z 12letnim synem.
                Oczywiscie ze bedzie. I co nastepnego zrobi? Pozna dwoch chlopakow czy zonie
                sie podoba czy nie. A baba jest paskudna bo mysli tylko i wylacznie o sobie.
                Nie chce wyjsc poza terazniejszosc. Czy ona sobie zdaje sprawe ze ktoregos
                dnia moga pasc slowa: Ja ciebie moj kochany syneczku chcialam przed tym
                wszystkim uchronic...A konsekwencja tego moze byc to ze chlopak zacznie siebie
                winic za rozbicie rodziny...I to sie moze zdarzyc. I po co?
                • yagnieszka Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 22:19
                  Gość portalu: ryb napisał(a):

                  > Posluchaj, nie czytalem wszystkich postow ale dla mnie sprawa jest jasna.
                  Baba
                  > jest paskudna. Poniewaz z tego co wiem facet wyprowadza sie z domu. Teraz
                  > sytuacja. Czy myslisz ze on nie bedzie zadal kontaktu z 12letnim synem.
                  > Oczywiscie ze bedzie. I co nastepnego zrobi? Pozna dwoch chlopakow czy zonie
                  > sie podoba czy nie. A baba jest paskudna bo mysli tylko i wylacznie o sobie.
                  > Nie chce wyjsc poza terazniejszosc. Czy ona sobie zdaje sprawe ze ktoregos
                  > dnia moga pasc slowa: Ja ciebie moj kochany syneczku chcialam przed tym
                  > wszystkim uchronic...A konsekwencja tego moze byc to ze chlopak zacznie
                  siebie
                  > winic za rozbicie rodziny...I to sie moze zdarzyc. I po co?


                  Taaa... Ona jest paskudna bo/i On ja zdradzil. Paskudna jest, bo On ma z inna
                  dziecko. Paskudna jest, bo Mu probowala wybaczyc i przyjela Go z powrotem w
                  dom. Paskudna jest, bo nie chce synowi urzadzac kolejnej hustawki uczuc gdy
                  malzonek zdecydowal sie Ich jednak opuscic. Paskudna jest, bo nie chce zeby
                  chwiejny malzonek opowiadal synowi o swoim drugim dziecku nie majac zadnej
                  pewnosci, co z takich opowiesci mialoby wynikac. Paskudna jest, bo tu pisze i
                  wystawia sie na te wszystkie niepochlebne komentarze ludzi, ktorym wychowywanie
                  Ich wlasnych dzieci nie sprawia zadnego klopotu, zyja w stalych zwiazkach i
                  ogolnie rzecz biorac sa happy. Paskudna jest, bo jest i juz. Ej, Rybie, Rybie :(
                  • malvvina Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 22:25
                    oj rybie rybie, masz 125 % racji.
                    a jak sie do statutu matki nie doroslo to ...no...moze sie troche spiac i
                    uswiadomic sobie ze chlop z ta zdrada, traumy, dramaty, doopne i milosne
                    sprawy to nie wszystko.
                    Bo rodzicami oni TEZ sa.
                    >
                    > > Posluchaj, nie czytalem wszystkich postow ale dla mnie sprawa jest jasna.
                    > Baba
                    > > jest paskudna. Poniewaz z tego co wiem facet wyprowadza sie z domu. Teraz
                    > > sytuacja. Czy myslisz ze on nie bedzie zadal kontaktu z 12letnim synem.
                    > > Oczywiscie ze bedzie. I co nastepnego zrobi? Pozna dwoch chlopakow czy zon
                    > ie
                    > > sie podoba czy nie. A baba jest paskudna bo mysli tylko i wylacznie o sobi
                    > e.
                    > > Nie chce wyjsc poza terazniejszosc. Czy ona sobie zdaje sprawe ze ktoregos
                    >
                    > > dnia moga pasc slowa: Ja ciebie moj kochany syneczku chcialam przed tym
                    > > wszystkim uchronic...A konsekwencja tego moze byc to ze chlopak zacznie
                    > siebie
                    > > winic za rozbicie rodziny...I to sie moze zdarzyc. I po co?
                    >
                    >
                    > Taaa... Ona jest paskudna bo/i On ja zdradzil. Paskudna jest, bo On ma z
                    inna
                    > dziecko. Paskudna jest, bo Mu probowala wybaczyc i przyjela Go z powrotem w
                    > dom. Paskudna jest, bo nie chce synowi urzadzac kolejnej hustawki uczuc gdy
                    > malzonek zdecydowal sie Ich jednak opuscic. Paskudna jest, bo nie chce zeby
                    > chwiejny malzonek opowiadal synowi o swoim drugim dziecku nie majac zadnej
                    > pewnosci, co z takich opowiesci mialoby wynikac. Paskudna jest, bo tu pisze
                    i
                    > wystawia sie na te wszystkie niepochlebne komentarze ludzi, ktorym
                    wychowywanie
                    >
                    > Ich wlasnych dzieci nie sprawia zadnego klopotu, zyja w stalych zwiazkach i
                    > ogolnie rzecz biorac sa happy. Paskudna jest, bo jest i juz. Ej, Rybie,
                    Rybie :
                    > (
                    • yagnieszka Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 22:30
                      malvvina napisała:

                      > oj rybie rybie, masz 125 % racji.
                      > a jak sie do statutu matki nie doroslo to ...no...moze sie troche spiac i
                      > uswiadomic sobie ze chlop z ta zdrada, traumy, dramaty, doopne i milosne
                      > sprawy to nie wszystko.
                      > Bo rodzicami oni TEZ sa.

                      To Ty Malwina masz jakis "przymiar" do mierzenia, kto do statutu matki dorosl,
                      kto nie? Sevres - to stamtad czy jak? Bo wiesz to jest najczesciej tak, ze
                      wobec kazdego dziecka kazda z nas jest matka po raz pierwszy i jedyny. Dlatego
                      do roznych sytuacji czasem dorastamy, czasem nie a czasem to w ogole trudno
                      ocenic przed uplywem czasu albo przed smiercia. No chyba, ze sie ma ten
                      Przyrzad Magiczny Malwiny (PMM - nie mylic z PMS!) to wtedy wie sie raz dwa.
                      • malvvina Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 22:32
                        no nie badz taka zazdrosna - naucze cie dorosnac ;-)))

                        > To Ty Malwina masz jakis "przymiar" do mierzenia, kto do statutu matki
                        dorosl,
                        > kto nie? Sevres - to stamtad czy jak? Bo wiesz to jest najczesciej tak, ze
                        > wobec kazdego dziecka kazda z nas jest matka po raz pierwszy i jedyny.
                        Dlatego
                        > do roznych sytuacji czasem dorastamy, czasem nie a czasem to w ogole trudno
                        > ocenic przed uplywem czasu albo przed smiercia. No chyba, ze sie ma ten
                        > Przyrzad Magiczny Malwiny (PMM - nie mylic z PMS!) to wtedy wie sie raz dwa.
                        >
                    • Gość: ryb Re: Ktora z Pan byla... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 22:34
                      Malwino, czego wlasnie facet dowodzi. Musze Ci powiedziec ze czuje do niego
                      sympatie. A jego zonie (przepraszam ze napisalem paskudna baba) zycze
                      przejrzenia na oczy i troche wizji :)
                      • malvvina Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 22:40
                        no ale przeciez ja tu bez ironii rybko pisalam
                        bo baba z 8 laty cierpienia to mnie juz o dreszcze ...
                        a dzieciory wciaz jak przedmioty traktowane - za mlode za stare za wrazliwe za
                        gwaltowne za glupie za madre - cholera jak ci rodzice wszystko o nich (za nich)
                        wiedza. Szkoda ze ta wiedza nie dotyczy tematu pt jak sobie zycie polatac, jak
                        przestac zyc w dramatach i lzach, jak dorosnac, co znaczy byc rodzicem itd itp
                        • Gość: ryb Re: Ktora z Pan byla... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 22:47
                          :)) Nie, nie wzialem tego jako ironie :)) Po prostu tak samo mysle jak Ty:)
                  • Gość: ryb Re: Ktora z Pan byla... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 22:29
                    Jeszcze raz zeby nie bylo nieporozumien. Jezeli przyjmujesz kogos z bagazem,
                    to sie musisz liczyc z tym ze moga byc tego konsekwencje. Jezeli nie jestes w
                    stanie stawic czola tym konsekwencjom - nie przyjmuj...Przyjela to niech
                    zachowuje sie normalnie, napewno beda wieksze szanse ze bedzie lepszym
                    czlowiekiem i miala wiekszy respekt u meza i swoich dzieci.
                    • yagnieszka Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 22:34
                      Gość portalu: ryb napisał(a):

                      > Jeszcze raz zeby nie bylo nieporozumien. Jezeli przyjmujesz kogos z bagazem,
                      > to sie musisz liczyc z tym ze moga byc tego konsekwencje. Jezeli nie jestes w
                      > stanie stawic czola tym konsekwencjom - nie przyjmuj...Przyjela to niech
                      > zachowuje sie normalnie, napewno beda wieksze szanse ze bedzie lepszym
                      > czlowiekiem i miala wiekszy respekt u meza i swoich dzieci.

                      Alez Ona Go przyjela a On teraz robi volte po raz kolejny! Ryb, chyba musisz
                      jednak przeczytac oba watki, bo sie gubisz w szczegolach a nich diabel zwykl
                      siedziec.
            • otryt Słowa nacechowane 29.01.04, 10:52
              >Zawsze mialem zastrzezenia jak robiono z mlodych chlopcow
              >eunuchow. Takich popaprancow, co potem nie moga poradzic sobie w zyciu.

              Skąd te silne emocje u Ciebie Rybie? Czy nie jesteś w stanie rozmawiać o tym
              spokojnie, bez używania słów obraźliwych w stosunku do mężczyzn? Popapraniec
              oraz eunuch użyte w tym kontekście są słowami silnie nacechowanymi emocjonalnie.

              • Gość: Oleńka Otryt, czy Ty nie przesadzasz???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 13:25
                "popapraniec" to normalne słowo.
              • Gość: ryb Re: Słowa nacechowane IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 30.01.04, 22:42
                Jestes trzecia osoba obok Kamfory i Jmx ktora zwrocila mi uwage ze przeginam.
                Ty byles bardziej dosadny. I dobrze, bo juz mylalem ze jestem perfekt...no ale
                widze ze jestem w stadium "prawie perfekt"

                Widzisz, prawie codziennie mam doczynienia z Panami ktorzy swiata poza soba
                nie widza. Sa strasznie madrzy i pewni siebie. Ale wywrzyj troche, tylko
                troche presji na nich i widzisz jak zaczynaja pekac i zaczyna sie. Klamstwa,
                bzdury i inne rzeczy. Tylko ze jest juz za pozno zeby mama wszystko zalatwila,
                teraz nie ma na kim sie oprzec...no chyba ze w domu, bo tam jest zona.
                • otryt Re: Słowa nacechowane 01.02.04, 02:14
                  Oczywiście są nieudacznicy bez inicjatywy, ale oni są biedni. Nie warto im
                  dokładać. Lubię Twój humor Rybie.

                  Pozdrawiam chwiejną ręką
                  Otryt
          • yagnieszka Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 21:57
            kamfora napisała:

            > Gość portalu: ryb napisał(a):
            >
            > > 12 letnim chlopcem??? No wlasnie...
            >
            > Nie byłam 12-letnim chłopcem.
            > Ale byłam mamą 12-letniego chłopca.
            >
            Tez sie dopisuje - juz prawie 12 lat temu bylam mam 12letniego chlopca :o)

            • Gość: ryb Re: Ktora z Pan byla... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 22:03
              A ja mam 13 letnia corke, babskie sprawy pozostawiam mojej zonie, bo sie na
              tym nie znam az tak dobrze. Trudne sprawy zalatwiam ja, jednym zdaniem. Zawsze
              pracowalo...dzieki Bogu.
              • yagnieszka Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 22:07
                Gość portalu: ryb napisał(a):

                > A ja mam 13 letnia corke, babskie sprawy pozostawiam mojej zonie, bo sie na
                > tym nie znam az tak dobrze. Trudne sprawy zalatwiam ja, jednym zdaniem.
                Zawsze
                > pracowalo...dzieki Bogu.

                To jestes lucky facet. I chwal Boga przed i po zachodzie slonca za ten Twoj
                luck ;o) Nie w kazdym domu taki luck gosci dlatego w ogole tu sie wymadrzamy.
                Ty nam o swoich watpliwosciach nie piszesz, bo ich nie masz. Kobieta, matka
                12latka, je ma wiec pyta. To nie musi znaczyc, ze Twoje metody (czy tenze luck)
                dzialalyby rownie skutecznie w Jej domu i przy rozwiazywaniu Jej dylematow. No
                chyba jest to w miare oczywiste. Trudno rozwiazywac delikatne sprawy przy
                pomycu obrobki skrawaniem albo toporu, czesto potrzebna jest srebrna igielka
                albo nawet srebrna igielka z jedwabna niteczka ;o)
                • Gość: ryb Re: Ktora z Pan byla... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 22:16
                  Luck to ja sobie sam zrobilem. Swoja stanowczoscia. Nigdy w zyciu nie
                  pozwolilem zeby zona czy corka mna rzadzily. Sam tez nie rzade bo trzeba byc
                  fair. Dlatego jest partership i porozumienie. Dlatego nastoletnia corka nie
                  wstydzi sie przyjsc do ojca z babskimi sprawami. Slucham i delikatnie odsylam
                  do matki, bo ja mam wazniejsze sprawy na tym forum...
                  • procesor Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 22:32
                    Rybie ty nasz zasadniczy!
                    Ja się dziwię że ona nie odeszła przez te lata tylko sie męczy.

                    Przepraszam - Rybie czy ty byś przez 8 lat ukrywał dziecko ze związku na boku??
                    I mordował sie z kobietą której nie kochasz, w dodatku wykańczając ją
                    psychicznie? Nie wierzę.. Idę jeszcze raz czytać co w pierwszym oryginalnym
                    poście ona pisała.
                    No i powiedz mi bo ja tak jak Yagnieszka się zastanawiam - co da ta wiedza
                    chłopcu? Może lepiej po kolei jednak - rodzice sie rozstają, tata zakłąda nową
                    rodzinę - a braciszka to juz masz synu, od razu wyrośniętego.
                    Ide pomyśleć jak ja bym zareagowała na takie rewelacje w wieku 12 lat.
                    • Gość: ryb Re: Ktora z Pan byla... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 22:56
                      Jak zasadniczo to zasadniczo. Nie zdradzam. Nie wiem, moze z lenistwa a moze z
                      mojej brzydoty, no ale nie o tym rozmowa...
                      Widzisz procesorko (pozdrawiam:)) zawsze w swoim zyciu staram sie patrzec w
                      przyszlosc. Analizuje rozne warianty co moze sie wydarzyc. I nie zawsze mysle
                      o sobie. Niestety nie moge tego powiedziec o autorce watku. Chlopcy powinni
                      sie poznac jak najszybciej. Dla dobra wszystkich z ta sprawa zwiazanych. Jesli
                      uwazaja inaczej to przyszlosc moze im niezlego figla sprawic.
                      • procesor Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 23:21
                        My tu sobie gadu gadu, a tam sie innym zycie sypie.
                        Powie, nie powie. Ma prawo czy nie. Kłamie ni ekłąmie....

                        Facet w piatek sie wyprowadza.
                        Tamtemu chłopcu rozpadnie sie rodzina.
                        Nie pierwszy , nie ostatni to przezyje.
                        Może ma rację Malwina & Co, jak już walić po głowie to wszytkim na raz.
                        Jak przezyje - to go wzmocni.
                        Ależ oczywiście jedyna racja lezy po stronie tych co mówia że chłopak sie
                        ucieszy z brata, rozwód rodziców to będzie dla niego pestka, duży jest to poc o
                        go chronic - i tak od życia nie raz jeszcze po dupie dostanie. Prawda przede
                        wszystkim, nade wszystko.
                        No i oczywiście za wszytsko wine ponosi ta kobieta - matka i żona. No bo
                        przeciez gdyby za niego nie wyszła..

                        Ech, żizń..
                        • Gość: ryb Re: Ktora z Pan byla... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 23:28
                          Procesorko, nie uzalajmy sie nad soba, bo nasi rodzice zaczna nam przypominac
                          czasy wojny. A moja bacia kilka wojen i rewolucje pazdziernikowa. I co ja
                          wtedy im odpowiem, glupio mi bedzie...
                          Watek nie jest o zdradzie przeciez...nie pochwalam tego faceta za to. Jednak
                          nie potrafie zrozumiec jego zony ktora chce zyc...no nie wiem gdzie, moze w
                          chmurach.
                          • procesor Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 23:37
                            Gość portalu: ryb napisał(a):
                            > Procesorko, nie uzalajmy sie nad soba, bo nasi rodzice zaczna nam przypominac
                            > czasy wojny. A moja bacia kilka wojen i rewolucje pazdziernikowa. I co ja
                            > wtedy im odpowiem, glupio mi bedzie...

                            Ech, nie o uzalani esię tu chodzi.
                            Raczej o gorzki usmiech. My tu sobie pogadamy. A oni i tak zrobia to co zrobią.

                            > Watek nie jest o zdradzie przeciez...nie pochwalam tego faceta za to. Jednak
                            > nie potrafie zrozumiec jego zony ktora chce zyc...no nie wiem gdzie, moze w
                            > chmurach.

                            Mało ludzi tu w emocjach różne rzeczy pisało? Miała powód by emocje ją
                            poniosły. A prawda? Alez tak Rybi etylko powiedz mi czemu juz , natychmioast.
                            Tyle lat czekali z tym - moga zaczekać pare dni/tygodni. Zając sie po kolei tym
                            co nalezy. czyli - najpierw rozstaniem sie rodziców. No ni ewiem, moż echłopak
                            zareaguj ena to "uff, nareszcie". Atmosfera w tym domu musi być cięzka..
                        • malvvina Re: Ktora z Pan byla... 28.01.04, 23:45
                          nawet jak sie nie ucieszy to i tak jest to konieczne. przeciez tu nie o
                          zrobienie kosmicznej radochy chodzi
                          oj w chmurach w chmurach ....


                          > Ależ oczywiście jedyna racja lezy po stronie tych co mówia że chłopak sie
                          > ucieszy z brata, rozwód rodziców to będzie dla niego pestka, duży jest to
                          poc o
                          >
                          > go chronic - i tak od życia nie raz jeszcze po dupie dostanie. Prawda przede
                          > wszystkim, nade wszystko.
                          > No i oczywiście za wszytsko wine ponosi ta kobieta - matka i żona. No bo
                          > przeciez gdyby za niego nie wyszła..
                          >
                          > Ech, żizń..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka