aquarius72
25.02.04, 09:54
Po siedmiu latach wspólnego i - w moim odczuciu - całkiem udanego życia
zostawił mnie mąż. To stało się ponad 2 miesiące temu. Nie mieszamy razem i
nie mamy praktycznie żadnego kontaktu. Myślałam, że z czasem oswoję się z tą
sytuacją, ale niestety jest ze mną bardzo źle. Praktycznie cały czas czekam
na to, że on wróci. Płaczę w domu, płaczę w pracy. Cały czas uciekam z domu,
organizuję sobie różne zajęcia, żeby nie myśleć o tym wszystkim, ale kiedy
wieczorem wracam do pustego mieszkania złe myśli znów mnie dopadają. Mam
wrażenie, że nic dobrego mnie już w życiu nie czeka, że wykorzystałam już
swój limit szczęścia. Z jednej strony jestem na niego wśiekła, że zniszczył
to, co było między nami, a z drugiej strony, gdyby tylko chciał wrócić
zgodziłabym się bez wahania. Nienawidzę siebie za to. Wstydzę się przyznać
przed bliskimi do swoich uczuć, bo każdy mówi mi, żebym go olała, że nie jest
tego wart, żebym myślała tylko o sobie. Ale ja nie poptrafię życ tylko dla
siebie - takie życie jest dla mnie puste, pozbawione smaku. Jak ja mam z tego
wyjść, bo czuję, że się coraz bardziej pogrążam - nie widzę znikąd żadnej
pomocy...