Dodaj do ulubionych

wychowanie - start dla dziecka

27.04.10, 12:05
Zawsze myślałam że mój dom rodzinny poza ojcem alkoholikiem jest w miarę
normalny dzięki mojej mamie. Teraz mając 32 lata otwierają mi sie oczy. A
konkretnie otwierają mi sie od momentu kiedy wyszłam za maż, wyprowadziłam sie
z domu i poznałam bliżej rodzinę mojego męża. Kocham moją mamę ale nie
potrafię sobie poradzic ze złością którą czuje w jej obecności, nie wiem czy
ja wcześniej nie widziałam jej zachowań czy po prostu z wiekiem jej sie
pogarsza, a może zauwazam jej zachowania u siebie. Ale konkrety...moja mama
jest wieczną ofiarą w relacjach miedzyludzkich. Wszystko ją denerwuje, każdy
jej robi na złość, od zawsze było tak ze widząc na ulicy kogoś znajomego
np.moją nauczycielkę, sąsiadkę czy mamę moich znajomych wolała udawać ze ich
nie widzi lub przechodziła na drugą stronę ulicy żeby sie nie przywitać bo
nigdy nie wiedziała jak ma się zachować, o czym rozmawiać. Takie kontakty
kosztują ją dużo emocji i często widzę ze sama się z tymi emocjami męczy i
chciałaby być otwarta na ludzi ale nie potrafi. Wszystkie, nawet drobne
nieporozumienia ze znajomymi traktuje bardzo osobiście...dochodzi do tego że
woli sie nie spotykać z ludźmi którm mnie potrafi powiedzieć o tym że cos sie
jej nie podoba. I zawsze wzdycha w taki nerwowo zrezygnowany pełen bólu i
wrecz płaczu sposób kiedy nie potrafi sobie poradzić z emocjami. W chwili
obecnej o wszystkich mówi bardzo źle z kipiącą nienawiścią. Kazde
wypowiedzenie swojego zdania to dla niej walka i tak to nazywa(wywalczyłąm,
będę walczyc)z zawziętością i nienawiścią nieadekwatnie do sytuacji bo ona
walczy o pierdoły np.że w kinie usiądzie na takim a takim miejscu i będzie o
to walczyć i nie popuści! Lekarz, urząd to katorga z których wychodzi z
płaczem lub z dumą w zależności od tego jak jej poszło i wiele innych sytuacji
a ja czuje sie juz tym zmęczona. Wychowujac sie w domu rodzinnym mam bardzo
wiele z cech mojej mamy i emocjonalna sfera mojego życia nie wygląda
najlepiej. Uczę sie od teściów i rodziny męża czasem podstawowych
zachowań...staram sie wyprostować swoje zycie ale nie jest to łatwe. Nie
obwiniam rodziców o to jaka jestem bo wiem ze wychowali mnie najlepiej jak
potrafili ale to wychowanie pokutuje w moim życiu bo po części robie i czuję
tak jak moja mama...jestem bardzo słaba emocjonalnie i wszystko mnie rani no
bo przecież życia i relacji międzyludzkich uczymy się w domu z obserwacji.I
patrząc tak na ludzi którzy z domów wychodzą silni emocjonalnie i mają
wszystkie te podstawy których ja nie posiadam i których dopiero się uczę
dochodzę do wniosku że niestety nie każdy ma równy start życiowy właśnie nie
tylko ze względu na życie w złej sytuacji materialnej ale też emocjonalnej. I
wkurzają mnie strasznie osoby które mówią "weź sie w garść a nie narzekasz"
tylko ja dopiero musze sie nauczyć co to znaczy wziąsć sie w garść...A to co
napisałam to tak naprawdę dopiero wierzchołek góry lodowej...dziekuje za
poświecony mi czas i uwagę... musiałam sie wygadać i pewnie jeszcze będę
musiała bo cos we mnie narasta...
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka