cwarek
07.05.10, 20:07
Mnie już brakuje pomysłów - co to ma być i czy to wszystko jest normalne czy już może podlega pod jakieś zaburzenia emocjonalne czy jakieś inne. To już dwa lata ponad od tamtego czasu a ja nadal nie mogę rozgryźć tej sytuacji.
Miałam kiedyś faceta. Był ode mnie starszy o jakieś 7-8 lat (do dzisiaj nie znam prawdy). Wydawało mi się, że będzie rozsądniejszy ode mnie. Byliśmy razem prawie rok. Ale wciągu tego roku wyprawiały się różne historie - na początku przymykałam na to oczy - nie chciałam widzieć różnych rzeczy.
Dla niego liczyły się tylko pieniądze. Zmartwieniem było - żeby tylko nie trafić na żonę, która nie będzie doceniać jego pieniędzy.
Opowiadał mi różne rzeczy. O swoich związkach przede wszystkim. Z wszelkimi szczegółami. Zawiózł mnie nawet pod domy dwóch z tych dziewczyn. Nasłuchałam się o jego romansie z kuzynką - o tym, że ja jej nigdy nie dorównam. Był też motyw o romansie z nauczycielką. Koleś chciał mnie zaprowadzić do wróżki żeby sprawdzić czy opłaca mu się ze mną być.
Po 4 miesiącach znajomości już wiedziałam w którym kościele chciałby brać ślub. Po kolejnych czterech mogłam się już wprowadzać do jego rodziców - z którymi ciągle mieszkał - mial 27 lat wtedy i słuchał się ich jak najwyżej wyroczni.
Wiem, że miał ciężkie dzieciństwo, bo ojciec mial rodzine gdzies - ale sam nigdy nie chcial sie do tego przyznac - nie dal zlego slowa powiedziec o swoim ojcu (hipokrycie).
Jak mu ojciec powiedzial ze chce wnuczka - to ten z automatu zaczla jakies dziwne podchody robić. Kwestią czasy bylo jakbym w tą ciaze przez jego oszukanstwo zaszla.
Kiedys przyszedl do mnie z 'problemem' czy pozyczyc tej calej kuzyncne z ktora mial keidys romans 2 tys na zabieg aborcji, bo jest w ciazy i nie wie z kim - i ja mialam decydowac czy on ma jej tą kase dać. Pierwsze co sobie pomyslalam to, to ze to jego dziecko.
Koleś miał też wyraźnie problemy z seksem. Po pewnym czasie bylam mu juz tylko do tego potrzebna - nie docieralo, że jestem zmęczona, chora czy poprostu nie mam ochoty. Sam ze sobą też sobie zdrowo uzywal
Kiedys jak nakryl nas nasz ojciec - to ten poszedl sobie "odreagowac" i nie bylo go 2 tyg a mnie z domu wyrzucali. A on mnie tak zostawil z tym wszystkim. Potem sie okazalo, ze poszedl z tym "problemem" do znajomej pani pwsycholog - ktora na niego leciala - tak nawiasem mowiąc. Jak to uslyszalam to myslaam ze wyjde z siebie.
Jak już jego stary zaczal sie tak wpieprzac we wszystko ze czulam sie jakbym byla z nim a nie z chlopakiem to zaczynalam sie juz konkretnie wkurzac. Jego stary powiedzial do mojego ojca, zeby w domu posprzatal bo syn przyjedzie sobie ulyzc to myslalam ze mnie cos trafi. Powiedzilam o tym temu gnojowi a on do mnie "to nie mozliwe poczekaj wezme kartke i sobie zapisze co to on mowil i sie go zapytam czy prawda" BYLAM W SZOKU
Wiem, że on jezdzi pod moim domem - raz go nawet spotkalam przypadkiem.
Kiedys sie rozstawalismy to wyszled jak niby nic byl przekonany ze jak raz wrocilam to i teraz wroce na kolanach a on bedzie na wygranej pozycji - tak mu ktos oczywiscie doradzil.
Po pierwszym odejsciu zaczal pisac do mnie na gg podajac sie za ta cala kuzynkę, ktora to niby imprezuje razem z nim w jego nowo kupionym domu. I ja mialam poleciec na ten dom.
Teraz tez cos tam gada o tym domu kupionym - ktorego i tym razem na bank nie ma.
Koles non-stop cos zmyslal, koloryzowal, dodawal do siebie, sluchal wszystkich tylko nie siebie, chodzacy brak odpowiedzialnosci - najwazniejsze byly pieniądze. Byl jak dziecko a te pieniądze to nowa zabawka. Ja nie wiem jak on mogl chciec sie zenic jak byl taki jakis nie wiem - dziecinny, bezmyslny?
Balam sie z nim wyjsc gdziekolwiek, bo to ja pilnowalam jego a nie on mnie. Zeby czasem nie powiedzial czegos nie na miejscu nie narobil mi wstydu przy stole pelnym gosci. Kochal szpanowac i przybierrac poze kogos kim nie jest. Udawanie bylo jego mocna stroną. Do dzisiaj nie wiem ile tak na prawde o nim wiem a ile rzeczy bylo sklamanych zmyslonych, ubarwionych. Czasem wydalalo mi sie ze ma w d***ie to że np powie cos nie na miejscu i ja bede miec klopoty albo tone wstydu.
Jezdzil dobrym autem, ubieral sie w markowych sklepach itd a pod tym wszystkim to taka słoma z butów wsytająca. Już sama nie wiem jak to okreslić. Czasem nawet z nozem i widelcem przy stole mial problemy. To już bylo żenujące. Zero taktu i dobrego smaku. A jednocześnie udawanie i lanosowanie sie na bog wie kogo.
Nie ogarniam tego do dziś. Jak ma ktos jakis pomysl co to moze byc i dlaczego on taki jest - no w sumie do dzis, to bardzo proszę o pomoc.
Pozdrawiam :)