Dodaj do ulubionych

Wyrzuty sumienia 2

IP: *.idea.pl 23.03.04, 17:27
Przepraszam, to jest dlugie.

Do myślenia mi dały:
Wątek: "Wyrzuty sumienia", Gość: Dwulicowiec - 16.03.2004 12:25
Wątek: "Siła zdradzonych" i artykuł:
http://www2.gazeta.pl/kobieta/1,24365,1626405.html

---

Co o tym myślicie? Spodziewam się, że odpowiedź już znam, bo przeważnie te
oceny są jednoznaczne. Pytam jednak dlatego, bo chciałbym poznać więcej
opinii osób postronnych.

Ona (X): lat 25; mieszka sama, mama nie zyje od paru lat, ojciec z nowa
kobieta.
Ja: lat 60; rodzina: zona i 2 dorosle corki z rodzinami.
Mieszkamy kilkaset km od siebie i miedzy tymi miejscami niemal wcale nie
jezdzimy.

Poznałem X prawie rok wstecz w Internecie na ograniczonej tematycznej grupie
dyskusyjnej. Ona zapytala o potrzebny material, ja odpowiedzialem - krotko i
zwięźle. Potem przez miesiąc trwała wymiana poczty związana z tym tematem. X
jest osobą niezwykle aktywną zawodowo i społecznie, w Internecie także.
Google wywalilo mi sporo linkow do stron, na ktorych znalazlem wiecej
szczegolow dot jej zycia, takze fotografie. To akurat jeszcze nic nie
znaczylo. Momentem zwrotnym w naszej korespondencji bylo moje zapytanie dot
grupowego zdjecia. Tam jedno z nazwisk wskazywalo na goscia, ktorego kiedys
znalem. Przypadek totalny, bylo to 40 lat temu i tylko przez 2 m-ce. Zaczela
sie wtedy korespondencja coraz bardziej prywatna i mniej "oficjalna" w tonie,
czyli po prostu taka bardziej ciepła. Od poczatku znalem jej wiek, a ona moj.
Powiedzialem otwarcie ile mam lat, ze to nie podryw, ze mam rodzine itede.
Ona tez nie kryla, ze ma kogos i niebawem wezma slub.

Kiedys po spięciu z ojcem, gdy wieczorem pisala maila, wylala tam troche
goryczy na swoje zycie. Chyba od czasu tego listu poczulem sie w
roli "zapasowego ojca". Moze wlasnie potrzebny byl jej taki ojco-przyjaciel
do pogadania. Z czasem stala mi sie bardzo bliska, jak jeszcze jedna corka.
Tak zreszta powiedzialem i jej i w domu. U mnie w domu wszyscy tez wiedzieli
od poczatku o tej znajomosci, o tym, ze z nia koresponduje i jak ja oceniam.
Po paru m-cach, bedac z zona blizej tamtej miejscowosci, spotkalismy sie we
trojke w kawiarni. Zona wtedy tez ja pozytywnie ocenila. Zaprosila ja do nas.
Przyjechala na 2 dni. Pojezdzilismy troche po okolicy - taka wycieczka
widokowa przez okno samochodu. Nie bylo miedzy nami absolutnie zadnych
fizycznych gestow, czy oznak czegos, co by dawalo do myslenia. Mniej wiecej
bylo dokladnie tak, jakbym obwozil corke mojego brata - czyli kogos
odpowiednio mlodszego, ale nie calkiem obcego. Pozniej widzielismy sie raz
przez 10 minut na dworcu kolejowym w innym miescie (my tam bylismy, a
dowiedzialem sie, ze ona akurat tamtedy bedzie jechala). Na tym dworcu bylem
sam, bez rodziny, bo nikt nie chcial mi towarzyszyc. Potem, az do tej pory,
byla wylacznie korespondencja mailowa, czasem Gadu-Gadu i doslownie kilka
rozmow telefonicznych. W dalszym ciagu - zero szczegolow o zabarwieniu
erotycznym (nie liczac emotikonow i bardzo drobnej zartobliwosci).

Niedawno rzucil ja jej chlopak. Po 2 latach znalazl sobie kogos
atrakcyjniejszego i mlodszego. Dla niej to byl dramat, bo ostatnio od
dluzszego czasu mieszkala juz nawet u niego, miala tam wspaniale uklady z
jego rodzina i czula sie jak w domu lepszym od jej wlasnego - ktory w
zasadzie nie istnial. Wtedy nasza wymiana poczty zrobila sie bardzo
intensywna. Pisalem jej sporo listow z trescia na uspokojenie. Korespondencja
nasza nigdy nie byla utajniana przeze mnie. Odwrotnie, zachecalem zone do
przeczytania jej. Chcialem, zeby w jakims sensie podzielala moj nastroj. Nie
czytala, poprzestawala na moich "komunikatach" - podobnych do wielu
cytowanych np w wymienionym artykule (patrz link wyzej) i w Internecie, jako
synomim zdrady psychicznej, choc nie robilem zadnych porownan miedzy
kobietami (w sensie, tu wady tam zalety). X wiedziala zreszta takze, ze zone
uwazam za wspanialego czlowieka, z ktorym zawsze mam o czym porozmawiac. Ale
z powodu w/w dramatu mojej znajomej, moje komentarze w domu takze byly
dluzsze. W koncu kiedys zona "pękła". Dowiedzialem sie, ze z poczatku
traktowala wszystko inaczej, bo sadzila, ze bedzie to jakas przelotna, luzna
znajomosc ("chwilowo mu odbilo") i wystarczy nam tylko okazjonalna wymiana
kartek swiateczno-imieninowych. Zdziwila sie, ze X wybrala mnie - starego
obcego faceta na powiernika, zamiast poleciec na pogaduchy do najlepszej
przyjaciolki. Uslyszalem tez zarzut z tym moim wyjsciem na "spotkanie" na
dworcu i w ogole zbyt czestą korespondencje, ktora na dodatek stala sie zbyt
uczuciowa. Maile z moim "doradztwem" i wyprowadzanie X z dolka - za jej
zgoda - wydrukowalem zonie do przeczytania i porady. Ale ten wystrzal zony
nastapil wcale nie po przeczytaniu i wzajemnej dyskusji, tylko za miesiac.
Wtedy z kolei wykonalem z domu krotki telefon do znajomej, zeby zapytac kto
zmarl w jej otoczeniu.

Po ostatnim sygnale zony, ktory zabrzmial dla mnie jak scena zazdrosci (choc
powiedziala, ze nie to miala na mysli; poza tym nie byla to zadna klotnia) -
napisalem do X co sie zdarzylo, ze ja osobiscie troche sie dziwie takiej
reakcji (bo zawsze uwazalem malzonke za osobe z szerokimi horyzontami
myslowymi) i ze w niczym to nie zmienia mojego stosunku do niej. Napisala
tylko z zalem, ze teraz to chyba wizyta u nas wykluczona. Pozniej juz temat
nie byl poruszany, choc krotko raz rozmawialismy.
Ustalo tez mailowanie, nawet nie ma na Gadu "zaczepek" w rodzaju "dzien
dobry". Po prostu jest cicho.

Z komputera domowego juz po wiadomej rozmowie z zona usunalem cala
korespondencje, zdjecia itp. Kopie mam jeszcze na CD i w pracy moge z tego
skorzystac. Napisalem - czeka na wyslanie - taki calkiem ostateczny mail.
Dalem sobie miesiac na wyslanie jego - w zaleznosci od okolicznosci. Moje
pozniejsze rozmowy z malzonka sa normalne, czyli w miare mile i cieple. W
niczym nie sygnalizuja zadnych zadraznien z tamtego powodu. Musze takze
dodac, ze w tej korespondencji mailowej wcale niedwuznacznie napisalem kiedys
do X, ze uwazam nasza relacje w takim stanie za constans. Zadne inne uklady w
gre nie wchodza, bo jestem dla niej za stary i mam obowiazki rodzinne.
Powiedzialem tez, ze ona powinna sobie znalezc jakiegos innego fajnego
chlopaka ze swego przedzialu wiekowego i byc z nim szczesliwa bardziej niz
byla do czasu tego kryzysu. Calosc tego ukladu traktowalem od poczatku do
konca nie jak jakies zauroczenie dziewczyna w sensie ewolucji erotycznej.
Raczej jak wlasnie takie cieple stosunki miedzy corka i ojcem. Moje corki
niestety nie mialy dobrego ojca, bo go za dlugo i za czesto nie bylo w domu.
Przyzwyczaily sie wiec do tego, ze z ojcem sie gada malo (starsza), albo
prawie wcale (mlodsza).

I teraz moje pytanie. Czy mozna to porownac do chorego zafascynowania starego
faceta mlodą dziewczyną? Czy taki kontakt korespondencyjny, ktory de facto
nie ma w przyszlosci prawie zadnych szans na spotkania fizyczne - nie
powinien byc z tego powodu kontynuowany? Coz w tym zlego? Że dziwnego - to
sie zgadzam, bo to sie trafia b.rzadko. Przynajmniej do tej pory, bo w
czasach Internetu takich sytuacji bedzie chyba wiecej. Wtedy moze jakiejs
korekcie poddane zostana kanony "wlasciwych" zachowan, ktore sa obecnie
uznawane w naszym spoleczenstwie i w naszej kulturze. Po co takie cos ciagnac
w czasie? Na to trudno odpowiedziec. Ale przeciez chyba kontakt
korespondencyjny, nawet taki w tresci serdeczny i bliski, nie zawsze musi sie
konczyc w lozku. Albo jakąś rewolucją rodzinną. Zdecydowanie wykluczylem to
juz na samym poczatku i uwazalem, ze skoro nic nie zatajam, to chyba moze byc
tak, ze przy akceptacji wszystkich stron moglibysmy sie nawet razem spotkac
raz na rok, czy jak tam przypadek by pozwolil. Przypadek - tzn np jej
niespodziewany przyjazd w moje strony, bo ja delegacji ani wyjazdow
sluzbowych nie mam i nie moge miec. A jakis skrycie za
Obserwuj wątek
    • Gość: mlody SPRAWDZAJ TEKST PO WPISANIU IP: 213.180.232.* 23.03.04, 17:33
      Za dluuuugie, nudne dziadku
    • iceia Re: Wyrzuty sumienia 2 23.03.04, 18:35
      Trzymaj sie i rozumiem cie....
    • aretha04 Re: Wyrzuty sumienia 2 23.03.04, 18:54
      muszę KRZYKNĄĆ o Jezu!!! jak atoja1 w tym wątku do skasowania....

      aż nieprawdopodobne, żeby mniej więcej taki sam scenariusz (różnica wieku,
      różne miasta) ułożył ostatnio moje życie!!!, oczywiście jestem w takiej roli
      jak Twoja żona ;(((

      zastanów się, czy warto poświęcać tyle wspólnie przeżytych lat??? Napewno w
      Twoim związku były wzloty i upadki, jak w każdym małżeństwie, ale czy trzeba to
      wszystko przekreślać???
      niestety, moje małżeństwo wisi na włosku, chociaż gg skończone, podobno
      korespondencja e:mailowa też urwana, a mąż ma pretensje do mnie, że to moja
      wina, bo znajomość była niegroźna. Zakończenie było inicjatywą dziewczyny,
      która zorientowała się co jest grane, ale winna jestem oczywiście JA!?
      Jak postanowisz, zależy to od Ciebie, a Twojej żonie i rodzinie życzę jak
      najlepiej....
      pozdrawiam A.
      • jmx pytanie do żon 23.03.04, 23:09
        aretha04 napisała:

        > zastanów się, czy warto poświęcać tyle wspólnie przeżytych lat??? Napewno w
        > Twoim związku były wzloty i upadki, jak w każdym małżeństwie, ale czy trzeba
        to
        >
        > wszystko przekreślać???

        Dlaczego mailowa korespondencja ma przekreślać czyjeś długotrwałe, dobre i
        udane małżeństwo? To sa listy, litery, nie mówię o kontakcie osobistym (o mniej
        lub bardziej) przypadkowych spotkaniach, o wspólnej pracy ale o listach.

        Czy naprawdę listy mogą zniszczyć czyjeś małżeństwo?

        Moim zdaniem w historii Jednolicowca nie ma nic zdrożnego - od początku
        powiedział żonie o znajomości, pozwalał czytać listy, doprowadził do wspólnego
        spotkania - to chyba widać, że nie planowal zdrady czy oszustwa?
        Dlatego może nie róbmy z igły wideł?
        • Gość: Jednolicowiec Re: pytanie do żon IP: *.idea.pl 24.03.04, 16:48
          Widać tak już jest ten świat zbudowany i chyba jeszcze musi upłynąć trochę
          czasu, zanim te pojęcia co złe, a co dobre się zmienią. Zwłaszcza chodzi mi
          o podejście do rozumienia Internetu. Można chyba poprzestać na samym Internecie
          i nie rozciągać tego w realu. Ale to chyba na razie beznadziejna sprawa.

          Dlatego - dla świętego spokoju, a nie z poczucia winy - warto chyba zmusić się
          do powrotu na łono stereotypowo myślącego społeczeństwa.

          Ale dziękuję za zrozumienie i pozdrawiam
          • jmx Re: pytanie do żon 24.03.04, 23:20
            Gość portalu: Jednolicowiec napisał(a):

            > Dlatego - dla świętego spokoju, a nie z poczucia winy - warto chyba zmusić
            się
            > do powrotu na łono stereotypowo myślącego społeczeństwa.

            Chyba nie warto ;-)
            Ale jedno co możesz zrobić to więcej (niż do tej pory) poświęcać czasu żonie i
            przekonywać ją że jest jedyną i najważniejszą kobietą w Twoim życiu a tamta to
            tylko internetowa znajoma. Być może Twoja żona czuje się zaniedbana i
            niepotrzebna, podobnie jak Aretha. Więc hcyba wystarczy zmienić swoje podejście
            do żony a nie definitywnie zrywać wszelkie kontakty ze znajomą.

            Niestety, doskonale rozumiem Twoje rozterki. Pozdrawiam :-)
        • aretha04 Re: pytanie do żon 24.03.04, 18:21
          jmx napisała:

          > Dlaczego mailowa korespondencja ma przekreślać czyjeś długotrwałe, dobre i
          > udane małżeństwo? To sa listy, litery, nie mówię o kontakcie osobistym (o
          mniej
          >
          > lub bardziej) przypadkowych spotkaniach, o wspólnej pracy ale o listach.
          >
          > Czy naprawdę listy mogą zniszczyć czyjeś małżeństwo?
          >
          a jeżeli ta korespondencja trwa przez długie godziny, że z mężem masz tylko
          kontakt podczas obiadu???
          a jeżeli mąż ma ciągle "maślane" oczy i moim zdaniem okłamuje sam siebie, że ze
          względu na różnicę wieku nie może to być coś poważnego.

          > Moim zdaniem w historii Jednolicowca nie ma nic zdrożnego - od początku
          > powiedział żonie o znajomości, pozwalał czytać listy, doprowadził do
          wspólnego
          > spotkania - to chyba widać, że nie planowal zdrady czy oszustwa?
          > Dlatego może nie róbmy z igły wideł?
          >
          nie uważam, że jak się jest małżeństwem, to nie można już z nikim rozmawiać,
          uśmiechać się, czy nawet powiedzieć coś miłego tej/temu trzeciemu, może
          niejasno napisałam. Przecież ja też mam znajomych (nie wszystkich zna mąż), z
          którymi dowcipkuję, "potrujemy" sobie nawzajem, ale na tym koniec. Nie
          poświęcam im naszego czasu. W końcu w domu większość z nas jest krócej, więc
          chociaż tych parę godzin powinno się spędzać razem.
          A żonie czy mężowi, mimo długiego stażu też należą się jakieś miłe słowa,
          gesty, czyż nieprawda?
          pozdrawiam serdecznie, z uśmiechem:)))
          A.
          • jmx Re: pytanie do żon 24.03.04, 23:09

            Ależ oczywiście - jeśli mąż zaczyna zaniedbywać rodzinę kosztem internetowej
            znajomości to jest to sygnał niepokojący. Jednak każda taka sytuacja jest inna,
            i wydaje mi się, że nie można wkładać wszystkich do jednego worka. Bo,
            przynajmniej tak wynika z realcji Jednolicowca - w jego przypadku nie było
            zaniedbywania.

            Inna sprawa - co należy w takim przypadku zrobić? Czytać cudze listy,
            przeszukiwać komunikatory i w efekcie całkowicie zakazać kontaktu? Czy po
            prostu powiedzieć jakie się ma oczekiwania, powiedzieć o swoich odczuciach -
            odrzuceniu, izolacji, braku kontaktu? Przecież w gruncie rzeczy nie chodzi o
            zakaz mailowania ale o zmianę stosunku męża do Ciebie. Bo przecież nawet jeśli
            z tą dziewczyną kontakt zostanie zerwany to prędzej czy później może poznać
            inną i co wtedy? Odłączysz internet?

            Piszesz o miłych słowach, gestach - to jest rzecz oczywista. Ale także z Twojej
            strony. Można spróbować odciągnąć męża od komputera ale nie zakazami ale
            własnym zachowaniem ;-))

            Również pozdrawiam :-)
      • Gość: Jednolicowiec Re: Wyrzuty sumienia 2 IP: *.idea.pl 24.03.04, 16:43
        aretha04 napisała:

        > aż nieprawdopodobne, żeby mniej więcej taki sam scenariusz (różnica wieku,
        > różne miasta) ułożył ostatnio moje życie!!!, oczywiście jestem w takiej roli
        > jak Twoja żona ;(((

        Sama widzisz, jak wiele jest tych identycznych scenariuszy - kalka, czy co?
        Przecież atoja1 napisała to samo, co Ty! To jest po prostu jakiś "wzorzec"!

        > niestety, moje małżeństwo wisi na włosku, chociaż gg skończone, podobno
        > korespondencja e:mailowa też urwana, a mąż ma pretensje do mnie, że to moja

        Moje na włosku nie wisi, a w Internecie zrobiło się cicho. Przygotowuję się do
        wysłania ostatecznego listu, ale to rzeczywiście nie jest łatwe. Nie dostrzegam
        większego problemu – co najwyżej wyjdę na drania, ale to daleko i może się nie
        rozniesie. Przecież nic nie obiecywałem, ani w korespondencji NAPRAWDĘ nie
        używałem wielkich słów, tylko jej ton nie był taki suchy i oficjalny. Najgorzej
        będzie się uporać z własnymi myślami.

        I to była właśnie przyczyna, która popchnęła mnie na Forum -
        chciałem usłyszeć więcej opinii osób całkiem postronnych, nie sugerując się
        tylko zdaniem żony.

        W tym miejscu pytanie: a jak do licha jest w związkach, gdzie dzieci są
        adoptowane, lub przyjmowane pod opiekę, gdy są już starsze? Czy także żaden np.
        ojczym nie może darzyć uczuciem takiej wychowanki ze względu na reakcję żony?

        Nasuwa się odpowiedź, że przecież dzieci na ogół adoptuje się, gdy są małe
        itede, ale nie do końca mnie to przekonuje.

        Będę więc musiał zrobić z siebie masochistę, bo jednak uznaję Wasze argumenty,
        choć wewnętrznie jeszcze się burzę.

        Natomiast co do Twojej winy - nie uważam, żebyś aż była "winna". Jesteś co
        najwyżej motorem zerwania tamtych kontaktów. Zresztą zależy jak to między sobą
        omawialiście, bo jeśli ostro, to Twój małżonek mógł tak określić ten koniec.
        Myślę też, że ta pokrzywdzona strona może się nigdy nie dowiedzieć, czy to
        prawda, że kontakt się faktycznie urwał.
        Ale powinnaś chyba mu wierzyć, bo inaczej zatrujesz sobie życie. I uważać ze
        spięciami na inne tematy, bo wtedy prawie zawsze wyjdzie szydło z worka –
        usłyszysz, że „Ty zawsze...”, „ja nigdy...”, a tamten temat będzie „mocnym
        argumentem”.

        Bądź więć cierpliwa, ostrożna i wytrwała. To trudna maska na dłuższą metę, ale
        często się sprawdza. Życzę powodzenia.

        Pozdrawiam

        Ja (niestety, ukrywam się tu na wszelkie możliwe sposoby, sorry)
    • atoja1 Re: Wyrzuty sumienia 2 23.03.04, 20:12
      To ja - atoja1
      Mam nadzieje, ze przeczytales moj wczesniejszy post.
      jestem b. ciekawa jaki jest twoj komentarz.
      Odezwij sie.
      • Gość: Jednolicowiec Re: Wyrzuty sumienia 2 IP: *.idea.pl 23.03.04, 23:29
        atoja1 napisała:

        > To ja - atoja1
        > Mam nadzieje, ze przeczytales moj wczesniejszy post.
        > jestem b. ciekawa jaki jest twoj komentarz.
        > Odezwij sie

        Odpowiedzialem Tobie dwoma mailami na skrzynke @gazeta.pl
        Dziekuje i pozdrawiam
    • donikas Re: Wyrzuty sumienia 2 23.03.04, 22:21
      Moja historie juz znasz ( to ja jestem dwulicowcem...). Moim zdaniem sytuacja
      jaka jest teraz miedzy wami - miedzy Toba a X - to, ze nie utrzymujecie
      kontaktu, nawet nie rozmawiacie na GG, jest najlepsza dla was obojga.
      Jezeli chodzi o moj przypadek, to sprawa wygladala troche inaczej, ale tez
      wszystko zaczelo sie od niewinnych rozmow. Rozmawialismy codziennie, o
      wszystkim. Ja zwierzalam sie jemu, on mi. Poczatkowo to naprawde wygladalo
      bardzo niewinnie.
      Nie przypuszczalam, ze moge sie zakochac w mezczyznie, ktory moglby byc moim
      ojcem...a jednak sie stalo. Nie planowalam tego, nie 'zarzucalam' na niego
      zadnych sieci...to zawsze zaczyna sie bardzo niewinnie. Wierz mi.
    • Gość: Jednolicowiec Odpowiadam wszystkim... IP: *.idea.pl 23.03.04, 23:27
      ... ktorzy się do tej pory wypowiedzieli
      Dla tzw swietego spokoju będę się staral wyciszyc te korespondencje. Jest tak
      duzo rozmaitych ostrzezen, ze przekonuja mnie one o potrzebie zastosowania
      takiego wyjscia. Będzie mi szkoda i chyba zal X, bo może rozumiec, ze ja
      zwodzilem i oszukiwalem. I zrobie to chyba bez 100%-go przekonania ze tak
      POWINNO być. Jednak uwazam, ze takie wyjscie z sytuacji trąci dulszczyzną i nie
      jestem pewny kiedy spokojnie spojrze w lustro przy goleniu.

      aretha04 napisala

      > zastanów się, czy warto poświęcać tyle wspólnie przeżytych lat???

      Wiem bez zastanawiania, ze nie warto. W ogole przeciez nie zakladalem tego ani
      do tego nie daze.
      W moim przypadku zakonczenie chyba wyjdzie z mojej strony, a moja X już dostala
      sygnal, ze nastapila zmiana. Ona będzie musiala to zaakceptowac, choc musze
      przyznac, ze mi jej zal. Ma pecha w zyciu i doswiadcza zbyt często jakichs
      dramatow.

      Niemniej, z ilosci negatywnych opinii w takich sprawach wyciagam wniosek, ze
      Adam miał lepiej, bo Ewa była tylko jedna. Nie wolno wiec zwracac uwagi na inne
      kobiety poza swoja zona, czyz nie tak? Tylko dlaczego w takim razie nie
      wszystkie sa tak nieprzyjemne jak te z Urzedow Skarbowych? Byloby prosciej ;-)))

      Pozdrawiam Was i dziekuje za troske i doradztwo - "osiolkowi w zlobie dano..."
      • observer2 Re: Odpowiadam wszystkim... 23.03.04, 23:40
        Gość portalu: Jednolicowiec napisał(a):

        [...]
        > ...uwazam, ze takie wyjscie z sytuacji trąci dulszczyzną

        I jeszcze jak! To w takim razie powinno się wprowadzić domową cenzurę na listy,
        a także na różnych imieninach i w pracy stosować społeczną presję o eliminację
        molestowania seksualnego. Toż to upadek moralny!
        Zamiast pisać listy do dziewczyn weź się lepiej za oglądanie naszej TV,
        pełnej wartości chrześcijańskich :-D
    • otryt Dulszczyzna ? 25.03.04, 10:31
      Jednolicowcu !

      Mówisz o dulszczyźnie. Chyba przemawia przez Ciebie gorycz, że musisz
      rezygnować z czegoś, co jest piękne. Przecież nie posądzasz swojej żony o
      dulszczyznę, mówisz, że ma szerokie horyzonty. Możliwe, że Twoja historia z X
      jest wyjątkiem od reguły, która mówi, że zazwyczaj następuje wtedy w rodzinach
      rozluźnienie więzi psychicznej, zmniejszenie czasu i uwagi poświęcanej osobom
      najbliższym (z czym i tak w naszych zagonionych czasach nie bywa najlepiej).
      Może to sprawa proporcji. Ile czasu , myśli poświęcam X a ile swoim dzieciom na
      przykład albo sprawom swojej rodziny? Łatwo te proporcje zakłócić i wywołać
      pewien dyskomfort lub nieuświadomiony niepokój u najbliższych. Spróbuj wykonać
      pewien eksperyment myślowy. Wyobraź sobie swoją żonę, że poznała mężczyznę Y w
      Internecie, zachwyciła się nim w jakiś sposób, zwierza się jemu i wysłuchuje
      zwierzeń, przekazując sobie nawzajem najskrytsze i najgłębsze myśli. Nie ma
      oczywiście w tym żadnego podtekstu erotycznego, bo przecież żona zdaje sobie
      sprawę, jak bardzo cenną sprawą jest dla niej jej własna rodzina i Ty jako jej
      mąż. Opisując swoją historię z X chciałbyś, aby mógł istnieć idealny układ: Ty,
      X, Twoja żona, Twoje dzieci. Czytając Ciebie sądzę, że wierzysz w taką
      możliwość. Tylko ta dulszczyzna stoi na przeszkodzie. Ja powiem krótko, że nie
      wiem czy to możliwe? Z jednej strony chciałbym, aby to było możliwe, ale z
      drugiej strony zdaję sobie sprawę z realiów życia.

      Niedawno poznałem żony znajomą A, później powiedziałem żonie, że to piękna
      kobieta i bardzo mi się podoba. Czasem mówię jej, że jakaś kobieta jest dla
      mnie interesująca i inteligentna a innym razem mówię, że ktoś mi się nie
      podoba. I czasem zastanawiam się, czy powinienem tłumić ten swój zachwyt w
      oczach dla innych kobiet, aby nie sprawiać przykrości własnej żonie, bo wiem,
      że niektóre pary mają z tym problemy. Niedawno nie miałem ochoty iść na jakieś
      przyjęcie i wówczas żona , jako argumentu użyła, że będzie tam A, a to taka
      piękna kobieta. Ale myślę sobie, że zachęta i przyzwolenia mają swoje granice.
      Odczuwam je raczej intuicyjnie niż jestem w stanie zakreślić rozumem.

      Erotyzm. Wbrew deklaracjom tego nie można być do końca pewnym. Te sprawy mogą
      się nagle wymknąć spod kontroli, gdy nastąpi wcześniej duże zbliżenie
      psychiczne. To jest jak pożar, nie ma się na to wpływu, gdy wcześniej zostanie
      przekroczona pewna granica. A wtedy nieważny będzie wiek, jaki dzieli i inne
      przeszkody.

      Pozdrawiam serdecznie
      otryt
      • Gość: Jenolicowiec Re: Dulszczyzna ? IP: 213.180.232.* 25.03.04, 13:47
        otryt napisał

        > ...Chyba przemawia przez Ciebie gorycz...

        Tak, masz rację.

        > ...Może to sprawa proporcji. Ile czasu, myśli poświęcam X a ile swoim
        > dzieciom na przykład albo sprawom swojej rodziny?...

        Poswiecam w realu tyle ile moge, ale wiecej nie moge calkiem nie z powodu X.
        W tym wypadku musisz uwierzyc na slowo bo nie chce ujawniac detali
        - zbyt mocne zawezenie mojej lokalizacji.
        Tego wlasnie chce uniknac i pozostac anonimowy dla znajomych.
        Rodzina i tak przeczyta wkrotce to co tu pisze, bo chce zeby z innego zrodla
        wiedzieli co mnie trapi (wkrotce, bo teraz wlasnie niemozliwe).

        > ...Wyobraź sobie swoją żonę, że poznała mężczyznę Y w Internecie,

        Strzał w dziesiatke. Tak mi powiedziala. I mimo moich przekonan
        odezwala sie takze we mnie owa "dulszczyzna". Z innych wpisow ponizej
        widac, ze sa pary na swoj sposob tolerancyjne. Chyba jednak wolalbym,
        zeby sie nie spotkac z wymieniona sytuacja, choc przeciez powinienem
        zastosowac tę sama miarke! Pies ogrodnika, prawda ... ;-) Ale do konca nie wiem.
        Poza tym - miedzy mna a X - nie bylo przekazywania...

        > ...sobie nawzajem najskrytsze i najgłębsze myśli

        To ona mnie wtajemniczala w te swoje sekrety. Ja moich sekretow nie
        poruszalem - nie bylo potrzeby, a korespondencja nie miala przeciez
        charakteru wymiany najskrytszych mysli. To wystrzelilo jak wulkan
        z tamtej strony, na skutek zaistnialych u niej okolicznosci. Gdyby nie one.
        to oboje wiedzielibysmy - jak dotad - ze zyjemy w swoich stadlach,
        ktore kochamy i to jest constans. A korespondencja moglaby nadal zawierac te
        rozne "pozdrawiam cieplutko", "caluski" "cmoki" itepe, tudziez troske w
        rodzaju "nie choruj", "ubierz sie cieplo" itd.
        Teraz moze juz wyrazilem sie jasniej.
        Nie uwazam, ze kilka obojetnych w istocie rzeczy zdan o tym jakie sa np
        zainteresowania mojej zony, czy corek to sa "najglebsze mysli".
        Zas takie wlasnie mysli, ktore mnie teraz drążą ujawnilem tutaj,
        aby poznac opinie innych. Zdaje sobie sprawe z tego, ze opinie nie moga byc
        dokladne, bo tez nie wszystko do konca moglem na forum napisac.
        Ale to wylacznie z powodu tego, ze moje srodowisko (moze za wyjatkiem zony)
        dosc dobrze orientuje sie w sprawach informatycznych i z niewielkim trudem
        bylbym zlokalizowany i potem "na jezykach" (oprocz rodziny chyba prawie nikt
        nie wie o tamtej znajomosci - a to u nas jak sroka miedzy wronami.
        Fakt, od lansowanego stereotypu odbiega, ale czy nie moze mi nieszkodliwie
        odbic na stare lata?

        > ...chciałbyś, aby mógł istnieć idealny układ: Ty, X, Twoja żona, Twoje dzieci.

        Nie taka kolejnosc. Chcialbym zachowac uklad jaki jest, czyli:
        moja zona, moje dzieci oraz X ze statusem troche nizej corek,
        ale znacznie wyzej niz inne obce osoby. No i ja (moge byc z przodu, blizej zony)

        >...Erotyzm...Te sprawy mogą się nagle wymknąć spod kontroli...

        To akurat teoria, tutaj wykluczona. A poza tą kwestią - prawie nie wierze w
        jakiekolwiek fizyczne spotkanie z X - ja do niej nie pojade, a ona do nas teraz
        juz z pewnoscia nie. Nawiasem - przeciez ona ma juz teraz nowegoo chlopaka, byc
        moze sie z nim zwiaze, na co wskazuja okolicznosci. To jak w tym wieku i na
        takim etapie swojego zycia moglaby w ogole myslec o jakims erotyzmie ze mna?
        Ale - patrz wyzej - sprawa po prostu wykluczona.

        Dziekuje i pozdrawiam
        • otryt Re: Dulszczyzna ? 25.03.04, 15:17
          Gość portalu: Jenolicowiec napisał(a):

          >To ona mnie wtajemniczala w te swoje sekrety. Ja moich sekretow nie
          >poruszalem - nie bylo potrzeby, a korespondencja nie miala przeciez
          >charakteru wymiany najskrytszych mysli. To wystrzelilo jak wulkan
          >z tamtej strony, na skutek zaistnialych u niej okolicznosci. Gdyby nie one.
          >to oboje wiedzielibysmy - jak dotad - ze zyjemy w swoich stadlach,
          >ktore kochamy i to jest constans.

          Tak sobie myślę, że taka wymiana myśli i sekretów nie musi być wzajemna, aby
          powstała jakaś więź. Nawet słuchając kogoś lub będąc świadkiem jakiegoś
          zdarzenia w jakiś sposób wikłamy się w sprawę.

          Kiedyś zdarzyło się, że mój kolega za dużo wypił. Chciał powiedzieć chyba coś
          za dużo, czego mógłby potem żałować. Na szczęście w porę mu przerwałem i nie
          pozwoliłem kontynuować. Po co miałby mnie później omijać, jako świadka swojej
          chwili słabości.

          >Nie taka kolejnosc.

          Ta kolejność była przypadkowa i rozumiem to dokładnie tak samo jak Ty. A z tym
          erotyzmem chciałem powiedzieć, że prawdopodobieństwo jest bliskie zeru, ale nie
          jest równe zero. Tak jak ta strzelba nienabita, która czasem strzela. Niektóre
          filmy Clauda Leloucha pokazywały ten problem.

          Pozdrawiam


    • Gość: daria Re: Wyrzuty sumienia 2 IP: *.zeb.com.pl / 212.33.64.* 25.03.04, 11:18
      Witam :)
      Zaskakująco wiele jest takich historii... Ja przeżywam coś podobnego. Poznałam
      w necie mężczyznę, starszego tochę ode mnie i się
      zaprzyjaźniliśmy. "Spotkaliśmy się" na jednym forum w dyskusji o seksie,
      zdradach, kochankach. Dyskusja była żarliwa, dowcipna, mimo różnicy wieku i
      pokoleń. Przyznaję, świntuszyliśmy trochę w mailach, przez gg... Ale z czasem
      zaczęliśmy zwierzać się, rozmawiać o rodzinach, problemach, potrzebach. Głównie
      On mnie pocieszał, podtrzymywał na duchu, radził bo mam nieco pokręcone życie i
      okazało sie, ze bardzo potrzebuję takiego doradcy, straszego, doświadzczonego.
      Spotkaliśmy się kilka razy, iskrzyło... ale skończyło się na kawie. Jego żona
      wiedziała że on z kimś klika w necie. Mają takie układy małżeńskie, że
      pozwalają sobie na kontakt fizyczny z inną osobą. Więc seks też wchodził w
      rachubę. No niby w czym problem ? Okazało się, że jego żona akceptuje jego
      przygody łóżkowe z innymi kobietami ale pod warunkiem, że są to
      niezobowiązujące, nic nie znaczące, jedynie słuzące zaspokojeniu jego potrzeb i
      fantazji. Uznała, że ze mna łączy go coś więcej, więź psychiczna i to już
      traktuje jako zdradę z jego strony. Zatem skończyło się gg, częste do tej pory
      maile. Pytasz co w tym złego ? Żona mojego przyjaciela poczuła się zdradzona,
      sprzedana w pewien sposób (opowiadał mi o ich stosunkach, problemach). Ona
      akceptuje jego seks (nie traktuje tego jako zdrady) a przyjaźni już nie. Bardzo
      nam brakuje kontaktu ze sobą, teraz jest dużo rzadszy niż wcześniej. Seksu nie
      było. Rzeczywiście był pewien okres, że oboje przesiadywaliśmy w necie, kosztem
      pracy, kosztem obowiązków rodzinnych. Bardzo dużo, bardzo szczerych listów
      wymieniliśmy. Przyjaźń z nim wywarła u mnie bardzo pozytywne zmiany, inne
      nastawienie do życia, dystans do do wielu spraw, napędzała. On jest bardzo
      błyskotliwy, inteligentny i przeżył już trochę. Ja dopiero rozpoczynam tzw.
      życie. Różnica wieku powoduje, że on patrzy inaczej na wiele spraw.
      Bardzo nam zależy na tej przyjaźni. Staramy się to mimo wszystko utrzymać. Czy
      sie uda ? Nie wiem.
      • Gość: Jednolicowiec Re: Wyrzuty sumienia 2 IP: 213.180.232.* 25.03.04, 13:53
        daria napisała:

        > ...zwierzać się, rozmawiać o rodzinach, problemach, potrzebach

        Juz o tym bylo, ale powtorze - to nie z mojej strony byly zwierzenia,
        a o seksie zero (chyba, ze zaliczysz do tego moje stwierdzenie, ze mloda
        wspaniala dziewczyna powinna miec mlodego wspanialego chlopaka, bo stary sie
        nie nadaje ;-).
        Natomiast z fragmentow jej maili zlozylem sobie mozaike w mozgu -
        na 90% chyba pasuje. Mlodziez teraz nie robi z tego scislej tajemnicy,
        zwlaszcza jesli sie zwierza (choc z detalami tego nie pisala). A ja nie mam
        w domu az takich stresujacych i niezwyklych ukladow, zebym czul potrzebe
        zwierzania sie na boku (zreszta nigdy sie nikomu nie zwierzalem).
        Natomiast tutaj czuje potrzebe dokladniejszego uswiadomienia mi wszystkich
        za i przeciw. Zawsze osoby postronne widza cos wiecej i na zimno.

        Pozdrawiam
        • Gość: daria Re: Wyrzuty sumienia 2 IP: *.zeb.com.pl / 212.33.64.* 25.03.04, 14:22
          A czy Tobie zależy na kontynuowaniu znajomości z tą dziewczyną i w jakim celu ?
          To ona się zwierza i potrzebuje twojej rady, wsparcia. A Ty ? Czy tylko po to
          chcesz to ciągnąć żeby pomóc dziewczynie ? (osobiście w to nie wierzę) Co dla
          Ciebie daje ta znajomosć, jakie doznania temu towarzyszą? Wzrasta poczucie
          własnej wartości ? Czujesz się atrakcyjny, mądry? Jeśli nie potrzebna Ci taka
          koleżanka, przyjaciółka, a tak by się wydawało czytając Twój list, to nie ma
          sensu w tym trwać. Jeśli jednak sprawia ci przyjemnosć pisanie do niej,
          czytanie jej listów, łechce Cię, ciągnie do niej w jakis sposób to może być
          problem. Nawet jeśli wmawiasz sobie i żonie że nic między wami nie ma, to
          pamietaj - to się bardzo łatwo wymyka spod kontroli. Młoda dziewczyna jest dla
          Ciebie nowością, odmianą, troche zburzyła Twój spokój.
          Twoja żona zapewne jest w twoim wieku, starzeje się, czuje spadek swojej
          atrakcyjności (nie tylko seksualnej) może widziec zagrożenie dla siebie w tej
          młodej kobiecie. Ta nowa odbiera w końcu, przynajmniej częściowo, to co
          poświecałeś do tej pory tylko żonie, choćby myśli.
    • mathias_sammer Re: Wyrzuty sumienia 2 25.03.04, 12:08
      Jednolicowiec,
      jezeli wszystko co napisales o swoim zachowaniu i odczuciach tej osoby jest
      prawda to nie rozumiem dlaczego watek zatytulowales "wyrzuty sumienia".
      Twoja zona jest madra kobieta, jak twierdzisz, jezeli wiec nie robiles nic co
      mogloby naruszyc spokoj i dobro Twojej rodziny nie powinienes miec wyrzutow .
      Zona na pewno zrozumie, ze byles jedyna podpora i ostoja oraz "guru"
      dla biednej, nieszczesliwej mlodziutkiej dziewczyny. Ale budusia.
      Wg mnie wyrzuty sumienia ma sie tylko wtedy, gdy nie mowi sie calej
      prawdy...ale to chyba juz inna para kaloszy i Ciebie nie dotyczy.

      Klaniam sie,
      M.S.
      O ile nie myle sie to w j.polskim slowo "jednolicowiec" nie istnieje.
      Hmm..ciekawe dlaczego nie ma w slowniku. Musze poszukac u Koplinskiego, zdajac
      sobie sprawe, ze moge sie mylic..czywiscie.
      • mathias_sammer Re: Wyrzuty sumienia 2 25.03.04, 12:09
        mialo byc oczywiscie "bidusia".
        Ech, te nieszczesne literowki..
        • Gość: Jednolicowiec Re: Wyrzuty sumienia 2 IP: 213.180.232.* 25.03.04, 14:15
          mathias_sammer napisał:

          >...bidusia...

          Sadze, ze moze zbyt ironiczne okreslenie. X to nie bidusia, moze wrecz
          odwrotnie, bo calkiem sama musiala stawic czola kilku tragediom w krotkim
          czasie. I jakos dala sobie rade w zyciu, podwojnych studiach itd. Bez mojego
          podparcia, bo wtedy nawet nie wiedzialem, ze jest. Zamiast "bidusia" pasuje
          raczej "pechowa".

          > Twoja zona jest madra kobieta, jak twierdzisz, jezeli wiec nie robiles nic co
          > mogloby naruszyc spokoj i dobro Twojej rodziny nie powinienes miec wyrzutow .
          > Zona na pewno zrozumie, ze byles jedyna podpora i ostoja oraz "guru"

          I tu jest pies pogrzebany, bo przez cale zycie sadzilem, ze ma do mnie zaufanie
          i ze nie zrobie nic, co rozwali nasza rodzine. Sama zreszta powiedziala, ze
          moze ma taki dołek psychiczny z calkiem innych powodow, a ta sprawa to byl
          tylko akcelerator jej reakcji. Ja ja rozumiem i dlatego gotow jestem sie
          wycofac. Wcale nie klade na szale rodzina albo X.

          "Wyrzuty sumienia 2" i ten Jednolicowiec.
          Powstalo to na bazie watku "Wyrzuty sumienia" - tam byl dwulicowiec.
          Tematyka bardzo podobna.
          Jaka roznica? Odnioslem wrazenie, ze ja bylem jawny w obie strony
          i nie zakladalem nigdy (nawet w marzeniach), ze chce sie przespac z X.
          Poza tym - nie mam takich prawdziwych wyrzutow sumienia, bo i dlaczego?
          Chyba to jest, gdy sie grzeszy. Chociaz - mysla, mowa i uczynkiem.
          No tak, zgrzeszylem. Tu prawie cytat z mojej zony:
          za czesto wymieniam w domu jej imie, a wiec za czesto o niej mysle,
          czyli za gleboko wniknela w nasze zycie.

          Wiec po mojemu, to nie wyrzuty sumienia, to jest - jak napisal otryt - bardziej
          gorycz z powodu takiego epilogu tej znajomosci. Co prawda zadnych dalekich
          planow nie robilem, ale mialem wrazenie, ze moze taki stan trwac dlugo.
          Oczywiscie przy akceptacji przede wszystkim mojej zony. Po prostu sadzilem do
          tej pory, ze X jest znajoma naszą, a nie tylko moją.

          Tu troche pretensji do mojej zony (95% czasu na mailowanie to nie byl czas
          urwany w domu, wiec wlasnie nie rozumiem tego do konca). Gdyby od razu wtedy
          gdy sie razem spotkalismy (a bylo to chyba po 2 m-cach znajomosci, o ktorej
          zona wiedziala) - powiedziala, ze mam tego nie ciagnac, to wtedy byloby mi
          znacznie latwiej skonczyc, niz teraz. Teraz wyjde po prostu na swinie.

          Dlaczego az tak? Bo moglem uciac ten jej dramat komentarzem [ciach] i napisac,
          ze to nie moja broszka i niech sobie radzi sama. Pewnie by sie obrazila,
          ale nie zabrnelaby w sytuacje, kiedy uwierzyla, ze moze sie do mnie zwrocic
          o jakies wsparcie duchowe. A ja za miesiac mowie jej, ze to juz koniec
          mailowania i w ogole znajomosci. Czy to jest w porzadku?.

          Pozdrawiam
    • Gość: Jednolicowiec DO WSZYSTKICH MOICH KOMENTATORÓW IP: 213.180.232.* 25.03.04, 14:29
      Bardzo dziekuje za zatrzymanie wzroku na tym watku i za wszystkie komentarze -
      zarowno te za, jak i przeciw.

      Niestety, aktualnie musze dla siebie oglosic przerwe w Internecie,
      wiec jesli ktos jeszcze napisze cos takiego, co bedzie wymagalo
      mojego np. sprostowania, to prosze o kilkudniowa cierpliwosc.

      Pozdrawiam wszystkich, a tym ktorzy maja podobne problemy zycze,
      aby podeszli do sprawy z duza cierpliwoscia i checia do przedyskutowania
      wszelkich watpliwosci przede wszystkim w domu (oczywiscie, jesli chca ten dom
      nadal zachowac w calosci). Inna teoria psychologiczna, na ktora sie natknalem
      wertujac dosc intensywnie teraz te dziedzine w Internecie, mowi cos wrecz
      odwrotnego: 3 x nie mowic nic, przeczekac. Czas leczy rany.

      Jednolicowiec

      PS Przepraszam jednoczesnie za moja "wenę tfurczą" (tfu...) - nie jestescie aby
      zanudzeni tymi elaboratami? - i adminow Forum za zajecie olbrzymiej ilosci
      kilobajtow na ich twardzielach ;-)))
      • Gość: zona Re: DO WSZYSTKICH MOICH KOMENTATORÓW IP: *.is.pl / 217.96.4.* 25.03.04, 23:25
        Wprawdzie oglosiles przerwe w dyskusji, ale majac nadzieje, ze jeszcze kiedys
        tu zajrzysz nie moge sobie odmowic dopisania kilku slow. Przezylam cos bardzo
        podobnego. Niewinna korespondencja e-mailowa bardzo solidnego, uczciwego mojego
        meza (tak o nim myslalam!) z powazna osoba z drugiego konca Polski ciagnela sie
        ok. 1,5 roku. Stopniowo stawala sie coraz cieplejsza, bardziej osobista, mniej
        niewinna a skrupuly i zasady gdzies sobie w koncu ulecialy. Skonczylo sie
        glebokim kryzysem w d w o c h malzenstwach. Skutki wynikle z tej
        korespondencji leczymy do dzis choc znajomosc juz dawno nie istnieje a od
        tamtych zdarzen minelo prawie 6 lat...
        Chcialabym Cie jeszcze tylko zapytac dlaczego tak obawiasz sie , ze znajace Cie
        osoby postronne moglyby dowiedziec sie o Twojej przyjazni i korespondencji z X?
        Czyzbys jednak sam widzial w zaistnialej sytuacji cos niestosownego?
        • Gość: Jednolicowiec Re: do mojej przedmowczyni IP: *.idea.pl 26.03.04, 00:26
          Jeszcze tu zdazylem zajrzec przed antraktem.

          Gość portalu: zona napisał(a):

          > Chcialabym Cie jeszcze tylko zapytac dlaczego tak obawiasz sie , ze znajace
          > Cie osoby postronne moglyby dowiedziec sie o Twojej przyjazni
          > i korespondencji z X?
          >
          > Czyzbys jednak sam widzial w zaistnialej sytuacji cos niestosownego?

          Oczywiscie, ze tak! Toz to dla nich sensacja - nie tyle, ze sie to zdarza mnie
          i nie tyle, ze sami robia skoki w bok, ale chodzi o sama roznice wieku.
          Bo to i straszno i śmieszno (60 > 25) czyż nie? Zreszta dlatego wlasnie jest
          ten dylemat, a nie z powodu po prostu stosunkow damsko-meskich.
          No i pisalem takze o podswiadomych obawach o Twoim wariancie.
          Mimo najszczerszych checi nikt nie zna na 100% przyszlosci, moze co najwyzej
          starac sie miec na nia wplyw.
          A tak w ogole, to puszczajac wodze fantazji i rozwazajac totalnie wszystkie
          mozliwosci, to przeciez wszyscy tutaj wiemy, ze wariantow moze nie byc tylko 2.
          Tylko, ze do dwoch najprostszych zaweza sie ta dyskusja, bo sa najbardziej
          bliskie rzeczywistosci.

          Dziekuje i teraz juz calkiem spadam

          • Gość: Jednolicowiec Re: do mojej przedmowczyni IP: *.idea.pl 26.03.04, 00:37
            Zle to sformulowalem, potrzebne wyjasnienie
            cyt

            > Zreszta dlatego wlasnie jest ten dylemat, a nie z powodu po prostu stosunkow
            > damsko-meskich.

            Nie odczuwam takiej potrzeby urozmaicenia sobie zycia i jeszcze nigdy mi sie to
            nie zdarzylo. Nie jestem typem podrywacza, a przez tyle lat wystarczala mi
            przeciez jedna kobieta, ktorej na koniec przeciez sie nie odrzuca.
            Takie sa moje przekonania. Reszta juz w poprzednich moich tekstach.
            X absolutnie nigdy nie byla i nie jest brana pod uwage jako obiekt "zastepczy".
            Po co sobie brac nowego wroga na kark, kiedy zna sie dobrze starego? ;-)))
            (to chyba powiedzial ktos w filmie)
          • jmx Re: do mojej przedmowczyni 26.03.04, 00:50
            Gość portalu: Jednolicowiec napisał(a):

            > Jeszcze tu zdazylem zajrzec przed antraktem.
            >
            > Gość portalu: zona napisał(a):
            >
            > > Chcialabym Cie jeszcze tylko zapytac dlaczego tak obawiasz sie , ze znajac
            > e
            > > Cie osoby postronne moglyby dowiedziec sie o Twojej przyjazni
            > > i korespondencji z X?
            > >
            > > Czyzbys jednak sam widzial w zaistnialej sytuacji cos niestosownego?
            >
            > Oczywiscie, ze tak! Toz to dla nich sensacja - nie tyle, ze sie to zdarza mnie
            > i nie tyle, ze sami robia skoki w bok, ale chodzi o sama roznice wieku.
            > Bo to i straszno i śmieszno (60 > 25) czyż nie?

            No właśnie. Bo gdybyś sobie rozmawiał z jakąś 60-70-latką to nie byłoby sprawy?

            Czytałam już wiele watków na temat internetowych romansów(?), zdrad
            psychicznych(?) itp. i tak sobie myślę, że niektórym kobietom "bycie żoną"
            rozum odbiera.
            • Gość: zona Re: do mojej przedmowczyni IP: *.is.pl / 217.96.4.* 26.03.04, 20:34
              Oj, jmx! Widze, ze malo zrozumiales z mojego listu . Niewiele tez wiesz, bo nie
              napisalam wyraznie, ze wirtualna znajomosc stala sie zupelnie realnym romansem,
              zdrada i cierpieniem dla kilku osob. Sadzilam, ze z tonu mojej wypowiedzi to
              wynika. Nicku "zona" uzylam tylko po to by jasno okreslic z jakiej perspektywy
              ogladam opisywana sytuacje. Nie przecze, ze "bycie zona" mojego meza bylo
              kiedys dla mnie zrodlem szczescia i radosci i zapewniam Cie ,ze uczucia te
              nigdy nie zaburzaly pracy mojego rozumu. A swoja droga to skad w Tobie tyle
              bezinteresownej zlosliwosci?
              Wracajac do tematu watku chcialam jeszcze dodac, ze nie tyle istotny jest wiek
              osob korespondujacych (60-latka moglaby byc dla kogos rownie ciekawa i
              fascynujaca jak 25-latka!)ile ich zaangazowanie emocjonalne.Z listow J. wynika
              dla mnie jasno, ze JUZ stopien Jego zaangazowania jest "podwyzszony": znajomosc
              ta pochlania mocno jego mysli, jest zrodlem niepokoju, J. dazy do osobistych
              kontaktow (po co ta smieszna randka na dworcu? Stesknil sie? Mial cos istotnego
              do przekazania czego nie mogl napisac?), nie liczy sie z odczuciami zony, ktora
              irytuje ta sytuacja (czeka z zakonczeniem znajomosci - na co? Nie chce zranic X
              ale rani zone). Z perspektywy moich doswiadczen wiem, ze pewne typy znajomosci
              po prostu SA RYZYKOWNE niezaleznie od deklaracji i "mocnych postanowien". Od
              nas tylko zalezy CZY i CO chcemy zaryzykowac!
              • Gość: to tu Re: do mojej przedmowczyni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 22:11
                stopien Jego zaangazowania jest "podwyzszony": znajomosc
                >
                > ta pochlania mocno jego mysli, jest zrodlem niepokoju, J. dazy do osobistych
                > kontaktow (po co ta smieszna randka na dworcu? Stesknil sie? Mial cos
                istotnego
                >
                > do przekazania czego nie mogl napisac?), nie liczy sie z odczuciami zony,
                ktora
                >
                > irytuje ta sytuacja (czeka z zakonczeniem znajomosci - na co? Nie chce zranic
                X
                >
                > ale rani zone).


                Zgadzam się z przedmówczynią.
              • jmx Re: do mojej przedmowczyni 26.03.04, 23:14
                Gość portalu: zona napisał(a):

                > Oj, jmx! Widze, ze malo zrozumiales z mojego listu .

                Hihi, ale ja nie jestem facetem ;-)
                Przepraszam za złośliwość, nie była skierowana przeciw Tobie konkretnie ale to
                zdanie o żonach było efektem kilkudziesięciu wątków na podobne tematy.


                Niewiele tez wiesz, bo nie
                >
                > napisalam wyraznie, ze wirtualna znajomosc stala sie zupelnie realnym
                romansem,
                >
                > zdrada i cierpieniem dla kilku osob. Sadzilam, ze z tonu mojej wypowiedzi to
                > wynika.

                Bardzo mi przykro z powodu takiego obrotu sprawy. Ale sytuacja Jednolicowca
                jest inna. Ryzyko, jak napisałaś, zawsze jest, i sądzę, że gdyby do czegoś
                miało dojść pomiędzy Jednolicowcem a jego znajomą to JUŻ by się stało.
                On TYLKO chce pisać listy do kogoś kogo poznał i polubił i nie rozumie dlaczego
                miałby przestać. I, prawdę mówiąc, ja też nie rozumiem.


                > Wracajac do tematu watku chcialam jeszcze dodac, ze nie tyle istotny jest
                wiek
                > osob korespondujacych (60-latka moglaby byc dla kogos rownie ciekawa i
                > fascynujaca jak 25-latka!)

                Jasne, że mogłaby. Ale przyznaj sama - byłabyś zazdrosna o 70-ciolatkę?
                Jakoś nie wydaje mi się. Ale gdy ktoś jest x-lat młodszy to zawsze włącza się
                czerwone światło: młodsza, atrakcyjna = lepsza ode mnie (stałej partnerki).


                ile ich zaangazowanie emocjonalne.Z listow J. wynika
                > dla mnie jasno, ze JUZ stopien Jego zaangazowania jest "podwyzszony":
                znajomosc
                >
                > ta pochlania mocno jego mysli, jest zrodlem niepokoju,

                Mam wrażenie, że żródłem niepokoju jest nie znajomość sama w sobie a reakcja
                otoczenia (w tym żony) na nią. Jak J. powinien się odnosić do żony napisałam na
                początku wątku, bo jak zresztą J sam przyznaje ta znajomość to katalizator (tak
                przynajmniej zrozumiałam), więc jak sądzę, żona przechodzi jakiś kryzys, może
                spadek nastroju, może czuje się niepotrzebna bo dzieci odeszły albo na dniach
                odejdą z domu ona kończy pracę. I nie wydaje mi się, by w takim kontekście (o
                ile jest trafny) zerwanie znajomości jakoś wybitnie wpłynęłoby na poprawienie
                jej nastroju.

                Napisałaś o "dążeniu do osobistych spotkań". Myślę, że każdego, kto rozmawia
                przez internet interesuje jak wygląda ta osoba/y, z którą rozmawia. Bez
                podtekstów erotycznych. Więc to po pierwsze - a po drugie nie
                nazywałabym "dążeniem" jednego spotkania, które było wynikiem, w gruncie
                rzeczy, zbiegu okoliczności niż świadomego i planowego umawiania się.
                • Gość: zona Re: do mojej przedmowczyni IP: *.is.pl / 217.96.4.* 28.03.04, 00:55
                  Sorry jmx , ze zmienilam Ci plec - stalo sie to jakos tak w ferworze pisania!
                  Jesli chodzi o J. to moglybysmy przerzucac sie argumentami. Ja tylko powiem, ze
                  w wypowiedzi J. znalazlam duzo analogii do sytuacji , ktore znam z autopsji i
                  wiem jak sie to wszystko dalej potoczylo. A czy bylabym zazdrosna o 70-latke?
                  Moze nawet tak, bo sama tez juz jestem dobrze po 50-tce (hihihi!!!!).
                  Pozdrawiam :).
                  • Gość: silva Re: do mojej przedmowczyni IP: *.toya.net.pl 28.03.04, 09:33
                    A ja czuję ,ze J.probuje nas wszystkich tutaj nabrać .Te jego "szczere "wyzania
                    winy-niewiny mają być rodzajem publicznego alibi.
                    Tak usilnie lansuje jawność tej historii przed rodziną,podkreślając to we
                    wszyskich prawie wypowiedziach,że mam wrazenie, tak naprawdę chodziło mu o
                    stworzenie sytuacji pt" najciemniej jest pod latarnią".
                    Przecież to jest znacznie wygodniejsze,takie udomowienie przyjaciółki,niż
                    kombinowanie w ukrycu na boku,mniej wysiłku ,a i otoczenie nie ma się pozornie
                    czego czepiać.
                    I tylko ta żona,taka mądra do tej pory nie okazała zrozumienia
                    dla "szczerości"męża i rozwaliła cały ten scenariusz.
                    I bardzo dobrze! kobieta zareagowała prawidłowo ,widać z tego,że instynkt
                    zamozachowawczy ma dobrze rozwinięty.
                    W tej histori wyczuwam więcej zgrzytów ,mimo usilnych prób J.,który usilnie
                    wmawia nam nieskazitelną czystość swoich intencji ,ja odbieram to jak bajke dla
                    naiwnych.
            • aretha04 Re: do mojej przedmowczyni 26.03.04, 21:13
              jmx napisała:

              >> Czytałam już wiele watków na temat internetowych romansów(?), zdrad
              > psychicznych(?) itp. i tak sobie myślę, że niektórym kobietom "bycie żoną"
              > rozum odbiera.
              >
              ja też parę miesięcy temu tak myślałam, też się dziwiłam, dopóki sama tego nie
              przeżywam, niestety
              a "rozum mi odebrało" bo powinnam wcześniej zrozumieć, czym taka znajomość grozi
              nie życzę Ci tego
              • jmx Re: do mojej przedmowczyni 26.03.04, 23:28
                aretha04 napisała:

                > a "rozum mi odebrało" bo powinnam wcześniej zrozumieć, czym taka znajomość
                groz
                > i
                > nie życzę Ci tego

                A jakie proponujesz antidotum? Bo każda znajomość może "czymś grozić"
                niekoniecznie internetowa. A nie każda znajomość internetowa prowadzi do
                zdrady.
    • Gość: Jednolicowiec POSŁOWIE IP: 213.180.232.* 09.04.04, 15:49
      Ze sporym opoznieniem, ku zaspokojeniu ciekawosci niektorych osob, a takze
      troche zlosliwie - zeby nie dac satysfakcji Silvie, chce dla zakonczenia tego
      etapu mojej biografii podziekowac wszystkim, ktorzy tutaj zechcieli sie
      wypowiedziec.

      Dziekuje zarowno tym mocno krytycznym, jak i podzielajacym moj owczesny punkt
      widzenia. Pisze teraz "owczesny", bo po spokojnej domowej dyskusji i bez
      mocniejszych akcentow koncowych zdecydowanie wyciszylem moja internetowa
      korespondencje, pozostajac jednakze przy okolicznosciowych zyczeniach.

      Do Silvy - byc moze zamiast robic ten "dym" i pisac longery wystarczylo jednym
      zdaniem zapytac: co myslicie o korespondencji starego pryka i mlodej
      dziewczyny. Ale to nie byl "dym" i nikogo nie robilem w wielkanocne jajo. In
      contrario - byla to raczej "prywatna spowiedz", a nie "publiczne alibi". Ono
      byloby wtedy, gdybym byl pewny, ze procz Was przeczyta to ktos zainteresowany.
      A ta najbardziej zainteresowana osoba, czyli moja zona, wie co najwyzej gdzie
      stoi komputer (nie ma checi nauczyc sie obslugi, a teksty do czytania musialem
      jej wydrukowac). Szczerze napisalem po prostu co mnie gryzlo i juz nie gryzie -
      m.in. wlasnie dzieki niektorym glosom na tym Forum.

      Silva, ciekawsze do czytania jest Forum Humorum - tam nie ma powodu wstawiac
      lipy i nikt Ci nie kaze wierzyc, czy to prawda.
      To nie jest zaproszenie do polemiki.

      JMX - dzieki za wyrozumialosc, pozdrawiam.

      Wszystkim zycze spokojnych, pogodnych i bezproblemowych swiat.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka