Dodaj do ulubionych

Niby nic się nie stało, a jednak wszystko runęło..

23.08.10, 15:54
Niby nic się nie stało, a jednak wszystko runęło...
Nigdy nie byłam specjalnie silna psychicznie, chociaż wszyscy tak o mnie
myśleli i nadal myślą. W rodzinie i wśród znajomych zawsze to ja musiałam być
tą silniejszą, zawsze przy tym wzorowałam się na tacie, który jest dokładnie
taki sam jak ja i nigdy nie okazuje uczuć. Ataki depresji i nerwicy, które
pierwszy raz pojawiły się jakoś 6 lat temu, czyli w wieku mniej więcej 20 lat,
nadciągały niespodziewanie i z wielkim trudem przechodziły, łagodniały i
usypiały, nieraz już brałam leki, chodziłam do psychologa, a na zewnątrz niby
wszystko grało.
Tak jest i teraz.
Niby wszystko jest ok, skończyłam moje wymarzone studia, które są / były moją
pasją, znalazłam pracę w miarę w zawodzie, utrzymuję się sama i mimo, że nie
mam jakiejś super świetnej pracy i płacy, a raczej jest ona mocno przeciętna,
to mogę sobie pozwalać na jakieś małe przyjemności, tj. ze 2 razy do roku
jakiś niskobudżetowy trampingowy urlop gdzieś w Europie i jeszcze na wódkę
mnie stać. Praca mnie b. stresuje, miewam wymioty, ataki duszności, uderzenia
gorąca, ale problem leży we mnie, nie na zewnątrz, bo wiadomo - ludzie z pracy
są różni i spokojni, i wygadani, i fajni, i niefajni, a wszystko zależy od
mojego podejścia. Rodzice zdrowi, rodzina zwyczajna, polska, tradycyjna, jak
to w społeczeństwie, są i nauczyciele, są i prawnicy, są i alkoholicy, znajomi
są, ale raczej w Polsce i świecie, niż w moim mieście, skąd większość po
skończeniu studiów wyjechała, a ja jako jedna z nielicznych przyjezdnych się
ostałam, w zasadzie trochę osamotniona, bo nie ma z kim spontanicznie gdzieś
wyskoczyć ani spontanicznie zaprosić do siebie na kawę. Ale ogólnie nie jest
źle. Jest dobrze. Niby.
Tak na prawdę w środku odczuwam hiper-super-mega-pustkę, nic mnie nie cieszy,
na niczym mi nie zależy, nic mnie nie obchodzi i jedyne, czego chcę od życia
to mieć święty spokój.
Czuję się, jakbym dryfowała po otwartym oceanie, nie mam żadnego stałego
gruntu pod nogami i zmierzam do nikąd.
Zawsze wierzyłam, że trzeba się uczyć, pracować, działać i KIEDYŚ, w pewnej
mitycznej przyszłości, się wszystko ułoży i będzie dobrze. ...że istnieje
jakiś los, jakiś cel, przeznaczenie, czy jak to tam jeszcze nazwać, które
kieruje naszymi drogami w takim, a nie innym kierunku, nic się nie zdarza bez
powodu, wszystko się wydarza po coś, ktoś gdzieś tam o mnie myśli i o mnie dba
i jak się czegoś bardzo chce to się to osiągnie.
A tu się okazało, że jednak nie...
Znajomi, którzy nie skończyli studiów, nie uczyli się i którym nikt nie
wmawiał, że gwarancją sukcesu jest ciągła wspinaczka na szczyt, mają lepiej
ode mnie. Mają mężów, żony, dzieci, rodziny, domy, własne firmy. A ja cóż?
Włóczęga, niespokojny duch, fakt faktem mieszkałam już w kilku miastach,
zwiedziłam znaczną część Europy, imprezowałam, jeździłam na stopa, spałam pod
gołym niebem i w hotelach 5* i ogólnie mam o czym ludziom opowiadać, ale
właśnie - tylko opowiadać. Nie mam firmy, nie mam szans na znalezienie
lepszej, dobrze płatnej pracy, w mieście, w którym mieszkam studenci psują
rynek i w związku z tym jest dużo ogłoszeń, ale za niską stawkę, co dla osoby
wynajmującej pokój - czyli mnie - oznacza wieczną wegetację, nie powiem, że
jakąś złą, ale bez perspektyw podwyżki, zmiany, wzrostu... Marazm, bierność,
stagnacja.
Bez pracy nie wezmę kredytu na dom, nie zbuduję wymarzonej chatki, nie posadzę
drzew i nie będę miała ogródka z warzywami.
Wspomniani wcześniej znajomi, albo chociażby tacy, którzy - nie wiem nawet jak
to określić - byli po prostu bardziej normalni ode mnie, mają żony, mężów,
partnerów, dziewczyny, chłopaków, nadzieję, że kogoś znajdą. Ja nie. Bo zawsze
mi mówiono i zawsze żyłam w jakimś dziwnym wyidealizowanym świecie, gdzie "na
to jeszcze masz czas" i "wszystko się jakoś ułoży".
Jedynego chłopaka, którego kiedykolwiek kochałam i którym był moim jedynym
prawdziwym przyjacielem, którym się czułam bezpieczna, jak w domu, z którym
chciałam stworzyć rodzinę i urodzić mu dzieci, odepchnęłam i to 2 razy, bo nie
potrafiłam się mu przyznać do moich uczuć i jakoś zawsze myślałam, że to on,
jako mężczyzna, powinien zrobić pierwszy krok, a teraz - po różnych
perturbacjach nadal mam z nim kontakt i mimo że widzę nadal te iskierki w jego
oczach, kiedy jeszcze czasem wpatruje się w moje oczy, to zdaję sobie sprawę,
że jest już za późno i pewnych zmian, które zaszły w jego i mojej psychice na
skutek naszego, a głównie mojego, zaniechania się nie da cofnąć.

Od pewnego czasu mam poczucie, że nic się nie ułoży. Nie znajdę wymarzonej
pracy, nie zbuduję domu, nie założę rodziny, a przede wszystkim nie wyjdę za
mąż, za chłopaka, którego kocham. Jestem na życiowym zakręcie, nie wiem, co
robić dalej... Wyjechać z tego miasta, wrócić do domu, walczyć?

Jak z tym żyć?
Obserwuj wątek
    • zbieram_szkielka Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 23.08.10, 19:01
      tak sobie myślę... kochasz go jeszcze?
      tak sobie myślę... dałoby sie wyjechać do innego miasta, z lepszą
      sytuacją na rynku pracy?

      podejście, które wyznaję, to skonkretyzowanie problemu, a potem
      szukanie rozwiązań. Jeśli chcesz, mogę spróbować Ci w tym pomóc. Ale
      nie jestem żadnym psychologiem i raczej średnio sobie radzę z
      własnymi problemami ;)
      • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 23.08.10, 21:26

        > tak sobie myślę... kochasz go jeszcze?

        Kocham. To się raczej nie zmieni. Znam go od 6 lat. Owszem poznaję innych,
        czasem chodzę na randki, jednak nikt nie jest w stanie mnie zainteresować na dłużej.

        > tak sobie myślę... dałoby sie wyjechać do innego miasta, z lepszą
        > sytuacją na rynku pracy?

        Dałoby się. Z tym, że raczej byłby to powrót do domu, gdzie lepsza sytuacja na
        rynku pracy oznacza po prostu znajomości rodziców, dzięki którym być może
        złapałabym lepszą pracę. Wyjazd do zupełnie innego miasta byłby tylko czystą
        ucieczką przed samą sobą. Już to przerabiałam:)

        > podejście, które wyznaję, to skonkretyzowanie problemu, a potem
        > szukanie rozwiązań. Jeśli chcesz, mogę spróbować Ci w tym pomóc. Ale
        > nie jestem żadnym psychologiem i raczej średnio sobie radzę z
        > własnymi problemami ;)

        Moim problemem jest więc chyba to, że nie wiem, w którą stronę mam teraz iść, do
        czego zmierzać i po co / dla kogo się starać. To chyba jakiś upadek tego, w co
        dotychczas wierzyłam. Nie potrafię inaczej skonkretyzować mojego problemu.
    • sabinac-0 Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 23.08.10, 19:49
      karakorum_hindukusz napisała:


      > A ja cóż?
      > Włóczęga, niespokojny duch

      Piosenka z mojej mlodosci - gory, skorzane pionierki, gitara... Kto by pamietal
      po tylu latach ? :)

      > mi mówiono i zawsze żyłam w jakimś dziwnym wyidealizowanym świecie, gdzie "na
      > to jeszcze masz czas" i "wszystko się jakoś ułoży".

      Istnieje wieczny konflikt miedzy "jeszcze bedzie przepieknie" a "visa - bo zyje
      sie teraz".

      > Jedynego chłopaka, którego kiedykolwiek kochałam i którym był moim jedynym
      > prawdziwym przyjacielem, którym się czułam bezpieczna, jak w domu, z którym
      > chciałam stworzyć rodzinę i urodzić mu dzieci, odepchnęłam i to 2 razy, bo nie
      > potrafiłam się mu przyznać do moich uczuć i jakoś zawsze myślałam, że to on,
      > jako mężczyzna, powinien zrobić pierwszy krok, a teraz - po różnych
      > perturbacjach nadal mam z nim kontakt i mimo że widzę nadal te iskierki w jego
      > oczach, kiedy jeszcze czasem wpatruje się w moje oczy, to zdaję sobie sprawę,
      > że jest już za późno i pewnych zmian, które zaszły w jego i mojej psychice na
      > skutek naszego, a głównie mojego, zaniechania się nie da cofnąć.
      >
      Moze jednak nie wszystko stracone?
      Ludzie sie schodza i rozchodza, jesli chlopak w miedzyczasie nie ozenil sie i
      nie splodzil gromady dzieci, moze warto powalczyc?

      > Jestem na życiowym zakręcie, nie wiem, co
      > robić dalej... Wyjechać z tego miasta, wrócić do domu, walczyć?
      >
      > Jak z tym żyć?

      To chyba jest zasadniczy problem - musisz zdecydowac o swej przyszlosci.
      Niestety, w tej decyzji nikt Cie nie wyreczy.
      • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 23.08.10, 21:29

        > Moze jednak nie wszystko stracone?
        > Ludzie sie schodza i rozchodza, jesli chlopak w miedzyczasie nie ozenil sie i
        > nie splodzil gromady dzieci, moze warto powalczyc?

        Chłopak nadal sam i średnio widzę, żeby sobie kogoś w najbliższym czasie
        znalazł, bo to specyficzny człowiek, dziwak i mało kto z nim na dłużej
        wytrzyma:) Walczyłabym, ale widzę po nim, że każdy kontakt ze mną z jednej
        strony go cieszy, a z drugiej boli. Może lepiej - dla niego - byłoby jakbym
        sobie i jemu dała spokój i pozwoliła mu odejść...

        > > Jestem na życiowym zakręcie, nie wiem, co
        > > robić dalej... Wyjechać z tego miasta, wrócić do domu, walczyć?
        > >
        > > Jak z tym żyć?
        >
        > To chyba jest zasadniczy problem - musisz zdecydowac o swej przyszlosci.
        > Niestety, w tej decyzji nikt Cie nie wyreczy.

        No właśnie. Nie lubię decydować:P Zawsze raczej płynęłam z prądem:P
        • leda16 Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 23.08.10, 23:05
          karakorum_hindukusz napisała:


          Walczyłabym, ale widzę po nim, że każdy kontakt ze mną z jednej
          > strony go cieszy, a z drugiej boli. Może lepiej - dla niego - byłoby jakbym
          > sobie i jemu dała spokój i pozwoliła mu odejść...


          Jasnowidz z Ciebie. Nie tylko potrafisz czytać w myślach chłopaka ale i wiesz, co dla niego najlepsze :))). Szkoda, że nie wiesz prawdy podstawowej - obłudą, fałszem, krygowaniem się wobec kogoś, kogo autentycznie kochasz, daleko nie zajedziesz. Powiedz mu o swoich uczuciach i czekaj. Wybór zależy od niego, nie od Ciebie.


          > > > Jak z tym żyć?


          To się powieś.

          >
          > No właśnie. Nie lubię decydować:P Zawsze raczej płynęłam z prądem:P


          Ależ pierdzielisz, jak ciężki infantyl :(. Liczy się tylko to co TY LUBISZ? Wobec tego daj spokój temu chłopakowi, następnym chłopakom i pomyśłowi z zakładaniem rodziny. Będziesz mogła bez przeszkód dogadzać samej sobie i robić to, co lubisz, dopóki wszystko, co robisz uznasz za bezsensowne. Wtedy przestaniesz robić cokolwiek.
          • papapapa.poker.face Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 00:14
            > Jasnowidz z Ciebie. Nie tylko potrafisz czytać w myślach chłopaka
            ale i wiesz,
            > co dla niego najlepsze :))). Szkoda, że nie wiesz prawdy
            podstawowej - obłudą,
            > fałszem, krygowaniem się wobec kogoś, kogo autentycznie kochasz,
            daleko nie zaj
            > edziesz. Powiedz mu o swoich uczuciach i czekaj. Wybór zależy od
            niego, nie od
            > Ciebie.

            zgadzam sie. zwlaszcza, ze napisalas, ze chlopak jest wyjatkowy

            dobrze sie czyta Twoj posty, jestes inteligentna i dasz sobie rade
            • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 08:53


              > > Jasnowidz z Ciebie. Nie tylko potrafisz czytać w myślach chłopaka
              > ale i wiesz,
              > > co dla niego najlepsze :))). Szkoda, że nie wiesz prawdy
              > podstawowej - obłudą,
              > > fałszem, krygowaniem się wobec kogoś, kogo autentycznie kochasz,
              > daleko nie zaj
              > > edziesz. Powiedz mu o swoich uczuciach i czekaj. Wybór zależy od
              > niego, nie od
              > > Ciebie.
              >
              > zgadzam sie. zwlaszcza, ze napisalas, ze chlopak jest wyjatkowy
              >
              > dobrze sie czyta Twoj posty, jestes inteligentna i dasz sobie rade

              Dzięki:)
              On wie, co do niego czuję i zdaje sobie sprawę z tego, że cały czas uciekałam i
              z tego co widzę po jego zachowaniu już sobie mnie odpuścił, stara się podchodzić
              do mnie teraz z duuużym dystansem, żeby się za bardzo nie zbliżyć. Nawet jeśli
              zagaduje do mnie co jakiś czas na gg, to w pewnym momencie ucina rozmowę i znika
              do swojego świata. Powiedzenie o swoich uczuciach raczej już nic nie da w takim
              przypadku. Teraz to raczej kwestia tego, jak się pogodzić - tak do końca - z tą
              stratą i jak uwierzyć, że coś równie dobrego mnie jeszcze może w życiu spotkać.
          • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 08:54
            leda16 napisała:

            > Jasnowidz z Ciebie. Nie tylko potrafisz czytać w myślach chłopaka ale i wiesz,
            > co dla niego najlepsze :))). Szkoda, że nie wiesz prawdy podstawowej - obłudą,
            > fałszem, krygowaniem się wobec kogoś, kogo autentycznie kochasz, daleko nie zaj
            > edziesz. Powiedz mu o swoich uczuciach i czekaj. Wybór zależy od niego, nie od
            > Ciebie.

            Leda, napisałam już osobie poniżej, jak się teraz mają obecnie stosunki między
            mną a tym chłopakiem.

            > > > > Jak z tym żyć?
            >
            >
            > To się powieś.

            Myślę nad tym:)))


            > > No właśnie. Nie lubię decydować:P Zawsze raczej płynęłam z prądem:P
            >
            >
            > Ależ pierdzielisz, jak ciężki infantyl :(. Liczy się tylko to co TY LUBISZ? Wob
            > ec tego daj spokój temu chłopakowi, następnym chłopakom i pomyśłowi z zakładani
            > em rodziny. Będziesz mogła bez przeszkód dogadzać samej sobie i robić to, co lu
            > bisz, dopóki wszystko, co robisz uznasz za bezsensowne. Wtedy przestaniesz robi
            > ć cokolwiek.

            Wydaje mi się, że czasem już osiągam ten stan:)
    • paco_lopez Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 11:36
      nic tylko sie zaciukać. wszyscy mają firmy i mężów, a ona drzewa
      sobie nie może posadzić. chłopakowi iskrzy a ona nie wie którym
      bokiem się do niego ustawić. bohater dziewica emilija plater XXI
      wieku.
      • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 12:24
        Pewnie, gdybym nie była obita grubym pancerzem znieczulicy to by mi się zrobiło
        przykro po przeczytaniu Twojego maila, a tak to mnie to że tak powiem śmieszy:]
        • sabinac-0 Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 15:24
          Nie przejmuj sie. Niektorzy wchodza tu tylko po to, by komus dokopac i poczuc
          sie lepiej - taka forme autoterapii sobie stosuja. Zawsze mi ich troche zal.

          Jeze wystawiaja kolce, gdy kula sie i piszcza ze strachu. :)

          A co do Ciebie - moze jednak, zamiast robic podchody i czytac miedzy wierszami,
          pogadasz szczerze z tym chlopakiem?
          Nawet, jesli Ci da odprawe, bedziesz przynajmniej wiedziala na czym stoisz.
          Lepsze to niz ciagla hastawka miedzy nadzieja i zwatpieniem.

          Ze nie lubisz podejmowac decyzji? Z tym jak z myciem kibla - malo kto to lubi
          ale trzeba to czasem zrobic by nie wpasc w g...o. :)
          • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 18:54
            Nie przejmuję się już takimi rzeczami, bo jak już mówiłam mało mnie rusza:)
            Co do chłopaka to na prawdę na 99% wiem, że wszystko stracone i został mu do
            mnie już tylko sentyment, no i przyjaźń została. Wiem, na czym stoję, a raczej,
            że nie stoję na niczym. Problem tylko, jak się pogodzić z taką porażką na własne
            życzenie, jak się wewnętrznie przed samą sobą wyspowiadać z tego, co zrobiłam i
            sobie odpuścić, jak uwierzyć, że jeszcze kiedyś kogoś znów pokocham.
            Dzięki za słowa zrozumienia!
            • keetka Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 19:16
              Tak sobie czytam to, co napisalas i wiem, ze niczego Ci nie doradze, bo obecnie
              sama jestem na takim zyciowym zakrecie. Nie wiem, w ktora strone pojsc, co
              wybrac, jak pokierowac swoja kariera, swoim zyciem, ktore aktualnie jest puste,
              samotne i złe.
              Sprobuj porozmawiac z nim mimo wszystko. Ok - Ty masz 99% pewnosci, ze nic z
              tego nie bedzie i byc moze masz racje, ale wyjasnijcie to sobie. Po prostu
              zamknij ten temat, zeby sie za Toba nie ciagnal, za nim z reszta rowniez.

              • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 22:28
                No właśnie, chyba wiele osób to dotyka, brak pomysłu na życie, mimo że kiedyś
                plany były sprecyzowane, ale niestety legły w gruzach w zderzeniu z rzeczywistością.
                Jeśli się odważę, spróbuję z nim o tym pogadać, choć to nie łatwe.
                • keetka Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 22:48
                  Wiesz, mialam kiedys 20 lat i glowe pelna pomyslow. Bylam pelna zapalu, gotowa
                  do walki. Teraz mam lat 30 i brak pomyslow, brak checi do walki. Niby tylko 10
                  lat, ale przez te 10 lat nie udalo mi sie zrobic niczego, czego wczesniej
                  pragnelam. Bylo tak, ze czego sie nie dotknelam to wszystko sie rozsypywalo jak
                  domek z kart. I niestety nadal tak jest. Aktualnie nie mam po prostu pomyslu na
                  to, jak zorganizowac swoje zycie, a czuje coraz wieksza presje czasu. Pozwolisz,
                  ze nie bede wypowiadac sie na forum publicznym, jak obecnie wyglada moje zycie.
                  Presja czasu i otoczenia powoduje cisnienie, ktore zamiast mnie motywowac do
                  dzialania tylko oslabia.
                  I zycze Ci z calego serca, zebys nie zapetlila sie tak, jak ja.
                  To, co moge Ci doradzic (chociaz doradzania wystrzegam sie jak ognia) to to,
                  abys przynajmniej zrobila porzadek z tym chlopakiem. Byc moze poczujesz wtedy,
                  ze cos zakonczylas i jestes gotowa do nastepnego etapu. Mowie teraz o uczuciach.
                  Nie zostawiaj rozgrzebanych spraw, bo z doswiadczenia wiem, ze to sie potem za
                  czlowiekiem ciagnie i przeszkadza :)
                  • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 25.08.10, 08:41

                    > Wiesz, mialam kiedys 20 lat i glowe pelna pomyslow. Bylam pelna zapalu, gotowa
                    > do walki. Teraz mam lat 30 i brak pomyslow, brak checi do walki. Niby tylko 10
                    > lat, ale przez te 10 lat nie udalo mi sie zrobic niczego, czego wczesniej
                    > pragnelam. Bylo tak, ze czego sie nie dotknelam to wszystko sie rozsypywalo jak
                    > domek z kart. I niestety nadal tak jest.

                    Też kiedy miałam 20 lat miałam głowę pełną pomysłów i zapał do wszystkiego.
                    Teraz jest inaczej. Nie mówię, że nic nie robię i że tak zupełnie mi się nic nie
                    chce, chodzę przecież czasem do kina, spotykam się ze znajomymi, jeżdżę w góry,
                    jednak brak jakiejś silniejszej niż tylko "bo nie mam co robić i mi się chce"
                    motywacji. Nie wiem, czy rozumiesz o co mi chodzi...

                    Aktualnie nie mam po prostu pomyslu na
                    > to, jak zorganizowac swoje zycie, a czuje coraz wieksza presje czasu. Pozwolisz
                    > ,
                    > ze nie bede wypowiadac sie na forum publicznym, jak obecnie wyglada moje zycie.
                    > Presja czasu i otoczenia powoduje cisnienie, ktore zamiast mnie motywowac do
                    > dzialania tylko oslabia.

                    Właśnie. Presja. Wszyscy naciskają, że na pewne rzeczy już najwyższy czas. A
                    przecież nie każdy żyje tym samym rytmem:P

                    > I zycze Ci z calego serca, zebys nie zapetlila sie tak, jak ja.
                    > To, co moge Ci doradzic (chociaz doradzania wystrzegam sie jak ognia) to to,
                    > abys przynajmniej zrobila porzadek z tym chlopakiem. Byc moze poczujesz wtedy,
                    > ze cos zakonczylas i jestes gotowa do nastepnego etapu. Mowie teraz o uczuciach
                    > .
                    > Nie zostawiaj rozgrzebanych spraw, bo z doswiadczenia wiem, ze to sie potem za
                    > czlowiekiem ciagnie i przeszkadza :)

                    Wiem, że powinnam z nim pogadać szczerze, ale nie jestem jak na razie na tyle
                    silna na taką rozmowę:P
                • to.niemozliwe Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 01.09.10, 03:31
                  Tak, wiele osob - a wlasciwie - kazdy tego doswiadcza: szoku niedoskonalosci, szoku przemijania mlodosci i szoku śmiertelnosci. Jednak z faktu doznawania tych traumatycznych doswiadczen, przynajmniej dla mnie - wynika oczywisty, egzystencjalny postulat zycia racjonalnego, kierowanego aktami woli, pelnego emocji, empatii i nastawionego na dociekanie prawdy. Mam wrazenie, ze na sile chcesz realizowac negatywne scenariusze, ktore kieruja Toba, paralizujac Twoja skutecznosc.
                  Dodawanie barw zyciu polega, jak przy komponowaniu dania na swiadomym uzywaniu skladnikow i przypraw. Masz tyle samo i to samo do dyspozycji, co inni kucharze (wcale nie mniej niz myslisz). :)
                  • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 02.09.10, 10:47

                    > Tak, wiele osob - a wlasciwie - kazdy tego doswiadcza: szoku niedoskonalosci, s
                    > zoku przemijania mlodosci i szoku śmiertelnosci. ]

                    Coś w tym jest. Na pewno po studiach, mimo że w czasie ich trwania dorabiałam
                    sobie na różne sposoby, przeżyłam szok pt. nikt mnie nie potrzebuje do pracy, a
                    wszystko na czym opierałam swoje życie w ciągu ostatnich 17 lat, bo przecież
                    tyle łącznie lat się uczyłam, a każdy powtarzał: ucz się, ucz, a na pewno KIEDYŚ
                    COŚ będziesz z tego mieć, okazało się półprawdą. I teraz mam wrażenie, że
                    młodość przeminęła, a mnie czeka już tylko szara codzienność.

                    Jednak z faktu doznawania tych
                    > traumatycznych doswiadczen, przynajmniej dla mnie - wynika oczywisty, egzysten
                    > cjalny postulat zycia racjonalnego, kierowanego aktami woli, pelnego emocji, em
                    > patii i nastawionego na dociekanie prawdy.

                    Tak, teraz myślę już trochę inaczej, trochę mi się w głowie poukładało i świat
                    się przewartościował.

                    Mam wrazenie, ze na sile chcesz real
                    > izowac negatywne scenariusze, ktore kieruja Toba, paralizujac Twoja skutecznosc
                    > .
                    > Dodawanie barw zyciu polega, jak przy komponowaniu dania na swiadomym uzywani
                    > u skladnikow i przypraw. Masz tyle samo i to samo do dyspozycji, co inni kuchar
                    > ze (wcale nie mniej niz myslisz). :)

                    ... w to właśnie najtrudniej uwierzyć :)
            • leda16 Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 28.08.10, 16:51
              karakorum_hindukusz napisała:

              > Nie przejmuję się już takimi rzeczami, bo jak już mówiłam mało mnie rusza:)


              Wzrusza Cię potakiwactwo. Jakież to typowe dla każdego humorzastego infantyla.


              > Co do chłopaka to na prawdę na 99% wiem, że wszystko stracone i został mu do
              > mnie już tylko sentyment, no i przyjaźń została.


              Przyjaźń do osoby uczuciowo niezrównoważonej, obłudnej, fałszywej a na dodatek zadufanej w sobie na 99% ??? Eee, wątpię czy ktokolwiek chciałby się przyjaźnić z reprezentantem(tką) takich przymiotów :(

              jak uwierzyć, że jeszcze kiedyś kogoś znów pokocham.


              A cóż Ci da taka wiara? Zresztą to wyłącznie Ty decydujesz w co CHCESZ wierzyć a w co nie.
              • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 29.08.10, 13:04

                > Przyjaźń do osoby uczuciowo niezrównoważonej, obłudnej, fałszywej a na dodatek
                > zadufanej w sobie na 99% ??? Eee, wątpię czy ktokolwiek chciałby się przyjaźnić
                > z reprezentantem(tką) takich przymiotów :(

                Po pierwsze: po czym wnioskujesz że jestem obłudna, fałszywa i zadufana w sobie?
                Po drugie: nie oceniaj ludzi swoją miarą.
                • to.niemozliwe Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 01.09.10, 03:40
                  Nie przejmuj sie, Leda16 slynie na forum z dopisywania tego typu komentarzy do watkow osob zwracajacych sie o opinie.
                  • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 02.09.10, 10:48
                    > Nie przejmuj sie, Leda16 slynie na forum z dopisywania tego typu komentarzy do
                    > watkow osob zwracajacych sie o opinie.

                    Nie przejmuję się. To tylko internet. Każdy może pisać co chce.
                • to.niemozliwe Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 01.09.10, 03:51
                  to dobrze. Wiele osob nie potrafi czerpac przyjemnosci z drobnych, codziennych spraw. A one sa wazne, bo jak dobrze funkcjonuja, to wspolbuduja wewnetrzna harmonie i poczucie ladu, ktore skutkuje w wazniejszych kwestiach.
                  • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 02.09.10, 10:48
                    > to dobrze. Wiele osob nie potrafi czerpac przyjemnosci z drobnych, codziennych
                    > spraw. A one sa wazne, bo jak dobrze funkcjonuja, to wspolbuduja wewnetrzna har
                    > monie i poczucie ladu, ktore skutkuje w wazniejszych kwestiach.

                    Tak, zdecydowanie ostatni rok nauczył mnie cieszyć się z małych rzeczy:)
        • paco_lopez Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 25.08.10, 09:43
          to dobrze, że cie smieszy. śmiech to zdrowie. autoironia , to tez
          zdrowie. takich jak ty jest tysiące. niektórym z was trzebaby
          porządną muke strzelić dla obudzenia, bo inaczej zatrujesz życie
          sobie i jeszcze komuś. nic to. życie ma to do siebie, ze człowiek
          długo na zgryzoty chorujący w młodym wieku dostaje po tyłku i wtedy
          trzeźwieje, ten moment kiedy marudził na egzystencje zostaje
          przewartościowany na znacznie lepszy. wtedy dostaje się drugą
          szanse. nie wykorzystana powoduje strącenie do grona wójków i cioć
          samo zło, którym minusy zawsze przesłaniają plusy. powodzenia
          • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 29.08.10, 13:05
            > to dobrze, że cie smieszy. śmiech to zdrowie. autoironia , to tez
            > zdrowie. takich jak ty jest tysiące. niektórym z was trzebaby
            > porządną muke strzelić dla obudzenia, bo inaczej zatrujesz życie
            > sobie i jeszcze komuś. nic to. życie ma to do siebie, ze człowiek
            > długo na zgryzoty chorujący w młodym wieku dostaje po tyłku i wtedy
            > trzeźwieje, ten moment kiedy marudził na egzystencje zostaje
            > przewartościowany na znacznie lepszy. wtedy dostaje się drugą
            > szanse. nie wykorzystana powoduje strącenie do grona wójków i cioć
            > samo zło, którym minusy zawsze przesłaniają plusy. powodzenia

            Masz absolutną rację. Kiedyś trzeba się obudzić. I tak, wiem, że takich jak ja
            są tysiące :)
        • leda16 Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 28.08.10, 16:43
          karakorum_hindukusz napisała:

          > Pewnie, gdybym nie była obita grubym pancerzem znieczulicy to by mi się zrobiło
          > przykro po przeczytaniu Twojego maila, a tak to mnie to że tak powiem śmieszy:]



          Szkoda, że prawda, racja, trafny osąd Twojego postępowania Cię śmieszy.
    • kobieta_z_polnocy Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 21:44
      Z opisu wygląda na typowy kryzys dwudziestopięciolatków. Szkolno-uczelniane
      życie się skończyło, zaczęła się dorosłość i praca, a zatem nadszedł czas
      transformacji, przyzwyczajania się do nowej sytuacji, konfrontowania siebie
      samej z nowymi wyzwaniami. To co czujesz, czuje bardzo wielu ludzi w tym wieku.
      Jeżeli poszukasz po różnych forach, to zorientujesz się, że wiek 25 - 30 lat to
      często okres niepewności, poszukiwań i wątpliwości.

      Nie wymagaj od siebie zbyt dużo w tej chwili. Pozostajesz w zawieszeniu, ale to
      wyłącznie etap przejściowy, pod warunkiem, że wykorzystasz go na przemyślenie
      tego, w którą stronę chciałabyś podążać, choćby w ogólnych zarysach. Nie
      wszystko jest takie, jakie miało być, ale to nie oznacza, że nie może być lepsze.

      Nie koncentruj się również na porównywaniu życia osobistego innych i swojego. Na
      każdego przyjdzie czas. W Polsce wciąż pobieramy się i rodzimy dzieci dosyć
      wcześnie. Dla mnie osobiście za wcześnie.Może dla ciebie również?

      Jeśli uważasz że z tym facetem wszystko stracone, zamknij definitywnie ten
      rozdział swojego życia i otwórz się na nowe perspektywy. Nie pozwól sobie
      wciągnąć się w przeszłość, bo możesz tam utknąć na dobre.
      • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 24.08.10, 22:48

        > Z opisu wygląda na typowy kryzys dwudziestopięciolatków. Szkolno-uczelniane
        > życie się skończyło, zaczęła się dorosłość i praca, a zatem nadszedł czas
        > transformacji, przyzwyczajania się do nowej sytuacji, konfrontowania siebie
        > samej z nowymi wyzwaniami. To co czujesz, czuje bardzo wielu ludzi w tym wieku.
        > Jeżeli poszukasz po różnych forach, to zorientujesz się, że wiek 25 - 30 lat to
        > często okres niepewności, poszukiwań i wątpliwości.


        Wiesz, pytanie tylko ile ten kryzys będzie trwał. U mnie trwa już mniej więcej
        od 10 msc, nie wiem, czy to długo, czy krótko, ale wystarczająco dużo, by mnie
        znów wytrącić z równowagi, a jak wspominałam zawsze byłam osobą o raczej
        wątpliwym zdrowiu psychicznym, pozostającym w stanie równowagi chwiejnej, więc
        na prawdę nie mam już na to siły czasami...


        > Nie wymagaj od siebie zbyt dużo w tej chwili. Pozostajesz w zawieszeniu, ale to
        > wyłącznie etap przejściowy, pod warunkiem, że wykorzystasz go na przemyślenie
        > tego, w którą stronę chciałabyś podążać, choćby w ogólnych zarysach. Nie
        > wszystko jest takie, jakie miało być, ale to nie oznacza, że nie może być lepsz
        > e.

        Wiem mniej więcej czego chce od życia. Wiem, w jakiej branży chcę pracować,
        staram się zmierzać w tym kierunku, wiem, jakiego życia chcę. Więc to już + .
        Zasadniczym problemem jest dla mnie teraz czy wyprowadzić się z tego miasta i
        wrócić do rodziców, czy też zostać tu...


        > Nie koncentruj się również na porównywaniu życia osobistego innych i swojego. N
        > a
        > każdego przyjdzie czas. W Polsce wciąż pobieramy się i rodzimy dzieci dosyć
        > wcześnie. Dla mnie osobiście za wcześnie.Może dla ciebie również?

        Tu masz rację. Wtedy kiedy oni zakładali rodziny dla mnie było zdecydowanie za
        wcześnie. Teraz jednak trochę obudziłam się z ręką w nocniku:P

        > Jeśli uważasz że z tym facetem wszystko stracone, zamknij definitywnie ten
        > rozdział swojego życia i otwórz się na nowe perspektywy. Nie pozwól sobie
        > wciągnąć się w przeszłość, bo możesz tam utknąć na dobre.

        Otrwałam się niejako na nowe perspektywy. Czasem chodzę na randki. Prawie zawsze
        jednak jest to tylko 1 spotkanie. Jestem chyba zbyt zimna i nieufna, a to pewnie
        na skutek tamtych wydarzeń z przeszłości, żeby facetom zależało na kolejnej
        randce ze mną. Mi też zresztą w 99% przypadków nie zależy. Miło było, ale to nie
        to. Oceniam z góry, z góry nie daję szans i wymyślam sobie milion powodów dla
        których nic z tego nie będzie. Nie wiem, w jaki sposób mogę wskrzesać w sobie
        ikrę zainteresowania. Na bazie tego mojego eks-przyjaciela stworzyłam sobie w
        głowie jakiś idealny model mężczyzny i teraz facetowi trudno się w niego
        wpasować, a mi trudno z niego zrezygnować. B. ciężko mi się otworzyć na nowości...

        B. dziekuję za miłą odpowiedz!
        • kobieta_z_polnocy Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 25.08.10, 17:17
          Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że wydaje ci się iż jesteś starsza niż w
          rzeczywistości ;) Już tłumaczę. Pozostajesz w pewnym zawieszeniu, bo nie wiesz,
          co zrobić z tym facetem i czy się przeprowadzić. Trwa to 10 miesięcy? Nic
          strasznego. To co czujesz jest naturalne w twojej sytuacji. Tym niemniej zdajesz
          się podchodzić do całej sytuacji niemal tak jakbyś miała drugie tyle lat na
          karku. Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale jesteś jeszcze młoda i masz
          mnóstwo czasu na decyzje oraz na błędy.

          Najgorsze co możesz sobie zrobić to dać się poddać presji otoczenia, zarówno w
          temacie rodziny (że trzeba wyjść za mąż przed 30, że trzeba już się ustatkować,
          itd.), jak i życia nieosobistego (dzisiaj wiele rzeczy wydaje się na
          wyciągnięcie ręki, ale to tylko złudzenie: nie każdy jest prezesem w wieku 30
          lat, nie każdy zarabia od ręki 10tys., itd.). Zwłaszcza ten ostatni punkt jest
          ważny, bo wpędza młodych ludzi we frustrację - miało być przecież tak pięknie, a
          tu okazuje się, że rzeczywistość jest bardziej szara i zwykła niż ją sobie
          wyobrażali.

          Chodzi mi o to, że skoro zarówno w życiu osobistym jak i zawodowym jesteś w
          zawieszeniu, to twoje wątpliwości, niezadowolenie i smutek są całkowicie
          zrozumiałe. Aby móc realizować się w pełni i snuć plany, trzeba mieć jakieś
          mniej lub bardziej solidne podstawy. Tobie tych podstaw w tym momencie brak, bo
          nie wiesz nawet, gdzie powinnaś mieszkać. Radziłabym ci zatem dosyć szybko
          podjąć decyzję w tej kwestii. Wątpliwości należy przemyśleć rzecz jasna, ale
          odwlekanie wyboru nie przyniesie ci niczego dobrego.

          Jeżeli zaś chodzi o faceta, to jeśli rzeczywiście uważasz, że nic z tego nie
          będzie, to po prostu przestań o nim myśleć. Definitywnie. Żadnego więcej
          wspominania, fantazjowania, cobybyłogdybania, itd. Jeśli serce ci mówi, że
          nadzieja jednak jest, to ruszaj do ataku. Bierność w twojej sytuacji (w tę bądź
          drugą stronę) jest bardzo niewskazana, bo sama widzisz, że przez te pięć lat w
          zasadzie stałaś w miejscu.
          • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 26.08.10, 18:56
            > Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że wydaje ci się iż jesteś starsza niż w
            > rzeczywistości ;)

            Eh, ja się chyba zawsze tak czułam. Wychowywałam się bez dzieci, w towarzystwie
            samych starszych osób i pewnie to stąd;P

            Już tłumaczę. Pozostajesz w pewnym zawieszeniu, bo nie wiesz,
            > co zrobić z tym facetem i czy się przeprowadzić. Trwa to 10 miesięcy? Nic
            > strasznego. To co czujesz jest naturalne w twojej sytuacji. Tym niemniej zdajes
            > z
            > się podchodzić do całej sytuacji niemal tak jakbyś miała drugie tyle lat na
            > karku. Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale jesteś jeszcze młoda i masz
            > mnóstwo czasu na decyzje oraz na błędy.

            Chyba tak. Wydaje mi się, że wszyscy jakoś sobie świetnie radzą, tylko nie ja.
            Że ja jako jedyna popełniam błędy i przede wszystkim - cały czas się waham.

            >
            > Najgorsze co możesz sobie zrobić to dać się poddać presji otoczenia, zarówno w
            > temacie rodziny (że trzeba wyjść za mąż przed 30, że trzeba już się ustatkować,
            > itd.), jak i życia nieosobistego (dzisiaj wiele rzeczy wydaje się na
            > wyciągnięcie ręki, ale to tylko złudzenie: nie każdy jest prezesem w wieku 30
            > lat, nie każdy zarabia od ręki 10tys., itd.). Zwłaszcza ten ostatni punkt jest
            > ważny, bo wpędza młodych ludzi we frustrację - miało być przecież tak pięknie,
            > a
            > tu okazuje się, że rzeczywistość jest bardziej szara i zwykła niż ją sobie
            > wyobrażali.


            No dokładnie, konfrontacja marzeń i wyobrażeń z rzeczywistością po studiach była
            straszna:P

            > Chodzi mi o to, że skoro zarówno w życiu osobistym jak i zawodowym jesteś w
            > zawieszeniu, to twoje wątpliwości, niezadowolenie i smutek są całkowicie
            > zrozumiałe. Aby móc realizować się w pełni i snuć plany, trzeba mieć jakieś
            > mniej lub bardziej solidne podstawy. Tobie tych podstaw w tym momencie brak, bo
            > nie wiesz nawet, gdzie powinnaś mieszkać. Radziłabym ci zatem dosyć szybko
            > podjąć decyzję w tej kwestii. Wątpliwości należy przemyśleć rzecz jasna, ale
            > odwlekanie wyboru nie przyniesie ci niczego dobrego.


            Decyzja już tak jakby podjęta. Rzuciłam dziś pracę i w ciągu 2 tyg się
            wyprowadzam. Nie wiem, co mnie tam czeka. Ale jestem znów pełna nadziei:)

            > Jeżeli zaś chodzi o faceta, to jeśli rzeczywiście uważasz, że nic z tego nie
            > będzie, to po prostu przestań o nim myśleć. Definitywnie. Żadnego więcej
            > wspominania, fantazjowania, cobybyłogdybania, itd. Jeśli serce ci mówi, że
            > nadzieja jednak jest, to ruszaj do ataku. Bierność w twojej sytuacji (w tę bądź
            > drugą stronę) jest bardzo niewskazana, bo sama widzisz, że przez te pięć lat w
            > zasadzie stałaś w miejscu.

            Odbieram od niego sprzeczne sygnały teraz. Kiedy mnie zobaczył po roku braku
            kontaktu udał, że mnie nie zauważa. Ale jak napisałam do niego smsa żebyśmy się
            spotkali to odpowiedział że b. chętnie.
            Sama nie wiem co o tym myśleć. Mam nadzieję, ze zmiana pracy i ta przeprowadzka
            zmotywują mnie do rozmowy z nim. Już ostatecznie. Żeby tylko wyjaśnić i zamknąć.
            • leda16 Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 28.08.10, 17:21
              karakorum_hindukusz napisała:
              konfrontacja marzeń i wyobrażeń z rzeczywistością po studiach był
              > a
              > straszna:P



              I tyle samo jest warta reszta Twoich stwierdzeń odnośnie tego faceta, jeżeli oparta została na "marzeniach i wyobrażeniach" zamiast na znajomości męskiej psychiki, jego potrzeb oraz realiów życiowych. Właśnie z tej ignorancji zamiast rzetelnej wiedzy wypływa Twoja "99% pewność" :)). Ta "pewnośś " składa się też z tchórzostwa przed upadkiem z obłoków i trzaśnięciem dupą o ziemię, a wiara stanowi typowo freudowski mechanizm obronny przed PRAWDĄ, która zburzy Twój oparty na chciejstwie osąd . Niezależnie od wieku, to "marzeniowo-wyobrażeniowe" podejście do świata Cię zgubi jeśli w miarę szybko nie dojrzejesz psychicznie i intelektualnie.


              Decyzja już tak jakby podjęta. Rzuciłam dziś pracę i w ciągu 2 tyg się
              > wyprowadzam. Nie wiem, co mnie tam czeka. Ale jestem znów pełna nadziei:)


              Rzuciłaś pracę zamiast rozwiązać ją za porozumieniem stron zachowując prawa związane z ciągłością pracy ??? Rzuciłaś zanim zapewniłaś sobie coś bardziej atrakcyjnego chociażby finansowo??? No, to typowe dla Ciebie...Tylko czemu teraz beczysz tutaj, że nie masz chłopaka i żywisz infantylne wyobrażenia, że on w zamian za głupawą manipulację której stał się ofiarą, ma dla Ciebie aż przyjaźń? He, he, napisz, co "wyjaśniłaś"
              • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 29.08.10, 13:10

                > I tyle samo jest warta reszta Twoich stwierdzeń odnośnie tego faceta, jeżeli op
                > arta została na "marzeniach i wyobrażeniach" zamiast na znajomości męskiej psyc
                > hiki, jego potrzeb oraz realiów życiowych. Właśnie z tej ignorancji zamiast rze
                > telnej wiedzy wypływa Twoja "99% pewność" :)). Ta "pewnośś " składa się też z t
                > chórzostwa przed upadkiem z obłoków i trzaśnięciem dupą o ziemię, a wiara stano
                > wi typowo freudowski mechanizm obronny przed PRAWDĄ, która zburzy Twój oparty n
                > a chciejstwie osąd . Niezależnie od wieku, to "marzeniowo-wyobrażeniowe" podejś
                > cie do świata Cię zgubi jeśli w miarę szybko nie dojrzejesz psychicznie i intel
                > ektualnie.

                Moją sytuację opisałam skrótowo. Nie możesz więc z niej wnioskować, że nie znam
                męskiej psychiki, a tym bardziej, że moja pewność jest oparta na wyobrażeniach i
                marzeniach odnośnie tego faceta. Ja go b. dobrze znam.


                > Rzuciłaś pracę zamiast rozwiązać ją za porozumieniem stron zachowując prawa zwi
                > ązane z ciągłością pracy ??? Rzuciłaś zanim zapewniłaś sobie coś bardziej atrak
                > cyjnego chociażby finansowo??? No, to typowe dla Ciebie...Tylko czemu teraz bec
                > zysz tutaj, że nie masz chłopaka i żywisz infantylne wyobrażenia, że on w zamia
                > n za głupawą manipulację której stał się ofiarą, ma dla Ciebie aż przyjaźń? He,
                > he, napisz, co "wyjaśniłaś"

                Czy ja wspomniałam, że nie zapewniłam sobie cokolwiek innego atrakcyjniejszego?
                Napisałam jedynie, że nie wiem, co mnie czeka, bo raczej nie da się przewidzieć
                przyszłości, prawda?
                Nową pracę mam już nagraną. I jest o niebo lepsza finansowo od poprzedniej.
                • anaiss Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 30.08.10, 11:08
                  karakorum_hindukusz napisała:

                  > Ja go b. dobrze znam.

                  takie myślenie to pułapka. Nie mówię, że tak musi być w Twoim przypadku, ale bywa dość często. Też myślałam, że znam, że jesteśmy tacy sami (bzdura, po czasie i w najtrudniejszych życiowych momentach okazało się, że mamy inne systemy wartości), byłam gotowa dać sobie ręcę, mało tego, głowę uciąć, że on nigdy itd.
                  Co z tego. Stara prawda, że często kochamy swoje wyobrażenie o kimś.
              • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 29.08.10, 13:11

                No, to typowe dla Ciebie...Tylko czemu teraz bec
                > zysz tutaj, że nie masz chłopaka i żywisz infantylne wyobrażenia, że on w zamia
                > n za głupawą manipulację której stał się ofiarą, ma dla Ciebie aż przyjaźń? He,
                > he, napisz, co "wyjaśniłaś"

                Co to znaczy "typowe dla mnie"??? Znasz mnie, Leda?
            • sabinac-0 Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 28.08.10, 22:53
              karakorum_hindukusz napisała:

              > Chyba tak. Wydaje mi się, że wszyscy jakoś sobie świetnie radzą, tylko nie ja.
              > Że ja jako jedyna popełniam błędy i przede wszystkim - cały czas się waham.
              >
              Wahania nie swiadcza bynajmniej o slabosci. Predzej o rozsadku - rozwaza sie
              rozne opcje wywazajac wszystkie za i przeciw.

              To podjecie decyzji bez wahania swiadczy o slabosci - ot, zdecydowac cokolwiek
              byle rzucic kosci i miec to za soba.

              > No dokładnie, konfrontacja marzeń i wyobrażeń z rzeczywistością po studiach był
              > a
              > straszna:P
              >
              Normalne przejscie z zielonej wiosny do suchego lata czyli twarde ladowanie.:)
              Ale lato tez ma swoje uroki.

              > Decyzja już tak jakby podjęta. Rzuciłam dziś pracę i w ciągu 2 tyg się
              > wyprowadzam. Nie wiem, co mnie tam czeka. Ale jestem znów pełna nadziei:)
              >
              Dosc szybko, ale mysle, ze wiesz co robic. Na poczatku zwykle jest pod gorke ale
              wolnosc wciaga.
              Zycze powodzenia!


              > Odbieram od niego sprzeczne sygnały teraz.

              > Sama nie wiem co o tym myśleć. Mam nadzieję, ze zmiana pracy i ta przeprowadzka
              > zmotywują mnie do rozmowy z nim.

              Nie sadze, by rozmowa z nim cos dala - facet najwyrazniej sam nie wie czego chce.
              Lepiej zostawic go samemu sobie i niech sie zdecyduje. Byle szybko, bo jak
              spotkasz kogos lepszego bedzie mial przechlapane.
              • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 29.08.10, 13:14

                > >
                > Dosc szybko, ale mysle, ze wiesz co robic. Na poczatku zwykle jest pod gorke al
                > e
                > wolnosc wciaga.
                > Zycze powodzenia!
                >

                Decyzja została podjęta pod wpływem impulsu, potrzebna mi była po prostu
                iskierka, która trafi na lont. Nową pracę mam już nagraną, więc myślę, że będzie
                ok:)
    • wifch rzeczywiscie jestes niespokojny duch... 24.08.10, 23:01

      bo ten najwazniejszy dom o jaki warto zadbac to nie domek z
      ogrodkiem, tylko ten, ktory mamy w sobie.
      Watpie czy szczescie to: dzieci, firma i dom oraz obowiazkowo 3
      samochod....

      Az tak malo?

      Tak bardzo patrzysz na co jutro ci sie wydarzy...a moze /odpokac w
      niemalowane/ jutra nie bedzie dla ciebie, bo to i tamto, moze
      polozyc kres zyciu...

      Moze zyj terazniejszoscia...
      • karakorum_hindukusz Re: rzeczywiscie jestes niespokojny duch... 25.08.10, 08:44
        > bo ten najwazniejszy dom o jaki warto zadbac to nie domek z
        > ogrodkiem, tylko ten, ktory mamy w sobie.
        > Watpie czy szczescie to: dzieci, firma i dom oraz obowiazkowo 3
        > samochod....

        To był raczej przykład, jakiś symbol, niż rzeczywistość. Wiem, że największe
        szczęście dają te krótkie momenty prawdziwej bliskości z drugim człowiekiem.

        > Az tak malo?
        >
        > Tak bardzo patrzysz na co jutro ci sie wydarzy...a moze /odpokac w
        > niemalowane/ jutra nie bedzie dla ciebie, bo to i tamto, moze
        > polozyc kres zyciu...
        >
        > Moze zyj terazniejszoscia...


        Staram się. Na prawdę cieszę się z małych rzeczy:)
    • anka_z_lasu strasznie się Ciebie czyta 24.08.10, 23:14
      Jesteś w moim wieku albo i młodsza, a przekreślasz swoje życie tylko dlatego, ze
      wygląda inaczej niż jakaś wydumana "norma".
      Moim zdaniem powinnaś zacząć od rozmowy ze specjalistą, psychologiem, terapeutą.
      Nie piszę tego złośliwie, tylko z doświadczenia. Już prawie wyleczyłam sobie
      nerwicę i wspominam terapię jako ratunek i wielką ulgę. Być może pomoże Ci to
      choćby w pracy, skoro skarżysz się na stres. Zmęczona psychika rzutuje na
      samopoczucie fizyczne, o tym też coś wiem. Wyprostowanie tej sfery życia pomoże
      Ci obiektywnie spojrzeć na resztę.
      Skoro uważasz, ze masz u niego niewielkie szanse, to co Ci szkodzi zaryzykować?
      Z opisu wygląda na to, że on może być jeszcze "do odzyskania". Walcz, a nie
      płacz, że szczęście Ci ucieka!
      Co do pracy. Zwiedziłaś kawał świata, więc wyjazd "za pracą" nie byłby
      problemem. Czy istnieje jedynie opcja powrotu do rodziców? Nie możesz/ nie
      chcesz wyjechać do jeszcze większego miasta, gdzie mogą być większe szanse na
      dobrą pracę? Poza tym stracisz z oczu znajomych, którzy Cię demotywują ;)

      Masz dwie opcje: położyć się i czekać na śmierć ;) albo walczyć o siebie. Co
      wybierasz? :)
      • karakorum_hindukusz Re: strasznie się Ciebie czyta 25.08.10, 08:56
        > Jesteś w moim wieku albo i młodsza, a przekreślasz swoje życie tylko dlatego, z
        > e
        > wygląda inaczej niż jakaś wydumana "norma".

        Nie przekreślam. Staram się jakoś żyć. Jakbym przekreślała, to bym sobie palnęła
        w łeb:) A skoro piszę na forum tzn że jeszcze walczę, czyż nie? ;)


        > Moim zdaniem powinnaś zacząć od rozmowy ze specjalistą, psychologiem, terapeutą

        Chodzę do psychologa:)

        > Nie piszę tego złośliwie, tylko z doświadczenia. Już prawie wyleczyłam sobie
        > nerwicę i wspominam terapię jako ratunek i wielką ulgę. Być może pomoże Ci to
        > choćby w pracy, skoro skarżysz się na stres. Zmęczona psychika rzutuje na
        > samopoczucie fizyczne, o tym też coś wiem. Wyprostowanie tej sfery życia pomoże
        > Ci obiektywnie spojrzeć na resztę.

        Właśnie staram się na tą pracę patrzeć jak na pewien etap w życiu, a nie jego
        kres. Umowę mam jeszcze tylko na 7 msc;)

        > Skoro uważasz, ze masz u niego niewielkie szanse, to co Ci szkodzi zaryzykować?
        > Z opisu wygląda na to, że on może być jeszcze "do odzyskania". Walcz, a nie
        > płacz, że szczęście Ci ucieka!

        Chyba boję się, że już ostatecznie stracę przyjaciela. Teraz możemy jeszcze ze
        sobą rozmawiać w miarę normalnie, opowiadać sobie o problemach i jakoś się sobie
        zwierzać, mimo że cały czas w czasie tych naszych rozmów coś wisi w powietrzu,
        to jednak są to rozmowy bez wyrzutów i wzajemnych pretensji, przynajmniej na
        wierzchu. Teraz on wyjechał do innego miasta, więc i tak nie mam z nim kontaktu
        innego niż gg.
        Faceci raczej tak nie myślą o nas, jak my o nich. Dla nas, kobiet, wielka miłość
        to wielka miłość, przeczeka i wytrwa, a dla facetów to chyba raczej "jak nie ta,
        to inna, po co mi kobieta z problemami". Tak mi się przynajmniej wydaje....

        > Co do pracy. Zwiedziłaś kawał świata, więc wyjazd "za pracą" nie byłby
        > problemem. Czy istnieje jedynie opcja powrotu do rodziców? Nie możesz/ nie
        > chcesz wyjechać do jeszcze większego miasta, gdzie mogą być większe szanse na
        > dobrą pracę? Poza tym stracisz z oczu znajomych, którzy Cię demotywują ;)


        Tak, mogłabym szukać pracy w większym mieście, ale w mojej sytuacji
        większe miasto to tylko Wawa - mieszkam w Krk:) Tak czy siak - to tylko ucieczka
        przed sobą.


        >
        > Masz dwie opcje: położyć się i czekać na śmierć ;) albo walczyć o siebie. Co
        > wybierasz? :)

        Właśnie się nad tym zastanawiam:)
        • sabinac-0 Re: strasznie się Ciebie czyta 25.08.10, 09:21
          karakorum_hindukusz napisała:

          > Faceci raczej tak nie myślą o nas, jak my o nich. Dla nas, kobiet, wielka miłoś
          > ć
          > to wielka miłość, przeczeka i wytrwa, a dla facetów to chyba raczej "jak nie ta
          > ,
          > to inna, po co mi kobieta z problemami". Tak mi się przynajmniej
          > wydaje....

          Zle Ci sie wydaje.
          >

          > Tak, mogłabym szukać pracy w większym mieście, ale w mojej sytuacji
          > większe miasto to tylko Wawa - mieszkam w Krk:) Tak czy siak - to tylko ucieczk
          > a
          > przed sobą.

          Zobacz jak wyglada ta dyskusja: Ty sie skarzysz ze chlopaka odrzucilas, praca
          Cie mierzi a srodowisko do bani, wszyscy rzucaja sie by Ci doradzac, pisza ze z
          chlopakiem moze nie wszystko stracone, ze prace i srodowisko mozna zmienic, ze
          moze pomoze psycholog, Ty zas niestrudzenie wyszukujesz powody, by
          niesmiertelnym "tak, ale..." zbijac wszelkie argumenty.

          Udowadniasz, ze z chlopakiem po herbacie, do psychologa chodzisz i bryndza,
          wyjechac nie ma gdzie a nawet jesli jest to na pewno nic nie da i... czekasz kto
          nastepny wyskoczy z kolejna rada, ktora Ty niehybnie odrzucisz.

          Gra w "tak, ale..." jest swietnym sposobem by ponarzekac i jednoczesnie
          usprawiedliwic wlasna biernosc, niby logicznie dowodzac, ze nic z parszywym
          zyciem nie robisz, bo "przeciez widzicie ze sie nie da".
          Niektorzy potrafia w to grac cale zycie.
          • karakorum_hindukusz Re: strasznie się Ciebie czyta 25.08.10, 09:30

            > Zobacz jak wyglada ta dyskusja: Ty sie skarzysz ze chlopaka odrzucilas, praca
            > Cie mierzi a srodowisko do bani, wszyscy rzucaja sie by Ci doradzac, pisza ze z
            > chlopakiem moze nie wszystko stracone, ze prace i srodowisko mozna zmienic, ze
            > moze pomoze psycholog, Ty zas niestrudzenie wyszukujesz powody, by
            > niesmiertelnym "tak, ale..." zbijac wszelkie argumenty.
            >
            > Udowadniasz, ze z chlopakiem po herbacie, do psychologa chodzisz i bryndza,
            > wyjechac nie ma gdzie a nawet jesli jest to na pewno nic nie da i... czekasz kt
            > o
            > nastepny wyskoczy z kolejna rada, ktora Ty niehybnie odrzucisz.
            >
            > Gra w "tak, ale..." jest swietnym sposobem by ponarzekac i jednoczesnie
            > usprawiedliwic wlasna biernosc, niby logicznie dowodzac, ze nic z parszywym
            > zyciem nie robisz, bo "przeciez widzicie ze sie nie da".
            > Niektorzy potrafia w to grac cale zycie.

            Sabina masz rację, sama to zauważyłam, jak odpowiedziałam na ostatni post.
            Prawda jest taka, że cały czas narzekam i rzeczywiście odrzucam wszystkie dobre
            rady. Chyba rzeczywiście czas COŚ zrobić
            • powsa676 Re: strasznie się Ciebie czyta 25.08.10, 14:08
              Ma racje przedmowczyni.wmowilas sobie ,ze nic sie ztym zyciem nie da zrobic.
              chlopak -jak nie ten bedzie inny, tylko dzialac trzeba i sie otworzyc na
              ludzi/mezczyzn.
              przyklad: kiedys nie znosilem ludzi, balem sie ich,teraz postanowilem ich
              polubic, otworzyc sie i nie moge sie opedzic:) od sympatycznych spotkan, rozmow.
              Warto!!
              Kariera -nie zrobilem, a tez jestem po studiach, mam 27lat i na niej mi juz nie
              zalezy -bo zrozumialem to,ze bede miec stanowisko dyrektora, nie zwiekszy mojego
              poczucia wart. i nie da szczescia.
              wiem ile jestem wart i nie musze sobie tego udowadniac.polowa znajomych boryka
              sie z problemami z praca i nie maja z czego zyc.
              szczescie jest w pasjach, ludziach i fajnych chwilach, a kasa rzecz
              nabyta.rodzina -naprawde zdazysz sie nacieszyc nia. poki co inne nastawienie do
              zycia i psycholog.powodzenai.
              • karakorum_hindukusz Re: strasznie się Ciebie czyta 26.08.10, 19:00

                > Ma racje przedmowczyni.wmowilas sobie ,ze nic sie ztym zyciem nie da zrobic.
                > chlopak -jak nie ten bedzie inny, tylko dzialac trzeba i sie otworzyc na
                > ludzi/mezczyzn.
                > przyklad: kiedys nie znosilem ludzi, balem sie ich,teraz postanowilem ich
                > polubic, otworzyc sie i nie moge sie opedzic:) od sympatycznych spotkan, rozmow

                Wiem, ze można. Kiedys byłam b. nieśmiałą osobą i jak ognia bałam się wystąpień
                publicznych, do tego stopnia, że 2 tyg przed prezentacją na ćwiczeniach już nie
                spałam po nocach i miałam odruch wymiotny na samą o tym myśl, ale pewnego dnia
                stwierdziłam, że się nie dam i zaczęłam się sama zgłaszzać do wygłaszania
                prezentacji. Nie było lekko, jednak się opłaciło. Teraz sama prowadzę zajęcia ze
                studentami, a w ramach pracy często jeżdzę na różne konferencje i wygłaszam
                prezentacje przed wieloma osobami i zero stresu, wręcz mnie to napędza. Da się;)


                > Warto!!
                > Kariera -nie zrobilem, a tez jestem po studiach, mam 27lat i na niej mi juz nie
                > zalezy -bo zrozumialem to,ze bede miec stanowisko dyrektora, nie zwiekszy mojeg
                > o
                > poczucia wart. i nie da szczescia.
                > wiem ile jestem wart i nie musze sobie tego udowadniac.polowa znajomych boryka
                > sie z problemami z praca i nie maja z czego zyc.
                > szczescie jest w pasjach, ludziach i fajnych chwilach, a kasa rzecz
                > nabyta.rodzina -naprawde zdazysz sie nacieszyc nia. poki co inne nastawienie do
                > zycia i psycholog.powodzenai.

                Mam pasję. Jestem blisko z kilkoma osobami. Czasem odczuwam fajne chwile. :)
    • anaiss Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 25.08.10, 21:52
      zamknij historię z tym chłopakiem, jakkolwiek, ale zamknij, myślę, że za bardzo Cię ona dociąża. Miej to za sobą. Jeśli czujesz, że trzeba będzie całkowicie urwać kontakt to zrób to. Spakuj wszystkie klamoty do pudełka a potem mały krok do przodu i kolejny i kolejny :)
      • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 26.08.10, 19:01
        anaiss napisała:

        > zamknij historię z tym chłopakiem, jakkolwiek, ale zamknij, myślę, że za bardzo
        > Cię ona dociąża. Miej to za sobą. Jeśli czujesz, że trzeba będzie całkowicie u
        > rwać kontakt to zrób to. Spakuj wszystkie klamoty do pudełka a potem mały krok
        > do przodu i kolejny i kolejny :)

        Już zrobiłam mały krok- rzuciłam pracę :)
        • anaiss Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 27.08.10, 11:03
          karakorum_hindukusz napisała:

          > Już zrobiłam mały krok- rzuciłam pracę :)

          no to wcale nie taki mały
          gratulacje
          • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 29.08.10, 13:14

            > no to wcale nie taki mały
            > gratulacje

            Dziękuję:)
    • john-locke-lost Re:Jak z tego wyjść- część I 26.08.10, 08:31
      Witaj Moja Piękna Karakorum_Hindukusz !

      Bardzo Ci zazdroszczę,jeśli tam byłaś,bo też chciałbym tam być.

      To co opisujesz to są typowe objawy depresji u Ciebie.Są to:
      poczucie pustki,beznadziei,bezcelowości i bezsensu
      istnienia,poczucie braku wyjścia z tego,objawy somatyczne,poczucie
      winy i braku satysfakcji z czegokolwiek.

      Aby wyjść z depresji, potrzebna jest bardzo dobra terapia i pomoc
      bliskich nam osób.Sami sobie nie poradzimy z tym.

      Depresja jest wynikiem tłumienia uczuć.Jest wynikiem wszystkich
      ukrytych w nas smutków,ciemności i poczucia winy.
      Gdy nasze serce jest zranione,tracimy zapał do jakiejkolwiek
      aktywności i wydaje się nam,że nic nie jest w stanie nam pomóc.

      W każdym z nas odnaleźć można światło i mrok,zaufanie i
      strach,miłość i nienawiść.Pragniemy więc uciec przed złem i
      chaosem,które nosimy w sobie.
      W pewnym momencie trzeba jednak znaleźć w sobie odwagę,aby
      przystanąć i znaleźć klucz otwierający drzwi do życia i wyzwolenia.

      Co tym kluczem jest ?

      Aby móc wyzwolić się z cierpienia i powrócić do życia,trzeba czasami
      płakać,krzyczeć,dać upust naszej wściekłości.

      1/Musimy więc :nauczyć się rozpoznawać i rozróżniać swoje uczucia i
      emocje,dopuszczać je do siebie,przeżywać je i nauczyć się je wyrażać.

      Objawy somatyczne są zawsze wynikiem bolesnych uczuć,które się
      odłożyły i zapisały w pamięci naszego ciała.
      Uwolnienie ich automatycznie likwiduje te objawy.
      Znalezienie słów na wyrażenie naszego cierpienia jest już formą
      wyzwolenia z niego.

      Jeśli jakiś terapeuta, w trakcie terapii, nie nauczył tego
      wszystkiego,to znaczy,że nie zrobił nic.
      To zawsze powinna być najważniejsza część terapii.

      Nie wystarczy powiedzieć:" Powinieneś nie tłumić swoich uczuć i
      mówić o nich".,bo jest tylko dobra rada,a terapia nie na tym polega.

      Jeśli tłumimy swoje uczucia i nie dopuszczmy ich do siebie,to je
      upychamy w takiej zamrażarce i ukrywamy tak głęboko wewnątrz
      siebie ,że dla nas zanikają.
      Potrzeba jednak masę energii,by je tam utrzymać w stanie tego
      zamrożenia i nie wypuścić na światło dzienne i to pozbawia człowieka
      pogrążonego w depresji energii.Te uczucia mimo,że dla nas
      nieodczuwalne, sobie tam buzują wewnątrz nas i czasami,któreś
      wydostaje się na powierzchnię ,ale w formie
      wynaturzonej,przekształconej w emocjonalne śmieci.
      Jeśli się nie nauczymy robić tego, o czym piszę w pkt.1,
      to na zawsze pozostaniemy niewolnikami, takich wydostających się na
      powierzchnię śmieci.
      • john-locke-lost Re:P.S. 26.08.10, 10:42
        Pisżę w częściach i następne napiszę,jak będę mieć lepszą
        łączność,bo już kilkakrotnie mi się wszystko skasowało w momencie
        wysyłania i szlag mnie chce trafić.
      • john-locke-lost Re:Jak z tego wyjść- część II 26.08.10, 12:18
        2.Przestań żyć w iluzji,niespełnionym marzeniu,gniewie i smutku!

        Musisz powiedzieć swojemu chłopakowi co do niego czujesz.

        Wiem,że to trudne i się boisz czy spotkasz się z wzajemnością czy
        odrzuceniem Twoich uczuć,lecz od tego się nie umiera.
        On zasługuje na to, by poznać prawdziwe Twoje uczucia do niego,tak
        samo ,jak TY, na to zasługujesz.
        Jeśli spotkasz się z barkiem wzajemności ,to zasługujesz również na
        to.
        Nie dlatego,byś cokolwiek zawiniła,lecz dlatego,że jest to naturalny
        dramat,który został niejako wpisany w człowieczy los i jeśli chcesz
        żyć autentycznym życiem,a nie iluzjami,to musisz się z nim zmierzyć
        i podjąć takie ryzyko.
        Rany serca stanowią nieuniknioną część naszego życia.Jeśli ktoś
        zakłada,że o miłości można mówić tylko wtedy,kiedy jest się pewnym
        wzajemności ,to myli miłość z zawieraniem kontraktu handlowego.Ja Ci
        dam tyle i tylko tyle ile od Ciebie dostanę.
        Powiedz mu więc:"W moich oczach jesteś wyjątkowy i jedyny i bardzo
        Cię od dawna kocham"
        Jakon przyjmie taką deklarację z Twojej strony,tego nie wiem.
        MOżesz też mu powiedzieć:Wiem,że w przeszłości cię raniłam,lecz
        robiłam tak dlatego,że cię kochałam,a jednocześnie panicznie bałam
        się bliskości.Prawdę mówiąc nadal się jej boję,ale postanowiłam to
        przezwyciężyć i dlatego Ci o swoich uczuciach do Ciebie mówię.Jeśli
        nawetnie podzielasz moich uczuć to zrozumiem to i
        możemynadal pozostać dobrymi przyjaciółmi tak jak dawniej.

        (zostawiasz w ten sposób wolną przestrzeń zarówno jemu jak i sobie i
        nie palisz mostów)
        Okazujesz też szacunek dla jego uczuć.

        Oczekiwanie,że ktoś,kogo obdarzamy swoimi uczuciami,musi je nam
        odwzajemnić,bo jak nie,to spotyka nas zniewaga,uderzająca w nasze
        poczucie własnej wartości i obrażamy się z tegopowodu jest
        zachowaniem bardzo neurotycznym.
        Owszem,naturalne jest w takiej sytuacji odczuwanie smutku i żalu za
        niespełnioną miłością,aleto nie ma nic wspólnego,z naszym poczuciem
        własnej wartości.
        (już mi klawiatura przeskakuje i nie mogą porawiać zbitek)
        Jeśli nie dopuszczasz do siebie,wszystkich swoich uczuć,bo zakładasz
        na nie szlaban,to nie możesz też przeżyć prawdziwej miłości.
        Nie da się przez szlaban,selektywnie przepuszczać jednych,a inne
        odrzucać. Dlatego nie czujesz nic oprócz pustki i dlatego tak ważny
        jest punkt 1.
        MOże też być i tak,ż e on przeżywa dokładnie te same co Ty,dylematy
        i rozterki.Coś mi sie wydaje,żejesteście swoim lustrzanym odbiciem i
        tym,co Was przyciąga do siebie,a jednocześnie odpycha jest wspólna
        dla Was energia.
        • john-locke-lost Re:Jak z tego wyjść- część III 26.08.10, 13:56
          3.Życie się zmienia gdy my się zmieniamy !

          Jeśli jak piszesz, dryfujesz po oceanie miotana falami, to jesteś
          jak łódka, bez steru i busoli.
          Nigdy nie dotrzesz tam, gdzie chcesz,jeśli nie wiesz dokąd płynąć i
          nie masz steru.
          Musisz Wyznaczyć sobie cel.
          Jaki to będzie cel, to zależy od Ciebie ,ale ważne by go mieć.

          Najlepiej wyznaczyć sobie jeden cel nadrzędny i takie cele
          cząstkowe,które etapami przybliżą nas do realizacji tego głównego.
          Cel zawsze musi być mierzalny,byśmy mogli sprawdzić jak daleko nam
          do jego osiągnęcia.
          Cel to nic innego,jak nasze marzenie z określoną datą realizacji.
          To, co piszesz o swoich finansach, przypomniało mi bajkę o Rapunzeli.

          Rapunzela jest młodą panną mieszkającą w zamkowej wieży.Wtrąciła ją
          tam wiedźma,która nieustannie jej powtarza,że Rapunzela jest bardzo
          brzydka.Pewnego dnia, przystojny królewicz przejeżdża obok wieży na
          koniu i mówi Rapunzeli ,że jest piękna.
          Rapunzela zrzuca mu z okna wieży swój długi warkocz,aby on mógł się
          do niej wspiąć i uratować ją.
          Więźniem nie uczyniła jej ani wiedźma,ani zamknięcie,lecz
          przekonanie o własnej brzydocie.Kiedy Rapunzela dostrzegła swoją
          urodę w oczach królewiczach,odkrywa,że może zostać uwolniona.

          Wszyscy powinniśmy być świadomi wiedźmy lub wiedźm czyhających w nas
          samych i stojących na drodze do naszej wolności.
          Jest wiele zajęć,które mogą Ci przynieść duże
          pieniądze.Niekoniecznie to musi być etat.Nie mam też na myśli
          niczego nielegalnego , nieetycznego,czy zdrożnego.
          Jeśli sobie postanowisz ,że Twoim celem jest zdobycie pieniędzy na
          mieszkanie,to je zdobędziesz.
          Jeśli sobie powiesz,że się do czegoś nie nadajesz,to zrobisz
          wszystko,żeby to sobie i innym udowodnić.
          Ludzi sukcesu odróżnia od pozostałych to,że Ci pierwsi mają na swoim
          koncie o wiele więcej porażek niż Ci drudzy,ale to ich nie zniechęca
          do podejmowania działań.
          Nawet, jak się nie udaje zrealizować jakiegoś celu,to człowiek
          zawsze się bardzo rozwija i nabywa nowych doświadczeń dążąc do niego
          i to jest główną korzyścią.
          • john-locke-lost Re:Jak z tego wyjść- część IV 26.08.10, 14:31
            4.Kontroluj swoje myśli!

            H.G.Wells mówi,że bogactwo ,sława,stanowisko i władza nie są miarą
            żadnego sukcesu.Jedyną prawdziwą miarą sukcesu jest porównanie
            tego,co mogliśmy osiągnąć i czym mogliśmy być,z tym,co zrobiliśmy i
            czym jesteśmy.
            Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy ,jak nasze myśli wpływają na
            nasz nastrój i samopoczucie, a nawet na nasze zdrowie.
            Ludzie dotknięci depresją maja skłonność do pogrążania się w
            negatywnym myśleniu.,porównywania się z innymi i obwiniania się za
            niepowodzenia.
            Nie pozwól ogarnąć się dławiącemu uczuciu rozpaczy.
            Miej zaufanie do życia,które kryje się w Tobie.

            Byłaś pewnie nieraz, w wysokich górach,gdzie miałaś okazję
            sprawdzić,że
            nad czarnymi chmurami zawsze świeci słońce lub migocą gwiazdy.

            Dzisiaj mimo,że za oknem mamy jeszcze lato,
            Ty jesteś pogrążona w zimie.
            Uwierz w wiosnę! Jutro pojawią się pączki,potem kwiaty i w końcu
            owoce.
            Okaż sobie sama miłość i powiedz do siebie słowami "Pieśni nad
            Pieśniami"
            "Wstań moja przyjaciółko,
            moja piękna!Chodź!
            Bo oto minęła zima,
            skończyły się deszcze,ustały.
            Kwiatki ukazują się na ziemi,
            czas śpiewu nastał
            i gruchanie synogarlicy
            słychać w naszej ziemi."
            • karakorum_hindukusz Re:Jak z tego wyjść- część IV 26.08.10, 19:09

              > Byłaś pewnie nieraz, w wysokich górach,gdzie miałaś okazję
              > sprawdzić,że
              > nad czarnymi chmurami zawsze świeci słońce lub migocą gwiazdy.
              >

              To jest coś, co pozwala mi jeszcze żyć. W mieście nieczęsto niestety takie
              widoki można spotkać:P

              Dzieki za wszystkie rady, z niektórymi sie zgadzam, z innymi nie do konca, ale
              wszystkie są cenne.

              Fajny masz nick;)
              Zawsze z Lostów najbardziej lubiłam Sayida - fajny spokojny charakter;)
          • karakorum_hindukusz Re:Jak z tego wyjść- część III 26.08.10, 19:07

            > Nigdy nie dotrzesz tam, gdzie chcesz,jeśli nie wiesz dokąd płynąć i
            > nie masz steru.
            > Musisz Wyznaczyć sobie cel.

            Wiem mniej więcej czego chce, pisałam juz jakiejś osobie powyzej.


            > Nawet, jak się nie udaje zrealizować jakiegoś celu,to człowiek
            > zawsze się bardzo rozwija i nabywa nowych doświadczeń dążąc do niego
            > i to jest główną korzyścią.

            Tak, ale co do finansów nie zgadzam się. Nie zawsze tak jest, ze jak się czegoś
            b. mocno chce to się to dostaje...
            • john-locke-lost Re:odpowiedź 26.08.10, 20:40
              Nie rozumiem dlaczego uważasz,że to męski punkt widzenia ,jeśli
              piszę ,że w ten sposób okazujesz szacunek dla jego uczuć.
              Gdyby to odwrócić i chodziło o taką samą sytuację u Ciebie,że to
              jemu radziłbym wyznać swoje uczucia do Ciebie, napisałbym mu
              dokładnie to samo.
              Co tu płeć ma do rzeczy?.Chyba mamy jednakowe prawo do tego, by
              nasze uczucia były respektowane przez bliskie nam osoby ?

              A co finansów,to widzę,że wiedźma na dobre się zadomowiła u Ciebie i
              trzeba będzie ją z korzeniami wyrywać!
              Radzę nie dyskutuj teraz z tym.
              Odłóż te sprawę,aż uporasz się z ważniejszymi sprawami jakimi jest
              wyleczenie się.Później spojrzysz innym okiem na to, Co ci napisałem.
              • karakorum_hindukusz Re:odpowiedź 29.08.10, 13:17

                > A co finansów,to widzę,że wiedźma na dobre się zadomowiła u Ciebie i
                > trzeba będzie ją z korzeniami wyrywać!
                > Radzę nie dyskutuj teraz z tym.
                > Odłóż te sprawę,aż uporasz się z ważniejszymi sprawami jakimi jest
                > wyleczenie się.Później spojrzysz innym okiem na to, Co ci napisałem.

                Stwierdzenie, że wiedzma się u mnie zadomowiła brzmi trochę... psychopatycznie.
                Nie obraz sie, ale wiele z Twoich rad brzmią nie jak rada, ale jak nakaz ("Radzę
                nie dyskutuj teraz z tym"...), a wiadomo jak ludzie reagują na nakazy.
            • john-locke-lost Re:Jak z tego wyjść- część III 26.08.10, 21:06
              karakorum_hindukusz napisała:

              >
              > >
              > Wiem mniej więcej czego chce, pisałam już jakiejś osobie powyzej.

              Nie rozumiesz! dopóki tylko wiesz czego chcesz,a nie robisz nic w
              tym kierunku,to to nie jest cel ,tylko marzenie.
              Może Cię to tylko frustrować ,bo wydaje się nierealne i nieosiągalne
              jeśli nic nie robisz w tym kierunku,by je zrealizować i ani krokiem
              się do niego nie przybliżasz.
              Mówię Ci jeszcze raz,że jeśli sobie Coś postanowisz,to potrafisz to
              osiągnąć,tylko nie trzeba na samym wstępie zakładać,że to jest
              niemożliwe.
              Jeśli cel jest poważny,no np.załóżmy to mieszkanie,a nie masz szans
              zarobić w pracy,którą wykonujesz takich pieniędzy kiedykolwiek
              zarobić,to trzeba pomyśleć o zmianie zajęcia,albo o dodatkowym
              zajęciu,bardziej intratnym.Do takiego zajęcia trzeba nabyć
              kwalifikacje i tak sobie rozpisać na etapy, cały plan pozyskania
              środków i zacząc go realizować.Nie mówię,że masz to robić już
              teraz.Najpierw trzeba pomyśleć o dobrej terapii,bo jeśli miałaś już
              kilka razy,to znaczy,że nie były prowadzone właściwie.
              Ja nie mam zwyczaju pisać sloganów,ani nie twierdzę,że to będzie
              łatwe i tak pstryknąć palcami ,samo Ci przyjdzie.
              Nie, tak nie będzie,pewnie będziesz musiała w tym celu, nieźle się
              wytężyć,ale to jest możliwe.(Mam na myśli to mieszkanie.)
              >
              Wiesz, mnie nie zależy na tym,by Ci udowadniać,że to ja mam rację.
              Zastanów się raczej co Ty tracisz, jeśli się okaże,że jednak ją mam.
              >
              • leda16 Re:Jak z tego wyjść- część III 28.08.10, 18:00
                john-locke-lost napisał:

                > Jeśli cel jest poważny,no np.załóżmy to mieszkanie,a nie masz szans
                > zarobić w pracy,którą wykonujesz takich pieniędzy kiedykolwiek
                > zarobić,to trzeba pomyśleć o zmianie zajęcia,albo o dodatkowym
                > zajęciu,bardziej intratnym.Do takiego zajęcia trzeba nabyć
                > kwalifikacje i tak sobie rozpisać na etapy, cały plan pozyskania
                > środków i zacząc go realizować.


                Myślisz, że do zajęcia się prostytucją trzeba mieć jakieś szczególne kwalifikacje? Bo w naszych polskich realiach, młoda kobieta nawet po studiach, przed 40-stką wlasnościowego mieszkania raczej sama się nie dorobi.


                Najpierw trzeba pomyśleć o dobrej terapii,bo jeśli miałaś już
                > kilka razy,to znaczy,że nie były prowadzone właściwie.


                Podejrzewam, że to raczej Ona nie nadawała się na psychoterapie ;).



                > Nie, tak nie będzie,pewnie będziesz musiała w tym celu, nieźle się
                > wytężyć,ale to jest możliwe.(Mam na myśli to mieszkanie.)


                O zawodzie prostytutki mówi się "lekki chleb" lub "lekkie obyczaje" Nie sądzę, żeby wymagały szczególnego "wytężenia" Raczej rozluźnienia. A prostytucja małżeńska z jakimś obleśnym staruchem typu męża Baśki Piaseckiej to juz pikuś.
                • sabinac-0 Re:Jak z tego wyjść- część III 28.08.10, 22:57
                  Dla Ledy kazda kobieta, ktora odnosi sukces lub ma nadzieje na takowy to mur
                  beton prostytutka. :)
                  No bo jak mozna miec lepiej od Ledy i byc porzadna?
            • leda16 Re:Jak z tego wyjść- część III 28.08.10, 17:48
              karakorum_hindukusz napisała:


              >
              > Tak, ale co do finansów nie zgadzam się. Nie zawsze tak jest, ze jak się czegoś
              > b. mocno chce to się to dostaje...


              Co do finansów, to nigdy niczego się nie dostaje. Trzeba ZAPRACOWAĆ.
          • john-locke-lost Re:Jak z tego wyjść- część III 27.08.10, 05:52
            Jeszcze do moich odpowiedzi.

            Mnie nie chodzi o to, byś mi odpisywała z czym się zgadzasz,a z czym
            nie.
            Widzę,że z diagnozą się zgadzasz,lecz nie z moimi podpowiedziami jak
            temu zaradzić.

            Jeśli taki tylko ma być skutek mojej pracy,której poświęciłem
            większość wczorajszego dnia(biorąc pod uwagę,że kilka razy mi się to
            skasowało i zdechło),to znaczy,że go straciłem.

            Sądziłem,że przechodziłaś jakąś psychoterapię i wiesz czym jest
            zjawisko odbijania i opór w psychoterapii.

            Żeby wprowadzić jakiekolwiek zmiany u siebie, trzeba zmienić
            myślenie i to zarówno o sobie,co jest zawsze najtrudniejsze,jak
            również o możliwościach rozwiązania swoich problemów i się nauczyć
            nowych sposobów zachowania,tak by te zmiany, wprowadzić w życie.

            Gdybym nie wiedział,że są różne młode osoby,które zarabiają powyżej
            10 tys.zł miesiecznie i że jest to możliwe dla każdego,kto chce
            takie pieniądze zarobić,to bym Ci takich rzeczy nie pisał.
            Z tego,że mi napiszesz;tu masz rację,a tu się nie zgadzam kompletnie
            nic dla Ciebie nie wynika.
            Nie wiem gdzie mieszkasz,gdzie przechodziłaś psychoterapię ,coś
            pisałaś ,że chyba ww kRakowie czy Warszawie ?

            Jeśli w Warszawie,to jest tam wiele Ośrodków Psychoterapii na
            wysokim ,czy nawet bardzo wysokim poziomie i trzeba do takiego się
            udać,a nie do jakiegoś indywidualnego gabinetu,gdzie pracuje tylko
            jedna osoba,która może nie być fachowcem.W Krakowie pewnie też by
            się parę takich znalazło.
            Widzisz,tutaj też na forum pisze wielu psychologów,a tylko parę
            osób z nich wie,na czym polega prawdziwa psychoterapia,niektóre nie
            mają o tym zielonego pojęcia.
            Ty mnie nie pytasz o takie rzeczy,a powinnaś,tylko oceniasz moje
            podpowiedzi, informując mnie gdzie mam rację,a gdzie nie.

            To przecież nie ja szukam porady, u Ciebie, a TY zwraczasz się z
            pytaniem ,jak zmienić swoje życie.

            Ja Ci mówię,że to jest możliwe,a Ty,że nie i możemy tak się bawić
            do końca życia,tylko,że to nie ja ponoszę konsekwencje tego.Mnie po
            prostu szkoda czasu na takie zabawy.
            • leda16 Re:Jak z tego wyjść- część III 28.08.10, 18:08
              john-locke-lost napisał:

              >
              >
              > Jeśli taki tylko ma być skutek mojej pracy,której poświęciłem
              > większość wczorajszego dnia(biorąc pod uwagę,że kilka razy mi się to
              > skasowało i zdechło),to znaczy,że go straciłem.



              Pracy???? A ileż Ty facet zarabiasz n w takiej pracy? Mniemam, że grubo poniżej 10 tys. :)
              >
              >
              >
              > Gdybym nie wiedział,że są różne młode osoby,które zarabiają powyżej
              > 10 tys.zł miesiecznie i że jest to możliwe dla każdego,kto chce


              No, na pewno. Chciejstwo jako metoda podwyższenia dochodów.





              > Widzisz,tutaj też na forum pisze wielu psychologów,


              Koleś, prawdziwi psychologowie tłuką forsę po 10 godz. dziennie a nie marnują czas na bezowocne klepanie w klawiaturkę.
              • karakorum_hindukusz Re:Jak z tego wyjść- część III 29.08.10, 13:23

                >
                > Pracy???? A ileż Ty facet zarabiasz n w takiej pracy? Mniemam, że grubo poniżej
                > 10 tys. :)
                > >
                > >
                >
                >
                > No, na pewno. Chciejstwo jako metoda podwyższenia dochodów.
                >

                > Koleś, prawdziwi psychologowie tłuką forsę po 10 godz. dziennie a nie marnują c
                > zas na bezowocne klepanie w klawiaturkę.
                >


                W tym przypadku muszę się niestety zgodzić ze wszystkimi odpowiedziami Ledy,
                JohnLocke. Po prostu to, co piszesz nie do końca do mnie przemawia.
                Piszesz, ze wystarczy chcieć i uwierzyc, ze się może. Jak więc wytłumaczysz
                tłumy bezrobotnych, żebraków, biedaków? Są biedni, bo niewystarczająco chcą i
                wierzą w siebie? Chcenie i wiara zależą od sytuacji życiowej.
        • karakorum_hindukusz Re:Jak z tego wyjść- część II 26.08.10, 19:05

          > 2.Przestań żyć w iluzji,niespełnionym marzeniu,gniewie i smutku!
          >
          > Musisz powiedzieć swojemu chłopakowi co do niego czujesz.
          >
          > Wiem,że to trudne i się boisz czy spotkasz się z wzajemnością czy
          > odrzuceniem Twoich uczuć,lecz od tego się nie umiera.
          > On zasługuje na to, by poznać prawdziwe Twoje uczucia do niego,tak
          > samo ,jak TY, na to zasługujesz.
          > Jeśli spotkasz się z barkiem wzajemności ,to zasługujesz również na
          > to.
          > Nie dlatego,byś cokolwiek zawiniła,lecz dlatego,że jest to naturalny
          > dramat,który został niejako wpisany w człowieczy los i jeśli chcesz
          > żyć autentycznym życiem,a nie iluzjami,to musisz się z nim zmierzyć
          > i podjąć takie ryzyko.

          I tu racja....


          > Jakon przyjmie taką deklarację z Twojej strony,tego nie wiem.
          > MOżesz też mu powiedzieć:Wiem,że w przeszłości cię raniłam,lecz
          > robiłam tak dlatego,że cię kochałam,a jednocześnie panicznie bałam
          > się bliskości.Prawdę mówiąc nadal się jej boję,ale postanowiłam to
          > przezwyciężyć i dlatego Ci o swoich uczuciach do Ciebie mówię.Jeśli
          > nawetnie podzielasz moich uczuć to zrozumiem to i
          > możemynadal pozostać dobrymi przyjaciółmi tak jak dawniej.
          >
          > (zostawiasz w ten sposób wolną przestrzeń zarówno jemu jak i sobie i
          > nie palisz mostów)
          > Okazujesz też szacunek dla jego uczuć.

          To chyba męski punkt widzenia...


          Coś mi sie wydaje,żejesteście swoim lustrzanym odbiciem i
          > tym,co Was przyciąga do siebie,a jednocześnie odpycha jest wspólna
          > dla Was energia.

          Tak, jesteśmy w zasadzie tacy sami. Te same doświadczenia życiowe, te same bóle
          i weltschmerze. Nawet te same ksiązki i filmy lubimy:P
          • leda16 Re:Jak z tego wyjść- część II 28.08.10, 18:13
            karakorum_hindukusz napisała

            >
            > Tak, jesteśmy w zasadzie tacy sami. Te same doświadczenia życiowe, te same bóle
            > i weltschmerze. Nawet te same ksiązki i filmy lubimy:P


            I tu uwidacznia się cały bezmiar Twojego infantylizmu. Mężczyzna nigdy nie był, nie jest i nie będzie TAKI SAM jak kobieta.Od budowy ciała zaczynając a na psychice kończąc.
            • cyryl-z-glinki Re:Jak z tego wyjść- część II 28.08.10, 19:53
              Myślałem,że tego napastnika z Rybnika aresztowali,(tak przynajmniej
              dzisiejsza GW podała)
              a on tutaj, podszył się pod Ledę,która jest znana z tego,że jest
              bardzo zrównowaważoną,rozsądną i miłą osobą i strzela na oślep do
              wszystkich.
              Ja wierzę w ludzi i dobro w nich tkwiące,a że raz na jakieś parę
              milionów, trafi się wśród nich jakiś szaleniec,to tylko potwierdza
              zasadę,że od każdej reguły są wyjątki.

              Czyżby rzeczywiście to była ona i ze względu na dzisiejszą ,barową
              pogodę i brak innych rozrywek, postanowiła dla zabawy postrzelać
              ślepakami ?
              Nie mogę w to uwierzyć!

              Wprawdzie, w czasie deszczu, nie tylko dzieci się nudzą,a także
              niektórzy dorośli,którzy później się głupio tłumaczą;"..To wszystko
              z nudów,Wysoki Sądzie!.."

              • kaa.lka Re:Jak z tego wyjść- część II 28.08.10, 20:01
                etam,
                Letka tylko zapomniala uzyc cudzyslowu. bo, ze "uzyla" Klossowskiego to
                pewne:)

                ps
                a coz to za naparstnik byl,szp metody?
                • cyryl-z-glinki Re:Jak z tego wyjść- część II 28.08.10, 20:44
                  kaa.lka napisała:

                  > etam,
                  > Letka tylko zapomniala uzyc cudzyslowu. bo, ze "uzyla"
                  Klossowskiego to
                  > pewne:)
                  >
                  > ps
                  > a coz to za naparstnik byl,szp metody?

                  Jakiś górnik z Rybnika, cierpiący na depresję i mający problemy
                  finansowe, postrzelił 7 osób z najbliższej rodziny i policjanta.Miał
                  też mały arsenał broni+ładunki wybuchowe.
                  • kaa.lka Re:Jak z tego wyjść- część II 28.08.10, 23:46
                    musial byc bardzo cicho zdesperowany bo nikt arsenalu nie zauwazyl,,,
                    ehh
                    gorzko wychodzi, ze to taka slunska opowiesc- Czlowiek sie zapada. pod
                    ziemie.
                    • kaa.lka Re:Jak z tego wyjść- część II 29.08.10, 00:17
                      ...ze wstydu sie zapada.
                      i pod ciezarem glupoty. otoczenia.
                  • leda16 Re:Jak z tego wyjść- część II 29.08.10, 09:03
                    cyryl-z-glinki napisał:


                    >
                    > Jakiś górnik z Rybnika, cierpiący na depresję


                    He, he, on miał taką depresję jaj ja mukowiscydozę :).



                    i mający problemy
                    > finansowe, postrzelił 7 osób z najbliższej rodziny i policjanta.


                    Zgodnie z powiedzeniem, że chłop rodzinę w portkach nosi, powinien raczej odstrzelić sobie penisa, zanim tą rodzinę zmajstrował.
                    • kaa.lka Re:Jak z tego wyjść- część II 29.08.10, 12:13
                      mial led, mial.
                      ale jak wiemy choroby psychiczne biora swoj poczatek w braku swiadomosci. ciala.

                      ps
                      absolutnie, mozesz sie ze mna nie zgodzic bo dysponujac wiedza udowodnic mozna, tak zawartosc cukru w cukrze, jak to, ze jestesmy ludzmi.
                      wszystko zalezy od tego dlaczego cos robimy (myslimy,mowimy)- zupelnie jak w zapisie matematematycznym ulamki sprowadzamy do wspolnego mianownika,, prawda?
                      :)
            • karakorum_hindukusz Re:Jak z tego wyjść- część II 29.08.10, 13:24
              leda16 napisała:

              > karakorum_hindukusz napisała
              >
              > >
              > > Tak, jesteśmy w zasadzie tacy sami. Te same doświadczenia życiowe, te sam
              > e bóle
              > > i weltschmerze. Nawet te same ksiązki i filmy lubimy:P
              >
              >
              > I tu uwidacznia się cały bezmiar Twojego infantylizmu. Mężczyzna nigdy nie był
              > , nie jest i nie będzie TAKI SAM jak kobieta.Od budowy ciała zaczynając a na ps
              > ychice kończąc.
              >

              A co ma infantylizm do tego? Są różne typy ludzi. Ludzie z tego samego typu są
              b. do siebie podobni i o to mi chodziło. O budowie ciała raczej nie musisz mi
              wspominać...
              • john-locke-lost Re:karakorum_hindukusz 29.08.10, 16:35
                Dobrze,że odpowiedziałaś i odpierasz te ataki na Ciebie,aż mi ulżyło.
                Bardzo się martwiłem o Ciebie.
                Postanowiłem wycofać się z forum ponieważ nie mogę brać
                odpowiedzialności za proces,którego nie kontroluję.
                Nie widziałem rano tych Twoich odpowiedzi i napisałem do Ciebie na
                nick.Miałem rano kłopoty z serwerem i dopiero teraz to wysłałem,ale
                jeszcze raz na forum sprawdzam i jest na szczęście Twoja reakcja.
                Taki atak, jaki poszedł ostatnio na Ciebie, równie dobrze mógł
                spotkać osobę w głębszej depresji,z myślami samobójczymi,która już i
                tak ma dosyć siebie,
                a wtedy, byle impuls czasami wystarczy, by zdecydowała się na taki
                krok,albo wylądowała w psychiatryku,a ja nie chcę mieć nikogo na
                sumieniu.
                Ja nie zamierzałem Ci niczego narzucać,ani rozkazywać.
                Rzeczywiście zażądałem byś rozważanie na ten temat odłożyła,bo
                wiem,że nie jesteś w stanie teraz zmienić swojego spojrzenia na to i
                tyle.To czy Ty się z czymś zgadzasz czy nie,to dla mnie nie ma
                większego znaczenia.Nikt Ci nie każe robić czegoś, na co nie masz
                ochoty.Ani nie ma takiego obowiązku ,by się ze wszystkim zgadzać.Nie
                możesz też każdego zdania z którym się nie zgadzasz odpierać,bo
                wtedy, nikt Ci nie będzie w stanie pomóc.
                Tylko trzeba się zastanowić jakie uczucia w Tobie to zdanie budzi i
                je wyrazić. Gdybyś mi napisała,;"gdy mi piszesz,że mogę nadal się z
                moim chłopakiem przyjaźnić,to czuję,że.......,to byłaby prawidłowa
                reakcja.W ten sposób, odkrywasz swoje prawdziwe uczucia.
                Podobnie gdy piszę,że możesz też zarobić tyle,ty mi mówisz,że to
                jest niemożliwe i nawet nie zapytałaś jakie to zajęcia,tylko
                powołujesz się na bezrobotnych.
                Tak, Ci ludzie najczęściej wcale nie chcą pracować, nie chcą też
                podwyższać swoich kwalifikacji,wolą żebrać,stać pod budką z
                piwem,kraść ,zbierać złom , wolą pracować na czarno, by mieć na
                chleb i coś do wypicia,a już to ,z czego będą się utrzymywać na
                starość wcale ich nie zajmuje. Nie przeczę,że pieniądze chciałby
                mieć każdy.
                Zgadza się, mają tak niską samoocenęże wydaje im się, podobnie jak
                Tobie,że na nic lepszego nie zasługują.
                Ty przynajmniej studiujesz czy studiowałaś,a oni nawet żadnej szkoły
                nie skończyli,bo też uważali,że nie zasługują na lepszy los. Tak w
                ogóle, to tylko ok.5% ludzi wyznacza sobie regularnie jakieś cele i
                stara się je realizować.Reszta żyje z dnia na dzień.
                Ja Ci nie każę,że musisz się koniecznie przyjaźnić ze swoim
                chłopakiem,lecz tylko,starałem Ci się pokazać taką możliwość,bo
                bałaś się,że stracisz przyjaciela.
                Interesowałało mnie pytanie,co czujesz ,a nie co myślisz.
                Myślę,że zaszło nieporozumienie.Sądziłem,że rzeczywiście przeszłaś
                przez jakąś terapię,bo jak pisałaś przechodziłaś ją kilkakrotnie (o
                ile pamiętam),a z tego wynika,że nawet jeśli, to była to raczej jej
                szczątkowa forma.
                Podstawowym pytaniem w psychoterapii nie jest pytanie co myślisz na
                dany temat,tylko co czujesz w związku z czymś. ?
                Terapia zaczyna się tam ,gdzie kończy się obwinianie ,a zaczyna
                odpowiedzialność.
                Jeśli chcesz mi odpowiedzieć,to bezpośrednio na mój nick,bo nie będę
                więcej tu zaglądał.
                Również te osoby,które chcą się ze mną skontaktować,moga zrobić to
                tą samą drogą.
                • john-locke-lost Re:karakorum_hindukusz c.d. 29.08.10, 17:55
                  Leda wyśmiała mnie ,że nie da się nauczyć odczuwania
                  uczuć.Oczywiście,że się da,tylko do tego trzeba fachowca,a nie
                  takiej psycholożki,która jak przeczytałem w Wysokich Obcasach,
                  kobiecie która odkryła,że mąż ją oszukuje od miesięcy i
                  zdradza,zaleciła pójście do solarium dla poprawienia sobie nastroju.

                  Gdybyś Ledo nie straciła całkowicie kontaktu ze swymi uczuciami,to
                  nie byłoby Cię stać na takie wypowiedzi,jakie masz w zwyczaju
                  czynić.
                  do
                  Co mojej wiedzy i umiejętności,to mogę powiedzieć tylko tyle,że
                  wyciągnąłem z depresji kobietę,która była przez 10 lat faszerowana
                  przez psychiatrę dużymi dawkami różnych prochów i zapowiadano jej,że
                  musi do końca życia te prochy brać.
                  Ta kobieta brała też hormony i miała tak nafaszerowaną wątrobę,że
                  wysiadało jej wszystko,cały system trawienny + serce.
                  Mimo,że psychoterapia była mojemu sercu najbliższa, odszedłem od
                  tego tematu ,ponieważ wbrew opiniom panującym na tut.forum trudno z
                  psychoterapii wyżyć, gdy się nie współpracuje z jakimś
                  sławnym ,dużym ośrodkiem.Gdy je ktoś traktuje poważnie i
                  odpowiedzialnie, to jest to zajęcie szalenie obciążąjące psychicznie.
                  Zająłem się biznesem i pracując jako menedżer wysokiego szczebla na
                  etacie,zarabiałem 15 tys/zł m-c.+samochód służbowy+komórka z dużym
                  limitem.
                  Później zająłem się coachingiem menedżerów i wychowałem też co
                  najmniej kilku,którzy zarabiają obecnie też w tych granicach.
                  Teraz nie zarabiam, tyle,bo ze wzgledu na różne sprawy
                  rodzinne,musiałem spasować,ale wiem,że znowu będę.
                  • cyryl-z-glinki Re:karakorum_hindukusz c.d. 30.08.10, 10:53
                    Nie dziwię Ci się chłopie!

                    Tutaj na forum,to jak z naszymi żołnierzami w Afganistanie.

                    Ty z misją pokojową,a traktują Cię jak zwykłe łajno i zakładają pod
                    nogi pułapki z minami.
                    Powodzenia !
        • anaiss Re:Jak z tego wyjść- część II 27.08.10, 11:11
          jak czytam te teksty o zostaniu przyjaciółmi to mi się słabo robi - tak pisze tylko ktoś, kto chyba nigdy nie kochał i nie został porzucony. To jest kompletny brak empatii proponować przyjaźń po tym jak się odchodzi i wie, jakie są emocje drugiej strony. Ot, taki ochłap rzucony na odchodne.
          • john-locke-lost Re:Jak z tego wyjść- część II 27.08.10, 14:56
            Nie,to pisze ktoś kto kochał i przeżył takie sytuacje.Obawiam się,że
            nie raz.
            Natomiast żądanie,że każdy,kogo my obdarzamy uczuciem, musi je
            odwzajemniać,a jak nie, to będziemy do końca życia mieć do niego
            pretensje, złość i żal i jest to powód, by zerwać znajomość,z
            nim,jest wybitnie neurotyczne.
            Ja wcale nie mówię,że to okropnie nie boli, a tylko ,że to nie
            oznacza,że mamy się mścić na tej osobie i obwiniać ją,za nasze
            uczucia do niej.
            Co innego, gdyby ten chłopak, zapewniając o swojej wielkiej miłości
            wykorzystał ją i porzucił,to wtedy, zgoda, miałaby prawo go nie
            chcieć więcej na oczy widzieć.Z jej postu wynika,że taka sytuacja
            tutaj nie miała miejsca.Nawiasem mówiąc, empatia oznacza umiejętność
            uznawania perspektywy własnej nie za jedynie słuszną i
            obowiązującą,lecz jako jeden z możliwych punktów widzenia.
            Jeśli Wy uważacie,że empatia jest tylko wtedy,kiedy ktoś uwzględnia
            Wasze uczucia,a w drugą stronę to nie obowiązuje,to już Wasza
            sprawa i Bóg z Wami,wydaje mi się tylko,że nie jest to pogląd
            powszechnie podzielany.
            Jeśli mówię,że kogoś kocham i oczekuję za to zapłaty, w tej
            postaci,że ta druga osoba, musi mi odpowiedzieć tym samym,to ciągle
            myślimy tylko o sobie,a nie o tej drugiej.
            Dojrzałość emocjonalną osiągamy w takim stopniu,w jakim potrafimy
            oderwać nasze zainteresowanie od nas samych,naszych potrzeb oraz
            egocentrycznego pragnienia zaspokojenia tych potrzeb.
            • mona.blue Re:Jak z tego wyjść- część II 27.08.10, 19:38
              Czytam Twoje wypowiedzi z bardzo dużym zainteresowaniem, bo sama jestem w
              podobnej sytuacji.

              Może wiesz, jakie ośrodki psychoterapii w Warszawie są godne polecenia (pewnie
              Laboratorium Psychoedukacji, tylko tam bardzo drogo) i czy możliwe są wizyty
              powiedzmy raz na dwa tygodnie, bo na cotygodniowe sesje obawiam się, że mnie nie
              stać?
              • john-locke-lost Re:mona.blue 27.08.10, 20:06
                Witaj Moja Droga !
                Jaki konkretnie masz problem?
                Autorka wątku ma ich kilka;oprócz zdrowotnych i miłosnych, cierpi
                także na brak większej gotówki i nie wiem ,który Tobie najbardziej
                doskwiera?

                Tak bardziej poważnie,rzeczywiście powiedz Coś bliżej o sobie,,to
                doradzę, co byłoby według mnie, dla Ciebie najlepsze.Możesz napisać
                bezpośrednio na mój nick,jeśli nie chcesz na forum.
                • mona.blue Re: john-locke-lost 27.08.10, 20:23
                  Wszystkie mi doskwierają ;)

                  Serdeczne dzięki, odezwę się lepiej na nick, jak się trochę dzisiaj ogarnę :)

                  • mona.blue Re: john-locke-lost 27.08.10, 23:43
                    mona.blue napisała:

                    > Wszystkie mi doskwierają ;)
                    >
                    > Serdeczne dzięki, odezwę się lepiej na nick, jak się trochę dzisiaj ogarnę :)
                    >
                    To nie takie proste, jak myślałam. Umiem szukać pomocy tylko u przyjaciół,
                    kiedyś u psychologa i czasem na forum.

                    Jak nabiorę odwagi, to spróbuje się odezwać ;)
                • mona.blue Re:mona.blue 29.08.10, 01:40
                  john-locke-lost napisał:

                  > Tak bardziej poważnie,rzeczywiście powiedz Coś bliżej o sobie,to
                  > doradzę, co byłoby według mnie, dla Ciebie najlepsze. Możesz napisać
                  > bezpośrednio na mój nick, jeśli nie chcesz na forum.

                  Wysłałam maila na Twój nick, na razie taki wstępny ;)

                  Może też coś napiszę jutro na forum, jak dokładnie zapoznam się z dyskusją, na
                  razie mi różne wątki się rozmywają w głowie.
          • karakorum_hindukusz Re:Jak z tego wyjść- część II 29.08.10, 13:25


            > jak czytam te teksty o zostaniu przyjaciółmi to mi się słabo robi - tak pisze t
            > ylko ktoś, kto chyba nigdy nie kochał i nie został porzucony. To jest kompletny
            > brak empatii proponować przyjaźń po tym jak się odchodzi i wie, jakie są emocj
            > e drugiej strony. Ot, taki ochłap rzucony na odchodne.

            Ja się zgadzam. Nie można zostać przyjaciółmi. Zawsze pozostaną silne emocje.
      • karakorum_hindukusz Re:Jak z tego wyjść- część I 26.08.10, 19:03

        > To co opisujesz to są typowe objawy depresji u Ciebie.Są to:
        > poczucie pustki,beznadziei,bezcelowości i bezsensu
        > istnienia,poczucie braku wyjścia z tego,objawy somatyczne,poczucie
        > winy i braku satysfakcji z czegokolwiek.

        Wiem, już się niejednokrotnie leczyłam:P

        > Aby móc wyzwolić się z cierpienia i powrócić do życia,trzeba czasami
        > płakać,krzyczeć,dać upust naszej wściekłości.
        >
        > 1/Musimy więc :nauczyć się rozpoznawać i rozróżniać swoje uczucia i
        > emocje,dopuszczać je do siebie,przeżywać je i nauczyć się je wyrażać.


        Tu masz rację;)


        > Objawy somatyczne są zawsze wynikiem bolesnych uczuć,które się
        > odłożyły i zapisały w pamięci naszego ciała.
        > Uwolnienie ich automatycznie likwiduje te objawy.
        > Znalezienie słów na wyrażenie naszego cierpienia jest już formą
        > wyzwolenia z niego.

        I tu też;)

      • leda16 Re:Jak z tego wyjść- część I 28.08.10, 17:42
        john-locke-lost napisał:
        >
        >
        > Objawy somatyczne są zawsze wynikiem bolesnych uczuć,które się
        > odłożyły i zapisały w pamięci naszego ciała.
        > Uwolnienie ich automatycznie likwiduje te objawy.
        > Znalezienie słów na wyrażenie naszego cierpienia jest już formą
        > wyzwolenia z niego.


        Ależ pierdzielisz facet. Może jednak udasz się na jakiś oddział onkologiczny i spróbujesz zlikwidować "Objawy somatyczne" chorych na nowotwory złośliwe "nauczyć ich" czegoś. Z pewnością pozbędą się depresji :))). Oczywiście każdy taki oddział zatrudnia renomowanych psychologów, ale Ty pewnie okażesz się lepszy.


        >
        > Jeśli tłumimy swoje uczucia i nie dopuszczmy ich do siebie,


        A co znaczy ten bełkot? Uważasz, że uczuciami można kierować lub się ich nauczyć?



        Te uczucia mimo,że dla nas
        > nieodczuwalne, sobie tam buzują wewnątrz nas


        Tia... ciało to garnek. Buzują w nim uczucia aż pokrywka podskakuje :))).
        • mona.blue Re:leda16 29.08.10, 01:24
          leda16, ależ ty jesteś wredna

          w całym moim życiu nie miałam okazji spotkać kogoś tak obrzydliwego jak ty

          ty powinnaś się leczyć zamiast dowalać innym

          jesteś bezlitosna, arogancka, chamska

          jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że musisz być bardzo nieszczęśliwa i
          próbujesz mścić się za swoje nieszczęście na wszystkich dookoła

          • leda16 Re:leda16 29.08.10, 08:56
            mona.blue napisała:

            > leda16, ależ ty jesteś wredna
            >
            > w całym moim życiu nie miałam okazji spotkać kogoś tak obrzydliwego jak ty
            >
            > ty powinnaś się leczyć zamiast dowalać innym
            >
            > jesteś bezlitosna, arogancka, chamska


            Chętnie przeczytam rozumne uzasadnienie Twoich inwektyw. Ale widać na to Cię nie stać. Nie dziwota, skoro mentalnie identyfikujesz się z autorką wątku.

            >
            > jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że musisz być bardzo nieszczęśliwa i
            > próbujesz mścić się za swoje nieszczęście na wszystkich dookoła



            Skoro Ci lepiej z taką wiarą, to wierz sobie w co tam chcesz. Różnicowania między depresją psychotyczną i nerwicową, reaktywną oraz endogenną a humorami infantylnych panieniek już od Ciebie nie oczekuję. Nie ten poziom wiedzy...
            >
            • sabinac-0 Re:leda16 29.08.10, 11:01
              Oj Leda, plujesz i plujesz. W sumie lepiej ze wirtualnie niz w
              realu, tylko nie zapomnij wytrzec monitora. :/

              Nie ukrywam, ja tez wciaz odnosze wrazenie, ze ze wszystkich tu
              piszacych ty, choc tak sie wynosisz, najbardziej potrzebujesz pomocy.
              • leda16 Re:leda16 29.08.10, 20:11
                ten też nie.
            • manka_swojska Re:leda16 29.08.10, 13:07
              Leda, nie ma czegos takiego jak depresja psychotyczna. Jest nerwica
              lekowa niedouczko
              • leda16 Re:leda16 29.08.10, 20:13
                manka_swojska napisała:

                > Leda, nie ma czegos takiego jak depresja psychotyczna. Jest nerwica
                > lekowa niedouczko



                Jutro w pracy zajrzę do ICD10 i napiszę Ci numer.
                • manka_swojska Re:leda16 30.08.10, 07:13
                  leda16 napisała:

                  > manka_swojska napisała:

                  > Leda, nie ma czegos takiego jak depresja psychotyczna. Jest
                  > nerwica lekowa niedouczko

                  > Jutro w pracy zajrzę do ICD10 i napiszę Ci numer.

                  Ok, znajdz mi, tylko wiedz, ze ja mam w duzym powazaniu amerykanskie
                  klasyfikacje mongolow z nlp, ktorzy organizuja 3- tygodniowe kursy,
                  po ktorych baba z 5 klasami podstawowki podaje sie za psychologa,
                  czy psychiatre, poza tym dostaniesz w prezencie ladny rower.
                  Cieszysz sie?
                • sabinac-0 Re:leda16 30.08.10, 14:57
                  leda16 napisała:

                  > Jutro w pracy zajrzę do ICD10 i napiszę Ci numer.

                  Ano, pozycz ksiazeczke od zakladowego i sprawdz.
            • mona.blue Re:leda16 29.08.10, 21:16
              leda16 napisała:

              > Chętnie przeczytam rozumne uzasadnienie Twoich inwektyw. Ale widać na to Cię
              nie stać.

              Obrzucasz niewybrednymi epitetami autorkę wątku, uważasz ją za głupią,
              infantylną, zadufaną w sobie - a moim zdaniem z jej wypowiedzi wcale to nie
              wynika. Obrażasz ją w każdym poście, plujesz na nią jadem i nienawiścią - może
              jesteś zazdrosna, że ma kogoś kto ją naprawdę kocha.

              >Nie dziwota, skoro mentalnie identyfikujesz się z autorką wątku.
              >
              tu mnie też obrażasz, we wredny sposób dyskredytujesz mnie i ją nie znając nas,
              wykazujesz się arogancją i chamstwem - chyba nie muszę podawać racjonalnych
              argumentów, każdy twój post świadczy o tym, znam cię z forum już od długiego
              czasu, jeszcze od czasu bojów z shangrilą

              > Skoro Ci lepiej z taką wiarą, to wierz sobie w co tam chcesz. Różnicowania
              między depresją psychotyczną i nerwicową, reaktywną oraz endogenną a humorami
              infantylnych panieniek już od Ciebie nie oczekuję. Nie ten poziom wiedzy...

              tu znowu mnie obrażasz, imputując mi głupotę

              akurat na depresjach się znam dość dokładnie, nie jest mi obcy ten podział,
              może nie mam wiedzy stricte lekarskiej ani terapeutycznej, ale akurat dużo wiem
              na ten temat
              > >

              >
              • leda16 Re:leda16 30.08.10, 19:18
                mona.blue napisała:

                > Obrzucasz niewybrednymi epitetami autorkę wątku, uważasz ją za głupią,
                > infantylną, zadufaną w sobie - a moim zdaniem z jej wypowiedzi wcale to nie
                > wynika.



                Czyżbyś nie zauważyła, że mam na ten temat zupełnie inne zdanie niż Ty? Jeśli Ci się ono z jakichś względów nie podoba, to tylko Twój problem. Jako uczestniczkę Forum dyskusyjnego nigdy mnie nie interesowało kto kryje sie pod nickiem internetowym, jaką ma płeć, wiek, potrzeby, zawód, stan cywilny i status finansowy. Oceniam te "osoby" a dokładniej - nicki, wyłacznie na podstawie ich własnych relacji ze sposobów rozwiązywania problemów o jakich tutaj piszą. Do takich swobodnych ocen opartych na mojej wiedzy i doświadczeniu życiowym mam prawo wynikające z art. 54 Konstytucji RP. Uważam, iż autorka wątku wobec chłopaka, rzekomo jej nieobojętnego, zastosowała nieprzystosowawcze, egocentryczne, odstręczające strategie postępowania - obłudę, fałsz, manipulację, zamiast szczerości i uczciwości. Tym sposobem sama się zdiagnozowała. Ty też, skoro pochwalasz takie postępowanie, natomiast szalenie wkurza Cię ich rzeczowa, beznamiętna ocena. Również nic na to nie poradzę, że mylisz epitety z pojęciami, bowiem takie jak "psychiczny infantylizm", "emocjonalna bądź intelektualna niedojrzałość" zawiera każdy podręcznik psychiatrii, psychologii oraz każde czasopismo naukowe poświęcone tym zagadnieniom. Natomiast z lupą nie doszukasz się tam pojęć: "wredna", "obrzydliwa", "arogancka", "bezlitosna", itp. "Powinnaś się leczyć..." Ale tak się składa, że to Ty się leczysz, a nie ja. Sama piszesz, że zaliczyłaś kilka bezskutecznych kursów psychoterapii, złożyłaś wizyty wielu psychologom. Rozumiem, chciałabyś, żeby leczyli się w psychuszkach wszyscy, których styl wypowiedzi Ci nie odpowiada. Ciągotki totalitarne masz Mona, a myśli plugawe. Bo zastanówmy się przez chwilę, co z logiki tego podejścia do bliźnich wynika: Ja jestem wredna, obrzydliwa, bezlitosna, czyli CHORA. Choroba jest obrzydliwa - LUDZIE CHORZY SĄ OBRZYDLIWI, WREDNI, CHAMSCY itp...No cóż Mona, trudno mi się zdobyć na litość dla takich jak Ty :(.


                może
                > jesteś zazdrosna, że ma kogoś kto ją naprawdę kocha.



                Skoncentrujmy się więc na Twoich problemach, gdyż podświadomie sama się o to prosisz. Napisz Mona, ale tak szczerze, czy lepiej byś się poczuła, gdyby Twoje przypuszczenia okazały się prawdą, gdybyś zyskała pewność, że jestem zazdrosna, ponieważ nie mam nikogo, kto mnie naprawdę kocha? Zdaje się, że na razie mocno w to wierzysz...Już Ci pisałam: wierz sobie, w co chcesz, ale wiara to nie fakty :).



                > tu mnie też obrażasz, we wredny sposób dyskredytujesz mnie i ją nie znając nas,...znam cię z forum już od długiego
                > czasu


                Taaak, ja Cię nie znam, Ty mnie znasz. Niech Ci będzie;).


                chyba nie muszę podawać racjonalnych
                > argumentów,


                Tutaj nic nie musisz. Jednak powinnaś, bo tylko takie argumenty trafiają większości rozumnych ludzi do przekonania. No i to przecież Forum dyskusyjne, nie jarmark.



                >
                > akurat na depresjach się znam dość dokładnie, akurat dużo wiem
                > na ten temat


                W moim skromnym przekonaniu, człowiek posiadający dużą wiedzę o depresji, nie pomyli tej ciężkiej,psychotycznej choroby, która nie leczona prowadzi do smierci, z sytuacyjnym obniżeniem nastroju i zaniżeniem poczucia sensu życia, co swoimi wypowiedziami prezentuje autorka wątku.
                • mona.blue Re:leda16 31.08.10, 00:06
                  leda16 napisała:


                  > Czyżbyś nie zauważyła, że mam na ten temat zupełnie inne zdanie niż Ty? Jeśli
                  Ci się ono z jakichś względów nie podoba, to tylko Twój problem.

                  Nie tylko mój, ale i jej, bo ty ją upokarzasz, a ja tego nie toleruję.

                  Jako uczestniczkę Forum dyskusyjnego nigdy mnie nie interesowało kto kryje sie
                  pod nickiem internetowym, jaką ma płeć, wiek, potrzeby, zawód, stan cywilny i
                  status finansowy. Oceniam te "osoby" a dokładniej - nicki, wyłacznie na
                  podstawie ich własnych
                  > relacji ze sposobów rozwiązywania problemów o jakich tutaj piszą.

                  Naprawdę? Mam wątpliwości.

                  Do takich swobodnych ocen opartych na mojej wiedzy i doświadczeniu życiowym mam
                  prawo wynikające z art. 54 Konstytucji RP.

                  W życiu liczy się nie tylko prawo, ale i wielkoduszność/miłosierdzie dla innych.

                  > Uważam, iż autorka wątku wobec chłopaka, rzekomo jej nieobojętnego,
                  zastosowała nieprzystosowawcze, egocentryczne, odstręczające strategie
                  postępowania - obłudę, fałsz, manipulację, zamiast szczerości i uczciwości.

                  Być może na początku tak, ale skąd możesz wiedzieć, czy się nie zmieniła?

                  Tym sposobem sama się zdiagnozowała. Ty też, skoro pochwalasz takie
                  > postępowanie, natomiast szalenie wkurza Cię ich rzeczowa, beznamiętna ocena.

                  Beznamiętna ta ocena nie jest, jest pełna złośliwości.

                  Również nic na to nie poradzę, że mylisz epitety z pojęciami, bowiem takie jak
                  "psychiczny infantylizm", "emocjonalna bądź intelektualna niedojrzałość" zawiera
                  każdy podręcznik psychiatrii, psychologii oraz każde czasopismo naukowe
                  poświęcone tym zagadnieniom. Natomiast z lupą nie doszukasz się tam pojęć:
                  "wredna", "obrzydliwa", "arogancka", "bezlitosna", itp. "Powinnaś się leczyć..."

                  Powinnam Cię przeprosić za te słowa, poniosły mnie nerwy.

                  Ale tak się składa, że to Ty się leczysz, a nie ja. Sama piszesz, że zaliczyłaś
                  kilka bezskutecznych kursów psychoterapii, złożyłaś wizyty wielu psychologom.
                  Rozumiem, chciałabyś, żeby leczyli się w psychuszkach wszyscy, których styl
                  wypowiedzi Ci nie odpowiada.

                  Nie o to chodzi, chciałam Cię dotknąć, bo już od dawna mi "przywalasz". Do tej
                  pory starałam się nie odpowiadać agresją na Twoją agresję, ale wszystko ma swoje
                  granice, moja cierpliwość już się skończyła. Poza tym źle się z tym czułam, że
                  zawsze unikałam konfrontacji z Tobą, jesteś od dawna mi nieprzychylna i wiem też
                  o tym od dawna. Chciałam w końcu Ci powiedzieć, że też mnie denerwują Twoje
                  wypowiedzi, tak jak Ciebie moje.

                  >Ciągotki totalitarne masz Mona, a myśli plugawe. Bo zastanówmy
                  > się przez chwilę, co z logiki tego podejścia do bliźnich wynika: Ja jestem
                  wredna, obrzydliwa, bezlitosna, czyli CHORA.
                  Choroba jest obrzydliwa - LUDZIE CHORZY SĄ OBRZYDLIWI, WREDNI, CHAMSCY itp...No
                  cóż Mona, trudno mi się zdobyć na litość dla takich jak Ty :(.
                  >
                  > To nie ta logika - co innego cechy charakteru, a co innego choroba.

                  Sama jestem chora, pracuję wśród ludzi niepełnosprawnych, chodziłam na kursy z
                  osobami niepełnosprawnymi, moja córka jest nie w pełni sprawna.
                  Nigdzie nie napisałam, że ludzie chorzy są obrzydliwi czy wredni, uważam, że
                  często wręcz przeciwnie, są bardziej wrażliwi na innych, skłonni do pomocy.

                  > może jesteś zazdrosna, że ma kogoś kto ją naprawdę kocha.
                  > >
                  > Skoncentrujmy się więc na Twoich problemach, gdyż podświadomie sama się o to
                  prosisz. Napisz Mona, ale tak szczerze, czy lepiej byś się poczuła, gdyby Twoje
                  przypuszczenia okazały się prawdą, gdybyś zyskała pewność, że jestem zazdrosna,
                  ponieważ nie mam nikogo, kto mnie naprawdę kocha?

                  Tu znowu przesadziłam, nie powinnam tak Ci napisać.

                  Zdaje się, że na razie mocno w to wierzysz...Już Ci pisałam: wierz sobie, w co
                  chcesz, ale wiara to nie fakty :).

                  Nie, to tylko przypuszczenia, nie wiem jakie są fakty, po prostu Twoja niechęć
                  do mnie musi z czegoś wynikać. Może z mojego charakteru i zachowania, którego
                  nie trawisz, a może z czegoś innego.
                  >
                  > > > tu mnie też obrażasz, we wredny sposób dyskredytujesz mnie i ją nie znając
                  nas,...znam cię z forum już od długiego czasu
                  >
                  >
                  > Taaak, ja Cię nie znam, Ty mnie znasz. Niech Ci będzie;).

                  Ty mnie znasz, a ja Ciebie.
                  >
                  > > > akurat na depresjach się znam dość dokładnie, akurat dużo wiem
                  > > na ten temat
                  >
                  > > W moim skromnym przekonaniu, człowiek posiadający dużą wiedzę o depresji,
                  nie pomyli tej ciężkiej,psychotycznej choroby, która nie leczona prowadzi do
                  smierci, z sytuacyjnym obniżeniem nastroju i zaniżeniem poczucia sensu życia, co
                  swoimi wypowiedziami prezentuje autorka wątku.
                  >
                  >
                  Ja nie napisałam nic na ten temat, chyba, że identyfikujesz mnie z autorką wątku?

                  Wiem, co to jest depresja i na pewno nie pomyliłabym jej z chwilowym i lekkim
                  zachwianiem nastroju.
                  >
                  • john-locke-lost Re:leda16 31.08.10, 08:38
                    Witam !
                    Miałem tutaj zamiar już nie zaglądać,lecz poczułem się w obowiązku
                    przyznać do swego błędu.To nie jest wina autorki wątku,że
                    zareagowała tak ,a nie inaczej.To ja powinienem był najpierw
                    sprawdzić jej zakres psychoterapii,a później ewentualnie formułować
                    swoje rady.Zupełnie inaczej reaguje osoba,która jest po
                    psychoterapii,a inaczej do tego nie przygotowana.Nie wiem,czy ja źle
                    zrozumiałem wypowieź autorki,że przechodziła kilkakrotnie
                    terapię,czy też była to terapia tylko wspierająca,lecz nie
                    powinienem był się sugerować tym,a to najpierw sprawdzić.
                    Jest m i przykro z tego powodu.To tyko świadczy jak powinniśmy
                    wszyscy uważać na to, co piszemy,jeśli nie ma możliwości natychmiast
                    tego zweryfikować poprzez bezpośredni kontakt.
                    Przepraszam Moja Piękna Karakorum_Hindukusz !
                  • leda16 Re:leda16 31.08.10, 19:10
                    mona.blue napisała:
                    >
                    > Nie tylko mój, ale i jej, bo ty ją upokarzasz, a ja tego nie toleruję.


                    A dlaczego postanowiłaś bronić jej "czci i honoru"? Czy nie dlatego, że to TY poczułaś się upokorzona, gdyż włączyłaś sobie mechanizm identyfikacji z autorką wątku?



                    > Naprawdę? Mam wątpliwości.



                    Zazwyczaj wierzę w to, co piszą autorzy postów z wyjątkiem nader gorliwych przechwałek pod swoim adresem. Ta wiara w niczym mi nie przeszkadza, zwłaszcza w zachowaniu dystansu do ich stwierdzeń. Natomiast Ty nie wierzysz w nic, co kłóci się z Twoimi założeniami. Nie wątpię, że musi Ci być bardzo źle z takim podejściem do ludzi.



                    >
                    > W życiu liczy się nie tylko prawo, ale i wielkoduszność/miłosierdzie dla innych


                    No, na pewno. Natomiast w internecie niewiele się liczy, prócz odzywających się od czasu do czasu prób zamordystycznej cenzury bardziej krewkich lub może sfrustrowanych Uczestników Forum :).



                    > Być może na początku tak, ale skąd możesz wiedzieć, czy się nie zmieniła?


                    Bo ludzie się nie zmieniają z miesiąca na miesiąc a czasami na zmiany jest za późno, ponieważ tak czy inaczej potraktowana osoba w końcu traci tolerancję, zainteresowania, uczucia i cierpliwość dla manipulatora. Wnioskuję, że tak było i w tym przypadku.


                    >
                    > Beznamiętna ta ocena nie jest, jest pełna złośliwości.


                    W Twojej ocenie i może nawet w ocenie większości, ale nie zawsze w wiekszości racja i siła.


                    >
                    > Powinnam Cię przeprosić za te słowa, poniosły mnie nerwy.


                    I to właśnie miałam na myśli prosząc o racjonalne a nie emocjonalne argumenty. Oczywiście ja na Twoich przeprosinach nic nie skorzystam, Ty natomiast skorzystasz dużo na dystansie do swoich emocji.


                    >

                    >
                    > Nie o to chodzi, chciałam Cię dotknąć, bo już od dawna mi "przywalasz".


                    Przywalam??? Tylko w Twojej wyobraźni Mona. Niestety nie pamiętam ani jednego problemu, który tu opisałaś. Być może skrytykowałam jakieś Twoje postępowanie, które uznałam za błędne. Nie było w tym nic osobistego.



                    Do tej
                    > pory starałam się nie odpowiadać agresją na Twoją agresję,


                    Agresję? A jakie masz dowody, że moja rzekoma agresja nie jest wyłącznie Twoją projekcją?



                    Poza tym źle się z tym czułam, że
                    > zawsze unikałam konfrontacji z Tobą,


                    Ach, więc postanowiłaś skorzystać z jednej ze świetlanych rad gabinetu psychoterapeutycznego i skonfrontować swoje emocje z racjonalizmem? Emocje Mona, bo epitety jakich wobec mnie uzyłaś zawsze wypływają z emocji nie z rozumu. I co, poczułaś się lepiej?



                    jesteś od dawna mi nieprzychylna i wiem te
                    > ż
                    > o tym od dawna.



                    Znowu zapytam o dowody. W każdym razie ja nie jestem Ci ani przychylna ani nieprzychylna. Mogę tylko aprobować lub nie aprobować Twoich sposobów rozwiązywania różnorodnych problemów, ale to znowu nie uprawnia Cię do wyzwisk pod moim adresem.


                    Chciałam w końcu Ci powiedzieć, że też mnie denerwują Twoje
                    > wypowiedzi, tak jak Ciebie moje.


                    Mnie nie denerwują niczyje wypowiedzi na Forum. Prędzej śmieszą. Denerwują mnie natomiast robotnicy, którzy obijaja się na budowie naszego domu :).


                    > > To nie ta logika - co innego cechy charakteru, a co innego choroba.


                    Na pewno. Ale nie można używać określeń "wredny", "obrzydliwy", "bezlitosny" z jednoznaczną sugestią, że są to cechy charakteru człowieka chorego i te "cechy" można wyleczyć.

                    >
                    > Sama jestem chora, pracuję wśród ludzi niepełnosprawnych, chodziłam na kursy z
                    > osobami niepełnosprawnymi, moja córka jest nie w pełni sprawna.


                    Mnie też w pewnym sensie można nazwać niepełnosprawną, bo od pół roku noszę okulary. I co z tego? Nadal mam dobre mniemanie o sobie :).


                    > Nigdzie nie napisałam, że ludzie chorzy są obrzydliwi czy wredni,


                    Tak wg. logiki formalnej wynikało z Twoich stwierdzeń. To Twoje rozumowanie jest niejako stereotypem "bajkowym". W bajkach jest brzydka a więc zła czarownica i piękna czyli dobra sierotka. Tymczasem w realu jest wielu pięknych i bardzo złych ludzi, morderców, łajdaków, oszustów. Życie jest daleko bogatsze niż stereotyp.


                    Napisz Mona, ale tak szczerze, czy lepiej byś się poczuła, gdyby Twoje
                    > przypuszczenia okazały się prawdą, gdybyś zyskała pewność, że jestem zazdrosna,
                    > ponieważ nie mam nikogo, kto mnie naprawdę kocha?
                    >
                    > Tu znowu przesadziłam, nie powinnam tak Ci napisać.


                    Ależ dlaczego? A na moje pytanie nie odpowiedziałaś. Czyżby brak miłości był właśnie Twoim udziałem? Nie przesadzaj! Córka NA PEWNO Cię kocha.


                    po prostu Twoja niechęć
                    > do mnie musi z czegoś wynikać. Może z mojego charakteru i zachowania, którego
                    > nie trawisz, a może z czegoś innego.


                    Tą niechęć sobie uroiłaś. Już to wyżej pisałam. Pisałam też o projekcji i chyba tu leży pies pogrzebany.



                    > Ty mnie znasz, a ja Ciebie.


                    Nie, ja Cię nie znam. Wiem tylko tyle ile o sobie napisałaś (niekoniecznie prawdę) i ile z tego zapamiętałam.



                    > >
                    > Ja nie napisałam nic na ten temat, chyba, że identyfikujesz mnie z autorką wątk
                    > u?


                    Odniosłam wrażenie, że sama sie z nią identyfikujesz i dlatego tak Cie ubodły moje słowa, że napisałaś - "obrażasz ją i mnie"
                    • mona.blue Re:leda16 31.08.10, 21:58
                      Dziś na nowo przejrzałam tę dyskusję i spojrzałam na nią inaczej.

                      Niepotrzebnie poniosły mnie nerwy, dziś już patrzę na to spokojniej.

                      na tym kończę.
                • sabinac-0 Re:leda16 01.09.10, 20:16
                  Leda, rozumiem ze cos w zyciu masz przechlapane i ze kazdy weekend przynosi ci
                  nowe rozczarowania, ktore musisz wywalic ujezdzajac po obcych ludziach.
                  Poniewieranie innymi zapewne poprawia ci samoocene a na twych bliskich w realu
                  te zenujace tyrady najwyrazniej juz nie robia wrazenia, stad dzialalnosc na necie.

                  Niemniej sprobuj sie opanowac. Mimo wszystko.
    • manka_swojska Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 29.08.10, 10:16
      Gdybym dzis miala Twoje lata, olalabym studiowanie, zatrudnilabym
      sie w knajpie, wynajelabym mieszkanie w kamienicy w poblizu knajpy,
      wzielabym ze schroniska kota i takbym zyla sobie szczesliwie
      • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 02.09.10, 10:52
        > Gdybym dzis miala Twoje lata, olalabym studiowanie, zatrudnilabym
        > sie w knajpie, wynajelabym mieszkanie w kamienicy w poblizu knajpy,
        > wzielabym ze schroniska kota i takbym zyla sobie szczesliwie

        Gdybym tylko mogła przeżyć za tą pensję z pracy w knajpie i wynająć za to całe
        mieszkanie:)
        Z tej pensji którą teraz mam stać mnie tylko na pokój w mieszkaniu w bloku,
        które do najnowszych
        nie należy.
    • mona.blue Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 01.09.10, 10:53
      Nie dziwię Ci się, że uważasz, że wszystko runęło. Wyglada na to, że
      nigdy nie miało stabilnych podstaw, że brak Ci poczucia
      bezpieczeństwa, którego nikt Ci nie zapewnia.
      • mona.blue Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 01.09.10, 23:09
        Ale wątek w sumie b.ciekawy i inspirujący, dał mi dużo do myślenia.
        • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 02.09.10, 10:41
          Tylko, że na bazie wątku, który miał być z zasady pokojowy i niekontrowersyjny,
          zrodziła się kłótnia ogólnoforumowa:)
          • mona.blue Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 02.09.10, 10:54
            karakorum_hindukusz napisała:

            > Tylko, że na bazie wątku, który miał być z zasady pokojowy i niekontrowersyjny,
            > zrodziła się kłótnia ogólnoforumowa:)

            Czasami dobrze się pokłócić, byle konstruktywnie ;)
      • karakorum_hindukusz Re: Niby nic się nie stało, a jednak wszystko run 02.09.10, 10:53
        > Nie dziwię Ci się, że uważasz, że wszystko runęło. Wyglada na to, że
        > nigdy nie miało stabilnych podstaw, że brak Ci poczucia
        > bezpieczeństwa, którego nikt Ci nie zapewnia.

        Dokładnie. Nie mam poczucia bezpieczeństwa i mimo, że mam rodzinę i znajomych,
        to gdzieś podskórnie mam przeczucie, że wszyscy mnie kiedyś oleją i zostawią.
    • karakorum_hindukusz Zbiorczo do wszystkich - up date 02.09.10, 13:08
      Dziękuję wszystkim za komentarze, zarówno te przychylne, jak i nieprzychylne, bo
      zawsze jednak czegoś uczą (powiedziałabym, że uczą na pewno więcej niż zwykłe
      potakiwanie).

      Tak jak ktoś tutaj radził postanowiłam wziąć nieco sprawę w swoje ręce i nie
      czekać aż mi zmiany napłyną z kosmosu i zdecydowałam się na zrezygnowanie z
      pracy i powrót do domu rodzinnego, gdzie mam możliwość nagrania sobie innej
      pracy. To miasto wojewódzkie, w okolicach którego moja rodzina mieszka od
      pokoleń, więc załatwienie sobie innej pracy po znajomości jest bardzo realne.
      Bez znajomości byłoby zdecydowanie ciężej.
      Na razie mam jeszcze trochę oszczędności, poza tym zaczyna się rok
      szkolny/akademicki, więc będę miała dużo zleceń korepetycji i prac, no i z zajęć
      ze studentami, które prowadzę w ramach doktoratu będę miała jakąś kasę, więc
      nawet jeśli z tamtą pracą by nie wyszło, to będę miała z czego żyć i się
      dokładać do rachunków.
      Nie wiem jeszcze, gdzie osiądę na stałe, czy będzie to moje miasto rodzinne, czy
      też wrócę do Krakowa czy Wrocławia, gdzie kiedyś mieszkałam. Nie wiem. Nie wiem,
      też czym będę się zajmować w przyszłości, bo to doświadczenie zawodowe, które
      dotychczas zdobyłam, jest jednak b. ogólne i zdaje sobie sprawę, że w mojej
      branży praca niemal wyłącznie na zasadzie układów i układzików, mało płatna, no
      i ze średnimi perspektywami na awans, zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby się
      przekwalifikować - uzupełnić wiedzę, którą już zdobyłam w pewnym zarysie na
      studiach i pójść nadal w stronę tego, co studiowałam, ale zająć się inną dziedziną.

      Daje sobie jeszcze na to trochę czasu. Na razie muszę się trochę uspokoić i
      zastanowić się, jak dalej sobie zorganizować życie.

      Co do chłopaka to mimo uczucia, którym się kiedyś darzyliśmy, teraz rozumiemy
      się nieco słabiej, bo trochę się rozminęliśmy z życiem i podczas gdy on jeszcze
      kończy studia i niewiele w tym momencie planuje/chce, ja już mam za sobą
      pierwsze doświadczenia w dorosłym, postudenckim, życiu i inaczej patrzę na świat
      i inaczej sobie swoje życie wyobrażam. W tej chwili po prostu mamy inne plany/
      spojrzenie na życie. Już nie wspominając o tym, że mieszkamy w miastach
      oddalonych od siebie o 200 km. Co będzie dalej czas pokaże. Muszę się tylko
      nauczyć, jak otworzyć się na ludzi i być może kogoś gdzieś poznam i jakoś
      poradzę sobie z tą stratą złudzeń, a chłopak zostanie po prostu pięknym
      wspomnieniem.

      Jeszcze raz dzięki za wszystkie komentarze :)
      • mona.blue Re: Zbiorczo do wszystkich - up date 02.09.10, 13:14
        Życzę Ci, żeby jednak ułożyło sie wszystko pieknie między Tobą a Twoim chłopakiem ;)
        • karakorum_hindukusz Re: Zbiorczo do wszystkich - up date 02.09.10, 13:53


          > Życzę Ci, żeby jednak ułożyło sie wszystko pieknie między Tobą a Twoim chłopaki
          > em ;)

          Czas pokaże. Aczkolwiek coraz częściej dochodzę do wniosku, że jakby coś miało
          być, to już by było.
          Może to nie jest to:P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka