Dodaj do ulubionych

Depresja a problematyczny pacjent :|

25.08.10, 21:17
Mam w bliskim otoczeniu osobe, ktora od wielu lat cierpi na depresje. Bywala u
roznych psychologow i psychiatrow, jednak zwykle konczy sie na 2/3 wizytach,
po czym stwierdza, ze kolejny lekarz to idiota :/ Ma jednego lekarza, od
ktorego za kazdym razem (powiedzmy 3/4 razy w roku w czasie "kryzysu" dostaje
zwolnienie lekarskie i siedzi w domu np. 2 tygodnie. Farmakologicznie leczyc
sie nie chce, bo jak mowi "leki oglupiaja i czuje sie senna, a nie o to
chodzi, zeby przesypiac cale dni". Najgorsze jest to, ze pomocy szuka tylko w
czasie kryzysu. Wtedy wydzwania po kolejnych psychiatrach/psychologach z
ksiazki telefonicznej/internetu i wrecz wymusza na nich wizyte (najlepiej
zaraz), bo "przeciez ja mam problem, jestem w depresji, moge skoczyc z okna a
pan/pani to nie interesuje".

Jak pomoc takiej osobie? Teraz jest okres, kiedy wszystko jest ok (od jakichs
2 miesiecy),ale nie wiadomo kiedy wzmozony stan depresyjny znowu sie pojawi.
Wg mnie, osoba ta powinna udac sie do psychologa (psychiatry??) wlasnie teraz,
kiedy moze porozmiawiac z nim na spokojnie. Byc moze sie myle. Predzej czy
pozniej, znowu cos sie wydarzy (chociazby w tv pokaza jakies przygnebiajace
wiadomosci) i sytuacja z szukaniem lekarza na szybko sie powtorzy. Zachowanie
tej osoby jest irytujace i zasmucajace jednoczesnie - jej dzialania do niczego
nie prowadza. Co tu robic?
Obserwuj wątek
    • againstmyths Re: Depresja a problematyczny pacjent :| 25.08.10, 22:34
      Pomóc się nie da, można co najwyżej przedstawić tej osobie suche fakty o jej
      zachowaniu, przedstawić to bezemocjonalnie i czekać na ciąg dalszy.

      Czasem jak człowiek jest zagmatwany od lat w pewne sytuacje to traci się
      świadomość ich dziwności. Nienormalność staję się normalnością. Ktoś kto rzuci
      fakty na stół i będzie czekał na reakcję może na tę nienormalność zwrócić uwagę.

      Tylko tyle i aż tyle, bo tylko jak zaczniesz przedstawiać wnioski i rozwiązania-
      pokażesz że bierzesz odpowiedzialność za jego życie i może spotkać cię opór,
      próby udowodnienia że tak już musi być, atak itp. On i jej sytuacja przestanie
      być problemem tylko te twoje wnioski, pomysły czy sama próba interwencji.

      Fakty i tylko fakty aż zobaczysz że ta osoba zaczyna dostrzegać problem.

      Na wszelką nieracjonalność w rozmowie reaguj też faktami:
      - nie wiem o co ci chodzi
      Odp: przedstaw fakty jeszcze raz i zamilcz.

      - przecież chodzę do psychologow, żaden mi nie pomógł, sam(a) widzisz
      Odp: wizyta u kilkunastu psychologow w ciagu 10ciu lat nie pomogła ci. Nie
      pomagaja ci ludzie którzy maja wykształcenie i doświadczenie w pomocy osobom z
      problemami. Co tak właściwie o tym myślisz?

      - to sami idioci
      Odp: mialeś wizytę u kilknastu wykwalifikowanych psychlogów prowadzących
      praktyki i za powód tego że nikt ci nie pomógł podajesz że wszyscy są idiotami

      - skoro żaden mi nie pomógł to najwyraźniej są bezużyteczni
      Odp: [fakty na temat zachowania]. Nie pomogli ci psychologowie. Uważasz ich za
      bezużytecznych. Twoje problemy wracaja. I jak ty widzisz tą sytuacje?

      I tak dalej, aż ta osoba zacznie przejawiać jakiekolwiek objawy uświadomienia
      sobie że jest problem co będzie wstępem do przejścia do rozmowy o rozwiązaniach.
      Jego rozwiązaniach.
      • annarchia hmmmm... 26.08.10, 10:38
        Againstmyths, generalnie zgadzam się z Twoimi założeniami i proponowaną postawą
        (nie głaskać, nie ulegać, motywować do refleksji nad sobą), pytania, które
        proponujesz zadać są mądre i potrzebne, ALE nie byłabym aż tak kategoryczna w
        pewnej kwestii...

        > Odp: mialeś wizytę u kilknastu wykwalifikowanych psychlogów prowadzących
        > praktyki i za powód tego że nikt ci nie pomógł podajesz że wszyscy są idiotami

        > Odp: [fakty na temat zachowania]. Nie pomogli ci psychologowie. Uważasz ich za
        > bezużytecznych. Twoje problemy wracaja. I jak ty widzisz tą sytuacje?

        To są bardzo ważne pytania moim zdaniem i pewnie trzeba je zadać x razy, aby w
        człowieku miało szansę coś drgnąć. Ale jest też możliwa druga strona medalu... W
        życiu widziało mnie, jak ostatnio liczyłam, ponad 30stu lekarzy i terapeutów
        (w szpitalach, prywatnie, na nfz). Zdecydowana większość z nich BYŁA konowałami
        - mimo lat doświadczenia, praktyk, tytułów profesorskich (och, och),
        habilitacji. Wśród lekarzy: drastyczne pomyłki w diagnozowaniu, pogarda i kpina
        z psychoterapii, tragiczne w skutkach szpikowanie kg tabsów, leczenie symptomów
        nerwicowych nie wspomnę czym, słowa (w stanach samobójczych) "pani choroba jest
        nieuleczalna", ignorowanie psychologicznego podłoża objawów, pacjent = etykietka
        ICD, równanie człowieka z zaburzeniami neuroprzekaźników i objawami. Wśród
        terapeutów: durne puste teksty, lanie wody, nieprofesjonalne zachowania,
        pouczanie, dawanie rad niczym z "Przyjaciółki", bagatelizowanie, przerywanie
        sesji pogawędkami, recytowanie na sesji książek, gadanie o tym, że Pani t. była
        na siłowni, głaskanie w chorobie, uleganie manipulacjom, malowanie słoików
        (jakby od tego człowiek mógł się zmienić). Dopiero po tylu perypetiach trafiłam
        na kilku normalnych lekarzy i terapeutów, bez tytułu profesora akurat, którzy w
        pacjencie widzą człowieka, a nie diagnozę, którzy nie szpikują lekami jak konia
        i dużą wagę przywiązują do możliwości zmiany i pracy nad sobą. Z całej tej masy
        "doświadczonych, kompetentnych, z tytułami" tylko jakieś trzy osoby nie złapały
        się na moje manipulacje, robienie wrażenia, użalanie się. Jestem świadoma mojej
        tendencji do dewaluowania lekarzy, terapeutów, chęci ucieczki (i pracuję nad
        tym), oporu przed zmianą, ale świat nie jest tak czarno-biały, że albo ja jestem
        ok, a wszyscy lekarze to idioci vs. ja wszystkich dewaluuję, bo mam
        zaburzenia/brak chęci wyzdrowienia, a wszyscy lekarze z doświadczeniem i tytułem
        profesora są kompetentni i potrafią pomóc. Tak NIE JEST. Sprawa jest niestety o
        wiele bardziej skomplikowana. Z jednej strony przecież (każdy) pacjent ma
        mniejszy lub większy opór przed zdrowieniem i zmianą, a z drugiej strony dany
        lekarz, terapeuta, ma mniejszy lub większy (lub żaden) potencjał, aby umieć
        pomóc i skłonić do zmiany.

        > - skoro żaden mi nie pomógł to najwyraźniej są bezużyteczni

        Jeżeli trafia się, tj. znajoma osoba autora wątku, do lekarza, który tak
        paskudnie pobłaża, że nie zapisuje leków bądź nie sugeruje psychoterapii, a
        zarazem daje kilkutygodniowe zwolnienia - to jak go nie uznać za bezużytecznego
        konowała? W czym on jest użyteczny? W pielęgnowaniu choroby chyba, a nie w leczeniu.
        • againstmyths Re: hmmmm... 26.08.10, 20:44
          To czy psychologowie tej osoby byli kompetentni czy nie jest sprawą drugorzędną:
          celem rozmowy ma być zwrócenie uwagi na to że dotychczasowa strategia radzenia
          sobie nie przyniosła żadnych rezultatów i czas obrać nową: czy to będzie wyjazd
          na pół roku na wieś, joga, zmiana pracy czy zmiana terapii indywidualnej na
          grupową. Czy cokolwiek innego.
          • annarchia Re: hmmmm... 28.08.10, 09:59
            againstmyths napisała:

            > To czy psychologowie tej osoby byli kompetentni czy nie jest sprawą drugorzędną

            Moim zdaniem nie do końca. Ważne jest zarówno własna postawa do leczenia, jak i
            kompetencja lekarzy. Jeśli dotychczasowi lekarze i terapeuci głównie wciskali
            truizmy lub dawali sobą manipulować (nawet mimowolnym nieświadomym manipulacjom)
            to bardzo trudno będzie przyjąć, że to w mojej postawie do leczenia jest coś nie
            tak...


            > celem rozmowy ma być zwrócenie uwagi na to że dotychczasowa strategia radzenia
            > sobie nie przyniosła żadnych rezultatów i czas obrać nową

            Tak, zgadzam się. Ja doskonale rozumiem cel tej rozmowy i jest on bardzo słuszny
            i ważny. Chodziło mi tylko o to, że moim zdaniem byłoby nadużyciem sugerować, że
            tylko i wyłącznie nastawienie tej osoby jest problemem (choć bez wątpienia
            głównym), jeśli chodzi np. o leczenie psychiatryczne czy terapię. Nawet przy
            odpowiednim nastawieniu nie skorzysta się za wiele z terapii, którą prowadzi
            kiepska osoba i trudno o zaufanie do jej kompetencji i trwanie przy takim leczeniu.
        • john-locke-lost Re: annarchia 26.08.10, 21:34
          Witam !
          Jesteś jedną z nielicznych osób,tutaj na forum,które wiedzą czym
          jest psychoterapia i jak powinna wyglądać.Niestety,wiele osób,które
          się tutaj wypowiadają,a z tego co mówią wynika,że są w jakiś sposób
          związane ze służbą zdrowia w zakresie opieki psychiatryczno-
          psychologicznej reprezentuje takie poglądy i postawy jak
          wymieniłaś.
    • lifeisaparadox Re: Depresja a problematyczny pacjent :| 26.08.10, 01:53
      Najlepiej by było jak by się ta osoba/ ten osobnik nastawiło na
      konsekwentną psychoterapię u jednego terapeuty, to tak przez rok te
      okresy depresji i niepowodzeń mogły by być konsekwentnie
      rozwiązywane, podobnie jak i reszta okresów - tych dobrych, w których
      mogą występować trudności które nawarstwiają się i prowadzą do
      późniejszej depresji.
      Różnie to bywa. Lepiej się za takie sprawy brać całościowo.

      Nie wiem z czego się bierze niekonsekwencja i bezcelowe postępowanie.
      Być może z niepewności własnego bytu, własnej sytuacji i otoczenia,
      takie zagubienie, ocenianie swojego postępowania i innych ludzi
      rygorystycznym rozpatrywaniem.
      W każdym bądź razie to jest praca dla psychologa, ale pacjent musi
      chcieć sam z siebie w tym uczestniczyć.

      Jak pomóc? myślę że dobrze jest wzmacniać poczucie jednolitości w
      takiej osobie, tożsamości z tym jaka zawsze była i że nic się nie
      zmieniło. Odnosić jej zachowania do innych ludzi, a zachowania innych
      ludzi do jej samej - takie przeniesienie. Np. jeśli narzeka że ktoś
      jest gniewny, to przytoczyć sytuacje gdy ona też bywa rozgniewana.
      Gdy wytyka czyjeś pomyłki, uświadamiać o tym że też popełnia pomyłki.
      Gdy ktoś jest wobec niej nieuczciwy, odnosić to do sytuacji gdy sama
      wykorzysta czasem sposobność do nieuczciwości.
      Tak właśnie powstaje depresja. Ludzie potępiają w innych to, co sami
      sobą reprezentują. Nietolerancja do innych - brak tolerancji do
      samego siebie. Perfekcjonizm. Wyparcie. Idealizowanie. Skreślanie i
      tak dalej.
      Może w ten sposób uda się trochę w jej mentalności ujednolicić żeby
      przestała źle oceniać terapeutów i ich "niedoskonałości"
      przyzwyczajając się do myśli że sama je miewa i nie ma w tym nic
      złego.,, tyle z mojej strony.
    • evenjo Re: Depresja a problematyczny pacjent :| 26.08.10, 06:33
      odpuść sobie pomaganie. Ta osoba-kobieta?-używa swojej depresji, a może "depresji", żeby manipulować otoczeniem i takimi właśnie pomagaczami, którzy myślą, że jak do niej dotrą, wytłumaczą , przemówią do rozumu, to ona zrozumie, będzie się leczyć i gitara. Tego typu ludzie czerpią jakiś rodzaj satysfakcji ze swoich objawów, "nikt mi nie może/nie chce/nie jest w stanie pomóc", "żadne leki mi nie pomogą". Tak się dziwnie jednak składa, że nie cierpią w milczeniu, ale informują o tym - wprost lub nie wprost-swoje otoczenie, w którym zawsze znajdują się osoby chcące cierpiącemu pomóc-zwykle nieskutecznie. Bo tak naprawdę nie o uzyskanie pomocy chodzi a o zainteresowanie otoczenia własną osobą. Jak chce-niech sobie "cierpi"-byle po cichu.
      • jeanlea Re: Depresja a problematyczny pacjent :| 26.08.10, 15:09
        to ciekawe - bo faktycznie jestem stosunkowo podobna do bohaterki
        tego posta. I też "cierpię w milczeniu" i ciąglę mam nadzieję że
        ktoś mnie zauważy, pomoże i powie jak iść. A jednocześnie
        psychoterapia nie jest na moje nerwy - nie mogę znieść tego, że w
        jakiś sposób ta druga osoba decyduje za mnie o moim życiu, albo ma
        na mnie za duży wpływ. Taka pułapka.
        • annarchia Re: Depresja a problematyczny pacjent :| 26.08.10, 19:32
          jeanlea napisała:

          > tego posta. I też "cierpię w milczeniu"

          Bo masz z tego jakieś, niekoniecznie uświadomione korzyści. Człowiek to generalnie istota interesowna i egoistyczna, a w depresji jeszcze bardziej. Często tacy milczący w cierpieniu manipulują nieświadomie otoczeniem. Wymuszają w ten sposób większe zainteresowanie, uwagę lub też swoją postawą "karzą" innych wprawiając w poczucie bezsilności, a czasem winy, mają usprawiedliwienie na olewanie obowiązków, niewychodzenie z domu. Niestety (a może właśnie stety) depresyjna osoba taplająca się w swoim cierpieniu i zarazem odmawiająca leczenia jest bardzo irytująca. A być może jesteś typem takiej cierpiętnicy, która odnajduje sens w cierpieniu i przepraszaniu, że żyje, bo inaczej robiłabyś dosłownie wszystko, aby to zmienić. (Mówię to bez ironii, wiem, co to depresja).

          > i ciąglę mam nadzieję że
          > ktoś mnie zauważy, pomoże

          Przez telepatię? Jak cierpisz w milczeniu to chyba nie ma innej możliwości... Któż odgadnie Twoje skryte myśli? Dobrze wiesz, że NIKT. To iluzje dziecka. Poza tym sama ewentualną pomoc odrzucasz - nie, psychoterapeuta nie jest dla Ciebie, o nie. To kto?

          > psychoterapia nie jest na moje nerwy - nie mogę znieść tego, że w
          > jakiś sposób ta druga osoba decyduje za mnie o moim życiu

          A co wspólnego z tym ma psychoterapia?
          Ona właśnie po to m.in. służy, abyś zaczęła sama o swoim życiu decydować i przestać potrzebować, aby ktoś Tobą kierował, czytał w Twoich myślach itp.
          • jeanlea Re: Depresja a problematyczny pacjent :| 26.08.10, 20:32
            nie odnajduję szczególnego szczęścia w separowaniu się i depresji
            chociaż przyznaję że postawa obojętności coś w sobie ma. bo coż może
            być ciekawszego niż stwierdzenie - spieprzyliście mi życie, wszyscy
            mają mnie w dupie, nie mam już z tym siły walczyć. dziękuję, ja
            wysiadam. Faktycznie, przynaję się bez bicia, jest w tym coś
            perwersyjnego - totalna dekadencja.
            ale oprócz tego jest jeszcze to, że czuję że nie zostałam uzbrojona
            w cechy które dałyby mi szansę poradzić sobie w społeczeństwie - mam
            też wrażenie że moja matka się nade mną znęca. Ale pewnie bardziej
            chodzi o to że ona po prostu NIE UMIE funkcjonować normalnie pod
            wzglęm emocjonalnym - nie umie wspierać itd.
            No i tak. Rujnuję sobie życie, na własne życzene, dla żartu.
            • john-locke-lost Re: Depresja a problematyczny pacjent :| 26.08.10, 21:57
              jeanlea napisała:

              > nie odnajduję szczególnego szczęścia w separowaniu się i depresji
              > chociaż przyznaję że postawa obojętności coś w sobie ma. bo coż
              może
              > być ciekawszego niż stwierdzenie - spieprzyliście mi życie,
              wszyscy
              > mają mnie w dupie, nie mam już z tym siły walczyć. dziękuję, ja
              > wysiadam. Faktycznie, przynaję się bez bicia, jest w tym coś
              > perwersyjnego - totalna dekadencja.
              > ale oprócz tego jest jeszcze to, że czuję że nie zostałam
              uzbrojona
              > w cechy które dałyby mi szansę poradzić sobie w społeczeństwie -
              mam
              > też wrażenie że moja matka się nade mną znęca. Ale pewnie bardziej
              > chodzi o to że ona po prostu NIE UMIE funkcjonować normalnie pod
              > wzglęm emocjonalnym - nie umie wspierać itd.
              > No i tak. Rujnuję sobie życie, na własne życzene, dla żartu.

              Psychoterapia właściwie prowadzona, powinna Ci właśnie zapewnić to
              uzbrojenie, w które jak twierdzisz nie zostałaś wyposażona,byś sama
              umiała sobie radzić w życiu.

              Pewnie słusznie masz wrażenie,że Twoja matka się nad Toba znęca.
              Znęca się,bo jej na to pozwalasz i wolisz robić za ofiarę i
              oskarżać ją,że to ona nie umie funkcjonować normalnie pod względem
              emocjonalnym.
              A Ty uważasz ,że funkcjonujesz normalnie i to umiesz ?Już widzę
              pierwszą korzyść z Twojej choroby-TY jesteś ta dobra ,niewinna
              ofiara,a Twoja matka jest zła i Cię krzywdzi.

              Nie wiem ile Ty masz lat,ale ja uważam,ż ezachowujesz sie jak mała
              dziewczynka,a nie dorosła kobieta.Pewnie niedługo Twoja Matka będzie
              potrzebowała opieki i wsparcia,a Ty nadal tego oczekujesz od Matki ?
              • john-locke-lost Re: jeanlea uzupełnienie 26.08.10, 22:31
                Jeszcze zapomniałem dodać,że Ta Twoja postawa jak piszesz;
                obojetności, wcale taką nie jest.
                TY aż kipisz od niewyrażonej złości, oskarżając wszystkich.
                Czy nie lepiej byłoby się przyznać do gniewu,który odczuwasz i
                wyrazić go ?
              • annarchia tu też sprawa jest skomplikowana... 28.08.10, 13:22
                john-locke-lost napisał:

                > Pewnie słusznie masz wrażenie,że Twoja matka się nad Toba znęca.
                > Znęca się,bo jej na to pozwalasz i wolisz robić za ofiarę i
                > oskarżać ją,że to ona nie umie funkcjonować normalnie pod względem
                > emocjonalnym.

                Niekoniecznie trzeba robić za ofiarę, aby druga osoba się znęcała, wyzywała,
                kpiła. Można być stanowczym, stawiać granice, twardo odpowiadać, co niczego nie
                zmienia. Fakt, jak się uda psychicznie stanąć na nogi to można odejść i pójść na
                swoje, to najlepsze wyjście. Można przestać identyfikować się z tym, co o nas
                sądzą rodzice, na czym innym zacząć budować poczucie wartości i godności. Można
                olać to, że matka sobie emocjonalnie nie radzi, to jej życie. Ale jak można mieć
                wpływ na matkę, która nie szanuje prywatności i intymności swojej dorosłej
                córki, rozpowiadając bez jej wiedzy po różnych ludziach z miasta, że córka leczy
                się psychiatrycznie, ma lęki, depresje, myśli "s", jest w szpitalu? Skutkiem
                czego poinformowani są obcy robotnicy od remontu, koleżanki z pracy, cała chmara
                jej znajomych, znajomi znajomych, dalsza rodzina... Skutkiem czego czuję się
                taka okropnie NAGA. Obcy mi ludzie znają bez mojej zgody takie rzeczy z mojego
                wnętrza, ja o ich wnętrzu nie wiem nic.
                Rozmowy z nią, tłumaczenia, NIC nie dają, ona naprawdę nie widzi problemu. Nie
                sądzę z resztą, aby robiła to specjalnie na złość, ona po prostu chyba nie ma
                empatii, wyczucia granic, nie potrafi się wczuwać w drugą osobę, a przy okazji
                jest czasem ekshibicjonistyczna w sposobie bycia. Robotnik pyta, gdzie córcia -
                w szpitalu psychiatrycznym. Jej znajoma, dlaczego nas nie będzie - bo ona ma
                wizytę u psychiatry. Nie idę z nią na spotkanie z kimś z baaardzo dalekiej
                rodziny, nie widziałam człowieka na oczy - Powiedzieć jej, że nie przyszłaś, bo
                masz depresję? Nie? To wymyśl szybko jakieś kłamstwo. Nie trafia mówienie "a jak
                Ty byś się czuła, gdybym rozpowiadała innym o Twoich intymnych sprawach?". Ona
                nie potrafi, nie chce skumać tego, że mnie nie chodzi o wstyd, ale o prywatność.
                O to, że to JA chcę decydować o tym, przed kim się otworzę z MOIMI problemami.
                Zamiast tego ona decyduje za mnie... Nie należę do osób, które chcą odpłacać
                pięknym za nadobne, mścić się, bo zemsta to ciągle związanie z "oprawcą" i
                podgrzewanie konfliktu. A ja po prostu chcę prywatności w moim mieście... Nawet,
                jak się odetnę od matki, wyprowadzę, to nie mam wpływu na to, że będzie nadal
                deptać moja intymność. Tak, to o niej świadczy, nie o mnie. Ale nie chcę się
                czuć w pewnych miejscach, jakbym miała wszystko na wierzchu, naga, jak w
                rentgenie...

                > ofiara,a Twoja matka jest zła i Cię krzywdzi

                A takie zachowanie, jakie ja opisałam, nie jest krzywdzące?
                Nawet, jak się od niej wyprowadzę, odetnę, to dość liczna grupa osób z mojego
                miasta, możliwie powiększająca się, będzie o moich prywatnych problemach wiedziała.


                > dziewczynka,a nie dorosła kobieta.Pewnie niedługo Twoja Matka będzie
                > potrzebowała opieki i wsparcia

                Wypowiedź nie była kierowana do mnie, ale chciałabym skomentować. Ja tracę
                poczucie, że mojej matce należy się moja opieka i wsparcie na starość. I nie
                uważam siebie za złą córkę. Niewiele dobrego jej zawdzięczam. Wychowała mnie
                tak, że sama jestem obecnie psychiczną kaleką, zależną od niej, z niskim
                poczuciem wartości, ciągle z trudem radzę sobie ze świadomością, że żyję. Przez
                jej i ojca błędy obecnie toczę trudną walkę o siebie, wciąż niewygraną, zamiast
                od lat cieszyć się życiem i normalnie funkcjonować. To, że ona nie miała złych
                intencji daje mi tylko to, że jej jeszcze z rozpaczy i gniewu nie zabiłam. Nie
                raz mówiła, niby żartem, ha-ha, że ja muszę żyć, aby się nią opiekować na
                starość, wozić na wózku inwalidzkim. Mimo, że ma figurę i kondycję dwudziestki,
                już zaczyna postękiwać i użalać się, że ją wszystko boli (chyba, aby mi dać do
                zrozumienia, że ta perspektywa się zbliża, więc "nie odchodź córeczko"). To jest
                "prawdziwy cel mojego życia" - trwanie przy matce. Ze szczęścia jakie kiedyś
                odczuwałam próbując sobie układać moje niezależne życie - kpiła. Z moich
                partnerów, wyborów drogi życiowej, upodobań. Ironiczny uśmieszek, postękiwanie,
                oburzenie, "będziesz NIKIM". Nie dostałam od niej ani szacunku, ani empatii.
                Wystarczy mi toksyczne związanie z nią przez ponad ćwierć wieku, które ciągle,
                cholera, trwa. Czasem budzi we mnie współczucie, czułość, nie jestem z kamienia,
                widzę, jaka jest tak naprawdę słaba, narcystycznie zraniona, ale nie wiem, czy
                na nie zasługuje, bo ona w swoim stosunku do innych nic niewłaściwego nie widzi.
            • annarchia Re: Depresja a problematyczny pacjent :| 28.08.10, 11:43
              jeanlea napisała:

              > nie odnajduję szczególnego szczęścia w separowaniu się i depresji

              Ale tu bynajmniej nie chodzi o szczęście, radość czy świadome poczucie
              satysfakcji. Tu chodzi o to, co lepsze "z dwojga złego". Mimo, że depresja i
              izolacja jest cierpieniem to jest także strategią ochronną. Pojawienie się
              depresji świadczy o tym, że tu i teraz, z różnych powodów, psychice będzie
              "lepiej" w takim stanie w porównaniu do życia bez takiej izolacji (fizycznej
              bądź emocjonalnej) od ludzi, problemów. Poza tym na bardzo głębokim nieświadomym
              poziomie człowiek odnajduje w objawach sens i jakiś popaprany rodzaj
              satysfakcji. Stan depresji wcale nie jest wyjątkiem. Takie moje zdanie.

              > ale oprócz tego jest jeszcze to, że czuję że nie zostałam uzbrojona
              > w cechy które dałyby mi szansę poradzić sobie w społeczeństwie

              I właśnie o to chodzi, inaczej depresja nie byłaby "potrzebna".
              Wierzę, że zmiana jest możliwa, ale jaka pokrętna do niej droga...
        • john-locke-lost Re: jeanlea 26.08.10, 21:42
          Witam !
          Chyba miałaś do czynienia z bardzo niefachowo prowadzoną
          psychoterapią.Terapeuta nigdy nie ma prawa decydować za pacjenta,co
          jest dla niego dobre i co ten powinien zrobić.
          To zawsze TY decydujesz o tym,co zrobić ze swoim życiem.
          TY widzę oczekujesz z jednej strony,że dostaniesz gotową receptę i
          ktoś Ci powie jak masz żyć i w jakim kierunku iść,a z drugiej nie
          chcesz ,by ktoś ingerował w Twoje życie.Przeczytaj jeszcze raz ten
          swój post, sama to napisałaś.
          Tak jest kiedy nie chcesz przyjąć odpowiedzialności za swoje życie
          na siebie,lecz chcesz ją złożyć na innych.
    • annarchia Re: Depresja a problematyczny pacjent :| 26.08.10, 09:36
      Może to przewrażliwienie moje, ale takie zachowania:

      zamioculcas-and-more napisał:

      > Bywala u roznych psychologow i psychiatrow, jednak zwykle konczy
      > sie na 2/3 wizytach, po czym stwierdza, ze kolejny lekarz to idiota

      > pomocy szuka tylko w czasie kryzysu

      > Wtedy wydzwania po kolejnych psychiatrach/psychologach z ksiazki
      > telefonicznej/internetu i wrecz wymusza na nich wizyte (najlepiej
      > zaraz), bo "przeciez ja mam problem, jestem w depresji, moge
      > skoczyc z okna a pan/pani to nie interesuje".

      ..są dość typowe w zaburzeniu osobowości, jako przyczynie stanów depresyjnych, a
      właściwie huśtawek nastroju - bo piszesz, że stany depresyjne nie trwają
      nonstop, jest raz lepiej raz gorzej. W zaburzeniu BPD istnieją właśnie huśtawki
      nastroju, symptomatyczna jest częsta zmiana lekarzy/psychologów, odstawianie
      leków (lub bunt przeciwko braniu) oraz szantażowanie i manipulowanie.

      > Jak pomoc takiej osobie?

      Ciężko będzie, jeśli ona sama nie chce pomocy... W takim wypadku chyba może
      pomóc twarda metoda: robić wszystko, aby ta osoba nie czuła się dobrze z tym, co
      robi, tzn.
      - jeśli nie chce się leczyć, brać leków to absolutnie nie zwalniać jej z
      jakichkolwiek obowiązków, nie być wyrozumiałym, trzeba być twardym ("przecież
      nie leczysz się - nie bierzesz leków, nie chodzisz na terapię")
      - nie brać pod uwagę żadnych jej wymówek i wykrętów ze względu na stany
      depresyjne ("źle się czujesz? nic z tym nie robisz, jakbyś naprawdę źle się
      czuła to leczyłabyś się, błagałabyś o leki, terapię, a tak to widocznie jest Ci
      całkiem nieźle, więc - nie wydziwiaj i do roboty")
      - nie pozwalać zasłaniać się zwolnieniami, gdy tylko siedzi na zwolnieniu, a nie
      leczy się (nie bierze leków, brak terapii)
      - nie opiekować się! nie ma siły, źle się czuje? to po leki i na terapię, jak
      nie - nie będziesz robić za opiekuna itp. możesz wspierać w leczeniu się, a nie
      w chorobie i biadoleniu
      - nie wyręczać w niczym, przecież nie jest tak chora/zaburzona, skoro się
      systematycznie nie chodzi do lekarza, nie bierze leków, nie leczy się terapią
      ("każdy ma czasem zły nastrój, a chodzi do pracy, normalnie żyje" - ale ja mam
      gorszy, depresję... - "to się lecz systematycznie, aby nie było nawrotów; jeśli
      nie chcesz i nie masz takiego parcia na leczenie, to znaczy, że nie jest tak
      źle, więc nie użalaj się" - nic nie rozumiesz... "rozumiem tyle, że niby jest Ci
      bardzo źle, ale nie chcesz sobie pomóc lekami, terapią, więc w sumie żądasz
      tylko opiekowania się Tobą, pogłaskania, zwolnienia z obowiązków, to manipulacja")
      - na wszystkie żale typu "tak mi źle..", "nie chce mi się żyć.." pytać "A co z
      tym robisz? Chodzisz na terapię? Nie, bo wszyscy lekarze i psycholodzy to wg
      ciebie idioci, więc uważaj sobie innych za idiotów, gardź innymi i cierp..".
      Jeśli faktycznie trafiała na kiepskich lekarzy i psychologów (fakt, jest ich
      sporo) to można poszukać w internecie polecanych przez inne osoby, na zasadzie
      "jak pomógł innym to widocznie nie jest takim idiotą".
    • john-locke-lost Re: Depresja a problematyczny pacjent :| 26.08.10, 10:38
      Nie mylisz się.Najlepiej byłoby teraz jej zgłosić się do lekarza.
      Depresja jest ciężką chorobą i wymaga naprawdę bardzo dobrej i
      długotrwałej terapii.Na pewno nie pomoże w tym ,jedna czy dwie
      wizyty u psychoterapeuty,kiedy on zaledwie zaczyna poznawać
      pacjentkę.
      Jest też faktem,że wiele terapeutów nie umie leczyć depresji.Jeśli
      ktoś ogranicza się tylko do udzielania porad i wskazówek czy tylko
      wysłuchania i komentowania, to sądzę,że nie pomoże takiej osobie.
      Trzeba ją zapytać dlaczego uważa,że Ci psychologowie byli głupcy?
      Wyciągnąć konkrety,a nie ogólne stwierdzenia.Co takiego robili
      głupiego?,po czym poznała ,że byli głupcy ? i tak zadawać pytania w
      tym stylu.

      Jest taka ewentualność,że może mieć rację,chociaż nie wydaje się to
      zbyt prawdopodobne.
      Ma rację,że leki ogłupiają,przymulają i nie likwidują objawów,a
      jedynie je wyciszają.Jeśli ktoś ma poważne problemy z sobą,to leki
      tego nie zlikwidują.Z tego, co piszesz,wynika,że ta osoba takie
      kłopoty ma.Są jednak takie stany,że włączenie okresowe leków bywa
      konieczne.Depresja jest bólem i chorobą duszy i same prochy tego nie
      wyleczą,chyba,że jej przyczyny są organiczne.
      Trzeba jej powiedzieć(domyślam się, że jest to ktoś z rodziny)że to
      co wyprawia, grożąc samobójstwem, gdy się wtedy, gdy ma kryzys,
      umawia na spotkanie, jest zwykłym ordynarnym szantażem i Ty nie
      pozwolisz się jej w ten sposób szantażować.
      Powiedz jej,że bardzo chcesz jej pomóc,lecz jeśli jej nie zależy na
      wyleczeniu,lecz tylko na szatażowaniu wszystkich wokół,to Ty nie
      zamierzasz w tym uczestniczyć i przestanie Cię to zajmować,niech
      robi co chce.Może nawet skakać z okna.
      Być może ,ta osoba ma też inne zaburzenia niż typowa depresja.Może
      to wcale nie jest depresja,a napady histerii ?
      Każdy pacjent odczuwa silny opór przeciwko leczeniu.To się wydaje
      paradoksem,lecz tak właśnie jest, gdy musimy się w procesie
      leczenia pozbawić swojej tarczy, w postaci różnych mechanizmów
      obronnych i stawić czoła swojemu prawdziwemu "ja",które może się nam
      wcale nie podobać.
      Każdy z nas woli myśleć o sobie,że jest dobry szlachetny,mądry,a
      inni głupi i źli.
      Dlatego każdemu jest bardzo trudno, przyjąć nieraz bolesną prawdę o
      sobie i stąd ten opór.
      W wątku- Niby nic się niestało,a wszystko runęło- piszę obszerniej o
      przyczynach depresji.
    • free123 Anarchio !! 26.08.10, 21:38
      Spadłaś mi z nieba ;)

      Mam prośbę - możesz mi podać namiary na tych specjalistów, z którymi
      miałaś pozytywne doświadczenia ?

      • annarchia Re: Anarchio !! 28.08.10, 15:09
        free123 napisała:

        > Spadłaś mi z nieba ;)
        >
        > Mam prośbę - możesz mi podać namiary na tych specjalistów, z którymi
        > miałaś pozytywne doświadczenia ?

        Napiszę na priva. Z tym, że pozytywne doświadczenia niekoniecznie oznaczają
        milutkich kontaktów z głaskaczami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka