haylin2
02.11.10, 18:38
Może na początek tak... mówimy o facecie, 20 letnim. Problem jest tylko pytanie jaki, no i jak pomóc w warunkach domowych.
Pierwszy zasadniczy problem brak wsparcia rodziny (rodzice, rodzeństwo), osoba nie czuje się kochana, w domu pogoń za pracą nie koniecznie dobrze płatną, robić żeby robić. Ciągłe pretensje i awantury, poniżanie i obrażanie. Zero wsparcia od najbliższych, co za tym idzie całkowity brak wiary w siebie i swoje możliwości.
Dalej lecimy, pojawia się dziewczyna (kochają się bardzo, ale troszkę inaczej definiują tą miłość). Traktowanie dziewczyny na zasadzie "tego ci nie powiem bo to i tak nic nie zmieni", bardzo trudno się z nim rozmawia, żeby wydobyć jakąś "ważniejszą" informację, trzeba sporo się "nagimnastykować".
Kolejny problem jest w rozmawianiu o uczuciach, na zasadzie "wiesz, że cię kocham, powiem to czasem, ale raczej o uczuciach się nie mówi", no ale powolutku daje się to zmieniać, po wielu rozmowach, w których druga strona mówi o swoich uczuciach wobec niego.
Następnie pojawia się problem, przy gigantycznej awanturze domowej o "czemu kubek stoi na stole, a nie na szafce", ucieka się do kolegów, najlepiej wspólna dyskoteka, spędzona w barze, nie koniecznie dużo pijąc - 2-3 piwa ale z kolegami obowiązkowo. Potem kłamstwo "nie byłem tam", a jak się dowiaduje druga strona o tym jest przyznanie do winy, chyba szczery żal i mała lawina.
Taka lawina polega na tym, że zaczyna się rozmowa o lękach (przed stworzeniem rodziny, może będę taki jak mój ojciec, lepiej nie ryzykować) i mega żal do świata i dużo pretensji pod adresem życia.
Potem następuje krótki okres szczerości, ale potem wielka domowa awantura i znów "niewinne" kłamstewko.
Moje pytania :
1. Mogę to definiować jako apatię życiową i psychozę lękową? A może to troszkę za dużo?
2. Problem leży w rodzinie? Jak rozmawiać z dorosłym facetem, który nigdy nie był kochany?
3. Jak pomóc? Jeśli izolacja od rodziny w najbliższym czasie nie jest możliwa?
No i jeszcze jedna sprawa : Piekielna nadwrażliwość na swoim punkcie. Na zasadzie "oni śmieją się ze mnie, każdy na mnie patrzy"