arahia1
17.11.10, 20:45
Zainteresowałam się BPD ponieważ wydaje i się, że miałam (i mam?) poważny problem z tego typu osobą na gruncie zawodowym i jednocześnie koleżeńskim. Trudno mi opisać nie produkując powieści, postaram się krótko.
Koleżanka w pracy, układy normalne, deklarowała wręcz przyjaźń (choć nie spotykałyśmy się po pracy wcale i nie zwierzałyśmy specjalnie). Nagle, w wyniku pojedynczej sytuacji dotyczącej podziału obowiązków, ocenianej przeze mnie i przez osoby postronne jako mało istotna, wybuchła kosmiczna afera. dziewczyna zachowała się tak, jakby została straszliwie zaatakowana. Wykonała cała serię akcji odwetowych, głównie oskarżając o zupełnie kosmiczne rzeczy i wyprowadzając mnie całkowicie z równowagi. A przede wszystkim wprawiając w niebotyczne zdumienie: te jej wszystkie zachowania były tak nieadekwatne do sytuacji.
Większość konfliktów daje się rozwiązać poprzez mediacje (były) lub poprostu czas je wycisza. Ona po 1,5 roku zachowuje się jak pierwszego dnia. W międzyczasie okazało się, że jest pod opieką poradni psychiatrycznej. Z oczywistych względów nie wiem z jaką diagnozą. Trudność mojej sytuacji polega na tym, że szef, będący akurat lekarzem, cały czas powtarza, żeby jej nie drażnić bo ona jest "taka niestabilna". W pracy to nieraz uniemożliwia normalne funkcjonowanie, zwłaszcza, że dziewczyna caly czas pała wściekłością.
Poczytałam opisy BPD i pomyślałam, ze bardzo wiele pasje. Ona ma napewno bardzo niską samoocenę, choć tego nie przyznaje i doprawdy fatalne stosunki z krytyczną i chłodną matką. To wiem jeszcze z czasów sprzed "wybuchu". Od około 2-2,5 roku ma też w pracy chłopaka, który bardzo ją kocha, w absolutnie wszystkim jej przytakuje, jest gotów nieba przychylić. Więc ona jest w niego "wczepiona", wszędzie chodzą i wszystko robią razem, czasem przesadzają z publicznym okazywaniem uczuć (w pracy! ale to nie miejsce, żeby rozwijać temat). Jednocześnie on jest na skraju histerii, bo wie o jej problemach, które nazywają "nerwicą", i on NAPRAWDĘ się bardzo boi, ze ona z tego powodu umrze. Ona go w tym przekonaniu mocno podtrzymuje To strasznie emocjonalna relacja (związek zagrożony śmiercią ukochanej). W samej pracy dziewczyna radzi sobie niespecjalnie: nie wykonuje obowiązków, kiedy szef jej zwraca uwagę ona reaguje bardzo emocjnalnie albo wściekłością, ale potem nie robi żadnych kroków, aby "udowodnić", ze jest lepsza, niz jej zarzucano. Trudno mi to dokładnie wytłumaczyć, ale uderza mnie wielki brak logiki- łatwo byłoby coś zrobić i pokazać, że krytyka nie jest uzasadniona, a ona "nie bo nie".
Jeśli mieliscie cierpliwość dobrnąć do końca- proszę napiszcie, czy faktycznie z osobą dotkniętą BPD miałam do czynienia. Jej ataki (wyłącznie werbalne) na mnie były tak zaciekłe i niewybredne, że było to dla mnie bardzo trudne i stało się przyczyną przejściowego załamania nerwowego. Peszą mnie mało profesjonalne wypowiedzi szefa, abym wykazywała zrozumienie (w domyśle: ustępowała), bo ona jest tak niestabilna, ze on się martwi. O co on sie martwi? Może ja powinnam się martwić? Czy osoby z tego typu zaburzeniami są niebezpieczne dla otoczenia? Nie mam wątpliwości, że ona pała nienawiścią, nie ma cienia refleksji co do tego, że mogła choćby być nie w porządku nie mówiąc już oz robieniu krzywdy (emocjonalnej na razie).