kaskaz1
06.12.10, 10:40
Mąż czterdzieści kilka lat, z wiekiem zaczął zachowywać sie w sposób , którego nie jestem w stanie zaakceptować .
Zawsze był człowiekiem dość upartym, dzis jest tak , ze nie znosi sprzeciwu w żadnej sprawie, wszyscy mają zyć pod jego dyktando.
Nie mówi , tylko krzyczy ,wrzeszczy .
Wszyscy ludzie sa przeciwko niemu , knują przeciw niemu , nikogo nie lubi , nikogo nie szanuje.
Wszystkich poniża.
Zrobił się chorobliwie skąpy , do tego stopnia, ze krzyczy jak ja albo dziecko spuścimy wodę , a on będzie sie zaraz załatwiał.
Przykręca ogrzewanie , potem sie wypiera ,ze nie on, mimo, ze nie cierpimy biedy materialnej.
Nie pozwala zagotowac wody , która sie kilka minut wczesniej gotowała, żeby np zaparzyć herbatę wrzątkiem ,a nie gorącą wodą.
Obiad gotuje w czasie , kiedy jest tani prąd ( do 15) i przykrywa szmatami , zeby nie wystygł, ja wracam o 17 i mam jeść bez podgrzewania.
Ja prowadzę samochód ( prawo jazdy ponad 20 lat , jeżdzę codziennie a on mi cała drogę mówi : zmień bieg, włacz kierunkowskaz, zmien pas, hamuj.
Miewa dni lepsze i gorsze, jak ma gorszy , potrafi obrazić sę o wszystko, o żart, jak ma lepszy bywa wesoły , miły.
Jest coraz gorzej.
O wizycie u lekarza nie chce słyszeć.
Czy to choroba , czy zły charakter, dodatkowo spaczony ciężkim zawodem ( marynarz, po kilka miesiecy poza domem, wraca i jest zdziwiony , ze dom funkcjonuje bez niego ), nie wiem , ale szkoda człowieka, czy można mu jakoś pomóc , czy uciekać , gdzie pieprz rośnie?