czarny_agnieszka_online
20.12.10, 08:58
Mam niestety przypuszczenia, ze moj partner jest "zewnatrzsterowalny". Niestety zostal tak wychowany, ze wszystkie decyzje podejmowala jego matka. Teraz doszla nawet do tego siostra. :-( W ogole kobiety w jego rodzinie sa agresywne, rozkazujace, takie samice-alfa. Faceci siedza cicho i wykonuja ich rozkazy. Juz na poczatku mojego zwiazku zauwazylam ten szczegolny rodzaj wiezi jaki mial moj partner z matka i siostra (o dziwo z ojcem juz nie, choc ojciec zyje caly czas z matka). Wtedy jednak interpretowalam to na opak, ze niby to taka szczesliwa rodzina trzymajaca razem. Od 2 lat zyjemy razem (slub w nastepnym roku) ale po drodze zaczely wychodzic brudy tej calej rodziny: agresja kobiet (jego matki, siostry a nawet juz corki siostry, mimo ze to jeszcze zoltodziub), ich chec dyrygowania wszystkimi, ich psychomanipulacje. Sa to takie prostackie zagrania, ktore na mnie nie dzialaja, ale widze (niestety), ze na mojego partnera to wplywa. Ogolnie czuje sie z nim szczesliwa, gdyby wlasnie nie kobiety z jego rodziny. On opowiada wszystkim swoim przyjaciolom czy znajomym, ze odkad mnie poznal to zycie mu sie zmienilo itp. (wiem, bo mi powtorzyli) a i swoimi czynami daje mi dowody, ze jest zakochany. Niestety caly czas czuje oddech jego rodziny na moich plecach - probowali i probuja torpedowac ten zwiazek, choc udaja ze niby go akceptuja ale po reakcjach widac, ze najlepiej to by bylo dla nich bym zrezygnowala z niego. I teraz co mnie najbardziej niepokoi: jest tak, ze moj partner jakby stopniowo przechodzi z ich sfery wplywow w moja, tzn. ze jak kiedys wykonywal potulnie ich zadania to teraz zauwazam, ze on jakby oczekuje ode mnie ze ja mu bede rzadzic. On tego nie powiedzial ale to sie czuje. Mnie ta rola nie odpowiada, bo jestesmy dorosli i ja bym chciala zeby on oczywiscie uwolnil sie od wplywu matki i siostry ale nie tak, ze wejdzie pod moj wplyw tylko by stal sie samodzielnym czlowekiem, ktory samodzielnie podejmuje decyzje (oczywiscie jesli to decyzja dotyczaca nas wspolnie to by dobrze bylo, zeby ze mna to skonsultowal). Niepokoi ,mnie to, bo to wyglada tak jakby moj partner bal sie samodzielnie zyc. Kiedys kiedy zaczal mi opowiadac ile zlego zrobila mu matka (przemoc psychiczna i tez fizyczna) rzucilam haslo "psycholog" ale on to odrzucil. Wiec nie wiem co mam robic - czy taki partner ma szanse zaczac samodzielnie zyc czy jednak zawsze bedzie siedzialo mu to dziecinstwo w psychice? Na kocu dodam, ze w ciagu tych 2 lat poczynil ogromne postepy: wczesniej nic nie umial - pranie, gotowanie czy sprzatanie robila jego matka, tzn. narzucala sie i przychodzila. Jak zamieszkalismy razem to mialam wrazenie, ze mieszkam z niemowlakiem, a teraz moj partner jest totalnie samodzielny: pierze sobie koszule, gotuje, sprzata itp., wiec sie rozwinal. Matka odkad mnie zobaczyla to spojrzala tylko dziwnie i uciekla, powiedziala podobno, ze jej noga u niego wiecej nie postanie dopoki ja tu jestem (to miala byc kara), ale jak napisalam caly czas jatrzy za plecami i telefonuje.