blanzeflor
05.06.11, 12:50
pisałam tu kiedyś o mitomanii mojej przyjaciółki, trochę żeby się wygadać, a trochę z nadzieją na jakieś sensowne rady, bo nie miałam pojęcia, co robić
wątek się zarchiwizował, to było ponad dwa lata temu
sytuacja wyglądała tak: rozwód, dziecko adpotowane, które sąd przyznaje matce, czyli mojej przyjaciółce, potem matka spotyka pewną osobę, z którą się wiąże, razem mieszkają, opowiadają coraz dziwniejsze rzeczy o swoim życiu, wszystko idealnie pasuje do obrazu mitomanii czy innych chorób urojeniowych, nieustanne kłamstwa i motanie, stopniowa izolacja od otoczenia, przyjaciół i dalszej rodziny, "nikt nam nie wierzy", "świat się na nas uwziął" itd.
czyli dwie zaburzone osoby (dopiero niedawno doszłam do tego, że to indukcja psychozy czyli folie a deux), nastoletni chłopak i babcia, czyli mama mojej przyjaciółki, w małym mieszkaniu, w odcięciu od świata, w poczuciu zagrożenia
próbowałam podejmować próby rozmowy z przyjaciółką, tłumaczyłam jej, że powinna się leczyć, że nigdzie nie ma potwierdzenia tych opowieści, że cały internet milczy o wybitnych wyczynach tej drugiej osoby (bo to ona odgrywała główną rolę w tych opowieściach), ale reakcją było albo szyderstwo ("ty nic nie wiesz o świecie, internet można zmanipulować") albo agresja
czułam się bezsilna i postanowiłam to zostawić
ale zaczęła się sprawa w sądzie o odebranie syna, były mąż przyjaciółki wreszcie się w to włączył
za kilka dni ma być kolejna rozprawa, wezwanie na świadka dostała też babcia chłopca, czyli mieszkająca z zaburzoną parką matka mojej przyjaciółki
trzy dni temu wyłowiono jej ciało z rzeki...
podejrzewam samobójstwo
nie potrafię się otrząsnąć z tego, nie mogę przestać myśleć, czy jednak mogłam coś zrobić, mogłam temu zapobiec
i teraz też nie wiem dokładnie, po co to piszę, trochę żeby sobie ulżyć, a trochę żeby przestrzec - nie zostawiajmy psychicznie chorych ludzi samym sobie,
ja tu chyba nie mogłam nic zrobić, nie jestem rodziną, mogłam tylko pisać do opieki społecznej w sprawie dziecka (zresztą nawet niedawno był u nich kurator i stwierdził, że wszystko w porządku, bo jest czysto i dziecko zadbane), ale to byłby zwykły donos, a do skierowania na przymusowe badania musi być wniosek rodziny
obserwować chorobę psychiczną bliskiej osoby to KOSZMAR, a jeśli jeszcze ma tak dramatyczne konsekwencje...
czuję się trochę tak, jakbym sama potrzebowała teraz terapii