02.07.11, 12:56
Byłam najmłodszym dzieckiem moich rodziców,
kiedy się urodziłam, rodzice nie byli juz młodzi.
Od najmlodszych lat byłam kimś w rodzaju - podaj mi to...
przynieś mi z drugiego pokoju,,,
tak traktowali mnie zarówno rodzice, jak i rodzeństwo.
Jesli komus czegos nie przyniosłam z tej kuchni - slyszałam, że jestem niedobra i niegrzeczna, a oni dla mnie to robią czy zrobili tyle (a to chyba jest obowiążek wobec dzieci, no nie?)
O d tamtej pory nie potrafię odmawiać.
Wszyscy wykorzystują to - zarówno w rodzinie, jak i w pracy.
Nawet kiedy komus odmówię wykonania czegoś, mam ogromne wyrzuty sumienia, myslę o tym cały czas, w końcu, staram się to jednak wykonać, często z krzywdą dla mnie samej.
Jak pozbyć się durnych wyrzutów sumienia?

Moje życie wali się w gruzy, bo nie potrafię nawet porządnie ochrzanić siostry (starszej), która podrywa mi męża (a chłopu to zawsze się przecież coś takiego podoba; on w każdym razie się wykręca od tego, by jej zwrócić uwagę)

Obserwuj wątek
    • lifeisaparadox Re: hm 02.07.11, 15:00
      Po pierwsze to napisała byś co jest problemem, bo temat wiadomości "hm" niezbyt cokolwiek precyzuje czy określa a przez to będziesz miała mniej odpowiedzi.

      Nie traktuj współpracy jako swojego świętego obowiązku czy przymusu - to właśnie zarzucasz rodzicom (obowiązek) i jest to projekcja Twojego własnego odczucia względem tego gdy ktoś Cię o coś prosi czy gdy przychodzi Ci skonfrontować reakcję na prośbę.
      Rodzice zrobili Cię z własnej woli i z własnej woli Cię utrzymują, utrzymywali, tak samo jak Ty z własnej woli wymyślasz sobie poczucie zobowiązania, przymusu itd.
      Może rodzice robią to samo, a mają przecież wolną wolę i mogą odmówić czy jakoś inaczej podejść do sprawy.

      Z resztą zewnątrz-zależne czy sterowne osoby mają ten problem że zmagają się z brakiem własnej autonomii przez co swoje frustracje projektują na relacje z innymi. Człowiek niezależny współpracuje z innymi bez jakichkolwiek wyrzutów, a zależny robi problemy i jest w ciągłym konflikcie pomiędzy uczuciem odrzucenia i byciem bezwartościowym, a byciem usłużnym i zależnym, bezwolnym, potrzebującym wsparcia innych bez którego nie jest w stanie funkcjonować.
      • lorusza Re: hm 04.07.11, 01:29
        "Człowiek niezależny współpracuje z innymi bez jakichkolwiek wyrzutów, a zależny robi problemy i jest w ciągłym konflikcie pomiędzy uczuciem odrzucenia i byciem bezwartościowym, a byciem usłużnym i zależnym, bezwolnym, potrzebującym wsparcia innych bez którego nie jest w stanie funkcjonować. "

        pieknie napisane :)

        domyslam sie, ze mowienia nie, nie mozna sie nauczyc czytajac posty na forum.. to nie dzieje sie z dnia na dzien ale mozna nad tym pracowac. ja tez mam podobne poczucie obowiazku chociaz robie odwrotnie niz ty, czasem mowie przkornie nie chociaz wolalabym powiedziec tak. na szczescie zdarza mi sie to co raz rzadziej. proponuje troche pczytac to i owo.. ja zaczynalam od ksiazki "przebudzenie" antonego de mello, tam po raz pierwszy przeczytalam, ze nikt nikomu nie jest nic winny i to odkrycie zmienilo bardzo wiele
        • ir1.easy Re: hm 09.07.11, 04:45
          no więc .... hmm... jedna z moich koleżanek opowiedziała mi coś na ten temat. Otoz kiedy wobec swojego męża zachowywała się w typie "podaj mi to czy tamto; zrób mi kawę; włącz to lub owo itp" - to zawsze on odpowiadał: "a rąk nie masz?". I oduczyła się. Też zastosuj tę metodę, a będzie dobrze (tylko bez agresji! Spokojnie). A co do siostry i jej prowokacji wobec Twojego męża, jeżeli będziesz tego świadkiem (i nie ważne czy się tylko będzie wydawało czy nie) po prostu zareaguj, czyli pogoń ją w diabły. Mąż z pewnością poczuje się dumny, że o niego walczysz; a siostra ... cóż .... jeśli miała faktycznie taki zamiar - to można sobie Ją odpuścić (po co Ci taka siostra?), a jeżeli tylko prowokowała - uda, że nic się nie stało, ponadto nabierze do Ciebie szacunku i być może nawet zostaniecie przyjaciółkami. W skrócie: postaw się, a zobaczysz jak świat się zmieni :-) I przy okazji: kiedyś jedna z moich przyjaciółek, która miała u mnie zanocować, ponieważ był środek nocy, do domu miała ok. 30km, a wylądowała u mnie po jakiejś imprezie - w "pierwszych słowach" demonstracyjnie zdjęła bluzkę wraz ze stanikiem (a biust miała imponujący!) i patrzył na to mój partner - usłyszała ode mnie proste: won! I musiała się ubrać i wyjść. Chwili się nie zastanawiałam, choć wiedziałam, że mój facet nie jest Nią zainteresowany, ani ona nim, że do niczego między nimi tej nocy nie dojdzie, a poza tym nie mają ze sobą kontaktu. Ale sygnał oboje dostali natychmiast. Nadal się z nią przyjaźnię i nadal jestem z tym facetem. Oboje potem twierdzili, że przesadziłam; ale pretensji też nie mają. I wszyscy są szczęśliwi. Po prostu granice trzeba zakreślać, oznaczać.
          • gadagad Re: hm 09.07.11, 18:03
            Ależ to głupie. To że twoja "przyjaciółka" pokazała biust twojemu facetowi, nijak ma się do jakiś zasad, czy wartości twojego związku. Dobrze, że tych 30km, nie było tym czym niby było, że podpita dotarła bezpiecznie do domu.
            • ir1.easy Re: hm 11.07.11, 01:47
              "Ależ to głupie. To że twoja "przyjaciółka" pokazała biust twojemu facetowi, nijak ma się do jakiś zasad, czy wartości twojego związku. Dobrze, że tych 30km, nie było tym czym niby było, że podpita dotarła bezpiecznie do domu. " -
              - Kompletnie nie rozumiem tego komentarza. Ale, bezpiecznie dotarła do domu - miła telefon ze sobą, biedna nie jest - na taksówkę było ją stać, a i ja zawiadomiłam jej męża skąd Ją należy odebrać i co co się dzieje.
              "to że twoja "przyjaciółka" pokazała biust twojemu facetowi, nijak ma się do jakiś zasad, czy wartości twojego związku. " - ależ ma się. Możemy wszystko, ale bez przesady . Nawet tzw. żarty w tym zakresie, nie wchodzą w grę. Tak się nie robi. Jeżeli razem pójdziemy na plażę naturystów - to jest inny kontekst i jest OK. Ale prezentacja biustu "ot tak", nawet przez podpitą kobietę (o"żelaznym łbie"). Nie chodzi o to czy mój partner był gotów na to zareagować pozytywnie lub nie. Chodzi w tym wypadku o prowokującą. Skoro prowokuje to albo jest gotowa pójść za tą prowokacją, albo (w mojej sytuacji) skomprowitowiać prowokonanego.
    • gadagad Re: hm 09.07.11, 18:22
      Wychowano cię na ofiarę i niewolnika, nie umiesz walczyć o swoje racje inaczej niż podstępem. Jakiekolwiek otwarte walczenie o swoje racje, wywołuje w tobie wewnętrzny dyskomfort,instynktowne poczucie że postępujesz, dla siebie niebezpiecznie, że należy ci się za to kara i -dys- twojej wartości i praw. Nawet jak rozum będzie ci mówił co innego, zachowanie zgodne z przekonaniem, wywołuje takie odczucie, że jednak to zachowanie cię depresjonuje, że nie bęziesz umiała swojego protestu dokończyć. Tu trzeba przeorać się głęboko, bo nie w myśleniu, ale zmienić instynktowną emocjonalną reakcję. Bo co z tego, że na rozum będziesz wiedzieć, ale to co czujesz, będzie silniejsze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka