Dodaj do ulubionych

Serialowy problem!!!! - pomocy

02.03.02, 00:09
Mam probem rodem z serialu brazylijskiego, jestem w ciąży, tatusiem jest nie
mąż tak jak przystało tylko mężczyzna któy ma także zawiązane życie
(zobowiązania wobec rodziny, brak pieniędzy). Kocham tego człowieka, ale wiele
nas różni, wiek, pogląy na życie, zainteresowania, czarno to widzę, boję się.
Początek małżeństwa też był szczęśliwy a potem... życie w dwóch światach,
chłód...Na dodatek moja sytuacja zawodowa się dynamicznie rozwija i nie jest
to dobry czas na ciąże, która o zgrozo nawet przy najlepszej antykoncepcji się
zdarza. Dodam, że mieszkam w niewielkim zacofanym, mieście,gdzie wszędzie
znajomi znajomych i ustalony porządek. Poradźcie może ktoś z was znalazł się w
podobnej sytuacji...
Obserwuj wątek
    • Gość: Pastwa Re: Serialowy problem!!!! - pomocy IP: 172.17.15.* 02.03.02, 01:22
      Powiem tylko tyle:
      Podobne pytanie zadała dziewczyna w wątku pt."Ratunku! Jestem w ciazy...
      (doradźcie coś, proszę)" ostatni wpis 01-03-2002, 03:13:40

      Ps.Cóż, bądź dzielna!
    • janusz_b Re: Serialowy problem!!!! - pomocy 02.03.02, 11:30
      halo,
      po przeczytaniu Twego postu dlugo sie zastanawialem, czy na niego odpisac.
      Pomoc Ci nie potrafie no bo jak : przeprowadzic dla Cie bei aborcje? adoptowac
      Twoje niechciane dziecko? utrzymywyc w dobram nastroju Twojego meza ktorego
      nie kochasz, ale ktorego zdradzasz i oszukujesz?
      Byc moze Cie to zaboli, ale uwazam ze jedna z najwiekszych podlosci jakie moze
      zrobic kobieta mezczyznie, to miec dziecko z innym i nie powiedziec tego
      wlasnemu mezowi.
      Piszesz, ze mieszkasz w "zacofanym miescie" - prawdopodobnie masz racje, jezeli
      uwazasz sie za osobe nowoczesna..
      Czy naprawde uwazasz, ze zycie to jest brazyliska nowela filmowa ?
      Zycze dobrego samopoczucia, przyznam sie uczciwie ze nigdy jeszcze w zyciu
      nie udezylem kobiety, ale reka mi podskakuje..
      janusz
      • Gość: Mart@ Re: Serialowy problem!!!! - pomocy IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 02.03.02, 12:53
        janusz_b napisał(a):

        > Byc moze Cie to zaboli, ale uwazam ze jedna z najwiekszych podlosci jakie moze
        > zrobic kobieta mezczyznie, to miec dziecko z innym i nie powiedziec tego
        > wlasnemu mezowi.

        A ja miałam zupełnie inną reakcję: żal mi osoby, która uwikłała się w takie
        kłopoty i nie śmiem proponować dobrego rozwiązania.

        Pewnie nie ma jednej słusznej drogi.

        Na pewno nie potępiam i nie uważam, żeby należało Koleżankę wrzucać pod pręgierz.
        Januszu, Tobie wolno żyć w sposób swobodny, pod prąd, z satysfakcją, a jej nie -
        bo nie miała dość siły - możliwości - uporu, czy po prostu szczęścia, żeby sobie
        zadbać o swobodę ruchów?

        Dobre dla dziecka - zaistnieć.
        Dobre dla męża - pokochać to dziecko.
        Dobre dla męża - żeby wiedział, że biologicznie to nie on jest autorem, ale dla
        dziecka lepiej, żeby nie wiedział.
        Dobre dla dziecka - żeby było kochane, bez obciążeń, niezawinionych w dodatku.
        Dobre dla Koleżanki - żeby rodzina sie scaliła i była szczęśliwa.
        Dobre dla Koleżanki - zapomnieć o niefortunnej miłości... o to najtrudniej.
        Dobre dla Koleżanki - nie mieć tego dziecka.
        Dobre dla Koleżanki - nie mieć wyrzutów sumienia w razie wybrania takiej opcji.
        A więc -
        dobre dla Koleżanki: mieć to dziecko.

        Życzę znalezienia dobrego wyjścia.

        Marta
        • janusz_b Do Marty...... 02.03.02, 13:23
          Gość portalu: Mart@ napisał(a):

          > janusz_b napisał(a):
          >
          > > Byc moze Cie to zaboli, ale uwazam ze jedna z najwiekszych podlosci jakie
          > moze
          > > zrobic kobieta mezczyznie, to miec dziecko z innym i nie powiedziec tego
          > > wlasnemu mezowi.
          >
          > A ja miałam zupełnie inną reakcję: żal mi osoby, która uwikłała się w takie
          > kłopoty i nie śmiem proponować dobrego rozwiązania.
          >
          > Pewnie nie ma jednej słusznej drogi.
          >
          *************************************
          jasne ze nie ma jednej slusznej drogi, tylko co? Ona ma 12 lat ??
          Jedna z cech czlowieka doroslego jest ponoszenie ponoszenie ODPOWIEDZIALNOSCI
          za swoje czyny i postepki, a rowniez za to czego nie robimy...

          > Na pewno nie potępiam i nie uważam, żeby należało Koleżankę wrzucać pod pręgier
          > z.
          > Januszu, Tobie wolno żyć w sposób swobodny, pod prąd, z satysfakcją, a jej nie
          > -
          > bo nie miała dość siły - możliwości - uporu, czy po prostu szczęścia, żeby sobi
          > e
          > zadbać o swobodę ruchów?
          ************************************
          Nie potepiam i nie wrzucam pod pregierz, jezeli ktos pisze na forum to musi sie
          liczyc rowniez z reakcjami ktore mu sie nie beda podobac, to co pisze jest
          czesto nie akceptowane przez innych no i co ?
          Nie chodzilo mi o to ze nie miala sily, mozliwosci, uporu czy po prostu szczescia
          ale o to ze zachowuje sie po LAJDACKU I DRANSKU w moim przekonaniu.

          >
          > Dobre dla dziecka - zaistnieć.
          > Dobre dla męża - pokochać to dziecko.
          > Dobre dla męża - żeby wiedział, że biologicznie to nie on jest autorem, ale dla
          >
          > dziecka lepiej, żeby nie wiedział.
          > Dobre dla dziecka - żeby było kochane, bez obciążeń, niezawinionych w dodatku.
          > Dobre dla Koleżanki - żeby rodzina sie scaliła i była szczęśliwa.
          > Dobre dla Koleżanki - zapomnieć o niefortunnej miłości... o to najtrudniej.
          > Dobre dla Koleżanki - nie mieć tego dziecka.
          > Dobre dla Koleżanki - nie mieć wyrzutów sumienia w razie wybrania takiej opcji.
          > A więc -
          > dobre dla Koleżanki: mieć to dziecko.
          >
          > Życzę znalezienia dobrego wyjścia.
          >
          > Marta

          Ja tez jej zycze znalezienia dobrego wyjscia, ale nie na koszt innych
          PS. Twoj post Marto (to nie wyrzut !!) jest najlepszym dowodem na to, jak
          roznie kobiety i mezczyzni odbieraja rzeczywistosc
          pozdrawiam
          janusz

          • szary_ptak Różnice w odbiorze rzeczywistosci... 02.03.02, 14:03
            janusz_b napisał(a):

            > PS. Twoj post Marto (to nie wyrzut !!) jest najlepszym dowodem na to, jak
            > roznie kobiety i mezczyzni odbieraja rzeczywistosc

            Zaraz tam dowodem na różnicę płci!
            Pastwa to mężczyzna - a napisał w tym samym duchu, co Marta...

            A ja.. przychylam sie do Twojego stanowiska.

            Z malutkim "ale"...Czy tak samo byś zareagował, gdyby ten wątek rozpoczął
            mężczyzna...tzn gdyby to mężczyzna mówił, że się uwikłał w romans, będzie
            dziecko, nie wie, czy powiedzieć żonie, bo...może ona "usunie"...

            A swoją drogą - miał racje Lec:
            Dziecko jest traktowane jako uboczny produkt miłości...(której szuka się
            najchętniej poza własnym domem)

            B.
            • janusz_b Re: szary_ptak 02.03.02, 14:18
              szary_ptak napisał(a):

              > janusz_b napisał(a):
              >
              > > PS. Twoj post Marto (to nie wyrzut !!) jest najlepszym dowodem na to, jak
              > > roznie kobiety i mezczyzni odbieraja rzeczywistosc
              >
              > Zaraz tam dowodem na różnicę płci!
              *********************************
              "roznica w odbiorze rzeczywistosci" - patrz wyzej.
              moje dowody na roznice plci definiuje zupelnie inaczej.......


              > Pastwa to mężczyzna - a napisał w tym samym duchu, co Marta...
              >
              *********************************
              no coz, chcialbym byc taki wrazliwy jak Pastwa i miec dobre slowo dla kazdego
              ale nie potrafie i NIE CHCE !!

              > A ja.. przychylam sie do Twojego stanowiska.
              *********************************
              cieszy mnie, w dwojke razniej............
              >
              > Z malutkim "ale"...Czy tak samo byś zareagował, gdyby ten wątek rozpoczął
              > mężczyzna...tzn gdyby to mężczyzna mówił, że się uwikłał w romans, będzie
              > dziecko, nie wie, czy powiedzieć żonie, bo...może ona "usunie"...
              ********************************************
              podejrzewam, ze zareagowal bym jeszcze gorzej, jako gentelman starej szkoly
              staralem sie powstrzymac (wiesz: te biedne glupiutkie kobietki, wymagajace naszej
              opieki i pomocy....)

              >
              > A swoją drogą - miał racje Lec:
              > Dziecko jest traktowane jako uboczny produkt miłości...(której szuka się
              > najchętniej poza własnym domem)
              >
              > B.
              *************************
              niestety czesto....
              :-)))
              janusz
          • Gość: Mart@ Re: Do Marty...... IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 02.03.02, 14:27
            janusz_b napisał(a):

            > ale o to ze zachowuje sie po LAJDACKU I DRANSKU w moim przekonaniu.
            /.../
            > Ja tez jej zycze znalezienia dobrego wyjscia, ale nie na koszt innych
            Czyli bardziej "nie na koszt" niż "dobrego wyjscia", powiedzmy to otwarcie.

            Jakich tu mamy innych innych? Jaki koszt? To wielka niewiadoma, te koszta.
            Nie ma tu dobrego wyjścia bez kosztów.
            Dlaczego utożsamiasz się automatycznie z interesem męża? Zresztą jaki jest jego
            interes, trudno ocenić. I nie tak jednoznacznie.
            Czy mieszkasz w dziurze, w której wszystko przybiera innych proporcji?
            INNYCH.
            Każda decyzja będzie wymagała dojrzałego namysłu, każda, zawsze ktoś straci i
            ktoś zyska. Nie ma jednoznacznie dobrego wyjścia i Koleżanka nie postępuje
            łajdacko, tylko ma dylemat.
            Gdyby zakochanie (siła wyższa) miało oznaczać ślepe rzucanie wszystkiego, to
            byłby dowód kompletnego braku dojrzałości.
            Zawsze współczułam Antygonie. Tu nie ma aż takiego nieszczęścia, ale jest rodzaj
            małej tragedii - każde wyjście jest trochę niedobre.
            W interesie tego dziecka, gdyby miało sie urodzić jest mieć kochających rodziców.
            Także ojca. Jak ten człowiek by zareagował na wiadomość, że nie on jest
            prokreatorem? Ona wie, ja nie, ani Ty. Więc nie znamy podstawowego elementu w tej
            łamigłówce. Dobrze mówić o uczciwości. Ale w skali wartości wyżej stoi dobro
            dziecka niż prawdomówność. Wolałabym żyć w poczuciu winy, niż szkodzić dziecku. I
            tego zdania nie zmienię.
            A czy to jest rozumowanie kobiece, czy nie - zupełnie mnie nie interesuje, tu
            dzieje się coś naprawdę. Zbyt lubimy dywagacje w rodzaju szukania autorytetów,
            ideałów i sztucznych konstrukcji. Mnie na przykład bawi omawianie formy w sztuce.
            Ale żyję sobie dość wygodnie w dużym mieście i burze rodzinne mi raczej nie
            grożą, ani złamanie kariery, potępienie ze strony lokalnej społeczności,
            znalezienie się na bruku, bo mąż się wścieknie, z pracy wyleją, dalsza rodzina i
            sąsiedzi potępią.

            Twoje rozumowanie jest dowodem (z całą sympatią dla Ciebie) na męski idealizm,
            sytego białego człowieka z klasy średniej. Nic Ci nie zagraża, najwyżej czasem
            dostaniesz grypy, a ciotka spyta, czemu się nie żenisz.

            Pozdrawiam
            Marta
            • maly.ksiaze Re: Do Marty...... 02.03.02, 14:37
              Tak Marto, masz racje, najlatwiej byc Katonem siedzac w wygodnym fotelu, gdy nie
              groza nam 'burze'.

              Druga strona medalu, tak bardzo praktycznie: sytuacja, w ktorej mozna bylobyc
              niemal pewnym, ze oszukany malzonek o ewentualnym sklamanym ojcostwie nigdy sie
              nie dowie, odeszla juz do przeszlosci.
              Moze sie wydac, niestety. To dopiero moze byc klopot, pozniej. Moze w tej
              sytuacji lepiej przelknac zabe teraz, miec choc ten komfort, ze mozna myslec o
              sobie 'prawdomowna'? W koncu metaforyczne 'byc na bruku' niekoniecznie oznacza
              prawdziwy bruk. Zwlaszcza, jak sie komus 'dynamicznie kariera rozwija'.

              Gdybym mial do wyboru klamac do konca zycia i zyc w strachu albo stawiac czolo
              wszystkim wokolo - po prostu zostawilbym to wszystko i pojechal gdzie indziej.

              mk.
            • janusz_b Re: Do Marty...... 02.03.02, 14:40
              masz racje, jak wiadomo na tym forum jestem prostakiem..
              pozostanmy przy naszych zdaniach, ale zapytaj sie Twojego meza, kochanka,
              przyjaciela itp. o ich reakcje na to gdyby sie dowiedzieli po latach, ze
              sa ojcem dziecka z "kukulczego jaja" . O to mi tylko chodzilo, napisalem byc
              moze nieprecyzyjnie, napisalem rowniez ze nie jestem w stanie jej poradzic.
              Niezaleznie od Twojej oceny mojej osoby, widze ze cudzy bol jest dla Ciebie
              wazny o ile sama potrafisz sie z im identyfikowac...
              w tym sensie.. :-))
              janusz
              • Gość: Mart@ Re: Do Janusza IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 02.03.02, 17:34
                janusz_b napisał(a):

                > masz racje, jak wiadomo na tym forum jestem prostakiem..
                Nie uważam Cię za prostaka.

                > pozostanmy przy naszych zdaniach, ale zapytaj sie Twojego meza, kochanka,
                > przyjaciela itp. o ich reakcje na to gdyby sie dowiedzieli po latach, ze
                > sa ojcem dziecka z "kukulczego jaja" .
                Nikt nie wie, jak naprawdę by zareagował zanim nie stanie przed problemem.
                To pewnie zależy, czy kochałby to dziecko.

                > napisalem rowniez ze nie jestem w stanie jej poradzic.
                Ale ją potępiłeś. To było zbyt łatwe, drogi Januszu.

                > Niezaleznie od Twojej oceny mojej osoby, widze ze cudzy bol jest dla Ciebie
                > wazny o ile sama potrafisz sie z im identyfikowac...
                > w tym sensie.. :-))
                Nie osądzam "Twojej osoby", ale Cię lubię.
                Nie sądzę, żeby chodziło o identyfikację z czyimś bólem, ja to widzę inaczej.
                Raczej zobaczyłam w tym złożoność problemu.
                I tak zawsze stawiam wyżej dobro osób bezbronnych nad wszelkimi abstraktami, w
                tym potrzebą oczyszczenia własnego sumienia. Jeśli sumienie to abstrakt ;-)))

                Ja bym zapewne inaczej rozwiazała całą kwestię, ale nie o to chodziło.
                Także nie chodziło o sprawienie Ci przykrości, daruj jeśli coś tak zabrzmiało.
                Lubię Twoje różne pytania, brzmią ożywczo.

                Kiedyś moja znajoma spytała męża (w czasach jakiejś głośnej sprawy sądowej) "Co
                byś zrobił, gdyby nasza córka kogoś zabiła?" - wyśmiał ją.
                Córka studiuje obecnie patologię rodziny. Nikogo nie zabiła, co dodaję dla
                porządku.

                Pozdrawiam Cię
                Marta
            • szary_ptak Życiowe seriale... 02.03.02, 15:06
              Gość portalu: Mart@ napisał(a):

              >Ale w skali wartości wyżej stoi dobro dziecka niż prawdomówność.

              Przepraszam, że wyciągnęłam akutat to zdanie... Ale akurat przypomniało mi
              się, jak jechałam kiedyś( jako chyba licealistka jeszcze) pociągiem, w jednym
              przedziale z kobieta w wieku mojej Mamy. Kobieta była bliska samobójstwa,
              opowiadała płacząc swoją historię, która wydawała mi się nieprawdopodobna...
              ale myślę, że mówiła prawdę. Właśnie jej córka urodziła dziecko.
              Wszystko dobrze, tylko dziecko okazało się...czarne. No, niby nic...
              sęk, że zięć biały...I tu wyszło: ojcem tej córki nie był mąż tej pani,
              tylko jakiś student z Afryki...ponieważ dziewczyna była biała, pani nie
              uznała za stosowne powiedzieć o tym komukolwiek...A teraz...teraz zwierzała
              się obcym ludziom i z płaczem pytała, jakie widzą rozwiązanie?

              Nie ma jednoznacznych odpowiedzi...Ale czasem wydaje się, ze dorośli ludzie sami
              pakują się w różne sprawy, doskonale wiedząc, że to źle się skończy...
              Nawet nie można tu zastosować "działania w afekcie"..;-) Ani powiedzieć, tak jak
              o dziecku, które "musi_natychmiast_dostać_tę_właśnie_zabawkę" - wyrośnie z tego...


              B.
            • mary_ann Re: Do Marty...... 02.03.02, 19:38
              Gość portalu: Mart@ napisał(a):

              >
              > Twoje rozumowanie jest dowodem (z całą sympatią dla Ciebie) na męski idealizm,
              > sytego białego człowieka z klasy średniej. Nic Ci nie zagraża, najwyżej czasem
              > dostaniesz grypy, a ciotka spyta, czemu się nie żenisz.
              >
              > Pozdrawiam
              > Marta

              Ale mu zazdroscisz, co? Bo facet ma zasady i w takie bagno jak "kaczusia" (ach,
              przesłodka...) siebie i innych nie zapakuje?

              Nie współczuję kaczusi, bo znalazla się w tej sytucji na własna prośbę. Zreszta
              interesują ją głownie własne cierpienia i dylematy (rozkoszne jest wspomnienie w
              kontekście tej tragedii - bo jest to tragedia w klasycznym sensie, tzn. doszło do
              sytuacji, w ktorej każde rozwiązanie będzie złe i przyniesie komuś cierpienie - o
              dynamicznie rozwijającej się karierze...). Nie ma pięciu lat i powinna wiedzieć,
              że takie układy nigdy dobrze się dla nikogo nie kończą. Kto sieje wiatr...

    • kasia28 Re: Serialowy problem!!!! - pomocy 02.03.02, 14:52
      Piszesz, ze mieszkasz w środowisku, w którym panuje "ustalony porządek".
      Skoro "wyłamałaś się " z tego porzadku musisz ponieść tego konsekwencje. Żalić
      się nad Tobą nie będe, bo postapiłaś źle. Niestety życie to nie serial
      brazylijski i nie wszystko dobrze sie kończy. Skrzywdziłaś męża i to nie ulega
      dyskusji. Jeśli chodzi o dziecko nie wiem czy dobrym wyjściem jest nie mówić
      o dziecku. Owszem mozesz to zataić, będzie miło, ślicznie, ale co będzie gdy
      któregoś dnia Twój mąż dowie się od "życzliwego" prawdy? A co gdy Twoje
      dziecko powaznie zachoruje? Lekarza nie oszukasz. A co z ojcem dziecka?
      Myślisz, ze on tak zniknie jak w serialu, bo scenarzysta tak zarządził? A co
      gdy przypomni sobie za jakiś czas, ze ma dziecko? I co, uwazaz, ze po kilku
      latach Twój mąż przełknie bez problemu taką rewelację, ze dziecko, które
      uwazał za swoje nie jest jego? I co, jeśli wtedy postanowi odejść? Zostawi Cię
      i "wasze" kilkuletnie dziecko? Myślę, ze czas wydorośleć i powiedzić mężowi
      prawdę. Ty zdecydowałaś się na romans, z którego masz dziecko. Teraz On ma
      prawo zdecydować co zrobić ze swoim życiem. I niestety będziesz musiała się
      pogodzić z jego decyzją jakakolwiek by ona nie była. Albo postanowi odejsć
      albo bedzie wychowywał Twoje dziecko. Ukrywanie tego faktu jest nie w
      porzadku. Najpierw go okłamałaś, oszukałaś, postawiłaś w sytuacji "rogacza", a
      teraz znów chcesz zadecydować o jego życiu. Zrobić z niego przyszywanego
      tatusia?
      Uważam, ze juz skrzywdziłaś swego męża. Gdy ukryjesz prawdę skrzywdzisz takze
      to dziecko, a takze jego ojca i siebie niestety też. Każdy nasz czyn niestety
      prędzej czy później mści się na nas.
      • Gość: hando Re: Serialowy problem!!!! - pomocy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.03.02, 16:07
        Kaczusia, zycze siły w tym co Cię czeka. NIe znam dokładnie sprawy więc nie
        oceniam Twojegpo postępowania, zreszta rzadko to robię. Przemyśl sprawy na
        spokojnie i rób tak jak postanowisz, nie oglądajac się na otoczenie. Powodzenia.
    • Gość: Pastwa Re: Jak kulą w płot IP: 172.17.15.* 02.03.02, 16:56
      kaczusiakfe napisała:
      Poradźcie może ktoś z was znalazł się w podobnej sytuacji..


      Jak widzisz moja droga nikt tutaj nie znalazł się w podobnej sytuacji...




      • kaczusiakfe Re: Jak kulą w płot 02.03.02, 17:07

        > Jak widzisz moja droga nikt tutaj nie znalazł się w podobnej sytuacji...
        >
        >

        ?????
        >
        >

    • kaczusiakfe Re: Serialowy problem!!!! - pomocy 02.03.02, 17:06
      Dziękuje za wszystkie wypowiedzi. Chciałam uściślić chcę urodzić to dziecko i
      nie wyobrażam sobie innego rozwiąznia (chyba że strzelić sobie w głowę. I co
      jest bardziej odpowiedzialne trudno powiedzieć. Małżeństwo od dawna jest w
      rozsypce a z wielu powodów trudno jest to zakończyć. Gdybym była szczęśliwą
      mężatką nigdy nie doszłoby do takiej sytuacji. Życie nie jest jednoznaczne i
      proste. Czasem żałuję że nie tak proste jak w serialu...
      • Gość: Mart@ Re: Serialowy problem!!!! - pomocy IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 02.03.02, 17:14
        kaczusiakfe napisał(a):
        >Małżeństwo od dawna jest w
        > rozsypce a z wielu powodów trudno jest to zakończyć. Gdybym była szczęśliwą
        > mężatką nigdy nie doszłoby do takiej sytuacji. Życie nie jest jednoznaczne i
        > proste. Czasem żałuję że nie tak proste jak w serialu...

        Bardzo Ci współczuję i chciałabym, żebyś poczuła moje wsparcie.
        Powodzenia.
        Marta

        • kaczusiakfe Re: Serialowy problem!!!! - pomocy 02.03.02, 17:45
          Dziękuje Mart@za ciepło i wsparcię. Dziękuję także za to że mnie nie oceniasz.
          Czuję w Tobie ogromną wrażliwość na problemy innych.Twoje słowa bardzo mi
          pomogły, dzięki.
      • maly.ksiaze To ja juz zupelnie nic nie rozumiem 02.03.02, 17:29
        Jestes w malzenstwie, ktore niemal nie istnieje. Domyslam sie, ze masz zawod,
        rozwijasz sie pod tym wzgledem. Na dodatek jestes w ciazy z innym, chcesz
        urodzic dziecko.

        Jesli to nie jest wystarczajacym bodzcem, aby zakonczyc Twoj nieudany zwiazek
        mimo - jak piszesz - 'pewnych problemow', to co musialoby nim byc? Wojna
        atomowa?

        Marta w innym zwiazku (tym o cywilnej odwadze) napisala, ze trzeba po prostu
        zrobic pierwszy krok, potem juz sie biegnie. Moze to jest Twoja niepowtarzalna
        okazja, aby ustawic swoje zycie 'prosto'? A moze nie, sam juz nie wiem...

        mk.
        • hal9000 Re: To ja juz zupelnie nic nie rozumiem 02.03.02, 17:40
          maly.ksiaze napisał(a):

          > Jestes w malzenstwie, ktore niemal nie istnieje. Domyslam sie, ze masz zawod,
          > rozwijasz sie pod tym wzgledem. Na dodatek jestes w ciazy z innym, chcesz
          > urodzic dziecko.
          >
          > Jesli to nie jest wystarczajacym bodzcem, aby zakonczyc Twoj nieudany zwiazek
          > mimo - jak piszesz - 'pewnych problemow', to co musialoby nim byc? Wojna
          > atomowa?
          >
          > Marta w innym zwiazku (tym o cywilnej odwadze) napisala, ze trzeba po prostu
          > zrobic pierwszy krok, potem juz sie biegnie. Moze to jest Twoja niepowtarzalna
          > okazja, aby ustawic swoje zycie 'prosto'? A moze nie, sam juz nie wiem...
          >
          > mk.

          Bardzo proste. A przysięga małżeńska? Bedę z Tobą na dobre i złe? Wszystkie
          małżeństwa przeżywają kryzysy ale skoro się brało ślub, to jest się chyba do
          czegoś zoobowiązanym, prawda? Bo jeżeli nie to po co brać ślub?
          • Gość: Mart@ Re: W sprawie przysięgi IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 02.03.02, 17:45
            hal9000 napisał(a):

            > Bardzo proste. A przysięga małżeńska? Bedę z Tobą na dobre i złe?
            Niedobrze jest składać przysięgi w imieniu kogoś kim się będzie za x lat.

            > jeżeli nie to po co brać ślub?
            Z powodu konwencji społecznej.

            Marta

            • hal9000 Re: W sprawie przysięgi 02.03.02, 17:51
              Gość portalu: Mart@ napisał(a):

              > hal9000 napisał(a):
              >
              > > Bardzo proste. A przysięga małżeńska? Bedę z Tobą na dobre i złe?
              > Niedobrze jest składać przysięgi w imieniu kogoś kim się będzie za x lat.
              >
              > > jeżeli nie to po co brać ślub?
              > Z powodu konwencji społecznej.
              >
              > Marta
              >

              Widzę Marto, że na Tobie można polegać jak na Zawiszy... :-)

              HAL9000
              • Gość: Mart@ Re: W sprawie przysięgi IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 02.03.02, 18:06

                > Widzę Marto, że na Tobie można polegać jak na Zawiszy... :-)

                Mój mąż od bardzo dawna nie narzeka... i nic nie wskazuje, żeby miał zacząć. Taki
                przypadek, zapewne :-)))

                Marta

                • hal9000 Re: W sprawie przysięgi 02.03.02, 18:11
                  Gość portalu: Mart@ napisał(a):

                  > > Widzę Marto, że na Tobie można polegać jak na Zawiszy... :-)
                  >
                  > Mój mąż od bardzo dawna nie narzeka... i nic nie wskazuje, żeby miał zacząć.
                  > Taki przypadek, zapewne :-)))
                  >
                  > Marta

                  Szczerze gratuluję.
                  A więc Twoje słowa to tylko przekora?

                  HAL9000
                  • Gość: Mart@ Re: W sprawie przysięgi IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 02.03.02, 18:55
                    hal9000 napisał(a):
                    > Szczerze gratuluję.
                    Dziękuję. Jak słusznie zuważyłeś, zasługa leży po obu stronach. Ja też nie
                    narzekam i raczej nic nie wskazuje, żebym miała zacząć.

                    > A więc Twoje słowa to tylko przekora?
                    Nie tylko.
                    Tylko trochę.
                    Nie lubię przymusu.
                    :-)))
                    Marta
          • kaczusiakfe Re: To ja juz zupelnie nic nie rozumiem 02.03.02, 17:53
            hal9000 napisał(a):

            > Bardzo proste. A przysięga małżeńska? Bedę z Tobą na dobre i złe? Wszystkie
            > małżeństwa przeżywają kryzysy ale skoro się brało ślub, to jest się chyba do
            > czegoś zoobowiązanym, prawda? Bo jeżeli nie to po co brać ślub?

            Ślub cywilny jest kontraktem prawnym, wspólną umową. Nie mam ślubu kościelnego,
            niczego nie przysięgałam.
          • mary_ann Re: To ja juz zupelnie nic nie rozumiem 02.03.02, 19:28
            Dzięki, Hal, za przypomnienie oczywistości. Bo zaczynam mieć wrażenie, ze dla
            wielu składane przyrzeczenie - w kościele czy w urzędzie - kończyło sie
            dopowiedzianym po cichu "dopóki mi się nie znudzi"
      • hal9000 Re: Serialowy problem!!!! - pomocy 02.03.02, 17:32
        kaczusiakfe napisał(a):

        > Dziękuje za wszystkie wypowiedzi. Chciałam uściślić chcę urodzić to dziecko i
        > nie wyobrażam sobie innego rozwiąznia (chyba że strzelić sobie w głowę. I co
        > jest bardziej odpowiedzialne trudno powiedzieć.

        Respekt...

        > Małżeństwo od dawna jest w rozsypce a z wielu powodów trudno jest to zakończyć.
        > Gdybym była szczęśliwą mężatką nigdy nie doszłoby do takiej sytuacji.
        > Życie nie jest jednoznaczne i proste. Czasem żałuję że nie tak proste jak
        > w serialu...

        Małżeństwo wymaga pracy aby było w dobrej kondycji. Pewnie tego zabrakło...
        Myślę, że powinnaś być szczera ze swoim mężem. Ale może jeszcze nie wszystko
        stracone. Nie wszystko zależy od Ciebie, ale bardzo dużo...
        • kaczusiakfe Re: Serialowy problem!!!! - pomocy 02.03.02, 17:51
          gdyby wszyscy byli tacy mądrzy jak y i mieli gotowe recepty na udane
          małżeństwa, to na świecie nie byłoby rozwodów, straconych złudzeń itd...
          Trudno być jasnowidzem. Każdy związek wymaga pracy, która staję się syzyfowa
          gdy umiera miłość. Jeden budowniczy nie zbuduje domu, mimo szczerych chęci.
          • hal9000 Re: Serialowy problem!!!! - pomocy 02.03.02, 18:00
            kaczusiakfe napisał(a):

            > gdyby wszyscy byli tacy mądrzy jak y i mieli gotowe recepty na udane
            > małżeństwa, to na świecie nie byłoby rozwodów, straconych złudzeń itd...

            Nie jestem mądry. Uczę się na własnych błędach.

            > Trudno być jasnowidzem. Każdy związek wymaga pracy, która staję się syzyfowa
            > gdy umiera miłość.

            Zakochanie kiedyś mija. To normalne. Wtedy dopiero pojawia się miłość. Ale nie
            sama z siebie. Miłości należy stworzyć warunki do wzrostu. Należy ją "wyhodować".
            Takie wnioski wyciągąłem z własnego małżeństwa. Już (albo dopiero?) 14 lat...

            > Jeden budowniczy nie zbuduje domu, mimo szczerych chęci.

            To prawda. W małżeństwie potrzeba wysiłku obu stron.

            Pozdrawiam.
            HAL9000
            • Gość: Dido Re: Serialowy problem!!!! - pomocy IP: *.chello.pl 04.03.02, 15:56
              Trzeba było się nie puszczać.
    • Gość: Pastwa Re: Do Hal9000 IP: 172.17.15.* 02.03.02, 18:15
      Pan hal9000 napisał:
      Bardzo proste. A przysięga małżeńska? Bedę z Tobą na dobre i złe?

      Co robić, gdy mimo usilnej pracy jest już w małżeństwie samo złe?
      To, że Twój związek jest udany przez tak długi czas oznaczy tylko tyle, że
      dobrze żeście się dobrali( pogratulowac), ale nie często tak się dzieje (mimo
      początkowego entuzjazmu).

      Ps., Co do szczerości to często dzięki niej właśnie następuje podanie sobie rąk
      i rozstanie w lepszym lub gorszym nastroju.W zakłamaniu można żyć bardzo długo
      w szczerości niekoniecznie.

      • hal9000 Re: Do Hal9000 02.03.02, 18:32
        Gość portalu: Pastwa napisał(a):

        > Pan hal9000 napisał:
        > Bardzo proste. A przysięga małżeńska? Bedę z Tobą na dobre i złe?
        >
        > Co robić, gdy mimo usilnej pracy jest już w małżeństwie samo złe?
        > To, że Twój związek jest udany przez tak długi czas oznaczy tylko tyle, że
        > dobrze żeście się dobrali( pogratulowac), ale nie często tak się dzieje (mimo
        > początkowego entuzjazmu).

        Nawet nie wiesz jak z naszym związku iskrzyło. Byliśmy bardzo różnie wychowani.
        Nasze temperamenty okazały się też bardzo różne. Myślę nawet, że przez pewien
        czas byliśmy ze sobą tylko ze względu na dzieci. Ale skoro mieliśmy być razem to
        zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i wtedy dopiero zacząłem poznawać moją żonę (a ona
        pewnie mnie). I polubiliśmy się. Nauczyliśmy się omijać rafy i wybaczać sobie
        swoje wady. (Wiem, jak niektóre moje wady uprzykrzają życie mojej żony).
        Moja żona jest dla mnie kimś wyjątkowym, bo nikt mnie tak nie zna jak właśnie ona.
        Uważam się za szczęśliwego w małżeństwie.

        > Ps., Co do szczerości to często dzięki niej właśnie następuje podanie sobie rąk
        >
        > i rozstanie w lepszym lub gorszym nastroju.W zakłamaniu można żyć bardzo długo
        > w szczerości niekoniecznie.
        >

        Patrz wyżej.

        HAL9000
        • Gość: Mart@ Re: Miłość IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 02.03.02, 19:02
          hal9000 napisał(a):

          > I polubiliśmy się. Nauczyliśmy się omijać rafy i wybaczać sobie
          > swoje wady. /.../
          > Uważam się za szczęśliwego w małżeństwie.

          Miłość ginie bez przyjaźni i lubienia się. Ale sama przyjaźń i lubienie się to za
          mało.

          Marta
          • Gość: Batka Re: Miłość IP: 195.136.52.* 02.03.02, 20:07
            jak to się dzieje że czasem z płomiennego uczucia (sielanki pierwszej fazy
            zakochania) pozostaje obojętność, niechęć niezrozumienie i jeszcze przyjaźń i
            lubienie, ale żadnej iskry. że z obrzydzeniem myśli się o pójściu dołóżka z
            facetem (mężem) który kiedyś był całym wszechświatem seksu...
            • Gość: Pastwa Re: Miłość(Batka) IP: 172.17.15.* 02.03.02, 20:13
              Wybacz porównanie może nie do końca trafne ale chyba obrazowe:
              Wyobraż sobie zatem swoją najulubieńszą potrawę i jedz ją bez przerwy dzień w
              dzien, całymi latami,ciekawe czy może tylko przestać smakować czy coś jeszcze
              gorszego....
              • szary_ptak CHLEB... 03.03.02, 08:06
                • Gość: Pastwa Re: CHLEB... IP: 172.17.15.* 03.03.02, 12:58
                  Jeśli to Twoja najpyszniejsza i jedyna potrawa to ja żałuję że nie poznałem
                  Ciebie gdy byłaś jeszcze wolna:)))))))


                  Ps.Osobiście nie jadam samego chleba:))))
                • _ester_ Re: CHLEB... 04.03.02, 14:46
                  chylę czoła

                  chętnie bym zaprosiła na własnorecznopiekarnikowy,
                  który czasem w moim domu się pojawia, i zawsze jest objawieniem.

                  ester
                  • Gość: Pastwa Re: CHLEB... IP: 172.17.15.* 04.03.02, 15:12
                    Ja chętnie przyjąłbym takie zaproszenie,dziękuję bardzo za tak smaczny post.

                    Miło było mi, Pastwa
                    • _ester_ Re: CHLEB... 04.03.02, 15:37
                      zapraszam. prawdziwie.

                      napisz

                      ester
            • Gość: kasia28 Re: Miłość IP: *.atol.com.pl 02.03.02, 20:28
              Bo się lezy brzuchem do góry i uwaza, ze zawsze bedzie tak wspaniale. Nad
              związkiem trzeba pracować.Żadna roślina nie będzie dobrze rosła i kwitła jak
              się przestanie o nia dbać. Jak bedzie rosła sama z siebie to albo zwiędnie
              albo zdziczeje. Posłuzę się tu tym przykładem z jedzeniem. Mozna jesć to samo
              co dzień, ale trzeba to trochę modyfikowac, przyprawiac, coś dodać, coś ująć.
              Podam tu (może nie najlepszy) przykład z życia. Sasiadki mąż nie znosił jeść
              dwa dni pod rząd to samo. Jednego dnia był gulasz, a drugiego sąsiadka dodała
              ogórki kiszone i był forszmak. Mąż był zachwycony:)Ze zwiazkiem i miłoscią
              jest tak samo. Trzeba zmian i "nawozu".

              Pozdrawiam.
              • hando Re: Miłość 03.03.02, 10:18
                Gość portalu: kasia28 napisał(a):

                > Bo się lezy brzuchem do góry i uwaza, ze zawsze bedzie tak wspaniale. Nad
                > związkiem trzeba pracować.Żadna roślina nie będzie dobrze rosła i kwitła jak
                > się przestanie o nia dbać. Jak bedzie rosła sama z siebie to albo zwiędnie
                > albo zdziczeje. Posłuzę się tu tym przykładem z jedzeniem. Mozna jesć to samo
                > co dzień, ale trzeba to trochę modyfikowac, przyprawiac, coś dodać, coś ująć.
                > Podam tu (może nie najlepszy) przykład z życia. Sasiadki mąż nie znosił jeść
                > dwa dni pod rząd to samo. Jednego dnia był gulasz, a drugiego sąsiadka dodała
                > ogórki kiszone i był forszmak. Mąż był zachwycony:)Ze zwiazkiem i miłoscią
                > jest tak samo. Trzeba zmian i "nawozu".
                >
                > Jezu, jak ja nie lubię takich przykładów i takiego myślenia. Bez urazy, ale
                zbyt często po haśle "nad związkiem trzeba pracować" leci lista rzeczy które
                kobieta powinna robic albo może robić. Wiem że to wątek o Kaczusi, więc kobiecie,
                ale takie myślenie jest chyba wszechobecne, okropieństwo jakieś, i to propagowane
                przez kobiety.

                A naprawdę są zwiazki których nie uratuje żadna ilość pracy. I co wtedy, cierp bo
                przysięgałaś? Cierp bo mi sie udało a jak tobie nie to twoja wina? Cierp nawet
                jeśli wyznajesz inne wartości niż ja?
                Trochę tolerancji i pozwolenia na inność, a nawet na błędy by się przydało.
                Czasami pozostanie jest błedem i zbrodnia popełnioną na sobie. I nie warto tego
                robic dla opinii sąsiadów.

                • szary_ptak Re: Miłość 03.03.02, 10:47
                  hando napisał(a):
                  > > Jezu, jak ja nie lubię takich przykładów i takiego myślenia.

                  Dlaczego nie lubisz?
                  Myśleć i dawać przykłady każdy może, nawet powinien...można się z nimi nie
                  zgadzać najwyżej...Ale czy jest tu miejsce na lubienie/nielubienie?

                  B.

                  • hando Re: Miłość 03.03.02, 13:25
                    Nie lubię bo uważam je za ślepą uliczkę. Po pierwsze nie widzę jak przykład z
                    sąsiadką może być dowodem na cokolwiek, bo argumenty typu "a ja znam kogoś kto
                    coś tam" nie są szczególnie wartościowe w moich oczach. Po drugie takie
                    niewinne zestawienia jak: dbanie o związek, urozmaicone obiadki, dbanie o
                    roślinki, kobieta, nie są wcale takie niewinne, to pewna linia myślenia i ogląd
                    świata, przynajmniej ja tak to odbieram. Tego nie lubię. Nie tylko się z tym
                    nie zgadzam, ale nie lubię i uważam za szkodliwe dla wszystkich.

                    Myśleć i dawać przykłady oczywiście może każdy, ja przecież nie mam zamiaru
                    nikogo cenzurowac czy czegoś zabraniać. Ale mam prawo nie lubieć pewnych
                    konwencji i schematów wypowiedzi, bo język nie tylko opisuje rzeczywistość ale
                    ją tworzy. Takiej obiadkowo-ogrodniczej wizji związku nie chcę nigdy
                    doświadczyć.
                • kasia28 Re: Miłość 03.03.02, 23:09
                  Kochany hando po pierwsze w moim poście nie dawałam rad co kobieta robić w
                  zwiazku powinna. Ogólne stwierdzenie pracy nad związkiem dotyczyło obu stron.
                  Po drugie przykład z obiadem nie dotyczył robienia obiadków męzowi przez żonę,
                  tylko miał zobrazować jedną z zasad, ze nuda i rutyna zabiją kazdy zwiazek.
                  Ale sadzac po Twoich postach niezbyt dobrze wychodzi Ci zrozumienie pewnych
                  rzeczy, zwłaszcza metafor i ironii (jak w przypadku postów janusza). Po
                  trzecie ja mam za soba taką "pracę" i dzięki temu żyję w szczęsliwym związku,
                  bo gdybym wyznawała Twoje zasady dziś dołączyłabym do grona nieszczęsliwych i
                  sfrustrowanych, rozwiedzionych kobiet. Sadzac po Twoich postach jeszcze nie
                  zaznałeś życia w prawdziwym związku i życzę Ci tylko byś "leżac i nic nie
                  robiąc" zaznał szczęścia w nim. Niestety mam przeczucia, ze skończysz jako
                  nieszczęśliwy rozwodnik(ka).
                  • Gość: hando Re: Miłość IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.03.02, 09:03
                    kasia28 napisał(a):
                    Kochana Kasiu, po pierwsze mam nadzieję że Twoje czarne wizje się nie spełnią!
                    Aktualnie jestem w związku, i na rozpad sie nie zanosi, no chyba że dobije nas
                    kupno mieszkania, bo to faktycznie cholerny stres ;-))
                    Ja nie twierdze ze twoje rady sa złe, czy że twoje stwierdzenia to nieprawda.
                    Wręcz przeciwnie, to sa truizmy, oczywiście że lekko i łatwo nie ma. Ale mam
                    okropne uczulenie na obrazowanie jakim sie posłużyłaś. Nawet jeśli nie twierdzisz
                    że to tylko kobieta powinna pracowac, to twoje przykłady właśnie to sugerują.
                    Możliwe, że czytam zbyt głęboko, ale niestety mam sporą wrażliwość na takie
                    niewinne niedopowiedzenia, bardzo szeroko rozpanoszone w naszej kulturze.

                    > Ale sadzac po Twoich postach niezbyt dobrze wychodzi Ci zrozumienie pewnych
                    > rzeczy, zwłaszcza metafor i ironii (jak w przypadku postów janusza).

                    Wszystkiego trzy posty, a Ty już mnie tak dobrze znasz....
                    Różnie bywa, być może coś mi umknęło, ale Kasiu pamiętaj że to jest tekst, a ja
                    Was nie znam. Mały emotikon mógłby czasami pomóc. Metafory i ironię ogólnie rzecz
                    biorąc rozumiem, nie rozumiem za daleko wysuwanych przypuszczeń. Kasia, ja nic o
                    Tobie nie twierdzę, a Ty puściłaś wodze fantazji i już tyle o mnie wiesz. Ja
                    jedynie nie zgadzam sie na pewien sposób mówienia, dawania przykładów
                    obrazowania, bo w naszej kulturze pociąga to za sobą spory wagonik niedopowiedzeń
                    i tego że wszyscy "wiemy rozumiemy". To nie jest atak personalny!!! To zboczenie
                    zawodowe, po prostu dla mnie język nie jest przeźroczysty, on kreuje
                    rzeczywistość.

                    Po trzecie ja mam za soba taką "pracę" i dzięki temu żyję w szczęsliwym związku,
                    > bo gdybym wyznawała Twoje zasady dziś dołączyłabym do grona nieszczęsliwych i
                    > sfrustrowanych, rozwiedzionych kobiet.

                    Nie wiem jakie to zasady według Ciebie wyznaję, ale chetnie sie dowiem....

                    Sadzac po Twoich postach jeszcze nie
                    > zaznałeś życia w prawdziwym związku i życzę Ci tylko byś "leżac i nic nie
                    > robiąc" zaznał szczęścia w nim. Niestety mam przeczucia, ze skończysz jako
                    > nieszczęśliwy rozwodnik(ka).

                    :((((
                    • kasia28 Re: Miłość 04.03.02, 10:40
                      Nie wiem co tak bardzo Cię zbulwersowało w moim przykładzie. Czy to takie złe,
                      ze kobieta gotuje swojemu mężowi? a gdybym napisała, że to mąż ugotował
                      żonie,to byłoby inaczej? Myślę, ze się jednak mylisz sądząc, że
                      czytasz 'głęboko", mam wrażenie, ze jednak trochę za "płytko". Co do Twojej
                      niechęci do podawania przykładów-niektórzy lepiej przyjmują pewne rzeczy, gdy
                      zobrazuje im sie daną rzecz na przykładzie. Wtedy to brzmi bardziej
                      wiarygodnie. Każdy moze "popuscic wodze fantazji" i pisac, pisac...piękne
                      rzeczy, tylko, że moga one nie miec nic z życiem wspólnego. Przykład jest
                      narzędziem, które pozwala nie tylko dać radę, ale jeszcze udowodnić, ze
                      wprowadzenie tejze rady w życie ma sens i daje rezultaty. Ja np. mogłabym
                      godzinami przekonywac kogoś, zeby inwestował w swój zwiazek, zeby np. próbował
                      uratować go, gdy przyszedł kryzys itd. A ten ktos stwierdziłby, ze to się i
                      tak nie uda, ze nie ma przyszłosci, itd. A ja na swoim przykładzie mogę mu
                      udowodnić, ze moze się udać i warto. I wierz mi, że kilka małżeństw znajomych
                      zmieniło się własnie dlatego, ze widzieli u nas wiele rzeczy, których się
                      nauczyli, wielu rzeczy dowiedzieli się od nas własnie m. in na przykładach.
                      Ktoś kto ma problem nie chce z zasady słuchac dyrdymałów na temat swoich
                      problemów, tylko chce konkretnej rady jak z nich wyjsć. A przykład z życia
                      jest jedną z form takiej konkretnej pomocy. Dając przykład mogę dać konkretne
                      rady jak ci inni poradzili sobie z danym problemem i daję też psychiczne
                      poczucie, ze mozna sobie z tym problemem poradzić.
                      Skoro nie lubisz przykładów "roślinnych" to może napiszesz swoją wersję
                      związku?
                      Nie wiem jak długo trwa Twój związek , mój -12 lat i wciąz jesteśmy zakochani
                      w sobie, kochamy się, szanujemy, fascynujemy nawzajem. Nie znudziliśmy się
                      sobie itd. I jest to efekt niestety pracy (podlewania:)Takie
                      zobrazowanie "roślinne" w jednym zdaniu ukazuje co dla utrzymania związku, a
                      raczej miłości w związku jest naważniejsze. Inaczej musiałabyn napisac chyba
                      książkę, zeby komuś wytłumaczyć jak zatrzymac miłosć w związku.
                      Mówiąc o Twoich zasadach chodziło mi właśnie o Twoją niechęć do dbania o
                      związek jak o roślinę. Jesli uwazasz, ze wszystko samo jakoś się układa i nic
                      nie trzeba robic no to duzego powodzenia Ci nie wrózę. No chyba, ze chodziło
                      Ci tylko o ten przykład "roślinny"? :)Nie wiem czemu jesteś taki najeżony.
                      Pierwszy raz spotkałam sie z kimś, kto nie uznaje przykładów.
                      I wciąż się zastanawiam czemu ciągle mówisz o "niedopowiedzeniach"? Nie
                      rozumiem, co przykład, ironia, przenośnia mają wspólnego z niedopowiedzeniami?
                      I mam nadzieję, ze bedziesz szczęśliwy do końca życia w swoim związku. Może
                      wtedy Ty będziesz mógł dawać przykłady "nieroślinne" jak można miło i
                      bezpiecznie przetrwać w zwiazku:)(to nie była ironia zazanaczam).
                      Jestes kobietą czy mężczyzną?

                      • hando Re: Miłość 04.03.02, 12:50
                        kasia28 napisał(a):

                        > Nie wiem co tak bardzo Cię zbulwersowało w moim przykładzie. Czy to takie złe,
                        > ze kobieta gotuje swojemu mężowi? a gdybym napisała, że to mąż ugotował
                        > żonie,to byłoby inaczej?
                        Byłoby inaczej. Ze względu na normę kulturową w Polsce. Na poziomie pojedyńczych
                        par to nie ma znaczenia, ale na poziomie ogólnego przykładu ma znaczenie takie
                        jakie jest ogólnie przyjęte w danej kulturze. W polsce gotujący mąz to mniejszość.

                        Kasia, ja sie naprawde nie bulwersuję. NIe mam nic przeciwko przykładom, ale
                        przykładom na temat a nie mglistym analogiom. Ty nie dawałas konkretnych
                        rozwiązań, które sobie zawsze cenię, ale podałaś porównania do podlewania
                        kwiatków i urozmaiconych posiłków. Niechęć była do tych konkretnych anoligii i
                        przykładów.
                        Takie prawdziwe przykłady dotyczące pokonywania kryzysów itd. sa według mnie
                        bardzo cenne. Ale gadanie o "podlewaniu" to żadne konkrety! Sama sobie przeczysz
                        w tym momencie. Oczywiście, wiem że inaczej trzeba by cała książkę napisać, ale
                        ta analogia dla mnie dalej pozostaje mglisto-magiczna. Niby jakas rada to jest
                        ale poniewaz nie wiem konkretnie jaka, to zakladam ze proponuje mi sie zestaw
                        madrości ludowych typu dbaj o niego, gotuj, strój sie, bo inaczej to rutyna.
                        Ogólna propozycja podlewania i przyklad z sasiadką naprawde wskazuja dla mnie w
                        tym właśnie kierunku. Dzieje sie tak bo z braku konkretow opieram sie na fatalnej
                        normie kulturowej.

                        Byc może słowo "niedopowiedzenia" jest nietrafione, chodzi raczej o panujące
                        stereotypy. Że jak mowa o pielęgnacji związku to pojawia się przykład sąsiadki i
                        urozmaicone obiady. NIe widzisz że ja nie przeczę temu co mówisz, ale nie zgadzam
                        sie na taki język? Dla mnie to powielanie szkodliwych stereotypów. Byc może to
                        jest zbyt "wydumany" problem, ale akurat ja go dostrzegam.

                        Mam ogólne wrażenie ze sie nie dogadamy, bo Ty za dużo mi przypisujesz. Ani sie
                        nie jeżę, ani nie bulwersuję, ani nie sprzeciwiam pielęgnowaniu związku, ani nie
                        mam az takich trudności z dostrzeżeniem ironii. Uderzył mnie jedynie taki
                        infantylizujący język, takie totalne upraszczanie i koronna, wszechobecna
                        analogia z gotowaniem.Zwłaszcza w takim wątku, który dzięki nam schodzi na
                        manowce.

                        > Jestes kobietą czy mężczyzną?

                        A jakie to ma znaczenie? jak koniecznie chcesz wiedziec to powiem, ale ciekawi
                        mnie co to zmieni.

                        PS. Ja naprawde sie nie jeżę i nie mam złych intencji :)))
                      • hando Re: Miłość 04.03.02, 12:53
                        kasia28 napisał(a):

                        > Nie wiem co tak bardzo Cię zbulwersowało w moim przykładzie. Czy to takie
                        złe,
                        > ze kobieta gotuje swojemu mężowi? a gdybym napisała, że to mąż ugotował
                        > żonie,to byłoby inaczej?
                        Byłoby inaczej. Ze względu na normę kulturową w Polsce. Na poziomie
                        pojedyńczych par to nie ma znaczenia, ale na poziomie ogólnego przykładu ma
                        znaczenie takie jakie jest ogólnie przyjęte w danej kulturze. W polsce gotujący
                        mąz to mniejszość.

                        Kasia, ja sie naprawde nie bulwersuję. NIe mam nic przeciwko przykładom, ale
                        przykładom na temat a nie mglistym analogiom. Ty nie dawałas konkretnych
                        rozwiązań, które sobie zawsze cenię, ale podałaś porównania do podlewania
                        kwiatków i urozmaiconych posiłków. Niechęć była do tych konkretnych anoligii i
                        przykładów.
                        Takie prawdziwe przykłady dotyczące pokonywania kryzysów itd. sa według mnie
                        bardzo cenne. Ale gadanie o "podlewaniu" to żadne konkrety! Sama sobie
                        przeczysz w tym momencie. Oczywiście, wiem że inaczej trzeba by cała książkę
                        napisać, ale ta analogia dla mnie dalej pozostaje mglisto-magiczna. Niby jakas
                        rada to jest ale poniewaz nie wiem konkretnie jaka, to zakladam ze proponuje mi
                        sie zestaw madrości ludowych typu dbaj o niego, gotuj, strój sie, bo inaczej to
                        rutyna. Ogólna propozycja podlewania i przyklad z sasiadką naprawde wskazuja
                        dla mnie w tym właśnie kierunku. Dzieje sie tak bo z braku konkretow opieram
                        sie na fatalnej normie kulturowej.

                        Byc może słowo "niedopowiedzenia" jest nietrafione, chodzi raczej o panujące
                        stereotypy. Że jak mowa o pielęgnacji związku to pojawia się przykład sąsiadki
                        i urozmaicone obiady. NIe widzisz że ja nie przeczę temu co mówisz, ale nie
                        zgadzam sie na taki język? Dla mnie to powielanie szkodliwych stereotypów. Byc
                        może to jest zbyt "wydumany" problem, ale akurat ja go dostrzegam.

                        Mam ogólne wrażenie ze sie nie dogadamy, bo Ty za dużo mi przypisujesz. Ani sie
                        nie jeżę, ani nie bulwersuję, ani nie sprzeciwiam pielęgnowaniu związku, ani
                        nie mam az takich trudności z dostrzeżeniem ironii. Uderzył mnie jedynie taki
                        infantylizujący język, takie totalne upraszczanie i koronna, wszechobecna
                        analogia z gotowaniem.Zwłaszcza w takim wątku, który dzięki nam schodzi na
                        manowce.

                        > Jestes kobietą czy mężczyzną?

                        A jakie to ma znaczenie? jak koniecznie chcesz wiedziec to powiem, ale ciekawi
                        mnie co to zmieni.

                        PS. Ja naprawde sie nie jeżę i nie mam złych intencji :)))
                      • hando Re: Miłość 04.03.02, 12:56
                        kasia28 napisał(a):

                        > Nie wiem co tak bardzo Cię zbulwersowało w moim przykładzie. Czy to takie
                        złe,
                        > ze kobieta gotuje swojemu mężowi? a gdybym napisała, że to mąż ugotował
                        > żonie,to byłoby inaczej?
                        Byłoby inaczej. Ze względu na normę kulturową w Polsce. Na poziomie
                        pojedyńczych par to nie ma znaczenia, ale na poziomie ogólnego przykładu ma
                        znaczenie takie jakie jest ogólnie przyjęte w danej kulturze. W polsce gotujący
                        mąz to mniejszość.

                        Kasia, ja sie naprawde nie bulwersuję. NIe mam nic przeciwko przykładom, ale
                        przykładom na temat a nie mglistym analogiom. Ty nie dawałas konkretnych
                        rozwiązań, które sobie zawsze cenię, ale podałaś porównania do podlewania
                        kwiatków i urozmaiconych posiłków. Niechęć była do tych konkretnych anoligii i
                        przykładów.
                        Takie prawdziwe przykłady dotyczące pokonywania kryzysów itd. sa według mnie
                        bardzo cenne. Ale gadanie o "podlewaniu" to żadne konkrety! Sama sobie
                        przeczysz w tym momencie. Oczywiście, wiem że inaczej trzeba by cała książkę
                        napisać, ale ta analogia dla mnie dalej pozostaje mglisto-magiczna. Niby jakas
                        rada to jest ale poniewaz nie wiem konkretnie jaka, to zakladam ze proponuje mi
                        sie zestaw madrości ludowych typu dbaj o niego, gotuj, strój sie, bo inaczej to
                        rutyna. Ogólna propozycja podlewania i przyklad z sasiadką naprawde wskazuja
                        dla mnie w tym właśnie kierunku. Dzieje sie tak bo z braku konkretow opieram
                        sie na fatalnej normie kulturowej.

                        Byc może słowo "niedopowiedzenia" jest nietrafione, chodzi raczej o panujące
                        stereotypy. Że jak mowa o pielęgnacji związku to pojawia się przykład sąsiadki
                        i urozmaicone obiady. NIe widzisz że ja nie przeczę temu co mówisz, ale nie
                        zgadzam sie na taki język? Dla mnie to powielanie szkodliwych stereotypów. Byc
                        może to jest zbyt "wydumany" problem, ale akurat ja go dostrzegam.

                        Mam ogólne wrażenie ze sie nie dogadamy, bo Ty za dużo mi przypisujesz. Ani sie
                        nie jeżę, ani nie bulwersuję, ani nie sprzeciwiam pielęgnowaniu związku, ani
                        nie mam az takich trudności z dostrzeżeniem ironii. Uderzył mnie jedynie taki
                        infantylizujący język, takie totalne upraszczanie i koronna, wszechobecna
                        analogia z gotowaniem.Zwłaszcza w takim wątku, który dzięki nam schodzi na
                        manowce.

                        > Jestes kobietą czy mężczyzną?

                        A jakie to ma znaczenie? jak koniecznie chcesz wiedziec to powiem, ale ciekawi
                        mnie co to zmieni.

                        PS. Ja naprawde sie nie jeżę i nie mam złych intencji :)))
                        • kasia28 Re: Miłość 04.03.02, 13:38
                          Znów mnie nie zrozumiałeś. "Obiad" nie był radą, ze trzeba mężowi gotować i
                          rozpieszczac go itd. Nawiazałam tylko do postu, który ktoś wcześniej napisał
                          mówiac w nim o potrawie, która sie codziennie je i jaki to ma wpływ na nasze
                          jej odbieranie. Więc ja (trochę żartem) podałam przykład, że mała zmiana w
                          jedzeniu może zdziałać cuda. Tak samo w związku. Każda próba uatrakcyjnienia
                          go moze zdziałać wiele dobrego i nie chodzi tu o gotowanie. Mój mąz np. w
                          kólko by jadł pomidorową i kluski. I jak zaczne "wydziwiać" to przestanie mu
                          smakować. Tu naprawdę nie chodzi o gotowanie tylko o chęc zmian w swoim
                          zwiazku. A zmiany te określa każdy w zależności od swego zwiazku, bo każdy
                          jest inny. Związek trzeba pobudzać. Wciąz nie rozumiem dlaczego tak
                          sprzeciwiasz się tym przykładom, niekonkretnym jak mówisz. Czy dla Ciebie
                          wszystko musi byc jak w pracy naukowej? Literatury pięknej nigdy nie czytałeś?
                          Niestety wydaje mi się, ze myslisz bardzo płytko, wiekszośc ludzi potrafi
                          zrozumieć pewne analogie, przenośnie, ironię itd bez zadnych problemów. Więc
                          nie wiem dlaczego Ty masz z tym kłopoty. Nigdy nie posługiwałam sie zadnymi
                          stereotypami. I nie rozumiem czemu tak nie lubisz tego gotowania? To jakaś
                          obsesja? Cieszę się, ze ty masz takie samo zdanie na temat zwiazku, tylko nie
                          rozumiem czemu tak się "czepiasz" formy w jakiej to wyraziłam. Czy to w jakiś
                          sposób umniejsza wartości mojej wypowiedzi? Nie sadzę. Ty lubisz konkrety, ja
                          posługuję sie przenośnią, lecz chodzi nam o to samo, wiec o co sie spierać? O
                          słowa? W moim poście chodziło zupełnie o coś innego, na pewno ważniejszego niż
                          to co Ty wyczytałeś. Jak dotąd jakoś nie miałam trudności w dogadaniu się z
                          ludźmi, ale my widocznie nadajemy na innych płaszczyznach.
                          A o płeć pytałam, bo nie wiem jak sie zwracać do Ciebie. To trochę
                          denerwujące.:)
                          Pozdrawiam.
                          • hando Re: Miłość 04.03.02, 15:44
                            Sorry, to nie ma sensu. Ja o jednym, Ty o drugim. I mam wrażenie ze to Ty
                            jesteś coraz bardziej najeżona.
                            Niesłusznie zarzucasz mi płytkośc, ja wiem że nie chodziło Ci dosłownie o
                            obiadki, ale czy nie zdajesz sobie sprawy ze i tak stereotyp został
                            przeniesiony? To takie trzecie dno, juz pod tym że my wiemy że to tylko
                            przenośnia,tak naprawdę głęboko. Bo fakt że takiej właśnie użyłaś, ot tak nie
                            zastanawiając sie, jakoś tak naturalnie bo się sama nasunęła, nie jest
                            przypadkowy. Analogia moze przenosic stereotyp, nawet jesli tego nie widzisz.
                            Ja sie akurat zawodowo zajmuję językiem i "tropię" takie kwiatki. No ale dla
                            Ciebie jestem po prostu za tępa, nie rozumiem analogii i porównań, ironia to
                            juz w ogole mi obca jest. Otóż rozumiem, ale widze jeszcze nieprzyjemne
                            założenia kulturowe stojące za takim a nie innym przykładem. Literature piękną
                            czytałam i czytam, pisałam z niej różne prace bo jestem specjalistką od
                            modernizmu brytyjskiego, panią filolog inaczej (tylko jakim cudem skoro nie
                            wiem co to analogia, ironia i inne takie...). I wiem że nic tak nie szkodzi
                            dyskusji na jakikolwiek temat jak brak konkretów. Może to nawyk zawodowy, w
                            pracy naukowej plesc andrownów i snuc waty nie wolno. Wiem, że Twoja wypowiedź
                            to nie był wywód naukowy. Ale chyba ogólnie chodzi mi o to że przykład potrafi
                            niesc wiecej niz byśmy chcieli albo więcej niż nam się zdaje. Ja zobaczyłam
                            więcej niż Ty, i tyle. Moze z racji takiego a nie innego wyksztalcenia i
                            zainteresowaniem wspolczesnymi teoriami języka? No, oczywiście może jestem po
                            prostu za płytka....
                            Aha, jestem kobietą jak widzisz.

                            I nie mam ochoty ciągnąć tej dyskusji bo sie jeszcze dowiem innych ciekawych
                            rzeczy o sobie, bez urazy, ale za szybko ludzi oceniasz. Mam wrazenie ze nie
                            przeczytalas moich postow dokladnie, a Twoje wycieczki osobiste sa trochę
                            przykre, mimo pozdrowień.
                            • kasia28 Re: Miłość-do Hando 04.03.02, 16:51
                              Nie miałam zamiaru Cię obrażać. Przepraszam. Po prostu uwazam, ze styl naukowy
                              nie zawsze ma zastosowanie w życiu, tym zwykłym, codziennym. I ja też
                              jestem "pani filolog", tez pisałam prace, ale w życiu codziennym myślę i
                              mówię "normalnie". Naukowe konkrety zostawiam sobie do pracy. Staram się
                              unikać "nawyków zawodowych". Nie robiłam przytyków do twej płci, tylko łatwiej
                              zwracać sie do kogoś wiedzac z kim się rozmawia. I wiesz co, najsmieszniejsze
                              jest to, ze Cię rozumiem, zwłaszcza teraz, gdy wiem o Twoim zawodzie,(mnie tez
                              czasem zdarza sie myśleć "zawodowo", tylko nie mówię tego głosno)i nadal nie
                              uwazam, ze to co napisałam jest takie złe. Nie mogę przeciez w kółko
                              zastanawiać sie nad każdym wypowiadanym słowem czy sądem, czy aby nie powielam
                              nieświadomie stereotypów. Tak mi przyszło na myśl z tym gotowaniem. Moze
                              jakbym pomyślała dłuzej znalazłabym inny przykład, mniej "kulinarny", ale tak
                              mi przyszedł taki i przepraszać akurat za to nie bedę. Za obrazę i owszem, bo
                              nie miałam zamiaru Cię obrazić ani urazić.

                              Mimo wszystko pozdrawiam.
                              Kasia
                              • hando Re: Miłość-do Hando 04.03.02, 19:51
                                Haha, no tak, to się zaplątałyśmy...;-)
                                Złóżmy to na karb przepracowania, bo przynajmniej mi się już dni z nocami
                                zlewają :(

                                Również pozdrawiam, filologicznie :-))
                                • kasia28 Re: Miłość-do Hando 05.03.02, 16:51
                                  Chyba tak:)Dlatego z reguły nie wdaję się tu na forum w dyskusję, bo wolę
                                  rozmowy "na żywo". Łatwiej wtedy wytłumaczyć sobie wiele spraw i tak często
                                  nie ma takich nieporozumień. I wiesz,ja też kiedys ciągle "poprawiałam" innych-
                                  mąż się denerwował, teściowa krzywo patrzyła, a znajome mówiły, ze się
                                  czepiam. W końcu przestałam (oczywiście mówić), bo myślę i wyłapuję rózne
                                  rzeczy nadal, czasem aż mnie skręca, ale zaparłam się i nie powiem. "Wyżywam"
                                  się tylko na córce, o, jej nie daję spokoju:))

                                  Pozdrawiam i życze dobrego dnia:))
                                  Kasia
        • Gość: Pastwa Re: Do Hal9000 IP: 172.17.15.* 02.03.02, 19:14
          Drogi hal9000 w Twoim przypadku szczerość wreszcie oświetliła to, co Was
          zespala z sobą, ale w innych przypadkach może dopiero pokazać to, z czym się
          nigdy nie pogodzimy i czego nie będziemy w stanie zaakceptować i pogodzić z
          własnym sumieniem i potrzebami.
      • Gość: Mart@ Re: Brawo :-))) IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 02.03.02, 18:58
        Gość portalu: Pastwa napisał(a):

        > W zakłamaniu można żyć bardzo długo
        > w szczerości niekoniecznie.

        Bardzo piękny aforyzm.
        Cieszy mnie
        :-)

        Marta
    • Gość: Metaxa Re: Serialowy problem!!!! - pomocy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.02, 20:09
      Znalazlam sie niegdys w podobnej sytuacji jak kaczusia. Dlugo bilam sie z
      myslami, czy powiedziec mezowi.. szczegolnie, ze biologiczny ojciec mojego
      dziecka byl moja wielka miloscia, niegdys.. a maz o tym wiedzial.
      Powiedzialam, liczac sie z tym, ze zostane sama z dzieckiem. Ale nie moglo byc
      inaczej, nie moglabym cale zycie oszukiwac, drzac na kazdym kroku, ze w koncu
      sie wyda.. ze zdarzy sie sytuacja, kiedy moje dziecko bedzie potrzebowalo np.
      krwi od rodzicow, a wtedy okaze sie, ze od czlowieka, ktory je wychowuje nie
      moze jej dostac.. poza tym - tak jak powiedziala jedna z moich przedmowczyn -
      trzeba pozwolic mezczyznie zdecydowac.. nie mamy prawda decydowac za nikogo.
      Powiedzialam. Okazalo sie, ze moj maz, mimo zranionej milosci wlasnej, chcial
      tego dziecka. Postawil tylko jeden warunek - ze biologiczny ojciec nigdy sie o
      tym nie dowie. Obiecalam. I to byl najlepszy wybor, jakiego moglam w takiej
      sytuacji dokonac..
      • janusz_b do Metaxa 02.03.02, 20:15
        Gość portalu: Metaxa napisał(a):

        > trzeba pozwolic mezczyznie zdecydowac.. nie mamy prawda decydowac za nikogo.

        Gratuluje uczciwosci i madrosci zyciowej.
        jak widac sa jeszcze kobiety na tym forum co nie tylko uzalaja sie nad soba i
        swoim nieszczesciem, ale sa odpowiedzialne za swoje i CUDZE zycie.
        Duze, duze pozdrowienia
        janusz
        • nie_wiem Re: do Metaxa 02.03.02, 20:22
          Metaxa, nie dość, że masz baaardzo smacznego nicka, to w dodatku jesteś
          wspaniałą kobietą. Odpowiedzialną i mądrą. Sądzę, że Twój mąż doskonale o tym
          wie i myslę, że też dokonał słusznego wyboru.
          Pozdrawiam cieplutko:)
        • onnanohito Re: do Metaxa 03.03.02, 12:37
          Taaa, pełna uczciwość.
          Cóż, prawdziwy ojciec nie wie, że ma dziecko, ale ... cóż w tym złego, prawda?
          Wspaniaała kobieta, ta Metaxa, zapewne.
          • janusz_b Re: do Metaxa 03.03.02, 12:39
            onnanohito napisał(a):

            > Taaa, pełna uczciwość.
            > Cóż, prawdziwy ojciec nie wie, że ma dziecko, ale ... cóż w tym złego, prawda?
            > Wspaniaała kobieta, ta Metaxa, zapewne.

            **********************************
            brawo onnanohito,
            znowu jedna uczciwa kobieta na tym forum...
            Oj chyba sie wzrusze...
            janusz

            • hando Janusz... 03.03.02, 13:30
              Ja nie chcę się czepiać ale ze dwa posty wczesniej gratulowales Metaxie. A
              teraz chwalisz onnanohito, choć wcale nie poparła Metaxy. Chyba maleńka
              sprzecznośc tu jest.
              Nic to, ale ogólnie taka dośc patronizująca postawa, leciutko drażniąca...
              • janusz_b DO HANDO 03.03.02, 14:45
                hando napisał(a):

                > Ja nie chcę się czepiać ale ze dwa posty wczesniej gratulowales Metaxie. A
                > teraz chwalisz onnanohito, choć wcale nie poparła Metaxy. Chyba maleńka
                > sprzecznośc tu jest.
                > Nic to, ale ogólnie taka dośc patronizująca postawa, leciutko drażniąca...

                *****************************************************************
                nie ma tu sprzecznosci,
                obu gratuluje TYLKO I WYLACZNIE uczciwosci w postepowaniu z partnerem.

                Jezeli cie draznie, to nie jest zle bo to znaczy ze mazemy podyskutowac,
                gdybysmy mieli te same zdanie to nie by mialo to by specjalnego sensu, ot takie
                bicie piany....
                Postawa patronizujaca... wiesz, to jest dobre..
                Przyznam sie, ze jestem w zyciu dosc czesto w sytuacji "decydatora" i to pewnie
                dlatego... hi..hi..hi...
          • Gość: Metaxa Re: do Metaxa IP: 212.244.106.* 03.03.02, 20:15
            onnanohito napisał(a):

            > Taaa, pełna uczciwość.
            > Cóż, prawdziwy ojciec nie wie, że ma dziecko, ale ... cóż w tym złego, prawda?
            > Wspaniaała kobieta, ta Metaxa, zapewne.

            Zapewne :) zapomnialam dodac, ze biologiczny ojciec ma zone i - wowczas 3-letnia -
            coreczke.. na pewno by sie ucieszyl, ze bedzie mial kolejne dziecko i wlasciwie
            tylko na to czekal >:))) ech, onnanohito.. zycie to nie hollywoodzki film, w
            ktorym wszyscy zyja dlugo i szczesliwie.. Zycze ci, zebys nie musiala dokonywac
            nigdy wyboru miedzy szczesciem swojego dziecka i hmm.. nazwijmy to innych
            ludzi... >:/ chociaz wlasciwie dopiero wtedy przekonalabys sie czy krysztalowa
            uczciwosc w stosunku do wszystkich zainteresowanych jest mozliwa...

          • hal9000 Re: do Metaxa 03.03.02, 23:14
            onnanohito napisał(a):

            > Taaa, pełna uczciwość.
            > Cóż, prawdziwy ojciec nie wie, że ma dziecko, ale ... cóż w tym złego, prawda?

            Uważasz, że jak się przespał z mężatką to ma więcej praw niż sam mąż? :-)

            > Wspaniaała kobieta, ta Metaxa, zapewne.

            Ludzie są słabi i popełniają błędy. Ale ważne też jest co dalej z tym robią.
            A Metaxa postanowiła postawić sprawę jasno. Na miejscu jej męża postąpił bym
            chyba tak samo.
    • Gość: Miki Re: Serialowy problem!!!! - pomocy IP: *.chello.pl 03.03.02, 14:01
      WIEM, ŻE ŻYCIE TOCZY SIĘ CZĘSTO WEDŁUG SWOJEGO PLANU, NA KTÓRY NIE MAMY
      WPŁYWU. NA SZCZĘŚCIE RÓWNIE CZĘSTO MAMY NA NIE DUZY WPŁYW. nIGDY, PRZENIGDY NIE
      BĘDĘ POTRAFIŁA ZROZUMIEĆ DLACZEGO SAMI SOBIE "ORAGNIZUJEMY" KŁOPOTY I PROBLEMY.
      STWARZAMY SYTUACJE, KTÓRE TAK STRASZNIE KUSZĄ LOS, ABY WPLĄTAŁ NAS W SIDŁA
      BEZNADZIESKNYCH SYTUACJI. GDY JUZ SIE TAM ZNAJDZIEMY, TO PRZEKLINAMY ŻYCIE, ŻE
      NAS TAK URZĄDZIŁO.
      KOBIETO, JAK SIE IDZIE Z FACETEM DO ŁÓŻKA, A NIE PLANUJE SIE DZIECI TO TRZEBA
      SIE SOLIDNIE ZABEZPIECZYC. JEŻELI TEN FACET JEST ŻONATY TO TRZEBA ZABEZPIECZYC
      SIE SUPER SOLIDNIE.
      ZYCZĘ CI JAK NAJTRAFNIESZJYCH WYBORÓW. NIKT NA ŻADNYM FORUM NIE PODA CI
      RECEPTY NA ROZIWĄZANIE TWOJEGO PROBLEMU. MYSLE, ŻE JESTEŚ NA TYLE ROZSĄDNA, ŻE
      WIESZ, IZ SAMA MUSISZ ZADECYDOWAĆ. RÓB CO CO SERCE DYTKTUJE I NIE SŁUCHAJ RAD
      INNYCH.
      ŻYCZĘ SZCZĘŚCIA, CHOCIAŻ TERAZ O NIE BĘDZIE TRUDNO.
      PS. NIE NAPISAŁAS CO TEN FACET NA TO WSZYSTKO?
    • janusz_b Prosze przeczytajcie moj post 03.03.02, 15:08
      Halo drodzy forumowicze,
      czasami reaguje ostrzej na pewne tematy,czasami kogos zaboli, najczesciej
      z mojej bezmysnosci i potem zaluje.
      Tym razem zareagowalem dosyc drastycznie i choc nie cofam niczego co
      powiedzialem, chcialem moze uzasadnic to co powiedzialem..
      Nie potepiam faktu, ze kobieta ma dziecko z innym, nie jest to w moich oczach
      zaden powod do hanby, wstydu, pomowien itp...
      Otoz nie tak dawno w mojej rodzinie zdarzyl sie taki wlasnie przypadek.
      Ktos kto byl dla mnie bardzo wazna osoba w moim zyciu dowiedzial sie w
      szpilatu ze on NIE MOZE BYC fizycznym ojcem jego 16 corki, ktora uwielbial
      ponad wszystko i dalby sie za nia posiekac w kawalki. Nie jest istotne, jak
      i dlaczego sie tego dowiedzial, 20 min. pozniej zamknal sie w kotlowni szpitala
      (bylo lato i nikt tam na stale nie pracowal) i powiesil sie.
      To wszystko co mam na ten temat do powiedzenia
      pozdrawiam
      janusz
    • zlakobieta Re: Serialowy problem!!!! - pomocy 03.03.02, 20:32
      Bylam w sytuacji identycznej. Wspolczuje Ci.
      Nie zdecydowalam sie palnac sobie w leb, chociaz to by bylo najlepsze
      rozwiazanie. Balam sie.
      Skoro okazalam sie zbyt slaba na samobojstwo, przemyslalam mozliwosc nr1:
      urodzic i nic nie powiedziec mezowi (jednak najpierw sie z nim rozstac).
      Niestety nie na wiele by sie to zdalo, poniewaz dziecko na pewno byloby na tyle
      podobne do rodzonego ojca, ze nie musialabym nikogo informowac kto nim jest i
      pierwsza dowiedzialaby sie o tym jego rodzina. Jego zona pewnie by tego nie
      przezyla, a jezeli nawet, to nie chce myslec jak by cierpiala, moze nawet
      odeszlaby, a wtedy jego dzieci... nie wiem co ja bym zrobila dowiadujac sie o
      czyms takim i tracac rodzine.
      Pozostal wariant nr2; nie urodzic dziecka.
      Nie powiedzialam nikomu co zrobilam.
      Biologiczny ojciec tez nie wie i nigdy sie nie dowie.
      Nie chcialam zeby cierpial chcac byc "odpowiedzialnym" i zostawil dla mnie
      rodzine, a jeszcze bardziej nie chcialam, zeby zgodzil sie na zabicie naszego
      dziecka. Nie znioslabym ani jednego ani drugiego wariantu.
      Kocham go nad zycie i nigdy nie obciaze informacja o tym co zrobilam.
      Nigdy tez sobie nie wybacze.
      Mimo wszystko jednak uwazam,ze nie bylo innego wyjscia. Nie zrobilam tego,
      dlatego bo balam sie meza, czy opinii publicznej. To nie bylo wazne. Balam sie
      tylko tego, ze prawda wyjdzie na jaw i zrujnuje jego zycie.
      Lepiej, ze przeszlam przez to sama, bo swiadomosc, ze oprocz mnie cierpi
      jeszcze ktos, kogo kocham na pewno by mi nie pomogla.
      Prosze w miare mozliwosci nie oceniac mojego postepowania. Sama wiem co
      zrobilam i nie ma dnia, zeby mnie to nie bolalo.
      Zazdroszcze ludziom jak Kasia28 czy Janusz. Sama bylam taka jak Kasia przez 12
      lat ratowania mojego malzenstwa (moja sytuacja zyciowa byla niemal identyczna
      jak jej i jej meza)z ta roznica, ze mojego malzenstwa nie dalo sie uratowac,
      poniewaz moj maz nie jest osoba, z ktora da sie przeprowadzic jakakolwiek
      rozmowe. Po prostu nie trafilam.
      Kasiu28 zawsze wyznawalam takie poglady jak Ty. DOKLADNIE! Udzielalam
      kolezankom i znajomym takich samych rad i mowilam, ze "ja nigdy...", "ja
      zawsze..." "nie ma wiekszej zbrodni..." "malzenstwo... dziecko..." itp.
      Wierzylam w to co mowilam. Potem przyszedl czas pierwszej proby. Okazalam sie
      slaba i zmeczona bezskuteczna wieloletnia walka. Uleglam pokusie. Chcialam choc
      przez chwile poczuc sie szczesliwa i kochana naprawde, a nie tylko w slowach.
      Powiem cos banalnego i pewnie rozbawi to stalych bywalcow forum - swoja milosc
      znalazlam za pozno. Mimo wszystko ciesze sie, ze w ogole znalazlam, bo gdyby
      nie ona, to moje zycie nie mialoby zadnego sensu.
      Potem przyszla druga proba i zdarzylo sie to co opisalam. Zrobilam jedyna
      rzecz, o jakiej mowilam, ze NIGDY TEGO NIE ZROBIE. Teraz juz wiem, ze czlowiek
      nie moze powiedziec o sobie nc pewnego, dopoki nie stawi czola PRAWDZIWEJ
      pokusie. To nie sztuka teoretyzowac na wybrany temat. Pare lat temu napisalabym
      Kaczusi to, co Janusz i Ty Kasiu. Szczerze. Teraz wiem, ze nikt kto nie byl w
      dokladnie takiej samej sytuacji nie moze powiedziec NA PEWNO co by zrobil.
      Zaluje tego co zrobilam i nikt z Was nie wie jak bardzo ale gdybym miala cofnac
      czas, wiem ze nie zrobilabym inaczej, bo mimo wszystko tak bylo najlepiej.
      • janusz_b do: zlakobieta 03.03.02, 21:09
        Halo... kobieto,
        bardzo mnie trafil Twoj list, moze bardziej niz myslisz.
        Zaczynam rozumiec, ze prawdopodobnie zachowalem sie troche jak ten przyslowiowy
        slon w skladzie porcelany i przez moja emocjonalnosc w tym temacie i pewne
        skroty myslowe wyszlo byc moze nie tak..
        Wiec jeszcze raz na litosc boska..
        Jestesmy ludzmi doroslymi, prowadzycymi dorosle zycie ze wszystkimi jego
        konsekwencjami i nic nikomu tu do tego, nikt NIE MA PRAWA NAS OCENIAC.
        Jezeli to robi to mamy prawo i byc moze obowiazek wypiac sie na to, ale..
        To ale polega wg. mnie na uczciwosci wobec zyciowych partnerow.
        Wybralas wyjsciewg. Ciebie najlepsze i chwala Ci za to ! Nie musisz sie nikomu
        z tego tlumaczyc bo to ty wlasnie ponosisz konsekwencje tej decyzji.
        Wg. mnie nie masz sie czego wstydzic.. Ze to boli?Tu nie ma dobrych wyborow,
        mozemy tylko wybierac miedzy wiekszym i mniejszym zlem, boli blizny pozostaja
        mimo tego.
        Mnie chodzilo ale o zupelnie cos innego..
        Masz prawo opuscic partnera z kazdych powodow, nawet bez nich, masz prawo jemu
        nic nie powiedziec, nawet chocbys miala narazic go na rownie duzy bol.
        jestes CZLOWIEKIEM ODPOWIEDZIALNYM i masz do tego prawo.
        Nie masz prawa decydowac sie na urodzenie tego dziecka i NIE MOWIENIA TEGO
        TWOJEMU PARTNEROWI, KTORY NIE JEST OJCEM TEGO DZIECKA !!
        Tego "prawa" odmowie zawsze i kazdemu, niezaleznie jak bys Ty czy kto inny
        o mnie myslal..
        Widzisz nie chcialem rozdrapywyc starych ran, ani robic tu horrorow, ale jezeli
        czytalas moj ostatni post to dodam teraz, ze ta dziewczynka po pogrzebie ojca
        zrobila dokladnie to samo, pozym jak matka sie jej do wszystkiego przyznala.
        Moja droga, to brzmi jak banal, ale nie da sie przejsc przez zycie bez bledow
        i pomylek. Nie mamy prawa jednak swiadomie przez nasze wlasne tchorzostwo
        lub wygodnictwo (ze nie wspomne juz o wyrachowaniu) niszczyc zycia innych
        ludzi.
        I to nazywam haniebnym lajdactwem. I nie zmienie mego zdania.
        Pozdrawiam z podziwem dla Twojej dojrzalosci zyciowej i zycze Ci wiele
        szczescia
        janusz
        • zlakobieta Re: do Janusza 03.03.02, 22:10
          Dziekuje bardzo za post.
          Nie mialam Ci za zle zadnych wczesniejszych stwierdzen czy opinii i moja
          wypowiedz nie byla polemika. Tym bardziej doceniam, ze starales sie dokladnie
          swoje stanowisko umotywowac. Widac, ze jestes czlowiekiem wrazliwym i
          empatycznym.
          Generalnie zgadzam sie z toba w kwestii powiadomienia meza o sytuacji, jednak
          moja sytuacja jest dosyc specyficzna.
          Ja w momencie gdy sie zakochalam i zdecydowalam sie nie rezygnowac z tej
          milosci, postanowilam rozstac sie z moim mezem. Myslalam, ze jak dowie sie, ze
          juz go nie kocham to uniesie sie honorem i odejdzie. On nie chcial. Jest ze mna
          poniewaz tak mu jest wygodnie. Nie ma swojego mieszkania, nie chce zeby ludzie
          gadali itp. Godze sie na taki uklad, bo mi go szkoda i nie chce sie na nim
          odgrywac za wszystkie przykrosci i zlo, ktore mi wyrzadzal. Kiedy pokochalam
          naprawde, to emocje w stosunku do meza minely. Przestalam czuc potrzebe
          uswiadomienia mu szczegolowo przyczyn smierci mojego uczucia do niego i
          przyczyn zaprzestania walki o nasz zwiazek. Chcialam tylko rozstac sie
          spokojnie, bez niepotrzebnych dyskusji kto mial racje i dlaczego czuje sie
          pokrzywdzona. Cieszylam sie tym uczuciem, bo przeciez wiem, ze on i tak by nic
          nie zrozumial tak jak do tej pory nie rozumial moich staran. Jedyne co by sie
          stalo, to pewnie emocjonalnie bym sie doszczetnie wyczerpala i wyladowala w
          szpitalu psychiatrycznym.
          Gdybym mu powiedziala, ze kocham innego (nie mowie juz o dziecku), to bylaby
          dla niego kara niewyobrazalna. Moja zemsta bylaby po prostu doskonala. Nie wiem
          czy jego milosc wlasna pozwolilaby mu kiedykolwiek sie z tego otrzasnac. Kusilo
          mnie to troche. Mialabym dwa problemy z glowy: 1.nie moglby juz udawac, ze jest
          ze mna z milosci i musialby sobie poradzic sam natychmiast, nie czekajac na
          dobra partie z mieszkankiem w spokoju (tak jak to robi teraz) 2.odegralabym sie
          za wszystko zle co mi zrobil.
          Dlatego mu nie powiedzialam - z litosci.
          Jest jak jest i tyle. Moje zycie jest pokrecone na moje wlasne zyczenie. Robie
          co moge zeby nie krzywdzic bardziej niz to nieuniknione ludzi w moim otoczeniu.
          Ech...
          Pozdrawiam - zlakobieta
    • zlakobieta Kaczusiu, odezwij sie 07.03.02, 19:34
      Odgrzebalam ten watek, bo martwie sie, ze nic nie piszesz. Czy wszystko u
      Ciebie w porzadku?
      Poza tym chcialabym zadac Ci jeszcze jedno pytanie, ktore przyszlo mi do glowy
      niedawno - czy ojciec biologiczny Twojego dziecka wie o nim i czy wie o Twojej
      decyzji, ze je urodzisz?
      Jezeli nie chcesz, to oczywiscie nie odpisuj i wybacz moje wscibstwo.
      Pozdrawiam cieplo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka