timbunia
19.09.11, 00:24
Byłam molestowana jako dziecko, przez ojca mojego taty. Podobnie jak i moja młodsza siostra.
Kiedy się to zaczęło nie pamiętam, za to bardzo dokładnie pamiętam kiedy sprawa wyszła na jaw. Rodzicom powiedziała o tym moja młodsza siostra, nie wiem, dlaczego ja nie umiałam.
Rodzice z tego co wiem rozmawiali wtedy - początek lat 90-tych z psychologiem, który stwierdził pokrótce, ze nie warto ciągać sprawy po sądach, ze dzieci zapomną. Ojciec rozmawiał z tym... h..., kazał mu iść na terapię (był ponoć kilka razy i przestał chodzić). Jego żonie nic nie powiedział, bo były małe dzieci i szkoda było rodziny. Mam zal do rodziców, że nie wsadzili skur... do więzienia (wtedy chyba jeszcze psychologów dla dzieci podczas zeznań nie było). Niestety dobre chęci rodziców mi nie pomogły.
Przez kilka następnych lat żyliśmy jakby nic się nie stało. Oczywiście przy okazji różnych świąt z "wujkiem" się spotykaliśmy, choć już rodzice unikali zostawiania nas z nim sam na sam, ale oczywiście to było niewłaściwe. Tak naprawdę dopiero w momencie, gdy rozpadł się mój związek (facet mnie zostawił), coś we mnie pękło i oprócz rozpaczy i wściekłosci na eks, odczułam potrzebę wyrzucenia wszystkiego z siebie. Długo szukałam bezpłatnej terapii (na płatne mnie nie stać) dla ofiar przemocy. Zrobiłam duży krok, nauczyłam się mówic o swoich emocjach - już nie obwiniam siebie. jestem pewniejsza i odważniejsza. Powiedziałam rodzicom w twarz co mysle o ich zachowaniu w tamtym okresie, powiedziałam nawet h... co o nim myślę, gdy jednak postanowił się zjawić (niestety na prośbę babci - jego matki) na śniadaniu świątecznym - nie patrzyłam mu w oczy, ryczałam i mówiłam, co czuję, jak mi życie zmarnował, że jest draniem itp. to był dla mnie przełomowy krok.
Nie boję się teraz mówić o tym co mnie spotkało i mówię to by ostrzec innych ludzi.
ale jest nadal parę spraw które mnie gnębią i spokoju nie dają.
-h... jest na wolności - bo sprawa w moim przypadku się już przedawniła, nie wiem czy kogoś nadal krzywdzi, nie wiem czy jego dzieci nie były krzywdzone.
-mam zal do babci, że nadal się z nim kontaktuje - zaprasza na święta. Kocham ją, ale przez to że go nie wykreśliła, ja tez jakoś rzadko się do niej odzywam. Z jednej strony to nie jej wina, ale z drugiej jak jej wybaczyć matczyne uczucia.
- kolejna sprawa - mój tata - powiedziałam mu, że mam żal o to że nie postąpił właściwie , wtedy gdy byłam dzieckiem, że nadal utrzymuje z nim kontakty - zdawkowe, ale utrzymuje ze względu na babcię. gdy mojego tatę się tak atakuje, on zamyka się w sobie. Kiedyś powiedziałam, że on nie ma pojęcia jak jest być molestowanym - pamiętam że powiedział, że może wie, ale nic więcej z niego nie wyciągnęłam. Mam podejrzenia, ze mojego tatę tez mogło cos takiego spotkać w dzieciństwie lub w innym momencie życia - przez to jest taki zamknięty w sobie i nie okazuje uczuć - nie chwali nie przytula nie powie kocham Cię córeczko.
- chcę, aby o tym zdarzeniu, dowiedziała się cała rodzina, która utrzymuje z nim kontakt, żeby się od niego odwrócili, albo przynajmniej by stosunki się ochłodziły. Tylko ze w tej walce jestem sama. sama muszę stawiać czoła mojej przeszłości. Moja siostra nie ma odwago mówić o przeszłości, ale o tym później.
- moja siostra - nie rozmawia o przeszłości, wrzuciła to gdzieś w zakamarki umysłu, udaje że dała sobie z tym radę, a gdy próbowałam z nią o tym rozmawiać ucinała temat (ale widziałam, że łzy w oczach stawały). Ona zawsze była taka samodzielna, praca do przodu - nie wiem czy to maska, czy ona rzeczywiście poradziła sobie z przeszłością. czy to ja okazałam się taka słaba.
- a ja chcę mówić o tym głośno - chcę żeby wszyscy wiedzieli że K.K. jest pedofilem. Ja sprawiedliwości już nie uzyskam, ale nie wiem czy w międzyczasie on nie skrzywdził innych dzieci.
Przez to wszystko jestem sfrustrowana i czasem mnie dzika wściekłość ogrania. z drugiej strony bezsilność.
bo co ja mam teraz robić???