Dodaj do ulubionych

Pieniądze w małżeństwie

28.05.04, 08:50
czy sądzicie, ze to takie proste??? Jestem w związku już 10 lat,
wybudowaliśmy dom, było nam bardzo ciężko - i jest nadal - bo kredyty
zabierają większość zarobionych pieniędzy. Próbowałam rozmawiać o
rozdzielności (takiej nie oficjalnej bez adwokata), ale zaczęły się tematy ja
już tyle w ten dom włożyłem ! Jak byłaś na macierzyńskim to ja cię
utrzymywałem! Obrosłaś w piórka i chcesz się zabawić bo więcej zarabiasz!
Masz kochanka i będziesz chciała odejść - to pierwszy krok do
rozwodu! ......... itp. epitety

Ciekawa jestem jak wy poradziłyście sobie z tym tematem, może spróbuje
jeszcze raz?
Najłatwiej jest zrobić taki manewr zaraz po ślubie. Bardzo ciężko jest zrobić
podział w trakcie małżeństwa.
Obserwuj wątek
    • Gość: gwidosz Re: Pieniądze w małżeństwie IP: 81.210.54.* 28.05.04, 20:18
      Owszem, można tak zrobić. Tylko w takim razie po co w ogóle się pobierać? Jeśli
      myśli się o rozdzielności finansowej, to według mnie należy się poważnie
      zastanowić, czy taki związek ma sens. Na tej zasadzie można sie tylko bzykać od
      czasu do czasu - bez ślubu, bez prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego.
      Tak zresztą sporo osób robi i... są niezbyt zadowoleni.
      Moim skromnym zdaniem trzeba pracować nad stworzeniem takiego związku, w którym
      nie chodzi o to, kto większy połeć wspólnego płótna urwie. Poglądy wygłoszone
      przez autorkę tego artykułu są dość przerażające.
      • Gość: frustro Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 20:35
        swego czasu podnosiłem na tym forum kwestię,że małżeństwo powinno opierać się na
        jasno sprecyzowanym kontrakcie,gdzie strony określają co wnoszą do związku i
        czego oczekują... Teoretycznie wszyscy biorą śluby w wiadomym celu... a jak
        jest w praktyce?
        Żyjemy w XXI wieku,który będzie się charakteryzował bogactwem przeżywania...
        warto więc zawczasu poznać nie tylko swoją rolę ale i zabezpieczyć rekwizyty do
        jej odgrywania...
        • Gość: jolka Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.06.04, 12:37
          a połowa niani do dziecka to nie kosztuje? A dzieci podobno są wspólne-
          a w ogóle co zrobić , gdy porządny skądinąd czlowiek ma lekkiego hopla na
          punkcie swojej mamusi? Gotów jest wynieść tam wszystko "bo mama mówi,że ma małą
          emeryturę"-i spokojnie bierze nie mówiąc nawet głupiego "dziękuję", a na prośbę
          o popilnowanie dzici przez godzinę bo nie mogę wziąć zwolnienia/stracę pracę/
          odpowiada z uśmiechem ,że ona swoje dziecko już wychowała i woli wyjechać na
          wczasy. Ja mam zarabiac tyle co mąż , prowadzić dom ,wychowywać dzieci i
          utrzymywać teściową, a ona odpoczywa- a wychowała jedno dziecko nie pracując
          i pracowała zawodowo tylko 10 lat, wtedy twierdziła,że ona już nić więcej nie
          może /ani zakupów, ani gotowania/ bo przeciez pracuje, ;teraz uśmiecha się i
          mówi "mąż to nie rodzina" i właściwie to ma wspólny mieszek z moim mężem, ale
          bez /broń boże/ wiktu i opierunku dla niego- to jest moj obowiązek- jak ma
          starczyc na moje i dzieci potrzeby?
        • Gość: beti Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.06.04, 21:45
          Jestem 1,5 roku poślubie.Przed jak i po ślubie mamay osobne konta. Razem
          dokładamy się do utrzymania , w zależności od tego ile mamy środków. Było tak,
          że zarabiałam mniej, było tak ,że zarabiałam więcej itd. Osobne konta to dobra
          rzecz.Na naszą wspólną komórkę przychodzą SMS o stanach naszych kont. Wiemy o
          swoich pieniądzach wszystko.Razem planujemy wydatki i razem wydajemy wspólnie
          pieniądze.Przy braniu kredytu mieszkaniowego okazało się, że fakt posiadania 2
          kont bardzo nam się przydał. Teraz mamy 3 konto wspólne ( kredytowe)i tak jest
          dobrze.W żaden sposób to nie wpłynęło na jakość naszych uczuć. Temat pieniędzy
          nie jest tabu, każdy z nas czuje się niezależny i jeżeli wydaje , czy też
          dokłada to robi to świadomie i z własnej woli.Wolna wola to wolność wyboru. I
          to jest dobre. Nie godzi w niczyje poczucie wartośći .
          • Gość: Maz Baby narazie IP: 213.68.127.* 08.06.04, 09:36
            > Jestem 1,5 roku poślubie.
            To tak jakbys wciaz byla przed slubem
            > W żaden sposób to nie wpłynęło na jakość naszych uczuć. Temat pieniędzy
            > nie jest tabu, każdy z nas czuje się niezależny i jeżeli wydaje , czy też
            > dokłada to robi to świadomie i z własnej woli.
            I ta wolnosc i niezaleznosc skloni kiedys twoje meza do krotkiego stwierdzenia,
            kochanie jestesmy tacy niezalezni, wiesz ide dzis na kolacje z Gosia z mojego
            dzialu, nie czekaj z kolacja - zjem sniadanie u Gosienki.
            • Gość: Ela Re: narazie IP: *.gepc.ge.com / *.unknown.uunet.be 05.08.04, 14:30
              a ja mysle,ze wlasnie nie skloni ta wolnosc Gosi meza to skoku w bok. Facet,
              ktory ma wolnosc w zwiazku nie zdradza, zdradza ten, ktory jest pilnowany i
              kontrolowany na kazdym kroku.To samo oczywiscie mysle o kobietach. Gosiu
              trzymajcie sie cieplutko.
      • Gość: Halina Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.ip-pluggen.com 28.05.04, 20:37
        Polska ma chyba podobne prawa jak na zachodzie: Wszystko co sie
        zbudowalo/kupilo po zawarciu zwiazku malzenskiego jest wlasnoscia OBOJGA i w
        razie rozwodu dzieli sie NA POLOWE.

        Inna sprawa kiedy jeden z malzonkow narobi dlugow. Wczesniej przeprowadzony
        odzial majatku spowoduje, ze komornik nie moze zabarac wiecej niz polowke
        wierzyciela.
      • Gość: Gripen Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.04, 20:47
        Własnie stoję na progu małżeństwa i na dzień dzisiejszy sprawa finansów nie jest
        jeszcze ustalona. Wszytskie zaprzyjaźnione małżeństwa (tak się składa że
        pobieramy się ostatni) funkcjonują na zasadzie "władzy brutalnego samca" nad
        wspólnymi pieniędzmi. Ostatni przykład z życia naszych znajomych dowodzi
        przewagi tej metody: jest bardzo prozaiczny. Tyko Krzysiek pracuje i on ma
        wszystkie pieniądze. Więc kiedy nie chciał Gosi kupic kiecki (uznał to za
        fanaberie) ta zrobiła fale żalów i prostestów, i wypłakiwała się u wszytskich (u
        mojej przyszłej żony również). NIestety jak to w biznesie bywa, Krzyśkowi
        powinęła się noga i stracił częsc zarobku (niestety takie są zasady w jego
        fiirmie). Teraz przynosi 300zł. do domu miesięcznie. żyją jakoś tylko dzięki
        jego wcześniejszym oszczędnościom.
        Mam więc powazny zgryz. Fakt. więskzośc z tych naszych znajomych młodych
        mężatek, jest nie zadowolona z "niezaleznosci finansowej". Z drugiej strony ich
        wkłady do budżetów rodzinnych są ... symboliczne, a w najlepszym wypadku
        średnie. Nikomu się nie przelewa i wszyscy musza urządzac mieszkania. Budżety sa
        wyzerpywane do zera, lub skąpi męzowie robią oszczędnosći, bo gdy tylko nie
        sprzedają pewnej ilości towarów moga stracić prace...
        Bardzo moją narzeczona kocham i nie mam wątpliwości, że z nią chcę się związać.
        ale jestesmy tak długo razem, że wiem, iż wszelka niezależnosć finansowa mojej
        połowicy zostanie wydana na... okazyjnie kupione bluzki, sweterki, spodnie itd.
        itp. Jeśli więc ja (przyznaję skąpiec z natury) będe oszczędzał, a w momencie
        gdy znajdziemy się, choć jedno z nas bez pracy to wtedy całe zaoszczędzone
        pieniądze zostaną "uwłaszczoen" małżeńsko, bo z czegoś trzeba będzie życ...
        Ma wiec pytanie do szanowncyh pań, co nalezy zrobić. Nie chcę wprowadzac dyktatu
        małżeńskiego, nie chcę by moja żona była nieszczęśliwa, ale nie chcę bym tylko
        ja oszczedzał. jeśli kiedykowliek się dorobimy samochodu, to w tym układzie, z
        mojej puli pójda na to pieniądze, wyczeczki to samo... o dmu nie myśle, jeszcze
        mamy kredyt na mieszkanie...remont...
        Jak w tej sytuacji zapewnić sytuację, zę żadne z nas nie będzie "ofiarą" i tym,
        który stale się poświęca?
        Jęlsi te pieniądze (symboliczne sumy przecież możemy rozdzielić)będa jej, to nie
        mogę siesprzeciwac jej wydatkom. Jeśli te pieniądze będą wspólne (cokoliwek to
        znaczy) to wtedy stale będę oskarżony o uniemożliwianie realizacji marzeń mojej
        połowicy. Jaki system, wybrać, by dac żonie niezależność a nie ponosić samemu
        kosztów "inwestycji" życiowych? To problem zdrowego egoizmu i miłości do drugiej
        osoby? Jak szanowne panie mam postapić, czekam na rady...:)
        • Gość: Lidia Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 28.05.04, 22:11
          Jeżeli zakładasz,że Twoja przyszła żona "swoją pulę pieniędzy wyda na okazyjnie
          kupione fatałaszki" to myślę,że fatalnego jesteś o niej zdania.Współczuję jej
          gorąco.A moje zdanie w tej sprawie:pieniądze wmałżeństwie są wspólne i
          kropka.Nieważne kto procentowo ile ich przyniósł.One są po to żeby je
          wykorzystywać i tyle.Lidia
          • Gość: Gripen Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.04, 23:51
            Może masz i rację. Założyłem, że wyda tak te pieniądze, a w końcu może mnie
            zaskoczyć... A co do pieniędzy wspólnych, to jakoś dziwinie, zasze gdy sa
            wspólne to kobieta ma pretensje... Mam nadzieję, że po prostu trafiłem na
            kiepskie przykłady. Może jest tak, że po prostu, ci którym się ta kwestia układa
            zwyczajnie o niej nie mówią innym...bo i po co?
            • kociamama Re: Pieniądze w małżeństwie 31.05.04, 14:17
              Jestem ciekawa, co to znaczy, ze zawsze kobieta ma pretensje w kwestii
              wspolnych pieniedzy, ja piszesz. Czy to nie aby jakis stereotyp przez Ciebie
              przemawia i/lub jednostronne, subiektywne opowiesci kumpli?

              przeczytalam Twoje posty, i widze, ze obracasz sie w specyficznym srodowisku,
              sami rozsadni dobrze zarabiajacy i oszczedni faceci, i nic niezarabiajce, lub
              zenujaco malo, niegospodarne zony. Albo jestes niesprawieldliwy, albo Twoi
              kumple dobrali sobie nieodpowiednie partnerki. W koncu wspolne zycie polega tez
              na podobnym nastawieniu i swiatopogladzie, a nie wylacznie dobierania partnera
              pod wzgledem atrakcyjnosci seksualnej...

              Pozdrawiam,
              KOciamama.
              • Gość: Maz Baby Re: Pieniądze w małżeństwie IP: 213.68.127.* 08.06.04, 09:52
                A niby dlaczego nie dobrac sobie atrakcyjnego seksownego glupiego kociaka.
                Dawkowac kase tak jak sie chce. To jest problem kociat, a nie moj.
                Poza tym latwiej kociaka wymienic na mlodszego, gdy przestanie byc atrakcyjny,
                odpali mu sie odstepne i z glowy. Taki niezalezny moze drapac, a taki
                ubezwlasnowolniony tylko mialknie smutno kolezankom w uszko.

                prawda kociamamo?
              • Gość: Tomek Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.comarch.pl 19.07.04, 13:50
                Widzisz, sama ulegasz stereotypowi.
                To, że kobieta nic nie zarabia, nie oznacza, że jest niegospodarna. Może np.
                poświęcić się wychowywaniu dzieci.
            • mradford u mnie w malzenstwie jest inaczej 06.06.04, 17:25
              na poczatku kiedy oboje pracowalismy,nie mielismy dziecka,oboje palilismy i
              chlalismy,codziennie restauracje,bizuteria,kasa byla oddzielna i nie bylo
              sprawy.Teraz gdy liczy sie kazdy grosz(oboje nie mamy pracy),moj maz zmadrzal(
              to ja jestem ta niedobra co drze ryja jak za duzo wyda),odstawilismy papierosy,
              kupujemy madrze,nie w glowie nam markowe ciuchy,gotujemy w domu,splacamy
              kredyty,pieluchy i jeszcze potrafimy odlozyc.Kasa jest na jednym koncie,
              zmienily sie priorytety.Zaufaj swojej kobiecie,porozmawiaj z nia,ze chcesz
              realizowac jej marzenia,ale trzeba zyc z glowa zeby to zrobic.Pamietaj ze
              oszczedzasz nie na tym co kupujesz ale czego nie wydajesz.Pewnie poklocice sie
              nie raz o kase,bo malzenstwa glownie o to sie kloca,ale glowa do gory,zmiana
              stylu zycia to kwestia zostania na lodzie przez kilka tygodni,a potem patrzysz
              na swiat w zupelnie inny sposob.Powodzenia,wszystko da sie w zyciu zalatwic.A
              co do konta - niech piecze trzyma rozsadniejszy,niezaleznie czy to Ty czy Twoja
              narzeczona.
        • Gość: echo Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.chomiczowka.waw.pl 28.05.04, 23:57
          Witajcie...
          Ja jestem za 100% rozdzieleniem finansów w związku. Ludzie sie zmieniają,
          sytuacja rodzinna i finansowa sie zmienia, po prostu zbyt duże jest ryzyko dla
          obu stron, ze moga zostac "na lodzie". Temat miłość versus pieniądze uwazam za
          wydumane problemy. Hierarchia potrzeb Maslowa to potwierdza - najpierw trzeba
          zapewnic bezpieczeństwo, a potem jest mowa o uczuciach wyzszych :)
          Aha, najprościej byłoby się żenić z inteligentnymi i ambitnymi kobietami, im
          bezrobocie raczej nie grozi, a poza tym nie wydaja pieniedzy na glupoty!
          Echo...
        • trzydziestoletnia Re: Pieniądze w małżeństwie 03.06.04, 19:40
          Gość portalu: Gripen napisał(a):

          > (..) Jaki system, wybrać, by dac żonie niezależność a nie ponosić samemu
          > kosztów "inwestycji" życiowych?

          Mozna by oprocz lozenia na sprawy biezace i odkladania na wlasne potrzeby
          zrobic wspolna "swinke" oszczednosciowa (na te wspolne inwestycje czy 'czarna
          godzine'). Tylko dbac by dokladac w miare rownomiernie.
        • Gość: Mała Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.06.04, 12:59
          Jeśli dwoje ludzi w związku pracuje, to nie ma mowy o trzymaniu kasy przez
          jedno. Nigdy bym na to nie pozwoliła. Jeśli facet chce podratować swoje ego
          właśnie "trzymaniem "kasy to powinnien zapewnic rodzinie taki byt, aby żona nie
          musiała pracować. Wtedy owszem, niech wylicza grosz do grosz, niech wydziela.
          Swoją drogą; twoja niewiara/powątpiewanie w rozsądek narzeczonej budzi pytanie-
          czy Ty ją dobrze znasz? czy masz do niej 100% zaufania? Po co bierzesz ślub?
          • Gość: evvik Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.04, 23:10
            z waszych postów wynika, że jestem nico starsza od reszty, i przyznaję że
            zupełnie nie rozumiem sprawy. W moim małzeństwie było tak: ja rodziłam i
            wychowywałam synow ( trzech w odstepie lat 4 ) przez lat 15, a szanowny
            małżonek zarabiał na godne życie ,a wszystkie konta były na MOJE nazwisko i to
            ja decydowałam na co pieniądze zostaną wydane. Do tej pory mąz nie orientuje
            się w płatnościach(chyba mu z tym łatwiej).Nie wiem jak można dzielić pieniądze
            wg zasady -zarobisz to twoje, w sytuacji kiedy chcemy wychowywać swoje dzieci
            same, bez opiekunek.Przecież wtedy nie ma mowy przez paę lat o zarabianiu przez
            osobę będącą w domu z dzieckiem(najczęścieJ jest to niestety kobieta).I
            rozumiem że wtedy męzczyzna dobrze się czuje?
            • Gość: KR$ Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 19.07.04, 13:53
              Wyjatkowego osla udalo ci sie upolowac - ale takich na szczescie coraz mniej.
        • Gość: jola Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.smart.polish / *.polish-airports.com 09.06.04, 13:32
          to proste :-)
          u nas wyglada to tak, oboje pracujemy, zarabiamy bardzo podobnie/ja troszke
          wiecej/ i mamy jedno wspolne konto, moj narzeczony oszczedza to na wakacje, to
          na cos tam - generalnie oszczedza a ja jak kazda kobieta tez oszczedzam ale mi
          to nie wychodzi, bo jak nie przecena to fryzjer , a jak nie fryzjer to konczy
          mi sie krem, i tak 100, 200, 300,... wydawalam nie wiadomo ile. aby uniknac
          rozwalania pieniedzy a z drugiej strony abym nie byla ograniczona/w koncu
          zarabaim nawet wiecej/ wprowadzilismy zasade ze moge miesiecznie wydac
          okreslona ilosc pieniedzy na co mam ochote - sprawdza sie /choc przyznam ze
          czasem kombinuje/, pozdrawiam
          jola
          • Gość: KR$ Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 19.07.04, 13:54
            Bardzo typowy przyklad 'rownouprawnienia' - on oszczedza - ty masz pule na
            swoje 'wydatki'.
          • Gość: xx Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.sejm.gov.pl / *.sejm.gov.pl 27.08.04, 12:26
            Bardzo mi tu prosze nie generalizować. Co to ma znaczyć: jak każda kobieta?
            Wypraszam sobie takie stereotypy! Akurat moja sytuacja ekonomiczna jest bardzo
            podobna do Twojej, bo zarabiamy mniej więcej tyle samo (ja troszkę więcej) i
            oboje staramy się oszczędzać, a jednocześnie nie wyrzekać się wszystkiego. Każde
            z nas decyduje o przeznaczeniu swoich własnych pieniędzy, tylko na tzw. życie i
            większe wspólne zakupyt się zrzucamy. Natomiast co się komu uda odłożyć ekstra
            to jego i drugie nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia. Nie twierdzę, że to
            najlepsze rozwiązanie. Twierdzę tylko, że to jest najlepsze rozwiązanie DLA NAS,
            bo każdemu z nas trudniej wydaje się własnoręcznie zarobione pieniądze, niż
            wspólne, czyli jakby niczyje. Każdemu życzę, żeby w swoim związku taki złoty
            środek znalazł, a czy to będzie wspólna kasa, czy oddzielne konta, to sprawa
            drugorzędna. A jeśli nie potraficie się dogadać w tej kwestii,to warto się
            zastanowić nad sobą. Dorośli ludzie zwykle potrafią rozmawiać, uzasadniać
            spokojnie swoje racje, tłumaczyć pewne obawy itp. i przede wszystkim znajdować
            kompromisy, zwłaszcza jeśli są sobie na tyle bliscy, że zdecydowali się pobrać.
            Natomiast panom, którym się wydaje, że kobieta, która nie zarabia, ale zajmuje
            się domem i dziećmi, nie dokłada nic do wspólnego budżetu, życzę wiele szczęścia
            na przyszłość i serdecznie im współczuję. Poza czysto emocjonalnym wkładem,
            który następuje zwykle z obu stron i jest nieprzekładalny na pieniądze, jest tu
            jeszcze najzupełniej przekładalna na pieniądze praca fizyczna. Proszę dodać
            pensję pełnoetatowej opiekunki do dzieci, do pensji pełnoetatowej gosposi i
            dopiero wtedy z czystym sumieniem powiedzieć, że żona "nie dokłada" do wspólnego
            budżetu. Pozdrawiam forumowiczów.
        • Gość: Tomek Re: Pieniądze w małżeństwie - do szowinistek IP: *.isw.intel.com / *.isw.intel.com 19.07.04, 11:28
          Serdecznie współczuję sytuacji. Jestem 10 lat w związku, czasem bywało dobrze,
          czasem źle. (Ach byłbym zapomniał, jestem ten zły, samiec i zaprzysięgły wróg
          kobiet niskich,wysokich, ładnych, brązowych, chudych czy też przy tuszy,
          oczywiście z samej definicji samca). By the way mamy wspólne konto, zarabiam
          trzy razy tyle co moja połowica (ale na moje nieszczęście wrzucam wszystko do
          wspólnego koszyka i nigdy nie dbałem o to co się dzieje z naszą kasą, wybieram
          tylko w razie zakupów (pieniądze na zakupy, które przygotowuje żona dla
          nierozgarniętego chłopa do hipermarketu), sam wybieram na piwo (Lech lub
          Tyskie) co już powinno w WAS drogie Panie wzbudzać pogardę z uwagi na moje
          pijaństwo ! Czytając artukuł doszedłem do wniosku, że:
          - założe inne konto, na swoje prywatne wydatki ! (Oczywiście na złość samej
          definicji kobiety
          - swoją małżonkę sprowadzę do roli kucharki i niańki (na złość kobietom)
          no chyba, że się nie da :-)
          - będę psioczył i narzekał (dla samej definicji samca)

          A byłem:
          - potulny, kochający i dbający o małżonkę i dzieci.
          - całą kasę oddawałem małżonce :-)
          - byłem głupi i czas przejrzeć na oczy !!!!!

          Serdecznie dziekuję, że otworzyłyście mi oczy !!!!!

          Z ubolewaniem dla wszystkich szowinistek
          Tomek z Gdańska
          • Gość: Tomek z Krakowa Re: Pieniądze w małżeństwie - do szowinistek IP: *.comarch.pl 19.07.04, 13:53
            100% poparcia z mojej strony :)
          • Gość: KR$ Re: Pieniądze w małżeństwie - do szowinistek IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 19.07.04, 13:56
            oczywiscie ze byles glupi. samo to ze siedzisz w tym gdansku i grzebiesz sie w
            niskim poziomie programujac procesory juz o tym swiadczy... ;-)
          • Gość: Ziuta Re: Pieniądze w małżeństwie - do szowinistek IP: 62.233.187.* 19.07.04, 19:25
            No nie bądź taki. Taki jesteś fajny Misiu. :)
            • Gość: Tom Re: Pieniądze w małżeństwie - do szowinistek IP: *.chello.pl 19.07.04, 23:24
              Ziutka, rybeńko ty moja, Misiem niestety nie jestem, a chciałbym :-)
              Jestem zwierz, ale nie pluszowy.

              Pzdr,
              Tomek


      • Gość: mika Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.telzas.com.pl / *.com.pl 01.06.04, 14:30
        ja i mój mąz mamy odrębną kasę, nawet mnie to cieszy. Ale motywy dwóch
        odrębnych kont to już niewesoła sprawa. Mój mąż po ślubie postawił sprawę
        jasno -nie ufam ci będziemy mieć odrębne konta!
        On zarabia dwa razy więcej ode mnie. Nie dostaję od niego ani grosza, a wręcz
        przeciwnie połowę rachunków do opłacenia. Żeby chociaż odkładał na jakiś
        sensowny cel, ale niestety tak się nie dzieje.
        Myślę, że warto sprawę kasy postawić przed ślubem. Po ślubie można się bardzo
        rozczarować postawą współmałżonka.
        • Gość: janow Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.111.11.vie.surfer.at 05.06.04, 08:35
          Kobiety grymasza!
          Najpierw marza o kims silnym i opiekunczym ,a kiedy juz go maja,zaczyna je to
          nudzic i szukaja smaczkow.
          W kazdym zwiazku ktos kiedys przejmie inicjatywe.Dla kobiet czesciej niestety
          jest ta osoba maz.
          Ja "rzadze" kasa w naszym malzenstwie i jak mi Bog na niebie nigdy nie
          lekcewazylem zdania mojej zony czy tez jej finansowych potrzeb.Pytania "na co
          wydalas te pieniadze "uwazam za normalna ciekawosc a nie za atak na wolnosc
          osobista,czy kontrole.
          Przeciwnie! to moja zona zachowuje sie nieraz ,doprawdy smiesznie i tlumaczy
          sie jakby popelnila przestepswo, jezeli kupi sobie nowe buty czy cos
          z "niesamowicie potrzebnych rzeczy"
          Uwazam ze wspolna kasa to wyraz dojrzalosci i zaufania obojga partnerow i ze to
          czesc wspolnego zycia.Jezeli jednak w wspolnym zwiazku ktos nie jest fair
          (czesciej my ;mezczyzni)i wspolna kasa sluzy jako dodatkowy
          instrument "wykonywania "wladzy to wtedy dla totalnie zdominowanej partneki
          jest to dodatkowy problem.
          PS. Ja naprawde staram sie byc fair,ale mimo wszysko mam wrazenie ze moja
          lepsza polowa sama czesto nie wie co byloby dla niej lepsze...
      • Gość: frania Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.smart.polish / *.polish-airports.com 09.06.04, 13:24
        tez tak sadze,
        chyba autorka jest w trakcie rozwodu :-)
        ja mimo ze nie jestem jeszcze mezatka /planujemy slub za 3 miesiace/, juz dawno
        mam wspolne konto ze swoim narzeczonym, razem mieszkamy i majac wspolne konto
        latwiej rozbi sie zakupy, oplaca rachunki - inaczej musielibysmy liczyc ile co
        kosztuje i kto ile sie doklada, wlasne wydatki rowniez mamy i nigdy nie robimy
        sobie wzajemnie wyrzutow sumienia, ze ktores cos kupilo, latwiej jest nam
        plnowac wakacje, kiedy wiemy ile mam w sumie kasy, pozdrawiam
      • Gość: Meg Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.slam.katowice.pl 19.07.04, 12:59
        Po to, by wiedziec ze ktos jest ze mna dla mnie, a nie dla moich pieniedzy. i po
        to, by nigdy nie przezyc sytuacji:To moje, ja to kupilem/am i ja zdecyduje co z
        tym zrobie-Ty nie masz nic.
      • Gość: Pelcia Re: Pieniądze w małżeństwie IP: 62.233.187.* 19.07.04, 18:57
        To nie jest takie proste. Można sobie mówić o miłości, związku itp. Niesety nie
        wszystkie związki są partnerskie i w momencie gdy jedno jest dominujące, to
        często dochodzi do tego, że samo podejmuje również decyzje finansowe dotyczące
        obojga. Tą dominującą osobą może być również kobieta, ale najczęściej się
        zdarza, że jest to facet. Takie życie. I jedyne rozwiązanie to zapobiegać.
      • Gość: kret Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.04, 09:37
        Warto to zrobić, dlatego że tego nie zrobiłam straciłam cały majatek, bo dla
        mojego męża najważniejsze są pieniądze, dla nich był gotów zrobić wszystko,
        szantażować, straszyć, itp. zniżał się do najgorszych intryg. Dla świętego
        spokoju zgodziłam się podpisać mu wszyskie papiery, spłacić jego kredyt, i
        rozpocząć życie na nowo. Mieszkam w remoncie, bo nie miałam się gdzie podziać
        ale jestem szczęsliwa. To nie chodzi o życie w wolnym związku czy w małżeństwie
        tak na prawdę,czasem prowadzenie wspólnego gospodarstwa nie jest po prostu
        możliwe, a sąd i pranie brudów to nie najlepszy sposób na załatwienie swoich
        spraw. Aktualnie mam już rozdzielność majątkową i komfort że nic mi nie
        zabierze oprócz teg co zabrał: kawałka życia- reszta tak na prawde nie jest
        ważna.
      • Gość: Krzysztof Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.epcon / *.epcon.pl 16.09.04, 12:43
        Zagadzam się w pełni z gwidoszem. Czasem mam wrażenie że niektóre kobiety
        zapominają o szeroko rozumianym pojeciu związku. Co mam myśleć człowiek po 25
        latach małżeństwa który słyszy, że jego ukochana żona wolałaby przetopić ślubną
        obrączkę bo jest brzydka i nie chce jej nosić. Brzydka, no to chyba nie wymaga
        komentarza..
        Dobra wola, rozsądek i chęć rozwiązania problemu we dwoje zawsze pomaga.
        Pieniądze nie powinny nazbyt wiele nas dzielić. Wiem, że nie jest to proste,
        ale moim skromnym zdaniem to straszne niebezpieczeństwo, takie spory w małże
        nstwie.
    • Gość: Gripen Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.04, 20:53
      powiedz mężowi, że to nie twój dowód nieufności tylko jego. Skoro nie chce ci
      pozwolić na małą choćby niezaleznosc finansową (nie wnikając w szczególy kwot i
      procentów dochodów) to znaczy, zęnie ufa ci. Ty mu ufałaś, co udowodniłaś przez
      10 lat. Odwróć kotka ogonkiem:) Pozdrawaim i powodzenia (dodam, że też jestem
      facetem i nie jestem feministkiem;)
    • jmx Re: Pieniądze w małżeństwie 29.05.04, 01:47
      quin26 napisała:

      > Ciekawa jestem jak wy poradziłyście sobie z tym tematem, może spróbuje
      > jeszcze raz?
      > Najłatwiej jest zrobić taki manewr zaraz po ślubie. Bardzo ciężko jest zrobić
      > podział w trakcie małżeństwa.

      Ale po co? Wszystkie małżeństwa jakie znam mają wspólnotę majątkową i dobrze im
      się wiedzie. Dobrze w sensie nie kłócią się o pieniądze; zarobki przeciętne,
      nie kokosy akurat starcza na życie.
    • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.05.04, 10:00
      Na wszelki wypadek nie sypiam z zona, zeby czasami mi cos do lba nie strzelilo
      i nie skonczylo to sie seksem. Bo wszyscy wiemy czym seks sie moze skonczyc.
      Dzieckiem!!! I wtedy bede mial powazny problem, ile mam zonie dorzucic ze
      swoich, na to wlasnie dziecko. A dorzucac nie chce, bo mi szkoda kasy. Zarabiam
      duzo wiecej niz zona, dom kupilismy w podziale 12/82 z czego zona moze tylko
      uzywac 12%, bo za tyle zaplacila a ja 82%. Wiem ze to glupie ale doszlismy do
      porozumienia, zona mnie placi czynsz za 38% a ja zgodzilem sie ze moze uzywac
      dom w 50%. Zeby bylo fair, zapisujemy ile razy dziennie spuscilismy wode w WC.
      I tak jest ze wszystkim. Bo jak 50/50 to 50/50. Pieniedzy jej nie pozyczam, bo
      zeby wyegzekwowac ostatni dlug musialem wezwac komornika. To tak na wszelki
      wypadek, zeby mnie nie wykiwala. A kochamy sie bardzo i zadna przeszkoda nas
      nie rozdzieli...
      • Gość: Kaśka Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 21:18
        A u mnie jest na odwrot - to ja kobieta - więcej zarabiam, dużo więcej, bo
        związałam się z polskim naukowcem, ale nie na tyle dużo, żeby nam ta moja kasa
        bez problemu wystarczała. Z wielu rzeczy "babskich fanaberii" jak to panowie
        wcześniej określali muszę rezygnować, żeby popłacić rachunki i utrzymać nas
        przez kolejny miesiąć. I niestety czuję się wykorzystywana. Ale może to nie
        jest kwestia tego jak się dzielimy, tylko podejścia mojej połówki do pieniędzy
        i zarabiania. Jakiś czas temu straciłam pracę i myślałam, że to będzie jakimś
        bodźcem dla niego, żeby zacząć szukać czegoś bardziej dochodowego, ale okazało
        się, że nie. Wcześniej były dyskusje o kupnie mieszkania i wspólnym kredycie.
        Teraz już tego nie zrobię, jeżeli nic się nie zmieni to kredyt wezmę tylko na
        siebie, bo ja go będę spłacać. Chciałabym, żebyście dobrze mnie zrozumieli.
        Kocham go i chcę z nim być ( nie jesteśmy małżeństwem), ale problem pieniędzy,
        a właśniwie ich braku i niechęci do zmiany sytuacji z jego strony staje się dla
        mnie coraz większy i tak naprawdę nie wiem jak to się skończy.
        • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.05.04, 21:46
          Uuuu, to masz problem, bo naukowcy to specyficzny typ. Zaden szmalec ich nie
          zmusi do nie wykonywania powolanego zawodu. Beda to robili za darmo, tylko zeby
          robic. To jest ich milosc i nic ich nie zmusi do zarabiania lepszych pieniedzy.
          Dla nich pieniadze sie nie licza i ja niestety ich dobrze rozumiem i cenie :)
        • Gość: Loki Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.04, 23:54
          Ja sam jestem ex-naukowcem. Moja połówka jest identyczna jak ty. Tylko postawiła
          spra konkretnie. Musimy mieszkać osobno (nie z rodzicami) i koniec. Ze
          "stypendium" tego nie można osiągnąc. Mam dziś firmę, pieniądze, dom, dwa
          samochody i dochody duuuużo powyżej sredniej krajowej. Ale w tym domu bywam w
          weekendy... Taki profil dziłaności, że trzeba wyjeżdżać... Spytaj żonę moją czy
          jest zadowolona? W końcu jużnie musi jeździć do pracy autobusem wciąż w tej
          samej kiecce.... Kiedyś były wspólne wyjazdy w wakacje ( fakt, za jej pieniądze)
          i romantyczne wiczory. dziś nie ma wieczorów, a ja podejrzewany jestem wciąż o
          zdradę z sekretarką... (apropos szukam sekretarki faceta!!!)To co robię nigdy
          nie zastąpi mi pracy na uczelni. Powrót jest niemożliwy... To nie jest tak, ze
          nie lubie swojej obecnej pracy... ale nigdy nie zastąpi mi ona poprzedniej...
          Owszem wykorzystywałem żonę finansowo, kiedy pracowałem na Uniwerku. Teraz ona
          nie pracuje bo mamy dziecko(nie czuję się w ogóle wykorzystywnay.) Ale swoje
          dziecko (moje?) widuję kilka godzin tygodniowo. Żałuję...
          • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 30.05.04, 00:01
            Oj, szkoda, wielka szkoda. Moj dobry kumpel jest naukowcem, ciagle siedzi u
            mnie w kieszeni. I niech siedzi, ale jego zona nie ma mu tego za zle. Moja nie
            wie, ze mu pozyczam pieniadze. To tak na wszelki wypadek.
          • Gość: Kaśka Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.04, 19:08
            Ja w takiej sytuacji w jakiej w tej chwili jesteśmy nie mam szans na dziecko,
            bo z czego będziemy żyli? Wcale Ci się nie dziwię, że żal Ci pracy na uczelni,
            tego się nie da porównać z żadną inną pracą, a już na pewno nie z prowadzeniem
            własnej firmy. Ale ja obserwuję mojego faceta i widzę, że jest coraz bardziej
            sfrustrowany tą sytuacją ale nie potrafi? nie chce? jej zmienić, a ja
            postanowiłam, że przestanę mu ułatwiać życie i płacić za jego telefon i pytać
            czy ma kasę na śniadanko, bo kanapek to on z domu brać nie będzie z domu. Wśród
            jego zmajomych normą są niezapłacone rachunki i listy z pogróżkami od stoenów i
            gazowni. Dla mnie to nie jest norma. I dlatego czuję się wykorzystywana, bo on
            bierze nie dając w zamian nic i to ja pracuję zbyt dużo i ja jestem poza domem.
            Sytuacja kiedy kobieta nie pracuje, bo wychowuje wspólne dziecko jest chyba
            jednak trochę inna. Nie uważasz?
        • Gość: Sonja Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.06.04, 13:11
          Mam identyczny problem, ale jesteśmy 6 lat po ślubie. Nie wymagam, aby mąż
          zarabiał kokosy, ale chciałabym, aby się postarał w życiu, wykazał inicjatywę.
          Ruszył tyłkiem! Chciałabym poczucia bezpieczeństwa, że jeśli kiedyś mnie nie
          wyjdzie, on zrobi wszystko, aby było dobrze. A tego poczucia nie mam i też nie
          wiem, jak to się skończy.
        • Gość: KR$ Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 19.07.04, 14:00
          No - przynajmniej jedna pani opisala jak w malzenstwie jest 'wygodnie' stronie
          zarabiajacej wiecej i dbajacej o materialny byt.
      • caorle Re: Yeeeeeeh:-)))))))) 29.05.04, 22:23
        • caorle Re: Yeeeeeeh:-)))))))) 29.05.04, 22:24
          Do do twego poprzedniego postu, rybie
          • Gość: ryb Re: Yeeeeeeh:-)))))))) IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.05.04, 23:03
            :))) Ciesze sie ze Ci sie podobalo, hihihi :)))

            • caorle Re: Jak tam 29.05.04, 23:07

              twój komputerek ?:-)
              Twój"User's guide" wszedł do mojego słownika...hi,hi..
              • Gość: ryb Re: Jak tam IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.05.04, 23:21
                Niezle sie zalatwilem, zainstalowalem nowa wersje accounting software ktora
                uzywam od lat. Tylko spojrzalem po zainstalowaniu i odrazu doszedlem do wniosku
                ze to jest "to samo" tylko w ladniejszej wersji. Nie bylo to samo, ulepszone
                zostalo dla urzedu podatkowego, czyli po wcisnieciu "enter" juz nic nie moglem
                zmienic. Wrocic do poprzedniej nie moglem, bo zaczal sie nowy finansowy rok.
                Przeczytalem caly User's Guide i nic, dopiero jak wlazlem na strone www. firmy
                to znalazlem Update, ktory w drodze wyjatku pozwala na zmiany. Okazalo sie ze
                jest o wiele wiecej takich modeli jak ja, ktorzy uznali ze nowa wersja to "to
                samo". Juz teraz bede czytal regularnie "User's Guide" :)))
                • caorle Re: A jak 29.05.04, 23:39
                  dzielisz się "Userem" z żoną? Czy razem przy kominku i zgodnie ...?-)))
                  Czy chcesz być mądrzejszy i dajesz jej tylko poczytać w piątki?:-)
                  • Gość: ryb Re: A jak IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.05.04, 23:49
                    A nie, ona tez musiala "Usera" przeczytac, protestowala ale jak jej
                    powiedzialem ze bedzie mi musiala za nieprzeczytanie zaplacic, to przestala
                    protestowac. Ja sie tak latwo nie dam wykiwac. Zreszta, tak "na wszelki
                    wypadek" dodatkowa wiedza jej nie zaszkodzi :)))
      • jmx Re: Pieniądze w małżeństwie 30.05.04, 02:13
        Gość portalu: ryb napisał(a):

        > Na wszelki wypadek nie sypiam z zona, zeby czasami mi cos do lba nie
        strzelilo
        > i nie skonczylo to sie seksem. Bo wszyscy wiemy czym seks sie moze skonczyc.
        > Dzieckiem!!! I wtedy bede mial powazny problem, ile mam zonie dorzucic ze
        > swoich, na to wlasnie dziecko. A dorzucac nie chce, bo mi szkoda kasy.
        Zarabiam
        >
        > duzo wiecej niz zona, dom kupilismy w podziale 12/82 z czego zona moze tylko
        > uzywac 12%, bo za tyle zaplacila a ja 82%. Wiem ze to glupie ale doszlismy do
        > porozumienia, zona mnie placi czynsz za 38% a ja zgodzilem sie ze moze uzywac
        > dom w 50%. Zeby bylo fair, zapisujemy ile razy dziennie spuscilismy wode w
        WC.
        > I tak jest ze wszystkim. Bo jak 50/50 to 50/50. Pieniedzy jej nie pozyczam,
        bo
        > zeby wyegzekwowac ostatni dlug musialem wezwac komornika. To tak na wszelki
        > wypadek, zeby mnie nie wykiwala. A kochamy sie bardzo i zadna przeszkoda nas
        > nie rozdzieli...

        Ryb, to jest boskie...! czemu już jesteś żonaty.. ;-)))
        • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 30.05.04, 21:41
          :))) no moglem poczekac, na taka co wiecej zarabia :)))
      • ewadm Re: Pieniądze w małżeństwie 30.05.04, 17:28
        Ty baranie, a czemu ona płaci za 38 %, jak wpłaciła tylko 12? A jak śpicie, to
        ile % dajesz z siebie cokolwiek? Podejrzewam, że mniej niż 12%...
        • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 30.05.04, 21:38
          No no, tylko nie baranie...jeseli zona chce uzywac polowy domu to musi mi
          placic 38% czynsz, bo to ja za nia zalozylem 38%. Bo niby dlaczego mam tracic?
          Oczywiscie moze mi te 38% wartosci domu oddac, jak odlozy.
          A seksu nie uprawiamy, bo moja zona jeszcze nie jest przygotowana finansowo na
          50 procentowe pokrycie kosztow dziecka. Jak wystarczajaco duzo odlozy, to wtedy
          zdecydujemy sie na seks. I przyrzekam ci,ze w tym czasie dam z siebie nie mniej
          nie wiecej jak 50%. Bo niby dlaczego mam dac wiecej? od niej nie oczekuje
          wiecej, ale tez nie mniej.
      • j_ar Re: Pieniądze w małżeństwie 01.06.04, 11:06
        musze przyznac, ze jestem pelen podziwu ;)... nowoczesne malzenstwo, ale
        niepokoi mnie jak to wyliczasz z podatkiem klimatycznym? ;)
        • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 06.06.04, 00:38
          Tobie odpowiem jutro, bo juz jestem bardzo zmeczony :)))
      • Gość: Pikor Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.04, 19:48
        Super :) :)
      • Gość: baba Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.acn.waw.pl 19.06.04, 15:22
        hihihi
        • Gość: baba Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.acn.waw.pl 19.06.04, 15:26

          to bylo na pierwszy post ryba :-)))
    • seksuolog O co rycie? 30.05.04, 01:13
      quin26 napisała:

      > czy sądzicie, ze to takie proste??? Jestem w związku już 10 lat,
      > wybudowaliśmy dom, było nam bardzo ciężko - i jest nadal - bo kredyty
      > zabierają większość zarobionych pieniędzy. Próbowałam rozmawiać o
      > rozdzielności (takiej nie oficjalnej bez adwokata), ale zaczęły się tematy ja
      > już tyle w ten dom włożyłem ! Jak byłaś na macierzyńskim to ja cię
      > utrzymywałem! Obrosłaś w piórka i chcesz się zabawić bo więcej zarabiasz!
      > Masz kochanka i będziesz chciała odejść - to pierwszy krok do
      > rozwodu! ......... itp. epitety
      > Ciekawa jestem jak wy poradziłyście sobie z tym tematem, może spróbuje
      > jeszcze raz?
      > Najłatwiej jest zrobić taki manewr zaraz po ślubie. Bardzo ciężko jest zrobić
      > podział w trakcie małżeństwa.

      Wbrew pozoreom w tej sprawie nie chodzi tylko o pieniadze.

      Mamy tu tez dosc czesty paradoks: ludzie znacznie poprawiaja swoj standart
      zycia (dom) a psuje sie ich zwiazek.

      Wyglada to na absurdalny paradoks ale nie jest jesli sie odsloni prawdziwe
      motywy.

      W tym przypadku na haslo rozdzielnosc maz poczul sie zagrozony w swojej pozycji
      w zwiazku i urazony. Zareagowal brutalnie bo nie mial innych argumentow.
      Najgorsza bylaby teraz eskalacja zlych emocji. Byc moze jej powodem jest
      tez czesciowo stres i napiecia, wypoczynke i urlop powinien to zalagodzic.

      Glownym jednak dazeniem powinno byc umacnianie wspolnoty tak by ciezko
      zbudowany i splacany dom oznaczal lepsze zycie. W przeciwnym razie wysilek
      wlozony w to pojdzie na marne. Trzeba wiec sprobowac ugody i do pokojowego
      kompromisu i za wszelka cene unikac ostrzenia toporow wojennych. Ostatecznie
      wlasny dom to nie byle co wiec powinien byc powodem do zadowolenia.
      • Gość: roxi Re: O co rycie? IP: 5.5R3D* / 198.54.202.* 30.05.04, 16:25
        Ja jestem zdecydowanie za rozdzielnoscia majatkowa. Dokladnie przed
        slubem,podpisalismy z mezulkiem stosowne dokumenty. Oboje mamy wlasne firmy.
        Rodzina byla oburzona tym co zrobilismy- wszyscy podchodza do tego problemu tak
        makabrycznie materialnie a to tylko pieniadze kochani.
        • j_ar Re: O co rycie? 01.06.04, 11:07
          no akurat w sytuacji posiadania wlasnych firm, to chyba nie za bardzo rozsadne
          byloby nie przeprowadzic rozdzielnosci, co? .... tutaj chodzi natomiast o
          sytuacje, kiedy nie jest to takkie oczywiste
    • Gość: Planeta Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.06.04, 16:11
      Z moim mężem jesteśmy 10 lat razem i od samego początku każdy ma swoje
      pieniądze. Nikt nikomu niczego nie oddaje. Ze swoich dochodów mąż zabezpiecza
      mieszkanie (wynajmujemy), spłatę kredytu za samochód, utrzymanie samochodu
      (naprawy i takie tam) i generalnie co zostanie to jego. Moje dochody idą "na
      życie" i drobne rachunki, a co zostanie to moje (i moja w tym głowa żeby on za
      dużo nie wiedział, a gdy zobaczy nową kieckę to mu wmawiam że zeszłolatosia
      tylko się w nią nie mieściłam). Nadmienię że mój obecny to mój drugi, pierwszy
      to by mnie chyba zabił za samowolkę.
    • Gość: mk36 Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.adso.com.pl 04.06.04, 15:25
      Przeczytałem wszystkie opinie i niektóre są szokujące. Szczególnie ta z tym
      domem i procentami za wkład - żona 12% on więcej - to jest chore - to poco się
      żenił Baran żeby wyliczać codzień żonie ile % dołożyła? Jeśli nie sypiają razem
      to gdzie? w osobnych sypialniach? A jak rozliczają sex w procentach? On sam się
      zaspokaja w łazience? A ona też ma chyba jakieś potrzeby seksualne. To chyba
      jest normalne że śpi się razem i żyje się razem i żeby mieć dzieci i nikt się
      nie zastanawia ile dołożył do wychowania dziecka czy do ubrania i jedzenia.
      To jest chore - że facet mówi że ich nie stać na dziecko że żona musi dołożych
      połowe - jakiś świrus - powinien iść do psychologa albo do psychiatry bo to nie
      jest normalne. Nie wiem jak ona go musi kochać że daje się tak terroryzować.
      • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 04.06.04, 15:58
        Co nie jest normalne? Seks ma byc tylko jak malzenstwo sie zdecyduje na
        dziecie. Zapytaj sie w kosciele, jak nie wierzysz. Nie moja wina ze zony nie
        stac na 50%we wychochowanie dziecka. A reszta jest prosta, bo niby dlaczego mam
        sie zafajdac robota i placic wiecej niz 50%?
        • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 04.06.04, 17:07
          Co zatkalo Cie? I nie wyzywaj mnie, tylko dlatego ze nie dam sie wykiwac.
          • Gość: Facet Do ryby IP: *.ch.pw.edu.pl 05.06.04, 11:15
            mk36 ma 100% racji, a ja dodam więcej.Chyba cię pogieło, chłopie!!!
            Bardzo celna uwaga z łazienką!!! A może kopił byś sobie dmuchaną lalę zamiast
            Żony, rybo!!! Napewno byłoby taniej i jednorazowy wydatek, tylko musisz o nią
            dbać żeby nie pękła!
            Poza tym jak juz dojdzie do stosunku, to musisz używać tylko pól organu i
            jednego jaja,żebyś włożył tylko 50% wkładu, a i uważa,żeby oddać żonie tylko
            połowę spermy, bo ta druga połowa może być ta lepsza.
            A, i sprawdziłbym czy żona nie ma kogoś na boku, bo to byłoby dla niej wygodne
            płacić tylko 12% i mieć gdzie mieszkać, a kochać się gdzie indziej!
            Lecz się IDIOTO!!!!!!!!!
            • Gość: ryb Cos takiego... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 05.06.04, 19:22
              Idiota nie jestem, bo gdybym nim byl, to nie zmusilbym zony do podpisania
              kontraktu przed slubem. Przeczytala warunki i sie zgodzila. A warunki byly
              proste. 50%/50%. Dobrze wiedziala ze wykiwac sie nie dam i jak pozycza
              pieniadze to musi mnie oddac z procentem. Bo ja tracil nie bede, tez o tym
              wiedziala. A jak nie zaplaci to konczy sie to komornikiem i telewizor ktory
              kupilismy 50/50 przechodzi na moja wlasnosc, ktora sprzedaje i zona pozniej
              musi dolozyc 50% do nowego telewizora. To jest fair i moja zona to rozumie.
              Poza tym kochamy sie bardzo i moja zona jest bardzo sczesliwa, bo wie ze jak
              gdyby co (odpukac) to dostanie swoje 50%...i nie bedzie mowy o zadnym
              wykiwaniu. Ona spi spokojnie i nie musi sie kolezanek czy adwokatow radzic...

              Co do seksu, to Twoje komentarze sa bez sensu. Opisalem to powyzej jak to u nas
              dziala...i tez jestesmy z takim ukladem szczesliwi, bo my kochamy siebie a nie
              nasze ciala. I do seksu nie dojdzie, zanim nie zrowna sie z moja waga (zeby
              bylo po rowno) i nie odlozy wystarczajaco pieniedzy na dziecie. W tym przypadku
              na moja pozyczke nie moze liczyc. Musi byc odpowiedzialna i musi bardzo tego
              chciec.
              • Gość: Pikor Re: Cos takiego... IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.04, 20:09
                O kurde ryb - jesteś wielki :)

                Coś ludzie czasu nie mają coby od początku wątek przeczytać :)

                Pozdr.
              • Gość: ?? Re: Cos takiego... IP: *.aster.pl 05.09.04, 23:42
                uwazam, ze jej nie szanujesz, a ona jest z Toba, poniewaz boi sie samotnosci.
      • Gość: lol Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.client.comcast.net 08.06.04, 06:42
        nie ! on jest po prostu zydem z krwi i kosci !!!!!
    • Gość: Rysia Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 05.06.04, 20:09
      patrzac jak wszyscy znajomi posiadają wspólna kase przyszłam do domu i zrobiłam
      awanture w stylu "Dlaczego nie mamy wspólnych pieniędzy" Odpowiedź dostałam
      bardzo spokojną i wyczerpującą: że lepiej mieć swoje pieniążki, nie kontrolować
      sie wzajemnie, zachować niezależność i cieszyć sie z niespodzianek jakie robimy
      sobie nawzajem a i tych które zrobimy sobie sami kupując cos na co mamy ochotę.
      Bez tłumaczeń i pretensji. Przekonał i jest dobrze, nawet bardzo dobrze. O
      wiekszych zakupach (głownie do domu)decydujemy wspólnie i kupujemy wsólnie po
      równo sie nawet z tych rzeczy cieszymy. Teraz rozumiem, że oddzielne pieniadze
      to wieksza szczerość i jedność relacji miedzy nami!
      • Gość: akc Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.server.ntli.net 05.06.04, 23:54
        DO RYBY!!!!ej ryba ty to chyba zartujesz co??? az sie nie chce wierzyc ze tak
        ktos moze myslec a co doppiero robic. bardzo mi zal twojej zony ale nie mysl ze
        ona nie ma swoich planow w takiej sytuacjii. wiedz ze malo ktora kobitka da sie
        na dlugo mete w balona robic i nie zdziw sie jak jednego dnia zostaniesz sam
        jak palec bo zycie z taka osoba nie jest zdrowe!!!!!!!!!!!!!!!! a co do dzieci
        to mam nadzieje ze twoja zona nie uzbiera wystraczajaca kasy aby je miec z oba
        bo je tylko unieszczesliwIsz a i moze wychowasz na takich swirow jakim ty jestes
        POZDRAWIAM AKC
        • Gość: ryb O Jezu... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 06.06.04, 00:25
          Mialem juz isc spac ale musze odpowiedziec. Dlaczego tak sie uparliscie na mnie?

          Tworzymy nowoczesne malzenstwo, ktorego celem jest, zeby nie zostac wykiwanym
          przez wspolmalzonka. To dziala w dwie strony. Nie jest moja wina, ze zarabiam o
          wiele wiecej niz zona. Powinna pomyslec o tym przed podpisaniem kontraktu a nie
          pchac sie w cos, na co ja nie stac. Mnie jest tez jej zal, szczegolnie ze zeby
          nadrobic to zasuwa jakies dziwne nadgodziny, ale kontrakt kontraktem i wykiwac
          sie nie dam, bo niby dlaczego. W zwiazku z tym ze robi te nadgodziny, opuszcza
          sie w pracach domowych. Juz w tej chwili wisi mnie 37h i 38 minut za odkurzanie
          chalupy. Wczoraj jej powiedzialem, ze jak dobrnie jej dlug do 40 godzin, to
          bedzie mi musiala zaplacic tygodnowke sprzataczki. Wtedy jej daruje te 40
          godzin. I to jest moja pomoc, bo mogle jej policzyc swoja normalna dniowke, ale
          tego nie robie, bo nie wyplacilaby sie do konca zycia a wiem ze w tym momencie
          trace, ale niech jej bedzie. Kocham ja w koncu. Tylko ta moja milosc tez ma
          swoje granice. Bo jak tak bede ciagle tracil, to w koncu poczuje sie wykiwanym
          i zakoncze ten zwiazek, wyplace jej 50% (12% z domu, bo tyle zaplacila) i wezme
          sobie zone, ktora bedzie na mnie stac.


          Rowniez Pozdrawiam


          ryb
        • Gość: AKC Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.server.ntli.net 06.06.04, 02:16
          do ryby DUREN WYRAFINOWANY JESTES I TYLE!!!!!!!!!!! SZKODA SLOW
          • Gość: ryb Przykro mi... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 06.06.04, 08:30
            Ze tak myslisz o mnie i ze posuwasz sie do epitetow. Ale z drugiej strony
            dziekuje Ci, ze otworzyles mi oczy na kilka spraw. Wlasnie uswiadomilem sobie
            ze nasz zwiazek nie ma sensu, bo moja zona ciagle chce mnie wykiwac. Pod
            plaszczykiem nadgodzin, ja sam musze chodzic do parku i zbierac chrust na zime.
            A ona przeciez te ciepelko w zimie tez bedzie uzywac. Nie pozwole sobie wiecej
            na to. Albo przyniesie tyle samo chrustu, albo mi za ten chrust zaplaci. I nie
            przyjme wiecej jej argumentow, ze w zwiazku z tym musi pracowac dluzej, bo to
            nie fair. Ja po parku chodze i chrust zbieram a ona pracuje w komfortowych
            warunkach. Nie ma tak. Albo chrust albo niech robote zmieni na lepsza. Juz
            nawet pieniedzy nie chce. Mam tego dosyc, bo mnie wykiwala. Cholera, czy kazda
            kobieta na tym swiecie od urodzenia ma zakodowane, ze pod plaszczykiem milosci,
            kryje sie wyzysk i wykiwanie porzadnego faceta? No, ja sobie na to nie pozwole
            i jeszcze scilslej bede egzekwowal pragrafy kontraktu, ktory sama podpisala...
            • Gość: fecet Do ryby IP: *.ch.pw.edu.pl 06.06.04, 11:13
              Miło mi, że jeszcze ktoś dołączył się do dyskusji z rybem.
              Ryb, czy ta twoja żona nie spędza nadgodzin z szefem, przystojnym
              brunetem.....??? Nie sprawdziłeś tego jeszcze??? Inaczej wydaje mi się, że z
              nią też coś nie tak, jeśli pozwala wodzić ci się za nos. Choć być może traktuje
              wasz związek jako bezpieczną formę przetrwalnikową, bo skoro przy tobie nie
              straci dziewictwa, to będzie mogła to zrobić z następnym mężem, a przy tobie
              majątek zarobi i ma dach nad głową!!
              Przede wszystkim w waszym związku nie ma miłości, a bynajmniej ty rybie nie
              masz bladego pojęcia co to jest, bo nie gadałbyś pięknych słów ale podał obiad
              żonie jak wróci z pracy i posprzątał mieszkanie z własnej inicjatywy. Który to
              chłop z jajami wysyła babę po chrust i jeszcze woła za to zapłaty!!???
              Czy za seks nadplanowy tez będziesz wołał zapłaty!!??
              Jeśli podpierasz się kościołem w sprawach dzieci, to co z podstawowym dogmatem
              wiary u ciebie?? Przecierz kościół głosi bezgraniczną miłość bez rządania
              niczego w zamian a ty jesteś okropnie wyrachowanym materialistą!!!
              Zastanów się nad sobą i lepiej idź do psychologa, choć boję się, że jesteś
              przypadkiem nieuleczalnym!!!
              Akc ma rację!! Nie powinieneś mieć dzieci, bo wychowasz je na takich symych
              wyrachowanych psychopatów jak ty!!!!!!!!!!!!!
              • Gość: Oleńka tak, facet ma racje! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.04, 11:21
                Ryb, bys sie wstydził, naprawde...Bys jej choc ten czynsz obnizył. Jak byś tak
                spuscił o kilka punktow procentowych, to by to moze byla taka inwestycja, co?
                na cele spoleczne darowizna, na popieranie podstawowej jednostki spolecznej?
                Jeszcze bys zarobil, bo bys sobie odpisal od podatku!
                • Gość: Facet Do Oleńki IP: *.ch.pw.edu.pl 06.06.04, 11:31
                  Ten ryb napewno zna pojęcie inwestycji ale wyciął ze słownika słowo -
                  darowizna, bo nie przynosi żadnego zysky!
                  Dzięki za wsparcie!
                  • Gość: mmax20 Re: Do Oleńki IP: *.b.dial.de.ignite.net 06.06.04, 11:51
                    ja tylko w kwestii formalnej,
                    ja myślę, że Ryb dobrze wie co robi i wkalkulował zapewne w swój bilans zarówno
                    godziny nadliczbowe u szefa jak i koszt "formy przetrwalnikowej" swojej żony,
                    dlatego porady tego typu w jego przypadku są zbędne, Ryb umie liczyć, ale czy
                    człowiek, który umie liczyć musi być psychopatą?
                    pozdrawiam
              • Gość: kobieta pracujaca Re: Do ryby IP: 194.7.121.* 06.06.04, 11:42
                Moja opinia: nie wyobrazam sobie rozdzielnosci majatkowej w malzenstwie no
                chyba ze malzenstwo pochodzi z rodzin arystokratycznych i rodzina chce ochronic
                swoje od wiekow posiadane majatki tudziez kolekcje dziel sztuki i chyba ze
                jedna z osob prowadzi ryzykowny interes. Ale to nie znaczy ze posiadanie
                wspolnej kasy nie rodzi problemow. Ja pracuje od polowy studiow i od tego czasu
                odkladalam regularnie pieniadze wiec wychodzac za maz mialam juz troche swoich
                oszczednosci, natomiast moj maz przeszedl z utrzymania rodzicow na moje
                utrzymanie, caly rok po slubie szukal bezskutecznie pracy, ja natomiast
                zarabialam coraz wiecej, maz przez rok pracowal teraz znow nie pracuje, ja
                zarabiam z kolei dziennie tyle co on w swojej pracy zarabial w miesiac. Tak
                wiec ja jestem sponsorem wszystkiego co mamy. Wiem ze mam szczescie jezeli
                chodzi o sprawy zawodowe, a jemu sie nie udaje, ale czasami naprawde juz nie
                moge, bo czuje sie odpowiedzialna za cala ta sfere, i nie czuje ze moge liczyc
                na meza. Nie przeszkadza mi ze duzo pracuje, bo lubie pracowac, ale wierzcie
                mi, nie mam ochoty na rodzenie dzieci czy zajmowanie sie dodatkowo domem, bo
                przeciez wszystkiego w tym zwiazku robic nie moge. Maz ma dusze romantyka, jest
                wielkim idealista, jest ze mna zawsze w kazdym trudnym momencie. Moze tak
                wlasnie musi to u nas wygladac, ja przejelam role zywiciela rodziny, a on pelni
                troche role kobiety. Tylko czasami jestem zmeczona posiadaniem meza na
                utrzymaniu, ktory nie do konca sobie uswiadamia ze zeby cos kupic lub miec
                trzeba na to zapracowac a nie tylko brac od innych.
                W naszym przypadku to maz lubi wydawac, ja mam wyrzuty sumienia przy kupowaniu
                sobie bluzeczki za 40 zl, a takiej za 200 nigdy bym nie kupila. Ze mna mozna
                sie dorobic majatku :-)
                • Gość: ala Re: Do pracującej.. IP: *.smstv.pl / *.smstv.pl 06.06.04, 12:32
                  Nie jesteśmy przygotowane w sensie mentalnym do utrzymywania rodzin, męzczyźni
                  ćwiczyli to przez wieki, my zaledwie od parunastu lat. Rzadkością dawniej było,
                  że to mąż nie pracował, nie miał własnych pieniędzy, a na codziennym porządku
                  były żony niepracujące. Gdyby zastosować rozdzielność wtedy, to: połowy ślubów
                  by nie było(z czego utrzymałby sie żona) i doszlibyśmy do poziomu krajów mniej
                  rozwinietych, gdzie najważniejszy jest posag.
                  Teraz wieększość kobiet pracuje, a skoro pracują to niejeden mężczyzna z ulgą
                  się żeni, no i oczywistym jest, że żona ma najlepiej przynajmniej połowę na
                  wspólne wydatki wkładać. Szkoda, że nie przejęli połowy naszych
                  obowiązków.
                  Mamy z mężem porównywalne dochody, ale mąż ma możliwość podjęcia dodatkowej
                  pracy, teraz on więcej zarobi, ale przychodzi padnięty do domu, podaję mu
                  obiad, piorę jego rzeczy, sprzątam, wszystko co dotyczy dzieci na mojej głowie.
                  I co? Rozdzielność majatkowa? Chyba razem z rozdzielnością prania itd...
                  Rozdzielność jest dobra gdy obie strony maja bardzo duże dochody, w przypadku,
                  gdy wielu ludzi boryka się ze zwykłą biedą dnia codziennego, to głupota.
                  • Gość: Fort W kwestii rozdzielności... IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.04, 20:32

                    Instytucja rozdzielności majątkowej została przewidziana nie po to aby
                    małżeństwo psuć tylko aby w pewnych przypadkach pomagać.

                    Na przykład jedna z osób chce prowadzić ryzykowne przedsięwzięcie albo (jak
                    ktoś pisał wcześniej obydwoje) - warto zawrzeć rozdzielność bo jak się nie
                    powiedzie to druga strona będzie miała np "dach nad głową" a jak się powiedzie
                    to będą żyli długo i szczęśliwie w willi i pławili się we wspólnym dostatku :)

                    Ktoś pisał o rodzinie arystokratycznej i obrazach - tam nie ma problemu bo
                    wszystko co jeden z małżonków wniósł do małżeństwa przed ślubem jest jego (w
                    sensie prawnym oczywiście).

                    Drugi przypadek to jak małżeństwo jest niezdrowe a ludzie są zbyt głupi aby się
                    dogadać albo rozstać to niech przynajmniej jedna nie "okrada" drugiej.

                    A jak ktoś przed już przed ślubem po prostu nie ufa drugiej osobie to niech się
                    nie oszukuje bo i tak nic z tego nie będzie...
                • Gość: baba Re: Do kobiety pracujacej IP: *.acn.waw.pl 19.06.04, 15:34

                  A maz nie moglby sie zajac domem i dzieckiem, skoro nie pracuje i nie ma na to
                  ochoty (nie dziwie mu sie- tez bym tak chciala) ?
              • Gość: ryb Facet, co Ty piszesz? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 06.06.04, 23:54
                Piszesz jak wykiwany albo jak ten ktory lubi byc wykiwanym. Park jest blisko,
                wystarczy przez ulice przejsc i dobrze poszukac chrustu. Tylko trzeba chciec
                albo miec na to czas. Mozna pogodzic przyjemne z pozytecznym. Ale to trzeba
                robic razem a nie oddzielnie, bo wtedy zadnej przyjemnosci nie ma, tylko
                kojarzy sie to z obowiazkiem. A obowiazki obowiazkami, tak samo jak kontrakt
                kontraktem. To sa zobowiazania. Sprzatal chalupy juz tez nie bede, nie mowiac o
                obiadach, bo zona w tych obowiazkach domowych juz jest niewyplacalna. Wisi mi
                184h 47min 07sek. Odrobienie tego jest ponad jej sily. Zdaje sobie z tego
                sprawe i zaniechalem wszelkich robot domowowych. I w zwiazku z tym trace i nie
                podoba mi sie to, bo nie lubie w syfie mieszkac, ale wykiwac sie nie dam.

                A co do szefa zony, to jest to bardzo porzadna pani w podeszlym wieku. Mam
                wielki do niej szacunek, bo ona rozumie zobowiazania i podzial 50/50. Duzo
                rozmawialem z nia na temat mojej zony i niestety, ona sama mnie ostrzegla ze
                moja zona jest kobieta, ktora chce wiecej brac niz z siebie dac. Szefowa zony
                sama mi powiedziala: Chlopie nie daj sie wykiwac...

                O seksie nie bede wiecej pisal, bo jak zona nie zacznie do domu wiecej
                pieniedzy przynosic, to niech zapomni o jakimkolwiek zblizeniu. Dosyc mam tych
                jej podchodow i prob wykiwania mnie.

            • Gość: evvi Re: Przykro mi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.04, 23:22
              Ryb, ja Ci kocham!dawo się tak nie ubawiłm!jesteś boski!!!
              • Gość: ryb Re: Przykro mi... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 27.06.04, 22:09
                Kochasz powiadasz, hmmm, a lubisz zbierac chrust? :)))
          • Gość: T. To był kawał. Wic. IP: *.comarch.pl 19.07.04, 14:15
            Przecież on jaja robi sobie :)
        • Gość: baba Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.acn.waw.pl 19.06.04, 15:31

          Przeeciez sobie ryb jaja robi 50% jaj przynajmniej :-)
    • Gość: Dobry Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.04, 20:49
      "Nowoczesne rozwiązanie" = niedojrzały, nieodpowiedzialny związek

      w przypadku tego artykułu
    • milenna5555 Re: Pieniądze w małżeństwie 06.06.04, 23:11
      Jestem za rozdzielnością majątkową. Wiem z autopsji i wykonywanego zawodu
      (jestem prawnikiem), że małżonkowie mogą uniknąć wiele problemów, gdy podpiszą
      intercyzę. Jestem "za", choć w moim związku obowiązuje ustrój ustawowej
      wspólności majątkowej. Jednakże ustaliliśmy pewne reguły finansowe, których
      przestrzegamy. Otóż mąż na początku miesiąca wręcza mi umówioną zawsze tę samą
      sumę pieniędzy (mąż prowadzi firmę i w każdym miesiącu dochody jego są inne).
      Nigdy nie pyta się mnie, na co wydaję pieniądze. A przeznaczam je na bieżące
      potrzeby domowe: codzienne zakupy, na opłacenie gosposi, na korepetycje dla
      dziecka, przyjemności dla mnie i rodzinki. Opłaty za gaz, prąd, czynsze etc
      reguluje mój mąż. Jeżeli na koniec miesiąca coś mi zostanie z "jego" pieniędzy -
      odkładam je na swoje konto, do którego mój mąż jest upoważniony. Hm, muszę
      zaznaczyć, że ja nie jestem upoważniona do dysponowania kontem męża. Ale godzę
      się z tym, tym bardziej, że zarobione przeze mnie pieniądze są "moimi"
      pieniędzmi. Gdy w grę wchodzą większe inwestycje - opróżniamy swoje rachunki
      bankowe (jak dotychczas, sic!) bez sporów. Myślę, że ten sposób dzielenia
      finansów jest dobry, pod warunkiem, że dochody kształtują się na co najmniej
      średnim poziomie. Pozdrawiam.
      • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 06.06.04, 23:56
        Toz to przez caly czas staram sie to wszystkim wytlumaczyc, zeby dobierali sie
        z partnerem, ktory tyle samo zarabia. Inaczej sie nie da. Beda cierpieli tak
        jak ja.

        Gratuluje dobrania sie :)))
        • melanie Re: Pieniądze w małżeństwie 07.06.04, 00:12
          Rybie, od jutra mozesz miec problem, sprzedales firme za 1 funta i go
          przepiles. Chyba bedziesz musial zmienic warunki kontraktu z zona? :)))
          • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 00:24
            :))) Sprzedalem firme bo jestem fair. Zona mi powiedziala ze 50% zyskow z firmy
            nalezy sie jej, bo ona tak ciezko pracowala zeby moja firme zbudowac. A prawda
            jest taka, ze nawet nie wie czym firma sie zajmuje. Wiec zeby byc fair
            sprzedalem firme chlopakom, ktorzy naprawde ja zbudowali. I sprzedalem ja za
            symbolicznego 1 funta. Tak na wszelki wypadek, zeby oni nie zostali wykiwani...
            A funta nie przepilem, bo oni stawiali. Tego funta dolozylem do finansow
            domowych i oczekuje ze moja zona tez dolozy 1 funta :)))
            • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 00:48
              No co za baba, wlasni mi powiedziala ze chce 50% z tego funta. Nie dam jej, bo
              wisi mi kase za inne sprawy. No, znowu chciala mnie wykiwac a chrustu jak nie
              bylo tak nie ma ;)))
              • Gość: Ficek Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.04, 02:50
                Łoj jacy Ci ludzie durni Ryb. Ubaw jak cholera :)
                • megxx Ryb, czy 07.06.04, 09:44
                  W Twojej historyjce jest odpowiedź na sytuację, gdy połowica Twa traci pracę?
                  Ma żebrać? Czy ma też pozwolenie na dowolne sposoby zdobywania pieniędzy? Czy
                  wiesz, że już kupiła bilet do Holandii?
                  • Gość: ryb Re: Ryb, czy IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 10:26
                    Alez oczywiscie ze jest przewidziana utrata pracy. Juz jej od dawna mowie zeby
                    ta swoja robote rzucila i zajela sie domem. Wiecej zarobi, bo ja jej bede
                    placil za niewykonywanie swoich 50% obowiazkow. I ile chrustu uzbiera w wolnym
                    czasie, nadwyzke zawsze moze sprzedac i bedzie miala dodatkowe pieniadze. A ja
                    moge troche wiecej pracowac i oczywiscie zarobic. Pod koniec tygodnia wyplace
                    jej moje 50% niewykonywanie obowiazkow domowych, oczywiscie potracajac jej za
                    czynsz no i wieksze uzycie domu, ale i tak na tym dobrze wyjdzie. A ona sie
                    uparla ze chce kariere robic. Jaka kariere? Nigdy mnie nie dogoni w zarobkach,
                    a w sytuacji jaka jest, nie mam zamiaru tracic i napewno nie dam sie
                    wykiwac...bo to o to w tym wszystkim chodzi.
                    • megxx Re: Ryb, czy 07.06.04, 12:54
                      a może kto z kim przestaje takim sie staje? A może ona po prostu głupia, albo
                      cwana, udaje niezaradną a swoje wie, może liczy, ze przyszłość do niej należy?
                      • Gość: Kasia Re: Ryb, czy IP: 217.153.49.* 08.06.04, 19:48
                        Czy wy nie widzicie ze on sobie cały czas jaja sobie robi???
                        bo takie podejście nie moze być przecież normalne:)
                        pozdr.
                • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 10:27
                  :)))
                  • k.j Re: Pieniądze w małżeństwie 07.06.04, 11:53
                    Uff, wreszcie koniec :) Czytam sobie te wszystkie wypowiedzi od poczatku, ale
                    warto bylo, bo tez i wesolo sie zrobilo ;) Podziwiam Cie Ryb, masz dar pisania,
                    a i zona jest pewnie z Ciebie dumna :) Zastanawiam sie tylko, czy nie zniecheca
                    Cie to ciagle wywolywanie do odpowiedzi. Pozdrawiam :)
                    • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 13:54
                      :))) Tez myslalem ze juz koniec a jednak nie :))) Ale juz sie zaczynam
                      straaasznie nudzic. Co za duzo to nie zdrowo, juz to zakoncze, niech sobie
                      pisza co chca, ja wiem swoje :)))

                      Pozdr.


                      ryb
      • megxx Od jakiej kwoty zaczyna się średni poziom? 07.06.04, 09:47
        Wiele osób piszacych tutaj ma zarobki poniżej 2000 zł netto, jaki sens jest
        przy takich dochodach podpisywania rozdzielności jeżeli wszystko wydają na
        bieżąco?
        • Gość: mk36 Re: Od jakiej kwoty zaczyna się średni poziom? IP: *.adso.com.pl 07.06.04, 12:52
          Nie wiem od jakiej kwoty zaczyna się średni poziom bo nie wiem o jaki poziom
          chodzi życia czy zarobków. Jesli chodzi o zarobki to reguluje to Min Fin.
          Ministerstwo Fin. chyba określa średnią krajową - nawet nie wiem dokładnie ile
          to jest 2000 zł czy też więcej.

          Ale życzę temu Tyranowi "Ryb" czy jak się tam zwie żeby stracił tą swoją super
          pracę i spadł na dno. Ciekawe jak wtedy odnosiłby się do swojej żony. Jak wtedy
          by rozliczał swoje życie - ŻYCZE CI TEGO Z CAŁEGO SERCA

          Jak ja sie ożeniłem to moja żona jeszcze studiowała i wszystko było na mojej
          głowie i kasie, potem urodziło się dziecko, a ona kończyła studia wychowywała
          dziecko i zajmowała się domem - i nie liczyłem jej że jest na mojej kasie i że
          nic nie wniosła. Teraz ona zarabia więcej ode mnie. Mamy wspólne konto razem
          robimy zakupy, planujemy inwestycje domowe itp. - to jest układ partnerski
          oparty na wzajemnej miłości i zaufaniu - a nie na czystym wyrachowaniu.

          Takich ludzi jak ten ryb powinno się ścigać z urzędu za znęcanie się psychiczne
          na drugiej osobie.
          Uważaj ryb - raz na wozie - raz pod wozem - o takim skompcu jak ty juz
          napisano parę utworów literackich - idź do biblioteki poczytaj i wyciągnij
          wnioski - Polecam też pozycję PSYCHOPATOLOGIA - Seligmana tam opisują takie
          przypadki jak TY
          • Gość: inka_s Re: Od jakiej kwoty zaczyna się średni poziom? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.06.04, 13:11
            mk36
            Ryb jest normalnym facetem. Po prostu napisał tu w tonie prześmiewczym - co
            wiele nie znających go osób wzięło za jego credo.
            Tak to juz jest z internetem jest, że kpiny w głosie sie nie usłsyzy. Ani
            rozbawienia w oczach.
            • Gość: inka_s Re: Od jakiej kwoty zaczyna się średni poziom? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.06.04, 13:13
              Miało być:
              "Tak to juz jest z internetem jest, że kpiny w głosie sie nie usłyszy. Ani
              rozbawienia w oczach nie zobaczy".
              • Gość: ryb Re: Od jakiej kwoty zaczyna się średni poziom? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 13:41
                :)))
          • Gość: ryb Re: Od jakiej kwoty zaczyna się średni poziom? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 13:40
            Jestem zaskoczony i zbulwersowany Twoimi zyczeniami. Ty chyba mnie za idiote
            uwazasz. A ja wcale glupi nie jestem. twoje zyczenia sie nigdy nie spelnia, bo
            widziales kiedys ksiedza bez pracy? Tak, u nas mozna sie zenic, nie wiedziales
            o tym co? Trzeba tylko zostac protestantem. A nawet jakbym stracil prace, to
            moge spokojnie zyc z czynszu ktory zona mi placi, bo chalupa duzo warta i w
            dobrej dzielnicy blisko kosciola a jak bedzie za mal,o to czynsz (za
            nizaplacone 38%) podniose i juz problem z glowy. Nie stac ja na 50%, to nie
            moja wina, wikiwac sie nie dam.
            A w Twoim zwiazku to Ty, nie wiem czy wiesz, bardzo ryzykowales dajac sie kiwac
            przez te wszystkie lata. Teraz wychodzi na to, ze to Ty swoja zone kiwasz, no
            chyba ze byles madry i zapisywales co ona jest Tobie winna i teraz splaca z
            procentami.
            Ani ja ani moja zona sie nad soba nie znecamy. Zadnych heterycznych ksiazek nie
            bede czytal, bo mam kontrakt ktory podpisalem z zona do czytania. Tam jest
            wszystko czarne na bialym, nic sie nie da wykiwac w jedna czy druga strone. W
            zwiazku z tym, to nasze malzenstwo jest na prawdziwych partnerskich warunkach,
            a nie Wasze...
            • Gość: ryb Jeszcze dodam... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 13:45
              Ze Wasze malzenstwo to takie nie wiadomo co. Zadnej organizacji i nie wiadomo
              co jest czyje. U nas wszystko wiadomo, szkoda ze tego nie widzisz...
            • morian Re: Od jakiej kwoty zaczyna się średni poziom? 07.06.04, 14:53
              Rybie jestem zdumiony, że dajesz się tak wykorzystywać. Polecam Ci dobrą firmę windykacyjną.
              :) M.
              • Gość: ryb Re: Od jakiej kwoty zaczyna się średni poziom? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 16:36
                :))) Dzieki :))) ale za swoje uslugi musza wyslac fakture mojej zonie. Ja za to
                nie bede placil :)))
    • Gość: Facet O rybie i jego żonie IP: *.ch.pw.edu.pl 07.06.04, 16:08
      Teraz wszystko jasne!!
      Ryb jest protestanckim księdzem, który jak wszyscy księża zdziera z nas
      wiernych kasę. Już wiadono skąd ten rodzaj wyrachowania! Dodatkowo zamiast żony
      wziął sobie gosposie na statusie żony, żeby mu przypadkiem nie zwiała, a jak to
      zrobi to on wykorzysta swoje wpływy i ją załatwi na cacy.
      Ryb nie sprawdzi terminu psychopatologia, bo to nie jest pjęcie wytyczone przez
      kościół jako jedynie słuszne!
      Poza tym nie wiecie o tym, że generalnie wojsko i seminaria wychowuja
      psychopatów i pedałów?????
      • Gość: Facet O rybie IP: *.ch.pw.edu.pl 07.06.04, 16:11
        Ciekaw jestem jakie on głosi kazania i jak spowiada - udziela pouczeń małżonkom?
        • Gość: ryb Re: O rybie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 16:34
          Takie kazania aby jedno i drugie nie dalo sie wykiwac. Juz nie raz dziekowano
          mi za to. Ale takie rzeczy trzeba zalatwiac przed slubem. ja dla przykladu nie
          dam slubu, jesli przyszli malzonkowie nie przedstawia mi kontraktu w ktorym
          jest jasno sprecyzowane, ze maja sie wszystkim dzielic 50/50...Takie sa moje
          warunki...i wiesz co? kalendarz mam wypelniony do konca roku. I wkurza mnie
          fakt, ze nie moge wiecej takich nowoczesnych slubow dawac, bo moja zona nie
          moze sie wyrobic z platnosciami do ktorych sie zobowiazala w naszym
          kontrakcie...

          Na reszte odpowiem Ci pozniej, bo wlasnie ide wyspowiadac wykiwanego malzonka,
          ktory slub wzial w innej parafii.
          • Gość: Lili Re: O rybie IP: 213.25.22.* 30.06.04, 08:48
            cześć ryba.. twoje poglądy są cudne. Szczególnie że są prowwokacją. Czy nikt
            tego nie widzi? przecieżty cały czas robisz wszystkich "w balona". Pozdrowienia
            dla żony , bo chyba nie jest jej tak źle...
          • Gość: hej Re: O rybie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.07.04, 00:25
            pieniądze potrafią zniszczyć największą nawet miłość.
      • Gość: ryb Re: O rybie i jego żonie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 17:16
        Posluchaj mnie. Prosze Cie bardzo, przestan ublizac mnie, mojej zonie i mojej
        religii. Z nikogo kasy nie zdzieram, parafianie sami kase przynosza. Czasami
        nawet podrzucaja chrust w parku, zebym za duzo czasu nie tracil. Wiem o tym bo
        widze ich ze swojego okna. To sa kochani ludzie. Duzo chrustu im zawdzieczam.
        Jestem lubianym i respektowanym ksiedzem. Nikogo nie mam zamiaru wycyckac,
        szczegolnie swoja zone, ktora bardzo kocham. Ale jednoczesnie nie pozwole jej
        zeby mnie wycyckala.
        Pozwol ze Twoj ostatni paragraf pomine, bo nasuwaja mi sie pod reke klawiatury
        niereligijne slowa, ktorych uzywam tylko w koniecznosci...pod dachem swojego
        domu.

    • milenna5555 do megxx 07.06.04, 23:10
      Sens jest. Jeżeli masz niewiele pieniędzy, to tym bardziej możesz popaść w
      długi. Przypuśćmy, że mąż sam zawiera umowę pożyczki, ale spłaca wierzytelność
      już i mąż i żona. Podpisując intercyzę (o rozdzielności majątkowej) ma się
      szansę nie odpowiadać za długi współmałżonka. Takie rozwiązanie prawne nie jest
      pozbawione sensu. jednakże o intercyzie najczęściej myślimy wtedy, gdy na nią
      jest już za późno. Pisząc o średnich zarobkach popełniłam chyba faux paux...
      przepraszam. Myślałam o wspólnych zarobkach kształtujących się w granicach
      5.000 zł do 10.000 zł. Pozdr.
      • Gość: ryb Re: do megxx IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 07.06.04, 23:30
        I wlasnie o to chodzi...Jak ja pozyczam kase w banku, to zona musi podpisac ze
        sie na to zgadza. Problem jest w tym, ze ona mysli ze podpisuje tylko zgode na
        pozyczke, nie zdajac sobie sprawy, ze wlasnie nieswiadomie podlaczyla sie pod
        moj dlug. I takich wykiwan trzeba uniknac jeszcze przed slubem :)))
        • Gość: mmax20 Re: Kim jest Ryb? IP: *.b.dial.de.ignite.net 08.06.04, 07:32
          Ale jajco..., możnaby powiedzieć. Ryb chciał skończyć i nagle znowu go
          poderwało, do tego momentu wiedziałem o co chodzi, teraz zrobiło się nagle
          tajemniczo: KIM JEST RYB??? Bo ja nie wierzę w jego przypadku w księdza, park,
          chrust i 50/50. To nie znaczy, że nie liczę się z możliwością takiego układu -
          wypowiedzi w tym wątku pokazały mi, że jest on w 100% możliwy, co sądziłem,
          chcił ujawnić Ryb, do pewnego momentu, ale zastanawiam się, co chce powiedzieć
          teraz?
          pozdrowienia Ryb:)
          • Gość: ryb Re: Kim jest Ryb? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 08.06.04, 17:25
            Juz niedlugo wszystko wytlumacze :)))
        • megxx Re: od megxx 08.06.04, 11:22
          Rozdzielność majątkowa różni się jednak od Waszego kontraktu....
          Z mojej diagnozy tej historyjki wynika, że jednak założyłeś błędnie, że
          kobieta może być do tego stopnia głupia, ale to typowe dla facetów. Ona ma
          swoja filozofię, prostą w sumie, czy w kontrakcie pisze, co będzie w przypadku
          nie wywiązywania się jednej ze stron?
          Mój niepisany kontrakt jest taki: są sprawy, które trzeba załatwić i
          pieniadze, które trzeba wydać. Jeżeli staje się to niemożliwe(któraś ze stron
          się nie zgadza..)trzeba umieć działać, albo dostosować sie do sytuacji.
          • Gość: Ficek Re: od megxx IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.04, 11:40
            Daję sobie małego uciąć, że Ryb wszystko przewidział :)
          • Gość: ryb Re: od megxx IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 08.06.04, 17:23
            Nic nie zakladam blednie. Przy slubie kazdy musial pewna kwote wplacic do
            adwokata na osobne konto na przypadek niewywiazania, lub braku zainteresowania.
            Wtedy nastepuje rozwod. Jak juz napisalem, zapisujemy wszystkie czynnosci. I w
            przypadku rozwodu stronie poszkodowanej (w tym przypadku ja) wyplacane jest
            odszkodowanie z kwoty partnera znajdujacej sie u adwokata. U nas jest sytuacje
            troche lepsza, bo zawsze moge zonie obnizyc procent wspolwlasnosci chalupy (z
            12% na mniej) i w zwiazku z tym policzyc jej wiekszy czynsz. No chyba ze
            zacznie przynosic odpowiednie ilosci chrustu albo kasy, wtedy sytuacja sie
            zmienia.
            Zawsze dostosowywuje sie do sytuacji i wykiwac sie nie dam.
            • Gość: ryb Juz nic Wam nie powiem... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 09.06.04, 14:06
              Oprocz tego, ze dzisiaj rano moja ukochana zona przyniosla kase i pokazala
              miejsce gdzie schowala chrust. Wiedzialem ze ma i ze chciala mnie wykiwac.
              Dobrze ze sie nie dalem...Zrozumiala wrescie ze kontrakt to nie przelewki.
              Teraz za probe wykiwania bede musial ja ukarac (to tez jest w kontrakcie, to
              nie moj wymysl). Mam nadzieje ze to jest nauczka dla Was wszystkich. Mowie Wam,
              sprawdzajcie wszystko i nie wierzcie, bo nawet nie wiecie kiedy bedziecie
              wykiwani...Nie dajcie sie.


              Pozdr.


              ryb


              PS. To juz koniec moich wypocin :)))
      • megxx Re: do milenny 08.06.04, 11:26
        Nie wiem jak jest z pożyczkami, raczej banki wymagają podpisu współmałżonka, a
        tam gdzie się tego nie wymaga, to może odpowiada się osobiście?
        Nie żyjemy na kredyt, więc nie mam takich doświadczeń. W jednym póki co z mężem
        się zgodziliśmy idealnie: najpierw zbieramy na coś pieniądze, potem to kupujemy.
        Nie wyobrażam sobie np. wyjazdu na wczasy na kredyt , oglądania każdej złotówki
        i ogonie spłat po powrocie-to dla mnie chore.
        • Gość: Ficek Re: do milenny IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.04, 11:37
          > Nie wiem jak jest z pożyczkami, raczej banki wymagają podpisu współmałżonka,
          a
          > tam gdzie się tego nie wymaga, to może odpowiada się osobiście?

          Nie może, tylko na pewno - w przypadku wspólnoty majątkowej małżeńskiej. Nawet
          nie musisz podpisywać - itak bęziecie razem spłacać!

          Ryb? Gdzie jesteś (pewnie zarabia a żona po chrust poszła)?
          • Gość: natalia Re: do milenny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.04, 14:51
            Mnie coś podobnego spotkało po 38 -iu latach malżeństwa,a zaczęło się dwa lata
            temu.Maż zaczal mi wydzielać pieniaądze ,kazal mi sie wyliczac ,lub nosil
            pieniądze w kieszeni i musialam go o nie prosić .Więc zalożylam osobne konto i
            dopiero się zaczeło,tak ze praktycznie od 5-ciu miesięcy żyjemy w
            separacji ,tyle że nie zatwierdzonej sądownie.Wszystko kupujemy
            osobno ,gotujemy osobno,śpimy osobno,oplaty dzielimy na poł.Nie tak wyobrazalam
            sobie zycie po tylu latach ale nie potrafię nic zmienić,proby porozumienia nie
            prowadzą do niczego.Nie powiem żebym byla szczęsliwa,ale nie widzę wyjścia.
            Natalia
            • megxx Re: do natalii i innych 08.06.04, 15:05
              Podobno terapeuci twierdzą, że pary w kryzysie, które umieją dogadać się
              ekonomicznie mają szansę na wyjście " na prostą". Pozostali mają małe szanse. A
              na pewno podłożem nie jest sprawa pieniędzy(chyba, że komuś coś odbija), ale
              raczej padają inne fronty porozumienia. Przyczyny są różne, pojawiają się nagle
              lub są skutkiem ciagnących się latami niedomówień.
              Ale pocieszające jest, że mimo to wszystko co Cię Natalio spotkało ustalacie
              coś między sobą, a czy mąż podaje powody tego zachowania(czy oczywiście tylko
              Twoją niby-niegospodarność-dyżurne u facetów).
          • Gość: Jotwu Re: do milenny IP: *.torun.mm.pl 08.06.04, 20:30
            Bez dobrej woli i porozumienia nic sie załatwić nie da.To jest zawsze baza. U
            mnie było zawsze tak. Ja i zona mamy na własne potrzeby nieduże sumy. Reszta
            jako oszczędności są ulowane w funduszach inwest. na kontach wspólnych
            małżeńskich. Duze wydatki wymagają dogadania się. Nie jest możliwe przez całe
            lata małżeństwa rodzielić finanse. Nie jest możliwe! Pani psycholog sie myli!
    • rademaker Re: Pieniądze w małżeństwie 08.06.04, 16:14
      quin26 napisała:

      > czy sądzicie, ze to takie proste??? Jestem w związku już 10 lat,
      > wybudowaliśmy dom, było nam bardzo ciężko - i jest nadal - bo kredyty
      > zabierają większość zarobionych pieniędzy. Próbowałam rozmawiać o
      > rozdzielności (takiej nie oficjalnej bez adwokata), ale zaczęły się tematy ja
      > już tyle w ten dom włożyłem ! Jak byłaś na macierzyńskim to ja cię
      > utrzymywałem! Obrosłaś w piórka i chcesz się zabawić bo więcej zarabiasz!
      > Masz kochanka i będziesz chciała odejść - to pierwszy krok do
      > rozwodu! ......... itp. epitety
      >
      > Ciekawa jestem jak wy poradziłyście sobie z tym tematem, może spróbuje
      > jeszcze raz?
      > Najłatwiej jest zrobić taki manewr zaraz po ślubie. Bardzo ciężko jest zrobić
      > podział w trakcie małżeństwa.

      A przedstawiłaś mu jakieś argumenty za?
      Gdybym usłyszał taką propozycję nie popartą sensownymi argumentami też bym tak zareagował.

      ---------------
      Poza przypadkami patologicznymi (pijak, hazardzista albo maniak telezakupów ), nie widzę żadnych zalet rozdzielności. Dla mnie to potencjalne źróło problemów które małżeństwo osłabi.
      Jestem żonaty od kilku lat i mamy wspólną kasę. Nigdy nie było z tego powodu problemów. Na początku żona nie miała pracy i ja nas utrzymywałem, potem zdarzyło się tak że moja firma padła i przez jakiś czas nie zarabiałem.
      Wspólnie łatwiej pokonać takie problemy, moim zdaniem to spaja małżeństwo. Kiedy mamy kłopoty to myślimy jak je rozwiązać i nie dochodzi nam dodatkowy stres związany z koniecznością "renegocjacji wzajemnych rozliczeń".
      A co robią w takich sytuacjach małżeństwa które mają oddzielną kasę? Wypłacają sobie kieszonkowe?
      Mojej żonie spadły dochody na macierzyńskim. Co robicie w takiej sytuacji? Wypłacać jej zasiłek - 50% tego straciła?
      Pobraliśmy się żeby żyć razem a nie żeby stworzyć spółkę handlową

    • rademaker Re: Pieniądze w małżeństwie 08.06.04, 16:22
      > Mąż po parę razy dziennie pytał ją, po co jej osobne konto, a ona powtarzała
      > mu zestaw argumentów, jaki pomogłam jej ułożyć. Najważniejsze z nich były
      > takie: to jest nowoczesne rozwiązanie, coraz więcej małżeństw tak robi, w
      > końcu i tak byśmy dołączyli do innych

      Świetne argumenty, powaliło mnie :)
      W ten sposób można argumentoać wszystko.

      Dlaczego mąż powinien mieć kochankę?
      "to jest nowoczesne rozwiązanie, coraz więcej małżeństw tak robi, w końcu i tak byśmy dołączyli do innych"

      Polecam mężom których żony mają jakieś opory w życiu seksualnym :)


      • olga03 Re: Pieniądze w małżeństwie 08.06.04, 18:30
        Zdecydowanie popieram. Uważam, że posiadaie odzielnego konta w złym związku niczego nie zmieni. Z biegiem czasu dojdzie do sytuacji, kiedy wszyscy wszystkim będą sobie wyliczać. A co sie stanie jeśli któreś z nich zachoruje i nie będzie mogło pracować (chociażby przez jakiś okres czasu) lub straci pracę?
        To prawda, że kobiety mają często problem z wyegzekwowaniem swoich praw (chociażby do spódnicy nieco droższej niż powinna). Jak również z poskromieniem zapędów męża na najnowszy komputer czy nowszą wresję samochodu.
        Ale żeby tworzyć prawdziwą wspólnotę, trzeba też mieć odwagę walczyć o swoje prawa. I nic nie pomogą osobne konta, jeśli mąż wydziela pieniądze żónie, sam zarabiając krocie.
        Konto powinno być wspólne lub osobne ale obie osoby powinny mieć do niego dostęp.
        Ja osobiście od lat mam z mężem osobne konta: oboje mamy wymiennie karty do swoich kont i w zalezności od tego na czyje konto wpłynęły właśnie pieniądze robimy zakupy, rachunki itp. Zawsze wiem mniej więcej ile jest na jego i moim koncie.

        • Gość: Jan.W. Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.torun.mm.pl 08.06.04, 20:37
          Bez dobrej woli i porozumienia nic sie załatwić nie da.To jest zawsze baza. Jak
          są niesnaski to także i w sferze finansów.

          U mnie było zawsze tak. Ja i zona mamy na własne potrzeby nieduże sumy. Reszta
          jako oszczędności są ulowane w funduszach inwestycyjnych na kontach wspólnych
          małżeńskich. Duze wydatki wymagają dogadania się. Nie jest możliwe przez całe
          lata małżeństwa rodzielać finanse. Nie jest możliwe! Pani psycholog sie
          całkowicie myli! Bywają takie okresy że żona musi zostać w domu z dzieckiem, a
          mąż zarobkuje. Więc to są tylko jego pieniądze? Nie miejsce tu na setki
          przykładów.



        • Gość: KR$ Co za bzdura... IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 19.07.04, 14:30
          no przeciez zona tez moze zaczac zarabiac krocie i wtedy wydzielac - w czym
          problem?
    • milenna5555 Re: Pieniądze w małżeństwie 10.06.04, 14:05
      Miłość, należenie do siebie, uczciwość małżeńska - to przymioty niekoniecznie
      zdewaluowane, ale często w małżeństwie nieobecne. Prawda jest taka, że co
      drugie małżeństwo się rozpada. Moim skromnym zdaniem przed zawarciem ślubu
      pretendenci do "wiecznej miłości" obligatoryjnie winni być informowani o
      stosunkach majątkowych małżeńskich przewidywanych przez prawo i w momencie
      podpisywania kontraktu małżeńskiego już wtedy powinni mieć prawo (!)
      opowiedzenia się za jednym z nich. Małżeństwo jest ryzykowną instytucją (o czym
      się nie mówi), a bycie w niej wymaga od nas sporej kultury, inteligencji i
      wyrzeczeń. Rozmowa o pieniądzach nie powinna zawstydzać małżonków, zwłaszcza w
      pierwszch latach małżeństwa, gdy siła uczuć jest duża. Z upływającym czasem
      trudniej o tym mówić, ale to właśnie finanse są najczęstszą kością niezgody w
      związku: zarówno wtedy, gdy pieniędzy jest bardzo mało, jak i wtedy, gdy
      małżonkowie żyją dostatnio. Pozdr.
      • megxx Re: Pieniądze w małżeństwie 10.06.04, 17:34
        Czy można wymagać od zakochanych ludzi trzeźwego myślenia?No, może gdyby tego
        wymagało prawo, konieczność takich rozmów byłaby oczywista.
        W małżeństwie tak jak w życiu zmieniamy się , dochodzą do głosu różne nasze
        zalety i wady(tak nazywając to ogólnie). Nie przewidzimy wszystkich
        możliwości.Ogólnie wszystko jest proste i jasne, szkoda tylko, że sądy takie
        niedostepne w codziennych zdarzeniach(czy słyszał ktoś by małżonkowie przed
        sądem rozstrzygali np. wydanie pieniędzy dużych(zarząd niezwyczajny), a to
        wiele mogłoby ułatwić.
        Jeżeli zakładamy, że ktoś z kim chcemy się wiązać, na całe życie może nas
        oszukać, nie ufamy, to takie małżeństwo z założenia jest bez sensu.

        Myślę, że jednak ludzie związani w konkubinatach są w gorszej sytuacji, bo
        nie wiadomo, czy łatwiej jest się rozstać im(po latach, po dorobieniu się
        czeoś), czy zaślubionym w urzędzie.
      • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 10.06.04, 22:41
        Dobrze piszesz m5555, bardzo dobrze. Tylko kto oprocz mnie Ciebie zrozumie?
        Kasa i przedmalzenski podzial to ciagle temat taboo. Bo niby nie wolno czy nie
        wypada. Niby co, temat kasy ma zabic milosc? Nie zabije, tylko ulatwi zycie
        malzenskie bo kazdy bedzie wiedzial na czym stoi. A w przypadku rozwodu
        oszczedzi wiele brzydkich wypadkow i emocji...

        Gratuluje myslenia :)
      • megxx Re: Pieniądze w małżeństwie 11.06.04, 07:07
        Osoba tak świadoma(milenna) i jeszcze nie podpisała rozdzielności? Nie opłaca
        się, czy mąż się teraz nie zgadza?

        Wg teorii głoszonych przez ryb'a(który nota bene miał juz byc znudzony swoimi
        wywodami) tylko równośc majątkowa małżonków daje gwarancje powodzenia. Jak
        któreś nie ma na starcie kasy, to wypada z gry. Mój mąż nie miałby szansy być
        moim mężem, bo nie miałby co wpłacić na poczatek, a i domowych zajęć nie
        cierpi, w sumie do dzisiaj jego majątek osobisty to połowa tego co osiągnęlismy
        w małżeństwie, mieszka u mnie, do kasy dajemy prawie tyle samo, a to ja gotuje,
        piorę, sprzatam, załatwiam sprawy dzieci itd.
        Z resztą każdy w naszym kraju ma szansę samodzielnego decydowania w kwestiach
        wspólnoty(takie prawo istnieje!), a system nakazowy zalatuje komunizmem albo
        unią.
        • Gość: ryb Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 11.06.04, 08:29
          Z Twojego postu wnioskuje ze jestes dobra kobieta i zona ale rowniez z
          przykroscia musze stwierdzic ze dalas sie wykiwac. Chociaz zastanawia
          mnie "mieszka u mnie". Czyzby podswiadomy podzial? Pisze o tym poniewaz
          zazwyczaj mieszkanie/dom stanowi najwieksza wartosc majatkowa malzenstwa,
          reszta, mozna powiedziec ze sie nie liczy.

          Widzisz megxx, problem polega na tym, ze przy rozwodzie, zazwyczaj druga osoba
          chce sie za wszelka podlaczyc sie pod majatek tej pierwszej. Rozne powody beda
          wymyslac. Kontrakt cala sprawe zalatwia juz na poczatku malzenstwa. W Twoim
          przypadku byl bardzo wskazany, no ale z Twojego postu wynika, ze Twoj maz jest
          porzadnym czlowiekiem i o rozwodzie nie ma co pisac.
    • milenna5555 Re: Pieniądze w małżeństwie 11.06.04, 10:05
      Znów czuję się wywołana do tablicy. Wyjaśnię: nie podpisaliśmy intercyzy,
      ponieważ wspólnie rozliczaliśmy roczny podatek dochodowy. Wspólne rozliczanie -
      to w naszym przypadku duża korzyść finansowa. Również wysypką reagujemy na
      propozycję wzięcia kredytu czy pożyczki, nie ma więc zagrożenia spłacania
      małżonka długów, no i rachunki bankowe mamy oddzielne. Sytuacja jest jasna.
      Jesteśmy małżeństwem z 15 letnim stażem i ciągle potrafimy razem się śmiać.
      Ale nie zawsze było dobrze. Przed ślubem prawiłam: małżeństwo to nie tramwaj, z
      którego można wysiąść na najbliższym przystanku. Po paru miesiącach od zawarcia
      małżeństwa marzyłam o jednym: wysiadać! Ale mój tramwaj jak oszalały pędził do
      przodu... lata mijały. Nie raz moja pięść napotkała w ostrym plaśnięciu blat
      stołu. Coś wypracowałam, coś wypracowaliśmy. Może nie jest najlepiej, ale jest
      dobrze.
      Ps. do megxx: plaśniesz i Ty któregoś dnia, bo jak długo można być sprzątaczka,
      żywicielką, kochanką, opiekunką mając w zamian tak niewiele... Polska to nie
      Pakistan i Bogu za to dzięki
      • megxx Re: Pieniądze w małżeństwie 11.06.04, 10:48
        Sprzątam, bo lubię porządek, mąż(pewnie jak wielu)ma lekko zobojetniałe
        podejście do porządków.(Wykorzystuje synów do pomocy, by ewentualna synowa nie
        mówiła, że wszystko za nich robiłam, nic ich nie nauczyłam).

        Podstawowa moją cecha jest to, że gdyby było źle do stopnia rozwodu, to
        wolałabym stracić rzeczy(majatek)i zaczynać nowe życie od zera niż stracić
        godność na szarpaniu się o byle lampę(cóż z tego, że warta 500 zł, do grobu jej
        nie zabiorę), czy nawet drogie auto. I to jest jedyny powód dla którego tak
        myślę. Nie ma we mnie przywiazania do rzeczy, wyleczyłam się z tego.

        Ryb, nie czuję, że jestem wykorzystywana mieszkaniowo, to mąż wprowadził się do
        mnie, być może gdyby było odwrotnie bylibyśmy już po rozwodzie, póki nie
        podejmuje działań rozwodowych(czy to z braku potrzeby, czy z bierności)żyję
        dostosowując się i automatycznie zgadzając na sytuację. Nie czuję tego w
        kategorii wykorzystywania, pewnie go jeszcze kocham(hihi).18 lat po ślubie( w
        sumie to po takim stażu formalności rozwodowe powinny być uproszczone, musi nie
        fanaberią i nieodpowiedzialnością jest znakowana ewentualna chęć rozwodu-to
        taki mały apel do stanowiących prawo:)

        Przecież nawet najlepszy kontrakt, czy zwykła rozdzielność nie zapobiegnie
        ewentualnej niechęci dawania do wspólnego budżetu, może tylko przyspieszać
        decyzję o rozwodzie, nie zapobiega kołomyji sądowej.
    • Gość: Wiera Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.04, 14:47
      Mamy osobne konta, ja zarabiam nieźle,więc nie mam kłopotu. Lecz,
      ale.....Wszystkie sukcesy są męża . Nie będę pisać o swoich zaletach jest ich
      sporo , mamy dom, samochody, jacht, dzieci już dorosłe. Lecz to zawsze sukces
      męża, chociaż przez skromność zaznaczę, że zarabiam więcej od męża.
      Gdyby nie on, to ja bym....itp.Dawno doszłam do wniosku, że jednak "Majatek
      zawsz się dzieli"( wyraz dwuznaczny),a cyfry na koncie są rzeczywiste. Zawsze
      lepiej mieć własne pieniądze tu nie może być alternatywy.Pieniadze to paszport
      dożycia, wspólnie czy w pojedynkę, z dziećmi czy bez. Niestety drogie Panie to
      nie jest brutalna prawda to klucz do życia.Nie wyobrażam sobie posiadania
      dzieci bez pieniedzy, bo nie skazałabym ich na biedę i nie mogłamym im tego
      zafundować.Można więc być mężatką i matką oraz czerpać radość z pracy własnych
      rak.Na zakończenie dodam, iż nigdy nie ufałam mężczyznom ( wiele
      widziałam ),,,że będzie tak pieknie jak przed ślubem.
    • Gość: Pani Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.04, 14:04
      Boże , mamy oddzielne płuca, serca, żołądki i całą resztę więc konta też, ja
      tam mężczyznom nie ufam.
    • Gość: konkubent Re: Pieniądze w małżeństwie IP: 213.17.149.* 27.06.04, 19:19
      sytuacja w której sie znalazło wasze małżeństwo swiadczy tylko o was, o tym jak
      pielęgnowaliście wasz związek, ze teraz doprowadzacie do sytuacji nie do
      pozazdroszczenia to jest wasza wina ,ze macie do siebie tylko takie zaufanie
      jakie macie, a tak od siebie ... to jest wam za dobrze bo ludziom przewraca
      sie w głowach jak maja za dobrze!!!
    • Gość: hej Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.07.04, 00:23
      potrafia zniszczyc najwieksza nawet milaosc. to prawda
    • Gość: Blanka Garfield Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 08:52
      Można rozdzielać jak ma się ich dużo ;)
    • Gość: HALSZKA Re: Pieniądze w małżeństwie IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 14.08.04, 17:41
      ZDECYDOWANIE ROZDZIELNOŚĆ PIENIĘDZY - kiedy byłam młodą mężatką musiałam
      pytać :czy mogę iść do fryzjera , czy mogę kupić buty ...itp wszystko było
      wspólne i jakoś tak bywało że dla wszystkich starczało a dla mnie zostawało
      najmniej - po urlopie wychowawczym postanowiłam to zmienić - nie chciałam
      słyszeć że nie umiem gospodarować pieniędzmi bo nie starczyło na buty czy
      wyjście do kina ... zbilansowałam wydatki całego domu / pozycje stałe ,
      wyodrębniłam kwotę na żywnośc / - to co zostało z naszych wypłat dzieliłam
      skrupulatnie na pół i każde z nas wplacało te pieniądze na swoje
      konto .Założenie było takie
    • Gość: px Wyrazy współczucia... IP: *.acn.pl 06.09.04, 04:09
      ...że nie udało sie wam znaleźc tego jedynego/tej jedynej, skoro wolicie byc
      zabezpieczeni "na wszelki wypadek".
      W zyciu by mi nie przyszło do głowy, że mój mąż mógłby (z jakichkolwiek
      powodów) chciec ograniczyc mój dostep do wspólnej kasy albo odwrotnie. Oboje
      jesteśmy rozsądni (nie rzucimy sie za plecami drugiego na jakieś makabrycznie
      drogie i nieplanowane wydatki) i gdyby ktoś zapytał mnie czy się nie boję, że
      mogę coś stracić materialnie, to bym sie chyba w głowę popukała martwiąc się o
      stan zdrowia psychicznego rozmówcy.
      Współczuję osobom, które muszą żyć pod współnym dachem z kims, do kogo nie mają
      100%-ego zaufania. Bo jesli nie ufa się w sprawach materialnych, to i w
      emocjonalnych też pewnie nie za dobrze sie dzieje...
      • Gość: samodzielna kobiety... IP: 195.244.199.* 10.09.04, 13:17
        Pozwole wlaczyc sie do dyskusji- chociaz nie jestem jeszcze mezatka.
        Zdecydowanie popieram podzial majatkowy, albo przynajmniej posiadanie wlasnego
        konta bankowego na ktore moga wplywac dochody. Dzieki temu mozna dowolnie
        dysponowac swoimi -osobiscie zarobionymi srodkami, czuc sie niezaleznie...
        Jesli ktos posiada wystarczajaco srodkow- oczywiscie.
        Znam wiele mlodych malzenstw oraz par. I niestety sytuascja najczesciej
        przedstawia sie nastepjaco:
        zony na wygodnych posadkach w biurach za 1000 PLN miesiecznie a oczekiwania
        jakby zarabialy 10 razy wiecej.
        Gdzie nowy dom? samochod? wakacje? A wszystko to spoczywa najczesciej na
        ramionach meza/ chlopaka. One swietnie potrafia dysponowac Jego zarobkami, ale
        o swoje wieksze dochody nie potrafia sie zatroszczyc. Zaryzykowac.. otwarciem
        chocby malej firmy, czy dodatkowym zajeciem po godzinach...

        Calkiem to wygodne- powrot z pracy o 16 i kalkulowanie "wspolnych" pieniedzy.

        Ja osobiscie pracuje za granica w miedzynarodowej firmie i szczerze
        mowiac "zazdroszcze" moim kolezankom pracy w kraju- milych powrotow do domu,
        bliskich... itd. ale nie moge zniesc ich narzekan na temat pieniedzy, bo same
        nie potrafia wziac sprawy w sowoje rece- bo przeciez im bardzo wygodnie. Po co
        wysilac. Maz przyniesie...
        Wkrotce planuje kupno wlasnego mieszkania (za wlasne pieniadze), i jesli nawet
        wyjde za maz bedzie ono moje. A poza tym juz moja w tym glowa, aby zatroszczyc
        sie o dobra prace, aby nikt nie musial mnie utrzymywac. Oj glupi Ci mezowie!

        PS. Zdaje sobie sobie sprawe, iz moja wypowiedz jest subiektywna i dotyczy
        pewnego procentu kobiet w Polsce- ale chyba jest to STOSUNKOWO duzy procent..;-
        )

    • qwerty36 Re: Pieniądze w małżeństwie 13.09.04, 16:00
      pytanie, po co robić rozdzielność w trakcie małżeństwa?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka