Dodaj do ulubionych

odrzucona przez córkę...

24.11.11, 22:22
Jest taki czas, kiedy już nie daje rady myśleć pozytywnie. Próbuję analizować swoją sytuację, swoje postępowanie i nie umiem odpowiedzieć dlaczego moja córka mnie odrzuciła. Dlaczego jestem taka niedobra mimo, że moje życie było podporządkowane dzieciom. Dlaczego moje poczucie obowiązku i miłości wobec dzieci, rodziny przyniosło taki skutek. Zupełnie rozjechały się światy mojej córki i mój. Czasy były trudne, dorabianie się od zera, trzy cukierki niesione do domu dla moich dzieci. Próbowałam spełniać ich marzenia w miarę swoich możliwości. Ale córka nigdy do końca nie utożsamiała się z rodziną. Ona zawsze była o krok przed nami. Wstydziła się domu, bo było biednie. Mieliśmy wybór albo kształcenie dzieci albo zakup nowych mebli do domu. Zwykle wybieraliśmy "być" nie "mieć". Praca moja i męża przyniosła wymierne efekty. Córka jest dorosła, wykształcona, zamężna ale uważa cały czas, że nie była dostatecznie przez nas wyposażona. Mamy na utrzymaniu jeszcze dwóch synów, jeden z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, zdany wyłącznie na nas drugi na pierwszym roku studiów 6-letnich dziennych. Od dwóch lat nie zamieniła ze mną i z mężem słowa, mieszka na drugim krańcu kraju. Nie mamy kontaktu z wnuczkiem. Próbowałam dowiedzieć się dlaczego tak się od nas oddaliła ale bez rezultatu. Coraz mniej kontaktu z braćmi. Jutro są jej imieniny ale nie wiem, jak się mam zachować. W ubiegłym roku wysłałam kwiaty poczta kwiatową, wysyłałam niewielkie kwoty na urodziny czy mikołajki dla wnuczka. Żadnego odzewu, nawet zwykłego dziękuję. Wysłałam też list z prośba o rozmowę, o podjęcie próby rozwiązania konfliktu, którego tak naprawdę nie rozumiem. Cierpię z tego powodu bardzo. Stałam się bardzo drażliwa. Moja samoocena bardzo się obniżyła. Boję się rozmawiać z ludźmi, nie potrafię określić swojego stanowiska. Jedyne co mi przychodzi wtedy na myśl to krytyka własnej osoby - " nie wymądrzaj się, nawet z córką nie potrafisz się dogadać". Nigdy nie starałam się forsować swojego zdania, jestem osoba ugodową. Wydaje mi się, że nasze dzieci miały dużo swobody w podejmowaniu decyzji życiowych, ale może tylko mi się tak wydaje. Coś musiałam przegapić. Wiem, że jestem potrzebna jeszcze synom, tylko ta myśl mnie trzyma przy życiu, ale często myślę, że skoro córka mnie odrzuciła to bracia mogą wkrótce pójść za jej przykładem. Tak bardzo się staram, przecież żyjemy dla dzieci, jak ich zrozumieć?
Obserwuj wątek
    • lifeisaparadox Re: odrzucona przez córkę... 24.11.11, 22:38
      Może jest sytuacja w drugą stronę, córka była modelowana na kogoś kto w życiu dorosłym ma się poświęcać dla rodziny/matki podejmując wyrzeczenia i rezygnując z siebie?
      Istnieje taka toksyczna forma symbiozy nadopiekuńczej matki z córką, polegająca na przeświadczeniu matki, że wszystko poświęca dla córki, a ukryty komunikat (lub czasem całkiem jawny) brzmi - masz teraz i zawsze poświęcać się dla mnie. Nieustająca forma wyrzeczeń i cierpiętnictwa, szantaż emocjonalny na każdym kroku.

      To by tłumaczyło całkiem realną apatię do Pani ze strony córki. Tylko to mi przychodzi na myśl.
      • leda16 Re: odrzucona przez córkę... 25.11.11, 15:30
        lifeisaparadox napisał:

        > Może jest sytuacja w drugą stronę, córka była modelowana na kogoś kto w życiu d
        > orosłym ma się poświęcać dla rodziny/matki podejmując wyrzeczenia i rezygnując
        > z siebie?


        A dlaczego nie? Przecież to obowiązek moralny dzieci wobec rodziców. Z jednym się zgodzę - ta matka poświęcała się nadmiernie. W efekcie wychowała wyzutą z uczuć wyższych, amoralną egoiścicę.


        > Istnieje taka toksyczna forma symbiozy nadopiekuńczej matki z córką, polegająca
        > na przeświadczeniu matki, że wszystko poświęca dla córki,


        Ale czemu zakładasz, że to tylko fałszywe przeświadczenie? Może to fakt.


        a ukryty komunikat (
        > lub czasem całkiem jawny) brzmi - masz teraz i zawsze poświęcać się dla mnie.


        O sorry, to utrzymywanie poprawnych kontaktów telefonicznych i towarzyskich z matką oraz wnuka z babcią nazywa się teraz "poświęceniem", "wyrzeczeniem"?!
        • sabinac-0 Re: odrzucona przez córkę... 25.11.11, 16:53
          leda16 napisała:

          > Przecież to obowiązek moralny dzieci wobec rodziców.

          Podporzadkowywanie wlasnego zycia zyczeniom i wizjom rodzicow NIE JEST moralnym obowiazkiem dzieci.

          > Z jednym s
          > ię zgodzę - ta matka poświęcała się nadmiernie. W efekcie wychowała wyzutą z uc
          > zuć wyższych, amoralną egoiścicę.
          >
          Nauka dla matek dorastajacych i doroslych dzieci: nie nalezy wymuszac podporzadkowania za pomoca "poswiecenia", "chorowania", wzbudzania w dzieciach poczucia "winy" lub "powinnosci" i innych podlych manipulacji, bo daje to skutek odwrotny od zamierzonego i zamiast czynic z dzieci pokorne slugi, odsuwa je i skutkiem jest samotna starosc straszaca innych.

          >
          > Ale czemu zakładasz, że to tylko fałszywe przeświadczenie? Może to fakt.
          >
          Szczere poswiecenie nie zada zaplaty.

          Gdyby faktycznie sie poswiecila, cieszylaby sie szczesliwym zyciem corki bez wymuszania kontaktu, pretensji i wypominania wszystkiego z trzema cukierkami wlacznie.

          > O sorry, to utrzymywanie poprawnych kontaktów telefonicznych i towarzyskich z
          > matką oraz wnuka z babcią nazywa się teraz "poświęceniem", "wyrzeczeniem"?!
          >

          Czasem tak.
          To zalezy od charakteru matki lub babci.
        • lorusza Re: odrzucona przez córkę... 11.12.11, 22:01
          "Przecież to obowiązek moralny dzieci wobec rodziców."

          moralnosc to wymysl czlowieka, niewiele ma wspolnego z tym co sie w nim dzieje, to sztuczna, narzucona norma. Moze sobie byc obowiazkiem moralnym a i tak ludzie moga go sobie olac
    • wltch kalafior... 25.11.11, 15:33
      Mam nadzieje,ze twoj wpis to nie po to aby tobie kadzic, i pisac jaka corka jest psychol, bo to i tamto.

      Czytajac ciebie, to czuje sie ze to ty masz zal do corki, ze niedocenia waszego poswiecenia.
      Ktore dziwnym trafem kreci sie wokol spraw dosc przyziemnych.

      Mieszkam zagranica i gdy tutaj urodzilam dziecko to w przychodni dla dziecka, dostalam broszure, gdzie moglam poczytac, co nalezy sie rodzicow od panstwa,i i co jest jego obowiazkiem wobec dziecka.
      Lista obowiazkow byla dluga.
      Tak wiec zapewniajac dziecku wyksztalcenie - wypelnialiscie swoje OBOWIAZKI RODZICIELSKIE.

      I to nie jest tam jakas wielka laska. Dzieci na swiat sie nie zapraszaly. Nie bylo was stac na lepsze mebelki. To juz was biznes jak zescie starali sie w waszej pracy, aby zarobic zarowno na jakis zyciowy standart no i mozliwosc posiadania dzieci.

      Ogolnie ludzie biedni, ze zla ekonomia nie powinni wydawac na swiat dzieci, bo tylko tym dzieciom ograniczaja mozliwosci rozwoju.
      Zycie jest twarde. I mysle,ze dopoty sama tak na swoje postepowanie szczerze nie spojrzysz, to nie zobaczysz tez i strony widzenia twojej corki.
      • jedr-ek28 Re: kalafior... 29.11.11, 23:39
        Mocne słowa,ale zgodzę się - ludzie biedni nie powinni wydawać na świat potomstwa, bo ograniczają wtedy im rozwój. Dzieci na świat się nie zapraszają więc rodzice powinni tak pracować, aby zapewnić swoim dzieciom odpowiednie warunki rozwoju.
        • nangaparbat3 Re: kalafior... 02.12.11, 23:13
          A jak biedni nie będą mieć potomstwa - to kto będzie pracować na bogatych? Hę?
      • elzbietaplonka1970 Re: kalafior... 02.12.11, 19:59
        Ale piszesz bzdury,pochodzę z biednej rodziny,niczego mi to w życiu nie ograniczyło,a ma dwoje rodzeństwa.Czy Ty naprawdę masz dziecko,tam za granicą?
      • marcyk60 Re: kalafior... 30.04.18, 19:52
        czytam te bazgroły i nie wierze...... Rodzice biedni nie powinni mieć dzieci?????powinni dać wykształcenie......powinni, powinnni, powinni...............BZDURY. Rodzice kochający swoje dzieci robią dla nich tyle ile mogą. A dzieci dla rodziców..........czy przyszło do główeńki każdego dziecka, że za swoje dorosłe życie sam odpowiada, za swoje ew. dokształcenie, awanse społeczne, stope życiową itd
        Naszym Kochanym Rodzicom powinniśmy być wdzięczni za to , ze dali nam życie i za to że nie porzucili nas gdy byliśmy dziećmi!!!!!!!!!!!!!! Dla mnie rodzic, który porzuca swoje dziecko jest tak samo wstrętny jak dziecko, które porzuca swoich rodziców
        Dorosłe "biedne" dzieciuchy nie wyciągajcie rączek po datki od rodziców,sami na siebie zarabiajcie, wychowujcie swoje dzieci tak, by kochały was niezależnie od tego ile macie mamony i ile "majątku" możecie im kiedyś dać.............
        Porzucona przez córkę, nie martw się, CÓRKA to osoba bliska, a nie taka, która porzuca matkę, nie chce z nią rozmawiać, nie wspiera matki...........Żyj swoim życiem/ jeśli tylko się da/, zadbaj o siebie....bardzo Ci współczuję, że taki potworek jest Twoją tzw. "córką" Pozdrawiam życzę dużo uśmiechu, otaczaj się ludźmi życzliwymi
        • paniokularek Re: kalafior... 07.03.24, 12:19
          A ja zapytam o tę wdzięczność za dane nam życie - czy kiedyś byłaś komuś wdzięczna za to, o co go nie prosiłaś? Mam dziecko, bo albo tak chciałam albo po prostu uprawiałam seks (żadne zabezpieczenia nie dają 100% ochrony przed zajściem w ciążę itd. - opuśćmy takie zdarzenia jak gwałt). i za to dziecko ma mi być wdzięczne? Nie, to ja jestem teraz odpowiedzialna za to dane życie
      • niewierzaca Re: kalafior... 31.03.25, 07:32
        Ty się puknij w głowę, co ty wogole wypisujesz
        Mam taką samą sytuację. Ja odpuściłam sobie. Jeśli córka nie ma w sobie empati i nie zależy jej żeby szukać kontaktu z rodziną to kij jej w oko. Nic nie warta zimna s...a
    • sabinac-0 Re: odrzucona przez córkę... 25.11.11, 16:43
      kalafior56 napisała:

      > Dlaczego jestem taka niedobra mimo, że moje życie było podporzą
      > dkowane dzieciom.

      Wlasnie dlatego.
      "Podporzadkowanie zycia dzieciom" brzmi bardzo patetycznie i szlachetnie, ale w rzeczywistosci jest dla dzieci pulapka.
      Jesli ty zyjesz ich zyciem, one nie moga zyc swoim.

      > Zupełnie rozjechały się światy mojej córki i mój.

      Corka dorosla i sie podpepnila. To normalna kolej rzeczy.

      > Próbowałam spełniać ich marzenia w miarę swoich możliwości. Ale cór
      > ka nigdy do końca nie utożsamiała się z rodziną.

      To brzmi, jakbys jej teraz wystawiala rachunek za te trzy cukierki.

      NB. rodzice nie sa powolani do spelniania marzen dzieci. Jak dzieci dorosna, same spelnia swoje marzenia.

      > Prac
      > a moja i męża przyniosła wymierne efekty. Córka jest dorosła, wykształcona, zam
      > ężna ale uważa cały czas, że nie była dostatecznie przez nas wyposażona.

      Piszesz, jakby jej dorosniecie, wyksztalcenie i zamescie bylo wylacznie twoja zasluga i nie wymagalo zadnego, ale to zadnego wysilku z jej strony.

      No chyba ze wydeptywaliscie jej zaliczenia "prezentami" i zakontraktowaliscie jej malzenstwo. Niemniej w takim przypadku nie bylabym zdziwiona, ze nie chce was ogladac.

      > Jutro są je
      > j imieniny ale nie wiem, jak się mam zachować. W ubiegłym roku wysłałam kwiaty
      > poczta kwiatową, wysyłałam niewielkie kwoty na urodziny czy mikołajki dla wnuc
      > zka.

      Najlepiej wyslac kartke lub maila z zyczeniami.
      Pieniadze lub lapowki dla dzieci zawieraja ukryty komunikat "patrz jak sie na ciebie wykosztowujemy, a ty, niewdziecznico, jestes nam winna rewanz".

      > Wysłałam też list z prośba o rozm
      > owę, o podjęcie próby rozwiązania konfliktu, którego tak naprawdę nie rozumiem.

      Czego oczekiwalas? Ze cie bedzie przepraszac (za co?) lub sie tlumaczyc z wlasnego zycia?

      Swoja droga o jakim "konflikcie" mowisz?
      Pojscie na swoje to nie zaden "konflikt", no chyba zescie sie kiedys pozarly i nie napisalas o tym - no ale wtedy nie pisalabys ze "nie rozumiesz" bo rozumialabys az za dobrze motywy corki by sie od was zdystansowac.

      > Wiem, że jestem potrzebna jeszcze synom, tylko
      > ta myśl mnie trzyma przy życiu,

      Na tym polega twoj blad - ze swoje zycie opierasz na "byciu potrzebna" czyli kontrolowaniu innych (pisalam o subtelnej zaleznosci miedzy "pomoca" a kontrola).

      Poswiecajac sie dla dzieci oczekiwalas, ze stana sie one TWOJA duma, czeladzia i straza przyboczna i teraz czujesz sie zawiedziona, ze one maja inne plany, interpretujac ich niezaleznosc jako "niewdziecznosc".

      Rzecz w tym, ze nie przygotowalas planu "B" - co wraz z mezem bedziecie robic, gdy dzieci odejda od was.

      > często myślę, że skoro córka mnie odrzucił
      > a to bracia mogą wkrótce pójść za jej przykładem.

      I z pewnoscia tak sie stanie, bo nie chowamy dzieci dla siebie. Dorastaja i ida swoja droga, taka jest naturalna kolej rzeczy.

      > Tak bardzo się staram, przec
      > ież żyjemy dla dzieci, jak ich zrozumieć?

      Nie, nie zyjemy dla dzieci, tak jak dzieci nie zyja dla nas.

      P.S. Na przygotowanie "planu B" nigdy nie jest za pozno. Byc moze masz jakies marzenia lub twoj zwiazek z mezem wymaga malego remontu.
      • sabinac-0 Re: odrzucona przez córkę... 25.11.11, 16:55
        "Odpepnila", sorry.
      • wypasiona_foczka Trafne choć brzmi okrutnie. 27.11.11, 12:17
        Bardzo trafnie to ujmujesz.
        Ja właśnie mam taką matkę "poświęcającą się" wiecznie, też jestem "młodą, wykształconą" i też nieszczególną mam ochotę na utrzymywanie kontaktu. Mieszkamy tylko jakieś 20 km od siebie, mogę do niej podjechać w 15 minut ale widzę się z nią raz na parę miesięcy. ZA KAŻDYM razem gdy u niej jestem słyszę "mimochodem" rzucone hasło o tym ile musiała poświęcić, żebyśmy z bratem byli tym kim jesteśmy. Też lecą te teksty o tych "trzech cukierkach" co to niosła do domu dla dzieci, że musiała tyle robić, pożyczyć DLA MNIE pieniądze gdy byłam na studiach, w takich i śmakich okolicznościach (zdarzyło się RAZ i chodziło o kwotę ok. 500zł). To nie jest jakaś nachalna propaganda ale rzygać mi się od tego chce. Opowieści te przeplatane są samozachwytem nad sobą (vide "ktoś tam powiedział, że jestem taką dobrą matką/gospodynią domową!" albo "nikt na świecie nie dał Wam tyle miłości co ja").
        Moja matka nie ma wykształcenia, nie ma i nie miała żadnej pasji, nie pracowała zawodowo, nie miała żadnych ambicji, w życiu nie widziałam jej z książką w ręku... żyła i żyje sobie z dnia na dzień. Czasem mam wrażenia, że to posiadanie dzieci bylo dla niej cudownym alibi by nie musieć za bardzo wysilać się intelektualnie, fizycznie i podejmować trudnych życiowych decyzji.
        Ma obsesję na punkcie pieniędzy, może dlatego, że sama praktycznie nigdy ich nie zarabiała tylko dostawała od ojca i nie zdaje sobie chyba sprawy z tego, że to nie jest prosta sprawa. Żyje w przekonaniu, że pieniądze z nieba spadają, że się je od kogoś dostaje a jak się chwilowo nie ma to bierze kredyt w banku na kosmiczny procent by wydać na jakąś "niezbędną dla życia" bzdurę (typu altanka w ogrodzie). Wydaje się jej, ze każdy ma obowiązek coś jej dać. Ostatnio zażądała zwrotu kilku tysięcy złotych, które dała mi parę lat temu (niewielki % z ubezpieczenia po zmarłym ojcu - nie chciałam tych pieniędzy ale cały teatr odstawiła z obrażaniem się włącznie) bo musi swoje kredyty pospłacać. Ma wieczną pretensję, że jej dziś juz 80-cio letni rodzice nie dają jej pieniędzy (za to kiedyś dawali jej młodszej siostrze, ciągle o tym mówi i nie może przeżyć), oczernia ich wiecznie, źle nastawia do nich rodzinę i ludzi kompletnie nieznajomych. Ze swoja matką też nie utrzymuje kontaktów bo jej nienawidzi za to, że "nic jej w życiu nie dała" (cyt.) :/. Zmyśla, knuje, plotkuje, udaje kogoś kim nie jest (najczęsciej popisuje się finansowo jak jej jakiś extra grosz wpadnie).
        Nie może przeżyć faktu, że nie kupuję mieszkania na kredyt (a dzieci wszystkich znajomych już to zrobiły), że w wieku 30 lat nie mam dzieci i mieć póki co nie zamierzam. Nie do przeżycia jest dla niej to, ze nie może się powyższymi pochwalić przed znajomymi, że nie może wziąć dzieciaka i obejść z nim całej okolicy pokazując jaki jest piękny (a sąsiadki w jej domu taki tour zaliczają). Panicznie boi się odstawać od reszty swojej małej społeczności, często używa argumentu "ludzie mówili/powiedzieli" chyba jako ostatecznego potwierdzenia słuszności swoich sądów.
        Efekt jest taki, że wszyscy od niej uciekają: nie odwiedza jej nikt z bliższej i dalszej rodziny (bo zmyśla i napuszcza ludzi na siebie nawzajem), mój brat jej szczerze nie znosi i trzyma się z daleka, ja jak wyżej pisałam wpadnę raz na ruski rok, nasłucham się ile musiała wydać na leki (w kontekście "daj mi tą kasę bo na pewno masz"), o tym jak to ostatniego cukierka zawsze przynosiła jak bylismy mali i uciekam po 30 minutach. Spodziewa się (głośno o tym mówi), że na starość będzie z którymś z nas mieszkać bo przecież po to nas wychowywała (czyt. poświęcała się), żebyśmy się nią za parę lat zajęli. Nie znoszę jej okrutnie - kocham bo to matka ale zwyczajnie nie lubię jako człowieka. Nie chciałabym mieć takiej sąsiadki, teściowej, znajomej, w ogóle takiej dwulicowej osoby w swoim otoczeniu.
        Nigdy nie przyprowadzałam do domu swojego chłopaka, choć byliśmy razem X lat, to znaczy wpadał jak jeszcze tam mieszkałam ale odkąd wyprowadziłam się 9 lat temu nigdy nie był. Nie przyjeżdzają tam też moi znajomi choć okolica fajna bo moja matka przy ludziach zzewnątrz zachowuje się groteskowo sztucznie: gra kogoś kim nie jest, udaje bogatą, obytą, jest głośna i hałaśliwa, popisuje się każdym pierdołem... żal na to patrzeć. Dodatkowo jest strasznym brudasem bo nie chce jej się sprzątać, zmywać itp. Wszędzie jest brudno, nieświeżo i śmierdzi bo "ma tyle innych spraw na głowie" (ciągle nie pracuje, żyje z renty po ojcu).
        Każdemu wypłakuje się w ramię, że dzieci do niej nie przyjeżdzają.
        Straszny, toksyczny człowiek w dodatku przekonany szczerze o swojej "zajebistosci" i sukcesach wychowawczych. Może autorka wątku też taka jest tez swojej toksyczności nie widzi - jak moja matka? Nie wiem.
        Jak chcecie to mnie zadziobcie teraz, wyzwijcie od egoistek, rzućcie tekst o "moralnym obowiązku" i tak dalej - mam to gdzieś. Pomyślałam, ze po prostu napiszę o drugim punkcie widzenia i przy okazji zwyczajnie sobie ulżę bo to frustrująca sytuacja.
        • kalafior56 Re: Trafne choć brzmi okrutnie. 27.11.11, 16:06
          Witaj foczko, dobrze że chciałaś się podzielić swoimi spostrzeżeniami. Ale zupełnie nie jestem typem Twojej mamy z uwagi na to że, po pierwsze skończyłam studia na uczelni ekonomicznej, pracuję zawodowo już lat 30 z hakiem, książka jest w mojej rodzinie codziennym gościem. Kocham moje dzieci i nigdy nie mówię, że chciałabym na starość mieszkać z którymkolwiek z dzieci, mimo, że opiekuję się swoją 86 letnią mamą. Jeśli przepisy nie zmienią się to zapewne będę miała emeryturę, która zaspokoi moje niewysokie wymagania. O tym co mnie spotkało rozmawiałam tylko z moja mamą, nikogo poza forum nie dopuściłam do mojej tajemnicy. Nie staram się oceniać ludzi w sposób negatywny, córki też nie oceniam, próbuję zrozumieć i to z dużą dozą wyrozumiałości i refleksji, bo tak naprawdę nigdy nie wiemy jakie motywy spowodowały takie lub inne zachowanie się danego człowieka. I mimo, że niektórzy z Was używają bardzo brzydkich określeń nie mam w zwyczaju odpowiadać w takim samym tonie. To prawda, że z moich wyjaśnień nie wynikało dlaczego tak a nie inaczej zachowała się moja córka. To odbyło się z dnia na dzień, kiedy dowiedziała się, że kupiliśmy (częściowo na kredyt)m mieszkanie, które w chwili obecnej służy młodszemu synowi za lokal do mieszkania na czas studiów, natomiast docelowo będzie stanowiło zabezpieczenie dla naszego niepełnosprawnego syna, który w chwili obecnej utrzymuje się z renty socjalnej i naszej pomocy, natomiast kiedy nas zabraknie wynajem mieszkania być może pokryje koszty leczenia i opieki. O swoim problemie długo rozmawialiśmy z mężem, zastanawialiśmy się, jak zabezpieczyć chorego syna i córka o naszych rozterkach wiedziała. Jednak chyba nie do końca czuje sytuację brata i nie do końca jest przekonana o jego niepełnosprawności jeżeli ten fakt spowodował u niej taką reakcję. Z chorobą syna walczymy już długi czas i dzięki jego pracy, systematycznej pracy lekarza i naszej można mówić o pozytywnych efektach. I tu jest pies pogrzebany. Wystarczyło jedno zdanie córki za wyjaśnienie powodu swojej decyzji. "Kiedy ja studiowałam nikt nie pomyślał, żeby dla mnie kupić mieszkanie". Czy nasze zachowanie jest przykładem na niesprawiedliwe, nierówne traktowanie dzieci? Bo mnie się wydawało, że zabezpieczając niepełnosprawne (mimo, że pełnoletnie) dziecko zabezpieczamy też rodzeństwo przed koniecznością opieki w stosunku do brata. Abstrahując od faktu, że wtedy nie było nas na to stać nie było też takiej potrzeby. I mimo, że próbowałam rozmawiać z córką przez telefon nie chciała ze mną rozmawiać. Kiedy pojechał do nich syn zięć mu udowadniał, że jeśli córka zostanie pominięta w dziale spadkowym to będzie się ubiegać o tzw. zachówek. A przecież my jeszcze żyjemy nie dokonaliśmy podziału spadku, bo przecież tego spadku jeszcze nie ma. I kiedy czytam o toksycznych matkach i otym jak to trudno się dogadać z rodzicami to wtedy się zastanawiam czy naprawdę chodzi tylko o emocje czy jak zwykle o mamonę.
          • lorusza Re: Trafne choć brzmi okrutnie. 12.12.11, 10:36
            a moze to wlasnie te dawane cukierki maja tutaj wplyw? poswiecalas sie dla dzieci i przyzwyczailas do tego corke. to tez nie jest wcale dobre dla dziecka i czesto sie odbija czkawka, byc moze zupelnie podwswiadomie corka spodziewa sie, ze bedzie oczkiem w glowie, bycmoze ma zal, ze nim nie byla, bo byl nim przykladowo niepelnosprawny syn. przyczyn moze byc tysiace ale widzac corka nie chce o tym rozmawiac. trzeba to uszanowac, pozwolic byc dorosla, probowac, szukac, mylic sie, miec wlasne (niekoniecznie akceptowane przez nas) spojrzenie na pewne sprawy. powodow moze byc tysiace i niestety, mozesz ich zupelnie nie widziec lub gdybys wiedziala, uznalabys to za blahostki. jak ktos dobrze napisal, zajmij sie soba, zobacz co w tobie siedzi a w tym czasie corka zlapie oddech i moze cos zmieni a moze nie... ale ty w tym czasie zyj swoim zyciem i nie poswiecaj sie juz, bo to nikomu dobrze nie robi...
        • aaeutherpe7 Re: Trafne choć brzmi okrutnie. 23.07.18, 10:44
          "kocham bo to matka ale zwyczajnie nie lubię jako człowieka".....czegoś głupszego dawno nie czytałam.Poza tym straszne to co o własnej matce napisałaś i jak ją nienawidzisz. Ciekawa jestem opinii twojej matki o Tobie bo po poście widać że nie jesteś dobrym człowiekiem....
      • marcyk60 Re: odrzucona przez córkę... 30.04.18, 19:59
        aleś mądra Sabinac-0 coś mi się zdaje,że bardzo kochasz swoich rodziców, hehe, a może się mylę?
    • leda16 Re: odrzucona przez córkę... 25.11.11, 20:57
      kalafior56 napisała:

      > nie umiem odpowiedzieć dlaczego moja córka
      > mnie odrzuciła.


      A dlaczego po prostu jej o to nie zapytasz?


      Dlaczego jestem taka niedobra mimo, że moje życie było podporzą
      > dkowane dzieciom.


      To nie Ty jesteś niedobra. Niedobra jest córka. W każdym razie dla Ciebie, ojca i braci. Dobra córka nigdy tak się nie zachowa wobec swojej rodziny. Żeby przez 2 lata nie zatroszczyć się o to, czy rodzice żyją, są zdrowi, jak sobie radzą w sytuacji konieczności utrzymywania niepełnosprawnego brata i drugiego, który studiuje.


      Dlaczego moje poczucie obowiązku i miłości wobec dzieci, rodz
      > iny przyniosło taki skutek.



      Czasami tak bywa - rodzice niemalże żyły sobie wypruwają żeby w sferze socjalnej i uczuciowej dać dzieciom maksimum tego, co mieć powinny, i nie udaje się: jeden syn na notorycznego przestępcę wyrasta - moral insanity, czyli psychopatę. Złe geny; ot co.



      Ale cór
      > ka nigdy do końca nie utożsamiała się z rodziną. Ona zawsze była o krok przed n
      > ami. Wstydziła się domu, bo było biednie.


      No właśnie. To się w psychologii nazywa postawa wyższościowa. Czuła się kimś lepszym od Was. Aspirowała do takiego świata, w którym być kaleką to wstyd, być biednym też wstyd. Więc jak już kosztem Waszych wyrzeczeń dochrapała się wyższej pozycji socjalnej, to postępuje jak każdy nuworysz - imponują jej bogatsi od Was. Niechby kradli, oszukiwali, ale lepsze meble mają, mogą się przydać w dalszej karierze. Wy już na nic się jej nie przydacie. Wycyckała z Was co mogła, teraz ma lepszego sponsora, lepsze towarzycho niż kaleki brat i starzy, sterani pracą rodzice.



      Mieliśmy wybór albo kształcenie dziec
      > i albo zakup nowych mebli do domu. Zwykle wybieraliśmy "być" nie "mieć".


      Ale jej wybór był inny. Nie zauważyłaś go w porę, żeby wydrwić i zohydzić.Teraz córuś "być" snobką, za to nie "mieć" żadnych uczuć wobec swojej rodziny generacyjnej.


      Córka jest dorosła, wykształcona, zam
      > ężna ale uważa cały czas, że nie była dostatecznie przez nas wyposażona.


      Jak każdy pasożyt z rozbuchaną postawą roszczeniową. Zawsze mu mało, bo swój posag porównuje z tymi, co więcej dostali.


      Mamy n
      > a utrzymaniu jeszcze dwóch synów, jeden z umiarkowanym stopniem niepełnosprawno
      > ści, zdany wyłącznie na nas drugi na pierwszym roku studiów 6-letnich dziennyc
      > h.


      Wiem ile to kosztuje pracy i wyrzeczeń i te wyrzeczenia podejmowane są z miłości a nie z poczucia obowiązku. Niepełnosprawne dziecko zawsze przecież można oddać do zakładu opiekuńczego, żeby tam wegetowało a synowi-studentowi powiedzieć, że nie mamy pieniędzy. Przy niskich zarobkach nawet sąd rodzinny z pustego nie przysądzi.


      Od dwóch lat nie zamieniła ze mną i z mężem słowa, mieszka na drugim krańcu
      > kraju.


      Ha, zauważ, że pozostałe Dyskutantki już zdążyły wiadra pomyj wylać na Ciebie jako matkę pierdzieląc o toksynach i pępowinach, natomiast co do ojca wyrodnej córki jakoś dziwnie pobłażliwie się zachowują. On się nie poświęcał, nie harował, od ust nie odejmował? Robił to samo co Ty, a na niego też się przecież wypięła.


      . Coraz mniej kontaktu z braćmi.


      A bracia, co jej złego zrobili? Pewnie samymi pretensjami do swojej kromki chleba obrazili egoizm psychopatycznej dziewczyny.

      Jutro są je
      > j imieniny ale nie wiem, jak się mam zachować. W ubiegłym roku wysłałam kwiaty
      > poczta kwiatową,


      Teraz wyślij jej guano w pudełku i napisz, że tyle jest warta ze swoim wykształceniem.


      wysyłałam niewielkie kwoty na urodziny czy mikołajki dla wnuc
      > zka. Żadnego odzewu, nawet zwykłego dziękuję.


      Widać masz jednak za dużo pieniędzy skoro nie wiesz na co je wydawać. Więc daj raczej menelowi pod hipermarketem na puszkę piwa.



      Wysłałam też list z prośba o rozm
      > owę, o podjęcie próby rozwiązania konfliktu,


      Jakiego konfliktu?



      > Cierpię z tego powodu bardzo. Stałam się bardzo drażliwa. Moja samoocena bard
      > zo się obniżyła.


      A co mąż na to?

      Nigdy nie starałam si
      > ę forsować swojego zdania, jestem osoba ugodową. Wydaje mi się, że nasze dzieci
      > miały dużo swobody w podejmowaniu decyzji życiowych,


      To też błąd. Póki chleb rodziców jedzą, to rodzice rządzą a dzieci słuchają. U nas tak zawsze było i angielska teściowa żałuje, że drugiej córki nie ma, taka z zięcia zadowolona. Młodszy uczy się jeszcze.


      Wiem, że jestem potrzebna jeszcze synom, tylko
      > ta myśl mnie trzyma przy życiu,


      A mężowi nie czujesz się potrzebna?


      ale często myślę, że skoro córka mnie odrzucił
      > a to bracia mogą wkrótce pójść za jej przykładem.


      A co ma piernik do wiatraka? Synowie nie mówią, że Was kochają? Poza tym , he he, jednego wyrodka w rodzinie wystarczy.



      Tak bardzo się staram, przec
      > ież żyjemy dla dzieci, jak ich zrozumieć?


      Tu nie ma nic do rozumienia. Aberracje genetyczne zdarzają się w najlepszych rodzinach.
      • kalafior56 Re: odrzucona przez córkę... 25.11.11, 22:52
        Opisując swoją sytuację naiwnie myślałam, że może ktoś podpowie z czego może wynikać taka postawa, bezinteresownie przemyśli, gdzie tkwi mój błąd, a tu lawina słów nie do końca dla mnie zrozumiałych. Bezinteresowna napaść.
        sabinac-0, myślę, że nie do końca mnie zrozumiałaś. Gdzie napisałam, że córka ma się odpłacić za moje poświęcenie i że się poświęcałam. Jedyne czego mogłabym oczekiwać to szacunku od mojego dziecka i nie za coś ale z poczucia więzi. Mówiąc o trzech cukierkach w podtekście chciałam przekazać, że w każdej chwili myślałam o moich dzieciach nawet w bardzo drobnych sprawach. I nigdzie nie piszę, że chciałabym aby córka poświęcała się dla mnie. Niech żyje swoim życiem, cieszy się swoim dzieckiem i mężem.
        Do wltch: dlaczego twierdzisz, że "Ogolnie ludzie biedni, ze zla ekonomia nie powinni wydawac na swiat dzieci, bo tylko tym dzieciom ograniczaja mozliwosci rozwoju". Właśnie tacy biedni, jak ja do czegoś dążą, coś chcą osiągnąć. Mówiąc o biedzie nie miałam na myśli totalnego ubóstwa. Myślę, że jesteś młodą osobą, która nie zna realiów lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Poza tym jeśli zbudujesz dom bez kredytów to potem musisz wybrać albo kształcenie dzieci albo nowe meble. I to nie jest kwestia bezradności życiowej , to były realia. I może nie epatuj tą swoją zagranicą, bo nie robi na mnie wrażenia. Miałam okazję przebywać za granicą w latach osiemdziesiątych z całą rodziną, dosyć długo i wybrałam z pełną świadomością powrót do Polski mimo możliwości pozostania. To był nasz wybór i mam również koleżanki, które po 20 latach pobytu wróciły do kraju.
        Jeszcze jedno Twoje zdanie zacytuję " To juz was biznes jak zescie starali sie w waszej pracy, aby zarobić zarowno na jakis zyciowy standart no i mozliwosc posiadania dzieci". Moje pokolenie inaczej pojmowało szczęście rodzinne, nie czekało się z urodzeniem dzieci na lepsze czasy i nie chcę tu dywagować kto ma rację. Nawet średni standard wymaga określenia priorytetów. Dobrze , że nie musisz wybierać: leczenie jednego dziecka i próba przywrócenia go do pełnienia społecznych ról (kolejny raz podejmowanie nauki), kształcenie drugiego czy .....? I nie piszę o tym, jako o wyrzeczeniu. To jest dla mnie oczywistość i robię to z potrzeby serca, nie oczekując niczego w zamian, nawet kosztem własnych potrzeb.
        • wltch Re: odrzucona przez córkę... 25.11.11, 23:42
          Nie obraz sie kalafior, ale bardzo nie podoba mi sie to twoje pisanie. Raczej poza granice swoich odczuc, nie jestes w stanie przejsc i spojrzec z drugiej strony.

          Piszesz gdzies, ze swiat twoj i corki sie rozjechal. Przeciez to jak najbardziej normalna z normalnych koleji rzeczy.

          Dalej piszesz,ze ktos ma przemyslec twoj blad. Czyli myslec za ciebie. A gdy pisze ci tu np. sabinac_o calkiem rozsadnie z jej punktu widzenia- ktory nie jest jakis durny, a bardzo na czasie, to jakos do ciebie, to nie dociera. Mysle, ze jedynie przemyslenia ledy16, lechca ci twoje Ego, ktorego ci nie brak. I tutaj zapewne lezy pies pogrzebany. Masz trudnosci z przyjeciem krytyki.

          Ja za ciebie myslec nie bede. Czy inni to zrobia? Watpie. Aby obrazek nam tu przytaczany nabral calosci potrzebna by byla tez rozmowa z twoja corka i rowniez wysluchanie tego co ona ma do powiedzenia. Ale widac tobie nie o to chodzi.
          Ja z kolei nie epatuje zagranica, tylko pisze o tym jak sie wychowuje dzieci w krajach zachodnich i co nalezy do rodzicielskich obowiazkow tutaj, gdzie poziom zycia jest znacznie wyzszy. Ale do ciebie i tak, sens stricto, z tego co pisze nie dociera.

          Piszesz gdzies tam, dlaczego ludzie biedni nie powinni miec dzieci? Bo nie! Bo zaden inteligentny i cywlizowany czlowiek nie bedzie rodzil dzieci dla biedy i nedzy. Aby i on sam i
          dziecko sie meczylo. To egoistyczne i samolubne tworzyc zycie i zabierac je jednoczesnie.
          I jak tu sie czegos dorabiac, majac obowiazki wychowacze i opieke nad dziecmi? Czyim kosztem odbywa sie tu to tzw. dorabianie, jak nie dziecka. I dlaczego majac okazje szybciej sie czegos dorobic zagranica, wrocilas z powrotem, jak rozumiem, klepac biede w kraju?

          Wielu ludzi, ktorych ja z kolei znam i szanuje, najpierw sie dorabia, a pozniej gdy zyja wygodnie i dostatnio decyduja sie na dzieci. BO ICH NA TE DZIECI STAC.
          Teoretyzowac na temat planowania zycia mozesz pod kosciolem ale nie w zyciu zwyklym i na codzien.

          Mysle ze duzo jest racji po stronie twojej corki...masz tzw, wiesniaczy charakter i dlatego wszystko co przekracza twoj punkt widzenia jest dla ciebie wrogie.

        • leda16 Re: odrzucona przez córkę... 26.11.11, 10:02
          kalafior56 napisała:

          > Opisując swoją sytuację naiwnie myślałam, że może ktoś podpowie z czego może wy
          > nikać taka postawa, bezinteresownie przemyśli, gdzie tkwi mój błąd, a tu lawina
          > słów nie do końca dla mnie zrozumiałych. Bezinteresowna napaść.


          Ty kobieto jesteś jak struś - gdy jakieś prawdy Ci nie pasują, chowasz głowę w piasek i udajesz, że ich nie rozumiesz. Dwie Dyskutantki a ja trzecia napisały Ci wyraźnie z czego może wynikać "taka postawa" czyniąc za podstawę swoich przemyśleń różne koncepcje teoretyczne funkcjonujące w psychologii, a Ty swoje! To, co Ci nie pasuje traktujesz jako "bezinteresowną napaść". Więc dalej wysyłaj wyrodnej córce kwiaty na imieniny i żebraj o uczucia jakich ta dla rodziców nie posiada.


          > sabinac-0, myślę, że nie do końca mnie zrozumiałaś. Gdzie napisałam, że córka m
          > a się odpłacić za moje poświęcenie i że się poświęcałam.


          Każda normalna matka poświęca dla dzieci dużą część swojego istnienia choćby w banalnym dylemacie - czy używać Chanel 5 czy opłacić dziecku lekcje rytmiki, jest też oczywiste, że ma prawo oczekiwać wdzięczności. W polskim prawie cywilnym istnieje nawet coś takiego jak rozwiązanie adopcji z powodu "rażącej niewdzięczności adoptowanego" oraz wydziedziczenie - z tych samych względów. Zaś Sabcia napisała Ci dokładnie tylko to, co wynika z przyjętego przez nią systemu wartości, w którym nie ma miejsca miłość, wdzięczność, troskę, jest relacja żywiciel-pasożyt i wyłącznie obowiązki żywiciela. Wydaje się jej oczywiste, że pasożyt porzuca wyrzuca wyeksploatowanego do cna żywiciela jak pozbawiona uczuć wyższych larwa pożywkę, na której wyrastała.

          Jedyne czego mogłabym
          > oczekiwać to szacunku od mojego dziecka i nie za coś ale z poczucia więzi.


          Małe masz oczekiwania, ale jak widać - nawet tym wyrodna córka nie jest w stanie sprostać.


          > Do wltch: dlaczego twierdzisz, że "Ogolnie ludzie biedni, ze zla ekonomia nie p
          > owinni wydawac na swiat dzieci, bo tylko tym dzieciom ograniczaja mozliwosci ro
          > zwoju".


          Ma rację. Nie przypadkowo w Polsce obecnie rodzi się b. mało dzieci. Kogo nie stać na utrzymywanie dzieci, niech ich nie płodzi i nie rodzi.


          Właśnie tacy biedni, jak ja do czegoś dążą, coś chcą osiągnąć.


          Najczęściej właśnie tacy sięgają do naszych kieszeni żywiąc silnie ugruntowane przeświadczenie, że to Państwo z naszych podatków "ma im dać" - zapomogi, tańsze mieszkania, dopłaty do czynszu, gazu, prądu itp. Bo narodzili dzieci nie mając warunków do ich wychowania, bo mnożyli się bezmyślnie, jak króliki. Kiedyś byłam świadkiem jak urzędniczka MOPS powiedziała takiej dzieciatej: "Ja też mogłabym mieć 5-cioro a mam tylko jedno" Dziecioróbka poleciała wówczas na tą urzędniczkę na skargę do dyrektora MOPS-u


          Myślę, że jesteś młodą osobą,
          > która nie zna realiów lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Poza tym jeśli
          > zbudujesz dom bez kredytów to potem musisz wybrać albo kształcenie dzieci albo
          > nowe meble.


          Ale ja znam te realia i uważam, że było daleko lepiej niż obecnie. Rozbudowany system opieki społecznej i pewność a nawet obowiązek pracy, możliwość podnoszenia kwalifikacji, darmowe studia. Zresztą jeśli syn jest studentem I roku to urodził się w latach 90-tych.



          Miałam okazję pr
          > zebywać za granicą w latach osiemdziesiątych z całą rodziną, dosyć długo i wybr
          > ałam z pełną świadomością powrót do Polski mimo możliwości pozostania.


          Mój mąż dorobił się w USA mieszkania a Ty czego? W latach 80-tych zagraniczna waluta stała w Polsce wysoko. Więc nie pisz, że po długim pobycie na saksach wróciłaś z pustymi kieszeniami.A prawda - budowałaś dom, zamiast najpierw kupić jakieś skromne mieszkanie, ale żyć dostatnio. Teraz boisz się, że zostaniesz sama w tym domu.


          To był n
          > asz wybór


          Uważam, że na wskroś głupi, no ale to tylko moje zdanie.



          . Moje pokolenie inaczej pojmowało szczęście rodzinne, nie czek
          > ało się z urodzeniem dzieci na lepsze czasy


          Tylko wyciągało się łapy po pomoc do Państwa. Cóż, można i tak, ale przynajmniej nie podnoś swojej roszczeniowej postawy do rangi ideologii.


          • sabinac-0 Re: odrzucona przez córkę... 27.11.11, 19:17
            leda16 napisała:

            > Zaś Sabcia

            Daruj sobie te poufalosc.

            > przyjętego przez nią systemu wartoś
            > ci, w którym nie ma miejsca miłość, wdzięczność, troskę, jest relacja żywiciel-
            > pasożyt i wyłącznie obowiązki żywiciela.

            Nie implikuj innym twoich wlasnych konceptow, please.
        • lifeisaparadox Re: odrzucona przez córkę... 26.11.11, 12:54
          kalafior56 napisała:

          > Opisując swoją sytuację naiwnie myślałam, że może ktoś podpowie z czego może wy
          > nikać taka postawa,

          Nie dopuszcza pani do siebie treści które tutaj się pojawiają.
          W pierwszym poście stwierdzasz "przecież żyjemy dla dzieci" jako jakąś oczywistość, natomiast jest to zupełnie nienormalne - skromny odsetek ludzi z marginesu zależności. Bezsprzecznie wskazuje to na toksyczną postawę symbiozy z dziećmi.
          Pozostaje domniemać, biorąc pod uwagę całość wszystkich wypowiedzi tutaj, że ma pani zaburzenia osobowości, a dokładniej osobowość zależną.

          Cechami tego zaburzenia psychicznego jest podporządkowywanie swoich potrzeb potrzebom innych, nadmierne zabieganie o podtrzymanie relacji z innymi własnym kosztem nawet za cenę bycia poniżanym, uległością oraz strachem przed opuszczeniem.

          Proszę szczerze odpowiedzieć sobie czy ma Pani którąś z tych cech przedstawionych poniżej:

          1) pozwalanie innym na przejmowanie odpowiedzialności za swoje decyzje
          2) podporządkowywanie potrzeb potrzebom innych
          3) niechęć do stawiania wymagań osobom, od których jest się zależnym
          4) obawa przed niezdolnością do zatroszczenia się o siebie wynikająca z osamotnienia, powodujące dyskomfort
          5) obawa przed opuszczeniem
          6) ograniczona zdolność podejmowania decyzji bez radzenia się innych

          Do rozpoznania zaburzenia spełnione muszą być co najmniej trzy spośród powyższych warunków.
          Jeśli ma Pani przynajmniej trzy z wymienionych cech, a gołym okiem widać po tym co Pani tutaj wypisuje że tak właśnie jest, to spełnia Pani warunki potrzebne do zdiagnozowania jako osoba z zaburzeniem osobowości F60.7 czyli osobowość zależna.
          Teraz proszę udać się do psychologa który wyjaśni Pani DLACZEGO Pani cechy charakteru zaliczają się do zaburzeń psychicznych i jak je zmienić. Proszę tą poradę wziąć do siebie ponieważ ludzie którzy nie radzą sobie z tym jacy są, robią to co Pani teraz przeżywa, czyli izolują się żeby nie przeżywać dyskomfortu w kontaktach z ludźmi, mają obawy w kontaktach, nie mają żadnego odniesienia a samokrytyka nie przynosi efektów, więc izolują się.
          • nangaparbat3 Re: odrzucona przez córkę... 02.12.11, 23:18
            Medice cura te ipsum.
        • sabinac-0 Re: odrzucona przez córkę... 27.11.11, 19:04
          kalafior56 napisała:

          > Opisując swoją sytuację naiwnie myślałam, że może ktoś podpowie z czego może wy
          > nikać taka postawa, bezinteresownie przemyśli, gdzie tkwi mój błąd,

          A ja naiwnie myslalam, ze jak ci podpowiem, gdzie tkwi twoj blad to...;)

          Nie, nie myslalam. Az taka naiwna nie jestem.
          Malo kto piszac patetyczne "co, ach co zrobile/am zle" rzeczywiscie chce to wiedziec. Wiekszosc pyta, bo chce by ich poglaskano.
          Coz, ludzka rzecz.

          Jak juz ochloniesz, przeczytasz to na spokojnie. Wtedy zdasz sobie sprawe, ze w zadnym wypadku cie nie napadam i moze nawet ktoras z moich sugestii ci sie przyda (zwlaszcza ta z remontem malzenstwa ;)).

          > Jedyne czego mogłabym
          > oczekiwać to szacunku od mojego dziecka

          A w czym dokladnie przejawia sie ow brak szacunku?
          Brak czestych kontaktow nie oznacza braku szacunku.

          > i nie za coś ale z poczucia więzi.

          Jesli corka, z jakichkolwiek powodow, nie czuje wiezi, nie mozesz jej narzucic spotkan.

          Jesli miedzy wami sie nie klei to chyba lepiej, ze zyje w oddaleniu niz zeby zmuszala sie do odwiedzin, z ktorych kazda konczylaby sie klotnia, wymiana wzajemnych pretensji i morzem lez.
          I bez tego masz duzo na glowie.

          > Mówi
          > ąc o trzech cukierkach w podtekście chciałam przekazać, że w każdej chwili myśl
          > ałam o moich dzieciach nawet w bardzo drobnych sprawach.

          I to jest ten blad.
          Nigdy, ale to nigdy, nie nalezy zapomniec o sobie, o wlasnych marzeniach, aspiracjach, przyjemnosciach, malzenstwie, planach.

          Koncentrujac sie na dzieciach robimy im krzywde, bo nie dajemy im odejsc a ich uniezaleznienie sie traktujemy jak obiaw niewdziecznosci, obojetnosci i braku szacunku (a brak uniezaleznienia jako "pasozytowanie" lub "wykorzystywanie steranych rodzicow" ale to tak na marginesie).


          > Poza tym jeśli
          > zbudujesz dom bez kredytów to potem musisz wybrać albo kształcenie dzieci albo
          > nowe meble.

          Ale kto powiedzial, ze trzeba budowac dom?
          Mozna mieszkac w komunalce, wtedy starcza i na dzieci, i na meble.

          Zreszta z tymi "wydatkami na ksztalcenie dzieci" to troche zabawne - w calej Europie panstwowe uczelnie sa darmowe lub oplaty sa minimalne (no chyba ze ktos sie nie jest w stanie dostac i woli placic bajonskie sumy w prywatnej, ale kto kaze rodzicom placic za prywatna uczelnie). Poza tym student to, poza nielicznymi przypadkami "cudownych dzieci" znanymi z prasowych newsow, czlowiek dorosly i jest w stanie pracowac i utrzymac sie przynajmniej czesciowo.

          Wiem, bo sama przed laty studiowalam medycyne i dawalam korepetycje mlodszym rocznikom by miec na dojazdy i jedzenie. Rodzice pomagali mi w minimalnym stopniu, oplacajac czesc mojego czynszu.
          NB dzis zdarza im sie opowiadac glodne kawalki jak to sobie slynne zyly wypruwali na moje studia, ale nie dyskutuje z nimi. W pewnym wieku poczucie, iz wykosztowalo sie na wyksztalcenie dzieci jest rownie potrzebne do dobrego samopoczucia jak wedkarzowi poczucie iz zlowil rekordowy okaz.


          > Moje pokolenie inaczej pojmowało szczęście rodzinne, nie czek
          > ało się z urodzeniem dzieci na lepsze czasy

          Takie byly czasy i taki byl twoj wybor, ale nie wymagaj podziwu i oklaskow za owo wczesne i skromne macierzynstwo.

          > Dobrze , że nie musisz
          > wybierać: leczenie jednego dziecka i próba przywrócenia go do pełnienia społecz
          > nych ról (kolejny raz podejmowanie nauki), kształcenie drugiego czy .....?

          Skad u ciebie pewnosc, ze inni forumowicze nie stawali lub nie staja przed podobnymi wyborami?

          P.S. Na co cierpi twoj syn?
        • sabinac-0 Re: odrzucona przez córkę... 27.11.11, 19:24
          kalafior56 napisała:

          > Miałam okazję pr
          > zebywać za granicą w latach osiemdziesiątych z całą rodziną, dosyć długo

          W latach 80 wracajacy z zagranicy byli dobrze wyposazeni (przebicie waluty bylo ogromne, przecietna polska pensja wynosila wowczas kilka dolarow) i mogli pozwolic sobie na znacznie wiecej niz np. przecietne malzenstwo zyjace w kraju z panstwowych pensji.

          Nie bardzo pasuje do tego twoja relacja o "biednym domu" i zarzuty ze "corka wstydzila sie biedy". Juz predzej uwierze, ze nie przyprowadzala kolegow by zamoznosc ich nie klula w oczy i by jej nie odrzucili jako "bananowy" lub "zlotej lapki".
        • jedr-ek28 Re: odrzucona przez córkę... 29.11.11, 23:52
          Powiem Ci coś. Jeśli napiszesz post dobrze się zastanów czy chcesz go tutaj umieścić, zauważyłem bowiem, że większość osób tutaj zwyczajnie dopowiada sobie rzeczy, których autor postu nigdzie nie napisał. Ludzie tutaj interpretują ludzkie wydarzenia przez pryzmat swoich własnych problemów, komentują coś, czego autor nigdy nie powiedział - przypisują autorowi postu autorstwo niewypowiedzianych słów zadając w pewnym sensie ból, bo oczekiwanie autora jest inne niż krytyka słów, których nie wypowiedział. Uważaj z tym. Oczekujesz wsparcia na forum Psychologia a zastajesz żenadę nowicjuszy zasłaniających się anonimowością internetu. Ja już zrezygnowałem z umieszczania postów na tym forum. Szkoda czasu i nerwów.
          • animus_anima Re: odrzucona przez córkę... 19.12.11, 09:29
            jedr-ek28 napisał:

            > Powiem Ci coś. Jeśli napiszesz post dobrze się zastanów czy chcesz go tutaj umi
            > eścić, zauważyłem bowiem, że większość osób tutaj zwyczajnie dopowiada sobie rz
            > eczy, których autor postu nigdzie nie napisał. Ludzie tutaj interpretują ludzki
            > e wydarzenia przez pryzmat swoich własnych problemów, komentują coś, czego auto
            > r nigdy nie powiedział - przypisują autorowi postu autorstwo niewypowiedzianych
            > słów zadając w pewnym sensie ból, bo oczekiwanie autora jest inne niż krytyka
            > słów, których nie wypowiedział. Uważaj z tym. Oczekujesz wsparcia na forum Psyc
            > hologia a zastajesz żenadę nowicjuszy zasłaniających się anonimowością internet
            > u. Ja już zrezygnowałem z umieszczania postów na tym forum. Szkoda czasu i nerw
            > ów.

            ale tak jest na każdym forum, nie tylko tutaj
      • wypasiona_foczka Re: odrzucona przez córkę... 27.11.11, 12:32
        Zajebiście jest mieć patent na zdalne odgadywanie kto kim jest i co ma w głowie, nie? Piszesz jakbyś co najmniej mężem był tej dziewuszki nie dopuszczając rozwiązań innych niż Twoje "oczywiste oczywistości". Weź się lecz chory z nienawiści człowieku i nie napuszczaj na siebie ludzi nawzajem.
        • lifeisaparadox Re: odrzucona przez córkę... 27.11.11, 17:52
          Ulżyło Ci foczka?
          • wypasiona_foczka Re: odrzucona przez córkę... 28.11.11, 19:42
            O tak!
      • sabinac-0 Re: odrzucona przez córkę... 27.11.11, 18:24
        leda16 napisała:

        > Niedobra jest córka. (...) Żeby pr
        > zez 2 lata nie zatroszczyć się o to, czy rodzice żyją, są zdrowi, jak sobie rad
        > zą

        Piszesz, jakby autorka byla samotna 90-latka o lasce, mieszkajaca w kurnej chacie na odludziu.
        Tymczasem autorka jest stosunkowo mloda, pracujaca, sprawna osoba i mieszka z mezem (rowniez sprawnym) i dwojgiem doroslych dzieci, z ktorych tylko jedno wymaga opieki.

        > w sytuacji konieczności utrzymywania niepełnosprawnego brata i drugiego, któ
        > ry studiuje.

        Uwazasz, ze corka powinna partycypowac w tym utrzymaniu?

        > rodzice niemalże żyły sobie wypruwają (...)

        Ciagle wypominanie i opowiesci o "wypruwaniu zyl" (rownie prawdziwe jak te o "taaaakiej rybie") sa tym, co najbardziej zniecheca dorosle dzieci od wizyt u rodzicow.

        > żeby w sferze socjalne
        > j i uczuciowej dać dzieciom maksimum tego, co mieć powinny,

        Zwykle bardziej "w sferze" socjalnej niz uczuciowej, ale to juz inny temat.

        > je
        > den syn na notorycznego przestępcę wyrasta

        Corka autorki jak na razie notoryczna przestepczynia nie jest. W kazdym razie w postach autorki nie ma nic na ten temat.
        >
        > Czuła się kimś le
        > pszym od Was. (...)

        Byc moze z tym "wstydzeniem sie biedy" to tylko sugestia matki. Byc moze czegos innego sie wstydzila. A moze niczego sie nie wstydzila tylko matka jak jest na nia zla, to jest gotowa posadzic "niewdzieczna corke" o jakakolwiek podlosc, ktora jej przyjdzie na mysl.

        Swoja droga obserwuje, ze owe posadzenia i oskarzenia, ktorymi niektorzy rodzice hojnie racza dzieci (skutecznie zniechecajac je tym do rodzinnych pieczek-lawek), sa zwierciadlanym odbiciem samych rodzicow:

        Ci, ktorzy mysleli tylko o materialnej stronie zycia a zakupy byly jedyna forma ich kontaktu z dziecmi, zwykli posadzac latorosle ze "wstydza sie biedy" lub "szukaja lepszych sponsorow". Przez mysl im nie przejdzie, ze mlodzi moga pragnac czegos, za co nie da sie zaplacic karta visa.

        Ci zas, ktorzy odrzucali swoje dzieci i nigdy nie pomogli im w trudnych chwilach, materialnie czy moralnie, prawie zawsze oskarzaja je, iz chca ich okrasc lub dybia na spadek. Nie sa w stanie zrozumiec, ze dla mlodych relacja w rodzinie nie musi byc kontraktem handlowym opartym na rachunku "winien-ma".

        > Wycyckała z Was co mogła, ter
        > az ma lepszego sponsora, lepsze towarzycho niż kaleki brat i starzy, sterani pr
        > acą rodzice.
        >
        Cymesik tekscik. Modelowy wrecz.

        ;D
      • croyance Re: odrzucona przez córkę... 21.09.12, 12:39
        'No właśnie. To się w psychologii nazywa postawa wyższościowa. Czuła się kimś lepszym od Was. Aspirowała do takiego świata, w którym być kaleką to wstyd, być biednym też wstyd. Więc jak już kosztem Waszych wyrzeczeń dochrapała się wyższej pozycji socjalnej, to postępuje jak każdy nuworysz - imponują jej bogatsi od Was.'

        Uwielbiam to forum ... najpierw dyskusja, jak to biedni nie powinni miec dzieci, bo 'ograniczaja im rozwoj' i tylko bogaci powinni sie rozmnazac, a jak kto sjest ambitny i probuje stac sie bogatym (moze chce miec dzieci? :-P) to tez niedobrze ...



        Sprawdz, co slychac w Narnii
    • gadagad Re: odrzucona przez córkę... 26.11.11, 00:06
      Opisałaś córkę jak zupełnie obcego człowieka, od którego wymagasz pewnych kurtuazyjnych zachowań. Co to za pomysł, wysyłać jej jakąś kasę i kwiaty? Z drugiej strony opisujesz ją jak jakąś zimną, ograniczoną, materialistyczną sukę. No taka powinna skończyć gdzieś w "rowie", nie wykształcić się, mieć męża, dziecko i wieść normalne życie. Do tego podejrzewasz, że synowie, też rzucą cię w diabły, jak tylko, będą się mogli uwolnić. Coś tu ostro nie gra. Oczekiwałaś, że na podstawie twojego schematycznego opisu, dostaniesz list żelazny z potępieniem córki. Na analizowanie w postach sytuacji, reagujesz agresywnie, nie refleksyjnie. Może córka dobrze wie co robi. Bo coś tu śmierdzi. Co omijasz.
      • kol.3 Re: odrzucona przez córkę... 26.11.11, 08:44
        No właśnie. Opisałaś sytuację ze swojego punktu widzenia. W takich przypadkach zawsze się pisze to co się chce napisać. Nie znamy punktu widzenia córki, nie wiemy dlaczego odcięła się od rodziny tak zupełnie, że ani kartki ,ani słowa przez telefon. Z jednej strony pełni poświęcenia rodzice, z drugiej strony córka, która ucieka na koniec świata i zrywa kompletnie stosunki. Dlatego trudno jest zając stanowisko i ocenić sytuację.
        • elzbietaplonka1970 Re: odrzucona przez córkę... 26.11.11, 15:35
          Witaj,
          Co do biedy w domu, napiszę ze swojego podwórka.Ja też wychowywałam się w biednym domu,był jeden duży pokój na poddaszu,jeden duży fortepian-stary i ogromna ilość książek .Gdy byłam dzieckiem,zupełnie mi to nie przeszkadzało,jako nastolatce czasami tak,zazdrościłam że np. inni mają swój pokój,bałam się o to co pomyślą znajomi widząc nasze warunki materialne.Wiesz kiedy mi /piszę z perspektywy tego co czułam jako dziecko/przeszło,wtedy gdy zobaczyłam że znajomym zupełnie to nie przeszkadza,a do tego często mowili że z naszego domu nie chce im się wychodzić-tak się dobrze czuli .Jeżeli chodzi o Twój kontakt z córką-rozczarowanie,żal.Corka może mieć inny charakter od Ciebie,inne priorytety.W tym szybkim życiu,kiedy masz tyle obowiazkow,swoja rodzinę,często poprostu brakuje czasu,nawet na kontakt z rodzicami/taki bliski/.Nie myślę że córka ma o coś do Ciebie żal.Po prostu taka jest tak okazuje uczucia-bo przecież je ma i na pewno też Ciebie kocha.A co dla mnie najważniejsze też jestem matką,nie żyje się dla dzieci.Dzieci wychowujesz,dla świata,nie dla siebie.Czasami myślę,że gdyby syn wyjechał,nawet gdzieś daleko,ale byłby szczęśliwy-byłoby ok.Nawet gdybym nie wiem np.nie lubiła się z synową,i przez to kontakt byłby mały,ale wiedziałabym że jest szczęśliwy,też byłoby ok.Nawet,może to zabrzmieć niezrozumiale,gdyby był gejem.Dzieci się kocha i one też kochają,ale nie znaczy to że mają okazywać uczucia tak jak my je im okazujemy.Moi rodzice juz nie żyją,tęsknie za nimi każdego dnia,jestem im bardzo wdzięczna i pewnie o weilu rzeczach nie zdążyłam im powiedzieć,ale mówię-teraz w myślach.
        • sabinac-0 Re: odrzucona przez córkę... 27.11.11, 19:31
          kol.3 napisała:

          > córka,
          > która ucieka na koniec świata i zrywa kompletnie stosunki.

          Jakas przyczyna byc musi. Dzieci sa w stanie wiele wybaczyc rodzicom i predzej wezma wine za problemy na siebie niz zerwa kontakt. Cos sie musialo wydarzyc, ale autorka o tym nie pisze, ograniczajac sie do schematycznej opowiesci ze "ja zawsze, wszystko, nawet trzy cukierki, a ona, niedobra...", tylko raz napomknela ze mial miejsce jakis konflikt miedzy nimi.
      • niewierzaca Re: odrzucona przez córkę... 31.03.25, 07:45
        Nic nie smierdzi, córka jest zimna ...... wstydzi się rodziny bo uważa się za coś lepszego. To zwykła snobka.
    • yoma Re: odrzucona przez córkę... 27.11.11, 13:03
      Córka nie dziękuje za kasę i kwiatki, bo się boi, że jak się odezwie, to się znowu zacznie. Pytanie brzmi, czym "to" jest.
    • gadagad Re: odrzucona przez córkę... 27.11.11, 18:25
      Już tak z tego, zaczyna wyłaniać się pewien naznak obrazu. Rodzina silnie nastawiona na potrzeby mężczyzn. Podkreślanie -kalafiora- swoich skromnych potrzeb i całkowitego poświęcenia, jako moralnej wartości. Córka podejrzewa, że w sprawach spadkowych, też będzie manipulowana, by pogodziła się, że wszystko należy się mężczyznom, a ona ma się pogodzić że jej potrzeby nie są priorytetowe, bo jako kobieta ma się poświęcić i uskromnić. Konflikt w traktowaniu potrzeb, o szerokiej podziemnej rzece patriarchalnego zwierciadła świata, plynącej pod tą rodziną, może nawet nieuświadomie, bo programowo tak jest Ale córka to dostrzegła I musi mieć duży żal i bunt, że będąc na swoim, nie olewa, ale jeszcze trąca tę skorupę. Mając poczucie racjonalności rodzinnych decyzji na rzecz chłopców, nie czujecie, że nie są one bezstronne. Musiało być wiele systematycznie deprecjonującego traktowania córki w funkcjonowaniu rodziny, że tak jej się w duszę wżarło.
      • niewierzaca Re: odrzucona przez córkę... 31.03.25, 07:51
        O jakim spadku mówisz? Oni są biedni i nic nie mają. A pozatym to myślałam że rodziców kocha się za to że są a nie za to co mogą dać. A co z chorym bratem? On potrzebuje opieki do śmierci A pozatym to niech się sama czegoś dorobi przynajmniej będzie wiedziała jak to jest.
    • organza26 Re: odrzucona przez córkę... 28.11.11, 10:42
      Witaj Kalafiorze:)

      Strasznie przykre jest to co piszesz. Jestem młodą kobietą, też mam mamę, która czasami doprowadza mnie do szału, a kiedyś w pewnym najgorszym dla mnie momencie w życiu miałam w niej ZERO oparcia, tylko jeszcze bardziej ciągnęła mnie w dół... Z tego powodu nie rozmawiałam z nią przez ponad pół roku, ALE JAKIŚ kontakt był (smsowy).

      Z tego co Ty piszesz wnioskuję, że jednak jakiejś takiej poważnej kłótni, zadymy, odrzucenia córki z Twojej strony raczej nie było, bo inaczej świetnie wiedziałabyś o co chodzi, tak jak mniej więcej wiedziała moja matka. Nie pytałabyś na forum.

      Ogólnie z tego co piszesz wynika, że Twoja córka (wybacz jeśli Ci zrobię przykrość) jest nieczułym potworem. Żeby przez 2 lata nic, kompletnie nic nie napisać, nawet głupiego smsa, czy telefonu choćby najkrótszego nie wykonać to jest jakaś paranoja. Żeby nic się nie zainteresować tym co się dzieje z własnymi rodzicami, rodzeństwem, domem rodzinnym - to nie jest normalne.

      Sama sobie odpowiedz najpierw szczerze czy jednak naprawdę nie było jakichś kwasów w konkretnych sytuacjach. Pomyśl też o mężu córki - jakim jest człowiekiem i jak traktuje wasze relacje. Przede wszystkim staraj się porozmawiać z córką - dziwne trochę jest to że nic nie wspominasz o telefonach - ty do niej nie dzwonisz czy ona nie odbiera?

      Domyślam się, że bardzo ciężko jest przyznać, że z własnym dzieckiem jest coś nie tak. Łatwiej jest szukać i znaleźć winę w sobie, zracjonalizować sobie coś czego nie możemy pojąć.

      Jeśli naprawdę nie masz żadnych poważniejszych przewinień na koncie to musisz zrozumieć, że dziecko to nie jest palstelina, którą rodzic może dowolnie ukształtować. Na to jakim jest/będzie człowiekiem Twoje dziecko nie masz aż tak wielkiego wpływu, to zależy od niego samego. Twoja córka jest dorosłym człowiekiem i wybrała takie postępowanie, jeśli nie ma w tym Twojej winy, to niestety ale raczej nic nie możesz zrobić...
    • paco_lopez Re: odrzucona przez córkę... 28.11.11, 17:53
      tak więc ja gdzieś przez skórę czuje, ze im bardziej porzesadzi się z opieką i wyposażaniem dzieci tym mocniej one wystrzelą w kosmos i nie dadzą zanku życia przez lata gdy staną na własne nogi i tym mocniej będzie bolało. tak tez tłumacze to swojej kobicie, żeby nie cackała się za nadto z naszymi szczeniakami, bo potem może żałować, a ona lubi im tak uwygodniać i polepszać standarty i w ogóle. staram się w przeciwwadze głuchnąć na ich potrzeby żeby wreszcie sami sobie zorganizowali to czego potrzebują. ciekawe co na to wszystko ojciec twojej córki. nie zdziwiłbym się gdyby jemu wcale sytuacja nie przeszkadzała. a poza tym każda taka sprawa jest indywidualna. nie byłem szafką na buty w waszym przedpokoju, więc skąd moge wiedziec czemu córcię aż tak odstrzeliło. w sumie tyle jest ludzi mieszkających setki kilometrów od rodziców, bo tak i koniec
    • solaris_38 Re: odrzucona przez córkę... 28.11.11, 21:27
      Jeśli SAMA nauczyłaś dzieci że to ICH życie ma sens
      a Ty jesteś istnieniem temu podrzędnym i mającym sens tylko na tyle o ile pomocnym -
      to zbierasz owoce swojej nauki

      i swojego odczuwania świata

      Przede wszystkim bowiem Ty musisz mieć własny sens (nie zależny od dzieci)
      i jesli do tej pory sądziłas ze poświęcenie sie dziciom ci ten sens da - to źle sadziłaś
      i teraz tzreba to nadrobić

      ale nei u dzieci

      lecz u siebie

      Znajdź sens SWOJEGO istnienia
      a jak go nie czujesz (a sądzę że słabo lub wcale) to się tego naucz
      To dobra nowina
      Tego da się nauczyć

      a Kiedy już będziesz TO czuła
      Być może Twoje dzieci to kiedyś zobaczą i będą się chciały same nauczyć
      bo będzie od kogo i będzie czego

      bardzo Ci współczuję ze tyle poświeciłaś energii w dobrej wierze
      ale właśniedlatego ze wierzę w twoją dobrą wiarę - wierzę też ze teraz sobie poradzisz

      Znajdziesz swoją własną radość z mijających dni
      :)

      a Twoje dzieci - może z czasem zrozumieją
      Pewnie będą żyć jeszcze długo po twojej śmierci
      Sami przeżyją rodzicielstwo, jego poświecenia i porażki
      Zrozumieją więcej
      Poczują więcej

      Kochaj ich w sercu
      ale zabierz się na pierwsza lekcje
      sensu, radości i ufności i działania nie wynikających tylko z poświęcania się

      życie bowiem ma sens także dla tych co nie mogą być rodzicami
      ucz się od nich

      Powodzenia Ci życzę










    • georgia241 Re: odrzucona przez córkę... 28.11.11, 21:55
      Nie mnóż swojego żalu. Wybacz sobie, wybacz córce. Kochaj i nie poświęcaj się. Wysyłaj kartki z ciepłymi słowami. To wystarczy. Prezenty to przekupstwo. Nie musisz dawać, nie musisz otrzymywać prezentów. Ciesz się życiem. Nikomu też nie musisz udzielać rad.
    • oko_zielone_pe Re: odrzucona przez córkę... 29.11.11, 12:18
      Kompletnie nie rozumiem takiego zachowania. Żeby się zupełnie odciąć od rodziny, potrzeba jakiegoś dużego, jawnego nieszczęścia, tragedii albo jest się totalnie wyzutym z uczuć cżłowiekiem. Jest też opcja, że mąż Twojej córki jest niezrównoważony i to on ją tak ustawił życiowo.
      Dla mnie rodzina jest najwyższym dobrem ale rozumiem, że niektórzy przyjmują w życiu model amerykański, wyfruwają z gniazda i tyle ich widziano, mają własne życie, sprawy. Ale żeby się 2 lata nie odezwać nawet?
      • leda16 Re: odrzucona przez córkę... 29.11.11, 22:18
        oko_zielone_pe napisała:

        Żeby się zupełnie odciąć od rodziny
        > , potrzeba jakiegoś dużego, jawnego nieszczęścia, tragedii albo jest się totaln
        > ie wyzutym z uczuć cżłowiekiem. Jest też opcja, że mąż Twojej córki jest niezró
        > wnoważony i to on ją tak ustawił życiowo.
        > Dla mnie rodzina jest najwyższym dobrem ale rozumiem, że niektórzy przyjmują w
        > życiu model amerykański, wyfruwają z gniazda i tyle ich widziano, mają własne ż
        > ycie, sprawy. Ale żeby się 2 lata nie odezwać nawet?


        Przywracasz mi wiarę w nadrzędność wartości rodzinnych nad powszechnie lansowanym prostackim egocentrycznym egoizmem :).
    • jedr-ek28 Re: odrzucona przez córkę... 29.11.11, 23:26
      A co dokładnie mówi córka? Co znaczy, że nie została przez Was odpowiednio "wyposażona"? Wygląda na to, że Twoja córka nosi w sobie jakąś złość do Ciebie, pewnie jakąś urazę, żal. Od kiedy zaczęło się coś między Wami psuć? Czy jest coś, czego jej w życiu nie dałaś? Zawiodłaś ją czymś? Nie spełniłaś jakichś jej oczekiwań? A jak z tatą? Czy żyjesz z Twoim mężem dobrze czy źle?
      • kalafior56 Re: odrzucona przez córkę... 30.11.11, 19:53
        Z wielką uwagą przeczytałam wszystkie wypowiedzi. Mam do przemyślenia wiele treści, muszę wyciągnąć wnioski z podpowiedzi. Jestem osobą refleksyjną, potrafię przyznać się do błędu i uderzyć we własne piersi i niekoniecznie zgodzę się z osądem jednego z forumowiczów, że nie potrafię wyjść poza swoje osądy. Ale to musi potrwać. Życie jest wielowymiarowe a człowiek to istota bardzo skomplikowana. Wiem, że moim błędem było skupienie się na chorobie syna ale nie zawsze człowiek (rodzina) żyjący w stresie potrafi się tak zorganizować, żeby funkcjonować w zakresie wszystkich swoich ról. A życie nie czeka , płynie dalej i trudno jest nadgonić stracony czas i odbudować utracone więzi. Wcale nie jestem obrażona na córkę, nie oceniam jej w kategoriach zła/dobra. Nadal ją kocham i dlatego poszukuję dróg dotarcia do niej. Faktycznie , jeśli ktoś nie zna dokładnie sytuacji to wyobraźnia podpowiada mu wiele scenariuszy niekonieczne spójnych z sytuacja opisaną. Stąd może takie mocne osądy pod moim czy przeciwnie pod córki adresem.
        • elzbietaplonka1970 Re: odrzucona przez córkę... 02.12.11, 20:22
          Kalafior-też jestem córką,byłam-bo rodzice nie żyją.Byłam niepokorna,kiesy wyprowadziłam się,też na jakiś czas urwałam kontakt z rodzicami/nie ze złości,żalu,nie dlatego że u nas też się nie przelewało/,zawsze wiedziałam że mogę na nich liczyć,nie ważne były prezenty,czas,odległość,ale więż.U nas się zawsze o wszystkim rozmawiało-porozmawiaj szczerze z córką,o tym co Ciebie boli,może ona czeka na to.Ja byłam bardziej zwiazana z ojcem/podobne charaktery/,ale kochałam obydwoje rodziców.Odeszli,i chociaż wiele mogłabym im jeszcze powiedzieć,nie zdążyłam-spieszmy się kochać ludzi tak prędko odchodzą.To jest forum i każdy pisze jak myśli.
        • elzbietaplonka1970 Re: odrzucona przez córkę... 02.12.11, 20:37
          Kalafior,pomyślałam jeszcze,ilu z tych odpisujących ma jeszcze rodziców,jedni żli bo to czy tamto,drudzy wytykający Tobie winy,budujących profil psychologiczny Twój czy córki,kiedy odejdą ich rodzice-nie będzię się na kogo złościć,przeminą żale,podzielą spadek,może odetchną/po opiece nad umierającym ojcem/,a może do nich zatęsknią,tylko ich już nie będzie.Porozmawiaj z nią,powiedz szczerze tak jak tu napisałaś,piszę jak córka,ktora mamę miała.
    • lalafiorovva Re: odrzucona przez córkę... 01.12.11, 21:39
      Smutna ta historia - wydajesz się być osobą ciepłą, która... sama nie wiem -nie zasłużyłaś chyba sobie na takie potraktowanie -dlatego tak boli.
      Ja sobie nie wyobrażam zerwania kontaktu z rodziną itp. mimo że coś tak nie do końca było w porządku -a było. Chyba w każdej rodzinie coś tam zawsze zazgrzyta.
      Nie wiem - myślę, że to sprawa indywidualna, ale źle świadczy o twojej córce, nie tobie.
      Może powinnaś samej sobie dać rozgrzeszenie, uwolnić się od poczucia winy.
      Może córce z czasem minie. Daj jej i sobie czas.
    • ewka5 Re: odrzucona przez córkę... 02.12.11, 16:48
      www.livestream.com/artvchicago/video?clipId=pla_bb7feb49-e51c-472e-9a76-322e0049d1ed&utm_source=lslibrary&utm_medium=ui-thumb
    • nangaparbat3 Re: odrzucona przez córkę... 02.12.11, 23:09
      Kalafior,
      nigdy nie chodzi o mamonę, zawsze o emocje. Nasz stosunek do mamony to tylko forma, jaką im nadamy, czapka-niewidka.
      Przeczytałam wszystkie Twoje wypowiedzi, żadnego komentarza.
      Przypomniała mi się opowieść mojej mamy: miała 9 lat, bawiła sie z grupą dzieci w ogrodzie, była tam też jej trzyletnia siostra. Nagle jej matka zawołała: Basiu, pilnuj dziecka!
      To było przed wojną (II światową), mama na zawsze zapamiętała zdumienie i ból jakie odczuła: jak to? to ja juz nie jestem dzieckiem?
      Wydaje mi się, że Twoja córka jest najstarsza z trójki rodzeństwa. Jeśli tak, to po niej urodził sie jej młodszy brat - ja sama byłam wyczekiwaną, ukochaną córką, pierwszą, ale do dzisiaj pamiętam radość ojca, że ma syna, pamiętam ból i zazdrość. Potem (czy ta kolejność?) urodził się drugi syn, niepełnosprawny, pewnie dużo chorował, i pewnie skupiał na sobie Waszą uwagę. Jak sama piszesz, cieżko i dużo pracowałaś, żeby zarobić, w domu troje dzieci, w tym jedno niepełnosprawne - na kim skupiała się Twoja uwaga?
      Nie mam najmniejszego powodu wątpić, że zawsze bardzo kochałaś córkę - mam powody podejrzewać, że wiele wymagałaś (matki w ogóle wiele wymagają od córek, niemal zawsze więcej niż od synów, a w Waszym układzie rodzinnym pewnie jeszcze oczekiwałaś od niej pomocy), a mało dawałaś, nie dlatego, że nie chciałaś, ale po prostu tak wychodziło.
      Wyobrażam sobie, że w oczach córki faworyzowałaś synów, a ją może wykorzystywałaś, może nie dość kochałaś.
      Jakoś tak.
      Myślę, że musiała być o nich piekielnie zazdrosna.
      Sama mam dwudziestoletnią córkę, na co dzień pracuję z nastoletnimi dziewczynami, wiem, jak bardzo są niepewne siebie, pogubione, zazdrosne, rywalizujące, jak bardzo potrzebują akceptacji i czułości matek, ich zainteresowania i uwagi, a nie kontroli (tej zazwyczaj mają aż nadto), wymagań i ambicji.
      Nie wiem, jak się to ma do Waszej sytuacji, zgaduję, bo w sumie niewiele napisałaś o Waszym życiu.
    • lorusza Re: odrzucona przez córkę... 11.12.11, 22:09
      czasem nie wiemy dlaczego to czy tamto sie dzieje. czasem staramy sie bardzo ale nam sie nie udaje. nie da sie staraniem sie spowodowac, by ktos czula tak czy inaczej, nie mozna sobie uzurpowac prawa, by wolny czlowiek ( a twoja corka jak mniemam jest wolnym czlowiekiem) czul wobec nas to co sobie zyczymy, oczekujemy lub uwazamy, ze nam sie nalezy. To boli czasem jak cholera gdy wiemy, ze cos poswiecilismy w tym kierunku ale niestety.... poswiecanie sie nie zawsze ma wiele wspolnego z byciem dobra matka

      Z drugiej strony zadna matka nie jest idealna (poza leda oczywiscie hehe :D zart ;) ) nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem, zakasac rekawy i wziasc sie za siebie zamiast ubolewac nad przeszloscia, ktorej zmienic sie nie da. jednym pomaga terapia, innym medytacje albo ciezka praca... proponuje poszukac drogi by sobie poradzic ze swoimi emocjami, bo wieczne czekanie na to co corka zrobi to strata czasu...

      jakos tak dziwnie sie sklada, ze matki, ktore czegos tam nie dostaly od swoich matek, szukaja tego potem u swoich dzieci. moze i tak jest tutaj, ze nieswiadomie oczekujesz od corki, ze da ci to, czego nigdy nie dostalas od swojej matki.... to potrafi wystraszyc wielu na tyle, by wiali gdzie pieprz rosnie
      • voxave Re: odrzucona przez córkę... 12.12.11, 00:45
        Nikt z nas nie wie, czy pewnego dnia, z jakis wymyślonych przez dziecko powodow zostaniemy porzuceni.......
        • lorusza Re: odrzucona przez córkę... 12.12.11, 10:05
          czasem sa wymyslnone a czasem sa zasluzone nie ma co zwalac wszystkiego na dziecko.
        • sabinac-0 Re: odrzucona przez córkę... 12.12.11, 19:18
          voxave napisała:

          > Nikt z nas nie wie, czy pewnego dnia, z jakis wymyślonych przez dziecko powodow
          > zostaniemy porzuceni.......

          A jesli nawet to co?
          Przeciez nie chowamy dzieci dla siebie jako darmowa dozywotnia sluzbe.
    • cynta Re: odrzucona przez córkę... 12.12.11, 22:11
      jezeli dobrze zrozumialam Twoja corka ma pretensje do tego jak podzieliliscie wasze pieniadze czyli ewentualna schede po was, tak? Zapewne uwaza ze zawsze wiele dostawal niepelnosprawny brat a ona nie. Z tego co piszesz uwazasz ze zrobiliscie dla dzieci bardzo wiele w zyciu, jakos tam je wyposazajac na doroslosc. Czy pomyslalas kiedys ze byc moze to te owe "3 cukierki" czyli dobra zycia codziennego nauczyly je, glownie corke ze tak wlasnie powinno byc? ze rodzice maja dawac dzieciom dobra i na tym polega ich milosc? ze jak ona nie dostala tyle co brat to ja mniej kochacie? Sama doszlam do podobnego wniosku w stosunku do moich dzieci i dlatego podsuwam ci te mysl.... A wniosek? byc otwartym i gotowym na gest ze strony corki ale nie napraszac sie , nie blagac, nie przekupywac. dopoki ona nie zmieni swego podejscia do was, dopoki nie zrozumie ze rodzice moga robic co chca ze swymi pieniedzmi doputy bedzie miala taka postawe.... Nic na to nie poradzisz. I radze sie dowiedziec dokladnie co i jak z tym zachowkiem. Wydaje mi sie ze jak jej nie wydziedziczycie z mieszkania syna to on bedzie musial ja splacic ...
      • kalafior56 Re: odrzucona przez córkę... 16.12.11, 22:56
        Dawno nie byłam na swoim wątku z uwagi na awarię internetu. Trochę ochłonęłam po pierwszych wpisach bardzo niepochlebnych zarówno dla mnie jak też dla mojej córki. Przemyślałam dokładnie różne podejścia i rady wyrażone w tym wątku. I powiem tyle, ja naprawdę niewiele oczekuje od swoich dzieci, trochę szacunku (ale nie za coś konkretnego) za bycie matką, która zawsze czeka z otwartymi ramionami nawet jeśli coś było nie tak, coś boli. Być może nie miałam świadomości nierównego (niesprawiedliwego) traktowania swoich dzieci. Ale zawsze jestem otwarta na dialog, na rewizję swoich poglądów jeśli ktoś przedstawi mi swoje racje. Jestem bardzo wrażliwa na dobro i potrzeby moich dzieci. Ale z wpisów tu zamieszczonych wyciągnęłam wnioski i na pewno postaram się zadbać o swoje samopoczucie, bo żal, który się we mnie nagromadził jest bardzo destrukcyjny. Moje myśli krążyły zbyt często wokół potrzeb dzieci i innych ludzi, nigdy moich. Ja zawsze byłam w stanie "sobie poradzić", wciąż byłam "ogrywana" i wykorzystywana. Zawsze chciałam zbawić cały świat, wszyscy powinni się kochać i ja miałam tego dopilnować. Teraz widzę, że to jest tak, że jeśli sama nie zadbam o siebie i nie powiem o swoich oczekiwaniach to nikt się nie domyśli. Wydawało mi się, że rodzina to jest miejsce gdzie każdy z jej członków powinien być do bólu lojalny względem innych. To doświadczenie nauczyło mnie, że tak nie jest. A odpowiadając cyncie - nie chodzi o to, że chcemy ją wydziedziczyć. Chcemy wszystkie nasze dzieci potraktować uczciwie, sprawiedliwie ale to nie znaczy, że po równo. Bo los (Bóg) nierówno obdarza nas ludzi. Jednym daje dużo talentów, zdrowie i dobra materialne a innym nawet zdrowia nie daje. Więc jakże mogło by być, że do talentów, zdrowia i wykształcenia miałabym dołożyć jeszcze więcej materii?
        • cynta Re: odrzucona przez córkę... 17.12.11, 02:12
          kalafior56 napisała:

          A odpowiadając cyncie
          > - nie chodzi o to, że chcemy ją wydziedziczyć. Chcemy wszystkie nasze dzieci po
          > traktować uczciwie, sprawiedliwie ale to nie znaczy, że po równo. Bo los (Bóg)
          > nierówno obdarza nas ludzi. Jednym daje dużo talentów, zdrowie i dobra materia
          > lne a innym nawet zdrowia nie daje. Więc jakże mogło by być, że do talentów, zd
          > rowia i wykształcenia miałabym dołożyć jeszcze więcej materii?

          Wspominasz Boga .... pamietaj ze " kochaj blizniego swego jak siebie samego" oznacza rowniez: nie bardziej niz blizniego, siebie tez a moze przed wszystkim. A takie "dbanie" o wszystkich wokol siebie jest najczesciej objawem egoizmu: taka mam wzniosla role, opiekuje sie cala nasza rodzina, i dbam aby kazdy byl szczesliwy
          O wydziedziczeniu mowilam aby zabezpieczyc waszego niepelnosprawnego syna przed koniecznoscia splacenia siostry. Jezeli tego nie zrobicie a ona wystapi o zachowek bedzie on musial glowic sie jak splacic siostre, nie wiem jak niepelnosprawny jest ale z pewnoscia nie ulatwi mu to zycia. Skonsultujcie sie z prawnikiem.
          Wiesz, ja tez uslyszalam kiedys od mojej mamy ze wszystko bylo dla brata (narty, karate, gitara, pingpong itp) bo on byl ten wrazliwy i potrzebowal extra a o mnie bylo wiadomo ze choc mam okropny charakter :) i tak sobie poradze w zyciu (co zreszta bylo slusznym zalozeniem). To tylko tlumaczy zachowanie, nie zmienia to poczucia bycia tym ktorym zajmuja sie mniej, tym mniej ukochanym...
          Jezeli wasza corka ma dzieci to troche sie dziwie ze nie rozumie jak mozna nie rozumiec specjalnego potraktowania dziecka niepelnosprawnego, wtedy choc rozumem pojelaby wasze zachowanie. Mam troche wrazenie ze Baaaaaaaaardzo duzo wysilku i energii wkladacie w to jedno dziecko i inne czuja sie mniej docenione. Wszystko zalezy tez od rodzaju i zaawansowania tej niepelnosprawnosci ...
    • gapinia Re: odrzucona przez córkę... 17.12.11, 11:53
      Nie czytalam tego calego watka. Ale zastanawiam sie nad tym jak mozna byc odrzuconym przez swoje dziecko?
      I zdaje sie ze metoda prostaczkowego myslenia typu: Od dzis jestem inna, twarda suka...Wiedzie raczej do nikad.
      Bo porozumienie i dobra komunikacja w rodzinie, to przede wszystkim sposob myslenia, ktory nalezaloby przestawic na inny niz ten dotychczas.
      • animus_anima Re: odrzucona przez córkę... 19.12.11, 09:33
        ja też podobnie pomyślałam, jak dorosły (dojrzały) człowiek może czuć się odrzucony,
        niestety każdy z nas ma swoje niedostatki i pozostaje neurotyczny do końca życia
    • mona.blue Re: odrzucona przez córkę... 19.12.11, 15:15
      Trudna sytuacja. Bez wyjaśnień ze strony córki trudno może być Ci zrozumieć, o co tak naprawdę ma żal.
      Ja też długo miałam żal do swoich rodziców, że źle mnie wychowali, że przez nich stałam się neurotyczna, że przez nich nie umiałam sobie wybrać odpowiedniego męża, bo miałam nieprawidłowy wzorzec relacji w domu - wzorzec polegający na przemocy psychicznej ze strony ojca i walczącej z nim matki, a w związku z tym wybrałam męża, który również stosował przemoc psychiczną (co okazało się w całej rozciągłości dopiero po ślubie, chociaż już wcześniej były różne incydenty, ale w swojej naiwności je zlekceważyłam); bo tylko taki układ był mi znany i czułam się w nim paradoksalnie bezpiecznie.
      Pewnie Twoja córka też ma żal związany z dzieciństwem, tym bardziej, że teraz modne jest mówienie o toksycznych rodzicach.
      Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś okaże się bardziej wyrozumiała wobec Was, zrozumie jak trudno być rodzicami. Ja na Twoim miejscu chyba próbowałabym zaproponować jej szczerą rozmowę na ten temat, chociaż z własnego doświadczenia wiem, jak trudna jest taka rozmowa dla obu stron.
      Mi udało się wybaczyć rodzicom (nie wiem, czy tak do końca) i ułożyć sobie z nimi normalne relacje, chociaż często muszę trzymać się na baczności i walczyć o swoje, żeby nie dać się zdominować ojcu i nie mieć żalu do matki za jej małe zainteresowanie moją osobą.
    • sumastrat [...] 17.09.12, 04:56
      Treść postu jest niedostępna.
      • kropidlo5 Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 09:36
        Podstawowym bledem w zalozeniu, ze rodzice 'poswiecaqja' sie dla dzieci jest niewypowiedziane acz obecne zalozenie, ze rodzice nie maja z dzieci zadnej radosci, pozytku, ze istnienie dzieci to nie jest owoc ich zycia tylko ciezar, jak podatek VAT.
        A w istocie jesli cos jest takiim podatkiem to owo poswiecanie sie rodzicow, bo jak ktos tu napisal, wychowanie dzieci to obowiazek- a przy okazji moze byc ale nie musi przywilej czy przyjemnosc, to zalezy od sytuacji.
        druga rzecz to kwestia egocentreyzmu- jesli uwazamy, ze tak sie 'poswiecamy' dla dzieci to zakladamy, ze inni rodzice sie nie poswiecaja, ze jest to jaka wyjatkowa, nietypowa sytuacja- a dziecko moze postrzegac to inaczej, bo zyje wsrod rowiesnikow i nie daje sie nabierac na domowa propagande 'poswiecenia'.
        Tendencyjne osoby typu LEda widza jedna strone medalu- ze istnienie obowiazek wdziecznosci- i mozna dziecko wydziedziczyc. Nie wspomina, ze rodzicow mozna pozbawic praw rodzicielskich. I jedno i drugie odnosi sie do sytuacji skrajnych. Osoby typu Leda promuja wizje, gdzie wszyscy rodzice sa super i fajni- w takim razie, na logike, nie istnieje cos takiego jak 'dobre wychowanie' bo dobro istnieje tylko w zestawieniu ze zlem.

        Dziwi mnie skrajnosc tych sytuacji. Calkowite zrywanie kontaktow z kims to nie jest ot, pstrykniecie palcow, a szczegolnie, gdy to kots z rodziny. Rozluznienie- tak, ale zerwanie? A cop corce w Londynie szkodzi odebrac czy wykonac telefon do matki raz na miesiac? Czemu nie chce tego zrobic?

        Oczywiscie, mozliwe sa sytuacje, gdy dziecko jest faktycznie winne tej sytuacji, w jakis tam sposob niezamierzenei powstal jakis blad wychowawczy albo wrodzona psychopatia itp powoduja, zwe ktos taki jest 'wyrodnym dzieckiem' (a potem zapewne wyrodnym rodzicem- choc wg Ledy taki ktos bedzie cudownym rodzicem, bo wszyscy rodzice sa cudowni).




        • sumastrat [...] 17.09.12, 10:57
          Treść postu jest niedostępna.
          • kropidlo5 Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 11:19
            Nie wiem, jak z dobrobytu mozna kogos odstawic do zamrazarki, to musialaby byc osoba psychopatyczna, inaczej nie wyobrazam sobie tego. Przyzwoitosc, litosc, a nawet zwyla kalkulacja: zadzwonie raz na miesiac i bedzie spokoj.
            Za takim gestem cos wiecej musi stac, jesli zalozymy ze to normalna osoba. swoja droga to ja nie znam na przyklad zadnych 'dzieci' ktore zerwaly calkiem kontakt z rodzicami- choc znam wielu, ktorzy ten kontakt mocno ograniczylo i unika, bo nie dogaduja sie, no ale nie zeby kartki na swieta nie wyslac czy nie odebrac telefonu.

            Takie 'zrywanie na zawsze' to znam jedynie z relacji damsko-meskich, po jakims rozstaniu albo po nieudanym podrywie, w tym swiecie to powszechne i normalne, miedzy znajomymi to juz tez rzadziej, ale zdarza sie, czasem w rodzinie, z reguly na tle jakiegos podzialu ziemii czy spadku.
            • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 12:25
              Ten co pisał,że już się prawie przebudził, w jednym miał rację:wszyscy żyjemy w iluzji. Trochę tylko za daleko poszedł w swoich teoriach.

              Rodzice często żyją w iluzji,że są bardzo dobrymi rodzicami,a wszystko co robią, robią dla dobra dzieci.
              Dzieci z kolei, często dorastają w iluzji,że są niekochane,że rodzeństwo jest kochane bardziej,że za mało dostały.
              Inne znowu ,które naprawdę miały tak trudne dzieicństwo,że trudno im z tym się pogodzić tworzą mit szczęśliwego dzieciństwa i idealizują swoich rodziców.
              Ja nie widzę żadnego uzasadnienia dla agresji pod adresem autorki wątku.
              Uważam,że te osoby przenoszą tutaj swoje nieprzepracowane problemy ze swoimi matkami.
              Owszem są rodzice,którzy poświęcają się dla dziecka,albo i nie,a później mu to wypominają i szantażują go emocjonalnie tym, w celu sprawowania kontroli i uzależnienia od siebie.
              Nie wszyscy tak robią.Rodzice najczęściej nie poświęcają się dla dzieci z takim świadomym zamiarem,lecz robią tak,bo takie wzorce wynieśli z domu,że dobro dzieci jest najważniejsze,albo z kolei chcą zapewnić dziecku wszystko to,czego sami nie mieli.Wiele matek funkcjonuje według takiego wzorca,że ich potrzeby są mniej ważne niż potrzeby pozostałych członków rodziny.One wiedzą , co wszyscy w rodzinie czują i starają się ich zadowolić,tylko zapominają o swoich uczuciach.

              Ja w tym, co napisała autorka, nie widzę żadnego wypominania.Widzę ból matki,która starała się jak najlepiej umiała wychować córkę,a wychowała wroga.To normalne,że szuka kontaktu i próbuje wyjaśnić i zrozumieć przyczyny takiego,a nie innego zachowania córki.
              • kropidlo5 Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 12:44
                Przeczytalem ponownie otwierajacy watek, przeoczylismy tu informacje, ze corka 'od zawsze' byla nieco obok, to jest moze trop, a zerwanie na koniec to jakby uwienczenie procesu. Moze chodzi o to, ze corka uwazala, ze za malo uwagi sie jej poswieca? A moze faktycznie miala grupe rowieznicza specyficzna, moze sie wstydzila rodziny, widac nie przyjela opcji na 'byc' tylko na 'miec' i moze ma kompleksy ktore leczy udawaniem i wyparciem.
              • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę..c.d. 17.09.12, 12:51
                Takie stawianie potrzeb dziecka na pierwszym planie,kosztem swoich potrzeb, może być bardzo obciążające go psychicznie.Nawet wtedy,gdy matka mu tego nie wypomina,lecz ono i tak ma tego świadomość.Zwłaszcza, jak dziecko obserwuje,że matka nie była szczęśliwa w małżeństwie,to świadomosć jej poświeceń może być ciężka do uniesienia.
                Czasami wtedy ,następuje taki mechanizm obronny,że dziecko wypacza rzeczywistość i zaparzecza staraniom matki czy w ogóle rodziców i buduje sobie iluzję,że nic od nich nie dostało.Rodzice go nie kochali,albo matka go nie kochała,nie zajmowała się nim.
                Najgorsze jest to,że takie dzieci,które tak odrzucają swoją matkę mają nikłe szanse ,by zbudować prawidłowe relacje we własnej rodzinie. Taka jest prawda,że te dzieci powielają błędy rodziców w myśl zasady,że najbardziej powielamy wobec swoich dzieci zachowania,których nie akceptujemy u swoich rodziców.
                W tym wątku zresztą jest w jednym z postów potwierdzenie tego,ze to tak działa.Następuje przekazywanie tego "grzechu pierworodnego" z pokolenia na pokolenie.Jedna z córek robi mianowicie dokładnie to,co zarzuca swojej matce.

                Tak więc, jest duże prawdopodobieństwo,że te dzieci wychodują również pozbawionych uczuć egoistów,które w przyszłości zafundują im te same uczucia ,które one teraz fundują swojej matce.
                Czym innym są pretensje do matki,a czym innym, takie całkowite zerwanie kontaktu bez podania przyczyny.Nawet jeśli ma jakieś pretensje to powinna je wyartykułować,a nie zachowywać się w ten sposób.
                Takie całkowite zerwanie kontaktu może mieć tylko miejsce w ostateczności,wtedy,gdy każdy kontakt jest dla nas bardzo niszczący,a rodzice zachowują się bardzo destrukcyjnie.

                Rozumiem ból tej matki i jej bardzo współczuję.Jeśli to jeszcze przeczyta,to chcę jej powiedzięć,by przestała się obwiniać za to ,co się stało.(wątek jest stary)
                Nigdy nie wiemy, jak to co robimy, jest odbierane przez dzieci.
                Ja głęboko wierzę,że ta matka zrobiła wszystko, co tylko mogła i jak tylko mogła najlepiej,by dobrze wychować swoje dzieci i dać im tyle miłości ile tylko mogła.
                Być może przyjdzie czas,że córka zweryfikuje swoje zachowanie,czego autorce życzę.


      • rt.4 I coz ty matko polko wielkiego zrobilas? 17.09.12, 11:15
        Ze cie tak w oczy koli swieta prawda o tobie samej, ktora ci dziecko rodzone mowi?! Ze dzieci na swiat sie nie zapraszaly! Sama je splodzilas, bo wolals sie pod koldra z chlopem kocic, jak kotka, niz zazywac srodki antykoncepcyjne ktore byly juz dostepne w tamtych czasach. O kondomie, chcby nie slyszalas?!

        Wiec jezeli mials wybor, z ktorego nie skorzytsalas, to wiedz ze ty te dzieci splodzilas swiadomie i je na ten swiat wydalas za twoja, a nie ich wola.
        One same gdyby mialy wybor wybralyby matke zapewne bardziej inteligentna. A nie taka pruchawke seksualna, ktora maz debil kompletny dmucha, bez kondoma, a pozniej dzien zatruwa brakiem marchweki w zupie...len smierdzacy i nierob! Dwoch kalekich mentalnie ludzi naplodzilo dzieci a pozniej maja pretensje ze dzieci im to wypominja!

        Miliony ludzi wstaje rano i wykonuje swoje obowiazki pracujac ciezko, od switu do zmierzchu.
        Ale wiekszosci ludzi na swiecie nie przyjdzie do glowy wypominac tych DROBAZGOW, jakie wykonalas na rzecz twoich dzieci, a ktore wykonuje kazda kochajaca matka.


        Wiedzials ze ci ciezarem dziecko, to po co sie rozmnozylas az do 3! Wystarczyloby moze jedno, ktoremu zapewnilabys wzglednie godny byt.
        Poza tym wiedz, ze to byl twoj obowiazek! Jezeli nie wypelnialabys swojego obowiazku panstwo by sie zajelo twoimi dziecmi- w domu dziecka nie musialyby tam wysluchiwac frustrata twojego leniwego meza, ktory tylko do plodzenia sie nadawal i nieczego wiecej.
        Ani inne przykrosci by je nie spotkaly.

        Fakt ze corka ci to mowi obracasz przeciwko niej. Szkoda ze nie umiesz byc objektywna i zobaczyc prawdy o sobie jaka ci twoja corka chce przedstawic o tobie. na to jestes zbyt glupia.
        Szkoda jedynie twojej corki...
      • rt.4 Bardzo dobrze ci ta twoja corka zrobila! 17.09.12, 13:37
        Uslyszalam od niej, ze ma traume z dziecinstwa, bo kiedys ja skarcilam za cos

        Tak jak ty bagatelizujesz jej problemy i jezeli karcenie/ponizanie dziecka jest dla ciebie tak malo znaczacym bledem wychowawczym- ze tego sie wyparlas, to masz za swoje! Nalezy ci sie to od dziecka, ktore zobaczylo jak inni zyja i jak mozna zyc.

        Mozna dzieci wychowac- bez bicia, karcenia, ponizania i zbednej krytyki.
        Tak wychowane dzieci nie zrywaja kontaktu z rodzicami.
        Widocznie duzo zes w dziecku zla przelala, ze teraz musi sie z twoim szitem borykac w formie traumy.
        • sumastrat [...] 17.09.12, 16:54
          Treść postu jest niedostępna.
          • rt.4 Z grubej rury! 17.09.12, 17:33
            A z jakiej rury mozna tu pisac czytajac twoje teksty, gdzie lecisz tekstem typowym dla toksycznej matki polki i do tego rzucasz idiotyzmem z piedestalu na ktory sama sie postawilas.

            Problemem glownym rodzicow z problemami jest to, ze sa wlasnie tacy jak ty- narcystyczni.

            Beda opowiadac co to nie oni. Jacy to oni nie sa wspaniali, jak sie nienapracowali... i jaka to ona nie wyksztalcona... no i coz to takiego, ze karcila, no przeciez musiala wychowac. To taki drobiazg. A to co corka wymylslila to ILUZJA, to pewnie dlatego ze z dobrobytu...szkoda ze jak siebie nie pochwalisz to tego nikt nie zauwazy.

            Mam nadzieje, ze twoja corka niezle ci da popalic, za swoje problemy jakie od ciebie dostala!
            Ona najlepiej wie dlaczego to robi. Jej glosu nigdy zapewne tu nie uslyszymy, a ona powiedzialby prawde, dlaczego z toba nie chce miec kontaktu!

            Ja, ktora to pisze tez jestem matka. Nigdy nie mialam takich jak ty problemow z dziecmi i nie mam ich teraz. Wrecz na odwrot moje relacje z dziecmi juz doroslymi- sa bardzo udane!

            Moze troche wyluzuj i sprobuj spojrzec na siebie oczami twojego dziecka, dzis juz droslej kobiety. Potrafisz co?
            • sumastrat [...] 17.09.12, 17:54
              Treść postu jest niedostępna.
              • eirene-the-best Re:coś dla obu opcji 17.09.12, 18:18
                Bo czym jest po­siada­nie dzieci?
                Jes­teś dla nich miły,wycho­wujesz, cierpisz,
                zaj­mu­jesz się ni­mi i wte­dy do­ras­tają i os­karżają cię o po­siada­nie Alzheimera.


                Sądzę że miałem dob­re sto­sun­ki z rodzi­cami. Bi­li mnie bar­dzo rzadko...
                Myślę, że w całym moim dzieciństwie uderzy­li mnie tyl­ko raz.
                Zaczęli mnie bić 23 grud­nia 1942 a skończy­li późną wiosną 1944.


                Woody Allen
                • rt.4 A moze ja ci podam inna... opcje. 17.09.12, 18:28
                  -Dziecko najwięcej miłości potrzebuje wtedy, gdy najmniej na nią zasługuje.-
                  • szaman.ka Re: A moze ja ci podam inna... opcje. 17.09.12, 20:19
                    rt.4 napisała:

                    > -Dziecko najwięcej miłości potrzebuje wtedy, gdy najmniej na nią zasługuje.-

                    Z tym akurat sie zgodzę.
              • rt.4 Re: Z grubej rury! 17.09.12, 18:37
                W stosunku do ciebie jestem twarda! Ale jeszcze nie toksyczna. W ogole rozmawia sie z toba TRUDNO, jak jasna cholera! Bo to wredne zarozumialstwo przebija w prawie kazdym jednym
                zwrocie twojego splodzenego tekstu. do tego ten nick "sumastrat" Co zalujesz ze jej dalas zycie?

                Nic sie nie dzieje z niczego, nie ma problemow ktore spadaja na ludzi znienacka.
                Ale ludzie twojegio cholernie unikalnego i niepowatrzalnego charakteru sa w sobie tak zaslepieni ze problemu nie widza, nie slysza i nie chca zauwazyc.


          • leda16 Re: Bardzo dobrze ci ta twoja corka zrobila! 18.09.12, 07:57
            sumastrat napisała:

            Moje dzieci wszystkie zyja obecnie na wysokim poziomie, sa z
            > aradne, wyksztalcone , madre, tylko ta jedna, ktora mieszka w londynie tak sie
            > zachowala. Moze ta emigracja na nia tak wplywa, ale rowniez proponowalam powrot
            > do kraju. Sa dobre warunki , zeby to zrobic, ale obydwoje z zieciem wypowiedzi
            > eli sie, ze nie wchodzi to w rachube, bo tam im dobrze. No wiec w czym problem?


            W niedorozwoju uczuciowości wyższej, które Twoja córka przyniosła na świat genach lub mikrouszkodzeniach c.u.n. Ku pokrzepieniu polecam film, w którym jeden syn został księdzem a drugi mordercą.
            • robertflash Re: Bardzo dobrze ci ta twoja corka zrobila! 21.09.12, 15:41
              Ma wolną wole, wybrała to co wolała. Po co uprzykrzać jej życie które sama sobie ułożyła?
      • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 15:37
        Tak,to przykre i okrutne.Nic nie poradzisz.
        Żadne zabieganie z Twojej strony nie przyniesie rezultatu.Być może, kiedyś córka zmądrzeje.Musisz się pogodzić z tym,że tak jest,jak jest.
        Być może wpływ na jej postawę miała nienajlepsza atmosfera między Tobą,a mężem.Dzieci,które są świadkiem takich awantur między rodzicami przestają ich szanować.Zwykle też stają po stronie jednego z rodziców,z którym czują się bardziej emocjonalnie związane i tłumaczą sobie wtedy; tata by się nie awanturował,(nie pił) gdyby mama była inna.
        Nie wiem jak było w Waszym wypadku?
    • robertflash Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 16:36
      Twoja córka wybrała to co uważała za słuszne i nie widzę powodu dla którego TY miałabyś spełniać SWOJE kaprysy.
      Poza tym skoro nie chce i odrzuca Twój kontakt to oznacza, że jest szczęśliwa z tym co ma.

      Pozwól jej żyć tak jak ona tego chce.
      • kropidlo5 Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 16:48
        robertflash napisał:

        > Twoja córka wybrała to co uważała za słuszne i nie widzę powodu dla którego TY
        > miałabyś spełniać SWOJE kaprysy.
        > Poza tym skoro nie chce i odrzuca Twój kontakt to oznacza, że jest szczęśliwa z
        > tym co ma.
        >
        > Pozwól jej żyć tak jak ona tego chce.


        Mysle ze to dosyc esktremalna opinia. W naszej sferze kulturowej i chyba w kazdej jednej na ziemii kontakt z rodzina a szczegolnie najblizsza to jest obowiazek a czasem nawet przyjemnosc. Zrywanie kontaktow z matla/corka/ojcem/bratem itp zarezerwowane jest do sytuacji usprawiedliwionych, kiedy doszlo do jakichs drastycznych czynow albo systematycznego nekania.Zerwanie kontaktow 'bo tak mi sie podoba' jest uznawane w naszym kodzie kultorowym za cos nienormalnego.
        W kulturach protesnanckiej polnocno-zachodniej Europy wiezi rodzinne sa slabsze i czestsze sa rzadkie albo sporadyczne relacje i duzy dystans emocjonalny, ale to nie to samo co calkowita blokada. Kultury Europy wschodniej czy poludnmiowej tym bardziej sa bardzo konserwatywne i rodzina ma jeszcze wieksze znaczenie (co ma tez swoje minusy, ale to juz inna historia)
        • robertflash Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 17:19
          Każdy ma prawo do wolności. Dlaczego jest to coś nienormalnego? Bo wszyscy mają kontakt ze swoimi rodzinami, to ona też musi? Nie przekonują mnie argumenty "bo tak trzeba, bo tak robi każdy"

          Każdy ma prawo do wolności, a jeżeli jej córka wykorzystuje swoją wolność tak, to dlaczego ktokolwiek ma ją ograniczać? Nikt nie zobowiązuje się do tego, aby robić coś wbrew swojej woli, dla dobra drugiej osoby.

          Matka może posądzić ją o alimenty za lata wychowania, to prawda. Ale córka nie musi przymusowo stawiać się na każde zawołanie matki. Ma dorosłe życie i myślę, iż autorka tego tematu powinna się z tym pogodzić.
          • kropidlo5 Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 17:48
            Prawo do wolnosci zderza sie z normami spolecznymi. Granica jest dosc plyna i przedmiotem wielu debat (aborcja, eutanazja, redystrybucja dochodow itp) ale jakikolwiek kontakt z rodzina, pomijajac uzasadnione przypadki, nie jest raczej przedmiotem debaty a zostal zdefiniowany.
            Oczywiscie, zasada 'bo tak trzeba' to jest tak zwana socjalizacja, zakres norm spolecznych jest rozny dla roznych srodowisk i na bialostockiej wsi gej bedzie sie chowal przed sztachetami a w warszawskim srodmiesciu bedzie brylowal w modnym klubie- wiec style sa rozne- ale zwyczajowo jakis tam styl trzeba wybrac, inaczej grozi nam kompletny nihilizm.
            Nihilizm tez jest dla ludzi, jak ktos bardzo lubi i nie lamie prawa, tylko chodzi o to, by nazwac te postawe po imieniu, a nie etykietkowac ja jako cos mainstreamowego.
            • robertflash Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 18:51
              Nie widzę nawiązania do poprzedniej odpowiedzi i wciąż uważam, że jeżeli nie chce kontaktować się z matką to tego nie musi. To, że tego nie robi nie oznacza, że jest złym człowiekiem, przecież może pomagać innym, dawać darowizny biednym, składać dotacje na schroniska.

              Dla mnie nie jest obowiązkiem dbać o relacje z drugą osobą, jeśli pierwsza osoba tego nie chce.
              Nie krzywdzi w ten sposób drugiej osoby fizycznie, a mentalnie osoba uzależniona psychicznie od drugiej osoby sama siebie krzywdzi.
          • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 17:49
            Pewnie,że córka nie ma obowiązku stawiać się na każde żądanie matki.Zauważ tylko,że nie o takiej sytuaccji tutaj mowa.Tutaj mowa o czymś, co w prawie jest określane; jako rażąca niewdzięczność .
            Z tego, co ja rozumiem posty obu matek nie wynika,by chciały jakoś córki ograniczać w ich wolności. Zatelefonowanie lub napisanie kartki do matki z okazji imienin,urodzin,świąt,Dnia Matki to chyba nie koliduje z niczyją wolnością, a świadczy o elementarnej przyzwoitości,jeśli już nie uczuciu wobec osoby,której jakby nie było, przeważnie wiele zawdzięczamy.

            Nie wiem, co za dziwne skrajne, stereotypy tutaj na forum funkcjonują.
            Jak mówimy o matkach, czy w ogóle rodzicach, to mają same obowiązki,a żadnych praw. Tak twierdzi jedna opcja forumowa.
            Druga opcja forumowa twierdzi,że jak napisał Kropidło; rodzicom wolno wszystko,a dziecku nic. Czyli rodzic może poniżać dziecko,wyżywać się na nim,a dziecko ma mu być wdzięczne.

            Ja myślę,że miłości nie da się na nikim wymusić i albo ona jest,albo nie.
            Jednak obie strony mają prawo do szacunku i przyzwoitego traktowania.Obie strony mają też pewne obowiązki.Rodzice najpierw wychowania dziecka,a później w drugiej połowie życia sytuacja się odwraca i to dziecko powinno się zatroszczyć o potrzeby również emocjonalne rodzica,a nie pozostawiać go samotnego i na pastwę losu,często opuszczonego i w chorobie.
            To jest nieludzkie i świadczy o zatrwardziałości serca i skrajnym egoiźmie.

            Najdziwniejsze jest to,że takie osoby,które rzeczywiście doznały bardzo złego traktowania od swoich rodziców często mają więcej uczuć zrozumienia dla nich, niż takie,o które rodzice się starali ze wszystkich sił,a przy okazji jakieś błędy popełnili,bo idealnych rodziców nie ma.
            • sumastrat [...] 17.09.12, 18:15
              Treść postu jest niedostępna.
              • rt.4 Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 18:50
                No pewnie musisz sie z nimi zgadzac nieszczesna biedulko! Niech ktos cie znowu pokrzepi na duchu, bo prawda by cie dobila. Lykasz te ich bzdury, jak alkoholik koleja litrowke....

                Ani szamanka, ani kropidlo zapewne dzieci nie maja. I znaja sie na wychowaniu dzieci i na tym czym jest dom i rodzina tyle co ja na sputniku radzieckim...:=)

                Pospolite 'popularnonaukowe' pogadanki, o tym jak to dzieci chowane krotko sa lepszymi
                dziecmi niz te 'rozpieszczane'- ma sie tyle do rzeczywistosci co nic i jest kolejna iluzja, ktora szczegolne szamnka latwo jakos tak lyka.

                Zamiast tu pisac i bebnic swoje dyrdymaly na forum moze grzecznie i z kultura jak dorosla kobieta z dorosla kobieta wez i porozamwiaj z twoja corka. Albo wyslij jej grzeczny mail w ktorym z pokora przeprossz za to zle co jej zrobilas i co ja dzis meczy, miej troche KLASY W SOBIE, matko polko!

                • sumastrat [...] 17.09.12, 19:20
                  Treść postu jest niedostępna.
            • robertflash Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 18:59
              "Najdziwniejsze jest to,że takie osoby,które rzeczywiście doznały bardzo złego traktowania od swoich rodziców często mają więcej uczuć zrozumienia dla nich, niż takie,o które rodzice się starali ze wszystkich sił,a przy okazji jakieś błędy popełnili,bo idealnych rodziców nie ma."

              Większej głupoty nie słyszałem.
              Moja matka w przeszłości była dla mnie złą osobą. Potrafiła mnie bić, nękać psychicznie i czym to się skończyło? Wstrętem do niej, a czasami agresją w mojej głowie wobec niej.
              Jednak pomimo to staram się ja cenić za to, że dała mi życie i że udało jej się przezwyciężyć swój nałóg dla mnie.
              • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 19:13
                No widzisz,zarzucasz mi,że głupoty piszę,a sam przytaczasz doskonały swój przykład na potwierdzenie moich słów.
                • robertflash Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 19:18
                  Napisałaś, że zły rodzic - dobre dziecko
                  dobry rodzic - złe dziecko

                  Ja zaś napisałem zły rodzic - złe dziecko
                  Dobry rodzic - dobre dziecko.

                  Gdzie ty widzisz potwierdzenie twoich słów?
                  Gdyby moja matka dalej była jaka była to prawdopodobnie miałbym ludzi za śmieci, nie byłbym skłonny do altruizmu, dalej bym kradł i Bóg wie jeszcze co.
                  Wciąż mam przez jej złe nawyki uraz, lekką nerwicę, a ludzie mający normalnych, dobrych rodziców są o wiele lepszymi ludźmi ode mnie.
                  Tak więc z pewnością gdyby moja matka była dla mnie dobra od początku, to nie miałbym takich irracjonalnych problemów.
                  • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 19:45
                    Nie rozumiesz mnie.Ja przecież nie neguję tego,że takie zachowanie rodziców powoduje szkody u dzieci. Jednak sam napisałeś,że szanujesz matke za to,że wyszła z nałogu.Nie przekreśliłeś jej jako człowieka, raz na zawsze. Nie wiem czy wybaczyłeś jej te krzywdy,które Ci zrobiła czy nie,ale potrafisz dostrzec jej starania mimo,że pewnie nadal czujesz żal.
                    Ten Twój podział na dobrych i złych jest szalenie uproszczony i nieprawdziwy.
                    • robertflash Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 20:03
                      Póki co, ten podział sprawdza się w moim życiu i otoczeniu.
                • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 19:37
                  To,że takie dzieci ewidentnie krzywdzone przez rodziców mają pretensje do nich, to jest zupełnie inna sprawa.To,że czują do nich złość,czasami wciekłość,żal i inne tego typu uczucia i zdarza im się zachowywać agresywnie wobec nich jest zrozumiałe ,ale to wszystko nie pozbawia ich elementarnych ludzkich odruchów.
                  Często dzieci mają ambiwalentne uczucia wobec rodziców.
                  Sam podałeś swój przykład. Drugim takim przykładem jest Kropidło,który doznał i doznaje, jak mało kto ,upokorzeń od swojej matki,a nigdy nie powiedział,że zrywa całkowicie kontakty z nią.

                  Ja nikogo nie kwalifikuję,że ten jest dobrym,a ten złym człowiekiem.Twierdzę tylko,że takie zrywanie kontaktu bez podania przyczyny i odrzucenie matki nie jest w porządku.Jeśli miała pretensje do niej, to mogła porozmawiać matką na ten temat i dać matce szanse ustosunkowania się do nich. Do tego zawsze namawiam. Takie wypowiedzenie swoich żali,złości wprost bardzo oczyszcza i uzdrawia atmosferę .Dopiero wtedy,kiedy taki rodzic nadal nie chce uznać swoich błędów i nadal chce na przykład sprawować kontrolę nad naszym życiem, i uważa,że ma prawo nas upokarzać,poniżać,obrażac itd. to wtedy, takie zerwanie stosunków jest uzasadnione .
                  • rt.4 Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 20:40
                    -A skad ty wiesz, szamanko, ile tam bylo prob przekazania informacji i skad wiesz,ze to co pisza te kobiety jest prawda?

                    -czy myslisz naiwnie, ze wszystkim tu piszacym i wyzalajacym sie matkom, zalezy na prawdzie?
                    Im nie zalezy na tym aby uslyszec prawde. One tu przyszly sie jedynie wygadac i aby je ktos po glowce poglaskal i powiedzial ze nie sa takie zle. komunikacja z nimi jest dosc uboga w wymiane mysli...

                    Nie jest normalnym calkowite zrywanie z rodzicami, wtedy gdy ci byli dobrymi rodzicami. Ale to nie jest cos, co jest rzadkoscia w jakiejkolwiek jednej kulturze. Zdarza sie z roznych powodow. I matka, ktora dobrze zna swoje dzieci wyczuje- dlaczego. Jej wiele slow nie potrzeba...Umie tez zrozumiec i uszanowac wole swojego dziecka, nie oskarzajac je o brak empatii i dobrego wychowania.

                    - fakt ze wiekszosc dzieci utrzymuje kontakt z toksycznymi rodzicami- nie swiadczy o niczym szczegolnym, a tylko o tym, ze w tym malo bezpiecznym i ubogim w uczucia srodowisku, jakos sie odnajduja, nie znajac niczego lepszego w zyciu. Ale to nie oznacza ze sa oni jacys...lepsi od pozostalych.
                    I mowienie komus co powinien, a czego nie powinien zostaw, szamanko, corkom autorek tego watku, bo to ich zycie. Reguly ustalaja- ludzie, a nie reguly- ludzi...na tym polega pojecie prywatnej wolnosci.
                    • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 20:59
                      A cóż ja mam do mówienia komukolwiek co ma robić ? Nie jestem tak naiwna by wierzyć,że mogę komuś nakazać,że tak,a nie inaczej, się powinien zachowywać.Zresztą ,to nie w moim stylu.
                      Natomiast, chyba mam jeszcze prawo napisać co myślę o takim zachowaniu.
                      Uważam,że takie zachowanie dotyka to nie tylko rodziców,ale mści się też na dzieciach,nawet wtedy, kiedy się oszukują i twierdzą,że ich matka wcale nie obchodzi.
                      Niestety,złe stosunki z rodzicami kładą się cieniem na życiu takich dzieci,chociaż mogą nie zdawać sobie z tego sprawy.
                      Nie, nie wiem ile było prób przekazania informacji.Zawsze zakładam,że piszący pisze prawdę. Inaczej moje pisanie nie miałoby żadnego sensu.Chociaż zdaję sobie sprawę,że jest to prawda subiektywna. Nie jestem prokuratorem,by prowadzić dochodzenie i sporządzać akt oskarżenia.

                  • sorvina Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 20:43
                    Zdarza się jednak, że dziecko zrywając kontakt powód poda, co więcej na długo przed tym ostrzegało, że zerwanie kontaktów nastąpi, jeśli rodzic zachowania nie zmieni. Natomiast rodzic wypiera świadomość swoich błędów. W głowie mu się nie mieści, że dziecko mogłoby się zbuntować i nie spełniać jego oczekiwań. Przecież w swoim mniemaniu on tyle dla dziecka zrobił, dziecko wyrosło mądre i zaradne (jakby to całkiem jego zasługa była), patologii nie było, więc w nieskończoność NIE ROZUMIE dlaczego. I prosi dziecko by wytłumaczyło po raz kolejny. A na dziecko to działa jak płachta na byka bo znaczy mniej więcej: nie wyskakuj mi tutaj z jakimiś zranionymi uczuciami, mam je gdzieś, żeby zerwać kontakt po tym ile ja dla ciebie zrobiłam, trzeba mieć prawdziwy powód albo być skończoną wywłoką. Więc powiedz mi dlaczego...
                    Pokolenie rodziców PRL często chciało by dzieci miały lepiej niż oni pod względem materialnym. Stali w tych kolejkach, szarpali się, a wychodziło i tak przeciętnie, więc dzieci często nie czuły by było im jakoś wyjątkowo dobrze, a ciągłe słyszały jak to powinny być wdzięczne. Natomiast rodzice wychowywani sami w czasie wojny, tuż po wojnie nie przykładali uwagi do budowania więzi emocjonalnej z dzieckiem. Uczucia dziecka to była jakaś abstrakcja, którą się nie przejmowano za bardzo. Także to, że rodzice dali dzieciom więcej niż sami dostali, to nie znaczy, że dali tyle ile ich dzieci potrzebowały. Ale sami tego nie dostali, traktują to jako normę, więc nie rozumieją czego dzieci od nich chcą. Przecież nie bili (za często), chcieli dla dziecka dobrze, więc krytykowali często i nie chwalili, bo taki model motywowania znali. Nie byli patologią, ale czy obiektywnie byli dobrymi rodzicami? Najlepszymi jaki potrafili - możliwe. Ale dla znalezienia porozumienia z dorosłym dzieckiem ważne jest uświadomienie sobie, że być może dziecko płakało po nocach, że zamiast tych 3 cukierków wolałoby by mama przytuliła i się nie czepiała ciągle. Jakieś jego potrzeby - dla niego ważne, mogły być niezaspokajane. Bo czasem sprowadza się to do pytania, co jest ważniejsze - nasz wizerunek nas jako dobrego rodzica i nasza wizja kontaktów, czy rzeczywista relacja z dzieckiem.
                    • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 21:26
                      Sorvina masz całkowitą rację,że bywa i tak. Zwykle nie jest łatwo rodzicowi przyjąć pretensje dziecka.Im bardziej toksyczny rodzic, to tym jest to trudniejsze.
                      To jest oczywiste,że takie metody wychowawcze, jak opisujesz, nie zaspakajały wszystkich potrzeb emocjonalnych dziecka,lecz to nie oznacza,że rodzice tych dzieci nie kochali.
                      Okazywali im tę miłość jak umieli,właśnie głównie poprzez zaspokojenie potrzeb materialnych,stosowanie systemu nakazów i zakazów,robienie kazań i wyrzutów.Tak jak piszesz.

                      Kiedyś jeden, później znakomity psychoterapeuta,który sam miał wielkie problemy ze swoim ojcem, skarżył się podczas własnej terapii na niego i opowiadał,jak ojciec potrafił godzinami mu tyrady robić za jakieś przewinienie.
                      W odpowiedzi usłyszał od terapeuty:" Pański ojciec musiał bardzo pana kochać."
                      Gdy dotarło to do niego i spojrzał na ten problem z tej strony, potrafił się porozumieć z ojcem i nawiązać z nim serdeczny kontakt.
                      Tak często jest,że rodzice którym brak umiejętności interpersonalnych w ten sposób okazują,że im na dziecku zależy,że chcą dla niego jak najlepiej.
                      Pewnie to ,co powiem teraz wielu oburzy,ale nawet danie klapsa w dupę dziecku nie przynosi takiej szkody psychicznej jak całkowita obojetność rodziców.Poprzez taki klaps następuje bardzo bliski kontakt,bo przez skórę.Nie piszę tutaj o stałym biciu dziecka ani znęcaniu się nad nim poprzez ustalanie takiego systemu karania,który jest poniżający dla dziecka,ale o takim klapsie w nerwach,który dawniej był często stosowany.
                      Najgorsze, co może dziecko spotkać,to brak kontaktu.



                      • sorvina Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 21:56
                        Najlepiej by zrozumienie dla punktu widzenia drugiej osoby, płynęło z obu stron. Inaczej dziecko może usztywniać swoją postawę, im bardziej rodzic neguje jego punkt widzenia. Bo uznanie, że rodzic był wystarczająco dobry i starał się jak potrafił to jedno, ale oczekiwanie, że dziecko będzie "czuło wdzięczność" za dobre chęci jak za efekt, którego nie było, w formie jaką rodzic potrafi przyjąć (a nie jak dziecko potrafi i chce ją okazać), ignorowanie jego praw do emocji odmiennych od intencji rodzica (np. poczucia krzywdy w przypadku notorycznej krytyki), sprawia, że to dziecko chce bronić siebie i "swojej prawdy". I skupia się na tej krzywdzie, ignorując resztę. Nie musiałoby tego robić, gdyby ta krzywda została uznana, tak jak uznał dobre rzeczy w swoim dzieciństwie.

                        > Najgorsze, co może dziecko spotkać,to brak kontaktu.
                        Nie zgodzę się z tym, choć rozumiem o jaki destrukcyjny dla psychiki dziecka efekt Ci chodzi. Natomiast moim zdaniem postawa odtrącająca - długotrwała agresja i nadużycia emocjonalne (nie sporadyczne klapsy) jest gorsza od unikającej. Co z tego, że dziecko ma większą łatwość niż w pierwszym przypadku nawiązywać więzi, skoro są to najczęściej więzi oparte na przemocy?
                        • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 18.09.12, 01:51
                          Najgorsze, co może dziecko spotkać,to brak kontaktu.
                          Nie zgodzę się z tym, choć rozumiem o jaki destrukcyjny dla psychiki dziecka efekt Ci chodzi. Natomiast moim zdaniem postawa odtrącająca - długotrwała agresja i nadużycia emocjonalne (nie sporadyczne klapsy) jest gorsza od unikającej. Co z tego, że dziecko ma większą łatwość niż w pierwszym przypadku nawiązywać więzi, skoro są to najczęściej więzi oparte na przemocy?

                          A ja miałam do czynienia z jednymi i drugimi przypadkami i wiem jak wyglądają różnice w skutkach.Nawet, jeśli dziecko doznało dużej dawki przemocy, ale jednoczecześnie ten kontakt był,to owszem będzie mieć kłopoty,ale można je przezwyciężyć w terapiii i może w przyszłości nawiązywać bliskie relacje .Natomiast skutki porzucenia dziecka ,zupełnego braku kontaktu są zwykle o wiele gorsze dla psychiki.
                          Co do pierwszej części postu się zgadzam.
                          • sorvina Re: odrzucona przez córkę... 18.09.12, 09:16
                            To może być też sprawa indywidualna - osoba o konkretnej osobowości lepiej poradzi sobie w jednej sytuacji, a gorzej w drugiej. Ważny jest też okres kiedy dany "rodzaj wychowania" dominuje. Moim zdaniem unikanie najgorsze jest w pierwszych latach życia dziecka. Od przedszkola, już jest jakieś otoczenie, które może wypełniać braki po nieobecności rodziców. Czytałam o badaniach w sierocińcach w czasie wojny, że brak rodziców/bliskich opiekunów w pierwszych 3 latach prowadził do bardzo ciężkich zaburzeń u dzieci, a nawet śmierci.
                            Z drugiej strony wiem jak bardzo łamie człowieka wieczne odtrącanie i przemoc.
                            • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 18.09.12, 09:25
                              Dokładnie,najcieższe konsekwencje są braku kontaktu w pierwszych miesiącach i latach życia.

                              Czy Ty sama doznałaś też przemocy w rodzinie ?

                              • sorvina Re: odrzucona przez córkę... 18.09.12, 09:52
                                U mnie było mieszanie - gdy miałam 3 lata mama zachorowała na depresję i zaczął się czas totalnego zaniedbania, bo mama siedziała i się kiwała, tata i reszta rodziny zajmowała się mamą, a ja miałam sobie radzić sama. Później depresja zmieniła się w grubsze problemy emocjonalne, agresję, obwinianie mnie i ojca za jej nieszczęścia i zaczął się czas przemocy psychicznej, czasem też fizycznej, który trwał wiele lat.

                                Przerabiałam na terapii oba okresy i oczywiście samotność i odrzucenie były ciężkie, ale gorszą traumą były wspomnienia szalejącej matki, która wrzeszczy, że jestem złą córką, problemem i nie zasługuję by żyć i postanawia zakończyć mój nędzny żywot nad butlą z gazem... Na szczęście wrócili dziadkowie, ale i tak wszystkie takie akcje były zamiatana pod dywan, a ja słyszałam, że mama ma prawo i to pewnie ja ją denerwuję. Po czymś takim człowiek ma ataki paniki, czuje się gorzej niż śmieć i wyleczenie się z tego trwa naprawdę długo. O lękach przed wejściem w bliską relację nie wspominając. Znam też inne ofiary przemocy, jak w wieku 40/50 lat, po iluś związkach gdzie zawsze wchodziły w rolę ofiary, dopiero zaczynają rozumieć, że to niej jest tak, że to norma i musi tak być, tylko ona/on inaczej nie potrafią funkcjonować w relacjach i muszą się tego nauczyć.
                                Jeśli rodzic zaniedbuje, ale nie kontroluje spędzania czasu przez dziecko, ono może odnaleźć drugi dom np. u rodziców przyjaciółki i nadrobić część braków z domu. W wersji odtrącającej najczęściej występuje całkowita kontrola nad czasem spędzanym przez dziecko, wręcz niszczenie jego relacji z otoczeniem, które mogłyby być dla niego wsparciem. Wtedy nie ma jak dowiedzieć się, że może być inaczej niż w domu.
                                • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 18.09.12, 10:31
                                  Współczuję Ci .
                                  Tak, taka spuścizna rodzi skutki na całe nieraz życie.
                                  Jednak przerobiłaś tę traumę i teraz czytając Twoje posty mogę powiedzieć,że wyróżniają się poziomem empatii i zrozumienia problemów innych.
                                  Znasz teorię dezintegracji pozytywnej Kazimierza Dąbrowskiego ? Taka droga ,przez cieżkie przeżycia ,nerwice ,jest nazywana przez niego królewską drogą rozwoju.
                                  Ezoterycy twierdzą,że to sami wybieramy sobie swój los i swoich rodziców przed urodzeniem,by nasza dusza mogła się doskonalić poprzez nieraz bardzo trudne przeżycia i doświadczenia życiowe.
                                  • sorvina Re: odrzucona przez córkę... 18.09.12, 14:27
                                    Nie znam tej teorii - poszukam. Dziękuję za informację.

                                    Patrzyłam na swoją historię od strony ezoterycznej, dało mi to dużo dystansu (owszem, wybrałam sobie trudną lekcję, bo nie chciałam marnować czasu, tylko rozwijać się intensywnie...). Natomiast na poziomie, że tak powiem ludzkim, trzeba pewne rzeczy przerobić do końca. Nawet ze świadomością, że tak naprawdę krzywdziciel okazał się nauczycielem, jest jeszcze do przerobienia poczucie krzywdy, które samo nie zniknie. Trzeba dać temu czas i przeprowadzić proces wybaczania do końca.

                                    Pozdrawiam
                                • kropidlo5 Re: odrzucona przez córkę... 18.09.12, 12:38
                                  sorvina napisała:

                                  ...Po czymś takim człowiek ma ataki paniki, czuje się
                                  > gorzej niż śmieć i wyleczenie się z tego trwa naprawdę długo. O lękach przed we
                                  > jściem w bliską relację nie wspominając. Znam też inne ofiary przemocy, jak w w
                                  > ieku 40/50 lat, po iluś związkach gdzie zawsze wchodziły w rolę ofiary, dopiero
                                  > zaczynają rozumieć, że to niej jest tak, że to norma i musi tak być, tylko ona
                                  > /on inaczej nie potrafią funkcjonować w relacjach i muszą się tego nauczyć.


                                  Dokladnie, paradoks polega na tym, ze czlowiek tak zaburzony, nieswiadom swego zaburzenia, robi wszystko, by pogorszyc swoja sytuacje, az cos peka. Polega to na mechanizmie identycznym z mechanizmem ludzi w nalogach czy kasynie czy otylych czy w depresji: czlowiek przejawia pewne zachowania, rezultaty sa zle wiec czlowiek intensyfikuje te zachowania, wiec robi sie jeszcze gorzej, wiec jeszcze bardziej, bledne kolo.

                                  Taki czlowiek nie wie, ze sama metoda jest zla- za to mysli, ze niewystarczajaco sie stara, ze musi wiecej, bardziej, czesciej. Podam przyklad wlasny: moje relacje z kobietami byly bardzo skomplikowane, wlascwie praawdziwych relacji nie bylo, byly albo krotkookresowe, albo przypadkowe, albo nienormalne. To wszystko wzielo sie z domowego wzorca oraz propagandy, w imie ktorej mezczyzna jest gorszy od kobiety, ma sie dla niej poswiecic, ma ja kochac jednostronnie bo sam nie zasluguje na milosc, jednym slowem relacja niemal jak stosunki starozytnych Grekow z humorzaystmy Bogami.
                                  Problem w tym, ze wiekszosc kobiet nie podziela takiej wizji i reagowaly na moja 'propozycje', ktorej oczywiscie nie przedstawialem od razu wprost, ale z czasem to sie tak ujawnialo- reagowala ze zdziwieniem, lekiem, a czasem w koncu niechecia (ewentualnei litoscia albo poblazliwoscia, ale nigdy miloscia). Z kolei kobiety ktore przejawialy zainteresowanie mna- ja odrzucalem, wrecz odpedzalem jak muchy.

                                  To nie dzialalo, wiec co zrobilem? Jeszcze zaostrzylem srodki. Stalem sie przymilny jak pies pudelek wobec kobiet ktore mi sie podobaja i przestraszony ich, wpatrzopny i idealizujacy, wyznajacy komplementy w jedna strone i myslacy, ze tak powinno byc, swiadomie deprecjonujacy sie w ich oczach, i tak moznaby ciagnac. Myslalem, ze to nie dziala- bo za malo sie staram. Nawet to, ze ludzie- kumple czy ktos tam- mowili mi, ze kobiety wola pewnych siebie, wyluzowanych i meskich facetow, ze raczej szukaja opiekuna niz wyznawce- to ja nie sluchalem, az w koncu juz doszedlem do takigo stopnia, ze osmieszalem sie wyzebrujac spojrzenia czy zagadanie z ust kobiet, ktore zniechecilem nadmierna 'adoracja sakramentu' i wtedy zaczalem to analizowac i odkrylem, ze tak to wlasnie jest, ze w przypadku kilku kolejnych kobiet popelniolem ten sam blad.
                                  Wiecej, odkrylem, ze wbrew temu co sam o sobie myslalem- w swoim niskim poczuciu wartosci- to nie moj wyglad czy ubior odstreczal je, bo jak wspomne to z reguly reakcja tych kobiet wobec mnie byla na pcozatku pozytywna, a czasem nawet powim- bardzo ciepla, ale ja musialem 'zameczyc' je wrecz na smierc, podswiadomie musialem spowodowac, ze bedzie tak jak 'byc powinno'- czyli ja wyblagujacy o spojrzenie i ona- pogardzajaca mna bogini.
                                  Bylem czesto tak blisko, a z wlasnej winy tak daleko.



                                  > Jeśli rodzic zaniedbuje, ale nie kontroluje spędzania czasu przez dziecko, ono
                                  > może odnaleźć drugi dom np. u rodziców przyjaciółki i nadrobić część braków z d
                                  > omu. W wersji odtrącającej najczęściej występuje całkowita kontrola nad czasem
                                  > spędzanym przez dziecko, wręcz niszczenie jego relacji z otoczeniem, które mogł
                                  > yby być dla niego wsparciem. Wtedy nie ma jak dowiedzieć się, że może być inacz
                                  > ej niż w domu.


                                  tak, dokladnie, w domach toksycznych z reguly obowiazuje zmowa milczernia, szantaz, fasada na potrzeby innych itp. Mnuie i siostre jak matka bila to nawet jeszcze mocniej bila za krzyczenie (glownie siostre, bo ona darla sie w nieboglosy i matke zloscilo, ze sasiedzi moga uslyszec wiec kazala sie jej zamknac i bila jeszcze mocniej) Mnie z kolei 'brano' na szantaze emocjonalne, na przyklad taki :' co, na pewno tam do kumpli matce dupe obrabiasz, co? ze matka najgorsza. matka umrze to pozalujesz. a myslisz ze ich matki sa lepsze? ich bija jeszcze bardziej tylko nikt nie mowi, bo matka bije bo kocha i wszyscy wiedza'. Nie musze dodawac, ze ja trzymalem gebe na klodke a te oskarzenia o 'kapowanie' to byla czysta i trwajaca 25 lat prewencja, dopiero z zcasem zaczalem nieco sie otwierac- zi ze zdziwieniem odkrylem, ze wiele ludzi i tak wie albo sie domysla.
                                  • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 18.09.12, 13:39
                                    To wszystko prawda co piszecie. Tak dokładnie jest, jak sorvina i kropidło napisali.
                                    Jeszcze gorzej jest, jeśli następuje całkowity brak kontaktu z opiekunem. Przypuszczam,że nawet wtedy,kiedy Sorvina czuła się opuszczona,bo wszyscy zajmowali się matką,jakiś tam kontakt mimo to był.Jeśli nie z matką,to z kimś innym z rodziny.
                                    Gdy zaczynałam pisać na forum ,widziałam wtedy link do bloga dziewczyny,która była całkowicie
                                    pozbawiona opieki rodzicielskiej i wędrowała z domu dziecka z jedenej rodziny zastępczej do drugiej.Blog rozdzierający serce, o cierpieniach tej dziewczyny.

                                • robertflash Re: odrzucona przez córkę... 19.09.12, 16:42
                                  Wiele zależy od siły psychiki. Bywają przypadki, gdzie urazy trwają kilkadzieścia lat, a są przypadki, gdzie trwa to kilka lat lub nie zostawia śladu wcale.
                                  Cóż... jeden rodzi się silniejszy drugi słabszy...
                                  • sorvina Re: odrzucona przez córkę... 19.09.12, 17:22
                                    Widziałam kiedyś film dokumentalny o dziewczynie, która bodajże do 3 czy 4 roku życia przeszła horror - bita, gwałcona i głodzona, bardzo opóźniona w rozwoju. Gdy znalazła ją policja dziewczyna cały czas tylko krzyczała i płakała. Została oddana do rodziny zastępczej i natychmiast skierowano do pomocy sztab psychiatrów i terapeutów. Po kilkunastu latach to zdrowa, normalna dziewczyna, która spokojnie opowiada o przeszłości dając świadectwo, że można wyciągnąć się z każdej traumy. Ale trzeba dostać profesjonalną pomoc. Większość dzieci jej nie dostaje.
                                    • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 19.09.12, 18:00
                                      Podobna historia dziewczyny,która tutaj kiedyś napisała.Zajrzałam na ten jej blog,ale nie ma tam tej całej treści co kiedyś była.Blog się urywa na poczatku tego roku i nie wiadomo co się z nią stało. Dziewczyna porzucona przez matkę w szpitalu,pierwsze lata spędza w domu dziecka ,później zostaje adoptowana .W tej rodzinie najpierw wszystko układa się dobrze,ale później mąż wyjężdźa za pracą,rozpija się,zaczynają się ciągłe awantury,przemoc. Ta matka adopcyjna wyjeżdza za granicę i zostawia ją z tym alkoholikiem,który ją regularnie bije i gwałci i jeszcze przyprowadza kolegów i też to robią.Dziewczynka ma chyba 9 lat. Póżniej uciekła ,żyła na ulicy. Na końcu trafia dla ośrodka dla bezdomnych i nie wiem co się z nią stało.
                                      Jej wątek nosił tytuł: Zwykły szary blog.
                                      • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 19.09.12, 18:49
                                        To ja wczoraj wieczorem źle popatrzyłam i nie widziałam całości.Dziewczyna jest nadal w ośrodku i nadal pisze.
                                        link: www.malaniepokorna.bloog.pl/?
                                        • szaman.ka Re: odrzucona przez córkę... 19.09.12, 18:50
                                          www.malaniepokorna.bloog.pl/?
                              • wieslawa52 Re: odrzucona przez córkę... 03.10.14, 16:57
                                niestety wlasnie doznaje przezyc zwiazanych z bolem jaki mnie moja wlasna corka zadala odrzucajac mnie tylko dlatego ze ma faceta z nim synka ja stalam sie niczym 25 lat zycia mojego jej poswiecilam po co ?
            • kropidlo5 Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 19:32
              No niestey ta polaryzacja negatywnie wplywa i na diagnozy i na recepty. Albo zly, albo dobry. albo madry albo glupi, albo zdrowy albo wariat, albo wspanialy rodzic albo dran, a przeciez wiekszosc sytuacji lokuje sie blizej srodka a niektore po bokach- a nie na dwoch biegunach?
              Taka polaryzacja prowadzi do zaslepienia na spojrzenie z drugiej strony, a bez tego nie ma tutaj proporcji. Jak pisalem juz wiele razy, jak mozna okreslic czym jest dobre wychowanie, jesli wedlug niektorych z natury wszyscy rodzice sa wspaniali? I jak mozna byc dobrym rodzicem gdy z zalozenia wszscy sa toksyczni?
              I dodatkowo lepiej chyba mowic o zachowaniach a nie osobach, choc oczywiscie ciag zachowan jakos tam budujwe osobe.
        • rt.4 Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 18:23
          W kulturach protesnanckiej polnocno-zachodniej Europy wiezi rodzinne sa slabsze i czestsze sa rzadkie albo sporadyczne relacje i duzy dystans emocjonalny, ale to nie to samo co calkowita blokada.

          ---
          Mylisz sie! Mieszkam pomiedzy 'Wikingami' i widze na codzien jak dobry kontakt w rodzinie maja ze soba i wspolnie.Jak pamietaja o swietach, o spotkaniach rodzinnych, jak szanuja swoich rodzicow.
          A jednoczesnie chyba nigdzie na swiecie nie ma takiej szczerosci w opowiadaniu o problemach, gdy te zaistnieja i takiej pomocy spolecznej dla rodzin, jak tutaj.

          Kontakt z rodzina nie jest obowiazkiem. Nigdzie w prawie takiego obowiazku wobec rodzicow nie ma. Nie mozna zmusic do utrzymywania kontaktu z matka taka np. ktora 'karcila' wychowujac albo niszczac psychicznie na inne sposoby. I zerwanie z kims takim jest zrozumiane przez ogol...
          • robertflash Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 18:47
            rt.4 napisała:

            > W kulturach protesnanckiej polnocno-zachodniej Europy wiezi rodzinne sa slab
            > sze i czestsze sa rzadkie albo sporadyczne relacje i duzy dystans emocjonalny,
            > ale to nie to samo co calkowita blokada.

            >
            > ---
            > Mylisz sie! Mieszkam pomiedzy 'Wikingami' i widze na codzien jak dobry kontakt
            > w rodzinie maja ze soba i wspolnie.Jak pamietaja o swietach, o spotkaniach rodz
            > innych, jak szanuja swoich rodzicow.
            > A jednoczesnie chyba nigdzie na swiecie nie ma takiej szczerosci w opowiadaniu
            > o problemach, gdy te zaistnieja i takiej pomocy spolecznej dla rodzin, jak tuta
            > j.
            >
            > Kontakt z rodzina nie jest obowiazkiem. Nigdzie w prawie takiego obowiazku wobe
            > c rodzicow nie ma. Nie mozna zmusic do utrzymywania kontaktu z matka taka np.
            > ktora 'karcila' wychowujac albo niszczac psychicznie na inne sposoby. I zerwa
            > nie z kims takim jest zrozumiane przez ogol...


            "Nie mozna zmusic do utrzymywania kontaktu z matka taka np. ktora 'karcila' wychowujac albo niszczac psychicznie na inne sposoby. I zerwanie z kims takim jest zrozumiane przez ogol..."

            A można zmusić kogoś do utrzymywania kontaktu, nawet jeśli matka dla tej osoby była dobra?
            • rt.4 Zycie dalo zycie... 17.09.12, 19:04
              A można zmusić kogoś do utrzymywania kontaktu, nawet jeśli matka dla tej osoby była dobra?

              Coz mozna mowic na to niezwykle zjawisko? Jak tylko tyle:"to twoja strata."
              • sumastrat [...] 18.09.12, 08:12
                Treść postu jest niedostępna.
                • szaman.ka Re: Zycie dalo zycie... 18.09.12, 08:37
                  Słuchaj ,może zainteresuj się taką metodą terapeutyczną jak Ustawienia rodzinne wg.Berta Hellingera. To jest metoda coraz szerzej stosowana przez psychologów w Polsce .Wprawdzie nie wszyscy ją akceptują,ale tak jest z każdym nowym podejściem.
                  Znam tę metodę i sama byłam świadkiem niesamowitych rzeczy,które się działy podczas takiego ustawienia. Skontaktuj się z ośrodkiem,który tę metodę stosuje.To nie jest jakaś długotrwała terapia,a może pomóc.Może się wyjaśnić przyczyna dlaczego córka tak się zachowuje.
                  Serdecznie pozdrawiam,
                  P.S. Jeśli masz ochotę,to możesz napisać na mój priv: szaman.ka@gazeta.pl
                  • szaman.ka Re: Zycie dalo zycie... 18.09.12, 09:12
                    Na tej stronie, masz wywiad Wojciecha Eichelberga z Beretem Hellingerem,który w pigułce zawiera poglądy Hellingera na rodzinę i możliwe przyczyny zaburzeń.
                    link: www.goldenline.pl/forum/153027/kim-jest-bert-hellinger


                    • sumastrat [...] 18.09.12, 20:10
                      Treść postu jest niedostępna.
                      • leda16 Re: Zycie dalo zycie... 18.09.12, 21:39
                        sumastrat napisała:
                        > bardzo wam swpolczuje kropidlo i sorvina. Wlasnie na waszym przykladzie widac j
                        > acy niedobrzy skrajnie moga byc rodzice.


                        A skąd jesteś taka pewna, że ich ocena jest obiektywna? Pewnie Twoja córka widzi Cię w identycznym świetle skoro zerwała kontakty. Czy jest to ocena uczciwa, rzetelna, czy też przefiltrowana przez jej imaginację, frustracje i kompleksy, sama wiesz najlepiej.



                        > mam dzieci, ktore kocham i ktore mnie kochaja Przetrawilam, kilka nocy
                        > nieprzespanych, nieustanne myslenie i analizowanie tej sytuacji, w sumie wyszlo
                        > na to, ze nie czuje sie zla matka, nie zrobilam dziecku krzywdy.


                        Skoro dwoje dzieci tej samej matki, wychowanych w identycznym środowisku rodzinnym zachowuje się ok. a odszczepieńcem jest tylko ta jedna, winy szukaj w niej, a nie w sobie.

                        >Moze moja corka przemysli, dojrzeje i moze zrobi podobn
                        > ie.


                        Są dzieci bezmyślne, które nie dojrzeją nigdy.
                        • kropidlo5 Re: Zycie dalo zycie... 18.09.12, 21:53
                          leda16 napisała:

                          >
                          >
                          > A skąd jesteś taka pewna, że ich ocena jest obiektywna? Pewnie Twoja córka widz
                          > i Cię w identycznym świetle skoro zerwała kontakty. Czy jest to ocena uczciwa,
                          > rzetelna, czy też przefiltrowana przez jej imaginację, frustracje i kompleksy,
                          > sama wiesz najlepiej.
                          >


                          A dkas wiesz, ze nie? Co za glupia maniera tego forum- negowanie czyichs relacji dla samego negowania, bez zadnych podstaw.
                          Rozbierajac na czynniki pierwsze, jest Kropidlo, historia jego rodziny w jego relacji.

                          Jaki jest materialny argument za tym, ze tak bylo: jego relacja
                          jaki jest argument przeciwny: nie ma zadnego. nie ma innej relacji. nie ma zadnego dowodo na klamstwo w zadnej sprawie. wiecej, jest to nieweryfikowalne.

                          ALe tutaj jest moda zeby 'wiedziec lepiej' i z 2000 kilemtorw za posredncitwem swtadlowodow czytac z reki albo ze szklanej kuli.

                          Jedyny argument, ktory masz Leda za tym, ze ja 'klamie' to jest najnormalniejszy w swiecie fakt taki, ze ja mam swoja optyke i relacjonuje punkt widzenia wlasny. Sa fakty i sa ich oceny i interpretacje. Fakty to sa rzecyz niedyskutowalne. Wiele ich przytoczylem./ Interpretacja jest wzgledna. Ja podaje wlasna.

                          Nie znam na swiecie ani jednej osoby, poza moze jakas schizofrenia specyficzna, zeby ktos mowil 'kims' to znaczy, zeby relacjonujac wydarzenia czu rozmawiajac przedstawial punkt widzenia kogos innego. Adwokat tak robi na sali sadowej w imieniu klienta, ale z drugiej strony jest prokurator i to jest z powodw prawnych. Ale tak to nie znam.

                          Nie sadze, aby na przyklad Adam Michnik pisal artykul go Wyborczej i pl;anowal 'aha, teraz napisze jako helena luczywo' albo zeby Durczok prowadzil Fakty i myslal 'dzis bede zachowywal sie jak Sekieski' to totalny absurd.

                          Dazenie do obiektywizacji- to najwyzej na co nas stac, a kto mowi ze potrafi wiecej to po prostu klamie i jest falszywym prorokiem.
                          • mira-n-da Re: Zycie dalo zycie... 18.09.12, 23:00
                            kropidlo5 napisał:

                            > leda16 napisała:


                            Leda juz dawno cie olala, osikala twoj wulgarny i prymitywny pysk wiec tracisz czas, pomiocie psychiczny
                            • kropidlo5 Re: Zycie dalo zycie... 18.09.12, 23:05
                              mira-n-da napisał(a):

                              > kropidlo5 napisał:
                              >
                              > > leda16 napisała:
                              >
                              >
                              > Leda juz dawno cie olala, osikala twoj wulgarny i prymitywny pysk wiec tracisz
                              > czas, pomiocie psychiczny


                              kim jestes mirando? Kto sie kryje za tym sfrustrowanym nienawistnym, msciwym nickiem?
                          • leda16 Re: Zycie dalo zycie... 19.09.12, 21:21
                            kropidlo5 napisał:
                            > A dkas wiesz, ze nie?

                            Ze znajomości ludzkiej psychiki. Postrzeganie interpersonalne jest ZAWSZE obciążone subiektywizmem. np. dla więźniów obozu koncentracyjnego Eichman był kanalią, dla jego żony i dzieci wzorowym mężem i ojcem.

                            Co za glupia maniera tego forum- negowanie czyichs relacj
                            > i dla samego negowania, bez zadnych podstaw.



                            Nikt nie neguje Twoich relacji tylko poziom ich obiektywizmu. Ty uważasz, że Twoje oceny są w 100% obiektywne, ja uważam, że może w 40%.



                            nie ma innej relacji. nie ma zadn
                            > ego dowodo na klamstwo w zadnej sprawie. wiecej, jest to nieweryfikowalne.


                            Subiektywizm to coś przeciwnego niż kłamstwo. Kłamca WIE, że było inaczej, świadek WIERZY, że było tak, jak mówi. Jeżeli zapoznasz się choćby powierzchownie z psychologią zeznań świadków będziesz wiedział, że jakieś jedno zdarzenie każdy postrzega inaczej bo każdy widzi tylko to, co chce widzieć.

                            >
                            > Jedyny argument, ktory masz Leda za tym, ze ja 'klamie'


                            Nigdzie nie pisałam, że kłamiesz tylko, że Twoje relacje i postawy są subiektywne, stereotypowe, pozbawione dystansu emocjonalnego. Rozumiem, że postrzegając siebie jako ofiarę, trudno Ci go zachować.



                            to jest najnormalniejsz
                            > y w swiecie fakt taki, ze ja mam swoja optyke i relacjonuje punkt widzenia wlas
                            > ny.


                            Oczzywiście. Każdy człowiek ma zmniejszony dystans do własnych spraw.


                            Sa fakty i sa ich oceny i interpretacje. Fakty to sa rzecyz niedyskutowalne


                            Fakty są takie, że wychowałeś się w rodzinie i wychowywała Cię matka. Ale już Twoja ocena matki faktem nie jest.



                            > . Interpretacja jest wzgledna. Ja podaje wlasna.


                            A Forumowicze własną, często inną niż Twoja, co Ci się nie podoba.



                            > Dazenie do obiektywizacji- to najwyzej na co nas stac, a kto mowi ze potrafi wi
                            > ecej to po prostu klamie i jest falszywym prorokiem.



                            Nie kłamcą. Jest osobą postrzegającą relacje społeczne inaczej niż Ty.
                            • kropidlo5 Re: Zycie dalo zycie... 19.09.12, 22:15
                              leda16 napisała:

                              > kropidlo5 napisał:
                              > > A dkas wiesz, ze nie?
                              >
                              > Ze znajomości ludzkiej psychiki. Postrzeganie interpersonalne jest ZAWSZE obcią
                              > żone subiektywizmem. np. dla więźniów obozu koncentracyjnego Eichman był kanali
                              > ą, dla jego żony i dzieci wzorowym mężem i ojcem.
                              >


                              Tak, jest wersja Eichamana i zony, jest wersja wiezniow, i jest pewien kanon kulturowy. Nie trzeba byc ofiara Eichmana zeby ocenic jego postepki. A bycie jego ofiara nie obciaza ciezkosci oskarzen. W tej sytuacji to nie ofiara tylko Eichman i jego zona ma najbardziej 'subiektywne' czy raczej wypaczone widzenie, bo jest duzo dalej od kanonu kulturowego i moralnego. OCzywiscie, z pozycji moralnosci nazistowskiej to byl bardzo dobry czlowiek- ale trzeba zaznaczyc, ze to moralnosc nazistowska.


                              > Nikt nie neguje Twoich relacji tylko poziom ich obiektywizmu. Ty uważasz, że Tw
                              > oje oceny są w 100% obiektywne, ja uważam, że może w 40%.


                              Fakty nie moga byc obiektywne czy subiektywne, tylko ich ocena. Ja nie mowie o innej ocenie wydarzen, tylko o negowaniu faktow. Przytaczam fakt i jego ocene- uwzgledniajac pewne kanony- i ocena faktu odmienna od mojej jest dozwolona, tylko trzeba przedstawic kanon. NAtomiast sam fakt jest niedebatowalny.

                              Pzykladowo, jesli mowie 'bylem bity codziennie', to jest fakt. Moja ocena jest taka, ze to oznaka zlego rodzicielstwa. Czyjas ocena moze byc taka, ze to prawo rodzica by bic dziecko. Ale fakt jest faktem. Jesli pisze, ze koles wielokrotnie nazywal mnie publicznie 'burakiem' to jest to fakt. Wedlug mnie nekal mnie, wedlug kogos innego zartowal w dobrym stylu. Inny kanon oceny.


                              >
                              >
                              > Subiektywizm to coś przeciwnego niż kłamstwo. Kłamca WIE, że było inaczej, świa
                              > dek WIERZY, że było tak, jak mówi. Jeżeli zapoznasz się choćby powierzchownie z
                              > psychologią zeznań świadków będziesz wiedział, że jakieś jedno zdarzenie każdy
                              > postrzega inaczej bo każdy widzi tylko to, co chce widzieć.


                              Subiektywizm jest naturalny, ale nie oznacza on, ze relacja jest nieprawdziwa- tylko tyle, ze jest jednostronna. Sa tez pewne obiektywne kryteria oceny takiej relacji. Inaczej jest, gdy ktos relacjonuje sytuacje, w ktorej zostal pobity i nie dokladnie zapamietal szczegoly i przesadzil z iloscia ciosow, jakie otrzymal, a inaczej, gdy ktos relacjonuje sprzeczke dwoch kochankow po drugiej stronie ulicy i podorabia swoje domysly czemu sie klocili i o co.


                              > Nigdzie nie pisałam, że kłamiesz tylko, że Twoje relacje i postawy są subiektyw
                              > ne, stereotypowe, pozbawione dystansu emocjonalnego. Rozumiem, że postrzegając
                              > siebie jako ofiarę, trudno Ci go zachować.


                              Tak naprawde czlowiek, ktory tkwi w roli 'ofiary' ma tendencje do usprawiedliwiania i umniejszania win 'oprawcy', do postrzegania sytuacji jako jedynej mozliwej, na ktora nie ma wplywu; zalamanie tego schematu to wychodzenie z roli ofiary.


                              > Oczzywiście. Każdy człowiek ma zmniejszony dystans do własnych spraw.
                              >


                              Zmniejszony nie oznacza calkiem wypaczony. A tak to jest czesto postrzegane.

                              >
                              > Fakty są takie, że wychowałeś się w rodzinie i wychowywała Cię matka. Ale już T
                              > woja ocena matki faktem nie jest.
                              >


                              Nie, fakty sa takie, jakie sa. Wychowanie to jest proces. Na nie skladaja sie wydarzenia z przestrzeni 20 lat. Rozne. Liczy sie kontekst, ale w niektorych przypadkach kontekst jest w ogole niepotrzebny. Jesli ojciec gwalci corke, to nie potrzeba tu zadnych pytan dodatkowych, by ocenic sytuacje, nie ma potrzeby zasiegania opinii ojca dla oceny czyny, najwyzej ewentualnie dla celow poznawczych czy archiwalnych.


                              > A Forumowicze własną, często inną niż Twoja, co Ci się nie podoba.
                              > Nie kłamcą. Jest osobą postrzegającą relacje społeczne inaczej niż Ty.
                              >


                              Czasem irytuja mnie pewne interpretacje faktow- i tuaj przyznaje z reka na sercu, ze to moj blad, bo ciagle walcze z potrzeba kontrolowania sytuacji i nie potrafie czasem pozwolic komus miec innej opinii niz moja na spokojnie tylko przekonuej na sile. Gros jednak moich irytacji to jest negowanie albo faktow w ogole, albo negowanie oczywistych interpretacji.

                              Jesli ktos pozyczyl ode mnie pieniadze i obiecal oddac za 3 dni a oddal za 3 miesiace, to nie widze tutaj potrzeby wmawiania mi, ze nic sie nie stalo, ze jestem pieniaczem czy ze tak sie dzieje w naturze- bo zwyczajem jest pieniadze oddawac a nie zwlekac. Mimo, ze wiele osob zwleka lub nie oddaje wcale, to nie czyni to tego zachowania w niczym usprawiewlidionym. Rosnaca liczba kradziey nie upowaznia do dokonania kradziezy.
                              • leda16 Re: Zycie dalo zycie... 20.09.12, 17:05
                                kropidlo5 napisał:
                                > Tak, jest wersja Eichamana i zony, jest wersja wiezniow, i jest pewien kanon ku
                                > lturowy. Nie trzeba byc ofiara Eichmana zeby ocenic jego postepki.


                                Masz rację.Postępowanie Eichmana było na wskroś złe z punktu widzenia naszych kanonów moralnych, ale już nie kanonów hitlerowskiej moralności. Podając ten przykład chciałam podkreślić, jak skrajnie rozbieżne a zarazem subiektywne mogą być oceny postępowania jednostki. Taka postawa - skrajnego subiektywizmu występuje też u matek przestępców: "syn to b. dobre dziecko, tylko koledzy namówili go do kradzieży, gwałtu, zbrodni itp." Funkcjonuje też powszechnie inny wiktymologiczny mechanizm obronny przed faktem, bądź jak wolisz - prawdą: ofiara "sama się prosiła", "koledzy go wrobili". Gdyby bowiem taka matka uwierzyła, że zgwałcił, okradł, zabił, itp. musiałaby zrewidować swoje wyobrażenia o synu, o sobie jako dobrym rodzicu, a to jest b. trudne, gdyż postawy starszych ludzi są usztywnione. Woli więc kierować się wiarą, że syn i jego wychowanie było w porządku.

                                A bycie jego
                                > ofiara nie obciaza ciezkosci oskarzen.


                                Że co? Racz sformułować to zdanie zgodnie z zasadami polskiej gramatyki.

                                W tej sytuacji to nie ofiara tylko Eich
                                > man i jego zona ma najbardziej 'subiektywne' czy raczej wypaczone widzenie, bo
                                > jest duzo dalej od kanonu kulturowego i moralnego.


                                Tak, bo cała rodzina jest uwikłana w tą sytuację. Ale co powiesz o całym społeczeństwie? Przecież Niemcy mieli na swoich sztandarach stwierdzenie Gott mis un (Bóg jest z nami) I faktycznie - Bóg Chrześcijan każdego wcześniej czy później uśmierci. Niektóre swoje "dzieci" w niewyobrażalnych cierpieniach. Czyli dochodzimy do wniosku, że nawet w ramach jednolitego kręgu kulturowo-religijnego postawy wobec cudzych uczynków mogą być różne. Identycznie, u niektórych Forumowiczów funkcjonuje -w moim odczuciu i zgodnie z moim systemem etyczno-moralnym - psychopatyczne postrzeganie normalnych rodziców jako "toksyny" i robienie z nich kozłów ofiarnych usprawiedliwiających własne niepowodzenia życiowe. W ten sposób ci osobnicy zwalają z siebie odpowiedzialność za własne głupkowate decyzje na rodziców i wówczas czują się lepiej

                                OCzywiscie, z pozycji moraln
                                > osci nazistowskiej to byl bardzo dobry czlowiek- ale trzeba zaznaczyc, ze to mo
                                > ralnosc nazistowska.


                                A po co to zaznaczać? Czy Twoim zdaniem Polak pacyfikujący afgańską wioskę i dla forsy zabijający matki z malutkimi dziećmi to "dobry człowiek" ?! A w pojęciu polskiej generalicjii polskiego rządu to przecież "misjonarz", "bohater"! Na te "misje" idzie przecież kasa wydarta polskim emerytom, chorym dzieciom, ubogim i bezrobotnym identycznie jak na niemieckie "misje" okupacyjne w Polsce szła kasa społeczeństwa niemieckiego.

                                >
                                >
                                > Fakty nie moga byc obiektywne czy subiektywne,


                                Tylko idiota mógłby tak twierdzić. Czy uważasz mnie Kropidło za idiotkę, że insynuujesz mi takie stwierdzenia?


                                . Ja nie mowie o
                                > innej ocenie wydarzen, tylko o negowaniu faktow. Przytaczam fakt ... NAtomiast sam fakt jest niedebatowalny.


                                I tu się mylisz. Ja nie wiem, kto siedzi po drugiej stronie mojego monitora. Być może osoba, która ZMYŚLA fakty. W praktyce psychiatrycznej często zdarzają się pacjentki, które twierdzą, że w dzieciństwie były molestowane seksualnie przez swoich ojców. Ale jeżeli przeprowadzi się dokładną diagnostykę, to w ok.98% okazuje się to urojeniem bądź fantazją wynikłą z choroby psychicznej lub zaburzeń osobowości. Nie znaczy to oczywiście, że jakiś nikły odsetek chorych psychicznie kobiet był w pewnym wieku i jest nadal wykorzystywanych seksualnie przez swoich ojców. I co Ty na to Kropidło? Okazuje się, że informacja o fakcie to jeszcze nie fakt ;). Wszystko zależy od osoby informatora.


                                .
                                >
                                > Pzykladowo, jesli mowie 'bylem bity codziennie', to jest fakt.


                                Nie koniecznie. Może to być równie dobrze informacja o Twoim urojeniu.



                                > Subiektywizm jest naturalny, ale nie oznacza on, ze relacja jest nieprawdziwa-
                                > tylko tyle, ze jest jednostronna.


                                Jest nieprawdziwa, jeśli subiektywne zniekształcenie poznawcze chcesz nazywać prawdą.


                                Sa tez pewne obiektywne kryteria oceny takiej
                                > relacji.


                                Tak. Tym właśnie zajmuje się psychologia zeznań świadków i badanie wiarygodności tych zeznań.



                                Inaczej jest, gdy ktos relacjonuje sytuacje, w ktorej zostal pobity i
                                > nie dokladnie zapamietal szczegoly i przesadzil z iloscia ciosow, jakie otrzym
                                > al, a inaczej, gdy ktos relacjonuje sprzeczke dwoch kochankow po drugiej stroni
                                > e ulicy i podorabia swoje domysly czemu sie klocili i o co.


                                Pobicie to przestępstwo i tu relacja jest prześwietlana na 10-tą stronę zanim prokurator uwierzy pobitemu, a sprzeczka kochanków interesuje tylko plotkarki z magla.


                                > Tak naprawde czlowiek, ktory tkwi w roli 'ofiary' ma tendencje do usprawiedliwi
                                > ania i umniejszania win 'oprawcy', do postrzegania sytuacji jako jedynej mozliw
                                > ej, na ktora nie ma wplywu; zalamanie tego schematu to wychodzenie z roli ofia
                                > ry.


                                Bynajmniej. Rzadko się tak dzieje w rodzinie. Dzieci maltretowane nie mają "syndromu sztokholmskiego" tylko po prostu zaburzenia osobowości albo nawet nie.


                                > Zmniejszony nie oznacza calkiem wypaczony. A tak to jest czesto postrzegane.


                                I prawidłowo - psychopatka, która na forum publicznym lży własną matkę wyzywając ją od "toksyn", to obraz jej własnej wypaczonej osobowości i wrednego charakterku.



                                Jesli ojciec gwalci corke, to nie
                                > potrzeba tu zadnych pytan dodatkowych, by ocenic sytuacje,


                                Owszem, jest potrzeba zadania i ojcu i córce mnóstwa pytań dodatkowych celem upewnienia się, czy córka nie kłamie a ojciec nie jest chory psychicznie. No chyba, że gwałci tą córkę na oczach prokuratora ;).

                                nie ma potrzeby zasi
                                > egania opinii ojca dla oceny czyny, najwyzej ewentualnie dla celow poznawczych
                                > czy archiwalnych.


                                Bzdury pleciesz Kropidło, jak to laik.
                                • kropidlo5 Re: Zycie dalo zycie... 20.09.12, 20:30
                                  Widzisz Leda, twoj problem jest podobny do problemu niektorych terapeutow od alkoholizmu, z ktorymi mialem watpliwa przyjemnosc sie zetknac. Nazwe to nalogowa, nie poparta faktami a tylko ideologia i uprzedzeniami sklonnoscia do zaprzeczania- dla zasady- wszytkiemu, co mowi 'swiadek'. Jak mowi, to na pewno klamie albo chociaz wyolbrzymia w skali 1:100. A prawda jest taka, ze czesc osob klamie, czesc wyolbrzymia, a czesc mowi, to co pamieta. Nigdy nie wiesz, z ktorym przypadkiem masz do czynienia. Dlatego w takim przypadku zamiast ideologicznego zaciecia i przekonania o 'oczywistych' mechanizmach, nalezy sluchac, pytac, i zakladac, ze to co ktos mowi, moze byc klamstwem, ale moze byc tez prawda.

                                  Czy naprawde wierzysz w to, ze kazdy kto mowi, ze byl bity, zmysla? Tym samym zakladasz, ze nitk nie byl bity. Czy zatem wierzysz, ze nie istnieje problem bicia dzieci? Wierzysz, ze 0% rodzicow bije dzieci? Dosyc ryzykowna teza. A jak bija, to uwazasz, ze 0% rodzicow bije nadmiernie, nieodpowiedzialnie, bez powodu?

                                  Nie moge uwierzyc, ze Ty w takie rzeczy moglabys wierzyc. Przeciez na 100 zapytanych osob na ulicy 99 zapewne odpowie, ze wierzy, ze niektorzy rodzice bija dzieci w sposob skandaliczny. A Ty widac nalezysz to tego 1% ktory uwaza, ze na pewno tak nie moglo byc?

                                  Co do 'osoby po drugiej strony monitora' to znowu ta sama uwaga. Pomysl logicznie- po co mialby ktokolwiek wymyslac bicie czy zle traktowanie i logowac sie na anonimowym forum by to opisac czy szukac porady? Takie wydarzenia moglyby nastapic, gdyby chozilo o jakies pieniadze, o przekonanie jakichs osob w realnym zyciu, o jakies korzysci. ale po co ktos mialby ruszac na anonimowe forum i wymyslac bicia i krzywdy? To blby przypadek albo glebokiego zaburzenia przejawiajacego sie checia zwrocenia na siebie uwagi (ale jakiej uwagi- anonimowych ludzi na anonimowy nick???)

                                  Nie wiedze innego wyjscia. czy naprawde wierzysz, ze ktos moglby wymyslac takie rzeczy aby sie wewnetrznie, na wlasne tylko potrzeby dowartosciowac? W takim przypadku co daje takie dowartosciowywanie, oparte na oszukaniu samego siebie? PRzeciez osoba wie, ze oszukuje.; Nie ma to zadnego sensu.

                                  • leda16 Re: Zycie dalo zycie... 21.09.12, 21:32
                                    kropidlo5 napisał:

                                    > Widzisz Leda, twoj problem


                                    To nie mój problem, tylko twoja projekcja.


                                    >
                                    > Czy naprawde wierzysz w to, ze kazdy kto mowi, ze byl bity, zmysla?


                                    Może wskażesz mi akapit w którym tak twierdzę? Ale chyba nie potrafisz, bo twoim stylem jest generalizacja i zniekształcanie sensu cudzych wypowiedzi. Zapewne identycznie zniekształcasz i wypaczasz intencje własnej matki.


                                    Czy zatem wierzysz, ze nie istnieje problem bic
                                    > ia dzieci? Wierzysz, ze 0% rodzicow bije dzieci? Dosyc ryzykowna teza.



                                    Wiara to ani wiedza ani teza. Wiarą się nie kieruję, wiara nie nadaje się do dyskusji.Wiem, że większość rodziców bije swoje dzieci, że mniejszość je maltretuje a jeszcze mniejsza mniejszość zabija, jak zabito tych dwoje dzieci oddanych do rodziny zastępczej.




                                    . A Ty widac nalezysz to tego 1% ktory uwaza, ze na p
                                    > ewno tak nie moglo byc?


                                    W konkretnych przypadkach mogło tak być albo nie.


                                    > Co do 'osoby po drugiej strony monitora' to znowu ta sama uwaga. Pomysl logiczn
                                    > ie- po co mialby ktokolwiek wymyslac bicie czy zle traktowanie i logowac sie na
                                    > anonimowym forum by to opisac czy szukac porady?


                                    Żeby zwrócić na siebie uwagę, uzyskać współczucie, dowartościować się, pofantazjować lub wręcz dać upust swoim urojeniom albo wszczepionym wspomnieniom. Po co w latach 80-tych amerykańskie szczeniary gnały do sądów oskarżając ojców o molestowanie seksualne, dopóki jedna rzetelna publikacja naukowa na temat tzw. "wszczepionych wspomnień" nie położyła kresu tym bredniom?



                                    To blby przypadek albo glebokiego zaburzenia przejawiajace
                                    > go sie checia zwrocenia na siebie uwagi (ale jakiej uwagi- anonimowych ludzi na
                                    > anonimowy nick???)


                                    Ale zdecydowana większość dyskutantów utożsamia się ze swoim nickiem. Ileż ja tu wyzwisk usłyszałam, że "obrażam" jakąś "witch", "black" czy "grun" :)


                                    czy naprawde wierzysz, ze ktos moglby wymyslac takie
                                    > rzeczy aby sie wewnetrznie, na wlasne tylko potrzeby dowartosciowac?


                                    Nie wierzę, wiem.

                                    W takim p
                                    > rzypadku co daje takie dowartosciowywanie, oparte na oszukaniu samego siebie?

                                    Nie siebie - rozmówcy.


                                    P
                                    > Rzeciez osoba wie, ze oszukuje.; Nie ma to zadnego sensu.



                                    Żeby zwabić pannę w piernaty, kawaler bądź żonaty ględzi o miłości, a chodzi mu tylko o seks. Też oszukuje i co z tego? Dla niego takie zachowanie ma i cel i sens.
                                    • kropidlo5 Re: Zycie dalo zycie... 21.09.12, 22:03
                                      Leda, niewiele wiesz a duzo gadasz, tyle na twoj temat. Moze zajmij sie pisaniem bajek dla dzieci, tylko te bajki to bylyby bardziej przerazajace niz basnie grimmow. Lubisz fantazjowac i pisac o hipotetycznych sytuacjach, ale jak przychodzi realna sytacja to blokada, nie masz pojecia co zrobic. Taka jest moja obserwacja.
                                      Czy mam wskazac jakis akapit? Cala twoja pisanina to jeden wielkiii akapit. Generalizujesz, jestes niezyczliwa, wroga, zlosliwa. Nie zawsze, ale z reguly. Czasem potrafisz zachowac sie powaznie, w czym cala nadzieja.
                        • sumastrat [...] 18.09.12, 22:01
                          Treść postu jest niedostępna.
                          • kropidlo5 Re: Zycie dalo zycie... 18.09.12, 22:20
                            sumastrat napisała:

                            > No zgadza sie . Ja nie wiem czy to prawda. Ja im wierze. Jezeli opisuja fakty,
                            > tzn bicie, ostra przemoc, to chyba trudno to jakos podwazyc. W moim przypadku
                            > takich zdarzen nie bylo. Jakas imaginacja mojej corki to tez jej prawda. Ja na
                            > wet jej powiedzialam, ze jezeli uwazasz, ze bylam dla ciebie zla matka, to cie
                            > przepraszam, wybacz. Tego nie pamietam, ani nic o tym nie wiem, ale skoro ona t
                            > ak sie czuje, to ja przeprosilam. Zdziwilo mnie to tylko dlatego, ze dopiero
                            > teraz ja sie o tym dowiaduje, ze bylam niedobra matka i corka ma traume. Bylo
                            > tyle czasu, tyle okazji, rowniez mogla to powiedziec pozostalym moim dzieciom.
                            > Od nich bym sie dowiedziala. Czy moze faktycznie to taki wymysl . Nie wiem.


                            Sa fakty i jest interpretacja. Fakty sa niemozliwe do zakwestionowania, natomiast interpretacja moze byc rozna, choc oczywiscie sa pewne mniej lub bardziej 'uzasadnione' interpretacje. Jesli ojciec molestuje seksualnei corke, to wszelkie uzasadnienia beda wymyslami, bo molestowanie nie jest czyms subiektymym. Natomiast reszta to niekonczaca sie dyskusja, bo mozna sobie udowadniac, w nnieskonczonosc, ze ktos byl dobrym dzieckiem albo niedobrym itd.
                            • mira-n-da Re: Zycie dalo zycie... 18.09.12, 22:24
                              kropidlo5 napisał:

                              Jesli ojciec molestuje



                              Masz takie wspomnienia degeneracie? Obgryzaj paznokcie, szumowino prymitywna i wulgarna
                              • sumastrat [...] 18.09.12, 22:35
                                Treść postu jest niedostępna.
                          • leda16 Re: Zycie dalo zycie... 19.09.12, 21:41
                            sumastrat napisała:

                            > No zgadza sie . Ja nie wiem czy to prawda. Ja im wierze.


                            No właśnie. Czyli Twoja ocena opiera się na wierze a nie na prawdzie.


                            Jakas imaginacja mojej corki to tez jej prawda.


                            Imaginacja nigdy nie jest prawdą. Jest fantazją


                            Ja na
                            > wet jej powiedzialam, ze jezeli uwazasz, ze bylam dla ciebie zla matka, to cie
                            > przepraszam, wybacz.


                            Ja bym z miejsca zapytała - dlaczego tak uważasz? zamiast przepraszać za winy, do których się nie poczuwam.



                            Zdziwilo mnie to tylko dlatego, ze dopiero
                            > teraz ja sie o tym dowiaduje, ze bylam niedobra matka i corka ma traume.


                            Bo teraz nałykała się pierduł o toksynach. Ojcu nie podskoczy bo wie, że i tak ma ją gdzieś. Ciebie zrani, bo zawsze się starałaś, bo ją kochasz, bo wie, ze będziesz cierpieć. I o to wyrodnej córuś chodzi - skopać bezbronnego, który kochając nie będzie atakował, nie odpłaci tym samym. Mężowi też nie podskoczy, bo a nuż okaże się zbyt asertywny i powie - poszukaj se lepszego ;). Ty przepraszasz, więc już na wstępie utwierdzasz ją w przekonaniu, że ma rację.



                            Czy moze faktycznie to taki wymysl . Nie wiem.


                            Żaden "wymysł" tylko chamska nikczemność i tyle. Kozła ofiarnego córuś potrzebuje, żeby swoje frustracje odreagować. Ty się idealnie do tego celu nadajesz. Gdy kiedyś mój 6-cio latek w gniewie wrzasnął : "niedobra mama!" spokojnie odparłam - wobec tego idź i poszukaj sobie lepszej. Nigdy w życiu już takiego tekstu od niego nie usłyszałam.
                            • sorvina Re: Zycie dalo zycie... 21.09.12, 16:18
                              Może być też tak, że mama chciała dobrze, ale realizowała to w oparciu o niekoniecznie najlepsze wzorce wychowawcze i bez brania pod uwagę reakcję drugiej strony. Córka rozlicza ją za efekt, a ona uważa, że liczą się tylko intencje. Bez zrozumienia racji drugiej strony się nie dogadają. Jak dla mnie podejście: niech córka zrozumie swój błąd i mnie przeprosi, nie jest byciem otwartą na zrozumienie drugiej strony.

                              Nie wiemy jak było. Może matka jest bardziej gruboskórna od córki i nie rozumie, że ją krytyka mogła boleć, że pewne uwagi mogły być odebrane jak krytyka. Jakoś nie wierzę by relacja była ciepła i czuła i nagle córka stwierdziła, że nie rozmawia z matką, bo ta ją nie wypuściła do Jarocina x lat temu i nakrzyczała RAZ jeszcze dawniej. Coś musiało być nie tak i dopóki autorka nie odpowie sobie szczerze - co i będzie okopywać się na stanowisku - co złe to córka, a ja czekam na przeprosiny, to szansy porozumienia nie widzę.
                    • sumastrat [...] 18.09.12, 20:18
                      Treść postu jest niedostępna.
                      • kropidlo5 Re: Zycie dalo zycie... 18.09.12, 21:46
                        sumastrat napisała:

                        > Jeszcze tylko zadam pytanie do kropidla i sorvina, czy wy odzruciliscie swoje
                        > matki?


                        Mimo, ze psychologowie mowia, ze nie powinno sie zdejmowac z rodzicow odpowiedzialnosci za patologie i szukac winnych gdzies indziej (bo sami byli zle wychowani, bo mieli ciezko itp) to ja raczej stosuje taka miara obecnie. Moze troche dlatego, ze sam tez tak chce byc oceniany. tak wiec- jak to mowia 'przebaczyc ale nie zapomniec', faktow zaklamywac nie bede, ale nie chce sie na tym konentrowac i tego juz analizowac.
                        Inna zupelnie sprawa to jest dzien obecny i obecne spiecia czy proby powielania 'starych' zachowan, na to jestem wyczulony ogromnie, na razie zbyt mocno, bo to wyczulenie swiadczy o tym, ze jestem jeszcze nieco zbyt zalezny od rodzicow, a ja pracuje nad tym, by sie odciac calkowicie- w sensie odciac resztki tej pepowiny- i miec relacje partnerskie, dosc luzne i po prostu neutralno- przyjazne.A czy bedzie to mozliwe to nie wiem, ja jestem otwarty ale tez wymagam, ruch nalezy do nich (tzn nie jeden ruch ale postepowanie).
                        • sumastrat [...] 18.09.12, 22:18
                          Treść postu jest niedostępna.
                          • rt.4 Straszne...! 18.09.12, 23:12
                            Mam nadzieje, ze przemysli i mam nadzieje, ze uslysze od niej kiedys przepraszam.
                            Za co ona ma cie przepraszac? Za to ze zyje? Ze cie ostro potraktowala? Owoc twojej nauki. Smakuje?
                            Mam nadzieje, ze tego przepraszam nie uslyszysz.
                            Starego psa nie wychowasz. Ty nadalej bedziesz reprezentowac myslowy i intelektualny baroczek...taka debilna mamuska z dupa obrosnieta tluszczem i histeria, ktora uderzyla na mozg...Przy kazdym jednym zachowaniu, gdzie juz dorosla corka pokazuje swoje granice...i dba o swoje prawa.

                            Moze zamiast rzucac slowkami posilkowymi "przepraszam- przepraszam" czy innymi frazesami- zastanow sie nad tym co tak w tobie drazni ta twoja corke, ze doszlo do tak radykalnej decyzji.
                            No ale to zbyt wielkie oczekiwanie od kogos takiego jak ty!

                            ...
                            • sumastrat [...] 18.09.12, 23:54
                              Treść postu jest niedostępna.
                              • rt.4 Re: Straszne...! 19.09.12, 20:39
                                No to sie bardzo ciesze zes taka wspaniala! I bez beconu wiszacego u zada....

                                Dla mnie czerwona plachta byl twoj wynaturzony tekst, gdzie krytykujesz prawdy podstawowe.
                                Jak fakt, ze dzieci nie proszac sie na ten swiat, zasluguja na wszystko co najlepsze od rodzicow, ty w to miejsce z kolei pisalas o poswieceniu sie o tym, ze nalezy ci jakoby wdziecznosc. Podziekowanie i szacunek..I do tego KARCILAS corke, ale coz bagatela. Nic takiego wielkiego nie bylo wszyscy bylismy karceni wiec i ona moglabny to ...uszanowac, podziekowac....

                                O innych problemach nie pisalas, nie pisalas jak karcilas corke, jak corka to odbierala. Jaki wpyw twoje zasady wychowania maja na nia teraz, na jej stosunek do jej wlasnych dzieci.
                                Ile w koncu stresu w nia wtloczylas i jak skutki tego stresowego wychowania dzis ja przesladuja...w postaci chorob.

                                Po prostu czytajac ciebie tak z dystansu trudno nie zauwazyc tego co rzuca sie w oczy.
                                To fakt niesamowitego egoizmu, narcyzmu, wszystko wookol ciebie sie kreci i jaka ty to nie jestes wspaniala osoba, zona, matka, itp. kazdy jeden post, kazdy jeden wpis az sie wylewa od komplementow w twoja wlasna strone, czysty onanizm!

                                To wyglada na to zes typem czlowieka bardzo neurotycznego. Bo tylko przy silnych neurozach i zaburzeniach neurotycznych ludzie sa tak silnie i mocno skoncentrowani na sobie. To jest pierwsza oznaka zaburzenia w sferze emocji.

                                Dlatego watpie, czy twoje relacje z corka i czy innymi ludzmi przebiegaja do konca normalnie. Jest to praktycznie niemozliwe. Natomiast opcji typu ze twoje neuroza przeszla na corke jest bardzo duza. Dlatego mozliwe, ze powstaje konflikt pomiedzy wami...

                                Poszukaj sobie dobrego speca, niech ci ktos w koncu wyjasni konkretnie jak zycie wyglada....


                                • sumastrat [...] 20.09.12, 20:01
                                  Treść postu jest niedostępna.
                                  • rt.4 Re: Straszne...! 21.09.12, 10:40
                                    No nadal nic nie rozumiesz. I dyskusja z toba raczej nie ma sensu, masz wiele uprzedzen wynikajacych z brakow w oczytaniu, masz dosc prostaczkowy rodzaj myslenia-myslisz asekuratywnie, przekrecasz i wiercisz faktami jak piskosz. Ale kiedys cos cie zmusi do dokladnego rozstrzesienia sprawy. Wtedy sobie przypomnisz ta rozmowe.

                                    Ja nadal widze to co widze, bardzo narcystyczna, zakompleksiona kobiecine, ktora jak moze unika nagiej prawdy o sobie.

                                    Owszem , uwazam , ze powiedzenie z grupy banalow, ze dzieci na swiat sie nie p
                                    > rosily jest stereotypem chetnie powielanym przez dzieci , ktorym zle idzie w z
                                    > yciu jako zaslona ochronna i unik przed odpowiedzialnoscia.


                                    A jakiz to stereotyp?! Toc to mowia wszyscy, spytaj sie kazdego jednego przechodnia na ulicy.Powie ci co innego?! No ale ty musisz pokazac KTO TU MA INNE ZDANIE I JAKA TY INDYWIDUALISTKA z bozej laski. TY wiesz lepiej! A ci wszyscy inni to kaleki zyciowe. Bo nie mysla tak jak ty...:=))))

                                    To jest wlasnie to typowe dla narcyzmu, umniejszanie watosciom prawd- oczywistych i ze kazdy ma sie zgadzac z tym co narcystyczna osoba glosi!

                                    Puknij sie w ta swoja 'idealna', 'wspaniala bez zarzutu' glowe i pomysl: zachowanie dzieci skads sie wywodzi. A poczatek tego zaczyna sie w domu rodzinnym i zwlaszcza matka odgrywa tu duza role.

                                    Logika rozumowania nakazuje przyjac , ze gdybym byla tak zaburzona , to trudno
                                    > byloby mi normalnie funkcjonowac, trudno byloby mi wychowac normalne dzieci, tr
                                    > udno byloby mi osiagnac to co osiagnelam w zyciu.


                                    Mylisz sie, ludzie zaburzeni calkiem dobrze funkcjonuja spolecznie. Natomiast duzo problemow i konfliktow maja w relacjach z bliskimi.O ich fasadowosci najczesciej odpowiadaja bliscy, w tym dzieci. Wtedy to dopiero z perspektywy widzenia dziecka, wychodzi- prawda, o matce, czy ojcu.
                                    Glosu twojej corki tutaj nie uslyszymy, wiec sie w koncu przestan sie rzucac. Twoj glowny swiadek jest nieobecny! Mozesz trabic te swoje dyrdymaly i wierzyc, ze ktos rownie naiwny i kompletnie glupi uwierzy, ze: ze jedynie skaracilas corke, wtedy gdy uzyla niewinnego slowa "malpa", czy gdy do Jarocina zabronilas jej pojechac...wtedy gdy miala juz 16 lat!

                                    A dzis w zwiazku z tym masz z nia takie problemy- ze sie od ciebie odwrocila i nie chce rozmwiac ani znac?!

                                    No sorry...W dyskujse z tak klamliwa, tak mentalnie zacofana baba- nie ma co wchodzic.

                                    //BEZ ODBIORU!
                                    • sumastrat [...] 21.09.12, 14:59
                                      Treść postu jest niedostępna.
                                      • rt.4 Re: Straszne...! 21.09.12, 16:43
                                        Dzisiaj trafilam na to forum, bo tez szukalam czegos podobnego gdyz mam identyczna sytuacje do ciebie. Podobnie zachowala sie moja corka, ktora mieszka za granica, tam sie urzadzila, wyszla zamaz, urodzila dwoje dzieci. Uslyszalam od niej, ze ma traume z dziecinstwa, bo kiedys ja skarcilam za cos/ miala klopoty wszkole i ja zawsze bylam przy niej i wpieralam ja/. Ja tego nie pamietam, zawsze w mojej rodzinie bylo tak, ze przy stole jadalo sie posilki, ze przy stole rozmawialao sie, uczylam dzieci otwartosci i sama tak sie zachowywalam. Nie narzucalam dyscypliny a raczej poprzez rozmowe , wyjasnianie, tlumaczenie staralm sie rozwiazywac problemy. Ojciec byl impulsywny i wymagajacy, agresywnie odzywajacy sie do dzieci. Ja zawsze staralm sie je chronic i jakos to lagodzic. Dzisiaj dowiedzialam sie od corki, ze nie chce mnie znac, ze bylam niedobra matka, ze ona jak ma miec taka matke to woli nie miec zadnej. Oslupialam. Podobnie jak ty nie rozumiem tej sytuacji. Nie prosze tutaj nikogo o rade, bo jak przeczytalam te wszystkie komentzarze to wlos na glowie mi sie jezy. To znak czasow , to pokolenie, dla ktorego my w trudnych czasach wystawalismy w kolejkach, zeby kupic im kakao, pomarancze i te trzy cukierki. To pokolenie tego nie rozumie, nie znaja biedy, nie znaja leku, nie wiedza co to znaczy walczyc o byt kazdego dnia, starac sie i biegiem w pracy, biegiem do pzredszkoli/ dzieci chodzily do roznych/, biegiem do domu , atobusem, biegiem w domu, obiad , lekcje pranie , przygotowywanie na drugi dzien.Maz nauczyl sie wychodzic do pracy na 6 rano, mial swiety spokoj. Ja czekalam az on wyjdzie z domu, zeby mu nie przeszkadzac, zeby nie bylo awantury o byle co.
                                        Dopiero szybciutko wstawalam, robilm sniadanie, budzilam dzieci, szykowalam. ja na 7,30 do pracy , zabieralam te dzieci w autobus/ troje / i porozwozic po miescie/, pozniej biegiem do pracy, spoznialam sie. Totez przewaznie nie mialam urlopu, bo kadrowa odpisywala mi spoznienia od urlopu. Pozniej po poludniu pozbierac te dzieci, zrobic zakupy, wrocic do domu, ugotowac obiad/ codziennie, bo dzieci nie chcialy jesc w szkolnej stolowce, zle sie czuly/. Maz wracal , to obiad byl juz gotowy, nie bylo takich urzadzen jak dzisiaj a jednak codziennie byl obiad.Maz poytrafil jeszcze mnie skrytykowac, ze np marchewka powinna byc do tez zupy inaczej pokrojona, bo jego mama tak gotowala, albo potrafil rzucic talerzem, bo np za duzo kopru, albo cebuli itp. Wszystko to przezylam, wychowalam dzieci, wozilam je na jakies fakultety, jezyki itp, wyksztalcily sie przy moim wsparciu i finansach/ niestety, ale jak dzieci studiuja to musza gdzies mieszkac i cos jesc/. Jedna corka , ktorej w kraju nie wiodlo sie z praca, z chlopakiem,,wyjechala za granice, wspieralam ja , telefonowalam, martwilam sie. Okazalo sie, ze wyjechala za namowa kolegi, ktory byl narkomanem i tam potrzeboawal tlumaczki. Juz wtedy pomyslalam sobie, ze mnie oklamuje. Ale zawsze ufalam dzieciom i dawalam im duzo swobody, szanujac ich wybory. No chyba, ze , jak w tym przypadku, tpo oczywiscie, ze skrytykowalam, ale juz po fakcie, bo okazuje sie ze dobrze wychowalam corke, bo nie ulegla narkotykom, a odlaczyla sie sama od towarzystwa i podjela tam prace w banku. Wtedy bylysmy w doskonalej relacji.
                                        Teraz juz nie bede oipsywac dalej, ale rezultat jest taki jak opisalam wyzej.
                                        Przeczytala to forum i szlag mnie trafia jak niektore coreczki wypisuja bzdury lansujac sie na takie nowoczesne. Zapomnialy skad sie wywodza dzieki komu sa takie madre. Twierdzenie, ze nikt na swiat sie nie prosi jest prostackie i perfidne, ktore sluzy nieudacznym dzieciom za parawan niewinnosci. To bzdura. Natura tak dziala , ze rodzice rodza dzieci bez wzgledu na pochodzenie, warunki ekonomiczne i inne . To bieg natury. Wyobrazcie sobie wymadrzajace sie osoby, ze w mysl waszych wizji, rodza dzieci tylko ludzie do tego przeznaczeni. Czyz nie jest to wynaturzenie? juz byl taki jden co chcial swiat zasiedlic jedna rasa / aryjska/ . To chora postawa. Wiezi rodzinne sa naturalnym zjawiskiem i wyplywaja z wnetrza czlowieka, z jego natury stadnej, z jego nadzwyczajnych cech czlowieczenstwa. To co ja tutaj czytam, to czyste bzdury nowomodne wymyslane przez skazonych psychoza ludzi. Doczekaja te dzieci wlasnych dzieci i nie sadze, ze beda mialy takie doskonale relacje, chyba , ze sie wynaturza, to bedzie dla nich to bez znaczenia. Dzieki naszym postawom, zabiegom, poswieceniu te dzieci sa dzisiaj tam gdzie sa i chyba maja co zawdzieczac rodzicom? Ciekawa jestem jak sobie poradzilas z tym problemem. Ja dopiero zastanawiam sie co robic. Jest to bolesne doswiadczenie gdyz trudno wyzrzec sie wlasnego dziecka. gdyby to bylo takie proste, to zycie by sobie bieglo dalej. Ja jeszcze jestem w szoku, to nie moge podjac zadnej decyzji. Ale przykre to i okrutne


                                        ....
                                        Przeczytaja siebie jeszcze raz!

                                        Poza tym zegnam nie mam ochoty byc workiem boxerskim dla osoby wybitnie agresywnej i chorej jaka ty jestes! Wspolczuje jedynie twojej corce bo jak widac z tekstu to miala doczynienia z potworkiem zwanym matka polka!
                                        • sumastrat [...] 21.09.12, 17:09
                                          Treść postu jest niedostępna.
                                          • rt.4 Re: Straszne...! 21.09.12, 18:56
                                            Z toksycznymi ludzmi nikt nie powinien nigdy wchodzic w dyskusje i opowiadac o sobie. Chocby z tego wzgledu ze toksyczna osoba ma to do siebie, ze swoje nieprzerobione problemy zrzuca na innych, aby sie lepiej poczuc.

                                            Widocznie te siaty byly ciezkie wiec gdzies sobie to zycie balansowalas. zapewne po tych najslabszych, czyli dzieciach.

                                            Jezeli corka ci mowi ze bylas: zla matka, to jest to powazny zarzut. I nalezy sie zastanowic, gdzie sie popelnilo blad w relacji.

                                            Corka ciebie na swiat nie wydala. To ty ja wychowalas i uksztaltowalas.
                                            Wiec od siebie zacznij naprawe relacji. Siebie zreperuj. Ale po tekstach ktore tu siejesz, to widac sama sobie nie pomozesz.

                                            Jestem silna, ale nie gruboskorna. Wrazliwi ludzie tak maja, ze im jestes leps
                                            > za i empatyczna tym jestes gorsza.


                                            Mi sie wydaje ze nie jestes i nie bylas silna. Raczej slaba, stad maska, ktora sobie zalozylas- gruborskornosc, aby sie latwiej schowac. Niestety ta maska ma swoja cene.


                                            Bywaj kobieto, zycze ci szczescia, bo napewno nie raz bedzie ci potrzebne. A dla twojej corki duze brawa!...:=)))

                                            • sumastrat [...] 21.09.12, 19:19
                                              Treść postu jest niedostępna.
                                            • sumastrat [...] 21.09.12, 19:59
                                              Treść postu jest niedostępna.
                                              • szaman.ka Re: Straszne...! 21.09.12, 20:33
                                                W Warszawie masz dużo ośrodków,które prowadzą ustawienia.Jeszcze pod koniec września będą i w pażdzierniku też.
                                                Podaję kilka linków:
                                                www.ptus.pl
                                                www.ustawieniasystemowe.com/
                                                www.hellingerpolska.pl/
                                                http:/www.centrumdobrychzmian.pl/ustawienia
                                                • szaman.ka Re: Straszne...! 21.09.12, 20:35
                                                  www.centrumdobrychzmian.pl/ustawienia
                                    • leda16 Re: Straszne...! 21.09.12, 22:49
                                      rt.4 napisała:

                                      > No nadal nic nie rozumiesz. I dyskusja z toba raczej nie ma sensu,


                                      Jaka dyskusja? To przecież ty z tupetem prymitywnej jarmarcznej przekupki usiłujesz Jej narzucić swój - z punktu widzenia psychologii - całkowicie błędny, psychopatyczny stereotyp. Deprecjonujesz Jej poglady i usiłujesz poniżyć prostacką drwiną typu: "No to sie bardzo ciesze zes taka wspaniala! I bez beconu wiszacego u zada...." Chociaż nie o matczynej dupie jest ta dyskusja. Ale widać nie masz innych niż "zadnie" argumentów :))).

                                      masz wiele u
                                      > przedzen wynikajacych z brakow w oczytaniu, masz dosc prostaczkowy rodzaj mysle
                                      > nia-myslisz asekuratywnie, przekrecasz i wiercisz faktami jak piskosz.


                                      Ależ projekcjaaaa, jak z Pacanowa na Karaiby :))).



                                      Ale kied
                                      > ys cos cie zmusi do dokladnego rozstrzesienia sprawy.



                                      A czy ciebie coś zmusza do kompromitowania swojego poziomu erystycznego? Czy tak dobrowolnie bredzisz jakbyś się z magla urwała razem z he, he ...pępowiną :))).



                                      > A jakiz to stereotyp?! Toc to mowia wszyscy, spytaj sie kazdego jednego przecho
                                      > dnia na ulicy.


                                      Ach, to już wiemy skąd czerpiesz te swoje androny. Z ulicy! No cóż, mamy najlepszy przykład gdzie prowadzi wychowanie uliczne - na manowce (że o rynsztokowym słownictwie nie wspomnę) !



                                      > To jest wlasnie to typowe dla narcyzmu, umniejszanie watosciom prawd- oczywisty
                                      > ch i ze kazdy ma sie zgadzac z tym co narcystyczna osoba glosi!


                                      To jest właśnie typowe dla nieuctwa, robienie kompromitujących błędów w składni i gramatyce jęz. polskiego. Toteż każdy purysta zgodzi się ze mną, że powinnaś napisać: "umniejszanie wartości prawdzie" lub "pomniejszanie znaczenia prawdy" Nie ma prawd oczywistych i nie oczywistych.
                                      >
                                      > Puknij sie w ta swoja 'idealna', 'wspaniala bez zarzutu' glowe i pomysl: zachow
                                      > anie dzieci skads sie wywodzi. A poczatek tego zaczyna sie w domu rodzinnym i z
                                      > wlaszcza matka odgrywa tu duza role.


                                      Tak, ani wiedzy ani kultury z domu rodzinnego nie wyniosłaś a zwłaszcza szacunku dla starszych.


                                      O ich fasadowosci najcze
                                      > sciej odpowiadaja bliscy, w tym dzieci. Wtedy to dopiero z perspektywy widzenia
                                      > dziecka, wychodzi- prawda, o matce, czy ojcu.


                                      A co ODpowiadają? Nie mam już ochoty powtarzać jaka prawda wychodzi o tobie z mojej perspektywy widzenia :).


                                      ktos rownie naiwny i kompletnie glupi uwierzyie glupi uwierzy, ze: ze jedynie skaracilas co
                                      > rke,


                                      Nawet gdyby dała parę klapsów na gołą dupę mieściłoby się to w dopuszczalnych prawnie środkach oddziaływania wychowawczego. Ale co ty bezdzietna możesz o tym wiedzieć.



                                      > No sorry...W dyskujse z tak klamliwa, tak mentalnie zacofana baba- nie ma co wc
                                      > hodzic.


                                      To też ja z tobą w dyskusję nie wchodzę, tylko z początku porwał mnie śmiech pusty, a potem litość i trwoga :))) :(((.
                                  • leda16 Re: Straszne...! 21.09.12, 22:11
                                    sumastrat napisała:

                                    ,
                                    > Owszem , uwazam , ze powiedzenie z grupy banalow, ze dzieci na swiat sie nie p
                                    > rosily jest stereotypem chetnie powielanym przez dzieci , ktorym zle idzie w z
                                    > yciu jako zaslona ochronna i unik przed odpowiedzialnoscia.


                                    Zapewniam Cię, że większość psychologów też tak uważa a "toksyny" i "pępowiny" funkcjonują w ich gabinetach dlatego że klientele płaci tylko za to, co chce usłyszeć ;)



                                    Ale cos mnie trafia, jak paniusia wyksztalcona, ustawiona,
                                    > wygodnicka, ktora w zyciu biedy nie zaznala, posluguje sie takim schematem, ze
                                    > by dokopac matce lub rodzicom , bo akurat tak jest modnie.


                                    Przecież r.t4 to żadna "wykształcona paniusia, tylko ledwo opierzona, infantylna siksa, bezdzietna panienka, choć może trochę podstarzała :). Ma jakieś oderwane od realiów życiowych wyobrażenia o procesie wychowawczym w których karcenie równa się maltretowaniu a samo wychowywanie, uczenie zasad współżycia społecznego i wartości rodzinnych to "wtłaczanie w dziecko stresów" :))).

                                    . Nie pisalam o zadnym oczekiwaniu z mojej strony na wdziecznosc
                                    > i szacunek,


                                    A szkoda, bo masz prawo do miłości i wdzięczności od dzieci za to, że robiłaś wszystko co możliwe, aby wychować je na dobrych, uczciwych ludzi. Nie oszczędzałaś się żeby im to dać i swoje potrzeby stawiałaś na drugim planie. Wie to każda kobieta, która jest matką. rt4 najwyraźniej matka nie jest ...

                                    nigdy nie oczekiwalam, ani nie oczeku
                                    > je od dzieci pomocy.


                                    A ja zawsze. Kiedy były małe, oczekiwałam pomocy w sprzątaniu, pracy w ogrodzie, wynoszenia śmieci, mycia okien. Gdy będę chora, też oczekuję pomocy w wykupieniu leków, podaniu przysłowiowej szklanki wody itp. Bo ja im taką pomoc przez całe życie świadczyłam, dopóki potrzebowały. Nie dlatego, że to mój "obowiązek", tylko dlatego, że ich kochałam. Gdyby nie było z mojej strony i uczucia, b. łatwo pozbyłabym się "obowiązku" na rzecz matki adopcyjnej.


                                    Kazdy w jakims sensie jest neurotyczny,


                                    Nie każdy. rt4 z tupetem ignoranta używa słów, których po prostu nie rozumie. Neurotyk to inaczej CZŁOWIEK NIEZRÓWNOWAŻONY EMOCJONALNIE, impulsywny, lękowy, infantylny, bez poczucia odpowiedzialności, egocentryczny i egoistyczny..
                                    • kropidlo5 Re: Straszne...! 21.09.12, 22:15
                                      Leda, nie chce byc zlym prorokiem, ale mysle, ze twoje dzieci zostawia cie w domu starcow, jesli jestes wobec nich taka, jak wobec wiekszosci forumowiczow. jakis imigrant bedzie myl ci dupe gabka i nie marz o tym, ze to bedzie gabdka jednorazowego uzytku, bo w domach starosci dla matek porzuconych przez dzieci na takie rzeczy nie ma po prostu pieniedzy. wiem, bo slyszalem wiel na ten temat.poki co masz szanse, zmien sie, a moze bedzie dobrze, tego ci zycze.
                                      • leda16 Re: Straszne...! 21.09.12, 22:59
                                        kropidlo5 napisał:

                                        > Leda, nie chce byc zlym prorokiem, ale mysle,


                                        Po pierwsze, nie jesteś złym prorokiem tylko fałszywym prorokiem. Lub prorokiem z urojenia, jeśli siebie za takiego uważasz. I myślisz? Ejże, nie pochlebiaj sobie :).


                                        • sumastrat [...] 22.09.12, 07:56
                                          Treść postu jest niedostępna.
                                          • rt.4 Re: Straszne...! 22.09.12, 12:32
                                            sumastrat napisała:

                                            > Leda dzieki za wsparcie i dzieki za wyjasnienie kilku kwestii, gdyz ja to wiem
                                            > , ale w starciu z r.4 bylam bez szans.


                                            Tak sie sklada ze leda16, to osoba zaburzona psychicznie. Czesto wyrzucana 'drzwiami' z niejednego forum, wraca 'oknem', jak typowy zaburzony wypierdek, ktory jest tak zniszczony, mentalnie, ze az niereformowalny...w swojej glupocie.

                                            W starciu ze rt.4 bylas tak ohydnie ordynarna i agresywna, ze dostalas pieknym za nadobne! Brakowalo i nadal brakuje ci argumentow i wiedzy, w ogole umiejetnosci i sztuki argumentowania. Jezeli dzieci wychowalas szturcujac je rowno do buta i zelowki, to sie nie dziwie ze dzis forma dusykujsji jest twoja slaba strona... Poza tym podpierajac sie formulkami rodem z kosciola- dekalogiem, praktycznie z nikim w obecnych czasach nie masz co dyskutowac, bo cie zjedzie...Jak samochod jezyka na drodze....


                                            Dalo sie zauwazyc, ze ta osoba ma probl
                                            > em, bo nikt szczesliwy i niomalny nie traktuje tak drugiego czlowieka.


                                            A tos dosc bystra! Przyjmujac twoja teorie szczescia- to ty pewnie lezysz w szpitalu psychiatrycznym- zwiazana paskami bezpiecznstwa...

                                            Dla mnie
                                            > jest to nie do przyjecia. Ja mysle, ze sa zli rodzice, ktorzy ekstremalnie krz
                                            > ywdza dzieci, sama osttnio interweniowalam i sa ekstremalnie niewdzeczne dzieci


                                            Naucz sie zycie traktowac takie jakim ono jest! Corka w koncu doszla do tego stadium samoswiadomosci, rozwoju, ze wydedukowala, cos co lezalo jej zapewne na sercu od wielu lat. Ze jestes zla matka! Bo dobra nie mozesz byc, co jest poza tym, widoczne z twoich tekstow.
                                            Twoj caly profil, zaprzecza temu, aby byc kims szczerym, dobrym i na poziomie!
                                            Chocby taki drobiazg, zyjac we wlasnym kraju, popelniasz bledy ortograficzne, tak podstawowe i gruntowne jakie popelniaja dzieci w szkole podstawowej. O czym to swiadczy? Zes nieoczytana, zbyt malo czytasz, szukasz informacji z niewlasciwych zrodel, jednym slowem Burak! Ba, nie rozwijasz sie. Tkwisz w swoich iluzjach i intelektualnym lenistwie, stajesz sie latwym lupem dla osob zaburzonych- typu leda16, czy szamanka, ktora cie przkierowuje na 'hokus pokus' z Hillingerem we tle, czy jak mu tam...W kazdym badz razie nic co ociera sie o konkretna wiedza...



                                            > Moja corka chciala byc sama teraz,bo moze obawiala sie, ze bede sie wtracac do
                                            > wychowania jej dzieci, czego nie robilam nigdy, chyba, ze mnie o cos zapytala.


                                            Bo corka najlepiej cie zna i wie czego po tobie mozna sie spodziewac, babinko durna!


                                            Jeszcze przypomnialo mi sie takie zdarzenie, kidy corce urodzilo sie pierwsze d
                                            > ziecko, to powiedziala do mnie, mamo, teraz cie rozumiem, jak ty dawalas rade z
                                            > nami trojgiem, ja k dla mnie jedno dziecko to wielki obowiazek.


                                            A ty coz takiego powiedzialas swojej matce?! Przeciez tez kiedys bylas corka swojej matki, co ty jej powiedzialas, ze sie tak mocno podniecasz tym zwyklym zdaniem. Onanizujesz sie ciagle i to w aspekcie mentalnym, ba, fizycznym zapewnie tez. Po takich zwrotach widac, babo, zes seksualnie 'niedopchana' i masz problemy rozwojowe na tym tle...


                                            To bylo trzy l
                                            > ata temu. A teraz?
                                            > Ona nie dostala ode mnie nawet klapsow, byla najstarszym dzieckiem i najukochan
                                            > szym, przytulanym, calowanym, noszonym na rekach. Dzieci w moim domu nie byly
                                            > do niczego przymuszane, ale wiedzialy, ze sa jakies obowiazki i to robily, np s
                                            > przatanie.
                                            > Ja jednak mam nadzieje, ze wszystko dobrze sie ulozy.


                                            Nawet klapsow od ciebie nie dostala i pewnie cie to meczy?! Trzeba bylo lac ile wlezie, wtedy naprawde ta SUAMASTRAT mialaby wiekszy sens!

                                            • white-laguna4 Re: Sęk w tym drogie Panie,że 22.09.12, 15:46
                                              dziecka nie kocha się bezgranicznie!!! tylko MĄDRZE !A jeśli lgnie do grupy rówieśniczej bardziej niz do rodziny,o znaczy,że jednak z tą miłością do niego coś było nie tak.Logiczne ?logiczne!
                                              • sumastrat [...] 22.09.12, 19:32
                                                Treść postu jest niedostępna.
                                              • rt.4 A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 22.09.12, 22:40
                                                W kolejce do browaru udzielili takich rad?
                                                • sumastrat [...] 23.09.12, 09:18
                                                  Treść postu jest niedostępna.
                                                  • kropidlo5 Re: A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 23.09.12, 12:34
                                                    Z tego co widzialem, wiekszosc ludzi na emigracji utrzymuja poprawne relacje z rodzinami, niektorzy zachlystuja sie 'zachodem' i wiesniakowaty ojciec i prowincjonalna matka moga burzyc ich cool west image, ale to mniejszosc.
                                                    Na pewno denerwowac moze, gdy rodzice zza wielkiej wody zbyt wtracaja sie i 'doradzaja', to jest dosc czesto spotykanei kazdego irytuje najbardziej, bo czlowiek jest bezsilny wobec takich madrosci. Rodzice nei znaja realiow, sytuacji, a wciskaja rady czy diagnozuja co sie powinno zrobic i wtedy moze dojsc do spiec- ale to tez nie jest codziennosc.

                                                    Czasami ciezko tez pewne rzeczy przewidziec, mam przyjaciela, akurat Anglika, starszego faceta, ktory ma 4 dzieci i jeden jest heroinista od 20 lat i pokazuje sie raz na rok po 'pozyczke', drugi zerwal kontakt z rodzina zupelnie, a trzeci i corka maja relacje bardzo dobre, wiec ciezko powiedziec, co tu sie stalo. Nieraz jest tak, ze rodzice faworyzuja jakies dziecko i nawet moze nie wiedza o tym i moze to stad, nieraz dziecko po prosu ulegnie zlym wplywom.
                                                  • sorvina Re: A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 23.09.12, 14:08
                                                    A czasem jest tak, że rodzice bardzo starają się by dzieci "wyszły na ludzi", że nie zauważają, że realizują swoje oczekiwania kosztem dzieci. Nie ważne jakie dziecko ma talenty i umiejętności. Musi zostać KIMŚ wg wyobrażeń rodziców co oznacza kilka zawodów na krzyż: prawnik, lekarz, architekt. Do tego dochodzą presje odnośnie innych elementów życia. Co z tego, że wychodzi z tego człowiek wykształcony i kasiasty, jak czasem bardzo nieszczęśliwy. Taka osoba nie będzie miała bliskiego emocjonalnego kontaktu z rodzicami, bo oni nigdy takiego kontaktu nie budowali. Zerwanie kontaktów gdy wyjdzie się wreszcie ze strefy rodzicielskiej kontroli, zupełnie mnie nie dziwi.

                                                    Stwierdzenie matki, że DZIĘKI NIEJ córka taka mądra jest dla mnie absurdem roku. Ja też słyszałam takie teksty, choć rozwijałam się i uczyłam POMIMO sytuacji w domu. Żaden rodzic nie uczył się za dziecko, nie pisał za niego egzaminów, talentów mu do głowy nie wkładał. Owszem zdarza się, że rodzic dba, tłumaczy, pilnuje prac domowych itp. Ale i tak efekt końcowy zależy od umiejętności i pracy dziecka. Przy patologicznym rodzicu zdolne dziecko może dać sobie radę, nawet jeśli będzie mu bardzo trudno, przy najlepszym rodzicu dziecko mało uzdolnione nie osiągnie szczytów. Takie gadanie jak dla mnie jest wymuszaniem wdzięczności i negowaniem osiągnięć dziecka (by się dowartościować jego kosztem i bronić swojego wizerunku matki), naturalnym odruchem dziecka w takiej sytuacji jest dać nogę, bo takie słowa krzywdzą.
                                                  • white-laguna4 Re: Sorvina 23.09.12, 14:23
                                                    wreszcie ktoś tu mądrze gada.Brawo!
                                                  • white-laguna4 Re: A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 23.09.12, 14:50
                                                    Laguna zaraz tobie odpowie.W pędzie za dobrami materialnymi niektórzyw sumie w większości tzw.dobrych domów rodzice zapominają o uczuciach.Zwykłym przytuleniu,wysłuchaniu dziecka,zainteresowaniu się jego sprawami ,a nie tylko odpytywaniem ,jaką ocenę dostał JaśX,a Ty dlaczego gorszą od niego?Pamiętaj kupię ci najnowszą grę, taką jaką chcesz,ale jutro musisz być lepszy od JasiaX, pamiętaj mamusia z tatusiem ciężko pracują na pieniążki ,a ty masz tylko być najlepszy w szkole ,nic nie musisz robić,o robi niania,służąca i Bóg jeden wie kto tam jeszcze,a synuś,czy córeczka w wieku 15 lat z tęsknoty za zwykłym przytuleniem,baraszkowniem ,wygłupami z rodzicami,którzy tego nie dali, poznają sympatię,która daje im to wszystko,a po 9 miesiącach pojawia się efekt braków emocjonalnych o których w ferworze zdobywania pieniędzy zapomnieli rodzice.Nie dziwi mnie więc postawa dzieci ,które latami nie dają znaku zycia,bo one po prostu nie maja takiej potrzeby.Nie dziwi twierdzenie syna ,że on ma teraz inne zajęcia ,lepsze niz święta z rodziną,o przecież zawsze wymagano od niego ,by dbał tylko o sprawy,które przyniosa mu profity materialne,a nie emocjonalne.Konczę dyskusję,poniewaz to sprawy tak oczywiste,że płakać się chce ,kiedy czytam te wasze żałosne wypociny . Dziecko nie nauczone okazywania uczuć,w zyciu dorosłym ich tez nie odda!!! Nie dałaś miłości,tylko wymagałaś,małe dziecko musi doświadczyc ,aby zrozumiec! kłania się przysłowie "Czego Jaś się nie nauczy,Jan nie będzie umiał"proste,prawda?
                                                  • sorvina Re: A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 23.09.12, 15:55
                                                    Dla takich dzieci to żadna różnica czy utrzymują kontakt z rodzicem czy nie, i tak czują się samotni. Czasem nawet ta samotność u boku rodzica, którego zachowanie jest tak odległe od potrzeb i marzeń dziecka, jest znacznie trudniejsza do zniesienia. Na odległość mniej boli.

                                                    Ja najbardziej samotna czułam się rozmawiając z mamą i mając wrażenie, że nie ma bardziej obcej mi osoby, kogoś to mnie tak mało zna i nigdy nie zadał sobie trudu by mnie poznać. Za to ma wiele wyobrażeń na mój temat, a jeszcze więcej oczekiwań. Natomiast nigdy w życiu nie przyszło jej do głowy by mnie najzwyczajniej w świecie przytulić.
                                                  • szaman.ka Re: A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 23.09.12, 16:01
                                                    A ja rozumiem ból tej matki,która wierzę w to, starała się jak najlepiej wychować swoje dzieci.
                                                    Nie miała łatwo, z tego co pisze ,nie miała wsparcia męża i musiała podołać sama wszystkiemu co jest związane z opieką nad dziećmi.
                                                    Rozumiem jej rozgoryczenie,że spotyka ją za lata starań taka niewdzieczność,że córka powie ,że: nie obchodzi mnie Twoja choroba.

                                                    Zapewne popełniła jakieś błędy, (a kto ich nie popełnia ?),ale nie wiemy jakie i to jeszcze nie powód, by ją tutaj obrzucać wyzwiskami i żywcem kamienować.

                                                    Być może pochłonięta walką o zapewnienie bytu dzieciom nie okazywała wystarczająco uczuć,a może zbytnio ulegała we wszystkim dzieciom ,tak,że nauczyły się tylko brać ,a nie potrafią dawać ? Może widząc,że ojciec nie szanuje matki, też nauczyły się jej nie szanować ? Tego z nas nikt nie wie i nie mamy prawa jej tutaj osądzać,a tym bardziej obrażać wyzwiskami.

                                                    Nie rozumiem tej ślepej nienawiści jaką pała rt4 do wszystkich matek z własną na czele.Taka nienawiść jest destrukcyjna dla niej samej.

                                                  • sumastrat [...] 23.09.12, 16:31
                                                    Treść postu jest niedostępna.
                                                  • kropidlo5 Re: A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 23.09.12, 20:32
                                                    Coz, po jakims czasie przebywania tutaj moge potwierdzic to, co kiedys napisala szamanka zdaje sie. W odpowiedziach tutaj, szczegolnie tych napastliwych, bardziej odbijaja sie problemy odpowiadajacych niz pytajacego. Dopowiadanie, wmawianie juz nawet nie interpretacji ale faktow, ocenianie, wyzywanie jak ktos oponuje- wskazuja wyraznie na problemy emocjonalne osob tak odpowiadajacych.

                                                    Norma spoleczna czy kulturowa wyraza sie zwyczajowo w starej lekarskiej maksymie 'po pierwsze, nie szkodzic'.Ja jestem atakowany z nienawiscia przez stalego uzytkownika tego forum tylko dlatego, ze mialem 'czelnosc' nie zgadzac sie z jakimis pogladami, zawsze wazne jest pamietac, ze to forum to tylko malutki wycinek rzeczywistosci. Masz znajomych, rodzine, przyjacoil, yjesz wsrod ludzi, oni cie znaja najlepiej, znaja cie na co dzien, wiedza o tobie wiecej niz anonimy z forum.

                                                    Zarazem warto tez zauwazac zyczliwe osoby, ktorych nie brakuje, a ktorych przekaz moze ginac, a swoja droga praktyczna rada- jest cos takiego jak 'lista nieprzyjaciol', po prawej stronie ekranu, mozesz tam dopisac dowolnego uzytkownikia i odchaczyc 'nie pokazuj postow uzytkownika' jesli czyjes wpisy denerwuja.
                                                  • rt.4 Re: A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 23.09.12, 22:06
                                                    sumastrat napisała:

                                                    Zostalam tutaj okrzyknieta winna. Przypisano
                                                    > mi tutaj szereg cech, ktorych nie posiadam, ciezkie winy za niepopelnione czyn
                                                    > y, zrobiono ze mnie oprawce z luboscia opluwajac mnie, obrazajac i stosujac wob
                                                    > ec mnie przemoc.


                                                    Przypomnij sobie swoj pierwszy post. I to co zes tam napisala. Jak zes wyzwala ludzi, ktorzy napisali, to co uwaza wieksza czesc swiata....za norme spoleczna. Grzeczne to bylo?

                                                    Przemoc cie spotkala?Widocznie masz w sobie az taki nadmiar agresji ze sama sie nia dowalasz....To twoja wlasna agresja cie BIJE W tego twojego durnego ryja!


                                                    . Podjelam decyzje. Dzieci wykup;ily mi lot w pazdzierniku do lond
                                                    > ynu. Zaryzykuje. Wszyscy mamy nadzieje, ze wszystko powroci do normy. Moje ser
                                                    > ce matki podpowiada mi, ze nie moge tego tak zostawic. Dlatego taka decyzja.


                                                    A coz kogo obchodzi twoja decyzja, prostaczko! Na sile sie zwalasz corce, ktora cie nie chce.Typowa matka polka, bez kultury i oglady!
                                                    Mam nadzieje ze corka cie nie wpusci przez prog. Wtedy sie nauczysz prawdy, ze doroslymi dziecmi nie idzie manipulowac- ani kontrolowac, czy doprowadzac do swoich norm, ty chora psychicznie wredna zarazo!
                                                  • sumastrat [...] 24.09.12, 06:37
                                                    Treść postu jest niedostępna.
                                                  • lena1952 Re: A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 24.09.12, 09:32
                                                    Sumastrat, życzę Ci udanej podróży. Decyzja Twoja jest decyzją dojrzałej, normalnej matki.
                                                    Jeżeli Twoja córka powie Ci, że jest szczęśliwa i chce tak żyć jak żyje, Ty pozostań w cieniu.
                                                    Uśmiechnij się do siebie, przecież szczęście naszych dzieci jest też naszym szczęściem.
                                                    I Ty o tym wiesz.
                                                    Pozdrawiam Cię.
                                                    L.
                                                  • sumastrat [...] 24.09.12, 10:07
                                                    Treść postu jest niedostępna.
                                                  • szaman.ka Re: A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 24.09.12, 10:21
                                                    Ja też życzę powodzenia.A w tych ustawieniach też radzę wziąć udział.Być może odsłonią jakiś ukryty aspekt całej sprawy,który pomoże uzdrowić Wasze relacje.
                                                    Gdyby tak było, jak twierdzi rt4 ,że to hokus pokus,to ta metoda nie przyjęłaby się tak szeroko wśród licznych psychoterapeutów ,włącznie z najlepszymi.Ja miałam okazję widzieć rezultaty takich sesji prowadzonych przez samego Hellingera i naprawdę dzieją się tam niesamowite rzeczy.
                                                  • fabriella Re: A ty laguna skąd masz tą wiedzę? 24.09.12, 11:28
                                                    Jak by co to lena i sumastrat to ta sama osoba. Schlebiaj sobie.
                                                  • sumastrat [...] 24.09.12, 12:05
                                                    Treść postu jest niedostępna.
                                            • szaman.ka Re: Straszne...! 22.09.12, 19:15

                                              Myślę,że każdy kto przeczyta te Twoje posty potrafi ocenić kto tu jest zaburzony,dlatego pozostawiam to bez komentarza.
                                            • sumastrat [...] 22.09.12, 19:18
                                              Treść postu jest niedostępna.
                                        • white-laguna4 Re: Dajcie już sobie spokój z tą durną dyskusją!!! 22.09.12, 08:47
                                          Za kilka lat niejedna z was dzisiejszych młodych matek będzie w jeszcze gorszej sytuacji!!! Wiem co mówię obserwując stosunek młodych matek do macierzyństwa i dzieci,które traktują jak zabawki do spełniania ich własnych niezaspokojonych zachcianek lub jak towar przetargowy do rywalizacji z koleżankami ,czyje dziecko ma więcej, ma ładniejsze ciuchy, lepsze zabawki, więcej zajęc dodatkowych etc...Moje drogie dziecko zawsze od wiek , wieków, najbardziej na świecie potrzebuje miłości MIŁOŚCI obojga rodziców, a jeśli nie obojga , to zwłaszcza MATKI.!!!!!!! I nic tego nie zmieni,żadna reforma,żadna moda, żaden pieniądz!!!! To potrzeba istoty żywej, człowieka ,której nie zaspokojenie w dzieciństwie prowadzi tylko do jednego,problemów w życiu dorosłym!!! problemów w kazdej sferze życia!!! Koniec dyskusji!!!
                                          • sumastrat [...] 22.09.12, 09:08
                                            Treść postu jest niedostępna.
                                        • kropidlo5 Re: Straszne...! 22.09.12, 10:54
                                          leda16 napisała:

                                          > kropidlo5 napisał:
                                          >
                                          > > Leda, nie chce byc zlym prorokiem, ale mysle,
                                          >
                                          >
                                          > Po pierwsze, nie jesteś złym prorokiem tylko fałszywym prorokiem. Lub prorokiem
                                          > z urojenia, jeśli siebie za takiego uważasz. I myślisz? Ejże, nie pochlebiaj s
                                          > obie :).
                                          >

                                          Ja w opozycji do wielu osob tutaj, zdaje sie wliczajac sama Ciebie, nie mam sklonnosci ku wymyslaniu faktow z czyjegos zycia, dorabianiu historii czy zacieraniu 'bialych plam'. Wiec raczej nie jest ze mnie zaden 'wannabe' prorok. Radzilbym innym wiecej takiegho podejscia tez.



                                          • leda16 Re: Straszne...! 25.09.12, 12:29
                                            kropidlo5 napisał:
                                            Ja w opozycji do wielu osob tutaj, zdaje sie wliczajac sama Ciebie, nie mam skl
                                            > onnosci ku wymyslaniu faktow z czyjegos zycia, dorabianiu historii



                                            Właśnie wymyślasz fakty z mojej przyszłości i bynajmniej nie na podstawie faktów. A wiesz czemu to robisz? Bo chciałbyś poparcia dla swojej nikczemnej postawy wobec własnej matki. Wyraźnie utwierdziłoby Cię w poczuciu słuszności własnej postawy, gdyby moje dzieci tak samo nikczemnie zachowały się wobec mnie.Z satysfakcją Ci donoszę, że właśnie tego się nie doczekasz. Żyj sobie dalej w poczuciu winy, wyrzutów sumienia i swojego zwyrodnienia uczuciowego. Każde normalne dorosłe dziecko będzie Tobą tylko pogardzać.
                      • sorvina Re: Zycie dalo zycie... 19.09.12, 11:07
                        sumastrat napisała:

                        > Jeszcze tylko zadam pytanie do kropidla i sorvina, czy wy odzruciliscie swoje
                        > matki?

                        W jej mniemaniu zapewne tak, choć wiele razy starałam się jej wytłumaczyć, że bardzo ją kocham, ale na przemoc wobec mnie się nie zgodzę. Nie chciała nic zmienić. Wpierw ograniczałam, obecnie zerwałam kontakt. Przynajmniej śpię spokojnie i mogę odbudować moje życie.
                    • sumastrat [...] 21.09.12, 17:48
                      Treść postu jest niedostępna.
                      • szaman.ka Re: Zycie dalo zycie... 21.09.12, 18:12
                        Tak,wielu psychoterapeutów ją obecnie stosuje. Nie wiem gdzie mieszkasz,ale poszukaj w internecie, na pewno coś znajdzesz. Sam Hellinger również przyjężdza od czasu do czasu do Polski.
                        Jeśli nie to napisz na priv" szaman.ka@gazeta.pl , to może Ci coś znajdę.
                        Pozdrawiam,
                        • sumastrat [...] 21.09.12, 18:24
                          Treść postu jest niedostępna.
    • mira-n-da Re: odrzucona przez córkę... 17.09.12, 23:28
      dlaczego chcesz uszczesliwic dziwke na sile?
      • sumastrat [...] 18.09.12, 08:15
        Treść postu jest niedostępna.
    • maz_zini Re: odrzucona przez córkę... 24.09.12, 08:38
      kalafior56 napisała:

      Coś musiałam przegapić.

      bardzo duzo. rany w jej sercu sa zbyt glebokie bys mogla je wygoic, egoistko
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka