tilik
17.12.11, 18:37
Żeby trochę nakreślić:
Przez ponad dwadzieścia lat wychowywałam sama dwoje chorych dzieci. Udało się!
Dziś, po tygodniowym milczeniu ( co uważam za normalne), dzwoni syn - żonaty. Po minutowej rozmowie (dosłownie!) słyszę głos synowej ( jedynaczki dla swoich rodziców, a także dziadków z obojga stron). Pytam syna co mówi synowa. Syn mówi, że synowa popędza go, bo już muszą wyjść! Tak jest zawsze ilekroć syn jest u mnie, bądź rozmawia ze mną! Natychmiast zakończyłam rozmowę i ..... rozpłakałam się.......
Baaaaaardzo starałam się, żeby między mną i synową było przynajmniej poprawnie. Nadaremnie. Chyba wyczerpałam już cały asortyment porad dla teściowych :-( . Jest mi smutno i boję się co będzie dalej :-(