Gość: takajedna
IP: 149.156.20.*
07.06.04, 19:46
Pewnego razu dawno dawno temu spotkalismy sie w okolicy centrum miasta. Bylo
pieknie, swiecilo sloneczko, ja bylam lekko znerwicowana swym poprzednim
związkiem, a on taki samotny i mial te ogniki w oczach i tak patrzyl na mnie
mądrze i ciepło. No i stało się, zakochalam się nieodwołalnie, na zabój.
Spedzilimy razem dziewięć lat. te pierwsze symptomy byly takie nijakie, on
współpracowal z kims bliskim, i ten ktos go wyrzucił bez najmniejszych wahań,
dla mnie wtedy była to wielka krzywda i długo dręczyło mnie pytanie jak mozna
skrzywdzić takiego wrazliwego i cudownego goscia, no jak??? Zalozylismy
firmę, raz bylo lepiej, raz gorzej ale szlo, nawet dobrze, moi rodzice go
polubili, no bo taki zaradny, fajny, kochany i w ogole. Potem jakies
niesnaski z moim bratem, coraz większe zaognienie, konflikt, w końcu bójka,
jakas bijatyka, ja dalej wierzyłam święcie, że to przeciez nie może byc jego
wina, bo on jest taki dobry i cudowny, to na pewno mój brat go sprowokował.
Bajka była dalej, dalej wierzyłam we wszystko, jakośnie zauwazałam że moja
rodzina tak troszkę odsunęła się ode mnie. Potem slub po paru latach
wspólnego zycia, nie wiem po co i naco, nie chciałam tych formalnośći ale on
tak, mówił i przekonywał, a że demagogiem jest ogromnym no to mnie przekonał,
no to był ślub i impreza... rok później pojawil się na świecie nasz synek, w
międzyczasie po dwóch karczemnych awanturach przestalismy utzrymywac kontakt
z kimkolwiek z mojej rodziny. Ja juz wtedy nie bardzo moglam sie na niego
patrzec, mialam jakis zal, ciagle poczucie winy, ciągłe poczucie lęku, jakies
obawy strach, wszyscy moi bliscy odsuneli sie ode mnie, a ja tak trwaam, bo w
koncu mialam rodzine.... Bardzo wiele osób też przestało z nami utrzymywac
kontakty, teraz wiem, że jego impertynecja i złośliwość i straszliwy cynizm
po prostu zniechęcały. Pewnego dnia zainicjowalam rozmowe ze jest źle, że
żyjemy jak kumple, on przyznał mi racje i powiedział że odchodzi. Po prostu,
robiłam z siebie szmatę, prosiłam argumentowałam, ale im bardziej go
naciskałam tym bardziej byłam wyzywana i lżona, dałam spokój, on się
wyprowadził, urządził sobie inne mieszkanie i jakos natychmiast pojawiła się
ona, ta druga. Ja zamiast wtedy zrobić z tym porządek, jeszcze cos
próbowałam, w końcu mielismy wspólne dziecko i firmę, w końcu poczynilismy
pewne ustalenia, w końcu kiedys było dobrze, w końcu on napewno nie chce mi
zrobic krzywdy :), trwało to jakiś czas, az do momentu kiedy to mój mąż
zabronił mi wchodzic do firmy, oswiadczył że nic nie dostanę i zabierze mi
wszystko łącznie z synkiem. Wynajęłam ochronę i nie wpusciłam go więcej do
firmy. Moje dziecko wywiozłam do rodziny, wniosłam pozew o rozwód i
postanowilam już nigdy się nie dac nikomu. W odpowiedzi miałam co dwa dni w
domku policję, w firmię rewizję, założone trzy sprawy na policji, donos w
przestępczości gospodarczej, kontrole, długi takie że nawet nie wiem jak się
za to zabrać, a wszystko przez te ogniki w oczach dziewięc lat temu. Nie wiem
co ze mną będzie i moim synkiem, walcze z całym światem, dostałam bardzo
wiele pomocy od ludzi mi bliskich, którzy na szczęscie są jednak, wiele razy
otrzymałam tez pomoc od ludzi nieznajomych, po prostu życzliwych i
normalnych. mam nadzieję, ze wygrzebię sie z tego i że nigdy więcej nie
zobaczę go i nie będzie mi się śnił. Największym nieszczęściem kobiety jest
mężczyzna jej życia... i chyba slepota. No cóż, za błędy się płaci