dominika_z
10.05.12, 11:39
Mam ponad 30 lat i odwieczny problem w kontaktach z mamą.
Odkąd pamiętam, było trudno. Byłam dzieckiem zadbanym, przypilnowanym, ale opuszczonym emocjonalnie – tak postrzegam to teraz, po latach. Nie pamiętam spacerów z mamą, czytania lub zabawy. Zawsze była w pracy, mijałyśmy się. Dużo czasu spędzałam sama w domu, z czasem polubiłam tę samotność. Kiedy tata pracował za granicą, weekendy spędzałam u babci – tak było mamie łatwiej. Jak na to patrzę jako matka, nie wyobrażam sobie, żebym pozbywała się własnego dziecka w piątek i odbierała je w niedzielę.
Nigdy nie byłyśmy przyjaciółkami, zawsze wiedziałam, że bardzo mnie kocha, ale miłość okazywała przez taką codzienną, praktyczną troskę o dziecko. Nigdy niczego mi nie brakowało, oprócz wspólnego spędzania czasu. Z zazdrością patrzyłam na koleżanki, które chodziły z mamą na zakupy, na spacer, ja zawsze byłam sama.
Jej jedyną metoda wychowawczą było obrażanie się na mnie, potrafiła się nie odzywać do mnie tydzień, albo dwa, tylko dlatego, że odpysknęłam, albo zrobiłam coś nie po jej myśli. Takie dręczenie psychiczne. Chodziłam za nią, prosząc, żeby się nie gniewała. Zawsze starałam się ją zadowolić i wszystko robić tak, aby przypadkiem nie narazić się na krytykę.
Nauczyłam się nie okazywać żadnych emocji, choć każdy ma prawo do krzyku albo trzaśnięcia drzwiami. Ja do tego nie dopuszczałam, bo wiedziałam, ze przez tydzień się do mnie nie odezwie, a taką sytuację wypomni mi po roku albo trzech. Zawsze uwielbiała wyłapywać słówka, niuanse, które rzekomo miały być skierowane pod jej adresem.
Mam męża za którym ona nie przepada, też ma mu dużo do zarzucenia, ale ogólne relacje są po prostu poprawne. Faktem jest, że dostaliśmy ogromną pomoc finansową od moich rodziców, jesteśmy za to wdzięczni. Słyszę o tym często, jak bardzo nam pomogli – to fakt. Ale to co mamy nas też kosztowało dużo pracy i wyrzeczeń związanych z kredytem. Jak mówię, że nie prosiłam o to, to mówi, ze przecież mi nie wypomina. Takie błedne koło.
Ciągle nie potrafię się z mamą dogadać, staram się być miła, ale duszę się – czuję, że za wszelką cenę chcę jej się przypodobać, chcę żeby była zadowolona, mieszkamy blisko siebie, często się widujemy. Ale to trudne, nigdy nie wiadomo na jaki humor trafię.
Mama pracuje, ma dużo zajęć. Ciągle słyszę, jak ona dla mnie wszystko poświęciła, całe życie pracowała tylko dla mnie. Opowiada o koleżankach, które spędzają z córkami wakacje – ja sobie tego nie wyobrażam, byłabym cały czas na cenzurowanym, musiałabym się kontrolować przy każdym słowie, a jak by coś – to będzie obraza. Z mężem też dochodzi do konfliktów na tym tle - on czasami coś powie, co może zostać różnie odebrane, ja siię później o to złoszczę. A on nie rozumie i ma rację - nie chce się czuć taki zaszczuty, jak ja.
Jest mi źle z tą sytuacją, chciałbym móc pójść z mamą na spacer, tak zwyczajnie, bez stresu.
Wiem, że to chore relacje, próbowałam z nią rozmawiać, ale chyba nie potrafię. Wiele razy sobie razem popłakałyśmy, tylko że nic konstruktywnego z tego nie wynika.