iwan_w
21.06.04, 12:58
Pogrzeb
Opowieść neogotycka z tezą
Zszedłem ostrożnie wilgotnymi schodami w głąb czarnej jak heban przestrzeni
czując, jak stopniowo przenika mnie jej zdradliwy chłód. Roześmiałem się
cicho, może histerycznie, może. Szpadel zazgrzytał nieprzyjemnie zzzzgrkrrr
ocierając się o ścianę a latarka, przeklęty bękart przecen hipermarketowych,
drążyła poprzez mrok szalenie wąski tunel.
Nie, psychopatą nie jestem. Hehe...
Zwały chmur biegły w pośpiechu ponad miastem, deszcz bezlitośnie chłostał
rachityczne, jesienne drzewa i secesyjną Willę Klara. W niej - ja. Wysokie
sklepienia piwnic, zagubione w sobie korytarze, pływające w kanałach szczury.
Ale dość opisów, to nie opowieść gotycka w duchu Edgara Poe, o nie.
To opowieść o osobliwym pogrzebie. Zmieniamy lekko ton, niech będzie tak:
Żal naszego batiuszki, starika, oświetlał nam nasze dni przez dwa tysiące
lat. Cóż, kiedy u schyłku zapadł się w sobie i skurczył, taki bezsilny,
zgorzkniały, o szklistym spojrzeniu. Niczym korzystający z hojności
socjalistycznego systemu opieki zdrowotnej szwedzki pracownik uległ
najwyraźniej syndromowi wypalenia. Najwyższa pora wysłać go na urlop
zdrowotny, do odwołania. Chociaż dlaczego mamy wzorować się na ospałych
blondynach z północy?
On nie żyje. Pochowajmy go więc. Nawet jeżeli oddech ożywia jeszcze jego
brodaty wizerunek, nadyma pomarszczone, wychudłe policzki.
Dalej! Nabijemy w fajkę i wypalimy to opium do końca! Niech zatańczą nam
atomy! Zlikwidujemy resztki sensu i ładu! Ostatnie jego żałosne resztki.
Ale oto wracamy pospiesznie na czarnych skrzydłach słów do Willi Klara i jej
głębokich lochów. Dokładnie w momencie, kiedy wbiłem szpadel w ciemną i
twardą powierzchnię ziemi, rozległ się w powietrzu przeciągły huk. Burza jak
się patrzy, pomyślałem, z grzmotami, błyskami, lunatykami, wisielcami,
hipnotyzerami, wampirami, nietoperzami, wilkołakami, strzygami, czarnymi
kotami i czerwonym jak krew księżycem, i kim i czym tam jeszcze,
wrzeszczącymi i wrzącymi dziko niczym w kotle czarownicy albo Piekle tego
starego psychopaty Boscha. Wrrrrrr... Tak, jest jak powinno być...
Już po chwili wykopany w ziemi dół rozdziawiał złowrogo swoją czarną,
bezzębną mordę. Tak więc, wszystko gotowe. Krzyża nie będzie. Do roboty,
hehe...
Kolejna błyskawica przecięła czerń nieba, oświetlając niepewnie wschodnią
wieżę Willi Klara (gdzież ona jest? Klara nie wróci, nevermore).
Do tej pory nie wiem jak to się stało, miałem poczucie, że moimi ruchami
kieruje nieznane medium, jak do tego doszło, że w wydrążoną gardziel cisnąłem
pochodzący z mojej prywatnej biblioteki egzemplarz Tako rzecze Zaratustra
niejakiego Fryderyka Nietzsche i gwałtownie księgę zasypałem, aż chrzęścił
żwir i tańczyły w powietrzu grudy ziemi! Aż tańczyły atomy!
Jeszcze tylko mały kopczyk, i gotowe, grobowiec ukończony, dzieło dokonane...
Ale bądźcie spokojni. Bo oto obudziłem się. To był tylko pijany sen trzeźwego
na ogół forumowicza. Hehe...
;))