Dodaj do ulubionych

Nieudany seks w związku

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.03.02, 21:38
Mój problem to nieudany seks w związku. Mam 25 lat, on 29 i od trzech lat
mieszkamy razem. Wszystko jest dobrze, mieszka się bezproblemowo, żadnych
kłótni o brudy i gotowanie, całkowite porozumienie. Porozumienie również jeśli
chodzi o zainteresowania, poglądy, wizję świata (co dla mnie jest bardzo
istotne), jest zawsze o czym porozmawiać itd. I tylko ten nieszczęsny seks
który powoli urasta do rangi bardzo poważnego problemu, takiego który może
wszystko zniszczyć.
Jest to mój pierwszy poważny związek, ale nie pierwszy mężczyzna. Doświadczenie
seksualne miałam raczej skromne i niezbyt udane, tak więc i w tym związku nie
oczekiwałam cudów, dałam sobie czas i wierzyłam że wszystko będzie lepiej. I
rzeczywiście było, ale tylko dlatego że to ja wprowadzałam zmiany. Praktycznie
nauczyłam go anatomii kobiecej, i wszelkie nawet najdrobniejsze zmiany
wychodziły ode mnie. Jemu zawsze było dobrze i po prostu nie widział potrzeby
zmian. Z czasem zdałam sobie sprawę że on się sam nie domyśli i zaczęłam
delikatnie napomykać o różnych sprawach, później mówic wprost. Efekt mierny, on
zraniony chyba w swojej dumie. Od razu powiem że nie jestem osobą dominującą
czy szczególnie temperamentną, ale mam swoje potrzeby seksualne, które z czasem
chyba zaczęły troche rosnąć w miarę jak poznawałam siebie. I w seksie zawsze
byłam stroną ciekawą, zachwyconą partnerem, uważałam że jest to coś bardzo
szczególnego ale też że można zawsze coś zmienić, oczywiście nigdy na siłę czy
wbrew niemu.

Równocześnie cały czas uważałam że problem jest we mnie, że to ja nie potrafię
odczuwać przyjemności tak jakbym mogła, składałam to na karb problemów
wyniesionych jeszcze z domu rodzinnego. W pewnym momencie uznałam że to nie
jest najważniejsze i życie sie toczyło a seks był coraz rzadszy i bardzo
rutynowy, tak było łatwiej psychicznie bo nie musiałam znowu walic głową w mur.
Było mi z tym źle, bo to było oszukiwanie siebie, mi po prostu dobry seks z
bliską osoba był potrzebny. Ale go nie dostawałam, byłam wręcz momentami w
sposób upokarzający odtrącana, on udawał że nie rozumie moich gestów, w
paskudny sposób tygodniami wręcz wymigiwał sie od seksu nie mówiąc mi nigdy
wprost, co byłoby ok. Ale nie, zamiast tego byłam w sposób upokarzający
odtrącana.

To wszystko przy ciągłych, codziennych zapewnieniach że mnie kocha i że jestem
dla niego śliczna. To przesada, ale jestem młoda i niebrzydka, na pewno nie
odrażająca.
Tak więc było, ja sie starałam i dawałam mu w łóżku wszystko, nie musiał nawet
mówic bo starałam sie odgadnąć jego życzenia. I to nie był problem bo kochałam
i chciałam cieszyć się seksem z nim. A on odmawiał nawet rozmowy o seksie. Dla
niego po prostu nie ma o czym mówić. Ja się na to wszystko godziłam bo
potrzebowałam kontaktu fizycznego, lepiej taki niż żaden.

A nocami czasem łzy ciekły, ciało tęskniło do mężczyzny który leżał na
wyciągnięcie ręki, ale już wiedziałam że nie wolno mi pierwszej sięgnąć. Jemu
nie odmawiałam nigdy, nie potrafiłam, nie wiedziałam kiedy znowu zechce. Czułam
się kompletnie zagubiona, to było odwrócenie stereotypowych ról, to ja
chodziłam za nim i praktycznie żebrałam o seks, poznałam ból i upokorzenie
odtrącanych mężów.

A on cały czas zaprzeczał, twierdził że nic takiego nie ma miejsca, on po
prostu nie ma tak często ochoty. Dodam od razu że jest dla mnie atrakcyjny, nie
ma zadnych problemów z potencją, na pewno nie ma kochanki bo po prostu nie
miałby kiedy, nie jest przepracowany (zresztą to trwa latami). Nie jest też
gejem. Do żadnych zahamowań nie chce sie przyznać, o sprawie nie chce
rozmawiać.

Ja pogodziłam sie z losem, bo poza tym było nam dobrze, a i w seksie były
jaśniejsze chwile, takie które dawały mi nadzieje. Życie się toczyło.

Aż pół roku temu zupełnie niespodziewanie przespałam sie z innym mężczyzną. Pod
względem seksualnym to było wszystko o czym zawsze marzyłam. Mój obecny partner
nigdy sie o tym nie dowie, ja tamtego człowieka juz nigdy nie zobaczę, to
pewne. Ale teraz już wiem jak może być. NIe umiem nawet sie czuć podle, po
takim czasie udręki odkryłam że ze mna nie jest nic nie tak, że nie jestem ani
wariatką ani kobietą oziębłą. Że moje pragnienia sa normalne, że moze być
inaczej, bez zakłopotania, upokorzenia, sztuczności,dyrygowania, że moje
potrzeby są ważne, że istnieją faceci którzy nie są egoistami do stopnia jaki
wydawał mi się niemożliwy. Do tej pory nie dostałam w łóżku nic "za darmo". To
była zdrada, ale to chyba uratowało moje zdrowie psychiczne. Boże, tamten
właściwie nieznany mężczyzna był mi tamtej nocy bliższy niz ktoś kogo znałam na
wylot, bliższy i fizycznie i psychicznie, nawet słowa nie były potrzebne.

Od tamtej pory próbowałam cos zmienić. Mówiłam o swoich potrzebach, ale
delikatnie, nie chciałam go ranić, później mocniej bo chciałam o nas walczyc.
Bez większych skutków, wieczorem rozmowa a rano jakby nie pamiętał. Bo jak już
mówiłam, inne sprawy ukladały sie zawsze dobrze. Ale dwa dni temu nie dałam
rady, wykrzyczałam z siebie ból i upokorzenie, zażądałam szczerości i w końcu
obustronnej rozmowy, bo kawałki układanki po prostu do siebie nie pasują. Nie
może być tak że on mnie kocha i pożadą (jak twierdzi)a równocześnie nie może
się zdobyc na rozmowe, odtrąca, ignoruje, rani i pozbawia ważnej części życia.
Zastanawiam sie nad odejściem, a równocześnie przeraża mnie ta myśl, myślę że
nadal go kocham. I teraz czekam, czekam a dni mijają a on nie podejmuje tematu.
NIby troche rozmawiamy o tym, ale ja czuję, że niewiele sie zmieniło, dalej jak
troszkę przycisne to słyszę że on nie rozmumie dlaczego ja tak komplikuję
sprawy, ze przeciez sie kochamy, będzie dobrze. Boje się że znowu miło mijające
dni zakryją mu problem, że uzna ze wszystko jest ok.

Planowaliśmy kupno wspólnego mieszkania, to dla nas bardzo poważny krok, bo
ślubu nigdy nie chcieliśmy. I ja teraz nie wiem co robić, czy pchać się w to
czy uciec póki czas. Wiele razy próbowałam uwierzyć że seks nie jest
najważniejszy, ważne by się kochać, przyjaźnić i pasować do siebie. Jednak
ciała i duszy nie da sie oszukać, wraca ten okropny ból, taki że chce sie wyć,
ból odtrącenia i nieszczerości. I ja chyba przestaję wierzyć w zmianę, nie chcę
i nie mogę tak żyć całe życie, kochanków mieć nie chcę i nie planuję. A
równocześnie wydaje mi się, że nadal kocham i zupełnie nie wiem co robić,
zupełnie się w tym pogubiłam...

PS. I przepraszam że taki długi post, ale musiałam to z siebie wyrzucić.

Obserwuj wątek
    • Gość: Aka11 Re: Nieudany seks w związku IP: *.osiedle.net.pl 16.03.02, 22:15
      Hej.

      Próbowałaś z tym wszystkim uderzyć do seksuologa? Bo chyba przy tak
      skomplikowanej sytuacji, tylko ktoś taki mógłby coś naprawdę fachowo poradzić.
      Piszesz, że się kochacie, a z drugiej strony seks jest bardzo istotny i nie ma
      co się oszukiwać, że da się satysfakcjonująco żyć razem mając niezaspokojone
      potrzeby w tym względzie.
      Jeśli on twierdzi, że Cię kocha, a jednocześnie nie chce o tym rozmawiać, to
      może właśnie ma gdzieś głęboko w sobie jakąś blokadę. Zawsze przecież dla
      faceta problemy z seksem są wstydliwe. Przecież wie, że Cię nie zaspokaja i
      może tym bardziej boi się rozmawiać, żeby nie usłyszeć tego po raz kolejny. To
      jest chowanie głowy w piasek, ale dopóki nikt mu nie pomoże tego przeskoczyć,
      marne szanse by coś się zmieniło. Dlatego stawiałabym na seksuologa. Sama nawet
      nie śmiem się wymądrzać.
      A jeśli odmówi i nie będzie chciał pójść z Tobą... Nie wiem, nie mogę sobie
      wyobrazić. Wszystko jest pewnie kwestią tego, jak bardzo zdołasz mu uświadomić,
      że to można zmienić i że nie jest pierwszym na świecie mężczyzną, który ma z
      tym problem. Że w ogóle to jest problem, ale najgłupsze co można z nim z robić,
      to udawać, że go nie ma.
      I jeszcze jedno: czy od początku waszego wspólnego życia było tak samo? Bo
      jeśli tak, to może on ma po prostu o niebo niższy temperament niż Ty. I to by
      już było niedopasowanie.
      Bardzo bym chciała móc Ci powiedzieć coś, co by Ci pomogło. Jesteś i tak
      dzielna, że się nie poddajesz. Ale sami sobie raczej już nie poradzicie i
      najwyższy czas, żeby skorzystać z fachowca, jeśli nie chcesz normalnie rzucić
      tego wszystkiego w diabły i znaleźć sobie kogoś innego, z kim nie będziesz
      miała takich problemów.
      Wiem, że to wszystko nie jest takie proste, ale wierzę, że sobie poradzisz.

      Pozdrawiam
      Aka
    • Gość: Metaxa Re: Nieudany seks w związku IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 03:06
      Wspolczuje Ci sytuacji w jakiej sie znalazlas. Powiem Ci tylko jedno: udane
      zycie seksualne to - wbrew pozorom - bardzo mocne spoiwo dla zwiazku. Jesli Ty
      walczysz, starasz sie rozmawiac, jestes otwarta na jego potrzeby, a on robi Ci
      laske, ze od czasu do czasu potraktuje Cie "laskawie", to z duza
      prawdopodobienstwem Twoja pierwsza przygoda nie bedzie ostatnia.. Po prostu
      bedziesz dazyla do zaspokojenia potrzeb, tak bardzo podstawowych.. Trudno tez
      byloby Cie za to obwiniac..
      Dlatego polecam rozwazenie czy dalsze wspolne zycie ma sens.. czy wygoda,
      przyzwyczajenie i przywiazanie wystarcza Wam do tego, by przezyc to zycie
      razem, nie sprawiajac po drodze bolu partnerowi.. Na Twoim miejscu zadalabym
      sobie pytanie: A co bedzie, jesli zdecyduje sie na wspolne zycie, pojawia sie
      dzieci, a na mojej drodze pojawi sie ktos, kto okaze sie moja "druga polowka
      jablka"? Wtedy albo bedziesz musiala poswiecic siebie, albo zrobic krzywde
      swoim bliskim..
      Latwiej jest powiedziec "nie" na poczatku niz na koncu..

      Zycze, abys miala sile, by podjac najlepsza decyzje..

      P.S. Nie piszesz, czy ten "zgrzyt lozkowy" wplywa na reszte waszych stosunkow
      i w jaki sposob. Zreszta, po co pytam.. na pewno.
      • ekika Re: Nieudany seks w związku 17.03.02, 11:53
        estonia!
        Nie chcę się "wymądrzać" jak to juz ktoś napisał ale mam już kilka wiosen,dużo
        przeczytanej lit. psychol. i praktykę u ZYCIA.
        Spójrz nz to z tej strony.
        Jesteś w świetnej sytuacji bo:
        -nie macie jeszcze dzieci
        -nie macie ślubu
        -nie kupiliście wspólnego mieszkania
        - masz dopiero 25 lat

        ja powiedziałabym :nie macie problemu ... poza tym że się kochacie.
        To poważna sprawa ale większość warunów Wam sprzyja.
        Bez seksuologa lub psychologa się chyba nie da ,ale chcę Ci powiedzieć coś
        innego.
        Jeżeli facet nie chce rozmawiać i wypiera problem zamiast go załatwić to
        będzie to robił prawdopodobnie całe życie ,bo taki już jest.I to może dotyczyć
        nie tylko seksu,ale i innych problemów które sie pojawią ,a pojawią sie na
        pewno. Ty tego niezmienisz ,dobrze więc żebyś wiedziała czy to Ci odpowiada i
        potem mu nie ciosała kołków na głowie.Dla niektórych mężczyzn sprawy nie ma -
        jak sie o niej nie rozmawia i już. Czy jesteś na to gotowa?Pozdrawiam.E.
        • janusz_b Re: Nieudany seks w związku 17.03.02, 13:36
          jako mezczyzna z doswiadczeniem zyciowym nie chcialem wlasciwie zaberac tu glosu
          bo nie czuje sie zbyt kompetentny, ale wydaje mi sie ze ekika to najlepiej
          podsumowala..
          ja tez bym powiedzial, ze najwyzszy czas abys sie z nim rozstala..
          ja nie widze zadnej wspolnej bazy na przyszlosc, nawet gdybys potrafila pogodzic
          sie z brakiem seksu od partnera i szukala go poza zwiazkiem to przeciez on
          bedzie tak reagowal w innych sprawach..
          Czy warto?
          Sadze ze nie..
          Zycze Ci sily do decyzji i szczescia w dalszym zyciu, zapewniam Cie ze nie
          brakuje wbrew pozorom "normalnych" i wartych milosci mezczyzn na tym swiecie
          :-))
      • Gość: ann10 Re: Nieudany seks w związku IP: *.akk.net.pl 10.04.02, 22:57
        Estonia jak czytam twoje posty to mam wrażenie, jakbym to ja pisała.Mam
        podobną sytuację.Jesteśmy małżeństwem od pięciu lat, jednakże nasz związek trwa
        dziewięć lat.Przez cały ten czas, praktycznie było tak samo jak u Ciebie.Może
        na początku trochę lepiej.W tej chwili mamy już dwoje dzieci, więc trudno tu
        mówić o rozstaniu.Czasami jednak mam taka ochotę, już mam tego wszystkiego
        dosyć.Próbwałam już wszystkiego nic nie pomaga.On mówi że mnie bardzo kocha i
        ja to czuję, ale jeżeli chodzi o sex to jest okropnie.Ciągle sie kłócimy, on
        mówi że nie lubi tak często sie kochać,ale też nie może zrozumieć moich
        potrzeb.Zwasze musi być tak jak on chce.Kiedy on ma ochotę , to ja mu nie
        odmawiam(ta ochota to śednio raz na miesiąc)a moje potrzeby sie nie liczą.Jak
        sobie przypomnę te kłótnie na ten temat, łzy ,nie przespane noce i dołek
        psychiczny to robi mi sie niedobrze.Najgorsze jest to , że on uważa że ja
        przesadzam i dramatyzuję.Po takiej kłótni wychodzi na to ,że to ja jestem to
        zła, która zamiast zajać się czymś poważnym mysli o sexe.Czasami mam ochotę
        spakować sie i wyjść.Choć go bardzo kocham, drugi raz nie wyszłabym za niego z
        mąż.To jest poprostu chora sytuacja,męczarnia i stres.A on, żeby mi nie było
        przykro to wymyśla ciągle nowe powody dla których się nie możemy
        kochać.Mówi ,że nie lubi się czesto kochać, bo jak kochamy sie rżadziej to jest
        piekniej.Jak np. po tygodniu odezwię się i powiem że mam ochote się kochać, to
        on mowi ,,znowu zaczynasz, a już było tak fajnie''.Kiedyś pierwsza nie
        mówiłam,że mam ochotę na sex, ale teraz głośno mówię, tylko że to też nie
        pomaga.Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymamy. Myślałam że to tylko ja mam takie
        problemy , a tu proszę.Jeżli jesteście jeszcze razem bez zobowiazań, to mocno
        sie zastanów, czy chcesz takiej sytuacji przez całe życie. Myślałam,że się to
        zmieni, ale to już trwa za długo.Zamiast być lepiej to jest gorzej.
        Powodzenia.Oby Ci się udało dojść do porozumienia.
    • czarodziejka forum z seksualista 17.03.02, 13:43
      polecam forum z seksuologiem - w koncu co specjalista, to specjalista ;o)



      • kasia_76 Re: forum z seksualista 03.04.02, 20:22
        czarodziejka napisał(a):

        > polecam forum z seksuologiem - w koncu co specjalista, to specjalista ;o)
        >
        >
        OOO, tylko nie tam!!!
        Seksuolog nigdy albo prawie nigdy nie odpowiada, a duzo z forumowiczow bedzie sie
        z twojego problemu nabijalo!!!
    • ann28 Re: Nieudany seks w związku 17.03.02, 14:39
      Mam o niebo gorzej! Taki sam problem, z tym, że jest juz mąż i jest dziecko.
      Nieudany seks był już przed ślubem, ale myślałam, że się zmieni. Dogadywaliśmy
      sie na każdym gruncie, więc i ten wydawał się do "przeskoczenia". I co? I się
      pomyliłam. Nic się po slubie nie zmieniło i na dodatek dochodzą do tego
      nieporozumienia na innych płaszczyznach. Zaczęła się lawina. A wydawało się, że
      ten śnieg zdąży się roztopić.
      Nie chcę Ci radzić, co masz zrobić ale wiem, co ja bym zrobiła na swoim (tak,
      nie Twoim, tylko moim w Twojej sytuacji, tj. jeszcze wolnej)miejscu -
      odeszłabym. Mimo wszystko...
      Pozdrawiam.
      • satina Re: Nieudany seks w związku 17.03.02, 14:46
        A co ja mam powiedzieć? U mnie seks wygląda tak beznadziejnie, że choć jestem z
        mężczyną od 1,5 roku, to mam wrażenie, że od 1,5 się porządnie (przepraszam za
        słowo) nie kochałam. Tłumaczę sobie, że to nie jego wina, ze ma klopoty z
        potencja, ale ile można???
        Mam doświadczenie i wiem JAKI może być seks. Teraz tego mie bardzo brakuje...
        • ann28 Re: Nieudany seks w związku 17.03.02, 15:02
          A ja nie mam porównania i nie wiem, co tracę. Czuję, że to nie to. Cóż..., za
          póżno...
        • Gość: Mycha do Satiny IP: *.wieliczka.sdi.tpnet.pl 19.03.02, 15:36
          Zastatanawiam się właśnie nad moim związkiem, który może jest troche
          niestereotypowy, ale nie o tym chciałam do Ciebie napisać...
          Mój partner również ma problemy z potencją i mimo, że go kocham - zaczyna mnie
          to drażnić... Nie jestem tak wyrozumiała, jak myślałam...
          Jesteśmy ze sobą rok. Wiem, że ma sporo stresów , które niewątpliwie wpływają
          na możliwości facetów, ale już nie bardzo wiem, czy jest na co czekać...?

          To, że mnie kocha nie ulega wątpliwości. Ale co mam myśleć o tym, że teraz
          czekam na jego pierwszy krok w stronę zbliżenia juz około miesiąca...???

          Jest drugi człowiek, z którym wcześniej byłam związana a raczej... nie do
          końca...(to odrębna i długa opowieść), z którym w seksie czułam się wspaniale i
          chwile razem spędzone pozostaną chyba na zawsze nie zapomniane, ale na innych
          płaszczyznach nie odpowida mi jego osobowość, zachowanie, sposób bycia,
          rozumowania... Podobno jestem dla niego cudowną i wyjątkową kobietą i czułam to
          za każdym razem, kiedy kochaliśmy się...
          On chciałby, żeby reaktywować nasz związek i udoskonalić, ale czy związek można
          budować wyłącznie na seksie???

          Teraz mam dylematy:
          - Kocham człowieka, z którym praktycznie nie uprawiam miłości fizycznej - to
          boli i drażni... Czekać? Podejmować próby? Zostawić wszystko biegowi zdarzeń?
          - Próbować wiązać się z człowiekiem, z którym jest mi cudownie wyłącznie w
          łóżku?

          Niektórzy mogą powiedzieć, że sama nie wiem czego chcę...
          Pewnie będa mieli trochę racji... Pewnie nie można mieć wszystkiego...

          Mycha
          • Gość: madlaine Re: do Mychy IP: *.pl / 10.1.2.* 19.03.02, 21:03
            Wiem co czujesz. Była z kimś w związku a marzyłam i czesto po zbliżeniu
            wracałam myślami d mojego pierwszego faceta. Był bardziej spontaniczny, choć
            ten drugi był czukszy, delikatniejszy, bardziej mnie szanował i kochał. Ale cóż
            skoro chciałam seksu z tamtym, porównywałam, wracałam myslami po naszym
            kochaniu. Teraz nie mam żadnego z nich i nie mam narazie takich problemów.
            • Gość: Mycha do Madlaine IP: *.wieliczka.sdi.tpnet.pl 22.03.02, 09:31

              > Teraz nie mam żadnego z nich i nie mam narazie takich problemów.

              Nie chcę być wścibska i niedelikatna...
              Jeśli nie chcesz odpowiedzieć na moje pytanie - zupełnie to zrozumiem...

              Z Twoim drugim partnerem, tym czulszym i delikatniejszym rozstałaś się ze względu
              na to, że nie spełniał Twoich oczekiwań w seksie?

              Sama się zastanawiam jak bardzo ważną rzecza jest dla mnie ta sfera życia...- czy
              aż TAK WAŻNĄ? - jeszcze nie wiem...

              Mycha

    • estonia Re: Nieudany seks w związku 17.03.02, 15:52
      Dziekuje za wszystkie posty, wokół siebie nie mam nikogo komu mogłabym to
      wszystko powiedzieć. Wczoraj coś we mnie pękło, wieczorem była kolejna próba
      rozmowy i jedyne co uzyskałam to agresywne stwierdzenie ze on już jest znudzony
      tematem i moim filozofowaniem. Jest to chyba jedyny temat który wzbudza w nim
      złość, normalnie jest bardzo spokojny i praktycznie nie da sie z nim pokłócić.
      Dziś już nie dałam rady udawac że wszystko jest ok, bo on oczywiście zapomniał
      o wieczornej rozmowie, zaraz pakuję sie i wyjeżdżam do rodziny na jakiś czas,
      musze się od "nas" oderwać. Zobaczę co będzie. Jak on nie wyciągnie ręki i nie
      wysili się to chyba będzie koniec, choć strasznie boli i będzie mi trudno sobie
      wszystkie sprawy poukładać.

      Oczywiście nie porzucę swojego wątku, choć dzisiaj jestem w szoku że to
      wszystko napisałam, ile sie musiało nazbierać...
      • Gość: Ania Re: Nieudany seks w związku IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.03.02, 00:49
        Estonia dobrze dziewczyno zrobilas, ze tu napisalas. Czytalam wypowiedzi ludzi
        i naprawde uderza mnie ich szczerosc i chec pomocy. A twoj umysl moze troszke
        uporzadkuje sobie wszystkie mysli. Moja droga, moja uwaga najwazniejsza jest
        taka : wasz problem jest duzo glebszy niz seks. Facet przeciez kompletnie
        ignoruje twoje potrzeby jako kobiety i czlowieka. No i jak slusznie zauwazyla
        Ekkika i Janusz co bedzie w przyszlosci, jesli przyjda inne problemy do ktorych
        on nie bedzie sie chcial ustosunkowac, bo nie bedzie chcial nic zmienic? Cos on
        mi wcale tak cukierkowo nie wyglada, jak ty go opisujesz. Ja sobie nie
        wyobrazam, zeby moj maz odmowil mi seksu jesli ja bym miala na to ochote. Moze
        tez mialabym zyczenie zeby sie na mnie czesciej rzucal, ale czasami to ja nie
        chce i on tez zadowoli sie pieszczotami. Jest roznie, ale ogolnie to wiem ze
        on mnie zawsze wyslucha, niczego mi nie odmowi, komplementuje mnie chociaz
        czasami mysle, ze mowi mi mile rzeczy aby po prostu sprawic mi przyjemnosc.
        Wiem, ze moge z nim mowic o wszystkim, on jest naprawde dobrym , kochanym i
        kochajacym mezem. Urzadzalismy sie juz w trzech krajach i nie bylo to wszystko
        latwe i mielismy rozne trudne chwile, jak choroba dziecka, jak poronienie. I to
        byly najczarniejsze nasze momenty i wtedy naprawde nerwy puszczaja i trzeba sie
        naprawde rozumiec i wspierac zeby to wytrzymac . Mamy piekne dzieci i dobra
        sytuacje zawodowo- materialna. Mamy przede wszystkim siebie i nawzajem sie
        wspieramy i jestesmy dla siebie przyjaciolmi i to trwa juz 20 lat. To co chce
        przez to powiedziec to to, ze musi byc solidna baza miedzy ludzmi aby to trwalo
        i to w obopolnym porozumieniu i zadowoleniu. Ty sie musisz zastanowic czy masz
        te baze, bo zycie niesie rozne nieprzewidziane sytuacje i trzeba duzej sily
        dwojga czasami aby to pokonac. Jestes wolna pod kazdym wzgledem oprocz
        psychicznej wiezi oczywiscie. Ja przed moim mezem chodzilam z chlopakiem 3 lata
        i ciagle nie wiedzialam o co mu chodzi, ciagle pretensje , zazdrosci i klotnie
        oczywiscie nie na poczatku zwiazku. Nie wiem jak by nasze zycie wygladalo
        gdybysmy mieszkali jeszcze ze soba razem, chyba koniec swiata. Zerwalam z nim,
        chociaz nie chcial sie wcale ode mnie odczepic. I odetchnelam z ulga, poczulam
        sie wolna i mialam sile i ochote poznac kogos nowego i to byl moj maz i tobie
        tez tego zycze. Pomysl sobie tak, czy nie chcialabys raczej miec obok kogos
        takiego jak ten facet z ktorym spedzilas te jedna noc. I ty mozesz miec
        takiego, albo i jeszcze lepszego i tego ci zycze.
      • Gość: jagata Re: Nieudany seks w związku IP: 10.0.50.* 15.04.02, 00:32
        Wiesz, czytam to wszytko i sie zastanawiam - napisalas, ze Twoj przyjaciel nie
        jest gejem, a jego zachowanie dokladnie pasuje do paru, ktorych znam. Moj
        przyjaciel, ktory jest gejem spotykal sie kiedys z mezczyzna, ktory mial zone i
        dwojke dzieci i ktorego zona nie miala pojecia, co jest nie tak i meczyla sie z
        nim coraz bardziej, bo seks byl coraz rzadszy, az po latach nie bylo go wcale.
        Facet nie odszedl od niej, bo kochal ja i dzieci.
    • alinca Re: Nieudany seks w związku 19.03.02, 23:30
      Czesc Estonia! Porazila mnie szczerosc Twojego postu. Nie potrafie dac zadnych konkretnych rad ale tak pare mysli mnie dopadlo w trakcie czytania: moze w ogole macie b.maly kontakt ze soba? Moze to nie tylko kwestia seksu ale i takiego codziennego zycia? Na codzien nie ma czasu o tym tak globalnie pomyslec bo praca, brak czasu, zmeczenie. Dla mnie np zastanawiajacy jest ten brak klotni, o ktorym piszesz. Moze w ogole malo ze soba rozmawiacie? Pozdrawiam
    • Gość: zona??/ Re: Nieudany seks w związku IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.03.02, 09:51
      witaj!
      rozumiem cie doskonale..mam ten problem od lat w moim malzenstwie.znam smak
      lez upokorzenia ..czuje sie identycznie jak ty
      .probowalam rozmawiac ,mysle ze robilam to delikatnie,nie chcial slyszec o
      wizycie u specjalisty,kazdza nasza rozwowa konczyla sie awantura.
      ,zasypialm kazdej nocy ze lzami w oczach czulam sie odtracona brakowalo mi
      prostych gestow przytulenia pocalunku....
      mnie w starszne kompleksy przez te lata.....i uwierzylam....on czul sie
      bezpiecznie ze zona nie zrobi nic glupiego,zrobil ze mnie szara myszke..doszlo
      do tego ze mowil w co mam sie ubierac hahah....,i tak trwalam w tym zwiazku i
      trwam..
      .prawda jest ze jestesm atrakcyjna kobieta mila ladna zgrabna.znowu
      odkrylam siebie ...jestesm taka jak kiedys.ale to ten ktos pomogl mi.
      przy moim mezu
      umieralam kazdego dnia, w ponizeniu i bolu...ja jemu uwierzylam....cos ze mna
      jest nie tak.......o ironia.a on czul sie bezpieczny z tym...
      stalo sie cos...przejrzalam na oczy ...jak mi znjaomi mowili co ty robisz
      ze swoim zyciem
      ..i stalo sie..
      poznalam kogos kto mnie uwielbia kocha szanuje ....myslicie ze to malo
      moralne ??? ja juz tak nie mysle,,,po 14 latach malzenstwa po latach
      odtracenia spania w pustym lozku...seks nie jest najwazniejszy ...ale jezli
      obok jego jeszcze nie ma uczucia i zrozumienia.
      zastanawiacie sie co dalej bedzie ze mna...
      no coz odejde z domu....dawno juz o tym myslalam i jeszcze jedno
      wyjasnienie to ze decyzje o odejsciu podjelam wczesniej
      zanim poznalam tego kogos.on nnie jest przyczyna....ale jest mi latwiej czuje
      sie znowu kobieta na ktorej moze zalezec,
      powiem tyle tylko moja droga....zastanow sie im pozniej tym trudniej....
      ja przeszlam,..przechodzilam przez dlugie lata...to twoje zycie twoja
      decyzja..trudna bardzo trudna...
      jeszcze jedna rzecz gdybym nie poznalala wlasnie jego w tym czasie nie
      wiem co by bylo...naprawde bylam zalamana sytuacja... to on mnie wyciagnol z
      marazmu,to dzieki niemu czuje zyje trawalo to naprawde dlugo odkrywal mnie na
      nowo na leczenie tych ran pottrzeba duzoooooooo czasu zobaczysz..
    • swen Re: Nieudany seks w związku 20.03.02, 19:41
      Mam dokładnie odwrotnie. Facet nagradzany seksem. I poszło. Po 3-4 latach
      udanego związku, z seksem jak się patrzy, dziecko a potem kwasy. Dzisiaj już
      oboje nie wiemy o co. I odtrącenie, separacja od łoża, uczuć... Pomyślałem, że
      jestem dorosłym facetem i bez seksu sobie poradzę. O zdradzie i prostytutkach
      nawet nie myślałem. A my oddalaliśmy się od siebie. Pozostając wierni.
      Od czterech lat nie mieliśmy seksu. Od pieciu normalnego życia seksualnego.
      Zamiast tego grożenie rozwodem (bicz na mnie, bardzo kocham dziecko). Teraz to
      ja chcę rozwodu. Poznałem kogoś. Nie mam szans na nowy związek z kimś, nawet na
      seks. Ale ten ktoś otworzył mi oczy. Okazało się że kłócąc się w małżeństwoie
      można się kochać, dawać sobie dobre gesty, miłość. seks i nie rezygnować przy
      tym z własnego zdania.
      U nas już za późno. A zaczęło się od odtrącenia w łóżku.
      • Gość: M Re: Nieudany seks w związku IP: *.wieliczka.sdi.tpnet.pl 22.03.02, 09:34

        > Mam dokładnie odwrotnie. Facet nagradzany seksem.

        ... ale to życie pokręcone...
        i w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz...

        M
      • bayarka Re: Nieudany seks w związku - do swena 03.04.02, 22:11
        Twój post mnie poraził!
        Jesteś dobry i .. cierpliwy.
        Pięć lat to baardzo długo.
        Cieszę się , że znalazłeś siłę
        żeby się uwolnić i mieć nadzieję
        na spotkanie normalnej kobiety.
        Takiej która pozwoli Ci być mężczyzną.

        pozdrawiam
        bayarka :))))))))))))
    • Gość: m Re: Nieudany seks w związku IP: *.wieliczka.sdi.tpnet.pl 28.03.02, 16:37
      szkoda, że ten wątek został zarzucony...
      Nikt nic już nie ma do powiedzenia w tej sprawie?

      m.
    • Gość: MonikaM Re: Nieudany seks w związku IP: 217.153.60.* 29.03.02, 15:57
      Mam ten sam problem. Mój mężczyzna nie ma ochoty kochać się ze mną. Ostatni raz
      robiliśmy to miesiąc temu i nie wiadomo kiedy znowu będzie miał ochotę.
      Wcześniej sama starałam się wychodzić z inicjatywą, ale po tym jak mnie
      odrzucał, zrezygnowałam. Teraz nie potrafię prosić, boję się odrzucenia,
      wstydu, upokorzenia. Jedyne co mogę robić to czekać, ale jak długo można ...
      Rozmowy nic nie przynoszą, on uważa, że nic się nie dzieje, że wszystko jest w
      porządku. Nie wiem co robić, bardzo go kocham, nie chcę się z nim rozstawać.
      Normalnie jest czuły, przytula mnie, całuje, ale nic poza tym. Wszystko na
      bezpiecznym gruncie, byle nie prowadziło do seksu. Kiedyś nawet tego nie robił,
      bo bał się, że będę chciała się kochać. Teraz, gdy nie zabiegam o seks, bo
      wiem, że to nic nie da, zrozumiał, że przytulanie się i całowanie nie musi
      prowadzić do seksu i jest inaczej. Nie chce dać się namówić na wizytę u
      seksuologa, ponieważ uważa, że nie jest chory, więc nie będzie się leczył. Nie
      wiem co robić, brakuje mi pomysłów. Na pewno nie chcę się z nim rozstawać.
      Staram się to zaakceptować, ale nie jest to łatwe.
      • Gość: Tomek Re: Nieudany seks w związku IP: *.kozuchow.sdi.tpnet.pl 03.04.02, 10:25
        Gość portalu: MonikaM napisał(a):

        > Ostatni raz robiliśmy to miesiąc temu i nie wiadomo kiedy znowu będzie miał
        ochotę.

        Co ? Tylko miesiąc ?. Przecież to normalka, przynajmnie dla niektórych kobiet. A
        co powiesz na seks raz na dwa lub trzy miesiące z kobietą którą kochało się
        bezgranicznie, z którą chciało się mieć dzieci i chciało się z nią spędzić resztę
        życia ?.
        Dzisiaj jest inaczej - rozwodzimy się. Jest to bardzo przykre.

        • Gość: Karo Re: ESTONIA ODEZWIJ SIE, NIE IGNORUJ LUDZI IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.04.02, 19:00
          • estonia Re: ESTONIA ODEZWIJ SIE, NIE IGNORUJ LUDZI 03.04.02, 19:56
            Karo, to nie tak, dopiero wrócilam i nie miałam dostępu do internetu. A poza
            tym co to za wywoływanie do tablicy, Ty chyba zbyt wiele nie pisałes(aś), więc
            nie mogłam ignorować Ciebie...
            • Gość: Karo Re: ESTONIA ODEZWIJ SIE, NIE IGNORUJ LUDZI IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.04.02, 19:40
              Estonia ty jestes strasznie ostra i zylowiolowa babka. Wcale cie nikt nie
              wywolywal do zadnej tablicy. No ale dobrze ze sie odezwalas, wszyscy sie tu za
              toba chyba stesknili, ja rowniez, bo obserwuje ten watek juz jakis czas.
              Pozdrawiam.
        • estonia Re: Nieudany seks w związku 03.04.02, 20:02
          Tomek, dlaczego tyle złości do kobiet? To ta jedna Cie skrzywdziła, nie
          wszystkie. A jak słyszę że "większość kobiet" to czy tamto to smiac i płakać mi
          się chce, bo przeciez "większość mężczyzn" to podobno nic tylko o seksie mysli.
          Czytałes pewnie mój pierwszy post więc wiesz gdzie można sobie takie
          uogólnianie wsadzić, ten problem dotyka obu płci, i smiem twierdzic że
          odrzucana kobieta ma trudniej, nie ma dla niej nawet kontekstu kulturowego, bo
          o bólu głowy żony sa tysiące anegdot, ale o bólu głowy męża nie. W takie bagno
          może wpaść każdy, bez względu na płeć.
          • Gość: allison Re: Nieudany seks w związku IP: 172.16.102.* 04.04.02, 01:35
            moje malzenstwo /jestem rozwodka/ bylo denne pod wzgledem sexu... rozwiodlam
            sie z innej przyczyny i dennosc ta uswiadomily mi dopiero, na okolo rok po
            rozwodzie, dwa udane zwiazki /udane bo sex byl niesamowicie wspanialy pomimo ze
            nie bylo tu mysli o jakiejkolwiek trwalosci/... ale dam Wam rade, nie ładujcie
            sie w zwiazki z facetami, ktorzy maja jakiekolwiek sexualne zahamowania,
            kompleksy bo to jak wyrzeczenie czesci siebie. Kobiety mysla rozumem gdy
            planuja ilosc dzieci po slubie, gdy mysla ile maz zarabia, czy poradza sobie,
            tu zazwyczaj jakas analiza jest i wnioski wcielamy w zycie, sex jest tez wazny,
            nie zapominajcie dziewczyny!
        • Gość: MonikaM Re: Nieudany seks w związku IP: 217.153.60.* 11.04.02, 10:17
          Uważasz, że miesiąc to mało. To okropnie długo. Tym bardziej, że nigdy nie
          wiadomo, kiedy znowu będzie "ten" moment. Największym problemem jest to, że
          bardzo chciałabym mieć dziecko. Ale przy takiej częstotliwości współżycia nigdy
          się to nie uda. Tym bardziej, że mam problemy z zajściem w ciążę, mam syndrom
          PCO. Już sama nie wiem co robić. Nie chcę go stracić. Staram się zaakceptować
          ten stan, prawie mi się udało, ale jeszcze wymaga to ode mnie wiele wysiłku.
          Czasami mam takie dni, że nic tylko siedzieć i ryczeć. Ale trzeba robić dobrą
          minę do złej gry. Czemu on nie widzi problemu ? Tym bardziej, że na początku
          nie było problemu z seksem, potrafiliśmy kochać się kilka razy w ciągu nocy !!!
          Wszystko skończyło się odkąd razem zamieszkaliśmy. Może uważa, że mnie zobył i
          już nie trzeba się starać. Może wcześniej tylko udawał, że ma ochotę, żeby mnie
          zdobyć ? Bardzo go kocham i wiem, że chcę z nim być do końca. Muszę się
          przystosować.
    • ya-cek Re: Nieudany seks w związku 04.04.02, 02:21
      Trzeba się było w końcu przed kimś wygadać, wypłakać...
      Dziękuję Ci za to, że wybrałaś i mnie do tych netowych zwierzeń.
      Też znam ten ohydny smak złości i frustracji w (moich) ustach, gdy próbuje się
      rozmawiać o seksie z najbliższym człowiekiem, a On/Ona udają, że nie wiedzą, o
      co chodzi, że to fanaberie, że hormony itd. Nieświadomie zaczyna się przyswajać
      komunikat "to ze mną jest coś nie tak", a potem latami dochodzi się do siebie.
      Nie pakuj się w to !
      Nie daj sobie wmówić, że to takie typowe "niedopasowanie seksualne", że ludzie
      mają różne potrzeby na tym polu, że to statystycznie możliwe, pseudoargumenty
      mające usprawiedliwić niechęć do intymności.
      Seksuolog ? Każdy uczciwy seksuolog skasuje Cię/Was tylko za jedną wizytę...

      Tak naprawdę, to ON MA PROBLEM, to On musi chcieć zmiany, to On musi dostrzec
      swoją niekompletność i musi mieć chęć aby się do całości przywrócić.
      Teraz, mając 25 lat, bezdzietną panną będąc, trzymasz w ręku wszystkie atuty (a
      nawet kilka jokerów:) w grze o szczęście. Decyduj o sobie już teraz, dziś,
      natychmiast. Za kilka/naście będzie Ci dużo trudniej.
      Znasz siebie, znasz swoje potrzeby, więc w końcu zdecydujesz dla siebie
      najlepiej, ale strzeż się bierności, strzeż się oddawania siły decydowania o
      sobie w ręce apatycznego, niechętnego do zmian, zamkniętego partnera. On
      znajdzie (pewnie już nieświadomie znalazł) sobie jakieś pole do skompensowania
      swojego libido, a Ty ? Dzieci (jakże typowe!!!) byłyby najgorszym z możliwych
      rozwiązań.
      Trzymaj się ciepło, pisz szczerze, nie żałuj

      PS dziękuję za : "...praktycznie żebrałam o seks, poznałam ból i upokorzenie
      odtrącanych mężów"
      • Gość: aniutek Re: Nieudany seks w zwia˛zku IP: *.c3-0.nyw-ubr2.nyr-nyw.ny.cable.rcn.com 04.04.02, 04:44
        hmmm smutne to bardzo , jestes mlodziutka, madra i mozesz znalesc z tej sytuacji
        wyjscie. Z tego co napisalas wnioskuje, ze twoj chlop ma duzy problem ze soba,
        szczegolnie ,ze jak piszesz jest go trudno wyprowadzic z rownowagi i tylko ten temat
        wywoluje agresje i klotnie. On chyba sie z czyms chowa, sam przed soba i przed Toba,
        wie czuje, ze cos jest nie tak i ucieka od tego a to nie wrozy nic dobrego.
        Prawdopodobnie bedzie uciekal i od innych problemow gdy sie pojawia i oczekiwal ,ze
        Ty wszystko za niego zlatwisz bo on problemu nie widzi....
        Seks uratowal moje malzenstwo juz wiele razy, oboje jestesmy rogatymi diablami i zremy
        sie jak pies z kotem po czym godzimy w cudowny sposob :))) Nie pozbawiaj siebie tej
        jakze waznej sfery zycia, staniesz sie niezadowlona, zgozkniala i nieszczesliwa mloda
        kobieta. Przedmowcy wiele pisali o Tym /ya-cek, zona?!, ania, i inni/ wiele szczerych
        slow, cieplych... posluchaj ich i nie popelniaj bledu.
        To bardzo trudne ale ... sex jest piekny :)
        trzymam kciuki,
        aniutek
    • Gość: Pat Re: Nieudany seks w związku IP: *.wielopole.sdi.tpnet.pl 04.04.02, 14:20
      O Boże, to nie tylko ja mam ten problem...
      Mój narzeczony rozmawia ze mną o wszystkim, o seksie też, z tym, że bez skutku.
      Ale nie wolna mi go dotykać, pokazać mi, że mi się podoba. Ja też nie
      otrzyjmuję tego od niego, choć ma dla mnie zaawsze mnóstwo czułości, ale
      takiej - jakby to opowiedzieć - jak dla małego dziecka.
      A teraz spotkałam kogoś innego. Szaleje na moim punkcie co najmniej tak, jak ja
      na jego. Nie możemy się soba nasycić. Chyba będę się z nim kochać, chyba
      zrezygnuje z uczciwości. Nie, nie chce być z tym drugim, pożądam go jak nikogo
      innego, ale niewiele więcej. Waham się od paru dni. Czy tak można, czy można
      chcieć mieć wszystko i sięgnąć po to, raniąc innych?
      • kasia_76 do Estonii 04.04.02, 19:30
        Estonia,zagladasz czasem do poczty prywatnej?Pytam z ciekawosci, bo napisalam
        kilka slow do ciebie:-)
      • Gość: Karo Re: DO PAT IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.04.02, 19:43
        Pat masz pelne prawo do udanego seksu. Facet , ktory kojarzy sie nam z
        dzieckiem to chyba nie jest najlepszy material na meza. Jesli on jest dzieckiem
        to kim ty sie przy nim w takim razie stajesz?????
        • Gość: Pat Dzięki Karo IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 04.04.02, 22:06
          podoba mi się takie oczywiste postawienie przez Ciebie tej kwestii. tylko czy
          sobie będę potrafiła powiedzieć, że takie to normalne, że dla seksu sprawia się
          komuś ból? on dla mnie jest naprawdę kochany, wie o problemie, rozmawia ze mną
          o tym, tylko skutku z tego nie ma żadnego. łamię się. boję się.
          • Gość: Karo Re: Dzięki Karo IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.04.02, 01:52
            Pat wiem, ze dla ciebie sytuacja nie jest tak prosta jak dla mnie, osoby obcej
            i postronnej. Rozumiem rowniez ze twoj chlopak jest dobrym i wartosciowym
            czlowiekiem. Ty sama musisz rozwazyc wszystkie za i przeciw na spokojnie.
            Ciagle jednak mysle, ze malzenstwo nie powinno byc oparte na litosci. Byc moze
            ze rozstanie bedzie dobrym rozwiazaniem dla was obojga, bo ty powinnas czuc
            sie kobieta a nie matka w tym zwiazku. A i on zasluguje na to aby czuc sie
            mezczyzna a nie synem swojej zony. Mysle, ze jestescie para wspanialych ludzi,
            ale moze niekoniecznie pasujecie do siebie. Moze sa gdzies obok was te wasze
            polowki i czekaja na spotkanie z wami. Pozdrawiam.
            • Gość: Tomek Re: Dzięki Karo IP: *.kozuchow.sdi.tpnet.pl 05.04.02, 10:22
              Gość portalu: Karo napisał(a):

              > ale moze niekoniecznie pasujecie do siebie.

              Uważam, że nie ma takiego pojęcia: "nie pasujecie do siebie". Takie stwierdzenie
              to omijanie tematu. To najprostsze wyjście z sytuacji.
              - Wiesz kochanie. nie pasujemy do siebie, czas się rozstać. cześć.
              To bzdury !
              Albo się kochacie, albo nie. Miłość jest do końca życia. Nad tym trzeba pracować,
              a przede wszystkim - chcieć. Jeżeli nie chcesz - to czy to jest miłość ?
              • Gość: Pat Re: Dzięki Karo IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 05.04.02, 19:47
                Moja znajoma pisała pracę magisterską o ludziach, którzy ZABILI z MIŁOŚCI. Więc
                nie mów mi, że miłość to miłość, że wszystko się da i inne takie bzdury.
                Ja kocham narzeczonego. Bardzo. Co wcale nie znaczy, że z jego strony podoba mi
                się wszystko. Czasem pojawia się coś, czego nie moge zaakceptować, co mnie rani
                itp. Czasem go po prostu nie lubię.
                Zresztą to jest spór o nazewnictwo, a problem nie na tym polega.
                Kocham go. Podoba mi się. Nie wolno mi mu okazywać pożądania, on mi go nie
                okazuje również. Czuję się z tym źle. Wystarczy?
              • Gość: Karo Re: DO TOMKA I PAT . ZMIEN CHLOPAKA!!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.04.02, 20:15
                Drogi Tomku, wokol nas jest mnostwo wspanialych mezczyzn i kobiet. Dlaczego
                uwazasz, ze skoro ktos z kims sie spotyka to nie ma prawa tego zmienic i wybrac
                kogos innego. NARZECZENSTWO TO NIE MALZENSTWO. Po to wlasnie sie spotykamy aby
                sie wzajemnie poznac, a nie meczyc sie do konca zycia z kims kogo nie chcemy.
                W takim razie kazdy powinien miec tylko jedna sympatie w zyciu i nastepnie sie
                z nia ozenic. Swiat bylby pelen nieszczesnikow plus kilka par , ktore by sie
                lubily. Ja chodzilam z chlopakiem przez 3 lata, poczatkowo wszystko bylo OK,
                facet mowil, ze mnie szanuje i dlatego nie chce od razu seksu itp. Poczatkowo
                mi to imponowalo, ze jestem taka wazna dla niego, i ze on tak mnie powaznie
                traktuje. Pozniej jednak zaczelam czuc , ze cos jest nie tak, ze za tym
                szacunkiem mojej osoby kryje sie jakis jego ukryty problem. I tak bylo. Oprocz
                tego strasznie lubil sie klocic. Wiesz co , ja jestem i bylam kobieta z krwi i
                kosci i dlaczego niby mialam sie okradac z czegos tak pieknego jak zycie
                seksualne? Zerwalam z nim, bo wlasnie NIE PASOWALISMY DO SIEBIE. Meczylam sie z
                nim 3 lata, bo wlasnie on myslal, ze ja juz tak sie z nim meczyc musze. Krotko
                potem poznalam mojego obecnego meza. I wiesz co TO JEST WLASNIE TEN. Wszystko
                nas laczy i to juz bardzo dlugo (19 lat). Tak ze nie pisz mi ze nie pasowac do
                siebie to bzdura. To prawda i to najszczersza w swiecie. Pat walcz o swoje
                szczescie i prawo do wszystkiego tego co ci sie w zyciu nalezy, z udanym zyciem
                seksualnym wlacznie, to przeciez ludzi tak bardzo zbliza do siebie. Ty chyba
                nie potrzebujesz brata w swoim mezu??????
                • Gość: Pat Re: DO TOMKA I PAT . ZMIEN CHLOPAKA!!! IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 07.04.02, 00:28
                  Tzry lata? Ja z moim jestem osiem.Zaczęłam jak miałam 16 i to był mój pierwszy
                  facet. Zdradzałam go w pewnym okresie, dlatego wiem, jak moga być zaspokojone
                  moje potrzeby. I problem trwa. Dziś się upiłam za zdrowie moich potrzeb. I
                  dostałam doła giganta. Boże, czy przez taki problem, jak niedopasowanie
                  seksualne mozna sie rozstać, jeśli wszystko inne jest super? Czy ktoś to zrobił
                  i nie żałuje? Wypiłam flachę wina (głowa b. mocna, spoko), słucham Stinga
                  (aktualnie "Desert rose") i wyć mi sie chce jak wampirowi do księżyca. Błagam,
                  pomóżcie, bo nie dam rady i albo w alkoholizm wpadnę albo w megadoła na
                  następne pół wieku. Litości, ja nawet 25 lat jeszcze nie mam skończonych...!
                  • Gość: Karo Re: DO PAT IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.04.02, 16:20
                    Droga Pat tak mi przykro, ze cierpisz, gdybym mogla chetnie bym ci
                    potowarzyszyla abys nie czula sie taka samotna w tym momencie. Dziewczyno sama
                    widzisz ze to powazny problem nie miec czulosci w zyciu. Pomysl, jak wyjdziesz
                    za maz za niego i zaczniesz go zdradzac to raz ze inni beda cie oceniac
                    negatywnie, ale to najmniej wazne. Ty sama bedziesz czula sie z tym zle, byc
                    moze bedziesz miec nawet o to zal do meza ze wpycha cie w taka sytuacje, bo
                    najlepiej i najwygodniej jest znalezc cieplo i milosc i wspanialay seks pod
                    wlasna pierzyna. Ja zalowalam tych trzech lat z bylym chlopakiem. Oczywiscie na
                    poczatku to bylo pieknie, ale ten ostatni rok to staralam sie od niego odczepic
                    a on uwazal ze ja juz musze z nim byc.Cala jego rodzina uwazala mnie juz jakbym
                    byla zaklepana na jego zone. Zreszta nie mialam czasu z nim walczyc bo zajeta
                    bylam wtedy studiami.Wczasie wakacji zdobylam sie ostatecznie na sile i
                    zerwalam, on nadal nie wierzyl ze ja od niego odejde. Niedlugo potem zaczelam
                    chodzic z moim mezem. Razem studiowalismy i w ogole wszystko robilismy
                    razem.Osiem lat to strasznie dlugo, niejedno malzenstwo tyle nie wytrzymuje.
                    Musisz sie zastanowic czy sie kochacie czy tez jest to bardziej
                    przyzwyczajenie.Ostatnie zdanie brzmi droga Pat bardzo optymistycznie : ty nie
                    masz jeszcze 25 lat, nie 95. Cale zycie przed toba, masz jeszcze czas na
                    wszystko, doslownie na wszystko, jestes taka mloda i zaslugujesz na wszystko co
                    piekne w zyciu. Pozdrawiam
                    • Gość: Pat Do Karo IP: *.wielopole.sdi.tpnet.pl 09.04.02, 12:29
                      Zrobiłam to. Zdradziłam go. Było cudnie.

                      Smutno mi.
                      • Gość: Karo Re: Do Pat IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 09.04.02, 20:11
                        Pat trzymaj sie dziewczyno. Glowa do gory. Porozmawiaj szczerze ze swoim
                        chlopakiem, oczywiscie nie mow mu o tej przygodzie, nie potrzeba go ranic. Czy
                        zastanawialas sie moze nad pomoca z zewnatrz, jakiegos specjalisty; psychologa,
                        seksuologa, z kim bez skrepowania moglibyscie obydwoje porozmawiac. Mysle, ze
                        ty jestes ze swoim chlopcem mocno zwiazana emocjonalnie.Moze problem da sie
                        naprawic, czy zawsze tak bylo? Pozdrawiam cie slonecznie.
                        • Gość: Pat Karo... IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 09.04.02, 21:00
                          ...wstyd się przyznać, ja sama jestem psychologiem. Stąd wiem, że tu nie
                          potrzeba takiego magika.
                          Tu jest stały motyw rozmowy - na wszelkie moje argumenty pada w ten czy inny
                          sposób postawiony kontrargument: "ja tego nie potrzebuję, chcesz, żebym się
                          zmuszał?" Nie, nie chce, żeby ktokolwiek sie zmuszał do miłości ze mną.
                          Nie mam wyrzutów sumienia po wczorajszym i dziwnie się z tego powodu czuję...
                          • estonia Re: Karo... 09.04.02, 21:21
                            O Boże Pat, jak ja doskonale wiem co czujesz... Taka przedziwna mieszanka, bo
                            niby wiadomo że powinno się czuć źle, ale absolutnie nie można, nie ma tego ani
                            w sercu ani w głowie. I do tego szary smutek, bo taka zdrada nie tyle kładzie
                            się cieniem na związku co pokazuje jak bardzo juz tam było szaro...
                            Ale przynajmniej wykonałaś jakiś ruch, może to coś rozwiąże. Ja chyba dalej
                            drepczę w miejscu.
                            Trzymaj się :)
                            • Gość: Pat Re: Karo... IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 10.04.02, 11:10
                              Ruch... spowodował, że czuje się pożądana, zaspokojona... rozleniwiona i
                              zadowolona, jak kotka na gorącym blasznym dachu.
                              Dziś zobacze się z narzeczonym. Ostatnio znów z nim rozmawiałam o problemie.
                              Już mi szkoda mojego nastroju...
                              Źle mi z tym, że nie wierzę w zmianę, choc bardzo chcę. Źle mi, bo mam
                              świadomość, że poza jednorazowym ekscesem nie odważę się na nic nowego.I to
                              jest właśnie moje dreptanie w miejscu.
                              Estonia, to nic nie daję. I Ty sama już też to wiesz.
                          • Gość: Karo Re: Pat..... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 10.04.02, 20:41
                            Droga Pat mimo iz jestes psychologiem mysle, ze powinnas jednak zaangazowac
                            kogos z zewnatrz. Chlopak powinien sie zgodzic , jesli nie to oznacza, ze
                            ignoruje twoje potrzeby. Jezeli i ty nie odczuwalabys potrzeby kochania sie z
                            nim to byloby OK, ale ty nie jestes z tego stanu zadowolona, wiec cos tu nie
                            gra. Jakie sa jego argumenty? Czy kiedykolwiek kochal sie z toba, jesli tak to
                            czy bylo to satysfakcjonujace obie strony? Czy chcecie miec dzieci w
                            przyszlosci? Rozumiem ,ze sa to bardzo intymne pytania i jesli nie chcesz
                            dzielic sie tym ze mna to jest to jak najbardziej OK. Musisz jednak
                            odpowiedziec na nie sama sobie, bo sytuacja taka nie jest zdrowa dla ciebie.
                            Moje, czyli osoby obcej, postronnej domysly moga byc nastepujace: albo jest tu
                            jakis problem natury fizycznej ze strony chlopaka, albo ma kogos innego z kim
                            zyje , bo jakos nie moge sobie wyobrazic mlodego i zdrowego faceta nie majacego
                            zycia seksualnego. Pozdrawiam.
                            • Gość: Pat Re: Pat..... IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 11.04.02, 12:38
                              Nie ma nikogo na boku, wiem na pewno. A argumenty? "Nie mam takich potrzeb, co
                              ci będę kłamał." No właśnie, co mi będzie...
                              Tak, chcemy mieć dzieci. Tak, jest to najczulszy człowiek, jakiego znam, ale
                              jak tylko czułość ma jakikolwiek podtekst erotyczny, wycofuje sie natychmiast.
                              Kiedyś... może bylo inaczej, nie pamiętam. Kiedys po prostu miał prawo mnie
                              traktować jak małą dziewczynkę. Teraz dorosłam. I już mi to nie odpowiada. I
                              nie czuję, żebym nie miała do tego prawa.
    • estonia Re: Nieudany seks w związku 04.04.02, 21:50
      Odzywam się bo mam znowu dostęp, i nie chcę żebyście mysleli że nie obchodzi
      mnie co piszecie, tak nie jest. Choć lektura niektórych postów jest
      przygnębiająca, jakoś zamknięta w swoim nieszczęściu nie myślałam że dosięga
      ono tez innych. To pociesza, bo widac nie jestem wariatką, ale i zasmuca, wiem
      jaki to ból.
      Wiadomości na froncie domowym są takie że on twierdzi, że dostrzegł problem i
      mam rację. Trochę szkoda że musiałam na dwa tygodznie odejść żeby to się stało
      bo nie cierpię być zmuszoną do takich gestów na pograniczu szantażu, ale to w
      sumie przełom. Jestem ostrożna, nie ufam do końca, nie cieszę sie na wyrost,
      czekam i patrzę. Zmianę widać, ale po tych latach jestem tak skrzywiona że mam
      wrażenie, że to nieszczere, jakoś tak z łaski. To niesamowite jak rzekomo
      kochający facet potrafi wpędzić w kompleksy, kiedy potem każde zainteresowanie
      wydaje sie podejrzane..... :(
      Nadal boje sie że wrócimy do sytuacji z gatunku "dam ci się uwieśc i obsłużyć".
      Na razie jestem bezpieczna bo to wszystko podziałało jak kubeł zimnej wody,
      przestałam za nim chodzić i to on biega koło mnie.

      I tylko mi smutno, bo wierzyłam ze można w związku inaczej, że nie musi się to
      opierać na sile. Tyle tylko że jedno potężne tupnięcie nogą dało więcej niż rok
      gadania. A myślałam że mój facet będzie inny...
      • Gość: Karo Re: Nieudany seks w związku IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.04.02, 01:43
        Tak to prawda czasami kubel zimnej wody moze zdzialac cuda, a w kazdym razie
        doprowadzic do pewnych pozytywnych zmian. Cieszymy sie ze znowu jestes na
        linii. Ja tez zauwazylam w moim zwiazku, ze jak jestem " za dobra" to on staje
        sie mniej " zabiegajacy " o mnie i odwrotnie. Chyba to juz jest taka
        przypadlosc ludzka, ze nie mozemy sie czuc do konca pewni tej drugiej strony i
        lubimy troche , kiedy musimy zabiegac o partnera. Pozdrawiam.
      • zlakobieta Re: Nieudany seks w związku 05.04.02, 14:29
        Wiesz Estonio, nie chcialabym Cie dolowac ale nie ma za bardzo powodow do
        przedwczesnej radosci. Jego zachowanie, ktore opisalas wczesniej swiadczy o
        powaznych problemach z ta sfera zycia i nie sadze, ze samo postanowienie
        poprawy z jego strony wystarczy na dlugo. Nie znacie przeciez przyczyny takiego
        stanu rzeczy. Prawdopodobnie jest przestraszony mozliwoscia rozstania z Toba i
        stara sie zachowywac tak, zebys byla zadowolona ale przeciez jest to sprzeczne
        z jego natura (glupio to brzmi ale chyba wiesz o co mi chodzi). Nie wiadomo czy
        na dlugo starczy mu sil aby ten wysilek kontynuowac, a przeciez nie mozesz
        utrzymywac go w strachu i niepewnosci bez konca. Moze da rade byc doskonalym
        czy dobrym kochankiem przez pol roku, moze przez rok ale niebezpieczenstwo
        powrotu do poprzedniego stanu bedzie wciaz nad wami wisialo, bo tak naprawde to
        jest Twoj problem i to Ty chcesz zeby bylo inaczej - od Ciebie wyszla
        inicjatywa, a on w zasadzie nie ma motywacji oprocz tego zagrozenia, ze
        odejdziesz. Podejrzewam, ze bylo mu wygodnie i dobrze i w glebi serca nie
        czuje, ze CHCE sie zmienic.
        Obym sie mylila.
        Pozdrawiam cieplo :)
        • kasia-s Re: Nieudany seks w związku 05.04.02, 14:52
          zlakobieta napisał(a):

          Moze da rade byc doskonalym czy dobrym kochankiem przez
          pol roku, moze przez rok ale niebezpieczenstwo
          > powrotu do poprzedniego stanu bedzie wciaz nad wami
          wisialo,

          A może się rozsmakuje w seksie z zadowoloną żona i już
          nie wróci do poprzedniego stanu, więcej optymizmu.
          Życzę szczęścia Estonia, zawsze miło czytać, że komuś
          się poprawiło
    • Gość: zona? Re: Nieudany seks w związku IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.04.02, 17:39
      wypowiadalam sie wczesniej na temat mojego malzenstwa .rownie nie udanego jak
      wasze.
      mowilam ze znam smak lez ponizenia ze to ja prosilam o okruchy czulosci.ze moj
      facet wpedzil mnie a takie kompleksy...
      donosze wam ze sie zminilo
      juz nie prosze nie blagam.odspunelam sie od niego
      czasmi widze ze stara sie mnie przytulic ale ja juz nie reaguje
      juz nie chce
      tyle lat walczylam o to prosilam tlumaczylam....
      przestalam wierzyc ze jestem jeszcze atrakcyjna kobieta
      ale to sie zmienilo....
      nie chcialm tego
      ale tyle lat bez seksu to obled
      wczesniej nigdy go nie zdradzialm
      ale stalo sie
      nie zaluje..znowu czuje sie kobieta kochana pozadana
      nie chcialam tak tego skonczyc ale on mnie do tego zmusil
      wiec poki czas zastanowcie sie
      ja tkwilam w takim zwiazku nie 1 nie 5 nie 10 a jeszcze wiecej
      teraz widze ile wspanialych rzeczy mnie ominelo....
    • Gość: Kasiulka Re: Nieudany seks w związku IP: *.pai.net.pl 06.04.02, 22:34
      Estonia! Uciekaj! Nie napisałam wczesniej, bo całe wieki nie zagladałam do
      portalu, ale dziś czytając twój post po prostu się poryczałam. To co tak
      spychałam daleko od siebie dzis wieczorem znów mnie dopadło! Jestem tylko rok
      starsza od ciebie. Jestem też dość atrakcyjną, ładną, lubianą i wesołą młodą
      kobietą. Tak postrzegają mnie inni. Ale nie mój mąż ( bo ja jestem juz niestety
      mężatką z ponad dwuletnim stażem!) z którym jesteśmy razem od prawie 9 lat!
      Na początku było ok. Po samym slubie zaczął się cyrk. Piszę to nie po to, żeby
      cię dołować, ale żeby ostrzec, że musisz działać, bo może byc za późno! Nie
      będe opisywać moich prób, rozmów, próśb - znasz to! Tak samo łez, przytulania
      się do poduszki i marzeń, że mogłoby być inaczej! Problemy dnia codziennego
      odganiały problemy nocne. Zaczęłam wierzyć, że ze mną jest coś nie tak. Że
      jestem odpychająca, głupia i beznadziejna. Wyjechałam do pracy w wakacje. Sama.
      Tam był on. A właściwie oni. Nie! Nie przespałam z nikim. Ale oni (a
      szczególnie on) uswiadomili mi, że życie moze być inne! W ich oczach widziałam
      to, co chciałam widzieć w oczach człowieka, którego kocham. A ponieważ juz
      dawno myślałam o odejściu, te tygodnie utwierdziły mnie w tym postanowieniu.
      Wróciłam do domu. I niespodzianka! to on mnie pragnął, uwodził, mówił
      komplementy. Słowem - był taki, jak w moich marzeniach. Nie wiedziałam co mam
      robic. Głupio było bo przecież ja właśnie chciałam się wynieść. ale mój opór
      działał na niego jak afrodyzjak. Wykorzystałam to. Głośno śmiałam się, na ile
      mu tego entuzjazmu wystarczy. I to byłby happy end. Ale nie jest. Od razu
      zaszłam w ciążę, w kilka dni po powrocie (to chyba wynik totalnego
      odstresowania). I co? I to samo! Jestem kilka dni przed porodem, a nie
      pamiętam... wiesz dobrze czego. Nawet przytulenia, pocałunku. Czuję się jak
      inkubator.Teraz to ma świetną wymówkę! Niby się boi! a przecież seks to nie
      tylko pełne zbliżenie. Potrzebuję bliskości! On nie może doczekać się
      dzidziusia, a ja zaczynam go nienawidzić. Bo moja sytuacja nie zmieni się przez
      najbliższe kilka miesięcy. Czekam na tą maleńką istotkę, kocham ją już teraz i
      tylko mi przykro, że urodzi sie takim rodzicom. Że odczuje nasz chłód w
      stosunku do siebie, że nasza miłość tylko do niej to za mało!
      Sorry za długi post. Masz czas żeby się zastanowić, bo potem może być za późno!
      Ja po przeczytaniu powyższych postów nie mam złudzeń, że mój mąż nagle sie
      zmieni. Pozdrawiam cię gorąco!
      • zlakobieta Re: Nieudany seks w związku 07.04.02, 13:09
        Kasiulko, tak mi przykro :(
        Moze jednak sie ulozy. Nie martw sie. Ciaza, to jednak stan nieco odmienny.
        Moze gdy juz urodzisz Wasza pocieche wszystko znowu wroci do normy.
        Trzymam kciuki. Buziaczki.
        • Gość: Kasiulka Re: Nieudany seks w związku IP: *.pai.net.pl 07.04.02, 14:29
          Dzięki! I za pocieszenie i zatrzymane kciuki. Ale ja zgadzam się z tobą, z
          twoim ostatnim postem, że motywacją faceta w takiej chwili jest tylko strach
          przed tym, że zostanie sam. U mnie przecież ewidentnie tak było. On czuł, że ja
          się właśnie wymykam!W końcu znamy się tyle lat! I rację masz, ze to inne
          problemy tak naprawdę są tu sednem sprawy. Będę czekać, bo nie mam teraz innego
          wyjścia. Może zdarzy się cud. A może znowu zagram w tę samą grę? Dzięki i
          pa!
          • Gość: Karo Re: Nieudany seks w związku IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.04.02, 15:58
            Kasiulka przede wszystkim serdeczne gratulacje , ze spodziewasz sie dzidiusia.
            Ty sie dziewczyno przestan tak stresowac, bo to twojemu dzidziusiowi
            zaszkodzic moze. Glowa do gory. Wszystko bedzie dobrze, zobaczysz. Zmien troche
            punkt widzenia. Postaw teraz siebie i dziecko na pierwszym miejscu. Mezowi
            powiedz ze jesli nie przytula i nie okazuje czulosci i milosci tobie to rowniez
            nie okazuje tego dziecku i koniecznie mu powiedz, ze tego pragniesz.Napewno
            czujesz sie teraz jakbys wpadla w pulapke, w pewnym sensie tak, bo bedziesz
            teraz bardzo zajeta, ale jesli chodzi o meza to mu wytlumacz ze jesli sie nie
            zmieni to moze stracic i ciebie i dziecko. W zyciu nie ma zadnych gwarancji, a
            poki co usmiechnij sie , jestes swietna dziewczyna, no i masz poco zyc.
            Pozdrawiam
      • ann10 Re: Do Kasiulki... 10.04.02, 23:57
        Ja mam tą sama sytuację. Trzy miesiące temu urodziłam syna. Podczas ciąży mąż
        tłumaczył ,że nie może się kochać bo boi się o dziecko.Mówił jaką to ma ochotę
        na sex.Do tej chwili kochaliśmy się aż trzy razy, nie ma co.Już wcześniej
        pisałam o moich problemach.Wydaje mi sie, że po porodzie jest jeszcze gorzej
        niż było.Już brak mi sił,nie mam już pomysłów co dalej robić.Ale i tak jestem w
        szoku, że nie jestem sama z tym problemem.
    • Gość: nieudana Re: Nieudany seks w związku IP: *.atol.com.pl 10.04.02, 19:57
      Ja na piszę o sytuacji podobnej ale z innej strony. To ja w związku nie mam
      takich wymagań jak mój mąż. Mnie wystarczy kilka razy na miesiąc. on chciałby
      przynajmniej co drugi dzień. Jeśli nie kocham się z nim, mam awantury w domu,
      przykrą atmosferę, wyrzuty itd. Zaczęłam więc kochać się z nim, by sprawić mu
      przyjemnośc albo zeby mieć spokój. Wszystko było dobrze dopóki się nie
      dowiedział. Obraził się i powiedział, ze nie chce bym się z nim kochała, gdy
      tego nie chcę. Wiec wszystko wróciło po staremu. Ja chciałam rzadziej, on miał
      pretensje. Wiem, ze on czuje się źle, niedowartosciowany itd. Wszystko na ten
      temat zostało już tu powiedziane. Ale ja też czuję się okropnie. Bo według
      niego to wszystko moja wina, bo on ma ochotę, a ja nie więc to ze mną jest nie
      w porządku. Gdy mu odmówię wytwarza taką atmosferę, ze czuję się winna, mam
      wyrzuty sumienia, płaczę. Nie czuję się w pełni kobietą, czuję się jak zimna
      ryba. A pzrecież tak nie jest. Lubie seks, lubię sie z nim kochać, podoba mi
      sie, ale po prostu nie mam takich potrzeb jak on. A sprawiać mu przyjemnośc
      gdy nie mam ochoty mi nie wolno, bo go obraże. No i co ja mam zrobić?! Czasem
      juz nie wytzrymuję tego wszystkiego. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ze nie
      lubię tak czesto? Kto wogóle ustala reguły kiedy jest dobrze? Mnie nie
      przeszkadza rzadki seks, czuję sie z tym dobrze, jestem usatysfakcjonowana,
      ale moja sytuacja w tym zwiazku sprawia, ze czuję się jak kaleka, zła kobieta,
      jakaś wybrakowana, jak kobieta, która nie kocha i nie pragnie swego faceta
      itd. I nie potrafię się z nim dogadać. I jest mi bardzo ciężko. Bo ja MUSZE
      zrozumieć jego potzreby, ale on nie CHCE zrozumieć moich. I tak jest np. od
      trzech dni. Trzy dni temu kochaliśmy się było wspaniale, on na drugi dzień
      szczęśliwy jak skowronek i cały dzień gadał, jak to wieczorem będziemy się
      kochac znów. Ja jak na złośc dostałam gorączki i nic z tego. Więc obraza,
      oskarzenia, następny dzień był taki, ze miałam ochotę uciec z domu. Trwa to
      juz dwa dni: wyrzuty, smętna mina, podkreślanie, ze jestem do niczego, że się
      czepiam, bo on jest normalny itd. Skutek: dziś ubieram twarz w piekny uśmiech,
      szykuję kolację i zrobie wszytsko, by go zadowolić i by nie dowiedział się, ze
      nie mam na to ochoty. Jak mi sie uda -jutro i moze pojutrze będę miała dobry i
      miły dzień.

      Nieudana
      • Gość: Pastwa Re: Może zatem, udany seks poza związkiem ? IP: *.rivnet / 10.1.15.* 10.04.02, 23:52
        Nie lepiej zaproponować partnerce/partnerowi o dużym potencjale seksualnym
        usług innych, równie czesto potrzebujących seksu( nawet zapłacić w domu
        publicznym, a co, usługodawca zbadany i profesjonalnie podchodzący do sprawy,
        krzywdy nie uczyni).
        Jak ktoś nie wyrabia, to robi się usługę, odciążając tą osobę, logicznie do
        problemu podchodząc, powinna być na to zgoda z uśmiechem na twarzy, a nie
        zarzut chęci zdrady.
        Powyższe odnosi się do przypadków, kiedy seks nie jest traktowany jako element
        DUCHOWEJ MIŁOŚCI, ale zachowania dobrego samopoczucia i wyładowania swych
        emocji erotycznych oraz, kiedy jedna ze stron, pozostaje daleko w tyle z jego
        potrzebą. Zdrowie psychiczne, jest bowiem najważniejsze.
      • Gość: Karo Re: DO UDANEJ IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.04.02, 00:27
        Sytuacja o ktorej piszesz nie jest do pozazdroszczenia. Ludzie ktorzy sie
        kochaja powinni dojsc do jakiegos wspolnego mianownika. Nie powinno tak byc ze
        jedna strona stosuje szantaz w stylu: nie chce i juz , nie bede sie zmuszal,
        albo z drugiej strony kochac sie codziennie bo ja tak chce nie baczac zupelnie
        na druga strone. Twoja sytuacja jest podobna do sytuacji Pat czy Estonii w tym
        kontekscie, ze partner w ogole nie liczy sie z potrzebami partnerki. Nic nie
        jest zlego z toba dziewczyno, nie jestes zadna nieudana czy jakkolwiek to nie
        okreslasz. Jestes jak najbardziej udana. Jestes cudowna dziewczyna, podobnie
        jak Estonia czy Pat. Problem tylko w braku porozumienia z partnerem co do
        czestotliwosci wspolzycia. Ty moglabys zamiast 3 razy na miesiac kochac sie
        powiedzmy 4 , a on powinien tez uszanowac twoje preferencje.Tak zebyscie byli z
        tej wypadkowej obydwoje zadowoleni. Wyobrazam sobie jak musi cie blokowac takie
        podejscie ,ze skoro wczoraj bylo cudownie to dzisiaj powtorka, a ty tego akurat
        dzisiaj nie chcesz. Mysle, ze az sie prosi ten twoj facet aby nie bylo tak
        cudownie nastepnym razem. Nie bierz sobie uslug na boku jak to ktos sugerowal
        do serca. To bzdura. Mysle, ze mozecie sie dogadac, jesli tylko chce sie
        wysluchac drugiej strony. Ustepstwa powinny isc z dwoch stron. Pozdrawiam
        • Gość: Pastwa Re: DO KARO i zainteresowanych IP: *.rivnet / 10.1.15.* 11.04.02, 00:59
          Karo napisała:

          >Ludzie ktorzy sie kochaja powinni dojsc do jakiegos wspolnego mianownika.

          Tylko co ma miłość wspólnego z potrzebami naszego ciała( np. fizjologicznymi)?

          >Nic nie jest zlego z toba dziewczyno, nie jestes zadna nieudana czy jakkolwiek
          >to nie okreslasz. Jestes jak najbardziej udana. Jestes cudowna dziewczyna,
          >podobnie jak Estonia czy Pat.

          Naturalnie, nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

          > Problem tylko w braku porozumienia z partnerem co do
          > czestotliwosci wspolzycia. Ty moglabys zamiast 3 razy na miesiac kochac sie
          > powiedzmy 4 , a on powinien tez uszanowac twoje preferencje.

          W powyższym przypadku droga Karo, ta różnica jest znacznie większa, można nawet
          napisać, że on potrzebuje 30 razy na miesiąc, a ona 4, zatem co, powinni zrobić
          sobie z tego wypadkową i kochać się 17 razy na miesiąc, żeby było sprawiedliwe, a
          co więcej, żeby oboje byłi średnio niezadowoleni?

          >Mysle, ze az sie prosi ten twoj facet aby nie bylo tak
          > cudownie nastepnym razem.
          Toż to prawie głupota, on chce częściej niż ona, niech więc, zatem nie ma
          satysfakcji z seksu, a przejdzie mu na niego ochota.
          Jak zje niesmaczne jedzenie, to też odechce mu się jeść i zacznie żyć powietrzem?

          > Nie bierz sobie uslug na boku jak to ktos sugerowal
          > do serca. To bzdura.

          Być może, ale mniejsza, niż spora część Twoich rad, chociaż z głębi serca,
          niewątpliwie.

          > Mysle, ze mozecie sie dogadac, jesli tylko chce sie
          > wysluchac drugiej strony. Ustepstwa powinny isc z dwoch stron.

          Pytanie zatem, jak w wyniku dogadywania , jej zwiększy się apetyt na seks, a jemu
          zmniejszy?

          Nie chciałem nikogo bulwersować, ani sprowadzać na "złą" drogę, jednak warto
          czasem na chłodno przemyśleć, czego wam rzeczywiście brakuje i jak to otrzymać,by
          nie stracić radości ze swego związku( ,który nie z samego seksu się składa) ,
          delikatnie pisząc.


          • ann10 Re: post 11.04.02, 08:28
            Pisząc post przez pomyłkę napisałam go tak ,że znajduje się on w środku
            tematu ,a powinien być na końcu.Chciałabym żebyście go przeczytali, bo ktoś kto
            śledzi po kolei temat ,na pewno nie wróci do początku.

            ann10
            • ann10 Re: post 11.04.02, 08:36
              ann10 napisał(a):

              > Pisząc post przez pomyłkę napisałam go tak ,że znajduje się on w środku
              > tematu ,a powinien być na końcu.Chciałabym żebyście go przeczytali, bo ktoś kto
              >
              > śledzi po kolei temat ,na pewno nie wróci do początku.
              >
              > ann10

              Chodzi mi o post najwcześniejszy ,który napisałam.
          • zlakobieta Niestety Pastwo... 11.04.02, 10:46
            ...zgadzam się z Tobą w tym punkcie


            Gość portalu: Pastwa napisał(a):

            > W powyższym przypadku droga Karo, ta różnica jest znacznie większa, można nawet
            > napisać, że on potrzebuje 30 razy na miesiąc, a ona 4, zatem co, powinni zrobić
            > sobie z tego wypadkową i kochać się 17 razy na miesiąc, żeby było sprawiedliwe,
            > a co więcej, żeby oboje byłi średnio niezadowoleni?
            > Pytanie zatem, jak w wyniku dogadywania, jej zwiększy się apetyt na seks, a
            jemu zmniejszy?
            > Nie chciałem nikogo bulwersować, ani sprowadzać na "złą" drogę, jednak warto
            > czasem na chłodno przemyśleć, czego wam rzeczywiście brakuje i jak to otrzymać,
            > by nie stracić radości ze swego związku( ,który nie z samego seksu się
            składa), delikatnie pisząc.
            >

            Właśnie to miałam na myśli pisząc kilka dni temu do Estonii. Mało kto ma odwagę
            bezpośrednio zakwestionować sens takiego związku i doradzać ludziom ktorzy
            kochaja się naprawde (?) rozstanie.
            Ten znak zapytania w nawiasie postawiłam, bo uważam, że jesli partnerzy pod
            względem temperamentów tak bardzo do siebie nie pasuja, to ta milosc nigdy nie
            jest najpelniejsza, bo to wazny skladnik. Jednak to oni musza zdecydowac, czy
            wazniejszy od innych aspektow zwiazku i w zaleznosci od wniosku podjac wlasciwa
            decyzje.
            Trudne i smutne :(

          • Gość: Karo Re: DO PASTWY IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.04.02, 20:17
            Nie musisz mojego postu rozkladac na czynniki pierwsze, bo ani ty nie jestes tu
            nauczycielka ani ja uczennica zdajaca u ciebie egzamin. Poza tym graficznie
            jest to bardzo meczace szukac wsrod tekstu szczatkow twojej wypowiedzi. Co
            maja potrzeby fizjologiczne do milosci? A to wlasnie, ze sa to pierwsze i
            podstawowe nasze potrzeby ktore w zyciu musimy zaspokajac( jedzenie, picie
            itp). Jesli nie dasz swojemu dziecku jesc ani pic to na nic twoje przytulanie
            go i tak bedzie plakac. Nie prosilam cie o komentarz, ze nie ma watpliwosci, ze
            jest to fajna dziewczyna. Mialam prawo to napisac, a jak i to ci sie nie
            podoba, to zachowaj to dla siebie. Czestotliwosc wspolzycia jako srednia
            arytmetyczna to mylenie pojec o wspolnym porozumieniu. Czy ty wysylasz swojego
            chlopa do burdelu, jak nie masz ochoty z nim wspolzyc? Mysle, ze nie a wiec
            dlaczego radzisz to innym. Moje rady moze ktos przyjac , badz nie ale nie sa z
            cala pewnoscia bzdura tak ja ta twoja uwaga o prostytutkach.
            • Gość: Pastwa Re: DO KARO IP: *.rivnet / 10.1.15.* 12.04.02, 00:05
              Idę Ci, zatem na rękę szanowna Karo i nie będę dzielił Twego tekstu, choć aż
              się prosi, dla większego porządku i przejrzystości, w moim mniemaniu
              naturalnie. Nie miałem też pojęcia, że dzielenie Twej wypowiedzi wzbudza u
              ciebie niemiłe odczucie bycia uczennicą, ale jestem już mądrzejszy, jeśli
              chodzi o Ciebie.
              Pytając o związek miłości i potrzeb fizjologicznych, oraz seksu sugerowałem, że
              jest on żaden, ponieważ jedno z drugiego nie wypływa i może istnieć niezależnie
              od siebie, nie zaprzeczysz chyba, że może istnieć potrzeba seksu, jedzenia,
              picia itd. bez miłości i odwrotnie.
              Byłem świadom, że mnie nie prosiłaś o cokolwiek, stąd mój komentarz, który
              swoją drogą jest mi bliski, a jeśli odnoszę się do czegoś słowami „Naturalnie,
              nie ma, co do tego żadnych wątpliwości.”, To raczej wygląda, że mi się on
              podoba, nie odwrotnie, jak sugerujesz, czyż nie?
              Swoja drogą, ja również nie prosiłem Cię o komentowanie mej wypowiedzi, a
              jednak określiłaś ją jako bzdurną, za co nie mam najmniejszych żalów do Ciebie,
              bo byłaś zwyczajnie sobą. Postaraj się jednak dawać innym równe prawa, co sobie.
              Nie uważam również usług prostytutek za bzdurne, podobnie jak nie uważam seksu
              za bzdurę.
              Ustosunkuję się teraz do Twej uwagi:
              „Czy ty wysylasz swojego chlopa do burdelu, jak nie masz ochoty z nim
              wspólzyc? „

              Wyjaśnię wpierw, że nie mam chłopa, bo jestem mężczyzną i to zainteresowanym
              płcią żeńską.
              W swojej pierwszej tutaj wypowiedzi, zwracałem uwagę na te usługi, nie w
              przypadkach, gdy mąż chce się kochać, ale kobieta nie ma, akurat w tym momencie
              ochoty i odwrotnie.

              Postaram się poniżej w miarę klarownie napisać, jak to widzę i w jakich
              sytuacjach widzę to, co sugerowałem w pierwszym swoim poście.
              Jak już wspomniałem, nie traktuję seksu, jako dowodu wierności, ani aktu
              miłości do drugiej osoby( najwyżej dopełnienia), a jedynie jako potrzebę, dla
              niektórych bardzo silną, podobnie jak jedzenie.
              Nie widzę nic zdrożnego w usługach seksualnych, mam tu jednak na myśli
              przypadki związków takich, gdy:
              -jedno z dwojga DIAMETRALNIE różni się w swych potrzebach seksualnych od
              drugiego,
              -ŻADNA ugodowa rozmowa, ani wizyta u seksuologa i kogokolwiek innego nie
              wpłynie na zmianę ich fizjologii ( to raczej oczywiste, ale niektórzy chcą mieć
              pewność)
              -mimo powyższego oboje nadal chcą być razem,
              -kochają się, bądź zwyczajnie jest im z sobą dobrze, nawet, gdy nie uprawiają
              razem seksu tyle ile potrzebują by normalnie funkcjonować, POD WARUNKIEM
              jednakże, że gdzieś zaspokajają te braki.

              Uważam, że w akceptacji powyższego, pomaga właściwe nastawienie mentalne i
              odrzucenia niemądrych stereotypów religijnych odnośnie zdrady i wzajemnych
              powinności(, bez względu na wynikłe stąd cierpienia) jedynie słusznych, ze
              względu, na swe ślepe posłuszeństwo dla nauk Kościoła w tym temacie, małżonków


            • Gość: Pastwa Re: DO Karo dopisek IP: *.rivnet / 10.1.15.* 12.04.02, 00:21
              Dla dopełnienia tego, co napisałem powyżej, zacytuję jedno, Twoje mądre zdanie:
              "Jesli nie dasz swojemu dziecku jesc ani pic to na nic twoje przytulanie
              go i tak bedzie plakac"

              Tak samo, jest z seksem w powyższych przypadkach, żebyś nie wiem jak przytulała
              i kochała partnera( zwłaszcza bardzo wymagającego), bez zaspokojenia jego
              potrzeb seksualnych, na nic sie to nie zda i tak będzie płakać.
              • Gość: Karo Re: Do Pastwy IP: *.eyrkonaeac12.dialup.ca.telus.com 12.04.02, 01:51
                To ze sex jest wazny nie ulega zadnej watpliwosci, ale ze nalezy on do potrzeb
                pierwszego rzedu to nie wiedzialam. Zalozmy wiec ,ze ktos znajduje sie sam na
                pustyni, bez jedzenia i picia. Z jakiego raczej powodu umrze najpierw z braku
                wody, chleba czy partnera do seksu? Mysle, jednak, ze masz zupelnie inne
                spojrzenie na temat skoro jestes mezczyzna a nie kobieta jak sadzilam, stad ta
                twoja poblazliwosc dla prostytucji. Nie sadze, ze jakakolwiek kobieta chcialaby
                sie na to zgodzic, podobnie jak i mezczyzna chyba zreszta na uzywanie faceta z
                domu publicznego do zaspokajania potrzeb jego partnerki. Zgodzilbys sie?
                • Gość: Pastwa Re: Do Karo IP: *.rivnet / 10.1.15.* 12.04.02, 02:21
                  Przeczuwałem, że tak napiszesz, kiedy dowiesz się, że jestem mężczyzną,
                  myślisz, więc trochę stereotypowo, zwłaszcza w obliczu powyższych postów, gdzie
                  jasno stoi, jak ważna i silna jest potrzeba seksu dla obu płci.
                  Osoby z postów nie znajdują się na pustyni, więc co sie będę rozwodził nad
                  takim przykładem, wystarczy, że życie doświadcza nas już, bardziej, niż
                  niejedna pustynia, czego dowody powyżej w postach.
                  Pobłażliwy jestem dla wszystkich nieszkodliwych ludzkich potrzeb, nie tylko
                  seksu, czy prostytucji, jak wolisz.

                  Twoje:
                  "Nie sadze, ze jakakolwiek kobieta chciałaby
                  sie na to zgodzic, podobnie jak i mezczyzna chyba zreszta na uzywanie faceta z
                  domu publicznego do zaspokajania potrzeb jego partnerki. Zgodzilbys sie?"

                  Zgadzają się, nawet panie, czego dowodem jeden z postów.

                  Czy ja bym sie zgodził?
                  Gdyby zaistniała dokładnie taka sytuacja, jak określona przeze mnie w poście "
                  DO KARO", to z ręką na sercu mówię Ci, że tak.
                  Przyznam jednak, że nie miewam osobiście takich dylematów, choć znam takie
                  przypadki z obserwacji znajomych.

                  Ps1.Tak z ciekawości, czy Ty uważasz prostytutki, za coś gorszego, niż,
                  nieprostytutki?.

                  Ps2.Nikt przecież, nie musi stosować się, do tego co piszę, zatem problem jest
                  tylko między nami, jako forma poznawczej polemiki, rozumiem.

                  Pozdr.

                  • Gość: Karo Re: Do Pastwy IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 12.04.02, 17:33
                    Ja nie potrzebuje czytac tych powyzszych postow aby wiedziec, ze udane zycie
                    seksualne ludzi niezmiernie zbliza i odwrotnie. Prostytutki nie sa dla mnie
                    nikim gorszym, tylko osobami ktore wybraly styl zycia ktorego ja nigdy nie
                    wybralam i nie wybiore. To ze istnieja i istnialy jest dowodem na to, ze
                    znajduja zatrudnienie.Wiem, ze wiele z nich boryka sie z duzymi problemami
                    zyciowymi, ale jest tez i wiele wsrod nich kobiet dla ktorych jest to okazja do
                    zarobienia duzych pieniedzy w relatywnie krotkim czasie. Nie bede tu
                    analizowac przyczyn dla ktorych maja zatrudnienie, ale mysle, ze nie powinni z
                    ich uslug korzystac mezczyzni, ktorzy maja kobiety w domu. Powinni raczej
                    skoncentrowac sie nad poprawa stosunkow z zona czy narzeczona, a nie wybierac
                    wyjscie awaryjne. To jest dla mnie zdrada, ktorej nie akceptuje osobiscie, a
                    jesli kobieta dopuszcza taka zdrade, aby tylko utrzymac faceta przy sobie to
                    jest juz jej problem.Ja nie oceniam jej wyboru negatywnie, bo nie znam
                    dokladnie jej pobudek , ale sama nie zgodzilabym sie z tym. Sa okresy w zyciu
                    kiedy jestesmy zmuszeni stosowac chwilowa abstynencje seksualna( choroba,
                    zagrozona ciaza itp) . Jest to swoisty egzamin jak bardzo kochamy i szanujemy
                    partnera . Pary ktore wychodza z tego bez zdrad sa mysle, silniejsze . Masz
                    racje nikt nie musi stosowac zadnej z naszych rad, jakiekolwiek by one nie
                    byly. Pozdrawiam.
                    • Gość: ya-cek tak właściwie - do Karo IP: *.chello.pl 12.04.02, 23:41
                      Sorry, muszę zgodzic się z Twoim adwersarzem, strasznie kiepskie są te Twoje
                      rady...choć z pewnością z dobrego serca płynące. I powiem szczerze, że tego
                      typu rady, z którymi - "nie wypada się nie zgodzić" - przynoszą często
                      obdarowanym nimi dużo szkody.
                      Wg mnie, podstawowy Twój bład, to nazywanie potrzebą, czegoś, co w
                      rzeczywistości jest tej potrzeby BRAKIEM. No, chyba, że potrzebą, pragnieniem
                      można nazwać "święty spokój od seksu" :o
                      Co tu się dużo rozpisywać, mężczyźni dużo częściej, niż kobiety są
                      konfrontowani z (mniej lub bardziej) radykalnym spadkiem potrzeb seksualnych
                      swoich stałych partnerek. Oczywiście, jakże często reagują agresją,
                      napastliwością, krzywdzą. Ale to nie znaczy, że mniej cierpią, niż kobiety w
                      takich sytuacjach (Estonia i inne).
                      I tak, jak napisałem Estonii, że to chyba Jej partner ma problem, tak też
                      powtórzę "Nieudanej": A może masz problem ? Czy jesteś pewna BRAKU swoich
                      potrzeb, a może są, tylko nie umiesz się do nich dostać ? Łokej, nie
                      mędrkuję...
                      • Gość: Karo Re: tak właściwie - do Yacka IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 13.04.02, 03:58
                        Twoje zdanie mnie najmniej obchodzi. Nie to jest tematem tego watku co ty
                        myslisz o mich radach. Dziwne tylko, ze tak sie powtarzasz jak kolega( brak
                        wlasnych cytatow, czy tez jest was dwoje ale w jednym ciele?). Moje rady sa
                        perfekt, a czy ktos je zastosuje czy nie to juz jego sprawa. Natomiast
                        chodzenie do domow publicznych napewno niektorym panom pasuje, w koncu dzieki
                        nim ten syfiasty biznes egzystuje. Czy ty jestes jednym z klientow, ze tak na
                        mnie napadasz? Jak masz klopoty lozkowe ze swoja partnerka to nie wyzywaj sie
                        na innych , tylko dyskutuj kulturalnie i staraj sie je rozwiazac.
                        • zlakobieta Do Karo 14.04.02, 22:41
                          Nie sadze, zeby Ya-cek chcial Cie urazic tym co napisal. Jako kobieta (chociaz
                          niestety zla ;) wlasciwie sie z nim zgadzam (nie w kwestii moze roli prostytutek,
                          bo to musialabym przemyslec) ale w kwestii tych political correct porad. widzisz
                          Karo, masz calkowita racje i zgadzam sie w 200% z twoimi przykladami dotyczacymi
                          czasowej abstynencji w przypadku zagrozonej ciazy, choroby, wyjazdu
                          ukochanego/ej... To prawda, ze jest to wspanialym dowodem milosci ale pamietaj,
                          ze jest to abstynancja TYMCZASOWA i te osoby licza na to, ze stan ten ulegnie
                          zmianie, a oczekiwanie zakonczy sie wspaniala miloscia, na ktora oboje beda miec
                          ochote. Przyklady te maja sie nijak do problemu Estonii. Ona musi godzic sie na
                          abstynencje praktycznie do konca zycia, bo jej partner "tak ma". Jak tutaj
                          walczyc? Co robic? Zrezygnowac z seksu i cieszyc sie tylko innymi aspektami
                          zycia? Mozna oczywiscie ale jesli jest osoba mloda, a jej partner nie jest nawet
                          mezem, to dlaczego ma sie na to godzic? Jak dlugo wytrzyma? Moze gdzies
                          niedaleko istnieje jej prawdziwy wymarzony ukochany, ktory oprocz innych zalet
                          posiada rowniez podobny temperament (to samo dotyczy jej chlopaka, ktory ma
                          mniejsze potrzeby).
                          Uwierz mi wiem co znaczy takie zycie. Nie z autopsji ale z ust mojej matki, ktora
                          cale swoje blisko 35 malzenstwo przemeczyla sie w taki sposob. Nie potrafie
                          powiedziec co czulam, kiedy mi sie z tego zwierzyla i kiedy ze lzami w oczach
                          opowiadala o tym, jak to tata (przewspanialy troskliwy czlowiek) czasami robil
                          jej łaske i zgadzal sie na namiastke fizycznej milosci.

                          Powtorze jeszcze raz: ZYCIE JEST JEDNO I TRZEBA STARAC SIE ULOZYC JE SOBIE JAK
                          NAJLEPIEJ. Zwiazek nie powinien byc dobry, ale NAJLEPSZY.
                          Pozdrawiam.
                          • Gość: Karo Re: Do Zlej kobiety IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.04.02, 19:24
                            Piszesz ,ze zgadzasz sie 200% z moimi politically correct radami co do
                            tymczasowego braku seksu w razie choroby , czy ciazy a jednoczesnie zgadzasz
                            sie z Jackiem , ktory pisze ,ze te rady sa kiepskie. Albo, albo, zdecyduj sie.
                            Te rady nie byly skierowane do Estonii, byly jedynie czescia mojej dyskusji z
                            Jackiem. Przeczytaj moj post z 6 kwietnia: Do Tomka i Pat. Zmien chlopaka, a
                            zauwazysz, ze nie piszesz nic innego niz to co ja napisalam, malo tego nawet
                            zastosowalam w swoim wlasnym zyciu. Wiec tak naprawde to w czym ty sie ze mna
                            nie zgadzasz i w czym tak bardzo zgadzasz sie z Jackiem?
                            • Gość: Pastwa Re: Jeśli można wytłumaczyć, do Karo IP: *.rivnet 15.04.02, 19:47
                              Gość portalu: Karo napisała:

                              > Piszesz ,ze zgadzasz sie 200% z moimi politically correct radami co do
                              > tymczasowego braku seksu w razie choroby , czy ciazy a jednoczesnie zgadzasz
                              > sie z Jackiem , ktory pisze ,ze te rady sa kiepskie. Albo, albo, zdecyduj sie.
                              > Te rady nie byly skierowane do Estonii, byly jedynie czescia mojej dyskusji z
                              > Jackiem. Przeczytaj moj post z 6 kwietnia: Do Tomka i Pat. Zmien chlopaka, a
                              > zauwazysz, ze nie piszesz nic innego niz to co ja napisalam, malo tego nawet
                              > zastosowalam w swoim wlasnym zyciu. Wiec tak naprawde to w czym ty sie ze mna
                              > nie zgadzasz i w czym tak bardzo zgadzasz sie z Jackiem?

                              Proszę nie zarzucać zlejkobiecie, że sobie przeczy, wystarczy, bowiem odrobina
                              życzliwości, by zauważyć, iż tak nie było(!), ale wyjaśniam już, owo sprzeczne
                              dla Ciebie myślenie zlejkobiety.

                              Sama wyraźnie zauważyłaś, że zlakobieta zgodziła się w 200% z Twoimi radami
                              (politically correct) „ co do tymczasowego braku seksu w razie choroby , czy
                              ciąży ..".

                              Ja natomiast, a za mną ya-cek, nie zgodziłem się z Twoimi radami zawartymi w
                              poście, do którego bezpośrednio się odniosłem, patrz post " DO KARO i
                              zainteresowanych " 11-04-2002 00:59 , ani jedna ze skrytykowanych tam, przeze
                              mnie Twoich rad, nie była tymi, które tu teraz przytaczasz.
                              Zatem logicznym i nie sprzecznym, może być poparcie przez zląkobietę Twoich
                              rad "X" oraz moich wątpliwości „Y" wobec Twoich rad "Z".

                              Ps. zlakobieta wytłumaczyłaby Ci to zapewne lepiej, ale może to już wystarczy.




                      • Gość: nieudana Re: tak właściwie - do ya-cek IP: *.atol.com.pl 14.04.02, 23:32
                        Dlaczego zawsze gdy ktoś choć trochę odbiega od przyjętej "normy" musi mieć
                        problem? Mam małe potzreby i dobrze mi z tym. Nie widzę w tym żadnego problemu
                        jako takiego. Jestem atrakcyjną, zadowoloną kobieta, usatysfakcjonowaną
                        seksualnie, która lubi seks i to bardzo. To nie jest tak, ze mam jakieś
                        uprzedzenia, fobie, lęki, nie lubię tego itd. Wręcz przeciwnie, ale wolę
                        rzadziej niż mój mąż. I w tym tkwi problem.
                        Piszesz, że moze jednak mam te potzrby tylko o nich nie wiem. Tylko, że by je
                        wydobyć potzreba dwojga, a w przypadku kobiety przede wszystkim mężczyzny. U
                        mnie ten problem jest "mój". Mąż uważa, że z nim wszystko w porządku, on nie
                        ma sobie nic do zarzucenia, to ja powinnam się leczyć, wziąźć za siebie itd.
                        No, w taki sposób to on mnie nigdy nie rozbudzi, jeśli nawet jest co do
                        rozbudzenia. Nawet wysyłał mnie do seksuologa, ale na zasadzie:"Idź do
                        seksuologa, psychologa i lecz się". On oczywiście jest bez zarzutu.
                        Piszesz, ze to ja mam problem, bo mam małe potzreby. A moze to mój mąż ma
                        problem z rozbudzeniem swojej partnerki? Moze po prostu nie potrafi
                        (przepraszam za wyrazenia) zabrać się do kobiety? Być moze najlepszym wyjściem
                        byłoby sprawdzić się z innymi partnerami. Moze wtedy okazałoby się, czy inny
                        facet też tak na mnie "rzadko" będzie działał, i czy inna kobieta będzie
                        chętna codziennie na mojego męża. Moze byłoby tak samo, a moze okazałoby się,
                        ze po prostu nie jesteśmy dla siebie stworzeni pod tym zwględem. Tylko, ze
                        małżeństwo to wbrew pozorom nie tylko seks. Poza seksem nasze życie jest
                        wspaniałe, jesteśmy wielkimi przyjciółmi, niejedno przeszliśmy, potrafimy się
                        bawić, płakać razem. Potrafimy rozmawiać, dogadywać się, mamy wspaniałe
                        dzieciaczki i wogóle jest naprawdę bardzo dobrze. I tylko ta jedna rzecz jest
                        takim zgrzytem. I nie raz myślałam o rozwodzie (On też), ale stawialiśmy na
                        jednej szali seks na drugiej tą reszte i wychodziło nam , ze nie warto.
                        I nie jest tak, że ten problem spędza nam sen z powiek, ze kłócimy się o to
                        codziennie. Ten problem wraca falami. Co jakiś czas wraca, kłócimy się, jest
                        źle, dogadujemy się, godzimy, jest dobrze, do następnego razu, dopóki któreś z
                        nas sie nie zmęczy: on dłuższym postem, ja-udawaniem.
                        To wszystko jest bardzo trudne i trudno tu przedstawić ten problem tak, by
                        było zrozumiale.Wiem, że on sie czuje z tym wszystkim źle, ale ja też czuje
                        sie okropnie, nie raz oczy wypłakałam i jeszcze pewnie wypłaczę. Czuję się
                        pusta, niekobieca,gorsza od innych. Pewnie tak czują sie kobiety, które nie
                        mogą mieć dzieci. Tylko czy z tego powodu, ze nie mogą są mniej kobiece? Sa
                        gorszymi kobietami?
                        Fatalnie się z tym wszystkim czuję:(

                        Nieudana
                        • Gość: ya-cek Do (nie)Udanej IP: 62.179.0.* 19.04.02, 02:09
                          Twój post jest piękny-kropka.
                          Odbieram go jednocześnie jako zachętę do dalszego ciągu, choc może nieładnie
                          tak wcinać się (dosłownie:) w wątek Estonii. Gospodynię proszę więc o gościnę.

                          Jeśli chcesz, przeczytaj, ale to t y l k o mój punkt widzenia.
                          Napisałaś, jak poniżej:
                          "Dlaczego zawsze gdy ktoś choć trochę odbiega od przyjętej "normy" musi mieć
                          problem?"
                          Według mnie, nie ma normy ! Jesteśmy indywidualni ! Jednocześnie jesteśmy też
                          społeczni i dlatego tak chętnie (się) prównujemy. Nie ma w tym porównywaniu
                          niczego złego dopóki nie wpadniemy w pułapkę myślenia inny=zły. Przywoływanie
                          statystyk może jednak być pomocne, choćby w temacie, o którym rozmawiamy. Bo
                          jednak powinno nam się zapalić ostrzegawcze światełko, gdy od tej statystycznej
                          średniej odbiegamy. Rodzą się pytania, które zostawione bez odpowiedzi wywołują
                          w nas frustrację, poczucie wyobcowania,niższości... Nie uciekaj ! Nie bój się
                          stawiać sobie tych pytań. Nie zarzutów ! Pytań właśnie !

                          "Piszesz, że moze jednak mam te potrzeby tylko o nich nie wiem"
                          "Piszesz, ze to ja mam problem, bo mam małe potzreby..."
                          W moim zamiarze były to tylko niewinne "gdybanki", nie chcę Cię analizować,
                          stąd zasłaniam się wygodnym słówkiem "może". Nie wiem, co Ci w duszy gra,
                          chciałem jedynie wytrącić Cię z nieco stereotypowego opisu problemu.
                          Zaczynałaś pisać swój długi post "...do ya-cek" jeszcze w komfortowym kaftanie
                          stereotypu : "Dlaczego zawsze gdy ktoś choć trochę odbiega od przyjętej "normy"
                          musi mieć problem? Mam małe potzreby i dobrze mi z tym..."
                          Kończysz : "Fatalnie się z tym wszystkim czuję:("
                          Powiem Ci od siebie, że ten koniec odebrałem jako naprawdę prawdziwy, szczery
                          wyraz Twego Ja. Tę szczerość w komunikowaniu uczuć trzeba w sobie poszukać i
                          znaleźć. To trudne, bolesne nawet, a czasem bezcelowe, jeżeli Twój partner nie
                          chce Cię rozumieć, poczuć. Ale bez tego, będziecie tylko się oszukiwać, każde ,
                          tak jak teraz opacznie rozumie komunikaty, jakie sobie dajecie. Każde z was
                          broni swego (?) stanowiska - a nie ma czego bronić. To tylko kulturowo-
                          cywilizacyjny przekaz - role, jakie dla męża i żony rozpisano już setki lat temu
                          O kurczę, zacząłem filozofować...

                          Kusi mnie jeszcze, żeby rozprawić się z jednym mitem, jaki mimowolnie
                          powielasz : "...Tylko, żeby je (potrzeby) wydobyć potzreba dwojga, a w
                          przypadku kobiety przede wszystkim mężczyzny"
                          Według mnie to całkowita nieprawda ! Rodzimy się jako istoty seksualne.
                          Wychowujemy się, socjalizujemy, modyfikujemy sposób uzewnętrzniania naszej
                          seksualności. Ale ta seksualnośc w nas jest, jest fragmentem naszej osoby.
                          Uczymy się jedynie sposobów jej maskowania...
                          Do uświadomienia sobie tej cząstki siebie nie potrzebujesz nikogo !
                          Szukam prównania, metafory.
                          Może tak : Nie potrzebujesz lustra, żeby wiedzieć że masz oczy i że umiesz, a
                          nawet lubisz patrzeć.

                          Twoje relacje z mężem, to Twój świat, do którego nie czuję się zaproszony...

                          Pozdrawiam pięknie
                          Jacek



    • Gość: Pastwa Dla jasności, Pastwa to nie ya-cek !!! IP: *.rivnet 14.04.02, 22:55
      Napisałem ten post, ponieważ Karo zasugerowała, że ya-cek i Pastwa to ta sama
      osoba, a zlakobieta się na to złapała.
      Nie mam potrzeby zasłaniania się kimś innym, biorę całą odpowiedzialność za to,
      co napisałem, nawet zniechęcając innych do siebie, trudno.
      • zlakobieta Pastwo kochany... 15.04.02, 14:54
        ...nie jestem na tym forum od dzis (chociaz moze mnie nie zauwazyles;) i wcale
        sie nie zalapalam na sugestie Karo. Po prostu skupilam sie na tresci przeslania,
        ktore chcialam jej przekazac i w rezultacie zapomnialam napisac tej oczywistej
        prawdy, ze Ty i Ya-cek to nie to samo, bo przeciez i tak wszyscy to wiedza, ze
        jestes jedyny i niepowtarzalny ;)
        Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam. Nastepnym razem zaczne od
        dementowania.
        Pzdroofka.

        Gość portalu: Pastwa napisał(a):

        > Napisałem ten post, ponieważ Karo zasugerowała, że ya-cek i Pastwa to ta sama
        > osoba, a zlakobieta się na to złapała.
        > Nie mam potrzeby zasłaniania się kimś innym, biorę całą odpowiedzialność za to,
        >
        > co napisałem, nawet zniechęcając innych do siebie, trudno.


        Pa
        • Gość: Pastwa Re: zlakobieto IP: *.rivnet 15.04.02, 15:43
          zlakobieta:
          >...nie jestem na tym forum od dzis (chociaz moze mnie nie zauwazyles;)

          jakżesz mógłbym nie zauważyć tego szlachetnego i mądrego zła siedzącego w
          Tobie :-)
        • Gość: Karo Re: Zla kobieta IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.04.02, 19:42
          A dlaczego ty przepraszasz Pastwe za to, ze nie dementujesz iz Jacek i Pastwa
          to dwie rozne osoby ? Jestes do tego w jakis sposob zobligowana? Mysle, ze
          zareagowalas normalnie piszac o tresci postu , a nie o sugestiach, ktore ciebie
          w zaden sposob nie dotycza. Mysle, ze zainteresowani moga sami pisac za siebie,
          to wystarczy.
          • zlakobieta Re: Karo 15.04.02, 21:49
            Moja odpowiedz do Pastwy byla po prostu 'a propos" i lekko z przymruzeniem oka.
            Nie chcialam, zeby sadzil, ze ja tez podejrzewam, ze on i Ya-cek to jedna osoba.
            Chcialam, zeby wiedzial, ze go znam i tyle.

            Pytasz dlaczego przepraszam go, ze nie zdementowalam.

            Widzisz Karo, zaden z bywalcow forum (a szczegolnie ci, ktorzy wstepuja tu
            czesto i to pod stalymi loginami) nie lubi byc posadzany o jakiekolwiek
            manipulacje. Twoja wypowiedz sugerowala, ze Pastwa zalogowal sie drugi raz,
            jako kto inny w celu uwiarygodnienia wypowiedzi, poparcia swojego zdania, czy
            tez z jakichkolwiek innych niejasnych i nie do konca uczciwych pobudek.

            Jako osoba, ktora go zna (bo widuje na forum) uwazam, ze powinnam byla
            zdementowac takie podejrzenia po prostu z uczciwosci.
            Skoro Ty go wczesniej nie spotkalas i go nie znasz, to masz przwo podejrzewac o
            rozne rzeczy, ale ja - jako ktos, kto go zna moge Cie zapewnic, ze Pastwa jest
            pojedynczym egzemplarzem ;)
            Poza tym jego wyjasnienia sa w tym momencie bardziej wiarygodne (tak sadze), bo
            potwierdzone przez innego uczestnika dyskusji.

            Mam nadzieje, ze nie pomyslisz, ze ja tez jestem Pastwa, bo go bronie ;))) (to
            byl zart, nie obraz sie).

            Pozdrawiam serdecznie.
            • Gość: Karo Re: Zla kobieta, Pastwa, Yacek. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.04.02, 01:15
              To mile ,ze stali bywalcy forum tak sie znaja. Moze i mnie kiedys ktos tu
              wspomoze , albo chociaz potraktuje po przyjacielsku. Poki co musze przerwac to
              pisanie , bo dziecko mi sie rozchorowalo i czeka mnie kolejna nieprzespana noc.
              Pozdrawiam was wszystkich: ciebie Zla kobieto i Pastwe i Yacka. Pa
              • Gość: Pastwa Re: Zla kobieta, Pastwa, Yacek. IP: *.rivnet 17.04.02, 01:20
                Pozdrawiam wzajemnie( myślę, że zlakobieta i yacek się dołączają).

                Oby ,jak najmniej kłopotów w domu, byś mogła tu szybko wrócić



                • zlakobieta Re: Karo, Pastwa, Yacek. 17.04.02, 09:09
                  a pewnie, pewnie, ze sie przylaczam!
                  • ya-cek droga Karo 19.04.02, 00:40
                    Przepraszam za kilkudniową zwłokę, dolałem oliwy do ognia (dyskusji) i się
                    ulotniłem. Cóż, nadrabiam pracę przed dłuuugim łykendem.

                    Droga Karo, gdybym przypuszczał, że tak mocno zareagujesz na małą krytykę z
                    mojej strony, tobym sobie odpuścił. Sorry, nie zamierzałem na Ciebie
                    naskakiwać, ani Cię obrazić. Krytycyzm mój nie tyczył się Twej osoby, jeno Twej
                    wypowiedzi i nigdy nie zapominam o tym, że to NIE TO SAMO. Myślę też, że Twoja
                    odpowiedź była niezasłużenie napastliwa. Aż musiałem wrócić i przeczytać swą
                    wypowiedź...nic nie pisałem o burdelach, ani o kłopotach łóżkowych...

                    Nie wracam już do meritum, Ty określiłaś swoje stanowisko, ja dodałem 3grosze
                    do stanowiska Pastwy, koniec końców uznajmy, że nasze poglądy w tym temacie są
                    rozbieżne. I w porzo, każdy myśli i czuje inaczej.
                    Pozdrawiam
                    Jacek
    • kasia_76 Re: Nieudany seks w związku 15.04.02, 21:23
      Czytam odpowiedzi niektorych-zeby skonczyc zwiazek, ze nie warto itp. Bardzo
      prostym jest dla Was tak zwyczajnie zerwac z kims, z kim sie juz wiele razem
      przeszlo i kogo sie KOCHA. No wiec co w takim razie, jezeli partner jest super,
      dogadujecie sie,macie wsplne pasje, zainteresowania itp, itd. A JEDYNA rzecza,
      ktora Was dzieli jest to, ze on nie chce wspolzyc?
      • Gość: Pastwa Do Kasia 76 IP: *.rivnet 15.04.02, 21:38
        Moim zdaniem masz już odpowiedzi, jak rozwiązać Twoj problem, kwestią jest
        tylko, czy będziesz gotowa skorzystać z powyższych porad, na to wpływu już,
        radzący nie ma.
      • zlakobieta Kasiu... 15.04.02, 22:00
        ...nikt nie ma prawa radzic Ci "zerwij z nim" albo "zostan z nim". Ludzie
        przedstawiaja tu swoj punkt widzenia poparty nieraz wlasnym doswiadczeniami. To
        Ty sama musisz podjac decyzje. Jest mnostwo ludzi, dla ktorych sfera zycia
        seksualnego jest drugorzedna i potrafia sie pogodzic z jej brakiem dla dobra
        zwiazku udanego pod wszystkimi innymi wzgledami. Podobnie istnieja ludzie,
        ktorym nie uklada sie nigdzie tak dobrze jak w lozku i tylko z tego powodu sa
        razem (znam takie przypadki). Nie o to chodzi. Chodzi o to co jest dla CIEBIE
        wazniejsze i z czego TY mozesz zrezygnowac w imie milosci, ktora darzysz
        partnera.
        Pamietaj, ze jest to decyzja na reszte zycia (nie mowie o ewentualnym
        rozwodzie, bo w momencie podejmowania decyzji o slubie chore byloby myslec "jak
        sie nie uda, to rozwod").
        Napisalam o mojej mamie, ktora dzis uwaza, ze z podobnego powodu cierpiala i
        zmarnowala zycie i jest zalamana, ale trzeba pamietac, ze sa tez inni, ktorzy
        sie na taki uklad zgodzili i nie zaluja, bo rekompensuja sobie brak seksu w
        innych sferach, ktore sa dla nich wazniejsze.
        Wedlug mnie kluczowa sprawa jest zrozumienie, ze partner sie nie zmieni.
        On taki jest i albo sie z tym pogodzisz i zmienisz siebie/swoje podejscie, tak
        zeby nauczyc sie z tym zyc, albo bedzie tak, jak jest i bedziesz miec duzy
        problem.
        Moze sie myle ale nie slyszalam o kims, kto nie mial prawie potrzeb, az tu
        nagle zmienil sie pod wplywem jakiejs terapii w demona seksu.
        Oczywiscie moge sie mylic... Moze ktos zna takie przyklady. Wyrazam po prostu
        swoje zdanie.
        Pzdr.
    • Gość: Pat Od paru dni... IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 17.04.02, 11:50
      Estonia, nowości.
      Wygląda na to, że siedze po uszy w dwóch związkach, tzn. z narzeczonym
      (czułość, zrozumienie, wspólne plany itp.) & z kochankiem (bezbłędny seks &
      urok nowości). Nie twierdzę, że to najlesze, dobre, a przede wszystkim
      długoterminowe rozwiązanie, ale chwilowo czuje się w tym nieźle. Jak
      schizofrenik tuż przed rozpoczęciem niechcianego leczenia...
      Sama nie wiem, co o tym myśleć, staram się nie myśleć wcale.
      A jak u Ciebie, coś ruszyło w kwestii zasadniczej?
      • estonia Re: Od paru dni... 19.04.02, 00:02
        Pat, u mnie niestety bez zmian. W kwesti zasadniczej zaczynam się zastanawiać czy
        sprawy powolutku nie wracaja na stare tory. Cały czas nie mam odwagi podjąć
        żadnej decyzji, dam sprawom jeszcze trochę czasu. Efektem tego wszystkiego jak na
        razie jest to, że mi sie odechciało seksu. Ale i tak Ci troszke zazdroszczę tego
        kochanka....


        >
        • kasiakassia Re: Od paru dni... 19.04.02, 12:06
          hmmmmmmm no naczytalam sie dzisiaj:) Was wszystkich:))) muszę powiedzieć, ze to
          wszystko jest mi bardzo, bardzo bliskie - to tak jak czytanie samej siebie:) ja
          mam 26 lat a mój mąz (!) 30. Nie mamy dzieci. Zaraz mina 4 lata naszego
          małżeństwa, a razem jestesmy jakies 5.5:) odczuwam to samo co Estonia - teraz
          tzw. ciche dni:) i jestem krok przed tym co ma Pat:) poznalam kogos i jest
          swietnie! :) jakie to wszystko pokrecone! Moze kiedys i mi straczy sil, zeby
          napisac cos wiecej o sobie:) WIem tylko, ze wiele spraw powinnam byla
          przemyslec dawno temu:) A byly sygnaly:) Takie jak u Ciebie teraz:) Ale milosc
          jest slepa:) warto jednak czasem otworzyc szeroko oczy!
          pozdrawiam serdecznie:)
          • Gość: KSIADZ Re: Od paru dni... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.04.02, 13:25
            WIDZE ZE NIEWIERNOSC JEST NA TEJ STRONIE WSZEM OBECNA A PRZYKAZANIE A WARTOSCI
            KATOLICKIE A CZY TYLKO UCIECHY CIELESNE SA DLA WAS WAZNE ZASTANOWCIE SIE NAD TY
            I NIE GRZESCI A TERAZ DO SPOWIEDZI I DZIENKUJCIE ZE JESTESCI ZDROWE ZDROWI
        • Gość: Jedrus Re: Od paru dni... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.04.02, 13:20
          POPROSTU JAK CHCESZ DOBREGO SEKSU TO CI GO DAM MI TEZ NIE CHCE SIE RABAC MOJEJ
          ZONKI ZA CZESTO TAKA FIZJONOBIA LUDZI A NA OBCA MAM ZAWSZE OCHOTE I POSWIECAM
          JEJ CZAS PIESZCZE ZABAWIAM WKLADAM TRUSKAWKI I WINOGRONA DO MALEJ DZIURKI I
          WYJADAM I ROBIE WIELE INNYCH PIEKNYCH ZECZY NAPISZ TO CI TO POKARZ I RAZEM
          SPEDZIMY WIELE PIEKNYCH CHWIL W SYPIALNI NASZEGO UKRYTEGO GNIAZDA
    • Gość: Shy Re: Nieudany seks w związku - estonia IP: 141.11.119.* 19.04.02, 16:01
      Witam
      przeczytalam wypowiedzi tu obecnych i chyba wiekszosc Ci radzi zerwac z nim. Ja
      tez. Mam za soba 18 lat malzenstwa, jestem tydzien po rozwodzie. Z zona
      ukladalo mie sie dobrze przez 5 lat. Dobrze - oprocz seksu. A potem? Zaczelem
      sie spotykac z innymi kobietami. We wszystkich innych sprawach dogadywalem sie
      z zona. Lubie ja - jest ladna, madra, z poczuciem humoru. Ale w lozku nam sie
      nie ukladalo. Mamy trojke wspanialych dzieci - i za to Jej jestem wdzieczny.
      Decyzja byla bardzo trudna i bolesna - rozstanie trwalo ponad dwa lata,
      musielismy sie z tym wszystkim oswoic, ale mam nadzieje, ze bylo warto. W
      perspektywie mialem albo marazm w lozku, albo szanse na szczescie. Dla
      wszystkich oburzonych - jestem dobrym ojcem, zona, przepraszam - byla zona, tez
      tak twierdzi. Wiec jak masz spedzic zycie tak jak do tej pory (a On jak widac
      nie chce sie zmienic) to lepiej rzuc go. Moze i Ty i On traficie jeszcze na
      swoje polowki.

      Powodzenia

      Niesmialy
      • yankiv11 Re: Nieudany seks w związku - estonia 14.10.14, 19:46
        Jestem strasznie ciekawa jak potoczyły sie losy estoni. Czy jestes jeszcze?
        • wiolcia29_2 Re: Nieudany seks w związku - estonia 14.10.14, 20:13
          Nick jest nieaktywny. ;) Chyba, że korzysta z innego. Ależ głęboko do archiwum sięgasz. :P
        • perfum o ile wiem... 29.11.14, 18:10
          yankiv11 napisała:
          > Jestem strasznie ciekawa jak potoczyły sie losy estoni.

          o ile wiem, to w tkzw. miedzyczasie weszla do Unii, jest w nowym zwiazku i ma sie niezle.
    • hansii 12 lat minelo... 15.10.14, 00:27
      no i napisz jak jest - to zrobimy jakies podsumowanie

      - gdyz inaczej - to tylko gdybanie.
    • yadaxad Re: Nieudany seks w związku 15.10.14, 19:07
      Powiedzmy sobie jasno, że estonia, z pragnienia męża, zaangażowała się w powierzchowny związek. Specjalnie nic ich nie łączy. Już sam fakt podkreślania, że nie konfliktują się o brudy i gotowanie jest poślizgiem po powierzchni. Sobie gadają i się zgadzają w swojej wizji na świat, to można rozładować z byle znajomym. Do tego to jest zmienne przy byle nowym problemie. Konflikt o seks nie jest konfliktem o jakość współżycia , ale skumulował się w nim problem obcości, nieszczerości wobec siebie, przedmiotowe traktowanie się z celem realizowania chęci stworzenia modelu małżeństwa i w łóżku jak oliwa na wierzch wypływa. Z seksem bywa różnie. Udany seks na początku związku nie gwarantuje go na zawsze. Problemy na początku, nie znaczą, że nie rozwinie się w seks do osiemdziesiątki takim czy innym sposobem. Wg mnie estonia do faceta nie dotarła i nie wie co on ma w sobie, a on ma swoje myślenie, z którym z " babą" nie musi się dzielić, bo ją sobie wychowa. A spełnia funkcje, to się na żonę nadaje. A popaplać z nią może, jak będzie miał pogląd, to mu nie podskoczy.
    • nimwstaniedzien Re: Nieudany seks w związku 29.11.14, 15:20
      udany seks w związku jest bardzo ważny, moim zdaniem odgrywa bardzo dużą rolę w naszym życiu, bez niego nie da się stworzy udanej relacji. Sporo też na temat seksu i jego roli w codziennym życiu dowiedziałam się z książki Intymnie rozmowy nie tylko o miłości.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka