Dodaj do ulubionych

Hej ....nie bojcie sie smierci......

IP: *.dialup.mindspring.com 08.07.04, 04:18
> jmx napisala:


> Jak osobie, która odchodzi można pomóc gdy się nie wierzy w śmierć?
> Taka myśl, moim zdaniem wyraża nieakceptowanie, wypieranie tego faktu ze
> świadomości osoby, która ją głosi i wierzy.
>
> Pierwsza, świadomie przeżyta śmierć kogoś znajomego, bliskiego jest zawsze
> szokiem. Świat się zmienia. Jest Inny. Skończony. Patrzenie z bliska na
> umieranie, na stopniowe gaśnięcie i rozbłyskiwanie nadziei związane z
treścią
> diagnoz lekarskich, na zupełnie inny odbiór świata, ludzi niż w czasie
> zdrowia...
>
> Czy współbycie z umierającym to odwaga?
> Czy zaniechanie tego to tchórzostwo?
> Czy towarzyszenie umierającemu jest bardziej dla nas czy dla niego?


******************************************************************************
Luty odpowiedzial:

Rozne sa sytuacje, rozne okolicznosci, nie mozemy uogolniac.
Inaczej jest, gdy umiera schorowany starzec, inaczej gdy umiera dziecko...
Inaczej gdy umiera sasiad, inaczej gdy umiera nam ktos biski.
Inaczej tez, gdy umiera ktos latami, inaczej , gdy nagle...

Ale wiedziec warto, ze smierc, to umieranie ciala..., a cialo to skorupka...
Jestesmy czyms niewyobrazalnie wielkim i niepojetym. Cialo to skorupka
orzecha wobec wszechswiata ktorym jestesmy, cialo jest chwilka wobec
nieskonczonosci ktora jestesmy, cialo jest pylkiem wobec ogromu milosci jaka
jestesmy...
Jednak smierc dla wielu z Was, to ostatecznosc, to rozstanie na wieki...to
bol, to rozpacz...i nie mozna znalezc pocieszenia...a ja nie wiem jak mozna
to zmienic...
Obserwuj wątek
    • Gość: Imagine Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.adsl.navix.net 08.07.04, 05:16
      hello mister luty. a skad to wasc taki pewny, ze nasze cialo to skorupka, ze
      zyjemy wiecznie etc ? przemow pan do mnie.
      Imagine.
      • Gość: Luty Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.dialup.mindspring.com 08.07.04, 05:20
        Pewny, bo pewny, bo dane bylo mu upewnienie...
        • Gość: Maire-Maire Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.04, 07:25
          Może Luty przeżył smierć kliniczną? Ja osobiście panie Luty popieram to , co
          Pan napisał:) Wierzę głęboko w to, że wraz ze śmiercią nie kończy się życie,
          ale zaczyna coś wspanialszego. Jestem idealistką , dlatego nie będę opisywała
          swych wyobrażeń na temat życia po życiu. Ale WIERZĘ!
    • mskaiq Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 07:46
      Wedlug mnie umiera tylko cialo. Jesli wierzymy ze jestesmy tylko cialem to
      smierc jest koncem wszystkiego. Jesli wierzymy ze mieszkamy tylko w naszym
      ciele to nic sie konczy, zycie jest epizodem.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • brzydulca Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 10:28
        No prosze! Czyz ten Luty nie jest wspanialy?
      • wykrywacz.klamcow Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 10:51
        >Jesli wierzymy ze mieszkamy tylko w naszym
        > ciele to nic sie konczy, zycie jest epizodem.

        Chyba powino byc: "Jesli wierzymy ze mieszkamy tylko w naszym ciele to wierzymy
        ze nic sie konczy, wierzymy ze zycie jest epizodem"
        ?
        • iwan_w Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 10:53
          Jesteś przemianowany Kwieto czy jego brat bliźniak?
          • wykrywacz.klamcow Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 11:18
            Przemianowany kwieto :"P
    • procesor Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 10:54
      Gość portalu: Luty napisał(a):
      > Rozne sa sytuacje, rozne okolicznosci, nie mozemy uogolniac.
      > Inaczej jest, gdy umiera schorowany starzec, inaczej gdy umiera dziecko...
      > Inaczej gdy umiera sasiad, inaczej gdy umiera nam ktos biski.
      > Inaczej tez, gdy umiera ktos latami, inaczej , gdy nagle...

      Rzecz oczywista, bez dyskusji. Inaczej tez gdy wojna, inaczej gdy ogromny
      karambol, inaczej gdy "gdyby nie czyjs błąd"..

      > Ale wiedziec warto, ze smierc, to umieranie ciala..., a cialo to skorupka...
      > Jestesmy czyms niewyobrazalnie wielkim i niepojetym. Cialo to skorupka
      > orzecha wobec wszechswiata ktorym jestesmy, cialo jest chwilka wobec
      > nieskonczonosci ktora jestesmy, cialo jest pylkiem wobec ogromu milosci jaka
      > jestesmy...
      > Jednak smierc dla wielu z Was, to ostatecznosc, to rozstanie na wieki...to
      > bol, to rozpacz...i nie mozna znalezc pocieszenia...a ja nie wiem jak mozna
      > to zmienic...

      Luty, ja wiem że w Polsce tylko nominalnie 90-95% ludzi to katolicy. Generalnie
      jednak większośc ludzi może być okreslona jako "wierzacy". Jak nie KK to
      protestanci, świadkowie Jehowy, prawosąłwni, Żydzi. I wierzący "po swojemu".
      Tak sie składa, że te religie zakładaja, że życie nie kończy sie w momencie
      śmierci.

      Owszem wcale nie jest trudno spotkac "wierzącego" który mówi "a taak, ja
      wierzę, Bóg jest, ale jak sie umiera to nas tylko zakopuja i cześć pieśni". Ale
      jestem pewna że większość ludzi wierzy że w jakiejś formie nie przestajemy
      istnieć.
      Na pewno ma tu tez udział to że od lat rozpropagowane są wyznania osób po
      śmierci kliczniej..

      Czemu wiec tak ci wydaje że trzeba nas przekonywac gorąco do tego że śmierć to
      nei kres życia, wszystkiego??
      • Gość: krish Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: 62.233.233.* 08.07.04, 10:59
        czemu, czemu... ależ luty chce goraczkowo SIEBIE o tym zapewnić... my tu tylko
        narzędzie...

        krish the tool
        • procesor Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 11:07
          Gość portalu: krish napisał(a):
          > czemu, czemu... ależ luty chce goraczkowo SIEBIE o tym zapewnić... my tu
          > tylko narzędzie..
          > krish the tool

          Aaaa, no dobra. Ale to ty tak myślisz. :)
          Luty sam musi zeznać.

          Moze wokół niego sami wyznawcy tearii że z ostatnim tchnieniem znika wszystko
          co stanowiło osobowość danego człoeika a zostaje tylko organiczny "złom".

          Nawet przeżycia ze stanu smierci klinicznej tłumaczone są prze niektórych jako
          wybryki niedotlenionego mózgu, efekt substancji "samoznieczulających".
          A duchy i inne potergeisty to halucynacje i omamy suchowe.
          Z tym że trudno to czasem zaakceptowac, bo zniszczenia bywaja duże..
          • Gość: krish Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: 62.233.233.* 08.07.04, 11:16
            nieee...

            ja tylko twierdze, ze jesli ktoś żarliwie prapaguje nie pytany przed audytorium
            prawdy objawione, to znaczy, że w środku w nie nie wierzy.

            oczywiście podswiadomie

            podświadomość to ciekawa zabawka...

            im żarliwiej, tym mniej



            w skrajnych przypadkach by te sprzeczność jakoś załatać ludzie zabijaja i robią
            różne kurewstwa


            krish the judge
            • j_ar Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 11:18
              a czy moze w cos tak wierzyc, ze az chce sie ta swoja wiara podzielic z innymi
              bez nauczania?
              • procesor Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 11:22
                Może, Jar_ze. :)

                I być może tu mamy ttaki wypadek.

                Krish bardzo podejrzliwy jest. Z natury. Czy to oznacza że gdzieś w głębi niego
                drzemia ogromne pokłady wiary??
                ;P
                • j_ar Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 11:26
                  sadzisz, ze krish nie lubi wina?... oj nieeee.. zaloze sie, ze lubi ;)
                • wykrywacz.klamcow Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 11:38
                  Mysle ze to bardziej dlatego, ze dosc latwo jest odroznic czlowieka ktory
                  wierzy w to co mowi od takiego ktory nie wierzy :")
                  • Gość: Luty Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.dialup.mindspring.com 09.07.04, 05:04

                    wykrywacz.klamcow napisał:

                    > Mysle ze to bardziej dlatego, ze dosc latwo jest odroznic czlowieka ktory
                    > wierzy w to co mowi od takiego ktory nie wierzy :")
                    >


                    Moglbys mnie wykrywaczu pouczyc jak (dosc latwo) odrozniasz czlowieka, ktory
                    wierzy w to co mowi od takiego, ktory nie wierzy...? bede Ci bardzo
                    zobowiazany...acha i uzasadnij dlaczego mogloby to dotyczyc mojej
                    osoby...straszniem ciekaw...
                    • wykrywacz.klamcow Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 09.07.04, 11:54
                      Juz uzasadniam :")

                      Piszesz o czyms, kompletnie przy tym ignorujac rzeczy istotne a skupiajac sie
                      jedynie na malo waznym detalu.
                      Bo to czy smierc jest ze tak powiem "kompletna" (koniec wszystkiego) czy jest
                      tez wstepem do czegos dalej - nie ma najmniejszego znaczenia. Byc moze dla
                      umierajacego, daje mu jakastam nadzieje, o ile jej potrzebuje.

                      Z punktu widzenia osoby towarzyszacej umierajacemu, o wiele bardziej istotna
                      jest swiadomosc rozstania, jesli nie na zawsze, to na dosc dlugo, zaleznie od
                      koncepcji ktora przyjmiesz (smierc calkowita, reinkarnacja, zycie w raju etc).
                      Osobie ktorej umiera ktos bliski w gruncie rzeczy wisi to czy spotka sie z
                      nim "po zyciu", istotne jest to, ze TUTAJ tej osoby juz nie ma i nie bedzie, ze
                      zyjacy zostaja w jakis sposob osamotnieni - i nie sa tego w stanie zmienic
                      zadnym sposobem.
                      Pojawil sie ostatnio watek dziewczyny ktora cierpi bo jej chlopak wyjezdza do
                      pracy w Norwegii. Zwroc uwage na analogie - ona cierpi z powodu rozstania, to
                      ze za pare miesiecy chlopak wroci nie jest wazne - liczy sie to, ze TERAZ go ma
                      zabraknac.

                      Innymi slowy, wiara w zycie pozagrobowe (czy jakiekolwiek inne przedluzenie
                      zycia ziemskiego) ma znaczenie li tylko dla umierajacego, dla towarzyszacych mu
                      bardziej liczy sie fakt rozstania, uswiadomienie sobie przemijania, zal z
                      powodu tego ze cos sie bezpowrotnie konczy (bo nawet jesli spotkaja sie kiedys
                      w "niebie" to bedzie zupelnie inaczej niz teraz, na ziemi). itd., itd....

                      Wszystkich tych rzeczy zdajesz sie nie dostrzegac...

                      • minggu Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 09.07.04, 12:06
                        wykrywacz.klamcow napisał:

                        > Juz uzasadniam :")
                        >
                        > Piszesz o czyms, kompletnie przy tym ignorujac rzeczy istotne a skupiajac sie
                        > jedynie na malo waznym detalu.
                        > Bo to czy smierc jest ze tak powiem "kompletna" (koniec wszystkiego) czy jest
                        > tez wstepem do czegos dalej - nie ma najmniejszego znaczenia. Byc moze dla
                        > umierajacego, daje mu jakastam nadzieje, o ile jej potrzebuje.
                        >
                        > Z punktu widzenia osoby towarzyszacej umierajacemu, o wiele bardziej istotna
                        > jest swiadomosc rozstania, jesli nie na zawsze, to na dosc dlugo, zaleznie od
                        > koncepcji ktora przyjmiesz (smierc calkowita, reinkarnacja, zycie w raju etc).
                        > Osobie ktorej umiera ktos bliski w gruncie rzeczy wisi to czy spotka sie z
                        > nim "po zyciu", istotne jest to, ze TUTAJ tej osoby juz nie ma i nie bedzie,
                        ze
                        >
                        > zyjacy zostaja w jakis sposob osamotnieni - i nie sa tego w stanie zmienic
                        > zadnym sposobem.
                        > Pojawil sie ostatnio watek dziewczyny ktora cierpi bo jej chlopak wyjezdza do
                        > pracy w Norwegii. Zwroc uwage na analogie - ona cierpi z powodu rozstania, to
                        > ze za pare miesiecy chlopak wroci nie jest wazne - liczy sie to, ze TERAZ go
                        ma
                        >
                        > zabraknac.
                        >
                        > Innymi slowy, wiara w zycie pozagrobowe (czy jakiekolwiek inne przedluzenie
                        > zycia ziemskiego) ma znaczenie li tylko dla umierajacego, dla towarzyszacych
                        mu
                        >
                        > bardziej liczy sie fakt rozstania, uswiadomienie sobie przemijania, zal z
                        > powodu tego ze cos sie bezpowrotnie konczy (bo nawet jesli spotkaja sie
                        kiedys
                        > w "niebie" to bedzie zupelnie inaczej niz teraz, na ziemi). itd., itd....
                        >
                        > Wszystkich tych rzeczy zdajesz sie nie dostrzegac...
                        >
                        >


                        A gdzie tu dowod na to ze luty NIE WIERZY W TO CO MOWI ?

                        jak narazie udowodniles jedynie "niekompletnosc" jeco oceny sytuacji umierania


                        nie odpowiedziales na jego pytanie.

                        udowadniasz, ze sie myli/ Probujesz w kazdym razie
                        • wykrywacz.klamcow Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 09.07.04, 12:22
                          To wynika z tego co napisalem, ale niech bedzie kawa na lawe - Luty skupia sie
                          na niewaznym detalu, znaczy ze DLA NIEGO jest on z jakichs powodow (poczucie
                          bezpieczenstwa?) niezmiernie istotny. Na tyle, ze nie dostrzega tego co
                          dookola - problemu przemijania, rozstania, etc.
                          Byc moze Luty jest skonstruowany inaczej niz ja - w kazdym razie jesli ja
                          jestem do czegos calkowicie przekonany, nie czuje potrzeby by o tym pisac,
                          zwlaszcza gdy owo pisanie rozmija sie co nieco z tym do czego sie
                          ustosunkowuje. (post Lutego ma sie do wypowiedzi jmx troche jak piesc do nosa).
                          Wlasnie ta nieadekwatnosc i niepelnosc mi nie pasuje
                          • minggu Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 09.07.04, 13:16
                            inaczej patrzy sie na to (przemijanie, rozstanie) gdy sie wierzy, ze smierc
                            jest tylko przechodzeniem do innej formy istnienia. Inaczej patrzy sie jako
                            pozostajacy i inaczej patrzy sie na odchodzacego. Zwlaszcza gdy sie wie, ze
                            odchodzacy ma takie samo rozumienie smierci.Nie twierdze ze nie jest smutno i
                            ze nie boli.. ale twierdze, ze jest latwiej.

                            To o czym Ty piszesz jest wg mnie prawda jedynie w odniesieniu do ludzi, ktorzy
                            albo nie wierza w istnienie poza "tym" wymiarem lub wierza, bo jest to formalny
                            wymog ich religii. Nie zasymilowali tej wiary jednak dostatecznie
                            by "wiedziec" - jakis plomyk watpliwosci wciaz sie tam gdzes tli : a co jesli
                            nie ma "tam", co jesli to koniec?

                            tak wiec Twoja wypowiedz jest opisem i zrozumieniem Twoim, nie uniwersalnym, z
                            tego tez wzgledu nie zaprzecza temu co powiedzial luty. Po prostu wcale sie
                            nie "dotykacie"

                            • wykrywacz.klamcow Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 09.07.04, 13:49
                              Wiesz, mysle ze na pewnym etapie dochodzi sie do wniosku ze to co bedzie po
                              smierci nie ma znaczenia. Niezaleznie od tego z jakiego punktu sie wychodzilo.
                              I ze rozmawianie o tym, gdybanie, wiara taka czy siaka, nie ma zwyczajnie
                              sensu, natomiast smierc moze byc pretekstem do rozwazan ciekawszych.

                              Przekonywanie sie wzajemnie ze zycie pozagrobowe jest, lub ze go nie ma...
                              wlasciwie po co? Nie zmienia bolu rozstania, ewentualnie daje cukierek nadziei -
                              marna pociecha gdy czeka Cie paredziesiat lat zycia bez bliskiej osoby.
                              • Gość: Luty Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.dialup.mindspring.com 09.07.04, 15:31

                                wykrywacz.klamcow napisał:

                                > Wiesz, mysle ze na pewnym etapie dochodzi sie do wniosku ze to co bedzie po
                                > smierci nie ma znaczenia. Niezaleznie od tego z jakiego punktu sie wychodzilo.
                                > I ze rozmawianie o tym, gdybanie, wiara taka czy siaka, nie ma zwyczajnie
                                > sensu, natomiast smierc moze byc pretekstem do rozwazan ciekawszych.

                                Jak sie gdyba, inna sprawa jak sie wie... zmartwic Cie musze, wiedza o tym kim
                                na prawde jestesmy ma fundamentalne znaczenie i nie ma rozwazan ciekawszych z
                                ponktu widzenia ducha...czlowiek zyjacy tylko doczesnoscia marne zycie ma...Nie
                                wszyscy tez dochodza do wniosku, ze to co bedzie po smierci nie ma znaczenia,
                                jest to tylko Twoj osobisty wniosek... Wiara sensu moze nie miec, tez tylko dla
                                Ciebie...
                                > Przekonywanie sie wzajemnie ze zycie pozagrobowe jest, lub ze go nie ma...
                                > wlasciwie po co? Nie zmienia bolu rozstania, ewentualnie daje cukierek
                                nadziei

                                Po co...? Nadzieje nazwiesz cukierkiem...i juz myslisz ,ze madrys....ale to z
                                madroscia nie ma nic wspolnego...Nadzieja to fundamentalna sila w czlowieku,
                                dzieki nadziei zostala zdudowana nasza cywilizacja...wszystko co robisz bazuje
                                na Twojej nadziei, bez nadziei nie moglbys sie rano nawet z lozka zwlec...

                                I tu znowu, gdyby ludzie wiedzieli( a nie wierzyli tylko), ze sa niesmiertelni,
                                zycie nabralo by innego wymiaru i smaku....rozstanie z bliskimi nie byloby
                                takie obezwladniajace...
                                Skad wiesz, ze to co piszesz jest lepsze dla ludzi, od tego co ja pisze...


                                > -
                                > marna pociecha gdy czeka Cie paredziesiat lat zycia bez bliskiej osoby.
                                >
                                Marna pociecha...ubawiles mnie, moze zostaw to ocenie innych, to dla Cibie
                                marna jest pociecha, dla innyh moze nie...

                                Czuje, ze zaprzeczasz sam sobie....
                                • wykrywacz.klamcow Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 10.07.04, 09:08
                                  Zaprzeczam sobie? Gdzie niby?

                                  AD. Nadzieja - nadzieja potrafi postawic poza nurtem zycia, zamknac w wyimaginowanym swiecie.
                                  Piekny tekst autorstwa Thich Nhat Hanha (zapewne wiesz kto to):

                                  "Nadzieja ma dla nas taką wartość, ponieważ dzięki niej łatwiej jest nam znieść chwilę obecną. Kiedy
                                  się wierzy w lepsze jutro, to łatwiej jest znosić dzisiejsze trudności. Na tym się jednak wyczerpuje
                                  działanie nadziei ? potrafi sprawić, że nasze ciężary wydają nam się nieco lżejsze. Kiedy zastanawiam
                                  się głębiej nad istotą nadziei, to dostrzegam w niej coś tragicznego. Lgnąc do nadziei związanych z
                                  przyszłością, nie skupiamy w pełni energii i możliwości na chwili obecnej. Nadzieja pozwala nam
                                  wierzyć, że w przyszłości czeka nas lepsze życie, Królestwo Boże, Królestwo Pokoju? Człowiek, który
                                  potrafi zupełnie powstrzymać się od snucia nadziei, w pełni uczestniczy w chwili obecnej i doświadcza
                                  zaklętej w niej radości.
                                  Nikt nie może nam załatwić oświecenia, pokoju ani radości. Ich źródło znajduje się w nas i jeśli
                                  będziemy kopać dostatecznie głęboko w chwili obecnej ? źródło wytryśnie. Aby być naprawdę żywymi,
                                  stale musimy powracać do chwili obecnej. Świadome oddychanie jest praktyką powracania do chwili
                                  obecnej, w której odbywa się wszystko to, co się dzieje.
                                  Kultura Zachodu tak bardzo jest przywiązana do konceptu nadziei, że stale jest gotowa dla nadziei
                                  poświęcać chwilę obecną. Tymczasem nadzieja należy do przyszłości; nie może nam pomóc w odkryciu
                                  radości, pokoju czy oświecenia w chwili obecnej. Wiele religii bazuje na pojęciu nadziei, więc mój
                                  wykład o powstrzymywaniu się od nadziei może wywołać w niektórych z was silną reakcję. Jednak szok,
                                  jaki wywołują moje słowa, może mieć bardzo korzystne następstwa. Nie twierdzę bynajmniej, że
                                  powinniśmy powstrzymywać się od wszelkiej nadziei, twierdzę natomiast, że energia nadziei nie jest
                                  energią wystarczającą. Nadzieja jest do pewnego stopnia szkodliwa i jeśli będziecie pławić się w jej
                                  energii, to nie będziecie w pełni uczestniczyć w chwili obecnej. Jeśli energię tę przekierujecie na
                                  świadomość tego, co zachodzi w chwili obecnej ? nastąpi transformacja. Nagle odnajdziecie siebie, i
                                  wszystko wokół was, w samym sercu chwili obecnej, wypełnionej radością i pokojem.
                                  A.J. Muste, amerykański działacz pokojowy z połowy naszego stulecia, człowiek, którego słowa
                                  wzbudziły oddźwięk u milionów ludzi, powiedział: Nie istnieje droga prowadząca do pokoju, pokój jest
                                  drogą. Znaczy to, że naszym spojrzeniem, naszym uśmiechem, naszym słowem możemy
                                  urzeczywistniać pokój w samym sercu chwili obecnej. Działanie na rzecz pokoju nie jest działaniem
                                  instrumentalnym. Każdy nasz krok powinien być pokojem. Każdy krok powinien być radością. Każdy
                                  krok powinien być szczęściem. Przy odrobinie determinacji potrafimy tego dopiąć. Możemy odprężyć
                                  się i spokojnie uśmiechnąć. Przyszłość nie jest nam do niczego potrzebna. W chwili obecnej mamy
                                  wszystko, czego nam potrzeba."
                                  • Gość: Luty Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.dialup.mindspring.com 10.07.04, 13:17
                                    Ciekawe jakbys zareagowal wykrywaczu gdybym ja Ci ten tekst podsunal pod nos....
                                    Snucie marzen o przyszlosci, pomijajac obecna chwile nie jest dobrym sposobem
                                    na zycie, jest zyciem niedojrzalym, ale miec nadzieje, ze sie jest czyms wiecej
                                    niz kupka materii, temu zyciu znacznie pomaga.
                                    Natomiast WIEDZIEC, ze sie jest Duchem o niewyobrazalnej wprost potedze,
                                    zmienia optyke spostrzegania zycia...mozesz sobie pozwolic na zycie pelniejsze,
                                    bez strachu, bez nadziei, bez wiecznego czekania na cos, mozesz spokojnie zajac
                                    sie zyciem w obecnej chwili...
                                    Odbieranie ludziom nadziei bez uswiadomienia kim sa, jest marnym posunieciem,
                                    ale uswiadamianie jest prawie niemozliwe. Kiedy jednak odkryja kim sa, kiedy
                                    beda juz WIEDZIELi, sami porzuca nadzieje...bo do niczego juz im nie bedzie
                                    potrzebna...Tam gdzie jest wiedza, tam nadzieja jest zbedna....
                                    • wykrywacz.klamcow Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 11.07.04, 07:42
                                      > Ciekawe jakbys zareagowal wykrywaczu gdybym ja Ci ten tekst podsunal pod nos...

                                      Sprobuj...

                                      > Natomiast WIEDZIEC, ze sie jest Duchem o niewyobrazalnej wprost potedze,
                                      > zmienia optyke spostrzegania zycia...mozesz sobie pozwolic na zycie pelniejsze,
                                      > bez strachu, bez nadziei, bez wiecznego czekania na cos, mozesz spokojnie zajac
                                      > sie zyciem w obecnej chwili...

                                      I serio bez tego nie jestes w stanie zyc pelniej, bez strachu itp? Tak po prostu, bez calej otoczki?
                                      Probowales?

                                      > Odbieranie ludziom nadziei bez uswiadomienia kim sa, jest marnym posunieciem,
                                      > ale uswiadamianie jest prawie niemozliwe. Kiedy jednak odkryja kim sa, kiedy
                                      > beda juz WIEDZIELi, sami porzuca nadzieje...bo do niczego juz im nie bedzie
                                      > potrzebna...Tam gdzie jest wiedza, tam nadzieja jest zbedna....

                                      Byles "po drugiej stronie"?
                              • procesor Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 09.07.04, 22:04
                                wykrywacz.klamcow napisał:
                                > Przekonywanie sie wzajemnie ze zycie pozagrobowe jest, lub ze go nie ma...
                                > wlasciwie po co? Nie zmienia bolu rozstania, ewentualnie daje cukierek
                                > nadziei - marna pociecha gdy czeka Cie paredziesiat lat zycia bez bliskiej
                                > osoby.

                                Ekhm.. Wiesz, to chyba jednak jest spora pociecha, mimo wszystko.

                                No i nadzieja jednak jest czymś więcej niż cukierek ale to wiesz, tylko ci tak
                                chyba słodko wyszło . :) Nadzieje na powodzenie naszych przedsięwzięć chyba
                                jednak są potrzebne przy działaniu. Bo pewność jest nie zawsze. A i
                                niepowodzenia sie zdarzają i wtedy nadzieje na to że kolejna próba sie uda
                                pchają do dalszych wysiłków.

                                Nadzieja że ktoś kto np. umarł po ciężkiej chorobie jest teraz w lepszym świecie
                                a my go tam spotkamy we włąściwym czasie nie jest chyba gorsza.

                                Golcowie łądnie zaśpiewali:

                                Siedzę na wieży
                                Mój świat w gruzach leży
                                Coś jednak dodaje mi pary
                                I pcha w stronę życia
                                Szeptając z ukrycia
                                Spokojnie to tylko brak wiary

                                Kto od nas odchodzi
                                Na nowo się rodzi
                                Tę prawdę przykładam do rany
                                Od razu mi łatwiej
                                Znów mogę jak dawniej
                                Mieć nowe marzenia i plany

                                Ref.:
                                Oni są z nami
                                Niepokonani przez czas
                                W każdym oddechu
                                Życia pośpiechu są w nas
                                Na żądanie
                                Świat nie stanie ale ty
                                Możesz tylko
                                do spotkania liczyć dni
                                Oni są z nami
                                Niepokonani przez czas
                                W każdym oddechu
                                Życia pośpiechu są w nas

                                Choć prawda jest taka
                                Że dla nich na zawsze
                                Stanęły słoneczne zegary
                                To ciągle są obok
                                By w tym co robimy
                                Dodawać nam siły i wiary



                                :))
                                • wykrywacz.klamcow Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 10.07.04, 09:22
                                  > Ekhm.. Wiesz, to chyba jednak jest spora pociecha, mimo wszystko.
                                  > No i nadzieja jednak jest czymś więcej niż cukierek ale to wiesz, tylko ci tak
                                  > chyba słodko wyszło . :) Nadzieje na powodzenie naszych przedsięwzięć chyba
                                  > jednak są potrzebne przy działaniu. Bo pewność jest nie zawsze. A i
                                  > niepowodzenia sie zdarzają i wtedy nadzieje na to że kolejna próba sie uda
                                  > pchają do dalszych wysiłków.
                                  > Nadzieja że ktoś kto np. umarł po ciężkiej chorobie jest teraz w lepszym świecie
                                  > a my go tam spotkamy we włąściwym czasie nie jest chyba gorsza.

                                  Czy ja wiem?
                                  Co innego pewna wiara w to co sie robi, co innego ze nastapi cos, co jest kompletnie niezalezne od
                                  naszej woli. Widze roznice pomiedzy kims kto realizuje jakis swoj pomysl majac nadzieje ze sie
                                  powiedzie - ale widzac jak przebiega praca nad tym projektem, zauwazajac przeciwnosci itd., itp., a
                                  kims kto ma np nadzieje ze wygra milion w totka i na konto tego zaczyna szafowac pieniedzmi.
                                  Jestem w stanie wyobrazic sobie taki przypadek, gdy nadzieja na zobaczenie kogos "po zyciu"
                                  materializuje sie w samobojstwie, by szybciej te osobe zobaczyc (znalem kogos kto cos takiego zrobil),
                                  tudziez w podporzadkowywaniu calego zycia spotkaniu z ta osoba w przyszlosci (odcinanie sie od
                                  zycia, wrecz wegetacja i oczekiwanie...).
                                  • minggu Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 10.07.04, 13:41
                                    wykrywacz.klamcow napisał:

                                    >> Czy ja wiem?
                                    > Co innego pewna wiara w to co sie robi, co innego ze nastapi cos, co jest
                                    kompl
                                    > etnie niezalezne od
                                    > naszej woli. Widze roznice pomiedzy kims kto realizuje jakis swoj pomysl
                                    majac
                                    > nadzieje ze sie
                                    > powiedzie - ale widzac jak przebiega praca nad tym projektem, zauwazajac
                                    przeci
                                    > wnosci itd., itp., a
                                    > kims kto ma np nadzieje ze wygra milion w totka i na konto tego zaczyna
                                    szafowa
                                    > c pieniedzmi.

                                    Mimo iz przerysowane porownanie , to twierdze, ze wiara w powodzenie finansowe
                                    ((nawet bez tzw. obiektywnych przeslanek) upowaznia szastanie pieniedzmi. I
                                    powiem Ci cos na ucho (choc pewnie i tak nie uwierzysz ) sprawdzone
                                    wielokrotnie. Szastasz, czy nie szastasz, zawsze masz tyle ile Tobie trzeba.
                                    (niektorym ciagle potzreba za malo, bycie pod kreska ich stymuluje - mowie o
                                    sobie wiec argumenty w stylu powiedz to bezrobotnym, do mnie nie przemawiaja)


                                    > Jestem w stanie wyobrazic sobie taki przypadek, gdy nadzieja na zobaczenie
                                    kogo
                                    > s "po zyciu"
                                    > materializuje sie w samobojstwie, by szybciej te osobe zobaczyc (znalem kogos
                                    k
                                    > to cos takiego zrobil),
                                    > tudziez w podporzadkowywaniu calego zycia spotkaniu z ta osoba w przyszlosci
                                    (o
                                    > dcinanie sie od
                                    > zycia, wrecz wegetacja i oczekiwanie...).
                                    >
                                    >

                                    Sluchaj, Ty wciaz nie pojmujesz tego, ze ta rozmowa toczy sie na dwu
                                    niestykalnych (jak narazie) plaszczyznach.
                                    Nie wiesz, bo nie mozesz wiedziec,o czym mowi luty (i chyba tez procesor) I
                                    probujesz sciagnac te rozmowe na plaszczyzne Tobie wygodna.

                                    Sa tez doswiadzczenia inne niz codzienne zycie i borykanie sie z jego
                                    problemami i wynikajacy z tego rozwoj osoby. I o takich wlasnie
                                    doswiadczeniach tu mowa. I o jezyku, tudziesz interpretacji rzeczywistosci
                                    wynikajacej z tych innych odswiadzczen.
                                    To co napisales powyzej jest prawda na pewnym poziomie postrzegania
                                    rzeczywistosci, na tym innym jest po prostu spostrzezeniem tupu : o deszcz pada!

                                    I nie odbieraj tego jako licytowania sie w sensie "wyzszosci" czy "nizszosci"
                                    postrzegania jednego czy drugiego - sa po prostu inne i inne sa kryteria
                                    prawdy.

                                    Nie rozumiejac tego, co napisal luty (albo nie chcac zrozumiesc) trywializujesz
                                    zagadnienie podajac przyklad z samobojstwem.

                                    Nic zlego w tym ze czasami sie nie ma racji...
                                    • Gość: Luty Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.dialup.mindspring.com 10.07.04, 13:51

                                      >
                                      > Mimo iz przerysowane porownanie , to twierdze, ze wiara w powodzenie finansowe
                                      >
                                      > ((nawet bez tzw. obiektywnych przeslanek) upowaznia szastanie pieniedzmi. I
                                      > powiem Ci cos na ucho (choc pewnie i tak nie uwierzysz ) sprawdzone
                                      > wielokrotnie. Szastasz, czy nie szastasz, zawsze masz tyle ile Tobie trzeba.
                                      > (niektorym ciagle potzreba za malo, bycie pod kreska ich stymuluje - mowie o
                                      > sobie wiec argumenty w stylu powiedz to bezrobotnym, do mnie nie przemawiaja)

                                      Alez to absolutna prawda i tez przeze mnie sprawdzona, to jest wrecz
                                      zdumiewajace...
                                      • minggu Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 10.07.04, 14:01
                                        Gość portalu: Luty napisał(a):

                                        >
                                        > >
                                        > > Mimo iz przerysowane porownanie , to twierdze, ze wiara w powodzenie finan
                                        > sowe
                                        > >
                                        > > ((nawet bez tzw. obiektywnych przeslanek) upowaznia szastanie pieniedzmi.
                                        > I
                                        > > powiem Ci cos na ucho (choc pewnie i tak nie uwierzysz ) sprawdzone
                                        > > wielokrotnie. Szastasz, czy nie szastasz, zawsze masz tyle ile Tobie trzeb
                                        > a.
                                        > > (niektorym ciagle potzreba za malo, bycie pod kreska ich stymuluje - mowie
                                        > o
                                        > > sobie wiec argumenty w stylu powiedz to bezrobotnym, do mnie nie przemawia
                                        > ja)
                                        >
                                        > Alez to absolutna prawda i tez przeze mnie sprawdzona, to jest wrecz
                                        > zdumiewajace...


                                        To dodam jeszcze przyklad z czasow kiedy na zycie zarabialam sprzedajac to co
                                        wyprodukowalam wlasnorecznie. Szlo mi roznie, ale od kiedy poznalam ww zasade
                                        moglam z precyzja do 5 dolarow zazyczyc/zaplanowac sobie moj dzienny przychod.
                                        Zawsze byl taki jaki chialam, czasami przyszlo walczyc z pokusa niewiary bo
                                        zazadana suma przychodzila do mnie na 5 minut przed zamknieciem sklepu, ale
                                        zawsze w takiej wysokosci o ktora mi chodzilo.

                                        Teraz nie musze tego praktykowac, ale zasada dziala, jak tylko swiadomie na to
                                        zezwole.

                                        Ups... to moze okazac sie dla wielu niestrawne, mam nadzieje, ze ci co sa
                                        czepliwi z natury, nie przeczytaja ...
                                        • Gość: Luty Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.dialup.mindspring.com 10.07.04, 14:09
                                          To dziala we wszystkich "kierunkach"...
                                          Uwielbiam to praktykowac...najbardziej lubie sytuacje kiedy nic ode mnie nie
                                          zalezy, ale musi sie rozwiazac...puszczam wtedy w ruch moce...i przygladam sie
                                          jak to dziala...
                                    • wykrywacz.klamcow Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 11.07.04, 07:56
                                      W kwestii szastania pieniedzmi (nie moge sie powstrzymac by to napisac) - w takim razie prosze o
                                      przelew miliona dolarow (moze byc euro) na moje konto, podac numer?
                                      Wierze ze znajdziesz te pieniadze i taki wydatek nie bedzie dla Ciebie problemem :")
                                      Ewentualnie, jesli nie chcesz nabijac mojej kieszeni, zasil konto jakiejs fundacji dobroczynnej. Ale to
                                      nie moze byc 5, 10, 100 dolarow czy podobne kwoty. Nie mniej niz milion.

                                      Co do reszty - zwroc uwage, ze ja nie neguje wiary w Boga, niesmiertelnosc duszy itd.
                                      Jedyne co mowie, to tyle, ze to nie zalatwia problemu smierci, gasi jedynie prywatny strach
                                      umierajacego, jego bliskich dotykajac bardzo polowicznie. Nawet 100% pewnosc spotkania po smierci
                                      nie zmienia faktu, ze TERAZ trzeba sie rozstac i zaleznie od poczucia wiezi z osoba umierajaca przejsc
                                      przez mniejszy lub wiekszy bol.

                                      Natomiast jesli podchodzisz do smierci na zasadzie "o deszcz pada" to wtedy to co dzieje sie po
                                      smierci jest kompletnie nieistotne, tak jak dla jedzacego banana nieistotne jest co sie z tym bananem
                                      dzieje w jego organizmie.
                                      • minggu Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 11.07.04, 08:21
                                        wykrywacz.klamcow napisał:

                                        > W kwestii szastania pieniedzmi (nie moge sie powstrzymac by to napisac) - w
                                        tak
                                        > im razie prosze o
                                        > przelew miliona dolarow (moze byc euro) na moje konto, podac numer?
                                        > Wierze ze znajdziesz te pieniadze i taki wydatek nie bedzie dla Ciebie
                                        probleme
                                        > m :")

                                        podstawowym warunkien jednak jest moje PRAGNIENIE by to zrobic. No a zeby
                                        pragnac tego musze goraco wierzyc, ze Tobie wyjdzie to na dobre. Nie znam Cie,
                                        wiec wierzyc nie moge.

                                        > Ewentualnie, jesli nie chcesz nabijac mojej kieszeni, zasil konto jakiejs
                                        funda
                                        > cji dobroczynnej. Ale to
                                        > nie moze byc 5, 10, 100 dolarow czy podobne kwoty. Nie mniej niz milion.

                                        Tak jakbym nie mogla zasilic swojego np. konta, phi..
                                        Rzecz w tym, ze JA nie mam potrzeby posiadania duzego konta. Potrzeby jakie mam
                                        sa zaspokajane. :)

                                        Bycie "dobroczynnym po to by udowodnic sobie jaka to jestem dobra dla innych,
                                        tez nie lezy w zakresie moich zainteresowan. Jestem ,w pewnym sensie, samolubna
                                        i przez proby pomagania innym przeszlam - nie taka jest moja rola na tym
                                        swiecie, a udawac, ze jestem lepsza niz jestem, nie chce.

                                        >
                                        > Co do reszty - zwroc uwage, ze ja nie neguje wiary w Boga, niesmiertelnosc
                                        dusz
                                        > y itd.
                                        > Jedyne co mowie, to tyle, ze to nie zalatwia problemu smierci, gasi jedynie
                                        pry
                                        > watny strach
                                        > umierajacego, jego bliskich dotykajac bardzo polowicznie. Nawet 100% pewnosc
                                        sp
                                        > otkania po smierci
                                        > nie zmienia faktu, ze TERAZ trzeba sie rozstac i zaleznie od poczucia wiezi z
                                        o
                                        > soba umierajaca przejsc
                                        > przez mniejszy lub wiekszy bol.

                                        A ja jedynie mowie, ze gdy sie wierzy/wie co istnieje "poza" inaczej sie ten
                                        bol przezywa.
                                        No chyba nie musze Ci dawac przykladow kultur, w ktorych rodzina "raduje sie"
                                        z powodu przejscia jednego z jej czlonkow na druga strone.

                                        >
                                        > Natomiast jesli podchodzisz do smierci na zasadzie "o deszcz pada"

                                        Porownanie, przyznaje, dosc niefortunne,

                                        to wtedy to
                                        > co dzieje sie po
                                        > smierci jest kompletnie nieistotne,

                                        Wlasnie dlatego i tylko dlatego, ze istotnosc (wspanialosc)tego, co dzieje sie
                                        po smierci jest dostrzegana, mozna pozwolic sobie na postrzeganie smierci tak
                                        jak spadajacych lisci (jesli wolisz: pokwitania, przekwitania, przeprowadzki z
                                        jednego miasta/kraju do innego)

                                        tak jak dla jedzacego banana nieistotne jes
                                        > t co sie z tym bananem
                                        > dzieje w jego organizmie.
                                        >
                                        • kwieto Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 11.07.04, 09:04
                                          > Tak jakbym nie mogla zasilic swojego np. konta, phi..
                                          > Rzecz w tym, ze JA nie mam potrzeby posiadania duzego konta. Potrzeby jakie mam
                                          > sa zaspokajane. :)

                                          O, widzisz, na tym wlasnie polega cala "tajemnica". Nic cudownego, do pewnego progu "pieniadze
                                          zawsze sie znajda" i nie ma w tym zadnych czarow - bo na POTRZEBY zawsze sie znalezc po prostu
                                          MUSZA :")
                                          Nawet bezrobotny znajdzie tyle funduszy by przezyc.


                                          > Bycie "dobroczynnym po to by udowodnic sobie jaka to jestem dobra dla innych,
                                          > tez nie lezy w zakresie moich zainteresowan. Jestem ,w pewnym sensie, samolubna
                                          > i przez proby pomagania innym przeszlam - nie taka jest moja rola na tym
                                          > swiecie, a udawac, ze jestem lepsza niz jestem, nie chce.

                                          Wiedzialem ze mniej wiecej tak sie to skonczy :"))
                                          Serio uwazasz ze to co zaproponowalem to byl test na dobroczynnosc? Hahaha
                                          Jak wyzej - na to co uwazamy za podstawowe potrzeby (nie wnikajac w to czy dla kogos podstawowa
                                          potrzeba jest bulka czy ferrari) pieniadze sie zawsze znajda. Potrzeby okreslasz w stosunku do swoich
                                          mozliwosci wiec jesli raz na jakis czas wyskoczysz powyzej tego progu to oczywiscie ze
                                          "pieniadze zawsze sie znajda" Problem gdy robisz to ciagle i dlugofalowo, albo chodzi o pieniadze
                                          bardzo mocno przekraczajace budzet. Ale zawsze mozna to usprawiedliwic jak wyzej - czyli mamy
                                          "samospelniajaca sie przepowiednie w praktyce" :"P
                                          Taka bajka o lisie, ktory zobaczyl kisc winogron. Probowal siegnac lapa raz - nie dosiegnal. Drugi -
                                          niedosiegnal, przy trzecim przewrocil sie, poturlal, poturbowal. Wstal ostrzepal sie, splunal i machal
                                          wzgardliwie ogonem: "e, zielone".

                                          No ale powyzsze to na boku tematu.

                                          > A ja jedynie mowie, ze gdy sie wierzy/wie co istnieje "poza" inaczej sie ten
                                          > bol przezywa.
                                          > No chyba nie musze Ci dawac przykladow kultur, w ktorych rodzina "raduje sie"
                                          > z powodu przejscia jednego z jej czlonkow na druga strone.

                                          Owszem, zwroc jednak ze w owych srosdowiskach KULTUROWO uwarunkowane jest cieszenie sie z
                                          faktu smierci. Tak jak nam czern kojarzy sie z zaloba, a np. w krajach arabskich takim kolorem jest
                                          biel. No i obecnosc jakichstam obrzadkow nie oznacza ze ludzie czuja dokladnie tak jak nakazuja
                                          obrzedy. Nalezaloby posadzic tutaj przedstawiciela takiej kultury, najlepiej takiego komu wlasnie umarl
                                          ktos bliski, i go przepytac na okolicznosc tego co czuje. Nie twierdze ze nie bedzie odczuwal radosci,
                                          natomiast interesuje mnie jego odpowiedz na pytanie skad bierze sie ta radosc. To ze nakazuje tak
                                          obrzadek jakos nie jest dla mnie wiarygodnym uzasadnieniem


                                          > Wlasnie dlatego i tylko dlatego, ze istotnosc (wspanialosc)tego, co dzieje sie
                                          > po smierci jest dostrzegana, mozna pozwolic sobie na postrzeganie smierci tak
                                          > jak spadajacych lisci (jesli wolisz: pokwitania, przekwitania, przeprowadzki z
                                          > jednego miasta/kraju do innego)

                                          Nie widzisz innych mozliwosci?
                                          Czym rozni sie smierc od np. zepsucia sie samochodu? (na tyle duzego ze nie da sie go naprawic,
                                          dodam zeby odciac mozliwosc wykretow). Dlaczego nie czujesz potrzeby (no chyba ze czujesz) wiary w
                                          to, ze z wrakami samochodow dzieje sie cos wspanialego i cudownego, czeka je wspaniale zycie po
                                          smierci, a czujesz taka potrzebe w stosunku do smierci czlowieka?
                                          (kusi mnie by podpytac jeszcze o zwierzeta i rosliny)
                                          • Gość: bazylia Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 11.07.04, 09:44
                                            > Wiedzialem ze mniej wiecej tak sie to skonczy :"))
                                            > Serio uwazasz ze to co zaproponowalem to byl test na dobroczynnosc? Hahaha
                                            > Jak wyzej - na to co uwazamy za podstawowe potrzeby (nie wnikajac w to czy
                                            dla
                                            > kogos podstawowa
                                            > potrzeba jest bulka czy ferrari) pieniadze sie zawsze znajda. Potrzeby
                                            okreslas
                                            > z w stosunku do swoich
                                            > mozliwosci

                                            a skad wiesz? Tego wiedziec nie mozes, mozesz mi tylko wierzyc lub nie.
                                            Potrzeby okreslam na miare mojej uczciwosci z sama soba i znajomosci siebie
                                            samej.
                                            Jesli Ci powiem, ze z dochodu 15 tys dolarow rocznie nagle znalkazlam sie w
                                            przedziale 150 tys. dolarow rocznie to moze i uwierzysz. Ale gdy Ci powiem, ze
                                            ta zmiana nie miala zadnego wplywu na to co istotne w moim zyciu, to pewnie
                                            mi nie uwierzysz.

                                            zreszta... cala ta rozmowa nie ma sensu, bo ty mi probujesz udowodnic, ze
                                            istnieje prawda obiektywna i jestes blizej niej niz ja, a ja Ci mowie, ze
                                            znam prawde ktora jest o tyle obiektywna ze moge na niej oprzec wszystkie
                                            decyzje w moim zyciu, po prostu cale moje zycie. I naprawde nie jestes w stanie
                                            tego zmienic.


                                            I ja naprawde nie probuje Cie przekonywac, ze moja prawda powinna stac sie
                                            TWOJA.

                                            Dlaczego zatem tak uparcie probujesz mnie odwiesc od MOJEJ prawdy???


                                            wiec jesli raz na jakis czas wyskoczysz powyzej tego progu to oczywi
                                            > scie ze
                                            > "pieniadze zawsze sie znajda" Problem gdy robisz to ciagle i dlugofalowo,
                                            albo
                                            > chodzi o pieniadze
                                            > bardzo mocno przekraczajace budzet.

                                            jak wyzej.

                                            dodam jeszcze, ze po gwaltownym spadku moich przychodow stan/poziom mojego
                                            zycia nie ulegl wielkiej zmianie
                                            (mowie tu o istornych jego aspektach)

                                            wiesz, stwierdzenie, ze pieniadze szczescia nie daja ma sens.

                                            Co do dzielenia na czworo moich ewentualnych uczuc po ewentualnej utracie kogos
                                            bliskiego to nie ma chyba sensu.
                                            Mozesz oczywiscie miec swoje zdanie nt. mojej uczciwosci - wszystko jest
                                            subiektywne
                                            • Gość: bazylia bazylia to minggu, oczywiscie ..nt IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 11.07.04, 09:50
                                            • wykrywacz.klamcow Duzy znak zapytania 11.07.04, 10:18
                                              > a skad wiesz? Tego wiedziec nie mozes, mozesz mi tylko wierzyc lub nie.
                                              > Potrzeby okreslam na miare mojej uczciwosci z sama soba i znajomosci siebie
                                              > samej.

                                              Wlasnie o tym mowie.

                                              > Jesli Ci powiem, ze z dochodu 15 tys dolarow rocznie nagle znalkazlam sie w
                                              > przedziale 150 tys. dolarow rocznie to moze i uwierzysz. Ale gdy Ci powiem, ze
                                              > ta zmiana nie miala zadnego wplywu na to co istotne w moim zyciu, to pewnie
                                              > mi nie uwierzysz.

                                              Dlaczego niby mialbym nie wierzyc, zarowno w jedno jak i w drugie?
                                              Nie rozumiem skad takie Twoje przekonanie?

                                              > zreszta... cala ta rozmowa nie ma sensu, bo ty mi probujesz udowodnic, ze
                                              > istnieje prawda obiektywna i jestes blizej niej niz ja, a ja Ci mowie, ze
                                              > znam prawde ktora jest o tyle obiektywna ze moge na niej oprzec wszystkie
                                              > decyzje w moim zyciu, po prostu cale moje zycie. I naprawde nie jestes w stanie
                                              > tego zmienic.
                                              > I ja naprawde nie probuje Cie przekonywac, ze moja prawda powinna stac sie
                                              > TWOJA.
                                              > Dlaczego zatem tak uparcie probujesz mnie odwiesc od MOJEJ prawdy???


                                              Ja udowadniam ze istnieje prawda obiektywna?
                                              Jedyne co zrobilem, to podalem wyjasnienie ktore to o czym mowisz odziera conieco z magii.
                                              Tak samo dobre jak Twoje.
                                              Przy czym zdaje sie ze to Ty pare razy powtarzalas "moze/pewnie nie uwierzysz" (w podtekscie "ale jest
                                              tak jak mowie") I z gory odrzucasz inny punkt widzenia - kto wiec forsuje "swoja prawde"?

                                              Prosze, przesledz moje wypowiedzi na tym watku i przeczytaj jeszcze raz do czego sie odnosilem i co
                                              w nich mowilem.
                                              Przypomne - nigdzie nie twierdze ze nie ma kontynuacji istnienia po smierci czlowieka - jedyne co
                                              napisalem to to, ze mi absolutnie wisi czy taka kontynuacja jest czy jej nie ma.
                                              Natomiast poddalem w watpliwosc czy wiara (nawet pewnosc) zycia po smierci ma jakies istotne
                                              znaczenie dla ludzi stykajacych sie z umierajacym - podalem iles argumentow ktore uzasadniaja moj
                                              punkt widzenia i w swietle ktorych kontynuacja zycia po smierci spada na trzeci plan.
                                              Ciekawe ze nie odnioslas sie akurat do tych wlasnie rzeczy, skupiajac sie na nieistotnosciach
                                              (rozwiniecie tematu pieniedzy, ktore byly li tylko ilustracja, ignorujac to czego ilustracja byly)

                                              Przypomne rowniez, ze wyszedlem od czyjejs sugestii, ze autor watku przekonuje sam siebie co do
                                              prawdziwosci tego co mowi. Co widac juz w samym tytule "nie bojcie sie smierci".
                                              Skad on wie czy ja lub Kowalski smierci sie boi? (akurat ja sie specjalnie jej nie obawiam, nie wiem jak
                                              Kowalski :"P)
                                              Skad przypuszczenie, ze lament po smierci bliskiej osoby jest zwiazany akurat ze strachem przed
                                              smiercia?

                                              Nadal nie mam odpowiedzi na te pytania.
                                              • Gość: bazylia Re: Duzy znak zapytania IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 11.07.04, 11:40
                                                zaraz zaraz..., Tobie nie chodzi o to by sie porozumiec..., prawda?
                                                Tobie chodzi o to, by niec racje! ?

                                                Prawda?
                                                • wykrywacz.klamcow Re: Duzy znak zapytania 11.07.04, 11:46
                                                  O, a to przekonanie skad?
                                                  Zadziwia mnie wyciaganie wnioskow ktore (moim zdaniem) kompletnie rozmijaja sie z tym co pisze.
                                                  Moze powinienem popracowac nad forma przekazu :/
                                                  • Gość: bazylia Re: Duzy znak zapytania IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 11.07.04, 11:58
                                                    wykrywacz.klamcow napisał:

                                                    > O, a to przekonanie skad?

                                                    powiedzmy...intuicja


                                                    > Zadziwia mnie wyciaganie wnioskow ktore (moim zdaniem) kompletnie rozmijaja
                                                    sie
                                                    > z tym co pisze.

                                                    a moim zdaniem nie rozmijaja sie.

                                                    zapominasz o kontekscie i o swojej "image" na ktory tak konsekwentnie
                                                    pracowales. (Twoje wszystkie na tym forum dyskusje prowadzone sa w tym samym
                                                    tonie)
                                                    ja nic na to nie moge poradzic, ze jestes przywiazany do takiej wlasnie
                                                    formuly kontaktu z innymi .

                                                    Mam tu na mysli rozmowy po to, by wykazac dyskutantowi blednosc jego myslenia


                                                    > Moze powinienem popracowac nad forma przekazu :/


                                                    nie, forma jest ok

                                                    intencja jest trudna do akceptacji. Jest jaka jest. Bedac jednak
                                                    ukierunkaowana na wykazanie przeciwnikowi bledow w JEGO MYSLENIU wyklucza
                                                    mozliwosc porozumienia. Jest zatem NEGATYWNA z zalozenia. Bo co jesli
                                                    przeciwnik ma taka sama intencje???
                                                    >



                                                  • Gość: sueno Re: Duzy znak zapytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.04, 13:52
                                                    > zaraz zaraz..., Tobie nie chodzi o to by sie porozumiec..., prawda?
                                                    > Tobie chodzi o to, by niec racje! ?

                                                    > Prawda?


                                                    Przyglądam się z zainteresowaniem dyskusji i dotychczas byłam tylko biernym jej
                                                    obserwatorem. „Sercem” jestem po stronie Lutego i Bazylii, ale „rozumem” po
                                                    stronie Kwieto. Nie sądzę, aby zamiarem Kwieto było li tylko mieć rację.
                                                    Podobnie jak nie sądzę, że celem dyskusji powinno być porozumienie i
                                                    przekonanie kogokolwiek do swoich racji. Każda ze stron może pozostać przy
                                                    swoich racjach.

                                                    > Mam tu na mysli rozmowy po to, by wykazac dyskutantowi blednosc jego myslenia


                                                    Zasadą dyskusji jest wzajemne wykazywanie błędności myślenia i chyba nie ma w
                                                    tym nic złego. Argumenty i ich zbijanie (lub godzenie się z nimi) są jej
                                                    integralną częścią i nie rozumiem zasadności zarzutu stawianego Kwieto przez
                                                    Bazylię.
                                                    Żałuję, że miast odpowiedzieć na argumenty Bazylia wycofała się z dyskusji
                                                    robiąc zarzut Kwieto odnośnie jego intencji i image-u.


                                                    > intencja jest trudna do akceptacji. Jest jaka jest. Bedac jednak
                                                    > ukierunkaowana na wykazanie przeciwnikowi bledow w JEGO MYSLENIU > > wyklucza
                                                    > mozliwosc porozumienia. Jest zatem NEGATYWNA z zalozenia. Bo co jesli
                                                    > przeciwnik ma taka sama intencje???


                                                    Wtedy dyskusja na ogół trwa nadal. A szkoda, z mojego punktu widzenia, że
                                                    została ucięta. Powód ? Brak dalszych argumentów ?

                                                    Sama chciałabym zostać przekonana, a tu się dyskusja urywa.... nie mogę jej
                                                    ciągnąć dalej bo zgadzam się z argumentacją Kwieto.

                                                    Sama doznaję podobnych przeżyć związanych z pieniędzmi, ale nie jestem
                                                    przekonana że wypływają właśnie z mojego niefrasobliwego stosunku do nich, czy
                                                    to tylko zawsze szczęśliwy zbieg okoliczności.
                                                    Chciałabym zostać przekonana, żę to własnie tak jest a nie inaczej. Jestem
                                                    daleka od odbierania czegoś za pewnik, nawet wtedy gdy gro doświadczeń za tym
                                                    przemawia.

                                                    Podobnie ma się z aspektem śmierci.... będąc bardzo przekonana o istnieniu
                                                    Czegoś po śmierci, chcę się temu przyjrzeć dokładniej... posłuchać co mają do
                                                    powiedzenia inni, argumentację za i przeciw.... tym bardziej, że świadomość, iż
                                                    będę żyła nadal po śmierci zupełnie nie pozbawia mnie strachu przed
                                                    cierpieniem z nią związanym....
                                                    I nie niweluje tęsknoty i bólu wynikających z rozstania....

                                                    Jakakolwiek byłaby intencja Kwieto, nie ma to chyba znaczenia, dopóty dyskusja
                                                    jest prowadzona z poszanowaniem zdania interlokutora, czego nie można odebrać
                                                    Kwieto. Moją intencją jako przysłuchującej się dyskusji jest usłyszeć tyle by
                                                    rozwiać pewne wątpliwości, które wciąż pozostają, i znaleźć odpowiedzi na
                                                    pytania, które wciąż nurtują i się pojawiają mimochodem....

                                                    Dlatego również mam nadzieję, że Ryb włączy się jeszcze do dyskusji i zechce
                                                    podzielić się z nami swoimi przemyśleniami/doświadczeniami.

                                                    Pozdrawiam.
                                                  • minggu do sueno... 12.07.04, 09:52
                                                    to ja, bazylia.

                                                    nie wchodzac w polemike z tym tego, co napisalas (nie lubie udowadniac innym,
                                                    ze sie myla,bo przyjmujac indywidualny zasob wiedzy i doswiadczenia, tudziez
                                                    ich "prywatna filozofie" kazdy z nas ma racje.

                                                    Przedstawiam SWOJ punkt widzenia na sprawe smierci i umierania (przyznam, dosc
                                                    skrotowo). Wywodzi sie on z, i jest spojny z moim swiatopogladem. To po
                                                    pierwsze.
                                                    Zgodnie z tym w co wierze, przezywam moja rzeczywistosc i rozne jej aspekty.
                                                    Opisuje to jako propozycje innego spojrzenia. Wybor nalezy do czytajacego.

                                                    Czytajacy moze poddac to analizie krytycznej. I wyciagnac dla siebie wnioski.
                                                    W zaleznosci od tego, co bedzie podstawa tej analizy ( podstawe filozoficzna
                                                    mam na mysli) zgodzi sie z tym, co mowie lub nie.

                                                    Banalne.


                                                    To co zaproponowalam w wypowiedziach powyzej wyplywa z moich przekonan,
                                                    nazwijmy to filozoficznych, ktore nie mieszcza sie w glowie "normalnego
                                                    czlowieka" kazdy "normalny" czlowiek przyjmie to za "mumbo-jumbo".
                                                    Spedzilam kilkanascie lat na systematycznym "praniu mozgu" (wlasnego) aby
                                                    znalezc sie tu gdzie jestem. I aby odrzucic sposob myslenia "normalny".

                                                    W tym kontekscie :
                                                    Tak, nie mam argumentow dla kwieto. W kazdym razie nie mam takich argumentow,
                                                    ktore by byly przekonywujace, dla ludzi ktorzy nie sa w stanie
                                                    zrozumiec/zaakceptowac mojego sposobu myslenia.

                                                    By znalezc sie tam (zgodnie ze slowami Jesusa), ze musisz odrzucic wszystko w
                                                    co do tej pory wierzylas. Czasami nawet, a moze zwlaszcza, to co oczywiste.

                                                    Skonczylam zatem te dyskusje, bo nie chce przekonywac nikogo, ale tez nie chce
                                                    byc przekonywana.

                                                    Ja widze umieranie tak jak je widze. Zdaje sobie tez sprawe, ze ludzie o innym
                                                    ogladzie rzeczywistosci odbierac beda smierc inaczej niz ja.
                                                    Ale zakladam tez, ze sa tacy, ktorzy po przeczytaniu tego, co napisal luty,
                                                    uzyskaja nowy "wglad". (ja tez jestem ciagle "w drodze" i potrzebuje takich
                                                    wpisow ).

                                                    Nie mam potrzeby "bronic" swych pogladow. Przeciez moge je miec niezaleznie od
                                                    opinii innych.

                                                    Po co wiec jakakolwiek dyskusja?
                                                  • wykrywacz.klamcow Zlosliwie: 12.07.04, 10:24
                                                    > To co zaproponowalam w wypowiedziach powyzej wyplywa z moich przekonan,
                                                    > nazwijmy to filozoficznych, ktore nie mieszcza sie w glowie "normalnego
                                                    > czlowieka" kazdy "normalny" czlowiek przyjmie to za "mumbo-jumbo".
                                                    > Spedzilam kilkanascie lat na systematycznym "praniu mozgu" (wlasnego) aby
                                                    > znalezc sie tu gdzie jestem. I aby odrzucic sposob myslenia "normalny".

                                                    To jest cos, co fascynuje mnie rowniez u Lutego - prezentowanie banalow i
                                                    upieranie sie, ze "nie mieszcza sie w glowie normalnego czlowieka", przy
                                                    jednoczesnym unikaniu dyskusji siegajacej glebiej.

                                                    Lampka ostrzegawcza.
                                                  • minggu one picture is worth thousand words 12.07.04, 11:45
                                                    wykrywacz.klamcow napisał:


                                                    >
                                                    > To jest cos, co fascynuje mnie rowniez u Lutego - prezentowanie banalow i
                                                    > upieranie sie, ze "nie mieszcza sie w glowie normalnego czlowieka", przy
                                                    > jednoczesnym unikaniu dyskusji siegajacej glebiej.

                                                    Pomijajac etykietki...
                                                    Kwieto, jesli chcesz zrozumiec o czym tu mowa (za lutego mowic nie moge, moge
                                                    za siebie) proponuje obejrzec film "Fearless" (nie wiem czy byl tlumaczony na
                                                    polski)z Jeff Bridges i Izabella Rosellini. Pokazuje identyczna jak tu
                                                    niemozliwosc porozumienia (w tej materii) bez pewnych ustepstw.



                                                    Moze wtedy zaakceptujesz "innosc" spojrzenia.
                                                    >
                                                    >
                                                  • wykrywacz.klamcow Re: one picture is worth thousand words 12.07.04, 12:32
                                                    Ja bym chcial bys mi udzielila odpowiedzi na pytania zadane przeze mnie gdzies
                                                    na poczatku tych rozmow:

                                                    - jak to co mowisz ma sie do bolu rozstania z bliska osoba?
                                                    - jak sie ma do poczucia opuszczenia przez osobe umierajaca?
                                                    - jak to sie ma do strachu przed procesem umierania (pytanie od Sueno?)

                                                    Moim zdaniem wiara w "drugie zycie" ma sie nijak do powyzszych pytan.
                                                    Nie odpowiada na nie po prostu. (tak jak wiara w nowa milosc nie likwiduje
                                                    cierpienia kogos, kogo ukochany/a porzucil/a)
                                                    Dziwi mnie troche Twoj wniosek, ze powyzsze mialoby oznaczac negacje wiary w
                                                    niesmiertelna dusze itp.
                                                    Ewidentnie sie rozmijamy w zainteresowaniach dotyczacych smierci, szkoda.
                                                  • minggu Re: one picture is worth thousand words 12.07.04, 13:06
                                                    wykrywacz.klamcow napisał:

                                                    > Ja bym chcial bys mi udzielila odpowiedzi na pytania zadane przeze mnie
                                                    gdzies
                                                    > na poczatku tych rozmow:
                                                    >
                                                    > - jak to co mowisz ma sie do bolu rozstania z bliska osoba?

                                                    niedawno stracilam matke...

                                                    next question, please...

                                                    zart nieodpowiedni, wiadomo...
                                                    pozostanie jednak miedzy mna a moja mama...;)

                                                    > - jak sie ma do poczucia opuszczenia przez osobe umierajaca?


                                                    mowisz o osobie umierajacej samotnie?

                                                    osoba umierajaca bedaca przekonana o wspanialosci zycia po drugiej stronie nie
                                                    bedzie sie czula opuszczona, bo niby dlaczego?, przez kogo opuszczona?


                                                    > - jak to sie ma do strachu przed procesem umierania (pytanie od Sueno?)

                                                    O strachu przed procesem umierania pisalam. Obawiam sie, ze w obliczu
                                                    umierania doswiadzajac bolu, nad ktorym nie mozemy zapanowac, automatycznie
                                                    zwrocimy sie do odruchu warunkowego - strachu.
                                                    Jest jednak poziom swiadomosci, ktory radzi sobie zupelnie niezle z bolem
                                                    fizycznym. Umiejetnosc kontrolowania bolu moze byc wycwiczona.
                                                    Najgorsze,gdy dopadnie nas w stanie niegotowym. tzn. gy jego poziom jest
                                                    znacznie wyzszy od tego co nauczylismy sie kontrolowac. Wtedy powrocimy zapewne
                                                    do pierwotnych reakcji.

                                                    Tylko z tego wzgledu boje sie procesu umierania - boje sie ze bol odbierze mi
                                                    umiejetnosc sledzenia moich mysli.



                                                    >
                                                    > Moim zdaniem wiara w "drugie zycie" ma sie nijak do powyzszych pytan.
                                                    > Nie odpowiada na nie po prostu. (tak jak wiara w nowa milosc nie likwiduje
                                                    > cierpienia kogos, kogo ukochany/a porzucil/a)

                                                    jest milosc i milosc.
                                                    znasz post dziewczyny rozstajacej sie z chlopakiem na miesiac ... i calym
                                                    zwiazanym z tym cierpieniem
                                                    znasz tez zapewne post malwiny o "milosci" (?) bez widywania sie na codzien,
                                                    z duzym marginesem swobody, bez potzreby uzupelniania siebie druga osoba.

                                                    > Dziwi mnie troche Twoj wniosek, ze powyzsze mialoby oznaczac negacje wiary w
                                                    > niesmiertelna dusze itp.
                                                    > Ewidentnie sie rozmijamy w zainteresowaniach dotyczacych smierci, szkoda.


                                                    dlaczego szkoda? Moze dobrze,z e tak jest..
                                                    Obejrzyj ten film, kwieto, moze latwiej ci bedzie zrozumiec, o co chodzi
                                                    mnie ...i moze lutemu


                                                    Wierz mi, wazniejszym jest by "sie spotkac" niz by niec racje. (przepraszam
                                                    jesli zabrzmialo to protekcjonalnie)
                                                  • wykrywacz.klamcow Re: one picture is worth thousand words 12.07.04, 13:28
                                                    > niedawno stracilam matke...

                                                    I radosnie podspiewywalas na jej pogrzebie, cieszac sie z jej wiecznego zycia.
                                                    ?

                                                    > mowisz o osobie umierajacej samotnie?

                                                    Nie, mowie o kims opuszczonym przez osobe umierajaca.

                                                    > O strachu przed procesem umierania pisalam. Obawiam sie, ze w obliczu
                                                    > umierania doswiadzajac bolu, nad ktorym nie mozemy zapanowac, automatycznie
                                                    > zwrocimy sie do odruchu warunkowego - strachu.
                                                    > Jest jednak poziom swiadomosci, ktory radzi sobie zupelnie niezle z bolem
                                                    > fizycznym. Umiejetnosc kontrolowania bolu moze byc wycwiczona.

                                                    Khem, jak do owych cwiczen ma sie przekonanie o zyciu wiecznym?
                                                    O to przeciez pytam od samego poczatku

                                                    > znasz post dziewczyny rozstajacej sie z chlopakiem na miesiac ... i calym
                                                    > zwiazanym z tym cierpieniem
                                                    > znasz tez zapewne post malwiny o "milosci" (?) bez widywania sie na codzien,
                                                    > z duzym marginesem swobody, bez potzreby uzupelniania siebie druga osoba.

                                                    Uhmmm... natomiast nie sadze by to akurat swiadomosc zycia wiecznego wplywala
                                                    na roznice obu wspomnianych przez Ciebie wypowiedzi. Nie zrozum mnie zle,
                                                    sprobuj uchwycic analogie.
                                                    IMO wiara w zycie pozagrobowe jest nieistotna dla tego jak odbieramy smierc. Sa
                                                    ludzie wierzacy, ktorzy rozpaczaja na grobach bliskich i ateisci ktorzy ich
                                                    smierc przyjmuja jako zwykla kolej losu.

                                                    > dlaczego szkoda? Moze dobrze,z e tak jest..
                                                    > Obejrzyj ten film, kwieto, moze latwiej ci bedzie zrozumiec, o co chodzi
                                                    > mnie ...i moze lutemu

                                                    Obacze czy jest dostepny.

                                                    > Wierz mi, wazniejszym jest by "sie spotkac" niz by niec racje. (przepraszam
                                                    > jesli zabrzmialo to protekcjonalnie)

                                                    Mnie mozna przekonac do swoich racji, serio! :")
                                                    Trzeba miec tylko przekonujace argumenty, bez tego nic.
                                                  • minggu Re: one picture is worth thousand words 12.07.04, 13:41
                                                    kwieto, dlaczego ty nigdy nie zapytasz , co mialam na mysli piszac to czy
                                                    tamto?
                                                    Dlaczego od razu wyskakujes z ironia lub kontrargumentem?

                                                    Dyskusja nie musi odbywac sie w ten sposob.


                                                    probowalam ustawic sie pozytywnie do twoich pytan

                                                    w dalszym ciagu twoj ton jest agresywny, konfrontacyjny,

                                                    Dydkusja i konfrontacja to nie to samo. Czyzbys o tym nie wiedzial?
                                                  • wykrywacz.klamcow Re: one picture is worth thousand words 12.07.04, 14:36
                                                    > kwieto, dlaczego ty nigdy nie zapytasz , co mialam na mysli piszac to czy
                                                    > tamto?

                                                    Toz wlasnie spytalem.

                                                    Gdzie widzisz ironie, probe konfrontacji, agresje?
            • Gość: Luty Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.dialup.mindspring.com 09.07.04, 04:53
              Gość portalu: krish napisał(a):

              > nieee...
              >
              > ja tylko twierdze, ze jesli ktoś żarliwie prapaguje nie pytany przed
              audytorium
              >
              > prawdy objawione,

              krish, powiedz szczerze, czy mam chocby minimalna szanse, abys pewnego pieknego
              dnia zapytal mnie; - hej Luty, a czy ty wierzysz w cos goraco, czym zechcialbys
              tu z nami sie podzielic...?
              Mam taka szanse...?
              Audytorium nie pyta....wiec nie pytany pozwolilem sobie na wyrazenie swoich
              opinii...bardzo serdecznie przepraszam audytorium w osobie kolegi krisha...


              to znaczy, że w środku w nie nie wierzy.
              >
              > oczywiście podswiadomie
              >
              > podświadomość to ciekawa zabawka...
              >
              "To znaczy"...? a kto to ustalil co to znaczy - krish..?
              Uwazaj na swoja podswiadomosc, bo cos za bardzo zarliwie mi zaprzeczasz...

              > w skrajnych przypadkach by te sprzeczność jakoś załatać ludzie zabijaja i
              robią
              >
              > różne kurewstwa
              >
              >
              > krish the judge

              Czy wiesz, ze aby zaprzeczyc cudzej wierze (w cokolwiek) ludzie posuwali sie
              do zbrodni i innych "kurewstw"...?

              krish, rzadko kiedy, czlowiek wyciagajacy zbyt pochopne wnioski, sie nie myli...
              warto o tym pamietac...
        • Gość: bazylia Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 08.07.04, 11:28


          a moze tylko chcial sie podzielic swoim DOSWIADCZENIM?!

          Bo jesli nawet wszyscy wierzymy, ze to nie wszystko, to co tu, to jednak
          dobrze, ze spotykamy ludzi, ktorzy tego w jakiejs tam formie DOSWIADCZYLI.

          mnie sie podoba, ze pisze

          Jesli mozna pisac o swoich wewnetrznych odczuciach/przemysleniach po
          przeczytaniu ksiazki, jesli jest OK przedstawiac na pismie rezultat objawien
          naszego intelektu, rozumowania, jesli jest w porzadku przekonywac innych, ze
          sie myla, bo my wiemy (intelektualnie) cos tam - to rowniez mozna i nalezy
          pisac o dosawiadczeniach ducha .

          Niech luty pisze, kto ma uszy uslyszy, a ci co wiedza od dawna, dalej wiedziec
          beda...

          Nic w tym zlego - jestesmy na tym forum by dzielic sie nasza wiedza...chyba. ?
      • Gość: Luty Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.dialup.mindspring.com 08.07.04, 14:33
        Droga procesor, w tym poscie chcialem przemycic bardzo wazna dla nas
        wiadomosc...:

        Jestemy, kazdy z nas,
        czyms niepojetym i niewobrazalnym,
        jestesmy wszechswiatem,
        jestesmy nieskonczonoscia,
        jestesmy ogromem milosci...


        A tego KK chyba nie uczy....?

        Bo, ze smierci nie ma, to kazdy czlek juz przecie wie ...prawda...?
        • brzydulca Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 14:49
          Luty a co nastapilo w Twoim zyciu, ze tak sie rozfilozofowales :-)?
          • luty10 Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 08.07.04, 14:55
            brzydulca napisała:

            > Luty a co nastapilo w Twoim zyciu, ze tak sie rozfilozofowales :-)?

            Ja sie nie rozfilozfowalem, zawsze taki bylem, a wydarzylo sie w moim zyciu
            wiele...
            Dzisiaj nie moge siedziec na forum...pozdrowko
        • wykrywacz.klamcow Uczy, uczy :") N/T 08.07.04, 15:22

          • Gość: Luty Re: Uczy, uczy :") N/T IP: *.dialup.mindspring.com 09.07.04, 05:14
            aby zaprzeczyc....nigdy czegos takiego nie uczyl...
            • wykrywacz.klamcow Re: Uczy, uczy :") N/T 09.07.04, 11:10
              Nigdy? Od zawsze mowi sie zesmy dziecmi Bozymi i pierwiastek Boga mamy w
              sobie... Zapomniales?
    • jmx Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 09.07.04, 01:18

      Luty mówi - "nie bójcie się śmierci" ale unika umierających.

      Paradoks?
      • Gość: Luty Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.dialup.mindspring.com 09.07.04, 02:03

        jmx napisała:

        >
        > Luty mówi - "nie bójcie się śmierci" ale unika umierających.
        >
        > Paradoks?
        >

        Zgrabna figura stylistyczna nie majaca z Lutym nic wspolnego...



        Z takim podejsciem do problemu, mozna mnozyc paradosy w nieskonczonosc...
        Dlaczego unika....? Nikogo nie unikam,
        Dlaczego "umierajacych"...spotkalem jedna umierajaca po pietnastu latach nie
        widzenia sie...
        Rany, ale trudno sie z ludzmi dogadac... wyraznie i dokladnie opisalem te
        historie...czy na prawde miedzy jednym lykiem herbaty, a drugim, musisz
        puszczac w przestrzen zdania ktore ze mna nie maja wiele wspolnego...tak
        sobie cos bakasz pod nosem niezobowiazujaco, ale nie mysl, ze to ladnie...

        Mozna nie bac sie smierci, ale bac sie umierajacych ludzi...co innego jest
        dzwigac swiadomosc smierci samemu, a co innego jest widziec, jak inni nie daja
        sobie z dzwiganiem rady...
        Umierac samemu, a patrzec na smierc innych...
        Walczyc samemu, ale innych do walki wysylac...itd
        No to chyba jest jakas roznica.....................?
        • jmx Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 09.07.04, 02:41
          Gość portalu: Luty napisał(a):

          > Mozna nie bac sie smierci, ale bac sie umierajacych ludzi...co innego jest
          > dzwigac swiadomosc smierci samemu, a co innego jest widziec, jak inni nie
          daja
          > sobie z dzwiganiem rady...
          > Umierac samemu, a patrzec na smierc innych...
          > Walczyc samemu, ale innych do walki wysylac...itd
          > No to chyba jest jakas roznica.....................?

          Po pierwsze nie chciałam Cię urazić. Ani "czepiać".
          Po drugie - oddzielanie śmierci od umierania nie ma większego sensu.
          Po trzecie - gdybyś wierzył w to co mówisz - o nieistnieniu śmierci, braku
          strachu etc., ten akapit powyżej by nie powstał. Bo to nie umierający sobie nie
          dają ze śmiercią rady ale Ty.

          Słowa o walce nie mają przełożenia, bo nie za Twoją przyczyną ludzie umierają,
          jak za przyczyną dowódcy żołnierze są wysyłani do walki.
          • Gość: Luty Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.dialup.mindspring.com 09.07.04, 03:02
            Ani mnie nie urazilas ani nie uczepilas, twierdze, ze chcesz cos koniecznie
            tutaj powiedziec, ale nie wiesz co i dlatego mowisz byle co.

            > Po drugie - oddzielanie śmierci od umierania nie ma większego sensu.

            Oddzielenie smierci od umierania to sensu nie ma, ale co innego jest wiedziec,
            ze smierci nie ma , a co innego patrzec jak ludzie boja sie umierac i nie moc
            im przekazac tego co sie wie...
            Czesto, ani umierajacy sobie nie daja rady z umieraniem, ani ich rodziny...to
            przeciez jest oczywiste...
            Skad wiesz, ze nie daje sobie z tym rady...wlasnie doskonale sobie daje, nie
            daje sobie rady ze strachem u innych, bo nie wiem jak im pomoc....to tyle...na
            razie.
            • jmx Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 12.07.04, 00:08

              Ależ ten wątek się rozrósł! Nie mogę teraz wszystkiego czytać. Więc krótko.

              Jednak sądzę, po reakcji ("nie wiesz co chcesz powiedzieć"), że nieco Cię
              uraziło (zniecierpliwiło?) co napisałam. W trosce o innych dostrzegam Twoje
              własne obawy dlatego takie moje słowa.

              Czy można pomóc umierającym bojącym się smierci?
              Tak. Można. Własnym spokojem, wyciszeniem i wiarą.

              Wydaje mi się, generalnie, że ludzie nie tyle boją się śmierci jako takiej ale
              tego co jej zwyczajowo towarzyszy - osamotnienia, bólu, cierpienia,
              niedołężności. Temu żyjący mogą zapobiec czy zminimalizować skutki. Ale pod
              warunkiem, że sami się nie boją.
      • brzydulca Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 09.07.04, 02:10
        jmx napisała:

        >
        > Luty mówi - "nie bójcie się śmierci" ale unika umierających.
        >
        > Paradoks?

        Co sie czepilas Lutego??
        • jmx Przepraszam? 09.07.04, 02:27
          > Co sie czepilas Lutego??

          Ten wątek powstał z mojej wypowiedzi. Nie mam prawa skomentować?
    • Gość: lekshey Ad vocem śmierci IP: 62.233.201.* 09.07.04, 14:32
      witam,
      hora perit mors aderit-godzina przeminie smierc nadejdzie.
      I to jest fakt.
      A co potem to już kwestia wierzen.
      Dla mnie smierc jest tylko przejsciem z jednego stanu w drugi.
      Ale w jaki ?
      Np.chrześcijanie wierzą w Niebo Czyściec Piekło. Zycie wieczne, wieczne
      potepienie.
      Dla buddystów sprawa ta jest bardziej skaplikowana gdyż według Prawa Karmy
      rodzimy sie jako zwierzeta, głodne duchy, bogowie, półbogowie, demony i jedynie
      w bardzo bardo sprzyjającyh warunkach jako ludzie.
      Dla osób pomagających bliskim godnie umrzeć polecam ksiązkę
      Kto umiera Sztuka świadomego życia i świadomego umieraniakto umiera sztuka
      swiadomego zycia i swiadomego umierania
      Levine Stephen
      Książka Levinea może być wielką i niezastąpioną pomocą dla wszystkich, którzy
      poszukują drogi ku pełnemu i pogodnemu życiu. Ku życiu bez lęku przed śmiercią.
      Wojciech Eichelberger Wydawnictwo: Ewa Korczewska, Oprawa: Miękka, Format: ,
      Język: polski, Ilość stron: 318, ISBN: 8388141015, Tytuł oryginału: WHO DIES?,
      Tłumacz: Barbara Kuchta i inni,
      Polecam tez poniżej tekst o prawie karmy Ven. Kalu Rimpoche
      NAMO AMITABHA BUDDHA
      pozdrawiam
      lekshey

      "Nic nie jest przypadkowe. Wszystko posiada karmiczną przyczynę: to co znamy
      lub czego nie znamy, gdzieśmy się urodzili, jak wyglądamy, czy jesteśmy
      szczęśliwi lub smutni, każda choroba, nawet wszelkie odcienie kolorów na
      ogonie koguta. Nasze obecne ciało jest produktem wcześniejszej karmy (naszych
      czynów i myśli) i właśnie teraz stwarzamy jej przyszłe skutki. (...).
      Posiadamy wspólną karmę z tymi, których lubimy lub nie lubimy, z tymi z
      którymi mamy wypadki, lub czyimi dziećmi albo rodzicami jesteśmy. Ta karma,
      dobra lub zła, jest przyczyną tego że mamy dobrą żonę, hałaśliwego sąsiada,
      czy kochających rodziców. Jest ona owocem naszych wcześniejszych słów, myśli
      i czynów, które obecnie dojrzewają. Nasze reakcje na te wydarzenia będą z
      kolei w tym, lub innym życiu, kiedy odpowiednie warunki się zgromadzą,
      przyczyną doświadczenia czegoś przyjemnego, lub nieprzyjemnego. Zazwyczaj
      działania karmy są dla nas trochę niejasne, gdyż jednocześnie zbieramy dobre
      i złe skutki. Nasze działania są kierowane niewiedzą i dlatego przeważnie
      pomieszane. Stąd może trudno zobaczyć jak te prawa działają. (...).
      Przyszłość zależy od teraz i jedynym sposobem zatrzymania cierpienia jest
      powstrzymanie się od popełniania dziesięciu splamionych działań: nienawiści,
      pożądania, głupoty, a następnie gniewu i zazdrości, chciwości i skąpstwa,
      dumy i egoizmu,. Te z kolei wyrażają się w dziesięciu niezdrowych działaniach
      ciała, mowy i umysłu, zabijaniu, kradzieży, seksualnym nadużyciu, kłamstwie,
      obmawianiu, gadulstwie i szorstkiej mowie, zawiści, złej woli i fałszywych
      poglądach. Te działania są złe, ponieważ prowadzą do cierpienia. To czego nie
      życzymy sobie i naszym bliskim, powinniśmy unikać aby nie czynić innym.
      Zamiast tego dobrze jest czynić dziesięć pozytywnych działań będących
      przeciwieństwem złych.
      chronić życie innych istot
      być hojnym na wszystkich poziomach
      posiadać właściwą aktywność seksualną
      mówić prawdę
      mówić tylko wtedy gdy zachodzi tego konieczność
      rozprzestrzeniać zgodę
      mówić uprzejmie
      być zadowolonym z własnego losu
      posiadać współczucie dla wszystkich istot
      posiadać wiarę w praktykę Nauk.
      (...)
      Jeśli często chorujemy, musimy pilnować się, by nie zabijać nawet insektów.
      Jeśli nie mamy nigdy czegoś dosyć, musimy unikać brania tego czego nam nie
      dano.
      Jeśli mamy problemy z współmałżonkiem, musimy wystrzegać się niewłaściwych
      zachowań seksualnych.
      Jeżeli nikt nam nie wierzy, musimy czynić wszystko, żeby unikać kłamania.
      Gdy nikt nas nie słucha, musimy wystrzegać się skłonności do bezmyślnego
      gadulstwa.
      Gdy jesteśmy bardzo samotni musimy pilnować się by nie mówić źle o innych.
      Gdy nigdy nie jesteśmy zadowoleni z tego, co otrzymujemy, musimy usunąć
      zazdrość z naszego umysłu. Gdy jesteśmy pogardliwie traktowani, to nie wolno
      nam reagować uczuciem złej woli, a gdy jesteśmy głupi, to musimy starać się
      ze wszystkich sił unikać złych poglądów.
      www.dharma.pl/index_autorow/k/kalu_4podst_med.html
      Kalu Rimpoche










      • brzydulca Re: Ad vocem śmierci 10.07.04, 13:51
        wszystko ma sens w tym co napisales o Buddyzmie - zeby nie szkodzic innym i
        pozytywnie ich traktowac. Ale co do seksu to jakos nie pasuje. Komu osoba
        rozwiazla szkodzi?
        • Gość: Luty Re: Ad vocem śmierci IP: *.dialup.mindspring.com 10.07.04, 14:04

          brzydulca napisała:

          > wszystko ma sens w tym co napisales o Buddyzmie - zeby nie szkodzic innym i
          > pozytywnie ich traktowac. Ale co do seksu to jakos nie pasuje. Komu osoba
          > rozwiazla szkodzi?



          Sobie....
          Osoba rozwiazla seksualnie naduzywa seksualnej enrgii...
          Zdrowie psychiczne i fizyczne polega na balasie energii w organizmie...
          Zaklocenie tego balansu powoduje choroby, wyczerpanie, depresjie itd
          • pollka Re: Ad vocem śmierci 10.07.04, 14:13
            a mnie interesuje jak tłumaczą Buddyści depresję I jak się jej pozbyć?
            • Gość: Luty Re: Ad vocem śmierci IP: *.dialup.mindspring.com 10.07.04, 14:19
              Trzeba zapytac Buddystow...
              Depresje maja rozne podloze, nie mozna uogolniac...
              • komandos57 Re: Ad vocem śmierci 10.07.04, 14:24
                Gość portalu: Ziucia napisał(a):
                xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                Zes pojebany durniu do szpiku kosci
            • leksheygyatso Re: Ad vocem depresji 10.07.04, 22:28
              witam,
              depresja to słumione potrzeby i emocje które nie wyrazone prowadzą do stanu
              zamrożenia i apatii. Nie tylko z tego zycia ale być może równiez z poprzednich.
              Co można zrobić?
              Polecam Ci konsultację ze znanymi medytującymi terapeutami p.Wojciechm
              Eichelbergerem czy p.Jerzym Dmuchowskim praktykującymi buddyzm, pracującymi w
              Laboratorium Psychedukacji w Warszawie.jak zadzwonisz do ośrodka to pomogą Ci w
              sekretariacie znaleść namiary na wiarygodnych psychologów bliżej twojego
              miejsca zamieszkania.
              KONTAKT:
              Laboratorium Psychoedukacji
              03-932 Warszawa
              ul. Katowicka 18
              TELEFONY:
              (022) 617-61-64
              (022) 616-13-72
              0501-201-490
              FAX
              (022) 617-24-52
              Warto również pamiętać o lekkiej diecie i ruchu to zawsze pomaga.
              Odstawić uzywki, mniej ciezkiej diety z konserwantami.
              Generalnie szukać pomocy.
              Polecam tez choć 10-15 minut praktyki duchowej do któej masz zaufanie dla
              chrzesciajn polecam odmawianie litanii do imienia Pana Jezusa lub do Jego Serca
              i powtarzanie modlitwy "jezu Ufam Tobie"
              Dla osób interesujących się buddyzmem polecam
              odmawianiem lub śpiewaniem świętych sutr
              buddyjskich(np. Sutry Serca, którą możesz ściągnąc z internetu).Nie zaszkodzi
              również kilkuminutowe ciche odmawianie mantry Om Mani Peme Hung Bodhisattwy
              Współczucia .
              Pomoże ci to zebrać pozytywną zasługę i zebrać siły na przyszłośc.
              warto przytym pamiętać o innych chorych i cierpiących i za nich
              ofiarowywać te modlitwy. Pamiętaj równiez,że przy depresji często konieczne
              jest branie leków antydepresyjnych gdyż depresja nie leczona może prowadzić do
              samobójstwa.
              Dlatego tak wazna jest konsultacja z psychologiem i psychiatrą.
              A więc najpierw mądry psycholog+ terapia+ praktyka duchowa.
              powodzenia
              Lekshey






              • gapka Re: Ad vocem depresji 11.07.04, 05:25
                leksheygyatso napisał:

                > sekretariacie znaleść namiary na wiarygodnych psychologów bliżej twojego
                > miejsca zamieszkania.

                a na liscie sa tacy psychoterapeutci z 'Australii?
                • Gość: bazylia a gdzie w Australii, gapko ? IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 11.07.04, 07:11
                  ...to znaczy, gdzie mieszkasz i co porabiasz? Na stale tutaj czy przelotem?
                  Ciezko sie dostosowac do nowych(nowych? ) warunkow
                  • gapka Re: a gdzie w Australii, gapko ? 11.07.04, 10:23
                    Gość portalu: bazylia napisał(a):

                    > ...to znaczy, gdzie mieszkasz i co porabiasz? Na stale tutaj czy przelotem?
                    > Ciezko sie dostosowac do nowych(nowych? ) warunkow

                    Na stale mieszkam w Stanie Viktorii :-). Warunki zupelnie inne niz w Polsce (i
                    Europie).Dopiero jak pojechalam na wakacje do POlski zauwazylam jaki to inny i
                    duzo ciekawszy swiat. A Ty z jakiego stanu?
                    • Gość: bazylia Re: a gdzie w Australii, gapko ? IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 11.07.04, 12:19
                      probuje wyslac ten post od pol godziny.

                      Ja mieszkam w QLD. Od 14 lat.

                      Wyglada na to, ze urodzilas sie lub wychowalas w Australii.

                      nie mow ze mieszkanie w AU skalnia cie do... pytan o psychoterapeute ;) ?
                      • gapka Re: a gdzie w Australii, gapko ? 12.07.04, 05:04
                        Gość portalu: bazylia napisał(a):

                        > probuje wyslac ten post od pol godziny.
                        > Ja mieszkam w QLD. Od 14 lat.
                        > Wyglada na to, ze urodzilas sie lub wychowalas w Australii.
                        > nie mow ze mieszkanie w AU skalnia cie do... pytan o psychoterapeute ;) ?

                        Tez mam problemy z wyslaniem postow, stoja w miejscu.
                        Przyjechalam jako dziecko, jestem tutaj 16 lat.Pytam o psychoterapuete dla
                        Pani ktora chodzi na chor ze mna.To jest Polka, ktorej trudno sie przystosowac
                        do Australii :-(

        • leksheygyatso Re: Ad vocem śmierci 10.07.04, 21:29
          witam,
          ad vocem rozwiązłości czy zdrady.
          Buddyzm naucza że powinnismy trzymać się podstawowej zasady środka czyli umiaru.
          A więc osoby nadaktywne w sferze seksu bardzo łatwo mogą kosztem wszystkich
          innych aktywności poświęcic sie wyłacznie tej aktywności kosztem pracy, rodziny
          innych zainteresowań co wcześniej czy pózniej odbije sie i na kondycji psycho
          fizycznej (np. zbytnie napięcie nerwowe czy nawet pomieszanie zmysłów). Przy
          okazji bardzo łatwo może dojśc do zranienia czy nawet wykorzystania partnera
          czy partnerki seksualnej tak emocjonalnie jak psychicznie.Chociazby z tej
          prostej przyczyny że do danego kontaktu podejdzie ktoś na serio a partner
          będzie myslał tylko o wymiarze fizycznym wyłacznie cielesnym współżycia
          seksualnego.
          W przypadku zdrady jest podobnie osoba którą zdradzono jest oszukiwana może też
          jak dowie się o wszystkim bardzo ciepieć, rozchorować się na tle nerwowym lub
          targnąć się na życie.
          Jak widać skutki karmiczne już w tym życiu są oczywiste.
          Ponadto buddyzm naucza,ze powinno się dotrzymywać złozonych przyrzeczeń w tym
          przypadku wierności swojemu partnerowi.
          serdecznie pozdrawiam
          NAMU AMIDA BUTSU
          lekshey
      • kadka Re: Ad vocem śmierci 11.07.04, 10:13
        > Przyszłość zależy od teraz i jedynym sposobem zatrzymania cierpienia jest
        > powstrzymanie się od popełniania dziesięciu splamionych działań: nienawiści,
        > pożądania, głupoty, a następnie gniewu i zazdrości, chciwości i skąpstwa,
        > dumy i egoizmu,. Te z kolei wyrażają się w dziesięciu niezdrowych działaniach
        > ciała, mowy i umysłu, zabijaniu, kradzieży, seksualnym nadużyciu, kłamstwie,
        > obmawianiu, gadulstwie i szorstkiej mowie, zawiści, złej woli i fałszywych
        > poglądach. Te działania są złe, ponieważ prowadzą do cierpienia. To czego nie
        > życzymy sobie i naszym bliskim, powinniśmy unikać aby nie czynić innym.
        > Zamiast tego dobrze jest czynić dziesięć pozytywnych działań będących
        > przeciwieństwem złych.
        > chronić życie innych istot
        > być hojnym na wszystkich poziomach
        > posiadać właściwą aktywność seksualną
        > mówić prawdę
        > mówić tylko wtedy gdy zachodzi tego konieczność
        > rozprzestrzeniać zgodę
        > mówić uprzejmie
        > być zadowolonym z własnego losu
        > posiadać współczucie dla wszystkich istot
        > posiadać wiarę w praktykę Nauk.
        > (...)
        > Jeśli często chorujemy, musimy pilnować się, by nie zabijać nawet insektów.
        > Jeśli nie mamy nigdy czegoś dosyć, musimy unikać brania tego czego nam nie
        > dano.
        > Jeśli mamy problemy z współmałżonkiem, musimy wystrzegać się niewłaściwych
        > zachowań seksualnych.
        > Jeżeli nikt nam nie wierzy, musimy czynić wszystko, żeby unikać kłamania.
        > Gdy nikt nas nie słucha, musimy wystrzegać się skłonności do bezmyślnego
        > gadulstwa.
        > Gdy jesteśmy bardzo samotni musimy pilnować się by nie mówić źle o innych.
        > Gdy nigdy nie jesteśmy zadowoleni z tego, co otrzymujemy, musimy usunąć
        > zazdrość z naszego umysłu. Gdy jesteśmy pogardliwie traktowani, to nie wolno
        > nam reagować uczuciem złej woli, a gdy jesteśmy głupi, to musimy starać się
        > ze wszystkich sił unikać złych poglądów.


        - Najlatwiej to powyzej osiagnac jak jestesmy apatyczni, do niczego nie
        dazymy, bo to przeciez wspolzawodnictwo z innymi (grzech!).
        - Jak jestesmy bezwolni wobec przemocy w stosunku do nas, nie bronimy sie.
        zatracamy indywidualnosc.

        A przeciez emocje to taka ludzka rzecz.Jak mozna nie nienawidzic kogos kto
        brutalnie zamorduje Twoje dzicko czy skatuje zwierze??Jak mozna nie stanac na
        glowie by Twoim dzieciom zaspokoic jak najlepszy byt?

        Wyglada na to ze wobec Twojej wypowiedzi najlatwiej jest osiagnac doskonalosc
        roslinkom.

    • Gość: ryb Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 10.07.04, 22:40
      Oj Luty, musisz takie tematy poruszac? Juz od dlugiego czasu nie boje sie
      smierci. Ba, czasami nawet nie moge sie doczekac...no, ale wszystko w swoim
      czasie...byles tam? Jak byles, to na jakim etapie jestes. Juz zwariowales, czy
      dopiero wariujesz :)
      • Gość: bazylia Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: 144.134.77.* 10.07.04, 23:25
        rybie, ja bardzo sie ciesze, ze luty poruszyl "taki" temat.

        Dla mnie to bardzo wazne, ze moglam to przeczytac. Wlasnie napisane prze
        lutego. Bo ja lutemu wierze. Wiem ze mowi prawde jakiej doswiadczyl. To widac
        od poczatku jego pobytu na forum.
        MYsle ze nie jestem jedyna, dla ktorej wazne jest by przeczytac cos takiego.

        To ze wielu na FP wydrwiwa takie poglady i podejscie nie znaczy, ze nalezy to
        trzymac pod korcem...
        Ty nie masz takiej potrzeby (pisania) - tez dobrze

        W koncu luty zalozyj dwa watki. Dwa, nie dwadziescia..
        Pozdrawiam
        • Gość: ryb Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 11.07.04, 03:12
          Luty niech pisze co chce :)...Zadalem mu pytanie pod koniec mojego postu w
          sposob rozny do odebrania...jak tam byl, to wie ze nie zartowalem. Niestety
          sporo jest w tym prawdy.
          • Gość: bazylia Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 11.07.04, 03:18
            powiedz mi rybie, czy to "zwariowanie" to w odnieniu do przyjetej
            zwyczajowo "normalnosci"?

            A jak nie, to moze nalezy poszerzyc granice normalnosci a zawezic obszary
            zwariowania?
            • Gość: ryb Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 11.07.04, 03:29
              Nie lubie na ten temat rozmawiac, ale dzisiaj mam wyjatkowy dzien, wiec lamie
              swoje reguly :)

              Te "zwariowanie" bardzo odbiega od normalnosci. Poniewaz jako "zwariowany"
              normalny, zdajesz sobie sprawe, ze to co powiesz, czy chcesz powiedziec
              zostanie przyjete w wiekszosci przypadkow jako nienormalne. A zostanie tak
              przyjete, poniewaz odbiega od przyjetych "norm" normalnosci normalnych. I
              wlasnie pod wplywem "normalnosci" normalnych, moze ci sie zagotowac w glowie,
              jak za bardzo chcesz wyjsc poza przedzial tych, co uparcie nazywaja
              sie "normalnymi".

              Za duzo Ci nie powiedzialem co? :)
              • Gość: sueno Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.04, 03:37
                > Za duzo Ci nie powiedzialem co? :)

                powiedz coś więcej
              • Gość: bazylia Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 11.07.04, 03:54
                nie, dokladnie tyle ile mi bylo trzeba...:)
                i, (nie umniejszam tego co powiedziales) dokladnie to czego sie "spodziewalam".

                dziekuje za zlamanie reguly. Bardzo jest to potrzebne, mnie... nie wiem, moze
                nie tylko:)

                A luty... chyba wie jak zachowac rownowage...

                >wlasnie pod wplywem "normalnosci" normalnych, moze ci sie zagotowac w glowie,
                > jak za bardzo chcesz wyjsc poza przedzial tych, co uparcie nazywaja
                > sie "normalnymi".

                pewnie, ze takie niebezpieczenstwo istnieje, ale ludzie z podobnymi
                sklonnosciami zawsze znajda jakis sposob by
                sie "wyalienowac", "wykreowac", "uspecjalnic" na sile - to nie jest kwestia
                kierunku, lecz raczej "ego' (mowiac w duzym skrocie).
                vide: forum Psych.

                sa tez tacy , ktorym wg mnie to raczej sie nie przydarzy. (Mam tu pare
                osobistych "typow" ;)
                • Gość: ryb Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 11.07.04, 04:15
                  Ojojoj, Ty dobrze wiesz o czym pisze :) No i wlasnie, tu caly czas chodzi zeby
                  zachowac rownowage. A nie jest latwo...Jeszcze moze kiedys bede mial taki dzien
                  ze napisze wiecej, teraz ide spac. Dobranoc :)
                  • Gość: bazylia Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 11.07.04, 04:29
                    Dobranoc :)


    • brzydulca a ja sie nie boje smierci tylko UMIERANIA 11.07.04, 05:18
      .
      PROCESU UMIERANIA

      Ogladalam film dokumentalny wlasnie o procesie. To jest makabryczne. Wszystko
      po kolei szlo: wzrok, sluch, czlowiek chcial sie komunikowac ale juz nie byl w
      stanie. Ciepienie jest, strach wogole straszne.
      Czytalam tez ksiege smierci Buddyzmu (gdzie BArdzo jest wspomnniane) - tez nie
      ma NIC wspolnego ze spokojna twarza usmiechnietego czlowieka pokazywanego na
      filmach z Hollywoodu.
      • brzydulca Re: a ja sie nie boje smierci tylko UMIE 11.07.04, 08:44
        (gdzie BArdzo jest wspomnniane)

        Mialo byc "Bardo" a nie "Bardzo"
    • niepokorna_ Re: Hej ....nie bojcie sie smierci...... 11.07.04, 13:07
      Gość portalu: Luty napisał(a):

      > Luty odpowiedzial:
      >
      > Rozne sa sytuacje, rozne okolicznosci, nie mozemy uogolniac.
      > Inaczej jest, gdy umiera schorowany starzec, inaczej gdy umiera dziecko...
      > Inaczej gdy umiera sasiad, inaczej gdy umiera nam ktos biski.
      > Inaczej tez, gdy umiera ktos latami, inaczej , gdy nagle...
      >
      > Ale wiedziec warto, ze smierc, to umieranie ciala..., a cialo to skorupka...
      > Jestesmy czyms niewyobrazalnie wielkim i niepojetym. Cialo to skorupka
      > orzecha wobec wszechswiata ktorym jestesmy, cialo jest chwilka wobec
      > nieskonczonosci ktora jestesmy, cialo jest pylkiem wobec ogromu milosci jaka
      > jestesmy...
      > Jednak smierc dla wielu z Was, to ostatecznosc, to rozstanie na wieki...to
      > bol, to rozpacz...i nie mozna znalezc pocieszenia...a ja nie wiem jak mozna
      > to zmienic...

      Czy rozumiesz o czym piszesz? Stosujesz skale, porownujesz kto moze, a kto
      lepiej nie. Nie znasz czegos i starasz sie temu koniecznie nadac imie i nagiac
      do wlasnego sposobu patrzenia. Nie umiesz uszanowac czegos co jest, ale nie
      koniecznie miesci sie w Twoim schemacie myslowym. Poznales uczucie ostatniego
      oddechu? Znasz groze zapadajacego zmroku w pelni dnia?... i kiedy juz nic nie
      jest takie jak poprzednio? Smierc ma swoj zapach, ale znaja go tylko ludzie,
      ktorzy sie zetkneli ze smiercia lub obcuja z nia na codzien. Jest inny niz
      te,ktore jestes w stanie w ciagu swojego zycia poznac, ale napewno go nie
      zapomnisz. Ma tez swoj wyraz - rodzi sie w oczach, gdy gasnie nadzieja, a rodzi
      sie rezygnacja. Dlatego odwracaj wzrok i nie staraj sie stanac po zadnej ze
      stron, bo gdy kiedys juz ja spotkasz naprawde zrozumiesz, ze w tych oczach
      widzisz siebie.

      ...a, jmx miala racje robimy to dla siebie. Z potrzeby wspolnoty z umierajacym,
      z egoizmu wlasnego, ale on juz tego nie potrzebuje.
      • Gość: krish Luty! IP: 62.233.233.* 11.07.04, 13:45
        żeby nie zginąć w tłoku odpowiadam Ci tutaj.

        powyższy post niepokornej dedydykuję Ci w pełni

        a teraz:


        Gość: Luty 09.07.2004 04:53 odpowiedz na list


        Gość portalu: krish napisał(a):

        > nieee...
        >
        > ja tylko twierdze, ze jesli ktoś żarliwie prapaguje nie pytany przed
        audytorium
        >
        > prawdy objawione,

        krish, powiedz szczerze, czy mam chocby minimalna szanse, abys pewnego pieknego
        dnia zapytal mnie; - hej Luty, a czy ty wierzysz w cos goraco, czym zechcialbys
        tu z nami sie podzielic...?
        Mam taka szanse...?
        Audytorium nie pyta....wiec nie pytany pozwolilem sobie na wyrazenie swoich
        opinii...bardzo serdecznie przepraszam audytorium w osobie kolegi krisha...


        to znaczy, że w środku w nie nie wierzy.
        >
        > oczywiście podswiadomie
        >
        > podświadomość to ciekawa zabawka...
        >
        "To znaczy"...? a kto to ustalil co to znaczy - krish..?
        Uwazaj na swoja podswiadomosc, bo cos za bardzo zarliwie mi zaprzeczasz...

        > w skrajnych przypadkach by te sprzeczność jakoś załatać ludzie zabijaja i
        robią
        >
        > różne kurewstwa
        >
        >
        > krish the judge

        Czy wiesz, ze aby zaprzeczyc cudzej wierze (w cokolwiek) ludzie posuwali sie
        do zbrodni i innych "kurewstw"...?

        krish, rzadko kiedy, czlowiek wyciagajacy zbyt pochopne wnioski, sie nie myli...
        warto o tym pamietac...


        1. pewnie szanse masz małe. nic osobistego. ale bardzo mało u mnie autorytetów.
        a liczy sie dla mnie to wiem, nie Ty. sorry.

        2. Ty naprawde nic nie rozumiesz. nie zaprzeczyłem Ci ani razu.tym bardziej
        żarliwie. co więcej w wielu punktach sie zgadzam pudło z Twojej strony. a co
        mnie denerwuje, wyjaśnię Ci na przykładzie:

        widziałeś kiedyś dwa psy wściekle rzucające się na siebie po dwóch stronach
        płotu? szczekają i biegną w tą samą stronę wrzeszcząc wnoiebogłosy. nagle płot
        sie kończy i brama jest otwarta... cisza... 5m na pazurkach, znowu płot i znowu
        możemy szczekać...

        bedziesz mógł powiedzieć ze naprawde skonfrontowałeś sie ze śmiercia, kiedy
        umrzesz. do tego czasu to tylko Twoje domysły, czy sie jej boisz czy nie...

        a na swoją podświadomość próbuję bardzo uważać...

        3. to twoja opinia o pochopności moich wniosków... masz prawo...

        a ja sadzę, że wierzysz w to co mówisz (użyjmy takiej terminologii, bo nie jest
        moim celem zarzycanie Ci kłamstwa). niestety, TYLKO wierzysz.
        mysle, że kiedy bedziesz to WIEDZIAŁ, ani przez myśl Ci nie przejdzie pisanie o
        tym na forum... zwłaszcza za darmo...


        krish the bewildered believer
        • Gość: zmienia wszystko Smierć rzeczywiście IP: *.ols.vectranet.pl / 213.76.143.* 11.07.04, 23:10
          A mozna zrozumiec ból jaki niesie dopiero wtedy ,kiedy straci sie kogos
          bliskiego.Inaczej jest tylko daleką abstrakcją.
          Sama stanełam kiedyś w jej obliczu i wtedy mnie nie przerażała.
          Ale kiedy dostrzegasz ją w ciele najbliższej osoby wtedy-świat się zmienia.
          Dopiero wtedy wszystkie wartosci ustawaiją się w należytym porządku.Śmierć
          weryfikuje złudzenia.
          Niedawno odszedł ktos mi bardzo bliski stąd moje slowa poparte są głebokimi
          przemysleniami.
          Teraz zrozumiałam,że życie jest cholernie krótkie i szkoda przeżyć je
          bezsensownie.
          |Jak myslicie,jaki jest sens naszego życia?
          M.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka