anty
19.03.02, 14:36
mam problem, moze smieszny ale dla mnie wazny. chodzi mi o to, ze jak spotykam
jakas osobe, z ktora mam ochote sie zaprzyjaznic to na poczatku jest tak jak
powinno byc. i z jej i z mojej strony jest pomoc wzajemna, zwierzenia, nawet
swojego rodzaju "spowiadanie sie" z problemow czy "przewinien". a jak juz
jestesmy bardzo blisko to wtedy koniec ze szczeroscia. jej problemy staja sie
tak wazne, ze nie chce jej zawracac glowy moimi. z przerazeniem stwierdzam, ze
ona robi tak samo.
zastanawiam sie, czy w prawdziwej przyjazni mozliwa jest szczerosc?
czy to po to sa psychoterapeuci, zeby mozna bylo bez skrupulow "wyrzucic" z
siebie, co gryzie, na zasadzie "place i wymagam"?
teresa