Dodaj do ulubionych

toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzliwych

26.12.12, 16:57
Mam dwadzieścia dwa lata, trafiłam tutaj wpisując nurtujący mnie problem w czeluści wujka gugla. Czytam Wasze wypowiedzi w wątkach z hasłem 'toksyczna matka'. Nie zgodzę się, że coś takiego nie istnieje i tym bardziej nie zgadzam się, że są tylko niewdzięczne, toksyczne dzieci, nastawione biorczo do życia. Być może rodzice zawsze działają dla dobra dziecka i nie ma rodzica zawistnego i mściwego wobec własnych dzieci, jednak mam prawo do własnej opini, ale po kolei...

Czuję się doprowadzona do ostateczności i totalnej obojętności. Całe życie byłam grzeczną, kochaną córką, postępującą tak, aby zadowolić mamę, by była za mnie dumna - szkoła, gimnazjum, liceum ukończone z wyróżnieniem. Gdy zaczęłam dorastać i mieć zalążek własnego życia przekonałam się jakim człowiekiem jest moja matka. Zawsze życie domowe kręciło się wokół maksymy: 'trzeba tak zrobić, bo inaczej matka się wkurzy', a gdy już to zrobi urządza domownikom piekło. Nie pamiętam w moim domu spokojnych świąt, niedziel, wakacji...

Zaczęło się na przełomie gimnazjum/liceum. Miałam pierwszego chłopaka, z którym nie robiłam nic złego. Zasadniczo nasza relacja opierała się na wspólnym spędzaniu czasu i powrotach do domu przed 18-19. Matka wydzierała się na mnie, utrudniała spotkania, używała epitetu: 'dama za piątkę', gdy chciałam się jakoś ładniej ubrać na to spotkanie, bo właśnie w wieku 16-18 lat dziewczynie zaczyna na wyglądzie zależeć, matka wykrzykiwała: 'żebyś się nie spodobała, damo za piątkę', a chłopaka nie znając go, nazywała pajacem. Dodam, że nie zaniedbywałam swoich obowiązków przez wychodzenie z nim popołudniami na spacery. Gdy już miałam wychodzić, często wpychała mi na siłę strasznie długą listę zakupów, żeby utrudnić mi spotkanie, często ledwie donosiłam do domu te ciężkie i zapchane do granic niemożliwości siatki... Gdy ze mną zerwał, powiedziała, że dobrze zrobił, bo z taką, jak ja się nie da. Gdy się z nim zadawałam, wchodziła do łazienki nastoletniej córce i wypytywała po co się depiluję, sugerując, że z nim sypiam. Nie miałam prawa do prywatności, moje listy, kieszenie, pamiętnik, szafa, wszystko miała przeszukane... ZAWSZE...Wyzwiska przychodzą jej z łatwością - debil, idiotka, głupia... regularnie słyszę to całe życie. Jaka jestem do niczego...

Gdy dostałam się do dobrego liceum, powiedziała, że jak będę miała trójki to mnie przepisze do gorszej szkoły, która jest bliżej, bo szkoda na dojazdy, gdy nie ma osiągnięć. Bałam się jak to będzie - dziewczyna z małego miasta, na tle dzieciaków z dużej aglomeracji miejskiej. Szybko się jednak okazało, że źle nie jest, z czasem było coraz lepiej... Jednak ona nie dawała za wygraną, zaszczuła mnie do tego stopnia, że bałam się powiedzieć, że nie nadążam na matmie... Uprzedziła mnie, że nie zapłaci za korepetycje, bo ja mam sobie radzić. Bałam się jej, miała wobec mnie wręcz chore oczekiwania. Dorobiłam się nerwicy żołądka, miałam 16 lat potrzebowałam wsparcia w domu, nie miałam go. Mam refluks, zespół drażliwego jelita i nawracające owrzodzenia. Wiedziałam, że muszę być silna, dużo poświęcałam czasu by 'mama mogła być ze mnie dumna', nigdy nie pokazała mi, że mnie kocha... kochała mnie wtedy, gdy miałam dobre oceny i dobrze mi się powodziło. W końcu z tatą ustaliśmy, że aby zdać dobrze maturę z matmy muszę chodzić na lekcje...

W 2009 roku dostałam się na wymarzone studia - budownictwo na polibudzie, gdzie aktualnie mam bronić inżyniera. Początki jednak różowe nie były, mnóstwo materiału, matma, przy której korepetytor wymiękał... i ja w tym wszystkim sama i matka wydzierająca mi się nad głową, że 'wstyd dla rodziny będzie jak mnie wywalą', 'ona łoży, a mam w dupie i się nie uczę'. Nie udzieliła mi wsparcia, a nie pozwoliła normalnie się uczyć. Na okrągło obelgi. Tata jest ze mną po cichu, nie postawił się jej nigdy w mojej obronie, chyba, że wtedy, gdy nie słyszę. Robiła wszystko, by mi dowalić. Od kiedy poszłam na studia zaczął się cały wachlarz jej manipulacji...

Miała humorek to nie dała mi pieniędzy na jedzenie i dwa tygodnie jadłam kapki z pasztetem lub serkiem. Wydzwanianie z pytaniami co robię, gdzie chodzę, czy się uczę... Na prawdę jestem rozsądną osobą, staram się... ale nie zawsze wychodzi... człowiek się nie uczy dla ocen, matki... dla siebie przede wszystkim. Ja to wiem... a od kiedy wyprowadziłam się do akademika na studia, czułam taki żal matki na każdym kroku, w piątki telefony, gdzie jestem i kiedy przyjadę, natychmiast się pakować i przyjeżdżać, bo jak nie, to nie dostanę na życie. Przezywała mnie... i miała wręcz absurdalne pretensje o moją relację z tatą. Zachowywała się chimerycznie i okazywała mi zazrość, jakbym była jej konkurencją... pytała: 'nie wstyd ci tak zawłaszczać ojca?' - dodam, że od małego lubiłam z tatą chodzić na zakupy itp. Dogadywała, że ona mnie wychowała, że dzięki niej jestem na studiach i tylko dlatego się powiodło, że ojcicec siedział za granicą i się nie wtrącał, a teraz fajnie jest mu się pokazać z wykształconą córką. Zabraniała mu mnie podwieść na egzamin, chowała kluczyki do samochodu, utrudniała złośliwie życie na każdym kroku powtarzając, że jej życie i ojca nie będzie się kręciło wokół mnie i ja myślę, że jestem pępkiem świata.

Powiedziałam jej, że to, gdzie jestem zawdzięczam wyłącznie ciężkiej pracy i nie ma jej udziału w tym, że jestem na polibudzie, bo nie przewaliła za mnie wytrzymałości, mechaniki i kilkunastu rodzajów konstrukcji, przedmiotów typowo budowlanych [miałam na myśli mój wkład w to, by te studia zrobić...]. Wydarła się na mnie, że musiała płacić i tylko dzięki korkom skończyłam tę uczelnię - brałam tylko z matmy na 1. roku. Bez zastanowienia dowala mi na każdym kroku.

Gdy pierwszy raz ugotowałam coś po swojemu, była zachwycona, ale gdy posmakowało Tacie zaczęła się krytyka mojego gotowania... i to w sposób chamski, arogancji... Odnosi się do mnie bardzo nieżyczliwie, mam wrażenie, że cieszyłaby się gdybym skisła w jakimś rynsztoku...

Po ostatniej jej paplaninie, gdzie zwyzywała mnie jak zwykle coś we mnie pękło, słyszałam, że jestem gównem, debilem, idiotką... robiła się nawet, bedąc pielęgniarką znawczynią w budownictwie... [ja się za znawcę nie uważam, ale nie mylę wschodu z południem itp]. Bardzo mnie atakowała nie widząc, że brnie histerycznie w swoje urojenia...

Nie odzywam się do niej... ignoruję, bo nie umiem z nią rozmawiać... Mam dość... w Wigilię usłyszałam, że bez niej byłabym nikim, że ledwo zrobiłam te studia, jestem do niczego i najlepiej będzie, gdy już się wyniosę, nie mam prawa myśleć samodzielnie... Każda próba rozmowy kończyła się jej odzywkami "rządzić sobie możesz tym, co sobie usrasz w kiblu' lub 'otwórz klapę od kibla i tam sobie szczekaj'.

Przy czym do obcych jest miła, dzieci sąsiadów chwali...

Dlatego Pani Ledo... jak ma Pani pisać, że toksycznych matek nie ma, to proszę zamilczeć... najlepiej nic tutaj nie pisać. Doskonale radzę sobie z ludźmi, na praktykach budowlanych ustawiałam chłopów dwa razy większych od siebie, spodobałam się kierownictwu, nie daję sobie w życiu na łeb wejść, ale... słowa matki, jej zachowanie... wywołują we mnie takie paraliżujące cierpienie, że nie mam siły do działania... po obronie chcę się wynieść do faceta, którego znam już parę lat... bo od mnie wspiera i przynajmniej na jakiś czas zerwać kontakt.

Ostatnio wymyśliła, że ukara mnie za krnąbrność i nie kupi nowej pralki - pościel, koce i zasłony kazała mi prać ręcznie. Uratował mnie tata kupując pralkę... Regularnie wydzwania po rodzienie opowiadając na mnie brednie wyssane z palca, gdy byłam nastolatką powiedziała, że nie będzie mi gotowała obiadu, bo jej się nie chce... Czyni mi uwagi, sama będąc klocem, że jestem gruba - 165cm, ważę 60kg...

Sama nie wiem, czy nie mówiąc do niej nic, postępuję właściwie... musiałam się wyżalić... zapytać innych, jak poradzili sobie z tym poczuciem winy, że to 'ze mną jest coś nie tak to moja wina'... jestem w stanie sama sprawić, że zacznę olewać jej zachowanie? :(
Obserwuj wątek
    • anguu Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 17:17
      Witaj,
      wiele z tego co napisałaś dzieje się również w moim życiu. I oczywiście istnieją toksyczni rodzice i niezależnie czy to jest matka czy ojciec. Ja od roku chodzę na grupowa terapię dla osób z dysfunkcjami w rodzinie i to właśnie przez moją matkę. Ciągle czuję się i zachowuje zresztą też jak ofiara. Niestety ale lata wmawiania mi, że wszystko jest moją winą i wszystco co złe jest z mojego powodu odbiło ogromne piętno na moim dorosłym życiu. Jesteśmy w tym samym wieku... ja też w pracy i w szkole sobie świetnie radze, aleee niestety znalazłam sobie faceta- oprawcę. Chociaż w sumie dopiero przekonuję się o tym, że tak jest. Na początku broniłam go przed wszystkim, nadal jestem w tym związku. Pisze to dlatego, że u ofiar i osób z takimi rodzicami niestety kłopot w związkach się bardzo często powtarza i to co robiła Ci matka będzie robił przyszły partner. Radzę Ci abyś wybrała się na terapię najlepiej dla DDD dorosłych dzieci (z rodzin) dysfunkcyjnych. To Ci dużo pomoże, a im wczesniej tym lepiej.
      Serdecznie pozdrawiam.
      • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 17:27
        dziękuję za życzliwą odpowiedź... jest lżej, gdy można wymienić się doświadczeniami...
        dzięki Bogu, mój facet zachowuje się wobec mnie w sposób bardzo opiekuńczy i życzliwy, gdyby nie on, zwariowałabym, stąd nasz wspólny pomysł by uciec od tego piekła do niego...

        terapia... liczyłam, że można uporać się z tym wszystkim samodzielnie... terapia grupowa to chyba dla mnie trochę za dużo, nikomu nie ufam... :(
        • to.niemozliwe Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 17:40
          W grupie beda osoby o podobnych przezyciach, wiec traktuj to na poczatku, jako wymiane doswiadczen.
          Masz minimalne mozliwosci by zmienic matke, natomiast bardzo duze by zmienic to, jakie uczucia w Tobie jej postawa i slowa wywoluja.
          • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:32
            tylko, że ja... poważnie... nie wyobrażam sobie uzewnętrzniania się przed grupą ludzi... wydaje mi się, że jak wyjdą z terapi wszystko rozgadają, wykorzystają przeciwko mnie... jak matka... matka rozgadywała każdemu, wszystko, co wyczytała w moim pamiętniku... :(
            • sorvina Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:44
              Wlaśnie dlatego terapia grupowa, lub jakieś grupowe warsztaty w temacie uzdrawiania dzieciństwa, są bardzo dobre. Bo zaczynasz mówić i okazuje się, że nikt nie patrzy się krzywo, że traktują cię poważnie , że rozumieją, że wspierają... 2 lata takiej terapii sprawiły, że zaczęłam się otwierać na ludzi, zrozumiałam też, że to, że matka coś tam mówi, to nie znaczy, że ludzie jej wierzą. Ludzie mają własny rozum. Matka sobie wystawia świadectwo swoim zachowaniem.
              Obgadując chce cię izolować, byś była przekonana, że nikt nie jest po twojej stronie i nikt nie da ci wsparcia - bo wtedy byłabyś skazana na nią. Ale to bzdura, jest wielu wspaniałych ludzi, którzy cię zrozumieją i nie odrzucą. Dla których taka jaka jesteś, jesteś wartościowa i cenna. Trzeba tylko dać im szansę. Pewnie, że nie każdy zrozumie temat toksycznej matki, większość ludzi wychodzi z założenia, że matka chce dobrze, a konflikty to pewnie każdy po 50% powoduje, bo tak było u nich. Ale w grupach DDD są ludzie, którzy mają podobne doświadczenia i wiedzą, że bywa zupełnie inaczej. A na początku musimy 50 raz usłyszeć "wszystko z tobą ok" aby w to uwierzyć.
              • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:50
                właśnie, bałam się, że...
                po 1. powiecie mi, że to ja mam problem... i nikt nie potraktuje mnie serio...

                dziękuję Wam :)

                właśnie... chyba do granic możliwości potrzebuję słuchać, że ze mną jest w porządku i że te zachowania nie są normalne, bo podświadomość każe mi myśleć inaczej :(
                • sorvina Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:56
                  Wiem, na początku tak jest, potem człowiek zaczyna rozumieć co jest normalne a co nie.

                  Jeśli masz możliwość posłuchaj sobie płyty z afirmacjami "Moje prawo do istnienia" Darka Logi. To taki podstawowy zestaw prawd życiowych dla DDD typu - masz prawo żyć, masz prawo do szacunku itp. Normalny człowiek wysłucha tego spokojnie. DDD może po pół roku może będzie w stanie wysłuchać całości bez chęci wyłączenia lub dziwnego wycinania świadomości w pewnych momentach. Jak masz taką możliwość, to puszczaj sobie to w tle, myjąc naczynia czy robiąc inne rzeczy. Masz sprany mózg przez mamą, wkodowane różne nieprawdziwe rzeczy na swój temat. Musisz się odkodować wprowadzając teraz zdrowe przekonania. Musisz słyszeć je często, bo do starych jesteś przyzwyczajona i traktujesz je jako oczywistość, a to tylko przekonania.

                  Powodzenia!
                  • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 19:02
                    dziękuję :)

                    zawalczę!

      • jo-an-na-29 Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 18.03.13, 20:02
        Ja mam dwie rady - książka Toksycznie rodzice, naprawdę pomaga i grupy wsparcia. W wielu miastach są organizowane, w Łodzi prowadzi je grupa Start i jest grupa Szantaż emocjonalny. Polecam. Bo z głosem rodzica w głowie, który mówi CI, ze nie jesteś dość dobry/dobra, trudno zyć.
    • kimonabike Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 17:49
      Witaj,mam wiecej lat niz ty i mniej zaburzona mame(taka ktora sie "stara"), ale twoja historia i tak wycisnela mi lzy z oczu. Dbaj o siebie. Twoja mama mama ma problem a ty tkwisz we wspoluzaleznieniu. Nie mozesz jej pomoc, a ona nie da tobie tego, co powinna dac matka dziecku.ona ciebie w ogole nie widzi, ani twoich potrzeb. na szczescie jestes juz dorosla-odpusc i daj sobie sama szanse.
      • sorvina Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 17:53
        kimonabike napisała:

        > Twoja mama mama m
        > a problem a ty tkwisz we wspoluzaleznieniu. Nie mozesz jej pomoc, a ona nie da
        > tobie tego, co powinna dac matka dziecku.ona ciebie w ogole nie widzi, ani twoi
        > ch potrzeb. na szczescie jestes juz dorosla-odpusc i daj sobie sama szanse.

        Mogę się podpisać. Matka autorki w ogóle nie postrzega jej jako osoby z uczuciami i potrzebami. To czyste patrzenie przedmiotowe - członek rodziny ma służyć jakimś tam celom, zapokajać JEJ potrzeby. Autorka musi odnaleźć w tym wszystkim siebie i zacząć budować swoje życie, swoje poczucie własnej wartości i samopoczucie niezależne od matki i jej słów i zachowania.
        • kimonabike Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:10
          sorvina napisała:

          > To czyste patrzenie przedmiotowe - członek rodziny ma służyć j
          > akimś tam celom, zapokajać JEJ potrzeby. Autorka musi odnaleźć w tym wszystkim
          > siebie i zacząć budować swoje życie, swoje poczucie własnej wartości i samopocz
          > ucie niezależne od matki i jej słów i zachowania.
          >
          Podpisuję się. Akurat miałam kryzys świąteczny, więc dokładnie wiem o co chodzi z patrzeniem przedmiotowym i i "służeniem" dobru rodziny bądź jednemu jej członkowi. Autorka rzeczywiście musi odnaleźć siebie, a to łatwe nie jest-wiąże się z odpowiedzialnością i rezygnacją z roli ofiary, która ma swoje plusy.
          • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:17
            kimonabike napisała:

            > sorvina napisała:
            >
            > > To czyste patrzenie przedmiotowe - członek rodziny ma służyć j
            > > akimś tam celom, zapokajać JEJ potrzeby. Autorka musi odnaleźć w tym wszy
            > stkim
            > > siebie i zacząć budować swoje życie, swoje poczucie własnej wartości i sa
            > mopocz
            > > ucie niezależne od matki i jej słów i zachowania.
            > >
            > Podpisuję się. Akurat miałam kryzys świąteczny, więc dokładnie wiem o co chodzi
            > z patrzeniem przedmiotowym i i "służeniem" dobru rodziny bądź jednemu jej czło
            > nkowi. Autorka rzeczywiście musi odnaleźć siebie, a to łatwe nie jest-wiąże się
            > z odpowiedzialnością i rezygnacją z roli ofiary, która ma swoje plusy.

            Dziękuję... chyba tak, szukam siebie... zostałam doprowadzona do obojętności... teraz, gdy dwa dni przed wigilią dowiedziałam o kolejnej dolegliwości 'odstresowej'. Przy matce całe zycie wyżyłam słowa by jej nie zdenerwować, moje życie kręciło się wokół niej, a gdy przestało, zaczęły się pretensje i to gadanie, że jej ŻYCIE KRĘCI się wokół mnie...

            Chcę się wynieść... już w marcu... zaraz po obronie... zerwać kontakt, odżyć, bo teraz... teraz czuję się jak cień, a brak obrony ze strony ojca mi nie pomaga, ale cóż... jego całe życie traktowała jak mnie, a ja mam to piekło dopiero od czasów nastoletnich...

            Dziękuję za życzliwe odpowiedzi, bałam się reakcji ludzi tutaj, bo wydawało mi się, że to ja jestem zła, że to moja wina.. że Wy mnie zaatakujecie, jak nie przymierzając pewna pani grasująca tutaj, uważająca, że wie wszystko o wszystkim i każdy przypadek na podstawie trzech słów podsumuje... ja... ja... chyba potrzebowałam potwierdzenia, że to faktycznie są chore zachowania :(
          • sorvina Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:21
            Tak. Można być dorosłą osobą, która ma wszystkie możliwości by zatroszczyć się o siebie, postawić granice i być szczęśliwa, ale ciągle może się czuć ofiarą matki i chcieć się tak czuć. Bo to matka jest wtedy winna temu jak się czujemy, temu jak sobie radzimy. Nawet jeśli przyczyniła się do tego, to będąc dorosłą osobą mamy już możliwość to odkręcić.

            Chyba najtrudniejsze w tym wszystkim jest przyznanie, że nie dostaniemy ani od matki ani od innych osób tego, czego nie dostaliśmy w dzieciństwie. Bo ono minęło, teraz budujemy relacje na innych zasadach i nikt nie będzie traktował 20kilkulatka jak 5 latki. Idziemy przez życie z dziurą tam gdzie było miejsce na poczucie bycia kochanym, szanowanym i docenianym przez rodzica, tam gdzie było danie nam prawa do własnego zdania, poglądów, życia po swojemu. Ale teraz tylko my możemy sobie to dać. Trzeba wziąć za siebie i to wszystko odpowiedzialność i nie czekać aż mama pozwoli nam odmówić spowiadania się z tego co robimy, mieć prawo do myślenia dobrze na swój temat itp.
            Często tak jest, że jak człowiek już uświadomi sobie, że nie dostanie od rodziców tego czego chciał, to przyciąga sobie partnera, który zachowaniem przypomina nam rodziców i chce dostać to od niego. Nawet jeśli taka osoba zachowuje się częściowo inaczej, to projekcje widzące w nim rodzica będą tak silne, że i tak będzie się odtwarzać scenariusz - kat-ofiara.

            Mi bardzo pomogła praca z afirmacjami w stylu:
            Ja (imię) uwalniam się od zależności od partnera
            Ja (imię) uwalniam się od oczekiwania od innych ludzi, że dadzą mi to, czego nie dali mi rodzice.
            Uwalniam się od dziecięcego przekonania, że sobie nie poradzę.
            Ja (imię) uwalniam się od uzależnienia od rodziców.
            Ja (imię) uwalniam się od poszukiwania rodzica w partnerze/innych ludziach.
            Ja (imię) uwalniam się od odpowiedzialności za życie rodziców.
            Wybaczam rodzicom, że wzbudzali we mnie poczucie bezsilności i lęk przed dorosłością.
            Ja (imię) wybaczam rodzicom i babci manipulacje i szantaż emocjonalny.
            Ja (imię) wybaczam sobie, że powtarzałam życie rodziców, krzywdząc siebie i inne osoby.
            Ja (imię) uwalniam się od władzy i panowania mamy nad moim życiem.
            Wszystko co robię jest wystarczająco wartościowe. itp.

            Wyłam jak zaczęłam z nimi pracować, ale potem zaczęło odpuszczać. Sama daję sobie to co chciałam dostać od swoich rodziców. A i relacje zyskały, bo są tym czym są, a nie projekcją dzieciństwa.
            • kimonabike Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:31
              Dzięki,Sorvina. Niby to wszystko wiem, ale akurat potrzebowałam przypomnienia. Po świętach. Po raz pierwszy w tym samym składzie co 10 lat temu. Ten skład nie zrozumiałby i nie wiedział, czemu przy "wesołym" wigilijnym stole wychodziłam kilka razy do toalety, żeby się wypłakać.
              • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:35
                ojej... moja matka zapytała mnie z płaczem: 'czy Ty w ogóle chcesz się ze mną łamać?"

                ułamałam kawałek i powiedziałam, że życzę Ci dobrze... bo nic więcej nie umiałam z siebie wykrzesać... czuję się zraniona, godzinę przed kolacją krzyczała mi takie rzeczy, których nie powtórzę, bo dostałabym bana za słownictwo ;(
                • kimonabike Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:40
                  ojej... przepraszam, to Twój wątek i chciałam tylko powiedzieć, że ja ciebie rozumiem, ale to nie zwalnia cie od odpowiedzialności za własne życie. I mnie też nie-przekichane :( wygodnie by było dla mnie, ale cena... Lepiej nie mówić.
                  • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:46
                    nie, nie... mów... to 'ojej' może źle wyrażone, miało oznaczać, że mi przykro... na prawdę... rozumiem Cię, też nie czuję atmosfery świąt... nigdy, ale moja matka nie pozwoliłaby mi wstać, bo 'tradycja mówi, że wstaje tylko ten, kto podaje jedzenie...'

                    i to mój kawałek podłogi, ale zapraszam wszystkich, którzy chcą mówić życzliwie, a Ty tak mówisz... dziękuję za odpowiedzi :)
                    • sorvina Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:51
                      stalova.mag.nolia napisała:

                      > ale moja m
                      > atka nie pozwoliłaby mi wstać, bo 'tradycja mówi, że wstaje tylko ten, kto poda
                      > je jedzenie...'

                      Właśnie o tym mowa w temacie brania odpowiedzialności za siebie lub wyboru bycia ofiarą.
                      W jaki sposób nie pozwoliła by ci wstać? Rzuciła się na ciebie i własnym ciałem przytrzymała na krześle? Zrozum, że ona nie ma już nad tobą żadnej władzy poza taką jaką jej sama dajesz. Jak wiesz, że może urządzić sceny to zawsze musisz mieć zaklepane wyjście awaryjne pt. koleżanka do której możesz pójść przenocować i rano wrócić do internatu, jak mama urządzi piekło i nie da się tam nawet nocować itp. Jak zacznie się drzeć - możesz wezwać policję.
                      Masz wiele możliwości, ale z przyzwyczajenia zachowujesz się jak bezradne dziecko, któremu mama coś każe, więc ono musi - nie nie musisz już robić jak ona ci każe. A że pokrzyczy, to co z tego? I tak będzie krzyczeć. Każdy szanujący się człowiek wyszedł by po pierwszych wyzwiskach na takiej wigilii i nawet nie próbował tłumaczyć, bo jeśli ktoś nie rozumie, że wyzywanie własnego dziecka jest złe, to się mu tego nie wytłumaczy. Można tylko się przed nim bronić.
                      • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:58
                        powiedziała mi ostatnio, że coś tam ma być tak i tak... zdaje się, że chodziło o coś w domu do zrobienia, bo ona tak mówi [miałyśmy inne zdanie i to był jej argument i koniec dyskusji...] powiedziałam jej wtedy: 'ale ja mam to gdzieś, że ty tak mówisz' - zaniemówiła, nie wiedziała, co ma powiedzieć...

                        innym razem, gdy jak zwykle mi ubliżała, powiedziałam jej: 'ale ty już nic nie możesz mi kazać, nie masz nade mną żadnej władzy'

                        może to małe kroki i dalej na pozycji ofiary, ale zawsze coś...
                    • kimonabike Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:53
                      No widzisz, jakie z nas "ofiary":D Tylko byśmy przepraszały i przepraszały, że przepraszamy... Podobieństwo doświadczeń jak nic. Nie martw się o mnie, kochana, ja sobie dam radę i ty też :D
                      • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 19:00
                        kimonabike napisała:

                        > No widzisz, jakie z nas "ofiary":D Tylko byśmy przepraszały i przepraszały, że
                        > przepraszamy... Podobieństwo doświadczeń jak nic. Nie martw się o mnie, kochana
                        > , ja sobie dam radę i ty też :D

                        hahaha... :D miałam wrażenie, że gdzieś coś nie tak zrozumiałaś i sprawiłam Ci przykrość...

                        w sumie ja ze swoją matką nie gadam... chyba już od paru tygodni nie zamieniam z nią słowa...
            • szaman.ka Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 19:41
              To o czym Sowrina piszesz,że najtrudniejsze jest przyznanie,że tego czego nie dostaliśmy od rodziców już nie dostaniemy, ani od nich, ani od innych osób, możemy dać sobie sami.
              W każdym z nas jest wewnętrzne dziecko,które ma swoje potrzeby i które możemy zaspokoić sami opiekując się swoim wewnętrznym dzieckiem i ucząc się samemu/samej kochać siebie.
              • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 19:52
                ilekroć chcę to dać sobie mam dziwny wyrzut sumienia... :(

                i ta matka wydzierająca się, że chcę mieć wszystko, co najlepsze... i mam sobie uświadomić, że nie będę nic miała, bo nie jestem córką milionera... a ja nie mam nic ponad program...
                • szaman.ka Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 20:13
                  Dlatego potrzebna jest Ci terapia ,która pozwoli Ci się uwolnić z tego poczucia winy.Zgadzam się,że najlepsza byłaby terapia grupowa jak Ci już tutaj radzono.
                  Warto byłoby też pracować z afirmacjami jak radzi to Sovrina.
                  Musisz przeprogramować swoją podświadomość.
                  • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 20:19
                    więc jak skończę z chirurgiem, będę musiała zacząć z terapeutą... jeżeli inaczej się nie da... może dojrzeję do tej decyzji, bo ją też trudno mi podjąć, bo to jakaś forma 'zadbania o siebie', rozumiesz... pomyślenia o sobie.... ja nigdy nie żyłam swoim życiem, nie myślałam o sobie, a raczej z myślą: 'co powie matka?'; 'wścieknie się jak się dowie, więc muszę skłamać...'; 'muszę zrobić tak, niekoniecznie wg własnych przekonań, ale tak by ona się nie wkurzyłam, bo potem z mojej winy będzie się darła na wszystkich... a ja chcę im oszczędzić awantur i cyrku...'

                    jestem nakręcona w myśl tych wszystkich zdań....
                    • sorvina Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 20:26
                      stalova.mag.nolia napisała:

                      > więc jak skończę z chirurgiem, będę musiała zacząć z terapeutą... jeżeli inacz
                      > ej się nie da... może dojrzeję do tej decyzji, bo ją też trudno mi podjąć, bo t
                      > o jakaś forma 'zadbania o siebie', rozumiesz... pomyślenia o sobie.... ja nigdy
                      > nie żyłam swoim życiem, nie myślałam o sobie, a raczej z myślą: 'co powie matk
                      > a?'; 'wścieknie się jak się dowie, więc muszę skłamać...'; 'muszę zrobić tak, n
                      > iekoniecznie wg własnych przekonań, ale tak by ona się nie wkurzyłam, bo potem
                      > z mojej winy będzie się darła na wszystkich... a ja chcę im oszczędzić awantur
                      > i cyrku...'

                      Jesteś odpowiedzialna TYLKO za siebie, nie za to co robi twoja matka i jak inni na to reagują. Naucz się rozróżniać pomiędzy powodem a pretekstem bo to dużą różnica. Inni mają możliwość powiedzieć twojej matce by poszła się leczyć i nie zawracała im głowy.
                      Zajmij się sobą i przejmij swoją sytuacją a nie matką i innymi. Czas byś ty zaczęła być dla siebie ważna. Wiem, że to duży skok myślenia, ale warto się go uczyć. Tylko ty możesz sobie pomóc, więc warto byś to zrobiła. Jak odetniesz się od matki fizycznie, toczy się wścieknie czy nie, nie będzie miało znaczenia. Telefonów można nie odbierać. I ćwiczyć się w życiu po swojemu.
                      • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 20:34
                        wyjechałam już na weekend, gdy miała dniówkę w pracy, zostawiając jej karteczkę, że zasługuję na spokój po ciężkiej sesji, którą mi 'uprzyjemniła', bo przecież ledwo zdaję... a to, że było jedno 3 z przedmiotu humanistycznego, a reszta lepiej to przecież jej zdaniem jest 'ledwo zdane' ;)

                        wróciłam i zachowywałam się jakby to było oczywiste, że jadąc gdzieś nie musiałam prosić o zgodę... ;)

                        wtedy też doprowadziła mnie do ostateczności...
                        • sorvina Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 20:41
                          Pierwsze koty za płoty. To, że nie podda się bez walki i wyciągnie cały arsenał swoich możliwości by cię ściągnąć na stare tory, to jest do przewidzenia. Nie ma co liczyć, że powie - przyznaję, masz rację, już nie będę. Trzeba dalej robić swoje, dbać o siebie. Być uprzejmą na co dzień, ale z żelazną konsekwencją dbać o siebie i pilnować swoich granic.
                          Polecam książkę "Asertywność sztuka umiejętnej stanowczości" i nauczyć się nie wchodzić w dyskusje, tylko prosto komunikować swoje zdanie, ucinać krytykę itp.
                          • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 20:50
                            muszę zrobić notatki... książka: Asertywność.

                            Gdy zakomunikowałam jej kiedyś, że mam plany na wakacje [to było jeszcze przed wyjazdem, który poprzedziłam karteczką] odpowiedziała: 'rozumiem, że już postanowiłaś i nawet nie pytasz o zgodę tylko to komunikat' i na tym się skończyło... i co ja zrobiłam? miałam wyrzuty, że ośmielam sie jechać i spędzić fajnie czas, bo ona wybiera gnicie w fotelu, bo jest zbyt leniwa by jechać gdziekolwiek...

                            Dodam, że denerwuje mnie to, jak traktuje mnie czasem jak debila, który nie ma pojęcia o życiu i deklasuje mnie tekstami: 'ty nie wiesz jak to jest zarabiać na siebie, pogadamy jak się dowiesz'... Traktowaniem z góry gasi mnie w dyskusji... akurat w temacie ciężka praca mogę się wypowiedzieć, bo wakacje przed maturą spędziłam w warzywniaku... przebierając zgnite pietruszki by mieć swój grosz, bo ona nic mi nie da na tzw: 'pierdoły...' ;)
              • sorvina Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 20:16
                szaman.ka napisała:

                > To o czym Sowrina piszesz,że najtrudniejsze jest przyznanie,że tego czego nie d
                > ostaliśmy od rodziców już nie dostaniemy, ani od nich, ani od innych osób, może
                > my dać sobie sami.
                > W każdym z nas jest wewnętrzne dziecko,które ma swoje potrzeby i które możemy z
                > aspokoić sami opiekując się swoim wewnętrznym dzieckiem i ucząc się samemu/same
                > j kochać siebie.

                Tak, te potrzeby można zaspokoić, ale już w formie terapii wewnętrznego dziecka a nie z zewnątrz. Polecić mogę wizualizacje wg Bradshow'a, a najlepiej całe warsztaty wewnętrznego dziecka, w Łodzi przy Akademii Liderów są bardzo dobre.
                Tzn. to nie jest tak, że nie dostaniemy np. bezwarunkowej miłości z zewnątrz, ale dopóki jej sobie nie damy, nie uwierzymy, że na nią zasługujemy i nie będziemy potrafili jej przyjąć. Inni nam będą dawać, a my nie będziemy czuli, że cokolwiek dostajemy. Aż nauczymy się przyjmować, wpierw od siebie.
    • sorvina Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 17:50
      Ja 2 lata temu ( mam 31 lat) zerwałam kontakt z matką, miała zachowania podobne jak twoja, ale w trakcie rozwodu z ojcem odbiło jej totalnie i zaczęła się ostra wojna. Nie potrafiła uszanować moje pragnienia nie angażowania się w jej misję życiową pt. jak zgnoić ojca i puścić go w skarpetkach. Pozostało nie odbierać telefony i darować sobie wizyty. Ona i tak była niezadowolona i tak, a przynajmniej ja mam spokój i mogę zająć się moim życiem.

      Jedyne czego żałuję, to, że byłam zbyt potulna i nie wystąpiłam w czasie studiów o alimenty na siebie. Przez to przymierałam głodem, na stypendium socjalne nie mogłam liczyć, bo dochód rodziców był wysoki, tylko ja nie dostawałam nic. Ale wtedy dochodziłam do siebie po wyprowadzce i nie wyobrażałam sobie jeszcze działań prawnych.

      Natomiast wyprowadzka to mało, przy takim spraniu mózgu konieczna jest terapia pod kontem Dorosłych Dzieci Dysfunkcyjnych rodziców. Przydają się też różne metody pracy z podświadomością jak afirmacje, wizualizacje z pracą z wewnętrzym dzieckiem itp. by zmienić przekonania na swój temat tkwiące w podświadomości np,. te, że to przez nas matka się tak zachowuje.

      Z czasem zrozumiałam, że każdy dorosły człowiek SAM odpowiada za swoje zachowanie. Nawet jeśli nie byłam idealna (a lektura o typowych zachowaniach okresów rozwojowych dziecka pokazała mi, że zdecydowanie mieściłam się w normie), to NIC nie usprawiedliwia wyzwisk, manipulacji, przemocy ekonomicznej. Robienia sobie dobrze moim kosztem.

      Każdy ma prawo do szacunku do swojej przestrzeni życiowej i psychicznej: braku szperania w rzeczach, przymusu spowiadania się ze wszystkiego, słuchania krytyki bo mamie zebrało się na odmienianie obelg przez przypadki itp. Nie musisz się zgadzać na takie zachowania wobec siebie, ale przy takiej osobie jak twoja mama każde stawianie granic to będzie wojna. Dlatego warto robić to pod okiem terapeuty - nauczyć się określać gdzie przebiegają twoje granice, samej szanować siebie i uwalniać się od t ego paskudnego poczucia winy, bo to podstawa manipulacji rodzicielskich. Jednocześnie warto pracować nad swoim uniezależnieniem finansowym. Przy tak toksycznych rodzicach to podstawa. Świadomość, że gdy cię wyzywa możesz wyjść i więcej jej nie oglądać i poradzisz sobie, daje siłę. Inaczej zawsze będziesz czuła, że musisz się godzić na jej jazdy.

      Obawiam się, że taki typ się nie zmienia, na starość bywa coraz gorszy. Żadne rozmowy nie skutkują, można tylko chronić siebie.

      Moja koleżanka ma 40 lat. Jej matka wpierw wykończyła psychicznie ojca, a ją wpędziła w depresję. W końcu dziewczyna wpierw na lekach, potem po dłuższej psychoterapii stanęła na nogi. Zaczęła uniezależniać się od matki. Ta nie wie co ma począć z nienawiści i zaczyna ciągać ją po sądach pisząc maile, że nigdy nie odpuści i ją zniszczy. Sprawy przegrane, nie ma szans cokolwiek wywalczyć, bo to jej rojenia a nie fakty, ale chce jej napsuć tyle krwi ile się da. Procesuje się ze wszystkimi sąsiadami, z nikim nie żyje w zgodzie. O nikim nie mówi dobrze, nie ma już żadnych znajomych i po tych wszystkich akcjach pisze do córki - tylko ty mi zostałaś MASZ SIĘ MNĄ ZAJĄĆ. W jakiś sposób mi i mojej matki i tej kobiety żal, bo nigdy nie chciałabym żyć w takiej nienawiści i pogardzie do innych, ale same sobie zgotowały ten los i z uporem maniaka robią to dalej. Każde dziecko takiego rodzica ma święte prawo się bronić, bo ten tym będzie czerpał chorą satysfakcję z niszczenia psychiki dziecka, a jak psychika nie wytrzyma jeszcze będzie drwił, że taka słaba była, co za beznadziejne dziecko :/
      • to.niemozliwe Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 17:57
        Dlaczego sie rozwiedli?
        • sorvina Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:06
          Ojciec w końcu sięgnął psychicznego dna i uwierzył, że wszystko co złe to przez niego. Przestał chcieć żyć, po jakimś czasie zachorował na raka. W trakcie leczenia poznał inną kobietę. Dopiero zetknięcie się z ryzykiem śmierci i poczucie, że może być dla kogoś coś wart sprawiło, że postanowił zawalczyć o siebie. Sposób w jaki to zrobił pozostawiał wiele do życzenia, ale odejście od mamy sprawiło, że odżył. Nawet jeśli z tamtą kobitką nie wyszło.
          Na swój sposób stara się teraz chyba nadrobić stracone lata, zadbać o siebie. Szkoda, że mając lat 60 i prawie zero grosza przy duszy, bo matka pozbawiła go nawet pamiątek rodzinnych. Lepiej jednak późno niż wcale.
          • kimonabike Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:16
            sorvina napisała:

            > Ojciec w końcu sięgnął psychicznego dna i uwierzył, że wszystko co złe to przez
            > niego. Przestał chcieć żyć, po jakimś czasie zachorował na raka. W trakcie lec
            > zenia poznał inną kobietę. Dopiero zetknięcie się z ryzykiem śmierci i poczucie
            > , że może być dla kogoś coś wart sprawiło, że postanowił zawalczyć o siebie. Sp
            > osób w jaki to zrobił pozostawiał wiele do życzenia, ale odejście od mamy spraw
            > iło, że odżył. Nawet jeśli z tamtą kobitką nie wyszło.
            > Na swój sposób stara się teraz chyba nadrobić stracone lata, zadbać o siebie. S
            > zkoda, że mając lat 60 i prawie zero grosza przy duszy, bo matka pozbawiła go n
            > awet pamiątek rodzinnych. Lepiej jednak późno niż wcale.
            >
            Mimo wszystko daje dobry przykład. Lepiej późno niż wcale.
      • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 26.12.12, 18:22
        Moja matka podobnie traktuje ojca... nagadała na niego głupot do wszystkich ludzi, a to jest złoty i kochany człowiek, który chce dobrze... i własnie chcąc dobrze pacyfikuje mnie by w domu był spokój, bym się matce nie stawiała... :(

        Rozwód... komedia... moja matka podobnie starszyła ojca rozwodem, alimentami, wywalała z domu, wyzwiska od buców były na porządku dziennym... pretensje, że ja go nie nienawidzę, że go kocham i dogaduję się z nim.

        Potem, gdy zaczął dobrze zarabiać za granicą urojona wizja, że mam z nim dobrą relację dlatego, że daje mi pieniądze... no tak... na życie, bym nie jadła tylko chleba z serem.

        Mieszkałam w obleśnym, zagrzybionym internacie, bo jej było szkoda kasy, nigdy tam nie była i powiedziała, że nie jestem córką prezesa i mam sobie wybić z głowy lepsze warunki... bo mi się wydaje, że mi się wszystko należy, a ona ma na to wydolić... :(
    • l.witch.l Twoja matka... 26.12.12, 18:24
      To nie grozna... ale jednak chamica.
      Bedziesz jej ofiara jezeli jej bedziesz przytakiwac i cicho siedziec.

      Tak nie wolno, trzeba sobie przygotowac gadanke, przetrenowac przed lustrem.
      A najlepiej powiedziec groznie z mina bazyliszka:" Sluchaj stara, namowie facetow z budowy to ci nakopia w srake! A pozniej razem z betonem....pozytek choc raz z ciebie bedzie." I trzasnac drzwiami.., pozniej poprosic pare bachorow z podworka, aby biegajac kolo matki wyzwaly ja od kurw i czego tam...dzieciom za dobry uczynek zaplacic mandarynkami a bananmi niech rzucaja w matke...Ot i po problemioe.
      • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 18:30
        hahaha... rozładowałaś trochę atmoserę tego wątku... a tak, chamica... dowalić swoim, będąc do rany przyłóż dla obcych...

        ja się za nie wiadomo kogo uważam, za znawcę, chcę żyć nowocześnie i po swojemu... wstyd na całe osiedle, bo pierwszy raz od 10 lat nie poszłam na pasterkę, nie mogłam, biorę leki, ona nie wie o tym... poprzednie choroby wypomina mi przy każdej okazji, że łaziła ze mną po doktorach... a ja jestem teraz bardzo osłabiona przez leki, które biorę... efektem ubocznym są bóle głowy i osłabienie :(
        • l.witch.l Re: Twoja matka... 26.12.12, 18:39
          Pomysl, ze wkrotce sie od niej uwolnisz. Z ludzmi toksycznymi to jedyny sposob jaki jest to- odciac sie.
          • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 19:08
            skreślam dni do marca... dnia po obronie... wtedy pakuję manele i mnie nie ma, mam już zawód kosztorysanta budowlanego, bo do tego nie trzeba studiów więc ostatecznie zacznę od tego, albo od czegokolwiek, bo lepiej skromnie niż z szykanami i z nią... magistra planuję w późniejszym terminie, gdy na niego odłożę lub zaocznie, gdy będę miała na niego pieniądze...

            może Tata mi na początku troszkę pomoże... jakoś to będzie... musi, dziękuję za odpowiedź :)
            • heca7 Re: Twoja matka... 26.12.12, 19:58
              Moja jak przyuważyła, że się odchudzam uparła się żebym jej powiedziała jak często się załatwiam! 38-letnią kobietę! I stwierdziła stanowczo, że za...rzadko. Jak powiedziałam coś w stylu 'to twoje zdanie, ja mam inne" dostała histerii, zaczęła ryczeć, że teraz boi się mi cokolwiek doradzać itd. Typowe wywołanie poczucia winy...
              Ustalmy, że jak się bardzo delikatnie odchudzałam, nic ostrego ani niezdrowego- zaczęłam po prostu jeść trochę mniej i jednocześnie więcej warzyw i więcej się ruszać. Nie było to niebezpieczne, gwałtowne odchudzanie przy pomocy tabletek- wtedy wiadomo, każda matka by powiedizała opamiętaj się. A tu nic takiego nie było.
              Jak "chodziłam" z moim obecnym mężem ciągle przyłaziła do mojego pokoju i dopytywała się o szczegóły naszego związku- ciągle. Ulubiony tekst "czy wasza miłośc się rozwija?" WTF???
              Jak w 7/8 klasie chodziłam z psem na spacer to zrobiła mi dziką awanturę , że się z chłopakami spotykam- byłam w szoku! Po drodze zwykle nikogo znajomego nie spotykałam.
              Także jak widać wszędzie jest podobnie ;)
              • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 20:07
                Hmmmm... wpędzadnie w poczucie winy, kontrola, awantury dzikie... ale czy nazwała Cię gównem, dziwką, idiotką, debilem, teksty 'im starsza, tym głupsza' lub 'gdyby nie ja, byłabyś nikim'?

                Polemizowałabym, czy wszędzie jest podobnie i czy każdy rodzic szykanuje i opluwa własne dziecko...
                • heca7 Re: Twoja matka... 26.12.12, 20:18
                  Podobnie ale nie tak samo... Oczywiście, że wysłuchuję, że bez niej nie było by domu, ojciec by stał pod budką z piwem, ja nic bym nie miała i co ona robiła żebym cos tam mogła. Nie nazywa mnie debilką idiotka itd. Te epitety zachowuje dla ojca. Mnie męczy w inny sposób.
                  Pewnie, że nie każdy szykanuje i opluwa. Znam wielu rodziców normalnych... choć powiem szczerze, moja matka też jest przez wielu ludzi uznawana za normalną , kulturalną osobę ;)
                  • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 20:22
                    ...właśnie... bo z jakiejś dziwnej przyczyny, moim zdaniem kompleksów, one dla obcych są do rany przyłóż.... nie wiem jak Twoja, ale moje koleżanki mówiły zawsze o mojej matce, że jest taka miła i w ogóle... :|

                    chociaż... moja i do obcych już zaczyna wylewać swoją gorycz, słyszałam jak przez telefon żaliła się ciotce, że ordynator zrobił jej pogadankę, że jest niemiła dla pacientów... i jako pielęgniarka powinna nieść otuchę i współczucie, a nie chamskie odzywki...
                    • sorvina Re: Twoja matka... 26.12.12, 20:31
                      Bo takie osoby są agresywne tylko wobec osób, wśród których czują się bezkarne - swoich dzieci i partnera, którego sobie starają się też ekonomicznie i psychicznie podporządkować. A w pracy wobec słabszych. Niestety takie zawody jak pielęgniarka czy pedagog dziecięcy niekoniecznie wykonują ludzie o czystych intencjach i chęci pomagania :/
                      Dla osób, na których zdaniu im zależy, toksyczne osoby potrafią być czarujące, ba mogą uchodzić wręcz za wcielenie życzliwości, biedną skrzywdzoną przez niewdzięczne dzieci i paskudnego męża niewinność itp. Unikają natomiast sytuacji, gdzie ludzie mogą weryfikować opowieść z wersją drugiej strony - reszty rodziny. Bo prawda szybko wyjdzie na jaw.
                      • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 20:40
                        Zgadza się, matka chowała przed Tatą dawno temu ich wspólne pieniądze, gdy nie mieli konta w banku, wydzielała mu odpowiednie sumy, wymagała by oddawał jej kluczyki od auta...

                        Ponadto nie da sobie nic powiedzieć -zdanie koleżanek z pracy dogmat i prawda objawiona, a gdy ktoś z domowników próbuje jej radzić dobrze, ona widzi od razu złe intencje i przecież córka racji mieć nie może...

                        Z tego, co wiem regularnie ma też problem z tym, że odrynatorowi czy lekarzom nie odpowiada jej stosunek do pacientów. Najgorsze jest to, że obcym nie ma odwagi się postawić, koleżankom... więc, gdy zwrócą jej uwagę w pracy lub jej 'nie będzie na wierzchu' w robocie to murowane awantury o nic w domu...
                        • sorvina Re: Twoja matka... 26.12.12, 20:55
                          stalova.mag.nolia napisała:

                          > więc, gdy zwrócą jej uwagę w pracy lub jej 'nie
                          > będzie na wierzchu' w robocie to murowane awantury o nic w domu...

                          Jak ty się w domu postawisz i nie dasz jej wyżywać jej frustracji na tobie, to po jakimś czasie walki skupi się na mężu. On wtedy może w końcu mieć całkiem dość i w końcu się zbuntować.
                          Wtedy matka zostanie sama ze swoimi frustracjami i będzie miała wybór, albo zatruje się własnym jadem, albo pójdzie na terapię. Ludzie wybierają różnie.

                          Po tym jak ja zaczęłam walczyć o siebie, z mojego domu odszedł i mój tata i brat. Oboje dobrze na tym wyszli. Ja przetarłam szlaki. Mama wybrała okopanie się w swojej roli biednej skrzywdzonej - cóż, jej wybór. Mieszka sama w 300 metrowej chałupie, może się przytulić do pamiątek wyszarpniętych ojcu, może ją ogrzeją...

                          Obecnie twoja mama ma problemy sama ze sobą, zachowuje się niedojrzale, nieżyczliwie. Nic z tym nie robi, więc doświadcza frustracji zawodowych i odreagowuje je na rodzinie. W ten sposób rodzina ponosi konsekwencje jej błędów i słabości. Ona nie ma ŻADNEJ motywacji by się zmienić. Tak naprawdę najlepsze dla niej też jest by przestać pozwalać jej tak funkcjonować. Bo w końcu wyleją ją z roboty dyscyplinarnie za znęcanie się nad pacjentami i będzie miała realne problemy, a nie to, że córka chce żyć po swojemu. Tak jak się zetknie z brutalną ścianą rzeczywistości to ma szansę się obudzić. Nie musi, ale czasem taki wstrząs pomaga.

                          Warto byś zrozumiała, że twoje dbanie o siebie, jest też zdrowe dla twojej mamy, bo nie ma nic zdrowego w tym, że pozwalasz jej stosować przemoc psychiczną i ekonomiczną wobec siebie.
                          • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 21:01
                            Tylko czy walcząc o siebie, odpowiadając, dając się wciągać w te wymiany zdań... czy ja wtedy nie daję jej satysakcji, że mnie wkurzyła? czy ja się wtedy nie daję prowokować? zauważyłam, że odpowiedziami ją tylko nakręcam... a mój ojciec mówi, że on jej nie odpowiada, by nie miała satysfakcji... sama nie wiem, jak ta walka o siebie miałaby wyglądać...
                            • sorvina Re: Twoja matka... 26.12.12, 21:19
                              Nie walczyć, oznajmiać co postanowiłaś i robić swoje. Jak już wiesz ją to wkurza i atakuje, ale możesz to puszczać mimo uszu. Nie musisz z nią uzgadniać jak żyjesz, co wybierasz. Jak nie chce jej się samej ruszyć z fotela to ma jak chciała. Nie jesteś od organizowania jej życia.

                              Natomiast im szybciej się wyoutujesz i nie będziesz z nią rozmawiać tym lepiej. Bo z takimi osobami to czy powiesz dużo czy mało, to i tak ilość obelg jaką usłyszysz nie jest przyjemna, więc lepiej sobie darować to całkiem. A na razie minimalizować czas rozmowy krótkim stanowczym komunikatem i nie wchodzeniem w dyskusję.

                              I koniecznie na terapię zanim zacznie manipulować zdrowiem, bo widzę, że sobie przyszykowała dobry fundament i czujesz się w obowiązku skakać koło niej bez względu na to jak cię traktuje.

                              Mnie też mama z babcią przygotowały rolę niezamężnej córki co to zostanie przy mamie pracując w kiepskiej pracy załatwionej przez nie (by mnie wiecznie szantażować zwolnieniem). Moje szczęście nikogo nie interesowało :/ Jakbym nie była człowiekiem z prawem do własnego życia...
                              • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 21:26
                                ona mi powiedziała, że mnie nie chciała... nie chciała bym się urodziła... dostała krwawień, gdy była ze mną w ciąży i ponoć wtedy dopiero zaczęła o siebie dbać...

                                czyli dobrze robię z tym ignorowaniem, nie rozmawianiem i planami na przyszłość by się wynieść?
                                • sorvina Re: Twoja matka... 26.12.12, 21:33
                                  Nie wiem czy matka może okrutniejszą rzecz powiedzieć swojemu dziecku...

                                  Masz już przyczynę swojego poczucia winy - matka latami wmawiała ci, że cię nie chciała, że byłaś dla niej ciężarem. Uwierzyłaś, że wobec tego nie masz prawa żyć, musisz jakoś usprawidliwić swoje istnienie uszczęśliwiając mamę by choć trochę zrewanżować się za to, że jesteś. Robienie czegoś dla siebie jest niemożliwe i niemoralne, bo nie masz prawa żyć dla siebie, żyjesz dla mamy... itp. itd. Czeka cię spora robota przy okręcaniu tego, ale można to zrobić, bo to tylko manipulacje twojej niedojrzałej i okrutnej matki, a nie prawda.
                                  • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 21:43
                                    może nie latami, ale powiedziała mi to parę razy... :(

                                    a ja zawsze uważałam, że muszę być grzeczna, dobra i w ogóle by się nie denerwowała... ona czuje się najlepiej, gdy wszystko ma pod kontrolą... gdy w wieku nastoletnim przestałam odpowiadać na pytania kto dzwonił... a potem w studenckich czasach, przestałam mówić gdzie idę i po co, była obrażona za każdą odzywkę: 'to moja prywatna sprawa'....
                                    • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 11:37
                                      stalova.mag.nolia napisała:
                                      > a ja zawsze uważałam, że muszę być grzeczna, dobra i w ogóle by się nie denerwo
                                      > wała...


                                      I prawidłowo uważałaś. Do tego etapu zmierza w końcu cały proces wychowawczy, nie tylko w domu rodzinnym. Również we wszelkiego rodzaju Domach Dziecka. Tylko tam wychowawca od razu wziąłby Cię do łazienki i strzaskał dupę paskiem przy milczącej aprobacie grona wychowawców. A utrzymywana byś tam była najwyżej do 18- stki i skończenia zawodówki. I nawet by Ci do głowy nie strzeliło, że jesteś wychowywana przez toksyny :). Psychopatyczna teoryjka S.Forward też takich sytuacji nie przewidziała Ale to oczywiste wśród domorosłych psychologów jeżeli fakty są inne niż wydumana koncepcja to...tym gorzej dla faktów :).

                                      ona czuje się najlepiej, gdy wszystko ma pod kontrolą...


                                      Zapewniam Cię, że każdy normalny rodzic czuje się wtedy dobrze, chociaż rzadko który swoim doświadczeniem życiowym zasila to Forum.



                                      gdy w wieku na
                                      > stoletnim przestałam odpowiadać na pytania kto dzwonił...


                                      A po co z byle g... robiłaś tajemnicę? Żeby eskalować konflikt, denerwować mamę? W końcu telefon rodzice opłacali. Do naszego wówczas 10-ciio letniego syna zaczął - ku jego naiwnej dumie zaczął wydzwaniać pedofil. Też mogłoby dość do nieszczęścia gdybyśmy nie wiedzieli, któ dzwoni. Na szczęście był tak wytresowany, że przed rodzicami nie miał tajemnic.



                                      a potem w studenckich
                                      > czasach, przestałam mówić gdzie idę i po co, była obrażona za każdą odzywkę: '
                                      > to moja prywatna sprawa'....


                                      Jednak póki ich chleb jadłaś - nie była. Oczywiście z typowym dla młódki infantylizmem nie dopuszczałaś, że mogli się o Ciebie martwić. W naszym domu i w znanych mi dobrych domach wszyscy zawsze mówią dokąd idą i kiedy wrócą. Tego samego pewnie będziesz oczekiwała od "chłopaka". Chociaż jeśli wyszedł z chamskiego domu, ( o sorry, domu zimnego emocjonalnie) to będzie fochy strzelał dokładnie tak, jak Ty. W każdym razie z takimi manierami ja bym Cię za synową nie chciała.
                                      • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 27.12.12, 11:58
                                        Ale Pani jest ograniczona... Tyle mogę powiedzieć...

                                        Zależna finansowo od faceta... bez komentarza, z możliwościami ciekawej pracy...

                                        Z zimnego domu, takiego jak Pani? Podejrzewam, że Pani dzieci nie mają lekko...

                                        Nie chce mnie pani na synową... starszne, zaraz się popłaczę... ;)

                                        W dobrym domu, mówi się do kogo się idzie, można powidzieć, pod warunkiem, że matka nie blokuje kontaktów z całym światem...
                                      • pade Re: Twoja matka... 06.01.13, 17:55
                                        Ty jesteś chora Leda, po prostu chora.
                              • sorvina Re: Twoja matka... 26.12.12, 21:26
                                Jeszcze dodam, że tak toksyczne osoby wykorzystują uprzejmość i życzliwość ludzi. Chęć uzyskania porozumienia. Trudno jest przestać rozmawiać i ograniczać się do zwięzłych komunikatów, zwłaszcza gdy ktoś cię oskarża o strasznie rzeczy. Człowiek chce wyjaśnić, że chciał dobrze, bronić się. Ale taką matkę nie interesuje prawda, dobro, moralność. Jej chodzi tylko o zmanipulowanie rodziny by tańczyła jak im zagra, bez względu na to jakie będę tego dla nich koszty. Dlatego rozmowa przy takim stadium toksyczności nie ma sensu. Równie dobrze można rozmawiać ze ścianą.
                            • szaman.ka Re: Twoja matka... 26.12.12, 21:50
                              Nie, nie dajesz jej satysfakcji,że Cię wkurzyła.Powinnaś powiedzieć jej jakie uczucia w Tobie budzi.Okazać cały swój gniew na nią za to co Ci robi zamiast tłumić złość i cierpieć fizycznie z tego powodu.Twoje problemy zdrowotne wynikają z tłumienia swego gniewu na matkę, za jej zachowanie.
                              Weź sobie i przeczytaj pozycję tak krytykowaną przez Ledę,chodzi mi o książkę Susan Forward-Toksyczni Rodzice.Tam jest doskonale opisana większość stanów uczuciowych jakich doznają osoby na Twoim miejscu.
                              Ona prawdopodobnie też ma problem z gniewem.Pewnie go wypiera i
                              może nawet nie zdaje sobie sprawy z tego,jak Was traktuje.Przypuszczam,że uważa siebie za dobrą matkę i czuje się rozgoryczona tym,że jej starania nie są dostatecznie doceniane.
                              Poszukaj filmiku dokumentalnego w internecie pod tytułem; "Matka jest tylko jedna".
                              Jest tam podobna do Twojej historia.Może go ściągnij i podaruj swojej matce ?
                              • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 22:03
                                Pani Leda krytykuje, bo pewnie nigdy nie doznała czegoś, z czym całe życie zmagam się ja.

                                Nie zgadzam się, że nie ma toksycznych matek, a winę ponoszą dzieci. Za ukształtowanie młodego człowieka odpowiada rodzic właśnie i tylko w skrajnych patologiach dzieje się inaczej.

                                Nie zgadzam się, że rodzic krzywdzi nieświadomie... bo słów: 'nie chciałam Cię', 'jesteś głupia, jesteś debilem, jesteś idiotką', 'beze mnie byłabyś nikim', 'dziwka, dama za 5 groszy tymi żółtymi' [tak nazywa grosiki] nie wypowiada się nieświadomie. Moim zdaniem to jest z pełną premedytacją powiedziane... i jeżeli ktoś ma tu pisać, że toksycznych matek nie ma... lepiej niech zamilknie... bo nie ma pojęcia co mówi.

                                O książce słyszałam, mam ją w pdfie na komputerze, przeczytam...
                                • szaman.ka Re: Twoja matka... 26.12.12, 22:10
                                  Ja oczywiście nie należę do tych osób,które by tak twierdziły,że nie ma toksycznych matek.
                                  Natomiast chcę Ci powiedzieć,że nawet sobie nie zdajesz sprawy do jakiego stopnia człowiek może zaprzeczyć temu co robi. Może obejrzyj ten film.
                                  • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 22:50
                                    > Ja oczywiście nie należę do tych osób,które by tak twierdziły,że nie ma toksycz
                                    > nych matek.

                                    Czytałam Was długo zanim zdecydowałam się napisać, Panię Ledę również, więc zastrzegłam, że jak ma zamiar mi wmawiać, że toksycznych matek nie ma to lepiej by nie pisała ;) głównie do jej słów się odniosłam...

                                    > Natomiast chcę Ci powiedzieć,że nawet sobie nie zdajesz sprawy do jakiego stopn
                                    > ia człowiek może zaprzeczyć temu co robi. Może obejrzyj ten film.

                                    Obejrzałam... szok! kobieta się przyznała... mojej matce nie zdarzyło się przeprosić... NIGDY... ;(
                                    • sorvina Re: Twoja matka... 26.12.12, 23:01
                                      Zauważ, że poza obelgami matka z filmu miała momenty czułości, może mało wyrafinowane, bo wygląda ogólnie na prostą kobietę, ale widać było troskę. Znam matki, które nie mają takich momentów, dbają o dzieci z poczucia obowiązku, gdy sobie przypomną, więc jak ma przeprosić skoro do niczego się nie poczuwa?

                                      Osoba z silnym narcystycznym zaburzeniem osobowości może budować swoją samoocenę na wizerunku doskonałej matki. Wymagać by cała rodzina potwierdzała ten wizerunek zachowując się w ściśle kontrolowany sposób, pełen teatralnych gestów i całkowitego braku własnej woli, o złości i sprzeciwie nie wspominając. Taka osoba NIGDY nie przyzna się do błędu, gdyż to stworzyło by rysę na jej wizerunku. Będzie go bronić jak najcenniejszej rzeczy na świecie, bez względu na koszty. A jej uczuciowość jest zbyt niedojrzała by dorosła do empatii i przejmowania się uczuciami innych osób. Z taką matką wyjątkowo ciężko ma córka, gdyż matka traktuje ją jako kopię siebie, a nie oddzielną osobę. Ciekawe artykuły na temat tego specyficznego gatunku toksycznych matek można poczytać tutaj: www.narcissisticmother.org .
                                      • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 23:09
                                        moja ich zwykle nie ma... gdy gotuje, zła, że jej przyszło coś zrobić... pyta niby z troski, a potem wykorzystuje przeciwko mnie... ja bym chciała wierzyć, że ona coś robi z troski, ale nie znajduję takiego momentu :(

                                        ubieram się ciepło - taaaak, ty sobie lubisz podgadzać!
                                        kupuję sobie coś ładnego - ty się lubisz nosić jak pani pracująca! zarób na to najpierw!
                                        [dodam, że nie noszę się jakoś ponad stan, korzystam z wyprzedaży]
                                        jem - taaaak, ty nigdy nie zapominasz o jedzeniu, a syf w domu!

                                        tak to widzę, a moja matka niestety nie przyznałaby się do winy jak pani z nagrania, powiedziałaby, że jest zmanipulowane i ustawione, bo to my ją prowokujemy... :(

                                        czuję się bezsilna...
                                        • sorvina Re: Twoja matka... 26.12.12, 23:22
                                          stalova.mag.nolia napisała:

                                          > czuję się bezsilna...
                                          W jakim temacie? Bezsilna w chęci zmiany zachowania mamy i przemówienia jej do rozumu i uczuć wyższych? I słusznie, bo nie masz na to wpływu. To jej życie i może być patologiczna jeśli chce. Natomiast nie znaczy to, że nie możesz być szczęśliwa, czuć się dobrze i niewinnie bo to zależy tylko od twojego myślenia i twoich działań, a na nie masz wpływ. A przynajmniej możesz się tego wpływu nauczyć -> literatura i terapia.

                                          Pewnie, że gdzieś tam czasem będzie smutno, że jest jak jest, ale czeka cię tyle szczęścia w twoim własnym życiu, że z czasem ten smutek będzie coraz mniejszy. Mama w dzieciństwie jest najważniejszą osobą w życiu, ale później już nie i to normalne.

                                          Ja w tym roku spędziłam cudowne święta, choć bez mojej rodziny i 3 telefonami (automatycznie odrzucanymi) z pretensjami dziennie. Bo spędziłam je z moją rodziną wyboru - ukochanym mężczyzną i przyjaciółmi. Ludźmi, których kocham i którzy mnie kochają. Przy których mogę być sobą, z którymi możemy rozmawiać godzinami w atmosferze życzliwości i akceptacji. Zbudowałam to wybierając inne życie niż takie, które wiodłam w domu i ucząc się tak żyć - szanować, doceniać innych i siebie, komunikować się bez przemocy, ufać i stawiać zdrowe granice itp. itd. Było warto.
                                          • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 23:29
                                            bezsilna, że do niej nie trafię, nie przekonam taty by się jej postawił i mnie obronił choć raz...

                                            nie mogę tego zmienić więc muszę nauczyć się z tym żyć... gdy pojechałam na weekend [ten z pozostawioną karteczką] też ustawiłam telefon by odrzucał automatycznie telefony od niej i nie żałuję, bo na chwilę oderwałam się od niej i tego wszystkiego... :)

                                            mam nadzieję, że ja z moim facetem też coś podobnego zbudujemy, chce mnie zabrać przez całą długość Polski od matki... :)
                                            • sorvina Re: Twoja matka... 26.12.12, 23:34
                                              stalova.mag.nolia napisała:

                                              > bezsilna, że do niej nie trafię, nie przekonam taty by się jej postawił i mnie
                                              > obronił choć raz...

                                              W swoim czasie warto będzie przerobić żal do ojca, że cię nie bronił przed matką, że wybrał własny święty spokój. Bo on miał możliwości działania, których ty jako dziecko nie miałaś i zawiódł.

                                              Jeśli nie obronił cię gdy byłaś bezbronnym dzieckiem, raczej nie będzie cię bronił gdy jesteś dorosła i możesz to zrobić sama, więc warto uświadomić sobie, że teraz ty jesteś od bronienia siebie. I uważać, by nie oczekiwać, że partner ma cię zwalniać z tego obowiązki i bronić ciebie za ciebie. Może przed dryblasem w dresie, który zażyczy sobie twojej komórki, ale twoja matka i jej wpływ na twoje życie, to twoje pole działania i twoja odpowiedzialność. Wspaniałe jest dostać wsparcie, ale to nie to samo co zrobienia za nas tego, czego nie mamy odwagi zrobić sami.
                                              • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 23:38
                                                tylko ten żal jest stosunkowo świeży, bo jakoś niedawno uświadomiony...

                                                dziękuję za wszystkie cenne rady, położę się już, dobrej nocy :)
                                            • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 12:03
                                              stalova.mag.nolia napisała:
                                              > mam nadzieję, że ja z moim facetem też coś podobnego zbudujemy, chce mnie zabra
                                              > ć przez całą długość Polski od matki... :)


                                              A Ty oczywiście jak ten bezwolny przedmiot dasz się zawlec tam, gdzie jemu pasuje ;). Nie bacząc na swoje ambicje, rozpoczęte studia, potrzebę samodzielności i niezależności. "Chłopak" pewnie matki nie ma i z kupionym Ci pierścionkiem zaręczynowym na palcu tam Cię nie zabierze. Skoro nawet na Wigilię nie zaprosił, to widać wartości rodzinne ma w d...podobnie jak Ty. A to dobrze dla Twojej przyszłości nie rokuje.
                                              • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 27.12.12, 12:13
                                                Hahahaha...

                                                Tak, jak bezwolny przedmiot, związana i ubezwłasnowolniona... :D

                                                Sama przerywam studia po inżynierce by iść do roboty... bo jak Pani zapewne wie, w pracy, szczególnie takiej, jak inżynier, liczy się doświadczenie, a nie ilość zakutych teoretycznych informacji ;) A ja mam szansę takowe zdobyć ;)

                                                Pani wiedza psychologiczna/psychiatryczna jak widać skończyła się na 'zakuciu mądrych ksiażek' i nie wyciągnięciu z nich niczego pozytywnego... Najlepiej będzie, gdy Pani najpierw uleczy siebie, a potem weźmie się za innych... dobra rada ;)

                                                POWODZENIA!
                                                • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 13:51
                                                  stalova.mag.nolia napisała:

                                                  > Hahahaha...
                                                  >
                                                  > Tak, związana i ubezwłasnowolniona... :D


                                                  Cóż, jak na ukończony I stopień studiów inżynierskich jesteś bardzo nieprecyzyjna w swoich wypowiedziach, naginasz fakty do swoich wyobrażeń. Stąd totalna ignorancja w takich np.realiach jak przemoc i ubezwłasnowolnienie, jednak ja tych terminów nie użyłam. To przecież Ty pisałaś o sobie niczym bezwolnym przedmiocie, który dopiero chłopak zabierze daleko od złej mamusi. Sama nie jesteś w stanie zabrać się uwolnić od jej cycka, dopiero z cudzą pomocą. Na razie patrzysz w górę co Ci od rodziców kapnie.


                                                  > Sama przerywam studia po inżynierce by iść do roboty... bo jak Pani zapewne wie
                                                  > , w pracy, szczególnie takiej, jak inżynier, liczy się doświadczenie, a nie ilo
                                                  > ść zakutych teoretycznych informacji ;)


                                                  Szczególnie w takiej jak inżynier budowlany Koleżanko, liczy się magisterium i UPRAWNIENIA otrzymywane po dwóch latach pracy zawodowej oraz konieczność wykazania się na egzaminie bardzo daleko większą ilością zakutej wiedzy niż dotąd. Wówczas możesz dostąpić zaszczytu przynależności do SIT i podłapać jakąś odpowiedzialną robotę. Zaś na razie możesz być tylko asystentką kogoś z uprawnieniami inżynierskimi a i to wyłącznie w pipidówce.



                                                  > Pani wiedza psychologiczna/psychiatryczna jak widać skończyła się na 'zakuciu m
                                                  > ądrych ksiażek' i nie wyciągnięciu z nich niczego pozytywnego... Najlepiej będz
                                                  > ie, gdy Pani najpierw uleczy siebie, a potem weźmie się za innych... dobra rada
                                                  > ;)


                                                  Kotuś, nie mam uprawnień do leczenia kogokolwiek a gdybym je miała, to możesz być pewna, że nie robiłabym tego tutaj za darmochę :). A Twoich rad za dobre nie uważam. Bo niby z czego miałabym się leczyć? Z prawa do wypowiadania własnego zdania?



                                                  > POWODZENIA!


                                                  Dziękuję, dobrych życzeń nigdy nie za wiele :).
                                • sorvina Re: Twoja matka... 26.12.12, 22:16
                                  stalova.mag.nolia napisała:

                                  > Nie zgadzam się, że rodzic krzywdzi nieświadomie... bo słów: 'nie chciałam Cię'
                                  > , 'jesteś głupia, jesteś debilem, jesteś idiotką', 'beze mnie byłabyś nikim', '
                                  > dziwka, dama za 5 groszy tymi żółtymi' [tak nazywa grosiki] nie wypowiada się n
                                  > ieświadomie. Moim zdaniem to jest z pełną premedytacją powiedziane... i jeżeli
                                  > ktoś ma tu pisać, że toksycznych matek nie ma... lepiej niech zamilknie... bo n
                                  > ie ma pojęcia co mówi.

                                  Myślę, że Szamance chodziło o coś innego, że twoja matka sama będąc mocno zaburzona, mając problem z agresją, nie krzywdzi w pełni świadomie, raczej powiela wzorce, które sama wyniosła z domu. Nie jest w pełni świadoma tego jak mocno krzywdzi, bo sama kiedyś nie przyjęła i nie przerobiła swojej krzywdy. Ma problem z agresją, nie akceptuje jej a jednocześnie sama jej ulega.

                                  Częściowo się z tym zgadzam, ale nie do końca. Bo ani matka autorki, ani moja nie są niepełnosprawne umysłowo by nie potrafić analizować konsekwencji swoich działań. Jakoś potrafią pomyśleć, że stosowanie tych samych metod wobec np. szefów czy koleżanek było by źle odebrane i mogło by się dla nich samych fatalnie skończyć. Dodatkowo matka autorki dostaje w pracy informację, że coś jest nie tak z jej zachowaniem bo źle traktuje pacjentów. Mojej matce mówiłam, że źle się czuje gdy mnie tak i tak traktuje. Uprzedzałam, że jeśli nie przestanie to ograniczę kontakt, robiłam to, sprawdzałam po kilku miesiącach co się zmieniło - słyszałam tylko - jak możesz mi to robić ty.... Nie zmieniała swojego zachowania nawet o 2%, nawet nie widziała potrzeby jego zmiany.

                                  I naprawdę jak się widzi nienawiść w oczach matki i to jak manipuluje słowami by zranić jak najbardziej, to się nie uwierzy, że robi to nieświadomie. Może raz, ale nie latami. Nie widząc konsekwencje. Nie twierdzę, że takie osoby są w pełni świadome, ale przebłyski pewnie mają, wybierają tylko to co jest dla nich wygodniejsze. Moja babcia nawet mi się kiedyś przyznała po 40 min akcji wyzywania i grożenia, po której dostałam silnej arytmii nerwobóli serca, gdzie byłam cholernie przerażona, że mi się coś zaraz stanie (mam od dziecka problemy z sercem, moja druga babcia zmarła w moim wieku właśnie na serce), a ona jeszcze drwiła choć błagałam ją by dała mi spokój, że mama zażądała od niej lojalności, więc musiała wybrać - ja czy mama, wybrała mamę. Podjęła decyzję, że jest gotowa mnie zniszczyć by osiągnąć cel. To ja nie mam nic więcej do dodania.
                                  • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 22:56
                                    Mój Boże... przykre... ja miałam bóle pulsujące do ręki od serca już i od refluksu, również mnie boli...

                                    Nie, nie... powtórzę raz jeszcze nawiązywałam do opinii Pani Ledy, że toksycznych matek nie ma i one chcą dobrze... a winne są niewdzięczne dzieci...
                                  • szaman.ka Re: Twoja matka... 26.12.12, 23:49
                                    Tak, bywa i tak,że mechanizmy obronne są tak głębokie,że zachowania takiej osoby są głęboko psychopatyczne.Osoba stale rozgniewana i rozgoryczona wini innych za swoje problemy.
                                    Używa swego gniewu jako formy obrony i racjonalizacji obarczania winą innych.
                                    • sorvina Re: Twoja matka... 27.12.12, 00:14
                                      Tak, warto wiedzieć, że nie ma jednej recepty na toksycznego rodzica, nie zawsze zerwanie kontaktów jest konieczne, nie zawsze rozmowy mają sens. Tak jak pisałaś warto zacząć od wyrażania swoich uczuć i nazywania po imieniu tego co próbuje robić taki rodzic. Czasem taki rodzic uświadamia sobie dopiero, że krzywdził i decyduje się coś z tym zrobić. A my przynajmniej nie tłumimy złości i pozwalamy sobie stawiać granice. Czasem jednak rodzic reaguje całkowitym wyparciem i jeszcze większą agresją, wtedy pozostaje nie wchodzić w dyskusje pełne kłamstw i manipulacji, przekazywał własne decyzje bez tłumaczenia się, jednocześnie szykując jak najszybsze uniezależnienie się lokalowe i materialne z ograniczeniem/zerwaniem kontaktu włącznie.
                                      Przy skrajnym zakręceniu nienawiścią wypowiedź: "twoje zachowanie mnie boli" spotka się tylko z reakcją, w stylu - i dobrze ci tak, albo dłuższą wypowiedzią na temat naszych problemów emocjonalnych. Szkoda czasu i nerwów na takie dyskusje.
                                      • szaman.ka Re: Twoja matka... 27.12.12, 01:21
                                        Zgadzam się z Tobą w zupełności.
                                        • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 27.12.12, 10:37
                                          Moja stosuje mechanizm wyparcia. Zdecydowanie...
                                          Napisałam do niej list jako nastolatka... to był błąd, za który srogo zapłaciłam...
                                          Moja matka jest jednym z tych niereformowalnych przypadków.

                                          Dziś wydzwaniała do babci i ciotki... dała popis dnia... rozmawiała stojąc pod zamkniętymi drzwiami do mojego pokoju, zadzwoniła zaraz po wyjściu mojego ojca z domu... żeby jej ataki na moją osobę odbywały się bez świadków. Darła się do słuchawki, że JA spowodowałam kłótnię w Wigilię i nie uszanowałam świąt... włączyłam muzykę na cały regulator... nie mam siły ;(
                                • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 11:54
                                  stalova.mag.nolia napisała:

                                  > Pani Leda krytykuje, bo pewnie nigdy nie doznała czegoś, z czym całe życie zmag
                                  > am się ja.


                                  I tutaj masz pełną rację. Moi Rodzice byli dumni z moich ambicji i cieszyli się z osiągnięć. Ale wymagali ode mnie jeszcze więcej niż Twoi od Ciebie.


                                  > Nie zgadzam się, że nie ma toksycznych matek, a winę ponoszą dzieci.


                                  Masz pełne prawo tak myśleć. Moim zdaniem istnieją zdegenerowani rodzice i równie zdegenerowane moralnie oraz uczuciowo dzieci. Zdegenerowani moralnie, zimni uczuciowo ale nie "toksyczni", ponieważ to słowo jest jak wytrych; puste, stworzone na potrzeby marketingowe.



                                  Za ukształ
                                  > towanie młodego człowieka odpowiada rodzic właśnie i tylko w skrajnych patologi
                                  > ach dzieje się inaczej.


                                  Rodziców zawsze jest dwóch. I nie tylko oni. Swego czasu toczyła się dyskusja co winne - geny czy środowisko, podsumowana kompromisem. Przy czym pod pojęciem "środowisko" rozumiano przedszkole, szkołę, grupę rówieśniczą, autorytety, rodzinę (również dalszych krewnych)


                                  > Nie zgadzam się, że rodzic krzywdzi nieświadomie... bo słów: 'nie chciałam Cię'
                                  > , 'jesteś głupia, jesteś debilem, jesteś idiotką', 'beze mnie byłabyś nikim', '
                                  > dziwka, dama za 5 groszy tymi żółtymi' [tak nazywa grosiki] nie wypowiada się n
                                  > ieświadomie. Moim zdaniem to jest z pełną premedytacją powiedziane...



                                  Ja uważam, że takie słowa nie są wypowiadane z premedytacją tylko bezmyślnie (bez umiejętności przewidywania ich skutków) oraz z powodu chamstwa wypowiadających. Zaś jeżeli Twoja matka rzeczywiście zachowywała się tak, jak piszesz, w pełni na ten epitet zasługuje.


                                  i jeżeli
                                  > ktoś ma tu pisać, że toksycznych matek nie ma... lepiej niech zamilknie... bo n
                                  > ie ma pojęcia co mówi.


                                  A niby dlaczego mam zamilknąć posiadając takie same prawo do głoszenia swoich poglądów jak Ty?
                                  • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 27.12.12, 12:08
                                    tak mówiła i nic jej nie usprawiedliwia...

                                    a jeżeli pojęcie 'toksyczna' nie istnieje, to w takim razie, jedyne, co przychodzi mi do głowy to 'chora kobieta'...

                                    a w pyskówki z nią nie wdaję się od dawna, bo nie mam siły odpierać jej ataków już... Pani również...

                                    To, że pani była owym 'worem do dmuchania' nie oznacza, że ja będę. Proszę ładnie, opuścić wątek, bo nie jest tu Pani mile widziana. Może zdąży Pani odnowić kontakty z najbliższymi, bo sądząc po jadzie jaki pani wydziela, mają Pani dosć.

                                    POZDRAWIAM!
                                    • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 14:14
                                      stalova.mag.nolia napisała:

                                      > tak mówiła i nic jej nie usprawiedliwia...



                                      Tylko Ty mogłabyś ją usprawiedliwić, ale najwyraźniej brak Ci empatii. Spożytkowałaś ją doszczętnie na rozczulanie się nad sobą.



                                      > a jeżeli pojęcie 'toksyczna' nie istnieje,


                                      Bach, rozumujesz z typowo inżynierską precyzją ;). Pojęcie jak najbardziej istnieje w relacjach marketingowych a nie naukowych.


                                      to w takim razie, jedyne, co przycho
                                      > dzi mi do głowy to 'chora kobieta'...



                                      To smutne, że chorobę kojarzysz ze złem, podłością, brakiem wyobraźni, chamstwem i okrucieństwem. Słowem - ze wszystkim co najgorsze. Co będzie, gdy Ty zachorujesz?



                                      >
                                      > a w pyskówki z nią nie wdaję się od dawna, bo nie mam siły odpierać jej ataków
                                      > już... Pani również...


                                      Zaradna,dojrzała emocjonalnie, samodzielna, kierująca się realizmem życiowym młoda kobieta już dawno wyprowadziłaby się z domu i wniosła o alimenty. Ty dotychczas czekałaś aż Twoją sytuację życiową zmienią jakieś męskie portki na których rozpaczliwie się uwiesiłaś i liczysz dni do totalnej zależności od nich.


                                      > To, że pani była owym 'worem do dmuchania' nie oznacza, że ja będę.


                                      Oczywiście, że nie oznacza. Ale jakoś nie udało mi się przeczytać tutaj o pierścionku zaręczynowym na Twoim palcu, wizycie u jego rodziców i ich akceptacji dla narzeczonej syna, zainteresowaniu z jakiego domu pochodzisz i czy będziesz odpowiednią kandydatką na żonę i matkę jego dzieci. Czyli intencje "chłopaka" są oczywiste. Zaś jeśli Twoje wyobrażenia o mojej osobie jako "worze do dmuchania" poprawią Ci samopoczucie, to myśl sobie co tam chcesz.



                                      Proszę ładn
                                      > ie, opuścić wątek, bo nie jest tu Pani mile widziana.


                                      To akurat mi zwisa Kotuś. Zgodnie z art.54 Konstytucji RP jestem na forum publicznym za opłacane z własnych zarobków łącze.



                                      sądząc po jadzie jaki pani wydziela, mają Pani dosć.


                                      Czy wyciąganie błędnych wniosków z nie istniejących faktów jest powszechne dla inżynierów budowlanych? Swoją ścieżką, jak takimi przesłankami będziesz się kierować w obliczaniu kosztów budów, nawet trzech dni u pracodawcy nie posiedzisz.
                            • szaman.ka Re: Twoja matka... 26.12.12, 22:04
                              Przepraszam coś mi się pomyliło.Chodziło mi o film dokumentalny Marcina Koszałki- "Takiego pięknego syna urodziłam."
                              • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 22:09
                                ok, jest na tubie ;) dzięki, obejrzę nawet dziś ;)
                            • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 11:13
                              stalova.mag.nolia napisała:

                              sama nie wiem, jak
                              > ta walka o siebie miałaby wyglądać...


                              Pyskówki to na pewno nie jest "walka o siebie" U ludzi kulturalnych wygląda ona tak: zaświadczenie z uczelni składane w sądzie rodzinnym do pozwu o alimenty w kwocie minimum 1200 zł solidarnie od OBOJGA RODZICÓW. Mama jako pielęgniarka zarabia minimum 2500 zł z dyżurami ok. 3 tys. Ma dopóki się uczysz, obowiązek prawny płacenia na Twoje utrzymanie maksimum 60% swoich dochodów czyli ok. 1500 zł. Ojciec zamiast wydawać na dziwki (z powodu których Twoją matkę porzucił) będzie miał zasądzone do comiesięcznego płacenia mniej więcej drugie tyle. Za taką kwotę będziesz mogła zdobyć zawód (bo po licencjacie jesteś w branży zerem i nikt Ci odpowiedzialnej roboty nie zleci.) Na pierwszej rozprawie zabezpieczysz alimenty kwotą ok. 1000 zł. Potem możesz się wyprowadzać, oczywiście nie do "chłopaka", żeby z jednej zależności finansowej natychmiast nie popadać w drugą, tylko do wynajętego za własne pieniądze mieszkania. A "do chłopaka" najlepiej wprowadzić się jako żona, a nie jako materac do dmuchania. Piszesz, że tatulo taki dobry, no to niech aktem notarialnym sceduje na Ciebie połowę tego 300 m. domu i opłaca podatek gruntowy (wynoszący zresztą zaledwie kilkaset zł. rocznie) dopóki się nie usamodzielnisz zawodowo, zamiast na nowe bachory które niewątpliwie urodzi mu jakaś zapobiegliwa kochanka :). To jest "dbanie o siebie" i o własną przyszłość a nie jakieś gó...ane przepychanki z matką, wchodzenie w rolę arbitra między rodzicami i infantylne cieszenie się, że w pracy ma kłopoty. Ona przynajmniej ma pracę z której musi Ci płacić alimenty, Ty długo jeszcze nie będziesz jej miała z Twoimi pożal się Boże "inżynierskimi" kwalifikacjami.
                              • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 27.12.12, 11:51
                                Co Ty bredzisz kobieto?!

                                Po pierwsze nie robie jakiś durnych studiów licencjackich, a inżynierskie, przyszłościowe -budownictwo. Po drugie, prosiłam Cię, żebyś się do mojego wątku nie wtrącała.

                                Jesteś siejącą jad zołzą, która nie ma pojęcia o czym pisze. Twoje pożal się Boże rady wsadź sobie pani w d.pę, bo raz, że nie czytasz ze zrozumieniem, a dwa pojecia nie masz o czym piszesz.

                                Gdzie ja napisałam, że ojciec zostawił matkę? ;) Praca za granicą, by mieć na chleb, tak sie składa, jest teraz codziennością dla wielu Polaków, ale co Ty możesz o tym wiedzieć? ;) wszechwiedząca Leda przemówiła... bez komentarza...

                                300 metrów domu... proszę o cytat, gdzie coś takiego się pojawiło?

                                Sflustrowana baba wypowiada się o moich zawodowych kwalifikacjach, sądząc z Twoich wypowiedzi, sama ich nie masz, a próbujesz za znawczynię uchodzić... Gdybym nie miała kwalifikacji to nie czekałyby na mnie dwie propozycje pracy ;)

                                Żegram Panią, wypuściła tu Pani wystarczająco swojego jadu!
                        • heca7 Re: Twoja matka... 26.12.12, 21:00
                          Zgadza się. Moja już pokłóciła się ze wszystkimi znajomymi wspólnymi z ojcem. Teraz ma tylko jedną czy dwie koleżanki nowe. Jak coś tam wpsomniałam o tym to odparła płaczliwym głosem " muszę sobie przecież znaleźć jakieś koleżanki żeby nie być sama". Ona naprawdę myślała, ż e będzie żyła moim życiem! Kiedyś nawet wygarnęła mi , że najmłodsze dziecko nie żeniło się i zostawało z rodzicami żeby się nimi opiekować! a jak już to szukało sobie partnera bez domu żeby sprowadził się do niej/ niego i razem pomagał przy teściach...
                          • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 26.12.12, 21:05
                            to jakiś dramat... jeszcze habit przywdziej dla lepszej kolorystyki... rodziców, gdy się starzeją nie można zostawić samych sobie, ale nie może się to odbywać kosztem życia dziecka... nie może... no nie powinno, chociaż jak siebie znam, w obecnym stanie rzeczy miałabym wyrzuty, że dobrze się bawię, gdyby ona leżała chora i stara... niedołężna...
                            • paris-texas-warsaw Re: Twoja matka... 27.12.12, 14:12
                              Kochana, świetnie, że zaraz będziesz inżynierem i praca czeka. Wyprowadzaj się jak najszybciej, nawet szkoda dywagacji, czy matka zła bo świadoma, czy nie, ważne, że już Twój organizm nie wyrabia, męczą Cię choroby i nawet nie masz za bardzo warunków, żeby się w spokoju leczyć. Zresztą ojciec nie wydaje się znacząco lepszym rodzicem niż Twoja matka, jeśli jej pozwala na takie traktowanie córki. Do tego też kiedyś pewnie dojdziesz, na razie "żyjesz, żeby przetrwać" i też wiele spraw możesz opacznie postrzegać.
                              Jak możesz to idź na terapię, jak najszybciej, bo nie będziesz się z problemami psychicznymi borykać, gdy ewentualnie pojawią się dzieci. "Wyprostujesz" sobie braki, by być w pełni szczęśliwą osobą. Terapie przy dzieciach są trudniejsze (chociaż pojawia się motywacja!), one też mogą ponosić konsekwencje Twojego wychowania, jak byś się nie starała od niego odciąć (piszę z własnego doświadczenia).
                              Jeśli miałabyś siłę, to przeczytaj, co Sorvina pisze o alimentach - ona żałuje, że kiedyś się o nie nie starała. Jeśli chciałabyś kontynuować teraz studia magisterskie, to skorzystaj z tej możliwości, nie oglądaj się na opinie rodziny, ojca, itd., jeśli po "dobroci" rodzice nie chcieliby Ci dać pieniędzy na dalsze studia, do czego masz prawo. Wcześniej radziłabym Ci skorzystać z porady prawnej w tym zakresie, żeby uzyskać maksymalną możliwą kwotę alimentów bez zbędnej walki (prawnik pomoże Ci odpowiednio przygotować się do sprawy). Ale wiem, że i bez alimentów sobie poradzisz:)
                              Trzymam za Ciebie kciuki, za Twoje zdrowie. Jeśli chcesz to zajrzyj sobie do książki Alice Miller "Bunt ciała" - niestety po takim "dzieciństwie" czy też "nastoleństwie";) nie jest łatwo i choroby się odzywają. Ale to minie:)
                              POWODZENIA!!!!!
                              • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 14:36
                                paris-texas-warsaw napisała:
                                Jeśli chciałabyś kontynuować teraz studia mag
                                > isterskie, to skorzystaj z tej możliwości, nie oglądaj się na opinie rodziny, o
                                > jca, itd.


                                Nie skorzysta bo po pierwsze to jest kres jej ambicji zawodowych, a po drugie - czeka aż "ja z moim facetem też coś podobnego zbudujemy, chce mnie zabrać przez całą długość Polski od matki... :)" Cały bunt to..olanie Pasterki i liczenie dni do "zabrania jej" Gotowa na złość matce uszy sobie odmrozić :))).


                                , jeśli po "dobroci" rodzice nie chcieliby Ci dać pieniędzy na dalsze
                                > studia, do czego masz prawo. Wcześniej radziłabym Ci skorzystać z porady prawne
                                > j w tym zakresie, żeby uzyskać maksymalną możliwą kwotę alimentów bez zbędnej w
                                > alki (prawnik pomoże Ci odpowiednio przygotować się do sprawy).


                                A po co? Do sprawy alimentacyjnej przysługuje jej adwokat z urzędu. Każda wieśniaczka to wie a tym bardziej pani po prawie wyższych studiach.
                                • paris-texas-warsaw Re: Twoja matka... 27.12.12, 14:57
                                  Nie wiem, co Autorka wie o prawie alimentacyjnym, w jej wieku można nie wiedzieć nic.

                                  Kochana, może i przysługuje Ci adwokat z urzędu, ja radzę skorzystać z porady prawnika jak najwcześniej (jeśli chciałabyś tych alimentów, jeśli nie jesteś pewna, pogadaj z chłopakiem, prawnikiem, jeszcze masz czas sprawę przemyśleć) - wtedy mogłabyś odpowiednio przygotować strategię działania - ewentualne dokumenty, paragony, kwity dot. poziomu Twoich wydatków, wydatków rodziców, ich zarobków. Nie znam się na tym, prawnik by Ci pomógł.
                                  Nie przejmuj się złymi ocenami i radami - tacy ludzie bronią własnej "integralności", być może swoim dzieciom zrobili tez piekło z życia, albo zbyt trudno im się skonfrontować z własną spuścizną po rodzicach. Dobrze robisz, że ignorujesz, to co Ci siły odbiera. Teraz musisz je oszczędzać na miłość, walkę z chorobami, studia, pracę. Bardzo Cię polubiłam z tych Twoich postów, trochę jakbym siebie sprzed lat widziała:) POWODZENIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 27.12.12, 15:32
                                  leda16 - troll stulecia ;)

                                  nie czytam dalej, bo nie ma sensu... powiem tylko:

                                  ALE PANI JEST OGRANICZONA... szczyt ambicji zawodowych... Puknij się w swoje czoło, o ile je masz, bo po Twojej wypowiedzi wnioskuję, że Bozia pozbawiła Cię rozumku i głowu...

                                  Ogarniasz w swojej ciasnocie umysłowej, że mam propozycję świetnej pracy, dzięki swoim umiejętnościom, a w pracy inżyniera liczy się doświadczenie, a magisterkę można zrobić zaoczniie, bo to tylko 1,5 roku to raz i powtórka z rozrywki po inżynierze...

                                  Ale co Ty możesz wiedzieć... nic, bo wiesz wszystko o wszystkim najlepiej... ;)

                                  Pozdrawiam, Szczekaj dalej Ratlerku, świetnie Ci to wychodzi... ;)
                                  • sorvina Re: Twoja matka... 27.12.12, 15:48
                                    stalova.mag.nolia , wiem, że teksty osób, które nie rozumieją zupełnie jak to jest mieć toksyczną matkę, filtrują przez swoje doświadczenia i potem z poczuciem moralnej wyższości pouczają co jakimi to wypierdkami ludzkości jesteśmy bo nie doceniamy/nie szanujemy/ roimy sobie jakieś prawo do elementarnego szacunku, prywatności itp. - bolą, jednak nie ma sensu się tak nakręcać. Trolli się nie karmie. Leda najczęściej wystawia sobie świadectwo pokazując, że nie ma pojęcia o czym pisze, czasem jednak jej brutalny realizm i cynizm jest jak kubeł zimnej wody i inspiracja by wziąć się w garść, bo w jednym ma rację - tylko my możemy coś zmienić - w sobie i swoim życiu, to my, bez względu na błędy wychowawcze naszych rodziców, odpowiadamy za to co robimy teraz i jak będziemy sobie radzić w przyszłości. Tylko Leda nie bierze pod uwagę tego, że dorosłe dziecko toksycznego rodzica potrzebuje terapii nie by głaskać je po główce, ale by z pomocą terapeuty rozpoznać wyniesione z domu ograniczające wzorce myślenia i zachowania, bo samo tego nie widzi, bo to w domu było normalne, no i by uporać się ze swoimi emocjami.

                                    Zachowaj energię na dokonanie zmian w swoim życiu, zamiast tracić ją na Ledę, ona będzie z życzliwością i delikatnością kwasu solnego pisać dalej, lepiej to olać, bo nie da się komuś wytłumaczyć wartości empatii jak jej nie posiada.

                                    Zobacz co ci leda pokazuje - twoje własne wątpliwości. Jakbyś czuła się pewnie i w swoich wyborach, ocenach i zachowaniu, swojej wierze, że sobie poradzić, to nie budziła by ona w tobie tylu emocji. Lekcja - popracować nad pewnością siebie i poczucie niewinności. Zawsze znajdzie się jakiś frustrat, który będzie cię ściągał na dół, nie da się im powiedzieć - idźcie stąd. Trzeba więc nauczyć się na nich uodparniać.

                                    Rób swoje, weryfikuj swoje wybory przez ich efekty a nie opinie innych i powodzenia!
                                    • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 27.12.12, 16:00
                                      Dziękuję :)

                                      Denerwuje mnie tylko fakt, że jakaś wredna sflustrowana baba, którą niewątpliwie jest Pani Leda tak się do mnie odnosi, bo guzik wie o mnie, o tym kim jestem.

                                      Chętnie poznałabym jej dzieci... tylko tyle powiem... bo moim zdaniem są to roboty bez prawa do błędów. Takie baby jak leda kiedyś pracowały jako ssmanki i to jedyna praca do jakiej się nadaje. Zrozumie, gdy będzie siedzieć sama przy wigilijnym stole.

                                      Tak... zbojkotowanie Pasterki to moja metoda na wyemaginowaną walkę z matką ;) Śpiewam w dwóch chórach, mam sopranowy głos i Pasterka to zawsze była dla mnie sama przyjemność... dolegliwości chorobowe kazały mi odpuścić coś, co w każde święta pozwala mi nie myśleć, o tym co mam w domu.

                                      Życzę powodzenia Pani Ledzie w pracy nad sobą, bo poważny problem...
                                      • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 16:20
                                        stalova.mag.nolia napisała:
                                        > Denerwuje mnie tylko fakt, że jakaś wredna sflustrowana baba, którą niewątpliwi
                                        > e jest Pani Leda tak się do mnie odnosi, bo guzik wie o mnie, o tym kim jestem.


                                        Nie musisz pisać "pani", tutaj wszyscy mówimy sobie po ksywkach :). A wiem o Tobie jedynie tyle, co sama napisałaś. Jeśli uważasz, że to "guzik", napisz więcej. Wszyscy chętnie przeczytamy, bo po to tu jesteśmy. Co innego z poglądami na problemy, jeśli moje Ci nie pasują, nie powinnaś od razu dyskredytować mojej wiedzy, ról społecznych, inteligencji, kierując się emocjami, bo to źle świadczy tylko o Twoich umiejętnościach myślenia, o wygórowanych emocjach, impulsywności i popędliwości. Jeśli w ten sposób rozmawiasz z matką, to przynajmniej dla mnie sprawa jest jasna - nie rozumiesz jej. A za taką mądrą się uważasz. Ach i jeszcze jedno - pisze się - sfrustrowana.



                                        > Chętnie poznałabym jej dzieci... tylko tyle powiem


                                        Starszy jest w Londynie, żonaty i dzieciaty. A młodszy ma 24 lata - mgr inż. - budownictwo lądowe. Nie ma jeszcze żony, ale już pisałam, że Ciebie za synową nie chcę.



                                        > Życzę powodzenia Pani Ledzie w pracy nad sobą, bo poważny problem...


                                        Zważywszy co napisałaś, problem masz raczej Ty.
                                        • paris-texas-warsaw Re: Twoja matka... 27.12.12, 16:46
                                          A mnie Leda osobiście zaintrygowałaś.... Skoro już tu jesteśmy na tym forum o tematyce psychologicznej, to napisz, czy Ty się na coś leczysz/leczyłaś, czy jakiś psychiatra Cię diagnozował/leczy? (stawiam, że tak, nie raz i nie dwa i to na coś poważniejszego z psychiatrycznych chorób - nie kończ jeszcze terapii...). Chciałabym zwyczajnie wiedzieć, serio - nie pytam złośliwie. Dla poszerzenia wiedzy o świecie.

                                          Ps. Moja matka też ma świetne i nieźle wykształcone dzieci (np. mnie;))), ale że tak powiem - to "mimo" niej się niejako stało, więc życiem dzieci się nie podpieraj.
                                          • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 17:07
                                            paris-texas-warsaw napisała:

                                            > A mnie Leda osobiście zaintrygowałaś.... Skoro już tu jesteśmy na tym forum o t
                                            > ematyce psychologicznej, to napisz, czy Ty się na coś leczysz/leczyłaś, czy jak
                                            > iś psychiatra Cię diagnozował/leczy? (stawiam, że tak, nie raz i nie dwa i to n
                                            > a coś poważniejszego z psychiatrycznych chorób - nie kończ jeszcze terapii...).


                                            Oczywiście, że się leczyłam tyle, że nie psychiatrycznie. Przepraszam, że zawiodłam Twoje oczekiwania. Być może spełnią się one w Twoim następnym wcieleniu. Będziesz psychiatrą a ja pacjentką. Na razie, nic z tego :).


                                            > Chciałabym zwyczajnie wiedzieć, serio - nie pytam złośliwie. Dla poszerzenia w
                                            > iedzy o świecie.


                                            No to zapisz się na studia medyczne, zrób specjalizację...Wówczas będziesz dysponować rzetelną wiedzą zawodową zamiast śmieciami z internetu.



                                            > Ps. Moja matka też ma świetne i nieźle wykształcone dzieci (np. mnie;))), ale ż
                                            > e tak powiem - to "mimo" niej się niejako stało, więc życiem dzieci się nie pod
                                            > pieraj.


                                            Czyż matka może podpierać się klejnotami? Może być tylko z nich dumna.
                                        • sorvina Re: Twoja matka... 27.12.12, 16:50
                                          leda16 napisała:

                                          > Co innego z poglądami na
                                          > problemy, jeśli moje Ci nie pasują, nie powinnaś od razu dyskredytować mojej wi
                                          > edzy, ról społecznych, inteligencji, kierując się emocjami, bo to źle świadczy
                                          > tylko o Twoich umiejętnościach myślenia, o wygórowanych emocjach, impulsywnośc
                                          > i i popędliwości. Jeśli w ten sposób rozmawiasz z matką, to przynajmniej dla mn
                                          > ie sprawa jest jasna - nie rozumiesz jej. A za taką mądrą się uważasz.

                                          Tu trzeba przyznać rację Ledzie, osobiste wyjazdy pod jej adresem świadczą o autorce a nie Ledzie. Niestety wiele młodych dorosłych dzieci toksycznych matek tak bardzo rozpamiętuje jak to one krzywdzą je swoja brutalna krytyką, że nie dostrzegają, że same mają te same nawyki - bo tego się uczyli w domu - braku szacunku do rozmówcy, krytykowania osoby a nie zachowania, uderzania tam gdzie boli najbardziej itp. Teraz to już jest w głowie autorki, to jej wzorce zachowania i tylko ona może je zmienić. Pamiętam jak sama byłam przerażona gdy uświadomiłam sobie, że w chwili złości chce traktować partnera tak jak matka mnie.
                                          Trochę trwało zanim nauczyłam się metod komunikacji bez przemocy, nie twierdzę, że zawsze mi to wychodzi. Mam skłonność do wyzłośliwiania się i czasem uświadomię sobie to gdy już powiedziałam kilka słów za dużo. To dla mnie cały czas nauka metodą prób i błędów - gdzie jest granica pomiędzy bronieniem siebie a atakiem na kogoś, czy może ta sama treść być przedstawiona w lepszej formie? Jak coś nie jest naturalne, bo naturalne było gnojenie innych, to trzeba się uczyć samemu, wyciągać wnioski z porażek i iść dalej.
                                          • paris-texas-warsaw Re: Twoja matka... 27.12.12, 17:01
                                            Chyba w pierwszym już poście Autorka napisała, że nie chce tu mądrości Ledy. Ma do tego prawo. Tak jak ma prawo do braku chęci rozumienia swojej matki. I bardzo dobrze - chwilowo niech walczy z wrzodami i kocha się z chłopakiem. Na pogłębione analizy zachowań matki może przyjdzie pora, a może nie. To też wybór Autorki. Rady Ledy, że Autorka wątku ma wynająć swoje mieszkanie, a nie mieszkać z ukochanym - po co? to już chyba zbyt szczegółowe rady, by dawać je komukolwiek. Autorka wątku może jutro brać ślub, to już jej sprawa. Wypowiedź Ledy jest niezborna, nie odnosi się w części do wypowiedzi Autorki, coś się Ledzie myli - wg mnie jest na coś chora i zamiast się leczyć, chce "leczyć" innych. Powodzenia w pracy NAD SOBĄ Ledo!
                                            Ps. Bądź wielka i napisz mi Ledo na co cierpisz - wyjdź z tych ograniczeń, o które innych posądzasz.
                                            • sorvina Re: Twoja matka... 27.12.12, 17:12
                                              > Chyba w pierwszym już poście Autorka napisała, że nie chce tu mądrości Ledy. Ma
                                              > do tego prawo.
                                              Owszem, ale Leda jak wiele innych osób takich praw nie uszanują i też mają do tego prawo ;) choć nie musi się to nikomu podobać.
                                              Autorka niepotrzebnie się nakręca i odpowiada Ledzie na każdego posta zamiast odpisać raz, że nie będzie z nią dyskutować, bo nie zgadza się z jej poglądami, a i forma pozostawia wiele do życzenia. Ledy się nie zmieni, autorka może zmienić tylko swoje nastawienie i tam gdzie stawianie granic nie pomaga się - zakończyć rozmowę.
                                            • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 17:46
                                              paris-texas-warsaw napisała:

                                              > Chyba w pierwszym już poście Autorka napisała, że nie chce tu mądrości Ledy. Ma
                                              > do tego prawo.

                                              Swoje prawo może ustanawiać na swoim prywatnym forum, nie tutaj.


                                              Tak jak ma prawo do braku chęci rozumienia swojej matki.


                                              Widać, że na prawie to Ty się znasz jak wół na gwiazdach. W chwili zakończenia nauki matka ma więcej praw do niej niż Ona do matki.



                                              Na pogłę
                                              > bione analizy zachowań matki może przyjdzie pora, a może nie. To też wybór Auto
                                              > rki.


                                              Tyle, że ja tu odnosiłam się do Jej zachowania. Matki nie znam i nie mam zamiaru oceniać tej kobiety przez pryzmat autorki wątku.


                                              Rady Ledy, że Autorka wątku ma wynająć swoje mieszkanie, a nie mieszkać z
                                              > ukochanym - po co? to już chyba zbyt szczegółowe rady, by dawać je komukolwiek.


                                              Skoro tutaj nie potrafi skorzystać z obiektywnych rad, nie potrafi również skorzystać z rad terapeutów.

                                              coś się Ledzie myli - wg
                                              > mnie jest na coś chora i zamiast się leczyć, chce "leczyć" innych. Powodzenia
                                              > w pracy NAD SOBĄ Ledo!


                                              Ja pracuję tylko tam, gdzie mogę zarobić. Ale dziękuję za dobre życzenia. Odniosę je do swojej pracy zawodowej :).



                                              > Ps. Bądź wielka i napisz mi Ledo na co cierpisz -


                                              Chętnie: cierpię na chroniczny niedosyt forsy. Może kopsniesz mi parę tysiaków?
                                          • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 17:31
                                            sorvina napisała:

                                            > Niestety wiele młodych dorosłych dzieci toksycznych matek t
                                            > ak bardzo rozpamiętuje jak to one krzywdzą je swoja brutalna krytyką, że nie do
                                            > strzegają, że same mają te same nawyki - bo tego się uczyli w domu - braku szac
                                            > unku do rozmówcy, krytykowania osoby a nie zachowania, uderzania tam gdzie boli
                                            > najbardziej itp. Teraz to już jest w głowie autorki, to jej wzorce zachowania
                                            > i tylko ona może je zmienić.


                                            Nie usprawiedliwiaj Jej w ten sposób Sorvino. Ona stosuje b. pospolity w psychologii kruczek - mechanizm projekcji. Inaczej mówiąc, widzi i CHCE widzieć we mnie swoją matkę, której szczerze nie cierpi. Nie zastanawia się, czy to, co piszę ma jakiś racjonalny sens, byle za wszelką cenę dokopać i zdeprecjonować. Mama ma problemy w pracy? Ach, dobrze jej tak, zacieramy raczki z radości. Porzucił ją mąż - nareszcie, zasłużyła sobie na to, opaczne interpretowanie jakichś tam zdań sprzed wielu lat, prowokowanie awantur z przekory nie informując dokąd idzie. A przecież ciągle jej chleb żre "bo sie nolezy" W każdym razie ja już mam diagnozę: osobowość nieprawidłowa z typową dla takich osobników tendencją do obciążania winą innych. Niekoniecznie ukształtowana w domu. Żeby nie robić tutaj zbędnych wykładów, polecam jakąś literaturę o rozwoju psychicznym i relacjach rodzinnych dzieci adoptowanych. Pouczająca lektura z konkluzją, że niektórym chociaż by dupę miodem smarował i zlizywał i tak będzie źle.


                                            Pamiętam jak sama byłam przerażona gdy uświadomiła
                                            > m sobie, że w chwili złości chce traktować partnera tak jak matka mnie.
                                            > Trochę trwało zanim nauczyłam się metod komunikacji bez przemocy, nie twierdzę,
                                            > że zawsze mi to wychodzi.


                                            Komunikacji z bliskimi, bo nie przypuszczam, żeby obcy Ci na to pozwolili. A nauczyłaś się tylko dlatego, że uświadomiłaś sobie, iż w przeciwnym wypadku ich stracisz. Tak było? Autorce wątku na matce nie zależy, na mnie też, więc huzia na Józia. Przecież z "ograniczonymi" ma do czynienia. Własnych ograniczeń nie rozumie. I wkurza Ją, gdy ktoś o nich wspomni.
                                            • sorvina Re: Twoja matka... 27.12.12, 19:38
                                              leda16 napisała:

                                              > Nie usprawiedliwiaj Jej w ten sposób Sorvino. Ona stosuje b. pospolity w psycho
                                              > logii kruczek - mechanizm projekcji. Inaczej mówiąc, widzi i CHCE widzieć we mn
                                              > ie swoją matkę, której szczerze nie cierpi. Nie zastanawia się, czy to, co pisz
                                              > ę ma jakiś racjonalny sens, byle za wszelką cenę dokopać i zdeprecjonować.

                                              Leda - jedno drugiego nie wyklucza. Projekcja to jedno, jedyne sobie znane sposoby komunikacji - to drugie.

                                              Z resztą się nie zgadzam, więc pozwolę sobie nie skomentować.

                                              > Komunikacji z bliskimi, bo nie przypuszczam, żeby obcy Ci na to pozwolili. A na
                                              > uczyłaś się tylko dlatego, że uświadomiłaś sobie, iż w przeciwnym wypadku ich s
                                              > tracisz. Tak było?

                                              Właśnie nie. Moją główną motywacją było - nie krzywdzić innych tak jak mnie krzywdzono. Przeraziło mnie, że robię to samo, chociaż wiem jak mnie bolało. Na początku relacji nie miałam podejścia "o mój boże nie mogę cię stracić", raczej luźny - jak nam będzie dobrze razem to ok, jak nie to nie - dam sobie radę.

                                              A co do obcych, akurat moi inteligentni koledzy z polibudy sami stanowiący lożę szyderców tolerowali większe złośliwości niż partner, przyjaciele. Ludzie mają różne normy i grubość skóry.
                                              • molly_wither a z tych "toksycznych" rodzicow... 06.12.13, 18:01
                                                ...powstaja piekni , madrzy dorosli. Szkoda tylko,ze widza potem same wady u rodzicow, a zadnych zalet. Czy w ogole istnieje wzorzec rodzica? A jesli tak to po co?
                                        • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 27.12.12, 16:53
                                          Szczekaj dalej ;)

                                          Nie dyskredytuj mnie, ja będę szanowała Ciebie, aktualnie możesz mi naskoczyć ;)

                                          Szanuj mnie jako osobę, ja uszanuję Ciebie, fakt, że jestem młodsza nie daje Ci prawa traktować mnie jak zero. Podobnym zerem Ty jesteś dla mnie.

                                          A Twoją synową za milion dolarów bym nie chciała być... wszyskowiedząca BABO.

                                          Będę pisała na 'Pani', bo nie chcę takich koleżanek, znajomych i spouflania się z takimi ludźmi...

                                          Widzisz, siedzi w Londynie, zwiał od Ciebie, tylko czekać jak zwieje i młodszy ;)

                                          Powodzenia w ustawianiu synowych ;) W innym wątku piszesz, że życie nastoletnich dzieci to głównie pomoc w domu i praca. Współczuję Twoim dzieciom dzieciństwa... pewnie było równie bez miłości i uczuć, jak moje. Pomimo pomocy mamie, gotowania, sprzątania, dbania o dom, dostaję tylko obelgi. Nie oczekując niczego w zamian wysłuchałam jej i pozwoliłam się wypłakać, gdy jako jedyna nie dostała podwyżki, było mi na prawdę jej żal... zawsze jest, bo widzę ile z życia traci przez swoją mściwość i zawziętość... Po cichu liczę, że kiedyś takie osoby jak Wy opamiętają się i zaczną cieszyć się swoim życiem.

                                          Ja powoli swoim zaczynam, jest czas na wycieczki, na które sama dorobiłam, czas na hobby i robienie dobrze dla siebie. Pokotuje gdzieś ten pieroński wyrzut, że nie mam do tego prawa...

                                          Moja matka nawet chór, śpiew i śpiewanie o Bogu, jako katoliczka, za którą się uważa, zdeptać i znieważyć. Wierzę bardzo mocno w Boga... to wszystko, co mam, do tej pory, jak to ujęłaś, nie wpadło mi do głowy uciekać z domu i być 'zaradną', bo uciekałam w wiarę, muzykę Gospel... To cudowne jest doświadczyć uleczenia duszy Bożym Słowem, może Tobie też pomoże, uleczy Twój jad, Twoje niepokoje... Moje leczy, wydawało mi się, że od tego jest rodzina by trwać jak Arka Noego na rwącej i dzikiej wodzie - RAZEM. Myślałam, że to normalne, że matka może mnie tak znieważać i ja muszę to znosić... Ale w te święta coś pękło... być może dlatego, że doprowadziła mnie do takiego stanu zdrowia, w tym fizycznym sensie, że już nie miałam siły do wiary, Gospel i tego, co kocham uciec.

                                          Kończę z Panią, bo dokarmiam tylko Pani głupotę. To trochę jak z tym przysłowiowym 'gównem' - kopnij, a poczujesz jak śmierdzi, a ten smród będzie się jeszcze długo nióśł za Tobą... dokładnie tak jest z odpisywaniem Pani... Smród zatruł ten wątek, dzięki Pani.
                                    • leda16 Re: Twoja matka... 27.12.12, 16:59
                                      sorvina napisała:
                                      Tylko Leda nie bierze pod uwagę tego, że dorosłe dziecko
                                      > toksycznego rodzica potrzebuje terapii nie by głaskać je po główce, ale by z po
                                      > mocą terapeuty rozpoznać wyniesione z domu ograniczające wzorce myślenia i zach
                                      > owania, bo samo tego nie widzi, bo to w domu było normalne, no i by uporać się
                                      > ze swoimi emocjami.


                                      Natomiast Ty Sorvino nie bierzesz pod uwagę faktu (którego jako laik nie znasz) że dziesiątkom tysięcy tych dorosłych kobiet nadal uważających się za "dzieci" terapia nie dała absolutnie nic poza trwonieniem naszych pieniędzy. Niestety taka jest prawda, do której żaden psychoterapeuta się nie przyzna w trosce o swoje dochody. Kobiety te nie sprawdzają się ani w roli córek, ani później żon i matek. W rolach zawodowych też szwankują, brak im większych ambicji, samodyscypliny, samokontroli, umiejętności współżycia w rodzinie i wielu cech koniecznych do w miarę bezkonfliktowego istnienia.Tych cech sama w sobie nie wytworzy skoro nie wykształcił ich dom rodzinny. Ale musi ponosić odpowiedzialność sama za siebie, czego owe kobiety unikają jak ognia piekielnego, odpowiedzialnością za swoje uczynki zawsze starając się obarczyć innych, nigdy siebie, co widać choćby z postów autorki wątku. Najpierw próbowała mnie wykopać z forum, bo jej moje poglądy nie pasowały, a potem zamiast podać rozumne kontrargumenty - obrzuciła stekiem niewybrednych epitetów, opartych na subiektywnych założeniach i własnych, pozbawionych hamulców intelektualnych emocjach. Na końcu stwierdziła, że skoro mam takie a nie inne poglądy, to... moje dzieci, muszą być robotami. Bo tylko robot nie stawia się do matki, ma poczucie wdzięczności wobec rodziców, mówi dokąd idzie, kiedy wróci i nie krzywduje sobie mieszkania w akademiku. Nawet logiczne rozumowanie jak na przyszłego inżyniera :).


                                      > Rób swoje, weryfikuj swoje wybory przez ich efekty a nie opinie innych


                                      Wbrew temu, co piszesz, każdy wybór musi poprzedzać kalkulacja zysków i strat. A wszelkich opinii warto wysłuchać PRZED dokonaniem wyboru, żeby mieć szersze spojrzenie na problem. Stąd wnioskuję, że na terapii autorka wątku będzie się kierować tylko informacjami, które chce usłyszeć, w związku z czym pieniądze podatników znów wylądują w błocie. Ale Polska to przecież taki bogaty kraj, stać nas na to ;).
                                      • sorvina Re: Twoja matka... 27.12.12, 17:09
                                        Medycyna też nie wszystkim pomaga, ale czy to znaczy, że leczenie jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto?

                                        Nie wiem jaką motywację miały te dziesiątki tysięcy kobiet. Ja znam osobiście przykłady i siebie i kilkunastu innych osób, które w terapię za inwestowały własne pieniądze i dzięki niej wyszły na prostą. Przestały wiązać się z przemocowcami i zbudowały zdrowe związki, poprawiły relacje z dziećmi, uwierzyły w siebie i znalazły lepszą pracę lub zdecydowały się rozkręcić własny biznes - z sukcesem, a przede wszystkim lepiej poznały siebie, zaczęły ćwiczyć to, czego nie wyuczyły się w domu (można) i radzą sobie zdecydowanie lepiej. WSZYSTKIE twierdzą, że to dzięki terapii (i ich własnej pracy pod okiem terapeuty). Pozwolę sobie więc zostać przy swoich wnioskach.
                                        • l.witch.l Re: Twoja matka... 27.12.12, 17:45
                                          Nie wiem jaką motywację miały te dziesiątki tysięcy kobiet. Ja znam osobiście przykłady i siebie i kilkunastu innych osób, które w terapię za inwestowały własne pieniądze i dzięki niej wyszły na prostą. Przestały wiązać się z przemocowcami i zbudowały zdrowe związki, poprawiły relacje z dziećmi, uwierzyły w siebie i znalazły lepszą pracę lub zdecydowały się rozkręcić własny biznes - z sukcesem, a przede wszystkim lepiej poznały siebie, zaczęły ćwiczyć to, czego nie wyuczyły się w domu (można) i radzą sobie zdecydowanie lepiej. WSZYSTKIE twierdzą, że to dzięki terapii (i ich własnej pracy pod okiem terapeuty). Pozwolę sobie więc zostać przy swoich wnioskach.

                                          I co takiego uslyszalas na tych terapiach?
                                          • sorvina Re: Twoja matka... 27.12.12, 19:07
                                            Mam ci streścić kilka lat terapii? ;)

                                            Próbowałam różnych metod terapii, wiec trudno to streścić w kilu zdaniach. To nie są wykłady, że terapeuta mi coś tam mówi a ja chłonę. Terapeuta raczej zadaje mądrze pytania, pomaga mówić o swoich emocjach, przekonaniach pomagając dotrzeć do tego, czego sama nie widziałam, np. niespójności deklaracji i działania, tłumionych emocji, projekcji, przerzucania odpowiedzialności na innych, rożnych zaślepień. Gdy coś takiego wyjdzie oczywiście czasem wyjaśnia np. na jakiej zasadzie działa jakiś mechanizm, ale raczej prowadzi do tego, że sama zadając sobie odpowiednie pytania coś sobie uświadamiam. Ale sama bym do tych pytań nie doszła. No i konsekwentne przekierowanie myślenia z użalania się na to co mogę zrobić, tworzenie konkretnych planów działań, pozytywne wzmacnianie postępów. Do tego stosowane na terapii lub w ramach pracy domowej konkretne techniki pracy z podświadomością, wybaczaniem itp. Bo czasem nie wystarczy np. wiedzieć, że warto wybaczyć lub trzeba zmienić jakieś chore przekonanie - trzeba jeszcze wiedzieć JAK. A także różne inne ćwiczenia do domu uczące zmiany postrzegania np. doceniania tego co jest fajnego, zamiast skupiania się na tym co boli.

                                            Dobra terapia trafia nie tylko do rozumu, ale przede wszystkim do podświadomości. Czasem w głowie wszystko wiemy, ale nie pojęliśmy tego na poziomie emocjonalnym. Czasem jakaś technika terapeutyczna pozwala to połączyć i w końcu zrozumieć w pełni, a wtedy może nastąpić realna zmiana.
                                      • paris-texas-warsaw Re: Twoja matka... 27.12.12, 17:14
                                        Magnolio, jak chcesz jakichś jeszcze rad i wsparcia, to obok jest forum "Życie rodzinne", które prowadzi psychoterapeuta. Tam i on mógłby się wypowiedzieć, mogłoby Ci być na początek łatwiej.
                                        Ps. Sama widzisz, to forum powinno się nazywać "Psychiatria" a nie "Psychologia";) Ono jest rzeczywiście specyficzne, jak tu czasem coś czytam, to nie wierzę, że to prawdziwe wypowiedzi prawdziwych ludzi;) Może to Michnik z Macierewiczem do spółki piszą i się z nas nabijają;)
                                        • stalova.mag.nolia Re: Twoja matka... 27.12.12, 17:27
                                          hahaha... dziękuję :) pewnie skorzystam... ostatecznie tej Pani odpisałam powyżej i nie mam zamiaru więcej pisać. Jej wolno wypowiadać się na temat moich ambicji i mnie atakować... gdy przyjmuję pozycję obronną, ja jestem ta ZŁA i atakuję ją... jawna kpina.

                                          Jak sobie kogoś nie życzę by właził z buciorami to nawet owa 'publiczność forum' tego nie zmienia.

                                          Dziękuję raz jeszcze Tobie i Każdemu za rady, konstruktywne wypowiedzi Sorviny, Szamanki i Innych :)
                                  • martaka1only Re: Twoja matka... 27.12.12, 20:43
                                    Ale co Ty możesz wiedzieć... nic, bo wiesz wszystko o wszystkim najlepiej... ;)
                                    >
                                    > Pozdrawiam, Szczekaj dalej Ratlerku, świetnie Ci to wychodzi... ;)

                                    Sorki, że się wtrącam, tak sobie poczytałam troszkę. I myślę, że charakter masz po mamusi.
                                    • zuzi.1 Re: Twoja matka... 28.12.12, 18:23
                                      To, że magnolia potrafi się w taki sposób ledzie słownie odgryzc oznacza, że jest bardzo silną osobą, pomimo fatalnych przezyc z toksyczną "matka", wiele osob wychowanych przez takie dysfunkcyjne matki nie potrafi się bronic chocby i w taki sposób...ich poczucie wartosci jest na poziomie zerowym...Twoj zarzut martaka jest zwyczajnie bezpodstawny. Dziewczyna jest silna i dzielna i myslę, że wyjdzie z tego toksycznego gówna...
                                      • mysi.ogon Re: Twoja matka... 28.12.12, 18:53
                                        zuzi.1 napisała:

                                        > To, że magnolia potrafi się w taki sposób ledzie słownie odgryzc oznacza, że je
                                        > st bardzo silną osobą, pomimo fatalnych przezyc z toksyczną "matka", wiele osob
                                        > wychowanych przez takie dysfunkcyjne matki nie potrafi się bronic chocby i w t
                                        > aki sposób...ich poczucie wartosci jest na poziomie zerowym...Twoj zarzut marta
                                        > ka jest zwyczajnie bezpodstawny. Dziewczyna jest silna i dzielna i myslę, że wy
                                        > jdzie z tego toksycznego gówna...

                                        Widac matce tez tak pyskuje! Stad tez i konfliktow bez liku.
                                        Poza tym pamietac nalezy, ze nie ma toksycznej relacji ten, kto sie broni i wchodzi w konflikt, rowniez odpowiadajac agresywnie, tak jak magnola to robi. Ja mysle,ze gdyby magnola umiala sie zachowac po ludzku, to i jej matka pewnie inaczej ja traktowala.
                                        • zuzi.1 Re: Twoja matka... 28.12.12, 19:01
                                          mysi.ogon miałas do czynienia kiedykolwiek z toksycznymi ludzmi???? bo takie teksty jak Twoje piszą osoby KOMPLETNIE nie kumające o co kaman z obrzydliwymi, zaburzonymi toksykami, takimi jak "matka" magnolii...
                                          • mysi.ogon Re: Twoja matka... 28.12.12, 19:37
                                            Maognola tez jest toksyczna. Mysle ze znajac barwne relacje tylko jednej ze stron, to i tak nic sie nie wie.
                                            Nalezaloby dac prawo glosu rowniez i tej matce.
    • estera.1 Ledowej rozdwojenie jazni 28.12.12, 02:15
      leda16 napisała :

      Starszy jest w Londynie, żonaty i dzieciaty. A młodszy ma 24 lata - mgr inż. - budownictwo lądowe. Nie ma jeszcze żony, ale już pisałam, że Ciebie za synową nie chcę.

      4 lata wstecz temze magistrom / magisterkom z Londyna bajki kupowala :

      mangolda aka leda16 napisała :

      Moje są jeszcze za młode na Pottera.
      Starsza 4 lata, bajki Grimmów lubi, mówi ze jest Klólewna Snieska








      • kropidlo5 Re: Ledowej rozdwojenie jazni 23.03.13, 12:44
        Hah dopiero zobaczylem, to znaczy ze Pani Ledy dzieci rosna blyskawicznie, maja po 4 lata a 2 lata pozniej juz sa po studiach, to teraz staje sie jasne, dlaczego uwaza sie za tak doskonala matke- malo ktory rodzic potrafi tak dzieciaki spowodowac, zeby w 2 lata skonczyly podstawowke, srednia i studia:) Ldzie naleza sie brawa.
        No chyba ze 20 letni chlop jest za mlody na Harry Potera a 18 letnia corka jeszcze sepleni i nie umie czytac, to by wskazywalo na cos odwrotnego.
        Tak czy owak, na pewno Leda rozicielka jest niestandardowa:D

        a powaznie, powtarzam jeszcze raz, zdrowe relacje sluza zarowno dzieciom jak i rodzicom. Toksyczni rodzice podtrzymuja chore uklady, bo nie potrafia inaczej, ale niekoniecznie wcale sie z tym dobrze czuja. Jak moze dobrze czuc sie ktos, kto ciagle czuje sie zagrozony, ma potrzebe kontroli, boi sie, z drugiej strony styka sie z ciagla gra, udawaniem i skrywanymi emocjami ze strony 'dziecka'. Lepiej, jak po pewnych trudnosciach pojawia sie otwartosc, zamiast wiecznego niepokoju.

    • ewap131 Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 13.03.13, 15:15
      Możesz do mnie napisać na priv?
      ewa


      stalova.mag.nolia napisała:

      • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 16.03.13, 18:14
        napisałam na maila gazetowego o ile takowy masz...
        jak nie to mój gaztowy:

        stalova.mag.nolia@gazeta.pl :)
    • goofi.vp Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 14.03.13, 09:18
      Oczywiście że istnieją, dawniej nazywano je schizofrenicznymi matkami. Ale to tak, żeby pomóc ogarnąć problem który często wiąże się z chęcią "zamiany" własnego potomka na "lepszego"
      bo długo im wmawiano że są z CIA. I to nie żart a wielki kłopot bez którego nazwania nic nie można zrobić.
    • shedir1 Leda, Leda... 22.03.13, 10:08
      Oj Leda Leda ale ty jesteś biedna, skrzywdzona osobą. Aż mi serce ściska. I współczuje tym twoim dzieciom raz małym, raz dużym...itd. Sama chyba nie wiesz ile ich masz :) Myśle że jestes typową toksyczna mamuśką, apodyktyczna, bezwzględna, zimną, uważając że tylko ty masz zawsze racje...co? A ten twój syn uciekł do Angli przed toksyczna mamusią?
      • stalova.mag.nolia Re: Leda, Leda... 22.03.13, 22:06
        proszę jej nie prowokować, bo znowu będzie się tu pastwić nad ludźmi z autentycznymi problemami, których ona w całej swej mądrości nie potrafi pojąć... :(

        nawet wrogowi nie życzę spotkania z kimś takim jak Leda... niby ma syna inżyniera, jak twierdzi, a na forum Klub Bab Budowniczych wypytuje o takie rzeczy, które spokojnie ten syn dałby jej radę wyjaśnić ;)
    • anonim_ka Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 23.03.13, 13:35
      Niestety istnieją ludzie którzy dowartościowują się "gnojąc" innych(bardziej wrażliwych). Widzę że niektórzy dlatego tu bywają .
      Stalowa :)) przykro mi , że miałaś takie" karuzelowe jazdy".. mam kilka zaprzyjażnionych - które dzięki terapiom uczą się być szczęśliwym/ mi. Poszukaj zamkniętego Forum forum.gazeta.pl/forum/f,24028,Przemoc_w_rodzinie.html?t=1363622112319
      Życzę pomyślności :))))
      PS Jestem doskonałym przykładem na korzystne skutki psychoterapii
      • forum.master Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 14.04.13, 21:17
        psychotarapia naprawde moze pomoc jesli sie mialo ciezkie przejscia z rodzicami, bo jak sie ma niska samoocene dzieki rodzicom, to pozniej trudno samemu to odbudowac i czasami potrzeba przewodnika
        • grymasisko Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 20.05.13, 21:25
          jeśli chodzi o terapie, to polecam najbardziej podejscie krótkoterminowe skupione na rozwiazaniu. wychodzi się tu z załozenia, ze nie ma co roztrząsać przyczyn, bo tego się juz nie zmieni, nalezy za to poszukiwać drug wyjscia z sytuacji.
    • bianca_j Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 15.04.13, 07:59
      polecam bloga www.toksycznirodzice.org/, oni się nie zmienią, zmiana zależy od ciebie
    • stalova.mag.nolia Re: toksyczne matki istnieją...proszę o odp życzl 21.05.13, 21:54
      dziękuję Wszystkim za odpowiedzi, za rady...

      dziś jest troszkę lepiej, poznałam kilka mechanizmów... jest lepiej, bo wiele dobrego mi powiedzieliście, naprowadziliście...

      dziś jestem w stanie być spokojna, gdy moja matka mówi do mnie chamskim tonem... potrafię wyłączyć emocje i ze spokojem odpowiadać... dziś znów, po raz kolejny próbowała mi coś udowodnić... ucięłam temat, bez emocji, pyskówek... da się...

      osiągnęłam przynajmniej TEN POZIOM, w którym nie jest łatwo wyprowadzić mnie z równowagi...

      czekam na ten, kiedy te słowa nie będą tak ranić, jak ranią...

      dziękuję Wam... dziękuję za tyle ważnych odpowiedzi, może KOMUŚ innemu, w podobnej sytuacji ten wątek pomoże... dlatego myślę, że warto napisać, że ze mną jest troszkę lepiej, ku pokrzepieniu TYCH, którzy zaczynają walkę...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka