Dodaj do ulubionych

zal i litosc

13.07.04, 22:30
Jestem od 10 lat w zwiazku, w ktorym panuje przemoc psychiczna i emocjonalna.
Wreszcie zdecydowalam sie na odejscie - oczywiscie moj M. twierdzi ze to ze
nasz zwiazek sie rozpadl jest calokowicie moja wina. Jako ze zwrocilam sie o
pomoc do psychologa, wiem ze nigdy tak nie jest ze zwiazki rozpadaja sie
tylko z winy jednej strony, wiem ze moj M. przez 10 lat kontrolowal kazdy
aspekt naszego zwiazku, wiem teraz ze Jego poprzednie malzenstwo rozpadlo sie
z tego samego powodu. Ja sama mam dobra prace, dobre wyksztalcenie, odnowilam
przyjaznie, mam rodzine ktora mnie kocha i pomoze mi w potrzebie - moj M nie
ma wlasciwie nikogo oprocz mnie. Wiem ze bardzo cierpi i mam momenty ze zal
mi go bardzo - jednak wiem ze on uwaza ze jest idealem, oskrza mnie o wrogosc
i nielojalnosc w stosunku do niego jesli widzi jakakolwiek krytyke z mojej
strony. Wiem ze musze byc silna, dla siebie i dla dziecka, ale czesto sobie
mysle ze ja sobie poradze z dalszym zyciem, natomiast nie bardzo widze jego
zyjacego na wlasna reke. Jednak nie probuje robic nic w kierunku ratowania
naszego zwiazku, kazda proba rozmowy konczy sie wrzaskami i oskarzeniami,
oczywiscie ordynarnymi w stosunku do mnie. PO kazdej takiej "rozmowie" mysle
sobie ze nalezy uciekac jak najdalej i jak najszybciej, ale potem po prostu
jest mi szkoda tego czlowieka, ktory wyraznie ma wielkie problemy ze soba.
Mam taka hustawke uczuc od absolutnej desperacji i
wrecz nienawisci do zalu i jakby takiej macierzynskiej milosci. A moze to
jest po prostu syndrom kobiety zyjacej w przemocy psychicznej. Dzieki za
wszelkie refleksje.
Obserwuj wątek
    • moc_ca Re: zal i litosc 13.07.04, 22:44
      Sądzę że nie chcesz i nie możesz odejść, szukasz usprawiedliwienia na tę własną
      niemoc i wmawiasz sobie że jesteś mu niezbędna do życia. On sobie da radę bez
      Ciebie, jeśli podjęłaś decyzję o odejściu, realizuj to postanowienie.
    • Gość: betty Re: zal i litosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.04, 22:46
      refleksji jako takich nie mam... nie byłam nigdy w związku w którym była
      przemoc psychiczna... raczej manipulowanie... co być może jest swoistym
      rodzajem przemocy...

      czy możesz napisać w czym sie ta przemoc przejawiała?

      co doradza Ci psycholog ? uciąć związek ? czy go ratować?
      czy jest to Twoja autonomiczna decyzja? dojrzałaś do tego po terapii ?

      czy wrzaski i oskarżenia zawsze towarzyszyły w Waszym życiu? czy dopiero teraz
      się ujawniły ? czy Twój mąż zna już Twoją decyzję?

      • malvvina Re: zal i litosc 13.07.04, 22:55
        wierze ze jest zrozpaczony : ofiara (i sens jego istnienia) mu sie wymyka
      • Gość: Ronka3 Re: zal i litosc IP: *.nrockv01.md.comcast.net 14.07.04, 01:00
        Przemoc ptrzychiczna objawiala sie (i objawia)ptrzede wszystkiem wrzaskiem,
        niekontrolowanymi wybuchami zlosci, irracjonalna zazadroscia, kontrolowaniem
        czasu, narzucaniem mi swoich interpretacji. Np. ja sprzeciwiam sie np. jakiejs
        opoini, M ma inne zdanie i jego reakcja na to jest np." A Ty jestes moja mala
        dziewczynka i duzo czasu musi uplynac abys zrozumiala" To jak humor dobry, jak
        zly to uwaga jest typu "Nie masz pojecia o czym mowisz" Przemoc psychiczna jes
        w psychologii dobrze zdefiniowana, i niestety wg mojego terapeuty nie ma za
        wielkich szans aby M. sie potrafil jesli nad tym nie bedzie pracowal. A
        pracowac nie chce.
        • Gość: betty Re: zal i litosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.04, 01:24
          Tak, z tego co piszesz to wynika, że to on ma problem.
          Stara się umniejszać Ciebie, okazuje niezadowolenie, chcąc na Tobie wymóc
          posłuszeństwo i całkowitą zależnośc, nie widzi w Tobie równorzędnego partnera.
          Z literatury na ten temat wiem, że z reguły tacy ludzie się już nie zmieniają.
          Jedyna ich broń to agresja, gdyż sami wewnątrz czują się słabi i w ten sposób
          starają sie sobie tą swoją słabość zrekompensować. Chyba powinnaś postawić mu
          ultimatum, że odejdziesz jeśli nie podda się terapii.
          Najważniejsze że zdajesz sobie sprawę z tego jak jest. Wiele kobiet w takiej
          sytuacji dodatkowo obwinia siebie i w sobie szuka potencjalnego powodu tego
          złego stanu rzeczy. Ty zdajesz się być na dobrej drodze. Przeczytaj książkę
          Patrycii Evans "Toksyczne słowa. Agresja słowna w związkach." Ona pozwoli Tobie
          utwierdzić się w przekonaniu o słusznośći podjętej decyzji.
          Pozdrawiam.
          • Gość: ronka3 Re: zal i litosc IP: *.nrockv01.md.comcast.net 14.07.04, 01:44
            Dzieki Betty.Dokladnie to samo mi mowi moja terapautka, i twierdzi ze sam fakt
            ze zdalam sobie sprawe z tego co sie dzieje i zdobylam sie na siegniecie po
            pomoc to juz polowa sukcesu.
            • Gość: betty Re: zal i litosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.04, 01:51
              Trzymaj się:)
    • ten_sam Re: zal i litosc 14.07.04, 00:01
      ronka3 napisała:

      >Jako ze zwrocilam sie o
      > pomoc do psychologa, wiem ze nigdy tak nie jest ze zwiazki rozpadaja sie
      > tylko z winy jednej strony,

      Wlasnie! Wiec zeby cokolwiek Tobie doradzic, moze najpierw nalezaloby
      skonfrontowac Twoja wersje z Twoim mezem i wysluchac co on ma w tej kwestii do
      powiedzenia? Bo od niego mozemy dowiedziec sie, ze to nie on, ale to Ty masz
      problemy ze soba, bo jestes np kleptomanka, schizofreniczka, histeryczka czy
      epileptyczka i to jemu jest bardzo zal Ciebie.
      Tak wiec Twoj psycholog powinien rowniez i z nim porozmawiac o Waszym pozyciu i
      wysluchac co on ma do powiedzenia. Bo w sprawach, ktore dotycza dwojga, zawsze
      nalezy wysluchac 2 strony.
      • malvvina Re: zal i litosc 14.07.04, 00:13
        ale po licho miec racje ? po co ci psycholog do orzekania winy ????
      • Gość: ronka 3 Re: zal i litosc IP: *.nrockv01.md.comcast.net 14.07.04, 00:54
        Wlasnie ten_sam gdyby moj M zechcial tylko isc do psychologa to moze bylaby
        szansa na uratowanie naszego zwiazku. Tylko ze On nie ma nic sobie do
        zarzucenia. Oczywiscie nigdy zwiazki nie rozpadaja sie poniewaz jedna strona
        jest winna, i ja nie twierdze ze ja jestem swieta. Absolutnie i dlatego ja
        rozpoczelam prace nad soba, ale M nie wierzy w psychologie i zadna terapie,
        poza tym On i tak wie wiecej niz ktokolwiek inny (tak twierdzi). A maz
        faktycznie twierdzi ze to wszystko przeze mnie...ale za bardzo nie chce mi dac
        odejsc.
        • ten_sam Re: zal i litosc 14.07.04, 01:01
          OK! Skoro nie jestes swieta, to powiedz nam co masz sobie do zarzucenia, bo jak
          na razie to tylko opowiadalas o nim?
          • Gość: Ronka 3 Re: zal i litosc IP: *.nrockv01.md.comcast.net 14.07.04, 01:21
            Bardzo wiele ma sobie do zarzucenia. Ze tolerowalam przez tyle lat te
            irracjonalne zazdrosci, wybuchy Jego zlosci ze nie potrafilam zamknac drzwi i
            powiedziec jak Ci przejdzie to poromawiamy, tylko wdawalam sie w te awatury,
            probowalam tlumaczyc, radzic ,rozumiec. Ja akurat jestem z gatunkow tych co to
            maja przerosniete poczucie winy i odpowiedzialnosci i do terapeuty poszlam nie
            z problemem malzenskimi, ale z moimi problemami, takimi jak depresje i
            bezsennosc i diagnoza jest ze jest to rezultat 10 lat zycia w przemocy.
            • ten_sam Re: zal i litosc 14.07.04, 01:28
              Ale to ze akceptowalas go takim jaki jest, to jeszcze nie sa zadne zarzuty pod
              Twoim adresem. Powiedz konkretnie co TY przeskrobalas skoro jak twierdzisz nie
              jestes swieta?
              • Gość: Ronka3 Re: zal i litosc IP: *.nrockv01.md.comcast.net 14.07.04, 01:38
                oK, ten_sam, odbiegasz od tematu bo watku nie zaczelam zeby sie pytac czy
                jestem winna czy tez nie bo to juz przerabialam z przedstawicialami sluzby
                zdrowia i sprawa winy i nie-winy przewalkowana zostala na 10 strona. Wlasnie
                dlatego ze tacy jak ty wmawiaja kobietom takie glupstwa "ze maz bije, albo
                wrzeszczy bo zonka cos przeskrobala" pobite lub zmaltretoane kobiety tkwia w
                swoich zwiazkach, i cierpia na tym dzieci. Nic przeskrobalam, zapewniam Cie.
      • lady.oracle Re: zal i litosc 14.07.04, 01:11
        Mówią że nie jedzą mięsa
        a w domu po kryjomu
        wylizuja galaretkę
        z puszki po mielonce
        w towarzystwie cytują
        te same fascynujące
        trzy zdania a półki
        domowych bibliotek
        uginają się pod
        ciężarem babskich
        czytadeł
        w różowych okładkach
    • mskaiq Re: zal i litosc 14.07.04, 05:50
      Jesli Ci na Nim zalezy to probuj. Mysle ze masz wiele serca dla Niego. Tylko
      Twoja cierpliwosc moze Go zmienic. On nie rozumie ze robi zle, ze to jest nie
      tylko zle przeciwko Tobie ale przede wszystkim przeciwko Niemu. Zgadzam sie ze
      Jemu bedzie znacznie trudniej sie pozbierac po tym niz Tobie, moze wcale.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • ta uwaga! niebezpieczny maskaiq 14.07.04, 13:09
        Uwaga na tego typa, jest wyjątkowo niebezpieczny!

        Pod maską rozsiewania miłości i potrzeby godzenia zwaśnionych, namawia kobiety
        tkwiace w raniących, złych związkach do pozostawania w nich.
        Te, które nareszcie dostrzegają patologię swoich związków , zaczynają trzeźwieć
        i z wielkim mozołem uwalniać się od trujących uzależnień, wpycha z powrotem w
        matnię wątpliwości i winy.

        Maskaiq ! Pisano ci już, że robisz wielką krzywdę piszącym tutaj kobietom!
        Pod wyrażoną już na forum sugestią, że sam jesteś psychicznym sadystą
        podpisuję się obiema rękami.

        Ta_
    • baby_boom Re: zal i litosc 14.07.04, 14:05
      Tylko niech ci nie bedzie go szkoda. To jest to czym on cie manipuluje i sama
      tez zaczynasz sie ludzic.Owszem zal takich ludzi, bo sa chorzy, ale powinni sie
      leczyc.Zwlaszcza, ze jest pomoc, ktora daje rezultaty. Moze jak go opuscisz to
      zmusisz go do przebudzenia i szukania lekarza i psychologa.
      Mam bardzo podobna sytuacje w mojej rodzinie z moja matka, ktora jest tak
      agresywna w slowach, ze obiecalam sobie, ze nigdy wiecej jej nie odwiedze.Po
      co ? Abym tez cierpiala,tak jak ona, aby dac jej kolejna szanse do zniewagi?
      Tacy ludzie sie nie zmienija. Owszem bardzo mi jej zal, ale ja tez mam prawo do
      wlasnego zycia, do czucia sie respektowana i szanowana.A ona nie potrafi mi
      tego zapewnic.Teraz manipuluje mna i opowiada, ze serce jej wysiada. No
      trudno....ja jej nigdy wiecej nie odwiedze.To jest jej przegrana.
    • joanna_1 Re: zal i litosc 14.07.04, 14:13
      Nie zatrzymuj się!
      A nie żal Ci siebie za ukradzione lata normalnego zycia?
      Tłumaczyć kogos mozna w nieskończoność, generowac poczucie winy też, tylko co z
      tego wynika? Następne stracone lata, mentalnie!
    • Gość: autor Re: zal i litosc IP: *.ists.pl / *.ists.pl 14.07.04, 21:45
      Ronka, sprawdź pocztę. Nie chciałam pisać na forum. Miałam podobny problem.

      Trzymaj się! :)
    • Gość: saxi Re: zal i litosc IP: *.ghnet.pl / 62.233.214.* 14.07.04, 23:58
      Bardzo dobrze Cie rozumiem, a takze wspólczuje. Miałam to samo - pare miesiecy
      temu odeszłam po kilkunastu latach zwiazku, w którym umierałam. On tez nie
      pozwalał mi odejsc, bo bał sie tego co bedzie pózniej; w jego swiecie ja miałam
      stałe miejsce- niewazne, ze ja tam umierałam, wazne ze on chciał mnie tam
      widziec. Kiedy odeszłam, jego swiat sie zawalił - to nawet mogło przypominac
      zachowanie kochajacego, cierpiacego i teskniacego człowieka, ale było wabieniem
      ofiary w swoje sidła. Tak to widzę. I tez mi jest go zal, tez mysle, ze
      najwieksza szkode on robi sobie. Zaznałam wielu krzywd, upokorzen i bólu,
      trwałam w tym , bo myslałam, ze zrozumie, zmieni sie, bo kochałam...W jakis
      sposób dalej go kocham, nie kocha sie przeciez za cos. Ale postanowiłam odejsc,
      bo ja widze co sie w naszym zwiazku działo. I nie chce tego ani dla siebie, ani
      dla niego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka