Dodaj do ulubionych

Strach przed strachem

26.02.13, 21:13
Taka konkluzja na podstawie pewnego przemyslenia: co jest motorem strachu przed podejmowaniem wyzwan, ryzyka, wyborow? Przed przebudowaniem zlych relacji, dokonaniem zmian? Co powstrzymuje przed pokonaniem nerwic, fobii, obaw?
Jest to wydaje mi sie strach przed... samym soba. To nie jest strach przed tym, co sie moze zdarzyc- albo nie zdarzyc- tylko strach przed tym, jak takie wydarzenie wplynie na samopoczucie.
Strach przed wlasnym strachem. To tak jak pacjent boi sie operacji, bo boi sie bolu. Jak czlowiek nie idzie do dentysty z bolacym zebem, bo boi sie, za jak rozwierci albo wyrwie bol bedzie wiekszy. Lepiej zyc z mniejszym bolem niz wiekszym.
Tylko ze, bol psychiczny i fizyczny to sprawa wzgledna a poza tym, ten bol mozna przetrwac. Czemu ten strach przed tym bolem jest tak straszny, ze kaze ludziom dziesiatki lat zyc ponizej mozliwosci, ponizej zdolnosci, a czasem nawet popelnic samobojstwo? Oto pytanie, a gdzie jest odpowiedz?
Obserwuj wątek
    • liiona Re: Strach przed strachem 27.02.13, 18:05
      Strach przed strachem.......... Rzuciłem rękawice kto ją podniesie.
      Przechodnie przechodzą nikt nie podnosi bo:
      Rękawica jest nie do pary.
      Jest w nie odpowiednim kolorze.
      Materiał z którego jest uszyta jest zły, lichy lub nie odpowiadający naszym gustom.
      Bo jest brudna.
      Nie podnoszą bo inni widzą że coś podnoszą.
      Trzeba by ją zauważyć żeby ja podnieść.
      To źle wpłynie na moje samopoczucie bo co z nią później zrobić.
      To tyle, taka moja konkluzja na podstawie moich przemyśleń.
      A ile to o mnie mówi to już wam pozostawię;-)

    • apersona Re: Strach przed strachem 28.02.13, 13:25
      Strach przed nieznanym, bo może być groźne, bo na pewno będzie nowe czyli stare, rutynowe sposoby postępowania się nie nadają, a zmiana to wysiłek i niepewność
      • kropidlo5 Re: Strach przed strachem 28.02.13, 14:54
        apersona napisała:

        > Strach przed nieznanym, bo może być groźne, bo na pewno będzie nowe czyli stare
        > , rutynowe sposoby postępowania się nie nadają, a zmiana to wysiłek i niepewnoś
        > ć

        Tak, ale co zlego w wysilku, niepewnosci- samych w sobie? Co zlego w porazce? Co zlego w byciu nie lubianym, odrzuconym, zwolnionym z pracy- pomijajac praktyczne aspekty? To, ze wywoluja one nieprzyjemne uczucia.
        Powiedzmy boje sie zagadac do dziewczyny, bo obawiam sie, ze nie zgodzi sie umowic. Tak naprawde- co z tego? Nic mi sie nie stanie. Czego wiec boje sie? Wlasnego leku. Boje sie, jak zle bym sie potencjalnie czul gdybym zostal odrzucony. Wole obecny bol niewiadomej czy straconej szansy niz potencjalny bol odrzucenia- choc moglby pojawic sie bol akceptacji- bo to tez sa pewne leki.

        Suma sumarum, nerwicowiec mysli, ze boi sie ludzi, swiata, wyzwan, nowosci, a w istocie boi sie samego siebie.
        • shachar Re: Strach przed strachem 28.02.13, 15:23
          Może samego siebie, a konkretniej swojego ponownego rozczarowania i ponownego braku ochoty na życie. Ktoś kto kocha życie, będzie podnośił się jak wańka wstańka bo będzie mu wszystko jedno, czy odniósł powodzenie czy porażkę, a ten, ktorego mało co cieszy, i to na ogól przez 10 min nie dluzej, bedzie siedział w miejscu.Co myslisz Kropidło? :-)
          • kropidlo5 Re: Strach przed strachem 01.03.13, 15:25
            shachar napisała:

            > Może samego siebie, a konkretniej swojego ponownego rozczarowania i ponownego b
            > raku ochoty na życie. Ktoś kto kocha życie, będzie podnośił się jak wańka wstań
            > ka bo będzie mu wszystko jedno, czy odniósł powodzenie czy porażkę, a ten, ktor
            > ego mało co cieszy, i to na ogól przez 10 min nie dluzej, bedzie siedział w mie
            > jscu.Co myslisz Kropidło? :-)

            Brzmi sensownie. Pytanie tylko co pierwsze, jajko czy kura- brak sensu obniza odpornosc czy obnizona odpornosc odbiera sens. A moze by to opisac wektorowo, strzalka napedu zyciowego musi byc sporo dluzsza niz ta od strachu.
            ale cos w tym jest. Jesli podswiadomie uwazam, ze nie zasluguje na zycie, ze jestem tu przez pomylke, ze jestem zawada- to ten lek sie nasila, bo boje sie ruszyc gdziekolwiek by czegos nie osiagnac- skoro nie zasluguje- albo zeby nie przezywac leku porazki- bo wtedy jeszcze sie utwierdze w przekonaniu, ze na nic nie zasluguje i jestem do bani.
    • kim-ja-jestem Re: Strach przed strachem 01.03.13, 08:25
      liiona podała bardzo dobry przykład tego jak nasze wyobrażenia o nas samych i innych wpływają na nas samych. Wyobrażenia te nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, są tylko naszym wymysłem, naszym utożsamianiem się z myślami, naszym osądzaniem sytuacji. Jest to informacja tego że nic o sobie nie wiemy, że żyjemy w nieświadomości.
      Im bardziej oddzielamy się od innych tym większy strach w nas samych.
      Im bardziej osądzamy siebie, innych i sytuacje, tym większe poczucie w nas winy.
      Im więcej w nas winy i bardziej się oddzielamy od innych, tym bardziej jesteśmy zalęknieni.
      Jest więc to kierunek do nicości, do śmierci.
      Czy nie lepiej zmienić kierunek? Czy nie lepiej poznać samego siebie, obserwować bez obwiniania i osądzanie siebie samego? A może jesteśmy czymś o wiele większym niż kruche ciała i nasze wyobrażenie o sobie samym, czyli ego? Czy jesteś pewien, że gdy ciało przestanie istnieć Ty też przestaniesz istnieć - ten który teraz myśli, czuje i JEST?
      Pozdrawiam z miłością
      • kropidlo5 Re: Strach przed strachem 01.03.13, 15:29
        kim-ja-jestem napisał:

        > Im bardziej oddzielamy się od innych tym większy strach w nas samych.
        > Im bardziej osądzamy siebie, innych i sytuacje, tym większe poczucie w nas winy
        > .
        > Im więcej w nas winy i bardziej się oddzielamy od innych, tym bardziej jesteśmy
        > zalęknieni.
        > Jest więc to kierunek do nicości, do śmierci.
        > Czy nie lepiej zmienić kierunek? Czy nie lepiej poznać samego siebie, obserwowa
        > ć bez obwiniania i osądzanie siebie samego? A może jesteśmy czymś o wiele więks
        > zym niż kruche ciała i nasze wyobrażenie o sobie samym, czyli ego? Czy jesteś p
        > ewien, że gdy ciało przestanie istnieć Ty też przestaniesz istnieć - ten który
        > teraz myśli, czuje i JEST?


        Lepiej, pytanie jak. Jesli masz wbite w podswiadomosc ciage obwinianie sie i osadzanie, utrwalone 30 latami praktyki, to nielatwo tak pstryknac palcem i to odwrocic. Tzn moze dla niektorych latwo, a dla innych nie.
        Metafizyczne tematy niestety nie dla mnie, raz ze jestem sceptycznym materialista bardziej niz mistykiem, to na dodatek jak zaczynam myslec o przemijaniu, smierci to mnie to przeraza.
        • kim-ja-jestem Re: Strach przed strachem 05.03.13, 13:01
          A więc żyjesz w ciągłym lęku. Zastanów się, boisz się nawet myśleć o śmierci, a i tak Cię ona dopadnie. Czy to nie jest to samo, co sytuacja, gdzie dzieci zamykają oczy udając że są niewidzialni?
          Jeśli nie postanowisz nic zmienić, to faktycznie nic się nie zmieni, to przecież oczywiste. Rozumiem z tego co piszesz, że Ty wychodzisz z założenia, że należysz do tych, którym się nie uda dokonać zmiany, a jakby ewentualnie miało się udać to po wielu latach ciężkiej pracy, więc nie warto zaczynać, prawda?
          Przez tyle lat wbijałeś sobie do głowy, że jesteś sceptykiem i materialistą a nie mistykiem. A w ogóle gdzie kończy się granica materialisty a zaczyna mistyka? Przestań karmić się takimi myślami to pozostaniesz mistykiem.
          Tylko Ty jesteś kowalem własnego losu. Nikt nic nie może Tobie niczego narzucić jeśli na to nie pozwolisz.
          Możesz wierzyć we wszystko w co postanowisz uwierzyć, a to co robisz jest wynikiem tego w co wierzysz. Dopóki nie otworzysz umysłu będziesz ograniczony i to na własne życzenie. Tylko tego Tobie trzeba otworzyć umysł a nie trzymać się kurczowo jakiś chorych, opartych na lęku, zasad. Wszystko bowiem co unieszczęśliwia jest chore i musi umrzeć.
          Pozdrawiam z miłością
          • kropidlo5 Re: Strach przed strachem 07.03.13, 08:46
            kim-ja-jestem napisał:

            > Jeśli nie postanowisz nic zmienić, to faktycznie nic się nie zmieni, to przecie
            > ż oczywiste. Rozumiem z tego co piszesz, że Ty wychodzisz z założenia, że należ
            > ysz do tych, którym się nie uda dokonać zmiany, a jakby ewentualnie miało się u
            > dać to po wielu latach ciężkiej pracy, więc nie warto zaczynać, prawda?
            > Przez tyle lat wbijałeś sobie do głowy, że jesteś sceptykiem i materialistą a n
            > ie mistykiem. A w ogóle gdzie kończy się granica materialisty a zaczyna mistyka
            > ? Przestań karmić się takimi myślami to pozostaniesz mistykiem.
            > Tylko Ty jesteś kowalem własnego losu. Nikt nic nie może Tobie niczego narzucić
            > jeśli na to nie pozwolisz.
            > Możesz wierzyć we wszystko w co postanowisz uwierzyć, a to co robisz jest wynik
            > iem tego w co wierzysz. Dopóki nie otworzysz umysłu będziesz ograniczony i to n
            > a własne życzenie. Tylko tego Tobie trzeba otworzyć umysł a nie trzymać się kur
            > czowo jakiś chorych, opartych na lęku, zasad. Wszystko bowiem co unieszczęśliwi
            > a jest chore i musi umrzeć.
            > Pozdrawiam z miłością


            Trzeba znalezc klucz. Jak sie go znajdzie, to zmiany moga nastapic wrecz w piec minut. To tak jak bycie w wiezieniu, w ktorym drzwi sa zamkniete na szyfr 6 cyfrowy. istnieja miliardy kombinacji, i zadna nie wypusci cie z wiezienia, choc czasem mozesz byc bardzo blisko, mozesz miec 5 cyfr prawidlowych i szosta zaledwie o numer za duza. ale jak dostaniesz te 6 cyfr to myk, myk- i drzwi otwarte.
            Wtedy wszystko przegrupowuje sie jak kostki domina. To, co wzbudzalo wstyd- wzbudza smiech, to co bolalo- laskocze, to co uwieral- nie istnieje, a to co cieszylo- okazuje sie, ze bylo tylko namiastka szczescia, pozorem. Te same wydarzenia oceniamy inaczej, z innego punktu widzenia. Swiat z dna celi wyglada inaczej niz na wolnosci.
        • szaman.ka Re:Jak wyjść z tego ? 06.03.13, 18:32
          Kropidło napisał :
          Lepiej, pytanie jak. Jesli masz wbite w podswiadomosc ciage obwinianie sie i os
          > adzanie, utrwalone 30 latami praktyki, to nielatwo tak pstryknac palcem i to od
          > wrocic. Tzn moze dla niektorych latwo, a dla innych nie.
          > Metafizyczne tematy niestety nie dla mnie, raz ze jestem sceptycznym materialis
          > ta bardziej niz mistykiem, to na dodatek jak zaczynam myslec o przemijaniu, smi
          > erci to mnie to przeraża.

          Zarówno lęk,strach,niepokój jak i poczucie winy są autodestrukcyjne. Pytanie; jak masz się z tego uwolnić?
          Piszę do Ciebie Kropidło,bo Ty zapytałeś,ale ten problem dotyczy wielu osób i nie oznacza,że wszystkie możliwe zachowania autodestrukcyjne,które tutaj wymieniam dotyczą Ciebie.

          Myślę,że ważne jest najpierw zrozumienie dlaczego zachowujemy się w sposób autodestrukcyjny.Tylko wtedy możemy się zmienić i je wyeliminować..Każde zachowanie ma swoją przyczynę i trzeba zrozumieć przyczyny swego szkodliwego zachowania,bez tego te zachowania będą się stale powtarzać.
          Zachowania autodestrukcyjne świadczą o niekochaniu siebie,albo wręcz o nienawiści do siebie.
          Dlaczego ktoś nienawidzi siebie zamiast darzyć się miłością?
          Daje mu to określone "korzyści".Jakie to korzyści?

          -Masz" niepodważalne" wytłumaczenie dlaczego nikt Ciebie nie kocha-po prostu nie jesteś tego wart,by ktoś odwzajemnił Twoją miłość.

          -Unikasz całego ryzyka związanego ze zbudowaniem związku z kimś innym i w ten sposób eliminujesz jakąkolwiek możliwość zostania odrzuconym czy niezaakceptowanym.

          -Jest wygodniej nic w swoim życiu nie zmieniać.Tak długo jak długo myślisz o sobie jako o kimś mało wartościowym nie musisz dorastać,stawać się lepszym,szczęśliwszym,a Twoim zyskiem jest pozostawanie na tym samym poziomie.

          -Otrzymujesz od innych wiele współczucia,uwagi,a nawet aprobaty,która zastępuje Ci ryzyko nawiązywania związku uczuciowego.W te sposób współczucie i aprobata stają się destrukcyjnymi nagrodami.

          -Wynajdujesz wiele powodów,które są winne Twojego stanu,Możesz narzekać i w ten sposób nie musisz nic zmieniać w swoim zachowaniu.

          -Poświęcasz swój czas na minidepresję i w ten sposób unikasz zachowania,które pomogłoby Ci się zmienić.Twoje litowanie się nad sobą służy Ci jako droga ucieczki

          -Poprzez regresję do poziomu małej dziewczynki czy chłopca stawiasz się w sytuacji małego,grzecznego dziecka i w ten sposób próbujesz zadowolić "dorosłych",których nauczyłeś się traktować w dzieciństwie jako ważniejszych od siebie.Twoja regresja jest" bezpieczniejsza"
          niż podjęcie ryzyka w świecie dorosłych.

          -Wzmacniasz swoje uzależnienie od innych,czyniąc ich ważniejszymi od siebie.To oparcie w innych jest Twoją "korzyścią",mimo,że w końcowym efekcie szkodzi Ci.

          -Nie jesteś w stanie panować nad swoim życiem i wykorzystywać go w sposób Tobie odpowiadający,bo po prostu nie czujesz się wart szczęścia,którego pożądasz.

          Aby zmienić swoje zachowanie trzeba się zacząć ćwiczyć w budowaniu miłości do siebie.Należy zacząć od kontroli swojego myślenia i zachowania.Jeśli przyłapiesz się na takim zachowaniu,to jesteś w stanie zakwestionować jego przyczyny.
          Zadaj sobie pytania:
          1.Czy akceptujesz siebie bez narzekania?
          2.Czy zawsze darzysz się miłością?
          3.Czy umiesz dawać i przyjmować miłość?
          Nad tymi zagadnieniami trzeba zacząć pracować.
          • szaman.ka Re:Jak wyjść z tego ? 06.03.13, 22:37
            Nie napisałam jeszcze,że poczucie winy trzyma Cię w przeszłości,a lęk w przyszłości.
            Dzięki temu uciekasz z przeżywania teraźniejszości.Dotyczy to nie tylko Ciebie,ale każdego nerwicowca.Prawie wszystkie zachowania autodestrukcyjne są wynikiem prób życia poza teraźniejszą.
            Zastanów się nad swoim życiem i nad swoimi wyborami; jakich do tej pory dokonałeś i tych,których zaniechałeś.
            Weźmiesz w ten sposób odpowiedzialność za swoje życie na siebie.
            Zamiast marnować czas na rozważania przeszłości i przyszłości należy się skoncentrować na optymalnym wykorzystaniu każdego "tu i teraz."
            • kropidlo5 Re:Jak wyjść z tego ? 06.03.13, 23:01
              szaman.ka napisała:

              > Nie napisałam jeszcze,że poczucie winy trzyma Cię w przeszłości,a lęk w przyszł
              > ości.
              > Dzięki temu uciekasz z przeżywania teraźniejszości.Dotyczy to nie tylko Ciebie,
              > ale każdego nerwicowca.Prawie wszystkie zachowania autodestrukcyjne są wynikiem
              > prób życia poza teraźniejszą.
              > Zastanów się nad swoim życiem i nad swoimi wyborami; jakich do tej pory dokonał
              > eś i tych,których zaniechałeś.
              > Weźmiesz w ten sposób odpowiedzialność za swoje życie na siebie.
              > Zamiast marnować czas na rozważania przeszłości i przyszłości należy się skonce
              > ntrować na optymalnym wykorzystaniu każdego "tu i teraz."

              Swiete slowa, wiekszosc ksiazek do psychologii to radzi, lacznie z AA i ich fundamentalna zasada 24 godzin.
              Ciagle obiecuje sobie o tym pamietac i ciagle o tym zapominam.Dzieki za kolejne przypomnienie, moze w koncu wbije sie do lba:)

              Tak, poczucie winy, tylko gdyby to bylo poczucie winy za faktyczne przestepstwa czy grzechy smiertelne, a to nic z tego. to nie jest takie naturalne poczucie winy, tylko wstyd i upokorzenie zamienione w poczucie winy. Tak to sobie wytlumaczylem.
              Poczucie winy to jest w porownaniu do wstydu rewelacyjne uczucie, latwizna. Dlaczego? Bo poczucie winy wiaze sie ze zlym wystepkiem. A zly wystepek mozna wynagrodzic, krzywdy naprawic, przeprosic, i zapomniec. Mozna to rozliczyc. I zyc w spokoju. Jak czlowiek po spowiedzi.
              Natomiast gdy to nie jest takie 'prawdziwe' poczucie winy, tylko zamaskowany wstyd, nie da sie z tym nic zrobic. Poczucie winy wiaze sie z wystepkiem, a wstyd z osoba. Z poczuciem, ze wybryki czy grzechy, chocby nei wiem jak male, skalaly mnie na wieki, skazily, zarazily jak trad. Nei ma wyjscia, nie ma pzeproszenia i wynagrodzenia- bo istota jest wtym, ze jestem zly, bledy sa niewybaczalne, reputacja na zawsze zniszczona. Oczywiscie mam swiadomosc, ze to wszystko irracjonalne i mam setki dowodow, ze tak nie jest- ale co z tego, podswiadome uczucie takie jest.
              A to sie wiaze z lekiem popelnienia jakiegokolwiek bledy w przyszlosci. skoro blad to moralna dyskwalifikacja, skoro pomylka to skaza na reputacji, skoro wybryk to smiertelny niewybaczalny grzech- no to czlowiek wpada w oslupienie jakby przyszlosc byla Bazyliszkiem.

              'ten sie nie myli, kto nic nie robi'- nie da sie isc i nie popelnic bledu, ale jak czlowiek powiesi sobie taka poprzeczke, to po prostu nigdy nie podskoczy bojac sie ze ja straci.




              • lifeisaparadox Re:Jak wyjść z tego ? 07.03.13, 22:08
                Oligofrenia moralno-uczuciowa.
                No, jak wyjść z tego?
              • szaman.ka Re:Jak wyjść z tego ? 08.03.13, 00:17
                Zadedykuję Ci taki wierszyk:
                Moja matka mnie kocha.
                Czuję się dobrze.
                Czuję się dobrze,bo ona mnie kocha.
                Moja matka nie kocha mnie.
                Czuję się źle.
                Czuję się,źle,bo ona mnie nie kocha.
                Jestem zły,bo się źle czuję.
                Źle się czuję,bo jestem zły.
                Jestem zły,bo ona mnie nie kocha.
                Ona mnie nie kocha,bo jestem zły.

                Wiem,że nie jest łatwo pozbyć się takich nawyków myślowych z dzieciństwa,ale trzeba to zrobić.
                Musisz przestać wiązać i uzależniać swoją wartość od akceptacji lub miłości innych.
                Twoja wartość nigdy nie może zależeć od oceny innych.
                Jesteś wartościowy ponieważ Ty tak twierdzisz.
                Jeśli polegasz na innych przy ustalaniu twojej wartości,to jest to ich wycena.Nauczono Cię w dzieciństwie,że inni są ważniejsi od Ciebie,a wszelkie przejawy miłości własnej były jak przypuszczam tępione jako samolubne i egoistyczne.

                Możesz zmienić swoje myślenie,chociaż pewnie nieraz będziesz się łapał na tym,że znowu tak pomyślałeś.
                Nasze uczucia nie są niezależne od nas.To my wybieramy to co czujemy czy to co chcemy czuć,chociaż najczęściej robimy to nieświadomie.Co decyduje o tym co czujemy? Nasze myśli.
                Śmiałeś się z tego radykalnego wybaczania.Są jednak ludzie,którzy potrafią przyjąć takie myślenie i wtedy ich uczucia się zmieniają,czego chyba przykładem jest nasz znajomy Kim-ja-jestem.Dla Ciebie takie myślenie jest nie do przyjęcia i dla mnie też nie,ale są ludzie,którzy twierdzą,że im to pomogło.

                Czyli mamy pierwszą rzecz jaką musisz zrobić ;starać się stale kontrolować swoje myśli o sobie i zamieniać swoje negatywne myśli na pozytywne.
                Gdy się złapiesz na negatywnym ocenianiu siebie natychmiast się popraw.(Ja nie polecam robienia afirmacji ponieważ klepanie formułek może być bezowocne,bo podświadomość tego może nie zaakceptować.)
                Złapałeś się np.nad tym,że znowu pomyślałeś negatywnie o sobie i np.pomyślałeś,że coś jest fajne i chciałbyś tego,ale to za drogie dla Ciebie.
                Wtedy w głowie powinien Ci się uruchomić alarm i myśl-znowu to zrobiłem-negatywnie się oceniłem.
                .Powinieneś się szybko poprawić i sobie powiedzieć wtedy :zafunduję sobie to,bo zasługuję na to !.
                Nie wiem czy to najlepszy przykład,( bo nie chcę Cię doprowadzić do bankructwa,ha,ha,)ale chcę pokazać jak to trzeba ćwiczyć.Tak jak zmianę biegów w samochodzie.Później to będziesz robił automatycznie,bez angażowania świadomości.

                Dobrze sobie wytłumaczyłeś to poczucie winy.(To na razie zostawmy,wrócę do tego,dzisiaj chcę zająć się tylko uczuciami)
                Czyli mamy:możesz kontrolować swoje myśli.Od tego co myślisz zależą Twoje uczucia.
                Czyli ;możesz kontrolować swoje uczucia.
                W naszej kulturze jest powszechne przypisywanie odpowiedzialności za swoje uczucia innym.
                Świadczą o tym takie komunikaty,które często posyłamy innym.
                -Męczysz mnie.
                -Denerwujesz mnie.
                -Nudzisz mnie.
                -Nic nie mogę poradzić na to,co czuję,
                -Robi mi się niedobrze,gdy go widzę.
                -Zrobiłaś ze mnie idiotę na oczach wszystkich.
                -Ona mnie podnieca.
                -Onieśmielasz mnie. itd.itp.
                Taką listę można ciągnąc w nieskończoność.

                Przeróbmy ją teraz tak, aby zawierała prawdę,tzn. fakt,że to Ty odpowiadasz za to co czujesz..To Ty kontrolujesz swoje myśli,a uczucia są wynikiem Twoich myśli na dany temat.
                Zrobię może jeden przykład,a na resztę oczekuję od Ciebie.

                To ja spowodowałem,że czułem się jak idiota,bardziej przejmując się Twoją opinią o mnie niż tym,co sam o sobie sądzę i wierząc,że inni będą myśleli tak jak ty.

                • kropidlo5 Re:Jak wyjść z tego ? 08.03.13, 08:12
                  Tak, owszem, to sa silne nawyki, ktore nie ida w parze ze swiadomoscia. Moze stad ta tendencja do analizowania, wynikajaca z dysonansu miedzy nawykami i swiadomoscia.

                  Nie, ja juz dzis jestem na innym etapie, co dzien na innym, jesli chodzi o zaleznosc od opinii innych, stare nawyki dzialaja ale nowe sie zadomawiaja. To nie jest moj unikalny problem tak swoja droga, im wiecej o tym wiem tym wiecej widze takich zachowan dookola.
                  Tutaj pojawia sie problem, by nie pojsc za daleko, znalezc balans, by nie stac sie wrecz zupelnie odizolowanym od reakcji otoczenia, no i podstawowa prawda, jaka tu sie kryje- opinia jednej osoby to nie fakt, to tylko opinia.
                  To byl kiedys moj i czasem nawykowo jest nadal moj najwiekszy blad- zbyt powazne traktowanie slow innych ludzi. Traktowanie przypadkowych opinii jako faktow, mimo czestej swiadomosci, ze jest inaczej. Takie myslenie prowadzi tez do uraz, bo jesli ktos przeforsowuje swoja opinie a efekty sa negatywne, pojawia sie zlosc, ze wbrew intuicji poszlo sie za glosem nie swoim, ale czyims. Mialem tak w zyciu wielokrotnie.

                  Kiedys Bill Cosby powiedzial 'najlepsza recepta na porazke to chciec zadowolic wszystkich', natomiast pewna amerykanska piosenkarka z kolei stwierdzila 'jesli czerpiesz swoja wartosc z pochwal innych, to w pewnym momencie bedziesz tracil wartosc na skutek krytyki'. Tak, dokladnie tak jest, niczyja opinia nie jest wazniejsza na tym swiecie, a dla mnie samego najwazniejsza jest opinia moja wlasna (a dla innej osoby jej opinia).

                  Co do mowienia o uczuciach to fakt, uslyszalem juz o tym wiele lat temu, ale ciezko to wprowadzic w zycie bez uczynienia z tego nawyku. Ale faktem jest ze nie tylko nie obwinia to drugiej osoby, ale paradoksalnie jest lepsza strateguia, bo nie daje tez drugiej osobie mozliwosci negowania.

                  Zauwazylem tez kolejny problem- jesli uzyska sie pewna 'samoswiadomosc' i zna sie te mechanizmy, zarazem obcuje sie z ludzmi, z ktorych wielu jak nie wiekszosc nie ma tej swiadomosci i gra czesto nie fair, mozna wpasc w pulapke obwiniania 'to ja tu gram fair, trzymam sie zasad, a tutaj X mnie atakuje w tak pefridny sposob i obciaza mnie za swoje uczucia', no ale mozna z tego wyjsc sucha noga obnazajac te taktyki, czego ludzie nie lubia swoja droga, bo juz to sprawdzilem:)
                  • szaman.ka Re:Jak wyjść z tego ? 08.03.13, 10:40
                    Chciałabym jednak byś przerobił te zdania,tak jak Cię prosiłam.Wiem,że Ty to wiesz,ale problem jest szerszy i jeśli już piszę o wszystkich pułapkach i rafach,których trzeba mieć świadomość przy próbie zmiany swojego życia,to warto byłoby,by inni,którzy też mają z tym problem to zrozumieli i byli w stanie się też tego nauczyć.
                • kropidlo5 Re:Jak wyjść z tego ? 08.03.13, 13:07
                  szaman.ka napisała:


                  > W naszej kulturze jest powszechne przypisywanie odpowiedzialności za swoje ucz
                  > ucia innym.
                  > Świadczą o tym takie komunikaty,które często posyłamy innym.
                  > -Męczysz mnie.
                  > -Denerwujesz mnie.
                  > -Nudzisz mnie.
                  > -Nic nie mogę poradzić na to,co czuję,
                  > -Robi mi się niedobrze,gdy go widzę.
                  > -Zrobiłaś ze mnie idiotę na oczach wszystkich.
                  > -Ona mnie podnieca.
                  > -Onieśmielasz mnie. itd.itp.
                  > Taką listę można ciągnąc w nieskończoność.
                  >
                  > Przeróbmy ją teraz tak, aby zawierała prawdę,tzn. fakt,że to Ty odpowiadasz za
                  > to co czujesz..To Ty kontrolujesz swoje myśli,a uczucia są wynikiem Twoich myśl
                  > i na dany temat.
                  > Zrobię może jeden przykład,a na resztę oczekuję od Ciebie.
                  >
                  > To ja spowodowałem,że czułem się jak idiota,bardziej przejmując się Twoją opini
                  > ą o mnie niż tym,co sam o sobie sądzę i wierząc,że inni będą myśleli tak jak ty
                  > .
                  >


                  Ok, mailem sie wstrzymac i przeslac na priv, bo to troche szkola mi podlatuje i zadaniem przy tablicy, ale niech tam, duma na bok i poleci:

                  > -Męczysz mnie.
                  Jestem zmeczony gdy z Toba dluzej rozmawiam, widac nie nadaje na tych samych falach
                  co ty.

                  > -Denerwujesz mnie.

                  To co mowisz/robisz dosc mnie irytuje (i zaraz w gebe dac moge dac), nie lubie tego.

                  > -Nudzisz mnie.

                  Nie za bardzo mnie interesuje to o czym mowisz. Wole rozmawiac o czyms innym.

                  > -Nic nie mogę poradzić na to,co czuję,

                  Czuje, to co czuje, bo tak reaguje.

                  > -Robi mi się niedobrze,gdy go widzę.

                  Nie lubie osob takich jak on/ona

                  > -Ona mnie podnieca.

                  Czuje sie dobrze w jej towarzystwie.

                  > -Onieśmielasz mnie

                  Czuje sie zawstydzony w twoim towarzystwie.



                  Nie wiem, czy o to chodzilo?
                  • szaman.ka Re:Jak wyjść z tego ? 08.03.13, 14:10
                    Ja Cię bardzo przepraszam.Dopiero dzisiaj zdałam sobie też sprawę,że to, o co Cie poprosiłam wczoraj, może tak być odebrane przez Ciebie.Nie chciałam Cię stawiać w roli ucznia,lecz chcę traktować jak partnera, z którym razem naświetlimy to trudne zagadnienie zmiany sposobu myślenia i zachowania.
                    Trochę sama zapomniałam,że mam do czynienia z osobą o ogromnej wiedzy,ale jeszcze pracującą nad swoim poczuciem wartości.
                    Gdy ja robiłam kurs mistrzowski NLP,to mój trener miał zwyczaj mawiać: prawdziwy Mistrz NLP powinien umieć pójść do zaprzyjaźnionego baru gdzie wszyscy go znają,bo jest stałym bywalcem,stanąć na środku i zakrzyknąć :" Hurrra !!! Już mi teraz nogi przestały śmierdzieć!!!".
                    Czyli inaczej mówiąc; tak powinien uniezależnić się od tego co ktoś o nim pomyśli,lub powie.
                  • szaman.ka Re:Jak wyjść z tego ? 08.03.13, 14:14
                    Gratuluję ,że się przełamałeś.Pisałam Ci wczoraj byś nie uzależniał swojej wartości od swego zachowania czy tego co robisz. I właśnie Ci się to udało.!!!!
                  • szaman.ka Re:Jak wyjść z tego ? 08.03.13, 14:32
                    Kropidło napisał :
                    > -Męczysz mnie.
                    Jestem zmeczony gdy z Toba dluzej rozmawiam, widac nie nadaje na tych samych falach
                    co ty.

                    > -Denerwujesz mnie.

                    To co mowisz/robisz dosc mnie irytuje (i zaraz w gebe dac moge dac), nie lubie tego.

                    > -Nudzisz mnie.

                    Nie za bardzo mnie interesuje to o czym mowisz. Wole rozmawiac o czyms innym.

                    > -Nic nie mogę poradzić na to,co czuję,

                    Czuje, to co czuje, bo tak reaguje.

                    > -Robi mi się niedobrze,gdy go widzę.

                    Nie lubie osob takich jak on/ona

                    > -Ona mnie podnieca.

                    Czuje sie dobrze w jej towarzystwie.

                    > -Onieśmielasz mnie

                    Czuje sie zawstydzony w twoim towarzystwie.



                    Nie wiem, czy o to chodzilo?


                    Ty przekształciłeś te zdania w prawidłowe komunikaty "Ja" .
                    Mnie chodziło trochę o co innego,by jeszcze bardziej uwypuklić,że to Ty decydujesz zawsze o tym co czujesz.
                    Męczysz mnie.
                    -To ja męczę siebie,gdy wmawiam sobie pewne rzeczy o twoim podejściu do mnie.
                    Denerwujesz mnie.
                    -Ja spowodowałem ,że się denerwuję.
                    Nic nie mogę poradzić na to ,co czuję.
                    -Mogę poradzić sobie z tym co czuję, ale postanowiłem okazywać niezadowolenie.
                    albo
                    -:Postanowiłem okazywać złość,bo w ten sposób mogę zazwyczaj manipulować innymi,gdyż oni myślą,że to ja ich kontroluję.
                    Robi mi się niedobrze gdy go widzę.
                    -To ja sam sprawiam,że robi mi się niedobrze.
                    Mam lęk wysokości.
                    -Sam siebie onieśmielam.
                    Ona mnie naprawdę podnieca.
                    -Sam się podniecam,gdy jestem blisko niej.

                    Skrajny przykład nie przyjmowania odpowiedzialności za swoje uczucia i zachowania z nich wypływające często spotykamy u gwałcicieli,którzy się tłumaczą,że zgwałcili bo go prowokowała,albo sama tego chciała.
                    • szaman.ka Re:Jak wyjść z tego ? 08.03.13, 16:07
                      A' propos lęku wysokości.Też go miałam i w zasadzie trochę jeszcze mam.Gdy miałam dwadzieścia kilka lat przechodziłam przez Zawrat.W pewnym momencie ogarnął mnie paraliż i zdałam sobie sprawę,że ani nie mogę pójść dalej,ani zawrócić. Na myśl,że będzieemusiał GOPR mnie ściągać i najem się wstydu,zrobiłam się taka zła na siebie,że zaczęłam na siebie samą kląć.
                      Poskutkowało i poszłam do przodu jak koń z klapkami na oczach.
                    • kropidlo5 Re:Jak wyjść z tego ? 09.03.13, 09:14
                      Teraz rozumiem, no wiec taka zamiana jest juz trudniejsza, nie same 'komunikaty ja' ale tez uzasadnienie odpowiedzialnosci za wlasne uczucia. ale mysle, ze to dobry kierunek, to otwiera cale nowe pole manweru. Pierwszy przelomowy krok to 'odkrycie', ze czlowiek ma prawo do fizycznej niezaleznosci od innych, czyli nie musi sluchac, odpowiadac a nawet przebywac w niekomfortowym otoczeniu, a drugi to ze nie musi byc w zaden sposob emocjonalnie zwiazany z tym (czyli cos, co tez czesto podkresla Kimjajestem).

                      Na pewno bardzo negatywne jest nadmierna czy znaczaca zaleznosc, nawet tylko emocjonalna, od postepowania innych. To jest dawanie innym ogromnej wladzy.
                      • szaman.ka Re:Jak wyjść z tego ? 09.03.13, 09:41
                        W dyskusji o Hellingerze Nanie stwierdziła,że on robi z rodziców Boga,którym wszystko wolno i każe ich czcić nawet nawet jak są szubrawcami.Nie chciało mi się z nią dalej dyskutować,ale przeczytaj ten akapit przeczący temu,który przytaczałam, dotyczący jego odpowiedzi lekarzowi,który się skarży,że jego rodzice się we wszystko wtrącają. Hellinger odpowiada; rodzice mają prawo się wtrącać we wszystko,a Ty masz prawo robić co chcesz.
                        To przecież nic innego jak właśnie uniezależnienie się psychiczne od nich.Raczej małe są szanse by rodziców zmienić i wychować,chociaż z niektórymi się to udaje.
                      • szaman.ka Re:Jak wyjść z tego ? 10.03.13, 12:35
                        Pierwszy przelomowy krok to 'odkrycie', ze czlowiek ma prawo do fizycznej niezaleznosci od innych, czyli nie musi sluchac, odpowiadac a nawet przebywac w niekomfortowym otoczeniu, a drugi to ze nie musi byc w zaden sposob emocjonalnie zwiazany z tym (czyli cos, co tez czesto podkresla Kimjajestem).
                        To co głosił Kim-ja-jestem jest pozornie podobne do tego co napisałam,lecz różni się zasadniczo.
                        Jak odbierałeś to co pisał? Wydaje mi się,że tak,że nie powinieneś czuć tego co czujesz,czyli,że Twoje uczucia nie są w porządku oraz,że to Ty jesteś winien,że je czujesz,a Twój prześladowca nie? Tak mi się wydaje,sądząc po Twoich reakcjach.
                        Tak zresztą większość ludzi by to odebrała.
                        W tym co ja napisałam nie ma żadnej ukrytej oceny.TY masz prawo do swoich uczuć,le wiesz teraz też ,że jeśli chcesz, potrafisz je kontrolować,nie jesteś skazany na nie i możesz je wybierać.Tym co powinno decydować o Twoich uczuciach jest Twój dobrostan,a nie innych.
                        Nie musisz wybierać uczuć,które Cię unieszczęśliwiają,lecz takie,które zapewnią Ci szczęście i zadowolenie.Inaczej mówiąc tym probierzem powinna być miłość własna.Najważniejszą osobą dla Ciebie na całym świecie jesteś Ty sam. To, co Ty myślisz i czujesz powinno być najważniejsze dla Ciebie,a nie tak, jak do tej pory ,że innych czyniłeś ważniejszymi od siebie.
                        Niczym innym jest takie zabieganie o czyjąś aprobatę.Czynisz w ten sposób tę drugą osobę i jej zdanie o sobie ważniejsze niż Twoje.
                        W przypadku szantażu emocjonalnego innych staraj się uświadamiać im,że to są ich uczucia i myślenie,a Ty nie musisz się im podporządkowywać.
                        Przytoczę taki przykładowy dialog z terapii dziewczyny,wobec której matka nieustannie stosuje emocjonalny szantaż.Dziewczyna jest dorosła i chce Się wyprowadzić z domu.Do tej pory matka zawsze wzbudzała w córce poczucie winy i kontrolowała ją w ten sposób, gdy ta próbowała w jakikolwiek uniezależnić się od niej.

                        Córka:Mamo wyprowadzam się z domu.
                        Matka:Jeżeli to zrobisz dostanę zawału.Wiesz jakie mam słabe serce i jak bardzo potrzebna twoja pomoc w zażywaniu leków i wielu innych sprawach.

                        Córka:Martwisz się o swoje zdrowie i sądzisz,że nie poradzisz sobie beze mnie.
                        Matka:Oczywiście,że sobie nie poradzę.Przecież byłam dla Ciebie taka dobra przez wszystkie te lata,a ty sobie po prostu odchodzisz, skazując mnie na pewną śmierć.Jeżeli tak się odwdzięczasz swojej matce,to proszę wyprowadzaj się.

                        Córka:Uważasz,że ponieważ wychowałaś mnie i pomagałaś ,gdy byłam dzieckiem,to powinnam odpłacić ci za to,zostając tutaj bez prawa uniezależnienia się i życia na własną rękę.
                        Matka (łapiąc się za serce)
                        Czuję ,że zaczyna mnie boleć serce.Chyba zaraz umrę.Chcesz mnie zabić swoim zachowaniem.

                        Córka- Czy jest jeszcze coś,co chciałabyś mi powiedzieć zanim się wyprowadzę?



                        Zwróć uwagę na odpowiedzi córki.Wszystkie zaczynają się od wskazania matce,że to są jej myśli i uczucia,za które ona sama odpowiada.W ten sposób broni się przed poczuciem winy.
                        Mówiąc do matki "uważasz" ,a nie "uważam" nie przyjmuje jako swojego rozumowania matki i jej argumentów.
                        • kropidlo5 Re:Jak wyjść z tego ? 10.03.13, 20:53
                          No wlasnie uchwycilas sedno, to co pisze Kim Ja jestem na poziomie intelektualnym, jak pisalem, tworzy pewna spojna koncepcje, ktora rozumiem- ale ktorej nie czuje. Tak jak piszesz, wynika to z tego, ze jako czlowiek z juz nadmiernym poczuciem winy i odpowiedzialnosci za uczucia innych nie widze i nie czuje jeszcze wiekszego brania odpowiedzialnosci za czyjes zachowania i obwiniania sie za wlasne uczucia. Co prawda Kim pisze, zeby nie osadzac uczuc, ale zarazem pisze, zeby nie osadzac sytuacji, co jest dla mnie sprzeczne, bo jesli mam uczucie np zlosci wobec agresora, a zarazem nie moge czuc tej zlosci wobec agresora, bo mam byc nieosadzajacy, to w koncu oceniam wlasne uczucie negatywnie, bo czuje sie winny. Nie moge na raz czuc zlosci ale nie miec adresata tej zlosci innego niz ja sam.

                          Tak, zdrowy egoizm to jest cos deficytowego w wielu sytuacjach, najgorzej gdy wystepuje po jednej stronie nadmierny egoizm a po drugiej brak nawet zdrowego, wtedy jak w naczyniach polaczonych to sie przelewa. Nie mylic skarzenia sie czy obwiniania ze zdrowym egoizmem- bo taki zarzut czesto pada- ze jesli obwiniasz kogos to jestes egoista, ale to jest swiatlo odbite- tzw odruch obronny, jak nie ma akcji nie ma przeciwreakcji.

                          Wazny problem, ktory tutaj sie wylania i dostrzegam u siebie, to jest brak zgody na to, ze moga byc rozne racje i kazda jest rowna. Nie trzeba miec racji wystarczy miec wlasna wewnetrzna ocene. Chec posiadania racji, pewna chec kontroli innych, przekonywanie na sile wynikaja z podswiadomego przekonania o gorszosci' wlasnego pogladu i punktu widzenia, a nie o 'lepszosci'. to nie jest zarozumialosc a podswiadomy strach. I chec walidacji wlasnego p. widzenia.

                          To jest bardzo dobry kierunek zmian, dla mnie na pewno, aby uczyc sie zostawiac innych z ich wlasnym zdaniem, innym niz moje, a nawet jak na moj gust zdaniem glupim i ohydnym. Jesli jestem przekonany, ze czyjas opinia nie jest wazniejsza niz moja i ze nie ma tak naprawde dla mnie znaczenia, wtedy moge 'puscic' i pozwolic komus myslec co chce. Jesli wyolbrzymiam znaczenie tejze, wtedy wieksza pokusa, by przekonywac, czuc sie atakowanym, przyjmowac postawe obronna- a to woda na mlyn, bo to potezna bron dla drugiej strony, zakladajac, ze ma niecne zamiary.

                          Co do posiadania tzw wlasnego zdania, to zawsze to cenilem, ostentacyjnie bylem indywidualista, ale za ta ostentacja czesto czail sie lek i chec akceptacji. Natomiast szantaz emocjonalny to juz wyzsza szkola jazdy. to jest siedzenie na beczce prochu i zabawa zapalkami. Tzn przebywanie z ludzmi, ktorzy taki szantaz stosuja.
            • lifeisaparadox Re:Jak wyjść z tego ? 06.03.13, 23:45
              Ja to postrzegam jak takie kłębowisko doświadczeń które zapętlają się i tworzą swego rodzaju kołtuny myśli i pozornie istotnych spraw, na których człowiek się fiksuje. Wyobrażam sobie że umysł nerwicowca jest ściśnięty i opleciony setkami drutów jak taka mięsista gąbka, a dopiero puszczenie tych zacisków umożliwia przejście do świata żywych.
              Problemy w życiu są, a brak pokierowania czy identyfikacji z jednym jasnym stanowiskiem oznaczać może zatrzymanie się w miejscu i debatowanie co zrobić, w prawo czy w lewo i przewidywanie w wyobraźni co by było gdyby jedną czy drugą opcję wybrać. Z tego co widzę, ludzie z rozbitych rodzin, czy w jakiś sposób niewpasowani w swoją wizję siebie, wpisujący się w tło albo gdzieś z boku wszystkiego, stoją na takich bezdrożach i toczą nieskończoną debatę nad tymi opcjami pogłębiając niezdecydowanie.
              Jest bardzo dużo rodzajów uwarunkowań stałych lub tendencji które sprawiają że nie jest się identycznym z typowym Kowalskim, a ucieczka od obrazu siebie w którym te różnice powinno się akceptować, powoduje fiksację na kwestiach zastępczych.
              Są różne zawory i zaworki które spuszczają powietrze z ludzi, są terapeuci którzy są w tym bardzo dobrzy i potrafią zrobić niemalże wszystko co się da. Do tego jest potrzebne zaufanie, osobisty kontakt i też czasem znalezienie odpowiedniego dopasowania, nie każdy każdemu pasuje.
              Takie dłubanie w problemach na forum może być i dobrą rozrywką, czy sposobem na wygimnastykowanie się intelektualnie, ale nie oszukujmy się jest to mnożenie rozdroży u odbiorcy/ów.
          • kropidlo5 Re:Jak wyjść z tego ? 06.03.13, 22:50
            Czyli wracamy do punktu wyjscia- nienawisc czy brak akceptacji dla siebie przeklada sie na zachowania, w ktorych ciezko zaburzyc pewna strukture, bo jej zaburzenie wiaze sie ze strachem. Wyjscie z tego blednego kola czy tez zmiana schematow budzi strach na sama mysl, wiec odwleka sie podejmowanie zmian by uciec przed tym strachem. Jak inaczej bowiem mozna zrozumiec 'korzysc' kiedy ta korzysc to w rzeczywisctosci strata? Tylko ucieczka przed lekiem, a gwoli scislosci wybor mniejszego zla, bo przeciez z tylu glowy gdzies tli sie swiadomosc, ze to nie tak, ze powinno byc inaczej, ze to nie daje satysfakcji- najpierw intuicyjnie, a jak sie pozna samego siebie nieco i te zagadnienia to tez na swiadomym poziomie. Sama ta swiadomosc jest zrodlem chyba glownego bolu- bo zyjac w nieswiadomosci calkowitej na pozycji opisanej, nie wiedzac ze mozna inaczej albo nie chcac inaczej- nie powodoaloby dyskomfortu?
            To, co opisalas, to sa symptomy tego wlasnie schematu w roznych warunkach. czyli czlowiek, ktory czuje sie przedmiotem, czuje sie niedoskonaly, boi sie braku akceptacji, wchodzi w te gry, bo inaczej sie tego nie da nazwac- to nie sa zdrowe, dojrzale uklady, tylko gry, cos w rodzaju substytutu a takze cos w rodzaju narkotyku.
            Jesli wchodzi sie w relacje zaleznosci, pzymila do innych, rezygnuje z wlasnych potrzeb- to przez chwile mozna poczuc sie 'chcianym' albo potrzebnym. Wlasciwie w relacji, zamiast zaspokajac wlasne potrzeby zaspokaja sie potrzeby innych i przez to wlasne.
            Tak, i w pewnym momencie rodzi sie frustracja, poczucie krzywdy, choc taki rodzaj relacji samemu sie zbudowalo.

            Co do remedium- wista wio latwo powiedziec:)

            Zadaj sobie pytania:
            > 1.Czy akceptujesz siebie bez narzekania?
            > 2.Czy zawsze darzysz się miłością?
            > 3.Czy umiesz dawać i przyjmować miłość?

            a co jesli odpowiem 3 razy nie? Co z tym zrobic? Tu jest problem.
            Z tego, co wiem, to systematycznie powtarzac afirmacje pozytywne i aktywnie dbac o siebie, jak czytalem samoocena nie jest dana raz na zawsze, czy wysoka czy zla, i jest efektem dzialan, a nie samograjem. To znaczy, jesli zaczne dbac o zdrowie, ubior, nastroj, estetyke, dobieram sobie przyjaznych ludzi,unikam wrogow, podejmuje wyzwania- to sammocena rosnie. I odwrotnie.

            To jest wlasnie ten problem, blednego kola, co ja przezylem w calej krasie. Czlowiek, inicjalnie nauczony, ze nie jest nic wart, ze mu sie nie nalezy- tak zaczyna ukladac sobie zycie. Pamietam, jak jako nastolatek czy mlody czlowiek zawsze mialem tanie liche ubrania, bo po co lepsze, wlasciwie nie mialem kieszonkowego, wiec nie chodzilem na zapkiekanki z koelgami, nie chodzilem do fryzjera, bo po co, mozna w domu ostrzyc, a po co ksiazki, po co gitara, po co mi wyjazd na wakacje, po co prawo jazdy- a gdy zyjesz w otoczeniu, gdy wszyscy koledzy to wszystko maja, to przywykasz, ze jestes gorszy, mniej ci sie nalezy, 'nie dla psa kielbasa a jeszcze ze za duzo jesz, za czesto sie myjesz, za duzo palisz swiatla, za szybko zuzywasz buty i czlowiek wchodzi w role.
            To sie laczy z tym, ze nie podrywasz dziewczyn, bo sie czujesz gorszy, a jak podrywasz to 'na litosc' bo tak przywykles, a zadna dziewczyna tego nie lubi, no i jak dziewzcyna sie zainteresuje toba to uciekasz.
            Potem chwytasz sie kiepskich prac, 'bo do lepszych sie nie nadajesz', mieszkasz w norze, bo porzadne mieszkanie to luksus i niemoralny nierzad, chodzisz wszedzie piechota bo szkoda na autobus, idziesz miastem pol dnia w upal z wysuszonym jezorem, bo szkoda na miescie butelke wody kupic skoro w domu za darmo (no bo kto kupuje na miescie? ci, co im sie nalezy, jacys 'inni', jacys lepsi, z innej gliny).
            I tak ciagniesz to przez cale zycie, juz dawno wyszedles z domu, juz sam podejmujesz decyzje, ale lecisz po tej linii jak niewidomy za psem przedownikiem i poki nie trafi sie kryzys to tak sie mozna poglebiac. W najgorszym przypadku trafic na dworzec albo do filmu porno, w srednim przypadku zostac samotnym sfrustrowanym nedzarzem albo stara upierdliwa panna.




    • shachar Re: Strach przed strachem 08.03.13, 16:24
      Czesc Kropidlo, wlasnie sciagnelem z polki Osho" Odwaga.Radosc niebezpiecznego zycia", zerknij w ksiegarni albo na necie, same zlote i srebrne mysli, moze do niczego nieprzydatne, a moze przydatne.
      • kropidlo5 Re: Strach przed strachem 09.03.13, 09:15
        dzieki za sugestie, zerkne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka