Dodaj do ulubionych

terapia grupowa a zycie rodzinne

10.09.13, 13:46

Witam,

Prosze o opinie osoby ktore braly udzial w terapiach grupowych.
Mam meza i 5-miesieczne dziecko.
Maz od dwoch miesiecy uczestniczy w terapi grupowej ze wzgledu na nasilajace sie stany lekowe.
Odkad zaczal terapie jest poza domem dluzej niz gdy pracowal. Wychodzi rano i wraca o 18-19stej. Jestem w stanie to akceptowac, biorac pod uwage ze terapia przynosi pewne efekty.
Co mnie zaskakuje to ze terapeuta zdaje sie nie brac pod uwage ze moj maz ma rodzine i chce z nia spedzac czas.
Jeden z przykladow to seminarium niedzielne na ktore go zaprasza a nawet naciska na to zeby wzial w nim udzial.
Inna przyklad: tygodniowy wyjazd do moich rodzicow ktory planowalismy juz od dluzszego czasu ( jeszcze zanim zaczela sie terapia). To duze wydarzenie bo mieszkamy w Szwajcarii i chcialam odwiedzic rodzicow jeszcze zanim zaczna sie jesienne chlody.
Terapeuta naciska zeby moj maz nie przerywal terapii na tydzien i w zamian za to wyjechal z grupa na tydzien do Wloch. Na tlumaczenia mojego meza, ze woli pojechac z rodzina tak jak planowal, uslyszal ze ja powinnam pojechac sama z dzieckiem.
Czy faktycznie terapia grupowa oznacza wyciecie z zycia rodzinnego?
Pozdrawiam

Obserwuj wątek
    • yadaxad Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 10.09.13, 18:44
      Tak, kontynuacja terapii wymaga ciągłości jeśli ma dać wyniki i terapeuta nie jest złośliwy, ani nie lekceważy rodziny. Po prostu trzeba się pogodzić z czasowymi niedogodnościami, w trakcie "leczenia duszy" . Tak jak nie można zdjąć gipsu w trakcie złamania, iść potańczyć, a potem go sobie znowu wsadzić, niech się dalej zrasta.
      • quba Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 10.09.13, 20:32
        Nie wiem jak to jest w Szwajcarii, ale w Polsce terapia polega na tym, że pacjent spotyka się z grupą terapeutyczną - raz, dwa razy w tygodniu i wspólnie przepracowują zadania, mające sprawić zmianę postawy pacjenta.
        Żadne wyjazdy, ani podobne spotkania w weekendy nie wchodzą w grę.
        Tylko się teraz zastanawiam jak jest lepiej?
        • yadaxad Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 10.09.13, 20:48
          Też wchodzą zakładając, że w tygodniu człowiek jest ograniczony pracą, a w weekend może poświęcić warsztatom osiem godzin. To raczej zależy od opłacania terapeuty. Ale intensywność, systematyczność i ciągłość terapii, bez luk w procesie, jest korzystniejsza dla leczonego.
    • 1lapaz Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 11.09.13, 10:52
      troche to przypomina leczenie jakiejs choroby lekarstwami, ktore powoduja uszkodzenia np. nerek, watroby itp...
    • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 11.09.13, 12:36
      Wg mnie to ok, w terapii chca 'wdrukowac' nowe sposoby reagowania i myslenia, a powrot do 'starego' zycia grozi zaprzepaszczeniem pracy i powrotem starych nawykow. To nie wina Twoja, dzieci, rodzicow czy kogokolwiek, tu chodzi o zmiane srodowiska, pewna stalosc bodzcow i schematow, dopoki sie nie uleza.
      • wielorak Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 12.09.13, 21:07
        ja chodziłam na 3miesięczną z NFZ 5 dni w tygodniu od 8ej do 14tej. Przez ten cały czas można było mieć tylko 2 nieobecności a jak się to przekroczyło to koniec terapii.Natomiast żadne spotkania poza terapią czy tym bardziej wyjazdy nie były organizowane- nawet w regulaminie pamiętam, że był taki punkt, że nie są wskazane żadne znajomości poza terapią z osobami z grupy.
        • 8maggie Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 17.09.13, 10:11
          Dziekuje za wszystkie odpowiedzi i wyjasnienia.
          Porownanie do zlamanej nogi i gipsu przemawia do mojej wyobrazni. Mimo to wciaz mam watpliwosci co do trafnosci terapii.
          Maz jest od 2 miesiecy na zwolnieniu i bierze udzial w terapii codziennie (5 razy w tygodniu). Przebywa w centrum terapeutycznym od 9:00 do 17:00 z czego 2 godziny to wlasciwa terapia grupowa a pozostaly czas to tak jakby luzniejsze rozmowy pomiedzy uczestnikami terapii ale tez o podlozu psychologicznym.
          Ostatnio terapeuta zaczal naciskac zebym ja tez przyjezdzala do centrum terapeutycznego. Dotychczas pojawilam sie tam raz. Co mnie dziwi to, ze on nie proponuje ale wlasnie naciska na to. Wysuwa przy tym rozne argumenty. Glownie takie ze nie powinnam siedziec w domu ale miec kontakt z ludzmi (ale zastanawiam sie czemu akurat z ludzmi z terapii??) Mam wrazenie ze ciagle naciska na to zeby moj maz jeszcze wiecej uczestniczyl w zyciu centrum terapeutycznego i zebym ja tez zaczela to robic. Dla mnie brzmi to jakos sekciarsko...
          No bo ile czasu mozna spedzac z tymi samymi ludzmi ( to tak jak w pracy- dla zdrowia psychicznego po pracy lepiej spotkac sie z kims spoza pracy, czyz nie??)

          Co o tym sadzicie?
          Czy sytuacja opisana przeze mnie pasuje do zalozen terapii grupowej? Czy to tak powinno wygladac?
          • nanie2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 17.09.13, 14:21
            Nie, to nie powinno tak wyglądać. Skoro czujesz, że coś jest nie tak to pewnie tak jest. Nie wiem na jakie zaburzenia cierpi Twój mąż, ale przypuszczam, że muszą to być straszne zaburzenia totalnie uniemożliwiające funkcjonowanie i nie poddawalne farmakoterapii skoro jest terapeutyzowany z taką intensywnością: to brzmi prawie jak zakład zamknięty. Terapia nie może być zastępstwem normalnego życia i powodem do zaniedbania obowiązków rodzinnych.
            A swoją drogą czy sprawdziłaś co to jest za ośrodek, jaką terapię stosuje, kto jest terapeutą, czy ma jakieś rekomendacje PTP (choć to też ściema...)?
            Czy rozmawiałaś z mężem o tym co będzie jak wyjdzie z terapii? Czy on w ogóle o tym chce rozmawiać? I czy termin zakończenia terapii jest jasno określony (powinien być)? Czy postępy są monitorowane, dokumentowane (powinny być)? Czy to jest terapia płatna?
            Nie masz obowiązku brania udziału w takich spotkaniach i nikt nie ma prawa naciskać na Twoją zgodę. Jeśli robi to mąż lub terapeuta to znaczy że faktycznie to są sekciarskie nieetyczne zachowania a Twój mąż zaczął się uzależniać od tego ośrodka. Próby wysyłania całego świata na terapię świadczą, że terapia skręca w niewłaściwą stronę- rezultatem terapii powinna być właśnie poprawa życia rodzinnego, lepsze więzi i wzięcie odpowiedzialności za siebie a nie obojętność ani poprawianie innych.
            A o sekciarskich chwytach napisałam kiedyś tutaj i co z tego wynikło: Sąd nierychliwy
            O skutkach ubocznych terapii: Negatywne skutki i także: nieprawidłowa terapia grupowa
            Mam nadzieję, że to nie jest Twój przypadek. Może słusznie porozmawiać z mężem o Twoich obawach? Bo one są i to olbrzymie pod pytaniem "czy to tak powinno być".
          • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 17.09.13, 15:02
            8maggie napisała:

            > Przebywa w centrum terapeutycznym od 9:00 do 17:00 z czego 2 go
            > dziny to wlasciwa terapia grupowa a pozostaly czas to tak jakby luzniejsze rozm
            > owy pomiedzy uczestnikami terapii ale tez o podlozu psychologicznym.



            A farmakoterapia jest równocześnie prowadzona przez psychiatrę? Rozumiem, że ten maraton o skuteczność którego nikt nie ośmielił się zapytać, to za kasę z NFZ. Ale co będzie, jak pracodawca męża, wkurzony jego wielomiesięczną absencją zrobi mu pa, pa? Za to psychomanipulant odpowiedzialności finansowej pewnie nie poniesie. Po utracie pracy dopiero się lęki zaczną jak dożyć do pierwszego...Lękami dzieciaka nie nakarmicie. Tak, że niech raczej mężuś ma na względzie dobro rodziny zamiast dopieszczanie własnego ego.



            > Ostatnio terapeuta zaczal naciskac zebym ja tez przyjezdzala do centrum terapeu
            > tycznego. Dotychczas pojawilam sie tam raz. Co mnie dziwi to, ze on nie proponu
            > je ale wlasnie naciska na to. Wysuwa przy tym rozne argumenty. Glownie takie ze
            > nie powinnam siedziec w domu ale miec kontakt z ludzmi



            Powiedz mu tak: Panie magistrze, ale szczerze - na ile punktów NFZ wycenia moją obecność w tym przybytku? Wg mojej wiedzy za 45 minut jest 12 pkt. od osoby dla Ośrodka x 11.50 zł. Podejrzewam, że za 8-mio godzinny maraton płaci wielokrotność tej kwoty. Dla magistra idzie 4.50 zł. brutto za punkt. Teraz rozumiecie Koleżanko, co w tej trawie piszczy? Forsa piszczy! A pan psychomanipulant stosuje trendy funkcjonujące w terapii uzależnień - jak mąż trzęsie dupą ze strachu, to żona "współuzależniona" i też trzęsie :). Za parę lat Wasze dziecko zdiagnozuje jako MDL (małe dziecko lękowca) a później DDL i też wciągnie na swoją orbitę, zapewniając sobie tym sposobem stały dopływ gotówki do własnej kieszeni. Ale cóż, Twoja rodzina, Twoje życie, Twój rozum. Więc róbta co chceta ;).



            >
            > Co o tym sadzicie?
            > Czy sytuacja opisana przeze mnie pasuje do zalozen terapii grupowej? Czy to tak
            > powinno wygladac?


            Pasuje do założeń? A jakie to ma znaczenie? Najważniejsze, żeby kasa pasowała do kieszeni. Co nie jest zabronione, to jest dozwolone. Moja rada - zmienić psychiatrę - naganiacza do jakiejś niepublicznej spóły, która załapała się na kontrakt z NFZ i leczyć zaburzenia lękowe metodą tradycyjną. No chyba, że mężowi szczególnie pasuje marnowanie czasu należnego Rodzinie na mielenie ozorem w towarzystwie drobnego cwaniaczka i stada zmanipulowanych popaprańców.
            • wiolcia29_2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 17.09.13, 17:09
              Naprodukowałaś się Ty i poprzedniczka trochę nie potrzebnie, bo terapia prowadzona jest w Szwajcarii. Myślę, że zanim napisze sie coś, najpierw należy przeczytać dokładnie cały wątek.
              • nvv Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 17.09.13, 17:25
                Ale trochę racji ma. Takie cyniczno zdrowo-rozsądkowe spojrzenie też dobre.
                W Szwajcarii też nie robią za darmo, NFZ można sobie zamienić na inny skrót, PLN na CHF, itp.
                • 8maggie Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 17.09.13, 19:06
                  Mysle ze kraj nie powinien grac roli, zasady terapii grupowej powinny byc takie same wszedzie.
                  Tez mi chodzilo po glowie ze to moze chodzic poprostu o kase, ale nie chcialo mi sie wierzyc ze az takie naciagactwo....

                  Wlasnie: termin zakonczenia i przebieg terapii jest WIELKA ZAGADKA. Od dwoch miesiecy dostaje zwolnienia na dwa tygodnie i nigdy nie wiemy czy to sa ostatnie dwa tygodnie czy tez bedzie kontynuacja.

                  Maz jest podobnie zaskoczony naciskami na moje uczestnictwo jak i ja i konsekwentnie odmawia. Naciski sa tylko ze strony terapeuty. Poki co kategorycznie odmowil wyjazdu do Wloch razem z grupa.
                  • yadaxad Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 17.09.13, 21:00
                    Niewątpliwie terapia powinna mieć program, określony w czasie i etapy. Żadnej terapii nie ciągnie się w nieskończoność. Nawet indywidualnej. Psycholog musi mieć program od do i jeśli pacjent w tym określonym czasie nie zrobi postępów i "nie zaliczy" terapii , terapeuta musi terapię zamknąć. Skierować do innego terapeuty, czy na inny program. Jeśli chodzi o uczestnictwo bliskich w terapii, nie ma w tym nic dziwnego. To tak, jak ktoś ma jakąś chorobę wymagającą dłuższej kuracji, to lekarz najpierw przybliża ją pacjentowi i leczy, a potem chce rodzinie wyjaśnić jej przebieg i zachowania pomagające uzdrowieniu, by rodzina wątrobowcowi nie wciskała golonki i schabowego, by nabrał kondycji. Twoja sceptyczność nie jest na szkodę. Ale w tej sytuacji bym się cieszyła, że możesz spojrzeć za kulisy. O to bardziej, że mąż się broni. Może mąż ma świadomą, czy nieświadomą chęć manipulacji "swoją przypadłością" w relacjach domowych, a twój kontakt z wyjaśnieniem mechanizmów problemu postawi cię w racjonalnej pozycji, niepodatnej na emocjonalny szantaż.
                    • 8maggie Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 17.09.13, 22:21
                      yadaxad napisał(a):

                      > Ale w tej sytuacji bym się cieszyła, że możesz spojrzeć
                      > za kulisy. O to bardziej, że mąż się broni. Może mąż ma świadomą, czy nieświad
                      > omą chęć manipulacji "swoją przypadłością" w relacjach domowych, a twój kontakt
                      > z wyjaśnieniem mechanizmów problemu postawi cię w racjonalnej pozycji, niepoda
                      > tnej na emocjonalny szantaż.

                      Rozmawiamy codziennie o przebiegu terapii i o tym co bylo dyskutowane na terapii. O chec manipulacji ze str meza sie nie obawiam.
                      Nie mialabym nic przeciwko uczestniczeniu w spotkaniach gdyby jasno padl argument ze moja obecnosc pomoze w terapii. Naciski byly jednak inaczej argumentowane: powinnam uczestniczyc w zyciu towarzyskim centrum terapeutycznego (!) gdyz jestem osoba introwertyczna a to ma zly wplyw na meza.

                      A teraz najlepsze: Dzisiaj maz poprosil o wyjasnienia tych naciskow i pan terapeuta stwierdzil ze byla to z jego strony prowokacja- chcial zmusic meza to stawienia oporu gdyz wg terapeuty jest on osoba ktora nie potrafi sprzeciwic sie gdy sytuacja tego wymaga.

                      Echh szkoda gadac- terapelta od siedmiu bolesci.

                      W kazdym badz razie dziekuje Wam za wszystkie odpowiedzi.
                      • yadaxad Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 17.09.13, 23:30
                        Nie jesteś obiektem terapii, więc terapeuta nie może cię diagnozować. Twoje zachowanie (samo o sobie naturalne) może mieć zły wpływ na męża, ale wpływ terapii powinien zły odbiór ciebie rozbrajać. Prowokacja, do stawiania oporu, nie może dotyczyć osób postronnych. Powinna się odgrywać wobec osób w grupie i w ramach terapii grupowej być rozwiązywana. Przy terapii grupowej, terapeuta nie jest obiektem do celowego podważania decyzji. Mąż może mieć problemy z przeciwstawianiem się, ale musi to przećwiczyć w grupie, ale nie na terapeucie. Terapeuta jest nad nimi i opanowywać, rozkładać, kierować, wyjaśniać powstałe emocje, jako autorytet .
                        • johnnie-w-alker Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 00:33
                          Aż nie mam odwagi zabrać tutaj głosu,bo jak czytam wypowiedzi tylu "znawców" a raczej "znawczyń" terapii,to muszę mocno zebrać na odwagę i się przemóc,by z taką pewną nieśmiałością wtrącić swoje trzy grosze,które są raczej taką łyżką dziegciu,którą muszę wrzucić do beczki miodu,którą tutaj odpowiadający otwarli ,by utwierdzić pytającą w słuszności jej stanowiska i przejechać się po niecnym wydrwigroszu ,oszuście i dyletancie,który zajmuje się terapią męża.
                          Otóż ja mam całkiem odmienne zdanie na ten temat.
                          Lęki męża nie biorą się odmiennego powietrza w Szwajcarii,lecz są prawdopodobnie wynikiem przeżywanych trudności w relacjach.
                          Te najważniejsze relacje- to są relacje rodzinne.

                          Już samo to,że mąż bierze udział w terapii grupowej wskazuje na to,że ma trudności w relacjach interpersonalnych,bo jedynie grupa daje dobre warunki do przezwyciężania takich trudności.To,że u nas w Polsce terapia odbywa się w takim,a nie innym systemie wynika ze względów finansowych,a nie względów leczniczych.Jest bardzo pożądane by członkowie grupy stykali się z sobą i wchodzili w różne interakcje w sytuacjach poza sesjami ponieważ to daje materiał do analizy i przepracowania na sesji.
                          (.Zupełnie czym innym są kontakty prywatne poza terapią i grupą terapeutyczną w trakcie leczenia.)

                          W procesie terapii grupowej jest pożądane by zarówno pacjent miał możliwość zdystansowania się na jakiś okres od rodziny jak również,by członkowie rodziny mogli uczestniczyć w procesie terapii.
                          Jak ten udział powinien wyglądać oraz na jakich zasadach się odbywać, to powinno być z góry określone i podane wcześniej przed rozpoczęciem terapii.
                          Są terapie grupowe gdzie wręcz warunkiem niezbędnym do uczestnictwa w terapii jest uczestnictwo najbliższej rodziny.Zwykle osoby z rodziny nie biorą wtedy udziału w terapii wspólnie z grupą terapeutyczną,lecz terapeuta ( terapeuci ) spotykają się na oddzielnych sesjach z członkami rodzin.Takie rozwiązanie daje terapeucie o wiele lepszy ogląd wzajemnych stosunków w rodzinie i rzuca dodatkowe światło na ewentualne źródła przeżywanych przez pacjenta trudności.
                          Natomiast członkowie rodzin mają okazję poznać członków grupy i grupa również ich poznaje i dzieli się swoimi wrażeniami z pacjentem.
                          Z Tobą Yadaxad nie zgadzam się w tym co napisałaś,że pacjent nie może się przeciwstawić terapeucie.Czasami jest to niezbędne właśnie by pacjent potrafił przeciwstawić się autorytetowi.Nie chodzi o podważanie autorytetu lecz o wyrażenie swoich emocji związanych z zachowaniem terapeuty.
                          Jakie konkretnie cele miał ten terapeuta? Tego nie wiem,lecz byłbym daleki od wyciągania takich nieuprawnionych wniosków jakie tutaj wyciągnięto.
                          To, co tutaj zrobiono ,to właśnie osoby postronne nie mające żadnej wiedzy o tej konkretnej terapii bardzo się starały podważyć wiarygodność terapeuty ponieważ jak znam życie, to autorka pokaże mężowi odpowiedzi,które tutaj dostała od "znawców".Zresztą, samo nastawienie żony do terapii męża ma również niebagatelne znaczenie.
                          Takie zagadnienia jednak jak widzę leżą poza zakresem wyobraźni i odpowiedzialności tutaj piszących.

                          • yadaxad Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 01:13
                            Przeciwstawianie się terapii jest normalne, pacjent walczy z terapeutą, bo jakby się z nim zgadzał to nie musi być w terapii. Sugerowałam, że relacje męża mogą być manipulacją obronną. Relacje z rodziną też zaznaczyłam. Forum nie jest terapią, ale doszukiwaniem się jak sytuacja wygląda. Relacja o terapii jest podwójnie przekłamana. Bo raz żona dostaje refleksję od męża, potem nam przedstawia swoją refleksję, a posty dorzucają swoją trzecią refleksję. Tym się tworzą tylko sugestie, które się rozwiną w różnych kierunkach, może gdzieś sensownych.
                          • 1lapaz Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 07:36
                            a moja wyobraźnia mi podpowiada, ze najlepiej gdyby autorka postu zaczęła uczęszczać na terapię i odizolowała się od rodziny, bo inaczej poniesie psychiczne koszty leczenia męża... coś za coś, a o własny komfort też trzeba zadbać... a propos to jakaś plaga mężczyzn, ktorzy nie daja rady i są słabi
                          • nanie2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 09:07
                            To, co tutaj zrobiono ,to właśnie osoby postronne nie mające żadnej wiedzy o tej konkretnej terapii bardzo się starały podważyć wiarygodność terapeuty.

                            No jasne, obawiam się jednak, że ty również tej wiedzy nie masz, a autorka pisze na nieeksperckim forum. To nie jest kwestia wiedzy czy uznania "autorytetu terapeuty", ale wyczucia co między ludźmi powinno być a czego nie. Terapeuci nie są wyroczniami w kwestiach etyki a terapia z samego założenia jest sytuacją nieetyczną. Terapeutów w związku z tym obowiązują pewne ramy: np. ustalenie długości trwania terapii. Ramą jest także to, że nie ma przymusu brać w niej udziału. Naciski, prowokacje na osobę postronną są nieetyczne i też pozaramowe. I faktem jest, że oddziaływania grupowe są obarczone najwyższym ryzykiem niepowodzenia. Mam nadzieję że się mylę w tym przypadku, że terapia zastępuje tutaj życie. Jeśli jednak członek rodziny szuka opinii o terapii na obcym forum zamiast skonsultować swoje obawy z innym neutralnym terapeutą, z superwizorem czy jakąś neutralną organizacją konsumencką to znaczy że ten system nie działa jak trzeba. Za moment nasza bohaterka sama dostanie lęków a jej życie rodzinne się rozpadnie. No, ale pacjent będzie szczęśliwy po praniu mózgu, czyli terapeuta odniesie prawdziwy sukces :).

                            Lęki męża nie biorą się odmiennego powietrza w Szwajcarii,lecz są prawdopodobni
                            > e wynikiem przeżywanych trudności w relacjach.

                            To tylko czcze dywagacje.
                            • johnnie-w-alker Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 11:26
                              nanie2 napisał!
                              >
                              > No jasne, obawiam się jednak, że ty również tej wiedzy nie masz, a autorka pisz
                              > e na nieeksperckim forum.
                              Hu,hu,hu , ale narobiłem ! Nie będę się z tobą licytował w tym względzie.

                              a terapia z samego założenia jest sytuacją nie
                              > etyczną.

                              co za nowatorskie spojrzenie i stwierdzenie !!!




                              > . Mam nadzieję że się mylę w tym przypadku, że terapia zastępuje tutaj życie. J
                              > eśli jednak członek rodziny szuka opinii o terapii na obcym forum zamiast skons
                              > ultować swoje obawy z innym neutralnym terapeutą, z superwizorem czy jakąś neut
                              > ralną organizacją konsumencką to znaczy że ten system nie działa jak trzeba. Za
                              > moment nasza bohaterka sama dostanie lęków a jej życie rodzinne się rozpadnie.

                              Nie neguję ,że nasza bohaterka może przeżywać trudne chwile związane z terapią męża.Powszechne jest oczekiwanie członków rodzin,że to pacjent się zmieni w kierunku przez nich pożądanym.Tymczasem nie zawsze tak jest.Najczęściej jest tak,że owszem pacjent się zmienia co napotyka opór pozostałych członków rodziny,którym trudno zaakceptować nową sytuację.Najczęściej zmiany muszą dotyczyć całej rodziny i przypuszczam,że terapeuta dlatego tak nalega i naciska na kontakt z bohaterką.
                              Inna rzecz( przynajmniej z tego co napisała wynika),że robi to jakoś nie wprost więc trudno mi powiedzieć o co naprawdę mu chodziło.

                              skonsultować z organizacją konsumencką? ha,ha,ha !!!
                              > No, ale pacjent będzie szczęśliwy po praniu mózgu, czyli terapeuta odniesie pr
                              > awdziwy sukces :).
                              na czym opierasz to stwierdzenie?
                              >
                              > Lęki męża nie biorą się odmiennego powietrza w Szwajcarii,lecz są prawdopodo
                              > bni
                              > > e wynikiem przeżywanych trudności w relacjach.

                              > To tylko czcze dywagacje.
                              Nie moja droga! To nie są czcze dywagacje,lecz przyczyna większości zaburzeń nerwicowych,właśnie problemy relacyjne.

                              Możesz oceniać moje wypowiedzi jako naiwne,dziecięce itp.Masz do tego prawo.

                              Czytając Twoje odkrywcze myśli i stwierdzenia odnośnie psychoterapii; ja z kolei mam wrażenie,że poziomem doświadczenia i wiedzy o tym, o czym piszesz, dorównujesz wiedzy i doświadczeniu ekspertom z zespołu Maciarewicza w kwestii wypadków lotniczych. Całkiem podobne macie również nastawienie.
                              Gratuluję !
                              • nanie2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 13:31
                                Bardzo serdecznie i całkiem poważnie dziękuję za gratulacje. Staram się przejrzeć mechanizmy istniejące pod marketingiem psychoterapii nie tracąc nic ze swojej wrażliwości ani wartości. I fakt, to nic nowatorskiego. Krytyków "psychologii stosowanej" jest pełno od przeszło wieku. To poważne nazwiska, praktycy, etycy. Czasy idiotów łykających każdą bzdurę, tylko dlatego, że raczył ją wypowiedzieć "autorytet psychoterapeuta" z któregoś z rozmnożonych pół tysiąca podejść "terapeutycznych" też już mijają.

                                Oczywiście, że sprzedawanie takich bzdur jak "leczenie", "neutralność światopoglądowa" "kochamy cię, zawiniemy w dywanik i udusimy" czy "prostytucja przyjaźni" jest wysoce nieetyczne. Rozumiem jednak, że oceniasz to inaczej, według specyficznej "etyki" tj: liczy się kasa+terapeuta ma zawsze rację a jeśli nie ma patrz pkt1. Wtedy tak, zgadzam się, taka sprzedaż jest wysoce "etyczna".

                                A wracając do opisywanego przypadku. Mamy po prostu za mało informacji, żeby ocenić co się dzieje. Sama zainteresowana odbiera to jako "sekciarstwo" i nacisk. Oczywiście, że jest bezczelna, bo powinna przyjąć wszystko co się dzieje w jej rodzinie z poduszczenia terapeuty bez szemrania. Jej obawy, które ja trochę podzielam, są - w świetle twojej etyki- nieważne. To przecież idiotka, która musi pogodzić się z tym, że pacjent się nie zmieni "w kierunku przez nią pożądanym", prawda? Czego można wymagać od bliskich - żeby się dzieckiem zajęli czy poszli raz na rodzinne spotkanie? Przecież komuś, kto się "leczy" i "rozwija" takimi duperelami głowy zawracać nie można. No i sama coś musi ze sobą zrobić- jest w ocenie fachowca za bardzo "introwertywna", więc się musi naprawić...

                                Nie śmiałabym się tak bardzo z instytucji konsumenckich. Lub np. fundacji "Primum non nocere". Za moment może i ty będziesz potrzebował pomocy stojąc samotnie przeciwko terapeucie cierpiącemu na chorobliwy przerost potrzeby władzy. Jak wiemy, psychoterapeuci niestety od trzech dekad nie potrafili zdefiniować jeszcze kim jest "psychoterapeuta" ani czym jest właściwie "usługa terapeutyczna" nie mówiąc już o "błędzie w sztuce". Jak popełnią taki niezdefiniowany "błąd" na tobie lub twojej rodzinie może zmienisz zdanie. A twoje cierpienie będzie wyjątkowe bo najtwojsze, tu możesz mi zaufać. Tak naprawdę gratulacje terapeutom się należą za pobieranie kasy za niezdefiniowane nic. Więc im pogratuluj także, to prawdziwy wyczyn.
                                • johnnie-w-alker Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 14:03
                                  Z tego ,co napisałaś, wnioskuję,że musiałaś zostać skrzywdzona podczas jakiejś terapii .
                                  Jednak byłoby dobrze byś zdała sobie sprawę z tego,że Twój przypadek może być wyjątkiem , a Twój ogląd rzeczywistości w tej materii zniekształcony ponieważ patrzysz na świat przez pryzmat swego urazu.
                                  W takiej sytuacji łatwo o generalizacje i nieuprawnione wnioski.
                                  • nanie2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 08:49
                                    Nie, nie zostałam skrzywdzona w czasie terapii. I jestem całkowicie zdrowa na umyśle , jeśli tu mi chciałeś dosr..ć. Ale ludzi pokrzywdzonych w czasie terapii nie słychać , fakt. Są zakneblowani przez marketing i "ałtorytety". Chcemy wierzyć w dobry, sprawiedliwy świat. I że jest ktoś kto wie co robi i że "leczy duszę".
                                    Zresztą większość materii psychoterapeutycznej opiera się na generalizacjach, fantazjach i wnioskowaniu nie popartym żadną empirią. Np. lansowany przez ciebie wzór: przyczyny problemów w życiu dorosłym należy szukać w dzieciństwie. Lub: oddziaływanie na przyczynę (problemy z rodzicami) sprawi, że problem zostanie rozwiązany. Tak to nie działa przecież.
                                  • nanie2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 08:53
                                    Nie, nie zostałam skrzywdzona w czasie terapii. I jestem całkowicie zdrowa na umyśle , jeśli tu mi chciałeś dosr..ć.
                                    Ale ludzi pokrzywdzonych w czasie terapii nie słychać , fakt. Są zakneblowani przez marketing i "ałtorytety". Chcemy wierzyć w dobry, sprawiedliwy świat. I że jest ktoś kto wie co robi i że "leczy duszę".
                                    Zresztą większość materii psychoterapeutycznej opiera się na generalizacjach, fantazjach (te wewnetrzne dzieci czy krytycy...) i wnioskowaniu nie popartym żadną empirią. Np. lansowany przez ciebie wzór: przyczyny problemów w życiu dorosłym należy szukać w dzieciństwie. Lub inne, nie wiem czy od ciebie: oddziaływanie na "przyczynę" (problemy z rodzicami) sprawi, że problem tu i teraz zostanie rozwiązany. Tak to nie działa przecież.
                                • 8maggie Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 14:14
                                  Alez sie dyskusja rozwinala.
                                  Poniewaz widze padly rozne dywagacje na temat przyczyn terapii rzuce troche swiatla na sytuacje. Maz trafil na terapie z powodu atakow paniki. Jest rowiedziony i ma corke z poprzedniego malzenstwa.Panika wynika ona z obsesyjnej mysli ze byla zona pojawi sie ( po raz kolejny) przed drzwiami domu lub w pracy i zacznie robic sceny. Leki te nasilily sie po pojawieniu sie na swiecie naszego dziecka. Ciezko to skrotowo opisac a nie chce zanudzac.
                                  Co mnie zaskoczylo w terapii to, ze przyczyn tego stanu dopatruje sie nie w toksycznym pierwszym malzenstwie i rozwodzie ale w dziecinstwie mojego meza ( surowosc i nie zrozumienie ze str rodzicow). Wiec nie jest to tak proste ze stan meza "jest wynikiem przeżywanych trudności w relacjach". Do zbyt duze uogolnienie.

                                  Co do moich oczekiwan co do terapii i terapeuty:
                                  Jesli uwaza ze dyskusja ze mna wniesie duzo do terapii chetnie przyjade na godzine lub dwie i porozmawiam z nim. Problem ze on tego tak nie postawil. W zamian za to proponuje zebym udzielala sie towarzysko w jego centrum argumentujac ze jestem introwertykiem. Moim zdaniem terapeuta ow powinien czasem zejsc na ziemie i pomyslec racjonalnie gdyz spedzanie pol dnia pomiedzy jego pacjetami i jak to bylo wyzej okreslonie "mielenie jezorem" to ostatnia rzecz na ktora mam ochote majac u boku zabkujacego szkraba.

                                  • nanie2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 14:42
                                    Problem ze on tego tak nie postawil. W zamian
                                    > za to proponuje zebym udzielala sie towarzysko w jego centrum argumentujac ze
                                    > jestem introwertykiem.

                                    To mnie utwierdza w moim laickim przekonaniu o głupocie i nieetycznym postępowaniu tego terapeuty. Ale to tylko moje przekonanie :). Faktycznie, introwersja to ciężka choroba, którą powinno się "leczyć" psychoterapią, chińską torturą wodną i elektrowstrząsami. ;)
                                  • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 15:00
                                    > Co mnie zaskoczylo w terapii to, ze przyczyn tego stanu dopatruje sie nie w tok
                                    > sycznym pierwszym malzenstwie i rozwodzie ale w dziecinstwie mojego meza ( suro
                                    > wosc i nie zrozumienie ze str rodzicow). Wiec nie jest to tak proste ze stan me
                                    > za "jest wynikiem przeżywanych trudności w relacjach". Do zbyt duze uogolnienie

                                    Jedno nie stoi w sprzecnosci z drugim. W dziecinstwie- lub mlodosci- powstalo zyzne podloze, na ktore spadlo ziarno w jego pierwszym zwiazku.
                                  • johnnie-w-alker Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 20:25
                                    o mnie zaskoczylo w terapii to, ze przyczyn tego stanu dopatruje sie nie w toksycznym pierwszym malzenstwie i rozwodzie ale w dziecinstwie mojego meza ( surowosc i nie zrozumienie ze str rodzicow). Wiec nie jest to tak proste ze stan meza "jest wynikiem przeżywanych trudności w relacjach". Do zbyt duze uogolnienie.

                                    Ja nie napisałem,że jego lęki wynikają z powodu trudności w relacji z Tobą.Stosunki z rodzicami to też relacje.Nie uważasz?
                                    Z reguły, jeśli ktoś ma takie trudności w dorosłym życiu,to one mają swój prapoczątek w relacji z rodzicami.
                                    • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 11:34
                                      johnnie-w-alker napisał(a):
                                      > Z reguły, jeśli ktoś ma takie trudności w dorosłym życiu,to one mają swój prap
                                      > oczątek w relacji z rodzicami.


                                      Prapoczątek, to nie są relacje z rodzicami, tylko parszywe geny przekazane przez rodziców ;). Cóż, rodziców nikt sobie nie wybiera, ale wartości rodzinne można w swojej rodzinie realizować lub nie. Jak by nie patrzeć, już jedno dziecko jest ofiarą zdeptania tych wartości - ma rozbitą rodzinę. Ex daje jednoznaczne sygnały w kierunku winy b. żony. Jaka jest prawda, nie wiemy.
                                  • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 11:24
                                    8maggie napisała:

                                    >. Maz trafil na terapie z powodu atakow paniki. Jest rowiedzion
                                    > y i ma corke z poprzedniego malzenstwa.Panika wynika ona z obsesyjnej mysli ze
                                    > byla zona pojawi sie ( po raz kolejny) przed drzwiami domu lub w pracy i zaczni
                                    > e robic sceny. Leki te nasilily sie po pojawieniu sie na swiecie naszego dzieck
                                    > a.



                                    Nie odbierz tego jako złośliwość, ale nastawienie terapeuty, powinno iść w kierunku poprawienia relacji z jego byłą żoną, która jest przyczyną jakichś irracjonalnych lęków. W końcu są rodziną, mają dziecko w sprawach którego muszą współpracować i porozumiewać się bez lęku i wrogości. Ty i Wasze dziecko nie macie nic z tym wspólnego i angażowanie Twojej osoby w jego problemy spycha Cię do pozycji "współuzależnionej". Na pewno to co mąż odczuwa, te ataki paniki są jakąś postacią zaburzeń nerwicowych a w tej sytuacji może korzystniejsza byłaby terapia indywidualna a na pewno rodzinna. Myślę, że zwłaszcza ta ostatnia miałaby spore szanse na sukces.
                                    A jak Ty się czujesz w tej sytuacji, jakie są Twoje relacje z pierwszą rodziną męża? Wojna i nienawiść, izolacja, poprawność i emocjonalny dystans, oschłość, inne? To tak z ciekawości pytam, nie chcesz, nie odpowiadaj.
                                    • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 11:44
                                      Nalezaloby zapytac, czemu maz boi sie panicznie bylej zony, czy ona taka zolza, czy maz taki panikarz. ataki paniki pojawiaja sie w zwiazku z jakims wydarzeniem, a potem sa juz nieracjonalne, sa automatyczna odpowiedzia na mysl o zagrozeniu, ale skad te zagrozenie?
                            • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 12:18
                              nanie2 napisała:
                              > No jasne, obawiam się jednak, że ty również tej wiedzy nie masz,


                              Nie zgodzę się z Tobą narni2. Po pierwszych zdaniach widać, że autor postu ma o psychoterapii wiedzę czysto akademicką, daleko odbiegającą od realiów życiowych i wnikliwości psychologicznej. Zadufany w sobie, utwierdzony w swoich racjach być może świeżo upieczonym certyfikatem, a najgorsze to to, że jest bezkrytyczny i stronniczy wobec swojej grupy odniesienia jak nuworysz dopuszczony na salony. Przecież my wszystkie podważamy tutaj wartość bożka, w którego pan psychoterapeuta wierzy, bo tylko on nadaje sens jego pracy i jego papierkowi zwanemu certyfikatem. To mechanizm obronny taki, jak każdy inny ;).
                          • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 12:05
                            johnnie-w-alker napisał(a):
                            > Te najważniejsze relacje- to są relacje rodzinne.[/u]
                            > Już samo to,że mąż bierze udział w terapii grupowej wskazuje na to,że ma trudno
                            > ści w relacjach interpersonalnych,bo jedynie grupa daje dobre warunki do przezw
                            > yciężania takich trudności.


                            Myślę, że Twoje wnioski idą zbyt daleko w stosunku do informacji, które podała autorka wątku. Mąż realizuje się zawodowo, problemów w relacjach z obecną żoną też nie widać. Owszem, były problemy w relacjach z poprzednią, stąd ataki paniki. Kluczem do trafniejszych rozważań byłyby informacje o zakresie i częstotliwości kontaktów ze starszym dzieckiem oraz sposób realizowania przez oboje władzy rodzicielskiej. Odnoszę wrażenie, że maż ucieka w chorobę aby tych obowiązków wobec poprzedniej rodziny nie realizować, ma jednak podświadome, głębokie poczucie winy z tego powodu uzewnętrzniane w objawach neurotycznych. Jeśli jednak problem dotyczy rodziny, najodpowiedniejsza byłaby psychoterapia rodzin, oczywiście z udziałem starszej córki pacjenta a nie psychoterapia grupowa z przypadkowo dobranymi osobami.








                      • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 12:23
                        8maggie napisała:
                        Rozmawiamy codziennie o przebiegu terapii i o tym co bylo dyskutowane na terapi
                        > i.


                        A o jego pierwszej rodzinie rozmawiacie chociaż raz na tydzień?


                        > A teraz najlepsze: Dzisiaj maz poprosil o wyjasnienia tych naciskow i pan terap
                        > euta stwierdzil ze byla to z jego strony prowokacja- chcial zmusic meza to staw
                        > ienia oporu gdyz wg terapeuty jest on osoba ktora nie potrafi sprzeciwic sie gd
                        > y sytuacja tego wymaga.


                        Nieładnie, a może nawet wstrętnie :(. Ale już wiemy kto to jest: psychomanipulant bez cienia szacunku dla swoich klientów. Traktuje ich jak przedmioty manipulacji.
              • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 17.09.13, 20:51
                wiolcia29_2 napisała:
                Naprodukowałaś się Ty i poprzedniczka trochę nie potrzebnie, bo terapia prowadz
                > ona jest w Szwajcarii.


                Skąd wiesz? Autorka wątku nigdzie nie napisała, że psychoterapia jest prowadzona w Szwajcarii. I w ogóle, co to ma do rzeczy? Tam nie ma lekarzy psychiatrów, ICD nie obowiązuje, a może nie ma farmakoterapii usuwającej zaburzenia lękowe, tylko "leczy się" te stany modnym obecnie mieleniem ozorem (zwanym psychoterapią) bez ponoszenia odpowiedzialności karnej za skutki swojej radosnej twórczości ? Oszuści, naciągacze, wydrwigrosze są wszędzie. Szczególnie na Zachodzie tolerancja władz dla różnego rodzaju ruchów odnowy, samodoskonalenia (oczywiście pod przewodnictwem duchowym takiego lub śmakiego guru, kościołów, związków wyznaniowych, itp. jest wręcz zatrważająca. Kręci się to wszystko gładko do czasu zbiorowych samobójstw kilkuset członków ruchu lub, lub sprintu guru na Karaiby z kilku milionami składek od naiwnych.
                • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 08:15
                  Podchodzisz dosc cynicznie i wrzucasz wszystko do jednego wora. Nie jest tak, ze kazda psychoterapia to wyciaganie kasy, przeciaganie czasu trwania i 'radosne gadki', o czym swiadczy chociazby to, ze ostatnio najbardziej popularny trend w psychoterapii to terapia poznawczo-behawioralna, ktora ma z cel skrocic czas terapii i ktora w duzej mierze polemizuje z psychodynamika jaka forma terapii zbyt dlugotrwala.
                  Swiat psychlogii to nie jest jednorodny swiat, jakis ukartowany spisek, istnieja wewnetrzne dyskusje, obserwacje, analizy, a takze spory. Zadna terapia nie jest skuteczna w 100%, to zalezy od pacjenta i doboru terapii. Istnieja wzglednie proste zaburzenia, ktore leczy sie szybko psychoterapia i skutecziej niz lekami, np proste fobie (strach przed lataniem czy psami).
                  Oczywiscie istnieje tez spore grono naciagaczy, oszustow. Jak w kazdej branzy. Wiadomo, ze sa tacy i wsrod innych lekarzy i w ogole w roznych branzach. Generalnie wolny rynek opiera sie na tym, ze sprzedawca chce zarobic i reszta zalezy od uczciwosci, ktora oczywiscie w zawodzie terapeuty jst wazniejsza niz w sytuacji sprzedawcy obwoznego dywanow, ktory tezmoze byc uczciwy a moze byc naciagaczem.
                  • nanie2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne-na marginesie 18.09.13, 09:15
                    Ogólnie się zgadzam, ale:
                    ostatnio najbardziej popularny trend
                    > w psychoterapii to terapia poznawczo-behawioralna,

                    Tak, kwestia kasy i rządowych raportów skuteczności, z których zrobiono marketingowy trend. Ludzie kupili.

                    Zadna terapia nie je
                    > st skuteczna w 100%, to zalezy od pacjenta i doboru terapii.

                    Nie, to zależy także od terapeuty. Nie zwalniaj ich z odpowiedzialności.

                    Genera
                    > lnie wolny rynek opiera sie na tym, ze sprzedawca chce zarobic

                    Właśnie, i to jest w "psychoterapii" nieetyczne. Tym bardziej, że terapeuta niczego nie sprzedaje. Płaci się za niezdefinowaną usługę a nie za obiektywne wyniki. No i pacjent nie ma żadnych szans obrony przez nieuczciwymi sprzedawcami marzeń. Taki to dziwnie wolny rynek.
                    • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne-na marginesi 18.09.13, 11:03
                      nanie2 napisała:

                      > Ogólnie się zgadzam, ale:
                      > ostatnio najbardziej popularny trend
                      > > w psychoterapii to terapia poznawczo-behawioralna,

                      > Tak, kwestia kasy i rządowych raportów skuteczności, z których zrobiono marketi
                      > ngowy trend. Ludzie kupili.
                      >

                      Nie wnikalem tak bardzo, by sprawdzac motywacje roznych szkol terapii i ich 'chciwosc', zakldam, ze sa wsrod nich osoby i uczicie, i nieuczciwe.
                      Przyklad CBT podalem w kontekscie wypowiedzi Ledy. Terapia CBT jest bowiem z natury rzeczy wrecz 'ekspresowa'- z reguly probuje sie nia leczyc problem w trakcie 6 sesji, w bardziej zlozonych przypadkach tylko dluzej i to tez 12 sesji a nie 200.
                      Zreszta, CBT popiera idol Ledy zwany witkowskim:)




                      > Zadna terapia nie je
                      > > st skuteczna w 100%, to zalezy od pacjenta i doboru terapii.

                      > Nie, to zależy także od terapeuty. Nie zwalniaj ich z odpowiedzialności.
                      >

                      Nie zwalniam- napisalem, ze to zalezy od pacjenta i od metod terapii- przez to drugie mialem na mysli stosowane techniki ale w domysle- stosowane w sposob profesjonalny.
                      Choc moze istotnie wazne jest podkreslenie, ze powinna tez istniec jakas 'chemia' miedzy terapeuta a pacjentem. Jak cos nie gra, nie ma zaufania, to trzeba szukac dalej.
                      No chyba ze ciagle nie gra:)

                      > Genera
                      > > lnie wolny rynek opiera sie na tym, ze sprzedawca chce zarobic

                      > Właśnie, i to jest w "psychoterapii" nieetyczne. Tym bardziej, że terapeuta nic
                      > zego nie sprzedaje. Płaci się za niezdefinowaną usługę a nie za obiektywne wyni
                      > ki. No i pacjent nie ma żadnych szans obrony przez nieuczciwymi sprzedawcami ma
                      > rzeń. Taki to dziwnie wolny rynek.

                      No to jest kwestia delikatna. Mamy rynek uslug panstwowych, gdzie sa inne zasady, i rynek prywatny. W panstwowym tez sa mozliwe naduzycia, ale innego rodzaju. Na poziomie terapeutow- raczej nie ma zagrozenia 'wyciagania kasy' albo przeduzania terapii, bo terapeuci dostaja kase od godziny a przyplyw pacjentow maja zapewniony tak czy owak. Tutaj jest oczywiscie ryzyko typowe dla instytucji panstwowych- czyli olewactwa i stosunku 'czy sie stoi czy sie lezy'.
                      Prywaciarz z kolei teoretycznie bardziej sie stara, bedzie sie bardziej usmiechal i mial ladniejszy gabinet, ale z kolei, jako ze zalezy mu na zdobyciu pacjentow, moze przedluzac terapie w nieskonczonosc i wynajdywac nowe problemy, aby tylko 'ssac' kase. No skrajnie perfidny terapeuta moglby wrecz specjalnie zle leczyc albo wrecz indukowac problemy, aby z nich potem leczyc (dlugotrwale) ale to juz chyba skrajnosc, bo trzebaby byc totalnym sk... zeby tak robic.
                      Na pewno problemem jest za to problem jasnych kryteriow, bo z natury rzeczy sa dosc subiektywne.
                      • nanie2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne-na marginesi 18.09.13, 14:34
                        Na pewno problemem jest za to problem jasnych kryteriow, bo z natury rzeczy sa
                        > dosc subiektywne.

                        Właśnie- brak kryteriów, zgadzam się. I dlatego te dyskusje o psychoterapii są takie niespójne, bo sama materia jest niespójna. Z tego wynika brak pojęcia błędu, brak uregulowań prawnych etcetc. Co więcej, każdą metodę badania skuteczności można podważyć. Tylko czy jest to faktyczna niemożność ustalenia kryteriów czy wygodnictwo że ich nie ma? Ja nie twierdzę, że nie ma uczciwych terapeutów czy psychologów. Tylko nie wiemy nawet ilu praktykuje nie mówiąc już o ich wynikach, które nie są monitorowane. Więc o czym tu dyskutować? Są jednak przypadki osób poszkodowanych. Całkiem konkretne.
                        Co ciekawe, kiedyś pojawił się tutaj głos, że nawet klient nie jest w stanie ocenić, czy terapeuta mu trwale pomógł czy nie. I to jest fakt - oceny, narracja ludzka są zmienne, również w odniesieniu do terapii.
                        A "idol Ledy zwany witkowskim":) mówi- sprzedawajmy ludziom coś, co ma (jakoś) zdefinowaną, obserwowalną skuteczność na dużej grupie przypadków tak jak lek czyli CBT. Był objaw, nie ma objawu i tyle. I tyle w zasadzie można ocenić, reszta to ocean, w którym swobodnie pływają szarlatani. Sprzedaż "ple, ple" jest nieetyczna. I ja się z tym zgadzam.
                        • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne-na marginesi 18.09.13, 15:08
                          Tak, skutecznosc zalezy od zdefiniowania problemu. Problem mozna zdefiniowac bardzo ogolnie- np niska samoocena- i jakkolwiek moze to byc trafna diagnoza- to nie jest zbyt miarodajna przy ocenie postepow.
                          Ale problem niskiej samooceny mozna zamienic na kryteria mierzalne, np wstydze sie rozmawiac z plcia przeciwna, wstydze sie proponowac rozwiazania w pracy, wstydze sie zabrac glos na przyjeciu.
                          Przy takim zdefiniowaniu kryteria sa juz proste: postepy w relacjach z plcia przeciwna, w pracy i na przyjeciu. Oczywiscie, to nie jest zero-dejen, nie kazdy potrafi zamienic sie z szarej myszy w lwa salonowego, ale nie ma takiej potrzeby- zreszta celowanie w odwrotnosc zachowania paradoksalnie mogloby byc utwierdzaniem w chorobie, zawyzone ambicje, nierealne oczekiwania- czyli esencja nerwicy tylko wyrazona na odwrot.
                          Jak sie leczy alkoholizm czy narkomanie, to postep jest gdy pacjent mniej zazywa, jak leczy sie dysfunkcje seksualne to poprawa jest jak pacjentowi poprawia sie funkcjonowanie seksualne. Jak sa problemy z koncentracja i pamiecia, to poprawa to lepsza jakosc myslenia.
                          ITD
                          No nie wspomne juz o wyjatkowo 'prostych' zaburzeniach, typu lek przed latanie samolotem (proste w definicji, niekoniecznie w leczeniu).

                          CBT owszem definiuje dosc prosto zarowno problemy jak i cele. Ale samo CBT tez ma techniki 'poglebione' gdy leki sa mocno zakotwiczone, wtedy potrzeba dluzszej pracy, moze i innych technik, ale cel w dalszym ciagu jest mierzalny, wlasnie po efektach.

                          Problem terapii niezdefiniowanych to jest problem naciagactwa, to tak jak szkolenia w biznesie czy treningi doskonalenia- zawsze mozna cos wynalezc i wiecznie poprawiac, jak proponuje milion poradnikow typu 'jak zostac liderem' czy ' jak nauczyc sie gospodarowac czasem', bo definicji ani lidera ani umiejetnego gospodarowania za bardzo nie ma.

                • wiolcia29_2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 15:37
                  Hmm, skoro autorka w pierwszym wątku napisała, iż mieszkają w Szwajcarii to dla mnie jest jasne, że tam prowadzona jest terapia.

                  Żadna farmakoterapia nie usuwa zaburzeń lękowych, lecz tylko je łagodzi. Niestety, nie ma takich cudownych leków.
                  • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 16:18
                    wiolcia29_2 napisała:

                    > Hmm, skoro autorka w pierwszym wątku napisała, iż mieszkają w Szwajcarii to dla
                    > mnie jest jasne, że tam prowadzona jest terapia.


                    Tak, rzeczywiście napisała. Ale cedząc informacje akurat tę uznałam za drugorzędną w omawianej sprawie. Bardziej niepokojące jest to, że ignoruje plany związane z podtrzymywaniem więzi rodzinnych



                    > Żadna farmakoterapia nie usuwa zaburzeń lękowych, lecz tylko je łagodzi. Nieste
                    > ty, nie ma takich cudownych leków.


                    Owszem, po pewnym czasie lęki mijają, czasami samoistnie, po kilkunastu miesiącach bądź po paru latach i to zależy od wielu czynników, nie wyłączając osobowości samego pacjenta. W zaburzeniach obsesyjno - kompulsywnych psychoterapia B-P jest zazwyczaj prowadzona bez wspomagania farmakologicznego i to z sukcesem. Tak więc lęk niejedno ma imię.
              • nanie2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 08:41
                Tak, naprodukowałam się, bo jest to zwyczajny przykład skurw... skiego naciągactwa psychobiznesu, Szwajcaria czy Honolulu. Mnie twoja dziecięca wiara w anielskich terapeutów nie przeszkadza, wierz sobie dalej.
                • wiolcia29_2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 14:58
                  nanie2 napisała:

                  Mnie twoja dziecięca wiara w aniels
                  > kich terapeutów nie przeszkadza, wierz sobie dalej.

                  Nie wiem, na jakiej podstawie wyciagnęłaś takie wnioski, bo nie wyrażałam tu żadnej opinii na temat psychoterapii. Faktem jest, że wiele zawdzięczam psychoterapii, a właściwie mojej ciężkiej pracy między sesjami. Trafiałam też na kiepskich terapeutów, którzy liczyli na to, że szybko uda się im rozwiązać moje problemy. Mam za sobą kilka terapii indywidualnych, z których jedną zakończyłam z powodu hurrraoptymizmu terapeutki. Inne były przerwane z powodu rezygnacji terapeutki z pracy, czy nieprzedłużenia jej umowy. Między innymi dlatego teraz korzystam z odpłanej terapii.

                  Gdyby nie terapia nadal byłabym ofiarą mojego sposobu przeżywania i nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem. W bardzo dojrzałym wieku zdałam maturę i poszłam na studia psychologiczne. I gdy czytam o farmakologicznym leczeniu nerwicy, to ręce mi opadają. Uzalezniającymi benzodiazepinami, którymi byłam "leczona" w czasach liceum, czy czymś innym? Objawy można tłumić bez końca, ale szkoda wątroby i innych organów.

                  Dodam, że nerwica, a właściwie zaburzenia lękowe, były tylko jednym z wielu moich problemów. Mogę powiedzieć: bardzo błahym, patrząc na kaliber pozostałych.
                  • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 18.09.13, 23:35
                    wiolcia29_2 napisała:


                    I gdy czytam o farmakologicznym leczeniu nerwicy,
                    > to ręce mi opadają.


                    Jeśli nawet Twoje zaburzenia psychiczne "wyleczono" mieleniem ozorem, to i tak ten cud znajduje się poniżej granicy błędu statystycznego. A nawiasem mówiąc, potwierdza się znana prawda o szukaniu przez różnych , czasami głęboko zaburzonych osobników, w studiach psychologicznych przede wszystkim pomocy dla siebie.


                    Uzalezniającymi benzodiazepinami, którymi byłam "leczona" w
                    > czasach liceum, czy czymś innym?


                    To mi raczej pachnie zaburzeniami osobowości a nie nerwicą ;). I co uzależniłaś się od lorafenu czy jednak nie?




                    > Dodam, że nerwica, a właściwie zaburzenia lękowe,


                    I tylko psycholog, zwłaszcza świeżo upieczony, myli zaburzenia lękowe z nerwicą. Lekarz wie, że to różne sprawy.
                    • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 00:04
                      Leda, farmakoterapia ma to do siebie, ze po odstawieniu lekow problem wraca. Szczegolnie w przypadku lekow typu valium, ktore dzialaja jak alkohol i sprawe pogarszaja.
                      • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 10:10
                        kropidlo5 napisał:

                        > Leda, farmakoterapia ma to do siebie, ze po odstawieniu lekow problem wraca


                        Nie problem wraca Kropidło, tylko choroba wraca. Po zbyt wczesnym odstawieniu leków wracają objawy.Są choroby i zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu (a mózg jest takim samym organem jak serce czy wątroba) w których leki trzeba do końca życia, mimo ewidentnych skutków ubocznych od których nie jest wolny żaden lek. W onkologii np. przedwczesne zaniechanie dającej straszliwe niepożądane działania chemioterapii, równa się śmierci. To samo jest w cukrzycy, padaczce, niewydolności krążenia i wielu innych. W psychiatrii uzależnia tylko parę leków, które można na palcach jednej ręki policzyć. Natomiast we wszystkich chorobach psychicznych m.in. w schizofrenii odstawienie leków powoduje, że człowiek staje się gorszy niż wściekłe zwierzę. W kardiologii, leki z grupy betalox trzeba odstawiać min. pół roku po odrobinie mniejszej niż 1/5 paznokcia. Ale istnieje okres, w którym zaniechanie brania tych leków z powodu własnego czujstwa i debilnego przekonania, że jestem mądrzejszy niż leczący mnie lekarz ponieważ mam np. zawód felczera i coś tam liznąłem z medycyny, też znaczy śmierć.


                        .
                        • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 10:18
                          Problem czy choroba, istota jest taka, ze (przynajmniej w zalozeniach) psychoterapia ma te przewage nad farmakoterapia, ze atakuje przyczyny, a nie objawy. Pewnie sa sytuacje, gdy ktos jest tak chory, ze nie da sie go uleczyc 'gadaniem', ma endogenna depresje czy schizofenie wtedy leki po grob, ale przy lzejszych kryzysach, czemu nie sprobowac?

                          • wiolcia29_2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 10:22
                            Tak, jeszcze raz tak. :)
                          • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 11:01
                            kropidlo5 napisał:

                            > Problem czy choroba, istota jest taka, ze (przynajmniej w zalozeniach) psychote
                            > rapia ma te przewage nad farmakoterapia, ze atakuje przyczyny, a nie objawy.


                            Tak, tak, te straszne "toksyczne matki" :). I najczęściej kłopot polega na tym, że te przyczyny istnieją tylko w wyobraźni psychoterapeuty. Np. fałszywe wspomnienia w USA były swego czasu przyczyną gnojenia ojców przed sądem za własne nieudacznictwo. Niestety, to gruby błąd szukania przyczyn swoich niepowodzeń w innych ludziach.


                            Pe
                            > wnie sa sytuacje, gdy ktos jest tak chory, ze nie da sie go uleczyc 'gadaniem',
                            > ma endogenna depresje czy schizofenie wtedy leki po grob, ale przy lzejszych k
                            > ryzysach, czemu nie sprobowac?



                            No wiesz Kropidło, przecież żaden psychoterapeuta ani psycholog nie ma kompetencji żeby ocenić, czy to już jest schizofrenia czy jeszcze osobowość schizoidalna z dekompensacjami psychotycznymi. Ja znam np. dziesiątki przypadków, gdzie psychoterapia kończyła się próbą samobójczą oraz mnóstwo takich, gdy zawzięcie psychoterapeutyzowano psychotyka póki na sygnale w środku nocy nie został odwieziony do szpitala psychiatrycznego. Kryzys jest często zapłonem choroby psychicznej. Pamiętam przypadek, który opisywała narni2 - osoba z zaburzeniami pracy tarczycy, u której przyczyn dolegliwości depresyjno-lękowych szukano w...dzieciństwie. Wiesz Kropidło, chociaż to właściwie pytanie do wiolci29-2, ile chorób somatycznych jest przyczyną objawów psychicznych? To, że Ty tego nie wiesz, jest małym problemem. Gorzej, że nie wie tego co trzeci psychoterapeuta i każdy psycholog nie mający styczności z medycyną. Jak myślisz Kropidło, dlaczego w przypadku hospitalizacji psychiatrycznej pierwszorazowych pacjentów psycholog i psychiatra przeprowadzają dokładny wywiad z pacjentem i rodziną na temat przebytych chorób, urazów głowy, zażywanych leków? Dla zabawy to robią? Czy może szukają przyczyn trudności psychicznych pacjenta w innych, bardziej racjonalnych faktach niż niesprecyzowane toksyny? Pewien pacjent przyszedł do gabinetu psychologicznego skarżąc się na występujące od paru miesięcy obniżenie nastroju, apatię, myśli rezygnacyjne, brak radości życia, itp. Przypuszczam, że jeden na 1000 psychologów bądź wysoce "certyfikowanych" psychoterapeutów domyśliłby się przyczyny. A były nią...leki na nadciśnienie. Tymczasem ta przyczyna jest znana większości psychiatrów. To pewnie w Twoim rozumieniu "lżejszy kryzys" podobnie jak w przypadku opisywanym przez nani2. I całe szczęście, że ci ludzie nie spróbowali. Bo poza utratą kilku tysięcy złotych w przypadku psychoterapii prywatnej na ich stan psychiczny konieczny był lek z grupy stabilizatorów nastroju a nie bezproduktywne mielenie ozorem.
                            >
                            • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 11:31
                              To, ze objawy emocjonalne moga byc efektem chorob somatycznych wiem i chyba powinien wiedziec kazdy terapeuta. W panstwowych przychodniach zreszta- pewnie tego nie wiesz skoro piszesz to co piszesz- kwalifikacja do psychologa nastepuje przez psychiatre, nie mozna tak sobie od razu sie zapisac do psychologa. W Anglii np za posrednictwem lekarza rodzinnego. Tak wiec na tym etapie jest miejsce na diagnozy zdrowia, badania krwi itp.
                              Rownie wazne sa wskazowki dotyczace odpowiedniego odzywiania, trybu zycia, snu, sportu, uzywek itp. No ale zakladam, ze doktor czy terapeuta takie rzeczy powinien wiedziec, zreszta sam pacjent tez powinien, choc moze mu sie 'nie chciec'.


                              To, ze istnieja choroby somatyczne powodujace objawy psychiczne nie oznacza jednak, ze nie istnieja objawy psychiczne (emocjonalne) nie spowodowane zadnym schorzeniem somatycznym bezposrednio. Tobie wydaje sie, ze ludzki mozg nie jest w ogole plastyczny, ze dziala jak komputer do ktorego raz sie wgra oprogramowanie przy produkcji a potem cos sie tylko moze zepsuc, a jak jest wada to tylko fabryczna.

                              A mozg dziala inaczej, co jest poniekad oczywiste, czlowiek uczy sie, adaptuje, spotyka bodzce w otoczeniu takie czy inne i mozg sie zmienia, zmienia sie jego chemia, hormony. Zreszta nie trzeba tutaj naukowych wywodow- kazdy przecietny czlowiek wie z wlasnego doswiadczenia, za jak cos mu sie udalo to odczuwa radosc- fizycznie ja odczuwa- i czuje sie pewniejszy, a jak przezyje jakies rozczarowanie, to sie kurczy, zwija, nie ma na nic ochoty.

                              U niektorych osob te procesy sa po prostu silniejsze, bo maja inne organizmy albo inne bodzce, nie ma tutaj wielkiej filozofii. I tak jak szarego zdrowego czlowieka motywuja w zyciu sukcesy i nie zrazaja porazki (czyli dziala na niego 'gadanie') tak i osoba z zaburzeniami reaguje tak samo, tylko bardziej negatywnie.

                              Nie wiem, po co przekonuje zreszta, dla mnei to oczywiste, ze nie jest to tak ze sa 'sami zdrowi' a potem nagle sami gleboko chorzy ktorzy wymagaja polozenia w Tworkach, miedzy nimi jest cale spektrum i to do nich jest skierowana psychoterapia.
                              • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 11:47
                                kropidlo5 napisał:
                                W panstwowych przychodniach zreszta- pewnie teg
                                > o nie wiesz skoro piszesz to co piszesz- kwalifikacja do psychologa nastepuje p
                                > rzez psychiatre, nie mozna tak sobie od razu sie zapisac do psychologa.


                                Skierowanie do psychologa może wydać każdy lekarz. Zwykle odbywa się to tak, że pacjent prosi a lekarz daje nie dociekając przyczyn. Natomiast jeżeli skierowanie daje psychiatra, nie jest to równoznaczne z zaniechaniem farmakoterapii, wręcz przeciwnie.


                                > To, ze istnieja choroby somatyczne powodujace objawy psychiczne nie oznacza jed
                                > nak, ze nie istnieja objawy psychiczne (emocjonalne) nie spowodowane zadnym sch
                                > orzeniem somatycznym bezposrednio.


                                Nic takiego nie twierdziłam. Pisałam, że zaburzenia psychiczne mogą być spowodowane lekami internistycznymi, chorobami somatycznymi, chorobami psychicznymi, traumą sytuacyjną i zaburzeniami osobowości




                                > Nie wiem, po co przekonuje zreszta, dla mnei to oczywiste, ze nie jest to tak z
                                > e sa 'sami zdrowi' a potem nagle sami gleboko chorzy ktorzy wymagaja polozenia
                                > w Tworkach, miedzy nimi jest cale spektrum i to do nich jest skierowana psychot
                                > erapia.


                                A czy ja piszę, że nagle? Każda choroba jest rozciągnięta w czasie. Chodzi tylko o to, żeby pacjent jak najszybciej dotarł do specjalisty a nie do znachora.
                                • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 12:19
                                  Nie wiem, czy kazdy lekarz moze wystawic, moze i rodziny tez, mnie kiedys poinformowano (bo probowalem isc do 'znachora') ze najpierw musze isc do psychiatry. Tak czy tak, rodzinny tym bardziej powinien zrobic wywiad medyczny, a jak nie zrobi to nie mozna obwiniac juz terapeuty akurat za to.

                                  • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 12:26
                                    kropidlo5 napisał:
                                    Tak czy tak, rodzinny tym bardziej powinien zrobic wywiad medyczny, a jak nie
                                    > zrobi to nie mozna obwiniac juz terapeuty akurat za to.


                                    Czyli psychoterapeuta lub psycholog nie musi robić wywiadu "medycznego" ? To, że myślisz jak laik to oczywiste, ale niedopuszczalne, żeby terapeuta tak myślał.
                                    • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 12:40
                                      leda16 napisała:

                                      > kropidlo5 napisał:
                                      > Tak czy tak, rodzinny tym bardziej powinien zrobic wywiad medyczny, a jak nie
                                      >
                                      > > zrobi to nie mozna obwiniac juz terapeuty akurat za to.
                                      >
                                      >
                                      > Czyli psychoterapeuta lub psycholog nie musi robić wywiadu "medycznego" ? To, ż
                                      > e myślisz jak laik to oczywiste, ale niedopuszczalne, żeby terapeuta tak myślał
                                      > .
                                      >
                                      >
                                      >



                                      Nie wiem, ale teraz to sama sobie przeczysz, bo w koncu kto ma ten wywiad robic? Wszyscy naraz?
                                      Najpierw mowisz, ze terapeuta nie ma uprawnien wiec pacjent powinien isc najpierw do psychiatry, to ja mowie ze pacjent przeciez i tak idzie najpierw do psychiatry, to teraz mowisz, ze moze i idzie ale psychiatra jest leniwy i wysyla bez zbadania- tak czy tak wina bedzie tego terapeuty.

                                      Demonizujesz terapeutow. Nie cierpisz ich z samej natury ich zawodu jak widac. Chyba w ogole nie lubisz psychologii jako takiej ( jak na ironie zarazem piszac aktywnie na forum psychologia, moze jak kon trojanski).


                                      Ale moze sie myle, jaka widzisz role psychologa/ terapeuty? Jakakolwiek?
                                      Widzisz jakiekolwiek znaczenie nauk z zakresu psychologii, psychoterapii?
                                      Moze okresl sie jasno to bedzie wiadomo, na czym stoimy.


                                      • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 12:52
                                        kropidlo5 napisał:
                                        Nie wiem, ale teraz to sama sobie przeczysz, bo w koncu kto ma ten wywiad robic
                                        > ? Wszyscy naraz?

                                        Tak! Bo każdy specjalista zakłada pacjentowi nową kartotekę a informacje z poprzednich wywiadów zostają u innych specjalistów.


                                        > pacjent przeciez i tak idzie najpierw do psych
                                        > iatry, to teraz mowisz, ze moze i idzie ale psychiatra jest leniwy i wysyla bez
                                        > zbadania- tak czy tak wina bedzie tego terapeuty.


                                        Bez zbadania? Gdzież ja tak napisałam. Psychiatra NFZ zwykle wspomaga farmakoterapię nawet stanów psychotycznych psychoterapią .


                                        > Demonizujesz terapeutow. Nie cierpisz ich z samej natury ich zawodu jak widac.
                                        > Chyba w ogole nie lubisz psychologii jako takiej ( jak na ironie zarazem piszac
                                        > aktywnie na forum psychologia, moze jak kon trojanski).


                                        Kropidło, a co to ma do rzeczy czy ich lubię czy nie? Rozmawiamy przecież o faktach a nie o sympatiach. Faktach ignorancji, zadufania w sobie, błędach w postępowaniu z pacjentem i ewidentnie złej woli.


                                        > Ale moze sie myle, jaka widzisz role psychologa/ terapeuty? Jakakolwiek?
                                        > Widzisz jakiekolwiek znaczenie nauk z zakresu psychologii, psychoterapii?


                                        Widzę Korpidło, ale to widzenie zajęłoby miejsce kilkuset stronicowej książki. A tutaj to pytanie nie na temat.
                                        • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 13:55
                                          Formalnie oczywiscie to, czy uznajesz terapeutow nie ma wplywu na merotoryczna czesc dyskusji, zgadzam sie, natomiast jest to informacja cenna w kontekscie potencjalnej dyskusji na ten temat. Jesli ktos bowiem z zalozenia nie uznaje jakiegos faktu, to dyskusja jest trudna i dosc czesto bezowocna.
                                          Nie wiem, czy w praktyce psychologow jest standardem pytanie o kwestie somatyczne, byc moze jest, nie pamietam i nie kojarze, szedlem po prostu Twopim tokiem rozumowania, wedle ktorego pacjent po to musi isc najpierw do psychiatry, aby ten wykluczyl te choroby i dopiero posylal do psychologa; w tym kryje sie zalozenie, ze psycholog juz wie, ze psychiatra te sfere zbadal, wiec nie musi robic ponownie tego samego. Ale jak jest to nie wiem.

                                          • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 16:43
                                            kropidlo5 napisał:


                                            > Nie wiem, czy w praktyce psychologow jest standardem pytanie o kwestie somatycz
                                            > ne,


                                            Nie, nie jest i to się później mści na pacjentach. Dlatego się kłania obowiązek poszerzania przez psychologów wiedzy nie tylko psychologicznej. Jeszcze 10 lat temu powszechne było wśród psychologów przekonanie, że choroba wrzodowa żołądka jest schorzeniem psychosomatycznym. Tworzono nawet specjalne modele osobowości pacjentów podatnych na to schorzenie, zawzięcie psychoterapeutyzowano, wszczepiając biednym ludziom ideologię psychoterapeuty. 10 lat temu, nawet nie lekarz, tylko mikrobiolog odkrył, że chorobę wrzodową powodują wirusy i nie ma to nic wspólnego z taką czy inną osobowością czy przekonaniami. Obecnie jedyne, co psycholog może teraz zrobić, to udzielać takim pacjentom wsparcia psychicznego w chorobie.
                                            Podobny model postępowania stosuje wzięty amerykański psychoterapeuta, (nie pamiętam nazwiska) który twierdzi, że wybaczenie swoim wrogom powoduje regres choroby nowotworowej, a co z tym związan,e dłuższe życie bądź nawet całkowite wyleczenie.Dorobił się już naśladowców w wielu krajach, również w Polsce. 5-cio dniowe kursy kosztują chyba ponad 500 zł. i kwalifikują na nie nawet osoby z T3N3M3 czyli niemalże w stadium terminalnym, łudząc fałszywą nadzieją i skłaniając obietnicą wyleczenia do ogromnego wysiłku psychicznego, zmiany światopoglądu i postaw wobec innych.
                                            • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 17:41
                                              > Podobny model postępowania stosuje wzięty amerykański psychoterapeuta, (nie pam
                                              > iętam nazwiska) który twierdzi, że wybaczenie swoim wrogom powoduje regres chor
                                              > oby nowotworowej, a co z tym związan,e dłuższe życie bądź nawet całkowite wylec
                                              > zenie.Dorobił się już naśladowców w wielu krajach, również w Polsce. 5-cio dnio
                                              > we kursy kosztują chyba ponad 500 zł. i kwalifikują na nie nawet osoby z T3N3M
                                              > 3 czyli niemalże w stadium terminalnym, łudząc fałszywą nadzieją i skłaniając o
                                              > bietnicą wyleczenia do ogromnego wysiłku psychicznego, zmiany światopoglądu i p
                                              > ostaw wobec innych.


                                              Wybaczenie wrogom, ktorzy czesto spowodowali ten nowotwor, powoduje jego zanikniecie, ciekawe myslenie., chyba razem ze smiercia pacjenta.
                                            • nanie2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 20.09.13, 08:53
                                              Podobny model postępowania stosuje wzięty amerykański psychoterapeuta, (nie pam
                                              > iętam nazwiska) który twierdzi, że wybaczenie swoim wrogom powoduje regres chor
                                              > oby nowotworowej,

                                              Ten cwaniak to pewnie Colin Tipping, twórca tzw. radykalnego wybaczania. Strachem przed rakiem napędza biznes jak ta lala.
                                • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 12:22
                                  > Nic takiego nie twierdziłam. Pisałam, że zaburzenia psychiczne mogą być spowodo
                                  > wane lekami internistycznymi, chorobami somatycznymi, chorobami psychicznymi, t
                                  > raumą sytuacyjną i zaburzeniami osobowości


                                  Tak, nic takiego niby nie twierdzisz, ale dajesz do zrozumienia, taka strategia JArka KAczynskiego 'ja nic nie mowie, ale cos jest na rzeczy':)

                                  Widze to w odniesieniu do ewentualnego wplywu (negatywnego) rodzicow na wychowanie potomstwa, w odniesieniu do istnienia zaburzen typu leki czy niskie poczucie wartosci- podobne podejscie na zasadzie 'moze i gdzies tam na antarktyce jakis eskimos tak ma ale to wlasciwie abstrakcja)
                            • wiolcia29_2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 15:52
                              Wiem doskonale, jak wygląda powiązanie chorób somatycznych i objawów psychicznych. Wielu doświadczyłam na sobie i zapewniam Cię, iż spora część objawów somatycznych jest wtórna do problemów emocjonalnych. Wspomniałaś o chorobach tarczycy, a nie wiem, czy wiesz, że większość chorób tarczycy ma podłoże autoimmunologiczne i pojawiają się także w odpowiedzi na długotrwały stres. Cierpię na chorobę tarczycy i zapewniam Cię, iż suplementacja tyroksyny nie rozwiazała moich problemów emocjonalnych, czego bardzo żałuję. ;)

                              Z perspektywy lat widzę, że wysyp moich chorób somatycznych był odpowiedzią na stan moich emocji, a nie odwrotnie. I nie potrzebowałam do tego studiów.
                    • wiolcia29_2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 07:46
                      Nie ma obecnie w klasyfikacji chorób czegoś takiego, jak nerwica, ale są zaburzenia lękowe. Polecam sprawdzenie, a nie wymadrzanie się. Nerwica istnieje tylko w słowniku potocznym.

                      Nie uzależniłam się od lorafenu, bo nigdy go nie brałam. A poza tym, mimo młodego wieku, byłam zbyt mądra, żeby faszerować sie systematycznie psychotropami. Brałam je tylko doraźnie.

                      A kim Ty jesteś, że posuwasz się do diagnozowania ludzi po jednym, czy dwóch wpisach na forum?
                      • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 09:20
                        Tak, klasyfikacje zmieniaja sie, uogolnione zaburzenia lekowe z tego co wiem, tak sie nazywa dawna 'nerwica', notoryczny podwyzszony lek bez wyraznego powodu- w odroznieniu od np leku przed smiercia czy samolotami.
                      • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 10:28
                        wiolcia29_2 napisała:

                        > Nie ma obecnie w klasyfikacji chorób czegoś takiego, jak nerwica, ale są zaburz
                        > enia lękowe.


                        Zaburzenia lękowe to jest albo jeden z objawów choroby psychicznej, albo zaburzenie w funkcjonowaniu emocji. A taka np. nerwica natręctw to wg. Ciebie określenie potoczne.


                        > Nie uzależniłam się od lorafenu, bo nigdy go nie brałam.


                        Tak myślałam ;).



                        A poza tym, mimo młode
                        > go wieku, byłam zbyt mądra, żeby faszerować sie systematycznie psychotropami. B
                        > rałam je tylko doraźnie.


                        Ach tak, już w piaskownicy byłaś mądrzejsza niż specjaliści. Taka samo-diagnozująca się i samo-lecząca Zosia-samosia :).


                        > A kim Ty jesteś, że posuwasz się do diagnozowania ludzi po jednym, czy dwóch wp
                        > isach na forum?


                        No wiesz, w tych paru postach zawarłaś swoją typową dla zaburzeń osobowości linię życiową z wybijającym się na plan pierwszy neurotyzmem i negatywizmem. A to - jak sama piszesz - wierzchołek góry lodowej i przynajmniej mnie wystarczy niezależnie od tego, kim jestem. Zresztą w czym problem? Mój ew. błąd "diagnostyczny" nie niesie dla Ciebie żadnych negatywnych skutków.
                        • wiolcia29_2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 16:14
                          Dawna nerwica lękowa to obecnie zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne.;)

                          I tu cię zasmucę, bo gdybym kiedyś sama siebie diagnozowała, to znalazłabym sobie mnóstwo zaburzeń osobowości, a tymczasem fachowcy znaleźli mi "zwyczajną nerwicę". Nie wiem, czy wiesz co to jest PTSD. Zapewniam Cię, że długo nie leczone może zasiać spore spustoszenie.

                          Neurotykiem w większym lub mniejszym stopniu jest każdy z nas, więc to, co napisałaś nie jest odkrywcze. Jednak nie widzę u siebie negatywizmu. Napisz może, gdzie go zobaczyłaś?

                          Widzę natomiast u Ciebie ogromną dawkę negatywnych emocji w stosunku do osób, które nie podzielają Twoich skrajnych poglądów. Czy skrzywdził Cię kiedyś jakiś terapeuta?
                          • leda16 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 17:08
                            wiolcia29_2 napisała:

                            >
                            > I tu cię zasmucę, bo gdybym kiedyś sama siebie diagnozowała, to znalazłabym sob
                            > ie mnóstwo zaburzeń osobowości,


                            W psychologii mówi się raczej o głębokości, stopniu nasilenia, zamiast o ilości.



                            a tymczasem fachowcy znaleźli mi "zwyczajną ner
                            > wicę".


                            A czemu wykluczasz rozpoznanie zaburzenia nerwicowe na podłożu osobowości takiej to a takiej?


                            Nie wiem, czy wiesz co to jest PTSD. Zapewniam Cię, że długo nie leczon
                            > e może zasiać spore spustoszenie.


                            Nie, nie wiem. Ale dowiem się chętnie.

                            >
                            > Neurotykiem w większym lub mniejszym stopniu jest każdy z nas, więc to, co napi
                            > sałaś nie jest odkrywcze.


                            Tak głosi teoria Eysencka. Ja jednak uważam, że to inna jakość podobnie jak psychotyzm.


                            Jednak nie widzę u siebie negatywizmu. Napisz może, g
                            > dzie go zobaczyłaś?


                            W kwestionowaniu cudzej wiedzy specjalistycznej, lat nauki i praktyki zawodowej. Dlatego nazwałam Cie Zosią-samosią.
                            >
                            > Widzę natomiast u Ciebie ogromną dawkę negatywnych emocji w stosunku do osób, k
                            > tóre nie podzielają Twoich skrajnych poglądów. Czy skrzywdził Cię kiedyś jakiś
                            > terapeuta?


                            Przykro mi, iż postrzegasz prymitywne emocje jako podłoże moich racjonalnych argumentów. Dla mnie wystarczającym powodem jest krzywda wielotysięcznej rzeszy pacjentów.
                            • wiolcia29_2 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 19.09.13, 17:54
                              Hmm, pisałam o diagnozowaniu siebie jako młoda osoba i dlatego wspomniałam o ilości zaburzeń. Wtedy nie zastanawiałam się nad tym głębiej. W wieku nastu lat benzodiazepiny wypisał mi lekarz świeżo po studiach, nie informując jakiego rodzaju to lek. Chyba intuicyjnie wyczułam, że to nie są cukierki. Nie podważyłam nigdzie jego kompetencji, aczkolwiek nie wysyłajac mnie do specjalisty mógł mi zrobić krzywdę. A trafiłam do niego z problemami kardiologicznymi., które prawdopodobnie wiązały się z chorobą tarczycy...

                              PTSD, to zespół stresu pourazowego. Dlatego obecnie zaleca sie szybką pomoc psychologiczną po wszelkiego rodzaju urazach psychicznych, czyli "mielenie ozorem" jak to nazywasz.

                              Widzisz, dla Ciebie Twoje argumenty są racjonalne, dla mnie niekoniecznie. Znam ludzi, którym bardzo pomogła psychoterapia, także w przypadku poważnych zaburzeń. Dla mnie krzywdą jest pacyfikowanie pacjenta lekami, bo jest to najtańsze. Czasem wystarczy naprawdę nieduża korekta sposobu myślenia o sobie i świecie.

                              A rodzice potrafią być naprawdę okrutni dla swoich dzieci i często trzeba sięgnać do dzieciństwa, bo tam tkwi źródło wielu problemów. Tym, którzy tego nie rozumieją można pozazdrościć, że nie mieli takich doświadczeń.
                              • kropidlo5 Re: terapia grupowa a zycie rodzinne 20.09.13, 09:43
                                Niektorzy ludzie, jak Leda, maja problerm z sieganiem do dziecinstwa, bo postrzegaja to w kategoriach moralnych: ze jest to atak na rodzine. Mysle, ze u poczatkujacych pacjentow taki moze to obrac kierunek owszem, ale nie o to w tym chodzi, a o znalezienie wadliwych wzorcow z przeszlosci, ktora uksztaltowaly myslenie takie czy inne i o ich zmiane.
                                W koncu ludzie nie wymyslaja sobie lekow, strachow i fobii, rodza sie jako tabula rasa i to wszystko pojawia sie potem, lekami stlumia sie objawy ale nie dotyka przyczyn, widze sens tego gdy 'objawy' bardzo utrudniaja zycie- sa zaawansowane- albo choroba jest nieuleczalna mimo wielu prob terapii.

                                Tutaj jest problem tez taki, ze w spoleczenstwie nikt nie jest do konca normalny, kazdy ma jakies tam zaburzenia psychiczne, tyle ze z reguly lekkie, niegrozne dla otoczenia i nieutrudniajace zycia, wiec nikt sie nie leczy, a jak zaburzony pacjent trafi do psychologa, to tez, zamiast uznac za cel bycie przecietnym czlowiekiem, moze go w nieskonczonosc uswiadamiac i doskonalic i za cel stawiac jakis nieistniejacy wzor, kogos zawsze dojrzalego, asertywnego, kto nigdy sie nie zlosci i zawsze wybacza, i mozna sie tak leczyc wtedy 50 lat bo taki doskonaly to nawet papiez Franciszek nie jest, mozna tez trafic w wieczny psychologiczny obieg i doskonalic sie non stop i ciagle byc wadliwym, zly psycholog moze w tym 'pomoc', takze temu przeciwdzialac trzeba, umiec powiedziec 'stop'.
                    • johnnie-w-alker Re: do Nanie i Ledy 20.09.13, 09:15
                      Wybaczcie moje drogie panie lecz nie będę kontynuował dyskusji z Wami ponieważ nie czuję się Don Kichotem i za swoje posłannictwo nie uważam walki z wiatrakami,a taki mniej więcej charakter miałaby dyskusja między nami.
                      Obie powołujecie się na swoją wiedzę i fakty,odżegnujecie od uprzedzeń i emocjonalnego podejścia natomiast w tym co piszecie jest tyle rozminięć z faktami,zawartych uprzedzeń negatywnych emocji i ocen środowiska psychoterapeutycznego i psychoterapii w ogóle,że uznałem za daremną dyskusję w takim klimacie z Wami.
                      Jak ktoś tutaj słusznie moim zdaniem napisał demonizujecie terapeutów i psychoterapię.
                      Moim zdaniem, świadczy to o wysokim poziomie lęku u Was dotyczącym własnej psychiki,ale to forum a nie terapia,przepraszam więc za wtręt.
                      Ty Nanie pytasz czy chciałem Cię obrazić pisząc,że może warto się zastanowić czy Twoje spojrzenie nie jest spowodowane jakimś urazem i zapewniłaś,że nie jesteś chora psychicznie.
                      Absolutnie nie podejrzewałem Cię o chorobę psychiczną,ani jej nie insynuowałem.
                      Myślę tylko,że nikt z nas nie jest nieomylny i wolny od uprzedzeń takich czy innych.Być może Ty akurat jesteś nielicznym wyjątkiem potwierdzającym tę regułę,a tego nie wziąłem pod uwagę więc przepraszam.
                      Natomiast Ciebie Leda rozśmieszyło to co napisałem o niedojrzałości emocjonalnej teściowej autorki innego wątku ( o powrocie teściowej po latach),czym sama wystawiłaś sobie świadectwo i ja nie muszę już opiniować i oceniać poziomu Twoje wiedzy psychoterapeutycznej i psychologicznej tak jak Ty to zrobiłaś w stosunku do mnie.
                      W każdym razie dziękuję.Dyskusja z Wami była dla była dla mnie wysoce pouczająca.
                      • nanie2 Re: do Nanie i Ledy 20.09.13, 12:22
                        Nie wiem jak Leda, ale ja nie dziękuję. Dla mnie to nie była żadna pouczająca dyskusja. Twój głos to po prostu jeszcze jedno dość typowe i bezkrytyczne podejście do pracy terapeuty, wyświechtanych "prawd terapeutycznych". I przejście na poziom meta, poziom ad personam, co jest także charakterystyczne dla tego typu dyskutantów. Ten kto krytykuje psychobiznes jest zaburzony, co oczywiste :)
                        Mój sugerowany i domniemany "poziom lęku" wziął się oczywiście z samego polskiego powietrza a nie z kontaktu z osobami poszkodowanymi.
                        Mam jednak nadzieję, że -ze względu na 8maggie -myliłam się w swojej ocenie tego terapeuty i przyszłość pokaże, że jej życie rodzinne się poprawi.
                      • leda16 Re: do Nanie i Ledy 20.09.13, 14:03
                        johnnie-w-alker napisał(a):

                        >za swoje posłannictwo nie uważam walki z wiatrakam
                        > i,a taki mniej więcej charakter miałaby dyskusja między nami.


                        Rozumiem, że nawet Ty nie masz odwagi konfrontować faktów z własnymi irracjonalnymi przekonaniami, stąd ustawianie nas na pozycji dogodnej dla własnych insynuacji i zarzucanie oponentom dyletanctwa. A wystarczyło by trochę szacunku dla rozmówcy, żeby powstrzymać się od argumentów ad persona rodem z jarmarku.



                        > Obie powołujecie się na swoją wiedzę i fakty,odżegnujecie od uprzedzeń i emocjo
                        > nalnego podejścia natomiast w tym co piszecie jest tyle rozminięć z faktami,zaw
                        > artych uprzedzeń negatywnych emocji i ocen środowiska psychoterapeutycznego i p
                        > sychoterapii


                        A na co Ty się powołujesz w swoich ocenach naszych wypowiedzi? Na fakty i własną wiedzę, swoje pozytywne emocje i oceny środowisk psychoterapeutycznych? A niby czemu Twoje emocje i oceny mają być bardziej wartościowe niż nasze? Odnośnie wiedzy psychologicznej, prawnej ,oraz poziomu Twojej empatii napisałam już, co o tym myślę jak również o kimś, kto powołując się na swoją rzekomą wiedzę psychologiczną w innym wątku daje rady generujące eskalację konfliktów w rodzinie i bredzi, że dorosły syn nie ma żadnych obowiązków wobec prawdopodobnie chorej matki-staruszki.


                        w ogóle,że uznałem za daremną dyskusję w takim klimacie z Wami.



                        Taka postawa jest częsta u osób, którym po prostu brak logicznych argumentów.


                        > demonizujecie terapeutów i psychot
                        > erapię.


                        To, że Ty tak uważasz, nie jest żadnym dowodem na prawdziwość Twoich twierdzeń.


                        > Moim zdaniem, świadczy to o wysokim poziomie lęku u Was dotyczącym własnej psyc
                        > hiki,ale to forum a nie terapia,przepraszam więc za wtręt.



                        Znów w sposób całkowicie nieuprawniony wyciągasz błędne wnioski z nieistniejących faktów. Przez monitor widzisz nasze lęki? No to Ty się marnujesz Kolego w swojej branży zawodowej ze zdolnościami większymi niż ten znachor - jasnowidz Kaszpirowski. Dużo kasy TV by Ci kasy dała za takie talenty.




                        > Natomiast Ciebie Leda rozśmieszyło to co napisałem o niedojrzałości emocjonalne
                        > j teściowej autorki innego wątku ( o powrocie teściowej po latach),czym sama wy
                        > stawiłaś sobie świadectwo i ja nie muszę już opiniować i oceniać poziomu Twoje
                        > wiedzy psychoterapeutycznej i psychologicznej tak jak Ty to zrobiłaś w stosunku
                        > do mnie.



                        Oczywiście, niczego nie musisz. Uczestnictwo w każdej dyskusji jest dobrowolne. Natomiast mój zasób wiedzy psychologicznej i psychoterapeutycznej nie funkcjonuje w sposób bezkrytyczny, czego o Tobie nie można powiedzieć. Stąd Twoje kabaretowe pisanie o kilkudziesięcioletniej staruszce, że jest psychicznie niedojrzała w sytuacji, gdy może być ona po prostu organicznie zdziecinniała Nie ma zaś gorszego zła, niż bezkrytyczny wobec nabytej wiedzy psychoterapeuta bądź psycholog. Taki na przykład, który po "diagnozie" za pomocą rysunku drzewa, wnioskuje jako biegły do sądu rodzinnego o ograniczenie ojcu władzy rodzicielskiej. Rozumiem, że takie i inne fakty rażących nadużyć zawodowych psychologicznej i psychoterapeutycznej kliki, powinny budzić w ludziach brak lęku, uprzedzeń i pozytywne emocje.
                        • johnnie-w-alker Re: do Nanie i Ledy 20.09.13, 20:47
                          Tak ,macie obie racje,a ja jej nie miałem.
                          Zapomniałyście jeszcze napisać,że terapeuci wytwarzają sztuczną mgłę,by ukryć swoje manipulacje i nadużycia wobec pacjentów/klientów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka