karioka2
16.08.04, 12:01
Niestety, to prawda. Nie formalnie..ale faktycznie. Mam watpliwa ( teraz to
widze) przyjemnosc bycia zona nr 2. Moje malzenstwo jest powaznie zagrozone i
to za sprawa bylej zony. Na poczatku uprzedze, ze bycie zona nr 2 w moim
przypadku nie stanowi awansu z Kochanicy etc. Moze jasniej - nie rozbilam
niczyjego malzenstwa ;) Otoz byla zona meza czuje sie jak obecna! Z tego
zwiazku maja dziecko i ona w zwiazku z tym rosci sobie prawa do:
- zawozenia jej do pracy, na zakupy
- wykonywania wszelkich prac domowych od przyslowiowego wkrecenia zarowki do
naprawy ogrodzenia jej domu
- gotowosci na inne wezwania o kazdej godzinie dnia i nocy.
W sumie, ludzie po rozwodzie moga zyc "normalnie", zwlaszcza jak jest
dziecko,ale w tym przypadku to chyba przesada?
Prawda jest taka, ze babsko mnie nie nawidzi, bo liczylo, ze po rozwodzie
ochlona i on wroci. Moglaby sobie swietnie poradzic, ale woli jatrzyc i
intrygowac. I to trwa 3 rok z tendencja wzrostowa. W momencie kiedy maz sie
opiera ( bo przyznaje, ciosam mu kolki na glowie) ona wyzywa sie w ohydny
sposob na dziecku. Sytuacja nieomal patowa. A ja mam coraz mniej
cierpliwosci..Czy takie zwiazki w ogole maja przszlosc?