Gość: wypierdek mamuta
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
10.09.04, 14:49
Charakterystyczny gluchy dzwiek reki uderzajacej o drewniana plytke wyrwal
mnie z zamyslenia. Podnioslem sie z krzesla. Zaskrzypialo jak zwykle.
Ziewnalem przeciagle i wszedlem do ciemnego przedpokoju. Reka namacalem
wlacznik swiatla. Pstryk i stala sie jasnosc. Idac w strone drzwi spojrzalem
w lustro. Tak, tak, jak zwykle ta sama buzka. Odgarnalem grzywke z oczu i
nasunalem spadajace okulary na nos. Chwytajac za klamke rzucilem krótkie "-
Kto tam?" i pociagnalem ja w dól. "- Po..." Mezczyzna stojacy za progiem
skierowal swoje spojrzenie na mnie. "...licja". No tak, w koncu musialo sie
tak skonczyc. "- Pan Wojciech Waglewski?" Wiedzialem, ze kiedys nadejdzie ten
moment. No cóz... "- Czy zastalem pana Wojciecha Waglewskiego?" W glosie
policjanta mozna bylo wyczuc rosnace zniecierpliwienie. "- Tak, to ja" -
odpowiedzialem, a moja twarz zyskala purpurowa opalenizne. "- Moge wejsc?" -
zapytal retorycznie pan w niebieskim uniformie, wchodzac jednoczesnie do
przedpokoju. "- Musze cie przesluchac" - stwierdzil. Z czapka nasunieta na
oczy wygladal jak standardowy stróz prawa. "- O co chodzi?" - zapytalem.
Niebieski zdjal czapke. Wytarl zaschnieta pod nosem koze i zaczal: "- No cóz
chlopcze, z klatki zniknal rower...". W tym momencie palec funkcjonariusza
bydgoskiej policji znalazl sie w jego lewym uchu. "- ...i wlasnie...- ". Miód
z ucha wyladowal na nogawce spodni. "- ...chcialem cie spytac, czy cos wiesz
na ten temat?". Chcialem wyrzucic z siebie - "No jasne, ze wiem. Przeciez to
ja." - ale cos mnie powstrzymalo. Byc moze to krowie spojrzenie policjanta,
te jego zmeczone ciezka praca oczy nie pozwolily mi na dolozenie mu kolejnej
sterty formularzy. "- Niestety nie." - powiedzialem. Slowa te nie zniechecily
jednak miejscowego stróza porzadku. Wyciagnal jakas kartke i zapytal: "-
Gdzie bedziemy rozmawiac?" - to drugie z kolei pytanie retoryczne zawislo
nade mna jak kowadlo. Policjant wszedl do duzego pokoju. Usiadl na stole. "-
Od tej chwili masz mówic prawde." - wybelkotal. Siadajac na poreczy fotela
zastanawialem sie nad jego slowami. Bo jezeli od tej chwili mam mówic prawde,
to znaczy, ze wczesniej jej nie mówilem. A jezeli wczesniej nie mówilem
prawdy, oznacza to, ze przez caly czas klamalem... "- Hej ty, nie slyszysz co
do ciebie mówie?". "- Przepraszam, zamyslilem sie." Siedzacy naprzeciwko mnie
osobnik puscil moje ramie. "- Co robiles 3 maja o godzinie 22:45?". W tej
chwili przypomnialem sobie owe zajscie. Moment lamania szyfru, zdejmowanie
lancucha z kól... "- 3 maja? Przeciez to bylo ponad 4 miesiace temu. Nie
pamietam." - klamalem jak z nut. "- Naprawde nic sobie nie przypominasz?". "-
Niestety, nie mam nic do powiedzenia na ten temat.". Tym razem zadzialalo, bo
policjant podniósl sie ze stolu i przeszedl ze mna do przedpokoju. "Uparty"
wychodzac rzucil jeszcze - "Ale jak cos sobie przypomnisz, to zglos sie na
komende.". "- Oczywiscie!" - odpowiedzialem zamykajac podwoje mego domu. A
stróz prawa udal sie w dalsza droge, by dalej pelnic swa ciezka i
odpowiedzialna sluzbe.