cheddar
10.09.04, 23:28
Co zrobić, aby pozbyć się latami gromadzonej agresji, trochę frustracji, aby
nie wyładowywać złości na osobie, którą najbardziej kocham, mojej 2,5 letniej
córeczce? Obiecywałam sobie, że nigdy nie pozna co to matka frustratka, matka
bijąca, matka mówiąca przez zęby lub krzycząca. Teraz coraz częściej nie
radzę sobie z jej buntem, z jej krzykiem, z jej nieposłuszeństwem (choć to
nie odpowiednie słowo, nie wymagam od niej posłuszeństwa tylko tego, aby
czasami zrobiła to, o co ją proszę). Czasem się na nią drę, kilka razy
zdarzyło mi się, przyłożyć jej w pupę. Dziś upodliłam się ostatecznie,
zrobiłam coś potwornego. MIałam 10 minut, aby zrobić coś co było bardzo
ważne, a ona kompletnie nie chciała przestać histeryzować i uciekać w inne
miejsce. Obok stanął jakiś facio i mówi "chyba pójdziesz ze mną". Ja zamiast
pogonić go, to dodałam od siebie "bo pan Cie zabierze, zobaczysz".
Wiedziałam, że robię źle, to nie było nieświadome. Ale tak bardzo musiałam
zrobić to co miałam do załatawienia i ręce mi opadały z bezsilności.
Jest ze mną 24 godziny na dobę - przedszkola odpadają bo jest alergikiem.
Czasem jak wchodzi za mną do łazienki, gdzie chciałabym się w spokoju umyć,
denerwuje mnie nawet dotyk jej małych rączek na moich ramionach, gdy mówi, że
mi pomoże. Czuję się jakbym załapała pętle. Wiem, że sama sobie nie poradzę,
na psychotera mnie nie stać, zresztą to potrwa, a ja chcę przestać jak
najszybciej być jędzą, bo to przysięgałam i sobie i jej.
Macie jakiś sposób na taką przyspieszoną autoterapię......?