ruda31 10.04.02, 12:21 WIECIE CO ?!!!! JUTRO MAM URODZINY. I DOSZŁAM DO WNIOSKU, ZE TRZEBA TROCHĘ PRZYSTOPOWAĆ, TAK DALEJ BYĆ NIE MOŻE. NAJWYŻSZY CZAS ZATRZYMAĆ CZAS. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
vicca Re: CZAS 10.04.02, 12:43 Czas i tak będzie biegł. I będziesz się robila coraz starsza, ale podobno człowiek ma tyle lat na ile się czuje, więc... Kiedyś mi się wydawało, że 18 lat to już wiek mocno zaawansowany (zwłaszcza że w dniu tych urodzin znalazłam na swojej skroni pierwszy siwy włos), ale teraz... :)) Pzdr V* Odpowiedz Link Zgłoś
czarodziejka Re: CZAS 10.04.02, 13:12 vicca napisał(a): > Kiedyś mi się wydawało, że 18 lat to już wiek mocno zaawansowany (zwłaszcza że > w dniu tych urodzin znalazłam na swojej skroni pierwszy siwy włos), 1) pierwsze siwe wlosy mialam w 7 klasie szkoly podst. ... hihi 2) bardziej przezylam urodziny 20 (przejscie z "nascie" do "dziescia"), niz osiemnastke 3) w kazdy etap zycia wchodzimy po raz pierwszy i tylko trzeba umiec z kazdego etapu "wycisnac" co najlepsze ;o) pozdrawiam wszystkich, ktorzy lubia siebie w kazdym swoim wieku ;o) oraz tych, ktorzy chca sie tego nauczyc ;o) Odpowiedz Link Zgłoś
zlakobieta Ech, marzenie... 10.04.02, 15:06 ...zatrzymac czas. Tez bym chciala szczegolnie w chwili, gdy leze przytulona do mojego Misiaczka;) Tak powaznie, to zawsze przezywalam swoje urodziny. Zaczelam od 17-tych. Nie wiem dlaczego ale juz wtedy poczulam , ze starosc zbliza sie wielkimi krokami he he he... Za to po 30 poczulam, ze zyje i mam wrazenie, ze to najlepszy czas w zyciu kobiety. Nie wiem niestety jak bedzie po 40 i dalej ;) Poki co - ciesze sie chwila obecna i to samo doradzam innym. Usmiechy od dojrzalej (wciaz bardziej i bardziej)zlejkobiety :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia28 Re: Ech, marzenie... IP: *.atol.com.pl 10.04.02, 20:09 Ja też chciałabym zatrzymać czas, ale nie dlatego by sie nie zestarzeć i tak sie tego nie doczekam. Mam niewiele czasu, parę lat pzred sobą a tak wiele chciałam jeszcze osiągnąć. Gdyby można było zatrzymać czas na 10-20 lat? A czas tak szybko biegnie. Był tu taki watek, co byśmy zrobili gdyby ktoś powiedział, ze zostało nam dwa dni czy jeden życia. Ja "dostałam" 10 lat i jest to tak okrutnie mało. Trochę mnie ten wątek rozsmieszył. Życie wyglada zupełnie inaczej, jest bardziej okrutne. Wolałabym jeden dzień do końca niż 10 lat czekania kazdego dnia na "ostatecze roztrzygnięcie." Pozdrawiam Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mariposa Re: Ech, marzenie... IP: *.biz.mindspring.com 10.04.02, 20:44 zawsze sie zastanawialam, jak by to bylo, gdybym wiedziala kiedy umre. z jednej strony to przygnebia, ale przynajmniej wiadomo, a przeciez i tak wiadomo, ze umrzemy. bardziej boje sie tego calego "procesu" - choroby badz wypadku, moze smierc kliniczna. ale a drugiej strony 10 lat to strasznie duzo czasu... i takie pytania osobiste: Kasiu, nie wiem, co Tobie dolega, ale czy Ty w to naprawde WIERZYSZ, ze za 10 lat umrzesz? jak zareagowalas w pierwszej chwili? wolalabys nie wiedziec? jak sobie radzisz, zeby umieranie nie stalo sie obsesja/ kiedy zamierzasz powiedziec swoim dzieciom? jak chcesz je do tego przygotowac? oczywiscie nie musisz odpowiadac, albo jak wolisz to: mariposa@poczta.gazeta.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia28 Re: Ech, marzenie... IP: *.atol.com.pl 10.04.02, 21:23 Na początku musze powiedzieć, ze nie jestem nieszczęsliwa. Trochę tylko czasem żal mnie ogarnia, czasem smutek. Cieszę się z tego co mam i co jeszcze będę miała (nie w sensie materialnym). Z jednej strony 10 lat to bardzo dużo,a z drugiej niewiele. Pytasz czy w to wierzę? Nie muszę. Zostało mi to oświadczone, nic nie da się zrobić(nie chce mi się pisać dlaczego, nazwijmy to "zmęczeniem materiału"), a 10 lat to "górna" granica. Moze być krócej, ale nie dłuzej. Wolę trzymać się tych 10 lat niz myśleć, ze moze to być 2 na przykład. Jak zareagowałam? Nie wierzyłam. Myślałam, ze ktoś się pomylił, ktoś żartuje sobie, nie wiem. Musiało upłynąc trochę czasu zanim udało się mnie przekonac, ze to prawda. Nie zbuntowałam się, przynajmniej na razie. Nie krzyczałam, nie płakałam. Zaczęłam żyć "inaczej". Musiałam pzrewartościowac swoje życie. To było trudne. Na pewno wolałabym nie wiedzieć, kto by chciał? Ale wiem i staram się żyć z tym normalnie. Staram się dać z siebie moim bliskim jak najwięcej zanim odejdę. Nie myślę o tym, tzn. obsesyjnie, ze strachem. Przyjęłam to do wiadomości i pogodziłam się z tym (przynajmniej tak mi się wydaje:)) Nie jestem nieszczęśliwa, co chyba widac na tym forum? Tak na marginesie to to forum dużo mi pomaga. Nawet to, ze odważyłam się o tym napisać sprawiło mi jakąś ulgę. Nie potrafiłabym o tym rozmawiać z kimś w oczy. I nikt o tym oprócz rodziny nie wie. Dzieci też. I tu jest chyba najgorzej, bo zupełnie nie wiem jak córce to powiedzieć. Ciągle to odkładam, ciągle mówię, ze jeszcze jest czas. Nie wiem, jak spojrzeć jej w oczy i powiedzieć jej to . Boję się tego. Przepraszam, ale trudno mi pisac o tym. Odezwę się później. Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Otryt Re: Ech, marzenie... IP: 192.168.3.* 11.04.02, 16:09 Gość portalu: kasia28 napisał(a): > Staram się dać z siebie moim bliskim jak najwięcej > zanim odejdę. To co napisałaś właściwie dotyczy nas wszystkich. Niestety nie zawsze o tym pamiętamy. Podziwiam Ciebie Kasiu za optymizm , siłę i hart ducha . Uważam , że w Twoim życiu dokonał się już jeden cud, a mianowicie droga, którą przeszłaś od dzieciństwa do dnia dzisiejszego. To kim dzisiaj jesteś, to jest prawdziwy cud! Wierzę w to, że możliwy jest kolejny. Nauka tak szybko się rozwija, nie sposób drogą zwykłej ekstrapolacji wszystkiego przewidzieć. Na moich oczach też dokonuje się cud. Moja żona, kompletny laik, mając kilka książek o masażach postanowiła postawić swego ojca na nogi. Efekt przeszedł wszelkie oczekiwania. Mój teść miesiąc temu ledwo się poruszał. Nie było mowy , żeby sam przyniósł sobie gazetę z kiosku nieopodal, siedział otępiały przed telewizorem, słaby był z nim kontakt. Dziś robi kilkugodzinne wycieczki , zaczął znowu czytać i stał się bardzo rozmowny i przyjacielski. A jeszcze niedawno była mowa o jakiejś neurologicznej operacji. Lekarze rozkładali ręce, mówili, że wiek, że to i tak niewiele da. Sam ze zdumieniem to wszystko obserwuję i coraz bardziej dochodzę do przekonania, że współczesna medycyna często idzie na łatwiznę. Jedna tabletka i po sprawie. A żeby dokonywać masaży trzeba się sporo namęczyć i poświęcić dużo czasu, nie mówiąc o bliskości i fizycznym kontakcie, na który niewielu ma ochotę., a który także jest nie bez znaczenia. Pozdrawiam Ciebie Otryt Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pastwa Re: Ech, marzenie...Kasiu28 IP: *.rivnet / 10.1.15.* 10.04.02, 21:17 Człowiek, tak jak i jego pełne możliwości,nie jest wyliczalny,często nasza przyszłość bardziej zalezy od naszego przeświadczenia odnośnie nas, niż naszego rzeczywistego stanu "wyjściowego". Piszę tak, bo zakładam,że skoro moja rezygnacja, okresla przegraną w świecie mnie otaczającym, to tak samo dzieję się, gdy zarządzający naszym ciałem mózg, poddaje się( w wyniku akceptacji przegranej, przez umysł) w świecie wewnętrznym. Odwrotna sytuacja niczego nie gwarantuje, ale pozwala widzieć mniej, owych "10 letnich" negatywnych pewników, a może nawet coś więcej. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia28 Re: Ech, marzenie...Kasiu28 IP: *.atol.com.pl 10.04.02, 21:32 Pastwo, Ty mój dobry duchu:) Wiem o co Ci chodzi. Tylko, ze ja się nie poddaję. Walczę codziennie o normalne życie, jakkolwiek krótkie by nie było. Chyba mi się udaje. Jestem atrakcyjna, zadbana, uczę się ciagle, śmieję, kocham. Tylko więcej się do tego przykładam niż robiłam to np. kilka miesięcy temu. Nie chcę być smutną, zapłakaną, zaniedbaną, schorowaną kobietą. Chcę zeby mnie wszyscy zapamiętali taką jaką teraz jestem. Nie myślę o tym, ze nie dożyję 40-tki. Po prostu przyjęłam do wiadomości, ze moze się coś takiego przydarzyć. I walczę, zeby się nie poddawać obsesji, smutkowi. I choć wyleczono mnie z nadziei na wyzdrowienie, gdzieś tam w głębi żyje jakaś iskra, jakaś mysl, ze moze jednak uda mi się przechytrzyć los, choćby o rok, dwa. A mój mózg mówi:" Ucz się, ciesz i kochaj" i to robię. Pastwo bardzo Ci dziękuję za Twe wszystkie słowa. Jakoś zawsze potrafisz mnie przywrócic do pionu:) Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pastwa Re: Ech, marzenie...Kasiu28 dopisek IP: *.rivnet / 10.1.15.* 10.04.02, 21:57 Thomas Muster( tenisista) mial tak ciężki wypadek, że grono wybitnych lekarzy oświadczylo mu, iż sukcesem będzie możliwość normalnego chodzenia. Olał ich i był wiele lat w ścisłej czołówce wyczynowego tenisa, lekarze pokręcili głowami, dopisując kolejny wyjątek, Hermann Maier(slalomista)- ciężki wypadek, lekarze chcą początkowo odciąć mu pokiereszowaną nogę, ostatecznie, tego nie robią, kolejne oświadczenie w podobnym stylu co wyżej. W turniejach nie bierze jeszcze udziału, ale nadal jeździ na nartach ! Mogę tak wypisywać godzinami podobne przypadki, ale nie o to chodzi, nie mam też zamiaru, wmawiać Ci, że będzie cudownie, nie wiem tego. Chciałem jedynie zauważyć, że życie wielu ludzi, mimo negatywnych przesłanek, potoczyło się tak, jak oni to widzieli, jedni więc zaakceptowali pewniki lekarskie i" dostosowali" się do nich,(„przykro nam, ale nie będzie pan więcej biegał ”, skoro tak doktor mówi, to nie będę ) inni spróbowali robić to, co dotychczas, wbrew logice oświadczeń lekarzy, bo co mieli do stracenia? Ps. czasami naszym dobrodziejom, nie należy wierzyć w 100%, zwłaszcza jak już nic nie potrafią dobrego dla nas zrobić, bo świadczy to, o ich, niedostatecznej (a nie odwrotnie) wiedzy o nas,a zatem ... Odpowiedz Link Zgłoś
re_ne do Kasi 11.04.02, 15:05 Droga Kasiu, nie wiem co Tobie dolega, ale nie powinnas w to wierzyc!!! Mam znajomego, ktory mial raka krtani i lekarze dali mu gora pol roku zycia. Minelo 20 lat i facet cieszy sie doskonalym zdrowiem, tyle tylko ze ma w krtani mala dziurke i mowi tak troche jak przez telefon. Zycze Ci Kasiu duzo zdrowia i wiary w piekne, dlugie zycie!!! :))) R. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia28 Re: do Kasi IP: *.atol.com.pl 15.04.02, 23:22 Dawno tu nie pisałam, jakoś nie mogłam. Dziękuję wszystkim za słowa otuchy. W moim przypadku niewiele da walka, bo już nie ma o co, ale póki co walczę o wspaniałe życie, choćby miało krótko trwać. Ciezko mi o tym mówić, nie lubię się "użalać", nie chciałabym, by ktoś "głaskał mnie po głowce", bo jestem "biedna, nieszczęsliwa". Czasem dopada mnie depresja, wyć mi się chce, rozrywa tak straszny żal i zarazem niedowierzanie, ze trudno to opisać. Juz po Waszych wypowiedziach tu i w innym jeszcze wątku zrobiło mi się lepiej i za to Wam dziękuję. Jest mi teraz lepiej, choćby z tego powodu, ze wiem, iz mogę napisać, gdy będzie źle i przynajmniej jedna osoba odpisze. To bardzo dużo. Nie chcę i nie umiem o tym rozmawiać z najbliższymi. Dziękuję. Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
re_ne Re: do Kasi 15.04.02, 23:29 Hej Kasia! Jesli chcesz, to napisz do mnie cos wiecej na moja skrzynke! Pozdrawiam Rene Odpowiedz Link Zgłoś