Gość: zosia IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.02, 09:10 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: zosia Re: szukanie aprobaty IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.02, 09:18 Tytuł sam wysłął mi się przypadkowo)). Wczoraj byłam u teściowej i wróciłam od niej niezadowolona(zła?rozczarowana? smutna?)bo okazało się, że nie akceptuje ona pewnych moich decyzji, konkretnie tego, że wracając do pracy zatrudniłam opiekunkę zamiast ją. Dziś już patrzę na to inaczej, ale wciąż jestem zła, tym razem na siebie:dlaczego starcza mi hartu ducha, żeby zachowywać się jak uważam za słuszne, ale nie starcza mi hartu ducha by nie przejmować się opiniami innych? Po prostu igram z ogniem)). Powinnam albo zachowywać się, jak oczekują inni albo nie i wtedy nie przejmować się ich opiniami. To logicznie rzecz biorąc, bo uczuciowo to 1 jest nie do zaakceptowania. Ja robię, co chcę, a potem zamartwiam się, że innym się to nie podoba. I jeszcze do okazywania tej aprobaty wybrałam sobie osobę, z którą łączą mnie stosunki poprawne, ale w żadnym razie nie bliskie, raczej w naszych relacjach jest więcej dyplomacji niz szczerości i napięć niż prostoty. Widzę, że tym oczekiwaniem aprobaty kręcę bicz na siebie, ale jak się z niego wyzwolić Do doświadczonych:czy tylko terapia może mi pomóć?Nie chcę marnować życia na uzależnianie nastrojów od innych, ale nie potrafię tego eliminować. Bardzo proszę o dobre rady!Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
veronique11 Re: szukanie aprobaty 11.04.02, 09:50 Eeech problem stary jak świat . Nie jesteś asertywna...nie wiele ludzi jest. Chcesz wszystkich zadowolić, a tak się nie da. Nie złość się .. to TY masz rację. Twoja teściowa chce się czuć potrzebna , a z drugiej strony... opiekunka wyjdzie , gdy Ty wrócisz do domu ...a teściową..będziesz miała na głowie , do momentu kiedy sama zdecyduje się na powrót do domu. A potem bedziesz miała wyrzuty sumienia , że dołożyłaś jej obowiązków itd..itp... A przecież masz prawo do prywatności i własnych decyzji. Wytłumacz jej spokojnie ale stanowczo , że nie chcesz jej dokładać obowiązków i że bardzo się cieszysz , że ona ma tyle dobrej woli , ale już tak zdecydowałaś. Pamiętaj , że nigdy nie zadowolisz wszystkich , nie ma sensu na siłę szukać aprobaty ..niech Cię zaakceptuje taką jaka jesteś Uszy do góry !! Veronique Odpowiedz Link Zgłoś
ismena Re: szukanie aprobaty 11.04.02, 16:12 Rzeczywiście, szukanie aprobaty wiąże się ściśle z brakiem asertywności. Przecież zachowania polegające na nieumiejętności mówienia "nie", czy też stawiania na swoim wynikają z braku pewności siebie, co znowu wiąże się z obawą braku aprobaty. No tak, ale żeby się nauczyć asertywności- jeżeli się jej nie posiada wrodzonej, to chyba trzeba przejść jakiś specjalistyczny kurs. Może ktoś napisze coś o jakiejś skutecznej technice "olewania"?. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sol Re: szukanie aprobaty IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.02, 16:25 coz Ci pomoze specjalistyczny kurs? Tu chodzi o to, zeby samemu chciec sie troszke zmienic. I chyba nie ma innej metody jak metoda malych krokow. Bo w tym wypadku rzucanie sie na gleboka niechybnie grozi utonieciem. Tylko ze trzeba miec obok siebie osobe, ktora bedzie popierac te male kroki, chwalic i pchac dalej ta dróżką (hmmm i tu kółko sie zamyka bo to znow nie jest pelne wyzwolenie sie, znow potrzebna jest osoba akceptujaca...No ale tylko jedna, ktora wytlumaczy, ze nie musi Cie akceptowac caly swiat a i Ty nie musisz byc dobra dusza dla calego swiata). Odpowiedz Link Zgłoś
ismena Re: szukanie aprobaty 11.04.02, 16:39 Ba, sama to ja bardzo bym chciała się pod tym względem zmienić, bo przecież brak asertywności utrudnia życie. Pytanie - jak? Czasem nawet jak się bardzo chce i coś tam postanowi: np nigdy w życiu już nie dam się na to namówić, to siła przyzwyczajenia (natura?) jest silniejsza. I uważam, że nie należy lekceważyć psychologii: gdzie nie pomaga siła woli, tam może pomóc jakiś trik. Wiem, że wielu wizyta u psychoterapeuty pomogła i asertywności można się nauczyć - zwłaszcza jeżeli nie posiada się obok akurat żadnej zaufanej osoby, o której wspominasz. Oczywiście nie od razu - tu się z tobą w zupełności zgadzam. No i nie każdego stać na taką dość kosztownę kurację. Odpowiedz Link Zgłoś
veronique11 Re: szukanie aprobaty 11.04.02, 16:26 ee tam ..nie ma czegoś takiego . Ja ma to samo , łatwo komuś radzić , a szewc bez butów chodzi.. Zaczęłam z tym walczyć już dawno , kiedy się tą swoją "spolegliwością " wplątałam w niezłe kłopoty, bo nie potrafiłam się przeciwstawić ..a potem to jak dostałam zimny prysznic , to się ocknęłam ... Teraz nie staram się pozyskiwać czyjejś akceptacji za wszelką cenę .. Nie odpowiadam komuś ? ok.. nie ma sprawy Nic na siłę ... Ale nikt mi nie będzie dyktował jak mam żyć..i koniec !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sol Re: szukanie aprobaty IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.02, 16:49 moze trzeba tak jak Veronique-dostac zimny prysznic? Kuracja konska dawka ale jak twierdzi wyzej podpisana pomogła : )) Nie, Ismeno, ja nie lekcewaze psychologii, tylko juz tyle razy slyszalam o psychoterapeutach, ktorzy nimi nie powinni byc, ze obawiam sie, ze nie tak latwo znalezc specjaliste, ktory spelni pokladane w nim nadzieje a nie bedzie nastawiony li tylko na wyssanie zawartosci Twojego portfela. Albo bedzie wyksztalcony tylko w 1/3....Bo w takim przypadku nie dosc ze nie pomoze to jeszcze zaszkodzic moze. Wiem, troszke dramatyzuje : ) To nie jest tak, ze natura zawsze bierze gore. Jesli wyrobisz w sobie odruchy psa Pawlowa to natury wprawdzie nie zabijesz ale ja wyciszysz. tylko nie wiem czy o to chodzi. Bo to nie maja byc sztuczne gesty, sztuczne zachowania, to ma byc zmiana jakiejs czastki Ciebie - jej przenicowanie a nie jej zagluszenie. Moze sama wobec siebie powinnas stosowac system nagrod i kar? nie wiem co o tym mysla specjalisci, ale jesli nie ma nikogo kto by chwalil te Twoje male kroki to moze powinnas sama sie chwalic? (tylko nie popadnij w megalomanie : ))))) Odpowiedz Link Zgłoś
ismena Re: szukanie aprobaty 12.04.02, 14:15 no właśnie, ja też mam sobie za złe swoją spolegliwość w niektórych sprawach. Zauważyłam też z przykrością, że dla niektórych osób - także mi bliskich straciłam autorytet, tzn nie bardzo mam na nich wpływ, natomiast oni nie bardzo liczą się z moim zdaniem. Czy zmiana mojej postawy to odwróci? Czy można zmienić obraz swojej osoby? Czasem wydaje mi się to niemożliwe: wszystko podąża bowiem utartymi szlakami. Co innego z nowo poznanymi osobami, tu można od początku nie popełniać starych błędów. Odpowiedz Link Zgłoś
veronique11 Re: szukanie aprobaty 12.04.02, 16:19 Polecam gorąco książkę Luise Hay " Jak uzdrowić swoje życie " ( lub coś podobnego..nie pamiętam ) Muszę przyznać że odmieniła moje życie .. Udowodniła mi , że brak szacunku i akceptacji zawdzięczam SOBIE !!! Bo ..trzeba polubić siebie i nie mieć wiecznych pretensji i kompleksów , nie czuć się ciągle cholernie zobowiązanym : - ach nie trzeba , bo kłopot.. - przepraszam..pewnie przeszkadzam...? - nie odzywasz się ..czy Cię obraziłam... ? - wybacz proszę..przepraszam że nie mam ochoty.. GRRR.. Taka byłam głupia gęś.. A potem wyszłam za mąż za takiego gogusia , mamisynka , kretyna... Tak im się chciałam we wszystkim spodobać , że w końcu zrobili sobie ze mnie kozła ofiarnego .. Bo źle powiedziała , źle zrobiła... On płacze bo mamunia się obraziła , a o co ?? cholera ją wie..tak poprostu , trochę emocji nie zawadzi , bo ja mieszkam w JEGO domu a mamunia powiedziała że nie przyjdzie .. Dlaczego ?? bo jej przykro ..ale dlaczego ? - no bo...( tu jakaś historia nie trzymająca się kupy... jakieś nadwrażliwości , jakieś dziwne wymysły ) Prawda taka że mnie NIE ZNOSIŁA ...więc po co wymyślać powody ?? A synuś kretyn się obrażał , nie chciał rozmawiać z żoneczką , bo jego ukochana siostrunia też żywi do niej jakieś animozje , pociesza biednego nieszczęśnika ..ale Ci się trafiło !! A ja głupia gęś ryczałam , przepraszałam , próbowałam zrozumieć ...analizować..no bo..przecież może i coś powiedziałam , może ktoś czegoś nie zrozumiał...zdarza się.. A mnie jak przykro , próbuje wszystkim dogodzić.. I kiedyś pękło... Stało się coś takiego , że spojrzałam na męża kretyna jak na KRETYNA I na rodzinę męża kretyna jak na KRETYNÓW.. I stała się światłość..i nie pomogły potem ŻADNE argumenty.. Wyszłam i już nigdy nie wróciłam. I BOŻe jaka jestem szczęśliwa.. POczytałam mądrych książek , polubiłam siebie ... I mam fantastyczną nową rodzinę , która...wyobraźcie sobie LUBI mnie i SZANUJE chociaż ja nie próbuje się już nikomu spodobać.. Jestem jaka jestem, kocham i jestem kochana.. Mam nadzieję , że moja historyjka komuś pomoże Serdecznie pozdrawiam Veronique Odpowiedz Link Zgłoś
zlakobieta Droga Veronique 17.04.02, 13:02 masz calkowita racje. Dodatkowo moge powiedziec, ze sa ludzie ktorzy traktuja nas w momencie poznania troche jak pieski na tresurze - "albo ja go zlamie albo on mnie". Z moich obserwacji wynika, ze tesciowe czesto maja taka sklonnosc. Na moja tesciowa podzialala terapia wstrzasowa. Kiedy wreszcie powiedzialam co NAPRAWDE mysle i przestalam udawac poprawne stosunki dla swietego spokoju, to ona zrobila tzw. "lezec" i do dnia dzisiejszego jestem najlepsza synowa i ona nigdy nie okazuje mi nic poza wyrazami swojego zachwytu. Nie kochamy sie ale nie musze wysluchiwac glupich i niesprawiedliwych uszczypliwosci wyglaszanych niby w dobrej wierze. Odpowiedz Link Zgłoś
zlakobieta Jeszcze jedno 17.04.02, 13:05 Przez wiele lat wybaczalam mojej tesciowej oraz siostrze mojego meza rozne przykrosci, ktore mi robily, bo tlumaczylam sobie ze robia to nieswiadomie (tesciowa to prosta kobieta ze wsi) i nie maja intencji ranienia mnie. Tymczasem okazalo sie, ze to wszystko bylo z premedytacja i one chyba leczyly sie z kompleksow robiac mi przykrosci. Juz nigdy nikomu na to nie pozwole. Odpowiedz Link Zgłoś
veronique11 Re: Jeszcze jedno 17.04.02, 14:51 zlakobieta napisał(a): > Przez wiele lat wybaczalam mojej tesciowej oraz siostrze mojego meza rozne > przykrosci, ktore mi robily, bo tlumaczylam sobie ze robia to nieswiadomie > (tesciowa to prosta kobieta ze wsi) i nie maja intencji ranienia mnie. > Tymczasem okazalo sie, ze to wszystko bylo z premedytacja i one chyba leczyly > sie z kompleksow robiac mi przykrosci. Juz nigdy nikomu na to nie pozwole. No tak ..ja też ze wsi pochodzę ... "Milusińska rodzinka " opisana przeze mnie też ... To nie ma znaczenia , poprostu trzeba sie urodzić " burakiem " i już , wszystko jedno , na wsi , w mieście... Jak się tylko ogląda seriale wenezuelskie i czyta tylko " na Żywo " ..albo i nic .. to może jakieś kompleksy kiełkują...diabli wiedzą. Najczęściej chodzi jednak o pieniądze . " siostrunia " obwieszona złotem , z wywieszonym językiem biegała po wszystkich sklepach " adidasa " żeby mieć " rasowe dresy", jeansy koniecznie " wrangler " , no i ... na zimę futerko z norek . A skromniejsi , niech tańczą jak zagramy !! A co , jak do " takiej rodziny " trafiła , to powinna dziękowac Bogu i spłacać dług wdzięczności !! Eeech kochane pieniądze !! A ja wole przysłowiową " kawalerkę dwa na dwa " i skromne życie ... za to z kimś kto KOCHA MNIE a nie swoje pieniądze.. Pozdrowionka Odpowiedz Link Zgłoś
zlakobieta Moze tak troche niezrecznie wyszlo 17.04.02, 15:01 jak napisalam "prosta kobieta ze wsi". Nie chcialam przez to nikogo urazic, a wrecz przeciwnie - tlumaczylam jej postepowanie wlasnie ta pozytywnie pojeta prostota. Myslalam - kobieta wychowana na wsi, wsrod prostolinijnych, szczerych ludzi nie moze przeciez stosowac takich wyrafinowanych technik gnebienia. Tymczasem bylo jak napisalam - stalam sie kozlem ofiarnym i tyle. Na szczescie to minelo. Co do burakow Veronique, to faktycznie mozna sie nim urodzic nawet w krolewskim palacu. Pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: veronique11 Re: Moze tak troche niezrecznie wyszlo IP: *.ramserwis.com.pl 17.04.02, 16:48 zlakobieta napisał(a): > jak napisalam "prosta kobieta ze wsi". Nie chcialam przez to nikogo urazic, a > wrecz przeciwnie - tlumaczylam jej postepowanie wlasnie ta pozytywnie pojeta > prostota. Myslalam - kobieta wychowana na wsi, wsrod prostolinijnych, szczerych > > ludzi nie moze przeciez stosowac takich wyrafinowanych technik gnebienia. > Tymczasem bylo jak napisalam - stalam sie kozlem ofiarnym i tyle. Na szczescie > to minelo. > > Co do burakow Veronique, to faktycznie mozna sie nim urodzic nawet w krolewskim > > palacu. > > Pzdr. Noo zlakobieta !! Teraz to przesadziłaś !! Martwisz się czy mnie nie uraziłaś , czyli zaczynasz się przejmować moimi odczuciami , czyli chcesz być miła dla wszystkich ( broń boże nie urazić ) czyli zaraz ktoś Ci wejdzie na głowę . ( żartuję troszkę .... teraz ja poprzepraszam) . Reasumując , wcale nie wyszło niezręcznie. Zrozumiałam intencję ( może poprostu nie szukam złych rzeczy tam , gdzie ich nie ma ) Pozdrawiam serdecznie Veronique Odpowiedz Link Zgłoś