Dodaj do ulubionych

Boje sie miec dziecko

IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 12.04.02, 10:19
Mam problem. Mam 27 lat, od 5 jestem mezatka. Moj maz jest kochajacym facetem,
niestety troche niedojzalym. Od samego poczatku naszego zwiazku wszystko jest
na mojej glowie. Ja pierwsza zaczelam pracowac, on w tym czasie jeszcze
studiowal (troche mu sie przeciagnelo - 2 lata), w tym czasie cale utrzymanie
nalezalo do mnie. Pozniej doszly sprawy dnia codziennego, wszystkie formalne
urzedowe sprawy, regulowanie rachunkow, dalam sie w to glupia zaprzasc,
bo "nikt nie zalatwi czegos skuteczniej niz ty" - mowil. I tak juz zostalo -
przyzwyczajenie. I choc probowalam rozmawiac, zmienic to, podzielic sie
obowiazkami, to nic nie dalo. Moj wieczny chlopiec nie ma glowy do takich
spraw. Po jakim czasie okazuje sie, ze mamy zaleglosci, niepoplacone rachunki,
debet na koncie. I jak myslicie, kto to pozniej musi odkrecac?
Ponad to z domu rodzinnego wyniosl tradycyjny model rodziny - a wiadomo co sie
z tym wiaze. Gotowanie, prace domowe - to nie jest robota dla faceta!

W tej chwili mam nie zla prace, awansuje, jestem doceniana przez przelozonych i
spelniam sie tam. Moj maz dlugo nie zagrzewa miejsca w jednym miejscu pracy.
Twierdzi ze go to nudzi i chyba nie jest stworzony do pracy. Wyjsciem bylaby
wygrana w totka. Poza tym nie ma celu w zyciu, ambicji. Wystarczajaco dobrze
jest tak jak teraz, to po co cos zmienac? No ale to chyba troche moja wina - za
duzo podane na tacy.
Jednak przyszedl czas - biologia, gdy czas zastanowic sie na dzieckiem. Problem
jednak w tym ze ja chyba nie mam instynktu macierzynskiego. Nie wiem czy on sie
we mnie kiedys obudzi. A moze lek przed posiadaniem dziecka wynika z obawy, ze
kolejny obowiazek spadnie znow na mnie i moge sobie juz nieporadzic? Bo czasami
juz nie mam sily ciagnac tego wszystkiego (sama?). On na dzieko zareagowal jak
na nowa zabawke - tak oczywiscie!
Ktos powie: zostaw go. Ale to nie takie proste. Boje sie zostac sama, przeciez
juz sie przyzwyczailam zyc z facetem. Poza tym jestesmy ze soba dosc dlugo,
mamy tylko wspolnych znajomych i to prawie same pary. Po rozstaniu zostalabym
odrzucona przez towarzystwo i tego jestem akurat pewna, no i czesc rodziny.
Poza tym, jednak chyba troche go kocham, a moze to juz przyzwyczajenie? Jest
nam doskonale w lozku. On ciagle powtarza ze kocha mnie na zycie. Blaga zebym
go nigdy nie zostawila.
Czy to nie jest toksyczne? Jest jakies rozsadne wyjscie?
Obserwuj wątek
    • aka11 Re: Boje sie miec dziecko 12.04.02, 11:23
      Jejku...
      Co to ma być? W jednym poście od ewentualnej ciąży do ewentualnego rozstania?
      Czegoś tu nie rozumiem. Wybacz. I jeszcze ten argument, że jek odejdziesz, to
      się znajomi od Ciebie odwrócą... Oczom nie wierzę. Co z tego wszystkiego jest
      najważniejsze? Ty czy Twój duzy dzieciak Mąż czy Twoi tak fajni i wierni
      znajomi, że aż się boisz, że ich stracisz, jak o siebie powalczysz?
      Myślisz o ciąży i jednocześnie nie jesteś pewna czy Twój mąż do tego dorósł i
      czy w ogóle to ma sens? Zaraz, zaraz. Przeczytaj to, co napisałaś i może podaj
      w bardziej logicznej formie, bo trudno to pojąć. Dziecko rodzi się podobno
      sobie, a nie facetowi. Czujesz się na siłach opiekować jeszcze kimś poza nim,
      to je miej. Nie to nie. I nie tłumacz swojego małżeństwa jak jakiejś
      konieczności w obliczu ewentualnej straty jakichś znajomych par do spędzania
      wolnego czasu, bo to brzmi bardzo niepoważnie.
      • Gość: zona Re: Boje sie miec dziecko IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 12.04.02, 12:27
        Tak naprawde odczuwalam duza potrzebe wyzalenia sie na swoj los. Moze to
        faktycznie troche nieskladne co napisalam, ale to i tak w calosci nie odpowiada
        realnej sytuacji, bo uzylam wielu uproszczen.
        Po prostu dobijaja mnie te wszystki naciski z roznych stron, nie wiem czy to
        rozumiecie. Moze faktycznie ja rowniez nie jestem jeszcze dojzala?, ale na
        pewno jestem odpowiedzialna i chcialabym brac odpowiedzialnosc za wszystkie
        swoje decyzje. Przez cale zycie wszystko mialam poukladane. Najpierw plan
        pozniej stopniowa realzacja, a teraz sie okazuje ze w moim puzzle brakuje sporo
        elementow.
        Od dziecka do rozstania? To ze zastanaiam sie nad posiadaniem dziecka, to chyba
        nie jest takie niezwykle w moim wieku. I nie rozumiem pojecia: zrobic sobie
        dziecko. Co to, kanapka?
        A te okolicznosci - to targajace mna sprzecznosci.
        A to ze nie potrafie sie odciac od otoczenia? Nie znasz mojego otoczenia. To
        dosc hermetyczne.

        Zreszta sama nie wiem czego sie spodziewalam umieszczajac tu swoj post.
        Litosci? Zrozumienia?
        • aka11 Re: Boje sie miec dziecko 12.04.02, 12:46
          Gość portalu: zona napisał(a):

          > Od dziecka do rozstania? To ze zastanaiam sie nad posiadaniem dziecka, to chyba
          >
          > nie jest takie niezwykle w moim wieku. I nie rozumiem pojecia: zrobic sobie
          > dziecko. Co to, kanapka?
          > A te okolicznosci - to targajace mna sprzecznosci.
          > A to ze nie potrafie sie odciac od otoczenia? Nie znasz mojego otoczenia. To
          > dosc hermetyczne.
          >
          > Zreszta sama nie wiem czego sie spodziewalam umieszczajac tu swoj post.
          > Litosci? Zrozumienia?

          Gdzie ja napisałam, ze możesz "zrobić sobie" dziecko?
          Nie użyłabym takiego określenia, bo jest conajmniej dalekie mojemu podejściu do
          tematu. Więc albo nie czytałaś uważnie albo nie mi odpowiadasz.
          Pozdrawiam.
        • Gość: Anna Re: Boje sie miec dziecko IP: *.met.pl 14.04.02, 17:20
          Rozwód!!! I to natychmiast!!! Potem będzie za późno. Jeżeli znajomi się od
          ciebie odwrócą, chrzań takich znajomych. Jak na razie już robisz za mamusię,
          nie widzisz tego? W takim układzie nigdy ci się nie zachce mieć dziecka, bo
          już je masz. Wystawić tego darmozjada za drzwi i niech sam sobie zacznie
          radzić w życiu, najwyższy czas! Nie miej ani grama litości, bo facetów dobrych
          w łóżku jest mnóstwo, ale niewielu przy okazji nadaje się do wspólnego życia.
          Ja jestem tego doskonałym przykładem, też się cackałam jak ze zgniłym jajkiem
          z artystą, który do życia nie dorósł, aż przejrzałam na oczy. Teraz jestem
          szczęśliwa z człowiekiem, który jest moim partnerem nie pasożytem. Powodzenia.
    • Gość: Ewa Re: Boje sie miec dziecko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.04.02, 11:34
      Bardzo Ci współczuję, ale nie potrafię ci pomóc, ponieważ sama mam takie błędne
      koło.Jedynym pocieszeniem moze być to, że rozumiem cię jak nikt inny.
      Wiem napewno pojawi się ktoś, kto powie dziewczyny po co brałyście takich
      facetów, ale to nie takie proste.
      Mój mąż jest spokojnym, dobrym i bardzo rozsądnym człowiekiem. Jednak pomocy z
      niego żadnej, ja załatwiłam mieszkanie/ wcześniej 6 razy przeprowadzaliśmy się
      z wynajętego na wynajęte/, wszelkie sprawy urzedowe, administracyjne, włącznie
      z podłączeniem kablówki, na której to jemu zależało- zawsze mówił ty idź, ty
      jesteś bardziej wygadana.
      Nie jest też wyściem z sytuacji zostawienie spraw samym sobie, niech on się
      tym zajmie, ponieważ albo nie załatwi, albo nie ma czasu, ale coś pokręci.
      Pracę ma nie zaciekawą i słabo płatną, szuka, a raczej ja mu szukam...
      Co do dzieci, ja w przeciwieństwie do Ciebie czuję i to bardzo potrzebe bycia
      matką, i boje się, czegoś innego niż ty, bardziej przeraża mnie myśl, co będzie
      jeżeli będzie musiał sam utrzymywać dom, macieżyński tylko 4 miesiące i co
      potem, ja powrotu do pracy nie mam, wiem to już teraz, znam siebie i wiem, że
      znalazłabym inną, ale kto wtedy zostanie z dzieckiem i inne tego typu dylematy.
      Strasznie sie rozpisałam, ale czuje to co Ty. Dodam jeszcze, iż najbardziej
      mnie przeraża, gdy w sytuacji zdawałoby się bez wyjścia ja staję na głowie by
      coś wymyślić, a mój mąż mówi - no i co ja ci na to poradzę.
      serdecznie pozdrawiam
    • Gość: Marta Re: Boje sie miec dziecko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.04.02, 11:37
      Podpisuje sie pod tym co napisała moja poprzedniczka . Czasami wydaje mi sie ,
      ze zaden z problemów postawionych na forum nie doprowadzi do totalnego
      zdumienia , ale jednak myle sie . I tak naprawde to szczerze ci współczuje :
      27 lat czyli poczatek waszej współnej drogi a Ty piszesz - przyzwyczajenie ,
      może odejde , ale strace znajomych Ha , ha , ha ( to z gorycza ) .
      Piszesz , ze Twoj maz jest niedojrzały - mysle , ze Ty tez jeszcze
      bardzo ;wiec w sumie sie dobraliscie , no nie ?
    • Gość: pletwa3 Re: Boje sie miec dziecko IP: *.pekao.com.pl 12.04.02, 13:06
      O rany, jakbym czytała o moim byłym mężu!! Wieczny chłopczyk. Kochał mnie
      bardzo, nie da się zaprzeczyć, ale wychowany przez mamę i babcię uznał mnie za
      kolejną kobietę, która będzie się nim opiekować. Pracę załatwiła mu mamusia,
      bardzo marnie płatną zresztą, a jemu nie chciało się szukać innej. Nawet jak
      miał możliwość dorobić na boku to mówił "eee, ile ja tam zarobię, to się nie
      opłaca" - mimo że byliśmy w tragicznej sytuacji finansowej i każdy grosz się
      liczył. Też uważał, że najlepszym rozwiązaniem jest wygranie w totka. Tylko że
      ja nie miałam dylematu - mieć czy nie mieć dziecko, bo mieliśmy "wpadkę" i
      dziecko się pojawiło nieplanowane. Dziecko kochał też bardzo, ale kiedy miało
      trzy miesiące pojechał sobie z kolegami nad morze, bo : "ja zawsze w lipcu z
      nimi wyjeżdżałem, przecież wakacje są". No i tak dalej, i tak dalej.
      Rozwiedliśmy się po 5 latach małżeństwa - niby bezpośrednim powodem było to, że
      kogoś poznałam, ale tak myślę, że gdyby nie to, że miałam dosyć zajmowania się
      wszystkim i utrzymywania dwójki dzieci, to nie spojrzałabym na nikogo innego...
      I wcale Ci się nie dziwię, że boisz się mieć dziecko. Wszystkie inne sprawy
      ostatecznie można olać, powiedzieć " a w nosie mam, niech się wali", ale
      dzieckiem musisz się zająć zawsze i jeśli nie masz w nikim pomocy i oparcia, to
      jest bardzo trudno. Wiem, co to znaczy stracić krąg znajomych, bo ja też po
      rozwodzie straciłam, a trochę trwało zanim nawiązałam nowe przyjaznie.
      Może zanim zdecydujesz, czy chcesz tego dziecka, to narazie spróbuj go wdrożyć
      do jakichś obowiązków, przestań mu matkować, postaw się okoniem - to dorosły
      facet, niech sobie radzi. A potem się zobaczy....
      Powodzenia,
      Płetwa
      • Gość: zona Re: Boje sie miec dziecko IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 12.04.02, 13:44
        Dzieki serdeczne za slowa otuchy. Chyba tego potrzebowalam. Zreszta skoro czesc
        z Was to zna, to same wiecie ze pomimo codziennej "dzielnosci", raz na jakis
        czas zdarza sie dol. I komu wtedy sie wyzalic?
        Chlopczyk chowa glowe w piasek.
        Pozdrawiam i zazdroszcze ze starczylo Ci odwagi
      • Gość: Otryt Jaki dziś teść/teściowa taki jutro mąż/żona IP: 192.168.3.* 12.04.02, 15:05
        Gość portalu: pletwa3 napisał(a):

        ale wychowany przez mamę i babcię uznał mnie za
        > kolejną kobietę, która będzie się nim opiekować.


        A jaki był ojciec męża? Czy w ogóle był? Płetwa sama odpowiada na to pytanie.

        Chłopcy wychowywani przez matki niestety często tacy są. Jest to grupa
        potencjalnego ryzyka. Dlatego przyszłe żony powinny to wziąć pod uwagę. Coraz
        mniej ojców wychowuje swoich synów. Z różnych powodów: rozwód, praca, lenistwo.
        Brak dobrych wzorców męskich: radzenia sobie w trudnych sytuacjach, brania sprawy
        w swoje ręce, odnoszenia się do żony i dzieci powoduje, że wielu mężczyzn nie
        dorasta do swojej roli. Nauka tego w dorosłym wieku jest bardzo trudna i nawet ,
        jeśli zakończy się sukcesem jest często okupiona wieloma cierpieniami. Za 20 lat
        zaczną zakładać związki ci chłopcy, którzy są dziś chowani przez samotne matki
        lub dwie panie. Będzie jeszcze więcej dorosłych chłopczyków.

        Pozdrawiam
        Otryt
        • ta_mar_ta Re: Jaki dziś teść/teściowa taki jutro mąż/żona 16.04.02, 13:49
          Gość portalu: Otryt napisał(a):

          > Chłopcy wychowywani przez matki niestety często tacy są. Jest to grupa
          > potencjalnego ryzyka. Dlatego przyszłe żony powinny to wziąć pod uwagę. Coraz
          > mniej ojców wychowuje swoich synów. Z różnych powodów: rozwód, praca, lenistwo
          > Brak dobrych wzorców męskich: radzenia sobie w trudnych sytuacjach, brania spra
          > wy w swoje ręce, odnoszenia się do żony i dzieci powoduje, że wielu
          > mężczyzn nie dorasta do swojej roli. Nauka tego w dorosłym wieku jest bardzo
          >trudna ...

          Zgadzam się ( nie po raz pierwszy :) ) z Otrytem.
          Założyłam kiedyś wątek "Ojciec, Tato, Tatuś ". Zgłosiło sie tam trochę Pań
          opisując swoje relacje z ojcami , i co mnie zadziwiło- bardzo mało meżczyzn !
          Wyciągnęłam wniosek, że Panowie maja nikłe i coraz skromniejsze więzi ze swoimi
          Ojcami, co wpływa moim zdaniem na brak "męskiego wzorca" i "niewieścienie"
          meżczyzn oraz ich ogólne "zmamlasienie".

          Otryt ujął ten temat z właściwą sobie elegancją, ja za ew "zmamlasienie"
          mężczyzn, co się nie poczuwają-przepraszam :)
          Ta_

          P.S. Ogólnie zmamlasieni to znaczy,że NIE wszyscy meżczyźni są tacy, ale to, że
          jak już zmamlasienie kogoś naruszy, to zmamlasi bez reszty. Czyli, że nie można
          być na wpół-zmamlasionym.
          Ta_
          • Gość: Otryt Panowie brońcie swoich synów przed zmamlasieniem IP: 192.168.3.* 16.04.02, 16:05
            Zmamlasienie - piękne słowo. Włączam je ta Marto do swojego słownika. Myślę, że
            ma szanse trafić do słownika języka polskiego, jeśli go sobie tutaj poużywamy i
            spopularyzujemy.

            Tak więc Panowie brońmy swoich synów przed zmamlasieniem. Sprawa jest w naszych
            rękach. Znajdźmy trochę czasu dla swoich synów.

            Słyszałem niedawno o przypadku, że w szkole średniej wychowania fizycznego
            uczy chłopców kobieta. Tak więc zmamlasienie wchodzi drzwiami i oknami i jeśli
            my ojcowie nie postawimy się, wszystko nam wokół zmamlasieje.

            Pozdrawiam
        • milusia_ Re: Jaki dziś teść/teściowa taki jutro mąż/żona 10.06.02, 14:52
          Gość portalu: Otryt napisał(a):

          > Gość portalu: pletwa3 napisał(a):
          >
          > ale wychowany przez mamę i babcię uznał mnie za
          > > kolejną kobietę, która będzie się nim opiekować.
          >
          >
          > A jaki był ojciec męża? Czy w ogóle był? Płetwa sama odpowiada na to pytanie.
          >
          > Chłopcy wychowywani przez matki niestety często tacy są. Jest to grupa
          > potencjalnego ryzyka. Dlatego przyszłe żony powinny to wziąć pod uwagę. Coraz
          > mniej ojców wychowuje swoich synów. Z różnych powodów: rozwód, praca, lenistwo
          > .
          > Brak dobrych wzorców męskich: radzenia sobie w trudnych sytuacjach, brania spra
          > wy
          > w swoje ręce, odnoszenia się do żony i dzieci powoduje, że wielu mężczyzn nie
          > dorasta do swojej roli. Nauka tego w dorosłym wieku jest bardzo trudna i nawet
          > ,
          > jeśli zakończy się sukcesem jest często okupiona wieloma cierpieniami. Za 20 la
          > t
          > zaczną zakładać związki ci chłopcy, którzy są dziś chowani przez samotne matki
          > lub dwie panie. Będzie jeszcze więcej dorosłych chłopczyków.
          >
          > Pozdrawiam
          > Otryt


          O czym ty piszesz? pewnie, że wychowanie ma znaczący wpływ
          na naszą osobowość, ale nie można tak uogólniać!
          Mój dziadek był alkoholikiem.W dodatku niedojrzałym i nie
          toszczącym sią o rodzinę. Idąc twoim tokiem myślenia -
          mój ojcec powinien być taki sam. Na szczęście nie! Kiedyś
          mi powiedział, że jak był mały to przyrzekł sobie, że nie
          bądzie taki jak jego ojciec. Nie pije, dba o rodzinę, jest
          czuły i ma poczucie humoru :-D

          "Jaki dziś teść/teściowa taki jutro mąż/żona" - to
          zbytnie uproszczenie.
          • otryt Re: Jaki dziś teść/teściowa taki jutro mąż/żona 17.06.02, 11:26
            Milusiu,

            Piszesz:

            > O czym ty piszesz? pewnie, że wychowanie ma znaczący wpływ
            > na naszą osobowość,

            Raczej zły lub dobry przykład i naśladowanie rodziców mają znaczący wpływ na
            naszą osobowość. To bardziej kształtuje młodego człowieka niż tzw.
            wychowywanie. Gdy brak dobrego wzorca do naśladowania lub ten wzorzec jest w
            jakiś sposób nieobecny mogą pojawić się trudności.

            > ale nie można tak uogólniać!

            Oczywiście zgadzam się z Tobą , że jest to uogólnienie. Czy uzasadnione...? Nie
            wiem , można mieć pewno różne opinie w tej sprawie. Pisałem, że osoby, które
            kształtują się bez dobrych wzorców męskich lub ci chłopcy, których ojcowie są
            nieobecni w ich życiu stanowią grupę potencjalnego ryzyka, czyli, że będzie im
            trudniej niż innym właściwie ukształtować swoją osobowość. Nie znaczy to
            oczywiście , że będzie to niemożliwe. Pozytywnym wyjątkiem jest Twój ojciec.

            > Mój dziadek był alkoholikiem.W dodatku niedojrzałym i nie
            > toszczącym sią o rodzinę. Idąc twoim tokiem myślenia -
            > mój ojcec powinien być taki sam. Na szczęście nie! Kiedyś
            > mi powiedział, że jak był mały to przyrzekł sobie, że nie
            > bądzie taki jak jego ojciec. Nie pije, dba o rodzinę, jest
            > czuły i ma poczucie humoru :-D

            Lubię czytać takie historie ludzi, którzy wyszli z piekła i utworzyli
            szczęśliwe rodziny, pokonali reguły rachunku prawdopodobieństwa, bo przeważnie
            późniejszy los dzieci, z rodzin alkoholików jest jednak inny niż los Twojego
            ojca.

            > "Jaki dziś teść/teściowa taki jutro mąż/żona" - to
            > zbytnie uproszczenie.

            Skłonny jestem przyznać Ci rację, szczególnie po przeczytaniu innych wątków, w
            których się wypowiadałaś. Myślę bardzo podobnie. Podpisuję się obiema rękoma
            pod tym co napisałaś w wątku o depresji.

            Pozdrawiam
            ^^^ o.
    • Gość: Hania Re: Boje sie miec dziecko IP: 195.224.164.* 12.04.02, 13:22
      Maz chlopczyk, ja takiego mam i kocham go cala soba. W obecnej chwili staramy
      sie wyprowadzac, ja zalatwiam mieszkanie i formalnosci. Ja zalatwilam mu dobrze
      platna prace, ale co to za problem, moj maz zostal tak przyzwyczajony przez
      swoja mamusie i teraz mieszka ze mna, to sprawa przyzwyczajenia. Opiekujemy sie
      soba nawzajem tylko tak sie sklada, ze ja jestem lepsza w zalatwianiu a on w
      opiekowaniu sie mna. To wynika z wielu rzeczy, z wychowania, jezeli go wszyscy
      traktuja jak male dziecko to on bedzie takim do konca ale wszystko mozna
      zmienic miloscia. Ja mojego chlopczyka kocham i nie chcialabym zadnego innego
      ojca dla mpjego nienarodzonego dziecka. Pozdro i jak nie chcesz tego faceta to
      go zostaw, nie znajdzie sobie kobiete z ktora mu bedzie dobrze, przeciec
      najwazniejsze to czuc sie dobrze w zwiazku.
    • Gość: intruz Re: Boje sie miec dziecko IP: 212.244.188.* 12.04.02, 13:27
      Boze moj, az sie boje. Zona, tak sie czuje jakbym to ja napisala. Az mnie oblal zimny pot. Jesli masz ochote podaj
      mi maila. Chetnie napisze.
      Pozdrawiam
      PS. Nic nie poradze, bo sama sobie poradzic nie moge, a problem mam wypisz wymaluj ten sam.
    • agniechaa Re: Boje sie miec dziecko 12.04.02, 19:47
      Gość portalu: zona napisał(a):

      > Jednak przyszedl czas - biologia, gdy czas zastanowic sie na dzieckiem. Problem
      > jednak w tym ze ja chyba nie mam instynktu macierzynskiego. Nie wiem czy on sie
      > we mnie kiedys obudzi. A moze lek przed posiadaniem dziecka wynika z obawy, ze
      > kolejny obowiazek spadnie znow na mnie i moge sobie juz nieporadzic?

      Skoro nie czujesz, ze chcesz byc matka a jedynie martwi Cie "tykajacy zegar" to
      znaczy, ze to jeszcze nie ten moment, ze najzwyczajniej jest jeszcze za wczesnie.
      Inna sprawa to to, czy chcesz aby to Twoj maz byl ojcem Twoich dzieci.... - czy
      widzisz go w roli ojca? czy potrafisz sobie wyobrazic sytuacje, kiedy to on
      zajmuje sie dzieckiem?
      Dziecko sie ma sie "na cale zycie" i naprawde wazne jest to kto jest jego ojcem...

      > Ktos powie: zostaw go. Ale to nie takie proste. Boje sie zostac sama, przeciez
      > juz sie przyzwyczailam zyc z facetem.

      Jezeli jedynym powodem Twojego bycia z mezem jest przyzwyczajenie -i to w tak
      mlodym wieku jak 27 lat- to jest to smutne... i "chore".
      Zastanow sie co bedzie za lat 10? 20? 30?

      Poza tym jestesmy ze soba dosc dlugo,
      > mamy tylko wspolnych znajomych i to prawie same pary. Po rozstaniu zostalabym
      > odrzucona przez towarzystwo i tego jestem akurat pewna, no i czesc rodziny.

      Jezeli zostalabys odrzucona przez towarzystwo tylko dlatego, ze rozstalas sie z
      mezem, ktory nijak nie zaspakajal Twoich potrzeb i ktoremu musialas matkowac to
      niestety chyba nie jest to towarzystwo na ktorym Ci powinno szczegolnie zalezyc.

      Zreszta zapewniam Cie, ze czasami to sa tylko nasze obawy, ze otoczenie nie
      zrozumie naszych decyzji i sie od nas odsunie.
      Ja tez przed rozwodem (teraz jestem szczesliwa mezatka) obawialam sie reakcji
      otoczenia i czesci rodziny ale wiedzialam, ze to jest moje zycie i, ze prawdziwi
      przyjaciele, znajomi i rodzina dobrze mi zycza i na pewno zrozumia moja decyzje.
      I bylam b. pozywnie zdziwiona. Dosc powiedziec, ze siostra b. meza na wiadomosc o
      tym, ze sie rozwodzimy powiedziala do mnie: "Wiesz co Aga, i tak sie dziwie, ze
      tyle wytrzymalas. To moj brat ale na Twoim miejscu juz dawno bym to zrobila".


      Wiem, ze trudno jest podejmowac takie decyzje i ze sa to sprawy indywidualne ale
      zastanow sie co jest dla Ciebie najwazniejsze i pogadaj z nim o swoich
      watpliwosciach i uwagach. Bo na dluzsza mete tak nie da sie zyc (a raczej da
      sie... ale co to jest za zycie). A jezelu stwierdzisz, ze "jest niereformowalny"
      to pamietaj, ze 27 lat to strasznie malo i... podejmij wlasciwa dla Ciebie
      decyzje.

      Trzymaj sie!

      Pozdrowienia

    • Gość: Aśka Re: Boje sie miec dziecko IP: *.pai.net.pl 12.04.02, 21:13
      Moim zdaniem, Żono, masz problem nie tyle z mężem co z samą sobą. Wpakowałaś
      się do klatki zbudowanej ze strachu. Ze strachu przed zaczynaniem od nowa
      ("Boje sie zostac sama"), ze strachu przed odrzuceniem przez otoczeniem ("Po
      rozstaniu zostalabym odrzucona przez towarzystwo i tego jestem akurat pewna, no
      i czesc rodziny"), ze strachu przed zranieniem męża ("Blaga zebym go nigdy nie
      zostawila"), i wreszcie ze strachu przed podjęciem decyzji co jest ważniejsze:
      to co czuję i myślę ja czy oni? ("Po prostu dobijaja mnie te wszystki naciski z
      roznych stron"). Czy nie masz wrażenia, że pozwalasz im wszystkim z mężem na
      czele manipulować sobą?
      Drugiego człowieka nie da się zmienić, ale siebie tak. Poszukaj siebie sprzed
      paru lat...
      • _wikka decyzja i odrzucenie 14.04.02, 09:25
        > Moim zdaniem, Żono, masz problem nie tyle z mężem co z samą sobą. Wpakowałaś
        > się do klatki zbudowanej ze strachu. Ze strachu przed zaczynaniem od nowa
        > ("Boje sie zostac sama"), ze strachu przed odrzuceniem przez otoczeniem ("Po
        > rozstaniu zostalabym odrzucona przez towarzystwo i tego jestem akurat pewna, no
        >
        > i czesc rodziny"), ze strachu przed zranieniem męża ("Blaga zebym go nigdy nie
        > zostawila"), i wreszcie ze strachu przed podjęciem decyzji co jest ważniejsze:
        > to co czuję i myślę ja czy oni? ("Po prostu dobijaja mnie te wszystki naciski z
        >
        > roznych stron"). Czy nie masz wrażenia, że pozwalasz im wszystkim z mężem na
        > czele manipulować sobą?
        > Drugiego człowieka nie da się zmienić, ale siebie tak. Poszukaj siebie sprzed
        > paru lat...

        3 lata temu bylam w podobnej sytuacji. Rozwiodłam się. Chciałam przede wszystkim
        pozostać wierną sobie... Tym bardziej , że bardzo często słyszałam słowa krytyki
        dotyczace męża, ze strony rodziny znajomych. Kiedy podjełam decyzje o rozwodzie ,
        okazało sie, ze to ja jestem tą "złą". Ciagle docierały do mnie karcace opinie,
        ze mi odbiło itp. Były mąż zaczął obnosić sie, ze swoja tragedią odrzuconego. ja
        natomiast z natury nie jestem osobą histeryczną i to wszystko przeżywałam bez
        audytorium.
        Wiem oczywiscie ze tamci "przyjaciele" w tej sytuacji okazali sie nic nie warci,
        ale to ja ciagle jestem sama... Czuje sie bardzo zle, mimo że wiem , ze moja
        decyzja była słuszna. Najgorsze jest to , ze nie potrafie nikomu zaufać. Czasem
        jak mam doły , myślę sobie że powinnam tkwić w tamtej rzeczywistości - byłoby
        łatwiej...
        • agniechaa Re: decyzja i odrzucenie... do Wikki 14.04.02, 21:19
          A probowalas jakos rozmawiac z otoczeniem o powodach Twojej decyzji (bez
          zbytniego wdawania sie w bolesne szczegoly) albo jakos ustosunkowywac sie do
          opinii "pokrzywdzonego" b. meza (bez ataku)?

          Moj ex tez nalezy do grupy osob "obnoszacych sie" ze swoim "nieszczesciem", ja
          z kolei nigdy nie narzekam ani tez nie mowie o osobach trzecich jak ich nie ma
          (przynajmniej staram sie nie mowic).
          Ale moje otocznie jakos pojelo, ze skoro "nie rozwodze sie dla innego faceta" i
          mimo "doskonalosci" (w jego mniemaniu) meza rozwodze sie, to znaczy ze nie mi
          odbilo tylko, ze mam jakies strasznie wazne powody (o ktorych z powodu swoich
          zasad nie trabie na okolo) i, ze nie znosze bylejakosci.
          A jak ktos nie zrozumial i sie mnie pytal "dlaczego zostawilam X mimo tego,
          ze..." to mowilam, ze znaja tylko opowiesc jednej ze stron i gdyby bylo tak jak
          mowi, to bylabym najszesliwsza osoba na ziemi.... ale jak chca to moga mnie
          uwazac, za "zla kobiete".



        • agniechaa Re: decyzja i odrzucenie... do Wikki jeszcze raz.. 14.04.02, 21:20
          A! I trzymaj sie dzielnie i nie dawaj sie!
          Pozdrowienia
    • Gość: ann Re: Boje sie miec dziecko IP: *.wiml.waw.pl 15.04.02, 11:38
      Podpisalabym sie pod tym postem, w ktorym jest mowa o pracy nad wlasna osoba,
      niestety, to, ze zwiazalas sie z takim facetem tkwi w Twojej historii zycia i
      jest w niej gleboko osadzone, bo juz tak jest, ze ktos potrzebujacy opieki
      trafia jakos tak dziwnie na kogos kto tej opieki umie i moze udzielac. O ile
      wieczni chlopcy wychowani sa czesto przez nadopiekuncze kobiety, to te
      nadopiekuncze kobiety tez przewaznie pochodza z rodzin gdzie z jakiegos powodu
      musialy sobie radzic dojrzalej niz ich wiek by na to wskazywal i to nie z
      powodu tego, ze takie sa do przodu, ale dlatego, ze rodzina ich byla jakos tam
      nieoptymalna, brak ojca w domu(fizyczny lub psychiczny), najstarsze z licznego
      rodzenstwa itp... Przede wszystkim trzeba sie zmierzyc ze swoja psychika,
      dowiedziec sie wiecej o swoich uwarunkowaniach i ograniczeniach i powolutku
      zaczac realizowac swoje potrzeby(ale te realne, a nie te wynikajace z nacisku
      otoczenia). Predzej, czy pozniej to co teraz uwiera zacznie zupelnie bolec i
      bedzie nie-do-wytrzymania, albo z drugiej strony, Twoje realne potrzeby zostana
      zepchniete do ciemnego kata podswiadomosci i zaczna uwierac w inny sposob(np.
      pogorszenie sie stanu zdrowia).
      Jesli zajmiesz sie soba, swom rozwojem, moze jakas mala terapia indywidualna
      dojdziesz do momentu, w ktorym nie bedziesz miala tylu watpliwosci i podejmiesz
      decyzje bardziej dojrzala, odejsc, czy pozostac, miec dziecko, czy nie-miec
      dziecka, generalnie musisz traktowac rzeczywistosc tak jakbys tylko Ty sie
      liczyla i nie ogladac sie na sasiedztwo, wsluchiwac sie w swoje potrzeby, a z
      dzieckiem poki co sie wstrzymac, az bedziesz pewna czego chcesz, a czego na
      pewno nie bedziesz chciala.
    • Gość: Melba Re: Boje sie miec dziecko IP: *.chello.pl 15.04.02, 13:08
      Oburza mnie, gdy ktoś planuje dziecko "bo juz czas", a nie dlatego, że pragnie
      go najmocniej na świecie.
      Oburza mnie też, że ktoś może zyć z Piotrusiem Panem tylko po to, żeby nie
      zostać samamu.
      Zazdroszczę temu Piotrusiowi. Ten to ma fajne zycie. Cysorz to ma klawe
      zycie...Reszta nieważna.
      Współczuje Tobie tej za 20-30 lat. Naprawdę.
      • Gość: zoska Re: Boje sie miec dziecko IP: 158.66.100.* 16.04.02, 15:29
        zono, przeczytalam twoj post, jak tez wiele innych... coz moge powiedziec. ja
        nie zdecydowalam sie na dziecko z leku, z leku przed wlasnym mezem, ktory
        traktowal zrodzenie potomka jako kolejny element jego fantastycznej pokazowej
        ukladanki: mieszkanie, zona, samochod, dziecko... zona koniecznie miala byc
        reprezentacyjna, zeby koledzy zazdroscili, a przy tym juz kochaneczka nie
        postudiuje, nie powyjezdza na szkolenia ani do przyjaciolki, ach, bedzie
        siedziec w domu i dbac o gniazdko jak na prawdziwa wzorcowa kobiete przystalo,
        ciag dalszy ukladanki - samochod-super ale bron boze przyznac sie, ze na
        kredyt... i zeby w sciane... dziecko jak najbardziej, zeby jego mamusia a moja
        tesciowa zasypywana pytaniami w pracy przez kolezaneczki mogla wreszcie
        powiedziec: tak. ciagle naciski... zycie poswiecone kasie, bo ona wg mojego
        bylego meza stanowi o wartosci i pozycji, gra pozorow nawet dla najblizszych,
        zaklamanie, dulszczyzna... pisze tak chaotycznie, bo to boli, boli to
        wspomnienie, ciagle dreczenie, ze jest sie nie taka jak prawdziwa kobieta winna
        byc [wg meza]... balam sie, balam sie tego, ze co by sie stalo, gdyby np.
        dziecko urodzilo sie kalekie... nie byloby godnym nastepca, reprezentacyjne...
        boze, brzmi to jak bzdura, czytam to... czuje jeszcze to moje szamotanie sie,
        meczenie... a wyszlam za maz z milosci, ufnie, chyba naiwnie, w rozowych
        okularach...... i nie za piotrusia pana, tylko za tradycjonaliste wychowanego
        przez kobiety, poswiecajace sie mezczyznom, chocby bili i pili, ale zeby
        byli... odetchnelam jednak: odeszlam choc czulam, ze nie bedzie mi lekko.

        rozpisalam sie, nadawaloby sie to chyba tez na watek: klub sponiewieranych...
        szczesliwie nie do konca.
      • milusia_ Re: Boje sie miec dziecko 10.06.02, 14:59
        Gość portalu: Melba napisał(a):

        > Oburza mnie, gdy ktoś planuje dziecko "bo juz czas", a nie dlatego, że pragnie
        > go najmocniej na świecie.
        > Oburza mnie też, że ktoś może zyć z Piotrusiem Panem tylko po to, żeby nie
        > zostać samamu.
        > Zazdroszczę temu Piotrusiowi. Ten to ma fajne zycie. Cysorz to ma klawe
        > zycie...Reszta nieważna.
        > Współczuje Tobie tej za 20-30 lat. Naprawdę.


        Przestań się oburzać, tylko ZROZUM, wczuj się, daj mądrą
        wskazówkę.
    • Gość: anika Re: Boje sie miec dziecko IP: 195.94.218.* 06.06.02, 17:02
      jakbym czytała o sobie... tyle że mój mąż ideałem nie był. DZiecko urodziłam na
      samym początku i cóż... z biegiem czasu zdałam sobie sprawę, że nie mam ochoty
      sama dźwigać odpowiedzialności za całą rodzinę, że mogę nie oczekiwać niczego
      od dziecka, bo jest małe, ale od dorosłego czlowieka chciałabym choć wsparcie
      moralne w momencie problemów. A on rozkładał wtedy bezradnie ręce i pytał "o
      boże to co my teraz zrobimy". Z czasem traciłam do niego szacunek, przestałam
      go uważać za faceta, seks przestał być udany (bo jak się kochać z kimś, kogo
      sie uważa za wyrośnięte dziecko - to jak kazirodztwo). Też mnie bardzo kochał,
      a jednak się rozwiodłam. I poczułam jakby mi ktoś zdjął garb z pleców. Jeśli
      masz takie problemy, to poczekaj jeszcze z dzieckiem, bo mam wrażenie, że boisz
      się że nie dasz rady byc jednocześnie matką, żoną, kochanką, głową rodziny,
      kucharką i sprzątaczką. I na 99% nie dasz.
    • Gość: Joanna Re: Boje sie miec dziecko IP: *.dip.t-dialin.net 17.06.02, 12:51
      Czytam to wszystko i wlasnym oczom nie wierze.
      Czy Wy same wybieralyscie sobie mezow czy bylyscie zmuszane do poslubienia tego
      a nie innego.
      Czyzby w dniu slubu z tych tak zyciowo zaradnych super facetow porobily
      sie "duze dzieci" i maminsynki.
      Jak sobie poscielisz tak sie wyspisz - mowi stare przyslowie.
      Same wybralyscie a wiec nie narzekajcie na tak dla Was niesprawiedliwe zycie
      tylko ponoscie konsekwencje waszego wyboru.
    • Gość: MYSIA Re: Boje sie miec dziecko IP: *.krak.gazeta.pl 17.06.02, 13:49
      Kochana ZONO,
      Pierwsze co chce Ci powiedziec - DZiewczyno OPRZYTOMNIWEJ. DOPOKI JEST JESZCZE CZAS<, OBUDZ SIE.
      Kim jestem dlaczego tak mówie, jakie mam prawo - cos Ci opowiem.
      Oto jak ja zyłam. Bylam zon ajka Ty jestes - wszystko gotowe, pod nos, on pracował wiec cała rodzina na
      bacznoeśc 24 godziny na dobe Dom, dziecko, praca, studia doktoranckie. A moj mąż? Własna praca i własna
      "dupa"Był cudownym chłopcem cudownym nazeczonym a potem?. Wiecznie zmęczony i wiecznie
      niezadowolony, z siebie ze mnie, ze świata. Pieniadze i praca i on.To sie liczyło w naszym zyciu.
      zaczał mnie traktowac jak służbe i pogotowie seksualne a zareczaam Ci po 7 ,8 latach małżeństwa to bardzo
      proste jesli ktos nie mowi - dosyc. Skonczyło sie potwornie dla nas obojga ja chciałam rozwodu, on sie OBUDZIŁ.
      Obudził po kilku latach krzywdzwenia mnie - ani ja ani on - nie potrafimy sie terza od tego uwolnic I po co? Zrób
      jedno- nie rozmawiaj wiecej o problemie podziału pracy w waszym domu(mnie to nigdt nic nie dało, on tego
      zswyczajnie nie przyjmie do wiadomości - oleje, no bo właściwie c0 mu zrobisz?), nie rozmawiaj wiecej o tym kto
      i za co płaci rachunki , ZRÓB TO - podziel obowiazki a kiedy on ze swoich sie nie wywiąze powiedz z
      USMIECHEM - nie kochanie, niczego nie odkrece. Jesłi go KOCHASZ, unikaj awantur jak ognia. UNIKAJ za wszelka
      cene okazywania niezadowolenia, słów "znowu nie zrobiłweś, znowu nic nie wiesz" itd DAJ MU CZAS DO
      NAUCZENIA sie swoich obowiązków. Jeśłi jest nidojrzały, bedzie je traktował niedojrzale ale POZWOL MU na to.
      Niech sie w nie wczuwa w swoim tempie. ALE NA BOGA _ nie popelniaj takiego błedu jak ja - nie bierz
      wszystkiego na soiebie, nie rób tego - to tylko sprawi ze bedziecie sie od siebie ODSUWALI, coaraz bardziej i on
      coraz bardziej bedzie sie czuł Tobie niepotrzebny a to zawsze konczy sie katastrofą. I najważniejsze - dziecko
      to najwiekszy dar losu i zycia jaki mozna sobie wyobrazić. To co daje dziecko kobiecie nie da sie przyrownac do
      niczego na swiecie - jesli zostaniesz matka a tego goraco Ci życze, poczujesz sie SPEŁNIONA. WARTO,WARTO -
      dla was obojga, dla Ciebie. A swoja droga nie ma nic cenniejszego co moze Ci dac w zyciu Twoj mężczyzna - jak
      własnie dziecko.
      Jedna rzecz - on musi wiedzieć od pierwszego dnia Twojej ciązy - to nie przelewki, skonczyła sie twoja
      niedojrzałóśc, twój brak obowiazków - teraz czas na sprawdzenie kim, jestes i co jestes waRT- jeśli Ciebie
      kocha, a założe sie ze tak jest, stanie na głowie, zeby Ci pokazać ze jest MĘŻCZYZNĄ. Musisz tylko umiejetnie
      zaczepic jego meska ambicje. Nie mówiąc mu - jestes generalnie do niczego, ale zobaczymy - wrecz przeciwnie -
      Ty mój mężczyzna dasz mi wszystko czego potrzebuje....:-))
      Rozumie doskonale Twoje obawy, wiem ze cieżko Ci będzie, wspólczuje z góry ale trzymam za Ciebie kciuki, -
      NIE DAJ SIE, zapedzic w kozi róg, pozornej dobroci - mż\ężczyźni potrzebuja teraapiiwstrzasowej. Po moim
      rozstaniu z mężem, moim męscy przyjaciele mówili mi - mężczyzan jest jak cep, prosty az do bólu, jesli nie
      dostanie po głowie, nic do nniego nie dotrze. NIe mówie ze to wielka madrość ale mówie - cos w tym jest. TWOJ
      MEZCZYZNA w swoim własnym egoizmie posunie sie tak daleko jak mu na to pozwolisz i nie pomysli zanim jego
      EGO sie nie rozpadnie. Mężczyźni nie wiedza co czujea kobiety - ba nawet my same czasem tego nie wiemy. :-))
      Życze wszystkiego co njlepsze, nie namawiam Ciebie na dziecko - sama o tym zadecydujesz ale wiedz ze w
      życiu załuje wiele ALE NIE TEGO ze urodziłam i jestem szczesliwą matka 7 letniej córki.
      Mysia
      PS - potwornie sie nagadałam, sorki ze tak haotycznie i moze nieskładnie...... I nie traktuj tego jak pouczenia,
      szkoda ze ja nie pisałam postów o swoich problemach - moze zrozumiałabym wcześniej ze jak boli jak jest
      niewygodnie - trzeba krzyczeć, jest mi żle, nie chce tak, jest mi niewygodnie, nie zgadzam sie.... Nie badz "dobra
      samarytanka" w swoim małżeństwie - to njwiekasz głupota bo sprawi, ze nie otrzymasz tego co Ci sie słusznie
      należy ( a to z Arystotelesa- on uwazał ze sprawiedliwym jest to co sie komu słusznie nalezy...:-)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka